Weryfikacja kadry Uniwersytetu Śląskiego ze względu na negatywne oddziaływanie wychowawcze na studentów

baner-weryfikacja1

Uchwała w sprawie represjonowania członków „Solidarności” Uniwersytetu Śląskiego w okresie trwania stanu wojennego podjęta przez IV Walne Zebranie Delegatów NSZZ „Solidarność” w dniu 3 maja 1989 roku

Gazeta Uniwersytecka miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach,listopad 2005 r. numer 2 (132)

Wprowadzenie stanu wojennego odbiło się na pracownikach Uniwersytetu Śląskiego – działaczach i członkach związku „Solidarność” w sposób szczególnie bolesny. Uniwersytet Śląski był jedyną uczelnią w kraju, gdzie zostali internowani urzędujący, po legalnym wyborze, rektor i prorektor. Internowany został prawie cały aktyw „Solidarności”: samodzielni pracownicy nauki, adiunkci i asystenci, pracownicy biblioteki i obsługi. Łącznie 42 osoby. Druga fala represji rozpoczęła się w czerwcu 1982 roku i częściowo wiązała się z pierwszą. Zwolniono wówczas z pracy na wszystkich wydziałach naszej uczelni kilkadziesiąt osób. Formalnie rzecz biorąc, podstawą tej decyzji był niedostateczny rozwój naukowy lub też – jak to sformułowano – „negatywne oddziaływanie wychowawcze na studentów”. Nie ulega dziś – z perspektywy minionych lat – wątpliwości, że motywacje powyższe miały charakter pretekstowy, a podstawą zwolnień była działalność związkowa i niezależność poglądów usuwanych osób. Sprawa ta wymaga dziś jednoznacznego rozstrzygnięcia. Obecnie po zakończeniu obrad „okrągłego stołu” i oficjalnej akceptacji różnego rodzaju pluralizmów w życiu społecznym, trzeba powiedzieć otwarcie, że skrzywdzonym moralnie i materialnie pracownikom naszej uczelni należy się moralna satysfakcja. Dlatego żądamy:

  1. potępienia praktyk stanu wojennego jako wyrazu stosowania niedopuszczalnych z punktu widzenia etosu naukowego szykan za reprezentowane poglądy i działalność społeczno-polityczną;
  2. oficjalnego wyrażenia wobec każdego ze zwolnionych lub zmuszonych do odejścia pracowników ubolewania i przeprosin, niezależnie od tego, jak się potoczyły ich dalsze losy życiowe i kariery zawodowe;
  3. przywrócenia do pracy wszystkich, którzy zechcą ją podjąć.
Advertisements

komentarze 3

  1. Gazeta Uniwersytecka
    miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach listopad 2005 r. numer 2 (132)
    TELERANEK GENERAŁA STAN WOJENNY WE WSPOMNIENIACH UCZESTNIKÓW I ŚWIADKÓW
    http://gu.us.edu.pl/index.php?op=artykul&rok=2005&miesiac=11&id=3477&type=no

    Edward Kluk
    Mazatlan, Meksyk , 13 czerwca 2005 roku

    Człowiek poniżył człowieka. Ból poniżonego jest wskazówką, że ktoś jest tu winien.

    Do „internatu” trafiali następni „wrogowie władzy ludowej”, którzy nie chcieli podpisać deklaracji lojalności. Niektórzy stanęli wobec wyboru bez wyboru. Musieli zdecydować się na emigrację. Wśród nich znaleźli się Państwo Herminia i Edward Klukowie. Wspomnieniami z tamtych lat dzielą się zza oceanu:

    Rok 1981 był rokiem pełnym prowokacji, przez które „władza” starała się zdyskredytować „Solidarność” w oczach społeczeństwa i przygotować je na militarne rozwiązanie sprawy. W tym czasie w Instytucie staraliśmy się przystosować do nowych warunków i przyjąć więcej odpowiedzialności za sprawy rozwoju i zatrudnienia kadry naukowej. Najbardziej bolesne w najbliższej przyszłości byłyby sprawy personalne, ale nie było nam dane martwić się o to zbyt długo.

