Teksty prasowe/internetowe o lustracji – archiwalne

Informacje prasowe i internetowe o lustracji

NFA  Lustracja w nauce i edukacji

——–

Nasza Polska, NR 27 (648)     2 lipca 2008
W ubiegłym tygodniu na łamach gazet codziennych ukazało się płatne ogłoszenie zawierające list otwarty niemal 50 rektorów i profesorów prywatnych uczelni do premiera Donalda Tuska
Towarzysze z Biura
Dwaj spośród podpisanych profesorów to dawni członkowie najwyższych władz partyjnych. Pierwszym jest znany socjolog Hieronim Kubiak, dziś wykładowca Krakowskiej Szkoły Wyższej im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, a przez wiele dziesięcioleci pracownik UJ. Do PZPR wstąpił już w wieku 19 lat (był akurat rok 1953) i pozostał aż do rozwiązania. Szczytowym momentem jego kariery okazał się IX Nadzwyczajny Zjazd partii w lipcu 1981 r., na którym Kubiaka nie tylko wybrano do Komitetu Centralnego, ale powołano też w skład Biura Politycznego oraz powierzono funkcję jednego z sekretarzy KC (tę ostatnią posadę stracił po roku). Niedługo po Zjeździe krakowski profesor stanął również na czele Komisji KC dla wyjaśnienia przyczyn i przebiegu konfliktów społecznych w dziejach Polski Ludowej. Niebawem jednak sam miał okazję obserwować kolejny taki konflikt – stan wojenny, którego wprowadzenie biernie zaakceptował, choć wcześniej miał opinię partyjnego liberała i zwolennika dialogu z „Solidarnością”.
Jego karierę na szczytach władzy zakończył kolejny, X Zjazd PZPR w 1986 r., gdy generał Jaruzelski dokonał cięcia po skrzydłach, usuwając z Biura Politycznego zarówno Kubiaka, jak i jego betonowego antagonistę Albina Siwaka. Profesorowi powierzono wówczas funkcję przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju, zaś na początku 1989 r. stanął on na czele Stowarzyszenia „Kuźnica” skupiającego lewicową inteligencję Krakowa. W III RP Kubiak zawsze trzymał się blisko SLD, sygnując swym nazwiskiem różne inicjatywy tego środowiska, np. apel do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie Zbigniewa Sobotki pod koniec 2005 r. czy deklarację Ruchu na rzecz Demokracji z 3 maja ubiegłego roku.
Drugim byłym luminarzem PZPR, który podpisał się pod listem do premiera Tuska, jest prof. Roman Ney, pełniący dziś funkcję rektora Śląskiej Wyższej Szkoły Zarządzania im. gen. Jerzego Ziętka w Katowicach. Ten wybitny geolog i były rektor Akademii Górniczo-Hutniczej wstąpił do partii na początku swej kariery naukowej, w 1961 r., zaś w latach 1974-1978 był wiceministrem nauki, szkolnictwa wyższego i techniki. Na fali zmian posierpniowych w 1980 r. Ney został sekretarzem KC i zastępcą członka Biura Politycznego w ekipie Stanisława Kani. IX zjazd dla niego jednak okazał się przykrym doświadczeniem, bo nie tylko pozbawił go tych funkcji, ale wręcz wyłączył ze składu KC (powrócił do niego w 1986 r.). W czynną politykę Ney zaangażował się jeszcze w 1989 r., gdy został posłem na Sejm kontraktowy. Nadal reprezentował PZPR, a po jej rozwiązaniu przyłączył się do Polskiej Unii Socjaldemokratycznej Tadeusza Fiszbacha.
Dyplomata Kwaśniewskiego
Nie mniej barwny życiorys miał obecny rektor Wyższej Szkoły Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych i Politycznych w Gdyni, prof. Wojciech Lamentowicz. Ten politolog przez długie lata związany z Uniwersytetem Warszawskim – choć także z Wyższą Szkołą Nauk Społecznych przy KC – wstąpił do partii w feralnym roku 1968 (a wystąpił po 13 latach), co jednak nie przeszkodziło mu później zdobyć zaufania środowiska KOR-owskiego, z którym blisko współpracował w latach 80. …
Jerzy Paweł Nowacki, rektor Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Jest on mężem Izabeli Jarugi-Nowackiej, byłej posłanki i przewodniczącej Unii Pracy, dziś reprezentującej w Sejmie klub SLD.
Longin Pastusiak, …niegdyś partyjnego politologa specjalizującego się w historii USA, przy tym zięcia Edwarda Ochaba, później zaś wieloletniego posła i marszałka Senatu. Na ostatnim kongresie SLD Pastusiak, mimo swych 73 lat, został wybrany na zastępcę nowego lidera partii, Grzegorza Napieralskiego.
Jako profesor Pastusiak reprezentuje Akademię Finansów w Warszawie. To bardzo ciekawa uczelnia utworzona w 1991 r. pod nazwą Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości. Jej założycielem była Fundacja Promocji Ubezpieczeń, powołana przez państwowe firmy ubezpieczeniowe (m.in. PZU i Warta) oraz banki. Od początku rektorem jest ten sam człowiek – Mirosław Zdanowski, w czasach PRL oficer Komendy Głównej Straży Pożarnej, pod koniec lat 80. komendant Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Już w III RP ten wysoko postawiony strażak zajął się ubezpieczeniami i w połowie lat 90. otrzymał stanowisko wiceszefa Rady Nadzorczej PZU. Rządzili wówczas postkomuniści, spośród których wielu wykładało na kierowanej przez Zdanowskiego uczelni, m.in. Józef Oleksy (także dziś jest dziekanem Wydziału Stosunków Międzynarodowych AF), Jerzy Jaskiernia, Dariusz Rosati czy Tadeusz Iwiński.
prof. Ryszard Michalski, absolwent elitarnego Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS i wieloletni pracownik tej uczelni, stypendysta Fulbrighta i jednocześnie członek zespołu przygotowującego projekt reformy gospodarczej w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu. Od 1988 r. pracował w Ministerstwie Finansów, gdzie odpowiadał za obsługę zadłużenia zagranicznego. Kiedy w 1994 r. ministrem został Grzegorz Kołodko, uczynił Michalskiego swym zastępcą i sytuacja ta powtórzyła się w 2002 r., gdy Kołodko po raz drugi objął ster finansów państwa.
prof. Andrzej Dorosz, absolwent tego samego wydziału, co Michalski, i również pracownik SGPiS. W czasach PRL zdążył jednak kilkakrotnie zmienić miejsce zatrudnienia: od Banku Handlowego, przez Wydział Planowania i Analiz KC PZPR, po funkcje doradcy premiera (w latach 1980-1981) oraz wiceministra handlu zagranicznego (1982-1986) i finansów (1986-1989)….
Nie tylko lustracja
Gdy analizuje się kolejne nazwiska z listy sygnatariuszy apelu do premiera, przypominają się wydarzenia sprzed roku. Wówczas część środowisk naukowych i akademickich zaangażowała się w akcję protestu przeciwko nowej ustawie lustracyjnej. Ostatecznie ustawa została zablokowana przez Trybunał Konstytucyjny, ale gdyby weszła w życie, każdy samodzielny pracownik naukowy musiałby wypełnić oświadczenie lustracyjne. Polskiej nauce przydałaby się jednak nie tylko lustracja, ale także dekomunizacja. Dziś bowiem rektorami i wykładowcami wielu uczelni są prominentni przedstawiciele PZPR i PRL-owskich władz państwowych, a także działacze SLD i ludzie z kręgu tej formacji. Ich praca w szkolnictwie wyższym często nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką i dydaktyką, stanowiąc jedynie rodzaj wygodnej synekury. I właśnie na utrzymanie tych synekur czerwoni rektorzy domagają się dziś państwowych pieniędzy.

———–

Nie ma nieszkodliwych agentów SB

Dziennik, sobota 20 września 2008

Przykro mi to pisać, bo piszę także o wielkim polskim astronomie, ale nie wierzę w nieszkodliwych tajnych współpracowników SB. Może z wyjątkiem tych, którzy byli zarejestrowani przez kilka miesięcy i nie wykazali się żadną aktywnością – takie przypadki też się zdarzały. Ale to akurat nie jest historia prof. Aleksandra Wolszczana – pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.

——————–

Odpowiedź na uchwałę Senatu Uniwersytetu WarszawskiegoWarszawa, 23 marca 2007

Rzeczpospolita

———-

Dlaczego profesorowie boją się inteligencji

Dziennik, środa 11 kwietnia 2007

Opór przeciw lustracji byłby taki sam, niezależnie od kształtu ustawy. Nie dostrzegam w nim impulsu moralnego. Widzę tylko lęk – mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA Zdzisław Krasnodębski, socjolog i filozof społeczny.

Każdy wydział miał, jak przypuszczam, swego opiekuna, z którymi kontaktowali się dziekani czy dyrektorzy instytutów.

Poza tym funkcjonowały wydziałowe organizacje partyjne oraz komunistyczne związki zawodowe, które czuwały nad odpowiednim dobrem kadr. Wszyscy ci ludzie działający w tych organizacjach przetrwali bez szwanku przemiany 1989 roku

————–

Lustracja w nauce: absurd czy konieczność?

Sprawy Nauki, Wydanie: 2006 /3 

Prof. Zbigniew Hołda, Wydział Prawa UJ, członek zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

uważam, że lustracja w nauce powinna być kwestią dociekań naukowych. Naród ma prawo poznawać swoją historię za pośrednictwem instytucji do tego powołanych i za pośrednictwem fachowców – historyków, politologów, dziennikarzy. Ale niech zostanie to w sferze wolności badań naukowych i publikacji ich wyników.

Prof. Janusz Reykowski, Instytut Psychologii PAN, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej

Natomiast nie należałoby się cofać przed rozpatrzeniem pewnych szczególnych przypadków, w których mamy do czynienia z rzeczywistym, głębokim naruszeniem podstawowych zasad etyki naukowca i nauczyciela akademickiego

Prof. Tomasz Gąsowski, Instytut Historii UJ

tajni (i oczywiście świadomi) współpracownicy komunistycznego aparatu terroru i represji, którzy pracują jako nauczyciele akademiccy, sprzeniewierzyli się ślubowaniu doktorskiemu dążenia do prawdy, współuczestnicząc w zniewoleniu kraju, a w ostatecznym rachunku działali zawsze na szkodę konkretnych ludzi.

Prof. Sławomir Kalembka, Wydział Nauk Historycznych UMK w Toruniu

Uważam, że trzeba było lustrację przeprowadzić zaraz po czerwcu 1989, najpóźniej gdzieś do 1991 r. Przy tym rozpocząć ją trzeba było od sporządzenia list decydentów partyjnych i pracowników SB, oraz ich „dokonań”, w tym także tych, którzy kierowali polityką personalną w nauce oraz pełnili funkcje „opiekunów” uczelni i innych instytucji naukowych. Ten postulat i dzisiaj pozostaje aktualny. Brakuje też całościowych studiów i publikacji nad skutkami polityki rządów komunistycznych dla rozwoju, a raczej niedorozwoju nauki polskiej w powojennym półwieczu.

——

Nauka pod lupą – S. Cenckiewicz  Inwigilacja historyków

Glaukopis nr.2-3 2005

Większość tzw. spraw obiektowych i spraw operacyjnego rozpracowania założono na instytucje naukowe (zresztą nie tylko naukowe) na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Dla przykładu Polska Akademia Nauk stała się wówczas obiektem o kryptonimie „Akademia”22,  Biuro Współpracy Naukowej z Zagranicà PAN –„Kooperanci”23, a Polskie Towarzystwo Historyczne – „Hanza”24. Co ciekawe, w przypadku „Kooperantów” i „Hanzy” zarówno wnioski o wszczęcie sprawy obiektowej, jak i ich zatwierdzenie nastąpiło dokładnie w tym samym czasie (założenie wniosku – 6 listopada 1970 r., zatwierdzenie – 9 listopada 1970 r.). Ponadto w ramach akcji specjalnej o kryptonimie „Tajemnica”25, którą od 1973 r. prowadził Wydział IV Departamentu III MSW, oprócz PAN ochroną operacyjną objęto również resorty w naturalny sposób związane z życiem naukowym: Ministerstwo Nauki Szkolnictwa Wyższego i Techniki, Ministerstwo Zdrowia i Opieki SpoΠecznej, Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz Ministerstwo Oświaty i Wychowania.26  Od tej pory każdy z wymienionych „podmiotów operacyjnych” znalazł się pod nadzorem jednego bądź dwóch oficerów SB.  Za pomocą osobowych źródeł informacji oraz po tzw. linii służbowej mieli oni kontrolować przede wszystkim funkcjonowanie kancelarii tajnych, biur i departamentów kadr, współpracy naukowej i kulturalnej z zagranicą, poligrafii i wydawnictw wewnętrznych oraz rzeczników patentowych (w PAN, Ministerstwie Nauki Szkolnictwa Wyższego i Techniki, Departamencie Profilaktyki Lecznictwa i Sanitarno-Epidemiologicznym przy Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej, w Instytutach Cybernetyki Stosowanej i Chemii Fizycznej z uwagi na prowadzone tam badania o charakterze tajnym specjalnego znaczenia i objętych tajemnicą państwową dla wojska i MSW oraz innych instytucji publicznych).27

W ramach operacji o kryptonimie „Tajemnica”, SB w dniu 1 paêdziernika 1973 r. wytypowała 334 wybitnych specjalistów, wynalazców i naukowców w całym kraju, z których 213 miało zostać poddanych ochronie operacyjnej przez Wydział III, zaś 121 pozostałch przez odpowiednie referaty SB. W wytypowanej grupie naukowców SB posiadała 13 tajnych współpracowników, 9 konsultantów, 69 kontaktów operacyjnych i 78 kontaktów służbowych.28 Zatem w różny sposób z SB współpracowało 169 z 334 wytypowanych naukowców, czyli więcej niż połowa.29 O tym, jak daleko SB starała się  ingerować w życie naukowe, świadczyć może jej zaangażowanie w opracowanie projektu powołania 120-osobowej Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, która w 1972 r. zastąpiła istniejące dotychczas ciała opiniujące tytuły naukowe – Komisji ds. Tytułów Naukowych Rady Państwa, Główną Komisję Kwalifikacyjną przy PAN oraz Radę Główną Szkolnictwa Wyższego.

—————

SPRAWY” SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA NA UNIWERSYTECIE JAGIELLOŃSKIM W LATACH 80. XX WIEKU

Alma Mater, marzec, 2007 no.90

————-

Lustracją w uczonych

Tygodnik Przegląd 2007-04-04, 15/2007

Najbardziej radykalne stanowisko zajmują takie grupy jak Niezależne Forum Akademickie, zrzeszające naukowców z kraju i zagranicy walczących z, jak to określają, postpeerelowskim układem. W liście do wicepremiera Ludwika Dorna domagają się lustracji i dekomunizacji. Mają być one wstępem do gruntownej reformy polskiej nauki, obejmującej np. zniesienie niektórych stopni naukowych czy likwidację PAN.

——————

serwis tuTej.pl

Czwartek, 24.05.2007

Jak powinna wyglądać lustracja i czy w ogóle w obecnych czasach w Polsce można ją sprawnie przeprowadzić? Jak w tej sytuacji powinno zachować się środowisko wyższych uczelni? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć wczoraj uczestnicy debaty „Lustracja środowiska akademickiego”, zorganizowanej na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza.
Debatę zakończono ankietą, jaką wśród studentów WNAS przeprowadziło Studenckie Koło Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Pytano w niej o stosunek młodych ludzi do lustracji.  Ankietę wypełniło 258 osób. Za samą lustracją opowiedziało się 45 procent ankietowanych, natomiast za ustawą lustracyjną już tylko 24 procent. Zwycięską opcją okazało się otwarcie archiwów IPN, poparło ją 36 procent studentów.
————
Serwis:Inicjatywa Małopolska im. Króla Władysława Łokietka
Andrzej Waśko
————-
GW, 15.03.2007
Prof. Ludwik Turko z Uniwersytetu Wrocławskiego uważa, że środowisko akademickie ma skłonność do samowybielania się. Łatwo rozgrzesza. Na początku lat 90. zaakceptowało dawnych funkcjonariuszy partyjnych, szkodzących uczelni. Nie było żadnego nacisku, żeby zmienili pracę. …
Dyrektor wrocławskiego oddziału IPN, prof. Włodzimierz Suleja, twierdzi, że średnio 20 procent kadry naukowej uwikłało się we współpracę ze służbami PRL-u. A w jednym z instytutów tajnymi informatorami było 40 procent kadry.
(Prof.Luty) Przytłaczająca liczba, ale nie przywiązywałbym dużej wagi do tych danych. Po pierwsze, mogą być różne rodzaje współpracy. Nie każda musi być powodem do odejścia. Poza tym minęło już trochę lat i część z tych osób z pewnością na uczelniach już nie pracuje. Z powodu wieku lub wyrzutów sumienia.
—————–
Rzeczpospolita 02.06.07
Jednym ze zjawisk ważnych w zrozumieniu mechanizmu kontroli operacyjnej nad środowiskiem akademickim były tzw. etaty N, tj. niejawne. W zachowanych dokumentach istnieją ślady świadczące, iż SB usiłowała utrzymywać na uczelniach kadrowych funkcjonariuszy na etatach niejawnych. Oficjalnie występowali jako pracownicy administracji lub naukowcy, podczas gdy w rzeczywistości byli oficerami SB kontrolującymi uczelnie lub prowadzącymi sieć agentury. Występowali wówczas oczywiście pod nazwiskami operacyjnymi.

 Na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1985 r. w środowisku naukowym znajdowało się 43 OZI, wśród studentów – 27, w administracji zaś – 12 OZI. A zatem w 1985 r. sieć czynnej agentury Wydziału III-1 krakowskiej SB obejmowała na UJ 82 osoby.

Według tej samej statystyki na Akademii Górniczo-Hutniczej ulokowano w środowisku naukowym 47 OZI, a wśród młodzieży – 31 OZI.

W pozostałych krakowskich szkołach wyższych ulokowano nieraz znacznie mniej konfidentów.

W zestawieniu z liczbą pracowników naukowych, a przede wszystkim studentów (w połowie lat 80. było ich w Krakowie ponad 37 tys.), sieć OZI nie była relatywnie duża. Nie można jej jednak z tego powodu bagatelizować. Tym ważniejsze więc dla zrozumienia mechanizmów kontroli nad środowiskami naukowymi i akademickimi będzie zbadanie rozmieszczenia tej agentury i metod jej oddziaływania. Już wstępne ustalenia wskazują jednak, że nie było to zjawisko ograniczone do niektórych tylko uczelni i bez znaczenia – jak niektórzy dziś uważają – dla dziejów i jakości polskich uniwersytetów. Skłania to nie tylko do prób poznania tych zjawisk na drodze naukowych badań, ale uzasadnia także prawo do wiedzy o przeszłości i postulat ujawnienia jej za pośrednictwem takiego lub innego kształtu ustawy lustracyjnej.

Henryk Głębocki
Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. Bronisław Wildstein – Całe zło lustracji
    http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=printpage&pageid=190&scope=all
    Fragment książki Bronisława Wildsteina „Dekomunizacja, której nie było” wydanej w 2000 r. przez Ośrodek Myśli Politycznej i Księgarnię Akademicką w serii Biblioteka Myśli Politycznej
    estaw argumentów, które służyć będą przeciwnikom lustracji i które powtarzane są do dziś. W skrócie brzmią następująco.

    Akta są niekompletne, gdyż duża część z nich została zniszczona przez SB. Poza tym akta mogą być (i były, zdaniem przeciwników lustracji) fałszowane przez funkcjonariuszy. Nie możemy na ich podstawie uzyskać prawdziwych danych, a poza tym to dość odrażająca sytuacja, że arbitrami czynimy esbeków (ponieważ to oni sporządzali akta). Nie jesteśmy zresztą w stanie na podstawie archiwów ogarnąć złożoności sytuacji, które pchnęły ludzi do takich, a nie innych zachowań. Tak w ogóle, twierdzą wrogowie lustracji, agenci byli naprawdę ofiarami, na których przemocą i szantażem wymuszono współpracę (czyli płatne donoszenie), a więc dlaczego do ich dotychczasowych cierpień dorzucać mamy jeszcze ujawnienie. I w ostateczności, dlaczego karać mamy wykonawców, gdy rozkazodawcy pozostają bezkarni.

    Ten ostatni argument brzmi w miarę sensownie, choć razi hipokryzją w ustach ludzi, którzy zrobili wszystko, aby do sytuacji takiej doprowadzić. Można przecież odpowiedzieć, że wprawdzie smutne jest, że nie została przeprowadzona dekomunizacja, jednak brak rozliczenia jednych nieprawości nie usprawiedliwia braku rozliczenia drugich.
    Uznanie agentów za ofiary, zwłaszcza przez ludzi, którzy ogromną aktywność włożyli w przekonywanie, że diabolizacja PRL jest nieporozumieniem niesie za sobą jaskrawą niekonsekwencję. Trudno bowiem wyobrazić sobie większą diabolizację niż uznanie PRL-u za państwo policyjne, w którym nieomal z każdego funkcjonariusze mogli zrobić agenta. W uznaniu agentów za ofiary majaczy zresztą cień specyficznego ultradeterminizmu społecznego, zgodnie z którym to przestępcy są największymi ofiarami, bo przecież wszystko warunkowane jest przez układ społeczny, a więc człowiek nie odpowiada za swoje czyny. W rzeczywistości PRL, jak wszystkie państwa komunistyczne, był państwem policyjnym, ale rekrutacji do grona donosicieli, jak zawsze, można było uniknąć. Tak się składa, że trafiali doń ludzie o określonych dyspozycjach. Odraza do dawnych funkcjonariuszy policji politycznej (przyznaję: uzasadniona) jakoś nie przeszkadzała wrogom lustracji wystawiać świadectwa moralności i bratać się z ich szefami. Nie przeszkadzała im również domagać się pozostawienia ich jako „fachowców” w policyjnych strukturach nowego demokratycznego państwa. O brzydkim charakterze funkcjonariuszy SB przypominają sobie antylustratorzy wyłącznie w odniesieniu do archiwów, które ci sporządzali na własny użytek. Tymczasem tego typu archiwa są podstawowym dokumentem we wszelkich historycznych badaniach.

    Inne argumenty (tak jak do pewnego stopnia poprzednie) w dużo większym stopniu wymierzone być mogą przeciw istnieniu prawa w ogóle. Żadna ludzka działalność nie jest doskonała, stale więc narażeni jesteśmy na pomyłki, archiwa nigdy nie są kompletne itd. Tymczasem w systemie komunistycznym istniała biurokratyczna mania reprodukcji. Wybitny, nieżyjący już historyk rosyjski, badacz archiwów, Natan Ejdelman trawestował Bułhakowa, mówiąc: „archiwa nie płoną”. Chodziło mu o nagminne reprodukowanie danych, co pozwala zrekonstruować, wydawałoby się, nieistniejące już ogniwa. Nie zmienia tego fakt, że w Polsce na wielką skalę przebiegał proceder niszczenia akt zapoczątkowany już w połowie 1989 i kontynuowany do końca 1990 roku. Można jednak mieć o to pretensje do pierwszego niekomunistycznego rządu, a to wszak apologeci jego polityki są najbardziej zaciekłymi przeciwnikami lustracji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: