Pamiętamy !

Reklamy

Nagrodzony film, także o naukowcach PRLu

Nagroda dla „Trzech kumpli”

Dziennik Polski

Ewa Stankiewicz i Anna Ferens, autorki filmu „Trzech kumpli”, zdobyły Nagrodę im. Andrzeja Woyciechowskiego. Fabularyzowany dokument, wyprodukowany w TVN, uznano za materiał dziennikarski, który najmocniej wpłynął na życie Polaków w 2008 r.

Film, który powstawał aż trzy lata, przedstawia historię przyjaźni, śmierci i zdrady. Tak sportretowały autorki trzech byłych studentów – opozycjonistów: Stanisława Pyjasa, Bronisława Wildsteina oraz Lesława Maleszkę, który okazał się tajnym współpracownikiem SB.

Przypomnijmy, iż na potrzeby filmu autorki dokonały około 200 godzin nagrań. Dotarły do wielu osób, które znały zabitego na polecenie SB Stanisława Pyjasa. Rozmawiały także z esbekami, którzy zwerbowali Lesława Maleszkę i prześladowali opozycjonistów.

Te nagrania na pewno się nie zmarnują. Nie tylko dlatego, że zainteresowani są nimi prokuratorzy IPN z krakowskiego pionu śledczego IPN, którzy podjęli próbę wyjaśnienia śmierci Pyjasa. Z materiałów, jakie zostały autorkom „Trzech kumpli”, powstanie siedmioodcinkowy serial poświęcony m.in. najważniejszym wydarzeniom i postaciom, które z tragedią Stanisława Pyjasa miały związek. W przyszłym roku ma się rozpocząć ich montaż dla Discovery Historia TVN.

———–

„Trzech kumpli” będzie miało kontynuację

Autorki głośnego dokumentu dostały prestiżową nagrodę. Ich film będzie pokazywany w Lipsku i Chicago.

Film „Trzech kumpli” Ewy Stankiewicz i Anny Ferens został laureatem konkursu dziennikarskiego o Nagrodę im. Andrzeja Woyciechowskiego. Dokument pokazany przez TVN uznano za najlepszy materiał dziennikarski, który w istotny sposób wpłynął na postrzeganie przez Polaków trudnej rzeczywistości PRL.

Film odbił się szerokim echem już parę dni przed ekranowym debiutem. Redakcja „Gazety Wyborczej” postanowiła zakończyć współpracę z Lesławem Maleszką, chociaż ten już kilka lat wcześniej przyznał się, że był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Ketman. Maleszka był jednym z głównych bohaterów dokumentu „Trzech kumpli”.

Rekompensata za PRL

Osoby represjonowane przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa czekają na decyzję Sejmu

Rekompensata za PRL

Dziennik Polski

Tylko do 18 listopada osoby represjonowane w latach 80. mogą występować do sądu o zadośćuczynienie za doznane krzywdy. Prawdopodobnie jednak termin ten zostanie przedłużony. Wnioskuje o to zarówno Instytut Pamięci Narodowej, jak i NSZZ „Solidarność”.

Nie sposób policzyć, ile osób walczących o niepodległą Polskę straciło z tego powodu zdrowie, źródło utrzymania czy zaprzepaściło kariery zawodowe. Dziś wielu z nich nie ma środków do życia ani zabezpieczenia emerytalnego.

Od 17 listopada ubiegłego roku do 18 listopada tego roku osoby te mogą występować do sądów o zadośćuczynienie. Ustawa przewiduje, że represjonowani mogą otrzymać z kasy państwa odszkodowanie w wysokości do 25 tys. zł. Jednocześnie na postawie tego samego prawa decyzje o internowaniu, wydane w związku z wprowadzeniem 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego stają się nieważne z mocy prawa. Ustawa przewiduje ponadto, że orzeczenia, wydane przez polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości wobec działaczy walczących o wolną Polskę w latach 1944-1989 zostaną unieważnione po wniesieniu sprawy do sądu.

W Małopolsce osoby chcące uzyskać zadośćuczynienie mogą liczyć na pomoc Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Małopolska. Na stronach internetowych (www.solidarnosc.krakow.pl) można zapoznać się z przygotowaną przez związkowych prawników procedurą postępowania i wzorami pozwów, które należy składać w sądzie.

KUL W CZASACH BEZPIEKI

KUL W CZASACH BEZPIEKI

Inwigilacja uczelni

Kurier Lubelski, 29.10.2008

Pod koniec lat 80., w szczytowym okresie inwigilacji KUL przez Służbę Bezpieczeństwa PRL, na katolickim uniwersytecie było 50 agentów, z tego 6 studentów (na 4500 osób) oraz 44 pracowników (na ponad 500 zatrudnionych), w tym 4 osoby w senacie uczelni.

Dane te przedstawił wczoraj prof. Tomasz Panfil z Instytutu Historii KUL podczas międzynarodowej konferencji poświęconej szpiegostwu. Od pierwszych lat po II wojnie światowej władze PRL traktowały KUL jako bastion sił antykomunistycznych. Uniwersytet uważany był za instytucję Kościoła wrogą ówczesnemu ustrojowi, którą należy zwalczać wszelkimi metodami.

Władze zamykały kierunki, radykalnie ograniczono liczbę studentów, gnębiono uczelnię podatkami traktując ją jako instytucję dochodową. Konfiskacie uległ majątek fundacji Potulickich, stanowiący materialną podstawę jej bytu. W latach 60. tylko w Lublinie KUL utracił 15 ha ziemi (m.in. odzyskaną w ostatnich latach działkę przy ul. Spokojnej, gdzie obecnie przeniósł się Wydział Prawa oraz teren, na którym wybudowano hotel Unia).

Nie cofano się przed aresztowaniami. W 1950 r. spotkało to ówczesnego rektora ks. prof. Antoniego Słomkowskiego, któremu postawiono zarzut nielegalnego handlu dolarami.

Na inwigilację KUL skierowane zostały znaczne siły aparatu bezpieczeństwa. Rosła liczba informatorów instalowanych na uczelni. Od jednego – jak podaje prof. Panfil – w 1950 roku do 32 w 1960. Władze partyjne dążyły do likwidacji uniwersytetu ograniczając jego rangę do roli akademii teologicznej. Na przeszkodzie stanęły społeczne protesty i polityczne przełomy w powojennej historii Polski.

Łatwego zadania nie miała też narzucona uczelni Podstawowa Organizacja Partyjna. Jej I sekretarz skarżył się, że partia w KUL „istniała jakby w konspiracji, nie pokazując się na zewnątrz”.

Do końca PRL KUL był obiektem wzmożonego zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. W 1975 r. w Lublinie Kościołem i jego uniwersytetem zajmowało się 40 pracowników SB podczas gdy np. w Gdańsku 32. Wszyscy mieli wyższe wykształcenie. Metodami z arsenału Służby Bezpieczeństwa były przekupstwo, obietnica stypendiów, blokowanie awansów, prowokacja, plotka, obmowa. Powszechnie stosowano system dezinformacji.

Zdaniem prof. Panfila, tych, którzy donosili, nie tłumaczą wykręty, że przekazywali tylko informacje mało istotne. Dla SB nie było wiadomości nieważnych. Z prawdziwego sygnału o kradzieży aparatu fotograficznego czy książki tworzono dezinformacyjne ulotki kolportowane potem na uczelni.

Włodzimierz Cimoszewicz – prawnik, polityk, wykładowca majętny

Włodzimierz Cimoszewicz w Wikipedii

Włodzimierz Cimoszewicz (ur. 13 września 1950 w Warszawie) – polski polityk, prawnik. Wiceprezes Rady Ministrów oraz Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny (26 października 19931 marca 1995), Wicemarszałek Sejmu (19951996), Prezes Rady Ministrów (7 lutego 199631 października 1997), przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej (15 października 199631 października 1997), Minister Spraw Zagranicznych (19 października 20014 stycznia 2005) oraz Marszałek Sejmu (5 stycznia 200518 października 2005). W latach 19892005 poseł na Sejm X, I, II, III i IV kadencji, senator VII kadencji od 2007.

Jest absolwentem XIX Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Warszawy w Warszawie i Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1972. W 1978 uzyskał stopień doktora nauk prawnych, specjalizując się w prawie międzynarodowym publicznym. W latach 19721985 pracował jako asystent, a potem adiunkt w Zakładzie Organizacji Międzynarodowych Instytutu Prawa Międzynarodowego Wydziału Prawa i Administracji UW. Od 1980 do 1981 był stypendystą fundacji Fulbrighta na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku

Był m.in. członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej w latach 19681973 oraz Zrzeszenia Studentów Polskich, w którym w 1972 wybrany został na stanowisko przewodniczącego tej organizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1971 aż do rozwiązania w styczniu 1990 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Podczas swojej pracy na uczelni był sekretarzem komisji uczelnianej partii. W 1985 wycofał się z aktywności politycznej, przenosząc się do Kalinówki Kościelnej na Podlasiu, gdzie objął gospodarstwo rolne swoich teściów.

Do polityki wrócił po zmianach zapoczątkowanych obradami Okrągłego Stołu. W 1989 wystartował po raz pierwszy w wyborach parlamentarnych i został wybrany posłem na Sejm kontraktowy z ramienia PZPR

Od 2006 pracuje jako wykładowca na Uniwersytecie w Białymstoku, gdzie zajmuje stanowisko kierownika Ośrodka Polityki Zagranicznej na Wydziale Prawa

———

Serwis: dlapolski.pl

 

Jak donosi PAP, były premier Włodzimierz Cimoszewicz jest w nowym roku akademickim wykładowcą na wydziale prawa Uniwersytetu w Białymstoku. Na IV i V roku studiów były premier prowadzi dwa wykłady. Jeden z tematyki „Organizacje międzynarodowe”, a drugi w języku angielskim „Ustrój i pozycja Stanów Zjednoczonych we współczesnym świecie”.

Rzeczywiście temat pierwszego wykładu Włodzimierz Cimoszewicz musi znać dokładnie. Po pierwsze, dlatego że sam przez kilka ładnych lat należał do takiej międzynarodowej organizacji – bo czym innym była PZPR, jak nie częścią komunistycznej międzynarodówki. A po drugie, jak sobie przypomnieć jego niemały i niekrótki udział w rządzeniu naszym krajem, to można odnieść bliskie pewności wrażenie, że już wówczas prawie zawsze bardziej zajmowały go interesy międzynarodowych organizacji, a prawie nigdy krajowych. I tak samo widać kończy swoją polityczną karierę – zamiast startować w ostatnich wyborach prezydenckich, wygrać je i dbać o własny Naród, on się z nich przekornie wycofał, a teraz jeszcze zamierza wykładać studentom sprawy zupełnie niepolskie. 

Tak więc z tematem pierwszego wykładu były premier powinien sobie poradzić, jednak obawiam się, iż może się wyłożyć na drugim temacie. Bo jak on obiektywnie będzie mógł przedstawić studentom ustrój Stanów Zjednoczonych – ustrój, do którego nienawiść sycono w jego duszę od kołyski aż do wieku co najmniej pełnoletniego. Zostaje tylko życzyć niedoszłemu prezydentowi powodzenia na jego nowej, niełatwej posadzie. 

Adam Białous

——–

Stan majątkowy parlamentarzystów – Senat II

Gazeta Podatnika, 2 lipca 2008 r.

Włodzimierz Cimoszewicz urodził się 3 września 1950 roku w Warszawie. Jeden z najbardziej znanych i wyrazistych polityków lewicy. Wielokrotny poseł, premier i minister (sprawiedliwości i spraw zagranicznych). Był też wicemarszałkiem i marszałkiem Sejmu. Obecna kadencja senacka to jego powrót do polityki po tym jak w 2005 roku wycofał się z wyborów prezydenckich…

W swym oświadczeniu majątkowym polityk deklaruje, że posiada 374 tys. zł i 200 tys. dol. środków pieniężnych. Oszczędnościami byłego premiera zarządza fundusz inwestycyjny. W oświadczeniu brak jednak szczegółów. W skład majątku wchodzi jeszcze gospodarstwo rolne o powierzchni 20 ha, warte około 200 tys. zł oraz samochód osobowy Renault Kangoo z 2005 roku. Prowadzenie gospodarstwa nie przynosi dochodów – Cimoszewicz otrzymał jednak dopłaty z UE dla rolników.

Dochody w 2007 roku pochodzą z pracy na wyższych uczelniach. Było to odpowiednio 36 tys. zł z Akademii Humanistycznej w Pułtusku, 60 518 zł z Uniwersytetu w Białymstoku oraz 11 500 zł za wykłady zagraniczne. Praca w parlamencie przyniosła dochód w wysokości 16 299 zł.

———

Cimoszewicz kontaktował się z SB

Wprost, 2005-07-04

——–

IPN

Dane osoby z wykazu osób publicznych

Imiona   WŁODZIMIERZ Nazwisko   CIMOSZEWICZ

Wynik postępowania lustracyjnego   Złożył/a zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne

Edukacja historyczna a proces za stan wojenny

 baner6  

Proces na miarę symbolu

 

Rozmowa z ANTONIM DUDKIEM, wykładowcą UJ, doradcą prezesa IPN

Dziennik Polski, 29-10-2008  

Instytut Pamięci Narodowej kpi ze sprawiedliwości, wznawiając proces autorów stanu wojennego – twierdzi prof. Jerzy Jedlicki w „Gazecie Wyborczej”. Warto ten proces wytaczać?

– Warto, bo politycy, z którymi sympatyzuje prof. Jedlicki, albo nie zrobili w latach 90. nic, by generał Jaruzelski stanął przed Trybunałem Stanu, albo byli temu przeciwni. Tymczasem wprowadzenie stanu wojennego rodzi uzasadnione podejrzenie, iż złamano konstytucję. W państwie prawa operacja, podczas której łamano prawa człowieka na wielką skalę, powinna zostać oceniona od strony prawnej. Skoro w 1996 r. proces przed Trybunałem Stanu uniemożliwiono, a wielu konstytucjonalistów twierdzi, iż nie można drugi raz tej procedury wszczynać, pozostał proces przed sądem powszechnym. Można natomiast dyskutować o postawionych zarzutach… …udziale w związku przestępczym o charakterze zbrojnym…

…Diabeł tkwi w błędnym schemacie nauczania historii. I w gimnazjum, i w liceum powtarza się cały kurs historii od starożytności do współczesności. Od lat apeluję, by w gimnazjum uczyć historii od starożytności do końca XVIII wieku, a potem w liceum tylko XIX i XX wieku. Oczywiście, to może być ze szkodą dla wcześniejszych epok, ale teraz często na historię najnowszą nie starcza czasu ani w gimnazjum, ani w liceum. Poza tym sądzę, że wiedza o ostatnich 200 latach jest bardziej użyteczna, choć nie należy ignorować historii wcześniejszej.

Dariusz Rosati – ekonomista z grupy udaczników

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o66836 prof. dr hab. Dariusz Rosati Dyscypliny KBN: ekonomia  
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje:Instytut Handlu Zagranicznego i Studiów Europejskich SGH
Katedra Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych i Politycznych WSHiP w Warszawie – Kierownik
Komitet Narodowy do Spraw Współpracy ze Stałym Komitetem Konferencji PUGWASH ds. Nauki i Spraw Międzynarodowych PAN – Członek
Komitet Nauk Ekonomicznych PAN – Członek

Dariusz Rosati w Wikipedii

Dariusz Kajetan Rosati (ur. 8 sierpnia 1946 w Radomiu) – polski ekonomista i polityk, były minister spraw zagranicznych, od 2004 poseł do Parlamentu Europejskiego.

Po ukończeniu studiów i uzyskaniu dyplomu magistra nauk ekonomicznych w 1969 rozpoczął pracę w SGPiS jako asystent. W 1973 obronił pracę doktorską, w 1978 uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk ekonomicznych. Od 1990 pełnił funkcję profesora tytularnego w SGH. Specjalizuje się w dziedzinie polityki makroekonomicznej, integracji europejskiej, finansów i handlu międzynarodowego.

W latach 19701990 odbył szereg stażów krajowych i zagranicznych, m.in. we Francji, w Wielkiej Brytanii, w USA i na Węgrzech. Był wielokrotnie ekspertem organizacji międzynarodowych (UNIDO, Bank Światowy, Komisja Europejska, Międzynarodowa Organizacja Pracy). W latach 19861987 był profesorem wizytującym na Uniwersytecie w Princeton w USA. W 1985 założył i zajmował stanowisko dyrektora Instytutu Gospodarki Światowej w SGPiS, a następnie dyrektora Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego.

W latach 19661990 był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). Od 1987 do 1990 uczestniczył w pracach Komisji ds. Reformy Gospodarczej, a w latach 19881989 był członkiem zespołu doradców ekonomicznych Prezesa Rady Ministrów

Od maja 2003 do września 2005 był rektorem Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.

Jest członkiem Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN (od 1999), Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (od 1969), a także European Economic Association i European Association of Comparative Economc Studies

19 listopada 2007 IPN ujawnił, że Dariusz Rosati w 1968 został zarejestrowany przez Departament I MSW jako kandydat na tajnego współpracownika (kryptonim „Kajtek”), w 1976 w kategorii „zabezpieczenie”, a w 1978 jako kontakt operacyjny ps. „Buyer”. Z kolei w 1985 został zarejestrowany w Departamencie II MSW (kontrwywiad) w kategorii „kandydat”, a listopadzie 1989 w kategorii „zabezpieczenie”[1]. W lipcu 2007 europoseł złożył oświadczenie, w którym zaprzeczył by współpraca wykraczała poza sporadyczne kontakty[2]. Zwrócił też w nim uwagę na to, że w latach 1998 oraz 2004 złożył wymagane prawem oświadczenia lustracyjne, które nie zostały zakwestionowane przez Rzecznika Interesu Publicznego.

———

Adam Glapiński w: Lewy czerwcowy (J.Kurski, P.Semka)   

——-

Oświadczenie D.Rosatiego nt rzekomej współpracy z organami bezpieczeństwa PRL

serwis internetowy posła

….Oświadczam, że nie podjąłem zobowiązania do współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL, w tym zwłaszcza do „… prowadzenia wywiadu ekonomicznego, rozpracowywania spotkanych w USA osób ze sfer biznesu i polityki, a także tropienia współpracowników amerykańskich służb specjalnych…”. Nie przekazywałem żadnych relacji z prelekcji „…organizowanych przez antykomunistyczne organizacje polonijne…”. Nie wiedziałem o nadaniu mi pseudonimu Buyer, nie pisałem raportów i sprawozdań, nie wiedziałem nawet z jakim rodzajem PRL-owskich służb miałem do czynienia….