    W niedzielę, 13 grudnia, jak zwykle o 7.00 rano, słuchałem dziennika z BBC. Sam się zdziwiłem, że moją pierwszą reakcją na wiadomość o stanie wojennym było zdanie sobie sprawy z tego, że przestanę być dyrektorem Instytutu i o sprawy personalne nie będę się musiał więcej martwić.

    W sobotę późno w nocy miało się zakończyć w Instytucie jakieś specjalistyczne ogólnokrajowe zebranie „Solidarności”. Postanowiłem sprawdzić, czy delegaci zdołali odjechać do swoich miejsc zamieszkania. Telefony nie działały, tramwaje też nie jeździły, więc piechotą z Herminią powędrowaliśmy z Osiedla Tysiąclecia do Instytutu. Delegaci byli tam stale i teraz musieli się starać o specjalne pozwolenia, aby wyjechać z Katowic. Hotel „Katowice” naprzeciw Instytutu był okupowany przez dużą jednostkę ZOMO.

    W niedzielę, kontaktując się ze znajomymi, dowiedzieliśmy się o wielu internowaniach wśród pracowników Instytutu i na Uniwersytecie. W poniedziałek odbyło się spotkanie dziekanów i dyrektorów instytutów z nowo mianowanym rektorem, który poinformował o nowych porządkach na Uniwersytecie, mających niewiele wspólnego ze swobodami akademickimi. Pracownicy starali się zorganizować pomoc dla rodzin internowanych, w pierwszej fazie głównie moralną. Wkrótce, z pomocą Kościoła, stała się ona także materialną.

    Władze stanu wojennego chciały, aby wszyscy członkowie zawieszonej „Solidarności” podpisali deklaracje lojalności. Odpowiednia akcja została podjęta i na Uniwersytecie. Nie widząc żadnego sensu w obdarzeniu lojalnością rządu niewybranego przez naród, takiej deklaracji nie podpisałem.

    W wielu zakładach w całym kraju trwają strajki okupacyjne, które „władza” stara się stopniowo tłumić przy pomocy ZOMO. W ciągu tygodnia zostały rozesłane zaproszenia na zebranie na Wydziale Prawa, gdzie miało być przedyskutowane stanowisko pracowników wobec aktualnych wydarzeń. Idę na to zebranie, gdzie spotkało się około stu osób. Niektórzy mówcy wzywają do zorganizowania protestu. Dziekan Prawa prosi o zakończenie zebrania, aby nie stało się ono celem niedaleko stacjonującego ZOMO. Uważam, że ma rację i dołączam się do jego prośby. Dla ZOMO byłoby to prawdopodobnie piętnaście minut „przyjemności”, a dla ich ofiar mogłoby oznaczać kalectwo na całe życie.

    Po prawie tygodniu internowania zwolniony zostaje pierwszy demokratycznie wybrany rektor UŚ, prof. August Chełkowski. Opowiada nam, jak to wszystko w jego przypadku się odbyło. Był on jedynym w kraju internowanym rektorem.

    Święta przechodzą szybko i bez wielu zwykle związanych z nimi radości. Dyskutujemy, co będzie dalej. Jest oczywiste, że wprowadzenie stanu wojennego zniszczyło gospodarkę Polski do końca. „Władza” stopniowo likwiduje strajki w dużych zakładach, niektóre bardzo krwawo, są zabici i ranni. Więzienia zapełniają się przywódcami strajków.

