Benon Miśkiewicz – minister czasu wojny polsko-jaruzelskiej

baner-czlowiek-nauki18

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o31588
prof. zw. dr hab. Benon Miśkiewicz
Dyscypliny KBN: nauki historyczne
Specjalności: historia wojskowości
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: – Instytut Historii UAM
– Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu
Benon Miśkiewicz w Wikipedii (ur. 27 maja 1930 – zm. 20 listopada 2008[1]) – polski historyk, rektor, polityk, minister.    

Od 1949 należał do PZPR. Od 1970 profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (w latach 19721981 rektor).

Od 26 stycznia 1982 do 3 grudnia 1984 minister nauki, szkolnictwa wyższego i techniki, w rządzie Wojciecha Jaruzelskiego, a następnie do 23 października 1987 minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządach: Wojciecha Jaruzelskiego i Zbigniewa Messnera.

———- 

Zmarł prof. Benon Miśkiewicz –serwis Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa

20 listopada 2008 roku w wieku 78 lat odszedł prof. Benon Miśkiewicz – wybitny polityk, historyk wojskowości, były Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, profesor Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa.

W 1969 r. utworzył Zakład Historii Wojskowości, którym kierował do 1993 r. Był wieloletnim przewodniczącym Rady Naukowej Wojskowego Instytutu Historycznego oraz Komisji Historii Wojskowości Komitetu Nauk Historycznych PAN. Pełnił liczne funkcje w administracji akademickiej. W latach 1968-1972 był prorektorem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, a w latach 1972-1981 rektorem tej uczelni. Od 1982 r. do 1987 r. piastował urząd Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki oraz Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W latach 1987-1990 przewodniczył Centralnej Komisji ds. Kadr Naukowych przy Prezesie Rady Ministrów.

Obszerny dorobek naukowy Profesora liczy ponad 600 publikacji, w tym 16 książek, a wśród nich np.: Studia nad obroną polskiej granicy zachodniej w okresie wczesno feudalnym (1961), Rozwój stałych punktów oporu i Polsce do połowy XV wieku (1964), Program rozwoju nauki historycznowojskowej w Polsce (1976), Z problematyki szkolnictwa wyższego. Dydaktyka i wychowanie, kształcenie kadr, organizacja (1980), Uniwersytet poznański. Fakty, refleksje, wspomnienia (1983), Wstęp do badań historycznych (1988), Uniwersytet im. Adama Mickiewicza 1919-1989 (1989), Szkice z dziejów wojskowości (1991), Wprowadzenie do badań historycznych (1993), Z najnowszych polskich dziejów wojskowych (1994), Wprowadzenie do badań historycznowojskowych (2001), Polska historiografia wojskowa (2003).

—–

Zmarł Prof. dr hab. Benon Miśkiewicz (27.05.1930 – 20.11.2008) – Zakład Historii Wojskowej IH UAM

Pogrążeni w smutku zawiadamiamy, że dnia 20 listopada 2008 r. zmarł Pan Prof. dr hab. Benon Miśkiewicz. Nic nie jest w stanie wypełnić nam pustki, jaka powstała po tak ogromnej stracie. W pracy naukowej, której oddawał się z wielką pasją, Pan Profesor był dla nas zawsze i pozostanie na zawsze wzorem godnym naśladowania. Młodszym kolegom Pan Profesor Miśkiewicz okazywał zawsze pomoc i dobre serce, wskazywał drogę, jaką mają podążać w naukowym życiu i inspirował do pracy badawczej. W osiągnięciach naukowych, jak i w stosunkach międzyludzkich, pozostanie dla nas wielkim wzorem godnym naśladowania. Pan Profesor był twórcą i pierwszym kierownikiem Zakładu Historii Wojskowej IH UAM. Pan Profesor na zawsze pozostanie w naszej pamięci !!!

———

Serwis – www.13grudnia81.pl

MIECZYSŁAW ZLAT- OD DORADCY DO „UJAWNIONEGO” KONSPIRATORA

Pod koniec 1985 r. na uczelniach zaczęły się represje. Ministrem edukacji był wówczas prof. Benon Miśkiewicz, znienawidzony partyjniak, który wyobrażał sobie, że kiedy zwolni kilku nieznośnych nauczycieli akademickich, to będzie spokój. Nie mógł sobie jednak na zbyt wiele pozwolić, ponieważ władze nie chciały już za bardzo prowokować społeczeństwa. Na początek postanowił osobom „niewygodnym” poodbierać stanowiska kierownicze. Najmocniej jego działania odczuł Uniwersytet Poznański, gdzie kilka osób wyrzucono z pracy.

Maria Turlejska – TW „Ksenia”, historyk ubecki, skierowany do PAN w III RP

baner-czlowiek-nauki17

Maria Turlejska w Wikipedii

Maria Turlejska (z domu Zieleńczyk[1]) (ur. 23 sierpnia 1918 w Warszawie, zm. 16 lipca 2004 w Warszawie) – polska socjolog, historyk i publicystka. Była profesorem i wykładowcą w Uniwersytecie Warszawskim, Wojskowej Akademii Politycznej i Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracowała z „Polityką”. Jako historyk specjalizowała się w dziejach najnowszych Europy.

Losy i sama postać prof. Turlejskiej była mocno kontrowersyjna. Tuż przed wojną wyszła za mąż za działacza Komunistycznej Partii Polski Jana Turlejskiego. Poznała go bywając na spotkaniach „Spartakusa” i Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej podczas swoich studiów u Stanisława Ossowskiego. Lata 19391941 spędziła wraz z mężem w Łomży pod okupacją sowiecką. Po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej mąż Turlejskiej jako deputowany do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi ewakuował się z Armią Czerwoną do Moskwy i potem zginął w czasie próby przerzutu do Polski, gdzie jako członek „Grupy Inicjatywnej” miał odbudowywać partię komunistyczną. Sama Turlejska przedostała się do Warszawy i tam po powstaniu Polskiej Partii Robotniczej aktywnie włączyła się w jej działalność. Była zecerem w tajnej drukarni PPR, należała do Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, a w powstaniu warszawskim walczyła na Starym Mieście

Po zakończeniu wojny funkcjonowała w aparacie władzy komunistycznej. Uczestniczyła m.in. osobiście w fałszowaniu wyników[2] referendum ludowego pod hasłem „3 × TAK” w czerwcu 1946. W latach 19471948 była szefową Wydziału Historii Partii KC PPR; jej zadaniem było m.in. wprowadzenie takich zmian do programów nauczania historii, które wygodne były dla władz komunistycznych i które zacierały fakty dowodzące istnienie konfliktów w historii stosunków polsko-rosyjskich. Ściśle w tym czasie współpracowała z Władysławem Gomułką.

Według zachowanych w IPN danych Turlejska została także w tym czasie (1950) zwerbowana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego; miała tam funkcjonować jako TW „Ksenia”[3][4], prowadzona przez płk. Józefa Światło. Zachowało się około stu meldunków pisanych przez Turlejską, głównie o pracownikach Uniwersytetu Warszawskiego, Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR i Wojskowej Akademii Politycznej. W późniejszych latach Turlejska zerwała podobno kontakty z tajnymi służbami. W 1955 została usunięta z PZPR, później jednak, po dojściu Gomułki do władzy, ponownie wróciła do łask aparatu partyjnego.

Po roku 1970 ekipa Gierka raz jeszcze usunęła ją z kręgów zbliżonych do władzy; jej książkę „Zapis pierwszej dekady” z roku 1972 wycofano z księgarń i cały nakład przeznaczono na przemiał. Po roku 1976 publikowała w tzw. drugim obiegu m.in. pod pseudonimem Łukasz Socha…

Według jej własnych słów[5], zmiana perspektywy politycznej, która dokonała się u niej około sześćdziesiątego dopiero roku życia, była wynikiem głębokiego przekonania, że należy uczynić wszystko, aby następne pokolenia nie wzięły przykładu z jej postaw i zachowań i aby nie poszły w jej ślady.

—————–

HISTORYK MARIA TURLEJSKA, czyli od ubeckiej dyspozycji do „demokratycznej opozycji”

Klara Górska w Polskie Jutro Numer 179 [10.10.2005]

Nobilitacja Marii Turlejskiej
Jak wyglądał proces tworzenia „nowych kadr”, możemy prześledzić na przykładzie Marii Turlejskiej, która z
zagorzałej stalinistki i fałszerza najnowszych dziejów Polski, jakby pod wpływem dotyku czarodziejskiej różdżki, stała się orędownikiem prawdy i działaczką „opozycji demokratycznej”. Jej postać jest stale spłycana i spłaszczana – pokazuje się ją wyłącznie od tej strony, zaś cała komunistyczna, stalinowska przeszłość po prostu nie istnieje.
Pamiętam, że gdy wiosną 1981 roku podczas strajku na Akademii Medycznej w Warszawie wystąpiła z nadzwyczaj nudną i nie zawierającą nic ciekawego prelekcją dla studentów, zapytałam organizatorów spotkania (z Niezależnego Zrzeszenia Studentów) skąd wzięli akurat ją. Okazało się, że w Regionie Mazowsze NSZZ „Solidarność”, kierowanym przez Zbigniewa Bujaka, istniała lista osób, przewidzianych do szkoleń i publicznych wystąpień pod firmą „S”. Turlejska należała do tej plejady „gwiazd”, innych osób, spoza tej listy, na ogół nie zapraszano. Przypuszczam, że jedną z osób, dokonujących owej „selekcji” prelegentów jedynie słusznych, był Adam Michnik, nieformalny guru Bujaka i mający ogromy, zakulisowy wpływ na życie intelektualne pod szyldem „Solidarności”.
Przypomniała mi się ta historia na skutek wspomnienia o Turlejskiej, jakie ukazało się w „Gazecie Wyborczej” 19 lipca 2004 roku. Napisał je Adam Michnik i jest to kolejny przykład, że jest on manipulatorem. Wg Michnika Turlejska „należała do pokolenia i środowiska, które uległy fascynacji komunizmem”. To zaś, w takim ujęciu, ma stanowić usprawiedliwienie, a nawet swoistą nobilitację

Maria Turlejska nie zdołała uciec do ojczyzny światowego proletariatu wraz z mężem. Przedostała się do Warszawy i po powstaniu PPR została towarzyszką. Po zakończeniu wojny była ważną postacią w plejadzie najbardziej zagorzałych stalinistów. Była m.in. kierowniczką Wydziału Historii Partii KC PPR w latach 1947 – 1948. Partia powierzyła jej rolę „demaskowania” przedwojennej Polski, którą ochoczo wyszydzała, zakłamując jej dzieje. Bzdur, które wychodziły wówczas spod jej pióra, dziś nie da się czytać, ale wtedy był to szczyt propagandowych możliwości. Szczególnie szkodliwe były szkolne podręczniki jej autorstwa, w których nie było krztyny prawdy.
Turlejskiej ta rola jednak nie wystarczała. Mając ścisłe kontakty z wysokimi oficerami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, swą komunistyczną gorliwość przejawiała także w licznych donosach na osoby i instytucje, które były w kręgu zainteresowania „władzy ludowej”. W 1949 roku doszło do formalnego werbunku na tajnego współpracownika
(TW). Otrzymała kryptonim „Ksenia”. Prowadził ją ppłk Józef Lichtfarb-Światło, a Turlejska mówiła i pisała wszystko, co wydawało się jej ważne. Do dziś zachowało się około stu jej „meldunków” i „doniesień”, które otrzymywali Światło, Różański, Fejgin, Romkowski... A możliwości miała duże, przez dostęp do licznych towarzyszy z różnych kręgów władzy. W 1955 roku, już po śmierci Stalina, Turlejska została wykluczona z PZPR „za antypartyjne zachowanie”. Za takie uznano zaś nie to, że donosiła, ale to, że ujawniła to publicznie. Była wówczas „pracownikiem naukowym” Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych (który został przekształcony w Instytut Nauk Społecznych przy KC PZPR, następnie w Akademię).

Po 1989 roku, za owe domniemane opozycyjne zasługi, Turlejska została skierowana do Instytutu Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk, co było kpiną z naukowego poziomu tej placówki w III RP.

Michnik w tworzeniu tej legendy nie jest osamotniony. Także „Rzeczpospolita” (22 lipca 2004 roku) odnotowała ją jako „Demaskatorkę stalinizmu w Polsce”. Tekst, podpisany jako AKA (Andrzej Kaczyński), jest peanem na jej cześć, pomija bowiem wszystko to, co mogłoby na nią rzucić jakikolwiek cień.
Jest paradoksem historii, że w 1999 roku złożyła swój podpis pod apelem samozwańczych „intelektualistów” o wycofanie podręczników historii dla klas VII i VIII oraz szkół średnich, których autorem był dr Leszek Andrzej Szcześniak. Podręczniki Szcześniaka, jako właściwie jedyne na rynku, odbiegały od sztampy „poprawności politycznej”, uczyły krytycyzmu wobec „prawd obiegowych”, dostarczały szerokiej wiedzy o podstawowych wydarzeniach i ważnych postaciach, jakich ze świecą by szukać u innych autorów. Apel okazał się skuteczny, bo – jak napisali jego sygnatariusze „szerzą nienawiść między ludźmi, fałszują prawdę historyczną i godzą w dobro polskiego systemu edukacyjnego”.
I tak czołowa stalinistka, autorka najbardziej zakłamanych podręczników w całej polskiej historii, stała się skutecznym cenzorem podręczników w wolnej III Rzeczypospolitej.

———-

Zmarła Maria Turlejska

Adam Michnik, GW 2006-09-28

Miała 86 lat. Była historykiem i autorem kilku książek z zakresu historii najnowszej. Należała do pokolenia i środowiska, które uległy fascynacji komunizmem. Większość jej książek, choć ciekawych i obfitujących w dość niecenzuralne informacje, była nacechowana perspektywą peerelowską. Warto tu wspomnieć „Rok przed klęską” oraz „Prawdy i fikcje”. W 1972 r. wydała książkę „Zapis pierwszej dekady”, która została skonfiskowana i wycofana z księgarni, gdyż dopatrzono się w niej ducha antysowieckiego.

W tym mniej więcej czasie poznałem profesor Marię Turlejską osobiście. Zaproponowałem jej, by uczestniczyła w pracach nielegalnego seminarium, które było poświęcone najnowszej historii. Zgodziła się chętnie. Dyskusje na tym seminarium były pasjonujące i widziałem, jak Maria Turlejska ewoluuje. Wtedy właśnie referowała swoje badania nad stalinowskim terrorem. Jej praca „Te pokolenia żałobami czarne… skazani na śmierć ich sędziowie, 1944-1954” ukazała się w podziemiu pod pseudonimem Łukasz Socha w Bibliotece Krytyki. Jan Kofman, redaktor naczelny Krytyki, opowiadał mi barwnie o pracach redakcyjnych nad tą książką i o wrażeniu, jakie wywołała ta publikacja wśród czytelników.

Maria Turlejska była osobą bezpośrednią, sympatyczną i bardzo pracowitą. Zmagała się z ciężarem własnej biografii; miała jakąś wewnętrzną potrzebę odkupienia. Myślę, że formą tego odkupienia była współpraca z ludźmi opozycji demokratycznej. W tamtych latach niewielu historyków ryzykowało takie niebezpieczne związki..

———

Maria Turlejska w Gazecie Wyborczej

Wolność słowa, prawda, cynizm

norwid1

 

Widzę, że skoro Wolność słowa jest w ucisku,

To co jej wzięto, Cynizm daje pośmiewisku

Cyprian Kamil Norwid

 

Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, a Prawdom kazać, by stały za drzwiami. 

Cyprian Kamil Norwid

 

silnym mówić prawdę niebezpieczno,

Bo u nich prawda ma postać potwarzy

Julian Ursyn Niemcewicz

 

 

Prawda rodzi nienawiść, tedy sie rzec godzi:

Ta matka świątobliwa niecną córkę rodzi 

Jan Gawiński

 

za prawdą nienawiść,

jako cień za cialem

Wacław Potocki

 

A choć może kłamał trocha,

Miał słuchacze zapłakane,

Bo są kłamstwa co się kocha

Jak i prawdy niekochane

Kazimierz Kaskowski

 

( wybór z książki  ‚Mitologia świata bez klamek’– Waldemara Łysiaka) 

—————————–

Przeciw kłamstwu Gazety Wyborczej. List zamknięty.

Andrzej Zybertowicz: – Prawda nie zwycięża

cenckiewicz

Andrzej Zybertowicz: – Prawda nie zwycięża

Dziennik

Spotkanie ze Sławomirem Cenckiewiczem w krakowskim Klubie „Gazety Polskiej”

– Najważniejsza jest dziś jawność i dostęp do akt IPN. W lustrację prawną już nie wierzę – stwierdził dr Sławomir Cenckiewicz podczas wczorajszego spotkania w Klubie „Gazety Polskiej” w Krakowie.

Autor książki „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” i były już pracownik Instytutu Pamięci Narodowej ma podstawy do formułowania takich tez. Jak mówił bowiem, „rozjechała nam się prawda historyczna i ta prawnicza, ustalana przez sądy lustracyjne”. – Akta z tych procesów są niemal w 90 procentach tajne – mówił. – Nie bez powodu, bo ich lektura jest porażająca.

Historyk przytaczał np. przypadek pani sędzi, którą sąd oczyścił z zarzutu kłamstwa lustracyjnego, choć nie przyznała się, iż przez dwa lata była kadrową pracownicą SB. Oświadczyła bowiem, iż była przekonana, że pracuje w MO. To sądowi wystarczyło.

– Według kryteriów współpracy, jakie uznaje sąd i które trzeba spełnić po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, za agenta nigdy nie zostałby uznany Kim Philby, bo brytyjskie służby nie dysponują jego pisemnym zobowiązaniem do współpracy z Sowietami – mówił Cenckiewicz.

Prof. Andrzej Zybertowicz, socjolog i specjalista od służb specjalnych, jeden z prowadzących spotkanie, dodał, że „nie należy łudzić się nadzieją, iż prawda zawsze zwycięża”. Zdaniem naukowca najgorszy jest fakt, iż na Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka po publikacji książki o przeszłości Lecha Wałęsy „wylewane są pomyje”, a to zniechęca młodych badaczy do odwagi i poświęcenia.

Nie jest zresztą łatwo mierzyć się z biografią legendy. Jak powiedział prof. Andrzej Nowak, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, na tej uczelni odmówiono młodemu magistrantowi zgody na pisanie doktoratu o Lechu Wałęsie. Wcześniej napisał zaś ów młody człowiek 500- stronicową pracę magisterską o przywódcy „Solidarności”. Zdaniem historyka – znakomitą.

Wykład Sławomira Cenckiewicza „Dokumenty służb specjalnych jako źródło historyczne”

baner23

Sławomir Cenckiewicz niemile widziany na KUL

Rz, Tomasz Nieśpiał 28-11-2008

Sławomir Cenckiewicz, autor książki „Sprawa Lecha Wałęsy”, przyjeżdża dziś do Lublina na zaproszenie prof. Mirosława Piotrowskiego, kierownika Katedry Historii Najnowszej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wygłosi wykład: „Dokumenty służb specjalnych jako źródło historyczne”.

– To wybitny znawca cywilnych i wojskowych dokumentów służb specjalnych PRL – mówi prof. Piotrowski. – Jego zainteresowania naukowe zbiegają się z tematyką moich wykładów dla studentów trzeciego i czwartego roku historii, dlatego poprosiłem go o wykład.

Zakłopotania wizytą historyka nie kryje dyrektor Instytutu Historii dr hab. Mirosław Filipowicz: – Jestem w niezręcznej sytuacji. Zdecydowanie bronię wolności słowa, ale zapraszanie tak zaangażowanego historyka, jakim jest dr Cenckiewicz, to ryzykowny krok. Tym bardziej że jego radykalne opinie nie będą mogły być konfrontowane z odmiennymi poglądami – formuła ścierania się dwóch historyków byłaby lepsza – mówi.

Ma zastrzeżenia do naukowej wartości publikacji Cenckiewicza. – Rzetelny historyk nie powinien formułować imiennych oskarżeń na podstawie archiwalnych sygnatur – uważa Filipowicz.

– Informacje na temat TW „Filozofa” absolutnie nie są wiarygodne, dlatego trzeba pilnować merytorycznego poziomu tego wykładu. Mam nadzieję, że prelegent będzie trzymał się tytułu – dodaje prof. Wojciech Kaczmarek, prodziekan Wydziału Nauk Humanistycznych.

Informacji o wykładzie nie ma na stronie internetowej uczelni. Zapowiadało ją jedynie kilka plakatów.

– Uniwersytet jest miejscem wymiany poglądów, ale KUL jako uczelnia tego spotkania nie firmuje – zaznacza Beata Górka, rzecznik KUL.

Problem z życiorysem jednej czy kilku osób nie może blokować swobody badań i wymiany naukowej – uważa jednak prof. Mirosław Piotrowski, który zapewnia, że zaproszenie historyka nie ma związku ze sprawą TW „Filozofa”.

Sam Sławomir Cenckiewicz przyznaje, że dochodzą do niego sygnały sugerujące, że nie wszędzie jest mile widziany. – Nic na to nie poradzę. Mogę tylko liczyć na to, że moi krytycy podejmą merytoryczną dyskusję. Marzę o takiej debacie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – mówi.

Naukowcy nie musieli donosić


donoszenie

Naukowcy nie musieli donosić

Gazeta Polska, 26 listopada 2008 

Oburza mnie reakcja tych, którzy usprawiedliwiają donoszenie wśrod uczonych, mowiąc, ze taka była cena osiągania dorobku naukowego – stwierdza prof. Jean-Pierre Lasota-Hirszowicz

Refleksje niezależnego uczestnika konferencji IPN o naukowcach i aparacie bezpieczeństwa

img_3211

Refleksje niezależnego uczestnika konferencji IPN: Obserwacja, manipulacja, współpraca. Dziennikarze i naukowcy a aparat bezpieczeństwa w Polsce Ludowej 19–21 listopada 2008 r.

Konferencja jak czytamy na stronach IPN Była ona podsumowaniem dotychczasowych badań realizowanych przez członków projektu „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych, dziennikarskich i naukowych” prowadzonego przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej. „

O projekcie badawczym „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych i naukowych”czytamy natomiast:

Koordynator – dr Sebastian Ligarski (OBEP Wrocław).

Jest to nowy, realizowany od połowy 2006 r. projekt badawczy. Jego celem jest przedstawienie miejsca, jakie zajmował aparat bezpieczeństwa w polityce władz komunistycznych w odniesieniu do trzech środowisk: twórców kultury, naukowców i dziennikarzy. W ramach projektu przygotowane zostaną edycje źródeł oraz opracowania monograficzne i syntezy.W realizacji projektu uczestniczy w chwili obecnej ponad 20 pracowników centrali BEP i wszystkich OBEP. W szerokim stopniu w jego realizację zaangażowani są także badacze spoza IPN.”

To chyba jeden z najważniejszych projektów badawczych prowadzonych przez IPN, gdyż dotyczy środowisk, które miały w systemie komunistycznym odgrywać szczególną rolę jako inżynierowie dusz, nauczyciele nowej młodzieży, autorytety nowej rzeczywistości.

W realizację  projektu  zaangażowano wielu badaczy, ale głównie historyków. Jednak dla poznania działań bezpieki i ich skutków, wobec naukowych środowisk niehumanistycznych, nie jest to najlepsze rozwiązanie. Historyk pracujący samodzielnie nad historią środowiska fizyków czy biologów, siłą rzeczy natrafi na duże trudności, szczególnie jeśli by chciał ocenić skutki działań aparatu represji dla poziomu dyscypliny, a nie tylko ograniczał się do ustalenia ilu TW czy OZI działało w danym instytucie.

Szkoda, że w ciągu 1,5 roku trwania projektu koordynatorzy nie otworzyli się szerzej na pozahistoryczne środowiska naukowe. Co ciekawe także zaangażowanie  w projekcie ze strony innych niż historia dyscyplin humanistycznych jest znikome. Nie jest to sytuacja korzystna. Bezpieka prowadziła działania wykorzystując specjalistów z wielu dziedzin stąd i poznanie jej działalności wymaga wykorzystania doświadczeń różnych specjalistów.

Z badań nad STASI wiadomo np., że stosowano wobec opozycji różne metody dezintegracji psychicznej, aranżowano konflikty, mobbing,  tak powszechne w środowiskach naukowych i twórczych, ale jakoś te zagadnienia nie cieszą się dotąd zainteresowaniem badaczy IPN. Szkoda.

Do projektu oprócz doświadczonych badaczy zaangażowano wielu badaczy młodych,  siłą rzeczy nie znających gruntownie funkcjonowania systemu akademickiego i specyfiki środowiska akademickiego, a ponadto zapewne poznanie tej specyfiki mogłoby być dla nich niekorzystne. Jakkolwiek na przykładzie ośrodka olsztyńskiego widać, że młodzi badacze mogą wnieść wiele do poznania inwigilacji środowisk naukowych, szczególnie wtedy, gdy nie reprezentują uczelni, tylko IPN!

Jak można się spodziewać afiliacja uczelniana bynajmniej w takich sprawach nie jest sprzyjająca, co widać poniekąd na przykładzie badań UJ, gdzie mamy wiele bardzo ważnych informacji szczegółowych odnośnie bezpieki, ale przy unikaniu spraw drażliwych, które by w kiepskim świetle stawiały liczących się decydentów, czy cały ośrodek.

Dało się zauważyć, że badania prowadzone są na ogół zbyt wąsko, tzn. bez poznania szerokiego kontekstu i wykorzystania różnorodnych źródeł.

Poznanie symbiozy SB – PZPR ( i siostrzanych partii) oraz władz uczelni, czy instytutów naukowych, nie jest możliwe bez szerokiego wykorzystania akt SB,  PZPR i akt instytucji naukowych oraz ‚osobowych źródeł informacji’ . SB korzystała szeroko z OZI (osobowych źródeł informacji’) ale jakoś nie widać, aby badacze z osobowych źródeł informacji o systemie komunistycznym szeroko korzystali. To błąd.

Nie widać tez wykorzystania zasobów internetu dla poznania badanych zagadnień. Ze zdumieniem mogłem się przekonać, że np. po co najwyżej kilkugodzinnej ‚kwerendzie’ internetu byłem posiadaczem wiedzy na dany temat, nieznanej badaczom prowadzącym badania nad takimi kwestiami od wielu miesięcy.

Warto zatem korzystać z dostępnych zasobów internetowych na co nie trzeba zgody kogokolwiek, a cena pozyskiwania informacji jest stosunkowo niska.

Niniejsza strona internetowa dotycząca tematyki konferencji, funkcjonująca już od kilku tygodni i notująca setki odwiedzin dziennie, na ogół nie była znana uczestnikom Konferencji, co raczej świadczy, że nie ‚googlują’ oni tematu swoich badań.

Szkoda zresztą, że projekt nie jest zarządzany za pomocą strony internetowej, na której by były gromadzone wszelkie istotne sprawy dotyczące tematu, co by spopularyzowało projekt, jego wyniki,   oraz dawałoby szanse na poznanie szerszych aspektów spraw poprzez zdobycie nowych źródeł informacji.

Warto ponadto porównać – strona o tej tematyce dopiero co otwarta i bez żadnego wsparcia ! ma setki ‚wizytatorów’ dziennie, a na  konferencji, po 1,5 roku prowadzenia projektu wspieranego z budżetu,  było  po kilkudzięsięciu uczestników dziennie.  Jest się nad czym zastanawiać,  a przede wszystkim nad czym decydować, aby było lepiej.

Na uwagi krytyczne odpowiadano, że to konferencja robocza i do końca jeszcze wiele nowego przybędzie. Zapewne tak, ale nie widać działań na rzecz poszerzenia zespołu, metodyki i tematyki projektu. Ponadto nawet w tytułach referatów można zauważyć, że chodzi już o podsumowanie, a nie o zapoczątkowanie badań np. „Polityczna weryfikacja kadry naukowej w latach 80. Próba podsumowania”, mimo że raczej o początek tu chodziło.

Panele też nie były otwarte na wytyczenie nowych kierunków badań, czy pozyskanie nowych uczestników projektu. Wyrażanie na roboczej konferencji opinii o wyższości jednego ośrodka nad innymi, zupełnie nie uprawnione materiałem faktograficznym, budzi zaniepokojenie, bo nie powinno się stawiać w roli sędziego w sprawie własnego ośrodka, bez uwzględnienia opinii innych.

Oczywiście historycy winni badać historię swoich ośrodków, ale poglądy niezależne winny być tu szczególnie pożądane. Takiego otwarcia na ‚obcych’ jednak nie widać w projekcie, podobnie nie widać otwarcia na żyjących jeszcze uczestników życia naukowego w badanym okresie.

Nawiązując do nadrzędnego tytułu „Obserwacja, manipulacja, współpraca” nasuwa się refleksja, że na obecnym etapie mamy do czynienia ze zbyt słabą obserwacją, czasami manipulacją i brakiem współpracy.

Trzeba by to zmienić,  na co jest jeszcze trochę czasu. Podjęty problem jest niezwykle istotny i konieczne jest aby IPN w tej materii pokazał się z jak najlepszej strony.

Na koniec przypomnę, że przed przeszło trzema laty moje Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’ pozostało bez odpowiedzi, a temat był szeroko zakrojony.

Dobrze się stało, że temat chociaż w węższej wersji został w końcu podjęty i oby z powodzeniem został zrealizowany. Postęp już jest !

————

Informacje z konferencji i galeria zdjęć na stronach IPN

Konferencja naukowa: Obserwacja, manipulacja, współpraca.

Dziennikarze i naukowcy a aparat bezpieczeństwa w Polsce Ludowej

19–21 listopada 2008 r.

Audytorium Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego
ul. Szewska 49
Aula Instytutu Pedagogiki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej
ul. Strzegomska 55

PROGRAM….