Z dziennika wypadków w życiu akademickim w PRL

baner historia PRL

Z dziennika wypadków w życiu akademickim w PRL

[zapisane w : Estreicher Karol – Dziennik wypadków tom V 1973-77 (s.589-593)]  - Dla przyszłego historyka Uniwersytetu Jagiellońskiego

„Podstawowym zadaniem szeregów partyjnych („POP”) jest „umacnianie i pogłębianie socjalistycznych treści w życiu Uczelni“. Wymaga to dysponowaniem liczną kadrą odpo wiedzialnych i „ofiarnych” działaczy — członków Partii.

Wzrost szeregów partyjnych od 1968 roku jest największą troską czynników partyjnych UJ.

Rozwinięto szeroką akcję re krutacyjną wśród młodszych pracowników, stażystów i asystentów”. Mimo obietnic, mimo przywilejów i korzyści nadawanych kandydatom partyjnym (pensji, mieszkań, paszportów i wyjazdów zagranicznych) napływ kandydatów od lat jest marny. Z pomiędzy asystentów i studentów mało kto zapisuje się w szeregi komunistów. Członkami organizacji partyjnej w Uniwersytecie Jagiellońskim są głównie urzędnicy administracji, niemal z reguły (na wyższych stanowiskach!) łapownicy i rozrabiacze. także (na Wydziale Prawa) krypto mi licjanci i tajniacy udający studentów, a rozsiani w domach akademickich.

Poziom ideowy aparatczyków partyjnych jest bardzo niski. Nikt z nich nie wierzy w hasła głoszone oficjalnie na zebraniach, kursokonferencjach, na poufnych sympo zjach. Partyjni asystenci, adiunkci, docenci, a także profesorowie wstydzą się swej przy należności do Partii. Nie mówią o tym. Największą dla nich przyjemnością jest jeżeli ktoś udaje, że nie wie. Partyjny nigdy — ale to nigdy — nie oświadczy, że jest partyjnym. Największym nietaktem (można za to grubo zapłacić!) jest uczynić jakąkolwiek aluzję do Partii i przynależności do niej.

Do dobrego wychowania, do obyczaju należy — jeże li już ktoś się dowie, że drugi jest partyjny, lub gdy ktoś się przyzna do przynależności do Partii — do dobrego tonu należy wyrazić zdziwienie i zaskoczenie („tak?! — Pan na leży do Partii; nie wiedziałem o tym”.) Na temat Partii się nie mówi, nie wymienia tego słowa. Dlaczego? Bo wszyscy, a przede wszystkim partyjni wstydzą się. Boją się, wsty dzą, nie wiedzą co z tą przynależnością partyjną zrobić. Być dumnym czy ukrywać się? Wolą (z wyjątkiem oficjalnych działaczy „aktywistów”), jak długo się da, ukrywać się.

Innym sposobem (szeroko stosowanym) to udawanie liberała. Czasem może i jest to szczere, ale zawsze bez świadków. Partyjny rozgląda się dobrze, a potem daje poznać, że jest po stronie rozmówcy, że to co się dzieje w Polsce jemu też się nie podoba, że dążyć należy (tu rozgląda się jeszcze raz) do zmian… Myśli, że bezpartyjnego kolegę, pracow nika, podwładnego wyciągnie na zwierzenia. Nie wie, że na ogół ludzie — społeczeństwo — informują się wzajemnie i ostrzegają przed partyjnymi. Jakże często na Uniwersytecie Jagiellońskim słyszę i na odwrót (i ja to także czynię): „proszę uważać XYlub NN jest partyjny.” Czasem daje się do poznania, że „to bardzo porządny człowiek choć partyjny.”.

Rektor Karaś celuje w metodzie prowokowania zwierzeń, i gdy tylko zamkną się drzwi rektoratu zaczyna rozmowę tonem budzącym zaufanie. Pyta o problemy uniwer syteckie i wyciąga na zwierzenia i donosy. Ponieważ profesorowie, zwłaszcza młodsi, chcą mu się przypodobać więc potakując zaczynają mu opowiadać swoje ambicje i kło poty. Nie wiedzą, że Pan Rektor („Jego Magnificencja”) nie tylko słucha, ale wszystko jest notowane na taśmie podsłuchowej.

Osobny rozdział w życiu uniwersyteckim to donosy . Celują w tym przede wszystkim urzędnicy zwani szumnie dyrektorami administracyjnymi. Jest ich aż czterech. Naczelnym jest Sporek — prymityw na poziomie murarza, albo majstra budowlanego, i jego zastępcy: Turski (poziom konduktora autobusowego, nie! kontrolera!), niejaki Błachut (wyraźny agent Urzędu Bezpieczeństwa) i buchalter, „kwestor”, niejaki Bunsch (syn malarza, intrygant i złośliwiec). Dyrektorzy ci zostali przydzieleni Uniwersytetowi z Zakładów Wapiennych czy Kruszywa, z Azotów czy z czegoś podobnego. Woła ich „JM Rektor” i wysłuchuje codziennie ich donosów na siebie wzajem i na profesorów.

W rękach tych niedokształconych, opanowanych manią władzy urzędników znajdują się losy około 20 tysięcy osób: awanse, pensje, mieszkania. Wszyscy są uzależnieni od de cyzji „obywatela Rektora”, decyzji bezapelacyjnych i niekontrolowanych.

Senat akademicki właściwie nie istnieje. Zasiadają tam mianowani dziekani (partyjni), zastraszeni prorektorzy, urzędnicy administracyjni uzależnieni od Karasia, delegaci Partii i młodzieży. Senat nie ma żadnego znaczenia. Nuda i fałsz panują na posiedzeniach.

Donosy, oskarżenia, intrygi — to codzienna porcja rektora (mianowanego!) Mieczysława Karasia. Lubuje się on w tego rodzaju postępowaniu. Pławi się z lubością w płot kach. On, prowincjonalny członek KC Komisji Kontroli Partyjnej w Warszawie. Tam nie ma żadnego znaczenia, ale tu w Krakowie jest bardzo ważny.

Nałykawszy się plotek i donosów „ob. J.M. Rektor” zaczyna przyjmować strony…

Profesorów nie widzi się w rektoracie. Z teczkami i sprawami przybywają prorektorzy (jest ich czterech: Hess, Surma… i Wójcik). Każdy z nich się podlizuje, jak tam umie i może, ale to i tak nie chroni ich od besztania i obrażania przez „obywatela rektora”. Rektor bowiem (bez jednego oka, a źle, bardzo źle widzący na drugie) łatwo wpada w rozdrażnienie, a pewny swej bezkarności rozpoczyna rozmowę od besztania. Potem dopiero zaczyna załatwiać sprawy.

Karaś jest człowiekiem bystrym, szybko się orientującym, szybko się decydującym, energicznym, ambitnym. Ma znajomość ludzi i spraw środowiska inteligencji. Obdarzo ny jest doskonałą pamięcią, tak jakby natura wynagradzała mu kalectwo. Te zalety i ta lenty powiększa wykształcenie językoznawcy nabyte w dobrej szkole Nitscha i Taszyckiego (w latach 1945-1955). Od 1957 roku zajmuje w Uniwersytecie decydujące i władcze stanowiska: dziekan, sekretarz organizacji partyjnej, prorektor, rektor. Praco witość i ambicja wybicia się sprawiły, że wysunął się na czoło. Spryt pozwolił mu zyskać zaufanie dygnitarzy partyjnych w Warszawie. Lata 1944 i 45, gdy służył w Milicji Ludo wej dały mu bezcenne związki z dzisiejszymi dygnitarzami tajnej służby bezpieczeństwa. Dostęp do tek i papierów personalnych UJ pozwala mu być poinformowanym o kolegach. Zna ich zalety, charaktery, ale także i ich grzechy… Dla słabych jest wyniosły i brutalnych, dla silniejszych od siebie uniżony, grzeczny i posłuszny.

Wady i świństwa charakteru przewyższają zalety. Karaś jest zepsuty władzą. Od lat przeszło dwudziestu jest przyzwyczajony do świetnych dochodów, do tego, że ciągle idzie w górę, do uniżoności, do obsługiwania przez urzędników, do auta, do hołdów, gronostajów, łańcuchów, do szoferów, do uległości słabszych i do uległości wobec moc niejszych. Stracił równowagę, tak jak to bywa z władcami i dygnitarzami. Przyzwyczaił się, że awansuje, że każdy rok Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Jagiellońskie go (mit w społeczeństwie ciągle działa!) wynosi go o stopień w górę. Drażni go już nie tylko każde niepowodzenie, ale i każda przeszkoda…

Do tego dołącza się skrajna za zdrość i zawiść. Jak zawsze u ludzi, którzy intelektualnie zardzewieli, jest chorobliwie zazdrosny o cudze sukcesy czy osiągnięcia, zazdrosny o stanowisko, o posiadanie. Wieczne rozdrażnienie i kłopoty na stanowisku rektora pogłębiają te słabe strony cha rakteru. Stosunki domowe ma także nie najlepsze! Córka, która ukończyła anglistykę, ojca nie lubi. Niemal na siłę została, teraz w tym roku, sprowadzona z Anglii, gdzie chciała zostać, „wybrać wolność” — co złamałoby karierę ojca.

Na Uniwersytecie, do chwili mianowania Karasia rektorem, stosunki nie były inne. Organizacja partyjna składała się z kilku, kilkunastu profesorów i z urzędników administracyjnych o bardzo niskim poziomie umysłowym.

W 1968 roku, przed dziesięciu laty, Karaś obiecał zmienić ten stan rzeczy. Zabrał się do tego w sposób sprytny, a bezwzględny. Przede wszystkim zamienił urzędników administracyjnych. Usunął sta rych partyjnych łapowników, jak np. Wlodka i Hajeca („dyrektorów administracyjnych”). Wyrzucił ich odkrywając ich grzechy, a na ich miejsce sprowadził nowych, złośliwszych, bezwzględniejszych i bardziej tępych. Na poufnych posiedzeniach tzw. Małego Senatu dał im do poznania, że profesorowie i asystenci są na Uniwersytecie złem koniecznym, że zadaniem uczelni jest nie uczyć lub szerzyć wiedzę — ale przede wszystkim panować nad młodzieżą, aby przypadkiem się nie burzyłai za dużo nie gadała.

Sporek, były dyrektor z fabryki Azoty czy przetwory wapna (i jego towarzysze)  zrozumieli w lot te intencje Karasia. Kierowniczką spraw personalnych profesorów zostala przystojna, umalowana, upięta, ufryzowana i uperfumowana pani Irena Koziołowa, jeszcze nie tak dawno dziewczyna na posyłki, bez szkoły średniej, bez cienia wykształcenia, której Partia nadała rozmaite tytuły: maturę, magisteriat, etc. Wszystko to było sztuczne, fałszywe. Mały buchalter Bunsch będący na poziomie księgowego z zakładu produkcyjnego został naczelnym kwestorem. Otrzymał ogromne fundusze i nieograniczone możliwości. Intrygował i donosił na profesorów do rektora. Profesorowi Buszce rektor odebrał kierownictwo wydawnictwami, a przyznał je pani Hanauskowej, rzeko mej docentce (!) prawa, a w rzeczywistości pracownicy milicji.

W ciągu ostatnich pięciu lat, gdy tylko Karaś utwierdził swą władzę, w sposób istotny naruszył dawny Uniwersytet — zmienił go, i to na gorsze.

Profesorowie wszystkich wydziałów zamilkli. Starsi ustąpili, a młodsi, jeśli tylko nie są partyjni — milczą. Na wydziałach przyrodniczych panuje głucha niechęć w stosunku do rektora.

Hulają urzędnicy. Rządzą Domami Akademickimi, przebudowują, urządzają, zaku pują. Stare meble uniwersyteckie (jakże często zabytkowe!) zostają porąbane, a na ich miejsce urzędnicy — „zaopatrzeniowcy” kupują liche nowe. Przerób. Premia. Łapówki od dostawców uspołecznionych.

Prawdziwa nauka pod rządami Karasia ustała. Na to miejsce wystąpiła czcza propa ganda.

Rzekomo rozbudowano naukowe studia dla tzw. Polonii zagranicznej (idą na to miliony złotych), potworzono niby-naukowe zakłady „badań”nad dziejami emigracji w Stanach Zjednoczonych i nastąpiła zaraźliwa moda zawierania rzekomo „naukowych umów”.

Rektor i jego grzeczni asystenci jeżdżą gdzie się da za granicę i tam zawierają umowy o współpracy z jakimiś prowincjonalnymi uniwersytetami. Nic z tego nie wyni ka prócz bankietu, diet, reklamy w gazetach. Gdy już owe zagraniczne umowy o współ pracy się skończyły zaczęto zawierać umowy z tzw. „Zakładami pracy”. Znowu śniadanko, gadanie, podpisywanie aktu, wyjazd, hołdy, diety. Blagi te Karaś doprowadził do perfekcji, a usłużni, spodleli dziennikarze rozsławiają.

Krajowe umowy o współpracy nie dają dochodów i diet w dewizach. Znaleziono inne, głupie i nieuczciwe źródło —doktoraty honorowe. Chcąc się przypodobać ambasa dorowi Starewiczowi z Londynu Karaś nadał doktorat honorowy nie mniej nie więcej tylko Feliksowi Topolskiemu. Zresztą, jeszcze ten, w końcu artysta, niech będzie. Ale doktorat honorowy dla Piszka!? Piszek jest businessmanem w Filadelfii. To ciemnaosobistość. Rzekomo — tłumaczył się Karaś — miał zapłacić Uniwersytetowi w dola rach. Mówiło się o 50 tysiącach.Dla UJ nie wpłynęło nic! W Stanach Zjednoczonych mówi się głośno, że Piszek te pieniądze wpłacił… Ale komu? Podobnie pisał Zabłocki z Kongresu Stanów Zjednoczonych: „Gdzie podziały się dolary? Kto je ukradł?” Za doktorat honorowy Uniwersytetu w Sofii dla Karasia doktorat honorowy w Krakowie, etc., etc…

Karaś stracił zupełnie poczucie rzeczywistości. Bez ustanku zwołuje uroczyste posiedzenia, występuje w gronostajach, w łańcuchu, przy berle, upaja się hołdami i prowincjonalną czołobitnością. Całkowicie zanikła skromność. Utwierdziwszy się na krześle rektorskim, pewny bezkarności, żądny prowincjonalnych sukcesów, będąc pewny, że w ten sposób pójdzie do góry — wyżej, wyżej… Marzy mu się kariera polityczna — ministra, premiera, Przewodniczącego Rady Państwa. Upaja się możliwościami.

Nie wie, nie spostrzega, że wszyscy mają go dość. Przede wszystkim jego partyjni to warzysze, którzy też się chcą nałykać. W Warszawie opinia o Karasiu jest zła. Przed la ty pokłócił się z szoferem o nazwisku Nalepski i ten zaskarżył go do sądu. Sprawę udało się umorzyć, ale w KC w Warszawie zostały w teczce personalnej Karasia zeznania Nalepskiego o przyjaźniach Karasia z Haraschinem i innymi podobnymi figurami. Karto teka Karasia nie jest zamknięta. Ministerstwo ma przeciw niemu duże zastrzeżenia, a krakowska organizacja partyjna też przestała go kochać. Moim zdaniem — okaże się to w najbliższej przyszłości, za rok, półtora — rozpoczął się zmierzch Karasia.

Ale czy po nim nie przyjdzie ktoś gorszy? Na pewno nie przyjdzie lepszy. Ale nawet jak przyj dzie gorszy, to przez pierwszy rok będzie reformował, nagradzał, ustawiał swoich pro tegowanych. Czy prawdziwej nauce na Uniwersytecie pozwoli to żyć? „

UWAGI – jw

Niestety historycy UJ jakby tych dzienników nie czytali:

Lustracja dziejów Uniwersytetu  Jagiellońskiego

List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętności

Ja mogę tylko dodać, że ten opis nie jest dla mnie czymś niezwykłym, poza tym że jest ! W tamtych czasach też tam byłem i niejedno widziałem. Generalnie tak to odbierałem, choć z innej pozycji siedzenia.

Jak się na to zamknie oczy, jak się zamknie teczki z tych czasow i późniejszych, to można pisać takie dyrdymały jak wDziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego’ ale nibynaukowcom III RP – beneficjentom tamtych czasów i tamtych rektorów, towarzyszy, tępaków – bardzo się to podoba, a bardzo im się nie podoba jak ktoś napisze prawdę, której co prawda mają szukać (za pieniądze podatnika rzecz jasna) ale ją ukrywają, bo nauka, jak i zwykła przyzwoitość są im obce. Klonują sobie podobnych i nadal aktualne jest pytanie Czy prawdziwej nauce na Uniwersytecie pozwoli to żyć?’

Henryk Raabe – biolog, ambasador w Moskwie, pierwszy rektor UMCS, instalował system, ale bronił studentów

baner człowiek nauki

Henryk Raabe (1882–1951)

serwis IPN

Funkcjonariusz partyjny i państwowy w okresie szczytowego stalinizmu w Polsce, działacz socjalistyczny i komunistyczny (PZPR), zoolog, pedagog.
Urodził się w Warszawie w 1882 roku. Od 1902 roku był członkiem SDKPiL, od 1926 – członkiem PPS, w latach 1920–1931 był przewodniczącym Centralnej Komisji Porozumiewawczej Związków Zawodowych Pracowników Państwowych. W 1918 został docentem na Uniwersytecie Jagiellońskim, w latach 20. – prezes Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego Szkół Średnich. Po 1939 roku znalazł się pod okupacją sowiecką. Kontynuował działalność naukową pod rządami sowieckimi. W latach 1939–1941 był profesorem Uniwersytetu we Lwowie.
Po 1944 roku włączył się aktywnie w budowę systemu totalitarnego. Po utworzeniu przez Stalina Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i osadzeniu go w tzw. Polsce Lubelskiej, Raabe zaangażował się we współpracę ze współtworzącą PKWN grupą Edwarda Osóbki-Morawskiego i w budowę prokomunistycznej partii socjalistycznej. Środowisko to we wrześniu 1944 roku bezprawnie ogłosiło się „Polską Partią Socjalistyczną”.
W latach 1944–1945 pełnił funkcje wiceprzewodniczącego najwyższych organów prokomunistycznej PPS: Centralnego Komitetu Wykonawczego i Rady Naczelnej. Komuniści mianowali go także „posłem” do fasadowej Krajowej Rady Narodowej. W 1944 roku został jednocześnie profesorem (a w latach 1944–1949 pełnił funkcję rektora) Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Aktywnie uczestniczył w budowie systemu stalinowskiego w Polsce.
Po utworzeniu na mocy uchwał jałtańskich zdominowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej był w latach 1945–1946 ambasadorem w Moskwie.
Dzięki sfałszowanym wyborom w lutym 1947 roku został posłem na Sejm. Do końca życia pozostał członkiem PZPR.
——–

Henryk Raabe (ur. 17 listopada 1882 w Warszawie, zm. 28 stycznia 1951 w Lublinie) – polski zoolog, działacz społeczny i polityk, poseł na Sejm Ustawodawczy. Był docentem Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz organizatorem i od 24 października 1944 do 1 września 1948 pierwszym rektorem Uniwerystetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W latach 1945–1946 pełnił funkcję ambasadora Polski w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Prowadził badania nad pierwotniakami, ze szczególnym uwzględnieniem organizmów chorobotwórczych. Popularyzator nauki.

———

Czy teraz zdołamy lepiej poznać historię UMCS?

Gazeta Wyborcza, 2009-09-18,

Prof. Henryk Raabe to dla Lublina postać ważna. Jego imię nosi jedna z ulic w śródmieściu. Urodził się w 1882 r., zmarł w 1951 r. Zoolog (badał pierwotniaki) i pedagog (w latach 20. kierował Związkiem Zawodowym Nauczycielstwa Polskiego Szkół Średnich), docent na Uniwersytecie Jagiellońskim, profesor Uniwersytetu Lwowskiego i w końcu – w 1944 r., tuż po utworzeniu Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, pierwszy rektor tej uczelni. Kierował nią przez cztery lata.

W 2007 r. IPN zapowiedział, że będzie domagał się od Rady Miasta Lublina usunięcia Raabego jako patrona ulicy. Historyk krakowskiego oddziału instytutu, który koordynował akcję “lustracji ulic”, argumentował, że pierwszy rektor UMCS “brał aktywny udział w budowie systemu totalitarnego” w Polsce..

Prof. Janusz Wrona, historyk z UMCS przypomniał wówczas, że Raabe jako rektor, na początku 1947 r., przed wyborami, nie chciał agitować studentów, by głosowali na listę komunistów i ich sojuszników. – Trzeba głosować tak jak dyktuje sumienie – miał powiedzieć. Nie chciał też usunąć z uczelni studentów, którzy uczestniczyli w strajkach. Stracił zaufanie władzy i przestał być rektorem. – Do końca życia był “na indeksie”, do tego stopnia, że niektórzy, obawiając się późniejszych kłopotów, bali się przyjść na jego pogrzeb! – mówił prof. Wrona. ….

nieoczekiwanie – odnalazł się pokaźny zbiór materiałów dotyczących Raabego. Podczas remontu właściciel jednego z mieszkań w Warszawie odkrył schowek. Zlokalizowany w przedpokoju, niegdyś służył zapewne do przechowywania obuwia. W środku było kilka pudełek po czekoladkach i kilkanaście szarych kopert. Znalazca przyniósł to wszystko do Archiwum Akt Nowych w Warszawie. – Okazało się, że to archiwum Henryka Raabego – mówi dr Dariusz Wierzchoś, archiwista, który właśnie kończy opracowywanie zbioru. – Wśród znalezisk są zdjęcia z początku XX w. Doskonałej jakości, przedstawiają Raabego i jego najbliższą rodzinę. Są też zdjęcia z połowy lat 40., gdy Raabe pełnił funkcję ambasadora w Moskwie. Wśród dokumentów jest np. akt urodzenia czy akty zgonu rodziców, materiały z przewodu doktorskiego, paszport wystawiony mu przez władze sowieckie podczas jego pracy w Uniwersytecie Lwowskim po 1939 r., prace naukowe Raabego z lat 1909 – 1948 z zakresu zoologii, jego korespondencja czy w końcu różnego rodzaju materiały z UMCS, gdy profesor pełnił funkcję rektora.

————-

“Odczerwieniam” UMCS

dziennikwschodni.pl » Magazyn

Rozmowa z dr Dorotą Gałaszewską-Chilczuk z Instytutu Pamięci Narodowej, oddział w Lublinie

To miał być wzorcowy uniwersytet; wizytówka nowej władzy, kształcąca dzieci z rodzin chłopskich i robotniczych. 23 października 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podjął decyzję o otwarciu tej pierwszej państwowej uczelni wyższej. Nieprzypadkowo jej pierwszym rektorem został prof. Henryk Raabe, przedwojenny członek Polskiej Partii Socjalistycznej, który miał być wówczas dowodem intencji demokratycznych polskich komunistów. Było to posunięcie czysto taktyczne, o czym prof. Raabe bardzo szybko się sam przekonał. Jak naczelnik Wydziału Szkół Wyższych Resortu Oświaty PKWN forsował pomysł powołania w Lublinie Akademii Medycyny i Nauk Przyrodniczych, który uzasadniał potrzebami regionu. Tłumaczył, że w Lublinie nie ma sensu otwierania uniwersytetu, skoro KUL właśnie wznawiał działalność. Ten pomysł jednak nie spodobał się kierownictwu PPR, któremu zależało nie tyle na kierunkach kształcenia, a na możliwości skutecznej indoktrynacji….

To była dobra, jak na tamte czasy, uczelnia. Raabe skompletował znakomitą kadrę naukową. Ściągnął ocalonych w czasie wojny profesorów ze Lwowa. Był bardzo dobrym rektorem, któremu UMCS wiele zawdzięcza. Tym bardziej że sytuacja uczelni, o czym się nie zawsze pamięta, była tragiczna. Powstała bez sal wykładowych, mieszkań dla kadry naukowej i studentów. Bez stołówek, bibliotek, urządzeń laboratoryjnych i mebli. Finansowe poparcie od władz państwowych szybko okazało niewystarczające. Paradoksalnie, dzięki temu, że prof. Raabe był wysoko postawionym członkiem PPS, a od sierpnia 1945 roku polskim ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnikiem Rzeczypospolitej Polskiej w ZSRR, miał spore kontakty i możliwości. Ściągał do Lublina wszystko, co się dało. Od książek, po materiały na ubrania dla profesorów.

W 1948 r. nie przedłużono mu kadencji rektora. Dlaczego?

- Postawa Raabego była od początku ostro krytykowana przez partyjnych profesorów. Do tego doszły ataki ze strony lubelskiego Komitetu Wojewódzkiego PPR. Szczególnie nie podobała się prowadzona przez niego polityka kadrowa. Zarzucano mu – i jego najbliższym współpracownikom – nielojalność wobec PPR, obsadzanie senatu opozycjonistami czy “jawnymi reakcjonistami”. Władzy partyjne nie akceptowały dbałości wykazywanej przez prof. Raabego w utrzymaniu autonomii przez uczelnie. Za to wszystko musiał zapłacić swoim odejściem.

————-

Żołnierz NSZ broni rektora Raabego

Gazeta Wyborcza 2007.10.19

Zapowiedz IPN dotycząca ulicy noszącej nazwę pierwszego rektora UMCS zbulwersowała prof. Włodzimierza Zwolskiego, emerytowanego wykładowcę lubelskiej AR i studenta prof. Raabego. Zwolski – podczas okupacji żołnierz działającego na Lubelszczyźnie oddziału Narodowych Sił Zbrojnych dowodzonego przez Wacława “Cichego” Piotrowskiego – interweniował w lubelskim IPN (który sprawy nie chce komentować). Podkreśla: – Poszedłem tam wyrazić swoje oburzenie, że szarga się pamięć prof. Raabego. Studia biologiczne na UMCS rozpocząłem w 1945 r. Wśród kolegów na roku byli żołnierze AK, AL i również jak ja NSZ. Rektor Raabe nigdy nie zwracał na to uwagi. Bronił swoich studentów niezależnie od ich orientacji politycznej. Na przykład w 1947 r. zabronił UB wkroczyć na teren uczelni zasłaniając się jej autonomią.

———-

Hajdukiewicz Leszek, Reszka Paweł-

Historia według UMCS

Na początku 1947 roku władza ludowa pokazała po raz pierwszy, że nie zamierza tolerować akademickiej autonomii. Przed pierwszymi wyborami do Sejmu PRL aresztowano kilku słuchaczy. Na uczelni studenci rozpoczęli strajk. Wówczas pierwszy rektor UMCS, zoolog prof. Henryk Raabe, zawiesił zajęcia na czas nieokreślony. Stolica przysłała do Lublina Eugenię Krasowską, wiceminister oświaty. Ta oświadczyła rektorowi: zajęcia muszą być przywrócone! Wykładowcy czekali na studentów, ale ci zbojkotowali wykłady. Spokój wrócił dopiero wtedy, gdy rektor zapewnił, że aresztowani studenci są już wolni.

W styczniu 1947 r. podczas przedwyborczego zebrania studentów, ktoś zapytał rektora, jak głosować. Odpowiedział: jak wam dyktuje sumienie. Po tej wypowiedzi Raabe stracił zaufanie władz.

Jan Strzelecki – socjolog, socjalista opozycyjny, zamordowany przez nieznanych sprawców

baner krzywdzeni

Jan Strzelecki w Encyklopedii Solidarności

ur. 4 VII 1919 w Warszawie, zm. 11 VII 1988 tamże.1937-1939 student prawa na Uniwersytecie Warszawskim i pracownik redakcji „Orka na Ugorze”. 1939-1940 w Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej. 1940-1944 student filozofii i socjologii na tajnym Uniwersytecie Warszawskim, redaktor „Płomieni” i „Młodzieży Socjalistycznej”. Od 1943 w PPS-WRN, żołnierz AK. W 1943 aresztowany przez Gestapo … Uczestnik powstania warszawskiego. 1945-1947 asystent na Uniwersytecie Łódzkim; 1945-1952 na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. W 1946 aresztowany na kilka tygodni pod nieprawdziwym zarzutem przynależności do Zrzeszenia WiN. 1946-1948 członek PPS, przewodniczący Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. 1948-1979 w PZPR, usunięty za działalność opozycyjną. W 1952 usunięty z UW z powodu głoszonych poglądów…1957-1988 pracownik Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, 1984 habilitacja. 1958-1959 na stypendium Fundacji Forda w USA. W 1968 uczestnik protestów przeciwko polityce władz wobec środowiska akademickiego. 1969-1981 członek Komitetu Badań i Prognoz PAN „Polska 2000”. Od początku lat 70. współpracownik opozycyjnych środowisk o proweniencji katolickiej; w 1977 wykładowca Uniwersytetu Latającego, a od 1978 TKN. W 1978 współorganizator Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”.

13 XII 1981 – 24 XII 1981 internowany w Ośr. Odosobnienia w Warszawie-Białołęce i Strzebielinku k. Wejherowa, zwolniony ze względu na stan zdrowia. .. W 1985 uczestnik prac nad przygotowaniem niezależnego raportu ekspertów „Polska pięć lat po Sierpniu”, zamówionego przez Lecha Wałęsę. 31 V 1987 w gronie zaproszonych przez Lecha Wałęsę 63 intelektualistów – sygnatariuszy dokumentu określającego podstawowe cele polskiej opozycji. W latach 80. prześladowany przez SB: inwigilacja, pogróżki. 29 VI 1988 ofiara brutalnego napadu (okoliczności niewyjaśnione na procesie rzekomych sprawców), w wyniku czego zmarł. 

Joachim Biernacki

——————

Jan Strzelecki w Wikipedii

Po 1945 r. redaktor pisma ZNMS “Płomienie”, autor głośnego manifestu O socjalizmie humanistycznym, który wywołał w 1946 na łamach prasy dyskusję z udziałem m.in. Adama Schaffa, Juliana Hochfelda i Stanisława Ossowskiego, zakończoną wraz z utrwaleniem się stalinizmu w 1948.

Po wojnie przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (ZNMS). Od 4 grudnia 1946 r. października 1948 r. członek Rady Naczelnej PPS, skąd został usunięty wraz z Maciejem Weberem z ZNMS.

Należał do PZPR (od grudnia 1948 r.), a jednocześnie działał w opozycji demokratycznej, w 1979 roku usunięto go z partii…

W 1949 r. ukończył socjologię, doktoryzował się w 1964, a habilitację uzyskał w 1987 r. Pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie..

Zmarł tragicznie – w nocy z 29 na 30 czerwca 1988 roku został ciężko pobity na warszawskiej ulicy. Nieprzytomnego z ciężkimi obrażeniami głowy znaleziono nad brzegiem Wisły nieopodal mostu Śląsko-Dąbrowskiego u wylotu ulicy Karowej. W pobliżu stał jego samochód, wewnątrz którego znaleziono martwego psa z połamanymi nogami, o czym poinformowała prasa w krótkiej wzmiance. Pies nie był własnością Strzeleckiego, co ustaliła w śledztwie milicja. Jan Strzelecki nie odzyskał przytomności, zmarł kilkanaście dni później. W procesie sądowym skazano dwóch mężczyzn, na których ciążyły też inne przestępstwa. Sprawa zabitego psa ani razu nie pojawiła się w procesie[

————-

Robert Jarocki, Jan Strzelecki pisze list do Stalina, „Życie”, 22-23 maja 2004.

…23 kwietnia 1946 roku przed północą – opowiada Witold Kieżun – budzi – mnie strażnik wołając: Dawaj w NKWD! Z najgorszymi przeczuciami zgłosiłem się do pełnomocnika NKWD, czuwającego nad szpitalem w Kaganie. Był to młody pucołowaty lejtnant (porucznik), który – o dziwo, kazał mi usiąść. Spojrzawszy na mnie, powiedział: – Dostaliśmy w twojej sprawie pismo z kancelarii towarzysza Stalina, jest tam załącznik po polsku. Masz, i przetłumacz mi dokładnie. Zaskoczony szybko przebiegłem wzrokiem tekst na papierze z nadrukiem: Związek Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej w Warszawie, podpisany przez przewodniczącego Jana Strzeleckiego. List był zaadresowany do Towarzysza Generalissimusa Józefa Stalina. Związek gorąco prosi o zwolnienie z obozu w Krasnowodsku, naszego kolegi Witolda Kieżuna, zasłużonego w walce z hitlerowskim faszyzmem, którego przez jakąś tragiczną pomyłkę aresztowano w Krakowie. Obecnie jest internowany w Krasnowodsku. Gdy opanowując radość i wzruszenie, przetłumaczyłem list, porucznik NKWD zapytał: – A co to jest ten Związek Młodzieży Socjalistycznej? Sam nie wiedziałem. Znałem Janka Strzeleckiego jeszcze ze swych przedwojennych lat gimnazjalnych warszawskich, żoliborskich, byłl on dla mnie i dla niektórych moich kolegów autorytetem intelektualnym i etycznym, ale nigdy nie miałem z nim powiązań organizacyjnych i politycznych. Także podczas okupacji, kiedy również się spotykaliśmy. Nic nie wiedziałem o Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Zresztą od 9 marca 1945 roku, byłem już odcięty od wszelkich informacji o publicznym życiu w naszym kraju. Naturalnie, znając Strzeleckiego, mogłem być pewny, że stoi na czele organizacji młodzieży nie komunistycznej…..

Rozważając sprawę listu do Stalina, uznano, że decyzję powinien podjąć cały zarząd. Strzelecki, zaproponował uchwałę, upoważniającą go do napisania w imieniu Zarządu ZNMS. Podobno odbyła się burzliwa dyskusja i wniosek w głosowaniu przepadł. Za, oprócz Strzeleckiego, byli tylko Wojnar i Nowicki. Większość dowodziła, że ryzykowne jest pisanie do Stalina w obronie człowieka, który nie jest członkiem ZNMS i o którym nie wiadomo, czy nie ma na sumieniu aktów wrogich wobec Armii Czerwonej. Po zebraniu, gdy niemal wszyscy oprócz Wojnara i Nowickiego, wyszli z lokalu ZNMS, Jan Strzelecki wziął papier z nadrukiem i adresem Związku, i sam wystukał na maszynie list, którego treść wyżej streściłem, po czym złożył swój podpis…

————

Towarzystwo Kursów Naukowych

serwis 11listopada1918.pl

11 stycznia 1978 r. grupa intelektualistów związanych z opozycją polityczną założyła w Warszawie  Towarzystwo Kursów Naukowych, które zajęło się organizowaniem niezależnych wykładów i dyskusji, poszerzając inicjatywę tzw. Uniwersytetu Latającego..

W Krakowie działalność Towarzystwa wspierał kardynał Karol Wojtyła.
W Warszawie główny cykl wykładów poświęcony tradycji odbywał się w kościele św. Marcina.

W ramach TKN wykłady wygłaszali m.in.:…Jan Strzelecki,…

——–

Lista udokumentowanych ofiar mordów komunistycznego aparatu represji w latach 1981-1989

90. Strzelecki Jan, lat 69. Zmarł 11 lipca 1988 r. Ciężko pobity nad Wisłą w dniu 30 czerwca 1988 r.

(Listę podano za „Tygodnikiem Gdańskim” nr 16 z 13 grudnia 1989 roku)

Zygmunt Modzelewski – ekonomista, członek rzeczywisty PAN, łagiernik, budował podstawy systemu totalitarnego w Polsce

baner człowiek nauki

Zygmunt Modzelewski w Wikipedii

Zygmunt Modzelewski (ur. 15 kwietnia 1900 w Częstochowie, zm. 18 czerwca 1954 w Warszawie) – polityk i ekonomista, minister spraw zagranicznych.

Pochodził z rodziny robotniczej. Studiował na Uniwersytecie i w Szkole Nauk Politycznych w Paryżu, w 1928 uzyskał doktorat z ekonomii (w 1951 także dr filozofii), od 1951 prof. zwyczajny, od 1952 członek rzeczywisty PAN...

W latach 1937–1945 przebywał w ZSRR, działał w Związku Patriotów Polskich i przy Centralnym Biurze Komunistów Polskich, w 1944 został pierwszym dyrektorem Agencji “Polpress“. Od 1944 członek PPR, był członkiem KC PPR (1945–1948).

W 1945 ambasador RP w ZSRR, w latach 1945–1947 podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych; w latach 1947–1951 minister spraw zagranicznych. Od 1951 pracownik (i rektor) Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR. Należał już wówczas do PZPR i był członkiem jej KC.

W latach 1952–1954 członek Rady Państwa, zmarł w trakcie kadencji. Był posłem do KRN oraz na Sejm Ustawodawczy. W 1954 odznaczony Orderem Budowniczych Polski Ludowej.

————

Zygmunt Modzelewski (1900–1954)

serwis IPN

Stalinowski działacz komunistyczny, aktywista i funkcjonariusz partyjny i państwowy PRL, m.in. minister spraw zagranicznych w okresie budowy systemu dominacji sowieckiej w Europie Środkowej, ekonomista.
Urodził się 15 kwietnia 1900 roku w Częstochowie. W 1917 roku wstąpił do rewolucyjnej Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. W 1918 – do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Ze sfałszowanym paszportem wyjechał w 1923 roku do Francji. Tam w latach 1923–1937 był działaczem Francuskiej Partii Komunistycznej (a w latach 1924–1925 nawet członkiem Komitetu Centralnego FPK).
Studiował na Uniwersytecie i w Szkole Nauk Politycznych w Paryżu, w 1928 roku obronił doktorat z ekonomii. W okresie dokonywanych przez Stalina czystek wyjechał do ZSRS. Nie ominęły go wewnętrzne porachunki w stalinowskiej partii: w latach 1937–1939 był więziony w ZSRS. Mimo tych doświadczeń pozostał zdyscyplinowanym komunistą i deklarował gotowość postępowania zgodnie z wytycznymi sowieckiej partii.
W 1943 roku był współzałożycielem
Związku Patriotów Polskich – w tym okresie jednego z ważniejszych narzędzi realizacji polityki Stalina wobec Polski. Został także członkiem Centralnego Biura Komunistów Polskich. W 1944 roku wraz z innymi działaczami formalnie został członkiem Komitetu Centralnego PPR.
Budował podstawy systemu totalitarnego w Polsce. W 1944 roku został pierwszym dyrektorem agencji „Polpress”. Mianowano go „posłem” do powołanej przez PPR fasadowej Krajowej Rady Narodowej. W 1945 roku był ambasadorem komunistycznego „rządu” w Moskwie, a od czerwca 1945 do lutego 1947 – podsekretarzem stanu w zdominowanym w pełni przez PPR Ministerstwie Spraw Zagranicznych tzw. Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej.
Po sfałszowanych przez komunistów wyborach w lutym 1947 roku także został posłem z ramienia PPR. W ramach nowego rządu objął tekę
ministra spraw zagranicznych (1947–1951). W latach 1951–1954 był rektorem Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR. W latach szczytowego stalinizmu i powszechnego terroru był także członkiem Rady Państwa PRL. W kolejnych „wyborach” do sejmu w 1952 roku ponownie został posłem – tym razem PZPR, której nieprzerwanie był członkiem. Nieprzerwanie był też członkiem najwyższych gremiów partii komunistycznej – Komitetu Centralnego.
Przez Bolesława Bieruta odznaczony najwyższymi odznaczeniami – w tym Orderem Budowniczych Polski Ludowej. Zmarł w 1954 roku.

———————

Kim był Zygmunt Modzelewski

Gazeta.pl > WarszawaMokotów, Wilanów,

2005-04-01,

Zygmunt Modzelewski (1900-54) był ideowym komunistą. Należał kolejno do: Socjaldemokracji Polski i Litwy, Komunistycznej Partii Polski, Polskiej Partii Robotniczej i wreszcie do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W latach 30. był na emigracji we Francji, skąd na wezwanie Kominternu przyjechał do Moskwy. Tak jak wielu polskich komunistów trafił na Łubiankę, a potem do łagru. Później znalazł się w 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Po wojnie był najpierw wiceministrem spraw zagranicznych (resortem kierował wtedy Wincenty Rzymowski, który też ma ulicę na Mokotowie), a w latach 1947-51 – ministrem. Przez dwa lata, do śmierci w 1954 r., był członkiem Rady Państwa.
Znał niemiecki, francuski i rosyjski. Doprowadził do powołania Polskiej Akademii Nauk, był przewodniczącym Komisji Historii Nauki PAN. W 1951 r. po jego interwencji u Bolesława Bieruta Czesław Miłosz odzyskał paszport dyplomatyczny. Dzięki temu poeta wyjechał do Francji.

Jerzy Więckowiak – ksiądz prałat dr, historyk sztuki, TW „Klemens”, donosił SB po śmierci ks. Popiełuszki

baner

Jerzy Więckowiak.

O życiu Kościoła i parafian

Polska-Dziennik Bałtycki 22.05.2001

Ksiądz dr Jerzy Więckowiak urodził się w Tczewie. W latach 1953-1957 uczęszczał do tamtejszego Państwowego Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza. Studia filozoficzno-teologiczne odbył w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie. Zainteresowania historią sztuki uwieńczył doktoratem w 1980 roku, jest autorem wielu książek. Od 1998 roku jest proboszczem parafii pw. Chrystusa Króla w Gdyni.

W kościele Podwyższenia Krzyża św. w Tczewie odbyła się promocja książki pt. “Kościół katolicki w Tczewie”. Jej autorem jest tczewianin, ksiądz dr Jerzy Więckowiak.

- Książka “Kościół katolicki w Tczewie” poświecony jest najdawniejszym dziejom i współczesności tczewskich parafii, zatrzymując się na jubileuszowym dla chrześcijaństwa roku 2000 – powiedział ksiądz prałat Piotr Wysga, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Tczewie. W pozycji Więckowiaka znajduje się wiele cennych informacji o kościele pw. Krzyża św., tczewskich kaplicach czy siostrach zakonnych pracujących w parafiach, o cmentarzach. W publikacji umieszczone są monografie parafii św. Józefa, Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła na osiedlu Suchostrzygi, św. Franciszka z Asyżu na osiedlu Górki i św. Maksymiliana Kolbego na osiedlu Staszica. Są też biografie tczewskich kapłanów.

Na promocji obecny był Jan Bernard Szlaga, biskup pelpliński, ksiądz dr habilitowany Anastazy Nadolny z Pelplina i prof. Józef Borzyszkowski, historyk z Uniwersytetu Gdańskiego. Prezentację książki poprzedziła msza św., którą odprawił ksiądz dr Tomasz Czapiewski z Gdańska, autor licznych opracowań z zakresu teologii i sztuki sakralnej. Ksiądz Jerzy Więckowiak podziękował wszystkim, którzy pomogli mu w zebraniu materiałów do książki, np. udostępnili stare fotografie, a także Wydawnictwu Diecezji Pelplińskiej Bernardinum, które wydało publikację.

———–

TW „Klemens” na tropie „kainowej zbrodni”

Rzeczpospolita, Sławomir Cenckiewicz 25-10-2009,

Dziś szanowany kapłan archidiecezji gdańskiej, elokwentny, oczytany, znawca sztuki sakralnej. W latach 80. agent informujący SB o działaniach Kościoła po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki – dzieje ks. prałata Jerzego Więckowiaka opisuje historyk.

Na wieść o porwaniu ks. Jerzego Popiełuszki przez funkcjonariuszy bezpieki, wieloletni konfident Departamentu IV MSW ks. Michał Czajkowski (TW „Jankowski”) zerwał współpracę, a zabójcy warszawskiego kapłana – płk. Adamowi Pietruszce rzucił wówczas prosto w twarz: „To jest zbrodnia kainowa, której kapłan rozgrzeszyć nie może”.

W tym samym czasie zupełnie inaczej zachował się jego współbrat w kapłaństwie – ks. Jerzy Więckowiak z Torunia. Od kilku już lat jako TW „Klemens” współpracował z SB. Zaginięcie, a później wiadomość o zabójstwie ks. Jerzego sprawiły, że „Klemens” przyjął od SB zadania, których realizacja miała osłaniać i wspierać grę, jaką wokół tej „kainowej zbrodni” od samego początku prowadziła bezpieka.

Ukryty agent

Ksiądz prałat dr Jerzy Więckowiak (ur. 1939 r.) to dzisiaj szanowany kapłan archidiecezji gdańskiej. Jest proboszczem parafii Chrystusa Króla w Gdyni i kanonikiem gremialnym Kapituły Kolegiackiej Gdyńskiej. Elokwentny, oczytany, znawca sztuki sakralnej i dziejów Kościoła katolickiego na Pomorzu. Napisał na ten temat wiele książek, których treść przybliża od wielu lat widzom gdańskiego ośrodka telewizyjnego.

ks. Więckowiak współpracował z bezpieką przynajmniej od początku 1980 r., a informacje przekazane przez niego to nie tylko wyjątkowe źródło informacji na temat życia diecezji chełmińskiej, ale przede wszystkim niezwykle ważny przyczynek do zrozumienia działań SB bezpośrednio po uprowadzeniu i śmierci ks. Jerzego.

Ten wyjątkowy zbiór dokumentów SB szczęśliwie przetrwał do naszych czasów dzięki temu, że w lipcu 1983 r. ks. Więckowiak objął stanowisko proboszcza prestiżowej parafii św. Jakuba w Toruniu. Jego agenturalne teczki pracy (nie zachowała się teczka personalna) powędrowały więc za nim z Gdańska do Torunia. Kiedy pod koniec 1988 r. wracał na stałe do Gdyni, część jego dokumentacji zarchiwizowano w Toruniu, gdzie proces niszczenia i kradzieży dokumentów SB nie przebiegał tak sprawnie jak w Trójmieście. W ten sposób teczki „Klemensa” trafiły później do delegatury IPN w Bydgoszczy.

Wokół „króla Kaszubów”

Przez lata „Klemens” pozostawał w centrum życia diecezji chełmińskiej – jako znawca sztuki sakralnej wykładał i brał udział w sesjach naukowych, pisał książki, angażował się w prace komisji kościelnych. Znał najważniejszych kapłanów i hierarchów diecezji chełmińskiej, której granice do 1992 r. obejmowały spory obszar – począwszy od Pucka, Wejherowa i Gdyni, aż po Toruń….

Nawet wyłowienie zmasakrowanego ciała ks. Jerzego Popiełuszki z Zalewu Wiślanego 30 października 1984 r. nie zniechęciło ks. Więckowiaka do dalszej współpracy. Już kilka dni później przekazał raport z konferencji księży dekanatu toruńskiego, która poświęcona była męczeńskiej śmierci ks. Jerzego. „Omawiając problem ks. Popiełuszki, dziekan ks. Szmyt powiedział, że funkcjonariusze SB docierają do proboszczów parafii i w rozmowach starają się nawoływać ich, by nie organizowali imprez mogących spowodować zaburzenie ładu publicznego” – donosił „Klemens”.

———–

Biskupi i prawda o TW „Klemensie”

Rzeczpospolita, Piotr Kubiak 27-10-2009

Zwierzchnicy proboszcza parafii Chrystusa Króla w Gdyni ks. Więckowiaka mieli wiedzieć, że donosił SB po śmierci ks. Popiełuszki…

Ks. Jerzy Więckowiak miał współpracować z SB przynajmniej od początku 1980 r. i kiedy był kapłanem w Toruniu, przekazywać informacje po zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki. Zbierał je w środowisku duchownych i otrzymywał za to pieniądze.

Ksiądz był w poniedziałek dla „Rz” nieuchwytny. Jego przeszłością są wstrząśnięci trójmiejscy kapłani. – Powinien przestać kierować parafią i odejść na emeryturę – mówi jeden z nich. Czy tak będzie? Jak ustaliła „Rz”, o przeszłości ks. Więckowiaka wiedział były metropolita gdański abp Tadeusz Gocłowski. Znał bowiem raport Kościelnej Komisji Historycznej, która zakończyła prace tuż przed jego odejściem na emeryturę w ubiegłym roku.

Krzysztof Kruszewski – organizator bojówek, minister wychowania, profesor pedagogiki

baner człowiek nauki

Nauka Polska -Baza Ludzi Nauki

prof. zw. dr hab.  Krzysztof  Kruszewski
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: dydaktyka
Miejsca pracy: Aktualne: Wyższa Szkoła Pedagogiczna Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie
Uniwersytet Warszawski; Wydział Pedagogiczny; Katedra Dydaktyki
Pełnione funkcje: Aktualne:Kierownik  Wyższa Szkoła Pedagogiczna Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie; Wydział Pedagogiczny; Katedra Dydaktyki
Uzyskany tytuł profesora:1990/04/19,   nauki humanistyczne
prof. zw. dr hab. Krzysztof Kruszewski

Dyscypliny KBN: pedagogika

Specjalności: dydaktyka

Miejsca pracy: Aktualne: Wyższa Szkoła Pedagogiczna Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie

Uniwersytet Warszawski; Wydział Pedagogiczny; Katedra Dydaktyki

Pełnione funkcje: Aktualne:Kierownik Wyższa Szkoła Pedagogiczna Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie; Wydział Pedagogiczny; Katedra Dydaktyki

Uzyskany tytuł profesora:1990/04/19, nauki humanistyczne

———

Krzysztof Kruszewski w Wikipedii

Krzysztof Kruszewski (ur. 30 marca 1939) – pedagog, polityk.

Od 1973 był związany z aparatem partyjnym PZPR. Od 1979 był profesorem UW oraz Wojskowej Akademii Politycznej. W okresie od 3 kwietnia 1980 do 12 lutego 1981 był ministrem oświaty i wychowania w rządach Edwarda Babiucha i Józefa Pińkowskiego.

Jego synem jest Krzysztof Borys Kruszewski, założyciel największej firmy badań rynku SMG/KRC (2009)

———–

Techniki bokserskie

Rzeczpospolita, 10.02.1997,

Metoda historyczna

Jak widać, jednym ze sposobów na karierę jest zadawanie ciosów poniżej pasa. Niemal równolegle ze sprawą Gołoty toczyła się sprawa innego wojownika — Jerzego Folcika, który przebył wielką karierę od skromnego bojówkarza do dyrektorskiego stołka w telewizji publicznej. Folcik w latach siedemdziesiątych należał do grupy aktywistów Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, która nachodziła wykłady opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych. Jedno z takich spotkań w mieszkaniu Jacka Kuronia zostało siłą rozbite. Wśród używająch aktywnie argumentów pięści i kopniaków był właśnie przyszły dyrektor.

W sprawie siepacza — jak kiedyś określano ludzi o takich upodobaniach — publicznie wystąpił profesor Krzysztof Kruszewski, były sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR, były minister oświaty i wychowania oraz aktualny członek rady do spraw reformy edukacji narodowej. To właśnie profesor Kruszewski w przeszłości organizował bojówki rozbijające spotkania “latającego uniwersytetu”. “Dzięki rozmowom z członkami kierownictwa partii zdawałem sobie doskonale sprawę, że dwa piony aparatu partyjnego zachowają nieżyczliwą neutralność, gdyż ich znaczenie w aparacie wzrosłoby, gdyby to one czuwały nad akcją, i ztego, że moim głównym przeciwnikiem będzie SB. SB chciała bowiem, co naturalne, kontrolować całość stosunków państwa z opozycją, stosować rozwiązania policyjne i siłowe” — Kruszewski na łamach “Gazety Wyborczej” tłumaczył meandry swoich decyzji i tamtej rzeczywistości. — “Szybko przekonałem się, że nie jestem górą. Poturbowano jednego wykładowcę, pobito drugiego. Jeden z członków kierownictwa partii pokazał mi fotografie z tego drugiego zdarzenia. Że ktoś takie zdjęcia robił, nie wiedziałem. Poprosiłem o użycie wpływów rozmówcy, żeby zagwarantować, że w przyszłości nikt nie zostanie pobity. W odpowiedzi usłyszałem, że nic się nie stanie, jeśli coś takiego spotka działacza opozycyjnego; inna sprawa, gdyby szło o profesora”. Przy okazji profesor Kruszewski wypracował dość zawiłą teorię “trzech stron” konfliktu (PZPR — SB — opozycja) , wedle której, ujmując rzecz w skrócie, pokojowe plany aktywu partyjnego miały zostać zakłócone działaniami inspirowanych przez SB bojówkarzy pod wodzą Jerzego Folcika.

“Teoria <<trzech stron>> konfliktu, jaką przedstawia prof. Kruszewski, wydaje się mocno wątpliwa: z naszej perspektywy, wykładowców i słuchaczy TKN-u, widać było tylko dwie strony — napadających i napadanych” — replikował profesor Jerzy Jedlicki. Można tylko dodać — trzymając się nadal tej polityczno-sportowej terminologii — że ciosy nieczysto zadane nic wspólnego z etyką nigdy nie miały. Szczególnie z punktu widzenia ofiary.

——–

Grupa trzymająca sondaże

13.12.2006 09:25/Gazeta Polska, Piotr Lisiewicz
Kim są szefowie SMG/KRC? Prezes tej firmy Krzysztof Borys Kruszewski to syn prof. Krzysztofa Kruszewskiego, słynnego sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, organizatora bojówek, które w 1979 r. katowały uczestników spotkań opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych, nazywanego latającym uniwersytetem. W latach 1980–1981 Kruszewski-senior był ministrem oświaty.
———-

KATEDRA DYDAKTYKI
prof. dr hab. K. Kruszewski
———–
nakanapie.pl
autor: Krzysztof Kruszewski

Gry operacyjne

baner
tvp.pl

Autorski spektakl Agnieszki Lipiec-Wróblewskiej dotyczy dramatycznych losów niezwykłej pary: Petera Rainy i jego żony Basi. Peter Raina, Hindus z pochodzenia, doktorant Uniwersytetu Warszawskiego, stypendysta Oxfordu i Barbara studentka arabistyki– poznali się w połowie lat 60. na studenckim przyjęciu. Raina od początku pobytu w Polsce, oprócz pracy naukowej, był zaangażowany w działalność opozycyjną. Jako pierwszy poparł prof. Kołakowskiego, po jego wykładzie w 1966 roku. Zapłacił za to wydaleniem z Polski. Wspólnie z Basią zamieszkali w Berlinie Zachodnim. Peter Raina był tam centralną postacią środowisk opozycyjnych polskiej emigracji. Niespodziewanie, w wieku 40 lat, Barbara zmarła na zawał.

Prawie ćwierć wieku po jej śmierci Peter Raina odkrył tajemnicę ich wspólnego życia. Przyjechał z Berlina do Warszawy, po otrzymaniu od IPN statusu pokrzywdzonego postanowił zajrzeć do swojej teczki. Nie od razu zorientował się, że to akta jego żony, noszącej pseudonim „Sehu”. Odkrył, a kiedy to już się stało, nie mógł uwierzyć, że Barbara, przez kilkanaście lat ich małżeństwa, donosiła na niego do SB. Spektakl oparty jest na książce Petera Rainy „Bliski szpieg”

Mimo że od lat mieszka w Berlinie, jego praca naukowa związana jest z Polską (jak chociażby wielotomowa biografia Prymasa Stefana Wyszyńskiego).

„Gry operacyjne”, poniedziałek 26 października o godz. 21.20 TVP1.