Lustracyjne wydarzenia 2008 roku

Oświadczenie gen. Czesława Kiszczaka

baner10

Oświadczenie gen. Czesława Kiszczaka

Warszawa, 17 grudnia 2008

GW

Składam to oświadczenie w formie listu otwartego, aby zawarte w nim i informacje dotarły jak najszerzej do opinii publicznej. ..

15 stycznia 1982 roku weszła w życie moja „Decyzja w sprawie ochrony dokumentów techniki operacyjnej wykonywanych w pionach „B”, „C”, „T”, „W” i wykorzystywanych w działaniach operacyjnych resortu spraw wewnętrznych”. Celem Decyzji było znaczne zwiększenie konspiracji form oraz metod działania pionów zajmujących się obserwacją („B”), ewidencją kartoteczną spraw bieżących oraz archiwalnych („C”), techniką operacyjną („T”), prelustracją korespondencji („W”).

Nakaz ten został wykonany w określonych Decyzją terminach, skutkując wydaniem szeregu przepisów dostosowawczych. Wśród nich szczególnie istotne było Zarządzenie 0018/82 ministra spraw wewnętrznych z 17 lutego 1982 w sprawie stosowania i wykorzystania techniki operacyjnej.

Opisuję to dokładnie, ponieważ po ujawnieniu w roku 2006 przez środki masowego przekazu treści Decyzji, IPNstarał się umniejszyć jej znaczenie twierdząc, że był to małoznaczący akt prawny, jeden z tysięcy wydawanych w MSW. Stwierdzam więc jeszcze raz z całą stanowczością, że Decyzja z 15 stycznia 1982 była aktem prawnym o znaczeniu podstawowym, jednym z zaledwie kilku konstytuujących działanie całego resortu, regulacją, która, wraz z przepisami wykonawczymi, była ściśle przestrzegana…

Nakaz ten został wykonany w określonych Decyzją terminach, skutkując wydaniem szeregu przepisów dostosowawczych. Wśród nich szczególnie istotne było Zarządzenie 0018/82 ministra spraw wewnętrznych z 17 lutego 1982 w sprawie stosowania i wykorzystania techniki operacyjnej.
Opisuję to dokładnie, ponieważ po ujawnieniu w roku 2006 przez środki masowego przekazu treści Decyzji, IPNstarał się umniejszyć jej znaczenie twierdząc, że był to małoznaczący akt prawny, jeden z tysięcy wydawanych w MSW. Stwierdzam więc jeszcze raz z całą stanowczością, że Decyzja z 15 stycznia 1982 była aktem prawnym o znaczeniu podstawowym, jednym z zaledwie kilku konstytuujących działanie całego resortu, regulacją, która, wraz z przepisami wykonawczymi, była ściśle przestrzegana.

Już instrukcja z grudnia 1979, której nowelizacją było Zarządzenie 0018/82, w § 13 stwierdzała. „Materiały uzyskane środkami techniki operacyjnej nie mogą być wykorzystywane (…) w sposób dekonspirujący źródło ich pochodzenia.” Dopiero jednak bardzo złożona sytuacja polityczna po wprowadzeniu stanu wojennego, w tym zagrożenie infiltracją wewnątrz resortu, która wydawała się realna wobec powstania w 1981 roku związku zawodowego Solidarność funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, spowodowała konieczność wprowadzenia szeroko zakrojonych zasad konspiracji w samym MSW.

Konspiracja dotyczyła działań na wszystkich szczeblach, do podstawowych komórek organizacyjnych włącznie, w których nakazałem dodatkowo „przeprowadzenie wnikliwej weryfikacji (…) kadry, a przy doborze nowych pracowników kierowanie się (…) gwarancją zapewnienia pełnej konspiracji wykonywanych czynności służbowych ” O znaczeniu, jakie kierownictwo MSW przywiązywało do materii objętej Decyzją, świadczy umieszczony w niej zapis: „Jakiekolwiek odstępstwa od tych zasad są niedopuszczalne.” Szczególnej ochronie, nawet przed przypadkową dekonspiracją, miała odtąd podlegać cała dokumentacja uzyskana środkami technicznymi, wszystkie dokumenty wykorzystywane przez jednostki operacyjne resortu zarówno w sprawach aktualnie prowadzonych, jak planowanych, a także zakończonych mających całkowicie lub częściowo charakter archiwalny.

