Na polskich uczelniach rządzą układy rodem z komunizmu

Autor książki „Trąd w Pałacu Nauki”: polskie uczelnie zbudowane na komunistycznym bagnie (FILM)

niezalezna.pl

W nowej książce „Trąd w Pałacu Nauki” przedstawiłem trzy etapy transformacji polskich uniwersytetów, czyli okres czerwonych agencji towarzyskich, następnie czas bastionów różowych kameleonów i wreszcie przejście do uniwersytetów tęczowych – mówi dr Józef Wieczorek, którego poprzednia książka „Plagi akademickie” wywołała oburzenie wśród rektorów polskich uczelni….tematy tabu, które podejmuje Józef Wieczorek w książce „Trąd w Pałacu Nauki”. Jak podkreśla, wszystkie one wiążą się z tym, że na polskich uczelniach rządzą układy rodem z komunizmu.

Krakowska organizacja PZPR (1948-1990). Struktury – członkowie – działalność 

Krakowska organizacja PZPR (1948-1990). Struktury – członkowie – działalność 

Brzask Komunistycznej Partii Polski po medialnym upadku komunizmu

Brzask Komunistycznej Partii Polski po medialnym upadku komunizmu

Zdekomunizować przestrzeń akademicką

Zdekomunizować przestrzeń akademicką

Gazeta Polska

Zbigniew Łukasik, TW „Ekłalizer”, rektor z grupy kłamców lustracyjnych, b. rektor UTH w Radomiu

Zbigniew Łukasik, TW „Ekłalizer”, rektor z grupy kłamców lustracyjnych, b. rektor UTH w Radomiu

Informacje w Wikipedii:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_%C5%81ukasik

Zbigniew Stanisław Łukasik (ur. 1952 w Kraśniku[1]) – polski inżynier, specjalizujący się w zakresie automatyki, profesor nauk technicznychrektor Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu w kadencjach 2012–2016 i 2016–2020. Absolwent wyższych studiów technicznych w Leningradzie, gdzie kształcił się w zakresie automatyki i elektroradiotechniki okrętowej. Ukończył też studia ekonomiczne w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu. W 1981 na Politechnice Szczecińskiej uzyskał stopień doktora nauk technicznych…..

 Habilitował się w 1998 w Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. 23 maja 2008 otrzymał tytuł profesora nauk technicznych. W pracy naukowej zajmuje się automatyzacją procesów, przetwarzaniem sygnałów, automatyką.

Od 1982 związany z WSI w Radomiu, przekształconą następnie w Politechniką Radomską, od 2008 na stanowisku profesora zwyczajnego. Był prodziekanem (1984–1986, 1987–1993) i dziekanem (1986–1987, 2002–2008) Wydziału Transportu. Przez kilka kadencji pełnił funkcje prorektora ds. dydaktycznych i studenckich. W 2000 został kierownikiem Zakładu Automatyzacji Procesów w Instytucie Automatyki i Telematyki. W 2012 wybrano go na stanowisko rektora Politechniki Radomskiej na czteroletnią kadencję[1]. W 2016 uzyskał reelekcję na kolejną kadencję[2].

Był również profesorem w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Białej Podlaskiej oraz w Wyższej Szkole Biznesu im. bp. Jana Chrapka w Radomiu. Należy m.in. do Sekcji Sterowania Komitetu Transportu Polskiej Akademii Nauk i Polskiego Towarzystwa Telematycznego.

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2011)

xxxxxxxxxxxxxx

W bazie Ludzi Nauki:

prof. dr hab. inż. Zbigniew Stanisław Łukasik

xxxxxxxxxxxxx

Prof. Zbigniew Łukasik, były rektor, a obecnie wykładowca UTH Radom, prawomocnie uznany kłamcą lustracyjnym

Małgorzata Rusek 30 listopada 2021. Gazeta Wyborcza Radom

– Sąd nie podzielił argumentów zawartych w apelacji i utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji, który uznał, że prof. Zbigniew Łukasik złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Wyrok jest prawomocny – usłyszeliśmy w Sądzie Apelacyjnym w Lublinie. A to oznacza, że prof. Łukasik utracił prawa wybieralności w wyborach do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach powszechnych organu i członka organu jednostki samorządu terytorialnego czy jednostek pomocniczych samorządu terytorialnego na okres pięciu lat.

Na taki sam okres sąd orzekł wobec niego zakaz pełnienia funkcji publicznej w rozumieniu ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990, w tym także wszelkich stanowisk na uczelni wyższej.

Prof. Łukasik jest byłym rektorem Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu, ale nadal pracuje na uczelni. Jest szefem Katedry Automatyzacji Procesów i Logistyki na Wydziale Transportu, Elektrotechniki i Informatyki. Jest też doradcą obecnego rektora prof. Sławomira Bukowskiego. Czy po prawomocnym wyroku uznającym prof. Łukasika za kłamcę lustracyjnego straci on stanowiska na uczelni?

IPN miał wątpliwości co do oświadczenia

A wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego złożył do Sądu Okręgowego w Lublinie Instytut Pamięci Narodowej. Instytut miał wątpliwości co do prawdziwości złożonego w 2008 r. przez Zbigniewa Łukasika oświadczenia lustracyjnego, które składał w związku ze sprawowaną wówczas funkcją dziekana Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu (do końca sierpnia 2020 r. sprawował funkcję rektora UTH Radom).

Badacze IPN przeprowadzili kwerendę w zasobie archiwalnym Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów/ Archiwach Oddziałowych Instytutu Pamięci Narodowej oraz w zbiorze wyodrębnionym i ustalili, że Zbigniew Łukasik był tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu III Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Cichocki” oraz tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu I Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Ekłalizer” (pisownia oryginalna).

Departament III zajmował się zwalczaniem wszelkiej działalności antypaństwowej w kraju, zaś departament I zdobywaniem tajnych dokumentów i informacji dotyczących politycznych, ekonomicznych, militarnych i wywiadowczych planów i zamierzeń skierowanych przeciwko PRL i krajom obozu socjalistycznego.

Dokumenty TW podpisane własnoręcznie

IPN dołączył do akt sprawy odnalezione w archiwach m.in. odręczne oświadczenie Łukasika sporządzone w Kielcach 9 sierpnia 1973 r. o treści: „Ja niżej podpisany zobowiązuję się zachować w tajemnicy fakt i treść prowadzonej ze mną rozmowy przez pracownika Służby Bezpieczeństwa MSW. Zobowiązuję się równocześnie udzielić pomocy Służbie Bezpieczeństwa na terenie Związku Radzieckiego, jeśli zaistnieje potrzeba”. Dokument, jak dowodzili prokuratorzy IPN, został podpisany przez Zbigniewa Łukasika imieniem i nazwiskiem wraz z podaniem miejsca zamieszkania.

W dokumentach zachowały się też dwa odręcznie napisane doniesienia z 1975 r. Łukasik był wówczas studentem Leningradzkiego Instytutu Elektrotechnicznego im. Włodzimierza Ilicza Lenina.

Jak wynika z przedstawionych przez IPN dokumentów, po raz drugi Zbigniewa Łukasika zarejestrowano jako tajnego współpracownika w 1987 r., gdy był już pracownikiem naukowym radomskiej uczelni.

Sąd nie ma wątpliwości

Proces lustracyjny prof. Łukasika rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Lublinie w maju 2018 r. Zbigniew Łukasik, wówczas rektor UTH Radom, zaprzeczał, że był tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa, wyjaśniał, że pokazane mu doniesienia nie były sporządzone przez niego. Także pytany wówczas przez „Wyborczą” odpowiadał, że nie był TW, a złożone przez niego oświadczenie lustracyjne było „prawidłowe”.

Po ponad dwóch latach procesu sąd orzekł, że złożone przez Zbigniewa Łukasika w lutym 2008 r. oświadczenie lustracyjne jest niezgodne z prawdą. „W dniu 9 sierpnia 1973 r. Zbigniew Łukasik napisał oświadczenie, w którym zobowiązał się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i do zachowania w tajemnicy informacji o spotkaniach z funkcjonariuszami. Następnie został zarejestrowany przez funkcjonariusza Wydziału III Departamentu III MSW jako kandydat na tajnego współpracownika. Po podjęciu współpracy Zbigniew Łukasik przekazywał funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa informacje dotyczące polskich studentów studiujących w Leningradzie, posługując się przy tym pseudonimami »Cichocki«” – stwierdził w uzasadnieniu wyroku sąd. Według sądu dostarczone przez IPN archiwalne dokumenty nie budziły wątpliwości. „Rzetelność informacji zawartych w dokumentacji znajduje potwierdzenie w opinii historycznej, zaś sporządzenie przez Zbigniewa Łukasika znajdujących się na mikrofilmie: oświadczenia i doniesień z Leningradu potwierdzane jest przez opinię z zakresu ekspertyzy dokumentów” – stwierdził sąd.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Tematy związane ze stanem wojennym dla obalenia mitów „wysp szczęśliwości”

[https://blogjw.wordpress.com/2020/12/22/wyspa-szczesliwosci-stanu-wojennego/]

Tematy związane ze stanem wojennym (sensu lato – okres 1981-1989) do opracowania/rozpowszechniania w przestrzeni publicznej/wyjaśnienia mniej zorientowanym

Przed kilku laty zaniepokojony kiepskim stanem badań nad stanem wojennym na uczelniach i rozpowszechnienia takich „badań” w przestrzeni publicznej po unieważnieniu/skasowaniu/wymazaniu niewygodnych świadków historii sformułowałem szereg pomijanych/niedocenianych w badaniach tematów  https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/

Niestety nie przyniosło to skutku pozytywnego, więc jeszcze raz je powtarzam [linki!]  na 40 lecie wprowadzenia stanu wojennego, formułując 13  dodatkowych/nieco inaczej ujętych  tematów, licząc na to, że w końcu trafią one do obiegu badawczego a  wyniki  do świadomości społecznej.

Najpierw trzeba dostarczyć rzetelne wyniki badań i ich syntezy, wprowadzić do obiegu edukacyjnego a nie tylko biadolić, że społeczeństwo nic/prawie nic nie wie o najnowszej historii Polski.  Jak można lamentować nad nieznajomością najnowszej historii młodych Polaków skoro w obiegu edukacyjnym brak jest takich wydarzeń jak stan wojenny.

Poruszałem te kwestie w wielu tekstach [ i tam cytowane]  

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)! – https://www.nfa.pl/articles.php?id=77 

Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’

https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/wystapienie-do-prezesa-ipn-w-sprawie-opracowania-czarnej-ksiegi-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/

 POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/

 Solidarność UJ a CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/solidarnosc-uj-a-czarna-ksiega-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/ 

Wiele informacji zamieściłem  na stronie  https://lustronauki.wordpress.com/ [ ponad milion odwiedzin]

W tym   dotyczące stanu wojennego https://lustronauki.wordpress.com/tag/stan-wojenny/page/2/

Przykłady kolejnych tematów

związanych ze stanem wojennym wprowadzonym przed 40. laty,

którego znajomość  w domenie akademickiej jest skromna,

a czasami bałamutna, stąd  mit

Wyspy szczęśliwości stanu wojennego [ https://blogjw.wordpress.com/2020/12/22/wyspa-szczesliwosci-stanu-wojennego/]

Jak to jest możliwe, że polskie uczelnie pomijają w swych historiach stan wojenny i takie zakłamane historie są rozpowszechniane, pozostają w obiegu edukacyjnym i nie ma protestów znających się na rzeczy i etyce naukowej historyków, protestujących zasadnie, kiedy za granicami pomijane są w historiach jakieś istotne  wydarzenia z historii Polski – do niedawna Powstanie Warszawskie, agresja sowiecka 17 września…… Potrzebne studium tak historyczne, jak i psychologiczne i socjologiczne

Jak to jest możliwe, że polskie uczelnie pomijają w swych historiach takie słowa jak komunizm, PZPR i nawet nie protestują przeciwko temu nosiciele legitymacji opozycji antykomunistycznej, których by nie nosili gdyby komunizmu nie było

Badania nad stratami wojennymi  – wojny jaruzelsko-polskiej – w domenie akademickiej [ straty kadrowe, materialne, warsztatów pracy, bibliotek, szkół naukowych, strat wykładów, seminariów…..]

Analiza porównawcza funkcjonowania agencji towarzyskich na uczelniach w czasach komunizmu  i w III RP

Badania nad -anonimowymi nieraz do dnia dzisiejszego- kadrami dokonującymi politycznych weryfikacji kadr akademickich w epoce jaruzelskiej 

Badania nad beneficjentami epoki jaruzelskiej, którzy za nic w świecie nie chcą poznać historii/uwarunkowań moralnych/intelektualnych/politycznych swych karier

Odtworzenie stanu przewodniej siły narodu na każdej uczelni , sposobu jej przewodzenia  i skutków funkcjonowania

Odtworzenie prawdziwych rezultatów „ochraniania” uczelni i jej kadr przez SB i jej kolaborantów [podawanie informacji, że ochroniarzy było wielu ( dziesiątki) ale nikomu na uczelni włos z głowy nie spadł z przyczyn politycznych winno być penalizowane o ile  nie będą poparte faktami]

Badania nad ewaporacją dokumentów uczelnianych dotyczących epoki jaruzelskiej

Badania nad przestrzeganiem Konstytucji w dostępie do informacji o stanie wojennym na uczelniach

Analiza funkcjonowania antykultury unieważniania/wymazywania/kasowania [ Cancel culture] w epoce jaruzelskiej w porównaniu z czasami obecnymi  [ograniczanie tego zjawiska do ostatnich lat to nieporozumienie)

Zbadania drogi uniwersytetów do abdykacji z poszukiwania prawdy, czyli do śmierci uniwersytetu [ o śmierci uniwersytetu informowałem   władze UJ jeszcze w r. 1985 ! a reanimacji nie było !

Badania nad przyczynami konformizmu obecnych polskich kadr akademickich z uwzględnieniem opinii  nonkonformistów wykluczonych z obiegu akademickiego

Akcja na powielacz, czyli mała historia z czasu stanu wojennego.

                                                                                                     

Akcja na powielacz, czyli mała historia z czasu stanu wojennego.

Jakub Bodzionny

1. Podgotowka

      Po wyjściu z aresztu w połowie marca 1983 r. znalazłem się w szczególnie niekomfortowej sytuacji. Z jednej strony nakręcała mnie nadzwyczaj wysoka motywacja do dalszego knucia, z drugiej zaś unieruchamiał wymóg zaniechania kontaktów z kolegami, którzy, po rozgromieniu przez SB Krakowskiej Komisji Wykonawczej NZS Adama Kality, chwilowo się przyczaili.

      Z wielką więc ostrożnością nawiązałem wpierw kontakt ze Staszkiem Iskrą ps. „Jasio”(za pośrednictwem siostry Eli, studiującej na tym samym wydziale prawa UJ), a nieco później z Piotrkiem Zielińskim ps. „Marcin”(socjologia UJ). Czasu wolnego miałem bądź ile, a nadzór esbecki, po nieudanej konfrontacji z wciąż siedzącym głównym denuncjatorem J. K. (biedaczek nie rozpoznał mnie dzięki bródce i nowym okularom) – jakby zniknął. Wykoncypowałem sobie wtedy, że skoro sankcję prok. Burzymowskiego mec. Grzybowski uchylił („na wariackie papiery” autorstwa guru krakowskiej psychiatrii, wielkiego dr. Cechnickiego), to trza działać, bo w razie następnej wpadki i tak muszą mnie zaraz wypuścić.     

Przypomniał mi się X., wspólny z Zielińskim znajomy z sylwestra w Nowym Sączu, studiujący etnografię na UJ. Udzielał się on społecznie w Polskim Klubie Ekologicznym, mającym swoją siedzibę w krakowskim oddziale proreżimowej organizacji „PAX” przy ul. Garbarskiej 9. Napomknął mi kiedyś niebacznie o potężnym powielaczu elektrycznym produkcji bratniego CSRS, użytkowanym przez ekologów w biurze na I piętrze przy Garbarskiej. Sprawę zgłosiłem więc pod rozwagę Piotrowi Zielińskiemu, który w krótkim czasie dostarczył sporządzony przez X. szkic wnętrza budynku i wymiary powielacza, oraz klucz do drzwi biura PTE – osobiście przez Piotra dorobiony w punkcie usługowym po wielu nieudanych próbach odciśnięcia w plastelinie.

      Opracowany we trójkę z Piotrkiem i Staszkiem plan był prosty – wyniesienie powielacza w pudle przed nosem portiera, a następnie zamelinowanie go na jakiś czas w bezpiecznym miejscu. Moi niedawni znajomi z aresztów na Monte i Zgody nazwaliby to „włamskiem na pasówkę”.

Pole tekstowe: Ryc 1            Kol. Bodziony prowadzi  rozpoznanie przed akcją.      

Przystąpiłem więc do montażu wielgachnej skrzyni ze solidnie wzmocnionej listwami pilśni. Wyglądała na zbitą gwoździami „na amen”, lecz boczna ścianka miała ukrytą zasuwkę, pozwalającą na natychmiastowe jej otwarcie. Pozór solidnego zbicia skrzyni miał uniemożliwić ewentualne sprawdzenie przez portiera jej zawartości.

        Pierwszy termin akcji ustaliliśmy na wtorek 24 maja o 8:30 rano. W razie zaistnienia jakiejś przeszkody wszystko miało być powtórzone do skutku w kolejne wtorki, jako że z informacji dostarczonych przez X. dzień ten i godzina były optymalne ze względu na rozkład pracy portierni, a zwłaszcza nieobecność szefa ekologów. W razie próby zatrzymania, pudło z powielaczem mieliśmy porzucić i czym prędzej oddalić się bez jakichkolwiek przepychanek.

      W przeddzień akcji skrzynię odebrał z mojego ówczesnego mieszkania przy al. Pokoju główny wykonawca – Jerzy Piasecki, student prawa a zarazem radykalny KPN-owiec. Jako jedyny z nas był właścicielem mocno skądinąd wysłużonego pojazdu marki Fiat 125p w kolorze zielono-żółtym. Skrzynię wcisnął do bagażnika, by w nocy nie zainteresował się nią jakiś włamywacz samochodowy. Auto miewało kłopot z zapłonem, więc zaparkował pod swoim domem na os. Krzesławice na pochyłości, by w razie czego ruszyć wykorzystując prawo powszechnej grawitacji. Jurek zgłosił wcześniej istotną uwagę, że wykonawcy powinni być, dla uśpienia czujności portiera, ubrani w chałaty a la „student z Żaczka”.

Pole tekstowe: Ryc 2       Kol. Piasecki (z prawej) dla rozgrzewki przed akcją atakuje pancerną kolumnę ZOMO.

Przygotował też dla siebie dodatkowo czapeczkę z daszkiem, maskując demaskującą go łysinkę. Te chałaty, jak wkrótce się okazało, uratowały sprawę.

2. Dawaj w pieriod !!!

      Parę minut po ósmej rano Jurek podjechał w umówione miejsce na ul. Mogilskiej, wsiadłem, i ruszyliśmy na czerwonego. Staszek już kręcił się na przystanku autobusowym pod Pewexem na Czarnowiejskiej (gdzie miał przejąć końcową cześć akcji), a Piotr, klepiąc pacierze za zwycięstwo, czekał na raporty z akcji w centrali, czyli w domu na Narzymskiego. Pogoda była wspaniała.

Pole tekstowe: Ryc 3   Kol. Iskra z bezpiecznej odległości dokumentuje przebieg akcji niezawodnym radzieckim aparatem foto-graficznym „Łomo” (tzw. łomografia).   

Przed wpół do 9 zaparkowaliśmy przy ul. Biskupiej, przecznicy od przecznicy z  Garbarskiej. W dwie minuty byliśmy w holu budynku PAX-u, gdzie nam trochę miny zrzedły, bo zamiast jednego – tego leniwego – ciecia, byli obaj, kręciło się też kilku mechesów ze sprzętem remontowym. Odprowadzani czujnym spojrzeniem ogółu zebranych, weszliśmy z naszą skrzynią na schody i dalej w korytarzyk (tu przynajmniej zgodnie z planem było pusto), gdzie po prawej mieli biuro ekolodzy. Klucz zadziałał i przed nami rozpostarł się niebiański widok błękitno-biało polakierowanego potężnego powielacza. Wpakowaliśmy go bokiem do skrzyni, Jurek połą chałatu przetarł blat biurka z ewentualnych odcisków palców, drzwi zamknąłem (żeby kto czego nie ukradł – w szafie, mój Boże, było jeszcze tyle farby i papieru A4 !), i jak najszybciej z powrotem na portiernię. Tu ogół zebranych znów oniemiał na nasz widok, ja wymamrotałem przygotowane „To chyba miało być na Mikołajską” (gdzie była druga siedziba PTE), i za bramę. Do auta było ze 300 metrów, tak że za rogiem musiałem poprawiać ciężar, bo mi pierońsko ciężka skrzynia zaczęła się wyślizgiwać z rąk. Za drugim rogiem wsadziliśmy towar do bagażnika, obserwowani leniwie przez kierowcę stojącej tuż za nami ciężarówki. Auto odpaliło od pierwszego kopa, i dawaj na melinę.

      Na alei Mickiewicza wpakowaliśmy się na niewłaściwy pas, lecz uprzejmy kierowca Żuka przepuścił nas do prawej, co pozwoliło mi wysiąść we właściwym miejscu – sto metrów przed skrętem w Czarnowiejską. Podbiegłem jeszcze zobaczyć, czy Staszek wsiądzie na moje miejsce – był – i pojechali dalej. Melinę zorganizował Staszek u Maćka Jamki (kolejnego studenta prawa) na strychu mieszkania jego matki przy Czarnowiejskiej. Ja podszedłem do fryzjera ostrzyc się i zgolić zapuszczoną jeszcze w śledczym brodę, i dodatkowo zmieniwszy na wszelki wypadek okulary wróciłem do domu.

Pole tekstowe: Rysunek 4 Dom Jamkina

3. Po bitwie.

  Popołudniową porą wybrałem się z umówioną relację do Piotra Zielińskiego, który miał już informację X. od zszokowanych ekologów z miejsca akcji. Około godziny 13 do biura na Garbarskiej przyszedł ich szef, narobił rabanu, przyjechało SB. Ustalili tylko, że klucz był dorabiany a z powielacza ciekła farba, lecz przed schodami ślad się urywał – potem wciąż ciekła, ale Jurkowi w jego czarne kościółkowe sztruksy z Pewexu. Żadnych rysopisów czy innych poszlak. Ciężkie chwile przechodził ponoć później jeden z szeregowych ekologów, znany organom z aktywności w opozycji, na którym nieuchronnie skupiło się wnikliwe ostrze oskarżeń

Pole tekstowe: Ryc 5         Kol. Rokita udziela akcji moralne-go wsparcia.    

  Sam powielacz przewiozłem we wrześniu z ludźmi Andrzeja Margasińskiego (student psychologii UJ) do domu Krystyny i Romana Graczyków przy ul. Krzywda w Płaszowie. Zastąpił tam wysłużony, ręczny powielacz „Standart”, na którym Margasiński drukował (często osobiście) swoje znakomite pismo „Odmowa”, propagujące ideę non-violence. Na nowej maszynie ukazały się pierwsze numery „Wolnego Słowa”, organu założonej co dopiero przez Piotra, Staszka i Jacka Ramotowskiego filii warszawskiego Kosa. Krakowski Kos, w nowym i rozszerzonym składzie, działał skutecznie bo dyskretnie na niwie poligrafii do samego 1989 roku, robiąc m.in. krakowskie edycje „Tygodnika Mazowsze”. Będąc już dwukrotnie „spalony” trzymałem się od tego z daleka, użyczywszy raz tylko mieszkania na spotkanie z wizytującym KKos-a Konstantym Gebertem pseudonim Dawid Warszawski.

      Wracając jednak do powielacza, gospodarzom z ul. Krzywda (skądinąd bardzo miłym) nasza obecność z czasem zaczęła jakby trochę ciążyć, ja ich aluzje puszczałem mimo uszu, a życie, jak to ma w zwyczaju, samo rozwiązało narastający problem. Graczyk mianowicie udzielał się rozlegle w różnych podejrzanych środowiskach, krajowych i zagranicznych, w tym również w paryskim „Kontakcie”. A że działał tu z nim jego bliski kolega, osławiony Lesław Maleszka więc, 27 kwietnia 1984 r., tuż przed wizytą jakichś Francuzów, przyjechali do Graczyków zrobić kocioł chłopcy z Mogilskiej 109. Ze zdumieniem odkryli na strychu powielacz, farbę, papier i usmarowane matryce białkowe, które mozolnie od razu usiłowali odczytywać. Francuzów, już idących ulicą Krzywda, zawróciły dzielne sąsiadki, lecz sprzęt przepadł.

       Po raz ostatni zobaczyłem nasz piękny powielacz w krótkim „spocie” Kroniki Krakowskiej TVP, informującym społeczeństwo o likwidacji kolejnej nielegalnej drukarni. Stał, biedny i samotny, na jakiejś wykładzinie podłogowej, zapewne w pokoju przesłuchań kwatery głównej SB – w trzecim bloku KW MO. „Zabezpieczono wysokowydajny sprzęt poligraficzny produkcji zachodniej” – obwieścił grobowym głosem spiker.     Amen.

                                                                                            (Zdjęcia z arch. fot. 1980-84 Krakowskiego KOS)

Dodatek: zdjęcia Stanisława Iskry

Powielacz elektryczny . Zdjęcie z drukarni strajkowej na UJ / studencki strajk solidarnościowy / listopad- grudzień 1981

Rozpędzanie demonstratów po Mszy Św.  za Ojczyznę 13 maja 1982 Rynek Główny Kraków.

Wspomnienia b. studenta UJ Stanisława Iskry o „czasach jaruzelskich”

Wspomnienia b. studenta UJ Stanisława Iskry [NZS] o „czasach jaruzelskich”

Moje kontakty z opozycją rozpoczęły się już przed sierpniem 1980 roku. Bartek Sienkiewicz skontaktował mnie z Jackiem Skrobotowiczem, przez którego byłem informowany o różnych spotkaniach w kościołach, odczytach, manifestacjach, w których następnie brałem udział.

Pod koniec lat 70. bywałem w dominikańskiej Beczce na spotkaniach z różnymi znanymi osobami, które swe wykłady prowadziły również w ramach TKN (Towarzystwo Kursów Naukowych). Ważną datą, momentem w moim życiorysie była śmierć Stanisława Pyjasa. Jako szesnastoletni chłopiec byłem uczestnikiem Czarnego Marszu po jego śmierci. Już wówczas było dla mnie jasne, że nie była to przypadkowa śmierć, lecz został zabity. Do dzisiejszego dnia sprawcy nie zostali ukarani, a wiele różnych osób – nawet agentów czy milicjantów – zginęło by zatrzeć ślady. Również człowiek, który prawdopodobnie ponosi dużą moralną odpowiedzialność za śmierć Pyjasa, tzn. Maleszka, żyje sobie w dobrobycie. Powinno to dać każdemu dużo do myślenia na temat naszej rzeczywistości – rzekomo demokratycznego i wolnego państwa.

Do gremium osób o podobnych poglądach wciągnął mnie Bartek Sienkiewicz. Tam też powstał pomysł by wydawać pismo dla licealistów. Rozeszło się to jednak po kościach – być może dlatego, że Bartek należał do ludzi, którzy dużo mówili, a faktycznie byli często niekonsekwentni w swoich działaniach. W tym czasie poznałem Kubę Bodzionego, który wcześniej chodził wraz Bartkiem do jednej szkoły podstawowej. Z czasem nawiązała się moja przyjaźń z Kubą, która trwała przez lata 80. i była bardzo owocna, jeśli chodzi o współpracę w podziemiu.  

W 1980 zostałem studentem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim i już we wrześniu zapisałem się do powstającego NZS-u. Następnie zostałem szefem koła na pierwszym roku prawa. W tym czasie, na drugim roku prawa – również zaangażowanym w NZS – był Aleksander Galos, z którym później ściśle współpracowałem, również poprzez działalność w Kole Naukowym TBSP (Towarzystwo Biblioteki Słuchaczów Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego). Zetknąłem się w tym czasie z wieloma ciekawymi osobami, których zawodowe kariery różnie się potoczyły. Niektórzy np. zostali znanymi adwokatami zarówno w stolicy jak i Krakowie. Marka Łosia poznałem już w czasach licealnych, ale bliższy kontakt nawiązaliśmy w czasie działalności w Kole Naukowym TBSP. Trzeba dodać, że nie byłem jakimś czołowym działaczem NZS-u w przeciwieństwie do starszych kolegów, którzy mieli szersze kontakty i lepsze rozeznanie środowiska. Zostałem jednak wybrany – jako przedstawiciel studentów – do Rady Wydziału, w której znaleźli się zarówno ludzie z NZS-u, jak i SZSP (Socjalistyczny Związek Studentów Polskich). Wydaje mi się, że niezrzeszonych przedstawicieli tam nie było.        

16 miesięcy względnej wolności przebiegły mi podobnie, jak wielu innym członkom NZS-u. Braliśmy udział w demonstracjach, marszach w obronie więźniów politycznych, strajkach okupacyjnych na uczelni i innych akcjach. W pewnym momencie zacząłem robić zdjęcia dokumentalne, gdyż miałem przekonanie, że na moich oczach dzieje się historia i warto by te rzeczy uwiecznić. Stąd też posiadam pewną ilość zdjęć z ważniejszych wydarzeń tego okresu, w tym ze strajku listopadowo-grudniowego w 1981 r. na UJ i PWST. Dziś się okazuje, że na moich zdjęciach – oprócz Jerzego Stuhra, który miał wówczas prelekcję dla strajkujących studentów – widnieje Piotr Cyrwus, znany aktor Teatru Starego. Ujęcie pokazuje jak wcina strajkową zupkę. Na zdjęciach ze strajku na UJ przewijają się także Bogdan Klich, Aleksander Galos, Adam Kalita, Marek Lasota, Andrzej Rokita i wielu innych. Uczestniczyłem też w strajku lutowym tego samego roku, ale musiałbym sprawdzić czy posiadam jakieś zdjęcia z tego okresu. Obecnie pracuję nad wydaniem zdjęć w formie albumu, w którym znalazłyby się zdjęcia nie tylko moje, ale również moich współpracowników, kolegów.

Po wprowadzeniu stanu wojennego prowadziliśmy różne formy działalności.

zdj. 13 maja 1982 Rynek Główny, Kraków

Moim autorskim pomysłem było zorganizowanie grupy fotografów – dokumentalistów. Tworzyło ją na stałe dwie osoby, oraz kilka dodatkowych, które zmieniały się w zależności od potrzeb. Zdjęcia, oprócz mnie, wykonywali: Jakub Bodziony, Ryszard Małusecki, Andrzej Rokita i Zbigniew Świderski. Przed spodziewanymi wydarzeniami dowiadywałem się od jednego z członów TKRH o szczegółach przygotowywanej manifestacji, opracowywaliśmy plan przypuszczalnego przemarszu demonstrantów – przeważnie z rejonu bieńczyckiej Arki lub spod kombinatu – oraz typowaliśmy miejsca, w których ewentualnie uderzy ZOMO. Wybieraliśmy następnie punkty obserwacyjne na klatkach schodowych czy dachach. Każdy z nas był rozmieszczony w innym rejonie dzielnicy.

zdj. 16.czerwca 1982 Jedni z najmłodszych demonstrantów w Nowej Hucie

Fotografowie mieli przydzielone po osobie towarzyszącej, która ich ubezpieczała. Nie chodziło tylko o ewentualnych ubeków, którzy mogli nas namierzyć. Jeśli robiło się zdjęcia w środku wydarzeń, to bardziej patrzyło się w kadr niż rozglądało za potencjalnym  niebezpieczeństwem. W krótkim czasie pojawiały się kolumny ZOMO i grupki esbeków.

Trzeba też dodać, że niebezpieczeństwo nie groziło nam tylko ze strony sił reżimowych, ale również demonstranci niekiedy nerwowo reagowali na fotografujących ich ludzi. Obawiali się ewentualnego rozpoznania i aresztowania. Zdarzały się sytuacje, że fotografom wyciągano filmy, a niejednego przegoniono kopniakami. Dlatego w takich sytuacjach przydawała się osoba towarzysząca, która wyjaśniała kim jesteśmy i co robimy. Wydaje mi się, że to przyczyniło się do tego, iż poza jednym przypadkiem kolegi wyciągniętego z tramwaju i pobitego przez ZOMO (Rysiek Małusecki powiedział: „nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się na ziemi”), nikomu z nas nigdy nic się nie stało. Przyjęliśmy też zasadę, co widać na naszych filmach, że staraliśmy się robić ujęcia ludziom z tyłu pochodu czy tłumu, czasem z pewnej odległości. Myślę, że stali uczestnicy zadym to zauważali, gdyż esbecy raczej postępowali odwrotnie.

Dziś jest to oczywiście pewnym mankamentem, gdyż zdjęcia robione z frontu są na pewno ciekawsze, więcej z nich można wydobyć informacji, ale taki był wymóg tamtych czasów. Liczyliśmy się poważnie z możliwością zatrzymania i przejęcia filmów przez SB. Nie chcieliśmy by posłużyły do identyfikacji demonstrantów. Oczywiście nie zawsze się udawało wykonywać ujęcia ściśle według tych zasad.

Dochodziło też czasem do groźnych sytuacji, kiedy zomowcy strzelali pociskami z gazem na wprost. Takie pojemniki leciały z dużym impetem i były śmiertelnie niebezpieczne. W ten sposób zginął Ryszard Smagur – robotnik Huty im. Lenina – który dostał takim pociskiem w krtań. Nim przyjechała karetka, już nie żył. Ja natomiast czymś takim dostałem w ramię, które było całe pokrwawione i sine, a w swetrze powstała pokaźna dziura. 

Zaopatrzenie w – trudne podówczas do zdobycia – papier i odczynniki fotograficzne wziąłem na siebie. Sprowadziłem z Niemiec wysokoczułe filmy Ilford do zdjęć nocnych. Miałem też możliwości pożyczania teleobiektywu w początkowym okresie z Towarzystwa Dagerotypistów, którego byłem członkiem, i gdzie prezesem był Janusz Surman. Na dużych zadymach często robiłem zdjęcia z perspektywy wykorzystując do tego dachy bloków. Tak sfotografowałem – podczas demonstracji – Aleję Lenina dziś Solidarności, Plac Centralny oraz Aleję Rewolucji Październikowej dziś al. Armii Krajowej. Na utrwalonych ujęciach widać cały przegląd sytuacji: kolumny ZOMO, demonstrantów, moment pacyfikacji, itp. Myślę, że niektóre zdjęcia nie są gorsze od tych robionych przez profesjonalistę Stanisława Markowskiego. Oglądając jego wystawę, odnosiłem chwilami wrażenie, że niektóre zdjęcia są moje. Przy bliższej analizie okazywało się jednak, że różnią się kątem wykonania. Zdarzały się również sytuacje, że w zdenerwowaniu i zamieszaniu zakładało się ponownie naświetlony już film. Tym sposobem część zdjęć z pogrzebu Bogdana Włosika została utracona.

Staraliśmy się więc jak najdokładniej dokumentować przebieg wydarzeń. Działalność tą prowadziliśmy od marca 1982 r. do 1984 r., gdyż później demonstracje osłabły i były rzadsze. Wykonaliśmy łącznie ponad półtora tysiąca zdjęć. Oczywiście nie wszystkie dotyczą  spektakularnych akcji. Udało się jednak utrwalić – i to wielokrotnie – chwile rozbijania demonstracji, barykady, płonący pomnik Lenina, rzucanie ulotek, zamaskowanych demonstrantów w kominiarkach i esbeków w akcji, cały ciężki sprzęt krakowskiego ZOMO, świetlne krzyże na akademikach i krzyże układane z kwiatów, a nawet uliczną audycję radia podziemnej Solidarności! Śledząc klatkę po klatce można wiele wydarzeń zrekonstruować. Powstał duży zbiór zdjęć, niekiedy dość unikalnych. Ich szczególna wartość polega na tym, że większość zdarzeń fotografowaliśmy z różnych miejsc i perspektyw.

zdj.  31.08.1982 Aleja Solidarności dawnej Al. Lenina, demonstracja w 2 rocznicę Porozumień Gdańskich

Jak już wspomniałem, w ówczesnych czasach zdobycie odpowiednich odczynników, czy nawet negatywów czarno-białych (o kolorowych już nie wspomnę) wymagało ogromnej przedsiębiorczości. Na każdej demonstracji kilka filmów zostało zużytych, czyli potrzeby były spore. Dlatego zajmowałem się na różne sposoby pozyskiwaniem wspomnianych produktów – z dobrym skutkiem. Np. negatywy cięliśmy z taśmy, która miała 25 metrów długości. Następnie się nawijało i wkładało do rolek. Również własnym sumptem – w łazience u rodziców, czasem u mojego przyjaciela Jakuba Bodzionego – w zaimprowizowanej ciemni wywoływaliśmy negatywy i robili odbitki. Powodowało to „okupację” łazienki zazwyczaj przez całą noc.                 

Zdjęcia – anonimowo, bez podawania autora – były przesyłane różnymi kanałami Solidarności na Zachód, gdzie trafiały w przeróżne miejsca. Z czasem, poprzez pewnego dziennikarza, otworzyły się mi bezpośrednie kontakty na Niemcy Zachodnie.  Przekazywał dostarczone odbitki m.in. do Komitetu Poparcia Solidarności w Malmoe, gdzie działał pan Lebenstein. Z przesłanych zdjęć w jednym z kościołów we Frankfurcie zorganizowano wystawę, pokazującą stan wojenny w Krakowie. Wiele lat później zetknąłem się z mężczyzną, który widział tę wystawę i stwierdził, że największe wrażenie na nim zrobiły nawet nie te pędzące sikawki, SKOT-y czy obłoki gazu, ale zdjęcie wykonane 13 marca 1982 r. w miesięcznicę stanu wojennego. Był to ułożony z odpowiednio zapalonych świateł w oknach wielki krzyż na elewacji akademiku „Akropol” w Miasteczku Studenckim. Zdał on sobie sprawę, że to ogromne przedsięwzięcie organizacyjne – by światła w jednych pokojach wygasić, a w innych zapalić – świadczyło o całkowitej jednomyślności wśród studentów. O planowanym przedsięwzięciu byłem wcześniej powiadomiony przez kolegów z Miasteczka i dzięki temu udało mi się wszystko sfotografować. Podjęto wtedy też próbę ułożenia napisu „Solidarność” na jednym z niższych akademików, która jednak się nie powiodła do końca – liczba potrzebnych okien była mała, a sam napis nieco skomplikowany.    

Nasze zbiory udostępniliśmy Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie – zeskanowano je na wypadek, gdyby z negatywami coś się stało.

zdj.4

zdj. 31.08.1982 koło Arki Pana, Nowa Huta Bieńczyce

W grudniu 2009 r. kilkadziesiąt odbitek wykorzystano na pierwszej wystawie rocznicowej w tworzonym nowohuckim Muzeum PRL, rok później część kolekcji zaprezentowano na zlocie „Kaczmarski underground” w Marszowicach.

W 2011 r. skorzystał z nich również Instytut Pamięci Narodowej w Krakowie, który w rocznicę stanu wojennego zorganizował na Placu Szczepańskim piękną wystawę plenerową. Moje zdjęcia były zaprezentowane na dwóch tablicach spośród kilkunastu, dotyczących wydarzeń w Krakowie. Udostępniłem też osiem dość rzadkich zdjęć z demonstracji na krakowskim rynku Mirkowi Lewandowskiemu i Maćkowi Gawlikowskiemu do ich rewelacyjnej książki „Gaz na ulicach”. Cieszę się niezmiernie, że w ten sposób mogłem choć trochę przyczynić się do wydania tej interesującej pozycji. 

Po wprowadzeniu stanu wojennego nie zostałem uznany za jakiegoś szczególnie niebezpiecznego wywrotowca i nie byłem internowany. Jak wszyscy dowiedziałem się nad ranem, że w kraju mamy wojnę. Telefony zostały wyłączone, ale i tak – w tamtych czasach – nie każdy go miał. Przykładowo moi rodzice dostali go kilka lat później po kilkunastoletnim okresie oczekiwania. Również komunikacja miejska nie funkcjonowała. Dlatego, by zorientować się w sytuacji, nawiązać jakiś kontakt z ludźmi, wyciągnąłem rower z piwnicy i przy dwudziestostopniowym mrozie udałem się do centrum miasta. W pierwszej kolejności pojechałem do lokalu NZS-u na ul. Gołębiej. Okazało się, że odpowiednie służby tak były zajęte Solidarnością, iż zostawiły sobie na później, przejęcie wspomnianego lokalu NZS. Do mojego przyjazdu nie został on „splądrowany” i rozpoczęła się spontaniczna akcja wynoszenia i ukrywania sprzętu oraz dokumentów.

Zdawaliśmy sobie sprawę, że wcześniej czy później bezpieka przyjedzie i wszystko przejmie. W grupach, zwykle po dwie osoby, zaczęliśmy krążyć między ul. Gołębią a kościołem dominikanów, w którym zakonnicy zgodzili się przyjąć w depozyt własność Zrzeszenia. Staraliśmy się również obserwować inne grupy czy nie zostały zatrzymane. Generalnie obeszło się dosyć spokojnie, chociaż miał miejsce ciekawy incydent z moim udziałem. Przenosiłem rzeczy z jakimś człowiekiem, którego nie znałem, ani nawet dotąd nie widziałem, np. na niedawnym strajku. W pewnym momencie rzucił on pomysł by przenosić materiały do kościoła Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny przy ul. Loretańskiej prowadzonego przez kapucynów. Poszliśmy tam, ale duchowny, który z nami rozmawiał nie znał ani mnie, ani jego i zapewne dlatego grzecznie odmówił. Być może osoba, która zaproponowała takie rozwiązanie była prowokatorem i prowadziła jakąś grę by przejąć z czasem te materiały w dogodniejszym dla nich miejscu. Wówczas przyjmowałem to w dobrej wierze – dziś się jednak nad tym incydentem mocno zastanawiam. Potem w dalszym ciągu nosiliśmy materiały do dominikanów i nie słyszałem by esbecja zdecydowała się tam na jakiś nalot.

W pierwszych dniach stanu wojennego częściej udawałem się do centrum miasta by nawiązać jakieś kontakty. Wówczas też spotkałem dwóch studentów prawa, moich przyjaciół, Jerzego Piaseckiego i Andrzeja Rokitę. W ich posiadaniu były już ulotki związane ze stanem wojennym. Dlatego umówiliśmy się, że po skończeniu godziny milicyjnej, następnego dnia nad ranem, przeprowadzimy akcję roznoszenia ulotek po klatkach schodowych na os. Na Stoku. Jeden czuwał przed blokiem, pozostałych dwóch działało w klatkach rozklejając lub w inny sposób wieszając ulotki. Poszło nam to bardzo sprawnie, jedynie, gdy zaczynał się jakiś ruch to się oddalaliśmy.

Jerzego Piaseckiego i Andrzeja Rokitę poznałem już we wrześniu 1980 r. Tak jak i oni bywałem na ul. Gołębiej, gdzie miał siedzibę NZS UJ. Widywaliśmy się też często w tramwaju numer 4 na trasie do Nowej Huty. Z czasem ukształtowało się pewne wzajemne zaufanie między nami, zwłaszcza, że mieliśmy podobne poglądy na rzeczywistość. W stanie wojennym współdziałaliśmy w wielu przedsięwzięciach. Zbieraliśmy np. relacje jak wyglądało wprowadzanie stanu wojennego w różnych regionach i zakładach w kraju – ciekawe informacje na ten temat dotarły do nas m.in. ze Śląska. 

Pierwsze tygodnie stanu wojennego wyglądały dosyć chaotycznie: sporo osób zostało aresztowanych czy internowanych, wiele kontaktów uległo zerwaniu. Z czasem jednak zaczęły powstawać pierwsze struktury podziemne związane z NZS jak SKOD NZS (Studencki Komitet Obrony Demokracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów) czy KKW NZS (Krakowska Komisja Wykonawcza Niezależnego Zrzeszenia Studentów). W tym czasie miałem już pewne kontakty konspiracyjne i łączność z funkcjonującymi siatkami kolportażowymi.

 Po wznowieniu zajęć w I 1982 spotkałem się z Olkiem Galosem, który był studentem drugiego roku prawa i odgrywał znaczącą rolę w strukturach NZS. Znaliśmy się jeszcze z okresu sprzed grudnia 1981 r. z podejmowania wspólnych inicjatyw w ramach NZS i samorządu studenckiego.

Jako, że posiadałem zbiór publikacji niezależnych – w dużej mierze – jeszcze sprzed sierpnia 1980 r., to zaproponowałem by był on udostępniony w bibliotece Wydziału Prawa i Administracji. Poparła to wydziałowa Solidarność z Tomaszem Gizbert-Studnickim na czele. Zbiór został skatalogowany po przekazaniu i udostępniony wszystkim zainteresowanym. Jedna z koleżanek stwierdziła nawet, że jestem chyba nazbyt szczodry, gdyż przekazywałem np. tomiki poezji Barańczaka z jego autografem. Miałem jednak nadzieję, że będzie to długo służyć studentom i nigdy tego nie żałowałem.

Po wprowadzeniu stanu wojennego te publikacje, jak wiele innych, zostały gdzieś zadekowane i do tej pory nie mam żadnej wiedzy na ten temat. To właśnie Alek Galos, który miał do mnie zaufanie, zaproponował bym włączył się w kolportaż KKW. Przekazał mi kontakt na osobę, która organizowała strukturę kolportażową na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie znałem jego nazwiska a jedynie pseudonim. Spotkanie z nim zostało zaaranżowane w Parku Jordana – ja miałem mieć w ręku gazetę i miała to być chyba „Polityka”. W czasie tego spotkania dostałem różnego rodzaju kontakty by np. poprzez kanał NZS odbierać bibułę i przekazywać ją dalej.

Wówczas to poznałem Barbarę Syc, która studiowała germanistykę i mieszkała na Miasteczku Studenckim. Brała ode mnie duże ilości publikacji, które następnie upłynniała po akademikach. Później Barbara współpracowała również z Ruchem Wolność i Pokój i była rozpracowywana oraz inwigilowana pod kryptonimem „Koala”.

W pewnym momencie, gdy nasze kanały dystrybucyjne zostały rozwinięte, ilości kolportowanej bibuły zaczęły być spore. Cały czas pojawiały się też nowe pisma. W naszej grupie było wiele osób, m.in. Jurek Piasecki, Andrzej Rokita, Kuba Bodziony, który poznał mnie z Piotrkiem Zielińskim i Jackiem Ramotowskim. Ten ostatni miał kontakty na Warszawę i w jakimś momencie zaczął nam przywozić pismo „KOS”. Nieco później nawiązaliśmy również kontakt z ludźmi je wydającymi. Było to niezłe pismo od strony jakościowej i technicznej, które kolportowaliśmy do końca lat 80.  Z Warszawy przywoziliśmy też książki, głównie NOWej.

Zwykle raz na dwa tygodnie ktoś od nas udawał się po materiały do stolicy. Wyjeżdżało się rano by wrócić wieczorem. Również ja wielokrotnie tam jeździłem. Czasem dochodziło do zabawnych sytuacji związanych np. z lokalizacją punktu kontaktowego u przygłuchawej babci, gdzie przez drzwi trzeba było krzyczeć hasło i pół klatki schodowej wszystko słyszało. Na szczęście obeszło się bez wpadki i wszystko funkcjonowało. 

W połowie lat 80. pojawiły się też pierwsze kasety video, np. z filmem Przesłuchanie Bugajskiego, chociaż odtwarzacz do nich był wówczas luksusem i tylko nieliczni go posiadali. Kolportowaliśmy też kasety magnetofonowe i różnego rodzaju znaczki. Zaczęliśmy też drukować swoje czasopisma: „Nihil Novi”, a potem „Wolne Słowo”.

Teksty nie były pisane przez profesjonalnych dziennikarzy dlatego też i pisma nie były na najwyższym poziomie. Początkowo drukowaliśmy na białku w czym kilka razy uczestniczyłem. Ogromnym kłopotem był lokal w którym moglibyśmy to robić. Wszyscy mieszkaliśmy u naszych rodziców a mieszkania były raczej niewielkie. Kiedyś drukowaliśmy u mojego chrzestnego, który miał tzw. M-3 czyli małe mieszkanie dwupokojowe, posiadał też trójkę dzieci a lokum miało 36 metrów kwadratowych. Czyli mieszkało tam pięć osób i do tego przyszło jeszcze dwóch facetów – ja i Kuba. Z braku miejsca rozłożyliśmy ramkę na podłodze w przedpokoju i tam drukowaliśmy.

W takich chałupniczych warunkach się to niekiedy odbywało. Po jakimś czasie, poprzez moje kontakty udało się sprowadzić sito z RFN. Wyglądało ono jak kawałek materiału i dlatego, gdy ktoś nie wiedział do czego może służyć, to był to dla niego kawałek nylonu. Do momentu swego aresztowania sprawami druku najczęściej zajmował się Kuba Bodziony. Później nieco mniej się angażował uważając, że jest już osobą znaną dla SB i liczył się z ew. inwigilacją. Cały czas nas jednak wspierał. Niektóre z zachowanych egzemplarzy, które wydrukowaliśmy, są przechowywana w Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego.   

Od pewnego czasu zaopatrywaliśmy się nie tylko poprzez kanały dystrybucyjne NZS-u, ale również inne. Mieliśmy kontakty z kombinatem w Nowej Hucie, w którym robotnicy wydawali m.in. „Hutnika”. U Zbyszka Paradowskiego, pracownika HiL-u, dochodziło do wymiany bibuły: myśmy dawali studencką czy kosowską z Warszawy, a oni nam robotniczą. Jedne pisma powstawały i szybko znikały z rynku, zaś inne były wydawane całymi latami. Z Warszawy przywoziliśmy nie tylko „KOSa” – który cieszył się dużym zainteresowaniem – ale również „Wolę” i „Tygodnik Mazowsze”. Ten ostatni był drukowany później przez nas też w Krakowie z przywożonych ze stolicy matryc.  

W marcu 1983 r. znaczna część krakowskiego podziemia studenckiego została zdziesiątkowana przez aresztowania  będące skutkiem tzw. sprawy Krawczyka z  NZS. Była to osoba, która konspirując nawiązała rozległe kontakty i została zatrzymana w początkowej fazie SOR „Ważny”, skierowanej przeciw KKW NZS.

Po kilkutygodniowych przesłuchaniach esbecy znaleźli jakiś jego słaby punkt (był nim ponoć zamiar zawarcia w najbliższym czasie małżeństwa). Niestety opowiedział wszystko co wiedział i nawet to, czego się tylko domyślał. W konsekwencji rozpracowano mnóstwo osób, aresztując około dwudziestu, co mocno uderzyło w podziemie studenckie. Była to bardzo przykra i nieprzyjemna sprawa, która dotknęła również nas. Aresztowano moich kolegów Ryśka Małuseckiego i Kubę Bodzionego. Przy zatrzymaniu tego drugiego doszło do nieco zabawnej sytuacji, gdyż jego ojciec również nosił to samo imię.  Zdezorientowani esbecy musieli dzwonić podczas rewizji do przełożonych, którego Jakuba mają zatrzymać. A że ojciec również działał w strukturach podziemnej Solidarności, więc żaden Jakub nie miał pewności, który będzie zabrany. Zaczęliśmy wkrótce ewakuować nasze lokale i materiały, gdyż rozeszła się pogłoska, jakoby Małusecki zaczynał opowiadać i ludziom grozi niebezpieczeństwo.

Okazało się jednak, że nic właściwie nie powiedział, przyznając się jedynie do rzeczy, co do których miał pewność, iż SB już wiedziało. Jednak wśród nas zapanował pewien niepokój. Kuba był przetrzymywany w areszcie na ul. Montelupich w celi z trójką kapusi, którzy „troskliwie” się nim opiekowali próbując, całkiem zresztą bezskutecznie, wyciągnąć jakieś informacje. Cała sprawa nie spowodowała ostatecznie w naszej siatce dalszych strat, chociaż zatrzymane osoby sporo wiedziały, również o mnie. Okazało się, że dobór ludzi był na szczęście trafny i nie popełniliśmy jakichś błędów w naszej coraz szerszej działalności.

Po rozbiciu KKW narodził się pomysł, by kontynuować działalność w nowej strukturze. Inicjatorem tego byłem ja, Piotr Zieliński oraz Jacek Ramotowski. Chcieliśmy nadać ramy organizacyjne temu przedsięwzięciu pokazując na zewnątrz, że mimo rozbicia jednej struktury, ta część środowiska studenckiego jest zdolna do kontynuowania działalności. Tak narodził się Krakowski KOS czyli KKOS. Przez Ramotowskiego utrzymywaliśmy stały kontakt z warszawskim KOS-em, dużą i efektywną strukturą, mającą szerokie kontakty praktycznie na całą Polskę. Byli oni w stanie systematycznie drukować duże ilości dobrej jakościowo bibuły.

Utworzyliśmy więc krakowski oddział i odtąd większość przedsięwzięć była firmowana jako KOS lub KKOS. By sfinansować podróże do Warszawy po bibułę dwukrotnie wydaliśmy  kalendarze (1984 i 1985). Były to publikacje głównie ze zdjęciami opisanej już, naszej grupy fotografów. Wykorzystaliśmy tylko kilka fotografii krążących po Polsce – z internowanymi w Białołęce czy z grudnia 81 w Gdańsku. 9 na 12 to były nasze zdjęcia, w czarno-białej konwencji. Oczywiście dni takie jak 3 maja czy 11 listopada były oznaczone jako świąteczne. Zdjęcia dotyczyły zajść w Nowej Hucie bądź na Rynku w Krakowie z 13 maja 1982 r. Obydwa kalendarze cieszyły się ogromnym powodzeniem, a my zdobyliśmy fundusze na dalszą działalność.

W 1986 roku opuściłem Polskę w pogoni za kawałkiem chleba. KKOS działał bez najmniejszej wpadki do 1989 roku, koncentrując się na wydawaniu krakowskiej wersji Tygodnika Mazowsze. Po moim wyjeździe odeszli z niego Jurek Piasecki i Krzysztof Kopeć a Jacek Ramotowski na stałe przeniósł się do Warszawy. Organizacją kierował dalej Piotr Zieliński. Niezmiernie smutnym jest fakt, że dzisiaj w dalszym ciągu Polska nie stwarza młodzieży perspektyw życiowych i duża jej część także musi szukać szczęścia na obcej ziemi.

Stanisław Iskra, ur. 1 maja 1961 r. w Krakowie.

W l. 1980-1986 student Wydziału Prawa UJ w Krakowie.

Przed 1980 r. miał kontakty ze środowiskami opozycyjnymi m.in. przez B. Sienkiewicza i J. Skrobotowicza; uczestnik spotkań w dominikańskiej „Beczce”; uczestnik „Czarnego Marszu” w Krakowie, zorganizowanego po śmierci Stanisława Pyjasa.

Zaangażowany w tworzenie NZS na UJ w Krakowie; członek komisji informacji KU NZS (wrzesień-październik 1980 r.); przewodniczący koła NZS na pierwszym roku kierunku „Prawo” na UJ; reprezentant studentów w Radzie Wydziału Prawa UJ; uczestnik strajków studenckich w lutym i w listopadzie i grudniu 1981 r.; dokumentalista protestów studenckich na krakowskich uczelniach.

Po wprowadzeniu stanu wojennego współpracownik Studenckiego Komitetu Obrony Demokracji NZS i Krakowskiej Komisji Wykonawczej NZS; współzałożyciel Krakowskiego Komitetu Oporu Społecznego – oddziału ogólnopolskiej organizacji KOS-ów; organizator sieci kolportażu prasy i książek bezdebitowych (m.in. warszawskiego „KOS-a”, „Tygodnika Mazowsze” i „Woli”, a także podziemnej prasy krakowskiej), ps. „Jasio”; współwydawca pisma „Wolne słowo” i „Nihil Novi”; wydawca podziemnych kalendarzy-cegiełek na rok 1984 i 1985.

Uczestnik demonstracji i manifestacji w Nowej Hucie; od 13 maja 1982 r. do 1986 r. dokumentalista i fotograf manifestacji, demonstracji w Krakowie i w Nowej Hucie; w 1982 r. stworzył grupę fotografów-dokumentalistów Krakowskiego KOS (m.in. Jakub Bodziony, Ryszard Małusecki, Andrzej Rokita, Zbigniew Świderski i Paweł Zechenter), oraz grupy zabezpieczającej fotografów w trakcie wykonywania zdjęć (m.in. Jerzy Piasecki, Jerzy Plebanek i Andrzej Rokita), której zadaniem było dokumentowanie wydarzeń w stanie wojennym (archiwum zespołu liczy dziś ok. 1,5 tys. zdjęć); zdjęcia były przekazywane m.in. do Szwecji i Niemiec; część jego zdjęć z lat 80. XX w. zostało opublikowanych w zbiorowym albumie „Zapis zdarzeń. Przemiany społeczne, polityczne i kulturowe w latach 1980-1989 w obiektywach fotografików krakowskich” (2015).

W 1986 r. zdecydował się na wyjazd do pracy w RFN. Został skreślony z listów studentów i przymusowo wymeldowany z mieszkania rodziców po wyjeździe. Do Polski wrócił w 2012 r.

Odznaczony medalami „Niezłomnym w Słowie” (2011) oraz „Za zasługi dla Małopolskiej Solidarności” (2016).

[ informacja zredagowana przez Sławomira Chmurę z 2013 r.]

Cancel culture jest znana także z PRL, także czystki akademickie skasowane w III RP !

Plagi akademickie w ciągłości PRL i III RP

wRealu24-Uniwersytet Jagielloński w łapach ideologów? J. Wieczorek o plagach akademickich

Jan Czochralski – uchwała Senatu Politechniki Warszawskiej

Sylwetka profesora Czochralskiego – przedwojenna i okupacyjna dzialalność, losy powojenne

Emanuel Halicz – politruk, historyk wojskowy, emigrant po-marcowy

PRO MEMORIA — EMANUEL HALICZ (1921–2015)

ARCHIWUM EMIGRACJI
Studia — Szkice — Dokumenty
Toruń, Rok 2015, Zeszyt 1–2 (22–23)

Historyk urodził się 19 września 1921 roku we Lwowie jako Emanuel Halpern jako syn Leona i Róży. Pochodził z rodziny polskich Żydów.
 Od 1939 roku studiował na Wydziale Historycznym na ukraińskim uniwersytecie we Lwowie. Od 1940 roku był członkiem Komsomołu. W czerwcu 1941 roku został ewakuowany do Maryjskiej Autonomicznej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Tam pracował jako nauczyciel.
Od października 1943 roku rozpoczął służbę w armii Z. Berlinga, jako oficer polityczny. Lata 1943–1945 spędził na bojowym szlaku od Oki po Łużyce. Wśród jego kolegów był m.in. Wojciech Jaruzelski. Działania wojenne ukończył w stopniu kapitana jako żołnierz 9 Drezdeńskiej Dywizji Piechoty (Halpern Emanuel, syn Leona). Co ciekawe w tej samej jednostce służyła osoba nazywająca się porucznik Emanuel Halicz. Emanuel Halpern zmienił nazwisko na Halicz w 1947 roku.
Po zakończeniu działań wojennych pozostał w armii. W latach 1947–1950 w stopniu podpułkownika był szefem Wydziału Propagandy Zarządu Politycznego Okręgu Wojskowego Kraków. Od kwietnia 1945 roku, co normalne w przypadku oficerów politycznych, był członkiem PPR, następnie kolejno PZPR. W 1947 roku nostryfikował dyplom ukończenia studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tam w 1950 roku obronił pracę doktorską Sprawa chłopska w powstaniu styczniowym pod kierunkiem Henryka Mościckiego (1881–1952).
W październiku 1950 roku Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego skierował go na studia do Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych (IKKN)… Od 1952 roku Emanuel Halicz był pracownikiem IKKN/INS, zatrudnionym na pół etatu. W 1954 r. uzyskał tam stopień kandydata nauk historycznych (ówczesna habilitacja; Kwestia chłopska w Królestwie Polskim na przełomie lat 50–60-tych XIX wieku). W 1954 r. został docentem…

Praca w tej instytucji szkolnictwa partyjnego trwała dla młodego badacza jedynie do 1956 roku. Instytut Nauk Społecznych przy KC PZPR na przełomie 1956 i 1957 roku został zresztą rozwiązany, w jego miejsce utworzono Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR (1957)…Poza pracą w tej uczelni, której monografii do niestety pory brak, historyk pracował jednocześnie na Uniwersytecie Warszawskim w latach 1952–1954 i 1960–1962. Jako wojskowy, w 1951 roku Halicz został członkiem Komisji Historyczno-Wojskowej MON. Zajmował się tam historią wojskowości okresu XVIII–XIX wieku…. był uczestnikiem słynnej konferencji Otwockiej (28 XII 1951–12 I 1952). Pułkownik, pozostający nadal do dyspozycji wojska w 1957 roku, mógł został skierowany do pracy w Wojskowym Instytucie Historycznym. Stało się jednak inaczej. Kolejnym miejscem pracy stała się Wojskowa Akademia Polityczna w Warszawie…. Halicz, pracujący na WAP, w chwili zatrudnienia był jednym z kilku wojskowych pracowników, posiadającym tytuł doktora .

 Miejscem pracy był Wydział Historyczno-Polityczny… W momencie, gdy Główny Zarząd Polityczny WP objął gen. W. Jaruzelski (1965), rozpoczął się proces usuwania cywilnych pracowników z WAP. Ostatecznie rok 1968 doprowadzi do zmiany większości kadry. Miejsce liczących się historyków z pokaźnym dorobkiem zajęli wojskowi, często niemający stopni naukowych. Co ciekawe w połowie lat 70.WAP uzyskał prawo do nadawania stopni naukowych doktora i doktora habilitowanego .

Główne zainteresowania badawcze Halicza w tym czasie skupiały się na historii Polski i historii powszechnej XIX wieku. Historyk badał dzieje polskich powstań narodowych XIX wieku. Opublikował wiele opracowań na ten temat. Można bez przesady określić go — historykiem powstania styczniowego. Wraz z innymi historykami wchodził w skład komisji obchodów 100 rocznicy Powstania Styczniowego. W 1963 roku była bowiem obchodzona setna rocznica jego wybuchu. Historyk, jako ekspert w tej dziedzinie, był konsultantem filmu dokumentalnego Powstanie styczniowe z 1962 roku. Z kolei w latach 1956–1970 był członkiem komisji do wydania źródeł z okresu powstania styczniowego przy Polskiej Akademii Nauk i Akademii Nauk ZSRR8 . Był też redaktorem wydawnictwa źródeł Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych edycji Proces Romualda Traugutta i członków Rządu Narodowego. Duże zasługi położył jako wydawca licznych tekstów źródłowych z okresu powstania styczniowego. Duże znaczenie mają zwłaszcza edycje pamiętników dokonane przez jego osobę. Temat insurekcyjny i sprawa polska w XIX wieku powracały w wielu publikacjach… Kariera historyka rozwijała się szybko. W 1960 roku Halicz został profesorem nadzwyczajnym (pierwszy wojskowy w dziejach WAP). Był też członkiem: nowo powstałego Komitetu Nauk Historycznych PAN (1959–1966), członkiem komitetu wydawniczego Instytutu Historii PAN i Instytutu Słowianoznawstwa Akademii Nauk ZSRR, Komitetu Naukowego Obchodu Tysiąclecia Państwa Polskiego (1965–1966), Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego (1963–1966) i Rady Wyższego Szkolnictwa Wojskowego (1963–1966). W 1965 roku badacz był członkiem kilkunastoosobowej delegacji polskiej na XII Międzynarodowy Kongres Nauk Historycznych w Wiedniu. Jako uznany badacz było recenzentem prac doktorskich powstałych na seminarium Stefana Kieniewicza w Instytucie Historycznym UW9 . Sam Kieniewicz niewątpliwie cenił prace Halicza, o czym świadczą jego późniejsze recenzje jego prac.

Będąc członkiem PZPR, dawnym pułkownikiem WP, cywilnym historykiem zajmującym się dziejami Powstania Styczniowego, profesorem WAP, zapewne nie spodziewał się nagłego załamania swojej kariery w Polsce Ludowej. Rok 1968 był w istocie dla niego i wielu innych katastrofą. Został usunięty z pracy w Wojskowej Akademii Politycznej. Utrata pracy, a także nieprzychylny klimat spowodował, że nie widząc dla siebie perspektyw w PRL — Halicz postanowił emigrować. W 1971 roku wyemigrował z rodziną do Danii. … Już w 1972 roku został zdegradowany przez ministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego do stopnia szeregowca. Stał się też obiektem zainteresowania służb specjalnych PRL. W latach 1972–1982 był profesorem uniwersytetu w Odense, a następnie w latach 1982–1990 uniwersytetu w Kopenhadze. Nadal pozostał aktywny zawodowo. W Na emigracji współpracował z paryskimi „Zeszytami Historycznymi”. Łącznie opublikował na łamach tego pisma 20 artykułów i recenzji, co plasuje go na 18 miejscu wśród autorów tego periodyku. Był też współpracownikiem pisma „Historisk Tidskrift”, „Zeitschrift für Ostmitteleuropa-Forschung” oraz „Zeitschrift für Ostforschung”. W 1989 roku został zaproszony przez Polską Akademię Nauk, Uniwersytet Jagielloński i Towarzystwo Polonia na III Kongres Uczonych Polskiego Pochodzenia — odmówił jednak przyjazdu. Po zmianach w Polsce nawiązał też współpracę z „Przeglądem Historycznym”. W 1994 roku przywrócono mu utracony stopień wojskowy. Był odznaczony: Orderem Krzyża Grunwaldu (1945), Krzyżem Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1946), Medalem za Odrę, Nysę, Bałtyk — (1956), Odznaką Tysiąclecia Państwa Polskiego (1966). Odszedł historyk rzetelny i entuzjastyczne zaangażowany w badania historyczne, zabierając bezpowrotnie swe niewypowiedziane myśli, sugestie, propozycje rozwiązań, które mogłyby wzbogacić nasze postrzeganie przeszłości.

Michał Kozłowski (Lublin)

Kazimierz Łaski – major z MBP, profesor na SGPiS, ekonomista

Kazimierz Łaski w Wikipedii

Kazimierz Łaski (ur. 15 grudnia1921 w Częstochowie, zm. 20 października2015 w Wiedniu[1]) – polskoaustriacki ekonomista postkeynesowski, specjalizujący się w zagadnieniach makroekonomicznych oraz transformacji gospodarczej.

Urodził się w rodzinie żydowskiej jako Hendel Cygler. W okresie wojennym należał do Gwardii Ludowej. Uczestniczył w powstaniu warszawskim. Od 1945 do 1950 pracował w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, w którym od stanowiska referenta doszedł do funkcji naczelnika wydziału w Departamencie IV MBP. Służbę zakończył w stopniu majora. W 1950 został oddelegowany do dyspozycji KC PZPR i skierowany do Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych. W tym samym roku ukończył studia w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, a w 1953 obronił na tej uczelni doktorat. Pozostał na niej zatrudniony do 1968, pełniąc funkcje m.in. dziekanaprorektora oraz kierownika Katedry Ekonomii Politycznej na Wydziale Handlu Zagranicznego w okresie, gdy w katedrze pracował Michał Kalecki. Wykładał także w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR. W latach 1966–1967 współpracował z École pratique des hautes études (EPHE) w Paryżu.

W wyniku wydarzeń marcowych 1968 pozbawiony profesury i kierownictwa katedry oraz zdegradowany do stopnia szeregowca w ramach struktur wojskowych, wyemigrował do Austrii. Znalazł zatrudnienie w Austriackim Instytucie Badań Gospodarczych (WIFO, 1969–1971), a następnie na Uniwersytecie Johannesa Keplera w Linzu, gdzie pozostał na stanowisku profesora zwyczajnego do 1991. W latach 1991–1996 pełnił funkcję dyrektora naukowego Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Studiów Ekonomicznych (WIIW), z którym współpracował później w charakterze konsultanta naukowego.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Michał Kalecki – wspomnienia i refleksje

https://web.sgh.waw.pl/~thorrel/gazeta/archiwum/108/t1.htm

9. W 1968 roku został wyrzucony z SGPiS prof. Kazimierz Łaski, kierownik Katedry Ekonomii na Wydziale Handlu Zagranicznego, w której pracował Michał Kalecki. Profesor Łaski był i pozostał wiernym uczniem Kaleckiego i propagatorem Jego teorii. Po wyjeździe z Polski w listopadzie 1968 r. Kazimierz Łaski był profesorem zwyczajnym uniwersytetu w Linzu, pracował również w słynnym Wiedeńskim Instytucie Międzynarodowych Ekonomicznych Studiów Porównawczych (WIIW), a w latach dziewięćdziesiątych był dyrektorem naukowym tegoż instytutu. Jego serdeczna pomoc dla wielu polskich ekonomistów, a przede wszystkim rady świadczone władzom III Rzeczypospolitej w ostatnich latach, zasługują na wysokie uznanie. Największe znaczenie ma jednak fakt, że Profesor Kazimierz Łaski ma bogaty dorobek naukowy, jest znanym i cenionym na Zachodzie ekonomistą, w minionych latach był zaliczany do grona najwybitniejszych ekonomistów austriackich (sic!).

Weryfikowanie Politechniki Warszawskiej

Dorota Gałaszewska-Chilczuk
Rektorzy Politechniki Warszawskiej w latach 1980–1989. Między PZPR a solidarnościową i studencką opozycją 

z książki:

  • Polskie uczelnie w latach osiemdziesiątych. Studia, red. Tomasz Gąsowski, Warszawa 2015, 341 s.

Fragmenty o weryfikacji kadr przed transformacją

o. Andrzej Koprowski , jezuita, TW ” Student”

Podwójne oblicze Jezuity, czyli historia TW „Student” – cykl Tajemnice bezpieki [DYSKUSJA ONLINE]

Bogusław Górka

Anty-autolustracja t.w. „Student”. Prawda Jezuity i prawda o Jezuicie

https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Koprowski

Ludzie SB nie powinni kierować uczelniami!

Dawni ludzie SB nie powinni kierować uczelniami! Piontkowski: „Nie mają podstaw etycznych”

niezalezna.pl

– Uczelnie kształtują przyszłe pokolenia Polaków, tak więc szefowie uczelni także powinni informować o ewentualnej współpracy z dawnymi służbami specjalnymi reżimu komunistycznego. Według mnie, ci którzy taką współpracę podejmowali, nie mają podstaw etycznych do tego, żeby kierować dzisiaj uczelniami

– powiedział w rozmowie z portalem Niezależna.pl wiceminister edukacji i nauki Dariusz Piontkowski.

Postępowania dyscyplinarne wobec rektorów, którzy zataili swoją współpracę z SB

Zataili swoją współpracę z SB? Czarnek: Prowadzimy kilka postępowań wobec rektorów

niezalezna.pl

„Minęło już 31 lat i tych byłych agentów SB jest coraz mniej. Tymczasem ustawy lustracyjne funkcjonują. My prowadzimy nawet kilka postępowań dyscyplinarnych wobec rektorów, którzy gdzieś zataili swoją współpracę z SB. Na pewno nie dotyczy dekomunizacja osób, które kształciły się w PRL, bo nie na tym ona polega”

Weryfikacja opozycji przez gen. Kiszczaka wg agenturalności, uległości i bylejakości.

Jan A. Kowalski w Kurierze WNET- styczeń 2021

generał Kiszczak, szef tajnych służb PRL, chcąc zapewnić byłym komunistom przemianę w kapitalistów i bezpieczeństwo dla ich świeżo zdobywanych majątków, przeprowadził weryfikację opozycji.

Nie pod kątem jednak wybitnych zdolności do zarządzania państwem, ale agenturalności, uległości i bylejakości.

……Zatem zadajmy pytanie podstawowe: dlaczego sami nie potrafimy zagospodarować swojego potencjału? I drugie, uzupełniające: dlaczego obecne elity państwa nie potrafią nawet naszego wewnętrznego bogactwa dostrzec? I jeszcze trzecie, ale pamiętajcie – ani mru mru: czy nie moglibyśmy je zmienić na takie, które widzą i potrafią?

Ten tekst będzie próbą odpowiedzi. Żeby cokolwiek zrozumieć, cofnijmy się o co najmniej 30 lat, do roku1988. To w owym roku generał Kiszczak, szef tajnych służb PRL, chcąc zapewnić byłym komunistom przemianę w kapitalistów i bezpieczeństwo dla ich świeżo zdobywanych majątków, przeprowadził weryfikację opozycji.

Nie pod kątem jednak wybitnych zdolności do zarządzania państwem, ale agenturalności, uległości i bylejakości.

I niedostrzegania konglomeratu WSW, a potem WSI w aparacie i spółkach Skarbu Państwa (te wszystkie późniejsze mafie).

Zatem zweryfikowani przez Kiszczaka opozycjoniści musieli mieć szczególne właściwości: brak zdolności organizacyjnych i przerośnięte ego.

Tak zweryfikowanych inteligenckich nieudaczników ustanowiono w roku 1989 w roli nowej, tytularnej elity władzy.

A oni, już dysponując odpowiednimi argumentami, dobierali od tej pory kolejnych. Takich, którzy nie mogli zagrozić ich pozycji. Naszą elitę polityczną stanowią zatem ludzie, którzy pracą własnych rąk i rozumu niczego nie osiągnęli.

Nie rozumieją więc, że sukces pochodzi z własnego mózgu i siły charakteru.

Że największą wartością jesteśmy my sami, nasz rozum i pracowitość. A największy sukces osiągamy dzięki umiejętności współpracy z innymi.

Rozumieją tylko tyle, ile doświadczyli. To, że pieniądze pochodzą z zewnątrz, a oni mogą je jedynie odpowiednio rozdysponować. To znaczy umocnić swoje polityczne wpływy w terenie. Zatem zamiast twórców i autorów sukcesu, u steru naszego państwa mamy urzędników i księgowych…….

Konfederacja Polski Niepodległej w realiach PRL

Grzegorz Wołk
Konfederacja Polski Niepodległej.
Studium funkcjonowania opozycyjnej partii
politycznej w realiach Polskiej Rzeczypospolitej
Ludowej

Praca doktorska napisana pod kierunkiem
prof. dr hab. Tomasza Gąsowskiego
Kraków 2020
1
Spis treści
Wstęp ……………………………………………………………………………………. 3
Rozdział I: Geneza i powstanie Konfederacji Polski Niepodległej ………………….. 22
1.1. Nurt Niepodległościowy (NN i nn) …………………………………………………. 22
1.2. Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela ………………………………………… 41
1.3 Powstanie Konfederacji Polski Niepodległej ………………………………………… 48
1.4. Reakcje polskiej emigracji politycznej ………………………………………………. 68
1.5. Twórcy KPN – portret zbiorowy ……………………………………………………… 77
1.6. Stosunki z innymi odłamami opozycji przedsierpniowej ……………………………. 84
1.7. Przeciwdziałanie ze strony Służby Bezpieczeństwa …………………………………. 95
Rozdział II: Od powstania do stanu wojennego ……………………………………….. 129
2.1. Rozwój struktur i formy prowadzonej działalności ………………………………….. 129
2.2. I Kongres w Lądku Zdroju …………………………………………………………… 163
2.3. Strajki sierpniowe …………………………………………………………………….. 166
2.4. Wolność dla wybranych ………………………………………………………………. 173
2.5. Komitety Obrony Więzionych za Przekonania ……………………………………….. 185
2.6. I proces przywódców ………………………………………………………………….. 219
2.7. Biura Zagraniczne KPN ……………………………………………………………….. 262
2.8. Polityka władz PRL wobec KPN oraz inwigilacja przez Służbę Bezpieczeństwa ……. 276
Rozdział III: Stan wojenny i „powojenny” 1981-1988 …………………………………. 284
3.1. Paraliż opozycji ………………………………………………………………………… 284
3.2. Kontynuacja I procesu przywódców KPN w realiach stanu wojennego ……………… 312
3.3. Więzienie w Barczewie ……………………………………………………………….. 325
3.4. Próby wznowienia działalności w warunkach konspiracyjnych ……………………… 330
3.5. II Kongres KPN w Warszawie (1984) ………………………………………………… 336
3.6. II Proces przywódców (1986) …………………………………………………………. 356
3.7. Podróż Leszka Moczulskiego po krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej …. 381
Rozdział IV: Upadek systemu (1988-1990) ……………………………………………… 415
4.1. Próby zjednoczenia opozycji niepodległościowej …………………………………….. 415
4.2. III Kongres w Warszawie/Krakowie ………………………………………………….. 439
2
4.3. Reglamentowane wybory 1989 ……………………………………………………….. 445
4.4. „Sowieci do domu!” …………………………………………………………………… 464
Rozdział V: Założenia programowe i myśl polityczna …………………………………. 497
5.1. Antykomunistyczny i niepodległościowy czyn bez ideologii ………………………… 497
5.2. Leszek Moczulski jako autor koncepcji programowych ……………………………….. 507
5.3. Niepodległość wbrew geopolityce …………………………………………………….. 508
5.4. Koncepcje gospodarcze i ekonomiczne KPN …………………………………………. 514
5.5. Przyjęta symbolika …………………………………………………………………….. 516
5.6. III Rzeczpospolita, czyli wizja nowego ustroju ………………………………………… 522
Zakończenie ……………………………………………………………………………….. 539
Wykaz skrótów ……………………………………………………………………………. 549
Bibliografia ………………………………………………………………………………… 556

Wielka weryfikacja kadr, także akademickich, w ujęciu Karola Wojtyły

 Przemówienie ks. kard. Karola Wojtyły wygłoszone na opłatku Wspólnoty Akademickiej Jezuitów w 1973 roku:

Boże Narodzenie w Polsce to jest coś zupełnie szczególnego. (…) Myślę, że w nim się w jakiś szczególny sposób wyraził geniusz duszy polskiej – w przeżyciu Bożego Narodzenia, w tym wszystkim, co to przeżycie Bożego Narodzenia ukształtowało w dziejach naszej religijności, chrześcijaństwa i kultury.

To są szczególne warstwy. Tutaj wchodzi w grę przede wszystkim ta pierwsza warstwa kultury, można by ją nazwać kulturą ludową, ona jest najbliższa źródeł. Równocześnie najbogatsza, najpełniejsza w treści, właśnie w stosunku do tajemnicy Bożego Narodzenia. Ta nasza polska kultura, kultura chrześcijańska, ujawniła swój szczególny geniusz. To nie jest przypadek, ze w Polsce jest tyle kolęd, na pewno o wiele więcej, niż w tradycji innych narodów. To nie jest przypadek. To jest bardzo precyzyjny dowód na specyfikę polskiej duszy, na specyfikę jej stosunku do Boga wcielonego, do tajemnicy Wcielenia. To jest historyczne, autentyczne, wciąż żywe odczytanie tej tajemnicy. (…) To jest coś tak wspaniałego, że właściwie nigdy nie można wyjść z tego kręgu – i nie trzeba wychodzić. (…)

Myślę, że każdy taki wieczór Bożego Narodzenia jak dzisiejszy jest właśnie ponownym wejściem w ten krąg. Ten krąg naszego rodzimego geniuszu polskiej duszy, polskiej chrześcijańskiej duszy. To jest ogromnie głęboka warstwa, ogromnie mocna warstwa. To jest złoże najwspanialszego kruszcu.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ my żyjemy w epoce jakiejś wielkiej weryfikacji, sprawdzania. Można by to nazwać sprawdzaniem światopoglądów, sprawdzaniem wewnętrznej postawy. Można by to nazwać sprawdzaniem wewnętrznej prawdy każdego człowiek, duchowej autentyczności. (…) W tym sprawdzaniu te wszystkie pierwiastkiem te wszystkie tradycje, te wszystkie przejawy geniuszu polskiej duszy i serca mają ogromne znaczenie. Bo przecież to jest świadectwo! (…) Na tym pierwotnym świadectwie narastały zupełnie nowe złoża! Całe dzieje różnych narodów, kształty różnych kultur. Przecież i te nasze kolędy to też jest jakaś cząstka i to niemała, tego świadectwa, jakie dzieje Polski, dusza polska, kultura polska dały Chrystusowi! To jest bardzo wielkie złoże.

Jeżeli to wszystko mówię, to dlatego, że wydaje mi się całkowitym absurdem odrywanie dziejów duchowych Polaka, współczesnego czy przyszłego pokolenia, od tych złóż, od tych postaw, od tych wyrazów geniuszu naszego narodu, naszej tradycji, polskiej duszy.

Leszek Lernell – prawnik czasów stalinowskich, dla którego prawo i nauka radziecka była wzorem i przykładem

baner człowiek nauki

Leszek Lernell w Wikipedii

Leszek Lernell (ur. 3 sierpnia 1906 w Mińsku Mazowieckim, zm. 11 maja 1981 w Warszawie) – polski prawnik pochodzenia żydowskiego, specjalista w dziedzinie prawa karnego i kryminologii, przedstawiciel marksistowskiej doktryny oraz judykatury od roku 1944. W okresie stalinizacji Polski razem z Igorem Andrejewem i Jerzy Sawickim Lernell był autorem sztandarowego dzieła tego okresu Prawo karne Polski Ludowej (1950–1954)…… Lata wojenne spędził w ZSRR. Po powrocie do Polski podjął pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 1949 obronił doktorat, od 1954 był profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat redagował „Nowe Prawo”, powstałe z przekształcenia „Demokratycznego Przeglądu Prawniczego”

xxxxxxxxxxxxxxxx

Prawnicy „starej nadbudowy” w „nowej bazie”, czyli o problemie kodyfikacji prawa karnego materialnego Polski Ludowej
początku lat pięćdziesiątych

MISCELLANEA HISTORICO-IURIDICA TOM XVI, z. 2 ROK 2017

….Stosunek Lernella do przepisów wydanych w okresie powojennym był również krytyczny. Uważał bowiem, że chociaż służą one coraz skuteczniej ochronie podstawowych funkcji państwa ludowego, to jednak nie są one dostatecznie ani pod względem treści, ani formy, przede wszystkim jeżeli chodzi o ochronę mienia socjalistycznego. Cytując prof. Goliakowa powiedział: „Im szersze są perspektywy zwycięstw w walce o komunizm, tym bardziej stanowcze winny być środki przymusu w stosunku do nosicieli tradycji kapitalizmu”. Istotna była również forma, albowiem prawo socjalistyczne ma spełniać rolę wychowawczą, dlatego winno uwypuklać treść klasową norm i charakterystykę polityczną.
„Prawo i nauka radziecka wzorem i przykładem”. To miało być remedium
na wszelkie problemy kodyfikacyjne PRL. Lernell jednak przestrzegał przed
wszelkim automatyzmem w tym zakresie, albowiem jego zdaniem należało
mieć na względzie odmienności faz rozwojowych i form dyktatury proletariatu w ZSRR i PRL. Dotyczyło to również innych krajów demokracji ludowej…

L. Lernell, Kodyfikacja czy reforma prawa karnego?, „Demokratyczny Przegląd Prawniczy” 1947, nr 4.
L. Lernell, Uwagi o nowelizacji i kodyfikacji prawa karnego. Czy konieczna reforma części
ogólnej k.k.?, „Demokratyczny Przegląd Prawniczy” 1947, nr 10.
L. Lernell, Z problematyki kodyfikacji prawa karnego (Rozważania metodologiczne), cz. I,
„Państwo i Prawo” 1951, z. 4.
L. Lernell, Z problematyki kodyfikacji prawa karnego (Rozważania metodologiczne), cz. II,
„Państwo i Prawo” 1951, z. 5–6.


.

Kazimierz Popiołek – prof. trzech uniwersytetów, informator jednego WUSW

baner człowiek nauki

Kazimierz Popiołek – profesor trzech uniwersytetów, [UJ, UWr, UŚ] , rektor jednego [UŚ], informator ps. „Lech” jednego WUSW

w wikipedii

…Po wojnie był pracownikiem naukowym Instytutu Śląskiego oraz kierownikiem Zakładu Historii Śląska Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. Był profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego (1955–1964), kierownikiem Katedry Historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Katowicach, dyrektorem Śląskiego Instytutu Naukowego, a następnie profesorem i prorektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współorganizator i pierwszy rektor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (1968–1973). 1 października 1977 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim przy ul. Francuskiej w Katowicach. Jego imieniem jest nazwana aula w budynku Wydziału Nauk Społecznych UŚ.

Według materiałów zgromadzonych w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej był w latach 1951–1980 zarejestrowany jako tajny współpracownik (informator) Urzędu Bezpieczeństwa oraz Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Lech”.

biblionetka.pl

Prof. dr Kazimierz Popiołek urodził się w 1903 r. w Cieszynie. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do wybuchu II wojny światowej był nauczycielem w szkołach średnich województwa śląskiego. W czasie wojny czynny w tajnym nauczaniu w Warszawie, uczestnik powstania warszawskiego, następnie więzień obozów w Gross Rosen i Litomierzycach. Po wojnie pracownik naukowy, m.in. dyrektor Śląskiego Instytutu Naukowego w Katowicach, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, rektor Uniwersytetu Śląskiego. Znakomity znawca dziejów Śląska, autor takich dzieł, jak: „Trzecie powstanie śląskie” (1946), „Polska »wiosna ludów« na Górnym Śląsku” (1948), „Śląsk w oczach okupanta” (1958), „Górnego Śląska droga do wolności” (II wyd. 1967), „Historia Śląska od pradziejów do 1945 roku” (II wyd. 1972). Członek honorowy Instytutu Śląskiego w Opolu.

dr h.c. Uniwersytetu Śląskiego:

prof. dr hab. Kazimierz POPIOŁEK

Data urodzenia: 25.02.1903

Data śmierci: 28.12.1986

Data promocji: 01.10.1977

Data uchwały Senatu UŚ: 10.09.1977

Data złożenia wniosku: 09.09.1977

Jednostka składająca wniosek: Rada Wydziału Nauk Społecznych

Historyk, współorganizator i pierwszy rektor Uniwersytetu Śląskiego (1968–1972), profesor Uniwersytetu Wrocławskiego (1955–1964) i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badacz dziejów nowożytnych i najnowszych Śląska.

inwentarz IPN

Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Katowicach 1983-1990

Teczka personalna informatora pseudonim „Lech” dot. Popiołek Kazimierz, imię ojca: Franciszek, ur. 25-02-1903 r.

IPN Ka 001/195

Uniwersytet w Poznaniu [UAM] w czasach instalacji systemu komunistycznego

baner historia PRL

Uniwersytet w Poznaniu [UAM] w czasach instalacji systemu komunistycznego

w: Dzieje Uniwersytetu w Poznaniu w latach 1945‒2019 pod redakcją
Stanisława Jankowiaka i Tomasza Schramma. POZNAŃ 2019

https://press.amu.edu.pl/pl/dzieje-uniwersytetu-w-poznaniu-w-latach-19452019-5252.html

Odbudowa uczelni w nowej powojennej rzeczywistości niosła ze sobą poważne zagrożenia dla jej niezależności. Dla ówczesnych władz Uniwersytet miał stać się elementem nie tylko kształcenia, ale i wychowywania młodego pokolenia zgodnie z potrzebami komunistycznej władzy. Tymczasem dla nikogo nie było tajemnicą, że nie tylko przedwojenna kadra profesorska, ale i poznańscy studenci sympatyzowali z najsilniejszym w Wielkopolsce ruchem narodowym.

Władze państwowe uznały więc, że Uniwersytet służy „wrogom klasowym”. Kadrę profesorską oskarżano wprost o wspieranie opozycji. Stąd też zainteresowanie uczelnią ze strony władz politycznych było bardzo duże. Wpisywało się ono w toczoną w tym okresie walkę o władzę w Polsce. Rządząca partia miała jak najgorszą opinię o przedwojennych profesorach. Kierująca pionem społeczno-politycznym Julia Brystygierowa nie pozostawiała co do tego żadnych wątpliwości. Twierdziła m.in., że „polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunistycznemu i nie ma szans na jej reedukację. Pozostaje jej zlikwidowanie. Jednak nie można zrobić błędu, jaki uczyniono w Rosji po rewolucji, eksterminując inteligencję i opóźniając rozwój gospodarczy kraju. Należy wytworzyć system terroru, aby przedstawiciele inteligencji nie ważyli się być czynni politycznie”.

… W 1945 r., 22 lipca, podczas wiecu z okazji Narodowego Święta Odrodzenia Polski, ówczesna sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Partii Robotniczej w Poznaniu, Maria Kamińska, oskarżyła środowisko uniwersyteckie o „brak właściwej postawy politycznej”.

W odpowiedzi Senat UP uchwalił stanowczy protest przeciwko tym zarzutom. Podkreślano w nim, że poznańskie środowisko naukowe poniosło poważne straty osobowe w czasie wojny. Dodawano, że w trudnej sytuacji uczelnia podjęła wysiłki, zmierzające do naprawienia wieloletnich szkód w zdobywaniu wiedzy przez młodzież, a nawet włączono się w akcję żniwną, by pomóc wsi. „W tych warunkach i okolicznościach – stwierdzała uchwała – zarzuty padłe w dniu 22 lipca 1945 r. są nad wyraz dla Uniwersytetu i młodzieży krzywdzące i Senat akademicki UP przeciw nim zakłada stanowczy protest”.

Obiektem szczególnej, organizowanej przez władze polityczne ofensywy stał się pierwszy powojenny rektor prof. Stefan Dąbrowski. Na początku 1946 r. pod jego adresem pojawiło się sporo zarzutów, kierowanych nawet przez niektórych posłów do Krajowej Rady Narodowej jak i Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu. Głównym zarzutem była zgoda rektora na zorganizowanie w Poznaniu zjazdu i modlitwy młodzieży katolickiej w listopadzie 1945 r.

Była to młodzież skupiona w Akademickich Komitetach Ślubowań Jasnogórskich. By umożliwić studentom uczestnictwo w zjeździe, rektor Dąbrowski nie tylko zawiesił na dwa dni zajęcia dydaktyczne, ale sam wraz z młodzieżą brał udział w odbywających się w klasztorze oo. Dominikanów spotkaniach i mszach. Niechęć władz wynikała z generalnie negatywnej oceny postawy rektora, który nie bał się mówić prawdy i nie krył swych przekonań. Dał temu wyraz podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Bohaterów na Cytadeli, mówiąc o zakłamaniu w świecie powojennym, dodał także, że 22 VI 1941 r. Niemcy zaatakowały Rosję sowiecką, łamiąc zawarty między obu państwami pakt o przyjaźni. Wystąpienie to zostało ostro skrytykowane podczas obrad KRN w Warszawie 29 grudnia. Głos zabierał w tej sprawie I sekretarz KW PPR w Poznaniu, Jan Izydorczyk. Krytyka taka pojawiła się także podczas obrad WRN w Poznaniu, 7 I 1946 r. Na dodatek rektor Dąbrowski udzielił 17 I 1946 r. wywiadu przedstawicielom angielskiej Izby Gmin, w którym odniósł się do sytuacji w Polsce. To w ocenie władz było już poważnym naruszeniem zasad i sprawą profesora zainteresował się Urząd Bezpieczeństwa w Poznaniu, nie udało się im jednak zgromadzić obciążających Dąbrowskiego materiałów. Przeciwko profesorowi wystąpiło także współpracujące z komunistami kierownictwo poznańskiej Polskiej Partii Socjalistycznej. ….Rektor usłyszał od premiera, że jego postawa została uznana za antypaństwowe przestępstwo. ……Ocenę postawy rektora przygotował prof. Kotarbiński, który dwukrotnie (w maju i czerwcu 1946 r.) przebywał w Poznaniu. Sprawozdanie ze swych prac przedstawił 1 VII 1946 r. Było ono bardzo wyważone i generalnie przychylne wobec Dąbrowskiego; podkreślono w nim, że rektor jest w Poznaniu bardzo szanowany za prawość, odwagę i umiłowanie ojczyzny. W tej sytuacji Senat UP zaakceptował sprawozdanie i jednocześnie stanął w obronie swego rektora….. Krótko po odejściu ze stanowiska prof. Dąbrowski zachorował i 23 II 1947 r. zmarł. Jego pogrzeb był ogromną manifestacją. ….Przypadek prof. Dąbrowskiego nie był odosobniony ani w Poznaniu, ani w Polsce. Funkcjonariusze UB gromadzili informacje także na temat innych pracowników Uniwersytetu. W połowie 1947 r. wytypowano grupę „reakcyjnego ustosunkowania się do obecnej rzeczywistości”. Za największych wrogów ustroju uznano profesorów: Edwarda Taylora, Adama Wrzoska, doc. Kazimierza Stojałow- – i doc. Roguskiego. Wytypowanych pracowników objęto zainteresowaniem UB, gromadząc informacje na ich temat. Wszystkim założono specjalne teczki i otoczono ich agentami. Dzięki ich donosom ustalono, że prof. Taylor bardzo krytycznie oceniał sytuację w Polsce, uznając polski rząd za zależny od Moskwy, ponadto uważał, że terror w Polsce jest organizowany na wzór radziecki. Inny podejrzany, doc. K. Stojanowski, przeniósł się na początku 1946 r. do Wrocławia, przestał więc interesować tutejsze służby. Urząd Bezpieczeństwa szczególnie interesował krąg profesorów związanych z uniwersytetem w Wilnie, w tym zwłaszcza prof. Leon Babiński, prof. Staniewicz, a także Tadeusz Vetulani, oraz profesorów Politechniki Lwowskiej: Kazimierz Suchecki i Aleksander Kozikowski.

Ponieważ uznawano, że wszyscy oni są wrogo usposobieni do obecnej rzeczywistości, postanowiono pozyskać z ich otoczenia tajnych współpracowników w celu inwigilacji.

W zainteresowaniu UB był także prof. Znamierowski, który po procesie syna Stanisława Kasznicy miał stwierdzić, że morduje się najlepszych synów narodu. W okresie kampanii referendalnej w 1946 r. UB odnotował, że prof. Vetulani nawoływał do odpowiedzi „nie” na wszystkie pytania. Według UB, w podobnym duchu wypowiadał się prof. Janusz Jagmin ‒ przed wojną prof. Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie ‒ stwierdzając, że „na idiotyczne pytania dawaliśmy należytą odpowiedź”. Podejrzanym był także dr Józef Burszta, żołnierz Armii Krajowej, który po wojnie wstąpił do zorganizowanego przez Stanisława Mikołajczyka Polskiego Stronnictwa Ludowego. W okresie pełnego stalinizmu działania UB były bardziej zdecydowane, a politycznych przeciwników prześladowano.

Z funkcji prorektora „zniknął” w roku akademickim 1947/1948 prof. Wiktor Schramm. Aresztowano go na ulicy 8 XII 1949 r., w areszcie przebywał do 24 III 1 1950 r.

Po zwolnieniu z więzienia prof. Schramm wrócił na stanowisko na Wydziale Rolniczym. Senat UP zwrócił się z wnioskiem o umożliwienie mu prowadzenia wykładów. Władze jednak nie wyraziły na to zgody i 31 X 1950 r. profesora przeniesiono przymusowo w stan spoczynku. Z przyczyn politycznych aresztowano także prof. Witolda Staniewicza ‒ przedwojennego posła i ministra. Zatrzymano go 21 X 1950 r. Podstawą oskarżenia było napisanie broszury „Wilno w czasie drugiej wojny światowej”, w której stwierdzał, że partyzantka radziecka współpracowała z Niemcami przeciwko AK. W śledztwie starano się uzyskać od profesora przyznanie się do winy, a także zeznania obciążające innych pracowników uczelni. Także i tym razem w obronie Staniewicza stanęło poznańskie środowisko naukowe. Ostatecznie śledztwo przeciwko niemu umorzono w kwietniu 1952 r.

Autorowi nie udało się bowiem wydać tej publikacji, którą z wydawnictwa przejął UB. Nie oznaczało to jednak przywrócenia do pracy z młodzieżą. W ministerstwie uznano, że profesor nie powinien pracować na uczelni nawet w dziale gospodarczym. Zakaz obowiązywał do końca okresu stalinowskiego. Do pracy na uczelni (WSR) prof. Staniewicz powrócił dopiero w 1956 r.

Z uczelni usunięto także prof. Adama Wrzoska. Stało się to na wniosek KW PPR, a w sprawę zaangażowane było także MBP. Praktyki takie były dość częste. W efekcie zakulisowych działań władz z uczelni usunięto prof. Stanisława Kasznicę i prof. Edwarda Taylora. W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych UB interesowało się także prof. Kazimierzem Tymienieckim i Gerardem Labudą. Szczególnie drastyczny był przypadek prof. Ludwika Jaxa-Bykowskiego. Zaangażowany w działalność ośrodka zmierzającego do restytuowania Stronnictwa Narodowego, został aresztowany publicznie, w holu Collegium Minus. Po trzech miesiącach śledztwa profesor przyznał się do działalności w nielegalnym stronnictwie narodowym. Oskarżono go więc o „dążenie do obalenia przemocą ustroju demokratycznego Państwa Polskiego”, co było specjalnie stworzonym paragrafem dla zwalczania opozycji politycznej. Środowisko naukowe Uniwersytetu nie zapomniało o swym profesorze. W jego obronie występował nawet rektor prof. S. Błachowski, zaświadczając, że w okresie okupacji Bykowski organizował tajny Uniwersytet Ziem Zachodnich i nie współpracował z okupantem. Działania te okazały się daremne. Skazany został 23 II 1948 r. na sześć lata więzienia, z natychmiastowym zredukowaniem kary do lat trzech, czemu towarzyszył komentarz wyrażający nadzieję, że ten wymiar kary „pomimo podeszłego wieku i złego stanu zdrowia skazanego pozwoli mu jeszcze wrócić do pracy po odcierpieniu kary, żeby mógł uzupełnić, względnie odtworzyć liczne cenne dla Polskiej Nauki prace i rękopisy zniszczone przez niemieckiego okupanta”. O złym stanie zdrowia prof. Jaxy-Bykowskiego świadczy fakt, że zwolniony został ze szpitala więziennego po trzech tygodniach, a zmarł w trzy miesiące później.Trudno więc widzieć w cytowanych wyżej słowach coś innego niż szyderstwo. Represje dotknęły także studentów. …..

Nowe władze starały się stopniowo podporządkowywać sobie uczelnie wyższe, eliminując z nich kadry nieprzystające do nowych wymogów. Krytykując „starą” inteligencję za niezrozumienie nowych czasów, starano się stworzyć „nową”, która włączy się w realizację ideowych zadań, w tym celu sztucznie zwiększano liczbę studentów pochodzenia robotniczego i chłopskiego. Wkraczający coraz szerzej w polskie życie stalinizm domagał się odejścia od przedwojennej tradycji uniwersyteckiej z jej autonomią, na rzecz wprzęgnięcia uniwersytetu w budowę nowej, socjalistycznej Polski. Wymagało to zwiększenia nadzoru nad szkołami wyższymi. Już w drugiej połowie 1946 r. podjęto działania w tym kierunku: dekretem prezydenta KRN powołano Radę Szkół Wyższych. Jej przewodniczący, Włodzimierz Sokorski, podczas pierwszego posiedzenia we wrześniu 1946 r. stwierdził: „Dziś już nie ulega wątpliwości, że szereg uczelni powstało niezgodnie z potrzebami naszego życia gospodarczego i kulturalnego”. Oznaczało to rozpoczęcie procesu dostosowywania struktury uczelni do politycznego zapotrzebowania.

powołane zostały w 1948 r. nowe władze Uniwersytetu i jego wydziałów. Uprzednio stanowisko w tej sprawie wypracowała Międzypartyjna Komisja Kadr PPR i PPS dla spraw szkół wyższych w Poznaniu, formułując swoje zalecenia i opinie także odnośnie do poszczególnych osób.

Jako rektora Uniwersytetu Poznańskiego wskazała ona prof. Kazimierza Ajdukiewicza. Prorektorem miał zostać prof. Bolesław Kuryłowicz. Było to zastosowaniem schematu, według którego u boku wybitnego uczonego o uznanym autorytecie umieszczany był zaufany człowiek PZPR i UB.

… W 1950 r. powołane zostało oddzielne ministerstwo dla tego szczebla wykształcenia – Ministerstwo Szkół Wyższych i Nauki. W następnym okresie toczyły się prace nad nową strukturą. W grudniu 1951 r. uchwalono nową ustawę dotyczącą szkolnictwa wyższego i pracowników nauki, napisaną już w stalinowskim duchu, która zmieniła nazwę resortu na Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego. Jej podstawą była krytyczna ocena stanu szkolnictwa wyższego, a zwłaszcza kadry uniwersyteckiej. Środowisko to oskarżano o konserwatyzm, nadmierny liberalizm, niedostateczną czujność wobec działań „wroga klasowego i elementów reakcyjnych”, niechęć do korzystania z doświadczeń radzieckich, niedostateczne propagowanie zasad marksizmu-leninizmu.

. Decydujący głos w kwestiach personalnych miały organizacje partyjne. Minister mógł też odwoływać pracowników naukowych, a także przenosić ich do innych placówek. Rola rektora spadła do zadań wykonawcy decyzji ministerialnych, wszelkie zarządzenia musiał on bowiem uzgadniać z ministerstwem.

W tym okresie ważną, jeśli nie wręcz decydującą, rolę odgrywały funkcjonujące na uczelni organizacje polityczne, zwłaszcza Polska Partia Robotnicza (później Polska Zjednoczona Partia Robotnicza). Już w 1946 r. 10-osobowa grupa pracowników założyła koło Polskiej Partii Robotniczej. Początkowo tworzyli je głównie pracownicy administracyjni. Powstało także koło Polskiej Partii Socjalistycznej. W grudniu 1948 r. z połączenia obu kół powstała komórka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jej znaczenie i rola szybko rosły. W procesie centralizacji zarządzania uczelnią i poddania jej kontroli władz partyjnych, to właśnie organizacja partyjna miała decydujący wpływ na życie Uniwersytetu, choć jej rola ograniczała się do realizacji wytycznych płynących z KW PZPR. Od 1945 r. na Uniwersytecie istniało koło Stronnictwa Ludowego. Do 1950 r. stronnictwo liczyło ok. 100 członków. Po 1950 r. przemianowano je na koło Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego.

…. W okresie stalinizmu władze partyjne przystąpiły do ofensywy w kwestii obsadzenia stanowisk na uczelni własną kadrą. …… Komitet Wojewódzki PZPR oraz UB starały się wpływać na obsadę funkcji rektorskich i dziekańskich, choć – co ciekawe – nie zawsze propozycje wychodzące z komitetu uczelnianego były wprowadzane w życie. Polityczny nadzór dotyczył także polityki personalnej i awansów. Niewygodnych profesorów odsyłano na emeryturę. W ten sposób w latach 1947‒1952 pozbyto się profesorów: Adama Wrzoska, Stanisława Kasznicy, Zygmunta Moczarskiego, Bronisława Niklewskiego, Adama Skałkowskiego, Edwarda Taylora, Władysława Kowalenki, Wiktora Schramma, Józefa Kostrzewskiego, Zygmunta Lisowskiego, Mariana Nadobnika, Witolda Klingera, Witolda Staniewicza i ks. Szczęsnego Dettloffa, docentów: ks. Kazimierza Kowalskiego i ks. Mieczysława Dybowskiego oraz doktorów: Mariana Wachowskiego i Jana Ślaskiego.

Podstawowa Organizacja Partyjna typowała, w porozumieniu z KW PZPR, osoby mogące awansować na stanowiska profesorskie.

.. Organizacje partyjne na wyższych uczelniach „w trosce o nowe socjalistyczne kadry […] przeanalizowały stare kadry i brały czynny udział w komisjach doboru kadr przy KW i dalej po uzgodnieniu wniosków przedstawiały sprawę komisjom”. Równocześnie sugerowano, że trzeba wystąpić do ministerstwa o przyznanie takiej ilości etatów asystentów, „w granicach w jakich jesteśmy w możności etaty te obsadzić przez ludzi, których wytypuje partia”. Posunięto się jeszcze dalej: podczas zebrań partyjnych poddawano publicznej krytyce wymienianych z nazwiska profesorów, „tkwiących w błędnych koncepcjach ideologicznych”, co, jak stwierdzono w sprawozdaniu, „ogromnie przyczyniło się do postawienia wykładów na właściwy poziom”. By „pomóc” profesorom w przezwyciężaniu „hołdowniczego stosunku do nauki burżuazyjnej”, polecano, aby pisali podręczniki i skrypty w oparciu o doświadczenia „przodującej nauki radzieckiej”.

Starano się też zmuszać profesorów do pracy nad wychowaniem nowych, „słusznych” kadr. ……

. Prowadzono też planowe działania, obniżające autorytet „niepewnych politycznie profesorów”. Jak odnotowano w sprawozdaniu POP: dalszym momentem walki była publiczna krytyka na zebraniach partyjnych ZMP- -owskich i ogólnomłodzieżowych idealistycznych wypowiedzi profesorów i wykładowców wymienionych z nazwisk, co ogromnie przyczyniło się do postawienia wykładów na właściwym poziomie. […] …..

W grudniu 1950 r. POP podjęła nawet uchwałę, że „otoczy opieką kadry profesorskie i asystenckie oraz wzmoże wysiłki w kierunku doskonalenia ich poziomu ideologicznego”. Niewygodnych profesorów zastępowano innymi, sugerując konieczność kontynuowania akcji. W grudniu 1952 r. oceniano, że „wnioski te zostały już w części zrealizowane i 12-tu nowych profesorów zajęło katedry po starych lub nowo utworzone. Są to albo partyjni profesorowie, tacy jak Puchalski, Klimek, Lewandowski, względnie pozytywni bezpartyjni, jak np. Trojanowski, Goetz, Perkitny i inni”. Niekiedy było to jednak utrudnione. Jak stwierdzono podczas obrad egzekutywy KW: „jest kilku naukowców o wrogich poglądach – lecz trudno w tej chwili ich zdjąć, ponieważ nie ma ich kto zastąpić.

.Partyjna ofensywa stopniowo łamała opór środowiska naukowego. Ta wszechwładza partyjnej organizacji na Uniwersytecie, w połączeniu z powszechnym przekonaniem, że system będzie trwał wiecznie, spowodowała, że pracownicy starali się maskować swe rzeczywiste przekonania, „naginając” się często do partyjnych wymogów. Jak stwierdzono w partyjnym sprawozdaniu: Dzisiaj Partia na Uczelni przedstawia tak duży ciężar gatunkowy i autorytet, że nie ma sprawy z żadnej dziedziny – naukowej, pedagogicznej, dydaktycznej czy administracyjnej, która nie byłaby rozwiązana przy współudziale POP.

Obecnie na palcach można policzyć profesorów czy pomocnicze siły naukowe, które nie odwiedzają POP, nie utrzymują z nią kontaktu, względnie nie radzą się w sprawach przez nie prowadzonych. W nowej rzeczywistości politycznej najważniejszym elementem oceny pracownika była kwestia polityczna, czyli stosunek danej osoby do rzeczywistości politycznej i budowy socjalizmu, a dopiero w drugiej kolejności kwalifikacje zawodowe. ….

Praktycznie na Uniwersytecie nie było profesorów-marksistów, stąd z konieczności tolerowano „starą” kadrę wykładowców, mimo powszechnego w kręgach partyjnych przekonania o ich szkodliwym wpływie na studiującą młodzież. Dostrzegano więc konieczność odmłodzenia kadry „w drodze zastąpienia starszych i nie mających częstokroć perspektyw rozwojowych asystentów zdolnymi i wybijającymi się pod względem uzdolnień naukowych ZMP-owcami”.

. Jednak wpływ kadry profesorskiej na życie uczelni systematycznie malał. Kluczowe decyzje dotyczące organizacji studiów, kwestii kadr czy wreszcie kierunków badań podejmowały instancje partyjne. Pod ich naciskiem senat podejmował inicjatywy wpisujące się w program polityczny, preferowany przez władze. W systemie centralizacji wszelkiej działalności i nadawania każdej charakteru instytucjonalnego, w połowie grudnia 1949 r. na UP pojawiła się inicjatywa powołania do życia organizacji zrzeszającej profesorów.

Kilkunastu pracowników uczelni, w tym rektor prof. Kazimierz Ajdukiewicz, profesorowie: Bolesław Kuryłowicz, Zygmunt Pietruszczyński, Józef Jan Bossowski, Jerzy Suszko, Marian Zimmermann, Jerzy Janicki, Adam Wiegner, a także kilku asystentów i adiunktów, w tym Alfons Klafkowski i Czesław Madajczyk, postanowili założyć Klub Demokratycznej Profesury. Na czele tymczasowego zarządu stanął rektor prof. Ajdukiewicz. W dniu 11 III 1950 r. wybrano stały zarząd klubu z prof. Błachowskim jako przewodniczącym, założyciele klubu zwrócili się z pismem do Zarządu Miejskiego z prośbą o rejestrację stowarzyszenia. Organizacja stawiała sobie za cel „współdziałanie z władzami państwowymi i władzami szkół wyższych w procesie demokratyzacji szkolnictwa wyższego i nauki, a także oddziaływanie na środowisko naukowe w celu podnoszenia poziomu ideologicznego i wciągania go do realizacji zadań Polski Ludowej”. Członkowie klubu byli zobowiązani postępować zgodnie z linią ideologiczną klubu. Po rejestracji liczył 317 członków. Trudno założyć, że była to własna inicjatywa samych zainteresowanych, raczej była to realizacja odgórnej dyrektywy politycznej…….

. W planach stworzenia z Uniwersytetu Poznańskiego wzorowej placówki socjalistycznej kluczową kwestią była nowa kadra. …..W nowym okresie sytuacja uległa zasadniczej zmianie – zaczęła funkcjonować partyjna nomenklatura stanowisk. W ramach tej procedury decydujący głos w sprawie zatrudnienia miała organizacja partyjna. W okresie wkraczania w stalinizm kwestia ta nabrała kluczowego znaczenia. Od walorów merytorycznych często ważniejsze były kryteria polityczne.

.. Na szczęście okres stalinizmu trwał stosunkowo krótko, nie zdążono więc „oczyścić” Uniwersytetu z wszystkich doświadczonych pracowników……

. W marcu 1953 r. centralnym tematem była śmierć Stalina. Na zebraniach studenckich omówiono odezwy KC KPZR i KC PZPR. Oczywiście na uczelni odbyła się w auli uroczysta akademia żałobna….. Oczywiście ujawniły się „wrogie elementy”, i to zarówno wśród studentów, jak i pracowników, co UB skrzętnie odnotował. Profesor Czekalski stwierdził np., że „szkoda krepy dla Stalina”. Wypowiedź księdza profesora Dettloffa w lokalu Klubu Demokratycznej Profesury, przytaczana potem w różnych wersjach, spowodowała skandal polityczny nagłośniony przez władze partyjne, co zrodziło kilka uchwał z wyrazami potępienia, zaś finałem było nadzwyczajne posiedzenie senatu i zwolnienie Szczęsnego Dettloffa z pracy na Uniwersytecie; przywrócony do niej został w 1956 r.

Alfons Klafkowski – prawnik, TW Alfa, w prawie PRL – omega, rektor UAM

baner człowiek nauki

Alfons Klafkowski w Wikipedii

Alfons Klafkowski (ur. 2 sierpnia 1912 w Poznaniu, zm. 10 lipca 1992 tamże) – polski prawnik i polityk, na Sejm PRL VI i VIII kadencji, członek Rady Państwa (1982–1985), prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 1985–1989.

Ukończył studia na Uniwersytecie Poznańskim (1935), w 1956 uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego, w 1962 profesora zwyczajnego nauk prawnych. Bezpartyjny, należał do Stowarzyszenia „Pax”.

Od 1945 pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Poznańskiego, był m.in. kierownikiem Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego (1950–1968), prodziekanem (1950–1952) i dziekanem (1952–1955) Wydziału Prawa, rektorem (1956–1962), kierownikiem Instytutu Nauk Prawno-Ustrojowych (1968–1978).

W latach 1972–1976 i 1980–1985 był posłem na Sejm PRL VI i VIII kadencji. Od 1982 do 1985 był członkiem Rady Państwa, a od 1 grudnia 1985 do 1 grudnia 1989 sprawował, jako pierwszy, funkcję prezesa Trybunału Konstytucyjnego. W 1983 wybrany w skład Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego[1] i Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

13 kwietnia 1989 został przewodniczącym Państwowej Komisji Wyborczej i był nim w trakcie wyborów 4 czerwca.

W 1973 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu[2], a w 1991 Uniwersytetu Wrocławskiego[3].

Był odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą, Komandorskim (1964) i Kawalerskim (1956) Orderu Odrodzenia PolskiOrderem Sztandaru Pracy I klasy oraz Medalem „Za zasługi dla obronności kraju”. W 1976 laureat Nagrody Państwowej I stopnia.

Współzałożyciel Instytutu Zachodniego, członek Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Autor wielu publikacji z dziedziny prawa międzynarodowego publicznego, m.in. Problematyka indywidualnych odszkodowań wojennych w związku z II wojną światową (Poznań 1991). Wśród wypromowanych przez niego doktorów był m.in. Jan Kulczyk[4].

Według materiałów zgromadzonych w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej był w latach 1953–1971 agentem-informatorem (tajnym współpracownikiem) Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Alfa”[5].

Zmarł 10 lipca 1992 w Poznaniu,….

IPN – Teczka personalna agenta informatora / tajnego współpracownika pseudonim „Alfa”: Alfons Klafkowski,

Polityczna weryfikacja kadr na Uniwersytecie w Poznaniu przed transformacją ustrojową – 1985/87

baner weryfikacja

Polityczna weryfikacja kadr na Uniwersytecie w Poznaniu przed transformacją ustrojową – 1985/87

w:

Dzieje Uniwersytetu w Poznaniu w latach 1945‒2019 pod redakcją
Stanisława Jankowiaka i Tomasza Schramma. POZNAŃ 2019

https://press.amu.edu.pl/pl/dzieje-uniwersytetu-w-poznaniu-w-latach-19452019-5252.html 

Wojciech Jaruzelski uznał za konieczne wprowadzenie nowelizacji, która prowadziłaby do ukształtowania „socjalistycznego oblicza szkoły wyższej”.

. W kwietniu 1985 r. goszczący w Poznaniu na spotkaniu zorganizowanym przez KZ PZPR minister Miśkiewicz zadeklarował, że w najbliższym czasie zostaną podjęte działania dyscyplinujące szkolnictwo wyższe, że opracowuje się koncepcję etatyzacji uczelni wyższych, a także zapewnił, że w nowy rok akademicki uczelnie wejdą już z nową ustawą.

Mimo oporu środowiska sejm 25 VII 1985 r. znowelizował ustawę o szkolnictwie wyższym. Jak podkreślono w partyjnej analizie, „miała ona stworzyć prawne gwarancje dla socjalistycznego charakteru polskich uczelni”.

Realizowała główny cel – dalsze ograniczenie samorządności. Uczelnią miał kierować rektor wybierany na trzy lata przez senat spośród kandydatów zaaprobowanych wcześniej przez ministra, a wydziałami mieli kierować dziekani wybierani przez Radę Wydziału spośród kandydatów, co do których nowo wybrany rektor i minister nie zgłosili sprzeciwu. Ta ustawa obowiązywała do końca PRL. Zgodnie z nowymi przepisami minister mógł nie potwierdzić prawa sprawowania funkcji aktualnym władzom uczelni. Przygotowaniem do tej akcji była ocena tych osób przez kierownictwo partyjne.

Uzdrowienie” sytuacji na UAM oznaczało przede wszystkim zmianę władz uczelni. Rektor Kaczmarek prowadził jeszcze inaugurację nowego roku akademickiego, zbojkotowaną przez zaproszonych przedstawicieli władz. Powołano komisję, która miała opracować nowy statut uczelni w związku z nowelizacją ustawy. Rektor omówił też plan działań na najbliższy rok. Tymczasem 26 XI 1985 r. minister nauki i szkolnictwa wyższego wystosował list brzmiący: Obywatel prof. dr hab. Franciszek Kaczmarek, Rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Uprzejmie informuję, że na podstawie art. 6 ust. 2 ustawy z dnia 25 lipca 1985 r. o zmianie ustawy o szkolnictwie wyższym (Dz. U. Nr 36, poz. 167 i Nr 41, poz. 200) nie potwierdzam pełnienia przez Obywatela funkcji rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zgodnie z przytoczonym przepisem oznacza to pełnienie przez Obywatela tej funkcji do dnia 30 listopada 1985 roku. Minister odwołał też wszystkich prorektorów i siedmiu z ośmiu dziekanów.

W ślad za tym odwołano lub zmuszono do rezygnacji 14 prodziekanów.

Minister mianował też nową ekipę rektorską i „patronował” powołaniu nowych dziekanów. Nowym rektorem został prof. Jacek Fisiak. …… Nowego rektora popierał Komitet Zakładowy PZPR. Prorektorami zostali zaakceptowani przez KW PZPR: prof. Tadeusz Nowak, doc. Stanisław Sierpowski i prof. Waldemar Żukowski. Nominacje wręczał minister prof. B. Miśkiewicz podczas spotkania w gabinecie rektora UAM 2 XII 1985 r.

..Senat uczelni został okrojony i zdominowany przez działaczy PZPR i „stronnictw sojuszniczych”. W działaniach władz uczelni pojawiło się kilka nowych elementów. Na początku stycznia 1986 r. nowa ekipa rektorska spotkała się z robotnikami największych poznańskich zakładów pracy: HCP, Pometu, Stomilu i ZNTK. W jego trakcie rektor przedstawił program działania uczelni i plan współpracy ze środowiskiem robotniczym. Trochę jak wspomnienie innej epoki zabrzmiało zaproszenie pracowników nauki i studentów do zakładów pracy by, jak to określono, „przybliżyć społeczności akademickiej życie zakładu i warunki pracy robotnika”.

Podczas styczniowego posiedzenia Senatu UAM rektor Fisiak poinformował zebranych o dokonanych zmianach, odwołaniu ekipy rektora Franciszka Kaczmarka i powołaniu nowej. Przypomniał też członkom senatu, że zgodnie z nową ustawą jest on teraz tylko organem doradczym i opiniodawczym rektora. Profesor Fisiak mówił, że zmiany te zostały różnie przyjęte przez społeczność uniwersytecką. Dodał jednak, że zadaniem uczelni jest służba społeczeństwu, a nowe władze będą wykonywały swe obowiązki w tym duchu dla dobra socjalistycznej ojczyzny i we współpracy z organizacjami społeczno-politycznymi.

Wyrazem kurtuazji było podziękowanie odwołanym władzom uczelni i deklaracja, że rektor będzie kontynuował wszystko to, co było dobre, ale dodawał, że będzie wzbogacał swą działalność o nowe inicjatywy. Okazało się jednak, że sprawa ministerialnego dyktatu nie zostanie załatwiona jednym oświadczeniem narzuconego UAM rektora. Postępowanie ministra oburzyło bowiem środowisko naukowe, które postanowiło dać temu wyraz. Do rektora Kaczmarka skierowany został list otwarty podpisany przez 74 profesorów i docentów. ……. Podobny list napisali przedstawiciele samorządu studentów polskich uczelni do ministra, w którym zdecydowanie zaprotestowali przeciwko odwołaniu ze stanowisk swoich rektorów. Autorzy listu podkreślali, że odwołane ekipy rektorskie zostały wybrane w sposób demokratyczny i cieszą się zaufaniem w swych środowiskach, a decyzja ministra stoi w jaskrawej sprzeczności z jednoznacznie wyrażoną wolą środowiska…. List do rektora Kaczmarka podpisało 1194 studentów. …. Podobnej treści list skierowali do rektora młodsi pracownicy nauki. …… Podkreślano, że „odwołanie władz rektorskich budzi poważne zaniepokojenie o przyszłość uczelni, pozbawionej swych tradycyjnych praw opierających się na autonomii i samorządności”. …….Władze spodziewały się protestów studenckich, toteż rozpoczęto rozmowy ostrzegawcze, grożąc wyrzucaniem z uczelni za ich organizowanie. Jednak mimo gróźb nowo mianowany rektor nie zdecydował się represjonować studentów zaangażowanych w akcję zbierania podpisów. Podczas obrad senatu w dyskusji dr A. Szczuciński, I sekretarz KZ PZPR, polemizował z tezami listów i skrytykował podział wśród pracowników. Uznał za to, że przyjęcie przez nową ekipę rektorską funkcji świadczy o odwadze. Zapowiedział też, co zabrzmiało jak groźba, że KZ PZPR w najbliższym czasie przedstawi zasady polityki kadrowej na UAM.

Nowy rektor przystąpił do realizacji swych zamierzeń. Przedstawił je, co charakterystyczne, na posiedzeniu Komitetu Zakładowego PZPR 29 I 1986 r. Dotyczyło ono właśnie polityki kadrowej uczelni. Wprowadzeniem do dyskusji było wystąpienie I sekretarza KZ PZPR dra Antoniego Szczucińskiego. Przedstawił on bardzo krytyczny obraz sytuacji kadrowej UAM. Podkreślał, że polityka kadrowa była mało stabilna i popełniano liczne błędy. Dodawał, że pracowników cechuje duże zróżnicowanie postaw politycznych. Wskazał także na problem starzenia się kadry. Przechodząc do meritum, podkreślił, że komórki partyjne będą wpływały na kwestię kadr, zaznaczając, że w każdej sprawie osobowej będzie istniał obowiązek zasięgania opinii podstawowych organizacji partyjnych. …… W myśl tych wytycznych nowy rektor podjął działania zmierzające do gruntownego przeglądu kadry. Głównym kryterium miało być realizowanie obowiązków i terminowe uzyskiwanie stopni naukowych. W powszechnym przekonaniu innym kryterium branym pod uwagę przy weryfikacji była postawa polityczna pracowników.

Kryteria weryfikacji opracowane zostały podczas obrad KZ PZPR UAM. Uczestniczył w nim kierownik Wydziału Oświaty i Nauki KC PZPR prof. Bogusław Kędzia, a także sekretarze KW PZPR w Poznaniu. Zaakceptowano wówczas zasady polityki kadrowej i kryteria wydawania przez KZ PZPR opinii o pracownikach. Sytuacja uczelni była skomplikowana bowiem w tym okresie upływał termin rotacji aż 350 adiunktów. Już w trakcie przystępowania do analizy rektor zadeklarował, że można z całą pewnością stwierdzić, że znaczna część z tej grupy nie powinna pracować na UAM, ze względu na niedostateczne postępy w rozwoju naukowym. Jak wspomniano, nie było to jednak jedyne kryterium oceny. Prace weryfikacyjne zostały ukończone do końca czerwca 1986 r.

Z apelem o wnikliwe sprawdzanie każdego przypadku i życzliwe traktowanie ocenianych osób wystąpił prof. J. Maciejewski. Podobnie wypowiedział się doc. dr hab. Janusz Romul, przedstawiciel Związku Nauczycielstwa Polskiego. Skrytykował on nawet wypowiedź rektora, dodając, że ocena pracownika nie może dotyczyć tylko jego postępów naukowych, ale powinna obejmować także pracę dydaktyczną i postawę obywatelską. Dodał, że w tej kwestii kluczowa powinna być opinia bezpośredniego przełożonego. Podkreślił, że negatywna decyzja komisji oceniającej będzie wystawieniem „wilczego biletu” i spowoduje w konkretnych przypadkach, że nikt nie będzie chciał zatrudnić takiej osoby.

Komisja weryfikacyjna oceniła pracę 200 adiunktów. W efekcie 18 osób zwolniono z pracy z powodu „rażącego niewywiązywania się z obowiązków”, 140 osobom wyznaczono termin złożenia pracy habilitacyjnej do dnia 31 VIII 1987 r., grożąc, że w przypadku niedotrzymania tego terminu umowy o pracę zostaną rozwiązane automatycznie. Weryfikacja trwała także w następnych latach, stając się stałym elementem życia Uniwersytetu. W 1987 r. rozwiązano umowy o pracę z kolejnymi dziewięcioma osobami (jednym docentem, jednym adiunktem i siedmioma asystentami), 14 osób (adiunktów i pięciu asystentów) miało być objętych rotacją do końca sierpnia. Nie przedłużono mianowania 10 pracownikom, a warunkowo na rok prolongowano umowę dla 76 osób. …….. Nie poddano tej procedurze profesorów, uznając, że sytuacja w tej grupie jest dobra i nie ma potrzeby przeprowadzania weryfikacji.

Za to po analizie pracowników z pozostałych grup komisja sformułowała 33 oceny negatywne, ale dziewięć osób uzyskało zmianę oceny po uzupełnieniu ankiet. Zaplanowano więc zwolnienie tych osób, w tym jednego docenta oraz 10 adiunktów i starszych asystentów.

.. Dokonywano oceny pracy ideowo- -wychowawczej, aktywności społecznej oraz zaangażowania nauczycieli w proces wychowawczy. Analizowano proces rekrutacji, a także rozwoju kadry naukowej. Nowe trendy znalazły odzwierciedlenie w przemówieniu inaugurującym rok akademicki 1986/1987. Rektor przez kilka pierwszych minut witał przybyłych na tę uroczystość gości, w tym przede wszystkim władze polityczne. Następnie wspomniał o źródłach koncepcji rozwoju Uniwersytetu, nieprzypadkowo podkreślając, że jego program „oparty jest w dużej mierze na wcześniejszych planach rozwoju uczelni, opracowanych przez władze rektorskie z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych oraz na programie opracowanym w 1983 r. przez komisję KZ PZPR i wzbogaconym o własne przemyślenia”.

Zabrakło więc wspomnienia o zmianach, jakie uczelni przyniósł sierpień 1980 r. Podkreślał, że zadaniem Uniwersytetu jest służba dla dobra nauki, społeczeństwa i socjalistycznego państwa. Deklarując szacunek dla swobody wypowiadania się, rektor zaznaczył, że musi się to odbywać przy poszanowaniu odrębności światopoglądowej, ale jednoczesnym uznaniu zasad ustrojowych i akceptacji zasad konstytucyjnych, na których opiera się polityka państwa i partii.

Co charakterystyczne, rektor z „radością odnotował”, że w 1986 r. żaden pracownik nauki nie został zatrzymany za działalność antypaństwową, a „z nielicznej grupy studentów skazanych prawomocnie i w konsekwencji zawieszonych w prawach, żaden dziś nie znajduje się poza nawiasem Uniwersytetu”.

Dodał jednak, że „nie pójdziemy w kierunku takim, który z uczelni ma uczynić oazę czy azyl dla działalności sprzecznej z interesami społeczeństwa i socjalistycznego państwa”.

. KW PZPR powołał nawet specjalny sztab ds. wyborów władz akademickich na kadencję 1987–1990, który koordynował działania z tym związane, a KZ PZPR UAM dokonał oceny funkcjonowania dotychczasowych władz uczelni i poszczególnych wydziałów, co stało się podstawą do podejmowania dalszych decyzji personalnych.

.. Jak stwierdzono w sprawozdaniu: „organizacje partyjne szukając kadrowych gwarancji prawidłowej realizacji socjalistycznego wychowania młodzieży, rozwoju naukowego, zwiększenia efektywności badań szkół wyższych” zgodnie z interpretacją przepisów ustawy, uznały za kluczową sprawę wybór najlepszego z kandydatów na stanowisko rektora. Było to zadanie ważne, bowiem od rektora zależał skład prorektorów, a także skład władz dziekańskich, które zatwierdzał w porozumieniu z ministrem. Mianował także dyrektorów instytutów, kierowników katedr i zakładów. Dominacja w Senacie UAM członków PZPR dawała gwarancję „właściwego wyboru” rektora. Istniały jednak poważne obawy, że sytuacja taka nie powtórzy się na wydziałach, gdzie PZPR nie miała już takiej przewagi. Wszystkie propozycje kadrowe były więc rozpatrywane przez POP i KZ PZPR. Co charakterystyczne, ale świadczące o pacyfikacji Uniwersytetu, nie wystawiono innych kandydatów, dla wszystkich było bowiem jasne, że minister nie zatwierdzi innego niż wskazany przez PZPR. W myśl znowelizowanej ustawy rektora wybierał senat uczelni, przedstawiając kandydata do zatwierdzenia ministrowi.

W KW PZPR przygotowywano więc listy rektorów, prorektorów, a także dziekanów i prodziekanów.

.. wybór prof. J. Fisiaka na rektora UAM miał ogromne znaczenie polityczne dla poznańskiego środowiska naukowego i wpłynął na stonowanie nastrojów i emocji wyborczych. Partia postanowiła swą aktywnością wyeliminować opozycję także na poziomie wydziałów. „W pozyskiwaniu kandydatów partia prowadziła bardzo szerokie rozmowy, w tym także z autorytetami nieformalnymi opozycjonistów”. Organizowano prawybory, wnikliwie analizowano szanse wszystkich kandydatów, po czym rezygnowano z osób niepopularnych czy „niewybieralnych”, co do których przeprowadzone sondaże w środowisku wskazywały na nikłe szanse wyboru…..

. Dzięki dyscyplinie partyjnej członków podczas głosowania uzyskano, jak stwierdzono, optymalne, w aktualnych realiach, składy władz rektorskich i dziekańskich, a także przyszłych senatorów.

… Większość dziekanów należała do PZPR. Uroczyste wręczenie prorektorom, dziekanom, prodziekanom, dyrektorom instytutów i zastępcom nominacji odbyło się 7 VII 1987 r. W uroczystości uczestniczył, co charakterystyczne, I sekretarz KW PZPR gen. Edward Łukasik i I sekretarz KZ PZPR UAM dr A. Szczuciński. Nowe władze objęły swe funkcje 1 IX 1987 r. rozpoczęły ich sprawowanie od spotkania z kierownictwem KW PZPR…..

…W lutym 1989 r. rozpoczęły się obrady okrągłego stołu. Jednym z obszarów rozmów była kwestia szkolnictwa wyższego. Postulat rejestracji NZS nie znalazł się wśród omawianych spraw. W marcu odbyły się za to wybory do samorządu studenckiego. Ogromny sukces odniosło w nich NZS i związane z nim organizacje, zdobywając w samorządzie 60 mandatów na 70 możliwych.

W zmienionej sytuacji politycznej społeczność uniwersytecka zaczęła się upominać o osoby zwolnione z pracy z przyczyn politycznych.

Polityczna weryfikacja kadr na Uniwersytecie w Poznaniu po wprowadzeniu stanu wojennego – rok 1982

baner weryfikacja

Polityczna weryfikacja kadr na Uniwersytecie w Poznaniu [UAM]

po wprowadzeniu stanu wojennego – rok 1982

w:

Dzieje Uniwersytetu w Poznaniu w latach 1945‒2019 pod redakcją
Stanisława Jankowiaka i Tomasza Schramma. POZNAŃ 2019

https://press.amu.edu.pl/pl/dzieje-uniwersytetu-w-poznaniu-w-latach-19452019-5252.html

Weryfikacja kadr  (s.117-121) [ wyróżnienia – jw]
„Prace nad nowelizacją ustawy nie były jedynym obszarem aktywności władz
partyjnych zmierzających do podporządkowania sobie uczelni. Już w maju 1982 r.
minister zarządził dokonanie przeglądu kadr i oceny nauczycieli akademickich,
co w środowisku uważano za polityczną weryfikację. Do władz uczelni dotarło
pismo ministra zawierające zasady, kryteria i tryb przeglądu i oceniania kadr
akademickich. Były one wzorowane na wprowadzonych w 1979 r. okresowych
ocenach nauczycieli akademickich. Wszyscy pracownicy uczelni, z wyjątkiem
profesorów, byli zobowiązani do wypełnienia stosownej ankiety, dotyczącej ich
aktywności naukowej i dydaktycznej w ostatnich dwóch latach. Ankiety miały
być opiniowane przez bezpośredniego przełożonego, a następnie analizowane
i oceniane przez komisję instytutową lub wydziałową. W jej skład wchodzili:
dyrektor instytutu (lub dziekan), 2–3 samodzielnych pracowników nauki i przedstawiciele działających na uczelni partii politycznych.

Pracami weryfikacyjnymi kierowała komisja uczelniana, na której czele stał rektor. W jej skład wchodzili ponadto prorektorzy: prof. H. Orłowski jako zastępca przewodniczącego, prof. A. Kwilecki, prof. S. Paszyc, doc. J. Trojanek, a także prof. Andrzej Malinowski,
prof. Jadwiga Krzyżaniak, dr Jerzy Parysek, dr M. Karoński, prof. A. Szwarc,
przedstawiciel Wojewódzkiego Komitetu Obrony wicewojewoda poznański mgr
Stanisław Piotrowicz, oraz przedstawiciel ministerstwa mgr Jan Mariański.

Komisja ta zatwierdzała decyzje komisji wydziałowych. Fakt prowadzenia weryfikacji
budził ogromne emocje i sprzeciwy. Powszechnie wyrażano też niezadowolenie
z obowiązku wypełniania ankiet. Obawy dotyczyły przede wszystkim zaangażowanych w działalność Solidarności adiunktów, którym kończył się okres dziewięciu lat zatrudnienia, a nie zdążyli w tym czasie obronić habilitacji.

Zarządzona ocena oczywiście była motywowana politycznie, bowiem, według zarządzenia ministerstwa, ocena dorobku miała dotyczyć ostatnich dwóch lat. Nie było to więc przypadkowe rozporządzenie, gdyż, w powszechnym przekonaniu, w okresie karnawału Solidarności większość pracowników była pochłonięta dokonującymi
się przemianami, co w zasadniczy sposób odbiło się na ich aktywności naukowej.
Skoncentrowanie się na tym okresie przy ocenie było więc wyraźną „karą za Solidarność”. Inna sprawa, że część objętych akcją osób rzeczywiście nie wykazywała
się znaczącym dorobkiem naukowym. Ocenianych adiunktów próbowali bronić
niektórzy członkowie senatu postulując, by ocena dotyczyła dorobku z całego
okresu zatrudnienia. Krytycznie do pomysłu oceny pracowników ustosunkowały
się niektóre wydziały. Wskazywano, że odbywa się ona na podstawie pisma ministra (bez daty i podpisu), nie jest więc zgodna z podstawowymi aktami prawnymi.
Wskazywano, że jest ona sprzeczna nawet z właśnie uchwaloną ustawą o szkolnictwie wyższym.

Jak to określono w raporcie SB, weryfikacja została potraktowana przez większość pracowników UAM jako „wypowiedzenie wojny” przez władze.  Co ciekawe, organizacja partyjna na UAM też miała pewne wątpliwości
co do zasadności weryfikacji, oczywiście z innych powodów. Podkreślano, że
wyrzucenie ok. 100 osób musi spowodować kłopoty w dalszej działalności partii,
w powszechnej opinii obwinianej za te działania. Po drugie wskazywano, że może
to spowodować stworzenie grupy męczenników politycznych, która będzie chodziła w aureolach „ofiar czystki”. Przebywający w Poznaniu wicepremier Rakowski
zadeklarował publicznie, że weryfikacja nie spowoduje wyrzucania ludzi z pracy
za poglądy polityczne. Deklaracji tej nie traktowano jednak poważnie.

Opór środowiska przed polityczną weryfikacją pracowników spowodował, że rektor
Radwański nosił się z zamiarem złożenia rezygnacji z funkcji. Decyzję swą przedstawił podczas posiedzenia Kolegium Rektorskiego 28 maja. Obecni na zebraniu
dziekani nie zabrali głosu w tej sprawie, co miało swoją wymowę. Rektora, by nie
składał rezygnacji, przekonywali tylko prorektorzy. Milczenie dziekanów rektor
uznał za gest przeciwko sobie i zadeklarował, że podczas najbliższego posiedzenia
senatu złoży rezygnację.
Przeciwko weryfikacji zaprotestował nawet Senat UAM w specjalnej uchwale przyjętej 31 V 1982 r., którą poprzedziła burzliwa dyskusja na temat zasad
oceniania pracowników. Trudno było odmawiać władzom prawa oceny pracy
osób zatrudnionych na uczelni. Generalnie opowiadano się więc za przeprowadzaniem okresowej oceny pracowników i to zgodnie z ustawą z 1982 r. Senat
wyraził jednak zastrzeżenia co do zasad oceniania i sposobu przeprowadzenia
weryfikacji.
Jesteśmy zdania, że zawarte w analizie elementy oceny politycznej kadry naukowo-
-dydaktycznej Uczelni, budzący w obecnej sytuacji zrozumiałe niepokoje i wątpliwości,
musi być przeprowadzony w sposób szczególnie wyważony, a oceny formułowane kolegialnie winny być zgodne z duchem Ustawy i deklarowanym przez władze dążeniem
do porozumienia narodowego.
Podkreślano, że ocena musi mieć wnikliwy charakter i nie sprowadzać się
do pospiesznego, mechanicznego stosowania ustalonych kryteriów, a naczelnym kryterium powinna być przydatność do pracy naukowej i dydaktycznej.
W trakcie dyskusji prof. Fedorowski wskazał kilka mankamentów prowadzonej
oceny. Za niewłaściwy uznał pośpiech prowadzenia oceny, podkreślając, że przecież dotyczy ona ludzi. Komisje nie zostały na wydziałach formalnie powołane,
a miały skończyć pracę do 5 czerwca, co wykluczało rzetelną analizę ankiet,
i musiało prowadzić do krzywdzenia ludzi. Skrytykował też zasadę, że ocena
dotyczy ostatnich dwóch lat, w których burzliwe przemiany spowodowały, że
praca naukowa rzeczywiście zeszła na dalszy plan. Zasugerował więc, by ocena
dotyczyła całego okresu zatrudnienia. Wskazał też na fakt, że zaproponowane
w piśmie ministerstwa kryteria są bardzo płynne i dają możliwość dowolnej
interpretacji. Wreszcie prof. Fedorowski stwierdził, że wyniki ankiet nie mogą
być podstawą do zwalniania pracowników, bo ten proces powinien odbywać
się zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela. W konkluzji zaproponował, by
ocenę pracowników przesunąć na wrzesień, a więc uwzględnić już działanie
nowej ustawy.

Z argumentami tymi w zasadzie zgodził się rektor Z. Radwański,
podkreślając, że podobne sugestie zgłaszał ministrowi i prezentował na zebraniu
rektorów. „Cel przeprowadzonej oceny wydaje się jasny, chodzi o to, ażeby uprzedzić wejście w życie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym i już teraz zwolnić
niektórych pracowników”. Rektor poprosił jednocześnie komisje oceniające, by
w swych pracach kierowały się dobrem uczelni. Krytycznie o akcji oceniającej
wypowiadali się dziekani: Alicja Karłowska-Kamzowa (Wydział Historyczny),
Alojzy Sajkowski (Wydział Filologiczny) i Julian Musielak (Wydział Matematyki
i Fizyki). Dziekan Musielak dodał, że jego zdaniem akcja oceniająca ma charakter
represyjny, szczególnie wobec adiunktów, bowiem nakazuje w terminie 2–3 lat
przeprowadzić habilitację, co jest nierealne. Co ciekawe podobnego zdania był
przedstawiciel KZ PZPR UAM, dr Karoński, uznając że ocena ma charakter
akcji weryfikacyjnej i gdyby ściśle ją przeprowadzić, to trzeba byłoby zwolnić
40% adiunktów. Przekonywał jednak, że nie ma to charakteru akcji politycznej
i żadne listy proskrypcyjne w komitetach partii nie są sporządzane. Zaapelował
równocześnie, by nie być dwulicowymi i akceptować fałszywe opinie oraz tolerować miernotę naukową. Padające głosy rektor uznał za wzywanie do podjęcia
przez niego działań przeciwko ocenie. Profesor Radwański wyjaśnił jednak, że
zadaniem rektora nie jest dyskutowanie z ministrem, ale wykonanie poleconego
mu zadania albo złożenie rezygnacji z funkcji. Kwestią podstawową, dodał, jest więc zaufanie senatu do rektora i przekonanie, że przeprowadzi ocenę w sposób
uczciwy. W związku z tym rektor Radwański poprosił o wyrażenie mu votum
zaufania deklarując, że w przypadku negatywnego wyniku natychmiast złoży
rezygnację. Zabierający głos w dyskusji na ten temat podkreślali jednak, że mają
zaufanie do rektora, który w ciągu tych trudnych miesięcy starał się pracować dla
dobra uczelni. Swe wątpliwości wyraził natomiast dr P. Łączkowski, stwierdzając,
że sprawozdanie rektora miało szereg braków, a nastroje wobec obecnej ekipy
rektorskiej są różne, nie weźmie więc udziału w głosowaniu. Senat większością
głosów (przy pięciu przeciwnych i siedmiu wstrzymujących) poparł jednak rektora. Nie oznaczało to, że wśród pracowników UAM władze rektorskie uznawano za swoje. Wyrazem tego były koncepcje przeprowadzenia absolutoriów
bez udziału aktualnych władz, za to w obecności rektora Ziółkowskiego. Byłoby
to manifestacyjnym nieuznawaniem aktualnych władz uczelni. Plany takie miały
Wydziały: Biologii i Filologii Polskiej. Byłaby to oczywiście manifestacja oporu.
Podczas absolutorium Filologii Polskiej i Klasycznej, za zgodą władz uczelni,
wręczanie kart odbywało się przy akompaniamencie pieśni „Żeby Polska była
Polską”. Nie doszło jednak do innych form manifestacji.
W przyjętej uchwale senat wyraził dezaprobatę z powodu pospiesznego
prowadzenia oceny pracowników. Równocześnie zaapelowano do członków
komisji, by w swym działaniu kierowali się dobrem uczelni i pracowników,
a także dobrymi obyczajami akademickimi, a do wszystkich zatrudnionych,
by zastosowali się do zarządzeń władz uczelni w związku z oceną. Jednak,
mimo iż władze uniwersyteckie starały się wybrać najlepszą dla pracowników
drogę postępowania, nie uchroniło ich to przed krytyką części środowiska.
Na uczelni kolportowano ulotki niesłusznie oskarżające rektora o chęć przekształcenia akcji oceniającej w rozprawę z członkami Solidarności. Poważne
obawy co do przyszłości pojawiły się w momencie, gdy z funkcji I sekretarza KW
PZPR w Poznaniu odwołano Edwarda Skrzypczaka, wybranego na tę funkcję
w sposób demokratyczny i nie z grona aktywistów KW, co nie odpowiadało
grupie „twardogłowych”. Zaniepokoiło to nawet uczelnianą organizację partyjną.
Pierwszy sekretarz KZ PZPR zwołał zebranie sekretarzy POP, podczas którego
dyskutowano o odwołaniu Skrzypczaka. W wypowiedziach podkreślano, że
zdymisjonowano osobę cieszącą się autentycznym autorytetem i popularnością,
co przyniesie szkodę partii, I sekretarz uznał nawet, że odbyło się to niezgodnie
ze statutem partii i namawiał do protestu. Projekt takiego pisma sformułowany
był w ostrym tonie. Służba Bezpieczeństwa obawiała się nawet, że Michał Karoński będzie nawoływał do składania legitymacji partyjnych. Obawy okazały się
nieuzasadnione, ale podczas tego spotkania Karoński złożył rezygnację z funkcji. Na miejsce odwołanego Skrzypczaka na I sekretarza KW PZPR mianowano
gen. Łukasika. Gest ten odczytano jako zapowiedź zaostrzenia kursu, co mogło
się odbić na sposobie przeprowadzenia weryfikacji pracowników UAM. Obawy
co do represyjności oceny okazały się na szczęście przesadzone, a sama akcja
nie była aż tak drastyczna, bowiem generalnie przełożeni starali się wystawiać
ocenianym pracownikom pozytywne opinie. W kręgach partyjnych uznano więc,
że jeśli ma to być prawdziwa weryfikacja to trzeba zmienić władze rektorskie
i powołać nową komisję oceniającą. Komisja uczelniana zakończyła prace 18 VI
1982 r. po przeanalizowaniu decyzji komisji wydziałowych. Na 1700 objętych
nią pracowników ankiety nie złożyło tylko pięć osób. Trzeba podkreślić, że cześć
asystentów, którym mijał ustawowy termin zatrudnienia już wcześniej otrzymała
wypowiedzenia. Dotyczyło to 23 osób. Uwaga Komisji skoncentrowana była na
adiunktach, którzy w okresie minionych dziewięciu lat nie przygotowali rozprawy
habilitacyjnej oraz tych, którzy otrzymali od komisji wydziałowych negatywne
oceny. Decyzją komisji 44 adiunktom przedłużono zatrudnienie, zobowiązując
ich jednocześnie do przygotowania rozprawy habilitacyjnej w ciągu dwóch lat,
13 adiunktów przeniesiono na inne stanowiska, dwie osoby przeniesiono do innych instytutów. Siedem osób otrzymało wypowiedzenia umów o pracę. Komisja
zmieniała też niektóre decyzje komisji wydziałowych, np. na filologii angielskiej
komisja oceniła negatywnie czterech pracowników. Po weryfikacji trzy osoby
przesunięto na inne stanowiska a utrzymano decyzję co do jednej. We wrześniu
dokonano także podsumowania akcji oceniającej pracowników UAM.
Zawieszenie z dniem 31 XII 1982 r. a następnie zniesienie 22 VII 1983 r.
stanu wojennego nie uspokoiło sytuacji na UAM. Z pewnego letargu budzili
się studenci. Wzrost ich aktywności znalazł swe odzwierciedlenie w udziale
w manifestacjach politycznych.

Jan Wierusz-Kowalski – z klasztoru, przez UJ, do SB

baner-czlowiek-nauki

Jan Kanty Wierusz-Kowalski w Wikipedii:

(ur. 19 sierpnia 1912 we Fryburgu, zm. 26 sierpnia 2000 w Warszawie) – polski benedyktyn, zaangażowany w odnowę biblijną i liturgiczną, po opuszczeniu zakonu pracownik Urzędu ds. Wyznańreligioznawca, autor wielu popularnych prac o chrześcijaństwie pisanych z perspektywy materialistycznej.

Urodził się w Szwajcarii, gdzie jego ojciec Józef Wierusz-Kowalski pracował jako wykładowca uniwersytecki. W 1931 wstąpił do zakonu benedyktynów w Zevenkerken w Belgii, gdzie następnie przygotowywał się do pracy w Polsce. W 1937 przyjął święcenia kapłańskie, a w 1939 zamieszkał w Tyńcu, gdzie doszło do odnowienia wspólnoty benedyktyńskiej po ponad stu latach. Po II wojnie światowej wykładał liturgikę na Uniwersytecie Jagiellońskim, był zaangażowany w odnowę życia liturgicznego. Przetłumaczył i opatrzył komentarzem encyklikę Piusa XII „Mediator Dei” (1948). W tym samym roku razem z Aleksym Klawkiem założył czasopismo „Ruch Biblijny i Liturgiczny”, którego był współredaktorem naczelnym. W 1949 obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1952 opuścił zakon, ale początkowo pracował jako ksiądz diecezjalny we Wrocławiu, gdzie m.in. wykładał liturgikę w seminarium duchownym, a w latach 1953–1955 był administratorem Parafii Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej we Wrocławiu. Następnie opuścił stan kapłański i w 1959 został przeniesiony ad statum laicale. Według badań Sławomira Cenckiewicza, od roku 1953 był agentem Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, o nieustalonym dotąd pseudonimie i zakresie współpracy.

W latach 60. został pracownikiem Urzędu do spraw Wyznań. Pod pseudonimem „Jan Wnuk” opublikował cztery książki o przebiegu soboru watykańskiego II, krytykowane w kręgach kościelnych jako fałszywie przedstawiające sytuację Kościoła i stanowisko polskiego Episkopatu. Przypisywano mu też błędnie autorstwo memoriału „Do Ojców Soboru. Memoriał o niektórych aspektach kultu maryjnego w Polsce”, za pomocą którego władze PRL chciały w czasie soboru zdyskredytować poglądy kard. Stefana Wyszyńskiego.

W latach 70. i 80. pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. W 1975 habilitował się na podstawie książki Język a kult. Funkcja i struktura języka sakralnego. Opublikował wiele naukowych prac religioznawczych, z których najbardziej popularne to Świat mnichów i zakonów (1972) i Poczet papieży (1985). Był także tłumaczem Traktatu o historii religii Mircei Eliadego (1966).

Od 1978 pracował równocześnie w Departamencie IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a służbę zakończył w 1985 w stopniu majora

Jan Wierusz Kowalski

lubimyczytac.pl

prof. Jan Wierusz Kowalski – polski historyk chrześcijaństwa.
Wybrane książki: „Religie uniwersalistyczne. Zarys dziejów” (rozdział „Protestantyzm”, Iskry, 1982), „Chrześcijaństwo średniowieczne XI-XV w.” (KAW, 1985), „Katolicyzm nowożytny XV-XX w.”(KAW, 1985), „Wczesne chrześcijaństwo I-X w.” (KAW, 1985), „Dramat a kult” (KAW, 1987), „Świat mnichów i zakonów”(KAW, 1987), „Poczet papieży” (KAW, 1988), „Chrześcijaństwo” (Agora, 2009).

 

Andrzej Burda, prawnik, rektor, „wahadłowy” prokurator w czasach komunistycznych

baner-czlowiek-nauki

Andrzej Burda, prawnik, rektor, „wahadłowy” prokurator w czasach komunistycznych

Andrzej Burda w Wikipedii:

” Należał do PZPR (w latach 1959–1964 jako zastępca członka Komitetu Centralnego), w latach 1957–1965 był posłem na Sejm PRL. Na UMCS był organizatorem i kierownikiem Katedry Prawa Konstytucyjnego, później też Zakładu Prawa Konstytucyjnego (1950–1980), był rektorem tej uczelni w latach 1955–1957. Od 8 maja 1957 do 24 maja 1961 był prokuratorem generalnym. Został pozbawiony tej funkcji za to, że wbrew stanowisku Władysława Gomułki i pomimo jego sprzeciwu spowodował zamianę kary śmierci na Bolesława Dedo na dożywotnie więzienie. Jego wydana w 1967 w niskim nakładzie książka pt. Praworządność w systemie demokracji socjalistycznej odbierana była jako krytyka stanu praworządności w PRL. W 1968 roku przeciwstawił się wystąpieniom antysemickim. Był współzałożycielem i pierwszym dyrektorem Instytutu Administracji i Prawa Publicznego UMCS (1970–1974). W 1977 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1977 rozpoczął krótkotrwałą współpracę z opozycją demokratyczną w Polsce, ale w 1981 wstąpił ponownie do PZPR. Po wprowadzeniu stanu wojennego został jednym z sędziów Trybunału Stanu (1982–1985). Był odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim (1955) i Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia PolskiOrderem Sztandaru Pracy I klasy, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, tytułem Zasłużonego Nauczyciela PRL. Otrzymał cztery nagrody sekretarza naukowego Polskiej Akademii Nauk.

PIOTR CHOJNACKI, KRZYSZTOF MADEJ, BEP IPN WARSZAWA – PRZYPADKI PROKURATORA 

…. losy Andrzeja Burdy również pełne są nietypowych zwrotów i działań. Po odejściu ze
stanowisk państwowych (od 1965 r. przestał być również posłem) zajął się pracą naukową na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie – był m.in. długoletnim kierownikiem Zakładu Prawa Państwowego (a następnie dyrektorem instytutu zajmującego się tą problematyką). W 1977 r.
zaczął współpracę z opozycją demokratyczną,wygłaszając m.in. prelekcje w duszpasterstwie Akademickim oo. dominikanów. Ówczesny duszpasterz o. Ludwik Wiśniewski OP dopatruje się w tym przekornej postawy wobec peerelowskich władz. Burda opublikował też pod własnym nazwiskiem artykuł Uwagi nad rządami Polski
współczesnej w nr. 9/1979 drugoobiegowych „Spotkań”. Jeden z redaktorów – Janusz Bazydło – tak wspomina swoją wizytę u prokuratora: „Byłem zaskoczony, że od razu pozytywnie zareagował na moją prośbę o tekst. Dał mi swój artykuł i zgodził się, by opatrzyć go biogramem”. Burda podpisywał także listy protestacyjne do
władz PRL, m.in. „List 14”. W raportach Departamentu III MSW oceniano jego zachowanie jako chęć zwrócenia na siebie uwagi: „Stanowisko prezentowane obecnie przez prof. Burdę jest niewątpliwie reakcją na występujące u niego poczucie spadku zainteresowania środowiskowego i brak satysfakcji zawodowej”. Związki z opozycją demokratyczną spowodowały w 1978 r. rezygnację Andrzeja Burdy z członkostwa w PZPR……

 

Z życia rektorów III RP w PRL

1

2

Edward Bryk – wybitny okulista, prof. , z AK, represjonowany po „wyzwoleniu”

pacanow.pl Sławni Ludzie

Prof. dr hab. med. Edward Bryk urodził się w Poznaniu w 1923 roku. Później wraz z rodziną przeniósł się do Zborówka w gminie Pacanów, gdzie ukończył szkolę powszechną. Tutaj też po raz pierwszy rozpoczął rysować. Przed wojną ukończył trzy klasy gimnazjum w Tarnowie. W czasie okupacji kontynuował naukę w tajnym nauczaniu, zdając egzamin dojrzałości w 1942 roku w Busku Zdroju, a następnie w Staszowie. Po maturze studiował Historię Powszechną konspiracyjnym systemem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, zaliczając pierwszy rok. Od 1941 roku działał w wojskowej organizacji Związek Walki Zbrojnej, początkowo będąc kolporterem podziemnej prasy, a później łącznikiem i żołnierzem dywersyjnego oddziału. W tym czasie ukończył kurs podoficerski i podchorążych i walczył z Niemcami jako dowódca plutonu Armii Krajowej w grupie bojowej „Wichra” (kilka tygodni w zgrupowaniu „Grota-Kujawskiego”) do końca okupacji.
W 1944 roku został aresztowany przez NKWD i skazany na kilka lat obozu pracy w głębi ZSRR. Uciekł z transportu pod Baranowiczami i piechotą wrócił do Polski. Pod przybranym nazwiskiem rozpoczął w tym samym roku studia medyczne w Lublinie. Wkrótce doświadczył ponownych represji. Po opuszczeniu więzienia i zaliczeniu trzeciego roku studiów medycznych przeniósł się na Wydział Lekarski UJ. Absolutorium otrzymał w 1949 roku, po czym rozpoczął prace zawodową w AM jako asystent Kliniki Okulistycznej. Dyplom lekarza Akademii Medycznej w Krakowie otrzymał w 1951 roku. Od 1953 roku pracował w Zakładzie Kardiologii miasta Krakowa. W 1955 roku został usunięty ze względów politycznych z Krakowa i pracował jako ordynator szpitala okulistycznego w Starachowicach, skąd wrócił ponownie do Krakowa w 1956 roku i zorganizował Pracownię Dna Oka. Odtąd współpracował z Kliniką Okulistyczną, Kliniką Kardiologiczną, z Zakładem Biologii i innymi klinikami i zakładami Akademii Medycznej, rozpoczynając systematyczną pracę naukowa skoncentrowaną głownie na patologii dna oka. Jako jeden z pierwszych wprowadził do diagnostyki angiografię fluorescencyjną. Po habilitacji kierował okulistyką w rzeszowskiej katedrze krakowskiej AM. Wysoka koncentracja tematyki prac badawczych i znakomite opanowanie metody postawiły prof. Edwarda Bryka w rzędzie najlepszych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce, który napisał cykl prac monograficznych opartych na ogromnym materiale z zakresu patologii naczyń dna oka przy najczęstszych schorzeniach chorób wewnętrznych. Doprawdy, imponujący jest dorobek naukowy prof. Edwarda Bryka. Ale oprócz medycyny profesor posiadał jeszcze jedną wielką pasję. Było nią malarstwo. Przez całe życie, od małego dziecka, niezależnie od dyscyplin lekarskich prof. Edward Bryk zajmował się studiami malarskimi, chociaż łączenie tych czasochłonnych kierunków było nadzwyczaj trudne….

Edward Bryk w Wikipedii

 

 

 

 

Sprawa lustracyjna rektora UTH Radom. Co IPN znalazł w archiwach

Małgorzata Rusek- GW Radom, 

Sąd w Lublinie w nieprawomocnym wyroku orzekł, że Z.Ł. złożył, w związku z pełnioną na UTH Radom funkcją, niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, że nie współpracował ze służbami bezpieczeństwa PRL.

Sierpień 1973 roku. Grupa młodych ludzi na kursie przygotowawczym w Kielcach szykuje się na wyjazd do Leningradu na studia. Wyjeżdżającymi interesuje się Służba Bezpieczeństwa. Chce mieć wśród nich kontakt, aby wiedzieć, co się dzieje w 200-osobowej grupie polskich studentów studiujących w Leningradzie, sprawdzić, czy nie prowadzą wrogiej dla komunistycznej Polski działalności, nie szmuglują druków bezdebitowych, nie handlują towarami. Oficer departamentu III SB MSW wyławia z grupy jednego ze studentów. Ten, po rozmowie z esbekiem, własnoręcznie pisze oświadczenie:

Ja niżej podpisany zobowiązuję się zachować w tajemnicy fakt i treść prowadzonej ze mną rozmowy przez pracownika Służby Bezpieczeństwa MSW. Zobowiązuję się równocześnie udzielić pomocy Służbie Bezpieczeństwa na terenie Związku Radzieckiego, jeśli zaistnieje potrzeba.

Podpisuje się imieniem i nazwiskiem – Z.Ł., wpisuje też adres zamieszkania.

Kryptonim „Cichocki”

Ponad 40 lat później w wolnej Polsce z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej ktoś z pracowników instytucji wyciągnie ten dokument. I wiele innych. IPN ma bowiem wątpliwości co do prawdziwości złożonego w 2008 roku przez Z.Ł. oświadczenia lustracyjnego, które ten złożył w związku ze sprawowaną wtedy funkcją dziekana Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu. W 2014 roku jest już rektorem.

Badacze IPN przeprowadzą kwerendę w zasobie archiwalnym Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów – Archiwach Oddziałowych Instytutu Pamięci Narodowej oraz w zbiorze wyodrębnionym. Nabierają podejrzeń, że oświadczenie wówczas dziekana, a teraz rektora nie jest zgodne z prawdą. Według ich oceny Z.Ł. był tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu III Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Cichocki” oraz tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu I Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Ekłalizer” (pisownia oryginalna). Departament III zajmował się zwalczaniem wszelkiej działalności antypaństwowej w kraju, zaś departament I zdobywaniem tajnych dokumentów i informacji dotyczących politycznych, ekonomicznych, militarnych i wywiadowczych planów i zamierzeń skierowanych przeciwko PRL i krajom obozu socjalistycznego. IPN składa do sądu wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego Z.Ł. Do akt sprawy dołącza odnalezione w archiwach odręczne oświadczenie Z.Ł. sporządzone w Kielcach 9 sierpnia 1973 roku o treści: „Ja niżej podpisany zobowiązuję się zachować w tajemnicy…”, a także dwa odręcznie napisane doniesienia z 1973 roku. Z.Ł. był wtedy studentem Leningradzkiego Instytutu Elektrotechnicznego im. Włodzimierza Ilicza Lenina…..

 

Sprawujący funkcję rektora UTH Radom identyfikowany jako TW „Ekłalizer”

mobbing lekturaJest nieprawomocne orzeczenie w sprawie lustracyjnej rektora UTH Radom

GW Radom, Małgorzata Rusek

Wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego złożył do Sądu Okręgowego w Lublinie Instytut Pamięci Narodowej. Instytut miał wątpliwości co do prawdziwości złożonego w 2008 r. przez Z.Ł. oświadczenia lustracyjnego, które składał w związku ze sprawowaną wówczas funkcją dziekana Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu (obecnie do końca sierpnia 2020 roku sprawuje funkcję rektora UTH Radom)….. jak wynika z wniosku o wszczęcie postępowania lustracyjnego, że Z.Ł. był tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu III Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Cichocki” oraz tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu I Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Ekłalizer” (pisownia oryginalna)……

IPN dołączył do akt sprawy odnalezione w archiwach m.in. odręczne oświadczenie Z.Ł. sporządzone w Kielcach 9 sierpnia 1973 r. o treści: „Ja niżej podpisany zobowiązuję się zachować w tajemnicy fakt i treść prowadzonej ze mną rozmowy przez pracownika Służby Bezpieczeństwa MSW. Zobowiązuję się równocześnie udzielić pomocy Służbie Bezpieczeństwa na terenie Związku Radzieckiego jeśli zaistnieje potrzeba”. Dokument, jak dowodzili prokuratorzy IPN, został podpisany przez Z.Ł. imieniem i nazwiskiem wraz z podaniem miejsca zamieszkania.

W dokumentach zachowały się też dwa odręcznie napisane doniesienia z 1975 r. Ł. był wówczas studentem Leningradzkiego Instytutu Elektrotechnicznego im. Włodzimierza Ilicza Lenina.

Jak wynika z przedstawionych przez IPN dokumentów, po raz drugi Z.Ł. zarejestrowano jako tajnego współpracownika w 1987 r., gdy był już pracownikiem naukowym radomskiej uczelni.

Sąd: Oświadczenie lustracyjne niezgodne z prawdą

Proces lustracyjny Z.Ł. rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Lublinie w maju 2018 r. Z.Ł. zaprzeczał, że był tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa, wyjaśniał, że pokazane mu doniesienia nie były sporządzone przez niego. Także pytany wówczas przez „Wyborczą” odpowiadał, że nie był TW, a złożone przez niego oświadczenie lustracyjne było „prawidłowe”…..

Magistrowie wg pomysłu rektora Karasia

mobbing lekturaJacek Kajtoch -Wspomnienia i polemiki 

http://mbc.malopolska.pl/Content/67459/j_kajtoch.pdf

Rektor Karaś wpadł na pomysł, żeby prominentom krakowskiej
prasy przyznać tytuły magisterskie na podstawie twórczości publicystycznej. Studiowali, ale nie mieli wytrwałości i dyscypliny wewnętrznej,
koniecznej do zwieńczenia kilku lat studenckich – magisterium. Powołano komisję, której przewodniczył Dziekan Wydziału Filologicznego,
doc. Jerzy Rusek, a ja byłem członkiem. Daliśmy magisteria znanym
osobom, mój podpis figuruje m. in. na protokole wieńczącym edukację
Macieja Szumowskiego, Andrzeja Urbańczyka i kilku innych. Był to jeden z najbardziej szokujących pomysłów rektora Karasia.

https://lustronauki.wordpress.com/2009/03/26/mieczyslaw-karas/

Jacek Kajtoch – filolog z UJ, wiceprezes Związku Literatów Polskich, b. konsultant SB 

Jerzy Rusek – slawista, były dziekan i działacz PZPR, zarejestrowany jako konsultant „Czech”

O współpracy socjologów z SB

Socjologia w służbie SB ?

Daniel Wicenty

http://www.polska1918-89.pl/pdf/socjologia-w-sluzbie-sb,4982.pdf

Zagadnienie profesjonalnych szkoleń dla SB poglądowo ilustruje materiał z 1967  r. dotyczący programu seminarium z socjologii polityki dla grupy oficerów z centrali Departamentu III MSW. W głównych założeniach seminarium czytamy: „Seminarium Socjologii Polityki dla aktywu Departamentu III ma służyć wzbogaceniu wiedzy uczestników o przedmiocie i metodach badawczych socjologii polityki, dla jej wykorzystania w warunkach pracy resortu spraw wewnętrznych. Program przewiduje wykłady wybitnych specjalistów z dziedziny socjologii oraz referaty (koreferaty) uczestników połączone z dyskusją w czasie konwersatoriów, dla pogłębienia tematów wykładów. Program obejmuje cykle: propedeutyczny i podstawowy z wybranych dziedzin socjologii polityki – zgodnie z zainteresowaniami uczestników i profilem specjalistycznym departamentu” 123. W programie wśród osób prowadzących wykłady znaleźli się m.in. Jan Szczepański124 i Zygmunt Rybicki (ich nazwiska pojawiły się w związku z organizacją zespołu badawczego przy SB), klasyk polskiej socjologii Józef Chałasiński, ideolog-marksista Jerzy Józef Wiatr oraz socjolog Włodzimierz Wesołowski. Przedmioty seminarium to m.in.: „Przedmiot, zakres i metoda socjologii polityki. Podstawowe pojęcia i wybrane metody w użyciu różnych teorii socjo-politycznych”, „Główne kierunki współczesnych doktryn burżuazyjnych nauk politycznych (wybrane zagadnienia)”, „Polityczne problemy funkcjonowania przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce” oraz „Wybrane zagadnienia z socjologii przestępczości w Polsce”. Socjologiczne kadry Akademii Spraw Wewnętrznych i innych jednostek edukacyjnych MSW (oraz MON) to zresztą temat na odrębne autonomiczne badanie125.

..Wydaje się, że SB mogła mieć wymierne korzyści z kontaktów badawczych (oraz agenturalnych) ze środowiskami socjologicznymi. Jakich korzyści mogli się spodziewać po współpracy z SB badacze społeczni? Czy beneficja naukowców różniły się zasadniczo od nagród innych grup zawodowych współpracujących z bezpieką? Na ile uniwersalnym mechanizmem karania i nagradzania była procedura uzyskiwania paszportu oraz (co może ważniejsze) zgody na wyjazd na stypendia do renomowanych zachodnich uczelni i ośrodków badawczych? Trzeba założyć, że związanie się naukowca z bezpieką dawało jakąś gwarancję kariery naukowej. Jak jednak w praktyce wyglądał taki cichy mecenat SB? Szybszy awans, rekomendacje do obejmowania stanowisk kierowniczych, życzliwość recenzentów prac naukowych, możliwość publikowania w renomowanych wydawnictwach, omijanie inercji biurokratycznej instytucji naukowych? W istocie są to pytania o kształt działania oraz sposób wkomponowania w realny świat społeczny infrastruktury SB, składającej się ze współpracowników, kontaktów służbowych, osób zaprzyjaźnionych „pozytywnie ustosunkowanych do naszej służby”, funkcjonariuszy pełniących rolę „aniołów stróżów” w instytucjach naukowych, realnych decydentów, nieformalnych ustaleń, władczych telefonów i polecających pism….

Kiedy koniec PRL-u w polskiej nauce?

Kiedy koniec PRL-u w polskiej nauce?

https://drpraga.pl/376

……

Przerwać zmowę milczenia

Ludzie nauki skrzywdzeni przez organa administracji państwowej są bezradni i bezsilni. Milczą. Temat na szerszą skalę nie jest poruszany. Może ktoś wreszcie się odważy i zacznie mówić, wyjaśniać, protestować. Etapy kariery naukowej rozpisane są w czasie. Komunistom udało się roztoczyć parasol nad naukowcami, tak by po ponad 50 latach ogarnąć wszystkie pokolenia. To prawda, nie każdy naukowiec się poddał ideologizacji, wielu było zdolnych, twórczych, nawet genialnych, a zarazem ludzi prawych. Chwała im za to, tylko że system i tak robił swoje. Po dziś dzień różne państwowe komisje do spraw nauki (czy to gdy chodzi o aprobatę stopni lub programów, czy rozdział funduszy) nie były ani zdekomunizowane, ani zlustrowane. Oznacza to, że w tych gremiach mogą spokojnie działać naukowcy z aparatu partyjnego (członkowie PZPR) czy tajni współpracownicy, którzy dobrze się znają i wiedzą, komu szkodzić, a kogo promować (oczywiście, zgodnie z prawem). Takiej możliwości nie można wykluczyć. Niewiele osób, nawet ze środowiska naukowego, wie, jak to działało i jak było zaplanowane, jak działa dziś. Bo choć zmieniło się nazewnictwo, wypadł taki czy inny paragraf, to mechanizm pozostał. A jednak środowiska naukowe, zwłaszcza młodsze kadry, powinny poznać historię nauki w PRL-u po to, by nie być w dalszym ciągu jej ofiarami. Ani PRL, ani PRL-bis, jak się wydaje, jeszcze w naszej nauce się nie skończył. A jest to ważne, żeby się skończył, bo bez suwerennej nauki nie będziemy podmiotem historii.

Ks. Marek Kruszewski 18.10.2006

Znaczenie POP PZPR na uczelniach – jeden przypadek

Znaczenie POP PZPR w procesie sowietyzacji uczelni (1948–1956). Przypadek Uniwersytetu Poznańskiego – Elżbieta Mania 

W ramach przyspieszenia sowietyzacji szkolnictwa wyższego na uczelniach pojawiły się
struktury partyjne. Podobnie jak w innych ośrodkach akademickich również i na Uniwersytecie Poznańskim nad realizacją wszelkich rozporządzeń, które miały go przekształcić według nowego modelu, czuwała uczelniana Podstawowa Organizacja Partyjna Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej….

Podstawowa Organizacja Partyjna na UP czuwała nad odpowiednią selekcją przy przyjmowaniu i awansowaniu pracowników naukowych. Zajmowała się tym Komisja Kadr, która w myśl uchwały egzekutywy POP składała się z trzech osób: członka egzekutywy Oddziałowej Organizacji Partyjnej, członka Związku Akademickiego Młodzieży Polskiej i członka Klubu Demokratycznej Profesury. Z posiadanych danych wynika, że tylko w roku 1950 komisja odrzuciła 38 osób z powodu „zastrzeżeń natury politycznej”. Wynikało to z zaostrzonej czujności przy przyjmowaniu pracowników naukowych i ich awansowaniu. Wyjaśniano wówczas, że siedem osób miało słabe przygotowanie naukowe i niskie kwalifikacje dydaktyczne, natomiast kolejne dwie osoby wykazywały lekceważący stosunek do swoich obowiązków. Choć rektor przyjął czternaście osób z ogólnej liczby odrzuconych przez komisję, to na skutek opinii POP osoby te nie zostały zatwierdzone przez ministerstwo…

.Tylko w latach 1949–1951 z UP rozstało się jedenastu profesorów, a dwóm docentom nie zatwierdzono habilitacji, wskutek czego również musieli opuścić uczelnię…..

Dla profesury organizowano – na podstawie programu przysłanego z Komitetu Centralnego PZPR – wykłady z dorobku naukowego ZSRR i metodologii marksistowsko-leninowskiej.
Odbywały się one w Klubie Demokratycznej Profesury, który powstał w Poznaniu 17 grudnia 1949 r. Jego instancją nadrzędną był Centralny Komitet Koordynacyjny Profesury Demokratycznej w Warszawie. Zrzeszał on pracowników naukowych wyższych uczelni środowiska poznańskiego. Do jego zadań należała „współpraca z władzami państwowymi w procesie demokratyzacji szkolnictwa wyższego oraz oddziaływanie na środowisko naukowe w celu podnoszenia jego poziomu ideologicznego”, co realizowano przez „organizowanie odczytów, zebrań i posiedzeń dyskusyjnych oraz przez organizowanie życia towarzyskiego członków klubu”..

… Nad właściwą realizacją dyscypliny czuwały grupy studenckie, tzw. brygady lekkiej kawalerii. Miały one charakter urzędowy i działały według zatwierdzonego planu pracy,
nad którego realizacją czuwał opiekun powoływany przez dziekana spośród pracowników naukowych. Prowadziły one kontrolę wyników w nauce. W myśl ustaleń POP, o wszelkich akcjach przeprowadzanych przez „brygady lekkiej kawalerii” należało zawiadamiać POP, natomiast wszystkie kandydatury do wyżej wspomnianych brygad miały być ściśle kontrolowane przez Zarząd Uczelniany ZMP

Komitet uczelniany w strukturze PZPR – na przykładzie Politechniki Warszawskiej

Za fasadą. Komitet uczelniany w strukturze PZPR i jego wpływ na zarządzanie kadrami w latach 1948-1968. Zarys problemu na przykładzie Politechniki Warszawskiej

2016 | 27 | 69-110

…..Szczególną uwagę w szkolnictwie wyższym zwracano na właściwy dobór kadr, a programy nauczania wzbogacono o przedmioty ideologiczne. Kryteria polityczne uwzględniano także przy nadawaniu stopni i tytułów naukowych. Przyjmowana na studia
młodzież przechodziła selekcję, głównie pod kątem pochodzenia społecznego. W ten sposób usiłowano zwiększyć liczbę studentów wywodzących się ze środowisk robotniczych i chłopskich, co tylko częściowo zakończyło się powodzeniem. Przy odrzucaniu niewłaściwych kandydatów w okresie stalinowskim pomagali funkcjonariusze UB. Sporządzali oni listy osób, które nie powinny zostać przyjęte na studia.
Etatyzację nauki oraz dopasowywanie jej do wymagań ideologicznych kontynuowano w zasadzie przez cały okres Polski Ludowej. Na nieznaczne odstępstwa godzono się jedynie w czasie kryzysów politycznych i były one wymuszone przez środowiska
akademickie. Największy przełom nastąpił w 1956 r., kiedy to na fali odwilży uczelnie uzyskały niewielką autonomię, którą utrzymały dość długo, bo aż do 1968 r. W tymże roku, niejako za karę, po marcowym buncie młodzieży Sejm PRL znowelizował liberalną ustawę o szkolnictwie wyższym z 1958 r. Przywrócono stan prawny z czasów stalinowskich. Jednocześnie była to ważna cezura dla polskiej nauki w PRL – także dlatego, że to właśnie wtedy komitety uczelniane PZPR uzyskały oficjalną reprezentację
w kierowniczych gremiach uczelni.
Wydarzenia polityczne miały także wpływ na pozycję partii w środowisku akademickim. Chociaż formalnie przez niemal cały omawiany okres organizacje uczelniane miały niewielkie uprawnienia, to w okresie odwilży z reguły cieszyły się większym
autorytetem niż w czasach stalinowskich, kiedy nacisk ideologiczny był największy.
Jednak niekoniecznie decydujące znaczenie miały kontekst polityczny, zapisy prawne i regulacje partyjne….

Walter Żelazny – socjolog, krótkookresowy profesor wielu uczelni, długookresowy współpracownik SB

Walter Żelazny- [ wg Wikipedii]

polski socjolog, wykładowca, były rektor Wyższej Szkoły Społeczno-Gospodarczej w Tyczynie.. Profesor wielu uczelni :na Wydziale Socjologiczno-Politologicznym Wyższej Szkoły Społeczno-Gospodarczej w Tyczynie, w Katedrze Kulturoznawstwa i Filozofii Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie,   w Katedrze Nauk Społecznych Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. w Instytucie Socjologii na Wydziale Socjologiczno-Historycznym Uniwersytetu Rzeszowskiego. Obecnie profesor nadzwyczajny oraz szef Zakładu Antropologii Kulturowej w Instytucie Socjologii na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku. W okresie PRL przez 15 lat był zarejestrowany jako współpracownik SB o pseudonimie „Janusz

Niedawno bronił demokracji, choć trochę dawniej był agentem SB „Januszem”

ddb24.p

Nieco ponad rok temu jeden z manifestantów Komitetu Obrony Demokracji mówił w Białymstoku, że rządzą nami nawiedzeni wariaci i że nie możemy się dać nabrać na ich język. Możliwe, że zapomniał już własnego języka, kiedy przez 15 lat służył aparatowi bezpieczeństwa PRL. Dziś pracuje jako profesor na Uniwersytecie w Białymstoku na wydziale socjologii.Walter Żelazny bowiem przez 15 lat był współpracownikiem SB o pseudonimie „Janusz”. Pracował i mieszkał wówczas w Rzeszowie. Te informacje znajdują się w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej w inwentarzu archiwalnym. Zaś akta można odnaleźć pod numerem IPN Rz 00377/364 w dokumentacji dotyczącej Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Rzeszowie [1944] 1983-1990.

Ale jak widać taka przeszłość jeszcze rok temu nie przeszkadzała uczestniczyć profesorowi Żelaznemu w demonstracjach KOD w Białymstoku, który domagał się poszanowania zasad demokracji. Na dodatek uczestniczyć w sytuacji, kiedy znakomita część pracowników uczelnianych wiedziała i wie o tej przeszłości, choć nic nie może zrobić, bo to akurat jest zadaniem rektora Uniwersytetu w Białymstoku….- Wszyscy na uczelni, i nie tylko, wiedzą, o tym że był wieloletnim agentem SB i to występującym pod różnymi pseudonimami. Czy zatrudnianie byłego agenta SB służy wizerunkowi UwB czy nie? I co z tym zmierza robić dalej z tym UwB? – pyta jeden z naszych czytelników.

Kolejna nominacja profesorska wstrzymywana przez Dudę. Był donos. Za lustrację i KOD?

Oko.press -27 PAŹDZIERNIKA 2019

Prezydent już prawie dwa lata nie podpisuje postanowienia o nadaniu tytułu profesorskiego Walterowi Żelaznemu. Nie wiadomo, o co chodzi — może o działalność w KOD, może o zarzut współpracy z SB czterdzieści lat temu. Wiadomo, że na Żelaznego przyszedł donos. „Zupełnie mnie zniszczono. To końcówka mojego życia naukowego” – mówi nam naukowiec …..

https://ipn.gov.pl/pl/form/r6703566627185,Teczka-personalna-TW-ps-Janusz-nr-rej-5484-i-13396-Walter-Zelazny-s-Czeslawa-ur-.html

 

Poznanie historii akademickiej jest możliwe

 Józef Wieczorek – Poznanie historii akademickiej jest możliwe – Kurier WNET, kwiecień 2019 r.

Screen Shot 04-15-19 at 09.40 AM

Screen Shot 04-15-19 at 09.42 AM

Screen Shot 04-15-19 at 09.42 AM 001

Lustracja dekomunizacji po jagiellońsku

Józef Wieczorek – O rzekomo demontujących system komunistyczny- Kurier WNET, marzec 2019 r.

Screen Shot 03-17-19 at 09.45 AM

Screen Shot 03-17-19 at 09.46 AM

Marian Mordarski – żołnierz wyklęty, profesor uznany

Marian Mordarski – żołnierz wyklęty, profesor uznany – Kurier WNET marzec 2019 r.

Screen Shot 03-15-19 at 07.55 PM.PNG

Screen Shot 03-15-19 at 07.55 PM 001.PNG

Screen Shot 03-15-19 at 07.58 PM

Kazimierz Kujda, b. rektor, TW „Ryszard” z ujawnionego zbioru zastrzeżonego

Kazimierz Kujda, b. rektor, TW „Ryszard” z ujawnionego zbioru zastrzeżonego

Kazimierz Kujda w Wikipedii

Jest absolwentem studiów magisterskich na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej oraz studiów magisterskich na Wydziale Ekonomiki Produkcji Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. W 1986 uzyskał stopień doktora nauk technicznych na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej

W 1998 rozpoczął pracę w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W latach 1998–2000 i 2005–2006 był zastępcą prezesa zarządu Funduszu, a jego prezesem w latach 2000–2002, 2006–2008 i ponownie od 2015. W latach 1998–2001 i w 2006 był członkiem Rady Nadzorczej Banku Ochrony Środowiska S.A[2][3].

W latach 1995–1998 oraz 2008–2015 pełnił funkcję prezesa zarządu spółki Srebrna. Był także rektorem Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie (2004–2005) oraz rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży (2004–2007). Zasiadał w zarządzie Fundacji Prasowej „Solidarność” i zarządzie spółki Słowo Niezależne[2][4].

W październiku 2015 został powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę w skład Narodowej Rady Rozwoju….

Prezydent powołał Narodową Radę Rozwoju

Baza ludzi nauki

Kazimierz Kujda: Prezes Funduszu, którego ominęła lustracja

Rzeczpospolita 8.02.2019

Kazimierz Kujda widnieje w jawnym już inwentarzu IPN jako tajny współpracownik o pseudonimie Ryszard, który współpracę miał rozpocząć w 1979 r. w Siedlcach – zgadza się jego data urodzenia……Według ustaleń „Rzeczpospolitej” w 2002 r. teczka Kazimierza Kujdy trafiła do zbioru zastrzeżonego IPN. Biuro Lustracyjne IPN w Lublinie, które widnieje w inwentarzu jako posiadacz teczki „Ryszarda” (teczkę założyło WSUW w Siedlcach), odsyła nas do warszawskiego IPN……. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, Kazimierz Kujda w 2007 r. złożył oświadczenie lustracyjne, ale zostało ono wycofane z IPN i lustracja nie została przeprowadzona. Dlaczego? Wyjaśnia nam to sam prezes Kujda. Okazuje się, że oświadczenie złożył z racji tego, że od 1 grudnia 2004 r. do 30 września 2007 r. pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży. „Według mojej najlepszej wiedzy, zostało ono wypełnione prawidłowo, a nie błędnie, jak to Pani sugeruje w pytaniu. Natomiast, jeśli dobrze pamiętam, zwrócono je z uwagi na to, że Trybunał Konstytucyjny uznał niektóre przepisy ustawy lustracyjnej za niezgodne z Konstytucją RP” – odpisuje nam Kujda. Chodziło o wyłączenie spod ustawy m.in. dziennikarzy i naukowców. W tym zwróconym formularzu Kujda zaprzeczył współpracy, a z racji nieprzeprowadzenia postępowania lustracyjnego przez IPN do dziś ani biura lustracyjne, ani sądy nie rozstrzygnęły, czy teczka „Ryszarda” jest prawdziwa czy nie……

Teczka Kujdy pogrąża PiS

Rzeczpospolita 8.02.2019

Oświadczenie Kazimierza Kujdy bagatelizującego jego współpracę z organami bezpieczeństwa w zderzeniu z zawartością jego teczki, jaką ujawniły media, nie wytrzymuje próby. Czy w tej sytuacji prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska poda się do dymisji?

Kazimierz Kujda, wieloletni prezes Funduszu a także spółki Srebrna, był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Ryszard – pokazują archiwa IPN….”Materiały z teczki Kazimierza Kujdy to dwa tomy. Pierwszy to teczka personalna. Są tam informacje o okolicznościach podjęcia współpracy i o jej przebiegu. Drugi to teczka pracy. Zawiera 105 stron raportów i donosów. Część materiałów pisał własnoręcznie Kujda” – pisze „GW”. W teczce jest oświadczenie Kujdy w którym „wyraża zgodę na nawiązanie dialogu z pracownikiem Służby Bezpieczeństwa”…..

Media: Kazimierz Kujda tajnym współpracownikiem SB

Do Rzeczy 8.02.2019

Kazimierz Kujda zarejestrowany jako TW. „Zwrócę się do IPN o autolustrację” – zapewnia

niezalezna.pl

…Kujda wyjaśnił, że jedną z podróży – organizowany przez Biuro Współpracy z Zagranicą Politechniki Warszawskiej wyjazd do Wiednia – odbył w 1981 r. krótko przed stanem wojennym. „Po powrocie do kraju, w lipcu 1982 roku, złożyłem w BWZ PW sprawozdanie z pobytu w stolicy Austrii. Natomiast podczas oddawania paszportu w Biurze Paszportowym przy ul. Kruczej w Warszawie (co było wówczas obowiązkiem) zostałem przesłuchany oraz przedstawiłem pisemne wyjaśnienia dotyczące pobytu w Wiedniu” – napisał.

 

Normatywy bezprawia

1

Normatywy bezprawia

Krakowska Loża Historii Współczesnej IPN

Dyskusja wokół książki IPN

„Ewidencja operacyjna i archiwum
organów bezpieczeństwa PRL w latach
1944-1989

Panel: Komaniecka-Łyp i Rafał Dyrcz
Prowadzenie: Roman Graczyk

Kraków, 16 stycznia 2019 r.

[dokumentacja, transmisja na żywo w niepoprawneradio.pl – Józef Wieczorek]

plakat

Zapomniana wielka czystka akademicka

Józef Wieczorek -Zapomniana wielka czystka akademicka – Kurier WNET, styczeń 2019 r.

Screen Shot 01-17-19 at 07.57 AM.PNGscreen shot 01-17-19 at 07.58 am

„Weryfikacja” kadr w Instytucie Badań Literackich PAN w 1985 r.

0

Justyna Błażejowska – Opozycja antyreżimowa w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w latach 1956-1989. Wyd. Volumen. 2018

1.jpg

2

3

Młodzież studiująca na KUL-u była wychowywana w duchu wrogim Polsce Ludowej

Jubileusz stulecia i burzliwa historia pierwszego uniwersytetu katolickiego w Polsce – KUL Jana Pawła II

Kurier WNET

Okres próby przeżywał KUL także po II wojnie światowej, pod rządami komunistycznymi. (…) Ks. prof. Antoni Słomkowski, pierwszy powojenny rektor KUL (1944–51), nazywany często jego odnowicielem, za obronę autonomii uniwersytetu oraz jego katolickiego charakteru zapłacił wysoką cenę. Pod naciskiem władz komunistycznych został najpierw usunięty z funkcji rektora, a następnie aresztowany i skazany.

19 czerwca 1953 r. Sąd Wojewódzki miasta stołecznego Warszawy wydał wyrok, w którym skazał ks. Słomkowskiego na karę 5 lat więzienia. Zarzuty, jakie stały się podstawą wydania wyroku skazującego, dotyczyły przestępstw kryminalno-finansowych. W akcie oskarżenia wymienione są: wymiana dolarów na złotówki na tzw. czarnym rynku oraz nielegalne przechowywanie 120 rubli i 10 dolarów w złocie. Prawdziwe przyczyny ujawnił wniosek o areszt, jaki skierowała płk Julia Brystygier do gen. Romana Romkowskiego: „Młodzież studiująca na KUL-u w okresie kadencji ks. Słomkowskiego na stanowisku rektora była wychowywana w duchu wrogim Polsce Ludowej, a ks. Słomkowski jako rektor wszelkimi dostępnymi mu środkami utrudniał i uniemożliwiał powstanie na KUL-u demokratycznych organizacji młodzieżowych, jak ZMP lub Zrzeszenie Studentów Polskich”.

W trakcie rozprawy sądowej nastąpiła zmiana składu orzekającego. Sędziego S. Pawelca zastąpiła Maria Gurowska – ta sama, która w 1952 r. skazała na karę śmierci gen. Emila Fieldorfa ps. Nil. Ks. prof. Antoni Słomkowski został zwolniony z więzienia w Sztumie 26 listopada 1954 r. Nie doczekał się nigdy rehabilitacji. Wyroki skazujące zostały unieważnione przez sąd dopiero 28 marca 2018 r.

Represje wobec KUL trwały przez cały okres PRL i miały bardzo różnorodny charakter – od szerokiej inwigilacji całej społeczności akademickiej poprzez utrudnianie pracownikom zdobywania stopni naukowych do nakładania na uczelnię wysokich podatków. Dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji, że zarówno biblioteka ogólnouniwersytecka, jak i biblioteki wydziałowe musiały płacić podatki nie tylko od powierzchni pomieszczeń, w których się znajdowały, ale nawet od powierzchni półek z książkami.

Profesor śpiewający przed SB jako „Caruso” uznany za kłamcę lustracyjnego

Krakowski sąd uznał, że profesor Politechniki Krakowskiej to jest lustracyjny kłamca

dziennikpolski24

Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że prof. Zygmunt K. z Politechniki Krakowskiej jest kłamcą lustracyjnym i w nieprawomocnym wyroku na trzy lata zakazał mu pełnienia funkcji publicznych. Lustrowanego nie było na ogłoszeniu orzeczenia. To już drugi proces w tej sprawie……

Kontakt „Caruso” Został zarejestrowany jako kontakt operacyjny Caruso. Kontaktowali się z nim oficerowie wywiadu, którzy oficjalnie mówili mu jednak, że są szefami Departamentu Współpracy z Zagranicą Ministerstwa Przemysłu Lekkiego. W czerwcu 1982 r. Zygmunt K. podpisał dokument o współpracy z wywiadem PRL i ten fakt „zobowiązał się do zachowania w bezwzględnej tajemnicy”. Profesor nie brał żadnych prezentów i pieniędzy. Oficerowie wywiadu prosili go o konsultacje dokumentacji z dziedziny chemii. Mężczyzna nie wiedział, że został zarejestrowany jako Kontakt Operacyjny „Caruso”. Wywiad gospodarczy zrezygnował z jego usług w 1987 r.

Czytaj więcej: https://dziennikpolski24.pl/krakowski-sad-uznal-ze-profesor-politechniki-krakowskiej-to-jest-lustracyjny-klamca/ar/13776502

Zygmunt Kowalski – prof. chemicznie związany z bezpieką, ‚śpiewał’ przed SB jako Caruso

https://lustronauki.wordpress.com/2016/09/16/zygmunt-kowalski/

 

Andrzej Radke – sprawca skandalu 1 października 1988 na Uniwersytecie Poznańskim, uważa że na uczelniach rządzą te same sitwy

„Jest 1 października 1988, w rozpoczęciu roku na Uniwersytecie Poznańskim bierze udział Wojciech Jaruzelski. Profesura na czele z rektorem Jackiem Fisiakiem płaszczy się przed dyktatorem. Nagle na mównicę wychodzi 25-letni student. Mówi do Jaruzelskiego: – Panie Przewodniczący Rady Państwa! Studenci polskich uczelni pragną legalizacji NZS-u, tak jak robotnicy potrzebują zalegalizowanej Solidarności. Na twarzach kadry przerażenie.” http://telewizjarepublika.pl/jako-25-latek-osmieszyl-jaruzelskiego-za-po-scigany-byl-jako-bloger-andrzej-radke-dzis-w-wywiadzie-z-chuliganem,73950.html

Andrzej Radke, socjolog  uważa, że ” na uczelniach i w sądach rządzą te same sitwy. – Często naukowcy awansowali dzięki temu, że byli członkami PZPR i wygłaszali wiernopoddańcze wypowiedzi. Właśnie taka kadra weszła w 1989 rok, w nową Polskę. I nic się nie zmieniło.  Dziś rządzą tam ich synowie, córki, krewni, znajomi tam pchnięci – mówi.”

Profesor Jan Iwanek z Uniwersytetu Śląskiego, TW „Piotr”w programie „Alarm”

Alarm!”: Byli informatorzy SB wciąż zajmują eksponowane stanowiska na uczelniach

tvp.info
Przyszłe elity – studenci. Za komuny jedno ze środowisk najbardziej rozpracowywanych przez SB, przez tysiące tajnych współpracowników. Do dziś byli informatorzy SB zajmują eksponowane stanowiska na uczelniach. Wśród nich – profesor Jan Iwanek z Uniwersytetu Śląskiego. ….Reporterzy z programu „Alarm!” przyjrzeli się bliżej jego przeszłości.

Potrzebna teka edukacyjna o stanie wojennym ( i po-wojennym) na uczelniach i w instytucjach naukowych

baner historia PRL

Potrzebna teka edukacyjna o stanie wojennym ( i po-wojennym) na uczelniach i w instytucjach naukowych

IPN przygotował kolejną tekę edukacyjną – tym razem o Stanie Wojennym https://pamiec.pl/pa/edukacja/materialy-edukacyjne-i/teki/9619,Stan-wojenny.html  – 

PLIKI DO POBRANIA

Niestety wiedza na temat stanu wojennego i jego skutków dla świata akademickiego jest niemal żadna, a niektóre historyczne dzieła akademickie takiego stanu w historii akademickiej nie uwzględniają [ np. słynne dzieło – Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego- https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ]

Aby podnieść stan świadomości społeczeństwa akademickiego i siłą rzeczy społeczeństwa polskiego, przecież edukowanego w znacznej części na uczelniach, postuluję wzorem teki IPN -gdzie zamieszczono PRZYKŁADOWE TEMATY ESEJÓW dla uczniów szkoły ponadgimnazjalnej – przynajmniej kilka tematów esejów dla akademików [ rektorów w szczególności] , aby poznali swe korzenie i przyczyny zapaści akademickiej doby obecnej.

Prawda i fałsz w stanie wojennym [ i po-wojennym] na uczelniach/instytucjach naukowych , czyli rzecz o propagandzie i obiegu [dez-] informacji.

Skutki stanu wojennego dla społeczności akademickiej i nauki, trwające do dnia dzisiejszego

Jak funkcjonowały uczelnie/instytucje naukowe w okresie stanu wojennego [ i po-wojennego] i co zostało zmienione na autonomicznych uczelniach  w wolnej Polsce ?

Na podstawie zebranych relacji świadków historii napisz, jak wyglądał stan wojenny w twojej uczelni/instytucji naukowej i porównaj z archiwami twojej uczelni/instytucji naukowej.

P.S. Nie wiem czy tematy nie są za trudne dla beneficjentów stanu wojennego [ i po-wojennego], którzy z sukcesem przechodzili Wielką Czystkę Akademicką prowadzoną siłami przewodzącymi systemowi komunistycznemu. Beneficjentów mamy moc, ale nauka jest w niemocy,