Edward Kotowski – dr, historyk sztuki, agent „Pietro” od Kościoła i Watykanu

baner-czlowiek-nauki

Edward Kotowski, historyk sztuki, dr – w Wikipedii 

Edward Kotowski – rezydent wywiadu PRL w Watykanie (ps. „Pietro”) pod tzw. dyplomatycznym przykryciem. Doktor historii sztuki.

Kotowski pełnił obowiązki kierownika muzeum zamkowego w Lidzbarku Warmińskim. W 1969 dokonał odkrycia cennych, XVIII wiecznych polichromii, z czasów biskupa warmińskiego, Ignacego Krasickiego, w lidzbarskiej oranżerii i uratował je przed dalszą dewastacją, co w powiązaniu z zaniedbaniami władz konserwatorskich, doprowadziło do głośnego konfliktu z olsztyńskimi władzami wojewódzkimi. Sprawa ta była szeroko komentowana w ogólnopolskich mediach z lat 1969-1971, co spowodowało negatywne nastawienie władz do tego faktu, a w konsekwencji do usunięcia go z zajmowanego stanowiska i utrudnianiu znalezienia pracy w wyuczonym zawodzie. Wobec szykan i braku innych możliwości zatrudnienia, z trudem udało mu się znaleźć pracę w KP MO w Lidzbarku Warmińskim. Miało go to zdyscyplinować i przerwać kampanię medialną w jego obronie. Z uwagi na posiadane wysokie umiejętności intelektualne, ostatecznie skierowano go do pracy w organach bezpieczeństwa państwa. W maju 1971 wstąpił do Służby Bezpieczeństwa. W jego kręgu zainteresowań znalazł się Kościół Katolicki. Już jako funkcjonariusz SB obronił pracę doktorską z historii sztuki na Uniwersytecie Mickiewicza w Poznaniu. Ukończył Szkołę oficerską w Legionowie. W 1973 zaczął pracować w centrali SB. Głównym obszarem jego zainteresowań była kadra naukowaAkademii Teologii Katolickiej i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego[1]…….

 ♣

Pietro”, specagent w Watykanie

Cezary Gmyz  Rzeczpospolita, 2.02.2009

Kotowski, oficer Służby Bezpieczeństwa rozpracowujący Kościół oraz Stolicę Apostolską, to postać, która nie odpowiada stereotypowi esbeka.

Już pochodzenie ma nietypowe jak na funkcjonariusza komunistycznych służb. Jego ojciec był podoficerem, jeńcem obozu w Kozielsku, większość kolegów stracił w Katyniu.

Edward Kotowski jest historykiem sztuki, z doktoratem dokończonym już w szeregach SB. Funkcjonariuszem został ponoć z rozpaczy, po głośnym na początku lat 70. konflikcie o freski odkryte w oranżerii biskupa Ignacego Krasickiego w Lidzbarku Warmińskim.

Kotowski z wilczym biletem został wyrzucony z pracy. Po bezskutecznym poszukiwaniu nowego zajęcia zgłosił się do Milicji Obywatelskiej. Przyjęty został do IV Wydziału Służby Bezpieczeństwa zajmującego się Kościołem.

Szkołę oficerską w Legionowie Kotowski ukończył z najlepszą lokatą. W 1973 r. zaczął pracować w centrali SB. Głównym obszarem jego zainteresowań była kadra naukowa Akademii Teologii Katolickiej i KUL.

Pracując jako nauczyciel, długo przed wstąpieniem do SB, poznał Czesława Glempa, brata obecnego prymasa. Korzystając z protekcji, udało mu się dotrzeć do ks. Józefa Glempa. Kotowski podawał się za pracownika MSZ. Przyszłemu prymasowi wystawił pozytywną opinię, co mogło mieć znaczenie dla jego nominacji na biskupa warmińskiego.

W 1975 r. zaczął się uczyć włoskiego. 14 października 1978 r., dwa dni przed wyborem Karola Wojtyły na papieża, Kotowski otrzymał delegację do pracy w Rzymie. Wyjechał rok później.

Ponownie okazał się bardzo dobrym materiałem na agenta. W czasie testów z kontrobserwacji udało mu się zidentyfikować aż 25 śledzących go równocześnie pracowników SB.

W krótkim czasie nawiązał kontakty z wieloma pracującymi w Watykanie Polakami. Znał wszystkich. Twierdzi, że żaden rozmówca nie miał pojęcia, iż spotyka się z agentem wywiadu.

Raporty przekazywane przez „Pietro”, jak wynika z jego teczki personalnej, oceniano wysoko. Część z nich trafiała na biurka najważniejszych osób w PRL.

15 października 1983 r. „Pietro” opuścił Rzym. Dostał etat niejawny. Zatrudniono go w Urzędzie ds. Wyznań. W tym czasie władze zaczęły bardziej bać się Kościoła niż podziemnej „Solidarności”.

Jeszcze przed Okrągłym Stołem, w lipcu 1988 r., dzięki kontaktom z czasów rzymskich, udało mu się doprowadzić do wyjazdu polskich kapelanów do Katynia.

68-letni emerytowany funkcjonariusz mieszka w południowo-wschodniej Polsce w niewielkim 35-metrowym mieszkaniu w bloku.

——–

Nieznana notatka z rozmowy z bp. Dąbrowskim z czerwca 1989 r.

Jak wybrać Jaruzelskiego

Grzegorz Sołtysiak, Tygodnik Przegląd, 2003-07-14

Poniżej publikujemy dokument z gorących dni przed nawiązaniem stosunków dyplomatycznych; ukazuje on stosunek strony kościelnej zarówno do wyników obrad Okrągłego Stołu, jak też wyborów prezydenckich. Jest ważnym dokumentem ukazującym stosunki polsko-watykańskie.
Dokument pochodzi ze zbiorów prywatnych.

Warszawa, 23 czerwca 1989 r.

Notatka
z rozmowy z biskupem Jerzym Dąbrowskim, Zastępcą Sekretarza Episkopatu Polski, odbytej 23 czerwca, z jego inicjatywy.

……7. Rozwój sytuacji społeczno-politycznej w kraju ocenia pesymistycznie. Przewiduje poważne napięcia jesienią tego roku na tle ekonomicznym. Uważa, że „Zachód nie spieszy się z udzieleniem Polsce pomocy, a partia, podobnie jak „Solidarność” L. Wałęsy, jak się okazuje, nie są w stanie wcielić w praktyce porozumień tzw. okrągłego stołu. Co więcej, coraz bardziej widać, że wiele sił opozycyjnych i partyjnych jest przeciwnych tej polityce. która jest rezultatem tego stołu”.

dr Edward Kotowski

—————

Lustrowanie nuncjusza

Andrzej Grajewski, Ks. Jerzy Myszor,Opoka z Gość Niedzielny  (3/2009)

Rejestracji ks. Kowalczyka dokonał oficer wywiadu PRL o pseudonimie „Pietro”.

W rzeczywistości nazywał się Edward Kotowski i uchodził w MSW za specjalistę od spraw watykańskich. Zanim pojechał na placówkę dyplomatyczną do Rzymu, zdobywał doświadczenie „po linii czwartej”, zajmującej się inwigilacją duchowieństwa najpierw w Olsztynie, a później w Warszawie.

Jak na ubeka, miał dość nietypowe zainteresowania, był historykiem sztuki, obronił nawet doktorat na Uniwersytecie Mickiewicza w Poznaniu. Znał kilka języków, dobrze włoski i rosyjski.

Specjalizował się m.in. w werbunku duchownych i świeckich pracowników katolickich uczelni. W październiku 1978 r., a więc kiedy rozpoczął się pontyfikat Papieża Polaka, por. Kotowski został przez kierownictwo MSW przekazany z pionu czwartego do pierwszego, czyli do wywiadu PRL. Jego wyjazd do Rzymu nastąpił pod tzw. dyplomatycznym przykryciem, i to jest kwestia niezwykle istotna dla zrozumienia sensu przedstawionej w „Rzeczpospolitej” dokumentacji.

Kotowski oficjalnie pracował w ambasadzie jako II sekretarz, któremu podlegały m.in. wszystkie sprawy konsularne. Co jednak ważniejsze, Kotowski był także pracownikiem Zespołu ds. Stałych Roboczych Kontaktów między Rządem PRL a Stolicą Apostolską. Wyłącznie w tym charakterze, jak wynika z materiałów ewidencyjnych, spotykał się z ks. prałatem Kowalczykiem.

Głównym zadaniem „Pietra” w Rzymie była praca operacyjna ze źródłami informacyjnymi przekazanymi przez Departament IV MSW, pion R, i pozyskiwanie nowych agentów, lub przejmowanie agentów przekazanych mu przez pion IV z Warszawy. Jego pracę w Warszawie nadzorował naczelnik Wydziału XVI departamentu I MSW, płk Kazimierz Walczak. Kotowski zakończył pracę w Rzymie w styczniu 1984 r., już w randze kapitana. Nie wrócił jednak w szeregi SB, lecz został przeniesiony do Urzędu do Spraw Wyznań. Tam zakończył karierę w stopniu majora, na etacie niejawnym jako starszy inspektor, realizując na rzecz Departamentu IV „ważne zadania z zakresu problematyki wyznaniowej ze szczególnym uwzględnieniem odcinka watykańskiego”.

Advertisements

komentarzy 111

  1. Pajęczyna w Watykanie 03-02-2009

    ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 4 lutego 2009 r.
    http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1472
    Dla KGB niektóre z tych informacji były wręcz bezcenne, bo mogły służyć do takich operacji jak zamach na Ojca Świętego w 1981 r. Nawiasem mówiąc, Kotowski w tej sprawie dwukrotnie był przesłuchiwany przez pion prokuratorski IPN, ale opinia publiczna do tej pory nie została poinformowana o treści jego zeznań. Działalność wywiadu była wyjątkowo szkodliwa dla Kościoła, dlatego też za kuriozum można uznać niedawną wypowiedź „Pietro” dla jednej z gazet, w której stwierdził, że w Rzymie zajmował się przede wszystkim „normalizacją stosunków państwo-Kościół czy też postulatami w zakresie rozwoju stosunków polsko-watykańskich”.

    Warto zauważyć, że w wypowiedzi tej „Pietro” broni zażarcie kontaktu informacyjnego o ps. „Cappino”, pod którym to pseudonimem zarejestrowano nuncjusza papieskiego abp. Józefa Kowalczyka. Jest bowiem prawie regułą, że esbecy bronią źródeł informacji. Po pierwsze dlatego, że boją się ujawnienia prawdy o podłości swoich działań, a w wypadku wywiadu działającego na terenie Watykanu – prawdy o udziale w przygotowaniu wspomnianego zamachu. Po drugie dlatego, że między oficerem prowadzącym a jego współpracownikiem bardzo często wytwarzała się silna więź emocjonalna. Nierzadko też osoby te utrzymywały kontakty po 1989 r., pomagając sobie nawzajem w najtrudniejszych sprawach. Dla przykładu, znam polityków i duchownych, którzy będąc TW, wystawiali swoim oficerem prowadzącym „świadectwo moralności”, dzięki któremu ci drudzy mogli otrzymać pracę w Urzędzie Ochrony Państwa. Po trzecie, powodem werbunku (choć nie tak częstym) były sprawy obyczajowe, na których utajnieniu bardzo im zależy.

  2. Opowieści oficera „Pietro”
    http://www.rp.pl/artykul/9133,258912_Opowiesci_oficera__Pietro__.html

    Sławomir Cenckiewicz 05-02-2009

    rcybiskupa J. Kowalczyka będę bronić z całych sił” – napisał w liście do redakcji „Rzeczpospolitej” ppłk Edward Kotowski, który jako II sekretarz ambasady PRL w Rzymie utrzymywał rozległe kontakty w środowisku watykańskich duchownych i dostojników („Oficer »Pietro« broni nuncjusza”, 29.01.2009). Kotowski, który w wewnętrznym obiegu informacji SB występował jako „Pietro”, zaprzeczył, jakoby abp Kowalczyk był w przeszłości świadomym kontaktem informacyjnym (KI), a nawet stwierdził, że nigdy nie słyszał o kryptonimie „Cappino”. Ile warte są te zaprzeczenia, pokazuje odręczny raport „Pietro” z 13 stycznia 1983, w którym posługuje się kryptonimem „Cappino” w odniesieniu do źródła informacji. To dobitny dowód na to, że Kotowski mija się z prawdą. „Pietro” twierdzi dziś, że jego kontakty z Kowalczykiem „służyły rozwijaniu bilateralnych stosunków polsko-watykańskich i służyły normalizacji stosunków państwo – Kościół w Polsce”……W swoich wspomnieniach Kotowski napisał, że chcąc uzyskać jakieś korzyści dla Kościoła, duchowni nie wahali się wejść w relacje z SB: „można zaryzykować też stwierdzenie, że w wielu przypadkach hierarchia kościelna, tak do współpracy duchowieństwa z aparatem wyznaniowym, jak i Służbą Bezpieczeństwa, miała stosunek dość liberalny i praktyczny; jeśli nie wprost, to w domyśle godząc się na kontakty z nimi duchowieństwa, jeśli to przynosiło korzyści Kościołowi jako całości”.
    Jeśli tak było, to tym bardziej warto o tym pisać i dyskutować, odwołując się nie tylko do subiektywnych relacji świadków, ale także do ówczesnej dokumentacji, którą powinno się rzetelnie przebadać. 20 lat po upadku komunizmu należy wreszcie zaprezentować ów bilans korzyści.
    Lekcja płynąca ze sprawy KI „Cappino” i innych osobowych źródeł informacji PRL-owskich służb specjalnych usytuowanych w Kościele pokazuje, jak ważne jest zrozumienie i zrekonstruowanie gry, jaką prowadzili komuniści, zwłaszcza po objęciu Tronu Piotrowego przez Jana Pawła II. Bez wątpienia celem tej gry było utrzymywanie komunizmu w Polsce i ochrona interesów całego bloku sowieckiego. To w imię interesów Związku Sowieckiego wywiad PRL rozpracowywał Kościół i Stolicę Apostolską, o czym często zapominają ci, którzy w oficerach SB widzą jedynie dbających o poprawność stosunków państwo – Kościół dyplomatów.

  3. Na blogu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego

    http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=4882

    Esbek wytoczył mi proces karny na podstawie par. 212 2011-09-20

    Wczoraj rano do mego biura przyjechał funkcjonariusz policji, który wręczył mi wezwanie do sądu w Warszawie. Zostałem bowiem pozwany przez podpułkownika Edwarda Kotowskiego o ps. „Pietro”, oficera Służby Bezpieczeństwa, który w latach 1979 – 1983 był pracownikiem komunistycznego wywiadu w Rzymie. Zajmował się polskimi duchownymi w Watykanie. Jest on jednym z „bohaterów” mojej książki pt. „Księżą wobec bezpieki”. Skarży mnie jednak nie za książkę, ale za jeden z wywiadów prasowych.

    O sprawie pisałem w grudniu 2009 r. w „Gazecie Polskiej”.

    http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=2505

    Proces ma się odbywać z zastosowaniem prawa karnego. Podstawą oskarżenia jest osławiony paragraf 212, który od stanu wojennego służy do kneblowania wolności słowa, a przeciwko któremu od kilku lat protestuje środowisko dziennikarskie, w tym nawet „Gazeta Wyborcza”.

    Ekipa Donalda Tuska obiecywała skasować ów paragraf, ale nic w tej sprawie nie uczyniła. Z tego też powodu w ostatnim czasie byli funkcjonariusze SB doprowadzili do skazania znanych dziennikarzy, w tym Dorotę Kanię i Jerzego Jachowicza.

    Kopię wezwania przekazałem władzom archidiecezji krakowskiej, do której należę, ale wątpię, abym z tej strony otrzymał jakąkolwiek pomoc prawną. Procesem jednak nie przejmuję się. Co więcej, uważam to za chlubę, że jako kapelan podziemnej „Solidarności” i działacz opozycji demokratycznej będę sądzony z powództwa byłego esbeka, działającego w strukturach antykościelnych instytucji. Poza tym, sam już proces kompromituje tak układ „Okrągłego Stołu”, jak i obecną władzę, która przymyka oczy na bolszewickie metody zwalczania wolności słowa.

    Na razie nie podaję terminu rozprawy, bo pierwsze posiedzenia ma być tzw. pojednawcze. Później jednak będę na blogu i „Gazecie Polskiej” informować na bieżącą o odbywających się rozprawach.

    • Jest to bardzo dziwna ocena księdza. nie ma sensu mieszać do sprawy, która się toczy z oskarżenia prywatnego, z art.212 & 2 kk, ani Okrągłego Stołu, ani Donalda Tuska, ani swoich zasług jako kapelana „Solidarności”. Trzeba za to przyjąć, że żyjemy w państwie prawa i za popełnione czyny zabronione, zdefiniowane w Kodeksie Karnym, odpowiada się, jak każdy zwykły człowiek. Jeśli ksiądz dowiedzie, że jego tezy były słuszne, nic mu się nie stanie.Jeśli zaś tego nie dowiedzie, to powinien liczyć się, że tak, jak każdy człowiek, poniesie odpowiedzialność, zgodną z tym, co na ten temat mówi prawo karne. Nie ma tu nad czym rozdzierać szat. Chyba, że z powodu zasług, na podstawie jakichś aktów prawnych, zostanie wyłączony spod działania Kodeksu Karnego. Ale wtedy już nie mielibysmy do czynienia z państwem demokratycznym.

  4. Wiecej na ten temat można dowiedziec się na http://www.polskatimes.pl>Forum>PAP. Chodzi o komentarze autora o nicku eduardo. Szczególnie osoby kompetentnej, bliskiego znajomego oficera „Pietro”.

  5. Na uwagę zasługuje fakt, że http://www.polskatimes.pl, która również ponosi konsekwencje opublikowania osławionego wywiadu z ks. Tadeuszem Isakowiczem Zaleskim, bardzo obiektywnie referuje stan obecny sprawy sądowej o sygn. akt III K 71/10, jaka ma miejsce w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa i uwzględnia publikację obszernych komentarzy, w tym i od osoby powiązanej z oficerem „Pietro”, a również i jedną wypowiedź samego rezydenta wywiadu. Wnioski Dowodowe oskarżyciela jasno pokazują, że źródłowe dokumenty, znajdujące się w archiuwm IPN w Warszawie całkowicie zaprzeczają tezie księdza, jaką on ogłosił 30.01.2009 r.. Najnowszy Wniosek Dowodowy oskarżyciela prywatnego wskazuje na dokument, wg którego teczka personalna i teczka pracy kontaktu informacyjnego wywiadu PRL o pseudonimie „Prorok” nie zostały zniszczone i przechowywane są w tzw. Zbiorze Zastrzeżonym, a odtajnienie tej dokumentacji zależy od Agencji Wywiadu. Wydaje się, że w obecnych okolicznościachj nie ma powodu, aby ta Agencja, w imię wyświetlenia całej prawdy o okolicznościach zamachu na życie polskiego papieża, nie odtajniła tych teczek.Niemniej jednak, wg treści tego Wniosku, Sąd może wystapić o udostępnienie tych dokumentów także i w trybie tajnym ponieważ ich treść stanowi najważniejszy dowód w sprawie. Inicjatywa takiego Wniosku Dowodowego została zasugerowana oskarżycielowi przez badaczy akt IPN-u działalności wywiadu na odcinku watykańskim, którzy całkowicie zaprzeczają tezie ks. T. Isakowicza-Zaleskiego i przypuszczają, że ten agent nie był jednak Polakiem.

  6. Chochlik drukarski pomylił rok. W komentarzu z 25 września b.r. chodzi o dateę: „30.01.2009r.” a nie o rok 2011. Przepraszam za wyczyny chochlika.

  7. O celach działalności wywiadu PRL na odcinku watykańskim można wiele dowiedzieć się z wywiadu z ppłk.dr. Edwardem Kotowskim, jakiego udzielił on dla http://www.iskry.pl . Wywiad ten można odnaleźć po kliknięciu http://www.iskry.pl , a potem przejściu do Strony Głównej serwisu, w której nagłówku należy kliknąć E.Kotowski. Na stronach tego serwisu o tytule Niezależny Serwis Informacyjny – Iskry Polskości znajduje się też kilkadziesiąt artykułów byłego rezydenta wywiadu w Watykanie, w tym i na temat pomówienia go przez ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego oraz postępowania sądowego w tej kwestii prowadzonego już od początku 2010 roku, a z różnych względów toczacego się w sposób przewlekły.(Artykuły dziennikarki o nicku Myszka (sądowa).Lektura innych artykułów powiązanych z głównym tematem (zamach na życie Jana Pawła II wiele mówi o kontekście prowokacyjnej konfabulacji, jaka zrodziła się w styczniu 2009 r. w środowisku lustratorów Kościoła. Można też tam znaleźć artykuły o genezie i procesie normalizacji stosunków państwo – Kościół i o przywróceniu stosunków dyplomatycznych między PRL i Stolicą Apostolską. Jak wiadomo stało się to w końcówce PRL, odpowiednio: 17 maja i 17 lipca 1989 r., o czym niektórzy nie chcą pamiętać, a stosunki państwo – Kościół chcą jedynie widziec w kontekście ustawicznej wzajemnej walki, co nie odpowiada prawdzie, zwłaszcza, gdy chodzi o okres 1986 -1989 r. Zaświadcza o tym proces, jaki się wówczas toczył i zwieńczył niezmiernie pozytywnie.

  8. STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski INSPIRACJE…

    INSPIRACJE…
    Napisany przez Edward Kotowski, z 24-08-2010 19:28

    wejść : 1093

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Już drugi rok z rzędu, pewni badacze akt wywiadu PRL-u, po których pozostały tylko ,,strzępy,,(określenie Prokurator Ewy Koj, Szefowej Pionu Śledczego IPN-u w Katowicach) na ich podstawie usiłują tworzyć karkołomne hipotezy na temat ,,śladu polskiego,, w zamachu na życie Jana Pawła II. Sam stałem się ofiarą takich pomówień, zarówno przez red. Cezarego Gmyza z ,,Rzeczpospolitej,, (artykuł :,,O co ,,Pietro,, pytał ks. Kowalczyka.,,z 10/11.01.2009r.). jak i ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego .
    Ten pierwszy mój ewentualny udział w tei sprawie zasugerował czytelnikom już samym sformułowaniem tematu. Bez znaku zapytania; forma oznajmująca! Co więcej, to samo sugeruje w odniesieniu do mojego urzędowego interlokutora watykańskiego. Aby wzmocnić wymowę artykułu opatruje go sugestywnym zdjęciem rannego papieża i wymownymi śródtytułami oraz informacją, że byłem dwukrotnie przesłuchiwany w tej sprawie przez prokuratorów IPN-u. Ale nie dodaje, w jakim charakterze. Owszem byłem przesłuchiwany, ale tylko jeden raz i tylko w charakterze świadka.A przecież z jego sformułowania czytający mogli wnioskować, że w charakterze podejrzanego. A to jest potężna różnica. Przesłuchanie mnie w charakterze świadka, tak jak i innych kilkudziesięciu osób (w tym i duchownych) było sprawą naturalną, bo w tym czasie pracowałem w Rzymie. Nota bene! Prokurator okazał się bardzo kulturalnym i rzeczowym profesjonalistą, a przesłuchanie odbywało się w miłej atmosferze, przy napojach (sokach, coca coli i wodzie mineralnej) oraz ciastkach w Agencji Wywiadu. Menu podaję szczegółowo, aby ktoś nie imputował prokuratorowi, że mnie upijał. Panu Gmyzowi, na wypadek, gdyby kiedyś stanął przed prokuratorem – mam nadzieję, że to jednak nie nastąpi – życzę, aby to był taki gentelman, odnoszący się z szacunkiem do rozmówcy i z wielką kulturą.

    Co do osoby ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, to dostatecznie sam się ośmieszył swoimi wypowiedziami na mój temat, więc tym razem jestem litościwy i nie chcę go pogrążać.

    Jest jeszcze jednak pewien problem. Co będzie, jeśli się okaże, że jakiś wywiad (domniemany mocodawca Ali Agcy) wykorzystał autorów tych publikacji do skierowania, poprzez nich, toczącego się śledztwa na fałszywe tory? Czy wiedzą oni o tym, że mogą być przedmiotem manipulacji i inspiracji i nie zdają nawet sobie z tego sprawy ? To przecież specyfiką działalności wywiadów jest również tak subtelne oddziaływanie (tam, gdzie trzeba!), że ostatnią myślą inspirowanych może być to, że wobec nich jest prowadzona inspiracja wywiadowcza.

    Bo jak, jeśli nie jakąś fałszywą podpowiedzią z tej, ale także i z innej strony można wytłumaczyć to, że ks. T. Isakowicz-Zaleski, mówi nie do rzeczy, ale od rzeczy, o moim rzekomym związku z ,,Prorokiem,, czy ,,Fermo,,? To nie była żadna pomyłka badawcza! Od publikacji minął zaledwie rok z hakiem, a okazało się, że w świetle odtajnionych akt rezydentury rzymskiej, wszystko to bzdura. Księże Wielebny! Czy nie lepiej zajmować się tym, czego nauczono w seminarium duchownym? Na tym polu Ksiądz się pomyli z trudem. Chociaż!? Kto wie?

    Dr Edward Kotowski (oficer ,,Pietro,,)
    ——————————————————————————–

  9. http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Publicystyka Polityka WNIOSKI DOWODOWE (17)

    WNIOSKI DOWODOWE (17)
    Napisany przez myszka, z 21-10-2010 05:52

    wejść : 555

    Opublikowane w : Publicystyka, Polityka

    Edward Kotowski sporządził 3 Wnioski dowodowe, chociaż, z punktu widzenia wymogów prawa nie musiał tego robić, gdyż do pomawiających należy obowiązek dowodu na to, że nie mijali się z prawdą. Widocznie uznał, że od niego wymaga się więcej, a może też chciał ułatwić Sądowi poruszanie się w tej niecodziennej materii? Skoro to uczynił, to warto tym wnioskom dowodowym poświęcić trochę czasu, bo w jakiś sposób rozjaśnia to też czytelnikom problemy związane z działaniami wywiadu w ogóle, a nie tylko wywiadu PRL-u. Trzeba dodać, że wywiady, niezależnie od tego, jakiego dotyczy to państwa mają te same metody pracy operacyjnej i te same sposoby jej dokumentowania. To, co je różni to tematyka zainteresowań wywiadowczych, a nie ,,warsztat,, zdobywania informacji.

    We Wniosku Dowodowym Nr 1 ( z 07.02.2010r.) przedstawił dokumentację w zakresie 6 dowodów na następujące okoliczności: analiza porównawcza dokumentów historycznych wywiadu; dokumentacja na wykazanie kreatywnej roli oskarżyciela prywatnego w tworzeniu nowej praktyki i polityki wyznaniowej; korespondencja skierowana do ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego i Nuncjusza Apostolskiego oraz Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski; kalendarium zdarzeń tyczących pomówienia oraz publikacje dra Andrzeja Grajewskiego polemizujące z oskarżeniami lustracyjnymi wobec osoby Nuncjusza.

    Dowód nr 1, to zestaw kserokopii dokumentów IPN-u: Notatka Informacyjna oficera ,,Pietro,, z 13.01.1983r.; Szyfrogram Nr 8984 z 01.12.1983r.szefa rezydentury rzymskiej – ,,Bralskiego,,; Szyfrogram Nr 5629 z 12.06.1987 r., szefa rezydentury rzymskiej – ,,Disa,,.

    Według pokrzywdzonego są one podstawowym punktem odniesienia w analizie porównawczej dokumentów historycznych, służącej przeprowadzeniu dowodu prawdy, lub zaprzeczeniu, w zakresie tezy oskarżonego Tomasza Pompowskiego, o tym, że pokrzywdzony był oficerem prowadzącym kontakt informacyjny ,,Prorok,,. Uzasadnia to tym, że te dokumenty są dowodem na stosowane wówczas procedury w zakresie redagowania części podtytułowej, zarówno notatek informacyjnych, jak i szyfrogramów. Część podtytułowa świadczy o tym, że oficer (o uwidocznionym kryptonimie) był oficerem prowadzącym w stosunku do źródła informacji (oznaczonego uwidocznionym pseudonimem). Twierdzi, że w przypadku niezachowania się teczki personalnej i teczki pracy źródła oraz akt operacyjnych oficera (tzw. pracownika zewnętrznego) są to jedyne dokumenty źródłowe mogące służyć jako wzorzec do procedury koniecznej do wykazania związku: oficer – źródło informacji, także w odniesieniu do kontaktu informacyjnego ,,Prorok,,.Jego zdaniem, tylko okazanie oryginalnej, rękopiśmiennej notatki informacyjnej oficera ,,Pietro,,, ze spotkania z ,,Prorokiem,,, lub też oryginalnego szyfrogramu ,,Bralskiego,, (szefa rezydentury rzymskiej) z okresu pobytu w Rzymie ,,Pietro,,, z podtytułem, z którego wynikałoby, że to oficer ,,Pietro,, uzyskał informację (wykorzystaną w szyfrogramie) od ,,Proroka,,, dowodziłoby, że to on był oficerem prowadzącym to źródło.

    Dowód nr 1a stanowią publikacje Pawła Kowala, obecnie eurodeputowanego, wiceprezesa PiS, a przedtem wiceministra spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Ponieważ ten problem był wzmiankowany w uzasadnieniu aktu oskarżenia, więc nie zachodzi potrzeba jego ponownego omawiania.
    Dowód nr 2 to zestaw pism pokrzywdzonego do oskarżonego duchownego, jak i jego zwierzchników kościelnych. Pisma te przedstawiłam już poprzednio jako zatytułowane ,,Uprzejme listy…,,.
    Dowód nr 3. Jest to artykuł ks. Isakowicza-Zaleskiego z Gazety Polskiej (z 16.12.2009r.). Jego treść jest pośrednim dowodem na to, że w/w przywołując treść swojego wywiadu dla Polska The Times, a pomijając swoją główną tezę o rzekomych związkach oskarżyciela z ,,Prorokiem,, i zbieraniu przez nich informacji mogących służyć przygotowaniu zamachu na papieża, ,,de facto, ale w swoiście zawoalowany sposób, wycofuje się z tego oskarżenia,,.
    Dowód nr 4, to KALENDARIUM obejmujące zestaw pism i artykułów prasowych związanych z przedmiotem oskarżenia. W sumie 23 pozycje, zasługujące na oddzielne zapoznanie się z nimi badaczy zagadnienia. Według oskarżyciela prywatnego z ich treści wynika jednoznacznie, że ,,(…)Koincydencja, zarówno faktów, jak i treści, przedstawionych w (…) dokumentach, wskazuje na to, że wywiad ks. Tadeusza Isakowicza –Zaleskiego, udzielony dla POLSKA THE TIMES, mógł stanowić nieodłączną część kampanii prasowej, związanej z osobą Nuncjusza, a jego treść miała mnie zdyskredytować, a tym samym dokonać anihilacji wymowy mojego wystąpienia, w obronie Abpa Józefa Kowalczyka, przed niesłusznymi zarzutami Cezarego Gmyza ( w ,,Rz,,) i ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego ( w Gazecie Polskiej). Celem tego zabiegu mogło być przygotowanie gruntu przed kolejną publikacją, tym razem Sławomira Cenckiewicza, która nastąpiła faktycznie, w dniu 05.02.2009 r. w ,,Rzeczpospolitej,,. Trudno sobie bowiem wyobrazić, że sformułowanie tak ciężkiego wobec mnie oskarżenia, ale w innych okolicznościach, nastąpiłoby bez podania na to dowodów w postaci dokumentów źródłowych. A przecież, w omawianej sytuacji, to nastąpiło. W najłagodniejszym przypadku możemy tu mieć do czynienia z bezmyślnością i poleganiu na niesprecyzowanych skojarzeniach pamięciowych(…),,.
    Dowód nr 5. Artykuły dra Andrzeja Grajewskiego, które zdaniem pokrzywdzonego, obiektywnie ukazują formę, jak i treść jego rzymskich spotkań z Nuncjuszem, a przez to są przyczynkiem do właściwego odczytania intencji ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, ukrytej, być może, w końcowej części osławionego wywiadu, który jest przedmiotem postępowania sądowego. To ,,dyskredytuje obiektywizm tego księdza, a pośrednio i jego rzetelność badawczą,, w odniesieniu i do tego, co wyraził w swoim wywiadzie i na temat Edwarda Kotowskiego.

    Wniosek Dowodowy Nr 2 (z 08.02.2010r.) dotyczy włączenia do akt sprawy uwierzytelnionych prawnie kserokopii dokumentów, będących w posiadaniu IPN-u, a związanych ze źródłem informacji ,,Cama,,/,,Prorok,, oraz ,,Fermo,,.Oskarżyciel wnosi o włączenie do akt sprawy następujących szyfrogramów, zawierających informacje uzyskane od kontaktu informacyjnego ,,Prorok,,: z czerwca 1981r.; z września 1982 r.; z maja 1983 r.; z czerwca 1983 r.., a także innych dokumentów z lat 1978-1984, dotyczących źródła: ,,Cama,,/,,Prorok,, oraz ,,Fermo,,. Szczególnie wnosi o włączenie do akt sprawy odtajnionych dokumentów rezydentury rzymskiej o kryptonimie ,,Baszta,, zawierających pełne spisy agentów wraz z ich oficerami prowadzącymi, w części sprawy materiałów wstępnych ,,Cama,, oraz w części dotyczącej kontaktu informacyjnego ,,Prorok,, oraz ,,Fermo,,(pozycja zbioru: IPN BU 003171/5 t.1). Głównie: a) k. 65 (z jej treści wynika, że oficer ,,Canto,,, w lipcu 1978r. rozpoczął dialog operacyjny z osobą o pseudonimie ,,Cama,,. W 1981r. została ona zarejestrowana jako kontakt informacyjny ,,Prorok,,; b) mikrofilmów z zarejestrowanymi na nich szyfrogramami z r. 1980, które dowodzą, że po oficerze ,,Canto,,, który opuścił Rzym w czerwcu tegoż roku, ,,Cama,, został przejęty przez oficera ,,Bralski,,; c) Planu pracy rezydentury na lata 1980-1982; Zestawienia agentów i oficerów prowadzących z dnia 10.04.1980 r., z którego wynika, że oficerem prowadzącym KI ,,Fermo,, był oficer ,,Canto,,(w tym k.53 i następne); d) Sprawozdania z działalności operacyjnej za okres 1980-1982, z dnia 01.06.1982 r., z którego także wynika, że oficerem prowadzącym źródło ,,Cama,,/,,Prorok,, (w 1980r.) był ,,Canto,, ( w tym k.81-86); e) Zestawienie źródeł prowadzonych przez oficerów rezydentury , z dnia 12.07.1982 r. , z którego wynika, że oficerem prowadzącym źródła ,,Cama,,/,,Prorok,, i ,,Fermo,, był oficer ,,Bralski,, ( w tym k.107); f) Planu pracy rezydentury na lata 1984-1985, z dnia 26.01.1984 r. oraz Wykazu źródeł znajdujących się na stanie rezydentury, z których wynika, że i w 1984 r. oficerem prowadzącym KI ,,Prorok,, był oficer ,,Bralski,, (w tym k.147 i następne); g) Sprawozdania z działalności rezydentury za okres lipiec 1982 – luty 1984, z którego wynika, że KI ,,Fermo,, został wyeliminowany z sieci, po wyjeździe z Włoch do Polski (w tym k.159). Pokrzywdzony swój wniosek uzasadnia tym, że szyfrogramy oraz inne dokumenty, o których mowa wyżej, stanowiłyby dowód na to, że w czasie jego pobytu w Rzymie (01.08.1079 – 15.10.1983) oficerami prowadzącymi źródło ,,Cama,,/,,Prorok,, i ,,Fermo,, byli szefowie rezydentury rzymskiej o kryptonimie ,,Canto,, i ,,Bralski,,, gdyż taka informacja wynika bezpośrednio z treści tych dokumentów.