Kluczowy był zapis Decyzji, powtórzony dokładnie w Zarządzeniu 0018/82: „Informacje uzyskane środkami pracy „B”, „T”, „W” można włączyć do spraw operacyjnych (…) tylko w tak przetworzonej postaci, aby nie zaprzepaścić ich wartości operacyjnych, a jednocześnie całkowicie zakonspirować źródło ich pochodzenia”. Inne przepisy nakazywały uczynić to samo w ramach dokumentacji już istniejącej, którą należało zniszczyć, a w jej miejsce sporządzić odpowiednie notatki, całkowicie konspirujące źródło pochodzenia.

W praktyce polegało to na „przesuwaniu źródeł” – informacje uzyskane za pomocą techniki operacyjnej przypisywano w dokumentacji źródłom osobowym: tajnym współpracownikom, istniejącym faktycznie lub stworzonym przez SB na użytek wewnętrznej konspiracji, kandydatom na t.w., a także, choć rzadziej, kontaktom operacyjnym, osobowym, służbowym.

Argument, że „SB sama siebie nie oszukiwała”, przedstawiany przez IPN po ujawnieniu w 2006 roku mechanizmu „przesuwania źródeł” i mający podważyć fakt jego istnienia, prowadzi do jednego z dwóch wniosków. Albo zatrudnieni w IPN historycy nie zadali sobie trudu, żeby rzetelnie zbadać materiały dawnych organów bezpieczeństwa państwa znajdujące się w archiwach Instytutu, albo też nie chcą zrozumieć, na czym polegała specyfika działania służb specjalnych PRL zwłaszcza w tak trudnym okresie.

Dla podległych mi służb ważna była informacja, a dla zdobycia informacji szczególnie ważna technika operacyjna. Dzięki niej, za pomocą podsłuchów, kontroli korespondencji i teleksów, także obserwacji i tajnych przeszukań, uzyskiwano większość istotnych, wiarygodnych informacji. Toteż nadrzędnym zadaniem resortu była ochrona techniki operacyjnej. Natomiast – dla celów dokumentacyjnych – źródło rzeczywistego pochodzenia informacji miało znaczenie drugorzędne. Dlatego powstał mechanizm „przesuwania źródeł”.

Z dzisiejszej perspektywy widać, jak wielu osobom wyrządzono krzywdę przez bezkrytyczne ujawnienie materiałów operacyjnych SB, wówczas jednak zastosowanie tego mechanizmu było wyłącznie działaniem na wewnętrzny użytek resortu. Dokumenty, które powstały, nie miały zostać użyte na zewnątrz MSW ani w jakikolwiek sposób ujawnione, przeciwnie, oznakowane były gryfem „tajne specjalnego znaczenia”, który zapewniał pełną ochronę ich tajności. Nikt też nie przewidywał, i przewidzieć nie mógł, zmiany ustroju, likwidacji organów bezpieczeństwa państwa oraz przejęcia i odtajnienia wytworzonej przez służby specjalne dokumentacji, czego skutkiem jest częściowe jej upublicznianie.

Na to nakłada się stanowisko IPN, który założył z góry stuprocentową wiarygodność przejętych archiwów. Jest to pochlebne dla mnie i moich współpracowników, lecz jednocześnie zdumiewa całkowitym pomijaniem podstawowej dla historyków zasady krytycznego podejścia do wszelkich źródeł, a już zwłaszcza wytworzonych przez tajne służby i wskazuje, co podkreślałem powyżej, na brak znajomości specyfiki tychże służb….

———–
GW
—–
GW
Ponad 90 proc. agentury to byli ludzie, którzy dobrowolnie, bez szantażu z nami współpracowali. Uważali to za patriotyczny obowiązek. Werbunek pod przymusem, groźbą, szantażem to były bardzo nieliczne przypadki…
WYIMEK
– Myśmy w styczniu 1982 r. nie robili tego z myślą, co się z tym będzie działo za 20 lat. Sądziliśmy, że nikt nigdy tego nie będzie ujawniał

Bronisław Wildstein przedstawia

baner8

Bronisław Wildstein przedstawia – Na uczelniach bez zmian

Po upadku komunizmu większość polskich instytucji przeszła radykalną transformację. Szkoły wyższe nie zmieniły się jednak na jotę. A przecież powinny wytwarzać elity, które budują przyszłość kraju i modelują wzorce zachowań. 

Czy uniwersytety w PRL osiągnęły kształt doskonały? 

Czy stare, dobre uniwersytety są dziś Świątyniami Nauki? 

W programie „Bronisław Wildstein przedstawia” – różne twarze zjawiska, który jedno ma imię: kryzys etyczny uniwersytetów. 

Przypadek wielkiego astronoma Aleksandra Wolszczana wstrząsnął Polską, ale nie był to przypadek typowy. Zwykle mało wybitni naukowcy podejmowali współpracę z SB, a agenturalność pomagała im robić naukowe kariery. 

O lustracji na YouTube

baner7

Pod Prąd – Cenckiewicz i Gontarczyk 

Grzegorz Braun i procesy za TW 

LUSTRACJA – Ryszard Majdzik

Fragment filmu „Trzech Kumpli”

Zbigniew Herbert o Michniku

Luztracja Zyty

Po co lustrować ?

Kozłowski osłania Maleszkę

Jan T. Łopuszański – wybitny fizyk, dla jednych pozytywny wzorzec dla młodszego pokolenia, dla innych ‚ Piaget’ z teczek SB

baner-czlowiek-nauki22

Jan T. Łopuszański w Wikipedii

(ur. 21 października 1923 r. we Lwowie, zm. 30 kwietnia 2008 we Wrocławiu) – polski fizyk teoretyk

Tytuł doktora nauk fizycznych uzyskał w 1955 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim, od r. 1959 był profesorem fizyki teoretycznej Uniwersytetu Wrocławkiego.

W r. 1957 został wybrany Prodziekanem, a w latach 19621968 pełnił funkcę Dziekana Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 19541968 pracował także we Wrocławskim Oddziale Polskiej Akademii Nauk. W latach 19701984 był Dyrektorem Instytutu Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Według opinii wielu kolegów fizyków, w kraju i zagranicą, był to złoty okres w historii Instytutu, kiedy to nastąpił burzliwy rozwój nowych kierunków badań i owocnych kontaktów zagranicznych. Od roku 1986-go członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk.

Uznany wybitnym specjalista w dziedzinie kwantowej teorii pola, uznawany jest za jeden z filarów polskiej fizyki teoretycznej. W szczególności znane twierdzenie Haaga-Łopuszańskiego- Sohniusa ukierunkowało dalsze badania w dzedzinie supersymetrycznych teorii pola. Jan Łopuszański współpracował z wieloma wybitnymi fizykami zagranicznymi, w tym: z L.Van Howe i T. Ruijgrokiem (Utrecht), K.O. Friedriechsem i B. Zumino (New York), H. Reeh (Princeton, potem Getynga), R. Haagiem i M. Sohniusem (Hamburg). Jest autorem 75 publikacji naukowych, 26 prac przeglądowych.

Jego postawa (naukowa i etyczna) i działalność w dziedzinie organizacji nauki stały się pozytywnym wzorcem dla młodszego pokolenia. Był jednym z głównych inicjatorów Międzynarodowej Zimowej Szkoły Fizyki Teoretycznej w Karpaczu. Promował 11 doktorów, był promotorem doktoratów honoris causa nadanych przez Uniwersytet Wrocławski dwóm Lauretaom Nagrody Nobla, profesorom C. N. Yangowi i A. Salamowi.

———–

Pseudonim Paget

Polska – Gazeta Wrocławska, 15.09.2007

Według Instytutu Pamięci Narodowej wieloletni dyrektor Instytutu Fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa
Profesor Jan Łopuszański, wybitny fizyk, w archiwach wrocławskiego IPN jest zarejestrowany jako tajny współpracownik. – Nie podpisałem żadnego zobowiązania – broni się 84-letni naukowiec

Notatka służbowa oficera SB. „W dniu 27 maja 1964 przeprowadziłem po uprzednim uzgodnieniu z tow. Góreckim rozmowę operacyjną z dziekanem wydziału matematyczno-fizyczno-chemicznego Uniwersytetu Wrocławskiego „Ł”. (…) Charakterystyka rozmówcy podana przez kpt. „Z” potwierdziła się, jest on rzeczywiście bardzo bojaźliwy i przeżywa każde zetknięcie z nami. W rozmowie np. często zapominał się, tracił wątek i w ogóle czuł się bardzo skrępowanym, był nienaturalny, co przy jego erudycji i elokwencji jest wprost nienaturalne”.

Informacje o Oppenheimerze
W archiwum wrocławskiego IPN zachowała się cienka teczka i dwa mikrofilmy dotyczące tajnego współpracownika o pseudonimie Paget. Wyjeżdżającym często na zagraniczne uczelnie fizykiem od 1962 do 1970 roku interesował się kontrwywiad. Oficerowie chcieli wiedzieć, kto tam wykłada, jakie ma poglądy polityczne, czy realizowane są tam programy badawcze zlecane przez wojsko lub koncerny przemysłowe. Z jednej z notatek służbowych wynika, że brali pod uwagę możliwość wykorzystania pozycji dziekana do rozpoznania studentów wydziału. A przed półrocznym stypendium w Institute for Advance Study w Princeton w 1964 roku wyjaśniono mu, że departamentowi I szczególnie zależy na informacjach o Robercie Oppenheimerze, ojcu bomby atomowej i wyznaczono listę zadań do realizacji.
W 1968 roku w marcu zbuntowali się studenci polskich uczelni, a w efekcie wybuchła antysemicka i antyinteligencka nagonka. Rada wydziału matematyczno-fizyczno-chemicznego uniwersytetu przyjęła uchwałę potępiającą politykę rządu. Jedną z osób, która ją podpisała, był prof. Łopuszański.
W archiwach IPN-u zachowała się sporządzona przez oficera SB notatka z listopada 1968, w której Paget relacjonuje spotkanie w mieszkaniu wybitnego matematyka, prof. Stanisława Hartmana. Hartman miesiąc wcześniej dowiedział się, że wraz z grupą innych naukowców będzie usunięty z uczelni. Bez jego zgody przeniesiono go do Polskiej Akademii Nauk. Oficer zanotował: „Zdaniem Pageta spotkanie nie miało zabarwienia konspiracyjnej schadzki (…)”. SB podejrzewała Hartmana, że zmobilizuje studentów do strajku w obronie wyrzuconych wykładowców.
W 1970 r. kontrwywiad zawiesił kontakty z Pagetem, który po oświadczeniu rady wydziału o wydarzeniach marcowych, na jakiś czas przestał wyjeżdżać za granicę…..

———-

Zbigniew Oziewicz 23 września 2007

Universidad Nacional Autonoma de Mexico

List otwarty do Redaktora Naczelnego gazety Słowo Polskie Gazeta Wrocławska, w związku z publikacją, w dniu 15 wrzesnia 2007, artykułu Katarzyny Kaczorowskiej pt. „Pseudonim Paget”, oraz w związku z listem profesora Jana Sobczyka opublikowanym w dniu 20 września 2007 roku.

Wielkim rozczarowaniem jest dla mnie fakt, że zamiast potępiać oprawców, wrocławski oddział IPN potępia ofiary esbecji. Kiedy jeszcze owo potępianie jest tak poszlakowe jak w przypadku profesora Łopuszańskiego, czuję się podwójnie zażenowany. Oskarżeniem profesora Łopuszańskiego o TW pan Włodzimierz Suleja ośmieszył i siebie i reprezentowaną przez siebie instytucję. Zamiast piętnować SB i wnioskować o sądzenie esbeków za werbowanie studentów, księży, naukowców i innych, za każdy wymuszony podpis, za szantaże, za aresztowania, za straszenie, groźby, rewizje i cały esbecki terroryzm, IPN piętnuje ofiary, obrzucając je błotem z bagna, którym nie chce się zająć.