    W czwartek, 7 stycznia, agenci SB zostawiają w sekretariacie Instytutu zaadresowane do mnie „zaproszenie” na rozmowę o czwartej po południu do Komendy Wojewódzkiej MO. Żonie mówię, że idę do znajomego, a innego znajomego proszę, aby powiadomił ją, gdzie naprawdę poszedłem, jeśli nie skontaktuję się z nim do ósmej wieczorem. Przez około półtorej godziny trzech agentów, jednego znałem z widzenia, usiłowało przekonać mnie do podpisania deklaracji lojalności i współpracy z nową „władzą”. Wyraźnie zależało im na tym, toteż dyskusja była całkiem otwarta i na dobrym poziomie intelektualnym. W końcu zrezygnowali. Jeden z nich wstał, wyciągnął pistolet, stanął za moim krzesłem i słyszałem, jak się tym pistoletem bawił. Postanowiłem nie reagować, zakładając, że jest to tylko straszenie. Po chwili wyszedł i wrócił z nakazem internowania i wręczył mi go. Był on wystawiony na 13 grudnia, ale ze złym prywatnym adresem. Błąd w wypisywaniu, czy ktoś celowo dawał mi szansę na aktywne działanie przeciw „władzy”, abym był skazany na więzienie? Trudno powiedzieć. Oficjalny powód internowania w nakazie to po prostu „zły wpływ na studentów”.

  2. Gazeta Uniwersytecka
    miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach listopad 2005 r. numer 2 (132)
    TELERANEK GENERAŁA STAN WOJENNY WE WSPOMNIENIACH UCZESTNIKÓW I ŚWIADKÓW
    http://gu.us.edu.pl/index.php?op=artykul&rok=2005&miesiac=11&id=3477&type=no

    Edward Kluk
    Mazatlan, Meksyk , 13 czerwca 2005 roku

    Człowiek poniżył człowieka. Ból poniżonego jest wskazówką, że ktoś jest tu winien.

    Do „internatu” trafiali następni „wrogowie władzy ludowej”, którzy nie chcieli podpisać deklaracji lojalności. Niektórzy stanęli wobec wyboru bez wyboru. Musieli zdecydować się na emigrację. Wśród nich znaleźli się Państwo Herminia i Edward Klukowie. Wspomnieniami z tamtych lat dzielą się zza oceanu:

    Rok 1981 był rokiem pełnym prowokacji, przez które „władza” starała się zdyskredytować „Solidarność” w oczach społeczeństwa i przygotować je na militarne rozwiązanie sprawy. W tym czasie w Instytucie staraliśmy się przystosować do nowych warunków i przyjąć więcej odpowiedzialności za sprawy rozwoju i zatrudnienia kadry naukowej. Najbardziej bolesne w najbliższej przyszłości byłyby sprawy personalne, ale nie było nam dane martwić się o to zbyt długo.

    W niedzielę, 13 grudnia, jak zwykle o 7.00 rano, słuchałem dziennika z BBC. Sam się zdziwiłem, że moją pierwszą reakcją na wiadomość o stanie wojennym było zdanie sobie sprawy z tego, że przestanę być dyrektorem Instytutu i o sprawy personalne nie będę się musiał więcej martwić.

    W sobotę późno w nocy miało się zakończyć w Instytucie jakieś specjalistyczne ogólnokrajowe zebranie „Solidarności”. Postanowiłem sprawdzić, czy delegaci zdołali odjechać do swoich miejsc zamieszkania. Telefony nie działały, tramwaje też nie jeździły, więc piechotą z Herminią powędrowaliśmy z Osiedla Tysiąclecia do Instytutu. Delegaci byli tam stale i teraz musieli się starać o specjalne pozwolenia, aby wyjechać z Katowic. Hotel „Katowice” naprzeciw Instytutu był okupowany przez dużą jednostkę ZOMO.

    W niedzielę, kontaktując się ze znajomymi, dowiedzieliśmy się o wielu internowaniach wśród pracowników Instytutu i na Uniwersytecie. W poniedziałek odbyło się spotkanie dziekanów i dyrektorów instytutów z nowo mianowanym rektorem, który poinformował o nowych porządkach na Uniwersytecie, mających niewiele wspólnego ze swobodami akademickimi. Pracownicy starali się zorganizować pomoc dla rodzin internowanych, w pierwszej fazie głównie moralną. Wkrótce, z pomocą Kościoła, stała się ona także materialną.

    Władze stanu wojennego chciały, aby wszyscy członkowie zawieszonej „Solidarności” podpisali deklaracje lojalności. Odpowiednia akcja została podjęta i na Uniwersytecie. Nie widząc żadnego sensu w obdarzeniu lojalnością rządu niewybranego przez naród, takiej deklaracji nie podpisałem.

    W wielu zakładach w całym kraju trwają strajki okupacyjne, które „władza” stara się stopniowo tłumić przy pomocy ZOMO. W ciągu tygodnia zostały rozesłane zaproszenia na zebranie na Wydziale Prawa, gdzie miało być przedyskutowane stanowisko pracowników wobec aktualnych wydarzeń. Idę na to zebranie, gdzie spotkało się około stu osób. Niektórzy mówcy wzywają do zorganizowania protestu. Dziekan Prawa prosi o zakończenie zebrania, aby nie stało się ono celem niedaleko stacjonującego ZOMO. Uważam, że ma rację i dołączam się do jego prośby. Dla ZOMO byłoby to prawdopodobnie piętnaście minut „przyjemności”, a dla ich ofiar mogłoby oznaczać kalectwo na całe życie.

    Po prawie tygodniu internowania zwolniony zostaje pierwszy demokratycznie wybrany rektor UŚ, prof. August Chełkowski. Opowiada nam, jak to wszystko w jego przypadku się odbyło. Był on jedynym w kraju internowanym rektorem.

    Święta przechodzą szybko i bez wielu zwykle związanych z nimi radości. Dyskutujemy, co będzie dalej. Jest oczywiste, że wprowadzenie stanu wojennego zniszczyło gospodarkę Polski do końca. „Władza” stopniowo likwiduje strajki w dużych zakładach, niektóre bardzo krwawo, są zabici i ranni. Więzienia zapełniają się przywódcami strajków.

    W czwartek, 7 stycznia, agenci SB zostawiają w sekretariacie Instytutu zaadresowane do mnie „zaproszenie” na rozmowę o czwartej po południu do Komendy Wojewódzkiej MO. Żonie mówię, że idę do znajomego, a innego znajomego proszę, aby powiadomił ją, gdzie naprawdę poszedłem, jeśli nie skontaktuję się z nim do ósmej wieczorem. Przez około półtorej godziny trzech agentów, jednego znałem z widzenia, usiłowało przekonać mnie do podpisania deklaracji lojalności i współpracy z nową „władzą”. Wyraźnie zależało im na tym, toteż dyskusja była całkiem otwarta i na dobrym poziomie intelektualnym. W końcu zrezygnowali. Jeden z nich wstał, wyciągnął pistolet, stanął za moim krzesłem i słyszałem, jak się tym pistoletem bawił. Postanowiłem nie reagować, zakładając, że jest to tylko straszenie. Po chwili wyszedł i wrócił z nakazem internowania i wręczył mi go. Był on wystawiony na 13 grudnia, ale ze złym prywatnym adresem. Błąd w wypisywaniu, czy ktoś celowo dawał mi szansę na aktywne działanie przeciw „władzy”, abym był skazany na więzienie? Trudno powiedzieć. Oficjalny powód internowania w nakazie to po prostu „zły wpływ na studentów”…..

  3. Negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką to było standardowe oskarżenie często anonimowych komisji, aby usuwać z uczelni niewygodnych dla systemu, niezależnych w myśleniu i działaniu, szczególnie tych, którzy cieszyli się autorytetem wśród studentów a byli znienawidzeni przez aparat partyjny.
    W latach 80-tych wyrejestrowano z systemu ok. 1 500
    stosunkowo młodych osób, co w widoczny sposób wpłynęło na braki kadrowe na uczelniach w III RP.
    Ale pokrzywdzeni dalej w III RP byli krzywdzeni a beneficjenci weryfikacji razem aparatem partyjnym, TW itp stworzyli sobie raj wieloetatowy, finansowany z kieszeni podatnika i co więcej przyznali sobie status pokrzywdzonych, bo nadal w opinii publicznej zbyt słabo finansowanych (mimo wzmożonej produkcji bubli akademickich i pozoranctwa naukowego.).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: