Tekst na inaugurację nowego roku akademickiego

los zdrajców (decyzje ludu)

los niewinnych -psujów młodzieży (decyzje akademickie)                                                                                     

Rozpoczyna się kolejny rok akademicki. Ale na uczelniach bez zmian.

Polityka kadrowa na uczelniach w okresie PRL,  dziwnie zgodna z instrukcją NKWD Ściśle tajne Moskwa, 2.VI.1947r. K.AA/OC 113 INSTRUKCJA NK/003/47 „35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególności w szkołach średnich i wyższych doprowadzić do usunięcia nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem.” zrobiła swoje.

Nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem – pousuwano. Powstała luka pokoleniowa, bo kto miał formować nowych nauczycieli ? Zresztą nie było woli aby zrezygnować z negatywnej selekcji kadr, odsunąć skompromitowanych kolaboracją z systemem kłamstwa i formować nowych nauczycieli w zgodzie z istotą nauki, dla działań na rzecz poszukiwania prawdy, a nie jej niszczenia. Niestety system akademicki nadal jest zakorzeniony w systemie PRLu i nie jest w stanie samodzielnie się od tego systemu oderwać. Bez pomocy zewnętrznej chyba nie jest to możliwe. 

Po 20 latach mamy już nowe pokolenie, ale uformowane w zgodzie z systemem PRLu i przez beneficjentów tego systemu, zgodnie z przyswojonymi przez nich skutecznymi zasadami, a raczej brakiem zasad.

Nowy rok uczelnie rozpoczną razem z tajnymi i jawnymi współpracownikami systemu zła, którzy mają się dobrze. Zajmują nawet wysokie stanowiska uczelniane, z rektorskimi włącznie. Pracują na etatach, czasem nawet na wielu. A ich ofiary, czy frajerzy, zwani także nieudacznikami, co nie chcieli ani wstępować do organizacji partyjnych, ani współpracować z SB – często nadal poza uczelniami, bezetatowi, z wilczymi biletami, objęci ostracyzmem środowiska heroicznie walczącego o to aby nie przeprowadzać lustracji, bo by godność TW i ich miłośników mogła ucierpieć.

O wykluczonych, pozbawionych warsztatów pracy, bez możliwości kontaktu z młodzieżą akademicką – nikt nie pamięta, nikt się nie martwi, nikt się nie upomina. Niech mają za swoje !

W końcu czemu ci bez twarzy, z nieodłączną podręczną strusiówką mają znosić tych co żyją w postawie wyprostowanej, z twarzą odsłoniętą ? To by ich deprymowało, obniżało poczucie ich wartości.

Pozostaje zatem wykluczenie, i trzymanie takich z dala i urabianie im negatywnej, opinii, aby nie wychodziło na to, że źle traktuje się ludzi wartościowych. Wartościowi i wiarygodni to przecież, ci co mają szmal, dożywotnie etaty i autonomiczną bezkarność, a często autonomiczny status niekwestionowanych autorytetów moralnych i intelektualnych, bez względu na to jakie draństwa czynili/czynią, i jakie brednie mówili/mówią.

Jest przygotowany pakiet nowych ustaw, ale prawa nabyte, co prawda i te nabyte niegodnie, niesprawiedliwie, jak najbardziej mają być zachowane udacznikom.

Polityka kadrowa ma się nieco zmienić, działania i ich rezultaty mają być bardziej przejrzyste, ale skoro nad tym ma czuwać obecna kadra dowartościowująca się niezliczonymi tytułami i stanowiskami, to raczej postępu pozytywnego nie należy się szybko spodziewać, o ile taki postęp kiedykolwiek nastąpi.

Jest program wykorzystania kapitału intelektualnego, ale niby jak go można zrealizować przez wykluczanie mających kapitał intelektualny i promowanie tych co kapitału intelektualnego, a przede wszystkim moralnego, są pozbawieni ?

Jak czytamy na stronach IPN 2 lata temu „ Około 130 studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego podpisało się pod petycją do władz rektorskich o pełną weryfikację pracowników naukowych uczelni oraz odsunięcie od pracy dydaktycznej ze studentami wykładowców zamieszanych we współpracę z SB. „Uważamy, że mamy pierwszeństwo domagać się, nieskalanej donosicielstwem państwu komunistycznemu, przeszłości wykładowcy. Uważamy, że powinien on być dla nas autorytetem tak naukowym, jak i moralnym. Uważamy, że Uniwersytet Jagielloński powinien mieć właśnie takich pracowników naukowych – uczciwych i patriotów” – napisali studenci w apelu przekazanym w środę rektorowi UJ, prof. Karolowi Musiołowi. Inicjator akcji, student II roku historii Paweł Zyzak ocenił, że wykładowcy podejrzani o współpracę z SB nie powinni uczyć studentów, szczególnie na kierunkach humanistycznych, takich jak historia, polonistyka czy prawo – „tak wrażliwych na prawdę”. „Ludzie, którzy wykładają nam historię, będąc byłymi tajnymi współpracownikami służb bezpieczeństwa PRL mogą po prostu naginać prawdę, tylko dlatego, żeby chronić swoje interesy czy chore poglądy” – zaznaczył. Serwis PAP 15.03.2006 r., „Studenci nie chcą, by uczyli ich esbecy” Nasz Dziennik 16.03.2006 r. „

No i co ? Ano nic ! Wszystko po staremu. TW nadal na uczelniach, a ci co TW być nie chcieli – nadal nie chciani !

Nauka jest podobno arystokratyczna, a nie demokratyczna, a arystokraci, czasami tajni, czasami jawni współpracownicy systemu zła – zmian nie chcą. Studentami nie muszą się przejmować, a pracowników mają na sznurku. Kto podskoczy to pętla sama się wokół szyi zaciśnie. Nic się nie zmieniło od rzekomego upadku PRLu.

Kto ujawni jaka jest prawda o uczelniach, inna od tej co podają rektorzy poprzez media – to oszołom, nieudacznik, prowadzący do destabilizacji systemu udaczności konformistów, mieszkańców podręcznych strusiówek.

Można oświadczać wolę wznowienia wykładów. Na takie oświadczenia nawet się nie reaguje.

Nauczyciele akademiccy wykluczeni z uczelni w czasach stalinowskich, w okresie odwilży po 1956 r. na ogół wracali na uczelnie. Ale zweryfikowani negatywnie, często anonimowo, w latach 80-tych, po roku 1989 r. na uczelnie wrócić nie mogą. Odwilż jeszcze nie nastąpiła !

Istnieje groźba, że nadal będą negatywnie oddziaływać na młodzież akademicką, nadal stanowią zagrożenie dla środowiska akademickiego. I jest to systemowo spójne, bo przecież nonkonformiści nie mogą udacznie formować konformistów. Do tego się nie nadają ! Merytorycznie wszystko jest w porządku. Ale czy jest w porządku wspieranie i rozwijanie systemu konformizmu i kłamstwa, nadal uczenie, że ‚Na białe czarne mówić nada’, nadal formowanie młodzieży do życia w schizofrenicznym systemie wartości, a właściwie bez wartości ?

Media od lat podają, że system się zmienił, nastąpiła transformacja, ale w nauce tego nie zauważono – dominuje stagnacja.

Na inaugurację nowego roku akademickiego, zamiast wykładu do czego wykluczeni w PRLu nie są nadal powołani, uruchomiona została strona internetowa ‚Lustracja i weryfikacja naukowców PRL’. Może da trochę do myślenia, uwidoczni, że polski świat akademicki tworzą nie tylko poszukiwacze prawdy, lecz nierzadko tajni, lub jawni współpracownicy systemu zła.

Józef Wieczorek

Reklamy

Teksty prasowe/internetowe o lustracji – archiwalne

Informacje prasowe i internetowe o lustracji

NFA  Lustracja w nauce i edukacji

——–

Nasza Polska, NR 27 (648)     2 lipca 2008
W ubiegłym tygodniu na łamach gazet codziennych ukazało się płatne ogłoszenie zawierające list otwarty niemal 50 rektorów i profesorów prywatnych uczelni do premiera Donalda Tuska
Towarzysze z Biura
Dwaj spośród podpisanych profesorów to dawni członkowie najwyższych władz partyjnych. Pierwszym jest znany socjolog Hieronim Kubiak, dziś wykładowca Krakowskiej Szkoły Wyższej im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, a przez wiele dziesięcioleci pracownik UJ. Do PZPR wstąpił już w wieku 19 lat (był akurat rok 1953) i pozostał aż do rozwiązania. Szczytowym momentem jego kariery okazał się IX Nadzwyczajny Zjazd partii w lipcu 1981 r., na którym Kubiaka nie tylko wybrano do Komitetu Centralnego, ale powołano też w skład Biura Politycznego oraz powierzono funkcję jednego z sekretarzy KC (tę ostatnią posadę stracił po roku). Niedługo po Zjeździe krakowski profesor stanął również na czele Komisji KC dla wyjaśnienia przyczyn i przebiegu konfliktów społecznych w dziejach Polski Ludowej. Niebawem jednak sam miał okazję obserwować kolejny taki konflikt – stan wojenny, którego wprowadzenie biernie zaakceptował, choć wcześniej miał opinię partyjnego liberała i zwolennika dialogu z „Solidarnością”.
Jego karierę na szczytach władzy zakończył kolejny, X Zjazd PZPR w 1986 r., gdy generał Jaruzelski dokonał cięcia po skrzydłach, usuwając z Biura Politycznego zarówno Kubiaka, jak i jego betonowego antagonistę Albina Siwaka. Profesorowi powierzono wówczas funkcję przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju, zaś na początku 1989 r. stanął on na czele Stowarzyszenia „Kuźnica” skupiającego lewicową inteligencję Krakowa. W III RP Kubiak zawsze trzymał się blisko SLD, sygnując swym nazwiskiem różne inicjatywy tego środowiska, np. apel do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie Zbigniewa Sobotki pod koniec 2005 r. czy deklarację Ruchu na rzecz Demokracji z 3 maja ubiegłego roku.
Drugim byłym luminarzem PZPR, który podpisał się pod listem do premiera Tuska, jest prof. Roman Ney, pełniący dziś funkcję rektora Śląskiej Wyższej Szkoły Zarządzania im. gen. Jerzego Ziętka w Katowicach. Ten wybitny geolog i były rektor Akademii Górniczo-Hutniczej wstąpił do partii na początku swej kariery naukowej, w 1961 r., zaś w latach 1974-1978 był wiceministrem nauki, szkolnictwa wyższego i techniki. Na fali zmian posierpniowych w 1980 r. Ney został sekretarzem KC i zastępcą członka Biura Politycznego w ekipie Stanisława Kani. IX zjazd dla niego jednak okazał się przykrym doświadczeniem, bo nie tylko pozbawił go tych funkcji, ale wręcz wyłączył ze składu KC (powrócił do niego w 1986 r.). W czynną politykę Ney zaangażował się jeszcze w 1989 r., gdy został posłem na Sejm kontraktowy. Nadal reprezentował PZPR, a po jej rozwiązaniu przyłączył się do Polskiej Unii Socjaldemokratycznej Tadeusza Fiszbacha.
Dyplomata Kwaśniewskiego
Nie mniej barwny życiorys miał obecny rektor Wyższej Szkoły Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych i Politycznych w Gdyni, prof. Wojciech Lamentowicz. Ten politolog przez długie lata związany z Uniwersytetem Warszawskim – choć także z Wyższą Szkołą Nauk Społecznych przy KC – wstąpił do partii w feralnym roku 1968 (a wystąpił po 13 latach), co jednak nie przeszkodziło mu później zdobyć zaufania środowiska KOR-owskiego, z którym blisko współpracował w latach 80. …
Jerzy Paweł Nowacki, rektor Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Jest on mężem Izabeli Jarugi-Nowackiej, byłej posłanki i przewodniczącej Unii Pracy, dziś reprezentującej w Sejmie klub SLD.
Longin Pastusiak, …niegdyś partyjnego politologa specjalizującego się w historii USA, przy tym zięcia Edwarda Ochaba, później zaś wieloletniego posła i marszałka Senatu. Na ostatnim kongresie SLD Pastusiak, mimo swych 73 lat, został wybrany na zastępcę nowego lidera partii, Grzegorza Napieralskiego.
Jako profesor Pastusiak reprezentuje Akademię Finansów w Warszawie. To bardzo ciekawa uczelnia utworzona w 1991 r. pod nazwą Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości. Jej założycielem była Fundacja Promocji Ubezpieczeń, powołana przez państwowe firmy ubezpieczeniowe (m.in. PZU i Warta) oraz banki. Od początku rektorem jest ten sam człowiek – Mirosław Zdanowski, w czasach PRL oficer Komendy Głównej Straży Pożarnej, pod koniec lat 80. komendant Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Już w III RP ten wysoko postawiony strażak zajął się ubezpieczeniami i w połowie lat 90. otrzymał stanowisko wiceszefa Rady Nadzorczej PZU. Rządzili wówczas postkomuniści, spośród których wielu wykładało na kierowanej przez Zdanowskiego uczelni, m.in. Józef Oleksy (także dziś jest dziekanem Wydziału Stosunków Międzynarodowych AF), Jerzy Jaskiernia, Dariusz Rosati czy Tadeusz Iwiński.
prof. Ryszard Michalski, absolwent elitarnego Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS i wieloletni pracownik tej uczelni, stypendysta Fulbrighta i jednocześnie członek zespołu przygotowującego projekt reformy gospodarczej w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu. Od 1988 r. pracował w Ministerstwie Finansów, gdzie odpowiadał za obsługę zadłużenia zagranicznego. Kiedy w 1994 r. ministrem został Grzegorz Kołodko, uczynił Michalskiego swym zastępcą i sytuacja ta powtórzyła się w 2002 r., gdy Kołodko po raz drugi objął ster finansów państwa.
prof. Andrzej Dorosz, absolwent tego samego wydziału, co Michalski, i również pracownik SGPiS. W czasach PRL zdążył jednak kilkakrotnie zmienić miejsce zatrudnienia: od Banku Handlowego, przez Wydział Planowania i Analiz KC PZPR, po funkcje doradcy premiera (w latach 1980-1981) oraz wiceministra handlu zagranicznego (1982-1986) i finansów (1986-1989)….
Nie tylko lustracja
Gdy analizuje się kolejne nazwiska z listy sygnatariuszy apelu do premiera, przypominają się wydarzenia sprzed roku. Wówczas część środowisk naukowych i akademickich zaangażowała się w akcję protestu przeciwko nowej ustawie lustracyjnej. Ostatecznie ustawa została zablokowana przez Trybunał Konstytucyjny, ale gdyby weszła w życie, każdy samodzielny pracownik naukowy musiałby wypełnić oświadczenie lustracyjne. Polskiej nauce przydałaby się jednak nie tylko lustracja, ale także dekomunizacja. Dziś bowiem rektorami i wykładowcami wielu uczelni są prominentni przedstawiciele PZPR i PRL-owskich władz państwowych, a także działacze SLD i ludzie z kręgu tej formacji. Ich praca w szkolnictwie wyższym często nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką i dydaktyką, stanowiąc jedynie rodzaj wygodnej synekury. I właśnie na utrzymanie tych synekur czerwoni rektorzy domagają się dziś państwowych pieniędzy.

———–

Nie ma nieszkodliwych agentów SB

Dziennik, sobota 20 września 2008

Przykro mi to pisać, bo piszę także o wielkim polskim astronomie, ale nie wierzę w nieszkodliwych tajnych współpracowników SB. Może z wyjątkiem tych, którzy byli zarejestrowani przez kilka miesięcy i nie wykazali się żadną aktywnością – takie przypadki też się zdarzały. Ale to akurat nie jest historia prof. Aleksandra Wolszczana – pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.

——————–

Odpowiedź na uchwałę Senatu Uniwersytetu WarszawskiegoWarszawa, 23 marca 2007

Rzeczpospolita

———-

Dlaczego profesorowie boją się inteligencji

Dziennik, środa 11 kwietnia 2007

Opór przeciw lustracji byłby taki sam, niezależnie od kształtu ustawy. Nie dostrzegam w nim impulsu moralnego. Widzę tylko lęk – mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA Zdzisław Krasnodębski, socjolog i filozof społeczny.

Każdy wydział miał, jak przypuszczam, swego opiekuna, z którymi kontaktowali się dziekani czy dyrektorzy instytutów.

Poza tym funkcjonowały wydziałowe organizacje partyjne oraz komunistyczne związki zawodowe, które czuwały nad odpowiednim dobrem kadr. Wszyscy ci ludzie działający w tych organizacjach przetrwali bez szwanku przemiany 1989 roku

————–

Lustracja w nauce: absurd czy konieczność?

Sprawy Nauki, Wydanie: 2006 /3 

Prof. Zbigniew Hołda, Wydział Prawa UJ, członek zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

uważam, że lustracja w nauce powinna być kwestią dociekań naukowych. Naród ma prawo poznawać swoją historię za pośrednictwem instytucji do tego powołanych i za pośrednictwem fachowców – historyków, politologów, dziennikarzy. Ale niech zostanie to w sferze wolności badań naukowych i publikacji ich wyników.

Prof. Janusz Reykowski, Instytut Psychologii PAN, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej

Natomiast nie należałoby się cofać przed rozpatrzeniem pewnych szczególnych przypadków, w których mamy do czynienia z rzeczywistym, głębokim naruszeniem podstawowych zasad etyki naukowca i nauczyciela akademickiego

Prof. Tomasz Gąsowski, Instytut Historii UJ

tajni (i oczywiście świadomi) współpracownicy komunistycznego aparatu terroru i represji, którzy pracują jako nauczyciele akademiccy, sprzeniewierzyli się ślubowaniu doktorskiemu dążenia do prawdy, współuczestnicząc w zniewoleniu kraju, a w ostatecznym rachunku działali zawsze na szkodę konkretnych ludzi.

Prof. Sławomir Kalembka, Wydział Nauk Historycznych UMK w Toruniu

Uważam, że trzeba było lustrację przeprowadzić zaraz po czerwcu 1989, najpóźniej gdzieś do 1991 r. Przy tym rozpocząć ją trzeba było od sporządzenia list decydentów partyjnych i pracowników SB, oraz ich „dokonań”, w tym także tych, którzy kierowali polityką personalną w nauce oraz pełnili funkcje „opiekunów” uczelni i innych instytucji naukowych. Ten postulat i dzisiaj pozostaje aktualny. Brakuje też całościowych studiów i publikacji nad skutkami polityki rządów komunistycznych dla rozwoju, a raczej niedorozwoju nauki polskiej w powojennym półwieczu.

——

Nauka pod lupą – S. Cenckiewicz  Inwigilacja historyków

Glaukopis nr.2-3 2005

Większość tzw. spraw obiektowych i spraw operacyjnego rozpracowania założono na instytucje naukowe (zresztą nie tylko naukowe) na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Dla przykładu Polska Akademia Nauk stała się wówczas obiektem o kryptonimie „Akademia”22,  Biuro Współpracy Naukowej z Zagranicà PAN –„Kooperanci”23, a Polskie Towarzystwo Historyczne – „Hanza”24. Co ciekawe, w przypadku „Kooperantów” i „Hanzy” zarówno wnioski o wszczęcie sprawy obiektowej, jak i ich zatwierdzenie nastąpiło dokładnie w tym samym czasie (założenie wniosku – 6 listopada 1970 r., zatwierdzenie – 9 listopada 1970 r.). Ponadto w ramach akcji specjalnej o kryptonimie „Tajemnica”25, którą od 1973 r. prowadził Wydział IV Departamentu III MSW, oprócz PAN ochroną operacyjną objęto również resorty w naturalny sposób związane z życiem naukowym: Ministerstwo Nauki Szkolnictwa Wyższego i Techniki, Ministerstwo Zdrowia i Opieki SpoΠecznej, Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz Ministerstwo Oświaty i Wychowania.26  Od tej pory każdy z wymienionych „podmiotów operacyjnych” znalazł się pod nadzorem jednego bądź dwóch oficerów SB.  Za pomocą osobowych źródeł informacji oraz po tzw. linii służbowej mieli oni kontrolować przede wszystkim funkcjonowanie kancelarii tajnych, biur i departamentów kadr, współpracy naukowej i kulturalnej z zagranicą, poligrafii i wydawnictw wewnętrznych oraz rzeczników patentowych (w PAN, Ministerstwie Nauki Szkolnictwa Wyższego i Techniki, Departamencie Profilaktyki Lecznictwa i Sanitarno-Epidemiologicznym przy Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej, w Instytutach Cybernetyki Stosowanej i Chemii Fizycznej z uwagi na prowadzone tam badania o charakterze tajnym specjalnego znaczenia i objętych tajemnicą państwową dla wojska i MSW oraz innych instytucji publicznych).27

W ramach operacji o kryptonimie „Tajemnica”, SB w dniu 1 paêdziernika 1973 r. wytypowała 334 wybitnych specjalistów, wynalazców i naukowców w całym kraju, z których 213 miało zostać poddanych ochronie operacyjnej przez Wydział III, zaś 121 pozostałch przez odpowiednie referaty SB. W wytypowanej grupie naukowców SB posiadała 13 tajnych współpracowników, 9 konsultantów, 69 kontaktów operacyjnych i 78 kontaktów służbowych.28 Zatem w różny sposób z SB współpracowało 169 z 334 wytypowanych naukowców, czyli więcej niż połowa.29 O tym, jak daleko SB starała się  ingerować w życie naukowe, świadczyć może jej zaangażowanie w opracowanie projektu powołania 120-osobowej Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, która w 1972 r. zastąpiła istniejące dotychczas ciała opiniujące tytuły naukowe – Komisji ds. Tytułów Naukowych Rady Państwa, Główną Komisję Kwalifikacyjną przy PAN oraz Radę Główną Szkolnictwa Wyższego.

—————

SPRAWY” SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA NA UNIWERSYTECIE JAGIELLOŃSKIM W LATACH 80. XX WIEKU

Alma Mater, marzec, 2007 no.90

————-

Lustracją w uczonych

Tygodnik Przegląd 2007-04-04, 15/2007

Najbardziej radykalne stanowisko zajmują takie grupy jak Niezależne Forum Akademickie, zrzeszające naukowców z kraju i zagranicy walczących z, jak to określają, postpeerelowskim układem. W liście do wicepremiera Ludwika Dorna domagają się lustracji i dekomunizacji. Mają być one wstępem do gruntownej reformy polskiej nauki, obejmującej np. zniesienie niektórych stopni naukowych czy likwidację PAN.

——————

serwis tuTej.pl

Czwartek, 24.05.2007

Jak powinna wyglądać lustracja i czy w ogóle w obecnych czasach w Polsce można ją sprawnie przeprowadzić? Jak w tej sytuacji powinno zachować się środowisko wyższych uczelni? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć wczoraj uczestnicy debaty „Lustracja środowiska akademickiego”, zorganizowanej na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza.
Debatę zakończono ankietą, jaką wśród studentów WNAS przeprowadziło Studenckie Koło Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Pytano w niej o stosunek młodych ludzi do lustracji.  Ankietę wypełniło 258 osób. Za samą lustracją opowiedziało się 45 procent ankietowanych, natomiast za ustawą lustracyjną już tylko 24 procent. Zwycięską opcją okazało się otwarcie archiwów IPN, poparło ją 36 procent studentów.
————
Serwis:Inicjatywa Małopolska im. Króla Władysława Łokietka
Andrzej Waśko
————-
GW, 15.03.2007
Prof. Ludwik Turko z Uniwersytetu Wrocławskiego uważa, że środowisko akademickie ma skłonność do samowybielania się. Łatwo rozgrzesza. Na początku lat 90. zaakceptowało dawnych funkcjonariuszy partyjnych, szkodzących uczelni. Nie było żadnego nacisku, żeby zmienili pracę. …
Dyrektor wrocławskiego oddziału IPN, prof. Włodzimierz Suleja, twierdzi, że średnio 20 procent kadry naukowej uwikłało się we współpracę ze służbami PRL-u. A w jednym z instytutów tajnymi informatorami było 40 procent kadry.
(Prof.Luty) Przytłaczająca liczba, ale nie przywiązywałbym dużej wagi do tych danych. Po pierwsze, mogą być różne rodzaje współpracy. Nie każda musi być powodem do odejścia. Poza tym minęło już trochę lat i część z tych osób z pewnością na uczelniach już nie pracuje. Z powodu wieku lub wyrzutów sumienia.
—————–
Rzeczpospolita 02.06.07
Jednym ze zjawisk ważnych w zrozumieniu mechanizmu kontroli operacyjnej nad środowiskiem akademickim były tzw. etaty N, tj. niejawne. W zachowanych dokumentach istnieją ślady świadczące, iż SB usiłowała utrzymywać na uczelniach kadrowych funkcjonariuszy na etatach niejawnych. Oficjalnie występowali jako pracownicy administracji lub naukowcy, podczas gdy w rzeczywistości byli oficerami SB kontrolującymi uczelnie lub prowadzącymi sieć agentury. Występowali wówczas oczywiście pod nazwiskami operacyjnymi.

 Na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1985 r. w środowisku naukowym znajdowało się 43 OZI, wśród studentów – 27, w administracji zaś – 12 OZI. A zatem w 1985 r. sieć czynnej agentury Wydziału III-1 krakowskiej SB obejmowała na UJ 82 osoby.

Według tej samej statystyki na Akademii Górniczo-Hutniczej ulokowano w środowisku naukowym 47 OZI, a wśród młodzieży – 31 OZI.

W pozostałych krakowskich szkołach wyższych ulokowano nieraz znacznie mniej konfidentów.

W zestawieniu z liczbą pracowników naukowych, a przede wszystkim studentów (w połowie lat 80. było ich w Krakowie ponad 37 tys.), sieć OZI nie była relatywnie duża. Nie można jej jednak z tego powodu bagatelizować. Tym ważniejsze więc dla zrozumienia mechanizmów kontroli nad środowiskami naukowymi i akademickimi będzie zbadanie rozmieszczenia tej agentury i metod jej oddziaływania. Już wstępne ustalenia wskazują jednak, że nie było to zjawisko ograniczone do niektórych tylko uczelni i bez znaczenia – jak niektórzy dziś uważają – dla dziejów i jakości polskich uniwersytetów. Skłania to nie tylko do prób poznania tych zjawisk na drodze naukowych badań, ale uzasadnia także prawo do wiedzy o przeszłości i postulat ujawnienia jej za pośrednictwem takiego lub innego kształtu ustawy lustracyjnej.

Henryk Głębocki

Lustracyjne teksty autora – archiwum

Teksty  prasowe

Lustracja środowiska akademickiego ? – Opcja na prawo, marzec 2005 

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)-OBYWATEL nr.2 (22)2005

Finanse i prawda –DZIENNIK POLSKI 19.03.2004

Stan wojenny przede wszystkim- RZECZPOSPOLITA, 16 stycznia 2004 

 

Teksty  tylko internetowe

Oświadczenie – władze UJ same nie wiedzą co czynią wrzesień 4, 2008 – NFA-Patologie

Dostęp do teczek akademickich, na przykładzie UJ, za panowania rektora Karola Musioła- schyłek pierwszej kadencji  wrzesień 1, 2008 – NFA-Patologie

Niewyjaśniona (?) zagadka – dlaczego dr Reszczyński może pracować na UJ, a dr Wieczorek -nie ? – NFA-Patologie

U(J)bekistan trzyma się mocno – NFA-Patologie

Dostęp do teczek akademickich, na przykładzie UJ, za panowania rektora Karola Musioła- pierwsza kadencja

– NFA-Patologie

Jak Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego kieruje się zasadą PLUS RATIO QUAM VIS –– NFA-Patologie

Dostęp do teczek akademickich, na przykładzie UJ, za panowania rektora Franciszka Ziejki – – NFA-Patologie

List otwarty do Andrzeja Wajdy –NFA – 2008-05-25

Rapsodia pierwszomajowa na nutę lustracyjną

NFA – 2007-05-01

Dialogi na cztery nogi, czyli o nietakcie Pani Rektor UW 

NFA – 2007-04-21

Nie zaprzeczę sobie samemu NFA – 2007-04-14

List do Prof. Henryka Samsonowicza NFA – 2007-04-11

List do prof. Karola Modzelewskiego w sprawach lustracyjnych NFA _ 2007-04-09

List do Dziekana Wydziału Filozofii UJ (w sprawie lustracji i przyzwoitości) –NFA – 2007-03-28

Do Senatu UW-NFA – 2007-03-22

List do profesora Piotra Franaszka w sprawie inwigilacji UJ NFA – 2007-02-28

Czy naprawdę Alma Mater nie wydaje wyroków ? NFA – 2007-01-04

APEL O OSTATECZNĄ LIKWIDACJĘ STANU WOJENNEGO NA UJ  (w XXV rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce) NFA – 2006-12-13

Jak nawiązać dialog z UJ ? List do rektora UJ ( dialog, pamięć, sumienie)- NFA – 2006-01-21

List do senatora Piotra Andrzejewskiego w sprawie dekomunizacji-NFA – 2006-09-12

Agenci na UJ , czyli dramat mediów i autorytetów-NFA – 2005-12-09

Powracająca fala zakłamywania historii –NFA – 2005-11-26

Wstydliwe sprawozdania – rozrachunki z przeszłością akademicką –NFA – 2005-07-18

Tajne teczki UJ, czyli o wyższości ‚prawa’ stanu wojennego nad Konstytucją III RP –NFA – 2004-12-13

Historia w tajnych teczkach zabezpieczona –2004-12-12 NFA

POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU- PCN2004

Solidarność UJ a CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI- PCN – 2004

CO SŁYCHAĆ POD DYWANEM ?-PGN 2003

Lustracja olsztyńskiego ośrodka akademickiego

Z pocztu olsztyńskich rektorów – współpracowników SB

Biuletyn IPN nr.8-9, 2008

TW „Prezes” – Andrzej Hopfer (Rektor ATR 1981-1984, 1990-1996)

TW „Czerski” – Stefan Smoczyński (ostatni rektor ART 1996-1999)

TW „Zn” – Stanisław Szteyn (rektor WSP 1981-1983, 1990-1993)

TW „Paweł” – Władysław Kordan ( prorektor elekt UWM 2008)

“Ci spośród rektorów olsztyńskich uczelni, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa PRL przez całe dziesięciolecia dostarczali SB licznych informacji na tematy, które w zasadniczy sposób tę służbę interesowały. Dzięki nim SB miała pełen ogląd sytuacji panującej w środowisku akademickim miasta nad Łyną. TW-rektorzy byli odpowiedzialni za rozpoznawanie nastrojów panujących wśród wykładowców oraz studentów ART i WSP. (Niektórzy potrafili jeszcze jako studenci donosić na swoich kolegów – na przykład członków Olsztyńskiego Duszpasterstwa Akademickiego). To oni mieli ujawniać w pierwszej kolejności osoby negatywnie nastawione do peerelu. ani mieli informować o wrogich wystąpieniach na olsztyńskich uczelniach. Wszyscy wykazywali przy tym – co podkreślali sami funkcjonariusze SB- “pryncypialnie lojalną postawę ” względem władz, bądź byli w stosunku do nich “lojalnie ustosunkowani…”, za pieniądze, ułatwienia w wyjazdach zagranicznych. Podróżując bez przeszkód do światowych ośrodków naukowych, podejmowali też współpracę z komunistycznym wywiadem gospodarczym. Spotykając Polaków za granicą, nie mieli oporów, by po powrocie do kraju informować Departament I o działaniach i nastrojach panujących wśród angielskiej czy szwedzkiej emigracji

—————

Prorektor z teczką

Rzeczpospolita, 27-05-2008

W toku prac nad ogólnopolskim projektem badawczym, a także na podstawie wypisów ewidencyjnych i zachowanych donosów stwierdzamy, że profesor Władysław Kordan, prorektor elekt Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, był w latach 1980 – 1986 tajnym współpracownikiem bezpieki o pseudonimie Paweł – mówi Paweł Warot, historyk IPN w Olsztynie. – Z treści przekazywanych przez Kordana doniesień wynika, że odpowiedzialny był przede wszystkim za dostarczanie informacji na temat działalności Jerzego Szmita, współtwórcy Niezależnego Zrzeszenia Studentów ART, rozpracowywanego przez aparat represji pod pseudonimem Kontrrewolucjonista.

————–

TW „Kamil” i doktorat dla kardynała

Gazeta Polska

ONET Kiosk ,04.03.2008

Jak wynika z publikacji IPN – długoletnim współpracownikiem SB był ks. prof. Cyprian Rogowski, członek Rady Naukowej Episkopatu i dziekan Wydziału Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Fakt kolaboracji ks. prof. Rogowskiego ze służbami bezpieczeństwa ujawnił 19 lutego lokalny miesięcznik „Debata”, założony i redagowany przez byłych działaczy antykomunistycznego podziemia. Paweł Warot – historyk z olsztyńskiego oddziału IPN – opisał w nim karierę TW „Kamila”, który podjął współpracę z aparatem bezpieczeństwa jako zwykły wikary (w 1982 r.), a skończył ją jako obiecujący naukowiec. Według materiałów cytowanych przez autora – „Kamil”, czyli ks. Rogowski, przez lata sumiennie informował SB o poczynaniach innych duchownych (w tym swojego biskupa oraz księży niemieckich), stanowiąc dla służb PRL niezwykle cenne źródło informacji.

Zaangażowanie to przybierało nieraz formy makabreski. W listopadzie 1984 r. – tuż po zabójstwie ks. Popiełuszki, gdy większość uwikłanych we współpracę księży zrywała kontakty z SB – olsztyński agent bez emocji opowiadał bezpiece o „dyskusjach, przewidywaniach i różnych przypuszczeniach wśród kleru” na temat morderstwa ks. Jerzego. Rok później ks. Rogowski miał mówić otwarcie, że „z utęsknieniem” czeka na śmierć biskupa Obłąka, który utrudnia mu wyjazd za granicę w celach naukowych….

————-

Dziekan teologii olsztyńskiego uniwersytetu zaprzecza, by był agentem SB

GW  2008-02-20

Olsztyński miesięcznik „Debata” oskarżył dziekana wydziału teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego o współpracę z SB. Ks. prof. Cyprian Rogowski nazywa publikację „sfabrykowaną” i zapowiada skierowanie pozwu przeciw jej autorowi.

———————

Debata 2,5,2008

SCRIPTA MANENT – ZAWSZE ZOSTAJE ŚLAD

Był rok 1982, czyli najgorszy okres stanu wojennego, kiedy komunistycznej  Służbie Bezpieczeństwa udało się zwerbować agenta – księdza, który przyjął pseudonim „Kamil”. Nie był to odosobniony przypadek pozyskania do współpracy przez peerelowskie służby specjalne duchownego. Jednakże „Kamil” był wyjątkowo ważnym i cennym źródłem informacji olsztyńskiej SB, a co najważniejsze, współpraca jego posiadała charakter perspektywiczny. W ciągu ośmiu lat swojej służby dostarczyć on miał licznych informacji dotyczących rozmaitych zagadnień, przede wszystkim dotyczących Kościoła na Warmii, a więc spraw olsztyńskiej Kurii i duchownych tej diecezji, ale także Polonii z Włoch i Niemiec. Dzięki odkrytemu niedawno, w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i Białymstoku, kompletowi dokumentów (teczka osobowa i dwie teczki pracy), z całą pewnością możemy stwierdzić, iż osobą, która przez lata skrywała się za pseudonimem „Kamil”, jest postać obecnego dziekana Wydziału Teologii i członka Senatu1 Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Cypriana Krzysztofa Rogowskiego.

————-

OSTATNI REKTOR – PIERWSZY TW

Debata  2, 2007

Delegatura IPN w Olsztynie od początku 2007 r. – w ramach projektu naukowego „SB wobec środowisk naukowych, twórczych i dziennikarzy” – prowadzi badania nad skalą i metodami inwigilacji olsztyńskiego środowiska naukowego przez komunistyczną bezpieką. Obecnie, po okresie kwerend archiwalnych trwają prace nad opracowywaniem publikacji i redakcją źródeł, które przedstawią kulisy pracy agenturalnej w środowisku akademickim i naukowym Wyższej Szkoły Rolniczej/Akademii Rolniczo-Technicznej, Studium Nauczycielskiego/Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” oraz Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego. Już teraz ustalone są nazwiska ludzi olsztyńskiej nauki, którzy przez lata kryli się za pseudonimami tajnych współpracowników SB: „101”, „Adam”, „Alek”, „Amator”, „Antek”, „Antoni”, „Arcus”, „Arek”, „Bogdan”,„Czerski”, „Dyzio”, „Edward”, „Ewa”, „Gienek”, „Grabel”, „Grzegorz”, „Henryk”, „Hermes”, „Iwan Groźny”, „Jan”, „Janusz”, „Jerzyk”, „Kamil”, „Kondor”, „Kora”, „Kuba”, „Maciek”, „Marek”, „Marlena”, „Mazur”, „Mirosławski”, „Oskar”, „Piernik”, „Prezes”, „Paweł”, „Pasko”, „Piotruś”, „Prokop”, „Ren”, „Sowa”, „Student”, „Tadeusz”, „Tancerka”, „Tom”, „Trojan”, „Ugo Hansen”, „Wiaczuś”, „Wiktor”, „Zakrzewski”, „Zenek”, „Zbyszek”, i innych, których nie sposób wymienić, gdyż zabrakłoby miejsca w „Debacie

W „Teczce personalnej” o sygnaturach IPN Bi 0088/2540, pod pseudonimem tajnego współpracownika SB „Czerski” o numerze ewidencyjnym 4518, odnajdujemy postać Stefana Smoczyńskiego (ur. 7 kwietnia 1941 r. w Brodnicy), ostatniego rektora Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie z lat 1996-1999. Został on, jak czytamy w „Ankiecie agenta”, zwerbowany 23 marca 1959 r. spostrzegawczą, umiejącą prowadzić rozmowy, potrafił zdobywać prawdziwe zaufanie otoczenia.

to dzięki pomocy SB, jak miał stwierdzić „osiągnął karierę życiową”

bezpieka przydzieliła mu w „Kierunkowym planie wykorzystania” z kwietniu 1969 r. następujące zadania: 1) Dalsze, bardzo wnikliwe rozpracowywanie środowiska naukowego Kortowa, dalsze poszerzanie znajomości towarzyskich i służbowych na WSR. 2) Ujawnianie osób posiadających negatywny stosunek do Polski Ludowej. 3) Zwracanie uwagi na zachowania i wypowiedzi osób, które ubiegają się o zgodę na wyjazd na Zachód. 4) Jako opiekun studentów: rozeznanie nastrojów, śledzenie wypowiedzi i działania swoich podopiecznych…

Wypowiadając na łamach „Gazety Olsztyńskiej” z 21 lutego 2007 r., twierdzenie, iż niejedna kariera naukowa w Olsztynie to niekoniecznie wynik jedynie pracowitości i wiedzy naukowca, nie miałem na myśli profesora Stefana Smoczyńskiego. Słowa te dotyczyły raczej dziesiątków innych osób, których działalność naukowa i dydaktyczna przez cztery dekady komunizmu, spowodowała istną selekcję negatywną olsztyńskich elit. Cdn…PAWEŁ PIOTR WAROT

IPN OLSZTYN

STYPENDYSTA” (UZUPEŁNIENIE DO ARTYKUŁU „OSTATNI REKTOR – PIERWSZY TW”)

Debata 3, 2007

Realizowany od początku 2007 r. przez olsztyńską Delegaturę IPN projekt badawczy „SB wobec środowisk naukowych” daje szansę poznania kulisów, a także skali i metod współpracy ludzi nauki z komunistyczną „bezpieką”. Kolejne publikacje przybliżają nas do poznania tej prawdy. Niestety, po artykule „Ostatni rektor – pierwszy TW”, dotyczącym współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa profesora Stefana Smoczyńskiego, pojawiło się sporo nieporozumień, a wręcz przekłamań….

Biorąc pod uwagę, iż współpraca TW „Czerskiego” z komunistyczną „bezpieką” trwała od 1958 do 1986 r., rodzi się pytanie, cóż to za „pomoc pieniężna – stypendium”, które otrzymuje się blisko trzydzieści lat?  Pierwsze takie „stypendium” otrzymał Smoczyński już w 1959 r., jeszcze jako kontakt poufny, było to 200 zł. Do końca roku, będąc już zarejestrowanym agentem komunistycznych organów bezpieczeństwa TW „Czerski” pobrał w sumie 850 zł2. Spotkania odbywały się przeważnie dwa razy w miesiącu. Jak wynika z „Arkusza pracy” agenta na rok 1959, jedenaście doniesień uznano za wartościowe, a tylko jedno za nie nadające się do wykorzystania3. Przeważnie każdego miesiąca, prócz okresu letniego, kiedy TW miał urlop, „Czerski” był wynagradzany, sumami od 100 do 350 zł. Z czasem częstotliwość kwoty gratyfikacji pieniężnych wypłacanych agentowi rosły. Przykładowo, jak wynika z „Wykazu wynagrodzeń” za lata sześćdziesiąte, „stypendium” wręczono Smoczyńskiemu siedemnaście razy, na łączną kwotę 6.000 zł. Średnio za jedno spotkanie z oficerem SB inkasował około 400 złotych4. Pamiętajmy, że w 1963 r. Smoczyńskiukończył Wydział MleczarskiWyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie i nie był już studentem. W dalszym ciągu  był jednak „stypendystą” olsztyńskiej Służby Bezpieczeństwa.

———–

Przedostatni rektor – nie ostatni TW

Debata, 4,2008

W zamieszczonym w 2000 r., na łamach pisma „5 plus X”, Poczcie Rektorów WSR–ART odnajdujemy na stronie 10 postać prof. dra hab. Andrzeja Hopfera, wybitnego specjalisty z zakresu geodezji, gospodarki przestrzennej oraz wyceny nieruchomości. Jednakże, w świetle świeżo odtajnionych dokumentów peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa, dotyczących inwigilacji przez olsztyńską SB środowiska naukowego, wynika że Andrzej Hopfer posiada również inną, mniej chlubną, ale równie ciekawą przeszłość. Ten niewątpliwie ciemny rozdział z życia trzykrotnego rektora Akademii Rolniczo-Technicznej (po raz pierwszy pełnił tę funkcję w latach 1981-84, po raz drugi i trzeci już w wolnej Polsce 1990-96)3, dotyczy jego współpracy z komunistycznym aparatem represji. Jak wynika z akt odnalezionych w Oddziałowym Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku, ten sam Hopfer, który wniósł wybitny wkład w organizację i rozwój Wydziału Geodezji i Urządzeń Rolnych oraz samej ART – co równie podkreślała SB4 – w latach 1973-1985 był świadomym tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Prezes” i numerze rejestracyjnym 60075…

To w Komitetach Wojewódzkich i Komitecie Centralnym podejmowane były decyzje: kogo, co i jak SB ma „zabezpieczać”. Bezpieka była tylko aparatem – aparatem represji w rękach partyjnych dygnitarzy. Dziś ci dawni komunistyczni kacykowie: sekretarze, lektorzy, cenzorzy, o niechlubnym fakcie swojego członkostwa w partii mówią: „takie były czasy”. Jednak przecież to oni – w odróżnieniu od tajnych współpracowników bezpieki – współpracowali jawnie,przyczyniając się do zniewalania Polski oraz przez czterdzieści pięć lat zatruwając społeczną i historyczną świadomość narodu.,,,

SB przewidywało stopniową realizację pozyskania TW. Początkowo do wykorzystania zadań w stosunku do instytucji „British Council”. Następnie miał zapewniać dopływu informacji o wyjazdach za granicę naukowców ART i przyjazdach cudzoziemców na teren uczelni

Jak zauważono w „Charakterystyce agenta”: „W okresie współpracy TW był awansowany kilkakrotnie w swym zakładzie pracy, pełniąc wysokie i odpowiedzialne stanowiska”. Był w tym czasie m. in.: prodziekanem i dziekanem Wydziału Geodezji i Urządzeń Rolnych, a wreszcie i kilkukrotnym rektorem ART. Nie ograniczał się przy tym wyłącznie do pracy zawodowej. Jak wyrazili się na temat jego służby agenturalnej funkcjonariusze olsztyńskiej SB: „przekazywane przez niego informacje były przydatne i w znacznym stopniu pogłębiały posiadane przez nas [SB] rozpoznanie”. Teraz więc nie budzi też zdziwienia fakt, że jak wynika z innej charakterystyki profesora Hopfera, odnalezionej w drugim tomie dokumentów Sprawy Obiektowej „Uczelnia R”, iż po wprowadzeniu stanu wojennego, będąc członkiem Rady Krajowej PRON, wykazywał względem władz „pryncypialnie lojalną postawę”.

PAWEŁ PIOTR WAROT

————

Pracownik naukowy za marchew, buraki i brukiew

Debata, 12,2008

Jak wynika z oficjalnych danych, od 1980 do 1986 r. opuściło Polskę  740 tys. osób, w tym 1,5 tys. pracowników naukowych; 3/4 tej grupy nie przekroczyło 35 roku życia

Informacji na temat kryzysu gospodarczego i związanych z tym konsekwencji w życiu społecznym dostarczają badaczom również dokumenty policji politycznej PRL. Przykładem niech będą jednostki, prowadzonej przez Służbę Bezpieczeństwa sprawy obiektowego sprawdzenia „Uczelnia R”, w ramach której rozpracowywano środowisko naukowe Olsztyna. Są również inne materiały, które odnajdujemy w przepastnych archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, które mogą posłużyć do studiów nad życiem społeczno-gospodarczymPolski Ludowej. Przykładem niech będą akta kontrolne pewnego śledztwa, prowadzonego przez SB w latach „schyłkowego Jaruzelskiego”(1988-89), dotyczącego przyjmowania korzyści majątkowych przez pracowników Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie. W dokumentach tych z jednej strony odnajdujemy obraz państwa permanentnych niedoborów podstawowych artykułów spożywczych, a z drugiej wyjątkowy – inny niż byśmy oczekiwali motyw wyjazdu, a raczej ucieczki za granicę pewnego młodego asystenta WSP. Właśnie na dokumentach tej sprawy chciałbym się skupić w niniejszej publikacji. 6 grudnia 1988 r. do Wydziału Inspekcji Biura Śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie wpłynął szyfrogram, w którym kpt. Edward Gaus informował o wszczęciu przez  Prokuraturę Wojewódzką i Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Olsztynie śledztwa w sprawie przyjmowania na przestrzeni lat 1979-85 różnorodnych korzyści majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznych na WSP w Olsztynie6. Podstawę wszczęcia śledztwa stanowiły materiały postępowania dyscyplinarnego Uczelni, z których wynikało, że jeden z byłych pracowników pedagogicznych tej szkoły pomówił swego bezpośredniego zwierzchnika – dziekana Wydziału Pedagogicznego WSP doc. dra Andrzeja Rutkowskiego  o pobieranie nienależnych świadczeń, z których miał czerpać korzyści materialne. Śledztwo miało być prowadzone w celu dokładnego zbadania i wyjaśnienia faktycznych okoliczności dotyczących zarzutów wysuwanych przez byłego pracownika WSP Mirosława Włóczyńskiego, który w 1986 r. został dyscyplinarnie zwolniony z pracy na uczelni. Droga zawodowa Włóczyńskiego na WSP jest przykładem, w jaki sposób i komu w komunistycznym państwie umożliwiano rozwój zawodowy, szczególnie w sferze – określanej przez marksistów mianem „nadbudowy” – mowa o nauce…

PAWEŁ PIOTR WAROT

Lustracja wrocławskiego ośrodka akademickiego

Politechnika zajmie się TW „Hołyńskim”

GW 12.09. 2007

Komisja etyki Politechniki Wrocławskiej zbada sprawę prof. Stanisława Januszewskiego. W wydawnictwie wrocławskiego IPN napisano, że był on tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Aleksander Hołyński”

W książce „Sprawa operacyjnego rozpracowania Kaskadera” historycy z Instytutu Pamięci Narodowej opublikowali fotokopie raportów podpisanych własnoręcznie przez „Hołyńskiego”. Ujawnili, że to prof. Stanisław Januszewski, dzisiaj wykładowca Politechniki Wrocławskiej. Donosy dotyczą głównie wrocławskich działaczy Studenckiego Komitetu Solidarności, w tym Krzysztofa Grzelczyka, obecnego wojewody dolnośląskiego.

—————–

Grzegorz Braun powtarza: prof. Jan Miodek był agentem SB

Profesor Miodek w piekle lustracji

GW

Nie ma dowodów współpracy profesora Miodka z SB

GW 21.05.2007

Komisja historyczna Uniwersytetu Wrocławskiego zbadała w IPN dokumenty dotyczące prof. Jana Miodka. – Nie ma podstaw do stawiania mu zarzutów współpracy z SB – mówi rektor Leszek Pacholski.

————

Uniwersytet Wrocławski przeciw lustracji

GW 2007-03-28

Demokracja jest zagrożona, prawo traktowane instrumentalnie, a lustracja godzi w autonomię uczelni – protestował tydzień temu Uniwersytet Warszawski. W środę do buntu przyłączył się Uniwersytet Wrocławski. 

Jego najwyższa władza, czyli Senat – rektorzy, dziekani wydziałów, przedstawiciele naukowców i studentów – uznał, że należy poprzeć warszawską „Uchwałę w sprawie zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego”. Zwraca ona m.in. uwagę na takie niepokojące zjawiska, jak zawłaszczanie instytucji publicznych przez partie polityczne, obniżanie się poziomu legislacji, podważanie autorytetów sądów, ataki na Trybunał Konstytucyjny. Wśród wrocławskich senatorów 26 było „za”, 14 – „przeciw”, 4 wstrzymało się od głosu.

Wniosek zgłosił jako dziekan Wydziału Prawa prof. Marek Bojarski. Rada jego wydziału już kilka dni wcześniej poparła protest warszawskich kolegów.

Prof. Bojarski, zdenerwowany temperaturą dyskusji i osobistymi wycieczkami pod swoim adresem, postanowił wycofać wniosek. Ale pałeczkę natychmiast podjęła prof. Anna Dąbrowska z Wydziału Filologicznego. To filolodzy jako pierwsi (choć nie jednogłośnie) sprzeciwili ustawie lustracyjnej. Napisali, że ustawa prowadzi do napięć, wywołuje obawy o przestrzeganie podstawowych zasad sprawiedliwości, w tym domniemania niewinności. Zaapelowali też do rektora i Senatu swojej uczelni, aby doprowadzili do takiej zmiany ustawy, która umożliwi przeprowadzenie lustracji „bez naruszania fundamentalnych norm moralnych oraz godności poddawanych jej osób”. Za nimi poszli biolodzy i prawnicy.

————

Studenci o lustracji

Kwestia rozliczeń wciąż dzieli naukowców. A co myślą o tym sami studenci?

Czy fakt, że Twój wykładowca mógł donosić jest dla Ciebie istotny?* 

Martyna Wilk, politologia, UWr: Nie ma to dla mnie znaczenia. W przeciwieństwie do niektórych osób, których sposobu rozumowania nie jestem w stanie pojąć, mam świadomość, że PRL był systemem autorytarnym. Ludzie, którzy donosili, czy też współpracowali z władzą mogli robić to z bardzo wielu powodów – zarówno przymusowo jak i dobrowolnie. Uważam więc, że lustracja absolutnie niczemu pozytywnemu i konstruktywnemu  nie służy.

Marek, socjologia, UO: Nie, jest to jedynie powód do dowcipasów i nic więcej.

Pink, politologia i prawo, UWr: Rozpoczynając jakąkolwiek rozmowę na temat lustracji przede wszystkim należy sobie uświadomić jeden fakt: wtedy to  zupełnie inne zasady rządziły życiem publicznym i osobistym. Łatwo jest nam oceniać z perspektywy czasu to wszystko, skoro nigdy nie poznamy atmosfery tamtych lat, reguł rządzących tamtym życiem. Nie staje ani po jednej stronie mówiąc zdecydowane NIE dla lustracji (mówiąc, że są oni usprawiedliwieni, bo robili to w trosce o własne życie, rodzinę, karierę, np. naukową), ale też nie mówię też zdecydowanego TAK. Każdy przypadek jest inny, każda sytuacja dyktowana zupełnie innymi okolicznościami. Wydaje mi się, że ważna jest tutaj odpowiedź na pytanie: Dlaczego ta osoba to robiła? Czy były naciski, groźby, zastraszenia rodziny, a może najzwyczajniej w świecie chciała się rozwijać pod względem naukowym? Nie zapominajmy, że byli to ludzie często podobni do nas, mający swoje plany, ambicje, którzy również chcieli osiągnąć coś w życiu. 

Basia Znak, historia, UWr: Dla mnie ważna jest postawa moralna, jaką reprezentowali moi wykładowcy. Istotne są również pobudki, które nimi kierowały. Natomiast najważniejsza jakość ich nauczania. Jeżeli dawny współpracownik jest dobrym wykładowcą, to nie obchodzi mnie Jego przeszłość.

Łukasz Kubas, politologia UO: Tak, ale  wszystko zależy od tego, jaka to była współpraca. Trzeba pamiętać, że były to czasy gdzie wszystkie chwyty były dozwolone. Ważne jest dla mnie, kto mnie uczy (a studiuje politologię), jeśli taka osoba donosiła a teraz mówi mi o wolności i uczciwości.

Lustracja warszawskiego ośrodka akademickiego

Uchwała Senatu Uniwersytetu Warszawskiego z dn. 21 marca 2007 r.
w sprawie tzw. ustawy lustracyjnej

Stanowisko wobec uchwał Senatu UW

Senat Uniwersytetu Warszawskiego przyjął 21 marca dwie uchwały: w sprawie zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego (nr 181) oraz w sprawie tzw. ustawy lustracyjnej (nr 182).Senat wezwał całe środowisko akademickie do poparcia swego stanowiska. Część tego środowiska nie podziela jednak wyrażonych tam opinii, uważając ponadto, że uchwały Senatu wikłają Uniwersytet Warszawski w spór o charakterze politycznym. Wyrazem tych poglądów jest poniższy list skierowany na ręce Jej Magnificencji Rektor UW, prof. dr hab. Katarzyny Chałasińskiej-Macukow jako Przewodniczącej Senatu…

—————-

polskiejutro.com

Numer 262 [14.5.2007]

Michał Pluta

CIMOSZEWICZ, WYŻSZE UCZELNIE I LUSTRACJA

Na temat kadry Wydziału Pedagogicznego Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku (obecnie Akademia Humanistyczna) pisała w maju 2006 r. „Gazeta Polska” (nr 20, 17 V 2006)..„Na niespełna dwudziestoosobowej liście etatowych pracowników wydziału pedagogiki WSH znajduje się pięciu oficerów politycznych, absolwentów Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego”.

Były oficer polityczny, dr hab. płk Ryszard Bera „w 1991 r. wspólnie z Aleksandrem Kwaśniewskim zakładał Socjaldemokrację RP.

Część z nich, jak podawała „Gazeta Polska” związana jest ze służbami specjalnymi…„Zajęcia z prawa karnego i rodzinnego prowadzi zastępca komendanta Komendy Powiatowej Policji w Pułtusku mgr pedagogiki Krzysztof Chodyna. Wykłady z socjologii wychowania prowadzą osoby, które z tej dziedziny nie mają ani jednej publikacji…”

dziekanem Wydziału Pedagogicznego jest Kalina Bartnicka, wdowa po założycielu i byłym rektorze WSH Andrzeju Bartnickim, w przeszłości zastępcy kierownika Wydziału Nauki KC PZPR.

Cimoszewicz jest zatrudniony na Wydziale Nauk Politycznych,„Nawet perspektywa represji w postaci pozbawienia pracy nie może mnie zmusić do zachowania podważającego wartości tego, co przedstawiam młodym ludziom jako wzór do naśladowania” – napisał Cimoszewicz w liście do rektorów zatrudniających go uczelni. Z tego zdania wynika, że doktor prawa uczy nieprzestrzegania prawa. Dalej o lustracji pisze: „W przypadku środowiska naukowego jest to także niedopuszczalna ingerencja w swobodę prowadzenia badań naukowych”.

———

Opcja na prawo 1/49 styczeń 2006 

Agenci na uczelniach

Piotr Bączek 

Nieżyjąca już prof. Maria Turlejska współpracowała z UB od 1950 r., zwerbował ją słynny płk Józef Światło. Turlejska miała pseudonim Ksenia, informowała bezpiekę o pracownikach UW oraz Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR, napisała ponad 100 meldunków

W styczniu 1965 r. Departament I MSW pozyskał J. Holzera na zasadzie dobrowolności na TW. Był on wykorzystany pod kątem rozpracowania wrogich nam ośrodków ostforschung [tj. sowietologicznych]. Przekazał pewną ilość materiałów charakteru operacyjnego, nie w pełni jednak wykorzystał posiadane możliwości. Nie przejawiał własnej inicjatywy i ograniczał się do przekazywania spraw raczej powierzchownie. Po powrocie z NRF utrzymywany był z nim luźny kontakt, sprowadzający się do omawiania spraw dotyczących jego korespondencji z osobami poznanymi w NRF.

———–

Stanowisko Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Politechnice Warszawskiej z dnia 17 kwietnia 2007 r. w sprawie lustracji nauczycieli akademickich

….Komisja Zakładowa uważa za fałszywe twierdzenia przeciwników składania oświadczeń lustracyjnych na Uczelniach o tym, że lustracja łamie sumienia pracowników i narusza ich godność osobistą, że łamie zasadę autonomii uczelni wyższej, wolności nauczania i wolności badań naukowych. Powoływanie się na wymienione wyżej wartości jest nadużyciem: nie łamała sumień wielu protestujących profesorów i nie naruszała ich godności przynależność do PZPR, składanie samokrytyk na zebraniach POP, czy podpisywanie dla SB „lojalek” np. dla otrzymania paszportu. Powyższą argumentację przeciw składaniu oświadczeń lustracyjnych postrzegamy jako przejaw walki o prawo do kłamstwa. W konflikt z własnym sumieniem popada ten, kto chce ukryć prawdę, a jego obawy wynikają z niewiedzy, jakie dokumenty zachowały się w IPN.

Zdziwienie nasze budzi podważanie przez przeciwników lustracji związku kwalifikacji moralnych z pracą wykonywaną przez nauczycieli akademickich – a więc z rzetelnością dociekania, przekazywania i upowszechniania prawdy, czy z rzetelnością relacjonowania badań naukowych….Społeczności akademickiej naszej Uczelni przypominamy, że w Statucie Politechniki Warszawskiej w § 136 zapisano kto jest godzien być nauczycielem akademickim: „osoby spełniające kryteria określone w ustawie, wykazujące predyspozycje do pracy z młodzieżą oraz uzdolnienia do pracy dydaktycznej i naukowej, reprezentujące wysoki poziom etyczny”.

Przypominamy także słowa naszego Wielkiego Profesora Janusza Groszkowskiego wypowiedziane w roku 1980 na Zgromadzeniu Ogólnym PAN: „najpilniejszym zadaniem jest pozbycie się – ze środowiska naukowego – osób nieuczciwych…”. Profesor postulował też powołanie „Sądu Dyscyplinarnego Uczonych” „i powierzenie mu przeprowadzenia weryfikacji pod względem etycznym i zawodowym tej części kadr naukowych, która dopuszczała się nadużyć…”. Do dziś, niestety, pracują w szkołach wyższych ludzie, o których mówił Profesor….

Lustracja toruńskiego ośrodka akademickiego

To była cena sukcesu?

Nowości, 18 Września 2008

Prof. Aleksander Wolszczan to nie pierwszy ujawniony tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa w toruńskim środowisku akademickim. Wcześniej byli to, między innymi, profesorowie Jerzy Śliwiński, Błażej Wierzbowski i Janusz Kryszak.

Lange”, „Dux”, „Kosmos” i inni

Nowości, 26 Września 2008

W toruńskim Centrum Astronomii wrze. Z akt dotyczących agenturalnej przeszłości prof. Aleksandra Wolszczana wynika, że w środowisku toruńskich astronomów działało jeszcze pięciu innych tajnych współpracowników SB.

TW „Dux”, TW „Orion”, TW „Kosmos” (lub „Cosmos”), TW „Omega”, TW „Profesor”. Te pięć pseudonimów z mniejszą lub większą regularnością przewija się w aktach dotyczących profesora Wolszczana, które znajdują się w bydgoskiej delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej. W liczącej ponad 300 stron dokumentacji figuruje dodatkowo kilka tak zwanych kontaktów operacyjnych (forma współpracy z SB różniąca się od TW tylko drobnymi niuansami, m.in., brakiem wymogu złożenia pisemnego zobowiązania. Jako KO działali często członkowie PZPR, których oficjalnie można było werbować jedynie za zgodą władz wojewódzkich partii).

———

Profesor jako zwierzę łowne

GW 2007-03-20,

Prof. Polak ujawnia TW „Andrzeja”

Burzliwą historię spontanicznej lustracji naukowców Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zacząć można od czerwca 2006, kiedy to były działacz podziemnej „S” obdzwonił najważniejszych znajomych w mieście, by powiedzieć, co wyczytał w archiwach IPN. A wyczytał, że znany badacz literatury emigracyjnej prof. Janusz Kryszak z polonistyki to płatny agent o pseudonimie „Krzysztof”. 22 lata na usługach SB.

Można też zacząć od marca 2005 – apelu Senatu do „byłych świadomych współpracowników służb specjalnych PRL”, żeby nie kandydowali w wyborach do władz uczelni…Prof. Polak: – Wolak był agentem poważnym, „zadaniowanym”. Kazano mu na przykład rozpracowywać duszpasterstwo akademickie. Zachował się jego trzystronicowy raport o spotkaniu z Tadeuszem Mazowieckim. Agent chodził na spotkania i meldował: kto jest aktywny, co mówi. „Zadaniowano” go potem na rozpracowanie co ostrzejszych dyskutantów, na przykład Andrzeja Zybertowicza, wtedy młodego asystenta UMK.
Gdy „Głos Uczelni” z tekstem historyka o psychologu krąży podawany z rąk do rąk, dr Wolak nie pracuje już w przychodni. Wykłada w Instytucie Psychologii UMK, ma też prywatną firmę szkolącą w dziedzinie zarządzania personelem,,

Rektor powołuje komisję etyczną

Senat wydaje – podjętą jednogłośnie w jawnym głosowaniu – uchwałę-apel „do byłych świadomych współpracowników służb specjalnych PRL”: nie kandydujcie w najbliższych wyborach do władz uniwersytetu.

Andrzej Zybertowicz, dziś już profesor socjologii, gorący zwolennik lustracji i autor licznych publikacji obnażających mizerię III RP, mówi „Gazecie Wyborczej”: – To apel do tych pracowników uniwersytetu, których związki z tajnymi służbami PRL nie są jeszcze publicznie wiadome. A będą. Wedle mej oceny jest obecnie na UMK co najmniej kilkadziesiąt takich osób. 

Sławomir Cenckiewicz ujawnia TW „Henryka”

Prof. Błażej Wierzbowski to już nie psycholog z przyuczelnianej przychodni – to uznany prawnik z bogatym dorobkiem naukowym, były kandydat PSL do Senatu RP, członek Trybunału Konstytucyjnego. W październiku 1998 składa – jako sędzia TK – zdanie odrębne w proteście przeciw uznaniu pierwszej ustawy lustracyjnej za zgodną z konstytucją. Zaraz po tym rezygnuje z sędziowania.

Na ślad jego agenturalnej działalności wpada Sławomir Cenckiewicz z IPN. Cenckiewicz bada inwigilację pierwszego zjazdu „Solidarności” w 1981 roku. Znajduje w esbeckich papierach z hali Olivii informacje o agencie „Henryku” – delegacie z Torunia, który zdawał swym mocodawcom relacje zawierające charakterystyki solidarnościowych grup, towarzystw i koterii zwalczających się na zjeździe.

W 2005 roku o sędzim-profesorze-agencie pisze tygodnik „Głos” Antoniego Macierewicza, wspomina o nim „Wprost”. Portal Abcnet poświęca mu cały rozdział w publikacji „Ludzie ubekistanu”. Wierzbowski staje się też pierwszą osobą, którą „obejmuje” komisja lustracyjna prof. Salmonowicza. 

TW „Henryk” przyznaje się i odchodzi, TW „Andrzej” przyznaje się i zostaje

Marzec 2005. Prof. Wierzbowski zostaje – na wniosek komisji etycznej – wezwany do rektora.

– Rektor spytał go o współpracę z SB, a on się nie wyparł. Powiedział, że to było dawno i szczegółów już nie pamięta – prof. Polak uśmiecha się pod wąsem. – Zgodnie z radą komisji rektor zaproponował natychmiastową rezygnację z prowadzenia wykładów, a potem wcześniejsze przejście na emeryturę. Wierzbowski się zgodził.

– Sprawy psychologa nie dało się już załatwić tak elegancko…

Stanisław Śmigiel obnaża prof. Kryszaka

– To był szok – mówi profesor Małłek.

Prof. Polak: – Historia naprawdę straszna. Z mego doświadczenia wynika, że 70 proc. agentów zarejestrowanych przez służby PRL to byli ludzie mało szkodliwi. Prowadzili swoje gierki, taki moralny półcień. Ich donosy to czasami śmieci. 30 proc. to sprawy poważne i sprawa Kryszaka do takich właśnie należy.

Kryszaka ujawnia – po wizycie w IPN – działacz pierwszej, a potem podziemnej „S” Stanisław Śmigiel…

Prof. Janusz Kryszak, dyrektor Instytutu Literatury Polskiej UMK, znawca prozy emigracyjnej, działacz opozycji, poeta, bywalec toruńskich kawiarni i piwiarni. Adorowany przez kobiety, ulubieniec studentów, cięty humor, elokwencja, opanowanie. Dużo pali. Praktycznie od razu przyznaje się do winy: – Byłem agentem, i to bardzo sprawnym – oświadcza publicznie.

Dziennikarz „Nowości” zauważa: „Najdelikatniejszy w sprawie Kryszaka jest fakt, że to on uznawany był przez lata za najlepszego ucznia, wręcz syna, przez Artura Hutnikiewicza, profesora legendę, filar nauki polskiej. Dziś przy prywatnym biurku prof. Hutnikiewicza zasiada Kryszak, który (…) twierdzi, że nie pamięta, czy o poglądach profesora pisał w informacjach przekazywanych SB”.

Polak: – Pisał, ale zachowały się tylko dwie wzmianki bez większej wartości..

Prof. Salmonowicz ujawnia TW „Kazusa”

Przeszłość zmarłego w 1983 roku profesora Jerzego Śliwowskiego, współzałożyciela wydziału prawa UMK, którego imieniem nazwano audytorium w nowym budynku i którego portret zawisł tam na eksponowanym miejscu, ujawnił sam profesor Salmonowicz – po tym, gdy IPN pokazał mu, jako pokrzywdzonemu, własną teczkę.

Polak: – Śliwowski był legendą wydziału. Po wojnie bronił z urzędu zbrodniarzy hitlerowskich, może dlatego UB się nim zainteresowało?

Salmonowicz: – Ujawniłem go nie dlatego, że na mnie donosił, bo donosiło wielu, ale by uchronić od podejrzeń inną osobę, na temat której już plotkowano….

Portret prof. Śliwowskiego wisi na uniwersyteckiej ścianie do końca roku akademickiego 2005/2006. Latem znika. Fachowcy odkuwają z muru brązowe litery z nazwiskiem. Tymczasem wolę powrotu na uczelnię zgłasza urlopowany na rok prof. Kryszak.

Prof. Polak: – Udzielił wywiadu lokalnej telewizji, stojąc pod pomnikiem Kopernika. Pytany, czy chce znowu prowadzić zajęcia ze studentami, odparł, że nigdy formalnie nie rozstał się z uniwersytetem. To było dla wielu osób z uczelni dosyć szokujące.

Szok objawił się m.in. „Listem otwartym do Pana Profesora Janusza Kryszaka”, który w grudniu 2006 roku wystosował inny polonista, dr Krzysztof Obremski: „Odmawiam Panu Profesorowi moralnego prawa do wykonywania obowiązków nauczyciela. Sprawą intelektualisty jest widzieć fakty olśniewająco jasno, a jeśli są proste – prosto je nazywać”. …

Prof. Polak ujawnia niewinność o. Wołoszyna

Wiosna 2006, po Toruniu krąży wieść: w IPN odnaleziono teczkę słynnego jezuity. 77-letni dziś ksiądz Władysław Wołoszyn w latach 70. tworzył duszpasterstwo akademickie, w latach 80. intensywnie konspirował. Jest honorowym obywatelem miasta. Plotka mówi: to TW „Myśliciel”.

Prof. Polak czyta teczkę i ogłasza wynik lustracji w „Tygodniku Powszechnym”: Wołoszyn agentem nie był. SB założyła mu teczkę (i nadała pseudonim „Myśliciel”) bez jego wiedzy

———

Opcja na prawo 1/49 styczeń 2006 

Agenci na uczelniach

Piotr Bączek 

Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu okazało się, że współpracownikiem SB był prof. Błażej Wierzbowski. TW „Henryk” został oficjalnie zwerbowany w lipcu 1981 r., ale już 19 marca 1981 r. jako ekspert NSZZ RI „Solidarność” był obecny na sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, gdzie ZOMO pobiło zaproszonych tam związkowców. We wrześniu 1981 r. w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów „Solidarności” był delegatem z Torunia i dostarczył SB kilka informacji. W III RP był sędzią Trybunału Konstytucyjnego, gdzie w październiku 1998 r. wyraził odrębne zdanie, protestując przeciwko uznaniu ustawy lustracyjnej za zgodną z Konstytucją. Miał zostać ekspertem sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu. Władze uczelni uznały, że Wierzbowski ma zająć się wyłącznie pracą naukową, nie będzie miał zajęć ze studentami. Zobowiązano go też do przejścia na emeryturę w wieku 60 lat, czyli w przyszłym roku.

Prof. Stanisław Salmonowicz, który jest przewodniczącym działającego na UMK zespołu zajmującego się byłymi agentami SB, ujawnił dane innego agenta na UMK – Jerzego Śliwowskiego. Zrobił to, gdy podejrzenia padły na innych, niewinnych naukowców. Także dziekan wydziału prawa, prof. Zbigniew Witkowski, przyznał, że publiczne ujawnienie personaliów tajnego współpracownika o pseudonimie „Casus” było spowodowane właśnie krążącymi plotkami, jakoby agentem był któryś z innych wielkich naukowców.

———

Usunięcie rektorów UMK w sierpniu 1982 r.

————–

UMK wytyka wady lustracji

GW,2007-03-29

Senat przyjął uchwałę, w której w pełni poparł krytyczne wobec lustracji stanowisko Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich, bo „uczelnie mają szczególny obowiązek upominania się o zachowanie podstawowych praw obywatelskich w sytuacjach, gdy zachodzi podejrzenie ich naruszenia”. Naukowcy krytykują przewidziane w ustawie wyrzucenie z pracy za niezłożenie oświadczeń. Ich zdaniem sankcje są niewspółmierne do przewinienia, brakuje też prawa do postępowania sądowego.

„Niniejsza uchwała wynika z głębokiej troski Senatu UMK o zachowanie zasady autonomii uczelni wyższych, będącej podstawą ich funkcjonowania w demokratycznym państwie” – czytamy w dokumencie przyjętym niemal jednogłośnie.

– Podczas dyskusji nad uchwałą dziekani mówili, że lustracja budzi kontrowersje wśród wykładowców, a niektórzy naukowcy zapowiadają, iż nie złożą oświadczenia – mówi rzecznik UMK Marcin Czyżniewski. – Wskazywano, że ustawa jest ewidentnie sprzeczna z konstytucją, a o jej dalszych losach powinien zdecydować jak najszybciej Trybunał Konstytucyjny.

– Nie chce mi się wierzyć, żeby 18 lat po zmianie systemu za niezłożenie oświadczenia można było stracić pracę – wskazuje prof. Radzimiński. – Obowiązuje nas ustawa o szkolnictwie wyższym, a ustawa lustracyjna łamie autonomię uczelni, zasady zwalniania naukowców i przepisy kodeksu pracy.

– Czy władze UMK brały pod uwagę stanowisko rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który zapowiedział, że nie wyśle oświadczeń przed zapadnięciem wyroku TK? – pytamy.

– Myśleliśmy o tym i nie wykluczam, że tak postąpimy. Chociaż ma to sens tylko wówczas, gdy TK zakwestionuje całą ustawę – mówi prof. Radzimiński.

Na UMK oświadczenia musi złożyć 1295 osób. Toruńska uczelnia rozpoczęła autolustrację dwa lata temu. W lutym 2005 r. Senat UMK zaapelował do byłych świadomych współpracowników służb specjalnych PRL, żeby nie kandydowali w wyborach do władz uczelni, a rektor powołał zespół oceniający działalność wykładowców w PRL-u. Jego członkowie mieli doradzać władzom UMK, co zrobić z naukowcami, którym zostanie udowodniona współpraca z bezpieką i bronić niewinnie oskarżonych przed ostracyzmem. Dotychczas zespół zajmował się trzema sprawami: TW „Andrzeja”, czyli doktora Krzysztofa Wolaka, psychologa, który pracując w latach 1979-80 w przychodni akademickiej pisał do SB donosy na pacjentów, „Henryka” – prof. Błażeja Wierzbowskiego, prawnika i b. członka Trybunału Konstytucyjnego inwigilującego uczestników pierwszego zjazdu „Solidarności” w 1981 r. oraz „Krzysztofa” – prof. Janusza Kryszaka, dyrektora Instytutu Literatury Polskiej UMK, który przez ponad 20 lat współpracował ze SB za co wynagradzano go pieniędzmi i literaturą emigracyjną.