Lustracja szczecińskiego ośrodka akademickiego

Były esbek przestanie uczyć prawa
Polska » Głos Wielkopolski ,23.07.2008
“władze Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Koszalinie zdecydowały się zwolnić byłego esbeka. W czerwcu po informowaliśmy, że eksoficer bezpieki uczy zasad tworzenia prawa i podstaw prawoznawstwa oraz jest promotorem prac dyplomowych. W przeddzień 52. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 były esbek egzaminował studentów.
Kłys pracował w bezpiece od 1954 do 1970 roku, gdy wyrzucono go z SB za korupcję. W 1959 r. wszczął i prowadził przez prawie 10 lat sprawę o kryptonimie “Maestro” przeciwko mecenasowi Stanisławowi Hejmowskiemu. Ten wybitny prawnik podpadł władzom PRL z powodu brawurowej obrony uczestników Czerwca. Z archiwalnych dokumentów, do których dotarliśmy, wynika że kapitan Kłys zarządził totalną inwigilację Hejmowskiego: podsłuchy, kontrolę korespondencji, tajne przeszukania, śledzenie. Otoczył mecenasa wieloma agentami. Z inicjatywy esbeka preparowano dokumenty dowodzące rzekomego łamania prawa przez odważnego obrońcę i rozpowszechniano szkalujące go informacje. Adwokata pozbawiono prawa wykonywania zawodu i obciążono wysokimi grzywnami. Dzisiejszy profesor nadzwyczajny uniemożliwiał wiele lat prawnikowi wyjazd do najbliższej rodziny mieszkającej w Szwecji.”

——–

Oficer stalinowskiego UB dziś uczy studentów prawa

Polska, 2008-06-27

Stanisław Kłys po tragicznych wydarzeniach poznańskiego Czerwca ’56 prześladował obrońcę zbuntowanych robotników, mec. Stanisława Hejmowskiego. Dziś ten były oficer UB jest profesorem nadzwyczajnym uczelni w Koszalinie i wykłada prawo. Wczoraj, dokładnie w przededniu 52. rocznicy Czerwca, egzaminował studentów.

Kłys rozpoczął pracę w Urzędzie Bezpieczeństwa jeszcze w czasach stalinowskich, w 1954 roku. Trzy lata po poznańskim zrywie, w 1959 roku, wszczął sprawę o kryptonimie Maestro przeciwko poznańskiemu adwokatowi Stanisławowi Hejmowskiemu. Mecenas bronił zbuntowanych robotników, których komuniści postawili przed sądem. Kłys uznał go (jak czytamy w jednym ze zachowanych dokumentów) za „osobę wykazującą wybitnie wrogi stosunek do ustroju PRL”. Zarządził inwigilację Hejmowskiego: podsłuchy, kontrolę korespondencji, tajne przeszukania, śledzenie. Otoczył adwokata agentami.

Z inicjatywy Kłysa preparowano dokumenty dowodzące rzekomego łamania prawa przez Hejmowskiego i rozpowszechniano szkalujące informacje. Adwokata pozbawiono prawa wykonywania zawodu i obciążono wysokimi grzywnami. Dzisiejszy profesor koszalińskiej uczelni uniemożliwiał prawnikowi wyjazd do rodziny do Szwecji. Zaszczuwany latami obrońca robotników podupadł na zdrowiu. 

——–

Dawny ubek dziś uczy studentów prawa

NĘKAŁ UCZESTNIKÓW CZERWCA ’56, DZIŚ WYKŁADA

tvn24 , 28.06.2008

W sobotę mijają 52 lata odkąd poznańscy robotnicy wyszli na ulice. W wyniku dwudniowych starć z milicją śmierć poniosło wtedy 58 osób. Oficer UB, który wówczas nękał adwokata zbuntowanych robotników, dziś ma się świetnie – donosi „Polska”. Wykłada na jednej z niepublicznych uczelni w Koszalinie.

——-

Szczecin. US: buntu wykształciuchów nie będzie

GW 29.03.2007

Uniwersytet Szczeciński nie poparł antylustracyjnego buntu na innych uczelniach. Rektor zakazał też senatorom wypowiadania się na temat lustracji. Sam milczy.

Lustracja rzeszowskiego ośrodka akademickiego

Prof.dr hab. Andrzej L. Zachariasz
stanowisko w sprawie lustracji

Rzeszów. Prof. Zachariasz protestuje przeciwko lustracji

GW 27.03.2007

Tajni Współpracownicy rzeszowskiej SB Rzeszów, czerwiec 2005 r.

 

 

Lustracja poznańskiego ośrodka akademickiego

Trzyosobowa komisja historyczna na UAM zbada inwigilację uniwersytetu przez SB

GW 8.06.2007

———

Ustawa lustracyjna upokarza pracowników naukowych

serwis epoznan.pl

28.03. 2007

Władze poznańskiego Uniwersytetu poparły stanowisko tych uczelni wyższych, które uważają, że zmiany w ustawie lustracyjnej mogą okazać się krzywdzące dla wielu pracowników naukowych i ograniczają autonomię uczelni.

Senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza podkreśla, że samej lustracji nie jest przeciwny i rozumie konieczność rozliczenia się z przeszłością. Chce jedynie zachować dotychczasową samodzielność i autonomię uczelni oraz w przypadku, kiedy sankcje przewidziane w ustawie jednakowo dotykają osoby, które tylko widnieją w dokumentach służb PRL i te, które swoją współpracą krzywdziły innych, oszczędzić pracownikom upokorzeń.

———–

Poznań. Na UAM są też zwolennicy lustracji

GW 3.04.2007

Poznań. Pierwszy profesor UAM mówi lustracji: nie!

GW 29.03.2007

„Nie złożę oświadczenia lustracyjnego. (…) Nie zgadzam się na grzebanie ideałów, takich jak: godność człowieka, prawo gwarantujące bezpieczeństwo pracy, sprawiedliwość, wolność sumienia, swoboda wypowiedzi” – napisał do rektora UAM prof. Piotr Piotrowski, szef Instytutu Historii Sztuki

———

Janusz Pałubicki i prof. Tomasz Schramm ujawniają, kto donosił na nich SB

 

document.write(‚<OBJECT classid=”clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000″ codebase=”http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=4,0,2,0&#8243; ID=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” width=300 height=600>’);
document.write(‚<param name=movie value=”http://adv.gazeta.pl/ads/23/JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL.swf?clickTag=http%3A%2F%2Fwww.gazeta.pl%2Freloadwww%3Fatex%3D46971%26url%3Dhttp%253A%252F%252Fwww.krakow.pl%252Fweekend%26dx=’+ban_dx+’%26ts=’+ban_ts+'”>’);
document.write(‚<param name=quality value=high><param name=wmode value=opaque><param name=”menu” value=”false”>’);
document.write(‚<embed wmode=opaque NAME=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” ID=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” src=”http://adv.gazeta.pl/ads/23/JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL.swf?clickTag=http%3A%2F%2Fwww.gazeta.pl%2Freloadwww%3Fatex%3D46971%26url%3Dhttp%253A%252F%252Fwww.krakow.pl%252Fweekend%26dx=’+ban_dx+’%26ts=’+ban_ts+'&#8221; quality=high swLiveConnect=true pluginspage=”http://www.macromedia.com/shockwave/download/index.cgi?P1_Prod_Version=ShockwaveFlash&#8221; type=”application/x-shockwave-flash” width=300 height=600>’);
document.write(‚</embed></OBJECT>’);


 

Gazeta Wyborcza, Piotr Bojarski, 19-10-2005 
Niespodziewany finał konferencji naukowej o „Solidarności” w aktach SB: Janusz Pałubicki ujawnił, że Jerzy Nowacki, dziś znany dziennikarz poznańskiej TVP, donosił na niego SB. Innego współpracownika SB na UAM ujawnił historyk, prof. Tomasz Schramm

<!–1–>Pałubicki i Schramm wraz z wiceprezesem IPN Januszem Krupskim uczestniczyli wczoraj w dyskusji zorganizowanej przez Instytut, „S” i Wyższą Szkołę Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. Dzielili się ze słuchaczami refleksjami z lektury swoich teczek – a raczej z tego, co z nich pozostało w IPN. Pałubicki opowiadał, jak przeglądając udostępnione mu niedawno nowe materiały na swój temat, natknął się na donosy współpracownika SB pod pseudonimem Stanisław Brzozowski. Wystąpił do IPN o odtajnienie danych agenta. Według IPN Brzozowskim był Jerzy Nowacki, wówczas członek Zarządu Regionu wielkopolskiej „S”.

Szok dla TVP

Kiedy Pałubicki to mówił, na sali zaległa całkowita cisza: Nowacki to od kilkunastu lat znany dziennikarz TVP, odpowiedzialny za publicystykę.

Pałubicki przytoczył w sumie trzy przykłady, świadczące o tym, że pewne wydarzenia musiały być konsekwencją informacji, które wyciekły do SB przez Nowackiego (sprawa instrukcji strajkowej dla załóg zakładów pracy, „nalotu” esbeków na mieszkania wykorzystywane przez „S”, a także tajnej siedziby ścisłego kierownictwa związku, przygotowywanej w ZNTK na wypadek strajku powszechnego jesienią 1981 r.). – O siedzibie w ZNTK wiedzieliśmy tylko ja i Nowacki. Późniejsze „gonitwy” SB w ZNTK wskazywały, że Nowacki musiał się podzielić tą informacją – podsumował Pałubicki.

Nowacki nie chciał rozmawiać z „Gazetą”. Zapytany przez Radio Merkury, czy donosił SB na Pałubickiego, odpowiedział: – W mojej świadomości nie. Ja wiem, co się w moim życiu wydarzyło i jak starałem się zasłużyć dla Polski. Myślę, że sporo zrobiłem. Bo to były trudne czasy, ja niewątpliwie byłem wielokrotnie przesłuchiwany przez SB i spotkań takich miałem bardzo wiele. Jak je wykorzystywano, nie wiem.

Polskiej Agencji Prasowej powiedział: Jeżeli popełniłem kiedykolwiek grzech pychy czy niefrasobliwości, łatwowierności albo gadulstwa, to stawiając go na szali z moją postawą przez wiele lat, jest on niewątpliwie mniejszy. Ale jeżeli mam ponieść odpowiedzialność za te grzechy, to jestem gotów ponieść w całej rozciągłości.

Jest im przykro

Działacze „S” podkreślają, że podejrzenia wobec Nowackiego były w związku tajemnicą poliszynela – nie było na nie żadnych dowodów. – Wiedziałem o tym od 25 lat. To, że Janusz to ujawnił, nie jest dla mnie sprawą sensacji czy triumfu. Ja z tym człowiekiem studiowałem, rekomendowałem go nawet Kuroniowi do KOR – powiedział nam Lech Dymarski, niegdyś rzecznik „S”.

– Oczywiście jest mi przykro – komentuje były wojewoda Maciej Musiał, dawny działacz „S”. – Chciałbym jednak oddzielić dwie sprawy: fakty, które wynikają z dokumentów, od osoby. Bo ludzie się zmieniają. Obawiam się, że za chwilę powstanie komitet obrony Nowackiego. Pytanie, ile w tym będzie szlachetności, a ile strachu?

TW Leński

Prof. Tomasz Schramm zrelacjonował zawartość swojej teczki, na którą złożyły się m.in. meldunki tajnego współpracownika „Leńskiego”. Wystąpił do IPN o jego dane – według Instytutu współpracownikiem SB był Dariusz Matelski, dziś doktor Instytutu Historii UAM. Profesor ujawnił wczoraj jego nazwisko dopiero po wyraźnej zachęcie Pałubickiego. – Absolutnie nie chciałem z tego robić demonstracji – powiedział nam później.

Dodzwoniliśmy się wczoraj wieczorem do Matelskiego. – Trudno mi powiedzieć cokolwiek na ten temat. Musiałbym zobaczyć te akta – stwierdził.

„Gazeta”: Współpracował pan z SB czy nie?

Tu Matelski rozłączył się. Po ponownym połączeniu nie chciał rozmawiać: – Jestem w gościach, jem kolację

Lustracja lubelskiego ośrodka akademickiego

KUL w cieniu teczek

GW 18.01.2005

Lustracja KUL nabiera tempa

GW 15.01.2005

 

STANOWISKO
Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” UMCS
w sprawie Komisji Historycznej
z dnia 27 marca 2007 roku

    Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” UMCS podtrzymuje swoje stanowisko z dnia 9 stycznia 2007 roku dostrzegające potrzebę powołania Komisji Historycznej UMCS. Uważamy, że oświadczenia lustracyjne pracowników są tylko niewielkim wycinkiem odkrywania prawdy o przeszłości Uniwersytetu, a ich weryfikacja odsuwa to odkrywanie w daleką przyszłość.
    Oprócz oświadczeń lustracyjnych problemem jest działalność oficjalnych organów (egzekutyw) PZPR i ich członków. Oni mogli bardziej zaszkodzić pracownikom. To „dzięki” nim dziesiątki pracowników naukowych nie wyjechało na stypendia zagraniczne, nie otrzymało stopni naukowych czy nagród.
    Inny problem, może najważniejszy, to rola pracowników naukowych UMCS tworzących „podwaliny” pod ideologię marksizmu, leninizmu, socjalizmu. To ich opracowania naukowe stawały się podstawą działania PZPR. To oni zapewniali aparat represji PRL (Milicję, UB, SB…) o słuszności ich działania. Pracownicy UMCS prowadzili w ramach WUML stosowne szkolenia dla tych służb.
    Nasze stanowisko w sprawie powołania Komisji Historycznej tym bardziej staje się słuszne w świetle kontrowersji, jakie budzi w środowisku akademickim wykonanie ustawy lustracyjnej.

Józef Kaczor
Przewodniczący KZ NSZZ „S” UMCS

————-

Opcja na prawo 1/49 styczeń 2006 

Agenci na uczelniach

Piotr Bączek 

Według odnalezionego „sprawozdania pokontrolnego” z pracy Wydziału IV Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych z 1989 r. na KUL było 50 informatorów. Kontrola została przeprowadzona na zlecenie Głównego Inspektoratu Ministra Spraw Wewnętrznych. Zanotowano m.in.: Wydział pomimo wakatów umocnił się agenturalnie (ilościowo i jakościowo) w obiektach i środowiskach, np. w KUL z 39 TW w 1983 r. do 50. W wyniku ofensywnej działalności operacyjnej i oficjalnej osiągnięto wysoki stan wiedzy o operacyjnie ochranianych obiektach i środowiskach oraz zmniejszono stan zagrożenia w nich.
Funkcjonariusze SB wyliczyli, że stan siatki tajnych współpracowników na 31 marca 1989 r. wynosił 176 TW, w tym w instytucjach i środowiskach KUL – 50: 4 członków senatu, 19 pracowników naukowych, z których 4 jest jednocześnie wykładowcami Wyższego Seminarium Duchownego, 9 pracowników administracji, 6 studentów, 8 posiadających dotarcie.
———–
Kontakty obywatelskie pracowników UMCS
GW,2007-04-05,
Na UMCS większą grupę od naukowców zarejestrowanych jako TW stanowili informatorzy SB, których określano jako kontakty obywatelskie. Czy to oznacza, że byli agentami bezpieki?
Przed kilkoma dniami napisaliśmy o badaniach historyka lubelskiego IPN dr Doroty Gałaszewskiej-Chilczuk dotyczących polityki PRL wobec UMCS i KUL. Wnioski trafią do książki, która ukaże się nakładem wydawnictwa IPN. Po publikacji „Gazety” list do redakcji przesłał dr Rafał Wnuk, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej lubelskiego IPN
Fakt, że w jakiejś instytucji bezpieka miała mało zarejestrowanych TW, nie oznacza, że nie posiadała w niej swoich źródeł informacji. Przy Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu i Leninizmu przy PZPR – najbardziej „czerwonej” uczelni w PRL, nie było prawdopodobnie ani jednego zarejestrowanego TW. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy poszczególne kategorie współpracy
– Wiktor Trościanko, najcenniejszy współpracownik wywiadu PRL w Radiu Wolna Europa, nie był zarejestrowany jako tajny współpracownik (TW), tylko kontakt operacyjny (KO). Analogiczną do kontaktu operacyjnego jest też kategoria kontaktu obywatelskiego i kontaktu służbowego (KS). Nierzadko informacje KO były dla SB znacznie cenniejsze niż te pozyskiwane od TW. KO działali często z pobudek, które dziś określilibyśmy jako ideowe – tak było właśnie w przypadku Wiktora Trościanki, często należeli do PZPR. Czasem informacjami dla SB chcieli też pomóc sobie w karierze. Dochodziło do czegoś na kształt wzajemnego świadczenia usług między bezpieką a kontaktem – ten ostatni dostarczał informacji, a SB pomagała mu załatwić ważne dla niego sprawy. KO nie brali pieniędzy, nie wymagano od nich podpisania deklaracji współpracy, do 1970 r. nie byli rejestrowani w kartotekach. I teraz pojawia się pytanie: czy KO to agenci SB? Uważam, że często spełniali taką funkcję.
——-
GW, 2007-04-02,
Prace nad książką dotyczącą historii największej uczelni w regionie kończy właśnie historyk IPN dr Dorota Gałaszewska-Chilczuk z lubelskiego oddziału instytutu – W tym tygodniu składam do wydawnictwa IPN maszynopis – zapowiada. Praca dotyczy polityki państwa wobec UMCS i KUL w latach 1944-1989. Gałaszewska-Chilczuk obroniła na UMCS doktorat poświęcony tej problematyce. Dotyczył lat 1944-1969. W rozmowie z „Gazetą” nie ukrywała, że złagodziła niektóre wątki dotyczące wpływów w partii władz uniwersytetu i wynikających z tego korzyści dla UMCS – jak np. fundusze na inwestycje.    

– Z badań, które prowadziłam nad doktoratem, jednoznacznie wynikało, że stwierdzenie jakoby „UMCS był czerwoną uczelnią” jest krzywdzące dla uniwersytetu i nie odpowiada prawdzie.

– W aktach IPN nie znalazłam informacji o TW działających na uczelni. To dość zastanawiające, bo trudno uwierzyć, że na uniwersytecie nie było agentury. Pod koniec 1981 r. w akcie protestu rozwiązał się komitet uczelniany PZPR na UMCS. Uczelnia stała się w latach 80. silnym ośrodkiem opozycyjnym. W 1984 stanowisko rektora objął Stanisław Uziak. Występował w obronie pracowników naukowych i studentów zaangażowanych w działalność opozycyjną
———
 
50 agentów SB na KUL?
Gazeta wyborcza,  Paweł P. Reszka, Lublin 11-08-2005

     
 

 

IPN odnalazł tajny dokument lubelskiej SB z 1989 roku. Esbecy chwalą się osiągnięciami: mamy 50 tajnych współpracowników na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. I snują ambitne plany na następne lata

<!–0–>Dokument to „sprawozdanie pokontrolne” z pracy Wydziału IV (SB) Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych z 1989 roku. Kontrolę przeprowadzono na zlecenie ówczesnego Głównego Inspektoratu Ministra Spraw Wewnętrznych. Wypadła dobrze. „Wydział pomimo wakatów umocnił się agenturalnie (ilościowo i jakościowo) w obiektach i środowiskach, np. w KUL z 39 TW w 1983 r. [wówczas była poprzednia kontrola – red.] do 50. W wyniku ofensywnej działalności operacyjnej i oficjalnej osiągnięto wysoki stan wiedzy o operacyjnie ochranianych obiektach i środowiskach oraz zmniejszono stan zagrożenia w nich” – pisali kontrolerzy. W ciężkiej pracy SB nie brakło też obiektywnych trudności: „(…) od śmierci ks. J. Popiełuszki w dalszym ciągu problemem jest dążenie, głównie agentury księżowskiej, do zerwania kontaktu z SB – aktualnie dotyczy to 16 TW na 52 jednostki objęte kontrolą”.

Kontrolerzy SB policzyli siatkę tajnych współpracowników: „Stan na dzień 31 III 1989 r. wynosił 176 TW, uplasowanych w następujących obiektach i środowiskach: KUL – 50, w tym 4 członków senatu, 19 pracowników naukowych, z których 4 jest jednocześnie wykładowcami Wyższego Seminarium Duchownego, 9 pracowników administracji, 6 studentów, 8 posiadających dotarcie”. Jednak z tych liczb wynika, że na KUL było 46 TW, a nie 50 („19 pracowników naukowych, z których 4 jest…”). Czy esbecy mieli kłopoty z arytmetyką? Małgorzata Choma-Jusińska z lubelskiego IPN, która odnalazła dokument: – Pewnie dwukrotnie policzyli wykładowców z WSD, ale żeby rozstrzygnąć tę zagadkę, należałoby dotrzeć do innych statystyk SB.

Raport wylicza niedociągnięcia: „Niewystarczające nasycenie agenturą występuje na odcinku alumnów WSD oraz studentów KUL”. Ambitny plan na rok 1989 zakładał 18 nowych „pozyskań”. SB mogła mieć jednak problemy z jego realizacją – dokument pochodzi z kwietnia 1989 roku, właśnie skończyły się obrady Okrągłego Stołu…

Małgorzata Choma-Jusińska dodaje, że informacje o TW należy traktować ostrożnie: – Nie widziałam teczek agentów, więc nie wiem, jaka była ich faktyczna przydatność do współpracy. Zresztą większość dokumentów zniszczono.

W 1989 r. KUL miał 451 pracowników i ok. 4,5 tys. studentów. Problem infiltracji środowiska KUL bada trzyosobowa komisja kierowana przez prof. Janusza Wronę z UMCS. Powołał ją metropolita lubelski abp Józef Życiński. Prace mają się zakończyć publikacją i potrwają do czterech lat.

Dla Gazety ks. prof. Andrzej Szostek, były rektor KUL

50 pracowników KUL zarejestrowanych w esbeckich dokumentach jako TW na pewno chluby nam nie przynosi. Ale ta liczba nie przytłacza – biorąc pod uwagę skalę inwigilacji i to, jak wiele działań podejmowali komuniści, by „rozpracować” naszą uczelnię.  

——————-

KUL pod nadzorem SB 

——————

„Odczerwieniam” UMCS

Rozmawiała Magdalena Bożko

Rozmowa z dr Dorotą Gałaszewską-Chilczuk z Instytutu Pamięci Narodowej, oddział w Lublinie

http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090213/MAGAZYN/952889464

To miał być wzorcowy uniwersytet; wizytówka nowej władzy, kształcąca dzieci z rodzin chłopskich i robotniczych. 23 października 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podjął decyzję o otwarciu tej pierwszej państwowej uczelni wyższej. Nieprzypadkowo jej pierwszym rektorem został prof. Henryk Raabe, przedwojenny członek Polskiej Partii Socjalistycznej, który miał być wówczas dowodem intencji demokratycznych polskich komunistów. Było to posunięcie czysto taktyczne, o czym prof. Raabe bardzo szybko się sam przekonał. Jak naczelnik Wydziału Szkół Wyższych Resortu Oświaty PKWN forsował pomysł powołania w Lublinie Akademii Medycyny i Nauk Przyrodniczych, który uzasadniał potrzebami regionu. Tłumaczył, że w Lublinie nie ma sensu otwierania uniwersytetu, skoro KUL właśnie wznawiał działalność. Ten pomysł jednak nie spodobał się kierownictwu PPR, któremu zależało nie tyle na kierunkach kształcenia, a na możliwości skutecznej indoktrynacji.

To była dobra, jak na tamte czasy, uczelnia. Raabe skompletował znakomitą kadrę naukową. Ściągnął ocalonych w czasie wojny profesorów ze Lwowa. Był bardzo dobrym rektorem, któremu UMCS wiele zawdzięcza. Tym bardziej że sytuacja uczelni, o czym się nie zawsze pamięta, była tragiczna. Powstała bez sal wykładowych, mieszkań dla kadry naukowej i studentów. Bez stołówek, bibliotek, urządzeń laboratoryjnych i mebli. Finansowe poparcie od władz państwowych szybko okazało niewystarczające. Paradoksalnie, dzięki temu, że prof. Raabe był wysoko postawionym członkiem PPS, a od sierpnia 1945 roku polskim ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnikiem Rzeczypospolitej Polskiej w ZSRR, miał spore kontakty i możliwości. Ściągał do Lublina wszystko, co się dało. Od książek, po materiały na ubrania dla profesorów.

– Postawa Raabego była od początku ostro krytykowana przez partyjnych profesorów. Do tego doszły ataki ze strony lubelskiego Komitetu Wojewódzkiego PPR. Szczególnie nie podobała się prowadzona przez niego polityka kadrowa. Zarzucano mu – i jego najbliższym współpracownikom – nielojalność wobec PPR, obsadzanie senatu opozycjonistami czy „jawnymi reakcjonistami”. Władzy partyjne nie akceptowały dbałości wykazywanej przez prof. Raabego w utrzymaniu autonomii przez uczelnie. Za to wszystko musiał zapłacić swoim odejściem.

Nowym rektorem został bezpartyjny prof. Tadeusz Kielanowski, zaś prorektorem Józef Parnas; najpierw aktywny członek PPR, później PZPR, Wojewódzkiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego w Lublinie. Po odejściu Kielanowskiego na stanowisko rektora Akademii Medycznej w Białymstoku od 1950 r., Parnas przez półtora roku pełnił obowiązki rektora UMCS. Jak wskazują zachowane materiały archiwalne i wspomnienia, był oceniany jako postać co najmniej dziwna. Do tej pory kariera naukowa i stopnie naukowe Parnasa są przedmiotem kontrowersji. Trudności z ustaleniem jego danych personalnych miało samo MSW. Jego teczce założonej w 1964 roku nadano kryptonim „Intrygant”. Liczbę napisanych przez niego życiorysów porównuje się z liczbą życiorysów zostawionych przez Bolesława Bieruta, do którego zresztą nieustannie pisał listy i zapraszał do Lublina. Wysyłał przeróżne donosy do władz partyjnych. Równocześnie pisał do… papieża z prośbą o błogosławieństwo. Partia miała z Parnasem niemały problem. Ale to właśnie on miał nadać, jak sam podkreślał w 1950 roku, uczelni oblicze godnej tradycji PKWN. Na uczelni zaczęli rządzić członkowie partii i Związku Młodzieży Polskiej….

Lustracja kieleckiego i radomskiego ośrodka akademickiego

Akademia Świętokrzyska przeciw oświadczeniom lustracyjnym naukowców

Rz 26.04.2007

Senat Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach uznał dziś, że wykonanie postanowień ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1945- 1990 oraz treści tych dokumentów „może stanowić zagrożenie dla funkcjonowania uczelni i prowadzenia badań naukowych”.

————–

RADOM

Awantura na uroczystościach obchodów 25-lecia strajku na WSI

GW 2006-12-12

Uczestnicy protestu nie chcieli się zgodzić na obecność prof. Mieczysława Trzeciaka, który przed laty był po drugiej stronie barykady.

prof. Mieczysław Trzeciak – W 1981 r. zdecydowanie występował on przeciwko protestującym, a w stanie wojennym był w komisji weryfikującej naukowców. Trzeciak działał aktywnie też w Zjednoczeniu Patriotycznym „Grunwald”, a w 1983 r. napisał szkalującą strajk książkę „Upiory studenckiej jesieni”.

ako pierwszy zaprotestował przeciwko obecności Trzeciaka Krzysztof Telka. – Ten pan podpisał się pod kwitem o braku mojej przydatności w procesie dydaktycznym.

To z ust tego człowieka wychodziły słowa o ekstremie, którą trzeba wyciąć z uczelni, by szkoła mogła się nadal rozwijać. To przez niego spędziłem osiem lat na „resocjalizacji”, pracując w przemyśle – denerwował się Telka.

– Mnóstwu ludzi wyrządził mnóstwo krzywd. Nie dajmy, by nam zepsuł święto, nasze święto – nawoływał Andrzej Erd.

Strajk na WSI

Strajk studentów i pracowników radomskiej WSI trwał od 26 października do 13 grudnia 1981 r., do wprowadzenia stanu wojennego. Bezpośrednią przyczyną wybuchu protestu był spór z ówczesnym rektorem uczelni Michałem Hebdą, ale chodziło też o wywalczenie pełnej autonomii szkolnictwa wyższego i prawa do demokratycznych wyborów władz uczelnianych. Dlatego protest szybko przestał być tylko lokalną sprawą. Z Radomia wzięły wzór i inne uczelnie. Po 13 grudnia wielu pracowników uczelni utraciło pracę, inni byli represjonowani i internowani.

————-

Gość Niedzielny (Gość radomski)

10 grudnia 2006  nr 34

Click to access 1165852087.pdf

Aż po poranek stanu wojennego – Strajk w radomskiej WSI

Po strajku
Represje dotknęły zarówno pracowników naukowych, jak i studentów. Przykładem może być Jan Rejczak. Jeszcze przed strajkiem był przesłuchiwany przez SB w biurze rektora WSI. Po strajku, zwolniony z uczelni, dzięki pomocy bp. Materskiego aż do 1989 r. pracował jako katecheta. Wiele osób zostało zmuszonych do wyjazdu z kraju z „biletem w jedną stronę”, jak choć by panie Zachorska i Pochodyło, które dziś mieszkają w Australii.
Na szczęście znaleźli się też w kraju ludzie, którzy chcieli pomóc. Relegowanych studentów przyjmowano na Uniwersytet Warszawski, a z pomocą spieszył ówczesny rektor prof. Henryk Samsonowicz. Podobnie

było na Politechnice Warszawskiej, gdzie wyrzuceni z WSI studenci mogli liczyć na życzliwość prof. Jerzego Bukowskiego.

Lustracja gdańskiego ośrodka akademickiego

Wprost Numer: 14/2007 (1267)
Przywódcy antylustracyjnego buntu na uniwersytetach współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa
To oni zorganizowali protest przeciwko nowej ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. To oni oburzają się, że ustawa wymaga złożenia oświadczeń lustracyjnych przez wszystkich przedstawicieli wyższej kadry akademickiej. To profesorowie Andrzej Ceynowa (obecnie rektor Uniwersytetu Gdańskiego) oraz Józef Włodarski (dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego gdańskiej uczelni). – IPN nie może być wyrocznią – oświadczył prof. Włodarski.
Włodarski wraz z Ceynową inicjowali uchwalenie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich stanowiska potępiającego lustrację na uniwersytetach. Prof. Ceynowa jest nawet twórcą tzw. antylustracyjnego fortelu akademickiego. Polega on na tym, że profesorowie objęci lustracją na własną prośbę będą przenoszeni na funkcję asystenta. A asystenci lustracji nie podlegają. – Zrobię wszystko, by uchronić swoich ludzi – mówił pod koniec marca 2007 r. „Gazecie Wyborczej” prof. Ceynowa.
Okazuje się, że przywódcy antylustracyjnego frontu wśród akademików mają osobiste powody, by się bać ujawnienia zasobów IPN. Z dokumentów, do których dotarł „Wprost”, wynika, że profesorowie Włodarski i Ceynowa byli tajnymi współpracownikami tajnych służb PRL. Obaj współpracowali z bezpieką do końca istnienia PRL – ostatnie raporty pochodzą z 1989 r. Przyjmował je, podobnie jak od innych agentów uplasowanych wśród trójmiejskich naukowców, znany w Gdańsku ppłk Henryk Łapuszek.
Józef Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy 28 września 1974 r. Studiował wtedy na czwartym roku historii Uniwersytetu Gdańskiego..Po ukończeniu studiów Włodarskiego przejął Departament II MSW – kontrwywiad. Wtedy zaczął się posługiwać pseudonimem Jan. Donosił, robiąc jednocześnie karierę naukowca na Uniwersytecie Gdańskim. „Wprost” dotarł do raportów dotyczących sprawy obiektowej o kryptonimie „Zalew”, które składał funkcjonariuszom kontrwywiadu SB…
To wszystko fałszerstwo
– Nie współpracowałem z bezpieką. Miałem z nią częste kontakty, ale tylko dlatego, że z nią walczyłem. Nie podpisywałem żadnego zobowiązania i nie brałem pieniędzy. Wszystko jest sfałszowane – ocenia w rozmowie z „Wprost” prof. Włodarski. – Przedstawianie mojej osoby jako tajnego współpracownika jest zemstą panów z IPN za to, że krytykuję lustrację – dodaje.

Zaprzecza też, że współpracował z kontrwywiadem. – Owszem, spotykałem się z konsulem Chin w Gdańsku, ale było to związane wyłącznie z moimi zainteresowaniami SB – dodaje Włodarski. Twierdzi też, że sam był zwalczany przez bezpiekę. Jako argument podaje fakt, że nie mógł wyjeżdżać za granicę i nie mógł pracować w szkolnictwie wyższym. W jego oficjalnym biogramie jest jednak informacja, że do końca lat 80. zdobywał stopnie naukowe: w 1989 r. został adiunktem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie, wcześniej na Uniwersytecie Gdańskim obronił doktorat….”Archiwa są niewiarygodne. Niemal każdy, kto prowadził działalność naukową w latach 70. i 80., powinien się przyznać do winy – tłumaczył kilkanaście dni temu w „Gazecie Wyborczej” prof. Józef Włodarski. Tylko dlaczego sam nie potrafi się przyznać do winy?

….Z dokumentów, do których dotarł „Wprost”, wynika, że tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Lek był prof. Andrzej Ceynowa, dziś rektor Uniwersytetu Gdańskiego w latach 80. kontaktujący się z Lechem Wałęsą. Na potrzeby bezpieki inwigilował dyplomatów i obcokrajowców mających kontakt z Uniwersytetem Gdańskim
—————-
———
GW  20.03.2007

Uniwersytet Gdański pomoże wykładowcom, którzy nie chcą składać oświadczeń lustracyjnych – będą na własną prośbę degradowani przez rektora do stanowiska asystenta. A asystenci lustracji nie podlegają. – Ta forma lustracji jest niesprawiedliwa – mówi prof. Andrzej Ceynowa, rektor UG. – Zrobię wszystko, by uchronić moich ludzi.

Rektor UG Andrzej Ceynowa: – Podsunięto mi pomysł, by takie osoby na ich pisemne życzenie pozbawiać funkcji i przekwalifikować na asystenta. To sprawa uczelni: asystentem może zostać nawet profesor. Zatrzymam kadrę, a problem się rozwiąże. Osób, które mogłyby kierować instytutami, nie zabraknie.

Prof. Józef Włodarski, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego, badacz służb specjalnych do XIX wieku: – IPN nie może być po tylu latach wyrocznią. Archiwa są niewiarygodne. Nie daje się szans osobom, które padły ofiarą manipulacji. Niemal każdy, kto prowadził działalność naukową w latach 70. i 80., powinien przyznać się do winy. SB non stop kręciła się w tym środowisku. Nie wspomnę o tych, co wyjeżdżali na stypendia. SB nagabywała ich bez przerwy. Kto wie, co tam powypisywali?

———

DOLINA CZERWONYCH SŁONI

Artykuł z „Tygodnika Gdańskiego” nr 15., 14 kwietnia 1991

Ustawa o szkolnictwie wyższym z dnia 12 września 1990 utrwaliła w uczelniach struktury profesorskie z ostatniego dziesięciolecia. Okres ten charakteryzował się licznymi mianowaniami na stanowiska profesorskie przez wojskowo-partyjne władze stanu wojennego i pod wpływem rekomendacji czynników partyjnych. Praktyki te miały szczególne nasilenie w mniejszych szkołach akademickich, w których autorytet naukowy Senatu i Rad Wydziałów nie był wysoki.

W Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni dokonano dodatkowo drastycznej czystki kadry naukowej z powodu zaangażowania części tej kadry w działalność związkową NSZZ „Solidarność” w latach 1980-81…

——-

Gdańsk. Senat UG potępił ustawę

GW 2007-03-23

„Ustawę lustracyjną ingerującą w autonomię wyższych uczelni uważamy za szkodliwą dla całej społeczności akademickiej. Nie chcemy, aby oceny postaw moralnych kadry profesorskiej i wykładowców dokonywano na podstawie niekompletnych, często wyrywkowych i trudnych do zweryfikowania dokumentów służby bezpieczeństwa” – czytamy w uchwale, którą przyjął wczoraj senat Uniwersytetu Gdańskiego. – Obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych odbierany jest przez wielu uczciwych pracowników Uniwersytetu Gdańskiego, niesplamionych współpracą z SB, jako naruszenie ich godności”.

Lustracja białostockiego ośrodka akademickiego

Jak profesor chemii walczy z lustracją

GW 16.04.2007

Pocałujcie mnie w dupę, pajace! – taki odautorski komentarz dodał do swojego oświadczenia lustracyjnego prof. Jan Turulski z Instytutu Chemii Uniwersytetu w Białymstoku.

———

Naukowcy o proteście prof. Turulskiego

GW, 2007-04-18

Historię profesora chemii z Uniwersytetu w Białymstoku, który zaprotestował przeciw przymusowi składania oświadczenia lustracyjnego, opisaliśmy we wtorek (choć minęły dwa dni, tekst nadal jest w czołówce najchętniej czytanych i komentowanych artykułów na internetowej stronie „Gazety”). Profesor do swojego oświadczenia lustracyjnego dodał odautorski komentarz „Pocałujcie mnie w dupę, pajace!”. Wpisał to na ukos przez cały formularz (wcześniej go wypełnił, pisząc, że nie współpracował z tajnymi służbami). Adresatami wpisu są twórcy ustawy lustracyjnej, co profesor precyzyjnie wyjaśnił w liście dołączonym do rektora (i wysłanym również do kancelarii Prezydenta RP). Napisał w nim, że „swoją reakcją przeciwstawia się złu, jakie zaczęło się w Polsce panoszyć wraz z rządami PiS-u. Jednym z jego przejawów jest ustawa samolustracyjna. Samolustracja ma na celu upokorzenie i podporządkowanie sobie niepokornych”.

Dla zdecydowanej większości internautów profesor w okamgnieniu stał się idolem, oceniają go jako człowieka wielkiej klasy. Turulski dostaje listy zarówno z gratulacjami, jak i pełne wyzwisk. Białostockie środowisko naukowe, poza pojedynczymi głosami poparcia, raczej milczy. O komentarz poprosiliśmy prof. Zbigniewa Fałtynowicza, wybitnego biologa z Uniwersytetu Wrocławskiego (odmówił lustracji, niedawno wysłał swoje oświadczenie antylustracyjne do Prezydenta RP, dołączył też ostry list), oraz prof. Ksawerego Piwockiego, rektora Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (gdy jego podwładny, prof. Andrzej Bieńkowski, odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego, rektor zapowiedział, że go nie zwolni [wykładowca, który odmówi poddania się lustracji, traci funkcję, a może nawet posadę – red.])

—–

Kłopoty lustracyjne prof. Dobrońskiego

GW 8.05.2007

Popularny historyk i polityk PSL prof. Adam Dobroński figuruje na obwieszczeniach wyborczych przed wyznaczonymi na 20 maja powtórnymi wyborami do sejmiku jako tajny współpracownik służb PRL w latach 1944 – 89..Profesor od ponad 30 lat jest wykładowcą historii najpierw na białostockiej filii Uniwersytetu Warszawskiego, a następnie na Uniwersytecie w Białymstoku…Kierownik referatu badań naukowych w białostockim IPN dr Krzysztof Sychowicz: – Nie natrafiłem do tej pory na materiały, które by świadczyły o współpracy prof. Dobrońskiego z SB. Owszem, są donosy na niego ze środowiska uczelnianego. Być może SB zbierała je, żeby wiedzieć o nim jak najwięcej, zanim podejmie próbę werbunku. Jeśli profesor twierdzi, że nie podjął współpracy, trzeba sprawdzić, czy rzeczywiście tak było.

——–

Pracownik IPN ma ocenić akta prof. A. Dobrońskiego

Gazeta Współczesna Aktualności 17 września 2008

Pracownik pionu lustracyjnego IPN będzie wezwany na świadka w procesie o naruszenie dóbr osobistych znanego białostockiego historyka prof. Adama Dobrońskiego, któremu zarzucono m.in. współpracę z SB – zdecydował w środę Sąd Okręgowy w Białymstoku.

Ów świadek miałby pomóc ocenić akta z archiwów Instytutu dotyczące tego naukowca, do niedawna prezesa podlaskich struktur PSL, w przeszłości także posła i samorządowca ludowców.

Adam Dobroński domaga się przed sądem przeprosin od Krzysztofa Wasilewskiego, przewodniczącego białostockiego Klubu Więzionych, Internowanych i Represjonowanych (WIiR). Wasilewski zarzucił mu publicznie m.in. współpracę z SB, branie za to pieniędzy i działanie na szkodę opozycji

Lustracja krakowskiego ośrodka akademickiego

Widacki pod lupą IPN
Newsweek Polska 29.09.2008
Krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej znalazł w archiwum notatkę, z której wynika, że Jan Widacki w 1980 r. był jako wykładowca etatowym pracownikiem Wyższej Szkoły Oficerskiej MSW w Legionowie im. Feliksa Dzierżyńskiego. To przeczy informacjom wpisanym przez posła w oświadczeniu lustracyjnym.
Nie jest on jedynym parlamentarzystą, któremu czkawką odbijają się dawne naukowe kontakty z esbecką kuźnią kadr. Bohaterem bliźniaczego postępowania, prowadzonego przez oddział IPN w Gdańsku, jest inny znany prawnik prof. Marian Filar.
..szkoła w Legionowe im. F. Dzierżyńskiego była centralną instytucją Służby Bezpieczeństwa MSW. Personel naukowy i dydaktyczny, a także techniczny tej szkoły oraz jej słuchacze po 1990 r. przed zatrudnieniem w policji musieli przejść dodatkowo weryfikację, bowiem uznano ich wtedy za funkcjonariuszy SB – tłumaczy prokurator Piotr Stawowy.

—————–

Sprawa Stanisława Gniadka – NFA-patologie

———–

Teczka TW „Marka” – cd. Rektor UJ porozmawia z naukowcem 

Dziennik Polski, 20-03-2008

Artykułu „Dziennika Polskiego” opisującego zawartość teczki TW „Marka”, czyli – jak wynika z materiałów z archiwum IPN – prof. Marka Zembali, byłego prorektora UJ ds. Collegium Medicum, nie chcą komentować władze Collegium. 

————

Teczka TW „Marka” 

Dziennik Polski, 19-03-2008

Prof. Marek Zembala współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa – wynika z materiałów IPN. Naukowiec zaprzecza, by donosił SB. 

———–

Agent wywiadu na UJ

Polska- Gazeta Krakowska, 04.04.2008

Profesor Paweł Sarnecki (69 l), kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Jagiellońskim był kontaktem operacyjnym służb specjalnych PRL o pseudonimie „Szary” – donosi „Gazeta Polska”. Naukowiec podpisał zobowiązanie do współpracy w 1975 roku. Jego związek ze służbami trwał dwa lata. Profesor przyznaje się do współpracy.

———-

Z cyklu: środowisko akademickie pod lupą SB -TRZECH KUMPLI

—————-

Wprost, 2008-02-09 

SB o prof. Ziejce: kontakt operacyjny

Były rektor UJ, prof. Franciszek Ziejka został w 1978 r. uznany przez Służbę Bezpieczeństwa za „kontakt operacyjny” – informuje „Dziennik Polski”, który powołuje się na publikację w najnowszym numerze pisma „Alma Mater”. Zdecydował o niej… sam Franciszek Ziejka.Franciszek Ziejka powiedział „Dziennikowi Polskiemu”, iż już wiosną wydawnictwo „Universitas” opublikuje pierwszy tom jego dzienników, które odnalazł w garażu. Z raportów SB, jakie przytacza prof. Franaszek dowiemy się natomiast, że z młodym naukowcem rozmawiano wiele lat (aż do 1988 r.). SB szczególnie interesowały jego wyjazdy zagraniczne. Już w 1969 r. esbek tak pisał o rozmowie z Franciszkiem Ziejką, który miał jechać do Francji: „Przyjął zadanie do obserwacji, ale miał wątpliwości co do zakresu tej pracy (…). Z informacji uzyskanych od tow. Knapika – (kpt. Wydziału III SB z Krakowa – „opiekun” UJ – przyp. red.) – był już związany z naszą służbą” – napisano. I dalej: „ustaliliśmy, że interesują nas tylko jego obserwacje na temat słuchaczów (tak! – przyp. red.) lektoratu”.Ale esbek – przedstawiciel MSW J. Janczar – napisał też, że możliwości operacyjne Ziejki były minimalne. Nic nie wskazuje, by został zwerbowany. Natomiast w czerwcu 1978 r. – gdy naukowiec ma jechać do Portugalii – SB uznaje go za kontakt operacyjny i nadaje mu kryptonim „Zebu”. 

Mogę patrzeć ludziom prosto w oczy. Publikacja w „Alma Mater” to także apel do historyków IPN i dziennikarzy, by nie wierzyli w ewangeliczną prawdę materiałów SB – mówi prof. Ziejka.

———–

DWUGŁOS O JEDNEJ TECZCE

Alma Mater nr. 100, luty 2008

Piotr Franaszek – FRANCISZEK ZIEJKA W MATERIAŁACH SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA 

Franciszek Ziejka – DOKUMENTY IPN W ŚWIETLE MOICH „DZIENNIKÓW” 

————–

SPRAWY” SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA NA UNIWERSYTECIE JAGIELLOŃSKIM W LATACH 80. XX WIEKU

Alma Mater, marzec, 2007 no.90

————–

Kraków. Pierwsze „nie” dla lustracji na UJ 

GW 2007-03-20

Mimo zagrożenia utratą pracy dwóch wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego zapowiedziało, że nie podda się lustracji. Rektor uczelni nieco łagodzi swoje wcześniejsze wypowiedzi w sprawie oświadczeń lustracyjnych.

Zamiar odmowy poddania się lustracji ogłosił wykładowca na Wydziale Polonistyki UJ dr Wojciech Baluch. W piśmie do rektora, jakie złożył wczoraj w sekretariacie, wyjaśnił motywy swej decyzji. – Napisałem, że podpisanie tego oświadczenia pozostawałoby w sprzeczności z moimi przekonaniami i wartościami, które wyznaję, tym samym uniemożliwiałoby mi uczciwe wykonywanie obowiązków wykładowcy akademickiego – relacjonuje „Gazecie” 

Świadomy skutków swojej decyzji jest też Andrzej Nowakowski, wykładowca i dyrektor wydawnictwa Universitas, który już wcześniej zapowiedział, że nie podda się lustracji

————

CO O NAS WIEDZIELI? NSZZ Solidarność Uniwersytetu Jagiellońskiego w dokumentach SB

Wiesław Zabłocki

wyd. Arcana, ISBN: 83-89243-18-0

———–

Ryszard Terlecki-Profesorowie UJ w aktach UB i SB

Stron: 223,ISBN: 83-08-03211-7, Wydawnictwo: Literackie

———–

 

Jarosław Szarek 

Czarne Juwenalia. Opowieść o Studenckim Komitecie Solidarności

Wydawnictwo: Znak, ISBN: 978-83-240-0841-4

————-

Marzec 1968 w Krakowie

Kwiek Julian

Księgarnia Akademicka, 2008,
415 s.
Dział: historia Polski
ISBN: 83-7188-082-7 

——–

Dziennik Polski, 04-02-2006 

Agenci Rokity 

„Zbyszek”, „Grzegorz”, „Wojtek”, „Marco”, „Alex”, „Velasquez” i „Biały” 

Jan Rokita, lider Platformy Obywatelskiej, ujawnił wczoraj nazwiska 7 tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa, którzy donosili na niego w czasach PRL.

Dotyczą one przede wszystkim okresu powstawania Niezależnego Zrzeszenia Studentów na UJ – zakładanego m.in. przez Rokitę – a także Ruchu Wolność i Pokój, którego był współzałożycielem. 

Jednym z nich jest Piotr Mężyk, pseudonim „Wojtek”, student historii UJ z lat 1979-1980. Większość czasu poseł spędził na przeglądaniu jego teczki, która zachowała się w całości i – jak podkreśla – jest to pierwsza, w miarę dobrze zachowana w materiałach SB historia NZS na UJ. – Piotr Mężyk to wyjątkowo obrzydliwa postać. Zwerbowany przez SB jeszcze jako uczeń, kiedy to w niezwykle perfidny sposób donosił na kolegów i współpracowników w szkole. Potem, we wrześniu 1980 r. został wprowadzony przez „bezpiekę” do Komitetu Założycielskiego NZS na UJ. W donosach rekonstruuje cały szereg spotkań towarzyszących powstawaniu tej organizacji – mówił Rokita. 

——–

Agenturalne oczko na UJ

Gazeta Polska,  23.11. 2005r

PIOTR BĄCZEK

21 nazwisk tajnych współpracowników

Krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej jednoznacznie określił nazwiska 21 agentów komunistyczi Służby Bezpieczeństwa. Są wśród nich studenci, pracownicy administracji i wykładowcy Uniwersytetu Jagi lońskiego z połowy lat 80. Niektórzy z nich nadal pracują na tej najstarszej uczelni w Polsce – są profeso mi, szefami placówek naukowych, piastują wysokie stanowiska, odpowiadają za wychowanie młodzieży.

Od początku roku na wielu uczelniach trwają ożywione dyskusje w sprawie powołania zespołów, zmierzających do ujawnienia informacji na temat współpracy naukowców z komunistycznymi służbami specjalnymi. Zdaniem profesora Ryszarda Terleckiego, który badał działanie komunistycznej bezpieki na UJ,… w łatach 80. werbunek tajnego agenta miał na celu nie tylko zdobycie informacji-ale także uwikłanie środowiska akademickiego w działalność prokomunistyczną. W ten sposób dążono do zdemoralizowania, złamania kręgosłupa ideowego, złamania naukowców i studentów. Duża skala werbunków świadczy, że dokonywano tego na zapas, z myślą o wykorzystaniu tych agentów w przyszłości;

Nazwiska agentów SB na UJ poznała kilka tygodni temu Barbara Niemiec, działaczka podziemnej „Solidarności”. W 1980 r. współorganizowała NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po 13 grudnia 1981 r. działała w Tajnej Komisji Zakładowej „S” UJ. Publikowała w prasie podziemnej, była również członkiem ścisłego kierownictwa regionu Małopolska – Regionalnego Komitetu Solidarności. Po 1989 r. została sekretarzem, a później wiceprzewodniczącą Regionu Małopolska i członkiem Komisji Krajowej. W latach 1991 – 92 była wiceprzewodniczącą Komisji Krajowej „S”.

Porażająca wiedza

IPN rozszyfrował większość pseudonimów agentów pojawiających się w aktach Barbary Niemiec. Była porażona tym, kto okazał się donosicielem: – Oprócz ówczesnych studentów są wśród donoszących profesorowie o znanym dorobku naukowym. Ludzie, którzy zapewne cieszyli się zaufaniem swych uczniów.

I rzeczywiście, wiele z tych osób to znani w środowisku krakowskim naukowcy, kierownicy zakładów i instytutów, szefowie towarzystw naukowych, członkowie rad naukowych, w tym-również Polskiej Akademii Umiejętności, a także dziennikarze i nauczyciele. W dodatku osoby, które w latach 80. były tylko studentami, obecnie zajmują eksponowane stanowiska w mediach czy instytutach naukowych.

IPN oprócz nazwisk agentów podał także informacje o miejscu pracy większości tych osób na UJ w latach 80. 

Barbara Niemiec podała do publicznej wiadomości nazwiska agentów SB, bowiem uważa, iż – nie wolno utwierdzać ani tych osób, ani społeczeństwa, w przekonaniu, że współpraca z SB lub praca w tej formacji to niewiele znaczący szczegół. Jest to haniebna plama na życiorysie, której należy się wstydzić, a zło wynagrodzić.

Plan pracy dla agentów
W stanie wojennym bezpieka uważała, że Barbara Niemiec stanowi poważne zagrożenie. Była obserwowana przez SB w ramach Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Marysia”. W ocenie p. o. kierownika Sekcji III a krakowskiej Służby Bezpieczeństwa por. Radosława Gutkowskiego, sprawa przeciwko Barbarze Niemiec była jedną z dwóch spraw „o największym ciężarze gatunkowym”.
Sekcja III zajmowała się inwigilacją krakowskiego uniwersytetu. Gutkowski był autorem „Planu pracji sekcji III-a” krakowskiej bezpieki, w którym omówiono planowane działania przeciwko środowiskom opozycyjnym na UJ. W „Planie Pracy sekcji III-a” Gutkowski zaprezentował ocenę polityczną UJ w 1986 r., wskazał przyszłe kierunki pracy SB, przedstawił prognozy na 1987 r. Według niego najwięcej zagrożeń dla bezpieczeństwa socjalistycznego państwa występowało na wydziałach Filozoficzno-Historycznym, Filologicznym i Prawa. Oceniał, że „źródła informacji” w dostatecznym stopniu pozwalają na rozpoznanie bieżącej sytuacji politycznej środowiska akademickiego, ale nie wystarczają do uzyskania informacji wyprzedzających i głębszego rozpracowania podziemnych struktur i poszczególnych działaczy. Esbek podał także, że na UJ informacji dostarcza 32 tajnych współpracowników, w tym 17 ze środowiska pracowników naukowych i 9 ze środowiska studentów. Gutkowski w swoim sprawozdaniu szczegółowo opisał pracę z tzw. osobowymi źródłami informacji. Podał pseudonimy agentów na poszczególnych wydziałach, a także nazwiska funkcjonariuszy SB odpowiedzialnych za kontakty…..

————-

Dziennik Polski   22-02-2006 

Akta mówią prawdę 

Pracownicy UJ, których nazwiska ujawnili działacze „Solidarności”, zaprzeczają, że współpracowali z SB 

Profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego – Jerzy Rusek i Jan Ciopiński – byli tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa – wynika z dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej, ujawnionych wczoraj przez dr Barbarę Niemiec, działaczkę „Solidarności”. Kolejne nazwiska donosicieli ujawnili też byli działacze związku: Ryszard Majdzik oraz Jerzy Kuczera.

Prof. Jerzy Rusek, znany językoznawca, specjalista od literatury południowosłowiańskiej – jak zapewnia Leszek Śliwa, rzecznik UJ – nie jest już pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Niemniej ze swoim rodzimym Instytutem Filologii Słowiańskiej w Alma Mater – gdzie reporterka „Dziennika” zastała profesora – utrzymuje stałe kontakty po przejściu na emeryturę.

Jerzy Rusek (kryptonim – „Konsultant Czech”) zaprzecza, jakoby kiedykolwiek współpracował z SB. – Przez 9 lat byłem dziekanem Wydziału Filologicznego i z tego tytułu musiałem – tak jak każdy dziekan – kontaktować się z przedstawicielami tajnych służb PRL. Pamiętam, przychodził tutaj kapitan Kapnik i wypytywał o różne rzeczy. Byłem też członkiem Komitetu Uczelnianego PZPR i z tego tytułu przygotowywałem opinie o pracownikach, niezbędne do ich awansów, wyjazdów za granicę itp. Nigdy jednak nie podpisywałem żadnego dokumentu o współpracy, nie donosiłem też na żadnego z moich kolegów – przekonuje.

Kolejna osoba, której nazwisko odtajnił IPN, to profesor Jan Ciopiński, pracownik Instytutu Filologii Orientalnej UJ. Również on nie przyznaje się do współpracy z SB. – Pamiętam, przed laty chodzili za mną funkcjonariusze SB, wypytując o sprawy związane z rzekomym przygotowywaniem zamachu na lektora języka tureckiego. Może z tego powodu znalazłem się w kartotekach tajnych służb? – zastanawiał się w rozmowie z „Dziennikiem”.

Kolejny TW to Roman Suchanek, kryptonim „Aleksander”, zatrudniony dziś na stanowisku naukowo-technicznym w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ. Nie udało nam się jednak z nim skontaktować, gdyż obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim.

Na liście Barbary Niemiec widnieje także Andrzej Pawłowski, kryptonim „Wojciech”, który dziś pełni funkcję głównego specjalisty w zespole administracyjnym w Przegorzałach (znajdują się tutaj obiekty administrowane przez UJ). Nie chciał jednak rozmawiać na temat swojej przeszłości. – Najpierw muszę sięgnąć pamięcią wstecz, wszystko sobie przypomnieć i przemyśleć – odparł, zapytany przez „Dziennik” o swoje kontakty z tajnymi służbami PRL.

Dokumenty IPN nie pozostawiają jednak wątpliwości: we wszystkich przypadkach zgadzają się zarówno data i miejsce urodzenia oraz imię ojca. Barbara Niemiec zwraca również uwagę na długi okres oczekiwania na odtajnienie tych nazwisk. – Archiwiści IPN wcześniej nie chcieli mi ich podać, bo nie mieli absolutnej pewności, że chodzi właśnie o te osoby – podkreśla. Piątą osobą, na ujawnionej wczoraj liście osób, donoszących na działaczy „Solidarności” UJ, jest Andrzej Grzywacz, kryptonim „Grzegorz”, który jednak nie pracuje na uczelni i „Dziennikowi” nie udało się go odnaleźć.

Naprawdę nie ma znaczenia, o czym ci ludzie mówili swym mocodawcom, czy robili to raz na rok, czy trzy razy w tygodniu, czy co godzinę, czy bardzo tego chcieli – mówi dr Barbara Niemiec, wieloletni pracownik naukowo-dydaktyczny UJ. – Ważne, że podjęli taką decyzję. W moim przypadku ma to szczególne znaczenie, bo byli to wychowawcy młodzieży. Drugą rzeczą, jeszcze gorszą jest to, że nie umieli ocenić swojego grzechu i próbować wyjść z kręgu zła. Wciąż w nim tkwią – dodała.

W jej ocenie nazwiska byłych tajnych współpracowników trzeba podawać do wiadomości publicznej, bo ujawnieni nie staną się już „przedmiotem gry” prowadzonej przez różne osoby, m.in. w mediach. Zaapelowała też do dziennikarzy, by nie upubliczniali nazwisk, na które nie ma not odtajniających, wydanych przez IPN. – Jeśli dziennikarze to robią, naruszają zasady etyki – mówiła.

Tajni współpracownicy ujawnieni przez Barbarę Niemiec:

Jerzy Rusek, kryptonim „Konsultant Czech”, ur. 9.10.1930 r., imię ojca: Szczepan;

Jan Bogumił Ciopiński, krypt. „Konsultant Pasza” ur. 24.10.1938, imię ojca Józef;

Roman Marian Suchanek, krypt. „Aleksander”, ur. 01.11.1949 r., imię ojca: Jan;

Wojciech Andrzej Pawłowski, krypt. „Wojciech”, ur. 29.03.1954 r., imię ojca: Stanisław;

Jacek Andrzej Grzywacz, kryptonim „Grzegorz”, ur. 10.11.1956 r., imię ojca: Aleksander. 

———–

Uczelnie pod lupą SB

Rzeczpospolita, 02.06.07 Nr 128

Statystyki SB zazwyczaj podawały jedynie agenturę rejestrowaną, co powoduje, że większość danych na ten temat należy traktować jako liczby minimalne. Odnalezione zestawienia krakowskiej SB z połowy lat 80. pozwalają tym razem uwzględnić również kategorie OZI nie zawsze rejestrowane – jak kontakty służbowe lub kontakty operacyjne (KO i KS).

Pod koniec 1985 r. odpowiedzialny m.in. za inwigilację uczelni wyższych Wydział III-1 krakowskiej SB posiadał 183 tajnych współpracowników, a także czterech konsultantów, 56 kandydatów na TW, oprócz tego dziesięć lokali kontaktowych (LK) i mieszkań konspiracyjnych (MK) oraz 28 rejestrowanych kontaktów operacyjnych.

2.

Dodać do tego jednak należy jeszcze 65 kontaktów operacyjnych nierejestrowanych oraz 165 kontaktów służbowych. Sumując wszystkie te kategorie, dochodzimy do liczby ponad 500 osób.

Większość sieci agenturalnej ulokowana była właśnie wśród naukowców. Spośród 183 tajnych współpracowników Wydziału III-1 w środowisku akademickim znajdowało się 62, w środowisku studenckim – 96. Wśród 28 rejestrowanych KO 13 wywodziło się ze środowiska naukowego, 15 zaś ze środowiska pracowników administracyjnych. Wśród 65 KO nierejestrowanych w środowisku naukowym ulokowano 48, w środowisku studenckim – 9, wśród pracowników administracyjnych zaś – 5.

Warto też uwzględnić usytuowanie tej agentury w środowiskach i obiektach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1985 r. w środowisku naukowym znajdowało się 43 OZI, wśród studentów – 27, w administracji zaś – 12 OZI. A zatem w 1985 r. sieć czynnej agentury Wydziału III-1 krakowskiej SB obejmowała na UJ 82 osoby.

Według tej samej statystyki na Akademii Górniczo-Hutniczej ulokowano w środowisku naukowym 47 OZI, a wśród młodzieży – 31 OZI.

W pozostałych krakowskich szkołach wyższych ulokowano nieraz znacznie mniej konfidentów.

Osobne miejsce na mapie sieci agentury zajmowały domy studenckie. SB korzystała z KO i KS spośród administracji oraz przynajmniej z kilku TW wśród studentów w każdym akademiku. We wrześniu 1983 r. Miasteczko Akademickie w Krakowie łącznie ze środowiskiem studenckim AGH ochraniało 40 TW i 5 kandydatów na TW.

Henryk Głębocki

*Pełna wersja tekstu ukazała się w dwumiesięczniku „Arcana” , 2007 , 2-3(74-75  )

————

Kto prześladował krakowskich medyków?

   

GW, 13-06-2006 
Kto był współpracownikiem SB, kto działał przeciwko krakowskiemu środowisku medycznemu i ludziom „Solidarności” – o wyjaśnienie tych spraw przez IPN upomniał się zespół Ujawnić Prawdę, w którego skład wchodzą osoby związane z Collegium Medicum UJ.
<!–0–>   

Sygnatariusze zespołu, wśród których są profesorowie Zbigniew Chłap i Ryszard Gryglewski, chcieliby, żeby historycy IPN-u zbadali zwłaszcza tę część działań SB i pracowników uczelni, która polegała na szantażach, zastraszaniu, niszczeniu bądź utrudnianiu kariery naukowej. – Nie chodzi o rewanż, ale o odtworzenie prawdy o szkalowaniu profesorów i lekarzy zaangażowanych w „Solidarność” w latach osiemdziesiątych – mówi prof. Chłap.
Członkom zespołu zależy zwłaszcza na tym, by zbadać sprawy z lat 1980-1989, bowiem prawie każdy, kto już dostał status pokrzywdzonego i czytał swoje akta, dziwił się, że wszelkie zapiski kończą się na roku 1980. – Chodzi nam o to, żeby odnaleźć późniejsze materiały. Żeby ktoś opisał działalność agentury, która nas osaczała – tłumaczył dr Janusz Kutyba.
SB działało na polecenie mocodawców z komitetów partii: uczelnianego i wojewódzkiego. Dobrze byłoby ten mechanizm odtworzyć i opisać – przekonywał dr hab. Rafał Niżankowski.
Spotkanie zakończyło się apelem: „Wzywamy wszystkich, którzy dysponują wiedzą i dokumentami w powyższych sprawach, o współpracę z naszym zespołem. Apelujemy również o indywidualne występowanie do IPN-u o status pokrzywdzonego”.
Sygnatariusze grupy chcą, żeby opracowaniem materiałów archiwalnych zajęli się historycy, co ma gwarantować, że będzie to praca naukowa, a nie sensacyjna.
Małopolska grupa inicjatywna Ujawnić Prawdę zawiązana została w czerwcu ubiegłego roku. 
———-
Studenci UJ: odsunąć współpracowników SB
środa, 15 marca 2006
Około 130 studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego podpisało się pod petycją do władz rektorskich o pełną weryfikację pracowników naukowych uczelni oraz odsunięcie od pracy dydaktycznej wykładowców zamieszanych we współpracę z SB.
Uważamy, że mamy pierwszeństwo domagać się, nieskalanej donosicielstwem państwu komunistycznemu, przeszłości wykładowcy. Uważamy, że powinien on być dla nas autorytetem tak naukowym, jak i moralnym. Uważamy, że Uniwersytet Jagielloński powinien mieć właśnie takich pracowników naukowych – uczciwych i patriotów” – napisali studenci w apelu przekazanym w środę rektorowi UJ prof. Karolowi Musiołowi.  

Inicjator akcji, student II roku historii Paweł Zyzak ocenił, że wykładowcy podejrzani o współpracę z SB nie powinni uczyć studentów, szczególnie na kierunkach humanistycznych, takich jak historia, polonistyka czy prawo – „tak wrażliwych na prawdę”.

– Ludzie, którzy wykładają nam historię, będąc byłymi tajnymi współpracownikami służb bezpieczeństwa PRL mogą po prostu naginać prawdę, tylko dlatego, żeby chronić swoje interesy czy chore poglądy – zaznaczył.      

———

IPN -PRZEGLĄD MEDIÓW – 22 lutego 2006 r. 

  • Działaczka „Solidarności” ujawnia kolejne nazwiska tajnych współpracowników i konsultantów SB na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wskazani zaprzeczają, że donosili. Najbardziej znaną postacią z nowej listy jest emerytowany profesor Jerzy Rusek, slawista, były dziekan i działacz PZPR. Według dokumentów IPN był on konsultantem SB o pseudonimie Czech. Rolę konsultanta miał pełnić także Jan Bogumił Ciopiński (ps. Pasza), profesor w Instytucie Filologii Orientalnej. Natomiast tajnymi współpracownikami SB byli zdaniem IPN: Roman Marian Suchanek ps. Aleksander, dziś pracownik naukowo-techniczny w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej, i Andrzej Wojciech Pawłowski ps. Wojciech, główny specjalista zespołu administracji budynków UJ w krakowskich Przegorzałach. Ostatni na liście jest Andrzej Jacek Grzywacz TW o pseudonimie Grzegorz, który w latach 80. był studentem Wydziału Prawa – co się z nim obecnie dzieje, działaczka „Solidarności” nie wie. Udało nam się wczoraj dotrzeć do trzech osób z listy. – To bzdura, nie byłem konsultantem, niczego nie podpisywałem ani nie miałem pseudonimu – powiedział prof. Jerzy Rusek. Przyznał, że gdy przez 9 lat był dziekanem, musiał rozmawiać z SB. „Kto donosił na naukowców i studentów” Rzeczpospolita, „Lustracja po krakowsku – kolejna lista agentów” Gazeta Wyborcza 22.02.2006 r.
     

  • „Dziennik Polski” publikuje: tajni współpracownicy ujawnieni przez Barbarę Niemiec: Jerzy Rusek, kryptonim „Konsultant Czech”, ur. 9.10.1930 r., imię ojca: Szczepan; Jan Bogumił Ciopiński, krypt. „Konsultant Pasza” ur. 24.10.1938, imię ojca Józef; Roman Marian Suchanek, krypt. „Aleksander”, ur. 01.11.1949 r., imię ojca: Jan; Wojciech Andrzej Pawłowski, krypt. „Wojciech”, ur. 29.03.1954 r., imię ojca: Stanisław; Jacek Andrzej Grzywacz, kryptonim „Grzegorz”, ur. 10.11.1956 r., imię ojca: Aleksander. Tajni współpracownicy ujawnieni przez Jerzego Kuczerę: Tadeusz Polaczek, krypt. „Jan”, ur. 28.03.1939 r.; Jan Krzyżostanek, krypt. „Górnik”, ur. 15.06.1947 r., imię ojca: Edward; Lesław Maleszka, krypt. „Tomek”, ur. 15.11.1952 r., imię ojca: Edmund. Tajni współpracownicy ujawnieni przez Ryszarda Majdzika: Maria Kazimiera Skałuba, krypt. „Zielona”, ur. 25.01.1941 r., imię ojca: Tadeusz; Antoni Ostafin, krypt. „Anoda”, ur. 21.01.1934 r., imię ojca Jan; Włodzimierz Czop, krypt. „Karol”, ur. 22.12.1961 r., imię ojca Mieczysław; Waldemar Grabowski, krypt. „Ordynat”, ur. 24.07.1956 r., imię ojca: Józef. Funkcjonariusze SB ujawnieni przez Ryszarda Majdzika: Wiesław Franciszek Stasielak, st. inspektor SB, miejsce pracy: RUSW w Skawinie, ur. 15.12.1946 r., imię ojca: Jan; Wiesław Zdeb, st. inspektor SB, miejsce pracy: RUSW w Skawinie, ur. 22.12.1949 r., imię ojca: Romuald; Eugeniusz Filipek, zastępca szefa RUSW ds. SB w Skawinie, ur. 09.10.1940 r., imię ojca: Andrzej; Marian Świątek, ppor. SB, miejsce pracy: Referat ds. Bezpieczeństwa Publicznego przy KPMO w Krakowie, ur. 24.03.1925 r., imię ojca: Jan; Mirosław Leon Raszewski, st. inspektor SB, miejsce pracy RUSW w Skawinie, ur. 20.02.1961 r., imię ojca: Stanisław. Dziennik Polski 22.02.2006 r.