    Oficer ,,Canto,, pełnił swoją funkcję do czerwca 1980 r., a oficer ,,Bralski,, od czerwca 1980 r. do połowy (?) 1984 roku, a w okresie od 01.08.1979 r. do 15.10.1983 r. pokrzywdzonego i ich czas pobytu w Rzymie, odpowiednio pokrywały się. Wg niego oznaczałoby to, że nigdy nie był on oficerem prowadzącym w stosunku do źródła ,,Cama,,/,,Prorok,, a także ,,Fermo,,.Dodaje też, że osobiście nie może wystąpić do IPN-u o te dokumenty, gdyż aktualnie obowiązujące przepisy nie przewidują bezpośredniego udostępniania tego rodzaju dokumentów byłym oficerom służb specjalnych PRL.

    Wniosek Dowodowy Nr 3 ( z 15.02.2010r.). Dotyczy dołączenia do akt sprawy, w charakterze dowodu, internetowej publikacji red. Tomasza Pompowskiego, z dnia 29.12.2009 r.. W tej publikacji, twierdzi on, że publikując oskarżenia wobec pokrzywdzonego opierał się jedynie na informacjach, ,,które posiadał badacz dokumentów SB nt Kościoła ks. Isakowicz,,. Wyraźnie też stwierdza, że nie wie jaka jest prawda, bo na temat ,,Proroka,, nie posiada dokumentów. Oznacza to, że bez żadnych podstaw i dowodów, opierając się tylko na tym, co mu powiedział duchowny, bez najmniejszej próby tego weryfikacji, pomówienia te opublikował, co jest sprzeczne z Prawem prasowym (art. 12 ust. 1). Widać, że częściowo zdaje sobie sprawę z błędu, gdyż w swoich refleksjach noworocznych, po tym, jak dowiedział się, że sprawa została skierowania do sądu, stwierdza: ,,(…) Przepraszam tych, którym wyrządziłem krzywdę. Moje słowa kieruję przede wszystkim do pana Edwarda Kotowskiego. Jednak dopiero teraz, dwa dni temu, dowiedziałem się kim naprawdę był. Był jednym z cichych, nieznanych bohaterów przemian 1989. Był autorem porozumienia państwo-Kościół, które dziś niektórzy historycy określają mianem fundamentu nowego ładu Rzeczpospolitej (…),,.I dalej: ,,(…) Jeśli tak było, to jak uważa historyk Peter Raina, był to jeden z najważniejszych fundamentów przemian po 1988. Warto pamiętać, że ani Solidarność ani władza nie miała tak komfortowej sytuacji jak Kościół. Jego przedstawiciele byli zarówno pośrednikami w dialogu (vide abp Dąbrowski) jak i obserwatorami rozmów przy Okrągłym Stole (abp Gocłowski, bp Orszulik),,.

    Tytułem komentarza, do wypowiedzi redaktora Tomasza Pompowskiego: Dlaczego Pan pisze: ,,Jeśli…(…) ? Czy tutaj Pan ma wątpliwości ? A w sprawie ,,Proroka,, ich nie było ?!

    Myszka (sądowa)

    ——————————————————————————–

    Polecamy nieco prawdy o… rządzących:
    Polska w okowach mafii część 2
    EKWILIBRYSTYKA MANIPULACJI Z NAJJAŚNIEJSZYM IMPERATOREM I DZIADKIEM REZUNEM W TLE
    Polska w okowach mafii część III
    ——————————————————————————–

    Prezydent Izraela: Wykupujemy Polske, Wegry i Rumunie!
    Copyright vEsti24

  10. http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski CO Z ,,PROROKIEM,,?

    CO Z ,,PROROKIEM,,?
    Napisany przez Edward Kotowski, z 26-08-2010 07:44

    wejść : 1397

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Zachodzą poważne wątpliwości, czy kontakt informacyjny wywiadu polskiego o pseudonimie ,,Prorok,, istniał, czy jest to wytwór wyobraźni niektórych badaczy? Czy mógł się on przyczynić do zamachu na życie Jana Pawła II –go? Ja nie znałem tej postaci, chociaż mnie się to imputuje.

    Jak dotąd, ani ks. T.Isakowicz-Zaleski, który podobno dotarł do informacji o nim, nie ujawnił jakiegokolwiek dokumentu z nim związanego, ani dotyczącego oficerów go prowadzących. Nie zrobił też tego IPN.

    A przecież jego działalność ma być związana z zamachem na papieża i opinia publiczna jest na pewno zainteresowana poznaniem dokumentów obrazujących tę jego paskudną działalność. Nie można wystawiać cierpliwości Polaków na próbę. Zaczęto o tym groźnym agencie pisać ponad półtora roku temu i cisza… Co się stało? Naukowców w IPN przecież nie brakuje. Czy tylko amatorzy mają się zajmować tak poważnym przypadkiem?

    Czy któryś z dotychczasowych badaczy agenta zapadł na jakieś przewlekłe przeziębienie?

    Przecież trudno sądzić, że ktoś chroni tę mroczną postać? Jeśli nie, to więcej światła na jego działalność! Niech opinia publiczna wreszcie pozna personalia i dokumenty wytworzone poprzez tego agenta. Chyba nie ma ważniejszej sprawy niż wyświetlenie tej sprawy, niezależnie od tego, kogo to dotyczy? Tu chodzi o zamach na największego Polaka, jak twierdził ks. T. Isakiewicz-Zaleski.

    Dr Edward Kotowski (26.08.2010r.)
    ——————————————————————————–

    Ojczyzno ma
    Copyright vEsti24

    Reklama
    Kliknij, zarejestruj się i zarabiaj!!!

  11. http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Kursy walut
    Kursy NBP z 30-09-2011
    waluta skup sprz.
    USD 3.1920 3.2564
    AUD 3.1467 3.2103
    EUR 4.3517 4.4397
    CHF 3.5681 3.6401
    GBP 5.0115 5.1127
    CZK 0.1773 0.1809
    DKK 0.5848 0.5966
    NOK 0.5532 0.5644
    SEK 0.4711 0.4807
    Miód Manuka

    Nowości niepublikowane na pierwszej stronie
    •Jan Pietrzak – „Dąb Bartek lipa Donek”
    •Trzydzieści na godzinę
    •PO sprzeda nas za bezcen
    •Przedwyborcze absurdy PO
    •Platforma partią obciachu
    •Najgorsi posłowie VI kadencji
    •Ministrowie od blefu
    •Kandydat PO robi kampanię za publiczne pieniądze?
    •PSL doi Polskę
    •BĘDZIE NOWE GODŁO
    •Marszałek spętał Orlika
    •Po co fałszować wybory? Można…
    •Ukryty dług Polaków – ZUS!!!
    •Platformiane gruszki na wierzbie
    •Nowe ministerstwo?
    •KIEDY TO WSZYSTKO PIERDYKNIE???
    •Sprawa Nergala: trzeba zmienić prawo

    TOP tematy: najczęściej czytane
    •Grupa trzymająca sondaże
    •Niesiołowski Donosicielem w PRL-u
    •Cwaniactwo Żydów i głupota Polaków
    •Ukryci Żydzi rządzą Polską? Jest ich 6 milionów!
    •Platforma Obłudy!!
    •Polska dla Polaków
    •Nie wierzysz w t.w. ”Bolka”? To posłuchaj!
    •Genetyczni Polacy odkrywają karty
    •Korzenie Zła – Żniwa
    •Jasnowidz z Człuchowa wróży wojnę
    •Historia lubi się powtarzać
    •TKM – Komuniści wracają na „właściwe” tory
    •EKWILIBRYSTYKA MANIPULACJI Z NAJJAŚNIEJSZYM IMPERATOREM I DZIADKIEM REZUNEM W TLE
    •ZOSTAŃ „NIELEGALNYM” KWIATEM
    •Powstań Polsko skrusz kajdany!
    •Dojść do władzy za wszelką cenę i utrzymać się tam jak najdłużej!
    •Wybraliśmy ich by nam służyli a oni …

    Strona Główna

    WYWIAD Z PPŁK. DR. EDWARDEM KOTOWSKIM,
    Napisany przez Przemysław T. Kudliński, z 13-05-2011 10:48

    wejść : 8471

    Opublikowane w : Publicystyka, Wywiady

    DYPLOMATĄ I OFICEREM WYWIADU (krypt. „PIETRO”), REZYDENTEM WYWIADU PRL W WATYKANIE

    Przemysław Kudliński: Leszek Pietrzak, autor artykułu” ESBECKIE SEKRETY W WATYKANIE” (Nowe Państwo nr 4, 2011r.) postawił tezę, że wywiad PRL zwalczał Jana Pawła II-go. Jak wiadomo, jest Pan byłym oficerem tego wywiadu i jednocześnie byłym dyplomatą, który działał w Rzymie w latach 1979-1983. Proszę o opinię na ten temat.

    Edward Kotowski: Jest to jakieś horrendalne uproszczenie, wynikające zapewne z niewiedzy tego badacza na temat roli wywiadu we współczesnym świecie i nieznajomości kwestii związanych z funkcjonowaniem niezależnych podmiotów prawa międzynarodowego, do których niewątpliwie należy Stolica Apostolska. Otóż, we współczesnym świecie nie ma państwa, które nie posiadałoby służb specjalnych, a w tym i wywiadu. Ten ostatni odgrywa ogromną rolę w zbieraniu informacji na temat innych podmiotów prawa międzynarodowego, które służą do wypracowania właściwych ocen w kwestii polityki międzynarodowej. Jak wiadomo, pewnych informacji nie da się uzyskać drogą rutynowych kontaktów dyplomatycznych i wtedy służby wywiadu, dzięki swoim specyficznym metodom działania poszerzają wiedzę o innym podmiocie prawa międzynarodowego, gdy chodzi o cele jego polityki międzynarodowej, także w aspekcie bilateralnym. Bez pomocy wywiadu nie da się prowadzić skutecznie takiego rozpoznania. Nie trzeba się więc dziwić, że wywiad PRL taką rolę pełnił też i w odniesieniu do Stolicy Apostolskiej, a to z uwagi na ogromne znaczenie tego podmiotu prawa międzynarodowego w polityce światowej. Nie ma i nie było takiego państwa, które mogłoby ignorować znaczenie tego podmiotu, który w zakresie swojego oddziaływania posiada ponad 1 miliard i 200 milionów ludzi, bo tylu wyznawców liczy społeczność katolicka rozsiana na całym globie. Nie oznacza to jednak, że wywiady te zajmują się zwalczaniem papieża, głowy Kościoła i jednocześnie Stolicy Apostolskiej. Rozeznanie nie oznacza zwalczania. Gdyby tak pojmować problem, to wówczas i rozeznanie z oficjalnych pozycji dyplomatycznych państwa wysyłającego byłoby zwalczaniem instytucji państwa przyjmującego. To jest absurd. Właśnie służba dyplomatyczna, w myśl odpowiednich konwencji międzynarodowych, ma służyć temu rozeznaniu. Jest przyjętą praktyką, że wywiady też zajmują się tą samą sprawą, ale przy pomocy innych, bardziej tajnych metod działania i nikt nie robi z tego problemu, jeśli nie przekracza się, w tym zakresie, zwyczajowo przyjętych norm. Nie słyszałem o przypadku, aby Stolica Apostolska wnosiła jakieś zastrzeżenia co do działalności polskiego wywiadu i służb dyplomatycznych PRL. Oznacza to, że nie wykryto wówczas w ich działaniach czegoś, co mogłoby stanowić przedmiot wzajemnych kontrowersji. Leszek Pietrzak używa nieadekwatnych do ówczesnej sytuacji sformułowań, gdy mówi, że wywiad zwalczał papieża. Wywiad ten, jak i inne wywiady świata, interesował się działalnością głowy Stolicy Apostolskiej, a to nie oznaczało jej zwalczania. Nawet gdyby przyjąć tę absurdalną tezę, to niech Leszek Pietrzak powie, jak można zwalczać, przy pomocy wywiadu, instytucje suwerennego podmiotu prawa międzynarodowego. Niech poda na to przykłady w odniesieniu do Stolicy Apostolskiej, a nie operuje chwytliwym ogólnikiem.Także Stolica Apostolska, przy pomocy własnych środków i sposobów rozpoznania interesowała się rozwojem sytuacji w PRL i nikt rozsądny nie wysuwał z tego powodu tezy, że zwalczała ona PRL.

    Przemysław Kudliński: Jak już teraz wiadomo, w latach 1979 -1983, pełnił Pan funkcję II-go Sekretarza Zespołu Do Spraw Stałych Roboczych Kontaktów Między Rządem PRL i Stolicą Apostolską, a jednocześnie był Pan oficerem wywiadu. Jak to było możliwe?

    Edward Kotowski: Zwykle tak jest, że obie te funkcje łączy się, aby efekty rozpoznania były bardziej skuteczne. Oznacza to, że pełniąc zarówno funkcję dyplomatyczną, jak i wywiadowczą, w sposób najbardziej efektywny można spełniać zadania postawione przez władze państwa wysyłającego. To jest praktyka nadal stosowana we współczesnym świecie, również i przez RP. Nie ma więc czemu się dziwić. Wykonując dyplomatyczną misję ma się także doskonałe miejsce do prowadzenia działalności wywiadowczej. Ważne, aby ją tak prowadzić, aby nie doszło do powstania niepotrzebnych napięć z władzami państwa przyjmującego, które przy pomocy służb kontrwywiadu, stara się poddać kontroli działania wywiadowcze. Czasami zdarza się, że kontrwywiad odsłania taką działalność i wówczas dochodzi do napięć we wzajemnych stosunkach. Nie było czegoś takiego w realcjach PRL – Stolica Apostolska. Oznacza to, że wywiad polski umiał prowadzić swoją działalność w sposób kompetentny i z tego powodu nie można mu teraz stawiać zarzutów.

    Przemysław Kudliński: A jakiemu konkretnemu celowi służyła ta działalność wywiadowcza?

    Edward Kotowski: Jak wiadomo, od początku lat siedemdziesiątych XX wieku, zarówno Stolica Apostolska, jak i PRL podjęły rozmowy na temat stopniowej normalizacji wzajemnych stosunków tak w aspekcie międzynarodowym, jak i w aspekcie stosunków państwo – Kościół w Polsce. Ponieważ od momentu zerwania stosunków dyplomatycznych narosło wiele nieporozumień, nieufności, konfliktów i niejasności oraz dominowała wzajemna nieufność stron, to trzeba było rozpoznać te sprawy przy pomocy wywiadu i w oparciu o to nowe rozpoznanie, prowadzić stopniowy dialog służący poprawie klimatu tych wzajemnych relacji, co w końcu udało się. To jeszcze za czasów PRL (17 lipca 1989r.) przywrócono pełne stosunki dyplomatyczne po ponad półwiekowej przerwie i o tym nie wolno zapominać. Gdyby przeważyła linia „zwalczania” to przecież nie doszłoby do tego. Pamiętajmy też, że 17 maja 1989 r. doszło do pełnej normalizacji stosunków państwo – Kościół w Polsce i wywiad PRL oddał wielkie zasługi dla obu kwestii. Nie można więc widzieć sprawy nie zauważając tych dwóch wielkich osiągnięć, które trwają do dzisiaj. Rzecz jasna, w tym procesie, jak w każdym skomplikowanym, dochodziło też i do wielu cofnięć, ale w sumie, posuwano się do przodu. W tej sytuacji stawianie przez Leszka Pietrzaka dziwacznej i karkołomnej tezy o zwalczaniu przez wywiad PRL Jana Pawła II – go, jest chyba nieporozumieniem i zabiegiem propagandowym, kóre, jak się wydaje, służą zapewne jakimś obecnie aktualnym celom politycznym, zważywszy na proweniencję polityczną autora. To nie jest obiektywne podejście do kwestii, jaką rozpatruje.

    Reklama
    Kliknij, zarejestruj się i zarabiaj!!!

    SUPER ZAROBKI – NAPRAWDĘ WARTO !!!

    Przemysław Kudlinski: Jak wywiad, to i agenci ?

    Edward Kotowski: W przeważającej mierze tak! Ale jednak nie zawsze. Często lepsze efekty dawały kontakty oficera – dyplomaty z pozycji oficjalnych, zwłaszcza, gdy był on właściwie „umocowany” przykryciowo. Dawało to naturalną płaszczyznę do wymiany myśli, opinii, a także i informacji z interlokutorem reprezentującym Stolicę Apostolską, który był również zainteresowany takim dialogiem w interesie tejże Stolicy Apostolskiej. Ona również prowadziła aktywne rozeznanie intencji strony polskiej w procesie wzajemnego dialogu. Korzyści, także informacyjne, jakie rodziły się w tych kontaktach były obupólne. Trudno prowadzić dialog nie rozmawiając. Wszystko zależało od umiejętności partnerów. Ja, ze swej strony takich wybitnych rozmówców miałem bardzo wielu i to na wszystkich szczeblach strukturalnych Stolicy Apostolskiej i tego nie ukrywam. W tym zakresie utrzymywałem – co podkreślam – oficjalne kontakty z ks. dr. Józefem Kowalczykiem, prałatem, ówczesnym kierownikiem Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, który prowadził ze mną dialog z upoważnienia swoich przełożonych, a w swoich appunti (notatki) składał im sprawozdania z tych rozmów. Za kilkadziesiąt lat te dokumenty staną się jawne i można będzie poznać a także wydać opinię co one faktycznie zawierają. U nas stało się inaczej. W wyniku amoku lustracyjnego otwiera się wszystkie archiwa służb specjalnych, co budzi niemałe zdziwienie i zdumienie innych państw, a co nie sprzyja efektywnej działalności naszego obecnego wywiadu, bo naturalne i potencjalne źródła wywiadu, wywodzące się spośród obywateli państw przyjmujących po prostu boją się angażowania we współpracę, bo a nuż, za jakiś czas, ich dossier mogłoby być ujawnione.

    Przemysław Kudliński: Ale wróćmy do właściwego wątku ….Czy wywiad PRL posługiwał się informacjami uzyskanymi od polskich księży pracujących w Watykanie?

    Edward Kotowski: Odpowiedź jest oczywista i twierdząca. Każdy wywiad stara się dotrzeć tam, gdzie są do zdobycia najcenniejsze informacje i temu nie trzeba się dziwić. Gdyby tego nie robił, to nie byłby wywiadem.

    Przemysław Kudliński: A jak wyglądała kwestia ks. prałata Józefa Kowalczyka? Czy to Pan utrzymywał z nim kontakty i dlaczego?

    Edward Kotowski: Jak już powiedziałem, z racji swojej funkcji i z upoważnienia swoich przełożonych, był on moim naturalnym rozmówcą służbowym, jako dyplomaty. Gdy trzeba było wyjaśnić jakiś problem dotyczący wzajemnych relacji polsko-watykańskich albo na linii państwo-Kościół w Polsce, to telefonicznie zgłaszałem taką potrzebę i po uzgodnieniu terminu udawałem się do Pałacu Apostolskiego, gdzie urzędował i następnie w odpowiednim saloniku reperezentacyjnym Sekretariatu Stanu, do którego byłem doprowadzany w asyście pracowników protokolarnych, prowadziliśmy nasze rozmowy. Nigdy nie spotykaliśmy się poza Pałacem Apostolskim. W czasie takich rozmów, niezależnie od głównego tematu, rozmówcy starają się sondować stanowisko i w innych sprawach. I to była postawa obustronna, co podkreślam. Posiadając już jakieś informacje na dany temat, można było, najczęściej pośrednio, je rozszerzyć, potwierdzić lub im zaprzeczyć. Ks. dr Józef Kowalczyk nie mógł mieć pełnej wiedzy, że jestem nie tylko dyplomatą i nie mógł mnie traktować inaczej. Byłem przecież akredytowanym dyplomatą przy Stolicy Apostolskiej i jako taki „figurowałem” w Annuario Pontificio. Z rozmowy, po powrocie do siedziby mojej Misji, co jest naturalne, bo rozmowy powinny być dokumentowane, sprządzałem notatki. Część uzyskanych opinii służyła do wykorzystania via MSZ, a część via rzymska rezydentura wywiadu. Taka była praktyka, o czym nie musiał wiedzieć jakikolwiek mój rozmówca watykański. Ze względów bezpieczeństwa takim rozmówcom Centrala nadawała pseudonimy, o czym nie mógł też wiedzieć zainteresowany. Przecież to było potrzebne również i do tego, aby drogą szyfrową czy kurierską, taka informacja mogła bezpiecznie dotrzeć do kraju, a także i dlatego, aby utrudnić przeciek na ten temat z Centrali. To są podstawowe kwestie i każdy oficer Agencji Wywiadu stosuje to we własnej praktyce dzisiaj. Z czasem, Centrala, uznając, że rozmówca zajmuje bardzo ważne stanowisko, próbowała wpływać na to, aby ten dialog wzmocnić, a nawet sformalizować. Jak wiadomo wymaga to bardzo wiele wysiłku i czasu i nie zawsze jest możliwe. Ponieważ ja byłem pierwszą osobą, która nawiązała dialog z ks. J. Kowalczykiem, a rozmowy były rzadkie, to i efekty były skromne. Z nieznanych powodów Centrala, bez żadnego mojego wniosku – co podkreślam – bo, to nie leży w kompetencji liniowego oficera wywiadu, ale w kompetencji szefa rezydentury, zarejestrowała go w charakterze kontaktu informacyjnego o czym dowiedziałem się dopiero w 2009 roku, a mnie o tym nawet nie powiadomiła. Stąd do końca mojego pobytu, w mojej świadomości, to była ciągle sprawa tzw. materiałów wstępnych, jakich prowadzi się wiele i nie często nabierają one wyższej rangi. Jak wynika z publikcji prasowych, mój następca, Janusz Czekaj nie odnotował też żadnych sukcesów w pogłębieniu dialogu, bo z pozycji przykrycia było to raczej niemożliwe. Z publikacji prasowych z 2010 r. wynika, że Centrala uznała, że jej inicjatywa była grubo przedwczesna. To można wyczytać z dokumentacji rezydentury rzymskiej wywiadu o kryptonimie „Baszta”. Sprawę tę nagłośnił red. Cezary Gmyz („Rzeczpospolita”), który pierwotnie uważał, że sprawa wyglądała inaczej. W swoim artykule napisał on, że odnalazł historyczne dokumenty, które dowodzą, że Centrala wywiadu popełniła błąd i do tego się przyznała. To dowodzi uczciwości dziennikarza i jest dla niego chwalebne. Z zupełnie niezrozumiałych powodów Leszek Pietrzak nie zauważa najnowszego stanu badań w tej sprawie i referuje sprawę tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu i od stycznia 2009 r. nic się nie zmieniło. A przecież o tej sprawie było głośno i podnosiły ja niemal wszystkie media, a także i znany badacz dr Andrzej Grajewski i mgr Ewa Bońkowska w publikacji naukowej Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych („Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 3 maj-czerwiec 2010). Dlaczego więc czas dla dra Leszka Pietrzaka, byłego pracownika UOP, IPN i BBN zatrzymał się w miejscu? Może o tym zadecydowała jego proweniencja polityczna? Nie mnie o tym przesądzać, bo nie znam tej osoby. W każdym bądź razie przedstawienie tej sprawy wg stanu ułomnych badań ze stycznia 2009 r. jest wielce niestosowne i zastanawiające. Tym bardziej, jeśli się zważy, że to dotyczy obecnego Prymasa Polski i niedawnego Nuncjusza Apostolskiego w naszym kraju, który zasługuje na większą atencję. I tyle na ten temat. Niech Czytelnicy sami pospekulują na temat właściwego kontekstu tej sprawy, który wcale nie musi być apolityczny? A więc jaki?

    Przemysław Kudliński: A co z „Prorokiem”? Autor przypisuje prowadzenie go Panu…

    Edward Kotowski: Skoro mnie go przypisał, to musi się liczyć z wizytami w budynku sądowym wzorem innych, którzy to zrobili. Jeśli ma dużo czasu i ochotę na to, to zapewniam go, że na mnie nie zawiedzie się.

    Przemysław Kudliński: Dziękuję za rozmowę,

    a Czytelników informuję, że na witrynie http://www.iskry.pl można znaleźć około 100 artykułów związanych z naszym rozmówcą lub dotyczących jego spraw.

    ——————————————————————————–

    Platforma Cię Kocha
    Copyright vEsti24

    Komentarze użytkowników
    Średnia ocena użytkownika

    Żaden komentarz nie wystawiony

    Dodaj swój komentarz

    mXcomment 1.0.4 © 2007-2011 – visualclinic.fr
    License Creative Commons – Some rights reserved
    Oceny: / 93
    KiepskiŚwietny

    « poprzedni artykuł następny artykuł »

    Wstecz

    Ostatnie Felietony Autorskie Nadajemy ton Europie?

    Wprawdzie – jak przenikliwie zauważyły kobiety plotkują… to znaczy pardon – oczywiście debatujące o polityce – Kościół oddzielony jest od państwa, ale może wypowiadać się na każdy temat. Tak w każdym razie zauważyła pierwsza dama Platformy Obywatelskiej, Małgorzata Kidawa-Błońska, cho…
    Czytaj Więcej …
    Rostowski chce trwać za wszelką cenę

    1. Mieliśmy już różnych ministrów finansów ale tak zaangażowanego politycznie jak Jan Vincent Rostowski, do tej pory nie było. Przez 4 lata nawet jeżeli w Sejmie opozycji udało się wprowadzić do porządku obrad punkt dotyczący stanu naszych finansów publicznych, to ża…
    Czytaj Więcej …
    „Guten Tag…Ziomale”

    Jak wiadomo „Tusko-bus” przerwał swój rekonesans po kraju na wieść o tym, że pod kancelarią premiera doszło do próby samospalenia, jakiej dokonał 49 letni mężczyzna, Andrzej Ż. Premier pojechał z kamerami na Szaserów, pochylił się, zapytał o stan zdrowia …
    Czytaj Więcej …
    „Każdy kraj ma gestapo”

    Zatem – skoro każdy kraj ma gestapo, to czyż gestapo pozwoli, by wybory były czymkolwiek innym, niż widowiskiem, reżyserowanym przez tajniaków… Koniec września oznacza, że w naszym nieszczęśliwym kraju w decydującą fazę wchodzi jedno z największych przedsięwzięć rozrywkowych, jakie r…
    Czytaj Więcej …
    „Z mocy bezprawia”, czyli mafia rządzi w III RP

    Książkę Wojciecha Sumlińskiego „Z mocy bezprawia” przeczytałem jeszcze w tym samym dniu, w którym dostarczył mi ją kurier. Powiem tak. Choć lektura ta jest wstrząsająca to jednak mną nie wstrząsnęła. Choć obraz III RP, jaki się wyłania z książki pana Wojciecha jest prze…
    Czytaj Więcej …
    NIE TYLKO WE LWOWIE CZERWONY PAŹDZIERNIK

    Z BIAŁYM ORŁEM BEZ KORONY i ŚLADAMI LENINA W TLE Czerwony październik usiłował wyważyć otwarte drzwi wiodące do Europy. Wcześniej jednak u siebie rozpoczął masowe mordy „wrogów ludu”,niszczenie świątyń, wiernych i duchowieństwa, upatrując w nich największego zagrożeni…
    Czytaj Więcej …

    Ostatnie ogłszenia
    Kominki, kuchnie węglowe, piece, kafle
    (Pozostałe – Rózne / Komercyjne)
    2011-09-08
    Pokojowe piece kaflowe, kuchnie kaflowe
    (Biznes / Uslugi)
    2011-09-08
    Najwyżej oceniane filmy

    Menu Główne Strona Główna
    Wiadomości Newsy
    Publicystyka
    Prace Autorskie
    Organizacje Partie
    Ciekawe Strony
    Kanały RSS
    Filmoteka Iskier
    Wesprzyj Iskry
    Listy
    Prośba o Wsparcie Drodzy Czytelnicy!

    Ideą strony jest bezpłatny dostęp do wszystkich zamieszczanych tu tekstów. Nie planujemy żadnych ograniczeń dostępu ani żadnych opłat. Jeśli chcieliby Państwo dobrowolnie wesprzeć wolne słowo i pomóc w rozwoju strony – prosimy o wpłaty na podane poniżej konta bankowe. Nasza prośba wypłynęła z tego że utrzymanie Iskier jest coraz droższe, czytelników przybywa – utrzymanie serwisu w związku z tym coraz więcej kosztuje dlatego nasza prośba do Państwa o wsparcie Iskier.

    Z góry dziękujemy za Wasze życzliwe wsparcie!

    Nasze Konta Bankowe
    Inna możliwość wsparcia poprzez PayPal:

    Sondaże Czy Polska zmierza w dobrym kierunku?
    Tak
    Nie
    Nie mam zdania

    Archiwum Logowanie Login

    Hasło

    Zapamiętać?

    Nie pamiętasz hasła?
    Konto? Zarejestruj się!
    Menu Użytkownika Dodaj Wiadomość
    Dodaj Publikację (Org)
    zagraj: Bitwa Morska
    Inne Działy Nasze życie …
    Informacje Techniczne
    Ważne Adresy
    Informatory Poradniki
    Regulamin Serwisu
    Obietnice Wyborcze PO
    Apele

    Pogoda
    Polecamy

    Nagłówki RSS

  12. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Strona Główna E.Kotowski

    Kotowski

    Oceny: / 251
    KiepskiŚwietny
    Redaktor: Administrator Serwisu
    18.11.2010.
    Szanowna Redakcjo,

    Według wyświetleń wyszukiwarki Google, na stronie internetowej Redakcji jest umieszczony tekst, pochodzący z przedruku, a zniesławiający moją osobę. Kwestia dotyczy nieprawdziwych oskarżeń ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, jakobym był oficerem prowadzącym kontakt informacyjny ,,Prorok,, (źródło polskiego wywiadu w Watykanie), w kontekście zbierania informacji, które mogły być przydatne do zorganizowania zamachu na życie papieża Jana Pawła II-go, w dniu 13 maja 1981 roku.

    W świetle odtajnionej dokumentacji rezydentury rzymskiej wywiadu o kryptonimie ,,Baszta,, (sygn. Akt IPN BU 003171/5 t.1) jest to całkowitą nieprawdą, gdyż to źródło było prowadzone przez innych oficerów wywiadu rezydentury rzymskiej, a ich nazwiska i kryptonimy ( w komplecie) tam figurują.

    W tej sprawie, wobec duchownego toczy się postępowanie karne (sygn. akt sprawy: III K 71/10) w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa, z art.212 & 2 KK. Do tegoż Sądu, w oparciu o treść art.359 kpk, wystąpiłem z Wnioskiem o to, aby postępowanie sądowe było JAWNE na wszystkich jego etapach. Moja decyzja związana jest z tym, że mass-media, w gigantycznej skali (tak krajowe, jak i zagraniczne) podchwyciły to oskarżenie i powieliły go także w wymiarze globalnym, przedrukowując lub omawiając treść wywiadu księdza, udzielonego najpierw dla ,,Polski The Times,,lub dla innych mediów. Miało to miejsce 30.01.2009 r., a także i w kolejnych dniach. Dla ciekawości dodam, że wstępna kwerenda tytułów, które przedrukowały, lub w inny sposób powieliły nieprawdziwe oskarżenia sięga już liczby 300, a jeszcze jest daleko do jej zakończenia.

    Jestem zdania, że postępowanie JAWNE umożliwi mass-mediom, a poprzez nie opinii publicznej, skonfrontowanie oskarżeń ze stanem faktycznym, znajdującym pełne potwierdzenie w materiałach źródłowych, t.j. w zachowanej dokumentacji historycznej, która jest już znana, tak badaczom krajowym i niektórym zagranicznym.

    Obecnie proszę, jeśli jest taka dobra wola, aby Redakcja, na tejże samej stronie WWW, zestawiła to moje oświadczenie z zamieszczonymi na niej przedrukami dotyczącymi przedmiotowej kwestii.

    Z wyrazami szacunku.

    Dr Edward Kotowski

    PS.
    Przy okazji polecam: IPN opublikuje zeznania Alego Agcy

    ——————————————————————————–
    Cały zestaw artykułów Edwarda Kotowskiego tutaj: czytaj

    ——————————————————————————–
    Artykuły dotyczące sprawy Edwarda Kotowskiego pisane przez:

    Myszka (sądowa)

    •Sen…mara…
    •Krótka historia.
    •Uprzejme listy (2).
    •Uprzejme listy (3)
    •Uprzejme listy (4)
    •Uprzejme listy (5)
    •Uprzejme listy (6)
    •Uprzejme listy (7)
    •Warunkowe, nie warunkowe, umorzenie sprawy (8)
    •Odpowiedzi dla Sędzi Agnieszki Jarosz (9)
    •Posiedzenie Sądu w dniu 31.05. 2010 r. (10)
    •Ciąg dalszy Uzasadnienia Zażalenia Edwarda Kotowskiego. (11)
    •Załączniki do Zażalenia (12)
    •Do Sądu Okręgowego…(13)
    •Wnioski do Sądu (14)
    •PILNY TELEGRAM – (14a)
    •PRYWATNY AKT OSKARŻENIA (15)
    •PRYWATNY AKT OSKARŻENIA c.d. (16)
    •WNIOSKI DOWODOWE (17)

    ——————————————————————————–

    Szczur (sądowy)

    •RELACJE SĄDOWE
    •RELACJE SĄDOWE (2)
    •Relacje sądowe (3)
    •RELACJE SĄDOWE (3a)
    •RELACJE SĄDOWE (3b)
    •RELACJE SĄDOWE (4)
    •RELACJE SĄDOWE (4a)
    •RELACJE SĄDOWE ( 5 )
    •RELACJE SĄDOWE ( 6 )
    •RELACJE SĄDOWE (7)
    •RELACJE SĄDOWE (8)
    •RELACJE SĄDOWE (9)

    ——————————————————————————–

    WYWIADY

    •WYWIAD Z PPŁK. DR. EDWARDEM KOTOWSKIM,

    ——————————————————————————–

  13. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski DWA LATA PÓŹNIEJ…

    DWA LATA PÓŹNIEJ…
    Napisany przez Edward Kotowski, z 27-01-2011 06:17

    wejść : 937

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Im więcej mam lat – a mam ich już sporo – to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w naszym kraju jest coraz mniej ludzi przywiązujących należytą wagę do słowa. Coraz chętniej, na lewo i na prawo rzuca się różne kłamstwa i oszczerstwa oraz coraz oszczędniej ,,gospodaruje się,,prawdą. Jeśli tak dalej pójdzie to będzie ona rzeczywiście ,,towarem,, deficytowym. Dzieje się tak niemal w każdej dziedzinie życia, nie wyłączając polityki i nie wspominając o ,,publicystyce,,. Świadomie umieszczam to słowo w cudzysłowie, bo prawdziwa publicystyka nie powinna udzielać miejsca tego typu ,,wartościom,,. Widocznie to, co się dobrze ,,sprzedaje,,, zgodnie z wymogami gospodarki rynkowej, to towar dobry i pożądany. Być może kłamstwo i zło, na ,,krótką metę,, jest atrakcyjniejsze niż dobro i prawda ? Ale co z tą ,,dłuższą metą,,? Czy na kłamstwie i złu da się zbudować solidną i przewidywalną przyszłość ? Dla rozsądnie myślących ludzi odpowiedź jest jednoznaczna. Nie da się ! To dlaczego jest jednak inaczej? Może tym rządzą jakieś ukryte mechanizmy ? A może to są mechanizmy rynkowe ?

    Równo dwa lata temu (30.01.2009r.), ks. Tadeusz Bohdan Zaleski, posługujący się także nazwiskiem Isakowicz, udzielił sławetnego wywiadu dla red. Tomasza Pompowskiego z ,,Polska The Times,,, której to gazety redaktorem naczelnym jest Paweł Fąfara. Czytelnikom nie trzeba za bardzo przypominać jego treści, bowiem Niezależny Serwis Informacyjny – Iskry Polskości udzielił wiele miejsca dla publikacji kilku autorów, w tym i mnie, którzy niezbicie wykazali, krok po kroku, zdanie po zdaniu, że wywiad tego duchownego był całkowicie oparty, nie na prawdzie, ale na kłamstwie. Mimo to duchowny, jakby tego wszystkiego nie czytał, jakby o tym nie wiedział i nie ustosunkował się ani jednym zdaniem do polemiki z jego tekstem. Czy to oznacza, że milcząco wycofał się z tego, co ogłosił dwa lata temu? A jeśli tylko przycichł, bo nie ma odwagi przyznać się do błędu ? Czy to znaczy, że stchórzył przed prawdą ?

    A może odpowiedź leży w owym ,,mechanizmie ukrytym,,? Oto, nie tak dawno, jedna z prokuratur, która wszczęła dochodzenie z art. 60 &1 kpk, w sprawie internetowego powielenia owego wywiadu duchownego, w jednym z miast polskich, na stronach www niektórych instytucji i urzędów, stwierdziła, że tylko jednorazowe kliknięcie linku zawierającego moje imię i nazwisko, a odnoszącego się do pomawiających mnie treści, powoduje ,,wywindowanie,, danej strony www o kilka tysięcy miejsc w górę, w rankingu wyszukiwarki Google. A jak wiadomo, osiągnięty wynik w tym rankingu przekłada się natychmiast na zlecenia reklamowe reklamodawców dla tychże stron. A z tym związane są pieniądze. A więc kółko się zamknęło.I być może to nie umiłowanie prawdy kierowało autorami owej publikacji, sugerujacej mój współudział w zbieraniu informacji służących przygotowywaniu zamachu na życie Jana Pawła II-go, ale zwykłe umiłowanie pieniądza (pecunia non olet), bo na sensacyjnej informacji można nieźle zarobić? A zbitka pojęciowa: słynny papież Polak-zamach-wywiady-agenci, to przecież znakomity towar. Także eksportowy. Bo ruszył na cały świat, co i dzisiaj jest jeszcze do stwierdzenia. A w serwisach krajowych też te linki zewnętrzne ciagle ,,wiszą,,. Teraz wiem przynajmniej dlaczego? Widocznie moje nazwisko, wbrew mojej woli, stało się chodliwym towarem, bo dobrze ,,pozycjonuje,, witryny. Ale dlaczego aż takim kosztem? Kosztem prawdy? Trzeba dodać, że i w tym kontekście nieprawdy – chcemy, czy nie chcemy – pojawia się też, pośrednio i niepotrzebnie, osoba papieża, czemu zapewne byłby przeciwny. Czy to jest w porządku? A przecież ów ksiądz jednym swoim oświadczeniem mógłby tę prawdę przywrócić! Czy to zrobi? Beatyfikacja jest blisko, a do oświadczenia przez niego prawdy daleko…

    Jeśli nie można inaczej , to może pomogą sądy i Policja? Jak na razie nie wygląda to najlepiej na poziomie sądów rejonowych, gdzie następuje, wbrew woli ustawodawcy, praktyczna anihilacja artykułu 488 kpk. Niektóre sądy okręgowe jednak zaczynają już przywracać prawidłowy porządek rzeczy, tak dobrze i trafnie zdefiniowany na łamach Iskier, przez młodego i zdolnego prawnika mgra Macieja Misiorskiego. (Na ten temat podzielę się spostrzeżeniami w następnym odcinku).

    Dr Edward Kotowski

    ——————————————————————————–

  14. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Umiłowanie prawdy…..

    Umiłowanie prawdy…..
    Napisany przez Edward Kotowski, z 15-01-2011 05:45

    wejść : 1145

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Na www. Iskry Polskości ,,wisi,, tekst autora o nicku Aleksander Ścios, zatytułowany ,,Błąd,,. Jest to tekst odnoszący się do katastrofy smoleńskiej, w kontekście raportu MAK-u o jej przyczynach.

    Dodam, że w tym samym serwisie, od niemal dwóch lat ,,wisi,, też inny tekst tego Autora o tytule:

    ,,Kontrakt Zbiorów Prywatnych,,, umieszczony 30.01.2009r., o godzinie 19.18. ; wejść 1065. Można go z łatwością odnaleźć w Dziale PRACE AUTORSKIE. Tekst ten został licznie powielony, w drodze elektronicznej, przez inne serwisy internetowe i zaczyna być już kłopotliwym ,,towarem,, dla tych, którzy, w dobrej wierze go umieścili na swoich stronach www, gdyż, co prawda wolno –, nadzwyczaj wolno – ale staje się przedmiotem ich oskarżenia w sądach. Prędzej, czy później ten sam los spotka i Szanownego Autora, który z nadzwyczajną pasją wypowiada się na wszystkie możliwe tematy. Z pasją na pewno! Czy zawsze jednak w zgodzie z prawdą?

    Otóż, w jednym, dotyczącym mnie przypadku – NIE !

    AUTOR ten bowiem powielił oszczerstwa ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego, na temat mojego rzekomego udziału w zbieraniu informacji mających służyć przygotowaniu zamachu na życie Jana Pawła II (13.05.1981r.)., poprzez prowadzenie kontaktu informacyjnego wywiadu polskiego o pseudonimie ,,Prorok,,. Okazało się to kompletną bzdurą, wyssaną z brudnego palca, a mimo to Autor go powielił, nie bacząc na to, że wspomniany ksiądz nie zacytował jakiegokolwiek dokumentu z ,,dorobku,, tego agenta. Mimo, że w IPN znajdują się ich setki albo i tysiące. Czy nie powinien wtedy zastanowić się nad tym dlaczego w wywiadzie prasowym duchownego nie ma powołania się na jakiekolwiek udokumentowane źródło historyczne ? Czy obdarzył tego człowieka aż tak bezgranicznym zaufaniem, że nie odczuwał potrzeby weryfikacji tej kwestii?

    Na tych samych stronach Iskier Polskości, od wielu miesięy, znajdują się także i moje artykuły, na ten temat, a także innych osób, z których zdecydowanie wynika, że prawda była inna. ,,Prorok,, był prowadzony przez innych oficerów, a wywiad polski nie miał nic wspólnego z zamachem na Jana Pawła II -go.

    Niejednokrotnie te teksty sąsiadowały z tekstami tego Autora, pisanymi na inne tematy. Czy ich nie zauważył? Czy nie czyta innych autorów? A jeśli przeczytał i zlekceważył? Gdy był to ten przypadek, to jaki jest Jego stosunek do materialnej prawdy w ogóle? Czy w tej sytuacji również traktuje On tak i inne problemy? Jak mam mu wierzyć, czy to, co pisze na temat katastrofy smoleńskiej jest zweryfikowane i prawdziwe ? Wydaje się, że najwyższy czas, po niemal dwóch latach, aby Aleksander Ścios dostrzegł to, że się pomylił, że komuś ślepo zawierzył. I odwołał to, co okazało się kłamliwym oszczerstwem! Wówczas zastanowię się i nad tym jego tekstem, poświęconym katastrofie smoleńskiej. Inaczej nie będzie to miało żadnego sensu. Po prostu, trzeba być odpowiedzialnym za swoje teksty, a jeśli się popełni błąd, to go szybko naprawić. Errare humanum est! (Ludzką rzeczą jest błądzić!). I każdemu to się może zdarzyć. Istotne jest to, aby do tego się przyznać, bo to jest jeszcze bardziej ludzkie, a więc nie hańbi.

    Wydaje się, że doskonałym przykładem takiej ludzkiej postawy jest przykład Pana Przemysława Kudlińskiego, Redaktora Naczelnego i Administratora Serwisu, który umieścił natychmiast moją prostującą wypowiedź i to nie tylko w jednym przypadku. Proszę Autora, aby wziął z Niego przykład, i w pewnym sensie, ułatwił Mu sytuację, jako Administratorowi.

    Dr Edward Kotowski
    ——————————————————————————–

  15. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Szanowny Panie Redaktorze Naczelny,

    Szanowny Panie Redaktorze Naczelny,
    Napisany przez Edward Kotowski, z 26-12-2010 13:51

    wejść : 1020

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Od mojego pierwszego listu do Pana minęło już niemal pół roku. Chodziło wtedy o to, że zwróciłem się do Pana, jako jednego z wielu redaktorów różnych serwisów internetowych, aby umieścił Pan, w kierowanym przez siebie Niezależnym Serwisie Informacyjnym – Iskry Polskości, mój list protestujący przeciwko pomówieniom mnie o rzekomy udział w zbieraniu informacji, które mogły się przydać w planowaniu zamachu na życie Jana Pawła II. Pomówienia tego dokonał ks. Isakowicz-Zaleski za pośrednictwem ,,Polska The Times,, 30.01.2009r., który, jak dotąd, czuje się znakomicie i prowadzi niczym niezmącony żywot kapłana i jednocześnie publicysty, a jego sumienie zapewne nie robi mu żadnego wyrzutu, że kogoś skrzywdził.

    Pan, w odróżnieniu od innych redaktorów, zareagował spontanicznie, i w imię prawdy, umieścił, w ciągu 15 minut, mój list. Prawdę mówiąc, te 15 minut, to był czas na dyskusję, jaki nadać tytuł mojej wypowiedzi. W czasie naszej rozmowy telefonicznej, w trakcie której przekonałem się o tym, że mam do czynienia z człowiekiem wielce otwartym,szlachetnym, wrażliwym na krzywdę ludzką i miłośnikiem prawdy, zastanawialiśmy, czy Pańska propozycja nadania tytułu ,,Prawda jest najważniejsza,, jest słuszna. Pan twierdził, że tak, ja trochę starszy i skażony pesymizmem, uważałem, że chyba z tą prawdą nie jest tak; życie dowodzi, że to jest ideał, do którego powinniśmy dążyć, a tak naprawdę, nie prawda jest najważniejsza. To był taki krótki dyskurs natury filozoficznej, na bazie sprawy zupełnie praktycznej – potrzeby nadania jakiegoś tytułu.

    Kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia, słuchając nad ranem -zupełnie przypadkowo, bo na ogół o tej porze w eterze jest tylko muzyka- Radia Maryja, wysłuchałem niezmiernie interesującej katechezy ks. dra Tadeusza Rydzyka. Mówił o roli wyzwalającej prawdy i zniewalającej roli kłamstwa, a więc odwrotności prawdy. Stwierdził, że kłamstwo zniewala nie tylko pojedynczego człowieka, ale także i całe społeczeństwa, a także, że obecnie jest stosowane z premedytacją wszędzie, gdzie tylko możliwe, nie wyłączając polityki i innych dziedzin życia społecznego. Roztoczył wizję bardzo szeroką, nie pomijając tego instrumentu zniewalania człowieka także i w aspekcie polityki unijnej, ba, wręcz światowej. Przytaczał też bardzo ciekawe cytaty z nauczania Jana Pawła II na temat wyzwalającej roli prawdy, a zniewalającej roli kłamstwa, które to odbiera całkowicie godność człowiekowi i czyni z niego niewolnika.

    Pomyślałem wtedy, że na pewno Jego mass media są zapewne wzorem do naśladowania, gdy chodzi o stanie na straży prawdy oraz zwalczania kłamstwa. Idąc za głosem intuicji postanowiłem to jednak sprawdzić pod kątem, jaka jest prawda o mnie w tych mediach. I oto rezultaty.

    W wyszukiwarce Google, po wyświetleniu strony głównej Radia Maryja (www.radiomaryja.pl), a następnie, po wpisaniu, obok wyświetlonego adresu mojego imienia i nazwiska, a potem po kliknięciu ,,szukaj,, wyświetliło się, i to tylko na pierwszej stronie, aż 6 linków zatytułowanych następująco: Dym szatana w polskim kościele katolickim? cz. II Niepoprawni;Pajęczyna w Watykanie – Pietro, Prorok, Cappino i inni; Ks. Zaleski to był najgroźniejszy agent w Watykanie; Arcybiskup Edward – informacje z kraju i ze świata – Wiadomości; Nowe informacje wypadają jak z dziurawego worka – Opinie; Ks. Isakowicz -Zaleski ,,Proorok,, szpiegował Jana Pawła II. Mniej więcej to samo wyświetla się na stronie www ,,Naszego Dziennika,,(www.naszdziennik.pl).

    Aby uspokoić Wielebnego Księdza Dyrektora, to powiem, że te i inne linki wyświetlają się i na stronach www innych pism kościelnych i katolickich. Co więcej, są one na stronach po.org.pl, pis.org.pl, sld.org.pl i psl.org.pl. Gwoli prawdy trzeba stwierdzić, że na stronie pis.org.pl jest ich najmniej, mimo, że z tym serwisem, w odróżnieniu od pozostałych, nie prowadziłem korespondencji naświetlającej problem. Widać, że Prawo i Sprawiedliwość jest po prostu przyzwoitsze i zareagowało na inne publikacje świadczące o tym, że wynurzenia ks. Isakowicza są zwykłym kłamstwem i oszczerstwem.

    Tak więc Wielce Szanowny Panie Redaktorze, Wielce Wielebny Księże Dyrektorze i inni szanowni Redaktorzy! Jak dowodzi praktyka: PRAWDA NIE JEST NAJWAŻNIEJSZA. NAJWAŻNIEJSZE JEST KŁAMSTWO! Co należało dowieść, jak mawiał mój bardzo dobry nauczyciel matematyki, który zapewne i dzisiaj, w zaświatach, tak kończy swój każdy dowód nie tylko matematyczny. (Gdyby było inaczej, to te i inne linki już dawno byłyby ,,zdjęte,,. A tak przecież nie jest. Odwołam ten pogląd natychmiast, jak to się stanie, bez potrzeby przypiekania mnie na stosie!).

    Najlepsze życzenia noworoczne dla wszystkich Czytelników Niezależnego Serwisu Informacyjnego – Iskry Polskości, który nieustannie stara się dowieść, że PRAWDA jest Najważniejsza. Oby nie okazała się to walką Don Kichota z wiatrakami! Tego ostatniego życzę jak najszczerzej.

    Dr Edward Kotowski
    Proszę czytać: tutaj
    ——————————————————————————–

  16. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Publicystyka Polityka PILNY TELEGRAM – (14a)

    PILNY TELEGRAM – (14a)
    Napisany przez myszka, z 06-10-2010 08:19

    wejść : 545

    Opublikowane w : Publicystyka, Polityka

    Na stronie 100 i 108 artykułu naukowego dra Andrzeja Grajewskiego i mgr Ewy Bońkowskiej, zatytułowanego: ,,Dyplomaci po przykryciem. Historia kilku przypadków ,,na kierunku watykańskim,,,, zamieszczonego w najnowszym numerze ,,Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego,, ( nr 3(55) maj-czerwiec 2010 r., jest zawarta informacja, z której wynika, że kontakt informacyjny wywiadu PRL w Watykanie, o pseudonimie ,,Prorok,, nie był prowadzony przez oficera ,,Pietro,,, jak twierdził ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ale był prowadzony przez szefów rezydentury rzymskiej wywiadu: Fabiana Dmowskiego ps. ,,Canto,, (1975-1980), Jerzego Porowskiego ps. ,,Bralski,, (1980-1984), Macieja Dubiela ps. ,,Dis,,(1984-1988) i Aleksandra Makowskiego ps. ,,Irt,, (1988-1990).

    ,,Polski Przegląd Dyplomatyczny,, jest naukowym dwumiesięcznikiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (00-950 Warszawa, ul. Warecka 1a, e-mail: publikacje@pism.plTen adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć ).

    Myszka (sądowa)

    ——————————————————————————–

  17. „(…) Sąd winien prowadzić postępowanie dowodowe w kierunku ustalenia prawdziwości wskazywaneych przez niego faktów dotyczących oskarżyciela prywatnego Edwarda Kotowskiego. Szczególna waga tej sprawy przejawia się w jej przedmiocie, który dotyka w szczególności tak bulwersującego opinię społeczną zdarzenia, jakim był zamach na papieża Jana Pawła II. Biorąc pod uwagę autorytet i szacunek, jakim darzony jest Jan Paweł II, zainteresowania społecznego tą sprawą nie można ograniczać jedynie do wyznawców dominującej religii, lecz do całego narodu polskiego. Sprawa dotyczy również niewątpliwie bulwersujących opinię społeczną zachowań, takich jak ustalanie i przekazywanie wywiadowi PRL szczegółów życia codziennego Jana Pawła II. Dodatkową okolicznością przemawiającą za uznaniem zaistnienia znamienia przepisu art.25 & 2 k.p.k. jest niedawna beatyfikacja Jana Pawła II.(…)”
    (Sprawa sygn.akt:III K 71/10 ; POSTANOWIENIE Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa w III Wydziale Karnym, z dnia 23 maja 2011r.).

  18. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski PYTANIA SĄ….CZY BĘDĄ ODPOWIEDZI?

    PYTANIA SĄ….CZY BĘDĄ ODPOWIEDZI?
    Napisany przez Edward Kotowski, z 25-09-2010 20:32

    wejść : 1195

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Czy nasi lustratorzy, zajmujący się problematyką watykańską nie przekraczają czasem kompetencji, wynikających ze stosownych ustaw regulujących działalność Instytutu Pamięci Narodowej? Czy do kompetencji IPN należy lustrowanie osób, będących w zależności prawnej lub służbowej wobec państw, które są samodzielnymi podmiotami prawa międzynarodowego? Czy ,,jurysdykcja,, lustracyjna IPN obowiązuje w tych państwach? Czy nie zachodzi tu jakaś sprzeczność formalno-prawna w kontekście prawa międzynarodowego?

    Czy nasi lustratorzy, wspomagani przez IPN, zdają sobie sprawę z tego, że Stolica Apostolska, jako organ centralny Kościoła Powszechnego, nie jest częścią składową Kościoła partykularnego, jakim jest Kościół Rzymsko-Katolicki w Polsce, a jest odwrotnie? Czy nie uważają, że do wyłącznej kompetencji tego podmiotu prawa międzynarodowego należy ocenianie kwestii lojalności jego funkcjonariuszy międzynarodowych, tak duchownych, jak i świeckich?

    Czy są tego zdania, co do kwestii oceny działalności polskich dyplomatów, którzy niegdyś byli akredytowani przy Stolicy Apostolskiej, do której wyłącznej kompetencji, wg konwencji o stosunkach dyplomatycznych, jako państwa przyjmującego, należy ocena działalności dyplomatów państwa wysyłającego, pod kątem zgodności ich aktywności z przywołaną konwencją? Czy to, co się dzieje obecnie, nie jest aby ingerencją w Jej niezbywalne uprawnienia, nawet jeśli to dotyczy przeszłości?

    Czy ujawnianie działalności wywiadowczej polskich dyplomatów nie stoi w sprzeczności z treścią art.111 & 3 KK, który wyłącza odpowiedzialność ,,polskiego funkcjonariusza publicznego, który pełniąc służbę za granicą popełnił tam przestępstwo w związku z wykonywaniem swoich funkcji (…)? ,,(Tytułem wyjaśnienia: chodzi tu ochronę, przed odpowiedzialnością w Polsce z tytułu działań wywiadowczych, które to, w kraju przyjmującym, wg tamtejszego prawa, są przestępstwem).

    Czy lustratorzy są świadomi, że ujawniając działalność oficerów i ich dane personalne, de facto ograniczają ich wolność podróżowania do kraju niegdyś przyjmującego, bo oni, subiektywnie, a także obiektywnie, mogą się czuć zagrożeni odpowiedzialnością karną w tym kraju? Przecież terminy przedawnienia mają różne okresy, w zależności od kraju. (Nie zdziwiłbym się, gdyby oficerowie wywiadu zainteresowali się możliwościami prawnymi w zakresie powództwa cywilnego w związku z prawdopodobnym naruszeniem ich dóbr osobistych).

    Dr Edward Kotowski
    ——————————————————————————–

  19. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Lustracja duchowieństwa.

    Lustracja duchowieństwa.
    Napisany przez Edward Kotowski, z 14-09-2010 17:00

    wejść : 1296

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Lustracja duchowieństwa przyniosła wielkie szkody społeczne, gdyż spowodowała ogromne spostponowanie Kościoła jako całości, i to w takim rozmiarze, jak nigdy przedtem to się nie zdarzyło. Sprawiła ona, że obecny, wykrzywiony obraz – niesprawiedliwy dla duchownych, nie oddaje procesu historycznego, jaki w tamtym okresie się toczył i pozytywnie zwieńczył, gdy chodzi o stosunki Państwa z Kościołem. Prawda jest bowiem bardziej złożona, niż się to wydaje na pierwszy rzut oka, zwłaszcza gdy dotyczy to losów ludzkich, zawsze uwikłanych w szerszy kontekst historyczny. Stąd, segregacja ludzi w kategoriach ,,zły,, lub ,,dobry,,, bez uwzględniania tego kontekstu, wypacza te ocenę i staje się nową niesprawiedliwością. Najczęściej jest tak, że nikt nie jest w pełni zły, ani w pełni dobry. A jak widać, lustratorzy wypowiadają się kategorycznie i nie uwzględniają niuansów.

    Lustracja ta, niezależnie od szlachetnych zaklęć jej promotorów i realizatorów uderzyła w to, co najważniejsze dla społeczeństwa. Uderzyła, że użyję tu porównania – w drogowskaz, jako całość. Nic dziwnego, że połączenie tegoż ze skutkami konsumpcyjnego stosunku do życia (nieodłączny element systemu rynkowego) spowodowało to, że oddziaływanie duchowieństwa na moralność społeczeństwa stało się mniej skuteczne.

    Drogowskaz, zarzucony błotem, oblany farbą, podrapany, podpiłowany, wykrzywiony i jeszcze w inny sposób zniekształcony, pokazuje drogę mniej wyraziście lub jest ignorowany.

    Nie dziwmy się więc, że rozwiązanie sprawy krzyża spod pałacu prezydenckiego jest tak trudne, że prawie niemożliwe. To też jest, odłożony w czasie, skutek lustracji duchowieństwa.

    ,,Wzmożenie moralne,,, jakie nie tak dawno mocno głoszono, dało takie skutki, jakie dało, a jakie obecnie widzimy, także i w tej sferze.

    Według mędrców wschodnich, życie jest nieustającą wędrówką w poszukiwaniu celu, ideału, których to nigdy się nie osiąga. A więc sens zamyka się wędrowaniu, w drodze, w podążaniu. Aby ta wędrówka trwała muszą więc istnieć jakieś drogowskazy. Bez nich, ogół będzie się kręcił w kółko i wzajemnie się zadeptywał.

    Dr Edward Kotowski

    ——————————————————————————–

  20. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Z moich wspomnień

    Z moich wspomnień
    Napisany przez Edward Kotowski, z 27-08-2010 06:28

    wejść : 1227

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    (13 maja 1981r., dzień zamachu na Jana Pawła II-go) :

    Wiadomość o zamachu zastała mnie w siedzibie Zespołu Do Spraw Stałych Roboczych Kontaktów Między Rządem PRL i Stolicą Apostolską (Rzym,Via Pietro Paolo Rubens 20), gdzie, po przerwie obiadowej, od godziny 15-tej, pracowałem z moim współpracownikiem Jerzym Jopą. Również w randze II-go sekretarza ambasady, członkiem Zespołu.

    Ponieważ była to środa, a więc dzień audiencji generalnych papieża, o godzinie 17-tej, włączyliśmy odbiornik radiowy i słuchaliśmy transmisji. W związku z tym, że to był rok bardzo ważnych wydarzeń dla Polski; pełen wewnętrznych napięć, więc zgodnie z poleceniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, byliśmy zobowiązani do tego, aby w oficjalnych wystąpieniach Jana Pawła II-go, odczytywać odniesienia do wewnętrznej sytuacji w Polsce, i w formie clarisu, a więc otwartego tekstu, informować o tym Departament IV-ty tegoż ministerstwa. Departament ten zajmował się sprawami Europy Zachodniej, a więc i watykańskimi.

    W pewnym momencie, tuż po rozpoczęciu audiencji papieskiej, usłyszeliśmy w radiu (była to Rozgłośnia Watykańska) o dokonanym zamachu na Jana Pawła II-go. Przez jakiś czas staraliśmy się zasięgnąć bliższych informacji również z innych radiostacji i gdy dowiedzieliśmy się, że w Klinice Gemelli, gdzie papież został przewieziony, Watykan zorganizował dyżur swoich przedstawicieli, którzy przyjmują różne delegacje, natychmiast udaliśmy się do naszego ambasadora. Nie pamiętam, czy był to jeszcze Stanisław Trepczyński, czy już Emil Wojtaszek.( W tym czasie nasz Szef, Radca Minister Pełnomocny, Kazimierz Szablewski, był w Polsce). Uznaliśmy bowiem, że ambasador, jako najwyższy przedstawiciel naszego kraju we Włoszech, powinien być jak najszybciej zorientowany w sytuacji, jaka się wydarzyła.

    Ponadto poinformowaliśmy Ambasadora, że wzorem innych przedstawicielstw dyplomatycznych, akredytowanych przy Stolicy Apostolskiej, zamierzamy jak najszybciej udać się do Kliniki Gemelli. Ambasador natychmiast zaakceptował naszą inicjatywę i oddał do naszej dyspozycji swój samochód służbowy z kierowcą. Kierowcą tym był Pan Józef Fedorowicz. Pamiętam, że w tym czasie Rzym był wyjątkowo zatłoczony, i gdyby nie to, że nasz kierowca łamał wszelkie możliwe przepisy ruchu drogowego, nie udałoby się nam dotrzeć do kliniki stosunkowo szybko, a więc po kilkudziesięciu minutach, co zważywszy na odległość i korki drogowe, było wyczynem nie lada.

    Po wejściu do kliniki , na parterze, w specjalnie zaaranżowanym miejscu, ujrzeliśmy zgromadzonych wysokich przedstawicieli Stolicy Apostolskiej. W ich gronie był bodajże Zastępca Sekretarza Stanu , Arcybiskupa Agostino Casaroliego – Arcybiskup E. Martinez Somalo (Hiszpan), którego pamiętam, z nader ciepłych kontaktów z naszą Misją. Było też kilku polskich duchownych, zatrudnionych w Watykanie. Dobrze zapamiętałem sylwetkę o. Konrada Hejmo, który zajmował się organizowaniem audiencji generalnych, z punktu widzenia potrzeb polskich pielgrzymów, a wyróżniał się postawną sylwetką i białym habitem zakonnym. Byli też i inni, ale ich nazwisk nie zapamiętałem. Atmosfera była napięta. Wszystkim udzielał się dramatyzm wydarzenia. Strona watykańska przyjmowała życzenia dla papieża, a przybyli wyrażali zatroskanie o stan Jego zdrowia.Wydaje się, że my złożyliśmy nasze życzenia bezpośrednio po tym, jak to uczyniła delegacja rządu włoskiego. Z tego, co się mówiło jakiś czas po zamachu, to wynikałoby, że byliśmy pierwsi, spośród dyplomatów akredytowanych przy Watykanie, którzy pojawili się w klinice.

    Po powrocie do naszej ambasady (na jej terenie znajdowała się siedziba naszego Zespołu) zredagowaliśmy depeszę na temat sytuacji po zamachu i wspomnieliśmy w niej o naszej inicjatywie, jaką była wizyta w klinice. W odpowiedzi na depeszę otrzymaliśmy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych polecenie, aby w Sekretariacie Stanu, na ręce przedstawicieli Stolicy Apostolskiej, przekazać dla papieża życzenia od najwyższych władz Polski oraz rządową propozycję przyjścia z natychmiastową pomocą medyczną. Władze proponowały natychmiastowe wysłanie specjalnego samolotu z ekipą chirurgów i lekarzy innych specjalności, zależnie od potrzeb. Oferowały też wszelką inną pomoc, jaka byłaby potrzebna.

    Natychmiast skontaktowałem się telefonicznie z Ks. Prałatem Józefem Kowalczykiem, Kierownikiem Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu (odpowiednik dyrektora departamentu) i jako pełniący obowiązki kierownika Zespołu, już w zasadzie wieczorem, w siedzibie Sekretariatu Stanu (na III-cim piętrze, w saloniku recepcyjnym) przekazałem treść depeszy polskich władz do Jego wiadomości. Ksiądz Prałat (do niedawna Nuncjusz Apostolski w Polsce, a teraz Metropolita Gnieźnieński i Prymas Polski) wyraził serdeczne podziękowanie władzom polskim za życzenia oraz gotowość okazania pomocy papieżowi. Ostatecznie z tej pomocy nie skorzystano, gdyż nie zaszła taka potrzeba. Gdy opuszczałem siedzibę Sekretariatu Stanu i przemierzałem opustoszały Pałac Apostolski zrobiło się już niemal całkowicie ciemno.Po powrocie do siedziby Zespołu, przygotowałem depeszę o treści tego spotkania i wysłałem ją do naszego MSZ-u. Gdy wróciłem do domu zastałem rodzinę pogrążoną w smutku. Całą noc oglądaliśmy, w telewizji włoskiej, relacje z tego wydarzenia.

    W następnych dniach po zamachu pozostawaliśmy w ścisłym kontakcie z Sekretariatem Stanu (odpowiednik urzędu premiera) i z Radą Do Spraw Publicznych Kościoła (odpowiednik ministerstwa spraw zagranicznych) Stolicy Apostolskiej, na wypadek, gdyby zaszła, z różnych powodów, potrzeba pilnego kontaktu z krajem. W październiku, w Castel Gandolfo, gdzie papież przyjmował, przebywając na rekonwalescencji, ministra Józefa Czyrka, podczas krótkiego spotkania ze mną i Jerzym Jopą, jako osobami towarzyszącymi ministrowi podziękował nam za to.

    P.S.
    Relację na ten temat oraz inne, można też znaleźć w moich ,,Wspomnieniach(1971-1990),,których maszynopis znajduje się w IPN w Warszawie (sygn.akt IPN BU 1471/85).

    ——————————————————————————–

  21. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Z moich wspomnień (2)

    Z moich wspomnień (2)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 28-08-2010 05:58

    wejść : 993

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Podczas mojej przeszło czteroletniej pracy w Zespole Do Spraw Stałych Roboczych Kontaktów Między Rządem PRL i Stolicą Apostolską (1979-1983) niejednokrotnie przyszło mi się spotkać z bardzo ciekawymi ludźmi, wydarzeniami i sytuacjami. W ówczesnych warunkach, za pontyfikatu Jana Pawła II, Rzym, jako stolica europejska leżąca na skrzyżowaniu wielu szlaków, także tych politycznych i dyplomatycznych, a także wywiadowczych, dawała wiele okazji, dla ludzi, którzy umieli patrzeć, słuchać i zawierać kontakty, do wyrabiania istotnych ocen, co do biegu spraw nie tylko w skali europejskiej, ale i światowej. To tu były dwa korpusy dyplomatyczne. Jeden akredytowany przy Kwirynale (państwie włoskim), a drugi przy Stolicy Apostolskiej. Stąd, nawet wydarzenia na pierwszy rzut oka błahe, miały jednak swój kontekst szerszy. Niżej, opiszę jedno z nich.

    Pewnego dnia złożył mi wizytę Ks. Stefan Zagrodzki, pełniący funkcję Prokuratora Generalnego w Zakonie Kanoników Regularnych w Rzymie (Piaza San Pietro In Vincoli, 4-A). Mocno zirytowany mówił, że zwierzył mu się pewien włoski ksiądz, w którego parafii ma odbyć się wizytacja papieża( w roli biskupa Rzymu), że jest, z tej okazji, przygotowywany pewien rodzaj prowokacji medialnej. Tenże ksiądz nie miał jednak pojęcia, że rozmawia z Polakiem. Zaplanowano otóz, że do tej parafii, papież ma przybyć specjalnym pociągiem, ze stacji San Pietro (przy Watykanie), rzymską obwodnicą kolejową. Pociąg miał mieć stosowną do okoliczności dekorację, z tym, że w ostatniej chwili miał być zawieszony, na przodzie lokomotywy, napis ARLEKINO. Dawało to kontekst cyrkowy i mogło być podchwycone przez mass-media, a zwłaszcza telewizję. Dodał, że w tej parafii działają mocno lewicujące kolejarskie związki zawodowe i to staje się mocno realne.

    Doradziłem mu, aby niezwłocznie udał się do Watykanu i aby tam koniecznie o tym uprzedził polskie otoczenie papieża. Stwierdził, że nikogo z Polaków tam nie zna, a do Włochów, w tej sytuacji, jaka powstała, nie ma zaufania. Doradziłem, aby tę informację przekazał Polskiej Sekcji Sekretariatu Stanu, a ściślej jej Kierownikowi – Ks. Prałatowi Józefowi Kowalczykowi. Dałem mu stosowny numer telefonu.

    Jakiś czas potem odwiedził mnie i powiedział, że udało się w porę ostrzec polskie otoczenie papieża. Otóż, co nie wszystkim wiadomo, wybór Polaka na Stolicę Piotrową, wbrew oficjalnym deklaracjom, nie wszystkim przypadł do gustu. Wśród nich znajdowała się też i spora cześć duchowieństwa włoskiego, która nie mogła się pogodzić z tym, że papieżem jest ktoś z innej narodowości. Ten wówczas już starszy ksiądz od wielu lat nie miał bliskiego kontaktu z krajem. Nie znał nikogo z duchownych polskich, którzy przybyli do Watykanu razem z polskim papieżem. Dowiedział się, że istnieje misja polska przy Watykanie, więc tu przyszedł, aby podzielić się pewną informacją o zdarzeniu, które jeśli się mu nie przeszkodzi, to ono zaszkodzi wizerunkowi medialnemu polskiego papieża. Dzięki niemu do prowokacji nie doszło ponieważ papież zrezygnował z podróży pociągiem, a udał się tam samochodem. Zdaniem Ks. Stefana Zagrodzkiego, ta jego informacja uczuliła organizatorów papieskich pielgrzymek na potrzebę uważniejszego przyglądania się sprawie przygotowywania wizyt papieskich nie tylko na terenie Włoch, ale także i za granicą.

    Ks.Stefan Zagrodzki zawsze dopytywał się kiedy zostaną przywrócone pełne stosunki dyplomatyczne między Polską i Stolicą Apostolską. Mówił, że miałoby to wielkie znaczenie dla naszego kraju. Jak wiadomo te stosunki dyplomatyczne przywrócono jeszcze za PRL-u, w dniu 17 lipca 1989r.. Niestety, tego dnia nie doczekał.

    Dr Edward Kotowski (27.08.2010r.)

  22. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Zanim przejdę do dalszych wspomnień….3)

    Zanim przejdę do dalszych wspomnień….3)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 28-08-2010 08:29

    wejść : 1059

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Skoro moja osoba, wbrew mojej woli i chęci stała się obiektem zainteresowania mass-mediów, winien jestem czytelnikom garść informacji o tym, co było przedtem, zanim wstąpiłem do służb specjalnych. Aby nie sięgać zbyt daleko w przeszłość zatrzymam się tylko na okresie poprzedzającym bezpośrednio, t.j. na latach 1967-1971. Pierwsze lata tego okresu, to najpiękniejsze lata mojego życia. Byłem wtedy młodym człowiekiem, jak to określano ,,panem na lidzbarskim zamku,,, a faktycznie kierownikiem Oddziału Muzeum Mazurskiego w Olsztynie w tymże zamku.
    W tym czasie miałem sukcesy w przywracaniu świetności temu zabytkowi klasy zerowej, a także w ożywianiu jego wnętrz bogatą działalnością kulturalno-oświatową (koncerty symfoniczne, spotkania z ludźmi kultury i sztuki, wieczory autorskie i.tp.) i z tego powodu cieszyłem się dużym zainteresowaniem mass-mediów. Nie ukrywam, że mając wówczas mniej niż 30 lat, to mnie schlebiało. Ponadto zajmowałem się pracą naukową. Napisałem kilkanaście dobrze ocenianych artykułów na temat malarstwa XVII-wiecznego z kręgu królewieckiego oraz popularno-naukowych związanych z zamkiem. W tymże zamku, z którym sentymentalnie jestem związany do dzisiaj, poznałem wielu bardzo ciekawych ludzi: pisarzy, aktorów (tych ostatnich przy okazji pełnienia funkcji konsultanta historycznego przy kręceniu w tych okolicach fabularnego filmu), muzyków, malarzy (także zagranicznych). Skupiłem wokół siebie miejscowych inteligentów zainteresowanych braniem udziału w urozmaiconym życiu kulturalnym. To samo było z młodzieżą szkolną. Dzisiaj, gdy sięgam do wycinków prasowych z tamtego okresu, to czasami sam sobie zadaję pytanie, jak to było możliwe ?

    W 1969 r., na zasadzie szczególnego zbiegu okoliczności, stałem się autorem głośnego odkrycia XVIII-wiecznych malowideł ściennych w oranżerii biskupa warmińskiego i znanego poety – Ignacego Krasickiego. Jak później naukowo dowiodłem freski zostały namalowane przez Szymona Mańkowskiego, nadwornego malarza ostatniego króla polskiego –Stanisława Augusta. Sprawa tego odkrycia i późniejszych okoliczności, już mniej przyjemnych z tym powiązanych, została szczegółowo opisana w artykułach Ewy Nowakowskiej (,,Kierunki,,) i Andrzeja Brychta, znanego pisarza (częstego mojego gościa) oraz przez innych autorów. Pech bowiem chciał, że we wcześniejszych latach, na skutek zaniedbań konserwatora wojewódzkiego, wysoko ustawionego w hierarchii partyjno-państwowej, w olbrzymiej mierze zostały one zniszczone przez remonty, które tam przeprowadzano bez interesowania się, czy tam są, czy nie są polichromie. Lektura listów Ignacego Krasickiego, wydanych zresztą niewiele lat przedtem, dawała podstawy do tego, aby sądzić, że jednak są.

    Ponieważ mass-media, i to ogólnopolskie, ujęły się za mną (także prof. Stanisław Lorentz, może dla niektórych jeszcze niezapomniana postać wybitnego muzeologa i historyka sztuki), a mocno zagrały ambicje władz wojewódzkich, więc mnie zwolniono z ,,wilczym,, biletem, bez możliwości zatrudnienia się gdziekolwiek w wyuczonym zawodzie, na terenie Warmii i Mazur, a w samym Lidzbarku Warmińskim, nawet w charakterze robotnika. (Młodsi muszą wiedzieć, że wtedy, nie było prywatnych firm, a władza mogła skutecznie zablokować nawet i to.)

    Mimo to, kampania medialna nie ustawała. Może to dziwne, ale tak rzeczywiście było, bo trafiłem na kilku odważnych i bojowych dziennikarzy, którzy zaangażowali się bez reszty w moją obronę. Ktoś mi podpowiedział, że może pójść i zorientować się, czy jest wolny etat w milicji. No, i był! Z perspektywy czasu zastanawiam się, czy to nie była podpowiedź zasugerowana? Bo w instytucji tego typu obowiązują inne reguły. Już nie mogłem zwracać się do dziennikarzy o pomoc. I rzeczywiście, kampania medialna, ku zadowoleniu władz, wygasła. A dalej ? Dalej wiadomo… Olsztyn…Warszawa…Rzym…Potem znowu Warszawa… I nowa rzeczywistość. Czego najbardziej mi żal z życia zamkowego? Koncertów S. Bacha, wysłuchiwanych w samotności, przy świecach i wieczornych godzin spędzanych przy pisaniu doktoratu, dokończonego już w innych okolicznościach.

    Dr Edward Kotowski (28.08.2010r.)
    P.S.
    W IPN-ie, jest też dokumentacja prasowa z tego okresu, przy aktach (sygn.IPN BU 1471/85).

    ——————————————————————————–

  23. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Nie łatwy problem….(4)

    Nie łatwy problem….(4)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 28-08-2010 10:31

    wejść : 1008

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Moja wiedza o Watykanie, w dniu przyjazdu do Rzymu (03.08.1979r.) miała charakter książkowy i bazowała też na tym, co jako historyk sztuki, ze specjalizacją w zakresie sztuki sakralnej, mogłem wiedzieć na ten temat. Z innymi materiałami, poza tymi, bieżącymi depeszami i sprawozdaniami, jakie poznałem podczas pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (1978-1979), nie zapoznawałem się.

    W związku z tym, na własny użytek, opracowałem pewną strategię uzupełniania niezbędnej wiedzy. W pierwszym rzędzie rozpocząłem kupowanie, własnym sumptem, w księgarniach watykańskich j rzymskich, niezbędnych opracowań na temat i Watykanu i Stolicy Apostolskiej, jako podmiotu prawa międzynarodowego i jako centralnej instytucji chrześcijaństwa. W tym, na temat funkcjonowania jej poszczególnych dykasterii. W tym zakresie nie było większych trudności, poza, co jest oczywiste, finansowymi. W pierwszym miesiącu wydałem na ten cel, niemal połowę mojego uposażenia, co było możliwe, bo moja rodzina była jeszcze w Warszawie. W następnych miesiącach również, systematycznie ponosiłem duże wydatki na ten cel. Ale warto to było robić, gdyż moja wiedza wzbogacała się w szybkim tempie, z tygodnia na tydzień.

    Zwyczajem, przyjętym w korpusie dyplomatycznym, rozpocząłem też składanie kurtuazyjnych wizyt we wszelkich możliwych dykasteriach, dbając o to, aby spełniały one właściwy standard pod względem protokolarnym, gdy chodzi o relacje między moją funkcją, a stanowiskiem urzędowym osób wizytowanych. Gdy przebieg wizyt był, w mojej ocenie, pozytywny i rokował dalsze podtrzymywanie kontaktów, bez zbędnej zwłoki, je ponawiałem, ustalając stopniowo systematyczne robocze kontakty. W efekcie zapewniałem sobie bieżący dopływ informacji o ważnych kwestiach, które te dykasterie podejmowały.

    Niezależnie od tego, celem dokształcania się, odwiedzałem czytelnie biblioteczne uniwersytetów papieskich, gdzie, jako Polak, spotykałem się z dużą życzliwością i pomocą.

    Nie wspominam tu, że systematyczna i dogłębna lektura treści ,,Osservatore Romano,,- dziennika watykańskiego, poddana stosownej interpretacji, zawsze była źródłem wielu istotnych informacji. To samo można odnieść i do prasy włoskiej, w której można było znaleźć artykuły wybitnych watykanistów. Z niektórymi miewałem dobre relacje do końca mojego pobytu w Rzymie.

    Generalnie rzecz ujmując, bieżąca lektura publikacji, o których wspominam, nie mówiąc o bieżących, oficjalnych dokumentach papieskich (encykliki, adhortacje, listy apostolskie, oficjalne wystąpienia papieskie: kilka razy w tygodniu) dawała wielki wgląd w problemy, które mogły mnie interesować i, z dnia na dzień , poszerzało to moją wiedzę. W związku z tym powstawały realne warunki i możliwości do podejmowania dialogu z osobami kompetentnymi w kurii rzymskiej. Trzeba podkreślić, że obowiązywał pewien niepisany obyczaj, w rozmowach z kurialistami, że w trakcie rozmowy, rzadko zadawało się pytania wprost. W trakcie odpowiednio aranżowanych i prowadzonych dyskusji można było dowiedzieć się więcej i nie narażać się na zbędne podejrzenia.

    Szybko zorientowałem się, że najwdzięczniejszymi partnerami do tego typu rozmów są ,,międzynarodowi,, pracownicy kurii. W odróżnieniu od niektórych duchownych polskiego pochodzenia, mieli oni nie tylko wiedzę, ale wyróżniali się też większa otwartością oraz krytyczną postawą wobec wielu różnych zjawisk w życiu Kościoła. Stąd, i to od początku, przykładałem większą wagę do kontaktów z nimi, a kontakty z Polakami, na tym tle, stanowiły niezbędne minimum. Między innymi i dlatego, że w ich zachowaniu obserwowało się zbyt wiele podejrzliwości wobec polskich przedstawicieli dyplomatycznych, ale również i zagubienie w nowej sytuacji (początek polskiego pontyfikatu) w jakiej się znaleźli. Stwierdzałem też rodzaj ich izolowania ze strony ,,międzynarodówki,, kurialnej, a zwłaszcza Włochów, którzy, zapewne z niechęci, wynikającej z tego, że to nie ich rodak został papieżem, uważali polskich duchownych za ,,prowincjuszy,,. Nie zawsze to była ocena adekwatna do sytuacji. Niektórzy polscy duchowni, swoją wiedzą i wykształceniem, znacznie ich przewyższali.

    Dr Edward Kotowski (29.08.2010r.)

  24. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Sprawa wymaga oddemonizowania…(5)

    Sprawa wymaga oddemonizowania…(5)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 28-08-2010 18:29

    wejść : 1010

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Publikacje, jakie dotąd napisano na temat mojej działalności watykańskiej wymagają, w imię prawdy, oddemonizowania. Bo nie tak było, jak na podstawie strzępów zachowanych dokumentów, wyobrażają sobie autorzy zafascynowani działalnością wywiadów w wersji upowszechnionej w filmach szpiegowskich. To było coś innego! Bo były inne okoliczności i inny wymiar i waga problemu, wymagające przede wszystkim pracy intelektualnej, a nie stosowania procedur i sztuczek szpiegowskich, bo to byłoby antyproduktywne, czego do dziś, zwolennicy tych metod, jeszcze też w pełni nie uświadamiają.

    Przed wyjazdem do pracy w Rzymie przekazano mi jasno intencję władz: działać rozważnie i tak, aby, bez narażania się na ryzyko komplikacji dyplomatycznych, rozpoznać właściwe intencje Stolicy Apostolskiej do kwestii przywrócenia pełnych stosunków dyplomatycznych; zdefiniowania warunków tego kroku oraz możliwego terminu. Stwierdzono też, że dotychczasowe rozeznanie jest dalece niewystarczające, bo je prowadzono z niezbyt dogodnych pozycji, jakie dawała nasza ambasada przy Kwirynale. Moja pozycja, umocowana akredytacją przy Watykanie, stwarza inną perspektywę i nie można w żadnym razie tej pozycji skompromitować jakimś nierozsądnym działaniem lub postawą osobistą.

    Będąc już w Rzymie, w pełni zdałem sobie sprawę, że typowa, agenturalna, działalność wywiadowcza nie przyniesie w tym przypadku pożądanych rezultatów, bowiem i poszczególne źródła informacji, siłą rzeczy, posiadałyby jedynie dostęp do wycinkowych ocen, a brak możliwości ich pozyskania w krótkim czasie, gdy chodzi o węzłowe punkty poszczególnych dykasterii watykańskich, uniemożliwiłby uzyskanie pełnej oceny, gdy chodzi o cele strategiczne w odniesieniu do Polski i innych państw, realizowanych w ramach tzw. polityki wschodniej Stolicy Apostolskiej, w czasookresie jaki zakreślono. A w tym przypadku czas miał istotne znaczenie, zważywszy na to, co się działo w Polsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Zdawałem sobie dobrze sprawę z tego, że wypracowanie pozytywnej, dobrze uargumentowanej generalnej oceny, gdy chodzi o stosunki Polska – Watykan i Państwo-Kościół (widzianych z tej perspektywy), może być podstawą do podjęcia przez władze takich decyzji, które dobrze będą służyć procesowi demokratyzacji w naszym kraju i powodować to, że przemiany ustrojowe nie stracą swojego ewolucyjnego charakteru. W tej sytuacji nie interesowało mnie: ,,Kto z kim i dlaczego?,,.(Myślę, że czytelnicy zrozumieją kontekst tego sformułowania). Moja misja miała inny wymiar i cel.

    Informacje uzyskiwałem z pozycji dyplomaty, a moi liczni rozmówcy nie mieli świadomości, że jednocześnie jestem pracownikiem wywiadu, co jest praktyką powszechną i teraz, w całym świecie, chociaż nikt tego oficjalnie nie potwierdzi. Jakkolwiek, niektórym moim rozmówcom Centrala nadawała kryptonimy i pseudonimy, to ci rozmówcy nigdy nie byli przeze mnie pozyskani w charakterze źródeł wywiadu. Nie informowano mnie też, w jaki sposób Centrala traktuje te osoby. Ponieważ byłem tylko tzw. pracownikiem zewnętrznym wywiadu i nigdy nie pracowałem w strukturach Centrali, nawet nie zastanawiałem się nad znaczeniem tych procedur. Dla mnie nie to było ważne.

    Na podkreślenie zasługuje fakt, że korpus dyplomatyczny, akredytowany przy Watykanie, bardzo często spotykał się, z różnych okazji, tak we własnym gronie, jak i w towarzystwie pracowników kurii rzymskiej. Najczęściej to były przyjęcia, które dobrze służyły wzajemnej wymianie informacji i poglądów nie tylko dotyczących sytuacji w Watykanie, ale i położenia Kościoła w wielu rejonach świata. Dało się też zauważyć, że problematyką watykańską interesują się też dyplomaci akredytowani przy państwie włoskim. Te zainteresowania były czymś naturalnym, zważywszy na wielką rolę Stolicy Apostolskiej, zwłaszcza za pontyfikatu Jana Pawła II –go, na arenie międzynarodowej. Żadne państwo nie może nie zauważać tego, że tenże podmiot prawa międzynarodowego ma wpływ na postawy społeczno-polityczne ponad miliarda obywateli, żyjących w ogromnej większości państw. Nawiązywanie korzystnych kontaktów w środowisku dyplomatów sprzyjało też naturalne ich zainteresowanie sytuacją w naszej części Europy, a zwłaszcza w Polsce. Dodam, że Stolica Apostolska prowadziła, i prowadzi, otwartą politykę informacyjną, gdyż to leży w jej interesie. Dlaczego? Uzasadnię to w następnym odcinku.

    Dr Edward Kotowski
    ——————————————————————————–

  25. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski ,,ANNUARIO PONTIFFICIO,,- Rocznik Papieski (6)

    ,,ANNUARIO PONTIFFICIO,,- Rocznik Papieski (6)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 29-08-2010 07:03

    wejść : 1004

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Na początku mojej misji w Rzymie, w jednej z księgarń watykańskich, ujrzałem ,,ANNUARIO PONTIFFICIO,, i go kupiłem za około 50 000 lirów włoskich. Stwierdzam, ze wstydem, że wówczas nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Wstępne przewertowanie opasłego tomu ujawniło, że ta, corocznie aktualizowana publikacja, licząca ponad 2 000 stronic bardzo drobnego druku, w sposób niezmiernie skrupulatny i metodyczny obrazowała strukturę Kościoła Rzymsko-Katolickiego na całym świecie, a jednocześnie była doskonałym przewodnikiem po wszystkich dykasteriach kurii rzymskiej, nie wyłączając komórek technicznych i gospodarczych Watykanu. Zawiera też informacje dotyczące zakresu działania instytucji watykańskich i ich krótki rys historyczny. Co więcej, można tam znaleźć wykaz wszystkich pracowników, adres ich miejsca pracy i zamieszkania oraz ich numery telefonów.

    W tym opracowaniu znajdowały się też kompletne i szczegółowe dane, dotyczące przedstawicielstw watykańskich na całym świecie, a także przedstawicielstw państw akredytowanych przy Stolicy Apostolskiej. Oczywiście, wśród wielu widniał też i adres polskiej Misji, a także adres mojego rzymskiego mieszkania i numer telefonu.

    Można tam też znaleźć niezbędne dane dotyczące zakonów, tak męskich, jak i żeńskich, ze szczególnym uwzględnieniem domów generalnych. To samo dotyczyło również wszystkich biskupów, którzy w danym roku sprawowali swoje funkcje w diecezjach całego świata.

    Nie muszę specjalnie podkreślać, że umiałem spożytkować to, co tam się znajdowało, bo stanowiło ono niezwykłe ułatwienie w mojej pracy. W porównaniu z tym, co było, gdy chodzi o trudność w zdobyciu podobnego rodzaju przewodnika, w odniesieniu do struktur Kościoła w Polsce, to sytuacja w Rzymie była sielanką.

    Porównując wzajemnie obie sytuacje nie trudno było dojść do wniosku, że Kościół w Polsce przedstawiał się jako zamknięta od wewnątrz twierdza, a Stolica Apostolska była strukturą otwartą w sposób wręcz niewiarygodny, ale przecież słuszny i uzasadniony. Nie mówię tego o tajnych archiwach watykańskich, ale do wypracowania tych ocen, o jakie mi chodziło, ich zawartość nie była mi do niczego potrzebna.

    Trudno przecież, aby centrala struktury religijnej, obejmującej swoim oddziaływaniem nie tylko ponad miliard i 200 milionów ludzi, ale geograficznie cały świat, mogła z sukcesem rozwijać się konspirując swoje najważniejsze, z tego punktu widzenia, działania. Dlatego nie trudno było wyciągnąć wniosek, że uważnie studiując wszystkie bieżące publikacje i dokumenty watykańskie można z nich precyzyjnie wyinterpretować najważniejsze cele i kierunki działalności strategicznej i taktycznej Stolicy Apostolskiej we współczesnym świecie, nie tylko w aspekcie duszpasterskim, który mnie najmniej interesował, ale społecznym i politycznym. I to bez ,,zaglądania,, do tajnych archiwów watykańskich. Z tego też względu, w mojej działalności główny nacisk położyłem na tzw. ,,biały wywiad,, i oficjalne kontakty, z pozycji dyplomatycznej, zarówno z funkcjonariuszami kurii rzymskiej jak i dyplomatami akredytowanymi przy Watykanie.

    Dr Edward Kotowski
    ——————————————————————————–

  26. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski NIE BYŁO NAPIĘĆ …(7)

    NIE BYŁO NAPIĘĆ …(7)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 29-08-2010 15:11

    wejść : 1019

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Podczas ponad 4-letniego pobytu na placówce dyplomatycznej w Rzymie, poza rutynowymi, protokolarnymi czynnościami przynależnymi funkcji dyplomaty, moja merytoryczna działalność była ukierunkowana na rozpoznawanie oraz ocenę działalności Stolicy Apostolskiej, jako podmiotu prawa międzynarodowego, w zakresie spraw związanych z pokojem i odprężeniem, rozbrojeniem, konfliktami regionalnymi oraz współpracą na forum ONZ i innych organizacji międzynarodowych. Ponadto interesowałem się t.z.w. polityką wschodnią Watykanu, ze szczególnym uwzględnieniem naszego kraju oraz stosunkiem papieża i kurii rzymskiej do sytuacji wewnętrznej w PRL oraz procesu przemian demokratycznych, w całej ich złożoności i skomplikowaniu. Ważnym zagadnieniem było też rozpoznawanie stosunku Stolicy Apostolskiej do procesu postępującej (z różnymi meandrami) normalizacji stosunków Państwa z Kościołem oraz perspektyw wznowienia pełnych stosunków dyplomatycznych między obu podmiotami.

    Trzeba przyznać, że nie działo się to w jakiejś próżni, ale w obrębie skomplikowanych relacji Wschód – Zachód, a ten proces rozpoznawania był obarczony różnymi wpływami i działaniami wynikającymi z tych relacji, również i ze strony innych wywiadów, tak zachodnich, jak i wschodnich.

    Po tylu latach można jednak stwierdzić, że uzyskiwane wtedy, przeze mnie i moich kolegów, informacje, przekazywane na bieżąco kierownictwu państwa, w dużej mierze przyczyniły się do tego, że stopniowo zmieniała się optyka władz, gdy chodzi o wzajemne relacje polsko-watykańskie. Doszło do pozbycia się wielu wzajemnych uprzedzeń, klimatu nieufności i podejrzeń, które często wynikały z braku obiektywnego rozeznania intencji stron. To z kolei przyczyniło się do pogłębienia dialogu Państwa z Kościołem, i w dalszej perspektywie, t.j 17 maja 1989 r., doszło, na bazie wspólnych ustaleń i rozwiązań, do uchwalenia ustawy sejmowej, w sposób trwały regulującej wzajemne stosunki. Z przyjemnością mogę stwierdzić, że mam swój, wcale nie mały udział w rozmowach, jakie toczyły się, w tym czasie na ten temat, jako dyrektor Zespołu Do Spraw Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Urzędzie Do Spraw Wyznań. Trzeba przyznać, że mimo upływu 21 lat , jak dotąd, żadna ze stron nie kwestionuje tej ustawy. Oznacza to, że wspólnie przyjęte rozwiązania odpowiadają normom demokratycznego państwa. Ponadto, 17 lipca 1989 roku, doszło do wznowienia stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską, co jest kolejnym potwierdzeniem również i mojego pozytywnego udziału w tym procesie, tak w okresie lat 1979-1983, jak i późniejszym, który to udział, być może, się stanie przedmiotem oddzielnego omówienia. Niektórzy zagraniczni znawcy problemu twierdzą, że obie regulacje, to jedyny projekt polityczny z czasów PRL, który został zrealizowany skutecznie i to tak, że służy dobrze społeczeństwu w nowych warunkach ustrojowych (Peter Raina).

    Kończąc moją misję otrzymałem liczne podziękowania ze strony przedstawicieli kurii rzymskiej. Wyrażano je za całokształt pracy, a arcybiskup Luiggi Poggi, obecnie kardynał, wraz ze swoim współpracownikiem, wziął udział w uroczystym obiedzie, wydanym w restauracji, z tej okazji.

    Moja działalność nie stała się powodem jakichkolwiek napięć w relacjach polsko-watykańskich i w stosunkach Państwo-Kościół. Nie było też żadnych zastrzeżeń władz włoskich, które w ramach stosownych porozumień zajmowały się ochroną kontrwywiadowczą Watykanu

    dr Edward Kotowski

    P.S.
    W następnych odcinkach relacje o istotnych wydarzeniach, których byłem bezpośrednim świadkiem w związku z pełnioną misją.
    ——————————————————————————–

  27. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Audiencja papieska dla delegacji ,,Solidarności,,…(8)

    Audiencja papieska dla delegacji ,,Solidarności,,…(8)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 30-08-2010 07:22

    wejść : 1104

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Jako misja dyplomatyczna akredytowana przy Stolicy Apostolskiej zostaliśmy odpowiednio wcześnie poinformowani przez dyplomatów watykańskich, o tym, że Jan Paweł II zgodził się przyjąć na uroczystej audiencji Delegację NSZZ ,,Solidarność,, z Lechem Wałęsą na czele, w dniu 15 stycznia 1981 r. Podkreślono przy tym, jak mówił nam Radca Minister-Pełnomocny, Kazimierz Szablewski, nasz Szef, że jest to sygnał dla władz polskich, że papież chce, aby zmiany w Polsce dokonywały się w ramach szczerego porozumienia władz z ,,Solidarnością,, i odwrotnie.
    Rada Do Spraw Publicznych Kościoła wystosowała jednocześnie zaproszenie do całego personelu misji, na to spotkanie, które odbyło się z ceremoniałem właściwym dla głowy państwa. Audiencja miała miejsce w Sali Konsystorza Pałacu Apostolskiego. Trzeba dodać, że po powitaniu Lecha Wałęsy wraz z osobami towarzyszącymi, kierując swój wzrok ku pierwszemu rzędowi krzeseł, gdzie wraz z ks. bpem Szczepanem Wesołym, ks. infułatem Franciszkiem Mączyńskim i ks. prałatem Bogumiłem Lewandowskim, siedzieliśmy my, powiedział: ,,Cieszę się, że w tym spotkaniu bierze również udział Kierownik i współpracownicy Zespołu ds. Stałych Kontaktów Roboczych Między Rządem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i Stolicą Apostolską ,,. Później to komentowano w tym samym duchu, jak to wcześniej zinterpretowała ten fakt naszego zaproszenia dyplomacja watykańska.

    Lech Wałęsa, w swoim stylu, bez kartki, dość krótko, wypowiedział słowa podziękowania pod adresem papieża i prosił o dalsze wspieranie solidarnościowych dążeń narodu polskiego. Papież zaś wskazał na łączące go z rodakami więzy języka i kultury, wspólnej historii, wspólnych doświadczeń w obrębie których rodziła się i kształtowała w ciągu stuleci solidarność Polaków sprawdzona zwłaszcza w trudnych i ciężkich chwilach. Potem, krótko zamienił po kilka zdań z każdym z członków delegacji i wręczył im różańce.

    Dzień przedtem, wieczorem w budynku ambasady PRL, ambasador Stanisław Trepczyński wydał przyjęcie dla delegacji. Wśród zaproszonych gości byli przedstawiciele duchowieństwa polskiego, pracujący w Watykanie i w Rzymie, reprezentanci włoskich związków zawodowych, dziennikarze i politycy. Atmosfera była wyjątkowo serdeczna, a przyjęcie trwało do późnych godzin wieczornych.

  28. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Tzw. wydarzenia bydgoskie w optyce polskiego otoczenia Jana Pawła II-go.(9)

    Tzw. wydarzenia bydgoskie w optyce polskiego otoczenia Jana Pawła II-go.(9)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 31-08-2010 11:13

    wejść : 1204

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Jak wiadomo, w marcu 1981 roku miały miejsce znane wydarzenia w Bydgoszczy, które w zasadniczym stopniu przyczyniły się do wzmożenia napięcia społeczno-politycznego w Polsce i odbiły się szerokim echem także w Watykanie. Od jednego z duchownych, który sam siebie zaliczał do najbliższego polskiego otoczenia papieża w Watykanie (nazwiska jego nie mogę jednak upublicznić, bo nie jestem w stanie go obecnie odnaleźć, aby to uzgodnić; nazwisko to jednak jest w maszynopisie moich ,,Wspomnień (1971-1990),,,które już tu były przywoływane) usłyszałem na ten temat bardzo interesującą opinię wraz z upoważnieniem, aby jej treść została przekazana gen.W. Jaruzelskiemu.

    Twierdził on, że wydarzenia bydgoskie były tematem ,,burzy mózgów,,, urządzanej zwyczajowo, podczas kolacji z udziałem papieża i jego polskiego, najbliższego otocznia. Usłyszałem, że wypracowano następujące stanowisko: ,,W związku z tym, że sytuacja w kraju zaczyna się wymykać spod kontroli, zarówno ze strony władz, jak i działaczy ,,Solidarności,,, to korzystając z wyjątkowego i korzystnego zbiegu sytuacji, charakteryzującej się tym, że Polak jest papieżem, Zbigniew Brzeziński jest doradcą prezydenta USA, kard. Stefan Wyszyński stoi na czele polskiego Kościoła, Lech Wałęsa przewodzi ,,Solidarności,,, a gen. Wojciech Jaruzelski kieruje polską armią, to ten ostatni powinien porozumieć się z tymi pozostałymi osobami i przy pomocy wojska odsunąć PZPR od władzy, rozpiąć parasol ochronny nad ,,Solidarnością,,i stopniowo uniezależnić się od ZSRR.,,

    Na moje ponowne pytanie, czy ta informacja ma dotrzeć do gen. Wojciecha Jaruzelskiego, otrzymałem odpowiedź twierdzącą, gdyż ,,jest to wyjątkowy w historii Polski zbieg okoliczności i jeśli tej sytuacji nie wykorzysta się teraz, to nie wiadomo, czy kiedykolwiek się powtórzy.,,

    (Z rozmowy tej sporządziłem notatkę i przekazałem ją szefowi rezydentury. O dalszych losach tego dokumentu nic mi nie wiadomo. Być może naukowcy IPN-u poszliby tym tropem i sprawdzili jaki był los tego dokumentu i jakie, i czy, ta sugestia znalazła odbicie w wewnętrznej polityce władz państwowych. Dodam, że to była jedyna informacja tego typu i nie byłem w stanie potwierdzić jej wiarygodności).

    Znamiennym jest to, że tego typu sugestia została przekazana do mnie, jako przedstawiciela polskich władz przy Watykanie. Nie wydaje się, z uwagi na kontekst sprawy, że to była samodzielna inicjatywa tego duchownego.

    dr Edward Kotowski

  29. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Spotkanie Jana Pawła II-go z delegacją państwową PRL (10.X.1981r.). (10)

    Spotkanie Jana Pawła II-go z delegacją państwową PRL (10.X.1981r.). (10)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 01-09-2010 11:01

    wejść : 1078

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Spotkanie odbyło się po mszy kanonizacyjnej o. Maksymiliana Kolbego. W skład delegacji państwowej, na uroczystości kanonizacyjne wchodzili: Jerzy Ozdowski – Wicemarszałek Sejmu, Zenon Komender – Wicepremier, Kazimierz Morawski – członek Rady Państwa oraz Adam Łopatka – Minister Kierownik Urzędu Do Spraw Wyznań.

    Pod nieobecność mojego przełożonego (od dłuższego czasu, z powodu choroby przebywał w Polsce) na kilka dni przed uroczystością, zaawizowałem przybycie delegacji, w składzie jak wyżej i jej wolę odbycia rozmów w Stolicy Apostolskiej. W tej kwestii strona watykańska udzieliła odpowiedzi dopiero w ostatniej chwili, t.j. bezpośrednio po zakończeniu mszy kanonizacyjnej, która odbywała się na Placu Świętego Piotra. Otóż, podszedł do mnie Ks. Prałat Stanisław Dziwisz (obecnie kardynał i metropolita krakowski) i poprosił, aby delegacja udała się za nim i, że za chwilę dojdzie do spotkania z papieżem. Ksiądz Prałat zaprowadził nas do nawy bocznej, na prawo od wejścia, w bazylice Św. Piotra, której część, w tym celu, była oddzielona kotarą od pozostałej części świątyni.

    Po chwili oczekiwania wszedł Jan Paweł II i witając się z wszystkimi członkami delegacji, bardzo krótko podziękował delegacji za przybycie na uroczystość kanonizacyjną, a następnie mocno poruszony, wyrzucił z siebie, że władze polskie uczyniły mu wielki ból zawieszając działalność związków zawodowych, a w tym i aktywność ,,Solidarności,,, w bezpośredniej bliskości kanonizacji. Nie ukrywał przy tym znacznego zdenerwowania, a jego czoło pokrywały duże krople potu, co stwierdziłem, gdy żegnał się ze mną. Przewodniczący delegacji – Jerzy Ozdowski, próbując dojść do głosu, począł zapraszać papieża do przybycia z pielgrzymką do Polski. Jan Paweł II–gi przerwał mu w pół zdania, stwierdzając, że władze nie muszą go zapraszać, bo on czuje się od dawna zaproszony, i to przez cały naród. Po czym, podając wszystkim rękę, pożegnał się z delegacją i odszedł. Na tym, ta osobliwa audiencja, odbywana na stojąco, nie trwająca dłużej niż dwie minuty, zakończyła się. Trzeba dodać, że papież chyba w tym dniu nie czuł się najlepiej, co było skutkiem zamachu, jaki miał miejsce w maju tego samego roku.

    W czasie tego spotkania, jak nigdy, nie było fotografa papieskiego, ani żadnej asysty protokolarnej, poza Ks. Prałatem Stanisławem Dziwiszem. Nieco później, we własnym gronie, członkowie delegacji dawali wyraz swojego niezadowolenia z takiego ich potraktowania przez stronę watykańską i trafnie odczytali, że był to wyraz dezaprobaty papieża wobec decyzji Sejmu o zawieszeniu działalności ,,Solidarności,,.

    Dr Edward Kotowski

    ——————————————————————————–

  30. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Wysłannik Gen.W. Jaruzelskiego u Jana Pawła II-go (13.X.1981r.).(11)

    Wysłannik Gen.W. Jaruzelskiego u Jana Pawła II-go (13.X.1981r.).(11)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 02-09-2010 13:05

    wejść : 1302

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Pod nieobecność mojego Szefa, ministra Kazimierza Szablewskiego (od połowy kwietnia 1981 r. przebywał w Polsce na leczeniu), otrzymałem z Ministerstwa Spraw Zagranicznych pilne polecenie uzyskania zgody Stolicy Apostolskiej na specjalną audiencję dla Józefa Czyrka u Jana Pawła II-go. Była to sprawa pilna i w ciągu kilka dni musiało dojść do tego spotkania. Udało się to na zasadzie specjalnego wyjątku, ponieważ papież przebywał w tym czasie w swojej rezydencji letniej w Castel Gandolfo, przechodząc rekonwalescencję po majowym zamachu na swoje życie i nie przyjmował żadnych oficjalnych gości. Audiencja udzielona Józefowi Czyrkowi była pierwszą.

    Przybył on do Rzymu w towarzystwie wicedyrektora Departamentu IV-go MSZ, Andrzeja Jedynaka. Po przyjeździe delegacji do Castel Gandolfo, w rozmowie z papieżem brał udział jedynie Józef Czyrek. Była to rozmowa w cztery oczy, bez udziału jakichkolwiek innych osób, także i ze strony watykańskiej. Andrzej Jedynak, Jerzy Jopa i ja zostaliśmy tylko krótko przyjęci przez papieża w końcowej części spotkania, jak to zazwyczaj bywa w odniesieniu do osób towarzyszących.

    Spotkanie papieża z Józefem Czyrkiem było wyjątkowo długie. Mimo zapowiedzi, że potrwa ono nie dłużej niż 45 minut, trwało co najmniej 2,5 godziny. Przedłużające się spotkanie wywoływało u nas, i u towarzyszących nam duchownych watykańskich, komentarze, że Józef Czyrek musi omawiać z papieżem niezmiernie ważne problemy i tylko dlatego, mimo nienajlepszego stanu zdrowia, papież tak długo kontynuuje tę rozmowę.

    Jakież było moje zdziwienie, kiedy kilka dni później, podczas rozmowy z K. Prałatem Januszem Bolonkiem, pracownikiem Rady Do Spraw Publicznych Kościoła Stolicy Apostolskiej, w miejscu jego urzędowania, usłyszałem od niego pytanie:,,Czy Pan orientuje się, jaki był cel wizyty Pana Czyrka u papieża?,, Dodał od razu, że papież dzieląc się z otoczeniem refleksjami związanymi z tym spotkaniem, zadawał właśnie sobie to pytanie, bo mimo, że rozmowa trwała wyjątkowo długo, to w wypowiedziach Józefa Czyrka nie znalazł on jakiejś myśli przewodniej. Według Ks. Prałata Janusza Bolonka (dzisiaj arcybiskupa i nuncjusza apostolskiego) Józef Czyrek nie postawił jasno jakiegokolwiek problemu, który usprawiedliwiałby nagłość jego wizyty u papieża. Odpowiadając stwierdziłem, że nie znam odpowiedzi na jego wątpliwości i pytania. (O przebiegu tej rozmowy poinformowałem pisemnie szefa rezydentury). Pytanie Księdza Prałata nurtowało mnie przez dłuższy czas i dopiero dwa miesiące później, już po wprowadzeniu stanu wojennego, pomyślałem, że być może Józef Czyrek miał jakieś polecenie od Gen. Wojciecha Jaruzelskiego, związane z przekazaniem papieżowi jakiegoś wyraźnego przesłania, łączącego się z tą kwestią i z różnych powodów nie był w stanie tego zrealizować.

    Co najmniej 10 lat od tego wydarzenia, na temat tej wizyty Józefa Czyrka u Jana Pawła II-go, osobiście zadał mi pytanie Gen.Wojciech Jaruzelski, a miało to miejsce w następujących okolicznościach. Otóż, być może, pod koniec 1991 roku, albo trochę poźniej, zatelefonował do mnie do domu w Warszawie, pewien mężczyzna, który oznajmił, że czyni to w imieniu Generała Wojciecha Jaruzelskiego, który chciałby wiedzieć, czy zechcę z nim spotkać się na prywatnej rozmowie. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie. Po ustaleniu terminu na następny dzień, w godzinach wieczornych, rozmówca podał mi miejsce spotkania. Okazała się nim siedziba firmy wydawniczej, mieszczącej się w budynkach stanowiących zaplecze stadionu, gdzieś w pobliżu ul. Racławickiej w Warszawie.

    Po przybyciu na miejsce okazało się, że w dość niewielkim i ciasnym pomieszczeniu biurowym był już Generał w towarzystwie dwóch mężczyzn. Generał, z którym teraz spotkałem się już po raz drugi w moim życiu, przywitał się ze mną serdecznie i po okolicznościowej wymianie zdań powiedział, że obecnie pracuje nad książką, dotyczącą okoliczności wprowadzenia stanu wojennego i chciałby usłyszeć ode mnie coś bliższego na temat przebiegu spotkania Jana Pawła II-go z Józefem Czyrkiem, które miało miejsce w październiku 1981 roku w Castel Gandolfo. W tym momencie pomyślałem, że moje ówczesne przypuszczenia, o tym, że Józef Czyrek miał wtedy coś bardzo ważnego do przekazania papieżowi od Generała Wojciecha Jaruzelskiego, a do czego, być może, nie doszło, stają się wyjątkowo mocno uprawdopodobnione.

    W odpowiedzi stwierdziłem, że nie znam wprost przebiegu spotkania papieża z Józefem Czyrkiem, bo nikt inny, poza nimi, w nim nie uczestniczył. Przekazałem mu jedynie to, czego na ten temat dowiedziałem się od ówczesnego Księdza Prałata Janusza Bolonka, wiernie przytaczając jego wypowiedź. Generał nie skomentował w żaden sposób tego co powiedziałem i na tym, w zasadzie nasza rozmowa zakończyła się.

    W jakiś czas później ukazała się książka Generała W. Jaruzelskiego o tytule:,,Stan wojenny.Dlaczego?, Nie znalazłem w niej jednak jakiejkolwiek wzmianki, która miała związek z tematem naszej rozmowy. Nie było też ani słowa o tej audiencji Józefa Czyrka w Castel Gandolfo.

    Dr Edward Kotowski
    ——————————————————————————–

  31. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Polonia u Papieża (7.XI.1981r.); Misja doc. R. Kukołowicza…(12)

    Polonia u Papieża (7.XI.1981r.); Misja doc. R. Kukołowicza…(12)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 03-09-2010 15:12

    wejść : 1076

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Zestawiam te dwie sprawy, bowiem sprawa druga wynikła, być może w sposób naturalny i spontaniczny, z tej pierwszej. Uprzedzam, sprawa ta jest niezmiernie ciekawa…

    Otóż w audiencji papieskiej dla Polonii uczestniczyło ponad 3,5 tysiąca osób ze wszystkich państw świata. Szczególny udział miała Polonia amerykańska. Byli obecni niemal wszyscy przywódcy tej Polonii i kongresmeni amerykańscy polskiego pochodzenia. Tak się złożyło, że na podium, w auli Pawła VI-go, obok tronu papieskiego, usadowiono najważniejszych przedstawicieli tych środowisk, w tym kardynała J. Króla i przedstawicieli polskiego episkopatu.
    Do zajęcia miejsca wśród tych osób poproszono mnie i mojego współpracownika – Jerzego Jopę, bowiem pod nieobecność Kazimierza Szablewskiego, naszego Szefa, my reprezentowaliśmy polskie przedstawicielstwo dyplomatyczne przy Watykanie. Co więcej, w przemówieniu Jana Pawła II-go, wygłoszonym z tej okazji znalazły się słowa imiennego nas powitania. Było to szczególne wyróżnienie, odnotowane następnego dnia przez oficjalny dziennik watykański ,,Osservatore Romano,, na pierwszej stronie. Nie zdarzyło się bowiem do tej pory, aby tak oficjalnie witał papież przedstawicieli dyplomatycznych o niezbyt wysokiej randze, na co od razu z kolegą zwróciliśmy uwagę.

    Być może następstwem tego wyróżnienia było to, że bezpośrednio po audiencji, po wyjściu z auli Pawła VI-go, gdy utworzyły się liczne grupki osób ze sobą rozmawiających, w pewnym momencie jeden z księży przyprowadził do nas i przedstawił nam doc.dra Romualda Kukołowicza, po czym zostawił nas samych. Ponieważ nazwisko docenta R. Kukołowicza było mnie znane jeszcze z czasów mojej pracy w MSW, jako pełniącego funkcję doradcy kardynała Stefana Wyszyńskiego, więc bez specjalnej rezerwy, podjąłem z nim wymianę zdań i opinii, która na początku miała charakter ogólny, zapoznawczy, a później, z jego inicjatywy, przyjęła obrót wręcz zaskakujący. Otóż, oświadczył on, że przy okazji pobytu w Rzymie, z upoważnienia Lecha Wałęsy, ma wypełnić istotną misję w roli jego wysłannika do spraw zagranicznych i w związku z tym chciałby nas prosić o pomoc. Z rozmowy wynikało, że dobrze zdaje sprawę z pełnionych przez nas funkcji. Po czym stwierdził, że dialog między władzami państwowymi a ,,Solidarnością,,znalazł się w impasie z winy władz, które, jego zdaniem dążą do konfrontacji i rozwiązania siłowego. Gdy dojdzie do tego, to ,,poleje się krew, a wielu z nas znajdzie się na Syberii.,, Aby tego uniknąć, Lech Wałęsa poprosił go, aby podczas pobytu w Rzymie, w jego imieniu, nawiązał on kontakt z Ambasadą ZSRR we Włoszech i ewentualnie ustalił jakiś termin rozmów Lecha Wałęsy z ambasadorem. Stwierdził też, że wybór Rzymu ma związek z tym, że istniałaby naturalna możliwość łatwego kontaktowania się z papieżem, gdyby zaszła taka potrzeba. Wyraźnie powiedział, że Lech Wałęsa widzi konieczność bezpośredniego porozumienia się z władzami ZSRR ponad głowami obecnych władz w Polsce. Muszę przyznać, że to co usłyszeliśmy całkowicie nas zdumiało i zaskoczyło, i aby to przemyśleć, powiedziałem mu, że musimy nad tym zastanowić się, jak to zrobić, gdyż posiadamy wolę wsparcia tej inicjatywy, ale nie wiemy, jak daleko sięgają nasze możliwości w tej kwestii. W związku z tym wysunąłem propozycję, aby spotkać się wspólnie następnego dnia, w siedzibie naszej misji. Przekazaliśmy mu też numer naszego telefonu służbowego, na wypadek gdyby chciał przełożyć termin tego spotkania. Po rozstaniu się z doc. R. Kukołowiczem, Jerzy Jopa nabrał podejrzeń, że to jest jakaś prowokacja ze strony krajowych służb specjalnych, a nasz rozmówca jest ich agentem. Ja, mając pewną wiedzę na temat tej osoby i jego działalności na rzecz kard. Stefana Wyszyńskiego oraz to, że próby uwikłania go we współpracę, raczej nie powiodłyby się, oceniłem, że raczej mamy do czynienie z jakimś desperackim działaniem, w związku z niebezpiecznie rozwijającą się sytuacją w kraju, i dlatego nie możemy uchylić się od okazania mu pomocy.

    Po uspokojeniu Jerzego Jopy, ustaliłem z nim plan wspólnego działania. Ponieważ nikt z nas nie miał osobistych kontaktów z pracownikami ambasady radzieckiej, więc zaczęliśmy typować naszych kolegów( z naszej ambasady), z którymi można byłoby podjąć rozmowy sondażowe, bez zbytniego ryzyka. Uznaliśmy, że jakieś kontakty może mieć Adam Szymczyk, II sekretarz Wydziału Politycznego, a na tyle z nami zaprzyjaźniony, że nie poinformuje o naszych działaniach swoich przełożonych. Ponadto, jego postawa polityczna była nam bliska i odwrotnie. Trzeba podkreślić, że sytuacja społeczno-polityczna w kraju, o której rozwoju byliśmy na bieżąco poinformowani, wpływała też na kształtowanie się postaw politycznych pracowników dyplomatycznych. Tu też uwidoczniały się postawy opowiadające się za transformacją ustrojową, jak i bardziej zachowawcze. Tak się złożyło, że my trzej dość otwarcie opowiadaliśmy się za dialogiem, porozumieniem i transformacją ustrojową, bardziej niż inni. U mnie odezwały się też reminiscencje związane z okrutnym potraktowaniem mnie, przez olsztyńskie władze partyjne i wojewódzkie, w związku ze sprawą wyrzucenia mnie z pracy za ujawnienie błędów konserwatora zabytków, które doprowadziły do zniszczenia XVIII-wiecznych malowideł w oranżerii bpa Ignacego Krasickiego w Lidzbarku Warmińskim. W tym czasie pełniłem też funkcję przewodniczącego komórki ambasadzkiej związków zawodowych.

    Następnego dnia rano zaprosiliśmy do naszej siedziby Adama Szymczyka i stopniowo, zastrzegając sobie zachowanie przez niego obowiązku dyskrecji, przedstawiliśmy mu problem tak, aby był skłonny podjąć działania, na których nam zależało. Po dłuższym zastanowieniu się oświadczył, że ten problem może przedstawić swojemu dobremu znajomemu, dyplomacie radzieckiemu, który jest osobistym sekretarzem ambasadora ZSRR w Rzymie. Dodał też, że podejmując tę inicjatywę, my wszyscy wiele ryzykujemy i powinniśmy tę kwestię wziąć mocno pod uwagę. Oświadczyliśmy, że to wszystko rozważyliśmy i prosimy go o podjęcie rozmów. Odpowiedział, że umówienie się z tym dyplomatą i odbycie z nim rozmowy, może mu zająć kilka dni.

    Wkrótce po tej rozmowie przyjechał do naszej siedziby doc. R. Kukołowicz. Z Jerzym Jopą przedstawiliśmy mu krótko co zrobiliśmy, zwracając uwagę na to, że sfinalizowanie sprawy może zająć jeszcze kilka dni. Odpowiedział, że pozostanie w Rzymie tak długo, jak tylko będzie trzeba. Po tej rozmowie, wspólnie z Jerzym Jopą odwieźliśmy go samochodem służbowym w pobliże Placu Św. Piotra, bowiem w jego sąsiedztwie znajdował się Polski Ośrodek Duszpasterski, gdzie zapewne zamieszkiwał. W czasie jazdy samochodem doc. R. Kukołowicz, zapewne zadowolony z tego, co dotychczas w tej sprawie zrobiliśmy, roztaczał przed nami wizje, co do naszych wielkich perspektyw zawodowych w służbie zagranicznej, po objęciu władzy przez ,,Solidarność,,. W odpowiedzi na to, usłyszał, że robimy to jedynie z pobudek patriotycznych, nie licząc na zaszczyty i nagrody.

    Aby zapewnić z nami nieprzerwany kontakt bezpośredni, doc. R. Kukołowicz wysunął propozycję, abyśmy się spotkali też i następnego dnia. W związku z tym umówiliśmy się na spotkanie na Piazza del Popolo, aby tam zjeść jakiś obiad.

    W dniu zaplanowanego spotkania, mój współpracownik, Jerzy Jopa, pod jakimś pretekstem wycofał się i w związku z tym, spotkanie z doc. R. Kukołowiczem odbyłem tylko ja. Nie pamiętam, czy już wtedy, czy też następnego dnia, zakomunikowałem mu z żalem wiadomość, jaką przekazał Adam Szymczyk. Otóż, A. Szymczyk zakomunikował, że wykonał to, o co go prosiliśmy, ale zaprzyjaźniony z nim pracownik ambasady radzieckiej, po odbytej rozmowie ze swoim ambasadorem, powiedział mu,co następuje:,,Ambasador ZSRR w Rzymie nie może podjąć rozmów z Lechem Wałęsą i proponuje, aby te rozmowy podjąć z właściwą terenowo ambasadą, t.j. Ambasadą ZSRR w Warszawie.,, Mój rozmówca był rozczarowany tym stanowiskiem, dodając, że ,,widocznie inaczej być nie może.,,Podziękował mi za to, że okazaliśmy mu pomoc, ,,ryzykując przy tym wiele.,, .Chyba też dodał, że teraz przynajmniej jest jasne, że ,,nie da się rozmawiać z władzami radzieckimi ponad głowami polskich władz, bo przecież kontakty ,,Solidarności,, z Ambasadą ZSRR w Warszawie, zostaną natychmiast wychwycone.,,

    (Jeśli Pan R. Kukołowicz przeczyta ten tekst proszę Go uprzejmie o nawiązanie ze mną kontaktu poprzez Redakcję Niezależnego Serwisu Informacyjnego – Iskry Polskości).

    Dr Edward Kotowski

    ——————————————————————————–

  32. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Przed spotkaniem Jan Paweł II – Ronald Reagan (13).

    Przed spotkaniem Jan Paweł II – Ronald Reagan (13).
    Napisany przez Edward Kotowski, z 04-09-2010 08:08

    wejść : 1329

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Daty tego spotkania, niestety, nie pamiętam. Odbyło się ono w Pałacu Apostolskim po uprzednim zainstalowaniu specjalnej instalacji antypodsłuchowej, co pośrednio świadczyłoby o nadzwyczajnej wadze omawianych wówczas spraw, odnoszących się zapewne i do Polski.

    Na dzień przed audiencją Jana Pawła II-go dla prezydenta USA – Ronalda Reagana, po odbytej rozmowie z pewnym młodym prałatem watykańskim, którego nazwiska, ze zrozumiałych względów nie ujawnię, a dzisiaj kardynała, zajmującego ważne stanowisko w kurii rzymskiej, zaproponował on mi spacer na tarasie położonym tuż pod oknami apartamentów papieskich, z widokiem zarówno na Plac Św. Piotra, jak i na dziedziniec wewnętrzny Św. Damazego.

    Przechadzając się zobaczyłem, że nad tym tarasem został zamontowany system anten, odpowiednio ze sobą połączonych, którego nigdy tam nie było. Odpowiednia instalacja z anten była też rozpięta nad dziedzińcem Św. Damazego. Ów ksiądz prałat, widząc, że przyglądam się tym instalacjom, powiedział, że to są anteny urządzeń antypodsłuchowych, zainstalowanych przez specjalną ekipę amerykańskich specjalistów w związku z wizytą prezydenta R. Reagana. Wyraziłem zdumienie i zapytałem, czy tak zawsze dzieje się w przypadku wizyt głów państw u papieża, na co odpowiedział, że nigdy tak nie było, jak tylko sięga pamięcią on oraz jego znacznie starsi współpracownicy.

    Pomyślałem wówczas, i chyba nie byłem w błędzie, że sprawy, jakie będą omawiane z pewnością będą dotyczyć nie tylko relacji między USA i Stolicą Apostolską, ale muszą mieć szczególnie ważny charakter, gdy chodzi o stosunki międzynarodowe i nie wiadomo, czy kiedykolwiek świat dowie się, o czym tak naprawdę tam rozmawiano.

    Można wnioskować, że Amerykanie zabezpieczali się przed podsłuchem radzieckim, z leżącego nieopodal terenu, t.j. Villi Abamelek, należącego do ZSRR, gdzie znajdowała się rezydencja ambasadora tego kraju i kilka innych budynków. Jest to teren bardzo rozległy, być może większy od tego, który zajmuje Watykan i z niego doskonale są widoczne obiekty watykańskie. Niegdyś to była własność generała carskiego o nazwisku Abamelek, który ją podarował rządowi radzieckiemu.

    Widać, że tematy, jakie miały być poruszane między papieżem i prezydentem amerykańskim były tej wagi i dotyczyły takich spraw, które w żadnym razie nie powinny być znane ambasadzie radzieckiej w Rzymie.

    Nie raz zastanawiałem się nad tym, dlaczego ten ksiądz prałat, właśnie wtedy, zaproponował mi spacer akurat na tym niewielkim tarasie widokowym, i to właśnie w przeddzień spotkania tych ważnych osób? Czy to był tylko czysty przypadek?

    Dr Edward Kotowski
    ——————————————————————————–

  33. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Edycja polska ,,Osservatore Romano,, (14)

    Edycja polska ,,Osservatore Romano,, (14)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 05-09-2010 08:08

    wejść : 1055

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku, kierownictwo episkopatu polskiego, uzyskało zgodę władz państwowych na rozpowszechnianie w Polsce tego pisma w formie miesięcznika .Wydaną zgodę obwarowano koniecznością uzyskiwania każdorazowego zezwolenia cenzury, na wwóz do kraju, przygotowanej w Watykanie partii pisma. Rodziło to pewne komplikacje, gdyż, aby zapobiec ewentualnym stratom, redakcja polska ,,Osservatore Romano,, musiała, na potrzeby cenzury, drukować najpierw egzemplarze okazowe, a następnie, dopiero po uzyskaniu tejże zgody, uruchamiać druk całego nakładu. Ta procedura rodziła pewne napięcia między redakcją i drukarnią i groziła tym, że pismo może nie docierać do Polski w spodziewanym terminie.

    Ksiądz dr Adam Boniecki, redaktor naczelny tego pisma, w trakcie rozmów ze mną, często wracał do tej kwestii i wspólnie zastanawialiśmy się, jak ją rozwiązać. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej byłoby, aby misja rządu polskiego przy Watykanie, wzięła na siebie obowiązek wstępnej lektury i opiniowania tego pisma, a następnie wyrażania tej opinii (via MSZ) wobec cenzury, która na tej podstawie wydawałaby Głównemu Urzędowi Ceł odpowiednią decyzję, w sprawie wwozu do Polski miesięcznika.

    To rozwiązanie znacznie skróciłoby dotychczasowe procedury, gdyż oczekiwanie na decyzje cenzury trwało niejednokrotnie kilka tygodni i mocno komplikowało proces druku. Na mój, odpowiednio uzasadniony wniosek, skierowany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a następnie przesłany do właściwych władz, uzyskałem decyzję pozytywną, co usatysfakcjonowało Księdza Adama Bonieckiego.(Dokumentacja w tej sprawie jest zapewne zachowana w komplecie).W sytuacji, gdy mój współpracownik i ja wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za obowiązek wstępnej lektury, sprawa przybrała pozytywny obrót i nie było już żadnych problemów z terminowym rozpowszechnianiem tej edycji w kraju, ponieważ proces druku odbywał się bez zbędnych komplikacji i umożliwiał wysyłkę, przygotowanej partii pisma, we właściwym czasie. Dodam, że byliśmy bardzo liberalni i w zasadzie nie zgłaszaliśmy większych uwag, co do zawartych tam treści, a z biegiem czasu, ,,po cichu,, odstąpiliśmy od lektury, a naszą opinię wydawaliśmy jako nie wnoszącą zastrzeżeń. Nie wiem, jak układała się współpraca z moim następcą, ale chyba nieco gorzej, bo w czasie, gdy już pracowałem w Urzędzie Do Spraw Wyznań, to byłem świadkiem interwencji abpa L.Poggiego w sprawie zatrzymanych kilku partii pisma.

    Trzeba podkreślić, że edycja polska ,,Osservatore Romano,, zajmowała się upowszechnianiem w Polsce (kolportaż za pośrednictwem parafii, nakład 100 000 egzemplarzy), nauczania Jana Pawła II-go, które, jak wiadomo, odegrało olbrzymią rolę w procesie przemian w naszym kraju.

    Dr Edward Kotowski

  34. Niezależny Serwis Informacyjny
    http://www.iskry.pl – Iskry Polskości – po prostu Twój serwis

    STARTFORUMOGŁOSZENIAFilmotekaLinki”Jedynka”WSI-RaportE.KotowskiCiepłownieKontakt

    Posłuchaj

    Strona Główna Prace Autorskie Edward Kotowski Moje spotkania z papieżem (15)

    Moje spotkania z papieżem (15)
    Napisany przez Edward Kotowski, z 07-09-2010 08:25

    wejść : 1043

    Opublikowane w : Prace Autorskie, Edward Kotowski

    Podczas pełnienia funkcji członka Zespołu ds. Stałych Roboczych Kontaktów Między Rządem PRL i Stolicą Apostolską , miałem możliwość bezpośrednio spotkać się z Janem Pawłem II-gim,co najmniej, kilkanaście razy. Miało to miejsce przy okazji dorocznych spotkań papieża z korpusem dyplomatycznym, akredytowanym przy Stolicy Apostolskiej, bądź też wtedy, gdy towarzyszyłem polskim delegacjom państwowym w ich spotkaniach z głową Kościoła. To właśnie z tych ostatnich okazji otrzymałem od papieża po kilka srebrnych i brązowych medali upamiętniających jego pontyfikat.

    Bezpośrednie spotkania z Janem Pawłem II-gim zostawiały zawsze silne wrażenia. Mimo, że papież czasem jedynie tylko podał rękę, uścisnął dłoń i zadał kilka pytań, to wydawało się, że w danej chwili koncentrował na tej osobie całą swoją uwagę. Na pożegnanie zawsze życzył dobra, zachowywał się naturalnie i skromnie i nigdy nie okazywał dystansu do osób o innym światopoglądzie i przekonaniach politycznych. Szkoda, że teraz już go nie ma. Myślę, że gdyby jeszcze żył, to i sprawy polskie układałyby się lepiej.

    Ostatnie moje spotkanie z papieżem miało miejsce w maju 1989 roku, na Placu Św. Piotra, kiedy to towarzyszyłem delegacji kapelanów Wojska Polskiego w pielgrzymce szlakiem polskich cmentarzy wojennych we Włoszech. Przy tej okazji doszło do udzielenia nam audiencji u papieża, w ramach audiencji generalnej. Gdy witał się ze mną, to mimo upływu sześciu lat od momentu zakończenia mojej misji przy Watykanie, przypomniał moją osobę i powiedział kilka ciepłych i ważnych słów, które pozostawię tylko dla siebie.

    Rzecz jasna, podczas mojej misji w Rzymie poznałem tam wiele ciekawych osób, wiele się od nich nauczyłem oraz zetknąłem się z ciekawymi problemami. Nie sposób jednak tych wszystkich spraw omówić w krótkiej relacji, jaką są wspomnienia, które tylko zarysowuję czytelnikom.

    Kończąc ten fragment, chciałbym jednak kilka słów poświęcić jeszcze jednemu zdarzeniu, związanym z obecnym papieżem Benedyktem XVI-tym. Otóż, miałem okazję poznać go jeszcze jako arcybiskupa, świeżo przybyłego do Rzymu, aby objąć funkcję prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, z nominacji swojego przyjaciela Jana Pawła II-go.

    Z tej okazji, ambasador niemiecki przy Stolicy Apostolskiej, na jego cześć wydał przyjęcie w ogrodach swojej ambasady, na które ja i mój kolega, Jerzy Jopa, dostaliśmy zaproszenie. Zwyczajem rzymskim, na tego typu przyjęcia raczej nie przychodzi się zbyt punktualnie. My natomiast, sądząc, że gdzie, jak gdzie, ale do Niemców, przywykłych przecież do punktualności, należy przyjść o czasie, zjawiliśmy się jako pierwsi. Jako tacy nie tylko zostaliśmy powitani osobiście przez ambasadora i abpa J. Ratzingera, ale jeszcze do tego spotkaliśmy się z dużym zainteresowaniem z ich strony i mieliśmy okazję do kilkunastominutowej rozmowy.

    Osobiście odebrałem przyszłego papieża jako człowieka niezwykle skromnego, serdecznego, przystępnego, otwartego i miłego w sposobie bycia. Rozmowa z nim, aczkolwiek dotyczyła spraw ogólnych i okolicznościowych, pozostała w mojej pamięci do dzisiaj. Dlatego też, wiele lat później, gdy dowiedziałem się o jego wyborze na papieża, autentycznie ucieszyłem się i dzieliłem się ze swoimi znajomymi wrażeniami dotyczącymi okoliczności mojego spotkania z tak wielkim człowiekiem.

    Z dniem 15 października 1983 roku, zakończyłem moją misję dyplomatyczną przy Stolicy Apostolskiej i powróciłem do kraju. Wracając miałem nadzieję, że moja wiedza, doświadczenie i umiejętności, tam zdobyte, dadzą się spożytkować w kraju, dla dobra normalizacji stosunków Państwo-Kościół i Polska-Stolica Apostolska, co się stało.

    Dr Edward Kotowski

  35. Dlaczego redakcja nie umieszcza wysłanych artykułów? Byłaby wtedy sensowna całość, a chodzi tylko o kilka. Czy zabrakło miejsca, czy dobrej woli ? Na miejscu lustranauki.wordpress.com. umieściłby je, ponieważ jest mi coś winna w związku z pomieszczeniem znanego i osławionego oraz kłamliwego wywiadu z księdzem na temat „Proroka” . Proszę to rozważyć skrupulatnie….

  36. Niestety, kolejna próba umieszczenia odcinka o nr.16 też nie powiodła się. Jeśli jest dobra wola, to proszę o kontakt e-mailowy, który jest podany.
    dr Edward Kotowski

  37. Tak, ilość (objętość) komentarzy jest tu ograniczona niezależnie od redakcji. Trzeba napisać tekst i przesłać do umieszczenia na stronie lub umieścić link do swojej (innej) strony gdzie tekst {-y} jest umieszczony.

  38. NAJBARDZIEJ KOMPETENTNE INFORMACJE MOŻNA ZNALEŹĆ W KOMENTARZACH TUTAJ:

    Polskatimes.pl – Oficer wywiadu PRL oskarżył ks. Isakowicza – Polskawww.polskatimes.pl › PAPKopia
    Dajesz +1 publicznie. Cofnij
    22 Wrz 2011 – Oficer wywiadu PRL Edward Kotowski oskarżył o pomówienie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który powiedział o nim, że zbierał w …

  39. LINK DO STRONY, JAK WYŻEJ:

    http://www.polskatimes.pl/fakty/453497

  40. WZIĘTO Z niezależna.pl :

    Esbek oskarżył ….
    OTO TEKST WZIĘTY Z http://www.polskatimes.pl :

    Komentarze (94)
    Przejdź do dyskusji na forum
    Wyświetl od: Najnowszych Najstarszych
    Zwiń wszystkie wątki

    Oficer wywiadu…
    koenig (gość) 19.10.11, 18:49:29
    OSOBA o nick-u edward PRÓBOWAŁA UMIEŚCIĆ NA http://www.niezalezna.pl TAKŻE INNY TEKST, LOGICZNIE WIĄŻĄCY OBA, KTÓRE SĄ PONIŻEJ. NIESTETY, BEZSKUTECZNIE! OTO TEN TEKST, NIECO ZMODYFIKOWANY:
    „Jak sobie przypominam, w czasie, gdy publikowano ten osławiony wywiad z księdzem, to toczyły się spekulacje o największych szansach, w bliskiej perspektywie, abpa Józefa Kowalczyka, na funkcję arcybiskupa gnieźnieńskiego, z którą później połączono godność Prymasa Polski. Wtedy (początek 2009r.) wiadomym było, że kard. Józef Glemp niebawem odchodzi na emeryturę, a abp Henryk Muszyński arcybiskupem gnieźnieńskim będzie krótko, bo wchodził również w wiek emerytalny. Zachodzi pytanie, czy czasami, abp. Józef Kowalczyk, jeszcze jako nuncjusz apostolski, nie był tym głównym celem ataku prasowego? A jeśli tak, to czy, i jakie siły mogły stać za atakiem na niego? Przypomina mi się bardzo, w tym kontekście, casus abpa Stanisława Wielgusa. Jak wiadomo, w jego sprawie była interwencja, sił pozakościelnych, poprzez Sekretarza Stanu, kard. Tarcisio Bertone, u papieża Benedykta XVI-go, co jest tajemnicą poliszynela.
    CZYŻBY ZAPOWIADAŁO SIĘ ODSŁONIĘCIE JAKIEJŚ NOWEJ WIELKIEJ AFERY ? ”

    Gość edward (nv), śr., 19/10/2011 – 18:54

  41. Z „Polska The Times”:
    Komentarze (95)
    Przejdź do dyskusji na forum
    Wyświetl od: Najnowszych Najstarszych
    Zwiń wszystkie wątki

    Oficer wywiadu….
    koenig (gość) 29.10.11, 14:22:10
    Sąd Apeklacyjny w Warszawie, w składzie trzech sędziów, nie uwzględnił Wniosku Sądu Rejonowego w Warszawie, o przekazanie sprawy oskarżonego ksiedza T. Isakowicza-Zaleskiego do rozpoznania, na podstawie art. 25 & 2 kpk, Sądowi Okręgowemu w Warszawie, „(…) bowiem ani rodzaj zarzucanego czynu, ani też osoba oskarżonego nie stanowią uzasadnienia dla przyjęcia, iż w sprawie zachodzą warunki z art. 25 & 2 kpk.” Sąd Apelacyjny stwierdził też, że „Sprawa nie jest zawiła, bowiem jej podstawa faktyczna nie wymaga szczególnych trudnych rozważań faktycznych, czy prawnych.” (Postanowienie z dnia 14 lipca 2011 r., sygn. akt II A Ko 102/11). Sąd ten zwraca też uwagę Sądowi Rejonowemu dla Warszawy Mokotowa, że „Sąd Rejonowy winien mieć na uwadze, że zobowiązany jest do rozpoznania każdej sprawy w rozsądnym terminie.”

  42. Z „Polska The Times”:
    Komentarze (97)
    Przejdź do dyskusji na forum
    Wyświetl od: Najnowszych Najstarszych
    Zwiń wszystkie wątki

    Oficer wywiadu …
    koenig (gość) 29.10.11, 18:20:55
    TO DLACZEGO SĄD MOKOTOWSKI TAK DŁUGO „WOZI SIĘ ” Z TĄ SPRAWĄ I ZABIERA SIĘ DO NIEJ, JAK PIES DO JEŻA? CZYŻBY BAŁ SIĘ MEDIALNEGO KSIĘDZA? JEŚLI TAK, TO NIE NAJLEPIEJ TO ŚWIADCZYŁOBY O NIEZAWISŁOŚCI TEGO SĄDU ? BYĆ MOŻE DLATEGO CHCIAŁ WYPCHNĄĆ TĘ SPRAWĘ DO SĄDU OKRĘGOWEGO, ABY NIE MIEĆ KŁOPOTÓW Z KSIĘDZEM, KTÓRY NIE NALEŻY DO GATUNKU SPOLEGLIWYCH I POKORNYCH ? CZY JEDNAK GODZIŁO SIĘ MIESZAĆ DO TEGO OSOBĘ JANA PAWŁA -GO I INSTRUMENTALIZOWAĆ TEN PROBLEM ?. PRZECIEŻ KONFABULACJE WIELEBNEGO I CZIGODNEGO NIE MIAŁY NIC WSPÓLNEGO Z ZAMACHEM, A JEST TO JEDYNIE WYTWÓR JEGO BUJNEJ WYOBRAŹNI…

  43. Z „Polska The Times”:
    Komentarze (98)
    Przejdź do dyskusji na forum
    Wyświetl od: Najnowszych Najstarszych
    Zwiń wszystkie wątki

    Oficer wywiadu …
    koenig (gość) 29.10.11, 19:23:50
    Mam przeczucie, że na końcu wyjaśni, się że z „rewelacjami” ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego skończy się tak jak z anegdotą Radia Erywań, o tym, że na Placu Głównym w Tbilisi rozdają rowery za darmo. Okazało się, że nie na Placu Głównym w Odessie, ale na Placu Czerwonym w Moskwie. I rozdają mercedesy a nie rowery. I na końcu okaże się, że te mercedesy nie rozdają ale kradną. (Jest wiele wersji tej anegdoty i być może ta jest nie najlepsza). Przeczuwam, że w sądzie ujawni się historia podobnego typu. Jestem gotów założyć się o sporą sumę, że tak będzie. A będzie nadzwyczaj śmiesznie, co nie umniejsza wagi pomówienia. Pozdrawiam. koenig

  44. Z „Polska The Times”:
    Oficer wywiadu …
    koenig (gość) 30.10.11, 02:33:01
    Oficer „Pietro” potwierdził, że urojony mit o udziale kontaktu informacyjnego wywiadu o pseudonimie „Prorok”dobiega końca, a jego zakończenie ogłosi w sądzie w dniu 1 grudnia 2011 r..Sąd, jeśli czytał akta uważnie i ze zrozumieniem, wie o tym micie już od wiosny 2010 r.. bo odpowiedni dokument na ten temat znajduje się w aktach sprawy o sygn.: III K 71/10. Wiedzę tego typu, od dnia 16 marca 2010 r. posiada też pewien wybitny znawca problematyki lustracyjnej i dziennikarz katolicki, którego oficer „Pietro” próbował zainteresować tym problemem i w tym celu wystosował do niego pismo z projektem własnego felietonu na ten temat. Z jakichś powodów Redakcja nie była zainteresowana tą propozycją. Teraz ten dokument zostanie przedłożony sądowi na rozprawie głównej. Oficer „Pietro” ma nadzieję, że w tym dniu skończy się też i inny mit. Pozdrawiam. koenig.

  45. Z „Polska The Times”:
    Oficer wywiadu …
    koenig (gość) 30.10.11, 02:47:09
    POPRAWKA: Piersze zdanie powinno brzmieć: „OFICER „PIETRO” POTWIERDZIŁ, ŻE UROJONY MIT O UDZIALE KONTAKTU INFORMACYJNEGO WYWIADU O PSEUDONIMIE „PROROK” W ZBIERANIU INFORMACJI SŁUŻĄCYCH PRZYGOTOWANIU ZAMACHU NA ŻYCIE PAPIEŻA JANA PAWŁA II – GO DOBIEGA KOŃCA, A JEGO ZAKOŃCZENIE OGŁOSI W SĄDZIE, W DNIU 1 GRUDNIA 2011 R.” Przepraszam za „wyczyny”chochlika drukarskiego, który „zjadł” kilka wyrazów. Jak widać moce piekielne chcą bronić tego mitu do końca i wykorzystują każdą okazję do tego, aby go podtrzymywać. Dodam, że oficer „Pietro” nie zechce skorzystać z dobrodziejstw art. 359 kpk i chce, aby rozprawa była jawna. A ponieważ, w świetle tego przepisu, stanowisko pokrzywdzonego jest wiążące dla sądu, więc dziennikarze będą mogli być tego świadkami. Pozdrawiam. koenig.

  46. 1).JAK TO JEST, ŻE KSIĄDZ, KTÓRY POMÓWIŁ NIEWINNEGO CZŁOWIEKA I UDZIELA WSPARCIA (na swoim blogu) RÓŻNYM AKCJOM GO WSPIERAJĄCYM, NIE JEST DYSCYPLINOWANY PRZEZ SWOICH PRZEŁOŻONYCH BEZPOŚREDNICH:
    a).KARD. KAZIMIERZA NYCZA (przełożonego obrządku ormiańskiego w Polsce),
    b).KARD.STANISŁAWA DZIWISZA (ordynariusz miejsca)?

    A KSIĘDZU ADAMOWI BONIECKIEMU, JEGO PRZEŁOŻENI ZAKONNI NATYCHMIAST SKUTECZNIE ZAMKNĘLI USTA ZA WYPOWIEDZI NIE MAJĄCE CHARAKTERU CZYNU ZABRONIONEGO W ŚWIETLE PRAWA KARNEGO, JAK TO SIĘ DZIEJE W PRZYPADKU OMAWIANYM. DLACZEGO TAKA RÓŻNICA W PODEJŚCIU DO SPRAWY?

    2).CZY W WYNIKU NAGONKI NA POKRZYWDZONEGO PRZEZ KSIĘDZA MUSI SIĘ WYDARZYĆ COŚ, CO PORUSZY SUMIENIE PAPIEŻA BENEDYKTA XVI-GO, ABY NASTĄPIŁA TAKA REKACJA ?

    OPINIA PUBLICZNA OCZEKUJE ODPOWIEDZI NA TE PYTANIA, KTÓRE W KOŃCU KTOŚ MUSIAŁ POSTAWIĆ.
    koenig

  47. Z „Polska The Times”:
    I TO JEST CIEKAWA SYTUACJA, KTÓRA WYJAŚNI CZY:

    „OGON „RZĄDZI” KOTEM CZY KOT OGONEM” (znane porzekadło).

  48. Re:Solidarni z ks. Isakowiczem-Zaleskim
    Autor: koenig
    11-08-2011 07:55
    Jest to ogromene zakłamanie i hipokryzja. Ksiądz prześladuje oficera „Pietro” od ponad trzech lat. Pomawia go o najgorsze rzeczy, a w tym i o udział w zamchu na życie papieża Jana Pawła II-go, a teraz ubiera się w szatki prześladowanego. Takiej obłudy już dawno nie widziałem. ! grudnia 2011 r. ci, co solidaryzują się z nim będą tego się wstydzić, gdyż publikacje mass-medialne wykażą prowokacyjne świństwo, jakie uczynił. Nie wiadomo w imię czego i na czyje polecenie. A to jest wątek bardzo ciekawy i zaskakujący, ale chyba nie dla niego. Pozdrawiam. koenig

  49. Warto zajrzeć na:

    http://wkrakowie.wordpress.com/2011/11/04/takze-krakowianie-solidarni-z-oskarzonym-ksiedzem-tadeuszem-isakowiczem-zaleskim/

    i poczytać wymioanę zdań między: „WM”, koenigiem i Bronisławem Dykielem

  50. niezalezna.pl
    z http://wkrakowie wordpress.com/2011/11/04/także-krakowianie-solidarni-z-oskarzonym-ksiedzem-tadeuszem-isakowiczem-zaleskim/
    10 Listopad 2011 @ 01:58
    To czy Bóg Tobie odpusci czy nie, to jest Jego sprawa. Ale żadnemu człowiekowi nie można ubliżać drugiemu i używać sformułowań typu: „szatanski pomiot” i w tej samej chwili prosić Boga, aby to odpuścił. Oznacza to bowiem grzech umyślny, a więc bardzo ciężki, a Stwórcę traktuje się instrumentalnie. Stąd to odniesienie do kategorii prawnych ludzkiego prawa karnego stanowi jedynie jakąś wskazówkę interpretacyjną. Niech Ci odpuści, bo jest miłosierny i łaskawy, ale więcej nie grzesz! Co wolno papieżowi, to zapewne nie Tobie i radziłbym nie przypisywać sobie takich kompetencji, bo zajdziesz w ciemny i mroczny las nienawiści, z którego wyjścia już nie ma. Ksiądz też nie potrzebuje takiegoż obrońcy, ponieważ prawda, jeśli taka jest, broni się sama i nie potrzebuje wsparcia przy użyciu niegodziwych inwektyw. Jak widac to „wsparcie” było chybione, bo spotkało się z mocnym odporem. Co do obiektywności tego, co głosi ksiądz w tej konkretnej sprawie, t.j.pomówienia oficera „Pietro” o udział w przygotowywaniu zamachu na życie Jana Pawła II-go, to przekonasz sie już w momencie rozpoczęcia procesu. Będzie to kubeł zimnej wody na głowy tych, co mu uwierzyli w tej sprawie, a przy okazji rzuci też wielki cień i na inne jego poczynania lustracyjne. Eksterminacja „moralna” jest często poprzedniczką eksterminacji fizycznej, więc lepiej nie używać słów, które budują dla tych obu eksterminacji pożywny klimat. Co do tych, co cierpieli, zginęli, wyjechali itp. , to mam nadzieję, że nie obciążasz za ich los oficera „Pietro”. Jest przecież odpowiedzialność indywidualna i jeśli ktoś indywidualnie do tego przyczynił się to niech za to odpowie.Co do nauczania papieża Jana Pawła II-go, to chcę skromnie stwierdzić, że ono jest tak wielkie i obszerne oraz wszechstronne, że chyba nikt nie może powiedzieć, że je zglębił. Z drugiej strony, ogół społeczeństwa nie stosuje go w codziennym życiu, co rzuca cień na skuteczność jego introdukcji przez stan kapłański, a na pewno temu przeszkadzają teksty pełne nienawiści, jakie wygłaszają pewni kapłani wobec swoich bliźnich oraz ich praktyczne, codzienne czyny, jakże dalekie od tego, co głosił papież. Szkoda, że osoby, które mienią się ich przyjaciółmi nie pomagają im w powrocie na drogę prawdy, ale wspierają w podążaniu dróżką, która prowadzi w przeciwnym kierunku. Pozdrawiam, bez „mimo to”. koenig („niejaki”).

    Gość edward (nv), pon., 14/11/2011 – 07:54

  51. List otwarty Witolda Stańskiego w sprawie procesu z esbekiem 2011-11-14
    Nadesłane przez autora ksiązki „Poryck. Miasteczko kresowe”.Szanowni…

    Tak oto na blogu Wielebnego promuje się, wykorzystując proces, książki, które chyba nie sprzedają się najlepiej…”Pecunia non olet”. Tak! Pieniądze nie śmierdzą.

  52. Warto przeczytać, ale wszystko, wraz z komentarzami – do końca:

    http://odwagacywilna.nowyekran.pl/post/37791,najnowszy-plan-spotkan-ks-tadeusza-isakowicza-zaleskiego

  53. Ponieważ ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, w dniu dzisiejszym, na swoim blogu, wprowadza w błąd Czytelników, że przegrałem proces z art. 212 & 2 kk, wytoczony red. Andrzejowi Godlewskiemu i red. Pawłowi Fąfarze, przeto nie pozostaje mi nic innego, jak wypowiedzieć się publicznie w tej sprawie. Nota bene, czyżby ksiądz miał jakieś wyprzedzające informacje ze źródła? Sprawa dotyczącą pomówienia mnie przez znanego dziennikarza, Andrzeja Godlewskiego, niegdyś w „Polska The Times”, obecnie w TVP I, o zbieranie informacji służących przygotowywaniu zamachu na życie Jana Pawła II-go,jeszcze się przecież nie zakończyła, więc radosne i przedwczesne ogłaszanie mojej przegranej jest wyjątkowo niefortunne. Okoliczności tego pomówienia, a także procedowanie sądowe w tej sprawie najlepiej przedstawi treść mojego Zażalenia na Postanowienie sądu mokotowskiego o umorzeniu postępowania, w sprawie, która – bagatela – spoczywała w tym sądzie od ponad roku.

    A oto treść tego dokumentu:

    „dot. sprawy sygn. akt: III K 1174/10
    Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
    III Wydział Karny
    ul. Ogrodowa 51 a
    00-873 WARSZAWA

    Z A Ż A L E N I E
    na Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny, z dnia 27 października 2011 r., w sprawie o sygn. akt: III K 1174/10. (Tekst Postanowienia otrzymany w dniu 17 listopada 2011 r., przesyłką pocztową, nadaną w dniu 16 listopada 2011r. w Urzędzie Pocztowym WARSZAWA 41)
    Zażalenie złożono w trybie art.459 & 1 kpk.

    U Z A S A D N I E NI E
    Przedmiotowe Postanowienie, moim zdaniem, winno być uchylone, gdyż do jego wadliwego wydania i sporządzenia, w dużej mierze przyczyniły się uchybienia Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, III Wydział Karny, wyrażające się w nieprzestrzeganiu stosowania prawa procesowego, czy wręcz ze stosowaniem procedur stanowiących obrazę poszczególnych artykułów Kodeksu Postępowania Karnego.
    I tak:
    Postępowanie sądowe w sprawie III K 1174/10, począwszy od posiedzenia sądu odbytego w dniu 26 lipca 2011r., jako posiedzenia pojednawczego, odbywało się z naruszeniem zasad przewidzianych w Kodeksie Postępowania Karnego. Na tymże posiedzeniu oskarżonego Pawła Fąfarę, pod jego nieobecność, reprezentował aplikant adwokacki – Andrzej Potasz. Drugi oskarżony – Andrzej Godlewski nie stawił się, gdyż nie został prawidłowo zawiadomiony o posiedzeniu, ani też nie reprezentował go jakikolwiek pełnomocnik. W tej sytuacji zamiast odroczyć posiedzenie, co byłoby wyjściem najbardziej logicznym, Sędzia SR Michał Piotrowski, przystąpił do swoich czynności w stosunku do oskarżonego Pawła Fąfary w aspekcie możliwości jego pojednania z oskarżycielem prywatnym, w ramach wyznaczonego posiedzenia pojednawczego. Oskarżyciel prywatny wyraził zgodę na pojednanie i sformułował swoje warunki ugody. Ponieważ pełnomocnik oskarżonego wykluczył możliwość pojednania, motywując to tym, że jego zdaniem nie zachodzi taka potrzeba, gdyż nastąpiło przedawnienie sprawy, posiedzenie zostało zakończone konkluzją Sędziego, że koniecznym jest zbadanie tegoż faktu poprzez porównanie treści zawartych w sprawie III K 71/10 z treściami zawartymi w sprawie III K 496/10. Dodać należy, że przystępując do kwestii pojednania oskarżyciela tylko z jednym oskarżonym, doszło do nieformalnego wyłączenia ze sprawy o sygn. akt: III K 1174/10, sprawy oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, co narusza dyspozycje art. 34 & 1 & 2 i & 3 kpk. Można, na podstawie art. 34 & 3 wyłączyć do odrębnego postępowania sprawę oskarżonego tylko wtedy gdy zachodzą uzasadnione okoliczności utrudniające łączne rozpoznanie sprawy. W takim przypadku wydaje się stosowne Postanowienie, czego nie było. Stanowi to więc obrazę artykułu 34 & 3 kpk. Fakt, że po powtórnym zawiadomieniu, stawił się pełnomocnik oskarżonego Andrzeja Godlewskiego ( w dniu 27 października 2011r.) świadczy o tym, że taka potrzeba nie zachodziła, a ów oskarżony nie utrudnia postępowania sądowego.
    Wg art. 495 & 1 kpk, w razie niedojścia do pojednania, Sędzia jest zobowiązany do skierowania sprawy na rozprawę główną, a w miarę możliwości od razu wyznacza jej termin, chyba, że zachodzi potrzeba skierowania sprawy na posiedzenie w celu innego rozstrzygnięcia. Ponieważ pełnomocnik oskarżonego Pawła Fąfary zgłosił wniosek o umorznie sprawy ( w
    odniesieniu do swojego klienta, którym wówczas był tylko Paweł Fąfara), więc oskarżyciel prywatny, a contrario, przesłał do Sądu Wniosek Dowodowy, datowany na 28 lipca 2011 r., na okoliczność tego, że przedawnienie nie nastąpiło.Na posiedzeniu w dniu 27.10.2011 r., Sąd podzielił stanowisko oskarżyciela prywatnego, że sprawa nie może być przedawniona i wniosek pełnomocnika został oddalony, a pełnomocnik nie wycofał negatywnego stanowiska swojego klienta w sprawie pojednania, wyrażonego 26 lipca 2011r.. Oznacza to, że to stanowisko stało się ostatecznie obowiązujące mimo że jego wniosek o umorzenie sprawy z powodu rzekomego przedawnienia nie ostał się. Zresztą problem ten nie zajął Sędziemu więcej aniżeli kilkanaście minut i jeśli jego intencją było to, aby 27. 10. 2011 r. był dniem przeznaczonym tylko na rozprawę główną, nawet w odniesieniu tylko do oskarżonego Pawła Fąfary, to to mogło się stać, ale jednak się nie stało. Dlaczego, tego Sąd nie ujawnił. Gdyby była inna intencja, to też nie zostałby spełniony wymóg art.495 & 1 kpk, w odniesieniu do oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, z przyczyn podniesionych niżej, a nieformalne rozłączenie obu oskarżeń uzyskało praktyczne potwierdzenie. W ten sposób nastąpiła kolejna obraza prawa procesowego w odniesieniu do artykułu 495 & 1 kpk, w jego niezbędnym, łącznym stosowaniu w stosunku do obu oskarżonych, jeśli wcześniej, zgodnie z prawem, nie doszło do wyłączenia tej sprawy z postępowania sądowego o sygn.akt: III K 1174/10.
    Co więcej, zaniechano posiedzenia pojednawczego, o którego celowości zadecydowano już w dniu 25 marca 2011 r., wyznaczając jego termin na 16 maja 2011 r., także i w odniesieniu do oskarżonego Andrzeja Godlewskiego. Mimo, że jego pełnomocnik był obecny w dniu 27.10.2011 r. i przedstawił pełnomocnictwo, udzielone mu przez tegoż oskarżonego, do rozpoczęcia i zrealizowania procedury pojednawczej jednak nie doszło, bo Sąd tę kwestię po prostu zignorował nie prezentując jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie. To z kolei jest sprzeczne z art. 489 & 1 kpk i stanowi jego obrazę. W świetle przepisów kpk nie można się bowiem cofnąć do sytuacji sprzed obowiązującej decyzji procesowej bez jej formalnego odwołania, w razie zajścia nowej, niespodziewanej sytuacji prawnej, o czym wszystkie strony procesowe winny być zawiadomione w sposób wymagany przez kpk, czego przecież nie było.
    Jak wiadomo ideą leżącą u podstaw Kodeksu Postępowania Karnego jest ustalenie pewnych trwałych i przewidywalnych reguł postępowania procesowego, aby strony tego postępowania nie były zaskakiwane nieoczekiwanymi zmianami jego trybu, gdyż to nie sprzyja obiektywnemu podejściu do kwestii ustalania prawdy materialnej i rodzi podejrzenia o stronniczość Sądu.
    Za to Sędzia, z własnej inicjatywy, bez zapowiedzi i ku zaskoczeniu oskarżyciela prywatnego i pełnomocnika obu oskarżonych, w dniu 27.10.2011 r., wydał natychmiastowe Postanowienie o umorzeniu postępowania, tworząc ad hoc własną interpretację Aktu Oskarżenia, bez możliwości jego odczytania i własną interpretację treści pomawiającego artykułu oskarżonego Andrzeja Godlewskiego oraz nagrania video, będących przedmiotem sprawy; wchodząc niejako w rolę jego obrońcy. Nie dał też, w ten sposób, możliwości wypowiedzenia się stronom w tej kwestii, a przede wszystkim oskarżycielowi prywatnemu i jednocześnie pokrzywdzonemu. Postanowienie o umorzeniu sprawy na mocy art. 17 & 1 pkt 2) kpk, mogłoby być – teoretycznie – możliwe przed rozstrzygniętym posiedzeniem pojednawczym, na etapie wstępnym postępowania. Tym bardziej, że już wówczas podstawowy materiał dowodowy zgromadzony był w zasadzie w komplecie i nic nowego, świadczącego na korzyść oskarżonych w nim nie zaszło, a wręcz odwrotnie – na niekorzyść. Cofanie się do sytuacji sprzed posiedzenia pojednawczego i niemal rok wstecz, jest manewrem dziwnym i świadczy o tym, że Sędzia albo uważnie nie analizował sprawy wcześniej, albo obecnie zaistniały jakieś inne przesłanki, być może pozaprawne, aby teraz to uczynić. Ciekawym elementem jest i to, że na wokandzie wywieszonej na drzwiach sali rozpraw nie znajdowała się jakakolwiek informacja o zmianie tematu posiedzenia Sądu, chociaż, co prawda, była sformułowana ogólnikowo: „art. 212 & 2 kk, oskarżony A. Godlewski” (odtwarzam z pamięci i być może niedokładnie). Oznaczałoby to, że sprawa P. Fąfary nie miała być w tymże dniu w ogóle rozpatrywana, co mogło być logiczne, jako, że posiedzenie pojednawcze w jego sprawie zostało już prawomocnie zakończone 26 lipca 2011r.. A mimo to, decyzję i w jego
    sprawie (o umorzeniu) podjęto także w dniu 27.10.2011r.. Trudno też uznać, aby działanie Sędziego wyczerpywało zasady proceduralne tzw. rozprawy głównej, na której powinni być obecni wszyscy oskarżeni, aby mogli złożyć osobiście wyjaśnienia i odpowiedzieć na pytania oskarżyciela prywatnego. Tego typu postępowanie narusza zaufanie do Sądu i nie najlepiej świadczy o konsekwentnym przestrzeganiu przez Sąd procedur określanych przez kpk. Ponadto naraziło ono oskarżyciela prywatnego na dodatkowe koszta procesowe i uciążliwe dojazdy z odległego miejsca zamieszkania. Jeśli analiza w końcu mało skomplikowanej sprawy faktycznej i prawnej zabiera Sądowi aż tak wiele czasu, to mija się z celem jakiekolwiek zwracanie się doń nie tylko z prywatnym aktem oskarżenia.
    Trzeba zaznaczyć, że przed podjęciem owej niezrozumiałej dla oskarżyciela prywatnego deczyzji Sądu, udało się mu, nawiązując do przywoływanego Wniosku Dowodowego z 28 lipca 2011 r., stwierdzić przed Sądem, co następuje:
    „Koincydencja pewnych faktów, o których mowa w sprawie, świadczy o tym, że istniał zamiar pokazania mnie opinii publicznej w kontekście zamachu na życie Jana Pawła II-go. I tak:
    1). Artykuł oskarżonego Andrzeja Godlewskiego „Esbecy jako świadkowie prawdy”, w wersji gazetowej ukazał się 29.01.2009 r., a w wersji internetowej był uzupełniony 30.01.2009 r.;
    2). W tym samym dniu, t.j. 29.01.2009 r., redakcja „Polski The Times” umieściła nagranie video z wypowiedzią oskarżonego Andrzeja Godlewskiego w serwisie YouToube. Z treści tego nagrania, dołączonego do aktu oskarżenia wynika, że oskarżony pomówił mnie o obecność na Placu Św. Piotra w czasie zamachu na życie Jana Pawła II-go, co nie odpowiada historycznej prawdzie i w odbiorze publicznym posądził mnie, w ten sposób, pośrednio, o udział w zamachu;
    3). W dniu 30.01.2009 r. redakcja „Polski The Times” umieszcza osławiony wywiad z ks. Tadeuszem Isakowiczem – Zaleskim, w którym on dopowiada hipotezę o moim udziale w zorganizowaniu zamachu. Twierdzi, że byłem oficerem prowadzącym kontakt informacyjny wywiadu o pseudonimie „Prorok”.
    W ten sposób redakcja „Polski The Times” stworzyła całościowy obraz na temat mojego rzekomego udziału w zamachu. W świetle dokumentacji archiwalnej IPN-u, okazało się to konfabulacją i, nietety, strasznym pomówieniem.”
    Słowa te, przypominam, wypowiedział oskarżyciel prywatny w kontekście swojego Wniosku Dowodowego z 28 lipca 2011 r., po czym została zarządzona kilkunastominutowa przerwa, a po jej zakończeniu doszło do wydania tego kuriozalnego ustnego postanowienia o umorzeniu sprawy. (Dodam, że oskarżony Paweł Fąfara, obecnie oskarżony, w czasie, gdy powstały zaskarżone wypowiedzi pełnił funkcję redaktora naczelnego „Polski The Times”,co usprawiedliwiało wypowiedzenie tego oświadczenia, jako, że ilustrowało klimat powstania pomawiających treści).

    Przechodząc do kwestii szczegółowszego ustosunkowania się do treści pisemnego uzasadnienia Postanowienia o umorzeniu postępowania, z dnia 27.10 2011r. chcę się odwołać do treści artykułu oskarżonego Andrzeja Godlewskiego w kontekście jego „prawdziwości” w odniesieniu do fragmentu wiążącego się z zamachem na papieża. Otóż, oświadczam, że nigdy nie zbierałem przypisywanych mi informacji, łączących się, w jakiś sposób, z przygotowywaniem zamachu. A mimo to, oskarżony stwierdza m.in., że: „(…)W rozmowie z „Polską” ks. Isakowicz mówi, jak groźnym oficerem był „Pietro”.Jego informatorzy mieli bezpośredni dostęp do papieża. Wywiad PRL potrzebował nawet pozornie nieważnych wiadomości, które wykorzystywano w walce z Kościołem. Czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez? Na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko? Kiedy i które miejsca parkingowe są wolne? Co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie? (…)”. I dalej, odnosząc się do artykułu Katarzyny Wiśniewskiej w „Gazecie Wyborczej”, która „dworowała” z lustracyjnej pasji księdza, dodaje: „(…) Ciekawe, czy informacje o roli „Pietro”będą dla niej równie zabawne?(…).” Dodać trzeba, że swoje ”rewelacje”, ale inne, aniżeli powyższe, ks. Isakowicz – Zaleski publikuje w „Polska The Times” w dniu 30.01.2009 r,. a oskarżony Andrzej Godlewski zupełnie inne informacje umieszcza dzień wcześniej, jako publikowane w „ Polska The Times”. Nie ma więc mowy o ich cytowaniu, bo tych „informacji” ta gazeta, przynajmniej jawnie, nie opublikowała. Także i dlatego, że nie umieszcza tych zdań w cudzysłowiu, a to jest niezbędnym wymogiem do tego, aby w świetle Postanowienia Sądu Najwyższego, z dnia 30 września 2009 r., II KK 110/09, odpowiedzialność za te słowa spadła na cytowanego autora, a nie na cytującego. („W zakresie spraw publicznych cytujący cudzą wypowiedź zwolniony jest z odpowiedzialności karnej za zniesławienie(…).Po drugie, wypowiedzi te muszą być rzeczywistymi cytatami(…)”. Oskarżony Andrzej Godlewski, jako posiadający wyższe wykształcenie zapewne orientował się, na czym polega cytowanie czyjejś wypowiedzi i jak to graficznie zaznaczyć, a przede wszystkim, że należy podać dokładnie źródło cytowanych informacji, które siłą faktu muszą być uprzednio opublikowane.
    Oskarżyciela prywatnego dziwi postawa Sądu polegająca na stosowaniu opisu treści artykułu i wypowiedzi na nagraniu video oskarżonego, jako innej, bagatelizującej, aniżeli jest ona rzeczywiście i przypisywanie oskarżycielowi nadinterpretacji. Dodam, że oskarżyciel prywatny w ogóle tego tekstu nie interpretuje, ale jedynie przytacza jego treści o jednoznacznej wymowie pomawiającej oskarżyciela prywatnego o zbieranie informacji przydatnych do zorganizowania zamachu na papieża. Bo przecież zbieranie informacji, sugerowanych przez oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, typu logistycznego, a nie politycznego , takich jak:,,czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez?”; „na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko?”;”kiedy i które miejsca parkingowe są wolne?”; „co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie?” nawet w opinii przeciętnie wyrobionego czytelnika musi się kojarzyć z przygotowaniami do zamachu. Trudno, aby takiej logicznej optyki, w kojarzeniu róznorodnych faktów, nie miał Sąd, uczulony, z definicji, na działania o kontekście przestępczym ? Jeśli tak nie jest, to to może tylko świadczyć o jego stronniczości w ocenie materiału dowodowego i o jego nadinterpretacji, ale na korzyść oskarżonych. Inaczej tej „logiki” myślenia Sądu i sposobu wyciągania konkludujących wniosków nie da się pojąć. Tym bardziej, że sam oskarżony Andrzej Godlewski, na początku tego samego akapitu, podkreśla, powołując się na nieznaną wypowiedź ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, „jak groźnym oficerem był „Pietro”, co te logistyczne informacje sytuuje wyraźnie w kontekście przygotowywania zamachu na papieża i pośrednio użycie oceny nadinterpretacja jest doprawdy nie na miejscu. Z kolei opublikowanie przez oskarżonego, w nagraniu video, na serwisie YouTube wypowiedzi, że w chwili zamachu na Jana Pawła II-go oficer „Pietro” znajdował się na Placu Św. Piotra, a więc w miejscu i chwili zamachu, przesądza o całym kontekście sprawy i tłumaczenie się oskarżonego, podzielane przez Sąd, że w tym czasie na tym placu znajdowało się kilka tysięcy osób i nikt nie może z tej racji przypisywać im udziału w tym zamachu jest pokrętne, bowiem żadnej z tych kilku tysięcy osób nie wymienił po nazwisku. A „groźnego oficera” wywiadu „Pietro”, zbierającego logistyczne informacje, przydatne do zamachu, jednak wymienił z nazwiska i imienia. Przecież działo się to w określonych, ówczesnych okolicznościach medialnych, mających charakter nagonki (w związku z zamachem) na co Sąd jest wybitnie głuchy. Dla przeciętnie „rozgarniętego” czytelnika kontekst tych słów jest oczywisty, tak, jak i ich wymowa. Być może znane powiedzenie łacińskie: De gustibus non est disputandum, odnoszące się do sprawy poczucia piękna, za sprawą tegoż rozstrzygnięcia trzeba będzie odnosić i do norm moralnych, a nawet prawnych, bo przecież zbieranie informacji przydatnych do zamachu na życie innego człowieka, to zdaniem Sądu, to tylko jakaś zwykła, nic nie znacząca kwestia i nie jest pomówieniem, a więc de iure nie wyczerpuje znamiona przestępstwa zakreślonego stosownym artykułem KK. Jeśli tak, to z takim poczuciem gustu moralnego nie chciałbym mieć nic do czynienia. Nawet w sądzie ! Jeśli Sąd jest zdania, że działania na rzecz przygotowania zamachu na papieża polskiego, czy jakiegokolwiek innego człowieka, to nic nie znacząca sprawa i nie hańbi osoby, kóra to robiła, to mu się dziwię. Sprawą ciekawą jest i to, że ks. T. Isakowicz-Zaleski, w swoim konfabulacyjnym wywiadzie dla „Polski The Times” (30.01.2009r.), nic nie mówi o tym, że oficer „Pietro” interesował się „wolnymi miejscami parkingowymi”, „na co baczy gwardia szwajcarska?”, „czy lepiej wchodzić do Watykanu z krawatem, czy bez?”. Skąd, i w jakich okolicznościach oskarżony „wydobył” te informacje od księdza nie wiadomo. Już w dniu publikowania tych „rewelacji” dla Pionu Śledczego IPN-u było wiadomo, że w chwili zamachu oficer „Pietro” znajdował się w gmachu Ambasady PRL w Rzymie i jakie czynności urzędowe tam wykonywał. Wystarczyło tam zasięgnąć informacji, a nie konfabulować. A może nie chodziło tu o konfabulację, ale o podsunięcie śledczym określonego śladu? Ciekawe, czy tym śladem zajął się Pion Śledczy IPN? Szkoda, że Sąd tym się nie zainteresował, ale chyłkiem umorzył postępowanie.
    Sąd mógł uniknąć pójścia śladem interpretacji, wygodnej teraz dla oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, gdyby zechciał zapoznać się z treścią Oświadczenia oskarżyciela prywatnego, przesłanego do Sądu już dawno, bo noszącą datę 02 września 2011 r.. Z tego Oświadczenia wynika, że pomówienie Andrzeja Godlewskiego mieści się w konkretnym kontekście społeczno-politycznym, o czym tam pisze. I tak: „(…) Analiza kontekstu opublikownia artykułu red. Andrzeja Godlewskiego o tytule „Esbecy jako świadkowie prawdy”, a także nagrania video w You Tube ( w dniu 29.01.2009r.) wskazuje na to, że zaszły tu pewne okoliczności wskazujące na to, że zaistniał tu zamiar bezpośredni (dolus directus) ze strony sprawców czynu zabronionego, wskazujący na to, że czyn ten popełniono umyślnie. Kwestia ta ma ogromne znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie, gdyż z treści art. 8 i 9 KK wynika, że niezbędnym warunkiem do popełnienia przestępstwa, jakim jest występek, a takim jest przestępstwo z art. 212 & 2 KK, jest zaistnienie winy umyślnej, a także nieumyślnej, gdy ten ostatni element ustawa przewiduje. Z treści art. 9 KK wynika, że czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić, albo przewiduje możliwość jego popełnienia, na to się godzi (art. 9 & 1 KK).
    Jakie więc zaszły okoliczności, które ujawniałyby dolus directus (zamiar bezpośredni) ze strony oskarżonych w sprawie ? Okazuje się, że przez nieostrożność sam oskarżony, red Andrzej Godlewski wskazał na te okoliczności już w pierwszym akapicie swojego artykułu: „ Abp Józef Kowalczyk, nie był świadomym agentem wywiadu PRL, a przedstawiciele instytucji państwowych (IPN i TVP) prowadzą nagonkę na osobistego przedstawiciela papieża – pisze w liście do „Rzeczpospolitej” dr Edward Kotowski. Autor napisał ten list w trosce o relacje watykańskie, ponieważ „sam brał bardzo aktywny udział w ich przywracaniu po pół wiekowej przerwie”. Niesamowite.” I dalej, w akapicie drugim, red. Andrzej Godlewski pisze: „Dziś ten oficer komunistycznych tajnych służb ma czelność wystawiać świadectwa moralności i zapewniać, że troszczy się o dobro Kościoła i relacje z Watykanem. Nawet w Polsce trudno o podobne przykłady hipokryzji.”W akapicie czwartym red. Andrzej Godlewski też nie kryje swojego oburzenia i stwierdza: „Znakiem czasów jest fakt, że w momentach trudnych dla ludzi Kościoła głos zabierają dawni esbecy.”Wyraz swoim intencjom daje on także i w akapicie piątym, stwierdzając: „Ci, którzy przed 1989 r. zajmowali się zwalczaniem Kościoła, czują się teraz w obowiązku, by świadczyć o niewinności duchownych podejrzewanych o współpracę z komunistyczną bezpieką. Takich obrońców i świadków prawdy nie potrzebują ani abp Kowalczyk, ani inni biskupi.” (Podkreślenie moje).
    Skoro red.Andrzej Godlewski zadecydował o tym, że tacy świadkowie są niepotrzebni, to też i uznał, że ich trzeba zwalczać. Nie tylko uznał, ale i to od razu zrobił poprzez tenże artykuł, jak i poprzez nagranie umieszczone w You Toube. Przecież najlepiej jest takiego świadka kompletnie zdyskredytować stawiając go w fałszywym oskarżeniu. I to jest ten dolus ditrectus, a z niego wprost wynika wina umyślna.
    Dla porządku dodam, że na przestrzeni miesiąca stycznia 2009 r., w polskich mass-mediach ( 2 audycje w TVP Info, wypowiedzi we wszystkich programach Polskiego Radia i w prywatnych rozgłośniach radiowych oraz telewizyjnych, w prasie (ze szczególnym uwzględnieniem „Rzeczpospolitej” – co najmniej 3 artykuły red. Cezarego Gmyza)) była
    prowadzona oszczercza kampania przeciwko nuncjuszowi papieskiemu, któremu chciano „dorobić” działaność agenturalną, aby go zdyskredytować i osłabić jego wielkie szanse na awans w Kościele polskim, jakim była godność Prymasa Polski. W styczniu 2010 r. okazało się, że to ja, broniąc nuncjusza, miałem rację, bo red. Cezary Gmyz, rok później, odnalazł w IPN dokument, który oczyścił abpa Józefa Kowalczyka z tych niesłusznych podejrzeń.(Szczegóły w aktach sprawy III K 71/10). Zanim jednak do tego doszło, to ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, wszędzie gdzie tylko mógł, w towarzystwie dziennikarzy i także przedstawiciela IPN-u, rozgłaszał oszczerstwa, a w sukurs pośpieszyli mu, w ramach solidarności lustracyjnej, i tacy dziennikarze jak red. Andrzej Godlewski i red. Paweł Fąfara. Dodać trzeba, że opatrzenie fotografią z zamachu na życie Jana Pawła II-go artykułu, w pewnym dzienniku, na temat moich, w końcu, jak się okazało tylko dyplomatycznych kontaków, z abpem Józefem Kowalczykiem, miało dość jednoznaczną wymowę i uczyniło nam obu niepowetowaną krzywdę. Ci, co powtórzyli te absurdalne zarzuty, brali udział w
    czynieniu tej krzywdy i jak dotąd nie zdobyli się nawet na najmniejsze przeproszenie.
    Nawet przy daleko posuniętej dobrej wierze i nadzwyczajnej wyrozumiałości, trudno byłoby uznać, że oskarżeni dziennikarze „Polski The Times” działali z winy nieumyślnej, a koincydencja ukazania się obu publikacji, tuż po całościowym opublikowaniu przez Katolicką Agencję Informacyjną, i inne pisma katolickie, mojego listu w obronie abpa Józefa Kowalczyka do „Rzeczpospolitej”, a także ukazanie się, w tym kontekście, osławionego wywiadu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, także w „Polska The Times”(w dniu 30 stycznia 2009 r.) świadczy i o tym, że ta cała akcja była przeprowadzona z pełną premedytacją i złą wolą, aby osiągnąć zdyskredytowanie „niesłusznego” obrońcy, jakim byłem. Czy Sąd sądzi, że Andrzej Godlewski napisał to, co napisał, tylko tak sobie, bo miał taką chwilową wenę? Nie byłbym do tego stopnia naiwny. Nie od dziś wiadomo, że Andrzej Godlewski tkwi w określonym nurcie politycznym i nie pisze takich tekstów dla samego pisania, czy tylko dla „wierszówki.”
    Jak wiadomo, papież Benedykt XVI mianował abpa Józefa Kowalczyka arcybiskupem gnieźnieńskim i Prymasem Polski, co szczęśliwie dla Niego zakończyło sprawę. Na marginesie jednak wypada zadać i pytanie, jakie konsekwencje polityczne dla Polski miałoby to, gdyby prowokacja udała się ? Przecież nie od dziś wiadomo, jaką wagę posiada głos Prymasa Polski, zabrany w przełomowych chwilach, także politycznych. Czy inspiratorzy i wykonawcy tej oszczerczej kampanii zdawali sobie sprawę z konsekwencji tego działania ? Jak się wydaje, jest to jednak pytanie retoryczne. Nawet i wtedy, gdy ci ludzie teraz będą się tłumaczyć, że pomylili się w ocenie sytuacji i działali nieumyślnie. Tylko naiwni w to mogą uwierzyć, zważywszy na tamtejszy kontekst sytuacji politycznej i zaistniały już precedens skutecznego utrącenia arcybiskupiej nominacji ks. Stanisława Wielgusa, którego kontekst polityczny już jest dzisiaj dostatecznie jasny. Sprawa abpa Józefa Kowalczyka miała być tylko powtórzeniem już sprawdzonego w praktyce działania i miała służyć także ważnym i nie tylko doraźnym sprawom politycznym.
    Reasumując: W powyższej kwestii powinno mieć pełne zastosowanie sentencji Wyroku Sądu Najwyższego z 28.XI.1978r., VI KRN 246/78, gdzie stwierdza się, m.in.: „(…) Przestępstwo zniesławienia (art. 212 k.k.) może zostać popełnione tylko umyślnie – działanie sprawcy bezspornie musi być nasycone złą wolą i ze świadomością co do konsekwencji pomówienia (…)”.”
    Na marginesie, chciałbym przypomnieć, że pomówienie w rozumieniu art. 212 kk musi mieć chartakter wypowiedzi o faktach – nota bene – nieprawdziwych (tutaj stosuje się, w oparciu o treść art. 213 kk, zasadę przeprowadzenia dowodu prawdy ze strony oskarżonego), a nie czystej oceny, ponieważ wypowiedzi ocenne nie mogą być sprawdzane przez dowód prawdy, przewidziany w tym artykule. Jak twierdzę, nigdy nie dokonywałem czynności operacyjnych, mających na celu zbieranie informacji, o jakie posądził mnie oskarżony Andrzej Godlewski. Nie byłem też w chwili zamachu na papieża na Placu Św. Piotra. Jeśli oskarżony posiada takie informacje to powinien je udowodnić, a Sąd powinien mu to umożliwić, a nie w popłochu kończyć sprawę wydając dokument procesowy zamykający mi drogę do wydania wyroku sądowego. Więc, w tej sytuacji
    ocenianie przez Sąd może odbywać się tylko w granicach, czy oskarżony opublikował informacje prawdziwe, czy nieprawdziwe, a nie przede wszystkim tego, czy pokrzywdzony może się czuć pomówiony, czy nie pomówiony. Zasadę, że wypowiedzi ocenne nie mogą stanowić przestępstwa zniesławienia podkreślał wielokrotnie w orzeczeniach Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, a w tym przypadku akurat o wypowiedzi ocenne przecież nie chodzi.
    Dodam jeszcze, że przestępstwo pomówienia może zostać zrealizowane wyłącznie umyślnie, bo inaczej zachodzi dekompletacja tegoż przestępstwa. Umyślność tego czynu, dokonanego przez oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, została wystarczająco wykazana w moim Oświadczeniu z dnia 02 września 2011 r.. Niestety, Sąd tego dokumentu nie chciał, w jakikolwiek sposób, zauważyć, co odbiło się na jakości postępowania karnego i jego przedwczesnym, urwanym, zakończeniu.
    Czy ten tekst, dołączony do akt sprawy o sygn.: III K 1174/10 spowodował, z jakichś względów, taką interpretację Sądu wypowiedzi oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, nie mnie o tym przesądzać. Koincydencja jednakże wydaje się dość oczywista.Moim zdaniem, pominięcie przez Sąd istotnych elementów artykułu Andrzeja Godlewskiego stworzyło przesłanki, aby stwierdzić, że ogólnikowe Uzasadnienie wytworzone przez Sąd jest po prostu nie na temat! Pomijając najistotniejsze fragmenty jego artykułu Sąd zajął wyraźnie stronnicze stanowisko w sprawie, co tłumaczy też pośrednio dokonane przez niego pociągnięcia proceduralne, kóre są złamaniem odpowiednich przepisów Kodeksu Postępowania Karnego. W każdym bądź razie, byłoby źle, aby ta decyzja procesowa mogła przesądzić i o tym, żeby opinia publiczna nie dowiedziała się od oskarżonego, jakie były faktyczne jego intencje, bo Sąd, swą decyzją procesową, która jest zaskarżana, uniemożliwia mu złożenie wyjaśnień w tej sprawie przed niezawisłym sądem. W tej sytuacji, opinia publiczna, może jedynie liczyć na dobrą wolę oskarżyciela prywatnego, który nie chce krzystać z dobrodziejstw art. 359 pkt 2), co niniejszym oświadcza. W tej sytuacji, red. Andrzej Godlewski, będzie jednak, jeśli odważy się na to – w co wątpię – mieć jedynie okazję do medialnego ustosunkowania się do sprawy. Znając jednak jego sposoby wypowiedzi w przedmiotowej sprawie, sądzę, że może się tylko przyczynić do dalszego skomplikowania tej kwestii.
    Trzeba podkreślić, że zgodnie, przynajmniej z duchem, jeśli nie z treścią art. 424 & 1 pkt 1 i 2 kpk, uzasadnienie Postanowienia, moim zdaniem, powinno zawierać wskazanie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione lub nieudowodnione; na jakich w tej mierze oparł się dowodach i dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych, a ponadto powinien wskazywać wyjaśnienie podstawy prawnej Postanowienia. Uzasadnienie powinno zawierać ustalenia i rozważania będące w swej istocie pewnym sprawozdaniem ze stosowania w toku postępowania przepisów normujących to stadium postępowania karnego. Takie stanowisko prowadzi do możliwości stworzenia pewnego schematu sporządzania uzasdnienia, które powinno zawierać ustalenia Sądu co do okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia w sprawie, przedstawienie przeprowadzonych dowodów z jednoczesnym dokonaniem ich oceny i określeniem znaczenia dla przyjętych ustaleń, we wzajemnym ich powiązaniu oraz wyjaśnienie podstaw merytorycznego rozstrzygnięcia w sprawach właściwych dla Postanowienia . W orzecznictwie sądowym stwierdza się, że uzasadnienie powinno wskazywać logiczny proces, który doprowadził Sąd do wniosku o winie lub niewinności oskarżonego. (Wyrok SN z 06.10.2009 r., WA 31/09, OSNw SK 2009/1/1936).
    Uzasadnienie Postanowienia w sposób oczywisty nie spełnia wskazanych wymogów, ponieważ zostało sporządzone z rażącym naruszeniem prawa procesowego, t.j. artykułu 424 & 1 i 2 kpk, co miało wpływ na jego treść i wartość merytoryczną. Uzasadnienie to jest rażąco lakoniczne,pomijające najistotniejsze elementy w sprawie, przez co uniemożliwia dokladniejszą ocenę merytoryczną tego dokumentu procesowego i czyni zarzuty wobec oskarżyciela prywatnego o jego nadinterpretacji czy „subiektywnych” i „błędnych odczuciach,” przedmiotowych publikacji nieuzasadnionymi.
    Na uwagę zasługuje też brak poglębionej oceny zebranego materiału dowodowego, w szczególności materiału dostarczonego przez oskarżyciela prywatnego w formie Aktu Oskarżenia i Oświadczeń, które mają istotne znaczenie dla całokształtu oceny sprawy. Sąd, de facto, nie poczynił żadnych ustaleń faktycznych i nie wiadomo dlaczego, domyślnie, dał wiarę jedynie autorowi publikacji, i to tylko na podstawie subiektywnej oceny tekstu, w wyniku jedynie własnej lektury.
    Reasumując, zebranego materiału Sąd nie ocenił prawidłowo przy zastosowaniu obowiązujących zasad procesowych, m.in. dyrektywy swobodnej oceny dowodów z art. 7 kpk w oparciu o całokształt okoliczności ujawnionych przez oskarżyciela prywatnego (art. 410 kpk), zważając by uzasadnienie spełniało wymogi ducha art. 424 & 1 kpk.
    Mając powyższe na uwadze, wnoszę o uwzględnienie niniejszego Zażalenia i na podstawie art. 40 & 1 pkt 6), a także z uwagi na swoiste poczucie gustu moralnego i prawnego, o wyłączenie Sędziego, który wydał zaskarżone Postanowienie, z dalszego prowadzenia postępowania sądowego w niniejszej sprawie i wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego w oparciu o stosowne przepisy i procedury prawne.
    Z wyrazami szacunku
    dr Edward Kotowski
    (oskarżyciel prywatny)”

    I to byłoby tyle. Aż tyle! Jeśli Redakcja uzna, że ten tekst trzeba umieścić w bardziej poczesnym miejscu, to nie mam nic przeciwko temu.
    Dr Edward Kotowski (18 listopada 2011r., godz. 10.46).

  54. z niezalezna.pl:

    Esbek oskarża….
    Wydaje się, że dzisiaj, po przeczytaniu informacji o awansie Andrzeja Godlewskiego na dyrektora programu TVP I, zaczynam rozumieć dziwne zachowanie sądu mokotowskiego. Do niedawna, w sprawie, o której mowa wyżej, wszystko toczyło się w miarę normalnie. Czyżby ręczne sterowanie? Byłby to dobry temat dla Pana Redaktora Tomasza Sakiewicza. O powiązaniach personalnych Andrzeja Godlewskiego z pewnym ośrodkiem władzy aż huczy w Internecie.

    Gość edward (nv), pt., 18/11/2011 – 20:08

  55. SKANDALICZNY KONIEC UROJONEGO MITU….

    Każda, nawet najdłuższa historia, ma swój koniec. Otóż, okazuje się, w świetle dokumentów archiwalnych, znajdujących się w archiwum IPN-u, że kilka lat po zamachu na życie Jana Pawła II-go, który, jak powszechnie wiadomo, miał miejsce 13 maja 1981 roku, pewien dyplomata-oficer, spotykał się w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, z pewnym monsignore, wówczas prałatem, a dzisiaj kardynałem, emerytowanym prefektem jednej z najważniejszych kongregacji watykańskich. Odbywają się miłe i kurtuazyjne rozmowy, a ten oficer, mój następca, opisuje w swoich notatkach rozkład zajęć papieża, czy przebieg audiencji papieskich, co ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kilkadziesiąt lat później, przypisał mnie oraz kontaktowi informacyjnemu polskiego wywiadu o pseudonimie „Prorok”, którego nie znałem i nigdy nie byłem jego oficerem prowadzącym i do dzisiaj nie wiem kto nim był. Według księdza lustratora miało to mieć miejsce przed 13 maja 1981 r., a więc przed zamachem na Jana Pawła II-go. Moją misję w Watykanie zakończyłem 15 października 1983 r., a mój następca objął ją z tym samym dniem i kontynuował przez niemal 5 następnych lat. Zwracam na to uwagę, bo samo rozpoczęcie jego misji odbyło się już w ponad 2 lata po owym dramatycznym wydarzeniu, jakim był zamach na polskiego papieża.
    W dodatku informacje spisane z owych rozmów, to kwestie powszechnie znane tym wszystkim, którzy nawet w niewielki sposób interesują się Watykanem i nie zawierają żadnych rewelacji. Ten monsignore przyjmował go zapewne grzecznie, z wrodzoną sobie uprzejmością i otwartością, jakiej okazywanie przystoi przedstawicielowi dyplomatycznemu akredytowanemu przy Stolicy Apostolskiej i co było powszechną normą w kurii rzymskiej. Znałem osobiście tego monsignore i wiem, co piszę. Ów monsignore zapewne nie spodziewał się, że tenże oficer i dyplomata w jednej osobie, to wszystko, co przecież nie stanowiło jakiejkolwiek tajemnicy, później, w jakimś celu detalicznie opisze i opatrzy klauzulą „tajne”, czy może „tajne specjalnego znaczenia”. Gdyby to zrobił jako dziennikarz (z wykształcenia jest dziennikarzem) to nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Zrobił to jednak jako oficer wywiadu i to rodzi pewien problem. Czy nie miał o czym pisać? Czy był beznadziejnie bezrefleksyjny? No, ale są to pytania do tego oficera, którego nazwiska, ani kryptonimu, z ostrożności procesowej, nie ujawnię. Niech to zrobią ci, którzy mnie pomówili. Niech zobaczą na czym polegał ich błąd. Jeśli to był tylko błąd? Dokumenty czekają w archiwum IPN-u w Warszawie !
    A więc nie oficer „Pietro,”ale inny oficer! Nie od „Proroka”, ale od pewnego monsignore ! Nie przed zamachem, a po zamachu! Tak, jak w pewnym dowcipie rosyjskim, przypisywanym radiu Erewań: „Otóż, rozeszła się wiadomość, że w Odessie, na Placu Głównym, rozdają za darmo rowery ! Okazało się jednak, że „Nie w Odessie, ale w Moskwie ! Nie na Placu Głównym, ale na Placu Czerwonym ! Nie rozdają, ale kradną !”
    Być może jakieś inne źródło, jakiemuś innemu oficerowi-dyplomacie, ujawniło jaki jest „wystrój pokoju prywatnego, w którym papież przebywał najczęściej” oraz „informowało bardzo szczegółowo, mówiąc, jaki kolor ma obicie krzesła, na którym siedział papież”, „co papież najczęściej jadał”, „jakie zażywał lekarstwa”, a także to i owo o papamobile. Może byli i tacy, którzy informowali o opiniach polskich księży pracujących w Watykanie o kapelanach „Solidarności”, a przede wszystkim o ks. Jerzym Popiełuszce, po zamordowaniu, tj. wtedy, gdy ja już od ponad roku przebywałem w Polsce, a nie w Rzymie. Tylko co ja mam z tym wspólnego? Może w archiwum IPN-u znajdą się i takie dokumenty, jak te, które obrazują rozmowę owego oficera dyplomaty z owym monsignore? I wtedy znowu będzie, jak w tym rosyjskim dowcipie o rowerach rozdawanych za darmo, na Placu Głównym w Odessie!
    I taki jest epilog ! I z tego powodu nie jest mi wcale wesoło ! I co tu mówić o rzetelności badawczej, jaką zaprezentowano w „Polska The Times” w dniu 30 stycznia 2009 roku, a więc niemal trzy lata temu! „Myli się” osoby, lata, oskarża publicznie niewinną osobę o czyny, które miały służyć przygotowaniu zamachu na papieża. A przecież podany na początku przykład pochodzi z lat późniejszych, z okresu już wiele lat po zamachu! „Myli się”, bo najpewniej odpowiadało to z góry założonej tezie:przypisać to wszystko osobie, która akurat była w Rzymie w okresie poprzedzającym zamach i w czasie zamachu. Bo przecież, te informacje, stworzone już po zamachu straciły aktualność i siłę rażącą w stosunku do oficera, który je zebrał i który był w Rzymie później. Nie sposób, czytając notatki napisane przez mojego następcę, nie zauważyć dat ich sporządzenia. A o”Proroku”, jako „najgroźniejszym agencie w Watykanie” zapomniano. I nawet pies z kulawą nogą nim się nie zajmuje. Oto, lustracja, w wydaniu polskim!
    I co na to Wielebny i Czcigodny Ksiądz, który, zapewne w pogoni za sławą, rozpowszechnił swoje „rewelacje„ po całym świecie? Czy ma poczucie, że wyrządził komuś wielką krzywdę? Czy poczucie dobrze spełnionego „obywatelskiego obowiązku?”
    Kończąc chciałbym wspomnieć i o tych wszystkich ludziach dobrej woli, którzy bezinteresownie, w czysto ludzkim odruchu,wiedząc, że nie mam ustawowego dostępu do archiwum IPN-u, a znajdując tam te szokujące dla nich dokumenty, i widząc naocznie, że zostałem pomówiony, udzielili mi wiedzy o takich dokumentach. Osoby te działały w imię prawdy. To są właściwi świadkowie prawdy. Były to często osoby, co do których, z racji ich miejsca zatrudnienia i poglądów politycznych, nigdy bym się tego nie spodziewał. Nie wymieniam nikogo z imienia i z nazwiska, aby nie narazić ich na szykany. Jestem tym osobom niepomiernie wdzięczny i zachowam ich w życzliwej i serdecznej pamięci na zawsze.
    Jeszcze tylko dodam, że w aktach sądowych Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, o sygn.III K 71/10, informacja o rzeczywistej wartości „rewelacji” księdza znalazła się już w marcu 2010r. Niech Czytelnicy sobie dopowiedzą resztę. Moim skromnym życzeniem byłoby, aby przy tej okazji nauczanie papieża Jana Pawła II-go o wyzwalającej roli prawdy, znalazło spełnienie w realnych, codziennych postawach ludzkich, a nie w gołosłownych deklaracjach.

    ppłk dr Edward Kotowski, były oficer wywiadu,
    kryptonim „Pietro”

    Warszawa, 1 grudnia 2011 r.

  56. http://wpolityce.pl/artykuly/18849-apel-solidarnych2010-o-udzial-w-wytoczonym-ks-t-isakowiczowi-zaleskiemu-procesie TUTAJ JEST PEŁNY TEKST AKTU OSKARŻENIA W SPRAWIE KS.TADEUSZA ISAKOWICZA-ZALESKIEGO. TEKST TEN MOŻNA TEŻ ZNALEŹĆ I W INNYCH MIEJSCACH W SIECI.

  57. Szanowny Panie Doktorze,
    Właśnie wróciłem do domu i mam żywo w pamięci okoliczności naszego spotkania w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa. Jeśłi ta psychodrama przyniosła jakąś ulgę tym ludzion, którzy całą winę za zło minionego systemu przelali na mnie, a zwłaszcza wszelkie przewiny ludzi służb specjalnych, to jestem z tego zadowolony. Po prostu zdarzyła się okazja, aby człowieka tych służb, widzianego z bliska i bezpośrednio, w wymianie zdań, często chaotycznej i niecieprliwej i nerwowej, uczynić symbolicznie odpowiedzialnym za to, mimo, że najprawdopodobniej moja realna i rzeczywista odpowiedzialność jest najmniejsza z możliwych. Wynika to z tego, że w tych służbach spędziłem niewiele czasu i nikogo z opozycji nie tknąłem ani jednym palcem i ani jednym bolesnym słowem, a pośrednio, wspierając rozwój bazy materialnej Koscioła, wbrew utartym opiniom – wspierałem. Natomiast na odcinku normalizacji stosunków państwo-Kosciół i w przywróceniu stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską odegrałem inspisrujaćą i praktyczną rolę, co nawet w swoich publikacjach naukowych zauważa dr Paweł Kowal, niegdyś Wiceprezes PiS. Mam nadzieję, że fakt naszego osobistego poznania się będzie też sprzyjać naszej wymianie zdań (w różnej formie) na witrynie ludtronauki. wordpress. com
    Z wyrazami szacunku
    dr Edward Kotowski

  58. Sprawa ks. Isakowicza Zaleskiego umorzona
    http://www.opoka.org.pl/aktualnosci/news.php?id=40509&s=opoka

    Esbek zaspał, Opatrzność nie 🙂

    http://razem.tv/filmy/-/Esbek-zaspal-Opacznosc-nie-

    Po procesie ks. T. Isakowicza-Zaleskiego
    http://solidarni2010.pl/n,1839,8,po-procesie-ks-t-isakowicza-zaleskiego.html

    http://solidarni2010.pl/photogallery.php?album_id=209

    Proces oficera wywiadu PRL przeciw ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu umorzony
    http://www.rp.pl/artykul/763063.html?print=tak&p=0

    Proces ks. Isakowicza-Zaleskiego umorzony

    http://vod.gazetapolska.pl/777-proces-ks-isakowicza-zaleskiego-umorzony

    Proces oficera wywiadu PRL przeciw ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu umorzony
    http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-proces-oficera-wywiadu-prl-przeciw-ks,nId,416503

    B. esbek Edward Kotowski – kontra ks. T.Isakowicz- Zaleski . Pikieta przed rozprawą
    http://blogmedia24.pl/node/53921
    B. esbek Edward Kotowski – kontra ks. T.Isakowicz- Zaleski. Przed salą rozpraw 1.12.2011
    http://blogmedia24.pl/node/53924

  59. Edward Kotowski

    Ponieważ ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski szeroko informuje o przebiegu wczorajszych nietypowych i niecodziennych wydarzeń w sądzie mokotowskim, przeto i ja powinienem zabrać głos. Najlepiej, moje stanowisko, oddaje treść niniejszego zażalenia.

    „Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
    III Wydział Karny
    00-873 Warszawa
    ul.Ogrodowa 51a
    dot.sprawy sygn.akt: III K 71/10

    ZAŻALENIE
    na Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa (III Wydział Karny), podjęte w dniu 01 grudnia 2011r., po godzinie 11-tej, podczas rozprawy głównej w sprawie o sygn.akt: III K 71/10, o umorzeniu postępowania na podstawie art. 496 & 3 kpk.

    UZASADNIENIE
    Z relacji mass-medialnych, w tym od samego oskarżonego, ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, wynika, że w podanym dniu i godzinie, Sąd powziął Postanowienie o umorzeniu postępowania wskutek nieusprawiedliwionej nieobecności oskarżyciela prywatnego na rozprawie głównej. Moim zdaniem decyzja ta jest nieuprawniona, gdyż Sąd stworzył, poprzez swoją decyzję o przeniesieniu rozprawy z sali rozpraw nr 521 do sali rozpraw 4, warunki do tego, że do oskarżyciela nie dotarła informacja o wywołaniu sprawy, mimo że był on obecny przed drzwiami sali rozpraw nr 4. Jego obecność tam jest potwierdzona w relacjach filmowych i prasowych dotyczących tej kwestii i z uwagi na to, że jest powszechnie znana nie wymaga przedstawienia szczegółowych dowodów.

    Przebieg zdarzenia:

    1). W dniu 1 grudnia 2011 r. stawiłem się w Sądzie Rejonowym, przed godziną 8.31, co znajduje potwierdzenie w treści pieczęci znajdującej się na Suplemencie Aktu Oskarżenia dotyczącego oskarżonego. Jest to pieczęć Biura Podawczego Sądu (kserokopia dokumentu w załączeniu).Przekazując dokument ( w 2 egzemplarzach) poprosiłem o jego natychmiastowe dostarczenie Sądowi z uwagi na wyznaczoną rozprawę główną, na godzinę 11.00, w sali rozpraw o nr 521. Po zdeponowaniu dokumentu udałem się pod tę salę rozpraw i stwierdziłem, że na wokandzie widnieje rozpatrzenie sprawy o tej godzinie, z adnotacją, że jej przebieg ma być niejawny, co było sprzeczne z moją intencją. Po czym udałem się do Czytelni Akt, gdzie zapoznawałem się ze sprawą o sygn. akt: III K 1174/10 i sygn. akt: III K 496/10. Fakt tam mojej obecności znajduje potwierdzenie w adnotacji w aktach tych spraw. Około godz. 10.45 stawiłem się przed salą rozpraw nr 521 i stwierdziłem na wokandzie adnotację o zamianie sali na nr 4. Obecność tam moją zauważyła pracownica Sądu (o nieznanym mi imieniu i nazwisku) i poinformowała mnie także o tej zamianie. Następnie udałem się na parter pod salę nr 4, gdzie oczekiwałem na rozpoczęcie rozprawy. Świadczy to o tym, że moim zamiarem był udział w rozprawie głównej. Tym bardziej, że dzień wcześniej przyjechałem tutaj z odległej miejscowości.
    2). W pewnym momencie duża grupa osób, która zakończyła demonstrację przed budynkiem Sądu licznie zapełniła hall i korytarz w bezpośrednim sąsiedztwie wejścia do tej sali i rozpoczęła agresywne działania mające na celu, jak się później okazało,odwrócenie mojej uwagi od obserwacji drzwi sali rozpraw. Zadawano mi różne pytania, mające związek z moją działalnością w służbach specjalnych PRL, w kontekście obciążania mnie za wszystko, co wiązało się z negatywną ich oceną. W pewnym momencie doszło do prowokacyjnych pytań i wypowiedzi na temat rzekomego braku niepodległości obecnej RP. Szczególnie agresywnie zachowywała się Pani Ewa Stankiewicz z Warszawskiego Oddziału Solidarni 2010, Stopniowo zostałem całkowicie otoczony bardzo liczną grupą osób, a pytania i opinie mnie obciażajace przybierały coraz szersze spektrum, kończąc na za niskich, 800 złotowych emryturach, o jakich mówiły zgromadzone osoby starsze. Aby chociaż częściowo zmniejszyć agresję słowną podjąłem dialog moderujący. W pewnym momencie włączyły się do tego ekipy telewizyjne i liczni dziennikarze. Zrodził się niesamowity hałas i szum , który przybrał charakter bariery dźwiękowej uniemożliwiającej odbieranie komunikatów głosowych spoza tego kręgu osób, które mnie szczelnie odizolowały też ze wszystkich stron od otoczenia. Ustawieni przy drzwiach sali rozpraw policjanci o słusznym wzroście (3-4 osoby) przesłaniali mi widok na drzwi. W tej sytuacji, mimo usiłowania obserwcji momentu wywołania sprawy, zakończyło się ono fiaskiem, gdyż praktycznie niewiele widziałem i nic nie słyszałem, co dochodziłoby spoza kręgu tych osób. W pewnym momencie usłyszałem gromkie oklaski i zauważyłem wychodzącego z sali oskarżonego z szerokim uśmiechem i ogłaszającego umorzenie sprawy z powodu niestawiennictwa oskarżyciela prywatnego. Po wypowiedzeniu tych słów, oskarżony, wraz z licznym osobami opuścił Sąd, a dziennikarze kontynuowali mi zadawanie pytań. Przdtem jeszcze próbowałem wejść do sali rozpraw, aby interweniować, ale drzwi były zamknięte od wewnątrz. Wypowiedziałem wtedy do kamer słowa, że padłem ofiarą podstępu, który polegał na zaabsorbowaniu mojej uwagi czymś innym, aby mogło nastąpić umorzenie, co przecież nie było moją intencją. Dodam też, że nie zauważyłem momentu wejścia do sali oskarżonego, ani też nikt, łącznie ze stojącymi przy drzwiach policjantami, nie dał mi znać, że wywołano sprawę. Sam oskarżony ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski, zapewne również nie powiedział Sądowi, że jestem obecny przed drzwiami, co nie najlepiej świadczyłoby o jego woli wyjaśnienia oskarżenia. Protokolant, wygłaszając formułkę wywołania też musiał mnie widzieć, a mimo to nie zrobił kilku kroków, aby mi zasygnalizować rozpoczęcie procesu. Wszystko to spowodowało, że obiektywnie nie byłem świadomy wywołania sprawy.A więc brak mojej osoby na sali rozpraw nie był umyślny.
    3). Jestem przekonany, że decyzja o zamianie sali na tę, przy której jest dużo większa powierzchnia do zgromadzenia się uczestników protestu wytworzyła sytucję, która mi uniemożliwiła usłyszenie komunikatu o wywołaniu sprawy. Gdyby nie doszło do tej zamiany, to przed salą nr 521, gdzie jest mała powierzchnia dla obserwatorów nieusłyszenie komunikatu o wywołaniu nie byłoby możliwe. Jeśli intencją Sądu było stworzenie areny do wyładowania na mnie emocji i frustracji uczestników demonstracji, to stwierdzam, że ten zamiar się powiódł. Ucierpiał zaś na tym mój interes prawny. Sala 521 jest dostatecznie duża, aby pomieścić w niej ten sam skład osób, jaki tam się już mieścił w dniu 22 września 2011r..Jak wiadomo, rozprawa miała być tajna, więc nie zachodziła potrzeba użytkowania sali o większej powierzchni.
    4). Ustawowym obowiązkiem Sądu jest zapewnienie optymalnych warunków do prawidłowego procedowania. Tym razem to nie nastąpiło a widocznym tego efektem było to, że nie doszło do skutecznego wywołanie sprawy w odniesieniu do oskarżyciela prywatnego, co ostatecznie doprowadziło do umorzenia sprawy z korzyścią dla oskarżonego. Nic by się nie stało, gdyby protokolant widząc oskarżyciela prywatnego, szczelnie odizolowanego przez krąg demonstrantów, na polecenie Sądu, zakomunikował mu wywołanie sprawy, wiedząc w jakich okolicznościach on się znalazł w wyniku zarządzenia o zamianie sal rozpraw. Zbyt formalistyczne potraktowanie tej kwestii przez Sąd (oczekiwanie tylko kilkuminutowe) dało taki efekt, jaki zaskarżam. Na podkreślenie zasługuje również i ten fakt, że żadna z osób, które widziały wchodzącego do sali rozpraw oskarżonego i słyszały wywołanie sprawy, nie napomknęła o tym osakrżycielowi, co może wskazywać na bezpośredni i uzgodniony zamiar przeszkodzenia mu w wejściu na salę rozpraw. Gromkie brawa dla księdza opuszczającego salę rozpraw również dowodziłyby istnienia tego zamiaru, o którym mowa powyżej.

    Biorąc pod uwagę całokształt opisanej sytucji wnoszę o uwzględnienie mojego Zażalenia i przywrócenie procedowania w tej sprawie, zgodnie z właściwymi wymogami procesowymi.

    Dr Edward Kotowski
    (oskarżyciel prywatny)

    Egz. Nr 1 – adresat (wraz z kserokopią Suplementu Aktu Oskarżenia),
    Egz. Nr 2 – a”

    Dr Edward Kotowski

  60. Z informacji uzyskanych od oficera „Pietro”wynika, że natychmiast, w razie uwzględnienia jego Zażalenia na nieoczekiwane umorzenie procesu przeciwko ks.Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, złoży on pisemny Wnisek do Sądu mokotowskiego, w oparciu o art.359 pkt.2) kpk, aby rozprawa toczyła się jawnie, a nie tajnie, jak to było napisane na wokandzie sądowej. Oficer ten już dawno złożył deklarację ustną w tej sprawie i ponowiłby ją w Sądzie, w dniu 1 grudnia b.r..Podczas swojej interwencji u Przewodniczącego III Wydziału Karnego tego Sądu, po nieoczekiwanym umorzeniu, usłyszał jednak doprecyzowanie, że to musi być Wniosek pisemny i, w gruncie rzeczy stanowisko pokrzywdzonego jest dla Sądu wiążące. Tak więc, zamieszanie powstałe, z niezawinionego niestawienia się pokrzywdzonego na sali rozpraw w dniu 1 grudnia 2011 r,. może mieć pozytywny skutek w sensie całkowitego upublicznienia rozprawy. Stworzy to okazję dla mass-mediów do pełnego śledzenia procesu, z czego, jak wynika z deklaracji mass-medialnych, byłby zadowolony również i oskarżony ksiądz.

  61. http://www.salon24.pl/user/55645,daned

    To bardzo dobry adres do zestawu informacji w tej bulwersującej sprawie. WARTO POCZYTAĆ !!! Są tu informacje o prawdzie chętnie
    przemilczanej i skrzętnie ukrywanej, bo majacej siłę rażącą w wymiarze szerszym.

  62. Edward Kotowski

    Rozprawa o sygn. akt III K 71/10: JAWNA !!!

    Szanowni Czytelnicy!

    Zgodnie z wielokrotnie wyrażaną moją intencją, aby postępowanie sądowe w sprawie z oskarżenia prywatnego przeciwko ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, odbywało się jawnie, w dniu 06 grudnia 2011 r. skierowałem do Sądu następujący Wniosek:

    „dot. sprawy sygn.akt: III K 71/10

    Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
    III Wydział Karny
    00-873 Warszawa
    ul. Ogrodowa 51 a

    WNIOSEK

    W oparciu o treść art. 359 pkt 2 kpk, jako pokrzywdzony w sprawie III K 71/10, niniejszym wnoszę, aby rozprawa główna odbywała się jawnie.

    Z wyrazami szacunku
    dr Edward Kotowski

    Egz. nr 1 – adresat
    Egz. nr 2 – a/a”

    Informuję, że od tej pory nie ma jakichkolwiek przeszkód, aby mass media mogły śledzić przebieg nie tylko rozprawy głównej, ale także i mieć wgląd do akt sprawy o sygn. akt: III K 71/10. Wynika to z tego, że z chwilą zgłoszenia takowego Wniosku, stanowisko pokrzywdzonego jest wiążące dla Sądu,

    dr Edward Kotowski

  63. z niezalezna.pl :
    Esbek oskarża ….
    Jako „nobilitowany” szpieg, „figurujący” na poczesnym miejscu w rankingu światowym ludzi tej profesji, chciałbym poświęcić kilka zdań na podsumowanie obecnego etapu sprawy III K 71/10.
    Zacznę od nawiązania do kuriozalnego rozpoczęcia procedury rozprawy głównej, w dniu 1 grudnia 2011 r. i jej nieoczekiwanego zakończenia, które z niezrozumiałych dla mnie powodów wprawiło w euforię oskarżonego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, jak i jego licznych zwolenników przybyłych do Sądu i tu go wspierających. Patrząc na jego „triumfującą” minę, gdy wychodził z sali Sądu i ogłaszał umorzenie sprawy z powodu niestawienia się na sali oskarżyciela prywatnego, zastanawiałem się, czy on zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło ? Wydaje się, że on nie zrozumiał tej sytuacji, bowiem z powodów proceduralnych, o których nie warto tu już mówić, doszło do tego, że kwestia jego niewinności, którą tak namiętnie przed procesem głosił, nie doczekała się potwierdzenia sądowego.Oznacza to, że w odczuciu opinii publicznej nie doszło do jego samooczyszczenia się przed sądem, co tu mówić, z bardzo poważnego zarzutu, o tym, że mówił nieprawdę. Dla duchownego jest to szczególnie zarzut poważny i obciążający jego misję społeczną. Ja, na jego miejscu z przebiegu wydarzeń w Sądzie nie cieszyłbym się, a wręcz odwrotnie, prosiłbym Sąd, aby spowodować skuteczne powiadomienie oskarżyciela prywatnego, aby ten wszedł na salę sądową. Zależałoby mi bowiem na tym, gdybym czuł się niewinnym, aby Sąd to potwierdził. Chyba, że ktoś czuje się winnym i nie chce rozstrzygnięcia sądowego? Nie dojście do wydania wyroku sadowego, z przyczyn proceduralnych nie jest jakąkolwiek wygraną osoby niewinnej! Odwrotnie, jest przegraną ! Czyżby aż problem był taki trudny dla oskarżonego, że wolał przegrać, tylko w sposób mniej dokuczliwy! ? Zdawałem sobie sprawę, że może coś wyniknąć dla mnie niekorzystnego z mobilizacji stronników księdza, ale nie zakładałem, że będzie to, co się stało. Dlatego też świadomie upubliczniłem akt oskarżenia, w którym jest zawarte to wszystko, co obciąża oskarżonego, bo spodziewałem się, że z powodu kruczków formalnych, może nie dojść do odtajnienia rozprawy. Jak zauważyłem na wokandzie to się stało, a z późniejszych medialnych enuncjacji księdza wynikało, że był on zgorszony tym moim zachowaniem. Czyżby utajnienie sprawy było mu na rękę ? Rzecz jasna, wpierw, upubliczniłem wszystkie inne dokumenty w tej sprawie, bo wiedziałem, że to jest jedyny sposób na dotarcie z prawdą do opinii publicznej, a nie byłem na tyle naiwny, aby ufać, że procedury sądowe – i nie tylko – będą mnie sprzyjać. Nie wiem, czy Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględni moje Zażalenie ? I to nie jest już aż tak istotne z punktu mojego osobistego interesu. Jest bardziej istotne z punktu widzenia interesu prawdy jako takiej i interesu wymiaru sprawiedliwości.Pozdrawiam.dr Edward Kotowski

    Gość edward (nv), wt., 13/12/2011 – 12:35

  64. „@Piotr Stróż
    Panie Piotrze, Otóż przeglądając moją obszerną dokumentację akt sprawy III K 71/10, stwierdziłem, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, utajnił rozprawę zaplanowaną na 1 grudnia 2011 r. wbrew mojemu Wnioskowi datowanemu, na dzień 20 lipca 2010 r. i w tym dniu przesłanym (za potwierdzeniem odbioru) przesyłką poleconą nr 134923402, do Sądu. Przesyłka dotarła do Sądu w dniu 28.07.2010r., co zostało pokwitowane w Biurze Podawczym. Wnioskowałem,aby w oparciu o art.359 pkt 2 kpk, postępowanie sądowe, w sprawach III K 71/10 i III K 496/10, toczyło się jawnie na wszystkich jego etapach. Z treści zapisu tego artykułu jasno wynika, że Wniosek pokrzywdzonego jest dla Sądu wiążący. Dlaczego więc Sąd utajnił rozprawę w dniu 1 grudnia b.r.wbrew mojemu interesowi? Qui prodest? To pytanie jest jednak retoryczne.A niespodzianki można znaleźć nie tylko pod choinką. Pozdrawiam.
    DANED ”
    0
    90
    | 23.12.2011 05:23

  65. z niezalezna.pl :
    Esbek oskarżył …
    z piotr.salon24.pl :
    „@Piotr Stróż
    Panie Piotrze, Otóż przeglądając moją obszerną dokumentację akt sprawy III K 71/10, stwierdziłem, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, utajnił rozprawę zaplanowaną na 1 grudnia 2011 r. wbrew mojemu Wnioskowi datowanemu, na dzień 20 lipca 2010 r. i w tym dniu przesłanym (za potwierdzeniem odbioru) przesyłką poleconą nr 134923402, do Sądu. Przesyłka dotarła do Sądu w dniu 28.07.2010r., co zostało pokwitowane w Biurze Podawczym. Wnioskowałem,aby w oparciu o art.359 pkt 2 kpk, postępowanie sądowe, w sprawach III K 71/10 i III K 496/10, toczyło się jawnie na wszystkich jego etapach. Z treści zapisu tego artykułu jasno wynika, że Wniosek pokrzywdzonego jest dla Sądu wiążący. Dlaczego więc Sąd utajnił rozprawę w dniu 1 grudnia b.r.wbrew mojemu interesowi? Qui prodest? To pytanie jest jednak retoryczne.A niespodzianki można znaleźć nie tylko pod choinką. Pozdrawiam.
    DANED ”
    0
    90
    | 23.12.2011 05:23

    Gość (nv), pt., 23/12/2011 – 08:16

  66. z piotr.salon24.pl:
    „@Piotr Stróż
    Panie Piotrze, W Wigilijny Dzień chciałbym Panu przekazać radosną nowinę. Oto, od kilkunastu dni, obserwuję lawinowe wycofywanie, przez Administratorów witryn, osławionego linku https://lustronauki.wordpress.com/2009/02/02/edward-kotowski/, który na masową skalę rozpowszechniał treści nie mniej osławionego złą sławą wywiadu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, udzielonego dla „Polska The Times”, o tytule: „Agent „Prorok” szpiegował Jana Pawła II w Watykanie (30.01.2009r.).Widać rozgłos, jaki towarzyszy procesowi księdza i dopływające informacje o tym, że dokonał on pomówienia mojej osoby spowodowały swoje. Administratorzy boją się odpowiedzialności karnej z art.212& 2kk, co w świetle Wyroku SN,sygn. akt:I CSK 213/07 oraz Wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn.akt:IACa 1402/09 z 15.07.2010r.jest po prostu realne. Otóż te wyroki stanowią, że przedruk pomawiających treści, także z poważnych mass-mediów, nie zwalnia od odpowiedzialności karnej tych, co ten proceder uprawiają w swoich mass-mediach, niezależnie od odpowiedzialności karnej głównych pomawiających.Pozdrawiam.

  67. Aby nie być gołosłownym, niniejszym przekazuję Czytelnikom treść mojego Wniosku, z dnia 20 lipca 2010r. przesłanego do Sądu w sprawie jawności postępowań przed sądem mokotowskim. Rzecz jasna na ten Wniosek, ani na jakiekolwiek inne wnioski ( w tym dowodowe) nigdy nie otrzymywałem odpowiedzi. To jest korespondencja tylko w jedną stronę. To ostatnie to jeszcze pół biedy, gdyby te wnioski były realizowane zgodnie z ich treścią, a nie odwrotnie, tak jak było z tym, który w całości zacytuję:

    „Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
    III Wydział Karny
    00-873 Warszawa
    ul.Ogrodowa 51a

    Dotyczy spraw: a)sygn.: III K 71/10
    b)sygn.: III K 496/10

    W N I O S E K

    W oparciu o treść art. 359 pkt 2 Kodeksu Postępowania Karnego, jako pokrzywdzony, niniejszym wnoszę o to, aby postępowanie sądowe w obu sprawach przywołanych w piśmie (na wszystkich jego etapach) odbywało się jawnie.
    Swój Wniosek uzasadniam tym, że częściowa kwerenda archiwalna tytułów prasowych, jaką ostatnio przeprowadziłem, ujawniła, że publikacja, która jest przedmiotem postępowania sądowego została przedrukowana w, co najmniej, 27 tytułach (dzienniki, tygodniki, miesięczniki).
    W powyższej sytuacji, w moim interesie osobistym, a zapewne i prawnym tych tytułów prasowych, leży to, aby poprzez jawność postępowania sądowego, dotrzeć z obiektywną informacją przynajmniej do tych samych odbiorców, do których te mass-media, zapewne nieumyślnie, doprowadziły kłamstwa, znieważenia i pomówienia dotyczące mojej osoby.
    Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie oficjalnie, na piśmie, o sposobie załatwienia mojego Wniosku, bowiem chcę osobiście zwrócić się do mass-mediów z informacją w tej sprawie, aby one mogły wypracować swój punkt widzenia i poinformować swoich odbiorców o rzeczywistym stanie sprawy, w powiązaniu z tym, co było zawarte w przedrukach.
    Myślę też, że z punktu widzenia interesu społecznego byłoby to również korzystne, bo fałszywe informacje dotyczące mojej osoby, jak wskazuje profil tytułów prasowych, dotarły do wszystkich środowisk, nie wyłączając czytelników pism kobiecych: „Pani”, „Twój Styl”, „Pani Domu”, „Gala” a nawet „Szpilek”, czy środowisk rolniczych („Zielony Sztandar”) czy biznesowych („Puls Biznesu”).
    W powyższej sytuacji nie wyobrażam sobie, aby w stosunku do osób winnych, niezależnie od tego, których ostatecznie to będzie dotyczyć, była możliwa moja zgoda na pojednanie.
    Z wyrazami szacunku
    dr Edward Kotowski
    Egz. Nr 1 – adresat
    Egz. Nr 2 – a/a”
    (Dodaję, ze chodziło mi o inernetowe wydania tych tytułów prasowych).
    Jak wiadomo, mimo mojego Wniosku, który, wg treści art. 359 pkt 2 kpk, jest wiążący dla Sądu, tenże jednak utajnił rozprawę wyznaczoną na dzień 1 grudnia 2011 r. powołując się na ten sam artykuł. Dodam, że można taką rozprawę utajnić jedynie wtedy, gdy zgodzi się na to pokrzywdzony.
    Niestety, pokrzywdzony nie miał tu nic do powiedzenia. A przecież, to nie strony procesowe są dla sądu, a chyba odwrotnie, zgodnie ze znaną zasadą pomocniczości wszelkich instytucji państwowych wobec obywatela.Wydaje się, że obraza prawa procesowego, a konkretnie art. 359 pkt 2 kpk, może stanowić podstawę do wniesienia apelacji do sądu apelacyjnego, jeśli sąd okręgowy oddali moje zażalenie na Postanowienie, którego treści nie znam, bo mi go dotąd (do 24 grudnia b.r) nie przysłano. Co prawda, ogłosił je na korytarzu sądowym oskarżony, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ale przecież nie jest on pracownikiem sądu mokotowskiego i nie za bardzo mogę mu wierzyć. A może tego Postanowienia po prostu nie ma ?
    dr Edward Kotowski

  68. […] Edward Kotowski – dr, historyk sztuki, agent „Pietro” od Kościoła i Watykanu […]

  69. Z ostatniej publikacji Cezarego Gmyza („Zawód: dziennikarz śledczy”), FRONDA, 2013r.. wynika, że ks. T. Isakowicz-Zaleski popełnił błąd przypisując ppłk. dr. Edwardowi Kotowskiemu prowadzenie kontaktu informacyjnego wywiadu o pseudonimie „Prorok” (s.227-228 książki)..

  70. I TAK SIĘ KOŃCZY NAJWIĘKSZA MISTYFIKACJA I KONFABULACJA ORAZ POMÓWIENIE, NIE TYLKO OBECNEGO WIEKU, W POLSCE, A KSIĄDZ NIE ZDOBYŁ SIĘ NAWET NA SŁOWO: „PRZEPRASZAM!”

  71. Suum cuique łac., każdemu to, co mu się należy; por. à tout seigneur…

    Etym. – maksyma Katona St., Fryderyka II Pruskiego i in.

  72. Edward Kotowski

    29 marca

    .

    Myślę o tym, że sprawiedliwość, prędzej czy później nadchodzi. O to cytat z najnowszej ksiażki Cezarego Gmyza p.t. „Zawód:dziennikarz śledczy”, s.227:

    „O co poszło?
    W skrócie o to, że ksiądz Isakowicz-Zaleski się pomylił. W wywiadzie dla dziennika”Polska The Times” stwierdził, że Kotowski prowadził agenta o pseudonimie „Prorok”. Moim zdaniem ksiądz Tadeusz został wprowadzony w błąd przez dziennikarza gazety Tomasza Pompowskiego.”

  73. Edward Kotowski Moim zdaniem było to jednak inaczej. Red. Tomasz Pompowski zadawał pytania, a odpowiedzi udzielał ksiądz powołując się na swoje badania w Archiwum IPN. http://www.polskatimes.pl/artykul/203109,nowy-rok-odkryc-prawdy-z-pokora,id,t.html

    Nowy Rok odkryć prawdy z pokora – Polskatimes.pl
    http://www.polskatimes.pl

    Zapraszam Panstwa na chwile refleksji. Tak czesto nie mamy na nia czasu, zagonie…Zobacz więcej.

    29 marca o 18:11 · Lubię to! · Usuń podgląd..

    Edward Kotowski Jak wiemy wczoraj był dzień kapłański w liturgii Kościoła Rzymsko-Katolickiego i ciekaw jestem, czy ten ksiądz, tak żarliwie wytykający rzekome nadużycia abpowi Sławojowi Leszkowi Głódziowi zobaczy belkę w swoim oku?

    29 marca o 18:14 · Lubię to!..

    Edward Kotowski I kolejny cytat z tej wartościowej publikacji: ” Kim był „Prorok”? – Do dziś nie wiadomo. Leszk Szymowski utrzymuje, że był to arcybiskup Janusz Bolonek, ale to jest bzdura, ponieważ z dokumentów jednoznacznie wynika, że była to osoba świecka, w dodatku nieznająca jezyka polskiego. Pompowski opisywał „Proroka” jako najgroźniejszego agenta w Watykanie, ja jednak zupełnie nie zgadzam się z tą opinią. To było źródło zarejestrowane jedynie w kategorii „kontakt informacyjny”. W każdym razie stwierdzenie Pompowskiego o Kotowskim jako oficerze prowadzącym „Proroka” zostało w dobrej wierze powtórzone przez księdza Isakowicza-Zaleskiego. Kotowski go pozwał i wygrałby ten proces, gdyby ręka boska nie obroniła księdza.” (s. 227).

    29 marca o 18:34 · Lubię to!

  74. https://www.facebook.com/edward.kotowski.3
    TO WSZYSTKO MOŻNA PRZECZYTAĆ NA FACEBOOK-U.
    Pozdrawiam Czytelników..

  75. Edward Kotowski Księdzu, z okazji Świąt Wielkanocnych wybaczam.

    30 marca o 03:12 · Lubię to! · 1

  76. hominis est errare, insipientis in errore perseverare – ludzką rzeczą jest błądzić, głupców trwać w błędzie.

  77. Kłopotliwy spadek Krasickiego
    2013.09.04 | dodał: GT
    Artykuł, jaki pojawił się w Gazecie Turystycznej kilka dni temu, dotyczący informacji o pracach związanych z odsłanianiem fresków w lidzbarskiej oranżerii doczekał się dalszego ciągu- oto niespodzianie uzupełniony został o wcześniejszą, niesamowitą historię tego odkrycia..
    gt

    Izabela Treutle

    W artykule wspomniano, że pierwsze fragmentaryczne odsłonięcie fresku miało miejsce w latach 60-tych ubiegłego wieku i nie doczekało się rychłej kontynuacji. Był to rok 1969, a autorem owego odkrycia, które, było przyczyną jego wielkich, a niezasłużonych kłopotów zawodowych, był pełniący wtedy funkcję kierownika zamkowego muzeum w Lidzbarku Warmińskim – magister Edward Kotowski.

    Pewnie niejedna osoba czytająca artykuł, kojarzy to nazwisko z zupełnie innymi wydarzeniami, które trwale zapisały się na kartach polskiej historii. Chcę jednak wyraźnie zaznaczyć, że przedmiotem uzupełnienia poprzedniego artykułu jest jedynie kwestia fresków w oranżerii i dociekanie ich prawdopodobnego autora oraz opinia dr. E. Kotowskiego jako historyka sztuki w tej kwestii.

    Opinia ta pokazuje nam zupełnie inne spojrzenie na twórców odsłoniętych obecnie malowideł; jest ona w pełni zasadna i logicznie wyprowadzona, a przy tym dla osób interesujących się architekturą i sztuką regionu – niezmiernie ciekawa!

    Opisywana historia odbiła się głośnym echem w ówczesnej prasie ogólnopolskiej, a dla bliżej zainteresowanych sprawą artykuły jej poświęcone dostępne są w archiwach i bibliotekach.

    Elżbieta Krzyżanowska w „Panoramie Północy”( z 23.03.1969r.), pisze: „Tak oto zarys bardzo szlachetnej dłoni, dalej klęcząca postać z modlitewnie uniesioną głową. Tu znów miniaturowa postać oracza i proste, jasne kolumny, całość utrzymana w pastelowych barwach charakterystycznych dla stylu klasycystycznego. Kto jest autorem polichromii, na razie nie wiadomo. W każdym razie żaden z sześciu malarzy przebywających u Krasickiego, gdyż nie były to talenty „wysokopienne”. Być może malował je Smuglewicz, nadworny malarz Stanisława Augusta, romanista?”

    Autorka wspomina też o tym, że prace powinny być kontynuowane, m.in. w poszukiwaniu inicjałów autora dzieła. Pisze także o bezmyślnym zamalowaniu pomieszczeń zieloną farbą i o kolejnym wykonawcy remontu, który wykonał „młotkowanie” w celu uzyskania otworów przyczepnych do nałożenia grubej warstwy tynku cementowo-wapiennego.

    W tym miejscu należy również wspomnieć, że na początku lat 60-tych ubiegłego wieku dokonano w pomieszczeniach oranżerii bardzo licznych przepruć w celu przeprowadzenia instalacji elektrycznej i centralnego ogrzewania. Prawdopodobnie wtedy większa część malowideł uległa nieodwracalnym zniszczeniom. To konserwatorskie przestępstwo na sztuce to jednak temat na osobny artykuł. Na ten temat, tuż po odsłonięciu fragmentu fresku, napisali obszerne artykuły Andrzej Brycht i Ewa Nowakowska („Kierunki”).

    Powróćmy do kwestii przypuszczalnego autora polichromii. Z pracy doktorskiej dr. Edwarda Kotowskiego dowiadujemy się, że jedyna bezpośrednia informacja o malowidłach pochodzi od A. Mackiewicza, mieszkańca Lidzbarka Warmińskiego, który to widział je jeszcze w dobrym stanie, przed zatynkowaniem, w roku 1948.

    Jedyną natomiast opublikowaną informacją jest przypuszczalne określenie czasu powstania malowideł na okres rządów biskupa Potockiego (1712-1723), zaczerpnięta z publikacji „Warmia i Mazury”( Poznań 1953r.), gdzie temat ten poruszył znakomity architekt, profesor Zygmunt Świechowski.

    Znamy z historii liczne fakty, dowodzące tego, że każdy gospodarz lubił upiększać swoje siedziby według własnego upodobania. Malowidła tworzone były niejednokrotnie w różnych fragmentach, przez różnych malarzy i w różnych epokach historycznych. Ta myśl kieruje też dociekaniami na temat przypuszczalnych autorów malowideł.

    Wysoce prawdopodobnym jest, że malowidła nie mają jednego, a kilku autorów, a kolejni mogli nawet po prostu zamalowywać pracę swojego poprzednika lub domalowywać nowe elementy, zapewne zgodnie z wolą fundatora.

    Możliwe jest, że pierwsze malowidła powstały tuż po odbudowie oranżerii przez biskupa Potockiego. Wtedy prawdopodobnym autorem mógłby być lidzbarczanin Maciej Jan Meyer. Przed swoimi dwoma podróżami artystycznymi do Włoch odnawiał on wnętrze kościoła w Kraszewie. Porównanie obu malowideł na pewno przybliżyłoby ustalenie autora polichromii, w odniesieniu do jej części, czy nawet całości. Wszystko zależy od tego, jaki zobaczymy obraz całości polichromii po jej konserwacji.

    Dr E. Kotowski, w swojej pracy doktorskiej sugeruje również, że część malowideł mogła powstać za czasów biskupa Grabowskiego (1741-1766), a wtedy prawdopodobnym autorem takiej klasy dzieł mógł być Józef Korzeniewski, polski malarz i rysownik pochodzący z Lidzbarka.

    I tu docieramy do czasów biskupa Krasickiego i jego gospodarowania pomieszczeniami (1767- 1795). W 1785 roku Ignacy Krasicki kieruje list do Kajetana Ghigiottiego, sekretarza króla polskiego Stanisława Augusta, prosząc go o pomoc w sprowadzeniu królewskiego malarza Szymona Mańkowskiego. Niestety, nie ma korespondencji lub dokumentów, które potwierdzałyby przybycie malarza do Lidzbarka Warmińskiego i wykonanie malowideł, bo nie zachowały się listy biskupa z kolejnych trzech miesięcy.

    Dr E. Kotowski wskazuje jednak, że w owym czasie nie było żadnego wybitnego malarza na Warmii, więc malowidła o takiej wartości mógł wykonać jedynie ktoś przyjezdny. Odsłonięty i zabezpieczony wówczas przez niego fragment był jednak zbyt mały, by jakiekolwiek z tych przypuszczeń potwierdzić lub wykluczyć poprzez analizę porównawczą.

    Obecne prace, które odsłoniły pełnię oranżeryjnych fresków budzą wielką nadzieje miłośników sztuki i regionu na ich restaurację, a także na uzyskanie odpowiedzi na te i na inne pytania. Zapewne stworzą możliwość rychłego podziwiania tych wspaniałych pamiątek naszego dziedzictwa na Warmii i to nie tylko przez mieszkańców tego pięknego regionu, ale i przez licznych turystów.

    fot. Agencja GT

  78. Naprawić grzech zaniedbania

    2013.11.22 | dodał: GT

    O swojej pracy w lidzbarskim Muzeum Zamkowym, historii frapujących odkryć w Oranżerii i tym, co jeszcze można w wywiadzie dla czytelników Gazety Turystycznej opowiada Edward Kotowski – były kierownik muzeum zamkowego i nie tylko…

    1Historia odkryć malowideł w lidzbarskiej oranżerii jest pełna zastanawiających zwrotów akcji. Z Edwardem Kotowskim, o tym jak doszło do zniszczenia cennych prac i konsekwencjach rozmawiała Izabela Treutle

    I.T. Kiedy i w jakich okolicznościach związał się Pan z Lidzbarkiem Warmińskim?

    E.K. To było bardzo wiele lat temu. Swoją pracę zawodową zacząłem jako nauczyciel wychowania plastycznego w Liceum Pedagogicznym dla Wychowawczyń Przedszkoli w Szczytnie. Uprawiałem też wtedy malarstwo i swoje prace wystawiałem w kilku miejscach. W tym i w Muzeum Regionalnym w Szczytnie. Tak się złożyło, że mgr Kamila Wróblewska, kustosz Muzeum Okręgowego w Olsztynie, a zarazem krytyk sztuki, napisała recenzję o tej wystawie i przy okazji mnie „wypatrzyła”. Wkrótce potem, z jej polecenia otrzymałem propozycję zmiany miejsca pracy i w latach 1967-1971 pełniłem funkcję kierownika Muzeum Zamkowego w Lidzbarku Warmińskim, które, jak i dzisiaj, było wtedy filią Muzeum Okręgowego w Olsztynie.

    Jak Pan wspomina ten okres?

    To był bardzo intensywny etap w moim życiu. Od początku zauroczyłem się Zamkiem i miastem. Pracowałem intensywnie nad porządkowaniem tego obiektu, gdyż był bardzo mocno zaniedbany. Organizowałem prace porządkowe, tak na zewnątrz, jak i wewnątrz. Najbardziej wymownym tego przykładem było odgruzowanie wielokondygnacyjnych piwnic zamkowych, które były zasypane gruzem, pochodzącym z rozbiórki pałacu biskupa Wydżgi, który znajdował się tuż przed południowym skrzydłem Zamku. Finanse, na te prace, które trwały przez dwa sezony jesienno -zimowe, uzyskałem z funduszy miasta, dzięki przychylności ówczesnego burmistrza. Wspomógł Zamek i w wielu innych kwestiach. Oprócz tego prowadziłem rutynową działalność muzealną i zajmowałem się publikacją wyników swoich badań naukowych.

    Jak zaczęło się całe zamieszanie z Oranżerią?

    Można powiedzieć, że z początku dość zwyczajnie. Miałem już wtedy otwarty przewód doktorski na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na temat „Malarstwo na Warmii w XVIII wieku”, więc zbierając materiały na ten temat zainteresowałem się i tym, czy w tym obiekcie nie istnieją malowidła ścienne z tegoż wieku. Pewne podejrzenia, że tak jest, wyniosłem z lektury listów biskupa Ignacego Krasickiego. Przypadek sprawił, że gdy w lutym 1969 roku odwiedziłem ten pałacyk ogrodowy, to zastałem jego pomieszczenia przygotowane do kapitalnego remontu, który miał się zacząć następnego dnia. Co było dalej, szeroko relacjonowały ówczesne mass – media. O szczegółach tego mojego doświadczenia, najpierw przyjemnego, związanego z odkryciem malowideł, a następnie przykrego, bo za ten czyn zostałem usunięty z pracy, relacjonowały także ówczesne gazety. W związku z tym odsyłam Czytelników do nich.

    Od tego czasu minęło jednak wiele lat. Co się działo w Pana życiu?

    Tak! To był okres bardzo długi. Od odkrycia fresków minęło bowiem 44 lata, a od zwolnienia mnie z pracy w Zamku lat 42. Musiałem nauczyć się nowych zawodów: oficera służb specjalnych (w tym oficera wywiadu zagranicznego), dyplomaty oraz urzędnika państwowego średniego szczebla (doradca ministra, dyrektor departamentu). O tym Czytelnicy mogą się łatwo dowiedzieć wpisując moje nazwisko w wyszukiwarce Google, więc nie warto przy tej okazji rozwijać tego wątku. Jak stwierdzą czytający nie mam powodu do narzekania na brak zainteresowania mass-mediów moją osobą.

    A co sprowadziło Pana ponownie do naszego, wydawać by się mogło, pechowego miasta?

    Rzecz jasna, freski! W dniach 2 i 3 października 2013r., na zaproszenie Pana Artura Wajsa, Burmistrza Lidzbarka Warmińskiego, przebywałem w tym mieście, gdzie spotkałem się z bardzo dobrym przyjęciem i gościnnością. Głównym motywem tego wyjazdu były rozmowy dotyczące problemu konserwacji i renowacji odsłanianych obecnie malowideł ściennych w Oranżerii lidzbarskiej, będącej oczkiem w głowie znanego poety Oświecenia, biskupa warmińskiego Ignacego Krasickiego, przyjaciela króla Stanisława Augusta. Niestety, jak się okazało, około 95 % tych bardzo pięknych malowideł zwalono z tynkiem, w latach 1961-1962, za zgodą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie (vide Ewa Nowakowska „Kierunki”, z 8.03.1970 r. Nr 10 (716), „O freskach księdza biskupa raz jeszcze”).

    A co Pan powie na temat obecnego stanu malowideł oranżeryjnych i perspektyw w zakresie ich renowacji i naukowego ich opracowania?

    Jak już wiadomo, malowidła są strasznie zniszczone. Te resztki, które przetrwały (około 5%) pozwalają sądzić, że są to freski wysokiej klasy. Prof. Stanisław Lorentz, który po moim odsłonięciu niewielkiego ich fragmentu, przyjechał do Lidzbarka W., aby je obejrzeć, stwierdził, że pochodzą z ostatniej ćwierci XVIII wieku i ich autorem może być któryś z nadwornych malarzy ostatniego króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego. Późniejsze moje badania uwiarygodniają tę hipotezę w stosunku do odsłoniętego przeze mnie fragmentu. Z literatury naukowej wynika, że malowidła w kopule (niestety nie zachowane, bo zniszczone) mogły być dziełem Macieja Jana Meyera, malarza urodzonego w Lidzbarku Warmińskim. Po obejrzeniu, na miejscu, stanu zachowania malowideł w oranżerii, moja pierwotna radość z wiadomości o tym, że trwają prace renowacyjne przemienia się w smutek. Oto okazuje się, że moja ofiara z lat 1969-1971 i późniejsza z całego życia, nie przyniosła tego, czego oczekiwałem, bo uratowałem przed dalszym zniszczeniem, w roku 1969, jedynie niewielkie relikty tychże malowideł, bo, jak teraz widać naocznie, w latach 1961/62 zniszczono je w 95%, a człowiek, który tego dokonał nosi dumnie ordery nadane mu przez władze państwowe za zasługi na polu ratowania zabytków. Jest także i druga klamra spinająca przeszłość i teraźniejszość. Jest nią fatum, które polega na tym, że wówczas ratowałem dzieło sztuki powstałe dzięki mecenatowi biskupów warmińskich i zostałem za to brutalnie pozbawiony pracy z inspiracji tego urzędnika. Później los sprawił, że miałem swój istotny wkład w dzieło normalizacji stosunków Państwo – Kościół i we wznowienie stosunków dyplomatycznych między Polską i Watykanem, a zostałem pozbawiony części emerytury i padłem ofiarą pomówień, z którymi walczyłem przez ponad 4 lata.

    A konkretnie, jakie jest Pana zdanie na temat perspektyw renowacji i rekonstrukcji malowideł oranżeryjnych?

    Dokonała się straszliwa tragedia w 1961/62 roku z winy urzędnika państwowego i w żaden sposób nie da się dokonać rekonstrukcji malowideł, bo najpewniej nie zachowała się jakakolwiek dokumentacja fotograficzna, czy rysunkowa polichromii. To, co można zrobić to renowacja zachowanych fragmentów. Odsłonięty przeze mnie fragment (alegoria lata z postacią św. Izydora) pozwala jedynie przypuszczać, że w sali oktogonalnej (głównej) były jeszcze sceny alegoryczne pozostałych pór roku: jesieni, zimy i wiosny. Ornamenty (fragmenty) nie pozwolą na bliższe ustalenia ani ich autorstwa ani na bliższe datowanie. W sumie, dla badacza pozostał nikły materiał porównawczy, co stawia pod znakiem zapytania precyzyjne ustalenia w zakresie atrybucji. Nie wiem, co zadecyduje Komisja Konserwatorska, ale zdziwiłbym się, aby zapadły ustalenia innego typu.

    Czy Pan odwiedził Pan również lidzbarski zamek?

    Podczas mojego pobytu w Lidzbarku Warmińskim nie mogło zabraknąć wizyty i w muzeum. Już wtedy wydawało mi się niesłusznym i niesprawiedliwym, że tak piękny i potężny obiekt architektoniczny pełni jedynie rolę służebną wobec, w końcu skromnego, zamku olsztyńskiego. Wydaje się, że nadszedł już czas na usamodzielnienie się tego obiektu w sensie organizacyjnym i merytorycznym. Marzy mi się, to, że w nowej sytuacji politycznej, jaką jest obecność Polski w Unii Europejskiej, aby przy wparciu unijnym, pierwsze, reprezentacyjne piętro lidzbarskiego Zamku stało się Europejskim Centrum Wystawienniczym Sztuki Dawnej, z czasowymi ekspozycjami, pochodzącymi naprzemiennie z największych muzeów europejskich. Na pozostałych piętrach mogłyby się mieścić ekspozycje pochodzące ze zbiorów lokalnych. Pięknie zagospodarowane Przedzamcze, dzięki inwestycjom prywatnego kapitału polskiego, uzyskało wyjątkowo luksusowy Hotel „Krasicki”, będący przykładem mądrego i nowoczesnego wykorzystania substancji zabytkowej dla celów użytkowych, a w ten sposób stworzyło bazę dla turystyki z najwyższej półki. Teraz kolej na Europejskie Centrum Wystawiennicze Sztuki Dawnej… Ktoś powie, że to sen romantycznego faceta, który po latach nostalgii zjawia się tutaj i sobie marzy… Marzenia to jednak podstawa wszystkiego. Marzyłem o czymś takim już 45 lat temu i prowadziłem rozmowy z Dyrekcją Generalną „ORBISU,” która była gotowa wyłożyć na ten cel pieniądze. Z moim odejściem wszystko się urwało. W tym miejscu dziękuję Panu Władysławowi Strutyńskiemu, obecnemu panu na Zamku, za miłą rozmowę i spacer po salach zamkowych.

    Jak, po niemal półwieczu, odbiera Pan obecny wygląd miasta ?

    Podczas pobytu w Lidzbarku Warmińskim, gdzie nie byłem od lat zauważyłem ogromne zmiany. Jest to wynikiem działań wielu ludzi, a przede wszystkim, jak słyszę od różnych osób: pana Artura Wajsa, Burmistrza i Marszałka Sejmiku Warmińsko-Mazurskiego, pana Jacka Protasa, tutaj urodzonych i wychowanych. Wiem, że teraz oczkiem w głowie pana burmistrza, jak i Jego zastępcy jest doprowadzenie do świetności będącej w trakcie renowacji Oranżerii lidzbarskiej. Moje dwa długie spotkania z Burmistrzem pozwoliły mi odczytać w Nim człowieka, który jest dla mnie bliski, tak sposobem swojego działania, jak i podejściem do spraw ludzkich.

    Serdecznie dziękuję za rozmowę.

    Rozmawiała Izabela Treutle

  79. Przesylalem kilkakrotnie listy do Pana Dr. Edwarda Kotowskiego. Probowalem Go przeprosic. Uznalem, ze ta sprawa nie nadaje sie na telefon. Przeslalem listy…

    Teraz ponownie publicznie Go przepraszam takze ta droga.

    Wycofalem sie z publikowania na te tematy. Uwazam, ze pisanie tekstow w oparciu o szczatkowe informacje (nawet zaczerpniete tylko z dokumentow IPN) jest niewlasciwe. Powoduje ogromnie wiele bledow…

    Ukazal sie opublikowany artykul przeze mnie na stronie Ofensywa Wolnosci, ktory wkrotce znowu ukaze sie wraz z odnosnikami. Napisalem tez tekst w jezyku angielskim na ten temat.

    Bardzo prosze autora tej strony o usuniecie tego wywiadu… I wszystkich operatorow stron, do ktorych sie zwracalem (wysylalem listy od kilku lat).

  80. http://ofensywawolnosci.pl/pietro-nie-byl-oficerem-prowadzacym-prorok-a-tragiczny-blad/
    TEN LINK PROWADZI DO WYPOWIEDZI PANA RED. TOMASZA POMPOWSKIEGO, KTÓREGO POSTAWA ŚWIADCZY O WIELKIEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI TEGO CZŁOWIEKA.

  81. Dzisiaj przeczytałem najnowszą, znakomitą książkę znanego dziennikarza i reportażysty Dariusza Rosiaka, której premiera będzie mieć miejsce 23 kwietnia 2014 r.. Świetnie napisana i czyta się ją jednym tchem. Jest w niej sporo i moim życiu. Oto tytuł tej książki:
    „Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista”, 2014 r. Wydawnictwo CZARNE. Zachęcam do lektury.

  82. Arkadiusz Meller

    3 godz. ·

    .
    Prace nad wywiadem-rzeką z panem ppłk dr Edward Kotowski – rezydentem polskiego wywiadu w Watykanie, pracownikiem Urzędu ds. Wyznań – dobiegają końca. Będzie dużo o: „aferze freskowej” w Lidzbarku Warmińskim, pracy polskiego wywiadu w Watykanie za czasów Jana Pawła II, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w czasie PRL, relacjach na linii duchowieństwo-SB, o kulisach nawiązania dyplomatycznych relacji między PRL a Watykanem i wiele, wiele innych arcyciekawych tematów…

  83. „Philip Hagenbeck Widzę, że młodzi ludzie entuzjazmują się Panem Kotowskim. I słusznie. Czytajcie, czytajcie … toż to żywy dowód, że szpiegostwo to sztuka. Pan Pułkownik jest doktorem z zakresu historii … sztuki. Powiedziałbym: klasa sama w sobie. A na jego pracy uczą się kolejne pokolenia absolwentów Kiejkut. Panie Radosławie, tak na marginesie, jaki jest sens polemizowania z arogantem i ignorantem, któremu w mózgu buzują hormony, generując silne, nie do opanowania emocje? Toż to najczystsza postać Kalifatu … nie musimy jechać do Syrii .”..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: