Persona non grata za popieranie lustracji

baner5

Migalski – persona non grata na uczelniach

Rz

Popiera lustrację i występuje w mediach – to wystarczyło, by kilka uczelni odmówiło mu habilitacji.

Znany politolog doktor Marek Migalski nie może rozpocząć przewodu habilitacyjnego. Na swoim macierzystym Uniwersytecie Śląskim nawet nie próbował. – Powiedziano mu, że nie ma po co, bo i tak go uwalą – mówi „Rz” jeden z jego kolegów. Nie udało się też na Uniwersytecie Wrocławskim, a przedwczoraj wszczęcia przewodu habilitacyjnego odmówiła Migalskiemu Rada Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

…w grudniowym programie „Bronisław Wildstein przedstawia”. Temat lustracji na uczelniach zilustrowano w nim przykładem profesora Jana Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Iwanek (były tajny współpracownik SB) ostro występował przeciw lustracji na polskich uczelniach. A Migalski w rozmowie z Wildsteinem ostro skrytykował zachowanie profesora.

Po programie większość pracowników naukowych Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego wystosowała list otwarty w obronie Iwanka. „Protestujemy przeciwko szykanowaniu, obrażaniu, pomawianiu i dezawuowaniu pracowników Instytutu. Pragniemy podkreślić, że emocjonalna i oparta na osobistych urazach opinia jednego pracownika nie może być utożsamiana i rozumiana jako stanowisko wszystkich jego pracowników” – napisali autorzy.

List rozsyłano m.in. do osób, które decydowały w sprawie habilitacji Migalskiego

————

O czym nie wolno głośno mówić

Rz, Bronisław Wildstein 15-01-2009

Doktor Marek Migalski to jeden z bardziej obiecujących polskich politologów. To również intelektualista niepokorny, który nie poddaje się presji środowiskowych tabu. Jako jedyny pod nazwiskiem publicznie się oburzył na wybranie prof. Jana Iwanka na szefa Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego.

Prof. Iwanek był przez lata agentem SB. W 2007 roku zorganizował antylustracyjny protest na Uniwersytecie Śląskim. Nie poinformował wówczas nikogo o swojej agenturalnej przeszłości. Prawda wyszła na jaw dopiero później. Nie przeszkodziło to w wybraniu go na stanowisko dyrektora instytutu. I nie zadecydowały o tym naukowe osiągnięcia Iwanka, który od swojej habilitacji 20 lat temu nie opublikował nic.

Wystąpienie Migalskiego wywołało skandal na uczelni. Pracownicy naukowi nie gorszyli się jednak faktem, że prestiżową funkcję na uniwersytecie sprawuje osoba niegodna, ale tym, że ktoś o tym głośno powiedział.

List podpisany przez uczelniane koleżeństwo Iwanka jest niezwykły. Nie chodzi o proste zawarte w nim kłamstwa. Chodzi o rozegzaltowaną poetykę pozbawionych konkretów epitetów i wykrzykników. Nie został nawet nazwany „skrzywdzony” naukowiec, tak jak i jego „nielojalny” kolega z uczelni. Ale wymowa jest jednoznaczna. Być może najwięcej o stanie umysłów autorów mówi zdanie, że w karierze uniwersyteckiej nie mogą się liczyć tylko naukowe osiągnięcia. List kolportowany był chyba na wszystkich polskich uczelniach.

A Migalskiemu, skutecznie zniechęconemu do pozostania na Uniwersytecie Śląskim, uniemożliwiono habilitację zarówno we Wrocławiu, jak i w Krakowie. Utrącono go w tajnych głosowaniach, które normalnie traktowane są jako formalność. Dopiero potem następuje jawna procedura habilitacji. Ale tę Migalski musiałby przejść, bo jego książka została wysoko oceniona, a recenzenci występują pod nazwiskami. Dlatego trzeba było do habilitacji nie dopuścić.

Sprawa Migalskiego mówi nam nie tylko o polskich uniwersytetach, gdzie, jak się okazuje, wzajemne krycie nawet najbardziej skompromitowanych postaci urasta do rangi zasady naczelnej, a złamanie zmowy milczenia, aby ukazać nieprawość, staje się niewybaczalną zbrodnią. Mówi nam ona o atmosferze duchowej w Polsce. Dwadzieścia lat temu 20-letni Migalski organizował antyreżimowe grupy podziemne, Iwanek był wtedy po drugiej stronie. Dziś to Iwanek może utrącić Migalskiego, mimo że naukowo nie dorasta mu do pięt.

blog.rp.pl/wildstein

Reklamy

Komentarzy 27

  1. […] prasa doniosła, ze dr Marek Migalski z Uniwersytetu Śląskiego ma problemy z habilitacją. Dziwne by było gdyby nie […]

  2. Kara za poparcie lustracji
    http://www.polskieradio.pl/publicystyka/krajiswiat/artykul83531.html
    Obejrzyj wywiad z Markiem Migalskim!

  3. Uczelniana klika kontra Migalski
    http://www.dziennik.pl/opinie/article298095/Uczelniana_klika_kontra_Migalski.html
    Zazdrość profesorów szacownych uczelni? Obrona byłego współpracownika Służby Bezpieczeństwa? Uczelniana sitwa, która podcina skrzydła niezależnym naukowcom? Jakie są powody odmówienia prawa do zrobienia habilitacji doktorowi politologii Markowi Migalskiemu – zastanawia się Luiza Zalewska.

  4. Takich osob jest o wiele wiecej. Zbyt medialne, zbyt miedzynarodowe, zbyt dobre, zbyt niezalezne i tylko brak… slepego poddanstwa, bycia miernym ale wiernym. Od dawna wiadomo, ze habilitacja to nie sprawdzian z wiedzy, ale z poddanstwa. Takie osoby nie tylko sa non grata, takie osoby sie sciga, jak Migalskiego i innych. Dlatego popieram slowa Marka Migalskiego, jak nie w kraju to za granica. Tam i prestiz wiekszy i jasne kryteria. Im wiecej bedzie habilitowanych na Slowacji, w Czechach, Niemczech, gdzie liczy sie meritum an nie uklady tym latwiej bedzie walczyc z sitwa i TW oraz innymi urtwalaczami wladzy ludowej. W konscu zyjemy w EU i stopnie mozna robic wszedzie. A habilitacje za granica powinno sie propagowac, bo tam sie sprawdza tylko Ci co potrafia. Wystarczy spojrzec na kryteria. Wymogow w Slowacji wiekszosc naszych profesorow nie przeszlaby (cytowania, prace z IF, skrypty, udzial w grantach zagranicznych). Zamiast potepiac Slowacje, jak to niegdys rowniez robiono w NFA, ludzi ktorzy na to sie odwaza trzeba wspierac (a nie mowic, ze na skroty), bo jest to jeden ze sposobow walki z patologia w naszym systemie.

  5. Wyjaśnienie. Chyba nikt z NFA nie potępiał ludzi ale system niekompatybilny z zachodnim. Gdyby go przyjęto hab by była niepotrzebna i te szykany w stosunku do niepokornych, czy posiadaczy obywatelstwa polskiego którzy mają dorobek ale
    można ich uwalić jak są niewygodni.
    To polityka od 1946 r. !
    http://blogjw.wordpress.com/2009/01/15/persona-non-grata-na-uczelniach/

  6. Problem nie jest w habilitacji, ale w systemie oceny. W systemie zachodnim doktor tez po pewnym czasie podlega ocenie. W Niemczech nie mozna pracowac dluzej na uczelni jezeli po jakims czasie nie zrobi sie habilitacji lub przejdzie podobnej procedury. Wiec to nie jest tak, ze zniesienie habilitacji dostosuje nas do Zachodu. Dostosowac moze nas ocena merytoryczna. Dlaczego w Czechach, na Slowacji czy w Niemczech Komisja sklada sie ze specjalistow reprezentujacych specjalnosc kandydata, a u nas oceniac moze prawie kazdy. Dlaczego w Niemczech recenzentami pracy z np. z genetyki sa tylko genetycy. A u nas moze to byc fizjolog, botanik, zoolog, ktory nawet terminologii nie rozumie. Dlaczego do dzisiaj CK nie podaje kryteriow ilosciowych, a w Czechach czy na Slowacji wiadomo ile prac z IF, ile konferencji, ile cytowan. I do tego jak sie nie uda, to nie traci sie wszystkiego tylko jest przymus powtorzenia w ciagu np. 2 lat. W Polsce recenzent nieuk mozne napisac kazde klamstwo, kazda bzdure, moze zanizyc dorobek o polowe, moze stwierdzic, ze w pracy brakuje tabel, ktore sa, moze napisac, ze praca jest z filozofii, gdy dotyczy jezykoznastwa, wreszcie moze przekreslic wieloletni dorobek bo wie, ze jest bezkarny a recenzja tajna (nie jest odczytywana publicznie jak w doktoracie). W Czechach recenze sa jawne i dostepne w Internecie. Moze zamiast bic w czambul habilitacje jako nieprzystosowanie do systemu zachodniego warto raczej zwrocic uwage nad systemem oceny i walczyc o jasne kryteria. Takie, ktore beda promowac najlepszych, a nie krewnych i znajomych krolika. Bo chyba nikt nie ma watpliwosci, ze ocena doktorow musi byc i nie powinn byc ona li tylko na podstawie wskaznikow bibliometrycznych (IF, cytowania), nawet w naukach scislych. Tym bardziej, ze czesto takie prace wykonuje sie we wspolpracy z zagranicznymi autorami, ktorzy w duzej mierze prace pisza (warto sprawdzic kto jest ostatni, bo to jest na ogol promotor, szef i autor koncepcji), a potem przedstawia sie je jako kilka prac na habilitacje, a jak trzeba samemu napisac cos obszerniejszego to taki delikwent nawet nie potrafii dobrze wyslawiac sie po polsku. Nie twierdze, ze to dotyczy wszystkch, ale ile habilitacji zrobiono na plecach zagranicznych autorow, wystarczy spojrzec ile jest prac w czasopismach z IF firmowanych tylko przez polkich autorow – mowi samo za siebie. I jeszcze jedno, od lat mam szeroka wspolprace naukowa i w zyciorysie kazdego z moich wspolpracownikow jest cos na ksztalt habilitacji (Grecja, Hiszpania, Portugalia, Niemcy, Francja) tyle, ze kazdy ma w innym kraju doktorat a w innym habilitacje lub cos podobnego! Wiec moze zaczac zachecac ludzi do weryfikowania sie na zewnatrz a jednoczesnie pietnowac nieuczciwych recenzentow, czlonkow Komisji. W koncu woda drazy skale.

  7. Sprawa Migalskiego to groźny precedens
    http://www.rp.pl/artykul/19,249033_Sprawa_Migalskiego_to_grozny_precedens_.html
    Jak napisała wczoraj „Rz”, kłopoty Migalskiego zaczęły się od tego, że wystąpił w programie telewizyjnym Bronisława Wildsteina poświęconym lustracji na wyższych uczelniach. Politolog opowiedział się za lustracją i skrytykował dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego prof. Jana Iwanka, który był tajnym współpracownikiem SB. W obronie Iwanka powstał list, rozesłany m.in. do osób decydujących o habilitacji Migalskiego, który chciał rozpocząć przewód habilitacyjny na Uniwersytecie Jagiellońskim (wcześniej odmówiono mu wszczęcia habilitacji na Uniwersytecie Wrocławskim).

  8. http://nfajw.wordpress.com/2009/01/19/list-otwarty-wykladowcow-uj/
    List otwarty wykładowców UJ
    Pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie wydarzeniem, do jakiego doszło w dniu 13 stycznia br. na posiedzeniu Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.
    Fakt uniemożliwienia wszczęcia procedury habilitacyjnej dr. Markowi Migalskiemu bez podniesienia jakichkolwiek merytorycznych argumentów i wbrew jednomyślnej, pozytywnej ocenie jego dorobku naukowego przez Zespół powołany w tym celu przez Radę Wydziału, rodzi uzasadnione podejrzenia, że o wyniku tajnego głosowania zadecydowały względy niemające nic wspólnego z kryteriami, jakie określa ustawa o tytule i stopniach naukowych.
    Wyrażamy nadzieję, że mimo tego incydentu Uniwersytet Jagielloński pozostanie miejscem, w którym podstawą do decyzji w sprawach personalnych nie będą uprzedzenia czy też porachunki o charakterze osobistym i politycznym.

  9. Dykatatura Iwanków
    http://www.redakcja.pl/Tekst/Polityka-Polska/525803,Dykatatura-iwankow.html
    Blog Ł. Warzechy

    Dla Marka Migalskiego to sytuacja bez wątpienia trudna i przykra. Jednak najbardziej porażające są okoliczności, w jakich wszystko się dzieje. Co takiego zbulwersowało kolegów Marka Migalskiego z UŚ? Jego występ w programie Bronisława Wildsteina, w którym skrytykował fakt, że na dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ wybrano prof. Jana Iwanka, o którym było już wówczas wiadomo, że w przeszłości był tajnym współpracownikiem SB. Zanim jeszcze ta wiedza stała się powszechna, prof. Iwanek zażarcie sprzeciwiał się poddawaniu lustracji pracowników naukowych, ale wśród wysuwanych przez niego argumentów nie było rzecz jasna tego podstawowego, że miał w tym osobisty interes.

    Jak o naukowcach, nie tylko z UŚ, świadczy fakt, że wiedząc już, iż prof. Iwanek – żaden naukowy diament, warto dodać – był w Peerelu esbeckim kapusiem, mimo to wybrali go dyrektorem instytutu? Jak świadczy o nich, że po programie Wildsteina napisali w obronie byłego konfidenta list otwarty, potępiając w nim Migalskiego? To oczywiście pytania retoryczne. Cała sprawa pokazuje jasno, jakim bagnem pozostaje w większości polski świat naukowy, gdzie broni się byłych donosicieli, a ostracyzmem naznacza tych, którzy ośmielają się o ich donosicielstwie otwarcie opowiadać.

    Jeśli Rada Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, wbrew merytorycznym przesłankom i nie podając ani jednego merytorycznego argumentu, odmawia niepoprawnemu politycznie naukowcowi wszczęcia przewodu habilitacyjnego, to jaki wzór mogą z takiej postawy czerpać studenci? Jakie wartości i sposób myślenia promują naukowcy, obierający na ważne stanowiska persony w rodzaju prof. Iwanka? To znów pytania retoryczne.

    Polskie środowiska naukowe toczy ten sam rak, co inne zamknięte korporacje, działające częściowo na zasadzie włoskiej mafii: obowiązuje bezwzględna lojalność, kryteria moralne nie grają roli, a kto się z tego wyłamie, ten zostanie zniszczony. Przykłady podobnych zachowań znajdujemy także wśród lekarzy czy prawników.

    Jest na to tylko jedna rada: gruntowna zmiana zasad, organizujących poszczególne środowiska zawodowe – w tym wypadku środowisko uniwersyteckie. Póki rządzić będą kliki, byli donosiciele w rodzaju dr. Iwanka mogą być spokojni o swoją pozycję.

  10. Internowani w 1981 r. jeszcze raz przyjechali do Nowego Wiśnicza
    http://dzis.dziennik.krakow.pl/Artykul.100+M55a883a5650.0.html
    Byli więźniowie polityczni wzięli w obronę dr. Marka Migalskiego, któremu m.in. Uniwersytet Jagielloński odmówił otwarcia przewodu habilitacyjnego
    Byli więźniowie polityczni uznali za swój obowiązek zabranie głosu w obronie znanego z niezależnych poglądów politologa dr. Marka Migalskiego, któremu m.in. UJ odmówił otwarcia przewodu habilitacyjnego. Jednogłośnie przyjęli list otwarty w tej sprawie, który dzisiaj trafi na biurko rektora UJ.

  11. ROZMOWA. – Chcemy wyłaniać „okręty flagowe” – mówi prof. BARBARA KUDRYCKA

    http://dzis.dziennik.krakow.pl/Artykul.100+M59dd6c5fe1c.0.html

    Jak w kontekście habilitacji ocenia Pani sytuację, w jakiej znalazł się dr Marek Migalski, któremu odmówiono habilitacji w UJ, bo ośmielił się krytykować swojego przełożonego na Uniwersytecie Śląskim?

    – Nie zawsze zgadzam się z opiniami pana doktora Migalskiego, ale w momencie podejmowania decyzji dotyczącej przyznania tytułu naukowego czy otwarcia przewodu habilitacyjnego argumenty i zastrzeżenia tego typu nie powinny mieć żadnego znaczenia. Powinny liczyć się wyłącznie względy merytoryczne, np. dotychczasowy dorobek naukowy. Jeśli tak nie jest, wypacza to sens przyznawania stopnia naukowego.

  12. List otwarty Niezależnego Forum Akademickiego
    w sprawie niemerytorycznych ocen pracowników nauki
    http://www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=6182
    Z kolei odmienna sprawa dr Marka Migalskiego pokazuje, że można w ramach głosowania „utrącić” każdą pracę, bez podawania merytorycznego uzasadnienia.

  13. ROZMOWA ROBERTA MAZURKA
    piątek 23 stycznia 2009
    Migalski: Jestem dojną krową
    http://www.dziennik.pl/opinie/article302695/Migalski_Jestem_dojna_krowa.html
    W Polsce normą jest, że profesor przez 20 lat prowadzi ten sam wykład, z własnego skryptu, nie przejmując się zupełnie nową literaturą, badaniami, odkryciami. Opinie studentów skarżących się na beznadziejnych profesorów są zbywane – mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM politolog Marek Migalski

    Polskie uniwersytety oskarżane są o tworzenie sitw rodzinnych.
    Ja to nazywam polityką prorodzinną. U nas pracuje syn prof. Iwanka, który wykłada przedmioty politologiczne, choć jest prawnikiem. A my wypuszczamy rocznie setki politologów, ale nikt z nich nie dostał pracy, a syn dyrektora tak. I nikt nie widzi w tym nic złego, wszyscy przyjęli to za oczywistość!
    Jak wprowadzić wolny rynek do nauki?
    Np. przez przejrzystość konkursów i obsadzania stanowisk. Ja brałem udział w konkursie na adiunkta, gdzie byłem jedynym kandydatem, a ogłoszenie o tym konkursie było w sekretariacie mojego instytutu. A wystarczyłoby publikować takie ogłoszenia w internecie i niech stanie do konkursu 300 osób z całego kraju.

    I zwycięzca powinien dostawać etat?
    Raczej trzy-, czteroletni kontrakt, w którym miałby postawione wymogi: tyle książek, tyle publikacji i dobra ocena studentów. Po kadencji jest nowy konkurs, do którego oczywiście dotychczasowy wykładowca też może stanąć. Nie ma co wyważać otwartych drzwi, tylko skopiować rozwiązania z najlepszego szkolnictwa wyższego na świecie, czyli ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli chcemy mieć Harvard czy Yale, to trzeba zmieniać strukturę, a nie tylko wrzucać w ten system pieniądze.

    • tutaj akurat migal ma racje. tak jest nie tylko na UŚ. na samym wns jest sporo klanów. ja nie mam tyłów robię doktorat a nie mogę sie przyznać u kogo bo Jasio … szkoda słów

  14. Oświadczenie NZS ws. dr Migalskiego
    http://nfajw.wordpress.com/2009/01/28/oswiadczenie-nzs-ws-dr-migalskiego/

    http://www.nzs.org.pl/content/view/194/1/
    Z wielkim niepokojem przyjęliśmy treść artykułu pt. „Kto blokuje habilitację Migalskiego” opublikowanego w Rzeczpospolitej z dnia 15 stycznia 2009 r. Jako organizacja, która w latach ’80 walczyła o wolną Polskę, w której każdy obywatel ma równe szanse na realizację swoich marzeń i ambicji, oraz prawo do swobodnej wypowiedzi, pragniemy stanowczo zaprotestować przeciwko zaistniałej sytuacji.
    Trudności stwarzane dr Migalskiemu w rozpoczęciu przewodu habilitacyjnego, wbrew jednomyślnej decyzji zespołu oceniającego jego dorobek naukowy mogą rodzić podejrzenia, iż stanowią swego rodzaju rewanż za krytyczne wypowiedzi na temat środowiska akademickiego.
    Jako Niezależne Zrzeszenie Studentów pragniemy wyrazić pełne poparcie dla dr Migalskiego i jego działalności zmierzającej do ujawnienia, czasem bolesnej, prawdy na temat polskiego szkolnictwa wyższego. …..

  15. http://www.inpidz.us.edu.pl/images/list%20otwarty%2011.12.2008r.pdf
    LIST OTWARTY PRACOWNIKÓW INSTYTUTU NAUK POLITYCZNYCH I DZIENNIKARSTWA UNIWERSYTETU ŚLĄSKIEGO
    My – pracownicy Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego – pragniemy wyrazić swoje oburzenie i stanowczy sprzeciw wobec sposobu, w jaki przedstawiono nasz Instytut w programie „Na uczelniach bez zmian” z cyklu „Bronisław Wildstein przedstawia”, wyemitowanym 3 grudnia br. na antenie programu 1 Telewizji Polskiej. Program ten – przygotowany w sposób sprzeczny z podstawowymi standardami profesjonalnego dziennikarstwa oraz zasadami etycznymi, jakie winny obowiązywać w mediach, zwłaszcza publicznych – został przez nas przyjęty negatywnie i odebrany jako próba podważenia niekwestionowanego dorobku i autorytetu, zarówno Instytutu, jak i jego pracowników.
    Uważamy, że zarówno zaprezentowane w programie treści, jak i styl jego prowadzenia naruszyły dobre imię Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, uderzając w elementarne zasady etyczne i wartości akademickie. W programie – opartym na wypowiedzi jednej osoby – pracownika naszego Instytutu – dokonano krzywdzącej dla nas wszystkich generalizacji, nie prezentując argumentów drugiej strony, nie dając możliwości zabrania głosu ani osobie formalnie reprezentującej Uniwersytet Śląski w mediach (rzeczniczka prasowa Uniwersytetu lub Wydziału Nauk Społecznych), ani pracownikom Instytutu czy przedstawicielom jego Dyrekcji. Żaden z dziennikarzy przygotowujących program „Bronisław Wildstein przedstawia” nie umówił się na rozmowę z reprezentantami Uniwersytetu Śląskiego, ignorując w ten sposób jedną z fundamentalnych zasad prawa prasowego i etyki zawodowej – zasadę wysłuchania stanowisk wszystkich stron prezentowanego problemu. Z tego powodu Instytut nie mógł przedstawić w audycji swoich racji, odpowiedzieć na pojawiające się w niej insynuacje i stwierdzenia naruszające dobre imię instytucji. Trudno wszak kilkuminutową, niezapowiedzianą pogoń z kamerami po korytarzach Wydziału Nauk Społecznych (a przedstawioną później w materialne telewizyjnym) uznać za próbę nawiązania dialogu z reprezentantami Instytutu czy zaproszenie do rzeczowej rozmowy na argumenty. Twórcy programu nigdy takiego zaproszenia w stosunku do nas nie wystosowali.
    Protestujemy przeciwko szykanowaniu, obrażaniu, pomawianiu i dezawuowaniu pracowników Instytutu. Pragniemy podkreślić, że emocjonalna i oparta na osobistych urazach opinia jednego pracownika nie może być utożsamiana i rozumiana jako stanowisko wszystkich jego pracowników. Tym bardziej, że inni pracownicy Instytutu oraz przedstawiciele jego kierownictwa nie mieli możliwości zabrania głosu w omawianym programie. Stanowczo przeciwstawiamy się wykorzystywaniu wizerunku Uniwersytetu Śląskiego w celu budowania własnej pozycji w mediach i załatwiania partykularnych interesów.
    Wyemitowany na antenie Telewizji Polskiej materiał zawierał – w naszym przekonaniu – tezy nieuzasadnione: skrajnie uproszczone, prowadzące do rozbicia jedności zespołu i wartości pracy w grupie. Kategorycznie nie zgadzamy się z wartościowaniem pracowników naukowo-dydaktycznych wyłącznie przez pryzmat liczby publikacji naukowych. Ocena dorobku naukowego wynika z wielu rodzajów aktywności takich jak: udział w konferencjach naukowych, liczba wypromowanych magistrów i doktorów, udział w projektach badawczych,
    2
    wykłady w renomowanych zagranicznych uczelniach, działalność w organizacjach naukowych itd. Obowiązkiem pracownika akademickiego jest budowanie hierarchii wartości poprzez rzetelną wiedzę, badania naukowe, a nie utarte schematy i stereotypy. Jednocześnie podkreślamy, że publicystyka nie wlicza się do dorobku naukowego, zrezygnujmy, więc z archaicznej zasady, że ilość tworzy jakość.
    W programie Bronisława Wildsteina złożone problemy związane z funkcjonowaniem polskiego systemu szkolnictwa wyższego, w tym naszego Uniwersytetu próbowano sprowadzić jedynie do kwestii nierozliczonego dziedzictwa PRL. W sposób bardzo łatwy ferowano oskarżenia i wyroki, zapominając, iż kwestią lustracji zajmują się powołane do tego instytucje, również wewnątrz Uniwersytetu. Apelujemy, by ocenę przeszłości pozostawić uprawnionym podmiotom. Sprzeciwiamy się powierzchownym osądom i manipulacjom, którymi przepełniony był program Bronisława Wildsteina.
    W audycji „Bronisław Wildstein przedstawia” w sposób urągający zarówno etyce akademickiej, jak i dziennikarskiej podważono kompetencje Dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Pragniemy zatem zauważyć, iż Dyrektor Instytutu jest organem wybieranym przez Radę Instytutu, która składa się z samodzielnych pracowników naukowych (profesorów i doktorów habilitowanych), wybranych w wyborach bezpośrednich przedstawicieli młodszych pracowników nauki, pracowników administracji, studentów i doktorantów. W ostatnich wyborach (2008r.) Dyrektora Instytutu wybrano przy poparciu 22 głosów „za”, przy 2 „przeciw” i 1 „nieważnym”. Obecny Dyrektor był i jest członkiem wielu wybieralnych organów Uniwersytetu: Prodziekan, Dziekan (dwukrotnie), Senator Uniwersytetu (nieprzerwanie od 1993 roku), co wiąże się każdorazowo z uzyskaniem wymaganego poparcia. W naszym przekonaniu poparcie, jakim obdarzają Dyrektora przedstawiciele całego środowiska akademickiego Uniwersytetu Śląskiego, powierzając mu sprawowanie rozmaitych funkcji publicznych na Uczelni, jest wystarczającym dowodem zaufania i uznania ze strony pracowników i studentów UŚ oraz potwierdzeniem podważonych w audycji kwalifikacji Profesora.
    Jesteśmy ponadto wzburzeni insynuacjami płynącymi z przywoływanego programu nt. plagiatów i kupowania prac magisterskich i doktorskich. Powiązanie kwestii lustracji i plagiatów z audycją na temat naszego Instytutu odczytujemy jako jawną manipulację! Program przygotowany pod z góry założoną tezę i nie spełnia kryteriów wiarygodności.
    Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego jest niepodważalnie uznanym ośrodkiem naukowo – badawczym, nie tylko w regionie śląsko-dąbrowskim, ale także w całej Polsce. Prowadzony przez nasz Instytut kierunek studiów (politologia) jest co roku klasyfikowany bardzo wysoko w rankingach szkół wyższych przygotowywanych przez opiniotwórcze tygodniki (piąta pozycja w 2008 roku). Kierunek posiada także akredytację Państwowej Komisji Akredytacyjnej.
    Stanowczo protestujemy, więc wobec przekreślania ponad 30 lat dorobku Instytutu, i to w programie manipulującym faktami, zrealizowanym z pogwałceniem reguł prawnych, etycznych i warsztatowych.
    Katowice, dnia 11 grudnia 2008 roku
    LIST OTWARTY PRACOWNIKÓW INSTYTUTU NAUK POLITYCZNYCH I DZIENNIKARSTWA UNIWERSYTETU ŚLĄSKIEGO
    z dnia 11 grudnia 2008r.
    podpisali:
    dr hab. Marian Mitręga, dr hab. Marian Gierula, dr Bernard Grzonka, prof. UŚ dr hab. Wojciech Kaute, dr Martyna Dudzicz, mgr Patrycja Szostok, mgr Łukasz Zemła, dr Maria Zrałek, prof. UŚ dr hab. Bogdan Łomiński, dr Waldemar Wojtasik, dr Mirosława Wielopolska – Szymura, dr Małgorzata Domagała, dr hab. Zbigniew Oniszczuk, prof. zw. dr hab. Jan Kantyka, prof. UŚ dr hab. Mieczysław Stolarczyk, dr Bogusława Podsiadło, mgr Katarzyna Czornik, dr hab. Mariusz Kolczyński, dr Tomasz Kubin, prof. UŚ dr hab. Marek Barański, dr Anna Mielczarek, mgr Robert Rajczyk, dr Robert Radek, mgr Magdalena Ślawska, dr Piotr Świercz, mgr Agnieszka Turska – Kawa, mgr Agnieszka Turoń, dr Elżbieta Pioskowik, dr Rafał Glajcar, dr Bożena Pietrzko, dr hab. Stanisław Michalczyk, dr Olga Szura – Olesińska, dr Kazimierz Gołosz, dr Agnieszka Grzesiok, dr Szymon Hrebenda, dr Zofia Hrebenda, dr Michał Kaczmarczyk, dr hab. Franciszek Szulc, prof. zw. dr hab. Jerzy Mikułowski Pomorski, dr Wanda Poniatowska – Grochalska, mgr Justyna Tomala – Wawrowska, dr Sebastian Kubas, mgr Jacek Bajer, dr Zbigniew Kantyka, prof. UŚ dr hab. Sylwester Wróbel, dr Tadeusz Gieraszek, dr Małgorzata Lorencka, dr Małgorzata Kubicka, dr Joanna Lustig, dr Bożena Zasępa, dr Barbara Osadnik, dr Anna Czyż, dr Małgorzata Myśliwiec, mgr Ilona Neffe, mgr Justyna Rutkowska- Zawada.

  16. Spór trafi do prokuratury
    http://polskatimes.pl/dziennikzachodni/stronaglowna/82362,spor-trafi-do-prokuratury,id,t.html

    Konflikt pomiędzy dr. Markiem Migalskim a prof. Janem Iwankiem, dwoma naukowcami z Uniwersytetu Śląskiego, wchodzi w cyberprzestrzeń. Stąd trafi też do prokuratury.

    Migalskiemu na internetowym nieoficjalnym forum dyskusyjnym studentów Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (forumwns.org) zarzucono, że wbrew temu, co twierdzi, wcale nie ma dużego dorobku naukowego, i że załamał się podczas przesłuchania przez milicję w 1988 r.

    Migalski o tym wpisie dowiedział się od nas. – To typowo esbecki paszkwil. Byłem zatrzymany wtedy nie przez milicję, ale przez SB. Bito mnie, wieszano mnie na własnym pasku od spodni, byłem skazany przez kolegium ds. wykroczeń za wywieszenie na raciborskim rynku plakatu „Uwolnić więźniów politycznych” – twierdzi politolog.- Cztery lata temu złożyłem wniosek do IPN o udostępnienie mojej teczki i otrzymałem ją. Mam ją i chętnie pokaże każdemu. Zostałem uznany za pokrzywdzonego – dodaje.

  17. Stanowisko Rektora UJ (sprawa habilitacji Marka Migalskiego)
    http://nfajw.wordpress.com/2009/02/03/stanowisko-rektora-uj/
    ….Prowadzący obrady Zespołu Dziekan omówił dorobek dr Migalskiego, na zadane pytanie wskazał na brak przeszkód formalnych wszczęcia postępowania habilitacyjnego, przyjął też uwagi jednego z członków Zespołu, iż należy oddzielać „sprawy polityczne” od „spraw akademickich”…….
    Dziekan zaznaczył też dostrzeżoną na posiedzeniu Zespołu potrzebę oddzielania „politycznego kontekstu” sprawy wszczęcia postępowania habilitacyjnego (związanego z wystąpieniami medialnymi dr M. Migalskiego) od oceny merytorycznej. W trakcie dyskusji: prof. Lubomir Zyblikiewicz zauważył uchybienia formalne „pracy habilitacyjnej”, prof. Antoni Dudek – po raz kolejny – potrzebę głosowania bez względu na „polityczny kontekst”, a prof. Anna Raźny potrzebę głosowania zgodnie z sumieniem przez każdego z członków Rady.

  18. […] im podobnych. Spektakularne akcje na Uniwersytecie Toruńskim w obronie astronomicznych TW, czy  akcja obrony TW , szefa antylustratorów Uniwersytetu Śląskiego,   bardzo dobrze pokazują, że jak populacja ma jasny cel obrony sobie podobnych, moralnie […]

  19. […] populacja akademicka « Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka o Persona non grata za popieranie lustracjiPolska populacja akademicka « Blog akademickiego nonkonformisty – Józefa Wieczorka o Akcja […]

  20. Lewoskręt naukowy
    http://wiadomosci.onet.pl/1529941,242,1,1,lewoskret_naukowy,kioskart.html
    Czy na początku XXI wieku można być na polskim uniwersytecie szykanowanym za poglądy polityczne?

    Okazuje się, że można. Doświadczył tego na swojej skórze politolog dr Marek Migalski.
    Czy „sprawa Migalskiego” to jednostkowy przypadek, czy też odzwierciedlenie atmosfery panującej w polskich środowiskach naukowych? – Po całej tej sprawie zaczęło się do mnie zgłaszać wielu ludzi, którzy znaleźli się w analogicznej sytuacji, tylko gorszej, bo są to osoby anonimowe – opowiada politolog. Podobne problemy nie dotyczą zresztą jedynie habilitacji. Nawet to, że ktoś publikuje w piśmie kojarzonym z prawicą, stwarza problemy przy zatrudnianiu na niektórych uczelniach.
    …….
    – Trzeba robić dużo szumu wokół tej sprawy, bo to złamanie kodeksu honorowego nauczycieli akademickich, plama na honorze – podkreśla minister Ryszard Legutko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: