Jan Józef Stanek – fizyk z UJ, TW „Lew” z teczek SB

baner-czlowiek-nauki12

Baza OPI

prof. dr hab.  Jan  Józef  Stanek 

Id osoby:  58182

Dyscypliny KBN:fizyka

Specjalności:fizyka ciała stałego

Miejsca pracy:Aktualne:

Uniwersytet Jagielloński; Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej; Instytut Fizyki, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Tarnowie; Instytut Politechniczny

Uzyskany tytuł profesora: 1998/01/08,  nauki fizyczne

———–

Załącznik  do Sprawozdania z prac Rektorskiej Komisji ds. Inwigilacji Uniwersytetu Jagiellońskiego przez Służbę Bezpieczeństwa PRL 

Profesor dr hab. Jan Stanek – Instytut Fizyki (TW „Lew”).

Profesor Jan Stanek przekazał Komisji obszerny plik zawierający pisma do Komisji i do Rady Wydziału oraz polemikę z prof. Gąsowskim wydrukowaną w Alma Mater. Załączył też kopie korespondencji w sprawie udostępnienia mu dokumentacji IPN.W pismach zawarte są m.in. sporządzone z pamięci notatki dot. dokumentów, które okazano mu w IPN.

Kontakty z SB rozpoczęły się w związku z odmowami wyjazdów za granicę. Miało to miejsce od 1978 r. W latach 1980-tych kontakty uległy intensyfikacji.

Obecnie przyznaje, że odbywanie spotkań w miejscu publicznym (kawiarni) było niewłaściwe. Charakteryzuje typowy przebieg spotkań – obejmowały one m.in. pytania o nastroje w Instytucie i o określone osoby, także o podziemną opozycję.

W odpowiedziach starał się szeroko wypowiadać o sprawach ogólnych i unikać konkretnych danych na temat osób. Pamięta, że reagując ze zdenerwowaniem na pytania mógł w jednej z rozmów dostarczyć przydatnych dla funkcjonariusza danych. Natomiast nie krępował się wspominać o przypadkach korupcji w sprawach gospodarczych.

Nie był autorem materiałów przekazywanych dla SB, sam składał jedynie sprawozdania o pobytach za granicą. Nie uzyskiwał korzyści materialnych.

Swe kontakty tłumaczy ciekawością, a także nadzieją na przyczynienie się do ideowej erozji komunistycznego przeciwnika. Zdarzało się, że mówił funkcjonariuszowi o swej niechęci do spotkań.

Nigdy nie wyraził zgody na współpracę i takiej propozycji też mu nie składano. Zarejestrowanie jako TW i nadanie Mu dwóch pseudonimów uważa za mistyfikację – wysuwa przypuszczenie, że chodzi o inną osobę. Konstatuje pewne niejasności w udostępnionych dokumentach i brak w nich istotnych materiałów.

Z nielicznych informacji uzyskanych przez historyków oraz znanych nam z materiałów udostępnionych Komisji przez dr Barbarę Niemiec wiadomo o funkcjonowaniu „Lwa” w sieci TW (spotkania z funkcjonariuszami SB i plan operacyjny na rok 1986) w latach 1986-1989

———–

WYJŚĆ Z CIENIA

W ostatnim numerze „Alma Mater” (2005/2006, nr 76-77) ukazało się dawno oczekiwane opracowanie prof. Gąsowskiego zatytułowane Uniwersytet i cienie przeszłości, poświęcone inwigilacji Uniwersytetu Jagiellońskiego przez Służbę Bezpieczeństwa. Publikacja ta zbiega się w czasie z podjętą w naszym kraju dyskusją na temat nowej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej oraz sposobu rozliczenia się z „cieniami PRL-owskiej przeszłości”. Uważam, że Uniwersytet Jagielloński powinien wypracować pewien wzorzec postępowania w tych sprawach. Sądzę, że mam szczególne prawo i obowiązek zabrania głosu w takiej dyskusji. ..

Jak wynika z opracowania prof. Wyrozumskiego („Alma Mater” 2005, nr 69), w okresie stanu wojennego nikt z pracowników UJ nie został pozbawiony pracy z powodów politycznych. Również nikogo, z powodów politycznych, nie pozbawiono prawa do studiowania. Jak pisze prof. Wyrozumski, stan wojenny na UJ był mniej dotkliwy dla pracowników i studentów niż na innych uczelniach, gdzie zabrakło dużej konsolidacji niemal całej społeczności uniwersyteckiej. Z drugiej strony, po wprowadzeniu stanu wojennego kilkudziesięciu pracowników i studentów UJ było represjonowanych. Ten fakt powinien być punktem wyjścia dla procesu rozliczeń. Należy ujawnić, kto z pracowników UJ przyczynił się do krzywdy tych ludzi i wyciągnąć wobec nich konsekwencje.

————

Treść wystąpienia prof. Jana Stanka przed Radą Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ, które miało miejsce, na jego życzenie, dnia 1 grudnia 2005 r.

Serwis UJ – Strona główna > Ważne informacje / Rzecznik prasowy

uzupełnienie z 1.03.2012

Dziennik Polski 1 marca 2012

Reklamy

Komentarze 22

  1. Jak widać zarejestrowani jako TW inaczej czytają tekst Komisji Senackiej
    por. inny punkt widzenia
    http://www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=141

  2. Jak zrzucić skórę TW Lwa?
    Magdalena Kursa, Rafał Romanowski2009-04-09, ostatnia aktualizacja 2009-04-08 20:23

    http://wyborcza.pl/1,76842,6482183,Jak_zrzucic_skore_TW_Lwa_.html
    Profesora Jana Stanka z Uniwersytetu Jagiellońskiego oskarżono o współpracę z SB. Żadnych dowodów nie ma. UJ nic nie robi, by sprawę wyjaśnić. Profesor z tym pomówieniem został sam
    Zobacz również komentarz Ewy Siedleckiej

    23 listopada 2005 „Gazeta Polska” publikuje artykuł „Agenturalne oczko na UJ” z listą 21 domniemanych tajnych współpracowników SB, którzy w połowie lat 80. mieli działać na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na liście imię, nazwisko, kryptonim, status na uczelni, wydział, kierunek, nazwisko oficera prowadzącego. Żadnych innych danych.
    Listę przekazała Barbara Niemiec, działaczka podziemnej „S” na UJ. Jej teczka została zniszczona, a IPN udostępnił jej jako pokrzywdzonej materiały o inwigilacji całego środowiska podziemnej „S” na UJ. Najpierw dostała pseudonimy agentów, potem wystąpiła o ich odtajnienie.

    Na „liście 21” swoje nazwisko odnajduje prof. Jan Stanek, fizyk z UJ. Obok pseudonim TW – Lew. Profesor zaprzecza: – Nigdy nie byłem agentem.

    Wy się, kolego, oczyśćcie sami

    – Wielu znajomych z uczelni odwróciło się ode mnie. Podobnie koledzy z innych ośrodków. Nie zaproszono mnie np. do honorowego komitetu organizacyjnego jednej z krajowych konferencji, argumentując, że ciążą na mnie oskarżenia. Na innych zjazdach wyczuwałem oschłość kolegów, którzy wcześniej byli serdeczni – opowiada Stanek.

    Oskarżenia bardzo mocno przeżywa jego 90-letnia matka. Działa w kółku różańcowym, w kościele słyszy, że „wśród naszych parafian znalazła się czarna owca”.

    Szansą na oczyszczenie się miała być Komisja ds. Badania Inwigilacji UJ przez SB powołana przez rektora uczelni. Po kilku miesiącach komisja odmówiła jednak oceny sprawy Stanka, tłumacząc, że w IPN brak nie tylko teczki personalnej profesora, ale w ogóle jakichkolwiek notatek po spotkaniach esbeków z tajnymi współpracownikami.

    Ale zarazem komisja zdecydowała, że do wyjaśnienia sprawy Stanek nie może pełnić żadnych funkcji kierowniczych. Profesor był wówczas szefem Zakładu Fizyki Medycznej UJ. Nie stracił stanowiska automatycznie, ale do wyborów, które odbyły się rok po publikacji, już nie stanął. Miał poparcie pracowników zakładu, ale jego kandydaturze sprzeciwili się dziekan i uczelniana „S”.

    Drugi wniosek komisji – Stanek ma „wyjaśnić swój status”, ale samodzielnie.

    IPN: W zasadzie nic o was nie mamy

    Fizyk rozpoczął poszukiwanie dowodów swojej niewinności. Zaczął od IPN. Tam przez kilka miesięcy w ogóle nie chciano mu wydać informacji na jego temat, zasłaniając się brakiem ustawowych „instrukcji postępowania”.

    – Dopiero po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich IPN udostępnił mi przygotowane przez archiwistów w 2006 roku opisy dokumentów w rzekomo mojej sprawie, zamiast oryginałów. Poprosiłem o możliwość zapoznania się z oryginałami. Odmówiono. Zwodzono mnie wiele miesięcy, w końcu stwierdzono, że w archiwach Instytutu już ich nie ma. Okazało się więc, że IPN nie ma żadnego dokumentu świadczącego o mojej rzekomej działalności jako TW – mówi Stanek.

    Co było w opisach? – Głównie wnioski wyjazdowe i podania o paszport. W jednym opisie było, że zarejestrowano TW Lwa o takim a takim numerze, w drugim – że numer tego TW odpowiada moim danym osobowym. Dowodu na to ani śladu – mówi profesor.

    Prof. Stanek wystąpił więc do IPN o przyznanie statusu pokrzywdzonego. W marcu 2006 r. odmowa. Tę decyzję profesor zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który miesiąc później uchylił postanowienie IPN. Sąd podkreślił, że nie tylko nie ma żadnych dowodów, że Stanek był TW, ale są dowody, że był szykanowany przez SB.

    Statusu pokrzywdzonego jednak nie dostał – bo weszła już w życie nowa ustawa lustracyjna, która tego nie przewiduje.

    Profesor złożył doniesienie do IPN o popełnieniu przez SB przestępstwa komunistycznego – czyli bezprawnego zarejestrowania go jako TW. Kpt. Waśko, który według IPN miał być jego oficerem prowadzącym, udowodnił przed prokuratorami IPN, że nie rejestrował fizyka pod żadnym pseudonimem. Esbek twierdzi, że Jan Stanek i TW Lew to dwie różne osoby.

    Komisja by pomogła, ale nie istnieje

    Prof. Stanek ma wyrok sądu, oczyszczające go zeznania kpt. Waśki, pokaźną dokumentację. Jeśli nie ma szans na status pokrzywdzonego, chce się przynajmniej oczyścić na uczelni.

    Na przełomie lat 2007-08 napisał do dziekana, rektora, przewodniczącego Rady Instytutu Fizyki i przewodniczącego Komisji ds. Inwigilacji. Pytał, czy w ich opinii dopełnił już obowiązku oczyszczenia się z zarzutów.
    Odpowiada mu tylko rektor prof. Karol Musioł, znajomy z wydziału fizyki. Pisze, że „nie jest sędzią w tej sprawie” i odsyła Stanka do Komisji ds. Inwigilacji. Ale komisji już nie ma, zakończyła działalność osiem miesięcy wcześniej. „W swojej sprawie proszę się zwracać do swoich przełożonych drogą służbową” – odpowiada profesorowi były przewodniczący komisji.

    Stanek jest bezsilny. Zwraca się o pomoc do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która pod koniec zeszłego roku wzywa władze UJ, by znalazły metodę, która da oskarżonym pracownikom szanse obrony. Apel pozostaje bez odzewu.
    O TW Lew pamięta już tylko profesor

    W akcie desperacji profesor zwrócił się do Senatu UJ. „Nie mam już żadnych ambicji kandydowania na jakiekolwiek funkcje publiczne czy kierownicze, przez lata pozostałe do emerytury chcę się zajmować tylko działalnością dydaktyczną. Nie interesuje mnie już, kim był TW Lew. Walczę tylko o moje dobre imię” – pisze Jan Stanek, domagając się od uczelni wypracowania procedury, która umożliwiłaby pomówionym całkowite oczyszczenie się.

    Rektor Musioł jako przewodniczący senatu odpisuje, że gremium to nie czuje się powołane do oceny. „Proszę się więc nie spodziewać, że zostaną podjęte nowe działania, które by tę decyzję senatu zmieniały” – czytamy w liście od Musioła sprzed dwóch miesięcy.

    – Trzy lata temu mój uniwersytet stał się najbardziej radykalną uczelnią w Polsce w kwestii lustracji. Zostałem pomówiony, ale władze uczelni nie tylko mi nie pomogły, ale arbitralnie, przy udziale mediów, potępiły. A teraz uczelnia nie jest zainteresowana wyjaśnieniem prawdy – mówi prof. Stanek. Zamierza wystąpić do sądu o autolustrację.

    – Nie sprawdzałam, na jakiej podstawie IPN ustalił, kto kryje się za jakim kryptonimem – mówi dziś Barbara Niemiec, która od czasu publikacji „listy 21” nie zajmowała się losami widniejących na niej rzekomych agentów.

    Marek Lasota, dyrektor krakowskiego oddziału IPN: – Przed laty pracownicy IPN ustalili, że TW Lew to Stanek na podstawie zapisów w ewidencji. Dla osób posądzonych o współpracę te dane są niejawne. Dla sądu – tak, ale bywa, że na podstawie tych samych dokumentów sędzia, zwłaszcza sądu administracyjnego, dochodzi do innych wniosków niż historyk.

    Prof. Krzysztof Królas, szef nieistniejącej Komisji ds. Inwigilacji, dziś niechętnie wspomina lustracyjne rozliczenia na UJ. – Działaliśmy tylko przez rok, bo na taki okres zostaliśmy powołani przez senat. Nie mieliśmy dostępu do żadnych materiałów. Zapomniałem już o tamtej sprawie. Teraz bardziej interesuje mnie synchrotron, nad którym pracuję. To znacznie bardziej pożyteczne dla Polski niż lustracja – mówi.

    Pytamy o prof. Stanka. – To mój kolega. Też jestem fizykiem. Widujemy się na korytarzach.

    Dzisiaj obaj naukowcy na trudne tematy rozmawiają tylko na papierze. Zanim lustracja rozszalała się na UJ, razem chodzili po górach.

    Źródło: Gazeta Wyborcza

  3. Symptomy współpracy z SB
    Dziennik Polski, 15.04.09
    http://www.dziennik.krakow.pl/Artykul-Malopolska.790+M59e9d8b4a7e.0.html

    Kilka lat spotykał się z esbekiem w kawiarni i opowiadał, co słychać w instytucie. Dziś uważa się za pokrzywdzonego i niesłusznie oskarżonego o współpracę z SB. Do Instytutu Pamięci Narodowej oraz władz UJ ma pretensję, iż nie wyjaśniły zarzutów pod jego adresem.

    Z materiałów dostępnych na stronie Uniwersytetu Jagiellońskiego wyłania się jednak nieco inny obraz tej historii.
    Profesor Jan Stanek, fizyk, czuje się niesłusznie pomówiony o kontakty z SB i od kilku lat walczy o swe dobre imię. Uważa, że IPN bezprawnie odmówił mu statusu pokrzywdzonego (tak uznał zresztą sąd administracyjny), a twierdzenia, jakoby był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Lew”, są – jak przekonuje – absurdalne. Na podstawie zapisów w ewidencji pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej ustalili jednak przed laty, że owym TW miał być właśnie prof. Stanek.
    Wszystko zaczęło się w listopadzie 2005 r., gdy Barbara Niemiec, znana działaczka „Solidarności” na UJ, dostała z IPN pseudonimy, a potem nazwiska agentów SB, którzy mieli na nią donosić. Na tej liście był też Jan Stanek. Zaprzeczył jednak, by kiedykolwiek był agentem.
    Powołana wówczas przez rektora Komisja ds. Inwigilacji Uniwersytetu Jagiellońskiego przez Służbę Bezpieczeństwa PRL, która zajmowała się osobami, jakie znalazły się na „liście Barbary Niemiec”, zbadała także przypadek prof. Stanka. Potwierdziła, iż naukowiec przez lata spotykał się z esbekiem.
    Jak czytamy w raporcie komisji, spotkania „obejmowały m.in. pytania o nastroje w Instytucie i o określone osoby, a także o podziemną opozycję”. Naukowiec zaś „starał się szeroko wypowiadać o sprawach ogólnych i unikać konkretnych danych na temat osób. Pamięta, że reagując ze zdenerwowaniem na pytania mógł w jednej z rozmów dostarczyć przydatnych dla funkcjonariusza danych (a chodziło o skłonność pewnej szanowanej osoby „do alkoholu i dziewczynek”). Natomiast nie krępował się wspominać o korupcji w sprawach gospodarczych. Zarejestrowanie jako TW i nadanie mu dwóch pseudonimów uważa za mistyfikację” – stwierdziła komisja. Jej członkowie nie mieli zresztą teczki personalnej ani teczki pracy TW „Lwa”.
    Ostatecznie komisja napisała, że „powstrzymuje się od oceny kontaktów Jana Stanka z SB”, ale on i jeszcze jeden z profesorów „powinni byli poinformować przełożonych o tych kontaktach, a do pełnego wyjaśnienia sprawy nie powinni pełnić funkcji kierowniczych”.
    Komisja dawno zakończyła działalność, a o przypadku Jana Stanka i innych osobach z listy mało kto pamięta. Sam zainteresowany jednak nadal przekonuje o krzywdzie, jakiej miał doznać. Kilka dni temu „ujęła się” za nim „Gazeta Wyborcza”. Z jej artykułu wynika, że naukowiec to ofiara wydarzeń od czasu, gdy na UJ „rozszalała się” lustracja.
    To niesprawiedliwe zarzuty – nie ma wątpliwości dyrektor Instytutu Fizyki prof. Andrzej Warczak, przeciwnik lustracji na uczelniach w formie, w jakiej próbowano ją przeprowadzić. – Należałoby o tej sprawie mniej mówić – radzi koledze.
    Czy prof. Stanek jest szykanowany? Dyrektor instytutu zaprzecza. – Kiedy sprawa wypłynęła, uważaliśmy, że powinien zrzec się funkcji kierowniczej, jaką pełnił – mówi. – Trudno w tej sprawie podzielać zdanie prof. Stanka – ocenia. I dodaje, że sam zainteresowany wystąpił przed Radą Wydziału i opowiedział o spotkaniach z SB. – To, czy był TW „Lwem” czy nie, to przecież sprawa drugorzędna. Akurat to nie zmienia oceny sytuacji – podkreśla prof. Warczak.
    – Komisja oparła się głównie na wystąpieniu samego Jana Stanka i piśmie, jakie złożył – mówi prof. Krzysztof Królas z tego samego Instytutu Fizyki, były przewodniczący nieistniejącej już komisji UJ. – Uznaliśmy, że jeśli ktoś kilka lat regularnie spotykał się z oficerem SB i odpowiadał na pytania: „co nowego w Instytucie, jakie są nastroje polityczne kolegów” itd., to była to forma współpracy.
    Prof. Królas także uważa, że kolejne nagłaśnianie sprawy nie jest potrzebne. – Mój kolega desperacko szuka aprobaty dla swej działalności. Raczej jej nie znajdzie – dodaje.
    Na stronie internetowej UJ pojawiło się krótkie sprostowanie uczelni do artykułu „Gazety Wyborczej”, oświadczenie prof. Królasa i całe wystąpienie Jana Stanka przed Radą Wydziału Fizyki i Astronomii. Co w nim czytamy? Np. stwierdzenie: „Jest dla mnie jasne, że te kontakty z SB, w szczególności ich częstotliwość i miejsce, mają symptomy współpracy, a moje wyjaśnienia mogą budzić wątpliwości.”
    Prof. Stanek nadal jednak uważa się za osobę pokrzywdzoną. To przytoczone sformułowanie zaś – jak stwierdził – „przez ludzi stronniczych może być łatwo interpretowane w sposób dla niego niekorzystny”. Po publikacji materiałów na stronie UJ wysłał e-mail do ośrodka informacji uczelni, by zamieszczono na tej stronie także raport Komisji ds. Inwigilacji z grudnia 2006 r. oraz komentarz do niego autorstwa prof. Stanka. Pisał w nim m.in., że „wykonał ogromną pracę w celu wykazania oszczerczego charakteru zarzutów kierowanych przeciwko mnie”. Ale kolegów naukowców najwyraźniej nie przekonał.
    W sprawie Jana Stanka występowała już Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ona jednak także nie może zmusić nikogo do zmiany oceny wydarzeń z przeszłości. Jan Stanek jednak wysyła kolejne pisma, m.in. do dyrektora swego instytutu.
    – To, że dzisiaj nie wszyscy koledzy uważają profesora Stanka dalej za swego kolegę, nie jest sprawą, którą miałaby się zajmować Komisja UJ – podkreśla prof. Królas. – Żadnej innej kary profesor Stanek nie poniósł.
    Ewa Łosińska

    • W dniu 18 kwietnia przesłałem do redakcji Dziennika Polskiego poniższe sprostowanie. Do tej pory, ani nie zostało ono opublikowane, ani odrzucone.

      Sprostowanie do artykułu Ewy Łosińskiej pt. „ Symptomy współpracy z SB”

      Wspomniany w tytule artykuł zawiera informacje nieprawdziwe lub zmanipulowane. Pomija też najważniejsze dla sprawy fakty, a mianowicie.

      1. Prezes IPN nie odwołał się od tego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który uchylił jego decyzję o odmowie przyznania mi statusu pokrzywdzonego.

      2. Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieście, podtrzymując decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie potwierdzenia nieprawdy przez pracowników krakowskiego oddziału IPN orzekł, że pracownicy ci „nigdy nie stwierdzili, przynajmniej na piśmie, że Jan Stanek był tajnym współpracownikiem SB”.

      3. W odrębnym postępowaniu, Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieście, podtrzymując decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie bezprawnego zarejestrowaniu mnie jako dwóch tajnych współpracowników SB, stwierdził, że „mino bardzo starannego śledztwa nie sposób było ustalić, kto konkretnie zarejestrował Jana Stanka jako tajnego współpracownika SB”.

      4. Nie jest prawdą, że lista przekazana pani Niemiec to spis osób, które na nią donosiły.

      5. Nie jest prawdą, że SB zarejestrowała mnie jako jednego agenta o dwóch pseudonimach. Z wypisów spreparowanych przez IPN wynikało, że zostałem w jednym dniu „pozyskany” jako dwóch agentów o różnych pseudonimach i numerach identyfikacyjnych. Surrealizm tego stwierdzenia sprawił, że ostatnio wspomniany wypis został usunięty z materiałów archiwalnych IPN.

      6. Uniwersytecka Komisja ds. Inwigilacji stwierdziła, m.in., że: (a) nigdy nie wyraziłem zgody na współpracę, (b) nigdy mi propozycji współpracy nie składano, (c) nie byłem autorem materiałów przekazywanych SB, (c) nie uzyskiwałem korzyści materialnych. Moja polemika z innymi stwierdzeniami Komisji znajduje się na stronie http://janstanek.home.pl.

      7. Komisja nie stwierdziła, że fakt mojego stawiania się na przesłuchania w miejscach i terminach wyznaczanych przez oficera SB, a także odpowiadanie, w sposób ogólnikowy, nie zawierający żadnych istotnych informacji lub też zawierający informacje nieprawdziwe, było formą współpracy. Jest to osobiste przekonanie przewodniczącego komisji.

      8. Jedynym zarzutem postawionym mi przez komisję było, że powinienem był powiadomić swoich przełożonych o kontaktach z SB. Taki zapis znalazł się w raporcie komisji, mimo że przewodniczący komisji doskonale wiedział, że po pierwszym przesłuchaniu, tego samego dnia, poinformowałem o tym fakcie współpracowników, w tym mojego bezpośredniego przełożonego.

      Takie są fakty. A teraz kilka słów komentarza. Uważam, że wystawienie mnie jako tajnego współpracownika SB miało na celu niedopuszczenie do przyznania mi statusu pokrzywdzonego, a w konsekwencji do utajnienia danych osób z kręgu Uniwersytetu Jagiellońskiego, które donosiły na mnie w latach 80-tych.

      Kraków, 18 kwietnia 2009 r.

      Jan Stanek

    • Wbrew tezie artykułu Prof. Stanek nie szuka aprobaty. Stanek żąda prostej konsekwencji działań: komisja rektorska UJ kazała mu się „oczyścić” (żądanie samo w sobie absurdalne, ale biorąc pod uwagę osobę przewodniczącego komisji mało zaskakujące). Prof. Stanek pracuje na postawionym sobie zadaniem przez 3 lata, po czym uprzejmie prosi komisję, żeby orzekła, czy już się oczyścił. Na co władze UJ odpowiadają, że nie są już sprawą zainteresowane!

      Prof. Stanek po prostu prosi, żeby UJ, który publicznie uznał go za TW, odwołał to stwierdzenie i na poparcie swojej prośby przedstawia obszerną dokumentację. Nikt jej nie chce nawet obejrzeć.

      W tej chwili „sprawa Prof. Stanka” nie obraca się wokół pytania, czy był on TW – jest jasne, że nie był. Problemem jest jak UJ traktuje swych profesorów, jak brak etyki skłaniający ludzi to donosicielstwa w latach PRLu przejawia się teraz w innych, bardziej szkodliwych i godnych potępienia formach, i jakie szkody z tego tytułu bezcenna dla narodu uczelnia poniesie w przyszłości.

      Z poważaniem,

      Marek Podgorny, magister, doktor, i doktor habilitowany UJ

  4. http://www.aktualnosci.uj.edu.pl/index.php/rzecznik/pokaz/id/83

    Strona główna > Ważne informacje / Rzecznik prasowy
    Oświadczenie prof. Krzysztofa Królasa w związku z artykułem Magdaleny Kursy i Rafała Romanowskiego pt. „Jak zrzucić skórę TW Lwa?”, opublikowanym 9 kwietnia br. na łamach Gazety Wyborczej.
    Kraków, dn. 9 kwietnia 2009 r.

    Sz. P.
    Józef Stachów
    Redaktor Naczelny
    Gazeta Wyborcza
    ul. Szewska 5, 31-009 Kraków

    Oświadczenie

    Szanowny Panie Redaktorze,

    Rektorska Komisja ds. Inwigilacji UJ przez SB PRL zakończyła działalność w grudniu 2006 roku. Dzięki raportowi Komisji więcej wiemy o podziemnej działalności związku Solidarność w latach stanu wojennego i godnej postawie wielu naszych kolegów. Po umieszczeniu nazwiska profesora Stanka na publikowanych w prasie listach tajnych współpracowników SB, Komisja ustosunkowała się również do jego sprawy.

    O kontaktach profesora Stanka z SB najwięcej dowiedzieliśmy od niego samego. Oto co o spotkaniach z funkcjonariuszami SB napisał profesor Stanek do Rady Wydziału FAIS, a potem
    do Komisji ds. Inwigilacji.

    Typowe spotkanie trwało 30 minut i miało ustalony schemat. Przesłuchujący pytał kolejno:
    1. Co u Pana nowego, jak było zagranicą?
    2. Czy nie ma Pan jakiś kłopotów i problemów?
    3. Co nowego w Instytucie?
    4. Jakie są nastroje polityczne w Instytucie?
    5. Czy zna Pan Pana X?
    6. Co może Pan o nim powiedzieć?
    7. Termin następnego spotkania.

    Członkowie Komisji uznali, że tajne spotykania z oficerami SB z częstotliwością co kilka miesięcy przez prawie 8 lat i odpowiadanie na powyższe pytania, nie budują prestiżu nauczyciela akademickiego. To, że dzisiaj nie wszyscy koledzy uważają profesora Stanka dalej za swojego kolegę nie jest sprawą, którą teraz miałaby się zajmować Komisja.

    Z wyrazami szacunku

    Krzysztof Królas
    Przewodniczący Rektorskiej Komisji ds. Inwigilacji UJ przez SB PRL

  5. Załaczony list został wysłany dzisiaj do grupy obecnych pracowników IFAiIS UJ.

    Szanowni Państwo,

    Ten list jest adresowany do 175ciu osób, które wg. moich informacji są pracownikami
    Wydziału FAiIS UJ. Listy nazwisk nie dołączam. Adresy mogą być nieaktualne i lista nie
    jest zapewne kompletna. Używam tego, co mam.

    Niektórzy z Was mnie znają, inni są za młodzi. Załączony tekst wyjaśnia kim jestem.

    Wielu ludzi na liście adresowej uważam za przyjaciół. Z całą pewnością za przyjaciela
    uważam Jasia Stanka, ostatnio znanego również jako TW Lew.
    (https://lustronauki.wordpress.com/2009/02/19/jan-jozef-stanek/).

    Przez trzy lata obserwowałem walkę Stanka o honor i doszedłem do punktu, poza którym
    przyglądanie się z boku jest dla mnie nie do przyjęcia.

    Rozumiem, że faszystowska organizacja znana jako IPN funkcjonuje w Polsce świetnie –
    kontekst jest ewolucyjnie optymalny. Dlaczego UJ jako instytucja z IPNem jawnie (?)
    współpracuje jest poza mną.

    Ryzykując posądzenie o megalomanię zdecydowałem, że przedstawienie mojego stanowiska
    w kwestii niszczenia podstawowych praw człowieka motodą chowania głowy w piasek
    może choć trochę pomóc. Mnie może tylko zaszkodzić, ale, jak mówią produkty Hollywood,
    hey, you gotta do the right thing.

    Jeśli ktoś chce dyskutować, to tylko na publicznym forum on-line, i bez psedonimów. Gotów
    jestem skonfigurować platformę. Osoby, które zdecydują się odpowiedzieć mi prywatnie
    muszą się liczyć z ewentualnością publikacji ich poglądów.

    Z poważaniem,

    Marek Podgórny
    absolwent, dr i dr. hab UJ, były pracownik IFUJ

    PS: Niniejszym upoważniam każdego z odbiorców tego listu do wywiesznia jego
    wydrukowanej wersji na dowolnej tablicy ogłoszeń. Władze wydziału i Instytutu
    wręcz do tego zachęcam.
    _____________________________________

    Źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=93863084&a=94219049
    ____________________________________________________________________
    Komentarze do artykułu
    Jak zrzucić skórę TW Lwa?

    Profesora Jana Stanka z Uniwersytetu Jagiellońskiego oskarżono o współpracę z SB. Żadnych dowodów nie ma. UJ nic nie robi, by sprawę wyjaśnić. Profesor z tym pomówieniem został sam
    Przeczytaj artykuł »
    Dodaj swoją opinię
    Re: Lew – czy Profesor Pimko?
    Autor: marekjpo 18.04.09, 19:09
    Dodaj do ulubionych Skasujcie
    Odpowiedz
    tygrys2009 napisał:

    > Czytaj dokładnie i tyle.

    Czytam, i nadziwić się nie mogę.

    Po pierwsze, Panie Tygrys, dyskusje anonimowe są stratą czasu – za łatwe. Wobec czego przedstawię się: Marek Podgórny, MSc, Ph.D., dr. hab. Pracownik IF UJ (instytucja Prof. Stanka) od 1973 to 1993, po prawdzie pewnie połowa z tego za granicą. Mieszkam w USA od 1991. Reszta danych na LinkedIn.

    W odróżnieniu od Pana (jak i innych uczestników tej dyskusji) znam sprawę prof. Stanka od podszewki: po pierwsze, byłem naocznym świadkiem i uczestnikiem rozgrywek naukowcy – UB, po drugie, z czystego trafu, byłem gościem IFUJ akurat jak sprawa Stanka „wybuchła” w wyniku psiej zajadłości Pani Barbary Niemiec.

    Proponuje Panu, Panie Tygrys, ujawnienie personaliów – wtedy będziemy mieli prawdziwą wymianę zdań w miejsce tchórzliwych strzałow zza węgła. No więc czekam. Na początek zaś parę komentarzy:

    > Też wyjeżdżałem jako fizyk w tym samym okresie za granicę i nie musiałem
    > uczestniczyć w jakichkolwiek spotkaniach w kawiarniach i odpowiadać na pytania
    > o „nastroje w Instytucie”. Wielu moich kolegów również wyszło z tego okresu z
    > czystymi rękami.

    Bullshit.

    Było tak: UBecja nie miała ludzi, żeby szykanować wszystkich. Jak wybierała ofiary, nie wiadomo. Jaki procent próbujących dostać zielony paszport był inwigilowany, nie wiadomo, bo większość ludzi nie lubiła o tym mówić. Znam takich, którzy z pewnością żadnych kontaktów nie mieli, takich którzy z pewnością mieli, ale wolą się nie afiszować, i takich, którzy byli nękani przez lata.

    W poprzednim paragrafie twierdzi Pan, że niczego Pan nie musiał. W następnym zdaniu zręcznie Pan sugeruje, że w zwiazku z tym Pana i Pana kolegów ręce są czyste. Ja twierdzę, że niczego o czystości rąk grupy, która zastała zostawiona przez UBecje w spokoju powiedzieć się nie da. Nie będąc poddany próbie nie może Pan twierdzić że Pan jej sprostał. Kto wie, może Pan by został „TW Tygrys”-em, gdyby to pana nazwsko UBecja wyciągnęła ze swoich przepastnych akt? Nawiasem mówiąc, nic w Pańskich obszernych wypowiedziach na tym forum nie przekonuje mnie o prawości Pana charakteru.

    >
    > Raz proponowano mi wstąpienie do PZPR, ale odpowiedziałem, że nie jestem jeszcze
    > ideologicznie gotowy (dali mi spokój).

    No, proszę – smooth! A mnie nie proponowali. Może nie wyglądałem na dobrego kadydata. Wojsko Polskie nie dało mi awansu na oficera po programie rozrywkowym mojego autorstwa na ostatnim poligonie. Że też nie przyszło mi do głowy się tym chwalić po roku 80-tym – może nie musiał bym tak ciężko pracować na emigracji….

    >
    > W 1980 r. zakładałem SOLIDARNOŚĆ (pierwszą i prawdziwą) a nie „intensyfikowałem
    > kontaktów z SB”. To już nie były lata stalinizmu!!! Nikt nic nie musiał!

    No i co? Prof. Stanek robił to samo. W jego pracowni przechowywane było archiwum tej prawdziwej Solidarności. Rozlepiał ulotki, organizował akcje. Skąd wiem? Moja sprawa. Tylko jakoś tak, kiedy banda Instytutowych nierobów rzuciła się na legalne już związkowe posady i funkcje, Dr. Stanek skromnie wrócił do robienia fizyki. Zarabiać na życie dalej musiał za granicą, podzczas gdy mniej zdolni a bardziej obrotni już byli utrzymywani przez związek. Przyjrzyj się Pan, Panie Tygrys, karierze poszkodowanej i prześladowanej Pani Barbary Niemiec, która publicznie doniosła, a potem się już nie interesowała……

    >
    > Paszporty wydawała Milicja Obywatelska (prywatne) lub Dział Współpracy z
    > Zagranicą (zielone – służbowe). Nie trzeba było iść z SB-kiem do kawiarni. Jak
    > mi odmówiono jednego wyjazdu („z ważnych powodów państwowych”) to nie pojechałem i już!

    Tygrys – Pan się zastanów. Jak było tak, dobrze, to dlaczego było tak źle??? Paszporty nam dawali, olbrzymie dochody za granicą – to są Pańskie twierdzenia! – to po coś Pan tę Solidarność zakładał?

    Bardzo lubie Pański eufimizm: Dział Współpracy z Zagranicą. Wydawał paszporty, a jakże. Zielone paszporty wydawał pracownik UB siedzący w specjalnej pancernej kanciapie wewnątrz wyżej wspomnianego DWzZ. Każdy Pański wniosek wyjazdowy był opiniowany przez instytutową PoP.

    Dalej: UJ (jak większość uczelni – choć co do AGH mam wątpliwości) popieral wyjazdy zagraniczne nawet zarzadzany przez komunistycznych rektorow. Dlaczego? Polski komunizm zawsze był „na niby”. Nawet indywidua typu rektora Karasia rozumiały, że izolacja oznacza śmierć uczelni. Wobec tego UJ jako instytucja współpracował z UB (np. przez udzielania im pokoju na składnicę paszportów). Taka polityka była dla Polski zbawienna, bo choć trochę wiedzy przetrwało. Z czego dla mnie jasno wynika, że w pewnych przypadkach współpraca z UB była nie tylko uprawiana, ale niezbędna dla przetrwania narodu. Rownież moim zdaniem, nie Panu, Panie Tygrys, sądzić wybory moralne ludzi, którzy dla tego kraju zrobili dużo dobrego – a takim czlowiekiem jest Jaś Stanek.

    >Wątpię, czy Biskup Wojtyła chadzał z SB-kami po kawiarniach i opowiadał
    > o stosunkach w kościele aby dostać paszport.

    Po paszport pewnie nie chodził, ale chodzil do krakowskigo Komitetu PZPR. Na przykład, żeby uratować seminarium duchowne. Jeśli, jak Pan niewątpliwie twierdzi, każda rozmowa jest współpracą, to wie Pan, co z tego wynika……

    >
    > Przysięga w Wojsku Polskim (taki napis był na bramie jednostki – sprawdź stare
    > zdjęcia) nie była na wierność ZSRR. A jak spojrzysz na zdjęcia przysięgi Dywizj
    > i Kościuszkowskiej to zobaczysz, że przyjmuje ją Wanda Wasilewska i… KSIĄDZ!

    No i znowu ta ambiwalencja – to jest ciekawe. Panie Tygrys, musisz się Pan zdecydować, czego bronisz. Mnie się wydaje, że pieczesz Pan swoją własną pieczeń. Ksiądz na przysiędze, i Wojsko było Polskie. Wg. mnie, przysięgę Pan złożył, a teraz Pan się wybiela. Jak ja takową przysięgę składałem w Zgorzelcu, to ksiądz musiał być na wakacjach (lato było). ZSRR nie było wspomniane, ale jestem pewien, żeśmy przysięgali bronić ustroju i sojuszników.

    Poza tym, znów ten sam problem mnie uwiera – jak było tak dobrze, to po co było poprawiać i wygłupiać się z zakładaniem Solidarności?

    Dyskursant z Pana, Panie Tygrys, jest żaden. Myśl przewodnia Panu ucieka, kiedy wdajesz się Pan w szczególy.

    >
    > Profesora Stanka ceniłem za to, że miał odwagę cywilną się przyznać. Ale teraz
    > dał się użyć jako narzędzie tym, którym zależy na tym, aby przeszłość pozostała
    > w cieniu…

    Bullshit squared.

    Nie przyszło Panu do głowy, że może to prof. Stanek używa mediów – jako ostatniej deski ratunku – próbując odzyskać honor zabrany mu przez takich zwolenników „lustracji” jak Pan? Nie pasuje do obrazka, co? Lepiej zasugerować, że jak przedtem współpracował z SB, to teraz współpracuje z obrzydliwymi dziennikarzami.

    W podsumowaniu:

    Jak jasno wynika z pana wypowiedzi, w PRLu było Panu świetnie. Wyjazdy, ksiądz na przysiędze, brak szykan…. No to skąd w panu taka nienawiść i chęć zemsty? No bo po co ta lustracja, jak nie po to? Wg Freuda, coś z Panem nie tak. Bozia jaj nie dała, i trzeba teraz używać ksywy Tygrys dla kompensacji?

    Weź Pan Xanax.

    PS: kto to Profesor Pimko?

    • Odpowiedź na mój “List otwarty” do pracowników IFAiIS od Pana Prof. Edwarda Malca, przedstawiciela Solidarności w komisji rektorskiej rozważającej sprawę prof. Stanka i w związku z tym ko-autora jej raportu.

      From – Mon Apr 20 06:40:01 2009
      Date: Mon, 20 Apr 2009 09:06:03 +0200 (CEST)
      From: malec
      To: Marek Podgorny
      Subject: Re: list otwarty w sprawie Lwów i Tygrysów

      Szanowny Panie,

      jest Pan daleko i nie wydaje mi sie, aby byl Pan najlepiej zorientowany w calej sprawie.

      Bylem czlonkiem Komisji Rektorskiej, ktora zajmowala sie m. in. Lwem. Sprawa jest ewidentna, Lew przyznal sie zreszta do utrzymywania wieloletnich kontaktow z SB.

      Mysle, ze bedzie najlepiej, jesli bedzie sie Pan w tej sprawie milczec.

      Z powazaniem

      Edward Malec

      • Date: Mon, 20 Apr 2009 15:14:24 -0400
        From: Marek Podgorny
        Organization: CollabWorx, Inc.
        To: malec
        Subject: Re: list otwarty w sprawie Lwow i Tygrysow

        malec wrote:
        > Szanowny Panie,
        >
        > jest Pan daleko i nie wydaje mi sie, aby byl Pan najlepiej zorientowany w calej sprawie.

        Tak pan myśli? Ja myślę odwrotnie. Odległość pozwala mi odfiltrować szum kreowany przez oszołomów i płatnych komentatorów. To pozwala na znacznie bardziej klarowne pole obserwacji.

        Pamięta Pan może, jak woziliśmy do kraju paryską Kulturę, żeby rodzina i znajomi mogli się dowiedzieć, co się naprawdę wokół nich dzieje? Nie żebym się śmiał porównywać; po prostu pokazuję kontrprzykład.

        > Bylem czlonkiem Komisji Rektorskiej, ktora zajmowala sie m. in. Lwem. Sprawa jest ewidentna, Lew przyznal sie zreszta do utrzymywania wieloletnich kontaktow z SB.

        Hmm, wedlug mnie, nie. Przyznał sie do wieloletnich szykan. To komisja rektorska wykreowała TW Stanka. Pomijam już szczegół, że jego tożsamość z Lwem nie została nijak udowodniona. Technicznie, raport komisji jest potwarzą, i jako taki wystarczającym powodem do procesu.

        Szczerze mówiąc, wcale tego ani Panu, ani innym członkom komisji nie życzę. Chciałbym tylko, żeby ktoś wziął oddech, zrobił dwa kroki wstecz, i przyjrzał się rezultatom działania pokomunistycznej politycznej sceny w Polsce starając się o obiektywizm. Kogo mam prosić – Radio Maryja czy gang Lepera? Prawie dwie setki intelektualistów wydają się lepszym adresatem – nie zgodziłby się Pan z tym?

        > Mysle, ze bedzie najlepiej, jesli bedzie sie Pan w tej sprawie milczec.

        Dwa pytania: (1) dla kogo będzie lepiej?; (2) czy to jest opinia, czy groźba?

        Nie żebym chcial się czepiać, ale ambiwalencja szkodzi klarowności duskusji.

        >
        > Z powazaniem
        >
        > Edward Malec

        Ja również,

        Marek Podgorny

      • List Pana Dr. Krzysztofa Turka, absolwenta Wydzialu Fizyki UJ i aktywnego działacza Solidarności a latach 80tych, do pana Prof. Edwarda Malca. Umieszczony tutaj zgodnie z prośbą autora.
        _________________________________________

        Subject: RE: List otwarty – początek dyskusji?
        Date: Wed, 22 Apr 2009 17:41:46 +0200
        From: Krzysztof Turek
        To:Marek Podgorny

        Proszę rozpowszechnij mój załączony poniżej list do prof. Malca.

        Serdecznie pozdrawiam

        Krzysztof Turek
        _______________________________________

        Szanowny Panie Profesorze,

        Ze zdumieniem przeczytałem Pana list do Marka Podgórnego o zaskakującej dla mnie jako naukowca formie i treści. Czy pisząc pracę naukową, używa Pan kategorycznych określeń (typu: jest rzeczą ewidentną) do stwierdzeń nie będących tautologiami lub raportujacych dane doświadczalne? Czy nie podaje Pan założeń przy których formułuje Pan twierdzenia składające się na przedstawianą przez Pana interpretację? Czy nie powinienem w tym kontekście oczekiwać od profesora fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego dodania przed <jest rzeczą ewidentną>, jeśli takie stwierdzenie nie budzi Pana wątpliwości, przynajmniej frazy <w mojej opinii>?. Problem polega bowiem na tym, że zarówno w mojej opinii jak i w opinii niektórych ludzi, z którymi na ten temat rozmawiałem, (sprawa) taką nie jest. Często zaskakuje mnie, jak niektórzy naukowcy, niezwykle ostrożni w formułowaniu twierdzeń w dziedzinie, w której są specjalistami, niezwykle łatwo ferują wyroki w sprawach ludzkich, które wydają się być znacznie bardziej złożone i niejednoznaczne niż domena nauki.

        Prof. Stanek przyznał się do kontaktów z SB, lecz nie do tego, że donosił. Proszę zwrócić uwagę na to, że Jan Paweł II również miał częste kontakty z SB. Przy zastosowaniu zasady logiki, z jedynego argumentu merytorycznego jakiego Pan użył w swoim liście wynika, że Papież nie
        zasługiwał na podane ręki przez profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ponieważ, odwołuje się Pan w swoim liście do autorytetu Komisji Rektorskiej, rozumiem, że Komisja ta zebrała dowody na donosicielstwo prof. Stanka. Dlaczego więc ani ona ani Pan nie przedstawiliście tych dowodów?

        Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie naleganie na pana Podgórnego do zamilknięcia w tej sprawie. Panie Profesorze, nie uchodzi! Walczyliśmy, przynajmniej ja prowadząc wykłady na podziemnym uniwersytecie w czasach Solidarności, o to, aby społeczeństwo Polskie było
        społeczeństwem otwartym, czyli społeczeństwem, w którym się liczy się siła argumentów a nie autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że jako profesor fizyki jest Pan autorytetem w dziedzinie fizyki, lecz ludzie, którzy nie znają Pana biografii, nie mają żadnych podstaw uznawać Pana za autorytet w dziedzinie spraw ludzkich.

        Pana list jest i będzie czytany nie tylko przez ludzi pamiętających czasy komunizmu, ale też przez młodzież. Jestem przekonany, że nie jest dla nich dobrym przykładem wzywanie do milczenia człowieka, który nawołuje do dyskusji w ważnej, budzącej bardzo wiele wątpliwości sprawie skazania człowieka na niemalże cywilną śmierć przez gremium o dużym autorytecie, bez przedstawienia opinii publicznej przekonujących dowodów. Jedynie słuszna postawa wskazywana przez autorytet Komitetu Centralnego i Pierwszego Sekretarza obowiązywała, mam nadzieję, w minionej epoce.

        Krzysztof Turek

      • List Prof. Stanka komentujący wypowiedź Prof. Malca. Opublikowany za zgoda autora:

        ———————————————————————
        From: Jan Józef_Stanek
        To: Marek Podgorny
        Date: Mon, 20 Apr 2009 21:43:44 +0200
        Subject: Re: List_otwarty w sprawie Lwów i Tygrysów

        Niesłychane. Od trzech lat staram się dowiedzieć, kto był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Lew. Jeżeli Prof. Malec wie, to powinien to publicznie powiedzieć. Jeżeli oskarży o to mnie, to spotkamy się w sądzie.

        Jeśli chodzi o raport Komisji, napisany rzekomo na podstawie mojego wystąpienia, to każdy, kto nie jest zwykła kanalią, może stwierdzić, że jest to stek kłamstw. Porównaj: http://janstanek.home.pl (komentarz do raportu komisji). Informowałem o tym Rektora i członków Rady Wydziału FAiIS, ale właściciele teczek są bezkarni.

        Kłamstwa Komisji zostały ostatnio powtórzone i wzbogacone w artykule w Dzienniku Polskim. Wysłałem sprostowanie (Porównaj: http://janstanek.home.pl (sprostowanie do artykułu …)), ale nawet nie otrzymałęm odpowiedzi od redakcji.

        Jan Stanek

      • Do dnia dzisiejszego, a więc przez ponad tydzień, Prof. Edward Malec nie odpowiedział na moje pytanie. Dalej nie wiem, czy zalecał mi milczenie, czy też mi groził.

        Podejrzewam, że dowiem się innymi kanałami…

        Marek Podgorny

      • List od Pana Piotra Żenczykowskiego z Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie. Opublikowany tutaj na prośbę autora.
        ———————————————————————————

        1 maja 2009

        Po gruntownym zapoznaniu się z całą sprawą, niniejszym chciałbym wyrazić swoją opinię w kwestii „kontaktów” prof. Jana Stanka z SB.

        Uważam, że powołana do wyjaśnienia całej sprawy Rektorska Komisja UJ nie zdawała sobie sprawy z olbrzymiego autorytetu, którym dysponowała oraz z ważkości i delikatności spraw, o których miała decydować. W rezultacie Komisja zachowała się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany, nie stając na wysokości zadania, lecz wykazując się krótkowzrocznością i brakiem przewidywania skutków swoich decyzji, de facto kreując „agenta”, tak jak to pisze Marek Podgórny. Wszelkie oceny stwierdzające, że działalność Komisji była bez zarzutu, uważam za błędne (prawdopodobnie wynikają one z niechęci do przyznania, że jakieś gremium UJ mogło postępować niewłaściwie).

        Chciałbym wierzyć, że dziś członkowie tej Komisji przyznaliby – choćby w prywatnej rozmowie – że popełniono błąd. Sądząc po wypowiedziach niektórych z nich, nie wszyscy jednak tak myślą. Ostatni list do Marka Podgórnego wystosowany przez członka Komisji z ramienia „S”, prof. Edwarda Malca, stanowi tu swoiste curiosum. W pełni zgadzam się z oceną tego listu dokonaną przez Krzysztofa Turka.

        W szczególności więc wyjaśniam, że dla mnie, by posłużyć sie terminologią stosowaną przez prof. Malca, sprawa też „jest ewidentna”.

        Konkretnie:
        Prof. Jan Stanek, będąc w czasach PRL szykanowany, w moich oczach nie potrzebuje żadnego oczyszczenia (czego zresztą – znając go osobiście – spodziewałem się od samego początku) .

        Winą za rozwój wypadków obarczam natomiast przede wszystkim Komisję Rektorską, której wiekszość członków – poddając się panującemu klimatowi i wykazując się, delikatnie mówiąc, nieudolnością, krótkowzrocznością i brakiem przemyślenia skutków swoich decyzji – de facto bez dowodów go napiętnowała, po czym w całej sprawie umyła ręce.

        O tych zaś ludziach, którzy dzisiaj, już po wyrażeniu opinii przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie z 19 kwietnia 2007 roku (zgodnie z którą to opinią istnieją dowody, że prof. Stanek był szykanowany przez SB) , swoimi kolejnymi nieprzemyślanymi wypowiedziami (np. „Lew przyznał się zresztą do utrzymywania wieloletnich kontaktów z SB”) efektywnie go po prostu oczerniają, wolę się tu więcej nie wypowiadać. Samo użycie słów „efektywnie go oczerniają” wystarcza do przekazania tego, co myślę o ich postępowaniu.

        Piotr Żenczykowski

        Instytut Fizyki Jądrowej
        Kraków

  6. Treść wystąpienia prof. Jana Stanka przed Radą Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ, które miało miejsce, na jego życzenie, dnia 1 grudnia 2005 r.

    http://www.aktualnosci.uj.edu.pl/index.php/rzecznik/pokaz/id/84

    Treść wystąpienia prof. Jana Stanka przed Radą Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ, które miało miejsce, na jego życzenie, dnia 1 grudnia 2005 r.

    Proszę Państwa!

    Staję przed wysoką Radą w najtrudniejszym momencie mojego życia. Zostałem oskarżony o współpracę z SB. Miałem ogromny dylemat, jak się zachować. Z jednej strony, uczciwi ludzie nie muszą się tłumaczyć, a z drugiej bardzo zależy mi na Państwa opinii. Ponieważ wiem, że jedyną moją szansą na sprawiedliwy Państwa osąd jest powiedzenie całej prawdy o moich kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa, przez kilka dni przygotowywałem to oświadczenie, starając się uporządkować wszystkie fakty i przedstawić je jak najrzetelniej. Proszę jednak pamiętać, że te zdarzenia zaczęły się 25 lat temu.

    Pierwszego, niewidzialnego, działania SB doznałem, gdy w 1978 r. Ministerstwo odmówło mi zgody na roczny staż naukowy w doskonałym ośrodku niemieckim. Rok później wyjechałem bez trudności na inny, też roczny, staż do Niemiec. W czasie powrotu do Polski pociągiem na przełomie stycznia i lutego 1980 r. zostałem poddany bardzo szczegółowej i poniżającej rewizji. Wiem, że ta akcja nie była przypadkowa. Straż graniczna oczekiwała mnie.. W wyniku rewizji zarekwirowano mi tzw. wrogą literaturę opisującą właśnie dokonaną przez ZSRR agresję na Afganistan. Kilka dni później otrzymałem listownie wezwanie do stawienia się na komendzie milicji. Pracownik SB poinformował mnie, że w związku z próbą wwiezienia „bezdebitowej” prasy otrzymuję zakaz wyjazdu za granicę na okres 5-ciu lat. Formalnym powodem będzie nie złożenie przeze mnie w Dziale Współpracy z Zagranicą UJ obowiązkowego załącznika do sprawozdania z pobytu służbowego, załącznika dotyczącego listy osób z którymi rozmawiałem, poruszane tematy i prezentowane stanowiska. Zobowiązałem się do złożenia takiego załącznika, a wtedy usłyszałem, że zobaczy co się da zrobić. Mimochodem zapytał jak działa SKS w Instytucie. Kompletnie zaskoczony, mając na myśli Szkolne Koło Sportowe, gdzie w młodości grałem w piłkę ręczną, odpowiedziałem, że sprawę SKS-u zakończyłem 15 lat temu. Skonsternowany oficer wyjaśnił, że chodziło mu o Studenckie Koło Samoobrony, na co, zgodnie z prawdą, odpowiedziałem że o takiej organizacji nie słyszałem.

    O całej sprawie opowiedziałem jeszcze tego samego dnia co najmniej trzem osobom, podkreślając powagę i komizm zaistniałej sytuacji. Następnego dnia otrzymałem telefon od tego oficera. Wzburzonym głosem zażądał, abym natychmiast stawił się w Komendzie, grożąc w przypadku odmowy poważnymi konsekwencjami. W komendzie podyktował mi tekst: „Zobowiązuję się do zachowania w tajemnicy informacji o moich kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa”. Gdy protestowałem, zagroził mi, że mogą mnie albo moją rodzinę spotkać przykrości. W tej sytuacji oświadczenie podpisałem. Tego zobowiązania nigdy nie wypełniłem, z tym, że o późniejszych wezwaniach opowiadałem bardzo ograniczonej liczbie osób.

    W ciągu następnych miesięcy zostałem wezwany na przesłuchania jeszcze dwukrotnie. Spotkania te były krótkie i słabo je pamiętam. Były pytania związane z kolejnym wyjazdem, moją opinią o aktualnej sytuacji w Polsce, nastroje w Instytucie. Podawałem dane oparte na cytatach z gazet komunistycznych. W sierpniu 1980 r. wyjechałem bez problemu na 3 miesiące do Niemiec. Po powrocie wstąpiłem natychmiast do NSZZ Solidarność i intensywnie zaangażowałem się w tworzenie Związku. Pod pozorem sprawozdania z pobytu za granicą, a następnie nowego planowanego wyjazdu zostałem ponownie wezwany na dwie rozmowy. Ze wstydem przyznaję, że nie widziałem nic niestosownego w tym że te rozmowy odbyły się już w kawiarni. Pamiętam jedynie, że w czasie tych rozmów nie kryłem swojego entuzjazmu dla zachodzących przemian i żartowałem z pociągnięć komunistycznych władz.

    We wrześniu 1981 wyjechałem ponownie do Niemiec a powróciłem 1 grudnia 1981 r. Po wprowadzeniu stanu wojennego aktywnie uczestniczyłem w działalności opozycyjnej, chociaż raczej poza strukturami Związku. W szczególności brałem czynny udział w starciach z milicją w czasie licznych demonstracji, rozprowadzałem pisma i ulotki solidarnościowe w krakowskich kamienicach i w Instytucie, uczestniczyłem we wszystkich strajkach i protestach, a w mojej pracowni przez wiele lat ukrywana była biblioteka wydawnictw niezależnych.

    Przez następny rok nie byłem nękany przez SB z jednym wyjątkiem: przed jakąś akcją protestacyjną lub strajkiem (szczegółów nie pamiętam) otrzymałem telefon z żądaniem podania informacji o powodzeniu akcji. To żądanie zignorowałem. Uważam, że miało to dla mnie dość nieprzyjemne konsekwencje. Wkrótce potem otrzymałem zaproszenie do uczestnictwa w konferencji naukowej w Grenoble. Uzyskałem zgodę Uniwersytetu, który zakupił dla mnie bilet kolejowy. Przez kilka dni poprzedzających wyjazd chciałem odebrać paszport, ale ciągle odsyłano mnie na następny dzień. W przeddzień wyjazdu poinformowano mnie, że „paszport nie spłynął” – określenie oryginalne – i polecono osobiście unieważnić bilet kolejowy, grożąc, że w przeciwnym razie potrącą mi koszty z pensji. O ile pamiętam, cena tego biletu znacznie przekraczała wysokość mojego miesięcznego uposażenia.

    Wkrótce potem rozpocząłem starania o uzyskanie stypendium Humboldta. Ponieważ istniała konieczność skontaktowania się z moim partnerem zagranicznym, postarałem się o zaproszenie na kolejną konferencję, tym razem w Niemczech. Przed wyjazdem zadzwonił do mnie oficer SB wyznaczając termin wezwania. Podobnie było po powrocie. W 1984 r. wyjechałem na 18 miesięcy na stypendium Humboldta, poczym nastąpiły kolejne kilkumiesięczne wyjazdy. W czasie przebywania w Polsce byłem wielokrotnie wzywany na spotkania

    Typowe spotkanie trwało 30 min. i miało ustalony schemat. Przesłuchujący pytał kolejno:
    Co u Pana nowego, jak było za granicą ?
    Czy nie ma Pan jakichś kłopotów czy problemów ?
    Co nowego w Instytucie ?
    Jakie są nastroje polityczne w Instytucie ?
    Czy zna Pan Pana X?
    Co Pan może o nim powiedzieć ?
    Termin następnego spotkania.

    Moje odpowiedzi tez były standardowe. Możliwie jak najdłużej odpowiadałem na pierwsze pytanie. Opowiadałem o swoich badaniach naukowych, podróżach, wycieczkach i życiu codziennym w Niemczech. Rutynowo odpowiadałem, że nie mam żadnych kłopotów, ale ironicznie dziękowałem za dobre chęci. Raz niefortunnie zażartowałem, że władze powinny poprosić towarzyszy radzieckich o zwiększenie dostaw benzyny, bo życie z kartkami na paliwo jest bardzo uciążliwe. W odpowiedzi przesłuchujący natychmiast zaoferował mi kartki w dowolnej ilości. Oczywiście odmówiłem.

    Mówiąc o Instytucie wspominałem o sprawach bieżących, np. o przeprowadzanych remontach, nowej aparaturze, prowadzonych przeze mnie pracach itp.

    Trudniejsze były odpowiedzi na pytania polityczne. Odpowiadałem, że nie zajmuję się polityką, że publicznie nikt się na takie tematy nie wypowiada i że nie zauważam żadnej działalności nielegalnej. Oczywiście, przesłuchujący zdawał sobie sprawę że kłamię, ale nie naciskał. Na pytania dotyczące konkretnych osób odpowiadałem, że znam je tylko z widzenia. W przypadkach osób powszechnie znanych (pamiętam 3 takie osoby) mówiłem, że są to doskonali naukowcy i przedstawiałem dziedziny, w których pracują. W żadnym przypadku nie wypowiedziałem się na temat ich poglądów politycznych.

    Zastanawiające, że nigdy nie pytano mnie o moich przyjaciół, kolegów lub współpracowników ani o osoby, których działalność związkowa była dość znana. Miałem wrażenie, że oficer nie chce mnie stresować, wcale nie chce uzyskać jakichś informacji, a jedynie zależy mu na samym fakcie przeprowadzenia przesłuchania.

    W miarę upływu czasu i stopniowego rozpadu systemu, spotkania stawały się żałosne. Oficer, który prawdopodobnie nigdy nie był na Zachodzie, bardzo lubił słuchać o kolorowych sklepach, zadbanych ogródkach czy perfumowanym papierze toaletowym. Ze swej strony opowiadał mi o problemach z autem, o remontach w domu, o wakacjach. Na właściwe pytania zostawało kilka minut i zadawalały go odpowiedzi nie wiem, nie znam nie pamiętam.

    Zdarzały się odstępstwa od tego schematu. W czasie jednego ze spotkań zaczął kolejno wymieniać różne nazwiska, stając się, po moich kolejnych odpowiedziach, że nie znam tych osób, coraz bardziej agresywny. W końcu zapytał, dlaczego nie chcę odpowiadać na pytania. Odpowiedź moja była całkowicie jednoznaczna: Nie będę z Wami współpracował, nie będę donosił na ludzi z Instytutu. Przychodzę na te spotkania, bo nie chcę mieć kłopotów z wyjazdami za granicę. Ponieważ są to wyjazdy służbowe, mogę opowiadać o prowadzonych tam badaniach. Pożegnał mnie chłodno, bez wyznaczenia kolejnego terminu. Miałem nadzieję, że to koniec, niestety wkrótce znowu zadzwonił.

    W czasie przesłuchań byłem zawsze skoncentrowany, ale mam pewne wyrzuty sumienia z powodu jednej rozmowy. Przesłuchujący niespodziewanie zażądał potwierdzenia skłonności pewnej szanowanej osoby do alkoholu i kobiet („dziewczynek” jak się wyraził). Bezczelność i absurdalność tych zarzutów wyprowadziła mnie z równowagi. Zamiast odpowiedzieć spokojnie, że nic o tym nie wiem, zacząłem gwałtownie zaprzeczać, a potem powiedziałem, że nie utrzymuję z nim kontaktów towarzyskich. Wtedy oficer zarzucił mi kłamstwo, stwierdzając, że byłem u tej osoby na kolacji podając zgodną z prawdą datę. Nie sądzę, aby uzyskał ode mnie jakąś istotną informację, ale sama moja reakcja mogła być dla niego pewną wskazówką.

    W jednym przypadku przesłuchanie wykorzystałem do złożenia donosu. Sprawa ma następującą historię. Pewnego dnia przyszedłem przed godziną 8.00 do Instytutu aby porozklejać ulotki na piętrach, od pierwszego do piątego. Wracając spotkałem Dyrektora Administracyjnego, idącego od dołu i zrywającego dopiero co przyklejone ulotki, co mnie bardzo zdenerwowało. Osoba ta, partyjna, była powszechnie znana jako wtyczka SB w naszym Instytucie. Postanowiłem się zemścić. Okazją była awaria w naszym instytucie, gdy za zgodą Dyrektora wykonywano w niedzielę w warsztacie jakieś prywatne prace. W czasie przesłuchania, na pytanie co słychać w Instytucie opowiedziałem o tym fakcie. Był to w moim przekonaniu akt odwagi. Faktycznie, kilka dni później Dyrektor publicznie, w sekretariacie, zaczął na mnie krzyczeć, że na niego doniosłem. Nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. A ponadto, całkiem formalnie, donoszenie w sprawach gospodarczych, zgodnie z ustawą o IPN, nie jest uważane za współpracę. Proszę się także zastanowić, czy gdybym był agentem, Esbek podałby moje nazwisko.

    Są to wszystkie fakty, które pamiętam. Jest dla mnie jasne, że te kontakty z SB, w szczególności ich częstotliwość i miejsce, mają symptomy współpracy, a moje wyjaśnienia mogą budzić wątpliwości.

    Pierwsza sprawa, to po co oficer SB wzywał mnie na spotkania, skoro nie uzyskiwał żadnych informacji. Pamiętam, że w tym okresie wyjaśniałem to sobie charakterem jego pracy, polegającej na przesłuchaniu w ciągu miesiąca wyznaczonej liczby osób. Nieco niepokoiło mnie, co pisze w sprawozdaniach z tych przesłuchań, ale uspakajałem się, że nie ważne co jest w dokumentach SB, ważne jest abym nikomu nie zaszkodził. Ta krańcowa naiwność, a właściwie głupota doprowadziła mnie do obecnej sytuacji. Obecnie podejrzewam, że te spotkania były tylko sposobem na użycie mojej osoby do uwiarygodnienia istnienia stworzonego przez SB wirtualnego super agenta „Lwa”.

    Po drugie: dlaczego nie upowszechniłem informacji o tych spotkaniach a w szczególności nie poinformowałem osób o które wypytywano. Odpowiedź jest prosta – ze strachu. Znając skalę, na jaką na mnie donoszono, byłem pewien, że prędzej czy później zostanie to przekazane SB. Sporadycznie wspomniałem o tych spotkaniach kilku osobom, spotykając się ze współczuciem. Konkretnie, o prawie wszystkich przesłuchaniach informowałem mojego najbliższego współpracownika, do którego miałem pełne zaufanie, a który miał kontakty z ludźmi działającymi w podziemnych strukturach Solidarności w Instytucie.

    Po trzecie: dlaczego, w końcu lat 80-tych, gdy niebezpieczeństwo było znikome, nie odmówiłem udzielania zeznań. Wyjaśnieniem jest mój oportunizm. Rozumowałem, że skoro te kontakty są bez znaczenia, nie ma powodu komplikowania sobie życia. Dodatkowo, uważałem, że moje opowiadania o Zachodzie zmiękczają ideologicznie tego oficera. Sądzę, że taki proces, niekoniecznie dzięki mnie, faktycznie zachodził. Ośmielam się prosić Państwa, aby przy osądzaniu mojego postępowania rozważyli, czy byli poddani kiedyś takiej próbie. Na pewno są ludzie w naszym Instytucie, którzy odmówili przybycia na wezwanie SB. Tacy ludzie są godni najwyższego szacunku. Niestety nie znam takiego przypadku osobiście.

    Po czwarte: dlaczego, w wolnej Polsce nie opowiedziałem o tych kontaktach. Ta sprawa jest skomplikowana i wynika z mojego charakteru: o krzywdach nie pamiętam, o zasługach mówić nie lubię. Faktycznie, kilku osobom jednak opowiadałem o niektórych wspomnianych powyżej zdarzeniach. Np. przy dyskutowaniu problemów lustracji, mówiłem, że ja też byłem wzywany na spotkania. Nigdy nie przedstawiłem tej historii tak całościowo jak obecnie, bo nie było ku temu okazji. Podstawową sprawą jest jednak, że uważałem się i uważam za osobę pokrzywdzoną, ale w stopniu znikomym w porównaniu z poświęceniem innych osób. Teraz, gdy okazało się, że zostałem wpisany przez SB na listę agentów uważam, że wyrządzono mi ogromną krzywdę.

    Podsumowując, oskarżenie mnie o współpracę uważam za krańcowo niesprawiedliwe. Współpraca, to działanie w celu osiągnięcia wspólnego celu. W tym przypadku, moim dążeniem był upadek komunizmu, celem SB była obrona systemu. Moje poglądy antykomunistyczne ukształtowały się w marcu 1968 r. i pozostaję im wierny do dzisiaj. W czasie kontaktów z SB nigdy nie podpisałem deklaracji współpracy, nie uzyskiwałem żadnych korzyści materialnych, nie udzieliłem żadnej informacji o strukturach podziemnych Solidarności ani o ludziach opozycji, a ewentualne moje oceny nastrojów politycznych były dezinformacją.

    Praktycznie możliwości obrony mojego dobrego imienia są niezmiernie ograniczone. Po opublikowaniu tzw. listy Wildsteina, gdzie znalazło się moje nazwisko, w dniu 22 lutego br. złożyłem w IPN wniosek o przyznanie mi statusu pokrzywdzonego i udostępnienie mi materiałów zbieranych na mój temat przez SB. Złożenie tego wniosku wiązało się z oświadczeniem, że nigdy nie byłem współpracownikiem służb specjalnych. Złożenie fałszywego oświadczenia jest zagrożone karą więzienia do lat trzech. Tak więc, jeżeli Państwa okłamuję, to czeka mnie więzienie. Proszę zwrócić uwagę, że wielu oskarżonych o współpracę zaprzecza, ale tylko nieliczni występują o status pokrzywdzonego.

    W kwietniu br. uzyskałem z IPN, zaświadczenie, że nie figuruję na liście tajnych współpracowników służb specjalnych. Do tej pory nie otrzymałem jednak z IPN odpowiedzi na mój wniosek o przyznanie mi statusu pokrzywdzonego. Takie postępowanie IPN uważam za nieuczciwe. Skoro IPN miał jasno sprecyzowany pogląd o mojej osobie to powinien odmówić mi statusu pokrzywdzonego, co dało by mi pewne możliwości prawne obrony. Całe postępowanie w mojej sprawie jest żywcem wzięte z powieści Franza Kafki. Nie wiedziałem, że w mojej sprawie toczy się proces, że zostałem oskarżony, że uznano mnie winnym a o wyroku dowiedziałem się z gazety. Jedynie na egzekucję mam się stawić osobiście.

    W dniu 25 listopada, po ukazaniu się artykułu w ‘Gazecie Polskiej’ zwróciłem się ponownie do IPN o pilne rozpatrzenie mojego wniosku.

    Jestem zwolennikiem pełnego ujawnienia współpracowników SB w kraju i na naszej Uczelni. Sądzę, że sposób przeprowadzania tego procesu jest zabójczy dla samej idei. Podawanie, że ktoś był współpracownikiem bez udowodnienia popełnienia konkretnych czynów, jest doskonałym alibi dla faktycznych agentów SB. Mówiąc obrazowo: sąd nie może wydać wyroku, że ktoś jest złodziejem więc z tego wynika, że kradł. Musi udowodnić, że ktoś kradł, więc był złodziejem. Podstawowym moim celem jest obecnie uzyskanie dostępu do własnej teczki. Mogę Państwu przyrzec, że jeśli tylko będzie taka możliwość, to wszystkie materiały skopiuję i wyłożę w czytelni Instytutu.

    W związku z zaistniałą sytuacją, oddaję się do dyspozycji Pana Rektora. Proszę o rozważenie odwołania mnie z funkcji Kierownika Zakładu i Kierownika Specjalności. Ta decyzja w żadnej mierze nie może być uważana za moje przyznanie się do winy. Czynię to jedynie dla dobra Zakładu i Specjalności, czyli dla sprawy, której poświęciłem ostatnie 3 lata pracy. Sądzę, że w naszym Zakładzie są ludzie, którzy mogą mnie zastąpić. Natomiast zawieszenie w wypełnianiu obowiązków dydaktycznych uważam za grubą przesadę. Mam zajęcia z IV i V rokiem. Są to ludzie dorośli. Może należy zapytać, czy chcą mieć ze mną zajęcia, czy też naprawdę obawiają się, że ich zdeprawuję.

    Proszę Państwa,

    są to dla mnie chwile tragiczne, ale jest to również czas próby dla naszego Uniwersytetu. Uważam, że Uniwersytet ma obowiązek wypracowywania pewnych moralnych wzorców postępowania dla całego kraju. Czy jesteście Państwo pewni, że działania Uniwersytetu w sprawie rozliczeń z przeszłością powinno być naśladowane w całym Państwie ? Bardzo chciałbym, aby zgodnie ze swoja maksymą nasza Alma Matter kierowała się argumentami rozumu a nie poddawała się sile psychicznego terroru, widocznego na każdym kroku. Terror ten polega na tym, że kto nie wykaże się gorliwością w tropieniu prawdziwych czy wyimaginowanych agentów, może być posądzony o układy z dawną bezpieką. Trwają więc radosne igrzyska, zawody, kto uderzy bardziej boleśnie. Wierzę, że istnieje poznawalna prawda obiektywna, prawda, która kiedyś wyjdzie na jaw. Oby nie okazało się wtedy, że koniec roku 2005 to wstydliwa karta historii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

    Redakcja

  7. prof. Jan Stanek – lista dokumentów związanych z lustracją

    http://janstanek.home.pl/

    Raport komisji
    OdpowiedŸ prof. Jana Stanka na raport komisji
    List prof. Jana Stanka do Senatu UJ
    OdpowiedŸ Rektora UJ na list do Senatu
    OdpowiedŸ prof. Jana Stanka
    Sprostowanie do artykułu Pani E.Łosińskiej w Dzienniku Polskim z dnia 15.04.2009

  8. Odpowiedź na mój „List otwarty” do pracowników IFAiIS od Pana Prof. Edwarda Malca, przedstawiciela Solidarności w komisji rektorskiej rozważającej sprawę prof. Stanka i w związku z tym ko-autora jej raportu.

    From – Mon Apr 20 06:40:01 2009
    Date: Mon, 20 Apr 2009 09:06:03 +0200 (CEST)
    From: malec
    To: Marek Podgorny
    Subject: Re: list otwarty w sprawie Lwów i Tygrysów
    Message-ID:
    References:

    Szanowny Panie,

    jest Pan daleko i nie wydaje mi sie, aby byl Pan najlepiej zorientowany w calej sprawie. Bylem czlonkiem Komisji Rektorskiej, ktora zajmowala sie m. in. Lwem. Sprawa jest ewidentna, Lew przyznal sie zreszta do utrzymywania wieloletnich kontaktow z SB.
    Mysle, ze bedzie najlepiej, jesli bedzie sie Pan w tej sprawie milczec.

    Z powazaniem

    Edward Malec

  9. Moja odpowiedź na e-mail Prof. Edwarda Malca cytowany powyżej:

    Message-ID:
    Date: Mon, 20 Apr 2009 15:14:24 -0400
    From: Marek Podgorny
    Organization: CollabWorx, Inc.
    To: malec
    Subject: Re: list otwarty w sprawie Lwow i Tygrysow

    malec wrote:
    > Szanowny Panie,
    >
    > jest Pan daleko i nie wydaje mi sie, aby byl Pan najlepiej zorientowany w calej sprawie.

    Tak pan myśli? Ja myślę odwrotnie. Odległość pozwala mi odfiltrować szum kreowany przez oszołomów i płatnych komentatorów. To pozwala na znacznie bardziej klarowne pole obserwacji.

    Pamięta Pan może, jak woziliśmy do kraju paryską Kulturę, żeby rodzina i znajomi mogli się dowiedzieć, co się naprawdę wokół nich dzieje? Nie żebym się śmiał porównywać; po prostu pokazuję kontrprzykład.

    > Bylem czlonkiem Komisji Rektorskiej, ktora zajmowala sie m. in. Lwem. Sprawa jest ewidentna, Lew przyznal sie zreszta do utrzymywania wieloletnich kontaktow z SB.

    Hmm, wedlug mnie, nie. Przyznał sie do wieloletnich szykan. To komisja rektorska wykreowała TW Stanka. Pomijam już szczegół, że jego tożsamość z Lwem nie została nijak udowodniona. Technicznie, raport komisji jest potwarzą, i jako taki wystarczającym powodem do procesu.

    Szczerze mówiąc, wcale tego ani Panu, ani innym członkom komisji nie życzę. Chciałbym tylko, żeby ktoś wziął oddech, zrobił dwa kroki wstecz, i przyjrzał się rezultatom działania pokomunistycznej politycznej sceny w Polsce starając się o obiektywizm. Kogo mam prosić – Radio Maryja czy gang Lepera? Prawie dwie setki intelektualistów wydają się lepszym adresatem – nie zgodziłby się Pan z tym?

    > Mysle, ze bedzie najlepiej, jesli bedzie sie Pan w tej sprawie milczec.

    Dwa pytania: (1) dla kogo będzie lepiej?; (2) czy to jest opinia, czy groźba?

    Nie żebym chcial się czepiać, ale ambiwalencja szkodzi klarowności duskusji.

    >
    > Z powazaniem
    >
    > Edward Malec

    Ja również,

    Marek Podgorny

  10. List Pana Dr. Krzysztofa Turka, absolwenta wydzialu Fizyki i aktywnego działacza Solidarności a latach 80tych, do pana Prof. Edwarda Malca. Umieszczony tutaj zgodnie z prośbą autora.
    _________________________________________

    Subject: RE: List otwarty – początek dyskusji?
    Date: Wed, 22 Apr 2009 17:41:46 +0200
    From: Krzysztof Turek
    To:
    References:

    Proszę rozpowszechnij mój załączony poniżej list do prof. Malca.

    Serdecznie pozdrawiam

    Krzysztof Turek
    _______________________________________

    Szanowny Panie Profesorze,

    Ze zdumieniem przeczytałem Pana list do Marka Podgórnego o zaskakującej
    dla mnie jako naukowca formie i treści. Czy pisząc pracę naukową, używa
    Pan kategorycznych określeń (typu: jest rzeczą ewidentną) do stwierdzeń
    nie będących tautologiami lub raportujacych dane doświadczalne? Czy nie
    podaje Pan założeń przy których formułuje Pan twierdzenia składające się
    na przedstawianą przez Pana interpretację? Czy nie powinienem w tym
    kontekście oczekiwać od profesora fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego
    dodania przed , jeśli takie stwierdzenie nie budzi
    Pana wątpliwości, przynajmniej frazy ?. Problem polega
    bowiem na tym, że zarówno w mojej opinii jak i w opinii niektórych ludzi, z
    którymi na ten temat rozmawiałem, (sprawa) taką nie jest. Często zaskakuje
    mnie, jak niektórzy naukowcy, niezwykle ostrożni w formułowaniu twierdzeń
    w dziedzinie, w której są specjalistami, niezwykle łatwo ferują wyroki w
    sprawach ludzkich, które wydają się być znacznie bardziej złożone i
    niejednoznaczne niż domena nauki.

    Prof. Stanek przyznał się do kontaktów z SB, lecz nie do tego, że donosił.
    Proszę zwrócić uwagę na to, że Jan Paweł II również miał częste kontakty z
    SB. Przy zastosowaniu zasady logiki, z jedynego argumentu merytorycznego jakiego Pan użył w swoim liście wynika, że Papież nie
    zasługiwał na podane ręki przez profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego.
    Ponieważ, odwołuje się Pan w swoim liście do autorytetu Komisji
    Rektorskiej, rozumiem, że Komisja ta zebrała dowody na donosicielstwo
    prof. Stanka. Dlaczego więc ani ona ani Pan nie przedstawiliście tych dowodów?

    Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie naleganie na pana Podgórnego do
    zamilknięcia w tej sprawie. Panie Profesorze, nie uchodzi! Walczyliśmy,
    przynajmniej ja prowadząc wykłady na podziemnym uniwersytecie w czasach Solidarności, o to, aby społeczeństwo Polskie było
    społeczeństwem otwartym, czyli społeczeństwem, w którym się liczy się
    siła argumentów a nie autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że jako profesor
    fizyki jest Pan autorytetem w dziedzinie fizyki, lecz ludzie, którzy nie znają
    Pana biografii, nie mają żadnych podstaw uznawać Pana za autorytet w dziedzinie spraw ludzkich.

    Pana list jest i będzie czytany nie tylko przez ludzi pamiętających czasy
    komunizmu, ale też przez młodzież. Jestem przekonany, że nie jest dla
    nich dobrym przykładem wzywanie do milczenia człowieka, który nawołuje
    do dyskusji w ważnej, budzącej bardzo wiele wątpliwości sprawie skazania
    człowieka na niemalże cywilną śmierć przez gremium o dużym autorytecie,
    bez przedstawienia opinii publicznej przekonujących dowodów. Jedynie
    słuszna postawa wskazywana przez autorytet Komitetu Centralnego
    i Pierwszego Sekretarza obowiązywała, mam nadzieję, w minionej epoce.

    Krzysztof Turek

    • Sprostowanie: List Pana Dr. Krzysztofa Turka zostal skopiowany niedokladnie, za co bardzo go przepraszam. Pierwszy paragaf listu powinien brzmiec jak nastepuje:

      Ze zdumieniem przeczytałem Pana list do Marka Podgórnego o zaskakującej dla mnie jako naukowca formie i treści. Czy pisząc pracę naukową, używa Pan kategorycznych określeń (typu: jest rzeczą ewidentną) do stwierdzeń nie będących tautologiami lub raportujacych dane doświadczalne? Czy nie podaje Pan założeń przy których formułuje Pan twierdzenia składające się na przedstawianą przez Pana interpretację? Czy nie powinienem w tym kontekście oczekiwać od profesora fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego dodania przed , jeśli takie stwierdzenie nie budzi Pana wątpliwości, przynajmniej frazy ? Problem polega bowiem na tym, że zarówno w mojej opinii jak i w opinii niektórych ludzi, z którymi na ten temat rozmawiałem, (sprawa) taką nie jest. Często zaskakuje mnie, jak niektórzy naukowcy, niezwykle ostrożni w formułowaniu twierdzeń w dziedzinie, w której są specjalistami, niezwykle łatwo ferują wyroki w sprawach ludzkich, które wydają się być znacznie bardziej złożone i niejednoznaczne niż domena nauki.

      • Jeszcze raz. Software tego bloga usuwa frazy pomiedzy < i >

        Ze zdumieniem przeczytałem Pana list do Marka Podgórnego o zaskakującej dla mnie jako naukowca formie i treści. Czy pisząc pracę naukową, używa Pan kategorycznych określeń (typu: jest rzeczą ewidentną) do stwierdzeń nie będących tautologiami lub raportujacych dane doświadczalne? Czy nie podaje Pan założeń przy których formułuje Pan twierdzenia składające się na przedstawianą przez Pana interpretację? Czy nie powinienem w tym kontekście oczekiwać od profesora fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego dodania przed <jest rzeczą ewidentną>, jeśli takie stwierdzenie nie budzi Pana wątpliwości, przynajmniej frazy <w mojej opinii>. Problem polega bowiem na tym, że zarówno w mojej opinii jak i w opinii niektórych ludzi, z którymi na ten temat rozmawiałem, (sprawa taką nie jest. Często zaskakuje mnie, jak niektórzy naukowcy, niezwykle ostrożni w formułowaniu twierdzeń w dziedzinie, w której są specjalistami, niezwykle łatwo ferują wyroki w sprawach ludzkich, które wydają się być znacznie bardziej złożone i niejednoznaczne niż domena nauki.

  11. W dniu 29 lutego 2012 r. Sąd Okręgowy w Krakowie wydał orzeczenie w sprawie mojego oświadczenia autolustracyjnego, stwierdzającego że nie byłem współpracownikiem Służby bezpieczeństwa PRL. Zgodnie z wnioskiem prokuratora IPN Sąd orzekł, że złożyłem PRAWDZIWE oświadczenie lustracyjne. Wniosek prokuratora oparty był na wynikach niezwykle skrupulatnej kwerendy, która wykazała, że w zasobach IPN nie ma najmniejszego dowodu na to, że współpracowałem ze SB.

    Jan Stanek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: