Brak dekomunizacji polskich uniwersytetów

baner

Po 1989 r. nie nastąpiły żadne oczyszczające zmiany w polskim szkolnictwie

, ze szkolnictwem wyższym na czele. Cała czereda czerwonych agitatorów pozostała na wydziałach politologii, dziennikarstwa, socjologii itp. Pozotały układy przy obsadzaniu stanowisk, promocji doktoratów i ocenie prac habilitacyjnych.”

Brak dekomunizacji polskich uniwersytetów

jest kolejną wielką skazą na polskiej transformacji ustrojowej po 1989 r. Czereda przefarbowanych do czerwoności rudych lisów w ochronnych barwach liberałów rządzi akademicką Polską.

A czy pamiętają Państwo postulat ministra edukacji narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, Andrzeja Stelmachowskiego, aby gruntownie przebudować lub nawet rozwiązać i stworzyć od nowa Polską Akademię Nauk? Co z tego wyszło?

Ci sami ludzie na tych samych stołkach.

A kuriozalny już jest fakt, że były pułkownik MSW i adherent Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej, Ryszard Banajski, jest dzisiaj prezesem Towarzystwa Naukowego Prakseologii i rezyduje właśnie w głównej siedzibie PAN – w Pałacu Staszica.”

Paweł Paliwoda „Gazeta Polska”, 13-06-2009

Reklamy

komentarzy 5

  1. Dekomunizacja Polskich Uniwersytetow jest bardzo trudna.
    Trzeba wiedziec ze Polska nauka PRL byla skoncentrowana w
    zasadzie na dwoch uczelniach na naukach scislych (Uniwersytet Warszawski) i Technicznych
    (Politechnika Warszawska) i tylko dlatego ze Edward Gierek pragnal
    zrobic Polske atomowym mocarstwem z bogiem wszystkich bomb
    tzw. bomba wodorowa. Mimo ze byl to system totalitarny
    i komunistyczny zrobil on postep nad II RP ktora w odroznieniu
    od III Rzeszy nie miala reaktora atomowego, koleji elektrycznych
    ani ponad 100 roznych rodzajow ciezkiej broni.

    Nauki scisle jednak zahaczaly o
    nielegalny przeplyw wiedzy i technologii z USA do ZSSR poprzez
    szpiegostwo, Najwazniejsze tutaj sa dwa fakty historyczne w latach 50 tych:
    deportacja Prof Infelda z Kanady oskarzonego przez rzad Kanadyjski
    o szpiegostwo dla PRL i wysiedlonego w ramach ugody or egzekucja
    malzenstwa Rosenbergow, amerykanskich zydow oskarzonych o spisek
    zeby popelnic szpiegostwo dla ZSSR. Podobnie jak Heisenberg,
    jeden z tworcow mechaniki kwantowej i niemieckie Ministerstwo
    do spraw Amunicji pod ochrona Gestapo trudno podejrzewac ze uczelnie te nastawione
    na badania nad bronia atomowa i technologiami otaczajacymi tzn
    superszybka elektronika, fizyka plasmy etc. nie byly pod ochrona
    sluzby bezpieczenstwa. Wydaje sie logiczne ze im wyzsze stanowiisko
    naukowe i uzytecznosc dla tych badan tym wieksza inwigilacja
    i obecnie podejrzenie o lojalnosc dla sluzb bezpieczenstwa,
    Trzeba pamietac ze jedyny reaktor atomowy o mocy 80 MW
    ktory jest ciagle marzeniem dla niektorych krajow niebezpiecznych dla USA jak Iran lub Irak i jest w nich technologia tajna pochodzi wlasnie z tej dzialalnosci
    komunistycznych wladz mimo tego ze podobnie jak III Rzesza
    komunistyczna polska nie elektryfikowala atomowo swoich koleji
    ani nie wyprodukowala wlasnej bomby ani atomowej ani wodorowej.

  2. Polska bomba wodoraowa:

    > Polska bomba atomowa
    >
    > Według planów Edwarda Gierka Polska miała stać się
    > atomowym mocarstwem
    >
    > W latach 70. rozpoczęto zakrojony na szeroką skalę program
    > budowy bomby termojądrowej, który miał zakończyć się próbnym,
    > podziemnym wybuchem w Bieszczadach. Z planów tych nic nie
    > wyszło. Polska zamiast atomowym mocarstwem, stała się miejscem
    > składowanych na naszym terytorium radzieckich, nuklearnych
    > głowic…
    >
    > Wspaniały pomysł
    >
    > Za początek prac nad polską bombą termojądrową należy uznać 1968
    > rok i memoriał dr. Zbigniewa Puzewicza, szefa Katedry Podstaw
    > Radiotechniki Wojskowej Akademii Technicznej, sugerujący, że możliwe
    > jest przeprowadzenie syntezy termojądrowej przy użyciu laserów
    > dużej mocy. Sprawą zainteresował się generał profesor Sylwester
    > Kaliski, ówczesny komendant Wojskowej Akademii Technicznej. Obaj
    > panowie postanowili potwierdzić realność tej teorii. Udało się to w
    > 1970 roku. Wtedy to Puzewicz i Kaliski uczestniczyli w sympozjum w
    > Montrealu, gdzie wysłuchali wykładu Edwarda Tellera, ojca
    > amerykańskiej bomby wodorowej, a później inicjatora koncepcji
    > reaganowskich gwiezdnych wojen. Teller dowodził, że można
    > przeprowadzić syntezę termojądrową za pomocą lasera. To
    > ostatecznie zadecydowało o rozpoczęciu prac nad polską bombą
    > termojądrową. Prowadzono je w specjalnie wzniesionej hali WAT w
    > warszawskiej dzielnicy Wola. Od 1972 roku prace kontynuowano w
    > Instytucie Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. Wzniesiono nową halę i
    > specjalne budynki. Jak to bywało w czasach PRL-u, nie obyło się bez
    > elementów humorystycznych, do których niewątpliwie należy zaliczyć
    > otoczenie nowych budowli kilkumetrowym ziemnym nasypem, który
    > miał „chronić” okolicę w razie przypadkowego wybuchu.
    >
    > Sen o potędze
    >
    > Do realizacji projektu polskiej bomby termojądrowej zaangażowano
    > olbrzymie środki finansowe. Generał Wojciech Jaruzelski, wówczas
    > minister obrony narodowej – jak sam swego czasu mi mówił – „o
    > projekcie z Edwardem Gierkiem nie rozmawiał, to o nim słyszał”.
    > Edward Gierek nie szczędził pieniędzy, chciał tylko, aby o próbnej
    > eksplozji nie dowiedzieli się „radzieccy towarzysze”. W tej sprawie
    > radził się prof. Romana Neya, w tamtych czasach wiceprezesa Polskiej
    > Akademii Nauk i eksperta robót podziemnych. Sylwester Kaliski, znając
    > obawy Gierka, wmówił mu, że można przeprowadzić w wybudowanej
    > w Bieszczadach sztolni próbną eksplozję tak, iż nikt na świecie nie
    > wykryje wstrząsów sejsmicznych. Oczywiście była to bzdura, ale ocaliła
    > ona projekt. Na potrzeby prac nad bombą unikalne przyrządy
    > badawcze, materiały i mechanizmy objęte embargiem, sprowadził z
    > zachodu polski wywiad. Według badającego swego czasu tę sprawę
    > dziennikarza, dziś naczelnego magazynu „Raport – Wojskowa Technika
    > Obronność” Wojciecha Łuczaka, udało się nawet sprowadzić z USA do
    > Warszawy słynne „krytrony”, czyli superczułe przełączniki elektroniczne
    > sterujące procesami uruchamiania ładunków wybuchowych w
    > niewyobrażalnie krótkich ułamkach sekundy. Urządzenia te są
    > niezbędne w konstrukcji zapalnika bomby atomowej. „Gdybym w
    > jednym z warszawskich gabinetów sam nie trzymał takiego urządzenia
    > w ręce, nigdy bym nie uwierzył, że jest to możliwe” – usłyszałem od
    > Łuczaka.
    > To wszystko, oczywiście, kosztowało bajońskie pieniądze. Oficjalnie
    > zaksięgowane wydatki szły w miliony dolarów, jednak nikt nie policzy
    > tych, które nawet w CIA nazywa się „czarną dziurą”. Niektóre osoby
    > zaangażowane w projekt twierdzą, że projekt polskiej bomby
    > wodorowej pochłonął tak wielkie środki, iż mógł się przyczynić do
    > załamania naszej gospodarki w drugiej połowie lat siedemdziesiątych.
    > Jedno nie ulega wątpliwości. Edward Gierek chciał, poprzez
    > wprowadzenie Polski do ekskluzywnego klubu atomowego,
    > potwierdzić, że prawdziwe są propagandowe slogany mówiące o
    > ówczesnej PRL jako o mocarstwie będącym 10. potęgą przemysłową
    > świata. Nie bez znaczenia był też fakt zapatrzenia się przez Gierka na
    > politykę atomową Francji, którą zapewne chciał naśladować.
    >
    > Wielkie rozczarowanie
    >
    > Polska bomba termojądrowa miała być dziecinnie prosta. Wystarczyć
    > miały wtryskiwacze deuteru i trytu oraz kulminacyjne ładunki
    > wybuchowe, takie jakie służą do przebijania pancerza czołgu,
    > podłączone do zdobytego przez nasz wywiad krytrona. Decydującym
    > elementem był laser mający dostarczyć w odpowiednim ułamku
    > sekundy energię wystarczającą do zapoczątkowania syntezy
    > termojądrowej. Niestety, w polskich warunkach moc lasera mogła
    > osiągnąć tylko 1 kilodżul. W tym czasie w Moskwie użyto
    > 20-kilodżulowego lasera do podobnego eksperymentu, a w USA aż
    > 100-kilodżulowego, jednak bez rezultatu. Najnowsze badania
    > naukowe dowodzą, że aby wywołać syntezę termojądrową, należy
    > użyć lasera o mocy 10 tysięcy kilodżuli. Tymczasem nad polskim
    > projektem atomowym pojawiły się jeszcze inne chmury. Pomimo
    > wysiłków polskiej strony o prowadzonych w Warszawie pracach nad
    > bombą dowiedział się radziecki wywiad. Rosjanie, prowadząc podobne
    > eksperymenty, zdawali sobie sprawę, że tą metodą nie da się
    > osiągnąć sukcesu i czując się niezagrożeni w swoim monopolu na broń
    > atomową, udawali, że o niczym nie wiedzą. Pewność w tej kwestii
    > narusza jednak śmierć prof. Sylwestra Kaliskiego w dramatycznych
    > okolicznościach. Zginął on w wypadku samochodowym, prowadząc
    > swego fiata mirafiori. Część osób znających Kaliskiego uważa, że
    > wypadek z jego udziałem był tylko kwestią czasu, ponieważ profesor
    > kiepsko prowadził, jeżdżąc ze zbyt dużą prędkością. Niektórzy jednak
    > uważają, że mirafiori, serwisowane w rządowych warsztatach, zostało
    > uszkodzone przez radziecki wywiad. Co było przyczyną katastrofy, nie
    > dowiemy się już nigdy. Pewne jest natomiast, że śmierć prof.
    > Kaliskiego była końcem polskiego programu budowy bomby
    > termojądrowej.
    >
    > Atomowy taksówkarz
    >
    > Na początku lat 60. zapadły decyzje, że Polska zakupi pułk samolotów
    > myśliwsko-bombowych Su-7 będących nosicielami broni jądrowej. W
    > 1965 roku stacjonujący w Bydgoszczy 5. Pomorski Pułk Lotnictwa
    > Myśliwsko-Bombowego przezbrojono w te odrzutowce. 10 i 11 marca
    > 1968 roku ćwiczył on z 11. Dywizją Pancerną tworzenie tzw.
    > atomowych korytarzy, przez które na Zachód miały ruszyć dywizje
    > pancerne Układu Warszawskiego. W planach operacyjnych ZSRR
    > polskie armie w pierwszych dniach III wojny światowej miały nacierać
    > przez Lubekę na Danię. Dodajmy, że w czasie wspomnianych ćwiczeń,
    > w marcu 1968 roku, po raz pierwszy zrzucono bombę IAB-500
    > imitującą wybuch bomby atomowej. Piloci wyznaczeni do lotów w
    > czasie ewentualnego konfliktu nuklearnego z Zachodem musieli być
    > kawalerami, najlepiej członkami PZPR. Szkolili ich radzieccy
    > instruktorzy, którzy specjalnie w tym celu przyjeżdżali do Bydgoszczy.
    > Na jedno ze szkoleń przyleciał razem z nimi nawet specjalny samolot
    > An-26, który w razie wojny miał dostarczyć atomowe bomby do
    > polskich samolotów. W 1974 roku polscy piloci byli szkoleni w Lidzie, na
    > terenie byłego ZSRR, w lataniu na nowoczesnych odrzutowcach Su-20,
    > posiadających zmienną geometrię skrzydeł. „Polacy ćwiczyli uzbrajanie
    > samolotów w bomby nuklearne. Potem te same procedury trenowano
    > na polskim lotnisku w Powidzu, gdzie stacjonowały samoloty
    > przystosowane do przenoszenia bomb atomowych. Sam glądałem
    > zakupione przez Polskę w latach 80. samoloty Su-22M4, które
    > zaopatrzone były w specjalne panele w kabinie pilota, umożliwiające
    > bojowy zrzut i belki, oraz zamki do podwieszenia 500-kilogramowych
    > bomb atomowych” – powiedział mi Wojciech Łuczak. Największą
    > tajemnicą otoczona była sprawa serwisu i konserwacji specjalnej
    > atomowej amunicji, a także procedury jej przekazania polskiemu
    > wojsku przez „radzieckich towarzyszy”. Tajemnicą objęte były także
    > miejsca przechowywania przez wojska radzieckie na terenie naszego
    > kraju atomowych pocisków dla naszych samolotów. To samo w sobie
    > było złamaniem polsko-radzieckich porozumień, bowiem PRL nigdy nie
    > była oficjalnie poinformowana o składowaniu na jej terytorium takiej
    > broni. Oficjalnie w razie wybuchu wojny lub zagrożenia nią broń taka
    > miała być dostarczona przez ZSRR do Polski drogą lotniczą. Tymczasem
    > po wycofaniu się Rosjan z Polski, w Bagiczu, w okolicach Kołobrzegu, w
    > dawnej bazie rosyjskiej, przypadkiem odkryto ślady składowania
    > atomowych półtonowych bomb, które wisiały w schronach
    > samolotowych na zwykłych hakach jak kiełbasa w sklepie mięsnym.
    > Przypuszcza się, że taktyczne ładunki jądrowe Rosjanie trzymali
    > również w swoich bazach w: Żaganiu, Toruniu, Brzegu, Szprotawie i
    > Sypniewie. Według pełnomocnika Ryszarda Kuklińskiego Józefa
    > Szaniawskiego „od połowy lat 60. Rosjanie składowali broń atomową
    > na terytorium Polski. Wypowiedzi polskich przywódców: Gomółki,
    > Gierka, Jaruzelskiego, że w Polsce nie ma broni atomowej, były jedynie
    > czystą propagandą. Rosjanie zakładali, że wojna w Europie potrwa od
    > 7 do 18 dni, a do tego konieczne było użycie broni atomowej” –
    > powiedział mi kilka lat temu Józef Szaniawski.
    >
    > Radziecki chłopiec na posyłki
    >
    > ZSRR dokonując polskimi samolotami przy użyciu radzieckich głowic
    > atomowego ataku na Zachód, narażał nasz kraj na odwet,
    > jednocześnie chroniąc przed atomową ripostą swoje własne
    > terytorium. Według pragnącego zachować anonimowość płkownika
    > rezerwy, byłego wykładowcy na Akademii Obrony Narodowej, „wszyscy
    > doskonale zdawali sobie sprawę, co oznacza wyrąbywanie atomowych
    > korytarzy dla mających nacierać na Zachód polskich dywizji. W razie
    > wojny każdy dowódca dywizji zmechanizowanej miał w ciągu dnia
    > posunąć się naprzód o 60 km. Aby wykonać to zadanie, mógł
    > zadecydować o dokonaniu na swoim kierunku natarcia kilku uderzeń
    > atomowych, których wykonanie spoczywało na naszych wojskach
    > rakietowych i lotnictwie”.
    > Utworzenie za pomocą broni atomowej „korytarzy” dla nacierających
    > wojsk pancernych miało w planach umożliwić tak szybkie zajęcie
    > zachodniej Europy, aby nie zdążyły do niej przybyć z pomocą wojska
    > amerykańskie. Polska generalicja wiedziała jednak, że NATO
    > opracowało plan mający nie dopuścić do realizacji takiego scenariusza.
    > Wojska europejskich członków NATO miały za zadanie powstrzymać
    > jedynie uderzenie pierwszego rzutu strategicznego wojsk radzieckich
    > stacjonujących we wschodnich Niemczech oraz armii NRD, CSRS oraz
    > PRL. W tym czasie maszerujący z terenów obecnej Ukrainy i Białorusi
    > drugi rzut strategiczny wojsk radzieckich miał zostać zatrzymany na
    > linii Wisły zmasowanym atakiem atomowym. To pozwoliłoby dotrzeć do
    > Europy wojskom amerykańskim, zanim osłabiony atomowym ciosem
    > drugi rzut strategiczny Układu Warszawskiego dotarłby do rejonu walk
    > toczonych pomiędzy Renem a Łabą. Łatwo można sobie wyobrazić, co
    > oznaczałoby dla Polski powstrzymanie przez NATO wojsk radzieckich w
    > środku naszego kraju przy użyciu broni atomowej. Tym bardziej że do
    > akcji tej użyto by nie kilku głowic, ale większości ze świeżo
    > zainstalowanych na Zachodzie atomowych rakiet średniego zasięgu
    > persing, których celem stałyby się m.in. wszystkie mosty na Wiśle, w
    > tym także na terenie Krakowa i Warszawy. Dzisiaj, kiedy nie istnieje
    > już Układ Warszawski, a radzieckie czołgi mające zdobywać Europę
    > rdzewieją z braku pieniędzy w koszarach, przedstawione powyżej
    > scenariusze przypominają senne koszmary. Niestety, jeszcze 20 lat
    > temu atomowa apokalipsa była realną groźbą tak dla Europy, jak też
    > dla naszego kraju.
    > MIREK BŁACH

  3. Deportacja Infelda:

    Leopold Infeld (ur. 20 sierpnia 1898 w Krakowie, zm. 15 lutego 1968 w Warszawie), polski fizyk teoretyk. Autor prac z ogólnej teorii względności, teorii pola i elektrodynamiki.

    Pochodził z rodziny żydowskich kupców. Ukończył szkołę handlową, po czym studiował fizykę (początkowo wbrew woli ojca) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Doktorat uzyskał w 1921 roku, promotorem jego pracy doktorskiej był profesor Władysław Natanson. W 1920 podczas pobytu w Berlinie zetknął się z Einsteinem, uczęszczał na wykłady Maxa Plancka i Maxa von Lauego.

    Po studiach uczył w żydowskich gimnazjach w Koninie i Warszawie. Wtedy to napisał pierwsze prace naukowe. W 1930 został asystentem w katedrze Fizyki Teoretycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W 1932 podczas pobytu w Lipsku pisze dwie prace, które stają się początkiem jego międzynarodowej kariery. W pierwszej z tych prac (napisanej razem z holenderskim matematykiem van der Waerdenem) rozwinął tzw. rachunek spinorowy do postaci dającej się wykorzystać w ogólnej teorii względności (van der Waerden wprowadził wcześniej rachunek spinorowy do szczególnej teorii względności). W drugiej pracy Infeld znalazł postać równania Diraca w czasoprzestrzeniach ogólnej teorii względności.

    Kolejnym etapem w karierze naukowej Infelda był dwuletni pobyt w Cambridge w charakterze stypendysty Fundacji Rockefellera. Poznał tam Maxa Borna. Efektem ich współpracy było uogólnienie klasycznej elektrodynamiki Maxwella w taki sposób aby możliwy był nielinowy opis pola elektromagnetycznego (tzw. elektrodynamika nieliniowa lub elektrodynamika Borna-Infelda). Teoria ta była krokiem pośrednim na drodze do elektrodynamiki kwantowej.

    W 1936 roku zostaje stypendystą w Instytucie Studiów Zaawansowanych w Princeton i rozpoczyna współpracę z Albertem Einsteinem. Wynikiem tej współpracy był prace dotyczące równań ruchu w ogólnej teorii względności (tzw. teoria Einsteina-Infelda-Hoffmanna). Podczas dwuletniego pobytu w Princeton Infeld przy współpracy z Einsteinem napisał książkę The Evolution of Physics, która stała się międzynarodowym bestsellerem (w ciągu siedemdziesięciu lat od chwili publikacji miała ponad 200 wydań).

    W 1938 roku zostaje profesorem fizyki na Uniwersytecie Toronto w Kanadzie. Prace z tego okresu dotyczą kosmologii relatywistycznej i teorii faktoryzacji (jedna z metod rozwiązywania zagadniena własnego). W Toronto pracował Infeld do roku 1950. Kanadę był zmuszony opuścić po tym jak oskarżono go niesłusznie o kontakty z komunistami w Polsce i możliwości sprzedaży im tajemnic wojskowych (dotyczących broni nuklearnej).

    W 1950 roku objął katedrę fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Wspólnie z Wojciechem Rubinowiczem zakłada Instytut Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Warszawskiego. Zostaje członkiem Polskiej Akademii Nauk (w 1952). W 1962 zorganizował w Warszawie konferencję naukową na temat postępów w fizyce relatywistycznej, na której pojawili się najwybitniejsi fizycy (m.in. Paul Dirac, Richard Feynman).

    Jego synem jest prof. Eryk Infeld, absolwent Uniwersytetu Cambridge i Wydziału Fizyki i Astronomii UW, od 1985 kierujący Pracownią Fizyki Plazmy Instytutu Badań Jądrowych, autor wielu prac, członek licznych międzynarodowych towarzystw naukowych.

    Doktorat pod kierownictwem Leopolda Infelda zrobił między innymi Włodzimierz Kołos.

  4. Egzekucja Rosenbergow za spisek zeby szpiegowac dla ZSSR:

    Ethel Greenglass Rosenberg (28 września 1915 – 19 czerwca 1953, więzienie Sing-Sing, USA) i Julius Rosenberg (12 maja 1918 r. – 19 czerwca 1953 r., więzienie Sing-Sing, USA) – amerykańskie małżeństwo, związane z Partią Komunistyczną USA, oskarżone, osądzone i skazane na śmierć za szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego i przekazywanie radzieckim agentom tajemnic dotyczących broni nuklearnej. Winę Rosenbergów potwierdziła dokumentacja ujawniona ostatnio w Rosji.

    Małżeństwo do końca utrzymywało o swojej niewinności. Ethel, której proponowano mniejszą karę w zamian za przyznanie się do winy, nie zgodziła się. Osierocili dwóch synów – Michaela i Roberta.

    Wyrok śmierci na krześle elektrycznym wykonano w więzieniu Sing-Sing. Proces ten stał się pretekstem do jednej z większych ogólnoświatowych komunistycznych kampanii propagandowych pod hasłem „obrony niewinnie skazanych”. Zarzuty postawione Rosenbergom zostały potwierdzone materiałami zebranymi przez projekt Venona. W 1995 r. CIA ujawniła meldunki sowieckiego wywiadu nt. roli Rosenbergów, a w 1997 r. dawny oficer tego wywiadu i rezydent radziecki w Waszyngtonie Aleksander Fieklisow przyznał, że Julius Rosenberg był jego agentem. Także w swojej autobiografii Chruszczow potwierdził, że żadna inna pojedyncza osoba nie przyczyniła się do rozwoju sowieckiego programu atomowego tak jak Juliusz i Ethel Rosenbergowie.

    Według Fieklisowa, Julius Rosenberg był jego najbardziej oddanym i cennym źródłem, dostarczając mu tysięcy ściśle tajnych raportów z firmy Emerson Electric Manufacturing Co (w firmie tej pracował jako mechanik Dawid Greenglass, brat Ethel), w tym kompletny zapalnik zbliżeniowy (ang. proximity fuse). Taki zapalnik został użyty przez Związek Radziecki przy zestrzeleniu samolotu U-2 pilotowanego przez Francisa Gary’ego Powersa. Pod kierownictwem Fieklisowa, Julius Rosenberg zwerbował dla KGB kilku innych agentów, m. in. Joela Barra, Al Saranta, Williama Perla i Mortona Sobella.

    Małżeństwo Rosenbergów było tylko pośrednikami w przekazywaniu tajemnic dotyczących bomby atomowej – same informacje nt. bomby przekazywał im inny komunista, emigrant z Niemiec, fizyk Klaus Fuchs, który uczestniczył w pracach nad projektem „Manhattan” i został zdemaskowany w 1950 r. Po 9 latach więzienia wyjechał on do NRD, gdzie zmarł w latach 80.

    Postać Ethel pojawia się w spektaklu Tony’ego Kushnera Anioły w Ameryce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: