Wykład Sławomira Cenckiewicza „Dokumenty służb specjalnych jako źródło historyczne”

baner23

Sławomir Cenckiewicz niemile widziany na KUL

Rz, Tomasz Nieśpiał 28-11-2008

Sławomir Cenckiewicz, autor książki „Sprawa Lecha Wałęsy”, przyjeżdża dziś do Lublina na zaproszenie prof. Mirosława Piotrowskiego, kierownika Katedry Historii Najnowszej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wygłosi wykład: „Dokumenty służb specjalnych jako źródło historyczne”.

– To wybitny znawca cywilnych i wojskowych dokumentów służb specjalnych PRL – mówi prof. Piotrowski. – Jego zainteresowania naukowe zbiegają się z tematyką moich wykładów dla studentów trzeciego i czwartego roku historii, dlatego poprosiłem go o wykład.

Zakłopotania wizytą historyka nie kryje dyrektor Instytutu Historii dr hab. Mirosław Filipowicz: – Jestem w niezręcznej sytuacji. Zdecydowanie bronię wolności słowa, ale zapraszanie tak zaangażowanego historyka, jakim jest dr Cenckiewicz, to ryzykowny krok. Tym bardziej że jego radykalne opinie nie będą mogły być konfrontowane z odmiennymi poglądami – formuła ścierania się dwóch historyków byłaby lepsza – mówi.

Ma zastrzeżenia do naukowej wartości publikacji Cenckiewicza. – Rzetelny historyk nie powinien formułować imiennych oskarżeń na podstawie archiwalnych sygnatur – uważa Filipowicz.

– Informacje na temat TW „Filozofa” absolutnie nie są wiarygodne, dlatego trzeba pilnować merytorycznego poziomu tego wykładu. Mam nadzieję, że prelegent będzie trzymał się tytułu – dodaje prof. Wojciech Kaczmarek, prodziekan Wydziału Nauk Humanistycznych.

Informacji o wykładzie nie ma na stronie internetowej uczelni. Zapowiadało ją jedynie kilka plakatów.

– Uniwersytet jest miejscem wymiany poglądów, ale KUL jako uczelnia tego spotkania nie firmuje – zaznacza Beata Górka, rzecznik KUL.

Problem z życiorysem jednej czy kilku osób nie może blokować swobody badań i wymiany naukowej – uważa jednak prof. Mirosław Piotrowski, który zapewnia, że zaproszenie historyka nie ma związku ze sprawą TW „Filozofa”.

Sam Sławomir Cenckiewicz przyznaje, że dochodzą do niego sygnały sugerujące, że nie wszędzie jest mile widziany. – Nic na to nie poradzę. Mogę tylko liczyć na to, że moi krytycy podejmą merytoryczną dyskusję. Marzę o takiej debacie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – mówi.

Reklamy

Komentarzy 10

  1. IPN uśmiercił światka w „SB a Lech Wałęsa”?
    http://www.wprost.pl/ar/145862/IPN-usmiercil-swiatka-w-SB-a-Lech-Walesa/

    IPN potwierdził, że b. oficer SB Edward G. zeznał, iż nic mu nie wiadomo o zarejestrowaniu Lecha Wałęsy jako agenta. Miało to miejsce w toku śledztwa IPN w sprawie fałszowania przez SB akt mających dowodzić, że Wałęsa był agentem o pseudonimie „Bolek”.
    W piątek Instytut Lecha Wałęsy podał, że żyje główny świadek z SB uznany za zmarłego w książce „SB a Lech Wałęsa”, Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. „Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę” – podał Instytut.

    „Na 692 stronie ww. książki stwierdzono, że świadek Edward G. nie żyje, a data śmierci jest nieznana. Przy jego nazwisku napisano też, że to on zwerbował Lecha Wałęsę. Tymczasem świadek żyje i twierdzi zupełnie co innego” – twierdzi Instytut.

    Według niego, „IPN świadomie pominął ten kluczowy fakt w swojej pracy”. „Uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki zaakceptowana przez kierownictwo IPN” – głosi komunikat. W ocenie Instytutu, „to nadużycie warsztatowe potwierdza złą wolę autorów książki i kierownictwa IPN, którzy odrzucili kluczowe źródło informacji, aby udowodnić zaplanowaną tezę”. „Zeznania świadka podważyłby oskarżenie przez IPN Lecha Wałęsy zawarte w ww. książce” – napisał Instytut….

  2. Żyje oficer TW „Bolka”
    http://www.rp.pl/artykul/2,226191_Zyje_oficer_TW__Bolka_.html

    „Rz” dotarła do Edwarda Graczyka w Gdańsku. Był zdenerwowany, nie chciał rozmawiać. Unikał jednoznacznych odpowiedzi. Zaprzeczył nieoficjalnym informacjom, że w ostatnim czasie prywatnie próbował skontaktować się z nim Wałęsa bądź jego współpracownicy.
    Pytany, czy były prezydent ukrywa kontakty z SB, mówi: – On nie ukrywa, nie ukrywa. Ja byłem z nim na konfrontacji tydzień temu w IPN w Gdyni – rzuca. Chwilę później jest bardziej kategoryczny: – On nie współpracował. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk potwierdza, że 18 listopada Graczyk został przesłuchany w obecności Wałęsy. – Zeznał, że nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika – mówi. – Potwierdził, że wypłacił Wałęsie 1500 zł.
    Graczyk broni byłego prezydenta. – Uciszał rozruchy w stoczni, bo stały wojska ruskie i w tym kierunku ma nieocenione zasługi – mówi. – Nie wierzcie nikomu, że Wałęsa cokolwiek złego komukolwiek zrobił. Ja jako jego przeciwnik polityczny kiedyś bardzo go szanuję.
    Na pytanie, czy „prowadził” Wałęsę, odpowiada niejasno: – Ja nikogo za rękę nie prowadziłem. To był tylko incydent, bo ja przyjechałem z Olsztyna na pomoc dla Gdańska – cała Polska przyjechała. Odmawia wyjaśnień, o co dokładnie chodzi. Wyznaje jednak, że po „incydencie” zwolnił się ze służby.

  3. Piotrowski: Chciałbym, żeby dr Cenckiewicz był pracownikiem KUL

    http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081128/LUBLIN/320298868/1023/REGION

    Dokumenty tajnych służb, w tym PRL to fantastyczne źródło dla historyków, żeby odsłonić zbrodniczy charakter systemu – tłumaczył na KUL dr Sławomir Cenckiewicz, kontrowersyjny autor, który m.in. opisał współpracę Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa.
    Cenckiewicz mówił o dokumentach służb specjalnych PRL jako źródle historycznym. Podkreślał, że SB weryfikowało informacje. Zdaniem Cenckiewicza niemożliwe było to by osoba, która faktycznie nie współpracowała była dłużej niż rok lub dwa zarejestrowana.

    Cenckiewicz stwierdził dzisiaj, że nie chce wikłać KUL w sensacyjne historie i z dziennikarzami rozmawiał przed uczelnią. Przyznał, że jego książki wykorzystywane są przez Platformę Obywatelską i Prawo i Sprawiedliwość w walce politycznej.

    – Chciałbym, żeby dr Cenckiewicz (w styczniu odchodzi z IPN – red) był pracownikiem KUL, to byłby bardzo cenny nabytek. Jednak to ks. rektor decyduje o zatrudnieniu – mówił Mirosław Piotrowski. Cenckiewicz stwierdził, że to raczej niemożliwie.

  4. Esbek: Nie zwerbowałem Lecha Wałęsy
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6003815,Esbek__Nie_zwerbowalem_Lecha_Walesy.html
    Według naszych informacji Graczyk zeznał (zachowujemy formę wypowiedzi w pierwszej osobie):

    „W r. 1970 pracowałem w Olsztynie na stanowisku kapitana w Wydziale II. Wydział ten zajmował się kontrwywiadem. W grudniu 1970 r. z grupą funkcjonariuszy z Olsztyna zostaliśmy delegowani do Gdańska. Przebywałem w Gdańsku przez okres ok. 1,5 roku. Uzyskaliśmy informację, że pan Lech Wałęsa wspólnie z innymi osobami wdarł się do Komendy Milicji w celu odbicia zakładników. [Było to 15 grudnia 1970 r. podczas protestu stoczniowców zakończonego masakrą robotników- red.] Z notatki, którą otrzymałem, wynikało, że Wałęsa nawoływał, aby tłum nie niszczył mienia, gdyż komendant przyrzekł mu, że zwolni zakładników. Miałem na uwadze to, że jeśli pan Wałęsa potrafi panować nad tłumem, to pomoże opanować sytuację w Stoczni, która była bardzo zła.

    W tym czasie w Stoczni były rozróby, mieliśmy informację, że mają wejść Rosjanie. Chciałem, żeby pan Wałęsa uspokoił nastroje. Rozmowa odbyła się w siedzibie SB na Okopowej. W trakcie rozmowy pan Wałęsa wytłumaczył mi, jak doszło do zdarzenia na komendzie. Ja mówiłem o sytuacji w Stoczni. Mówiłem o rozruchach, prosiłem, aby pan Wałęsa próbował zapobiec tym rozruchom. On nie był wtedy formalnie zatrzymany. W późniejszym okresie kilkakrotnie spotkałem się z Lechem Wałęsą, rozmawialiśmy na temat Stoczni. Miało odbyć się spotkanie pracowników z różnych zakładów z Edwardem Gierkiem [został wtedy nowym I sekretarzem PZPR- red.]. Miało to być w Warszawie. W zakładach byli wybierani przedstawiciele załóg na to spotkanie. Pan Wałęsa został wybrany. Ja ze spotkań z Wałęsą sporządzałem notatki.

    Kategorycznie stwierdzam, że w wyniku informacji przekazywanych przez pana Wałęsę żadna osoba nie została pokrzywdzona.

    Ja w Gdańsku pracowałem pod egidą Wydziału III i przekazywałem im wszystkie informacje, które uzyskałem od pana Wałęsy. Nie wiem, czy na podstawie tych dokumentów pan Wałęsa został zarejestrowany jako tajny współpracownik. Nie otrzymywałem żadnych pokwitowań od Lecha Wałęsy.

    Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego na kopii znajduje się pokwitowanie pieniędzy z podpisem Bolek [chodzi o okazane przez prokuratora pokwitowanie wypłaty].

    Po powrocie do Olsztyna przepracowałem jeszcze rok i zostałem zwolniony ze służby. Powtarzam raz jeszcze, że żadna osoba nie została pokrzywdzona w związku z informacjami, które dostałem od Lecha Wałęsy. Kategorycznie stwierdzam, że nic nie wiem, aby pan Wałęsa był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa”.

  5. CO Z KSIĄŻKĄ O ESBECKIEJ PRZESZŁOŚCI PREZYDENTA?
    sobota 29 listopada 2008 11:31
    Wałęsa: Wyrzucić ten gniot z księgarń
    http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article273449/Walesa_Wyrzucic_ten_gniot_z_ksiegarn.html
    Co zrobić z książką o esbeckiej przeszłości Lecha Wałęsy, gdy okazało się, że opisywany w niej esbek żyje i nie werbował Wałęsy na agenta, jak twierdzili historycy IPN? „Wyrzucić ten gniot z księgarń i odnieść autorom, Cenckiewiczowi i Gontarczykowi” – apeluje Wałęsa w TVN24.
    ——–
    -Wałęsa: wszystkich nas ograno
    BYŁY PREZYDENT O KSIĄŻCE IPN
    http://www.tvn24.pl/-1,1575198,0,1,walesa-wszystkich-nas-ograno,wiadomosc.html
    Trzeba się zapytać, kto go uśmiercił i dlaczego. Przecież to nie chodzi o to, żeby on przesądził, czy agent, czy nie agent. Cwaniacy o tym pisali książki, filmy robili, pieniądze zarabiali i wszystkich nas ograno – stwierdził były prezydent. W TVN24 przekonywał, że z bezpieką nigdy nie rozmawiał. – Rozmawiałem z kontrwywiadem. To były rozmowy polityczne, o Niemcach i Żydach – tłumaczył w TVN24 Lech Wałęsa.
    – Ta informacja kładzie wszystko, co dotychczas wydarzyło się w tej sprawie – powiedział w TVN24 przywódca „Solidarności”. Zdaniem prezydenta, to kolejny dowód na nieprawdziwość ten stawianych przez autorów książki. – Komu zależało na tym, by tak długo utrzymywać nieprawdziwe informacje? – zastanawiał się Lech Wałęsa. – Ktoś tu postawił na interes i myślał, że się sprawa nie wyda – dodał były prezydent.
    eszcze nie wiem kto w tym brał udział. Graczyka uśmiercił także Macierewicz. Podobnie mówili jeszcze nie dawano Kaczyńscy i Olszewski. To poważna sprawa i będą poważne konsekwencje – powiedział Wałęsa.
    Zdaniem Wałęsy, Cenckiewiczowi i Gontarczykowi nie zależało na znalezieniu Graczyka. – Oni chodzili wszędzie, gdzie to było możliwe, żeby tylko mi zaszkodzić. I co, nie wpadli na Graczyka? Niech będą poważni – mówił były prezydent.

  6. POMYŁKA SĄDU LUSTRACYJNEGO DO WYJAŚNIENIA
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/12089
    Posłowie chcą, by jak najszybciej zstała wyjaśniona pomyłka „uśmiercenia” świadka przez sąd lustracyjny w procesie prezydenta Lecha Wałęsy.
    – Ta sprawa powinna być zbadana przez prokuraturę – uważa poseł PiS Arkadiusz Mularczyk.
    Wyjaśnienia sprawy chcę także Sebastian Karpiniuk (PO).
    – Gdzieś nastąpił błąd i tej sprawy nie można zostawić – mówi nam poseł Platformy.
    Według sędziego Zbigniewa Puszkarskiego, byłego prezesa sądu lustracyjnego, wszystkie dokumenty dotyczące świadków w procesie lustracyjnym Lecha Wałęsy znajdują się w aktach sprawy.
    Na podstawie oględzin tych akt można ustalić, jaki był obieg informacji. Żeby ustalić miejsce pobytu świadka sąd, na podstawie posiadanych dokumentów najprawdopodobniej zwrócił sięsię do bazy PESEL. Widocznie w odpowiedzi napisano, że świadek nie żyje i stąd takie stwierdzenie znalazło się w orzeczeniu – wyjaśnia sędzia Puszkarski.
    – Nie pamiętam szczegółów procesu prezydenta Lecha Wałęsy, ponieważ zaczynałem prace w wydziale lustracyjnym, ale przypuszczam, że tę pomyłkę można wyjaśnić na podstawie dokumentów – dodaje były szef sądu lustracyjnego.
    Uśmiercony świadek
    W uzasadnieniu sadu lustracyjnego czytamy:
    „Nie żyje również funkcjonariusz Edward Graczyk, który miał rzekomo zwerbować Lecha Wałęsę”.
    Do Edwarda Graczyka nie dotarł także prokurator Maciej Schulz gdańskiego oddziału IPN, który prowadził śledztwo gdzie Lech Wałęsa ma status pokrzywdzonego.
    Tymczasem okazało się, że Edward Graczyk żyje – po numerze PESEL odnaleźli go K prokuratorzy pionu śledczego IPN w Białymstoku prowadzący śledztwo w sprawie fałszowania przez SB akt w sprawie Wałęsy.
    Rozmawiający z nami posłowie uważają, ze sprawa powinna być jak najszybciej wyjaśniona.
    Powinien się nią zając prokurator, ponieważ mogło dojść do poświadczenia nieprawdy w dokumentach – uważa Arkadiusz Mularczyk ( PiS).
    Wyjaśnienia chce tez Sebastian Karpiniuk (PO), który dodaje: Szkoda, ze historycy, którzy pisali książkę o Lechu Wałęsie nie dotarli do tego funkcjonariusza SB, tylko bezkrytycznie przepisali uzasadnienie sądu lustracyjnego.
    – Historycy nie mają dostępu do bazy PESEL a wyrok jest prawomocny – ripostuje Sławomir Cenckiewicz.

  7. Cenckiewicz: Wszyscy mówili mi, że Graczyk nie żyje
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6006201,Cenckiewicz__Wszyscy_mowili_mi__ze_Graczyk_nie_zyje.html

    Podana w książce pt. „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” informacja, że były oficer SB Edward Graczyk nie żyje, pochodzi z orzeczenia Sądu Lustracyjnego z 2000 r. – powiedział w sobotę PAP współautor książki Sławomir Cenckiewicz.
    Odnosząc się do zarzutu Instytutu Wałęsy, że „uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki”, Cenckiewicz powiedział, że jest to zarzut pozbawiony jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia.

    – Bo z jednej strony jest mowa o tym, że myśmy uśmiercili Edwarda Graczyka, a to nie my, tylko Sąd Lustracyjny, na który Instytut i Lech Wałęsa bardzo często się powoływali atakując nas przez ostatnie miesiące. Po drugie, z tego oświadczenia wynika, że wiarygodnymi i kluczowymi świadkami w historii Polski najnowszej, w wyjaśnianiu białych plam są funkcjonariusze SB. I to jest dla mnie najciekawsze. To znaczy z jednej strony oni są kluczowymi świadkami, ale z drugiej strony fałszowali przez 45 lat istnienia PRL dokumenty SB – mówił historyk.

    Cenckiewicz, odnosząc się do opublikowanych w „Gazecie Wyborczej” zeznań Graczyka, zaznaczył, że mówi on o regularnych spotkaniach i o wypłacie pieniędzy. – To jest dla mnie najciekawsze. Na jakiej zasadzie ktoś nie zwerbowany odbywał z Edwardem Graczykiem regularne spotkania i jeszcze wypłacał Graczyk mu te pieniądze. Jaki był charakter tych kontaktów? Koleżeński, towarzyski? Czy Graczyk wypłacał te pieniądze z własnej kieszeni czy może z funduszu operacyjnego SB w Gdańsku? – zastanawia się historyk.

    – To są niespójne i nielogiczne zeznania, ale one w jakimś sensie, w tym aspekcie są dla nas interesujące, bo znalazł się kluczowy świadek, który potwierdza, że wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze – dodał Cenckiewicz.

  8. „Graczyk nie żył na podstawie PESEL-u”
    ZNALEZIONO ESBEKA, KTÓRY MIAŁ ZWERBOWAĆ WAŁĘSĘ
    http://www.tvn24.pl/-1,1575265,0,1,graczyk-nie-zyl-na-podstawie-pesel_u,wiadomosc.html

    – To nie my „uśmierciliśmy” Edwarda Graczyka. Zrobił to Sąd Lustracyjny – mówi współautor książki „SB a Lech Wałęsa” Sławomir Cecnkiewicz. Dawny oficer SB, który miał zwerbować do współpracy Lecha Wałęsę, według informacji zawartych w książce miał już nie żyć. Historyk tłumaczy, że posiłkował się danymi sądu, który ma dostęp do systemu PESEL i stąd powinien wiedzieć, kto żyje, a kto nie.
    W piątek Instytut Lecha Wałęsy podał, że żyje główny świadek z SB, w książce pt. „SB a Lech Wałęsa” Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka uznany za zmarłego. „Na 692 stronie ww. książki stwierdzono, że świadek Edward G. nie żyje, a data śmierci jest nieznana. Przy jego nazwisku napisano też, że to on zwerbował Lecha Wałęsę. Tymczasem świadek żyje i twierdzi zupełnie co innego” – podał Instytut.

    Informacja, że były oficer SB Edward Graczyk nie żyje, pochodzi z orzeczenia Sądu Lustracyjnego z 2000 r. – odbija piłeczkę współautor książki Sławomir Cenckiewicz.
    „Sąd go uśmiercił”
    Bolek czy nie Bolek?

    – Opieraliśmy się na orzeczeniu Sądu Lustracyjnego z sierpnia 2000 r., który napisał – i jest to opublikowane w książce w całości – że Edward Graczyk nie żyje. Uznaliśmy to za dobrą monetę, skoro Sąd Lustracyjny jak każdy sąd w Polsce dysponuje dostępem do systemu PESEL, poprzez który można sprawdzać, czy dana osoba żyje, gdzie mieszka. To po prostu napisaliśmy w naszej książce – powiedział Cenckiewicz.

    Dodał, że on sam i inni naukowcy w IPN, nie mają dostępu do systemu danych PESEL, do którego mają dostęp prokuratorzy.

    Cenckiewicz przyznał, że był zaskoczony informacją o tym, że Graczyk żyje. – Przez lata, zajmując się Lechem Wałęsą, szukałem informacji o Edwardzie Graczyku i takiej informacji nie znalazłem. Wszyscy w Olsztynie, Gdańsku mówili mi, że nie żyje, nawet jego byli koledzy – dodał historyk.
    Odnosząc się do zarzutu Instytutu Lecha Wałęsy, że „uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki”, Cenckiewicz stwierdził, że jest to zarzut pozbawiony jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia.

    – Bo z jednej strony jest mowa o tym, że myśmy uśmiercili Edwarda Graczyka, a to nie my, tylko Sąd Lustracyjny, na który Instytut i Lech Wałęsa bardzo często się powoływali, atakując nas przez ostatnie miesiące. Po drugie, z tego oświadczenia wynika, że wiarygodnymi i kluczowymi świadkami w historii Polski najnowszej, w wyjaśnianiu białych plam są funkcjonariusze SB. I to jest dla mnie najciekawsze. To znaczy z jednej strony oni są kluczowymi świadkami, ale z drugiej strony fałszowali przez 45 lat istnienia PRL dokumenty SB – mówił historyk.

    Lech Wałęsa często dyskredytował ustalenia historyków IPN uznając, że opracowują oni akta SB, które jego zdaniem są generalnie niewiarygodne.
    Za co brał pieniądze?

    W piątek rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk powiedział, że 18 listopada Edward G. został przesłuchany przez prokuratorów IPN w obecności Lecha Wałęsy. w trakcie przesłuchania Edwardowi G. okazano znane dokumenty sprawy. „Co do jednego z nich potwierdził, że to jego pismo, i że wypłacił Lechowi Wałęsie 1500 zł” – powiedział Arseniuk. Dodał, że świadek zeznał też, że „nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika”.

    – To jest dla mnie najciekawsze. Na jakiej zasadzie ktoś nie zwerbowany odbywał z Edwardem Graczykiem regularne spotkania i jeszcze wypłacał mu Graczyk te pieniądze. Jaki był charakter tych kontaktów? Koleżeński, towarzyski? Czy Graczyk wypłacał te pieniądze z własnej kieszeni, czy może z funduszu operacyjnego SB w Gdańsku? – zastanawia się historyk.

    – To są niespójne i nielogiczne zeznania, ale one w jakimś sensie, w tym aspekcie są dla nas interesujące, bo znalazł się kluczowy świadek, który potwierdza, że wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze -dodał Cenckiewicz.

  9. Wałęsa był groźnym konfidentem
    http://www.rp.pl/artykul/2,227228_Cenckiewicz__Walesa_byl_groznym_konfidentem_.html
    Sprawa kapitana Graczyka nie tylko nie podważyła faktów zaprezentowanych w książce „SB a Lech Wałęsa”, ale wręcz je potwierdziła. Rewelacje esbeka nie unieważniają dokumentów, które sam wytworzył – mówi „Rz” historyk Sławomir Cenckiewicz.
    Sławomir Cenckiewicz, historyk: Naukowcy w przeciwieństwie do sądów i prokuratorów nie mają dostępu do bazy PESEL. Mam do siebie pretensje, że zawierzyłem Sądowi Lustracyjnemu, który w sierpniu 2000 r. swoim autorytetem poświadczył nieprawdę w orzeczeniu dotyczącym Wałęsy, że kpt. Graczyk nie żyje. Od teraz, nawet w tak podstawowych kwestiach jak ustalenie czy potencjalny świadek w procesie żyje, nie będę ufał polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.
    „Gazeta Wyborcza” twierdzi, że jest Pan „teczkologiem” i nie usiłował Pan dotrzeć do żyjących świadków historii.
    Niepoważne słowa o „teczkologach” Gontarczyku i Cenckiewiczu padły niestety ust historyka Marcina Zaremby, który w ten sposób komentował sprawę Graczyka w „Gazecie Wyborczej”. Nie tak dawno zasłynął swoją recenzją książki „SB a Lech Wałęsa” na łamach „Polityki”, w której napisał, że nie wykorzystaliśmy w naszej pracy ważnego dokumentu – omówienia sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Bolek”. Nie doczytał ale zrecenzował. Dokument ten nie tylko przywołaliśmy, ale i zaprezentowaliśmy w całości w naszej książce. W tym kontekście przypomina mi się słynna już maksyma byłego członka kolegium IPN: „Mniej pisać, więcej czytać”.

  10. Uśmiercony esbek mieszka w Gdańsku
    http://www.polskatimes.pl/dziennikbaltycki/stronaglowna/64902,usmiercony-esbek-mieszka-w-gdansku,id,t.html

    Lech Wałęsa: To niezwykła historia, że ten człowiek, uśmiercony w książce, nagle się odnajduje

    Z prezydentem Lechem Wałęsą rozmawia Barbara Szczepuła
    Ale czy można wierzyć esbekowi Panie Prezydencie?

    Nie chodzi o to, czy wierzymy esbekowi, ale o to, czy można wierzyć tym historykom. Chodzi o ich rzetelność. Jeśli oni uśmiercili głównego świadka oskarżenia, to znaczy, że manipulowali faktami. Nie są wiarygodni. Myśleli, że uda im się wszystkich oszukać.

    Chyba nie myśli Pan, że zrobili to celowo?

    Tak właśnie uważam, bo tu nie chodzi o prawdę, tylko o to, by dołożyć Wałęsie. Ale nie wiem, czy to oni go uśmiercili, czy Macierewicz i jego ludzie, którym być może potrzebna była taka wersja wydarzeń do ich bajki. W każdym razie nie wierzę, że historycy tego nie sprawdzili. Im to po prostu pasowało.

    No, ale ten były esbek twierdzi, że raz dał Panu 1500 złotych.

    Bzdura. Tam jest jego podpis, nie mój. On może mówić, że mi dał pieniądze, ale nie musiało wcale tak być.

    Co Pan teraz zrobi?

    Zainicjuję akcję odsyłania książek Cenckiewicza i Gontarczyka ich autorom. Bo ta książka to jest zwykły gniot.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: