Lustracja toruńskiego ośrodka akademickiego

To była cena sukcesu?

Nowości, 18 Września 2008

Prof. Aleksander Wolszczan to nie pierwszy ujawniony tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa w toruńskim środowisku akademickim. Wcześniej byli to, między innymi, profesorowie Jerzy Śliwiński, Błażej Wierzbowski i Janusz Kryszak.

Lange”, „Dux”, „Kosmos” i inni

Nowości, 26 Września 2008

W toruńskim Centrum Astronomii wrze. Z akt dotyczących agenturalnej przeszłości prof. Aleksandra Wolszczana wynika, że w środowisku toruńskich astronomów działało jeszcze pięciu innych tajnych współpracowników SB.

TW „Dux”, TW „Orion”, TW „Kosmos” (lub „Cosmos”), TW „Omega”, TW „Profesor”. Te pięć pseudonimów z mniejszą lub większą regularnością przewija się w aktach dotyczących profesora Wolszczana, które znajdują się w bydgoskiej delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej. W liczącej ponad 300 stron dokumentacji figuruje dodatkowo kilka tak zwanych kontaktów operacyjnych (forma współpracy z SB różniąca się od TW tylko drobnymi niuansami, m.in., brakiem wymogu złożenia pisemnego zobowiązania. Jako KO działali często członkowie PZPR, których oficjalnie można było werbować jedynie za zgodą władz wojewódzkich partii).

———

Profesor jako zwierzę łowne

GW 2007-03-20,

Prof. Polak ujawnia TW „Andrzeja”

Burzliwą historię spontanicznej lustracji naukowców Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zacząć można od czerwca 2006, kiedy to były działacz podziemnej „S” obdzwonił najważniejszych znajomych w mieście, by powiedzieć, co wyczytał w archiwach IPN. A wyczytał, że znany badacz literatury emigracyjnej prof. Janusz Kryszak z polonistyki to płatny agent o pseudonimie „Krzysztof”. 22 lata na usługach SB.

Można też zacząć od marca 2005 – apelu Senatu do „byłych świadomych współpracowników służb specjalnych PRL”, żeby nie kandydowali w wyborach do władz uczelni…Prof. Polak: – Wolak był agentem poważnym, „zadaniowanym”. Kazano mu na przykład rozpracowywać duszpasterstwo akademickie. Zachował się jego trzystronicowy raport o spotkaniu z Tadeuszem Mazowieckim. Agent chodził na spotkania i meldował: kto jest aktywny, co mówi. „Zadaniowano” go potem na rozpracowanie co ostrzejszych dyskutantów, na przykład Andrzeja Zybertowicza, wtedy młodego asystenta UMK.
Gdy „Głos Uczelni” z tekstem historyka o psychologu krąży podawany z rąk do rąk, dr Wolak nie pracuje już w przychodni. Wykłada w Instytucie Psychologii UMK, ma też prywatną firmę szkolącą w dziedzinie zarządzania personelem,,

Rektor powołuje komisję etyczną

Senat wydaje – podjętą jednogłośnie w jawnym głosowaniu – uchwałę-apel „do byłych świadomych współpracowników służb specjalnych PRL”: nie kandydujcie w najbliższych wyborach do władz uniwersytetu.

Andrzej Zybertowicz, dziś już profesor socjologii, gorący zwolennik lustracji i autor licznych publikacji obnażających mizerię III RP, mówi „Gazecie Wyborczej”: – To apel do tych pracowników uniwersytetu, których związki z tajnymi służbami PRL nie są jeszcze publicznie wiadome. A będą. Wedle mej oceny jest obecnie na UMK co najmniej kilkadziesiąt takich osób. 

Sławomir Cenckiewicz ujawnia TW „Henryka”

Prof. Błażej Wierzbowski to już nie psycholog z przyuczelnianej przychodni – to uznany prawnik z bogatym dorobkiem naukowym, były kandydat PSL do Senatu RP, członek Trybunału Konstytucyjnego. W październiku 1998 składa – jako sędzia TK – zdanie odrębne w proteście przeciw uznaniu pierwszej ustawy lustracyjnej za zgodną z konstytucją. Zaraz po tym rezygnuje z sędziowania.

Na ślad jego agenturalnej działalności wpada Sławomir Cenckiewicz z IPN. Cenckiewicz bada inwigilację pierwszego zjazdu „Solidarności” w 1981 roku. Znajduje w esbeckich papierach z hali Olivii informacje o agencie „Henryku” – delegacie z Torunia, który zdawał swym mocodawcom relacje zawierające charakterystyki solidarnościowych grup, towarzystw i koterii zwalczających się na zjeździe.

W 2005 roku o sędzim-profesorze-agencie pisze tygodnik „Głos” Antoniego Macierewicza, wspomina o nim „Wprost”. Portal Abcnet poświęca mu cały rozdział w publikacji „Ludzie ubekistanu”. Wierzbowski staje się też pierwszą osobą, którą „obejmuje” komisja lustracyjna prof. Salmonowicza. 

TW „Henryk” przyznaje się i odchodzi, TW „Andrzej” przyznaje się i zostaje

Marzec 2005. Prof. Wierzbowski zostaje – na wniosek komisji etycznej – wezwany do rektora.

– Rektor spytał go o współpracę z SB, a on się nie wyparł. Powiedział, że to było dawno i szczegółów już nie pamięta – prof. Polak uśmiecha się pod wąsem. – Zgodnie z radą komisji rektor zaproponował natychmiastową rezygnację z prowadzenia wykładów, a potem wcześniejsze przejście na emeryturę. Wierzbowski się zgodził.

– Sprawy psychologa nie dało się już załatwić tak elegancko…

Stanisław Śmigiel obnaża prof. Kryszaka

– To był szok – mówi profesor Małłek.

Prof. Polak: – Historia naprawdę straszna. Z mego doświadczenia wynika, że 70 proc. agentów zarejestrowanych przez służby PRL to byli ludzie mało szkodliwi. Prowadzili swoje gierki, taki moralny półcień. Ich donosy to czasami śmieci. 30 proc. to sprawy poważne i sprawa Kryszaka do takich właśnie należy.

Kryszaka ujawnia – po wizycie w IPN – działacz pierwszej, a potem podziemnej „S” Stanisław Śmigiel…

Prof. Janusz Kryszak, dyrektor Instytutu Literatury Polskiej UMK, znawca prozy emigracyjnej, działacz opozycji, poeta, bywalec toruńskich kawiarni i piwiarni. Adorowany przez kobiety, ulubieniec studentów, cięty humor, elokwencja, opanowanie. Dużo pali. Praktycznie od razu przyznaje się do winy: – Byłem agentem, i to bardzo sprawnym – oświadcza publicznie.

Dziennikarz „Nowości” zauważa: „Najdelikatniejszy w sprawie Kryszaka jest fakt, że to on uznawany był przez lata za najlepszego ucznia, wręcz syna, przez Artura Hutnikiewicza, profesora legendę, filar nauki polskiej. Dziś przy prywatnym biurku prof. Hutnikiewicza zasiada Kryszak, który (…) twierdzi, że nie pamięta, czy o poglądach profesora pisał w informacjach przekazywanych SB”.

Polak: – Pisał, ale zachowały się tylko dwie wzmianki bez większej wartości..

Prof. Salmonowicz ujawnia TW „Kazusa”

Przeszłość zmarłego w 1983 roku profesora Jerzego Śliwowskiego, współzałożyciela wydziału prawa UMK, którego imieniem nazwano audytorium w nowym budynku i którego portret zawisł tam na eksponowanym miejscu, ujawnił sam profesor Salmonowicz – po tym, gdy IPN pokazał mu, jako pokrzywdzonemu, własną teczkę.

Polak: – Śliwowski był legendą wydziału. Po wojnie bronił z urzędu zbrodniarzy hitlerowskich, może dlatego UB się nim zainteresowało?

Salmonowicz: – Ujawniłem go nie dlatego, że na mnie donosił, bo donosiło wielu, ale by uchronić od podejrzeń inną osobę, na temat której już plotkowano….

Portret prof. Śliwowskiego wisi na uniwersyteckiej ścianie do końca roku akademickiego 2005/2006. Latem znika. Fachowcy odkuwają z muru brązowe litery z nazwiskiem. Tymczasem wolę powrotu na uczelnię zgłasza urlopowany na rok prof. Kryszak.

Prof. Polak: – Udzielił wywiadu lokalnej telewizji, stojąc pod pomnikiem Kopernika. Pytany, czy chce znowu prowadzić zajęcia ze studentami, odparł, że nigdy formalnie nie rozstał się z uniwersytetem. To było dla wielu osób z uczelni dosyć szokujące.

Szok objawił się m.in. „Listem otwartym do Pana Profesora Janusza Kryszaka”, który w grudniu 2006 roku wystosował inny polonista, dr Krzysztof Obremski: „Odmawiam Panu Profesorowi moralnego prawa do wykonywania obowiązków nauczyciela. Sprawą intelektualisty jest widzieć fakty olśniewająco jasno, a jeśli są proste – prosto je nazywać”. …

Prof. Polak ujawnia niewinność o. Wołoszyna

Wiosna 2006, po Toruniu krąży wieść: w IPN odnaleziono teczkę słynnego jezuity. 77-letni dziś ksiądz Władysław Wołoszyn w latach 70. tworzył duszpasterstwo akademickie, w latach 80. intensywnie konspirował. Jest honorowym obywatelem miasta. Plotka mówi: to TW „Myśliciel”.

Prof. Polak czyta teczkę i ogłasza wynik lustracji w „Tygodniku Powszechnym”: Wołoszyn agentem nie był. SB założyła mu teczkę (i nadała pseudonim „Myśliciel”) bez jego wiedzy

———

Opcja na prawo 1/49 styczeń 2006 

Agenci na uczelniach

Piotr Bączek 

Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu okazało się, że współpracownikiem SB był prof. Błażej Wierzbowski. TW „Henryk” został oficjalnie zwerbowany w lipcu 1981 r., ale już 19 marca 1981 r. jako ekspert NSZZ RI „Solidarność” był obecny na sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, gdzie ZOMO pobiło zaproszonych tam związkowców. We wrześniu 1981 r. w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów „Solidarności” był delegatem z Torunia i dostarczył SB kilka informacji. W III RP był sędzią Trybunału Konstytucyjnego, gdzie w październiku 1998 r. wyraził odrębne zdanie, protestując przeciwko uznaniu ustawy lustracyjnej za zgodną z Konstytucją. Miał zostać ekspertem sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu. Władze uczelni uznały, że Wierzbowski ma zająć się wyłącznie pracą naukową, nie będzie miał zajęć ze studentami. Zobowiązano go też do przejścia na emeryturę w wieku 60 lat, czyli w przyszłym roku.

Prof. Stanisław Salmonowicz, który jest przewodniczącym działającego na UMK zespołu zajmującego się byłymi agentami SB, ujawnił dane innego agenta na UMK – Jerzego Śliwowskiego. Zrobił to, gdy podejrzenia padły na innych, niewinnych naukowców. Także dziekan wydziału prawa, prof. Zbigniew Witkowski, przyznał, że publiczne ujawnienie personaliów tajnego współpracownika o pseudonimie „Casus” było spowodowane właśnie krążącymi plotkami, jakoby agentem był któryś z innych wielkich naukowców.

———

Usunięcie rektorów UMK w sierpniu 1982 r.

————–

UMK wytyka wady lustracji

GW,2007-03-29

Senat przyjął uchwałę, w której w pełni poparł krytyczne wobec lustracji stanowisko Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich, bo „uczelnie mają szczególny obowiązek upominania się o zachowanie podstawowych praw obywatelskich w sytuacjach, gdy zachodzi podejrzenie ich naruszenia”. Naukowcy krytykują przewidziane w ustawie wyrzucenie z pracy za niezłożenie oświadczeń. Ich zdaniem sankcje są niewspółmierne do przewinienia, brakuje też prawa do postępowania sądowego.

„Niniejsza uchwała wynika z głębokiej troski Senatu UMK o zachowanie zasady autonomii uczelni wyższych, będącej podstawą ich funkcjonowania w demokratycznym państwie” – czytamy w dokumencie przyjętym niemal jednogłośnie.

– Podczas dyskusji nad uchwałą dziekani mówili, że lustracja budzi kontrowersje wśród wykładowców, a niektórzy naukowcy zapowiadają, iż nie złożą oświadczenia – mówi rzecznik UMK Marcin Czyżniewski. – Wskazywano, że ustawa jest ewidentnie sprzeczna z konstytucją, a o jej dalszych losach powinien zdecydować jak najszybciej Trybunał Konstytucyjny.

– Nie chce mi się wierzyć, żeby 18 lat po zmianie systemu za niezłożenie oświadczenia można było stracić pracę – wskazuje prof. Radzimiński. – Obowiązuje nas ustawa o szkolnictwie wyższym, a ustawa lustracyjna łamie autonomię uczelni, zasady zwalniania naukowców i przepisy kodeksu pracy.

– Czy władze UMK brały pod uwagę stanowisko rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który zapowiedział, że nie wyśle oświadczeń przed zapadnięciem wyroku TK? – pytamy.

– Myśleliśmy o tym i nie wykluczam, że tak postąpimy. Chociaż ma to sens tylko wówczas, gdy TK zakwestionuje całą ustawę – mówi prof. Radzimiński.

Na UMK oświadczenia musi złożyć 1295 osób. Toruńska uczelnia rozpoczęła autolustrację dwa lata temu. W lutym 2005 r. Senat UMK zaapelował do byłych świadomych współpracowników służb specjalnych PRL, żeby nie kandydowali w wyborach do władz uczelni, a rektor powołał zespół oceniający działalność wykładowców w PRL-u. Jego członkowie mieli doradzać władzom UMK, co zrobić z naukowcami, którym zostanie udowodniona współpraca z bezpieką i bronić niewinnie oskarżonych przed ostracyzmem. Dotychczas zespół zajmował się trzema sprawami: TW „Andrzeja”, czyli doktora Krzysztofa Wolaka, psychologa, który pracując w latach 1979-80 w przychodni akademickiej pisał do SB donosy na pacjentów, „Henryka” – prof. Błażeja Wierzbowskiego, prawnika i b. członka Trybunału Konstytucyjnego inwigilującego uczestników pierwszego zjazdu „Solidarności” w 1981 r. oraz „Krzysztofa” – prof. Janusza Kryszaka, dyrektora Instytutu Literatury Polskiej UMK, który przez ponad 20 lat współpracował ze SB za co wynagradzano go pieniędzmi i literaturą emigracyjną.

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. 20 teczek znanych postaci może jeszcze wypłynąć
    27 września 2008,
    http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080927/TORUN01/707758558
    – Znam środowisko akademickie Torunia i więzi z nim utrzymuję do tej pory – mówi były oficer SB, który nadzorował prowadzenie TW Lange.
    Jeszcze raz powtórzę. Nie ma współpracy bez wzajemnej chęci. Współpracę pod przymusem stosuje się jedynie w ekstremalnych sytuacjach, na przykład wojennych. Mogę przypuszczać, że to był właśnie casus ojca pana Wolszczana, dawnego AK-owca, który podpisał zobowiązanie o współpracy z UB w 1945 roku, po czym odsunął się całkowicie od dawnego środowiska i w ten sposób okazał się bezużyteczny dla służb. W przypadku Aleksandra Wolszczana o takim przymusie nie mogło być mowy, upominek miał znowu utwierdzić więź z oficerem prowadzącym, aby kontakty odbywały się na przyjacielskiej stopie. …. Całe środowisko astronomów miało częste kontakty zagraniczne. Do jakiego stopnia było spenetrowane przez SB?
    – Każde środowisko powiązane z zagranicą wzajemnymi wyjazdami było mocno nasycone osobowymi źródłami informacji, środowisko astronomów, czy naukowców w ogóle, nie stanowi tu szczególnego wyjątku. Szczególny nacisk kładziony był na to, co stanowiło specjalność polskiego wywiadu w ramach Układu Warszawskiego – wywiad gospodarczy.

    – Na ile takich źródeł można było liczyć na UMK? Kilkadziesiąt?
    – Raczej chodzi o większą liczbę, zdecydowanie większą, przy czym UMK w żaden sposób nie odstawało od średniej. Zdecydowanie lepiej spenetrowane był na przykład Uniwersytet Warszawski czy Szkoła Główna Planowania i Statystyki. W Toruniu nie było na przykład kierunku „handel zagraniczny”, który zawsze był przedmiotem szczególnego zainteresowania SB. Co istotne, toruński uniwersytet istniał od 1945 roku, a więc było więcej czasu na jego rozpracowanie niż w przypadku młodszych uczelni, na przykład gdańskiej.

    – Dlaczego teczka TW Lange nie została zniszczona, podobnie jak tysiące innych?
    – Pan Wolszczan był współpracownikiem w ewidencji pionu II. Duża część pracowników tego pionu znalazła zatrudnienie w powstającym Urzędzie Ochrony Państwa. Teczki były wianem, które czyniło pracowników UOP wartościowymi funkcjonariuszami. Im więcej wynieśli z SB teczek TW o znanych nazwiskach, tym większą mogli mieć pewność, że utrzymają się w pracy. To, że teczka TW Lange zachowała się w całości, świadczy, że Wolszczan traktowany był jako część składowa tego wiana. Nieszczęściem UMK jest to, że sporo akt TW z tej uczelni znajdowało się w dyspozycji starszych, doświadczonych oficerów, którzy mogli zlekceważyć rozkaz brakowania akt. Dlatego jeszcze około 20 teczek znanych postaci może wypłynąć podobnie jak teczka Wolszczana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: