Luminarze, którzy zawdzięczają swoją pozycję i prestiż dawnym zdradom i układom

baner

Dariusz Tołczyk

Polski inteligent w niewoli stada

(fragmenty tekstu  opublikowanego w Rzeczpospolitej 24.04.07 ) 

Konfitury stalinizmu

inteligencja polska przemawiała jednym głosem w czasach stalinowskich. Takie wrażenie mogli odnieść zwłaszcza ludzie, którzy nie stykali się wówczas z inteligentami na gruncie towarzyskim, lecz słyszeli ich głos głównie z trybun, literatury, radia, prasy, filmów. Był to głos mało podobny do tego, jaki pamiętano z czasów niemieckiej okupacji. Jednak ludzie znający okupację sowiecką na polskich Kresach rozpoznawali nieraz jego brzmienie.

Na mównicach, w gazetach, na uniwersytetach, w szkołach, w książkach polscy inteligenci z zapałem domagali się surowych wyroków na bandytów z akowskiego podziemia; szydzili z niewydarzonych mrzonek o niepodległej Polsce; drwili z pojęć takich jak honor, ojczyzna, nie mówiąc już o Bogu. Najbardziej znani i chwaleni publicznie członkowie polskiej inteligencji chętnie pozowali do zdjęć w towarzystwie bierutowskich dostojników, bili im brawo na stojąco, wznosili kwieciste toasty na partyjno-rządowych bankietach, wypinali piersi do odznaczeń i przebierali nogami na salonach władzy. 

Jedna cecha pozostała u nich stała – inteligenccy prominenci zawsze potrafią znaleźć się w pobliżu tych, którzy decydują o rozdziale stanowisk, stypendiów, zamówień, nagród, tytułów, mieszkań, gabinetów, pracowni, samochodów, wczasów itp. Mają świetną orientację, gdzie stoją konfitury.

Innymi drogami

Oczywiście, nie jest to obraz jedyny. W czasach stalinowskich i później istnieli także inni inteligenci – często zupełnie niepodobni do tych, o których wspomniałem. Ci kierowali się bezinteresownym poczuciem misji, płacąc za to nieraz karierami i stanowiskami, a nawet więzieniem. Potrafili trwać przy swoich wartościach i poglądach wbrew naciskom. O ich postawach jednak reszta społeczeństwa przez długi czas niewiele słyszała z peerelowskich mediów.
Byli też liczni inteligenci, którym udawało się odnosić sukcesy, a nawet zaistnieć w szerszym odbiorze społecznym, bez konieczności robienia świństw. Wreszcie było mnóstwo takich, którzy sami tylko potrafią (lub nie) wymierzyć moralną skalę własnych, większych czy mniejszych, kompromisów z „minionej epoki”.

Problem w tym, że przeciętni ludzie nie mogą wiedzieć, kto, jakimi drogami dochodził w PRL do swojej pozycji. A to, że nie każdy dochodził do niej uczciwą drogą, wiedziały nawet małe dzieci. Jeśli zatem dziś niejeden polski inteligent czuje, że społeczeństwo (a w związku z tym i demokratyczne państwo) nie okazuje inteligencji należnego szacunku, to najwyraźniej zapomina, iż jeśli nawet on sam zawsze był wzorem prawości, to wielu jego kolegów przez długi czas pracowało wytrwale, żeby przedwojenny i wojenny wizerunek inteligencji jako elity ideowej i moralnej skutecznie zszargać.

Efekt stada

Jedno jest pewne – nie ma dziś czegoś takiego jak jednolita wspólnota, czy to moralna, czy ideowa, czy tym bardziej polityczna, którą można określić mianem inteligencji polskiej. Inteligencja nie istnieje dziś jako wspólnota postaw moralnych, gdyż w Polsce byli i są inteligenci, którzy zbudowali kariery, idąc po trupach swoich kolegów. Do dziś świetnie funkcjonują liczni inteligenccy luminarze, którzy zawdzięczają swoją pozycję i prestiż dawnym zdradom i układom. Stanowią oni część polskiej inteligencji tak samo jak ci, których oni sami kiedyś wykorzystali, pozbawili głosu, odstawili na boczny tor, wyślizgali, opisali w tajnym raporcie. 

Reklamy

Komentarze 2

  1. Słuszny tekst. Trzeba jednak rozszerzyć jego adres. Inteligenckie stado tworzy się, popiera samych siebie, podlizuje się opiekunom i zwalcza przeciwników w każdym okresie i w ramach każdej politycznej orientacji. Pamiętam z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, jak byli stalinowcy, przechrzczeni na solidarnościowców wykańczali podejrzanych o lewicowość. Utrącano habilitacje, wydzwaniano po komisjach konkursowych „że takich na uczelni nam nie potrzeba”. A równocześnie pamiętam bardzo dobrze, że to samo przedtem czyniła PZPR. Wniosek: inteligencja, zwłaszcza humanistyczna, ma takie zachowania „we krwi”. Bezpardonowo zwalcza przeciwników. Kiedyś pewien rosyjski myśliwy tłumaczył mi, ze zwierzęta drapieżne rzadko zabijają przeciwników tego samego gatunku, bo respektują gesty poddania się. Natomiast zwierzęta pokojowe, np. synogarlice, nie maja tego mechanizmu w swoich zachowaniach, więc walczą „na śmierć”. Podawał przykład poetów, którzy w czasach rewolucyjnego terroru namawiali, żeby innym poetom – ich zdaniem grafomanom – nie dawać kartek żywnościowych. Tak więc stado podlizuje się możnym, a glebi słabych. Stado prawicowe, lewicowe, stalinowskie, niepodległościowe – po prostu każde. Widocznie inteligent jest dość często człowiekiem słabym, obawiającym się przeciwników, a nade wszystko – drżącym przed utratą opiekunów. Choć oczywiście są i wyjątki.

  2. Prof. Antybeton chyba sobie okresy pomylił. W latach 80-tych to był stan wojenny i powojenny i to wtedy dokonywano wielkiej czystki wśród prosolidarnościowej kadry akademickiej czego w latach 90-tych i do dnia dzisiejszego nawet w sferze moralnej nie naprawiono a w sferze naukowej skutkuje luką pokoleniową i zapaścią .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: