Lustracja śląskiego ośrodka akademickiego

POZEW AGENTA ODRZUCONY

niezalezna.pl, 28-03-2008

Marek Doropowicz, TW „Zbyszek” był jednym z najbardziej płodnych agentów SB w środowisku akademickim w Katowicach. W latach 80. Doropowicz studiował prawo w Katowicach, był zarejestrowany przez bezpiekę jako Tajny Współpracownik o kryptonimie „Zbyszek”. Napisał kilkaset donosów na kolegów ze studiów, w tym ponad 100 na działacza Niezależnego Zrzeszenia Studentów Przemysława Miśkiewicza. – Zamienił nasze życie w piekło. Kilku kolegów zostało przez niego wyrzuconych ze studiów. Spośród kilku agentów, którzy na mnie donosili ten był szczególnie perfidny. Dzięki decyzji sądu sprawiedliwości stało się zadość – tłumaczy Miśkiewicz. 

Teczkę „Zbyszka” opisała „Gazeta Polska” w lipcu 2006 r.

GROŹBY AGENTA, 04-10-2008 

———–

ESBECY PROFESOROWIE. 

Naukowe kariery uniwersyteckich agentów

Od agenta do profesora
Arkadiusz Nowak swoją współpracę z bezpieką zaczynał jako TW, ale w latach 80. był też konsultantem służb o pseudonimie „Ewa”. Pisał ekspertyzy z zakresu prawa rolnego i gruntowego. Równocześnie rozwijała się jego kariera naukowa. Co ciekawe, z notorycznego repetenta zmienił się w nieomal wzorowego studenta, przewodniczącego roku. Napisał też doktorat, zrobił habilitację.

Ogółem lustracji podlegało 1600 pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego, który od czasu powstania nazywano „Czerwonym uniwersytetem”. Żadna inna uczelnia w Polsce nie była tak zindoktrynowana jak UŚ. Niektóre jego wydziały były prawdziwą „kuźnią kadr” aparatu partyjnego i bezpieczeństwa. Jednocześnie w żadnej innej uczelni w stanie wojennym nie było tak licznych internowań pracowników, studentów i naukowców.

————-

Lustracja na Uniwersytecie Śląskim

Były agent SB wstrzymał lustrację na Uniwersytecie Śląskim

Dziennik, 31.07.2007

Były współpracownik Służby Bezpieczeństwa zainicjował i lansował powstanie uchwały, która wstrzymała lustrację na dwóch wydziałach Uniwersytetu Śląskiego. Chodzi o prof. Piotra Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ, który w archiwach IPN figuruje jako TW „Piotr” – pisze DZIENNIK.

Naukowe kariery uniwersyteckich agentów

Dziennik28.07.2007

Uniwersytet Śląski, a zwłaszcza niektóre jego wydziały, to prawdziwa kuźnia kadr aparatu partyjnego. Tajnymi współpracownikami byli wybitni dziś profesorowie i autorytety w wielu dziedzinach – pisze DZIENNIK.

Arkadiusz Nowak w swojej karierze napisał kilkaset donosów! TW „Andrzej” już w latach 70. donosił m.in. na Waleriana Pańkę (działacz opozycji, internowany w stanie wojennym, a w latach 90. prezes Najwyższej Izby
Kontroli – przyp. red.) i prof. Wiesława Chrzanowskiego

Współpracownikiem SB – pseudonim „Arski”- był również profesor Janusz Arabski, znany anglista, dyrektor Instytutu Języka Angielskiego Uniwersytetu Śląskiego. Zwerbowany został w 1968 roku na „zasadzie dobrowolności”. Arabski, wówczas asystent na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, składał donosy na pracowników konsulatu USA, ich kontaktów, swoich kolegów i współpracowników. Po dwóch latach bezpieka zorientowała się, że jest on członkiem PZPR.

Profesor Jan Iwanek, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, był agentem SB o pseudonimie „Piotr” od 1972 roku. Na współpracę zgodził się dobrowolnie jako student III roku prawa UŚ. W aktach zachowała się charakterystyka TW „Piotr” z 14 lutego 1976 roku: „[.] W trakcie współpracy okazał się jednostką wartościową o dużej wiedzy teoretycznej, posiadający szerokie kontakty w środowisku studenckim. Przekazał szereg ciekawych informacji o głównych działaczach młodzieżowego ruchu studenckiego. Od listopada 1974 roku jest członkiem
PZPR.

Agenturalną przeszłość ma także anglista, profesor Wojciech Kalaga. „Zobowiązanie do współpracy z SB podpisał wiosną 1976 roku. Pracował wtedy na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Został zarejestrowany jako TW „Lester”. Agentem był przez niecały rok” –

Informatorem bezpieki – pseudonim „Irek” – okazał się także profesor Ireneusz Opacki, jeden z najwybitniejszych polskich literaturoznawców. W 1975 roku, kiedy zaczął współpracę z SB, był jeszcze wykładowcą na KUL w Lublinie, ale szykował się do przenosin na uniwersytet do Katowic..W 1980 roku profesor został założycielem „Solidarności” na Uniwersytecie Śląskim. Był tak aktywnym działaczem związku, że przygotowano nawet wniosek o jego internowanie w czasie stanu wojennego. Władze nie zdecydowały się na taki krok. W 1982 Opacki został odwołany ze stanowiska prorektora.

———–

Lustracja na Uniwersytecie Śląskim 

————–

Ofiara lustracji i gorliwości rektora

GW, 17.05.2007

Rektor PCz January Bień (w poprzedniej kadencji parlamentu senator SLD- przyp. red.) już 21 marca wezwał swych podwładnych do złożenia oświadczeń lustracyjnych. Alfred Egeman był jedynym pracownikiem częstochowskiej uczelni, który tego nie uczynił.

Za niesubordynację rektor Bień pozbawił go funkcji publicznej, czyli stanowiska starszego wykładowcy. Razem z pismem informującym o tej decyzji w kopercie znalazł świadectwo pracy ze zwolnieniem dyscyplinarnym od 20 kwietnia, czyli dnia, w którym mijał termin złożenia oświadczenia..

Skoro Trybunał Konstytucyjny zwolnił starszych wykładowców z obowiązku lustracyjnego, sąd powinien przywrócić go do pracy, na poprzednio zajmowane stanowisko – informuje Mikołaj Pietrzak, który w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka kieruje programem „Prawa człowieka a rozliczanie z przeszłością”. Przedstawiciele fundacji nazywają go programem pomocy ofiarom lustracji i raportu WSI. Zaangażowani w program gromadzą informacje o poszkodowanych przez nie, a w niektórych wypadkach udzielają takim osobom pomocy prawnej.

————-

Kto ze śląskich naukowców donosił na kolegów?

 

06.06.2006
Dr Mirosława Błaszczak-Wacławik wyrzucona została z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Śląskiego: „z uwagi na negatywne oddziaływanie wychowawcze na studentów”. – Nie wiem, kto stał za tym zwolnieniem, ale sądzę, że byli to koledzy z uczelni – wyjaśnia. Liczy, że wiele prawdy odkryje także w swojej teczce w IPN.

Weryfikacje wśród naukowców przeprowadzono w pierwszych miesiącach stanu wojennego. Potem przyszła kolej na osoby internowane. Wszystkich internowanych pracowników UŚ wyrzucono następnie z pracy, a na przykład z Politechniki Śląskiej – zostawiano. Jak to tłumaczyć? Nie wiadomo. Łaskawiej potraktowana została kadra katowickiej Akademii Ekonomicznej, a to chyba z uwagi na rektora, który był wówczas partyjnym dygnitarzem.

Prawdopodobnie czystki polityczne w Politechnice Śl., Uniwersytecie Śl. oraz Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu były poligonem doświadczalnym dla ówczesnej władzy. •

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach przesłuchują naukowców, którzy w stanie wojennym stracili pracę na śląskich uczelniach za działalność w „Solidarności”. Śledztwo toczy się w sprawie „przekroczenia uprawnień i złośliwego naruszania praw pracowniczych przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego”, za co grozi do 3 lat więzienia.

Najpierw przesłuchano pokrzywdzonych z Uniwersytetu Śląskiego, gdzie czystek dokonywano od kwietnia do czerwca 1982 roku. Dr Mirosławę Błaszczak-Wacławik z Instytutu Filozofii pierwszą poproszono na przesłuchanie. Ta znana w środowisku działaczka „Solidarności” (Komitet Zakładowym NSZZ „S”, ekspert „Solidarności” w Hucie Katowice) została zwolniona z pracy „z uwagi na negatywne oddziaływanie wychowawcze na studentów”. – Nie wiem, kto stał za moim zwolnieniem, w jaki sposób weryfikował pracowników uczelni – mówi dr Błaszczak-Wacławik. – Pod zwolnieniem jest podpis tylko rektora UŚ, jednak nie sądzę, by w tej sprawie decyzja zapadała jednoosobowo. Za tą czystką nie stał ktoś z zewnątrz, tylko koledzy z uczelni.

Prokurator Zbigniew Woźniak z IPN przypuszcza, że na wydziałach funkcjonowały specjalne komisje weryfikujące naukowców, ale ostateczna decyzja należała do komisji uczelnianej. – Próbuję ustalić skład personalny tych komisji, do nazwisk jednej z nich udało mi się dotrzeć, rozszyfrowuję podpisy. Poprosiłem o pomoc Uniwersytet Śląski i otrzymałem odpowiedź, że dokumentów nie ma, a jeśli były, zabrała je rzeka Rawa, kiedy zalała archiwum. IPN zajrzał do teczek personalnych pracowników zwolnionych w 1982 r. – Zawierały pozytywne opinie o wynikach pracy naukowej i dydaktycznej, o nagrodach, awansach i publikacjach – dodaje prokurator. – To byly zwolnienia polityczne za przynależność do „Solidarności”.

Wielu naukowców wyjechało za granicę albo do innych miast. Musieli zmienić zawód, bo wilczy bilet zamykał im wstęp do szkół wyższych. Po 1989 r. niektórzy wracali na uczelnię. Od tego samego rektora, który ich wcześniej zwolnił – prof. Sędzimira Klimaszewskiego – otrzymywali pismo, w którym czytali: „W związku z ustawą o szczególnych uprawnieniach niektórych osób do ponownego nawiązania stosunku pracy przeprowadziłem analizę decyzji podjętych w warunkach stanu wojennego i stwierdzam, że miały one charakter polityczny”. Rektor sam się przyznał w 1989 r., że w 1982 r. wyrzucał z przyczyn politycznych.

IPN zwrócił się do kolejnych zakładowych komisji „Solidarność” z prośbą o informacje. Odpowiedziała tylko Politechnika Śląska. W wykazie osób zwolnionych i represjonowanych jest ponad 70 nazwisk. Motywy zwolnień są podobne jak na Uniwersytecie Śląskim: „negatywne oddziaływanie wychowawcze na studentów”. Wypowiedzenia podpisywał ówczesny rektor Politechniki Śląskiej prof. Marian Starczewski. Niektórzy nie czekali na formalne wypowiedzenie. Nazbyt wyraźnie dawano im do zrozumienia, że czas się rozstać, że droga awansu jest zamknięta. – Atmosfera była nie do zniesienia, trzeba było odejść – mówi dr inż. Jan Czaja, który współtworzył „Solidarność” na Wydziale Górniczym PŚ. – Rozstałem się z uczelnią po 12 latach pracy, porzucając ambicje i marzenia o karierze naukowej.

————–

Uchwała Senatu UŚ z 25 września 2007 r.

 

W związku z przypadkami współpracy niektórych nauczycieli akademickich Uniwersytetu Śląskiego ze służbami specjalnymi PRL Senat Uniwersytetu Śląskiego potępia postępowanie osób, które działały na szkodę innych ludzi, a także organizacji oraz instytucji i tym samym sprzeniewierzyły się podstawowym wartościom zawodu nauczyciela akademickiego, a zwłaszcza wymogowi zachowania nienagannej postawy etycznej.

Senat uważa, że fakty te muszą być uwzględniane we wszystkich postępowaniach uniwersyteckich, w których postawa etyczna jest brana pod uwagę. Upływ czasu nie jest w tym przypadku czynnikiem łagodzącym haniebność dokonanych czynów. Szczególny charakter zawodu nauczyciela akademickiego sprawia, że do jego wykonywania nie wystarczają tylko kompetencje merytoryczne, ale równie ważna jest postawa etyczna.

Jednocześnie, Senat Uniwersytetu Śląskiego opierając się na źródłach historycznych podkreśla, że zdecydowana większość nauczycieli akademickich zachowała się godnie w czasach zniewolenia. Jest wiele przykładów postaw bezkompromisowych wobec aparatu władzy — ludzi, którzy pozostali wierni idei uniwersytetu jako miejsca poszukiwania prawdy i wolnej myśli. Uniwersytet Śląski jak żadna inna polska uczelnia w okresie stanu wojennego został poddany bezprecedensowym represjom łącznie z aresztowaniem Rektora prof. dr. hab. Augusta Chełkowskiego i Prorektor prof. dr hab. Ireny Bajerowej. Z jednej strony świadczy to o stopniu inwigilacji jego społeczności, do której władza nie miała zaufania, a z drugiej o skali zaangażowania pracowników uczelni w ruch wolnościowy. Dlatego uznajemy za bezpodstawne, niesprawiedliwe i krzywdzące wszelkie uogólnienia oparte na jednostkowych przypadkach haniebnych zachowań niektórych pracowników. Takie uogólnienia bezkrytycznie powielające propagandowe hasła komunistyczne są szczególnie krzywdzące dla większości członków społeczności Uniwersytetu Śląskiego, którzy w trudnych chwilach zachowali się godnie i mają prawo być dumni z osiągnięć Alma Mater Silesiensis.

Senat Uniwersytetu Śląskiego za właściwe uznaje poszukiwanie prawdy o przeszłości Uczelni i przygotowanie wnikliwego raportu w tej sprawie przez senacką Komisję Historyczną.

———

Przyjaciele bezpieki na uniwersytecie

Gazeta Polska – ONET Kiosk

Sędzimir Klimaszewski, w latach 80. rektor Uniwersytetu Śląskiego, zmarł w 2001 r. W nekrologu widniały słowa „przyjaciel studentów”.

Jednym z „przyjaciół” rektora był Wiesław Asman, student matematyki, który w obawie przed internowaniem ukrywał się przez wiele miesięcy. W związku z nieobecnościami na zajęciach decyzją władz uczelni został skreślony z listy studentów. W sierpniu 1982 r. dzięki pomocy i życzliwości osób trzecich udało mu się nawiązać kontakt z rektorem Klimaszewskim i umówić na spotkanie. Dzięki troskliwej „opiece” rektora z gabinetu został wyprowadzony w kajdankach przez funkcjonariuszy SB, a następne miesiące spędził w obozie dla internowanych. Rektor był też „przyjacielem” pracowników naukowych, z których wielu, jak chociażby dr Barbara Kowalczyk czy nieżyjący już dr Sławomir Bugajski, musiało poszukać sobie innej pracy. W notatce służbowej z 13 grudnia 1983 r. z przeprowadzonej rozmowy z rektorem UŚ prof. Sędzimirem Klimaszewskim czytamy:

W wyniku tej rozmowy sędzia oświadczył, że prawdopodobnie skorzysta z przepisów prawnych mówiących o tym, że uznaje się za słuszną wersję S. Bugajskiego., lecz podtrzymuje się decyzję o zwolnieniu z pracy w Uniwersytecie Śląskim ze względu na dobro zakładu pracy.

SB oddziaływało na uczelnię również poprzez tajnych współpracowników. Jednym z najbardziej aktywnych był TW „Stefan”, pracownik naukowy na wydziale fizyki, który nie tylko donosił na swoich kolegów, ale dał się nawet zamknąć na 48 godzin w jednej celi z Bugajskim, aby uzyskać jego większe zaufanie. Przyniosło to zresztą wymierny efekt, gdyż Bugajski przekazał mu prowadzenie kolportażu na wydziale fizyki, w związku z czym bezpieka wiedziała, kto jest kim w podziemiu. Z notatki służbowej: W czasie rozmowy S. Bugajski zaproponował TW „Stefan” żeby przejął jego rolę, jako głównego kolportera nielegalnych wydawnictw wśród pracowników U. Śl. TW „Stefan” na propozycję ww wyraził zgodę. S. Bugajski poinformował, że partię ulotek (ok. 100 szt.) otrzymywać będzie w piątki od pracownika Zakładu Fizyki Teoretycznej U. Śl. mgr Marka Szopy.

Lustracja szczecińskiego ośrodka akademickiego

Były esbek przestanie uczyć prawa
Polska » Głos Wielkopolski ,23.07.2008
“władze Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Koszalinie zdecydowały się zwolnić byłego esbeka. W czerwcu po informowaliśmy, że eksoficer bezpieki uczy zasad tworzenia prawa i podstaw prawoznawstwa oraz jest promotorem prac dyplomowych. W przeddzień 52. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 były esbek egzaminował studentów.
Kłys pracował w bezpiece od 1954 do 1970 roku, gdy wyrzucono go z SB za korupcję. W 1959 r. wszczął i prowadził przez prawie 10 lat sprawę o kryptonimie “Maestro” przeciwko mecenasowi Stanisławowi Hejmowskiemu. Ten wybitny prawnik podpadł władzom PRL z powodu brawurowej obrony uczestników Czerwca. Z archiwalnych dokumentów, do których dotarliśmy, wynika że kapitan Kłys zarządził totalną inwigilację Hejmowskiego: podsłuchy, kontrolę korespondencji, tajne przeszukania, śledzenie. Otoczył mecenasa wieloma agentami. Z inicjatywy esbeka preparowano dokumenty dowodzące rzekomego łamania prawa przez odważnego obrońcę i rozpowszechniano szkalujące go informacje. Adwokata pozbawiono prawa wykonywania zawodu i obciążono wysokimi grzywnami. Dzisiejszy profesor nadzwyczajny uniemożliwiał wiele lat prawnikowi wyjazd do najbliższej rodziny mieszkającej w Szwecji.”

——–

Oficer stalinowskiego UB dziś uczy studentów prawa

Polska, 2008-06-27

Stanisław Kłys po tragicznych wydarzeniach poznańskiego Czerwca ’56 prześladował obrońcę zbuntowanych robotników, mec. Stanisława Hejmowskiego. Dziś ten były oficer UB jest profesorem nadzwyczajnym uczelni w Koszalinie i wykłada prawo. Wczoraj, dokładnie w przededniu 52. rocznicy Czerwca, egzaminował studentów.

Kłys rozpoczął pracę w Urzędzie Bezpieczeństwa jeszcze w czasach stalinowskich, w 1954 roku. Trzy lata po poznańskim zrywie, w 1959 roku, wszczął sprawę o kryptonimie Maestro przeciwko poznańskiemu adwokatowi Stanisławowi Hejmowskiemu. Mecenas bronił zbuntowanych robotników, których komuniści postawili przed sądem. Kłys uznał go (jak czytamy w jednym ze zachowanych dokumentów) za „osobę wykazującą wybitnie wrogi stosunek do ustroju PRL”. Zarządził inwigilację Hejmowskiego: podsłuchy, kontrolę korespondencji, tajne przeszukania, śledzenie. Otoczył adwokata agentami.

Z inicjatywy Kłysa preparowano dokumenty dowodzące rzekomego łamania prawa przez Hejmowskiego i rozpowszechniano szkalujące informacje. Adwokata pozbawiono prawa wykonywania zawodu i obciążono wysokimi grzywnami. Dzisiejszy profesor koszalińskiej uczelni uniemożliwiał prawnikowi wyjazd do rodziny do Szwecji. Zaszczuwany latami obrońca robotników podupadł na zdrowiu. 

——–

Dawny ubek dziś uczy studentów prawa

NĘKAŁ UCZESTNIKÓW CZERWCA ’56, DZIŚ WYKŁADA

tvn24 , 28.06.2008

W sobotę mijają 52 lata odkąd poznańscy robotnicy wyszli na ulice. W wyniku dwudniowych starć z milicją śmierć poniosło wtedy 58 osób. Oficer UB, który wówczas nękał adwokata zbuntowanych robotników, dziś ma się świetnie – donosi „Polska”. Wykłada na jednej z niepublicznych uczelni w Koszalinie.

——-

Szczecin. US: buntu wykształciuchów nie będzie

GW 29.03.2007

Uniwersytet Szczeciński nie poparł antylustracyjnego buntu na innych uczelniach. Rektor zakazał też senatorom wypowiadania się na temat lustracji. Sam milczy.

Lustracja rzeszowskiego ośrodka akademickiego

Prof.dr hab. Andrzej L. Zachariasz
stanowisko w sprawie lustracji

Rzeszów. Prof. Zachariasz protestuje przeciwko lustracji

GW 27.03.2007

Tajni Współpracownicy rzeszowskiej SB Rzeszów, czerwiec 2005 r.

 

 

Lustracja poznańskiego ośrodka akademickiego

Trzyosobowa komisja historyczna na UAM zbada inwigilację uniwersytetu przez SB

GW 8.06.2007

———

Ustawa lustracyjna upokarza pracowników naukowych

serwis epoznan.pl

28.03. 2007

Władze poznańskiego Uniwersytetu poparły stanowisko tych uczelni wyższych, które uważają, że zmiany w ustawie lustracyjnej mogą okazać się krzywdzące dla wielu pracowników naukowych i ograniczają autonomię uczelni.

Senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza podkreśla, że samej lustracji nie jest przeciwny i rozumie konieczność rozliczenia się z przeszłością. Chce jedynie zachować dotychczasową samodzielność i autonomię uczelni oraz w przypadku, kiedy sankcje przewidziane w ustawie jednakowo dotykają osoby, które tylko widnieją w dokumentach służb PRL i te, które swoją współpracą krzywdziły innych, oszczędzić pracownikom upokorzeń.

———–

Poznań. Na UAM są też zwolennicy lustracji

GW 3.04.2007

Poznań. Pierwszy profesor UAM mówi lustracji: nie!

GW 29.03.2007

„Nie złożę oświadczenia lustracyjnego. (…) Nie zgadzam się na grzebanie ideałów, takich jak: godność człowieka, prawo gwarantujące bezpieczeństwo pracy, sprawiedliwość, wolność sumienia, swoboda wypowiedzi” – napisał do rektora UAM prof. Piotr Piotrowski, szef Instytutu Historii Sztuki

———

Janusz Pałubicki i prof. Tomasz Schramm ujawniają, kto donosił na nich SB

 

document.write(‚<OBJECT classid=”clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000″ codebase=”http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=4,0,2,0&#8243; ID=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” width=300 height=600>’);
document.write(‚<param name=movie value=”http://adv.gazeta.pl/ads/23/JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL.swf?clickTag=http%3A%2F%2Fwww.gazeta.pl%2Freloadwww%3Fatex%3D46971%26url%3Dhttp%253A%252F%252Fwww.krakow.pl%252Fweekend%26dx=’+ban_dx+’%26ts=’+ban_ts+'”>’);
document.write(‚<param name=quality value=high><param name=wmode value=opaque><param name=”menu” value=”false”>’);
document.write(‚<embed wmode=opaque NAME=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” ID=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” src=”http://adv.gazeta.pl/ads/23/JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL.swf?clickTag=http%3A%2F%2Fwww.gazeta.pl%2Freloadwww%3Fatex%3D46971%26url%3Dhttp%253A%252F%252Fwww.krakow.pl%252Fweekend%26dx=’+ban_dx+’%26ts=’+ban_ts+'&#8221; quality=high swLiveConnect=true pluginspage=”http://www.macromedia.com/shockwave/download/index.cgi?P1_Prod_Version=ShockwaveFlash&#8221; type=”application/x-shockwave-flash” width=300 height=600>’);
document.write(‚</embed></OBJECT>’);


 

Gazeta Wyborcza, Piotr Bojarski, 19-10-2005 
Niespodziewany finał konferencji naukowej o „Solidarności” w aktach SB: Janusz Pałubicki ujawnił, że Jerzy Nowacki, dziś znany dziennikarz poznańskiej TVP, donosił na niego SB. Innego współpracownika SB na UAM ujawnił historyk, prof. Tomasz Schramm

<!–1–>Pałubicki i Schramm wraz z wiceprezesem IPN Januszem Krupskim uczestniczyli wczoraj w dyskusji zorganizowanej przez Instytut, „S” i Wyższą Szkołę Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. Dzielili się ze słuchaczami refleksjami z lektury swoich teczek – a raczej z tego, co z nich pozostało w IPN. Pałubicki opowiadał, jak przeglądając udostępnione mu niedawno nowe materiały na swój temat, natknął się na donosy współpracownika SB pod pseudonimem Stanisław Brzozowski. Wystąpił do IPN o odtajnienie danych agenta. Według IPN Brzozowskim był Jerzy Nowacki, wówczas członek Zarządu Regionu wielkopolskiej „S”.

Szok dla TVP

Kiedy Pałubicki to mówił, na sali zaległa całkowita cisza: Nowacki to od kilkunastu lat znany dziennikarz TVP, odpowiedzialny za publicystykę.

Pałubicki przytoczył w sumie trzy przykłady, świadczące o tym, że pewne wydarzenia musiały być konsekwencją informacji, które wyciekły do SB przez Nowackiego (sprawa instrukcji strajkowej dla załóg zakładów pracy, „nalotu” esbeków na mieszkania wykorzystywane przez „S”, a także tajnej siedziby ścisłego kierownictwa związku, przygotowywanej w ZNTK na wypadek strajku powszechnego jesienią 1981 r.). – O siedzibie w ZNTK wiedzieliśmy tylko ja i Nowacki. Późniejsze „gonitwy” SB w ZNTK wskazywały, że Nowacki musiał się podzielić tą informacją – podsumował Pałubicki.

Nowacki nie chciał rozmawiać z „Gazetą”. Zapytany przez Radio Merkury, czy donosił SB na Pałubickiego, odpowiedział: – W mojej świadomości nie. Ja wiem, co się w moim życiu wydarzyło i jak starałem się zasłużyć dla Polski. Myślę, że sporo zrobiłem. Bo to były trudne czasy, ja niewątpliwie byłem wielokrotnie przesłuchiwany przez SB i spotkań takich miałem bardzo wiele. Jak je wykorzystywano, nie wiem.

Polskiej Agencji Prasowej powiedział: Jeżeli popełniłem kiedykolwiek grzech pychy czy niefrasobliwości, łatwowierności albo gadulstwa, to stawiając go na szali z moją postawą przez wiele lat, jest on niewątpliwie mniejszy. Ale jeżeli mam ponieść odpowiedzialność za te grzechy, to jestem gotów ponieść w całej rozciągłości.

Jest im przykro

Działacze „S” podkreślają, że podejrzenia wobec Nowackiego były w związku tajemnicą poliszynela – nie było na nie żadnych dowodów. – Wiedziałem o tym od 25 lat. To, że Janusz to ujawnił, nie jest dla mnie sprawą sensacji czy triumfu. Ja z tym człowiekiem studiowałem, rekomendowałem go nawet Kuroniowi do KOR – powiedział nam Lech Dymarski, niegdyś rzecznik „S”.

– Oczywiście jest mi przykro – komentuje były wojewoda Maciej Musiał, dawny działacz „S”. – Chciałbym jednak oddzielić dwie sprawy: fakty, które wynikają z dokumentów, od osoby. Bo ludzie się zmieniają. Obawiam się, że za chwilę powstanie komitet obrony Nowackiego. Pytanie, ile w tym będzie szlachetności, a ile strachu?

TW Leński

Prof. Tomasz Schramm zrelacjonował zawartość swojej teczki, na którą złożyły się m.in. meldunki tajnego współpracownika „Leńskiego”. Wystąpił do IPN o jego dane – według Instytutu współpracownikiem SB był Dariusz Matelski, dziś doktor Instytutu Historii UAM. Profesor ujawnił wczoraj jego nazwisko dopiero po wyraźnej zachęcie Pałubickiego. – Absolutnie nie chciałem z tego robić demonstracji – powiedział nam później.

Dodzwoniliśmy się wczoraj wieczorem do Matelskiego. – Trudno mi powiedzieć cokolwiek na ten temat. Musiałbym zobaczyć te akta – stwierdził.

„Gazeta”: Współpracował pan z SB czy nie?

Tu Matelski rozłączył się. Po ponownym połączeniu nie chciał rozmawiać: – Jestem w gościach, jem kolację

Lustracja lubelskiego ośrodka akademickiego

KUL w cieniu teczek

GW 18.01.2005

Lustracja KUL nabiera tempa

GW 15.01.2005

 

STANOWISKO
Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” UMCS
w sprawie Komisji Historycznej
z dnia 27 marca 2007 roku

    Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” UMCS podtrzymuje swoje stanowisko z dnia 9 stycznia 2007 roku dostrzegające potrzebę powołania Komisji Historycznej UMCS. Uważamy, że oświadczenia lustracyjne pracowników są tylko niewielkim wycinkiem odkrywania prawdy o przeszłości Uniwersytetu, a ich weryfikacja odsuwa to odkrywanie w daleką przyszłość.
    Oprócz oświadczeń lustracyjnych problemem jest działalność oficjalnych organów (egzekutyw) PZPR i ich członków. Oni mogli bardziej zaszkodzić pracownikom. To „dzięki” nim dziesiątki pracowników naukowych nie wyjechało na stypendia zagraniczne, nie otrzymało stopni naukowych czy nagród.
    Inny problem, może najważniejszy, to rola pracowników naukowych UMCS tworzących „podwaliny” pod ideologię marksizmu, leninizmu, socjalizmu. To ich opracowania naukowe stawały się podstawą działania PZPR. To oni zapewniali aparat represji PRL (Milicję, UB, SB…) o słuszności ich działania. Pracownicy UMCS prowadzili w ramach WUML stosowne szkolenia dla tych służb.
    Nasze stanowisko w sprawie powołania Komisji Historycznej tym bardziej staje się słuszne w świetle kontrowersji, jakie budzi w środowisku akademickim wykonanie ustawy lustracyjnej.

Józef Kaczor
Przewodniczący KZ NSZZ „S” UMCS

————-

Opcja na prawo 1/49 styczeń 2006 

Agenci na uczelniach

Piotr Bączek 

Według odnalezionego „sprawozdania pokontrolnego” z pracy Wydziału IV Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych z 1989 r. na KUL było 50 informatorów. Kontrola została przeprowadzona na zlecenie Głównego Inspektoratu Ministra Spraw Wewnętrznych. Zanotowano m.in.: Wydział pomimo wakatów umocnił się agenturalnie (ilościowo i jakościowo) w obiektach i środowiskach, np. w KUL z 39 TW w 1983 r. do 50. W wyniku ofensywnej działalności operacyjnej i oficjalnej osiągnięto wysoki stan wiedzy o operacyjnie ochranianych obiektach i środowiskach oraz zmniejszono stan zagrożenia w nich.
Funkcjonariusze SB wyliczyli, że stan siatki tajnych współpracowników na 31 marca 1989 r. wynosił 176 TW, w tym w instytucjach i środowiskach KUL – 50: 4 członków senatu, 19 pracowników naukowych, z których 4 jest jednocześnie wykładowcami Wyższego Seminarium Duchownego, 9 pracowników administracji, 6 studentów, 8 posiadających dotarcie.
———–
Kontakty obywatelskie pracowników UMCS
GW,2007-04-05,
Na UMCS większą grupę od naukowców zarejestrowanych jako TW stanowili informatorzy SB, których określano jako kontakty obywatelskie. Czy to oznacza, że byli agentami bezpieki?
Przed kilkoma dniami napisaliśmy o badaniach historyka lubelskiego IPN dr Doroty Gałaszewskiej-Chilczuk dotyczących polityki PRL wobec UMCS i KUL. Wnioski trafią do książki, która ukaże się nakładem wydawnictwa IPN. Po publikacji „Gazety” list do redakcji przesłał dr Rafał Wnuk, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej lubelskiego IPN
Fakt, że w jakiejś instytucji bezpieka miała mało zarejestrowanych TW, nie oznacza, że nie posiadała w niej swoich źródeł informacji. Przy Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu i Leninizmu przy PZPR – najbardziej „czerwonej” uczelni w PRL, nie było prawdopodobnie ani jednego zarejestrowanego TW. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy poszczególne kategorie współpracy
– Wiktor Trościanko, najcenniejszy współpracownik wywiadu PRL w Radiu Wolna Europa, nie był zarejestrowany jako tajny współpracownik (TW), tylko kontakt operacyjny (KO). Analogiczną do kontaktu operacyjnego jest też kategoria kontaktu obywatelskiego i kontaktu służbowego (KS). Nierzadko informacje KO były dla SB znacznie cenniejsze niż te pozyskiwane od TW. KO działali często z pobudek, które dziś określilibyśmy jako ideowe – tak było właśnie w przypadku Wiktora Trościanki, często należeli do PZPR. Czasem informacjami dla SB chcieli też pomóc sobie w karierze. Dochodziło do czegoś na kształt wzajemnego świadczenia usług między bezpieką a kontaktem – ten ostatni dostarczał informacji, a SB pomagała mu załatwić ważne dla niego sprawy. KO nie brali pieniędzy, nie wymagano od nich podpisania deklaracji współpracy, do 1970 r. nie byli rejestrowani w kartotekach. I teraz pojawia się pytanie: czy KO to agenci SB? Uważam, że często spełniali taką funkcję.
——-
GW, 2007-04-02,
Prace nad książką dotyczącą historii największej uczelni w regionie kończy właśnie historyk IPN dr Dorota Gałaszewska-Chilczuk z lubelskiego oddziału instytutu – W tym tygodniu składam do wydawnictwa IPN maszynopis – zapowiada. Praca dotyczy polityki państwa wobec UMCS i KUL w latach 1944-1989. Gałaszewska-Chilczuk obroniła na UMCS doktorat poświęcony tej problematyce. Dotyczył lat 1944-1969. W rozmowie z „Gazetą” nie ukrywała, że złagodziła niektóre wątki dotyczące wpływów w partii władz uniwersytetu i wynikających z tego korzyści dla UMCS – jak np. fundusze na inwestycje.    

– Z badań, które prowadziłam nad doktoratem, jednoznacznie wynikało, że stwierdzenie jakoby „UMCS był czerwoną uczelnią” jest krzywdzące dla uniwersytetu i nie odpowiada prawdzie.

– W aktach IPN nie znalazłam informacji o TW działających na uczelni. To dość zastanawiające, bo trudno uwierzyć, że na uniwersytecie nie było agentury. Pod koniec 1981 r. w akcie protestu rozwiązał się komitet uczelniany PZPR na UMCS. Uczelnia stała się w latach 80. silnym ośrodkiem opozycyjnym. W 1984 stanowisko rektora objął Stanisław Uziak. Występował w obronie pracowników naukowych i studentów zaangażowanych w działalność opozycyjną
———
 
50 agentów SB na KUL?
Gazeta wyborcza,  Paweł P. Reszka, Lublin 11-08-2005

     
 

 

IPN odnalazł tajny dokument lubelskiej SB z 1989 roku. Esbecy chwalą się osiągnięciami: mamy 50 tajnych współpracowników na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. I snują ambitne plany na następne lata

<!–0–>Dokument to „sprawozdanie pokontrolne” z pracy Wydziału IV (SB) Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych z 1989 roku. Kontrolę przeprowadzono na zlecenie ówczesnego Głównego Inspektoratu Ministra Spraw Wewnętrznych. Wypadła dobrze. „Wydział pomimo wakatów umocnił się agenturalnie (ilościowo i jakościowo) w obiektach i środowiskach, np. w KUL z 39 TW w 1983 r. [wówczas była poprzednia kontrola – red.] do 50. W wyniku ofensywnej działalności operacyjnej i oficjalnej osiągnięto wysoki stan wiedzy o operacyjnie ochranianych obiektach i środowiskach oraz zmniejszono stan zagrożenia w nich” – pisali kontrolerzy. W ciężkiej pracy SB nie brakło też obiektywnych trudności: „(…) od śmierci ks. J. Popiełuszki w dalszym ciągu problemem jest dążenie, głównie agentury księżowskiej, do zerwania kontaktu z SB – aktualnie dotyczy to 16 TW na 52 jednostki objęte kontrolą”.

Kontrolerzy SB policzyli siatkę tajnych współpracowników: „Stan na dzień 31 III 1989 r. wynosił 176 TW, uplasowanych w następujących obiektach i środowiskach: KUL – 50, w tym 4 członków senatu, 19 pracowników naukowych, z których 4 jest jednocześnie wykładowcami Wyższego Seminarium Duchownego, 9 pracowników administracji, 6 studentów, 8 posiadających dotarcie”. Jednak z tych liczb wynika, że na KUL było 46 TW, a nie 50 („19 pracowników naukowych, z których 4 jest…”). Czy esbecy mieli kłopoty z arytmetyką? Małgorzata Choma-Jusińska z lubelskiego IPN, która odnalazła dokument: – Pewnie dwukrotnie policzyli wykładowców z WSD, ale żeby rozstrzygnąć tę zagadkę, należałoby dotrzeć do innych statystyk SB.

Raport wylicza niedociągnięcia: „Niewystarczające nasycenie agenturą występuje na odcinku alumnów WSD oraz studentów KUL”. Ambitny plan na rok 1989 zakładał 18 nowych „pozyskań”. SB mogła mieć jednak problemy z jego realizacją – dokument pochodzi z kwietnia 1989 roku, właśnie skończyły się obrady Okrągłego Stołu…

Małgorzata Choma-Jusińska dodaje, że informacje o TW należy traktować ostrożnie: – Nie widziałam teczek agentów, więc nie wiem, jaka była ich faktyczna przydatność do współpracy. Zresztą większość dokumentów zniszczono.

W 1989 r. KUL miał 451 pracowników i ok. 4,5 tys. studentów. Problem infiltracji środowiska KUL bada trzyosobowa komisja kierowana przez prof. Janusza Wronę z UMCS. Powołał ją metropolita lubelski abp Józef Życiński. Prace mają się zakończyć publikacją i potrwają do czterech lat.

Dla Gazety ks. prof. Andrzej Szostek, były rektor KUL

50 pracowników KUL zarejestrowanych w esbeckich dokumentach jako TW na pewno chluby nam nie przynosi. Ale ta liczba nie przytłacza – biorąc pod uwagę skalę inwigilacji i to, jak wiele działań podejmowali komuniści, by „rozpracować” naszą uczelnię.  

——————-

KUL pod nadzorem SB 

——————

„Odczerwieniam” UMCS

Rozmawiała Magdalena Bożko

Rozmowa z dr Dorotą Gałaszewską-Chilczuk z Instytutu Pamięci Narodowej, oddział w Lublinie

http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090213/MAGAZYN/952889464

To miał być wzorcowy uniwersytet; wizytówka nowej władzy, kształcąca dzieci z rodzin chłopskich i robotniczych. 23 października 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podjął decyzję o otwarciu tej pierwszej państwowej uczelni wyższej. Nieprzypadkowo jej pierwszym rektorem został prof. Henryk Raabe, przedwojenny członek Polskiej Partii Socjalistycznej, który miał być wówczas dowodem intencji demokratycznych polskich komunistów. Było to posunięcie czysto taktyczne, o czym prof. Raabe bardzo szybko się sam przekonał. Jak naczelnik Wydziału Szkół Wyższych Resortu Oświaty PKWN forsował pomysł powołania w Lublinie Akademii Medycyny i Nauk Przyrodniczych, który uzasadniał potrzebami regionu. Tłumaczył, że w Lublinie nie ma sensu otwierania uniwersytetu, skoro KUL właśnie wznawiał działalność. Ten pomysł jednak nie spodobał się kierownictwu PPR, któremu zależało nie tyle na kierunkach kształcenia, a na możliwości skutecznej indoktrynacji.

To była dobra, jak na tamte czasy, uczelnia. Raabe skompletował znakomitą kadrę naukową. Ściągnął ocalonych w czasie wojny profesorów ze Lwowa. Był bardzo dobrym rektorem, któremu UMCS wiele zawdzięcza. Tym bardziej że sytuacja uczelni, o czym się nie zawsze pamięta, była tragiczna. Powstała bez sal wykładowych, mieszkań dla kadry naukowej i studentów. Bez stołówek, bibliotek, urządzeń laboratoryjnych i mebli. Finansowe poparcie od władz państwowych szybko okazało niewystarczające. Paradoksalnie, dzięki temu, że prof. Raabe był wysoko postawionym członkiem PPS, a od sierpnia 1945 roku polskim ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnikiem Rzeczypospolitej Polskiej w ZSRR, miał spore kontakty i możliwości. Ściągał do Lublina wszystko, co się dało. Od książek, po materiały na ubrania dla profesorów.

– Postawa Raabego była od początku ostro krytykowana przez partyjnych profesorów. Do tego doszły ataki ze strony lubelskiego Komitetu Wojewódzkiego PPR. Szczególnie nie podobała się prowadzona przez niego polityka kadrowa. Zarzucano mu – i jego najbliższym współpracownikom – nielojalność wobec PPR, obsadzanie senatu opozycjonistami czy „jawnymi reakcjonistami”. Władzy partyjne nie akceptowały dbałości wykazywanej przez prof. Raabego w utrzymaniu autonomii przez uczelnie. Za to wszystko musiał zapłacić swoim odejściem.

Nowym rektorem został bezpartyjny prof. Tadeusz Kielanowski, zaś prorektorem Józef Parnas; najpierw aktywny członek PPR, później PZPR, Wojewódzkiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego w Lublinie. Po odejściu Kielanowskiego na stanowisko rektora Akademii Medycznej w Białymstoku od 1950 r., Parnas przez półtora roku pełnił obowiązki rektora UMCS. Jak wskazują zachowane materiały archiwalne i wspomnienia, był oceniany jako postać co najmniej dziwna. Do tej pory kariera naukowa i stopnie naukowe Parnasa są przedmiotem kontrowersji. Trudności z ustaleniem jego danych personalnych miało samo MSW. Jego teczce założonej w 1964 roku nadano kryptonim „Intrygant”. Liczbę napisanych przez niego życiorysów porównuje się z liczbą życiorysów zostawionych przez Bolesława Bieruta, do którego zresztą nieustannie pisał listy i zapraszał do Lublina. Wysyłał przeróżne donosy do władz partyjnych. Równocześnie pisał do… papieża z prośbą o błogosławieństwo. Partia miała z Parnasem niemały problem. Ale to właśnie on miał nadać, jak sam podkreślał w 1950 roku, uczelni oblicze godnej tradycji PKWN. Na uczelni zaczęli rządzić członkowie partii i Związku Młodzieży Polskiej….

Lustracja kieleckiego i radomskiego ośrodka akademickiego

Akademia Świętokrzyska przeciw oświadczeniom lustracyjnym naukowców

Rz 26.04.2007

Senat Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach uznał dziś, że wykonanie postanowień ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1945- 1990 oraz treści tych dokumentów „może stanowić zagrożenie dla funkcjonowania uczelni i prowadzenia badań naukowych”.

————–

RADOM

Awantura na uroczystościach obchodów 25-lecia strajku na WSI

GW 2006-12-12

Uczestnicy protestu nie chcieli się zgodzić na obecność prof. Mieczysława Trzeciaka, który przed laty był po drugiej stronie barykady.

prof. Mieczysław Trzeciak – W 1981 r. zdecydowanie występował on przeciwko protestującym, a w stanie wojennym był w komisji weryfikującej naukowców. Trzeciak działał aktywnie też w Zjednoczeniu Patriotycznym „Grunwald”, a w 1983 r. napisał szkalującą strajk książkę „Upiory studenckiej jesieni”.

ako pierwszy zaprotestował przeciwko obecności Trzeciaka Krzysztof Telka. – Ten pan podpisał się pod kwitem o braku mojej przydatności w procesie dydaktycznym.

To z ust tego człowieka wychodziły słowa o ekstremie, którą trzeba wyciąć z uczelni, by szkoła mogła się nadal rozwijać. To przez niego spędziłem osiem lat na „resocjalizacji”, pracując w przemyśle – denerwował się Telka.

– Mnóstwu ludzi wyrządził mnóstwo krzywd. Nie dajmy, by nam zepsuł święto, nasze święto – nawoływał Andrzej Erd.

Strajk na WSI

Strajk studentów i pracowników radomskiej WSI trwał od 26 października do 13 grudnia 1981 r., do wprowadzenia stanu wojennego. Bezpośrednią przyczyną wybuchu protestu był spór z ówczesnym rektorem uczelni Michałem Hebdą, ale chodziło też o wywalczenie pełnej autonomii szkolnictwa wyższego i prawa do demokratycznych wyborów władz uczelnianych. Dlatego protest szybko przestał być tylko lokalną sprawą. Z Radomia wzięły wzór i inne uczelnie. Po 13 grudnia wielu pracowników uczelni utraciło pracę, inni byli represjonowani i internowani.

————-

Gość Niedzielny (Gość radomski)

10 grudnia 2006  nr 34

http://goscniedzielny.wiara.pl/zalaczniki/2006/12/11/1165852072/1165852087.pdf

Aż po poranek stanu wojennego – Strajk w radomskiej WSI

Po strajku
Represje dotknęły zarówno pracowników naukowych, jak i studentów. Przykładem może być Jan Rejczak. Jeszcze przed strajkiem był przesłuchiwany przez SB w biurze rektora WSI. Po strajku, zwolniony z uczelni, dzięki pomocy bp. Materskiego aż do 1989 r. pracował jako katecheta. Wiele osób zostało zmuszonych do wyjazdu z kraju z „biletem w jedną stronę”, jak choć by panie Zachorska i Pochodyło, które dziś mieszkają w Australii.
Na szczęście znaleźli się też w kraju ludzie, którzy chcieli pomóc. Relegowanych studentów przyjmowano na Uniwersytet Warszawski, a z pomocą spieszył ówczesny rektor prof. Henryk Samsonowicz. Podobnie

było na Politechnice Warszawskiej, gdzie wyrzuceni z WSI studenci mogli liczyć na życzliwość prof. Jerzego Bukowskiego.

Lustracja gdańskiego ośrodka akademickiego

Wprost Numer: 14/2007 (1267)
Przywódcy antylustracyjnego buntu na uniwersytetach współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa
To oni zorganizowali protest przeciwko nowej ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. To oni oburzają się, że ustawa wymaga złożenia oświadczeń lustracyjnych przez wszystkich przedstawicieli wyższej kadry akademickiej. To profesorowie Andrzej Ceynowa (obecnie rektor Uniwersytetu Gdańskiego) oraz Józef Włodarski (dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego gdańskiej uczelni). – IPN nie może być wyrocznią – oświadczył prof. Włodarski.
Włodarski wraz z Ceynową inicjowali uchwalenie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich stanowiska potępiającego lustrację na uniwersytetach. Prof. Ceynowa jest nawet twórcą tzw. antylustracyjnego fortelu akademickiego. Polega on na tym, że profesorowie objęci lustracją na własną prośbę będą przenoszeni na funkcję asystenta. A asystenci lustracji nie podlegają. – Zrobię wszystko, by uchronić swoich ludzi – mówił pod koniec marca 2007 r. „Gazecie Wyborczej” prof. Ceynowa.
Okazuje się, że przywódcy antylustracyjnego frontu wśród akademików mają osobiste powody, by się bać ujawnienia zasobów IPN. Z dokumentów, do których dotarł „Wprost”, wynika, że profesorowie Włodarski i Ceynowa byli tajnymi współpracownikami tajnych służb PRL. Obaj współpracowali z bezpieką do końca istnienia PRL – ostatnie raporty pochodzą z 1989 r. Przyjmował je, podobnie jak od innych agentów uplasowanych wśród trójmiejskich naukowców, znany w Gdańsku ppłk Henryk Łapuszek.
Józef Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy 28 września 1974 r. Studiował wtedy na czwartym roku historii Uniwersytetu Gdańskiego..Po ukończeniu studiów Włodarskiego przejął Departament II MSW – kontrwywiad. Wtedy zaczął się posługiwać pseudonimem Jan. Donosił, robiąc jednocześnie karierę naukowca na Uniwersytecie Gdańskim. „Wprost” dotarł do raportów dotyczących sprawy obiektowej o kryptonimie „Zalew”, które składał funkcjonariuszom kontrwywiadu SB…
To wszystko fałszerstwo
– Nie współpracowałem z bezpieką. Miałem z nią częste kontakty, ale tylko dlatego, że z nią walczyłem. Nie podpisywałem żadnego zobowiązania i nie brałem pieniędzy. Wszystko jest sfałszowane – ocenia w rozmowie z „Wprost” prof. Włodarski. – Przedstawianie mojej osoby jako tajnego współpracownika jest zemstą panów z IPN za to, że krytykuję lustrację – dodaje.

Zaprzecza też, że współpracował z kontrwywiadem. – Owszem, spotykałem się z konsulem Chin w Gdańsku, ale było to związane wyłącznie z moimi zainteresowaniami SB – dodaje Włodarski. Twierdzi też, że sam był zwalczany przez bezpiekę. Jako argument podaje fakt, że nie mógł wyjeżdżać za granicę i nie mógł pracować w szkolnictwie wyższym. W jego oficjalnym biogramie jest jednak informacja, że do końca lat 80. zdobywał stopnie naukowe: w 1989 r. został adiunktem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, wcześniej na Uniwersytecie Gdańskim obronił doktorat….”Archiwa są niewiarygodne. Niemal każdy, kto prowadził działalność naukową w latach 70. i 80., powinien się przyznać do winy – tłumaczył kilkanaście dni temu w „Gazecie Wyborczej” prof. Józef Włodarski. Tylko dlaczego sam nie potrafi się przyznać do winy?

….Z dokumentów, do których dotarł „Wprost”, wynika, że tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Lek był prof. Andrzej Ceynowa, dziś rektor Uniwersytetu Gdańskiego w latach 80. kontaktujący się z Lechem Wałęsą. Na potrzeby bezpieki inwigilował dyplomatów i obcokrajowców mających kontakt z Uniwersytetem Gdańskim
—————-
———
GW  20.03.2007

Uniwersytet Gdański pomoże wykładowcom, którzy nie chcą składać oświadczeń lustracyjnych – będą na własną prośbę degradowani przez rektora do stanowiska asystenta. A asystenci lustracji nie podlegają. – Ta forma lustracji jest niesprawiedliwa – mówi prof. Andrzej Ceynowa, rektor UG. – Zrobię wszystko, by uchronić moich ludzi.

Rektor UG Andrzej Ceynowa: – Podsunięto mi pomysł, by takie osoby na ich pisemne życzenie pozbawiać funkcji i przekwalifikować na asystenta. To sprawa uczelni: asystentem może zostać nawet profesor. Zatrzymam kadrę, a problem się rozwiąże. Osób, które mogłyby kierować instytutami, nie zabraknie.

Prof. Józef Włodarski, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego, badacz służb specjalnych do XIX wieku: – IPN nie może być po tylu latach wyrocznią. Archiwa są niewiarygodne. Nie daje się szans osobom, które padły ofiarą manipulacji. Niemal każdy, kto prowadził działalność naukową w latach 70. i 80., powinien przyznać się do winy. SB non stop kręciła się w tym środowisku. Nie wspomnę o tych, co wyjeżdżali na stypendia. SB nagabywała ich bez przerwy. Kto wie, co tam powypisywali?

———

DOLINA CZERWONYCH SŁONI

Artykuł z „Tygodnika Gdańskiego” nr 15., 14 kwietnia 1991

Ustawa o szkolnictwie wyższym z dnia 12 września 1990 utrwaliła w uczelniach struktury profesorskie z ostatniego dziesięciolecia. Okres ten charakteryzował się licznymi mianowaniami na stanowiska profesorskie przez wojskowo-partyjne władze stanu wojennego i pod wpływem rekomendacji czynników partyjnych. Praktyki te miały szczególne nasilenie w mniejszych szkołach akademickich, w których autorytet naukowy Senatu i Rad Wydziałów nie był wysoki.

W Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni dokonano dodatkowo drastycznej czystki kadry naukowej z powodu zaangażowania części tej kadry w działalność związkową NSZZ „Solidarność” w latach 1980-81…

——-

Gdańsk. Senat UG potępił ustawę

GW 2007-03-23

„Ustawę lustracyjną ingerującą w autonomię wyższych uczelni uważamy za szkodliwą dla całej społeczności akademickiej. Nie chcemy, aby oceny postaw moralnych kadry profesorskiej i wykładowców dokonywano na podstawie niekompletnych, często wyrywkowych i trudnych do zweryfikowania dokumentów służby bezpieczeństwa” – czytamy w uchwale, którą przyjął wczoraj senat Uniwersytetu Gdańskiego. – Obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych odbierany jest przez wielu uczciwych pracowników Uniwersytetu Gdańskiego, niesplamionych współpracą z SB, jako naruszenie ich godności”.