Profesor Jan Łopuszański, w przeciwieństwie do swoich oprawcow, to patriota ktory nigdy nie zdradził Ojczyzny i nie robił kariery na gnębieniu innych. W 1941 roku, jako maturzysta, został aresztowany przez NKWD i skazany na 10 lat łagrów – wyrok, który oznaczał dożywocie. Po inwazji Niemiec na Rosję udało mu się uciec z więzienia na Brygitkach we Lwowie, a po wojnie dotrzeć do Wrocławia, gdzie współtworzył fizykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Żyje tu od 62 lat, z wciąż nie anulowanym i nie odsiedzianym wyrokiem NKWD. Nie współpracował z esbecją, i nigdy nikomu nie zaszkodził. Wręcz przeciwnie, wielokrotnie bronił atakowane przez SB osoby. Interweniowal w sprawie internowanych. Jako dyrektor Instytutu Fizyki Teoretycznej, po moim aresztowaniu w 1984 roku, zignorował esbeckie polecenie wyrzucenia mnie z Instytutu. W szóstym miesiącu mojego uwięzienia (jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy, w której prokurator domagał się dla mnie pięciu lat więzienia), profesor Łopuszański wraz z śp. profesorem Rzewuskim wszczął mój przewód habilitacyjny. Takich historii było wiele. Wszystkie one świadczą, że profesor Łopuszański jest gorącym patriotą, i powinien byc dumny z własnego życiorysu.

Stanisław Januszewski – profesor, identyfikowany jako TW „Hołyński” od inwigilacji SKS, ROPCiO i Solidarności Walczącej

baner-czlowiek-nauki21

Ludzie nauki
identyfikator rekordu: o68119
dr hab. Stanisław Januszewski, prof. PWr
Dyscypliny KBN: nauki historyczne
Specjalności: historia techniki
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: – Instytut Historii Architektury, Sztuki i Techniki PWr – prof.

———

Wykładowca dr.hab.Stanisław Januszewski

———–

Profesor na lustrowanym

Burza po publikacji IPN-owskiej „Sprawy operacyjnego rozpracowania” o inwigilacji wojewodyTadeusz Luty, rektor Politechniki Wrocławskiej, uważa, że w sytuacji, kiedy za donoszenie PRL-owskiejSłużbie Bezpieczeństwa nie można zwolnić z pracy, oskarżony o to wykładowca Instytutu Historii Architektury, Sztuki i Techniki sam powinien odejść z uczelni

W taki sposób wezwał profesora Stanisława Januszewskiego, żeby podał się do dymisji. W środę IPN przedstawił dziennikarzom książkę o tym, jak SB rozpracowywała Krzysztofa Grzelczyka. Obecny wojewoda dolnośląski pod koniec lat 70. działał w podziemnym Studenckim Komitecie Solidarności. Zdaniem ówczesnych opozycjonistów z zaprezentowanych materiałów wynika, że „tajny współpracownik Hołyński”, jeden z najważniejszych donosicieli szkodzących bohaterowi opracowania, to w rzeczywistości właśnie Stanisław Januszewski. Naukowiec zajmuje się historią techniki. Jest jednym z założycieli Fundacji Otwartego Muzeum Techniki, znanej wrocławianom z tego, że ma siedzibę na zabytkowym holowniku zacumowanym przy Wybrzeżu Wyspiańskiego. Aktywnie uczestniczył w przygotowaniu mającego się właśnie rozpocząć Dolnośląskiego Festiwalu Nauki. W czasach PRL udzielał się w podziemnych organizacjach ROPCiO i Ruch Młodych Demokratów i, jak twierdzą dawni opozycjoniści, donosił.
Aleksander Gleichgewicht, wrocławski działacz SKS, mówi, że w publikacji IPN są na to mocne dowody. Jego zdaniem dobrze się stało, że wydawnictwo się ukazało.
– Jestem krytyczny wobec procesu lustracji, ale prawda powinna ujrzeć światło dzienne. Najlepiej właśnie w taki sposób, w rzetelnym opracowaniu naukowym.
Jednak na tym, jego zdaniem, należy skończyć rozliczenia z przeszłością. – Trudno mi oceniać, czy ten człowiek powinien uczyć innych, ale samo ogłoszenie nazwiska jest chyba wystarczającą karą – mówi.

Adam Pleśnar, legenda wrocławskiego podziemia, więzień polityczny z lat stalinowskich, jeden z bliższych współpracowników Stanisława Januszewskiego, odmawia komentarza. – Nie znam tej książki. Może zdobędę się na jakąś refleksję po jej przeczytaniu. Ogarnia mnie egzystencjalny smutek, bo wszystko to dotyczy moich przyjaciół. Jest nim Krzysztof Grzelczyk i za takiego uważałem Januszewskiego.
Natomiast profesor Olgierd Czerner z Instytutu Historii Architektury, Sztuki i Techniki jest zaskoczony informacjami o przeszłości swojego kolegi. Jego zdaniem, choć mogą one świadczyć o człowieku, to trudno na ich podstawie usunąć kogoś z uczelni. – Historią techniki w takim zakresie zajmują się u nas tylko dwie osoby. Stanisław Januszewski to naukowiec bardzo zaangażowany w swoją pracę.
Na razie rektor Tadeusz Luty zażądał od swojego podwładnego wyjaśnień na piśmie. Stanisław Januszewski sam o sprawie mówi krótko: – Aleksander Hołyński to nie ja.

———–
GW, 2007-09-12
Komisja etyki Politechniki Wrocławskiej zbada sprawę prof. Stanisława Januszewskiego. W wydawnictwie wrocławskiego IPN napisano, że był on tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Aleksander Hołyński”
W książce „Sprawa operacyjnego rozpracowania Kaskadera” historycy z Instytutu Pamięci Narodowej opublikowali fotokopie raportów podpisanych własnoręcznie przez „Hołyńskiego”. Ujawnili, że to prof. Stanisław Januszewski, dzisiaj wykładowca Politechniki Wrocławskiej. Donosy dotyczą głównie wrocławskich działaczy Studenckiego Komitetu Solidarności, w tym Krzysztofa Grzelczyka, obecnego wojewody dolnośląskiego.

Rektor Politechniki prof. Tadeusz Luty dwukrotnie spotkał się z prof. Januszewskim i nakłaniał go do rezygnacji z pracy na uczelni. Jednak ten stanowczo zaprzeczał, by to on był współpracownikiem aparatu bezpieczeństwa PRL, odmówił złożenia wypowiedzenia.

Także w przesłanym „Gazecie Wyborczej” piśmie prof. Januszewski twierdzi, że „Hołyński” to nie on: „Nigdy nie współpracowałem ze służbami bezpieczeństwa, nigdy nie występowałem jako »Hołyński « – agent, z którym się mnie bezpodstawnie utożsamia”.

Sprawą naukowca zajmie się uczelniana Komisja Rektorska ds. Etyki. Oceni, czy na podstawie dokumentów IPN można ponad wszelką wątpliwość uznać, że TW „Hołyński” i prof. Stanisław Januszewski to ta sama osoba. W skład komisji wchodzą byli i obecni pracownicy PW. Przy weryfikowaniu dokumentów zamierzają zwrócić się o pomoc do historyków.

Paweł Czuma, rzecznik politechniki: – Jeśli komisja stwierdzi, że działania profesora Januszewskiego godziły w dobre imię uczelni, rektor poprosi senat politechniki o zgodę na rozwiązanie z nim umowy o pracę.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

————

Agenci SB we Wrocławiu ujawnieni

pardon

TW „Aleksander Hołyński„, rozszyfrowany jako Stanisław Januszewski. Od lat 70. pracownik Politechniki Wrocławskiej,dziś jej profesor. Sądząc po jego raportach, był jednym z najcenniejszych agentów SB we Wrocławiu. Miał dostęp do ścisłej elity ówczesnej opozycji. Inwigilował m.in. działaczy SKS, ROPCiO i Solidarności Walczącej. Jego raporty są liczne, obszerne, barwne, pełne szczegółów i interesujących, drobiazgowych analiz. Sporo fragmentów jego doniesień znalazło się w książce o sprawie „Kaskadera”.

——–

Rozmowa z Krzysztofem Grzelczykiem

Myśli Pan, że pracownicy akademiccy, którzy współpracowali z SB, dobrowolnie zrezygnują ze swojej pracy?

– Chciałbym, żeby tak było. Żeby po 20-30 latach od tamtych wydarzeń ci ludzie pokazali, że mają odrobinę honoru. Ale takich osób nie ma zbyt wiele w książce. Jeśli dobrze pamiętam, wśród ujawnionych tam agentów jest dwóch obecnych profesorów.

Obława na Jacka Kaczmarskiego

jacek_kaczmarski

Jacek Kaczmarski w Wikipedii

 

Nieudana obława na „Idola”

Rzeczpospolita, Piotr Gontarczyk 19-12-2008,

Wezwany na rozmowę przez SB Jacek Kaczmarski wyprowadził w pole swego „opiekuna”, porucznika Sawosza.

W kwietniu 1978 r. w krakowskim Klubie Literatów wystąpił warszawski zespół kabaretowy „Piosenkariat”. Szczególną uwagę miejscowej Służby Bezpieczeństwa, która „zabezpieczała operacyjnie” imprezę, zwrócił młody poeta Jacek Kaczmarski.

W jego sprawie naczelnik Wydziału III SB Komendy Wojewódzkiej w Krakowie płk Jan Bill napisał do Warszawy: „Podczas występu zaprezentował on szereg utworów o charakterze kontestatorskim, w których w sposób negatywny i ironiczny wypowiadał się on na temat stosunków polsko-radzieckich oraz rzekomego odstawiania współczesnego pokolenia młodych twórców na boczny, ślepy tor. (…) W prezentowanych utworach odwoływał się często do osoby i twórczości Czesława Miłosza mającego stanowić pomost pokoleniowy między starszym i młodszym pokoleniem kontestatorów”.

Planowano też przeprowadzenie rozmowy z rodzicami Kaczmarskiego i skłonienie ich, by wybili mu z głowy jakąkolwiek „antysocjalistyczną działalność”. Prowadzenie sprawy rozpoczęto od zebrania podstawowych informacji. Funkcjonariusze SB ustalili, że Kaczmarski jest absolwentem XV Liceum Ogólnokształcącego im. Narcyzy Żmichowskiej, które ukończył w 1975 r. Dzięki świetnym wynikom osiągniętym w ogólnopolskiej Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego został bez egzaminów przyjęty na polonistykę. Był bardzo zdolny, toteż w ramach indywidualnego toku studiów jednocześnie uczęszczał na studia teologiczne.

Matka Anna, z domu Trojanowska, wykładała na Wydziale Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Ojciec Janusz Kaczmarski był pracownikiem naukowym wrocławskiej ASP, a także prezesem Polskiego Związku Artystów Plastyków. Oboje w latach 50. studiowali w Związku Sowieckim, w Kijowie i Leningradzie.

W ramach sprawy krypt. „Idol” kontrolowano listy przychodzące do Kaczmarskiego. Działania te nie przyniosły żadnych istotnych informacji poza ustalaniem jego kontaktów. Zainteresowanie wzbudził zwłaszcza jeden z nich, wówczas również młody poeta, a później historyk, krytyk literacki i wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisław Stabro.

Wroga działalność?

Początkowo w sprawie Kaczmarskiego wpływały niejednoznaczne informacje. Agenci SB na Wydziale Polonistyki UW donosili, że nie prowadzi on tam żadnej „negatywnej” działalności. Z drugiej jednak strony w czerwcu 1978 r. Kaczmarski dał koncert w mieszkaniu Pawła Nassalskiego, gdzie odbywały się wykłady uniwersytetu latającego oraz inne spotkania antysystemowej opozycji………..

————

Jacek Kaczmarski  Obława