O weryfikacji w WSP (Kraków)

baner-weryfikacja1

Ze strony NSZZ „Solidarność” obecnego Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie ( dawniej WSP)

Uwagi historyczne o działalności NSZZ „Solidarność” AP – Leszek Wrona

…Pierwszy okres działalności związku zakończyło wprowadzenie 13 grudnia 1981 roku ogłoszenie stanu wojennego oraz zawieszenie działalności wszelkich organizacji na mocy przestępczego dekretu o stanie wojennym, uchwalonego przez tzw. Radę Państwa. Rozpoczął się drugi okres działalności z konieczności nielegalny…

Przeciwnicy związku ochoczo przystąpili do swoiście rozumianej pracy. Powołano odpowiednie komisje, których zadaniem było przeprowadzać weryfikację niepokornych związkowców. Komisje działały pod pretekstem konieczności dokonywania ocen pracowników. Między innymi miały za zadanie dokonywania oceny tzw. „postawy moralnej”.

Wtedy to wyjątkowo niechlubnie wsławiła się komisja powołana w zespole jednostek organizacyjnych wchodzących uprzednio w skład Instytutu Nauk Pedagogicznych. Jej członkowie usiłowali wbrew opinii kierowników katedr i zakładów przeforsować negatywne oceny postaw moralnych działaczy związkowych. Jest wysoce oburzające, że niektóre osoby ze wspomnianych komisji pełnią do dziś ważne funkcje w Uczelni. Niesławą okrył się również zespół pod przewodnictwem ówczesnego Rektora WSP, który ukarał naganą uczestników demonstracji przed budynkiem Uczelni dnia 10 listopada 1982. Na szczególne potępienie zasługuje fakt wykonywania zdjęć demonstrantów z okien jednego z dziekanatów mieszczącego się na pierwszym piętrze. Zdjęcia te posłużyły kapusiom jako materiał pomocniczy do identyfikacji uczestników demonstracji. Nie obyło się bez pomyłek. Niektórzy uczestnicy zostali pominięci, natomiast na liście osób do ukarania znalazły się nazwiska tych, którzy w ten dzień nie byli obecni. Stan wojenny stał się znakomitą okazją do ujawnienia podłości charakteru niektórych nauczycieli akademickich. Jedna z pań domagała się na przykład od następnego już rektora surowego ukarania swoich seminarzystów za udział w demonstracji, mimo że ten był skłonny sprawę potraktować jako niebyłą. Miało to miejsce w obecności piszącego te słowa, którego rektor systematycznie zapraszał na nieformalne rozmowy i posiedzenia senatu jako przedstawiciela związku działającego  w podziemiu.

Szef olsztyńskiego IPN stracił stanowisko

baner16
Szef olsztyńskiego IPN stracił stanowisko
GW

Do nieporozumień między pracownikami IPN w Olsztynie a ich szefem dochodziło od dawna. W czerwcu 2008 r. naczelnik zakazał podwładnym, w tym Warotowi, publicznych wypowiedzi. Z kręgów przychylnych lustracji podniosły się głosy, że Kasparek knebluje im usta. Te same grupy od kilku miesięcy powtarzały, że dni naczelnika na stanowisku są policzone. Kasparek, który jest także dziekanem wydziału humanistycznego na uniwersytecie, był krytykowany za to, że z IPN wypłynęły akta na temat domniemanej współpracy z SB nowego prorektora UWM. Mogła to być próba wpłynięcia na wynik wyborów rektorskich, które odbyły się w kwietniu 2008 r.
Do powołania następcy Kasparka, delegaturą kierować będzie naczelnik białostockiego IPN.
Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn

Zybertowicz o tym co przyzwoite, a co nieprzyzwoite

Zamiast narzekać, czas tworzyć instytucje
Rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem
Nasza Polska nr.4(691) 27.01.2009
zybertowicz2

Polski rachunek sumienia

baner15
Sympozjum – Polski rachunek sumienia

Inicjatywa Małopolska im. Króla Władysława Łokietka

zaprasza na sympozjum

Polski rachunek sumienia

1989-2009

Sympozjum odbędzie sie

w dniach 31 stycznia -1 Lutego 2009

w Krakowie

Tajny współpracownik – Scena Faktu Teatru TV

tvp_b
Tajny współpracownik
TVP PONIEDZIAłEK, 26 STYCZNIA 2009

Scena Faktu Teatru TV przedstawi wstrząsającą historię cennego dla UB agenta, noszącego w spektaklu „Tajny współpracownik” Cezarego Harasimowicza zmienione nazwisko Mieczysław Białas – w tej roli reżyser Krzysztof Lang obsadził Mateusza Banasiuka. PREMIERA: poniedziałek 26 stycznia w TVP1 o godz. 20.20.
———-
Podpisał cyrograf z diabłem
Rz

Oficjalne i tajne życie agenta „Małachowskiego”
Do końca życia pozostał nierozpoznany przez otoczenie jako agent bezpieki. Zwerbowany do współpracy z UB w 1948 r., był jeszcze uczniem Gimnazjum im. Małachowskiego w Płocku. Jako agent „Małachowski” został przerzucony na teren powiatu Sokołów Podlaski i wprowadzony do akcji. Doprowadził do wielu wsyp, aresztowań i wyroków śmierci na partyzantach walczących na Podlasiu w oddziałach ppor. „Brzaska”, „Huzara”. Potem pracował jako wicedyrektor jednej z wrocławskich szkół średnich, był cenionym pedagogiem i wychowawcą. W ostatnim okresie życia poprosił o zwolnienie z obowiązków TW z uwagi na liczne zajęcia w pracy organizacyjnej PZPR. Zmarł 16 grudnia 1981 r. Był także cenionym poetą, opisywał w wierszach autentyczne zdarzenia: śmierć brata i sprofanowanie jego grobu przez żołnierzy KBW, aresztowanie i proces matki, agenturalną misję na Podlasiu, likwidację patrolu ppor. „Brzaska”.

Byli esbecy mają dużą szansę ocalić emerytury

baner14
Byli esbecy mają dużą szansę ocalić emerytury
Polska
„Polska” otrzymała informację, z której wynika, że przyjęta w piątek przez Sejm ustawa o odebraniu im wysokich świadczeń może być sprzeczna z konstytucją. W najbliższych dniach Rzecznik Praw Obywatelskich skieruje pismo w tej sprawie do marszałka Sejmu. Do interwencji skłonił go artykuł „Polski”, że bezpieka ma szansę zachować wysokie emerytury. Wykazaliśmy bowiem, że Instytut Pamięci Narodowej oraz MSWiA najprawdopodobniej nie zdążą do końca 2009 r. zweryfikować, którym esbekom odebrać wysokie świadczenia, a którym nie.

– Termin, który ustawodawca ustalił na weryfikację, może okazać się zbyt krótki, by zrobić to w sposób rzetelny i właściwy – mówi Mirosław Wróblewski, dyrektor zespołu prawa międzynarodowego i konstytucyjnego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. – To oznacza, że realizacja celów, które postawił sobie ustawodawca, może nie zostać zagwarantowana.

Zgodnie z nową ustawą organ emerytalny, czyli MSWiA, musi wysłać do IPN pytania o przebieg służby emerytów, którzy pracowali w organach bezpieczeństwa w latach 1944-1990. Grupa liczy ok. 200 tys. osób. IPN ma potem cztery miesiące, aby te informacje odesłać. Instytut sprawdza w archiwach, czy były ubek nie pomagał organizacjom działającym na rzecz niepodległości Polski (jeśli tak, to przywileje emerytalne ciągle będą mu się należeć). Dopiero na podstawie takiej informacji MSWiA decyduje, komu zabrać wysokie świadczenia. Jeśli prezydent podpisze tę ustawę w lutym, będzie to oznaczało, że IPN będzie musiał weryfikować około 1 tys. osób dziennie. To przerasta możliwości Instytutu. konstytucjaIPN

Chichot dziejów – lustracja UMK

baner-osrodki-lustro
Chichot dziejów
Głos UMK 12, 2008

Z prof. WOJCIECHEM POLAKIEM, przewodniczącym Komisji do Badania Ograniczania Autonomii UMK w latach 1968-1990, rozmawiają Winicjusz Schulz i Wojciech Streich

– Gorgolewski, Kus, Wolszczan, Kryszak (by odwołać się do niektórych przykładów z ostatniego czasu) – znani profesorowie z UMK okazali się TW, czyli tajnymi współpracownikami PRL-owskich specsłużb. Mówi się, że to dopiero początek listy. Czy w najbliższym czasie należy się spodziewać równie spektakularnych ujawnień?

– Moja komisja nie jest od ujawniania. Nie odpowiadam dziennikarzom na pytania o nazwiska, bo w ten sposób stworzyłbym atmosferę sensacji, która by uniemożliwiła jakiekolwiek działania. Więc ja nie mówię, czy są jeszcze jakieś przypadki współpracowników, chociaż oczywiście … są. Dziennikarze mają pełny dostęp do akt IPN-u i mogą te przypadki ujawniać.

Dotychczasowi TW z UMK najczęściej tłumaczyli uległość wobec specsłużb obawami o swą karierę naukową. Krótko rzecz ujmując: nie zgodzę się donosić, to nie dadzą mi paszportu, nie pozwolą wyjechać na stypendium, zablokują awans itd. Czy takie obawy były słuszne, czy raczej to tylko spekulacje samych TW, ale bez pokrycia?

– Jeśli chodzi o paszporty, to znam takie przypadki, że w wyniku odmowy podjęcia współpracy naukowiec nie dostawał zgody na wyjazd. To rzeczywiście była realna groźba. Z blokowaniem awansów sytuacja była bardziej złożona, bo tego służby nie mogły robić bezpośrednio. Są jednak przypadki blokowania awansów na UMK, ale to się działo na wyższym szczeblu, np. na szczeblu Komitetu Centralnego partii i dotyczyło awansów profesorskich. Czy istniało bezpośrednie przełożenie działań SB na te sprawy? Na pewno tak.

Przypuszczam, że uległość wobec esbeckich sugestii miała znaczenie przy zatrudnianiu.

– Pewnie tak, ale i tu też bezpośrednie działania podejmowały instancje partyjne. Pisałem o poczynaniach SB wobec duszpasterstw akademickich, gdzie była mowa o sekretarzu PZPR na UMK. Była taka notatka, w której sekretarz ten sugerował SB, że danego studenta należy pognębić na egzaminach, a następnie wyrzucić z dziekanatu jego ciotkę, bo student angażuje się w duszpasterstwo. Były więc pewne wspólne poczynania ubecko-partyjne, chociaż to się odbywało w sposób mniej widoczny.

Czy specsłużby przez długie lata utrzymywałyby agentów, z których nie było specjalnego pożytku, bo dostarczali informacji, jakie można było przeczytać na wydziałowej tablicy ogłoszeń?

– Aż tak nieistotnych informacji nie było. Jak już powiedziałem, każdy agent utajniał część informacji o osobach, które bardziej lubił. Na przykład prof. Kryszak zapiera się, że nie donosił na prof. Hutnikiewicza, i trudno udowodnić mu, że donosił, ponieważ w jego teczce osobowej wśród kilkudziesięciu donosów nie ma jakichś brzydkich donosów na prof. Hutnikiewicza, a są takie, że Profesor na przykład pisze nową książkę. W przypadku astronomów dotyczą one środowiska, plotek środowiskowych, spraw osobowych. W znacznej mierze są to charakterystyki kolegów, niekiedy nawet pozytywne. Tam polityki właściwie nie ma i nie ma raczej jakichś groźnych informacji. Ale z drugiej strony intensywność tej współpracy jest niesamowita – prof. Wolszczan w ciągu niecałych 10 lat złożył ponad 40 donosów, prof. Kus – dwa razy tyle. Zatem SB miała w tym środowisku znakomite rozeznanie. Tajni współpracownicy byli zazwyczaj leniwi. SB prosiła ich o własnoręczne pisanie donosów i rzeczywiście zazwyczaj pierwsze donosy były pisane własnoręcznie, ale z czasem współpracownikom przestawało się chcieć pisać, więc funkcjonariusze musieli sporządzać notatki. Dlatego w teczkach znajdują się w większości notatki urzędowe. Choć akurat prof. Wolszczan do końca pisał własnoręcznie sprawozdania na 3-4 kartki papieru podaniowego, więc jego pracowitość była wyjątkowa....