Wielka Czystka Akademicka u schyłku PRLu – sprawa Krzysztofa Borowiaka

baner weryfikacja

Pracę w Alma Mater (Politechnice Poznańskiej) rozpocząłem 1 marca 1978 roku, kilka dni po formalnym zakończeniu studiów na Wydziale Elektrycznym i po obronie pracy magisterskiej.

Zostałem nauczycielem akademickim na etacie naukowo-dydaktycznym w Instytucie Elektroniki (potem Elektroniki i Telekomunikacji) na Wydziale Elektrycznym, kolejno jako asystent-stażysta, asystent i starszy asystent.

W międzyczasie nastał Sierpień 1980, a po nim czas „Solidarności”: jej działalności legalnej i – po wprowadzeniu stanu wojennego – nielegalnej, w podziemiu. W tworzenie struktur „S” włączyłem się – było to dla mnie oczywiste! – aktywnie od samego początku, nie tylko w macierzystym zakładzie pracy (w „moim” Instytucie pełniłem funkcję wiceprzewodniczącego koła „S”), ale także uczestniczyłem w wyjazdach szkoleniowych do różnych zakładów pracy w województwie poznańskim; ich celem była pomoc w zakładaniu struktur związkowych „S”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego naturalną dla mnie była kontynuacja działalności związkowej poprzez zbieranie składek związkowych, dystrybucję „bibuły”, publikowanie tekstów w prasie podziemnej, kopiowanie książek bezdebitowych na kserografie oraz inicjowanie i uczestniczenie w różnego rodzaju akcjach protestacyjnych na uczelni i w Poznaniu.

Jako aktywny krótkofalowiec służyłem swą wiedzą i doświadczeniem w działalności podziemnego Radia „Solidarność”, a także organizowałem i prowadziłem nasłuch radiowy jednostek służby bezpieczeństwa i milicji, zwłaszcza w czasie manifestacji i akcji protestacyjnych. Uczestniczyłem w rozpracowaniu unikalnego w skali kraju, eksperymentalnego systemu pelengacji nadajników „Solidarności”, jaki zorganizowała służba bezpieczeństwa w Poznaniu, oraz przyczyniłem się do zdekonspirowania osób z grona poznańskich krótkofalowców zajmujących się tym systemem z ramienia służby bezpieczeństwa (wg akt IPN – sprawa operacyjnego rozpracowania, SOR „Pająk”).

Byłem inicjatorem akcji integracji krótkofalowców-chrześcijan w ramach organizacji międzynarodowej WACRAL (The World Association of Christian Radio Amateurs and Listeners), której byłem przedstawicielem na Polskę. W wyniku tej aktywności, po inwigilacji przez służbę bezpieczeństwa (w oparciu o liczną tajną agenturę) w 1985 roku zostałem usunięty z Polskiego Związku Krótkofalowców i „za działalność na szkodę socjalistycznego krótkofalarstwa” (oficjalne uzasadnienie) pozbawiony zezwolenia na radiostację amatorską. Zaś za bezpardonowe odrzucenie propozycji współpracy z SB kilkakrotnie odmawiano mi wydania paszportu na wyjazdy zagraniczne, zaś SB prowadziła przeciwko mnie tajne działania (zarchiwizowane w aktach IPN – kwestionariusz ewidencyjny, KE „Krzysztof”).

Na te wszystkie moje przeżycia nakładały się intensywne prace konstrukcyjne i badawcze, służące przygotowywaniu rozprawy doktorskiej. Czułem jednocześnie gęstnienie atmosfery wokół mnie na uczelni. Pod koniec 1987 roku praca doktorska była szczęśliwie ukończona, egzaminy doktorskie zdane (chociaż obowiązkowy egzamin z ekonomii politycznej socjalizmu, dzięki „życzliwości” partyjnego egzaminatora, doc. Stanisława Popławskiego, zaliczyłem z trudnościami, pomogła interwencja mego promotora, doc. A. Dobrogowskiego), wpłynęły także bardzo pozytywne (dla bezpieczeństwa aż trzy) recenzje, promotor (wówczas kierownik macierzystego Zakładu Telekomunikacji) złożył dyrektorowi instytutu stosowny wniosek kadrowy o przedłużenie zatrudnienia (bo okres rotacji mijał 31-01-1988, a obronę wyznaczono na 23-02-1988). I w tym momencie nastąpił „strzał z boku”: dyrektor instytutu, prof. Zdzisław Kachlicki, wniosek mego promotora i przełożonego zamknął w szufladzie biurka i nie przekazał dalej, na szczebel wydziału, do dziekana. Nie pomogły liczne interwencje, w swej decyzji pozostawał nieugięty.

Dzisiaj rozumiem dlaczego: prof. Zdzisław Kachlicki, człowiek, który unicestwił moją karierę akademicką, w zasobach archiwalnych IPN figuruje jako zarejestrowany tajny współpracownik (TW) Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Orkan”.

Tak więc od 1 lutego 1988 przestałem być pracownikiem uczelni, i to w najbardziej obiecującym momencie kariery naukowej, gdy tezy dalszych prac badawczych, naturalnie prowadzących do habilitacji, były już wyraziście zarysowane! A pracę doktorską – z sukcesem – obroniłem, ale już jako człowiek „z ulicy”…

Kilka przytoczonych dalej dokumentów prezentuje chronologicznie ciekawsze „kamienie milowe” przeżywanych wówczas przeze mnie represji kończącej niebawem swój żywot komuny i jej zbrojnego ramienia – służby bezpieczeństwa.

Na Radzie Wydziału Elektrycznego 19 stycznia 1988 r. przyjęto moją rozprawę doktorską i wyznaczono termin jej publicznej obrony [fragment protokołu]. Zgodnie z obowiązującymi przepisami były zatem podstawy do przedłużenia mego zatrudnienia na uczelni! Jednak wniosek kadrowy nie chciał opuścić szuflady biurka dyrektora instytutu…

W dalszej części tejże rady, w punkcie 4.7 (sprawy osobowe) rozpoczęto dyskusję [str. 13, str. 14, str. 15 i str. 16] na temat mej niecodziennej i dziwnej sytuacji, abstrahując jednak zupełnie od personaliów, debatowano jakoby hipotetycznie, wirtualnie, w oderwaniu od mojej konkretnej osoby. Co bardziej świadomi toczącej się rozgrywki między mym promotorem a prof. Z. Kachlickim (m.in. doc. A. Szaflarski, doc. E. Mitkowski, dr W. Hoppel, a szczególnie prof. Tadeusz Puchałka) próbowali przekonać dziekana do bardziej dogłębnej analizy problemu, jednak bez skutku – dziekan realizował (zapewne gdzie indziej podjętą) decyzję ukręcenia sprawie głowy, zaś wśród Panów Naukowców zabrakło stanowczości, konsekwencji i uporu w obronie krzywdzonego młodszego kolegi.

Dobre wychowanie, bezkonfliktowość i (jeszcze wówczas niezbyt dobrze znana) poprawność polityczna zwyciężyły! Warto dodać na marginesie, że dziekanem wówczas był aktywny działacz PZPR – doc. Bolesław Zaporowski.

Protokół [str. 1, str. 2 i str. 3] z niejawnego posiedzenia Komisji Rady Wydziału w dniu 23-02-1988, poświęconego mej dysertacji, pokazuje, że przynajmniej nie próbowano przeszkodzić mi w uzyskaniu stopnia naukowego, samo usunięcie z uczelni było najwyraźniej głównym i – w tym momencie – jedynym celem. Także wniosek o nadanie stopnia naukowego na posiedzeniu [fragment protokołu] całej Rady Wydziału (tego samego dnia) przeszedł jednogłośnie.

W dalszej części posiedzenia Rady (kolejne strony protokołu: str. 28, str. 29, str. 30 i str. 31) doszło znów (jak na poprzedniej Radzie) do wymiany zdań na temat mej kuriozalnej sytuacji. Tym razem wywołujący temat prof. Tadeusz Puchałka zaproponował powołanie specjalnej komisji w ramach Rady do głębszego i bardziej rzetelnego przeanalizowania sprawy, wniosek poddano głosowaniu, jednak przewagą 2 głosów został oddalony. O degrengoladzie środowiska akademickiego niech świadczy aż 5 głosów wstrzymujących się od zajęcia stanowiska! I to w tajnym głosowaniu!

Gdy po przełomie 1989 r. utworzono Społeczną Komisję Pojednawczą (tzw. Komisja Kuronia, od nazwiska jej lidera), natychmiast zwróciłem się do niej z wnioskiem [str. 1 i str. 2] o przywrócenie do pracy na uczelni. Wniosek mój poparła ówczesna Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność”.

Po trwającej ponad pół roku procedurze Komisja wydała orzeczenie [str. 1 i str. 2], w którym nakładała obowiązek zawarcia ze mną przez Politechnikę Poznańską umowy o pracę na stanowisku odpowiadającym posiadanym przeze mnie kwalifikacjom zawodowym (uwaga: Komisja w uzasadnieniu swej decyzji przekręciła nazwisko mego promotora, doc. A. Dobrogowskiego, robiąc z niego Wolnogowskiego).

Władze uczelni jednak „nie zauważyły” uzyskania przeze mnie stopnia naukowego doktora i zatrudniły mnie (złośliwie?) na poprzednio zajmowanym stanowisku starszego asystenta. Jednak i to zatrudnienie było fikcją: nikt nie przewidział mego powrotu i w planie nie było dla mnie żadnych zajęć dydaktycznych ze studentami!

Po prawie dwóch semestrach takiej wymuszonej bezczynności, w październiku 1991 roku sam zrezygnowałem z dalszej pracy na uczelni: prowadziłem już wówczas własną firmę, a ponadto startowałem w ramach Wyborczej Akcji Katolickiej w wyborach parlamentarnych…

Krzysztof Borowiak

http://krzysztof.borowiak.pl/SPP.html

Udyplomowianie kadr dawniej i dziś ( na przykładzie MO i Policji)

baner

 

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

O lustracji w niepoprawneradio.pl – Józef Wieczorek, maj 2015 r.

baner

O lustracji w niepoprawneradio.pl – Józef Wieczorek, maj 2015 r.

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

baner historia PRL

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

Z:Trzy twarze Juliana Haraschina – Krystian Brodacki, Arcana,2015

(mały fragment)

  1. Śledztwa akt II: producent magistrów

Śledztwo w sprawie Haraschina i towarzyszy obracało się wokół trzech głównych tematów:

  1. Łapówkarstwo; 2. Nadużycia na Wydziale Prawa UJ; 3. Obalenie mitów o Haraschinie – rzekomym bohaterze Września i bojowniku polskiego Podziemia w okresie okupacji hitlerowskiej. Temat pierwszy przedstawiłem wyżej. Teraz czas na sensacyjny temat 2, o największym ciężarze gatunkowym. Co ciekawe, na ten bulwersujący trop prokuratura wpadła przez przypadek: uwagę śledczych zwrócił fakt, że oskarżony Frasik, chłop z pochodzenia, robotnik z zawodu, kombinator i handlarz walutami z wyboru- jest zarazem magistrem prawa! Dlaczego nie wykonuje swego fachu, dlaczego nie pracuje jako radca prawny, albo też nie stara się odbyć aplikacji adwokackiej i zdać egzaminu, który pozwoliłby mu uzyskać wpis na listę adwokatów ? Dotarły też do nich krakowskie plotki o Studium Zaocznym.

Dość ciekawych wyników dostarczyła rewizja w domu Haraschina: przechowywał tam sporą ilość czystych kart papieru maszynowego, podpisanych in blanco przez różne osoby, np. przez naukowców z Wydziału Prawa UJ, prof. Kazimierza Opałka i kierownika Punktu Konsultacyjnego SZWP w Katowicach mgr. Tadeusza Hanauska. Znaleziono karty egzaminacyjne studentów SZWP, oraz dwa niezbyt przyjemne anonimy; podpis pod jednym z nich brzmiał: „Życzliwi studenci 4 roku”. Była też wizytówka Henryka Wolfa z krótkim liścikiem zaczynającym się od słowa: „Juleczku!”.

Wolf złożył obszerne zeznanie 8 października 1962 r.; wniosło do śledztwa dużo, może nawet trzeba je nazwać przełomowym. Przedstawiam jego istotny fragment:

Byłem wtedy Pełnomocnikiem Ministra Zdrowia do spraw Funduszu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci UNICEFF. Poznałem Haraschina w gabinecie płk. Batkiewicza w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. W szerszym gronie na zaproszenie Haraschina widywałem się z nim w warszawskich kawiarniach lub restauracjach; w tych spotkaniach brali udział Batkiewicz, Cynkin, lekarz Stuczyński. Płacił za wszystkich Haraschin, a były to sumy równające się mojej miesięcznej pensji… W pewnym momencie, gdzieś miedzy rokiem 1955 a 1957, Haraschin zaproponował załatwienie dla mnie dyplomu magistra prawa, twierdząc, że nie będzie z tym żadnego problemu. On miał taką siłę przekonywania, że uległem i zgodziłem się uzyskać taki dyplom…

Pod dyktando Haraschina napisał podanie o przyjęcie od razu na… piąty rok studiów, powołując się na egzaminy „prawnicze i ideologiczne”, zdane jakoby na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu Leninizmu w Warszawie.

Wyjaśnijmy, że studia na WUML nie były uważane za ekwiwalent jakichkolwiek studiów wyższych, ale „dziekan” SZWP nie przejmował się takimi drobnostkami. Zresztą Wolf studiował rzekomo na Uniwersytecie Warszawskim i miał indeks nr 239; w rzeczywistości taki numer należał do Andrzeja Moraczewskiego, naprawdę przez pewien czas studiującego na Studium Zaocznym Wydziału Prawa UW, aliści już dawno skreślonego z listy studentów…

W rekordowym tempie Wolf zdał zaległe i bieżące egzaminy; wkrótce przedłożył gotową pracę magisterską i poprosił o termin egzaminu magisterskiego. Recenzent pracy zastępca profesora dr Antoni Walas ocenił ją jako bardzo słabą, ale „przejawia pewien wysiłek autora, co uwzględniając brak zdolności w kierunku głębszej analizy zagadnienia – skłania do uznania pracy jako jeszcze odpowiadającej wymogom pracy magisterskiej”. Brawo! 17 czerwca 1957 r. komisja egzaminacyjna w składzie: Haraschin – przewodniczący, oraz dr Walas i doc. dr Mieczysław Sośniak uznała, że wiedza studenta Henryka Wolfa upoważnia do nadania mu tytułu magistra praw. Po pewnym czasie dyplom odebrał. Ale tu wmieszała się jego małżonka, znacznie od niego mądrzejsza (i uczciwsza):

– Czyś ty zwariował? Chcesz mieć kłopoty? Zniszcz mi zaraz ten „dyplom”!

Mąż usłuchał, oddał dokument żonie, a ta go spaliła.

Idąc tropem Wolfa wezwano na świadka płk. Józefa Batkiewicza, szefa Departamentu Wojskowego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Poznał Haraschina w Krakowie, podczas narady na temat Studiów Wojskowych, podczas której Haraschin wygłosił referat, po czym zaprosił wszystkich do siebie na kolację; byli tam płk Cynkin i prof. Opałek. Odtąd Batkiewicz nieraz będzie gościł u „Juleczka”, który okazał się tak uczynny, że załatwił mu przyjęcie na studia na Wydziale Prawa… Osobiście przedstawił go dziekanowi Opałkowi, podkreślając splendor, jaki spływa na Wydział, skoro dyrektor z Ministerstwa będzie studiował na UJ. Co dalej ? Kiedy jeden z profesorów zagadnął pewnego dnia szefa Studium, dlaczego Batkiewicz nie pojawia się na seminariach, ten odpowiedział:

Z uwagi na wielkie wydarzenia polityczne (XX zjazd KPZR, obalenie kultu Stalina oraz napięta sytuacja w kraju) jest służbowo bardzo zajęty, więc jego nieobecność uznałem za całkowicie usprawiedliwioną. A pracę magisterską pisze w Warszawie, ma przecież do dyspozycji bibliotekę ministerialną. Proszę zatem zaliczyć mu seminarium…

Batkiewicz: Zostałem zwolniony z obowiązku uczęszczania na wykłady i zajęcia. Nie pamiętam pod czyim kierownictwem pisałem swą pracę magisterską Dostałem od jakiegoś profesora temat pt. „Stosunek pracy a służba wojskowa”. Spotkałem się z nim ponownie dopiero podczas jej obrony. On chyba w 1961 r. był sekretarzem organizacji partyjnej na UJ… W trzy miesiące po obronie pracy otrzymałem dyplom……..

. Jedną z gwałtownych miłości towarzysza Tadeusza została około 1955 r. Jolanta Kurc, 25-letnia pianistka w Centralnym Zarządzie Radiofonizacji Kraju: pisał do niej płomienne wyznania, a między jednym a drugim zaproponował jej szybkie uzyskanie dyplomu magistra prawa… Miała obiekcje, ale je rozwiał: „Joleczko, moja w tym głowa. Wszystko będzie dobrze!” I było, aż zanadto. Zaliczono jej kilka lat studiów na SGPiS i 15 listopada 1955 r. została przyjęta od razu na IV rok prawa, na studia stacjonarne [!], a następnie rozpętał się istny festiwal cudownie zdanych egzaminów. Tym razem posłużę się konkretami: oto pełna ich lista, według karty egzaminacyjnej Jolanty Kurc,

s.229 230

 

Jak skomentować powyższe curiosum? Choć sześciokrotnie występuje brak roku w dacie egzaminu, niewątpliwie chodzi o rok 1955. Pomijając cztery daty z roku 1956, oraz jeden przypadek braku wpisu i jeden w ogóle bez daty, otrzymamy liczbę siedemnastu egzaminów, zdanych rzekomo w listopadzie (trzy) i w grudniu (czternaście, a w tym-6 egzaminów w ciągu jednego dnia: 14.12.1955 r.!) w roku 1955. Nawet gdyby panna Kurc była wyjątkowo pracowitą i zdolną studentką, nie byłaby w stanie zdać aż tylu. A jednak, wcale nie uczęszczając na zajęcia (wszak pracowała w Warszawie), uzyskała wpisy wybitnych uczonych, złożyła pracę magisterską Stosunek pracy z nakazu pracy (prof. Walas dał jej notę „powyżej dostatecznej, a poniżej dobrej…”), z wynikiem dobrym zdała egzamin magisterski przed profesorami Opałkiem, Walasem i Walaszkiem i 25 czerwca 1956 r. otrzymała dyplom. „Widzisz? Nie mówiłem?”, cieszył się jej ukochany, „To wcale nie było trudne!”.

P.S.

jw – Warto przeczytać w całości. Produkcja niby-dyplomów to nie jest wynalazek ostatnich lat. Ta patologia jest głęboko zakorzeniona w systemie. Niestety historia patologii akademickich w interwale PRL-III RP nie jest poznana, ani badana przez historyków, którzy na ogół heroicznie walczą aby nie poznać tego co badają. ( https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/)

Te fragmenty pochodzą z książki napisanej przez publicystę, pianistę, autora książek o jazzie. Ciekawe dlaczego liczni i wybitni historycy UJ nie podjęli tak frapującego tematu, mimo że pisali Dzieje UJ (kompletne dyrdymały na odcinku PRL-III RP –https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ).

Widocznie tresura profesury w PRL, którą autor w książce dokumentuje, przyniosła efekty rozciągające się na kolejne dziesięciolecia, mimo tzw. transformacji ustrojowej. Degrengolada profesury bynajmniej nie ustąpiła, a dodatkowo jakby przyplątała się amnezja – widoczny objaw pokrzywdzenia profesury ( i nie tylko) przez system nihilizmu moralnego.

Julian Polan-Haraschin – okrutny prawnik, „Krwawy Julek”, TW”Karol”

https://lustronauki.wordpress.com/2009/07/17/julian-polan-haraschin/

Inwigilacja Karola Estreichera w dokumentach IPN

dokumenty IPN

Inwigilacja Karola Estreichera w dokumentach IPN

kilka przykładów z : Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII  część II Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

– Dokumenty IPN na str. 467- 683

1

2

3

3 cd

4

5

Karol Estreicher – historyk sztuki, w czasach PRL mówił co myślał, więc cierpiał

https://lustronauki.wordpress.com/2009/12/07/karol-estreicher/

W Polsce powinno się natychmiast przeprowadzić weryfikację wszelkich tytułów naukowych

baner weryfikacja

Polityczne doktoraty i tytuły profesorskie nie wiadomo za co!

pressmix.eu

Do najbardziej stetryczałych i zabetonowanych ideologicznie instytucji należą współcześnie niestety nasze wyższe uczelnie! Za czasów komunizmu wiele doktoratów nadawano aparatczykom PZPR na uczelniach w ZSRR, NRD i innych krajach RWPG. W WSI i SB funkcjonariusze, szkoleni w Moskwie i Kujbyszewie wracali z takich szkoleń, prowadzonych przez KGB często z tytułami magistrów lub doktorów nauk politycznych. W PRL-u droga do karier politycznych prowadziła poprzez szkolenia w KC PZPR. Jednym z takich „naukowców” współpracujących z KC PZPR był między innymi Leszek Balcerowicz, który jako działacz PZPR jeździł po PRL-u i głosił wyższość ekonomii socjalistycznej nad wolnym rynkiem.

Po 1989 roku żadnemu z doktorów i profesorów mianowanych w PRL-u nie odebrano tytułów, lecz przepoczwarzono ich na reformatorów!…..

……

W Polsce powinno się natychmiast przeprowadzić weryfikację wszelkich tytułów naukowych na wszystkich wyższych uczelniach zarówno państwowych jak i prywatnych, bo w przeciwnym razie wtórni analfabeci będą obniżać już mocno zaniżony poziom nauczania oraz szkodzić prawdziwym autorytetom naukowym!

Kto powinien przeprowadzić taką weryfikację?

Profesorowie, którzy nigdy nie należeli do PZPR, ani do PSL, ani do jakiejkolwiek innej partii politycznej, oraz nigdy nie piastowali jakichkolwiek stanowisk we władzach zarówno rządowych jak i samorządowych!

Rajmund Pollak

Doniesienie agenturalne na UJ

baner historia PRL

Doniesienie agenturalne na UJ

z: Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII  część II Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

UJ 1

UJ 2

UJ 3

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 48 obserwujących.