Jerzy Sawicki – profesor prawa karnego Polski Ludowej, słynny „Lex”

baner człowiek nauki

Jerzy Sawicki w Wikipedii

Jerzy Sawicki (nazwisko rodowe Izydor Reisler), pseud. „Lex”, (ur. 23 stycznia 1910 r., w Gródku Jagiellońskim – zm. 5 czerwca 1967 r. wBrukseli), polski prawnik żydowskiego [1][2]pochodzenia; profesor uniwersytecki; karnista, specjalizował się w prawie karnym międzynarodowym; adwokat; prokurator Sądu Najwyższego oraz Najwyższego Trybunału Narodowego; felietonista[3].

Ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W latach 19361941 praktykował, jako adwokat we Lwowie[4]. W okresie radzieckiej okupacji Lwowa był m.in. na stanowisku członka III Kolegium Adwokatów we Lwowie.

Według Zbigniewa Błażyńskiego, po roku 1941 Sawicki był agentem Gestapo w okupowanym przez Niemców Lwowie [5].

W latach 19441953 był prokuratorem Sądu Najwyższego oraz Najwyższego Trybunału Narodowego ds. ścigania przestępców wojennych w Polsce[6].

W latach 19451946 brał udział w pracach delegacji KRN na procesy norymberskie[7]. Od roku 1945 z polecenia ministra sprawiedliwościHenryka Świątkowskiego podjął śledztwo dotyczące zbrodni na polskich oficerach w Katyniu, z zamiarem przypisania tej zbrodni Niemcom jako ludobójstwa26 stycznia 1946 w Norymberdze prowadził m.in. przesłuchanie Ericha von dem Bacha w ramach śledztwa przeciwko zbrodniarzom wojennym[8].

Oskarżał w procesach przed Najwyższym Trybunałem NarodowymArthura Greisera (1947), Josefa Bühlera (1948) oraz załogi hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz[9].

W latach 19481950 był profesorem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Łódzkiego, a od roku 1952 – na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego[10].

Razem z Igorem AndrejewemLeszkiem Lernellem, Sawicki był współautorem najważniejszego w okresie stalinizacji Polski podręcznika Prawo karne Polski Ludowej (1954).….

[Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego miało w swoich aktach dowody, że Sawicki współpracował z Gestapo na terenie getta lwowskiego. Sawicki wiedział o istnieniu tych akt i to gwarantowało jego całkowite posłuszeństwo. Sprawa ta w końcu stała się głośna i Sawicki został zwolniony ze stanowiska prokuratora, ale zanim odszedł, zasłużył się aparatowi bezpieki” (Zbigniew Błażyński, Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 19401955, słowo wstępne Jan Nowak Jeziorański, Warszawa 2003, s. 236).]

————-

Ferdynand Goetel – ostatnia ofiara Katynia

Rzeczpospolita, Tomasz Zbigniew Zapert 29-02-2008

W styczniu 1945 roku, tuż po wkroczeniu Rosjan na Wawel, od razu zostali aresztowani członkowie komisji prof. Jana Robla (badającej w Krakowie dokumenty katyńskie wydobyte podczas ekshumacji wiosną 1943 roku). Do mieszkania, gdzie Goetel znalazł schronienie, przybył kilkuosobowy patrol sowiecki wsparty Adamem Ważykiem w mundurze oficera LWP. Prozaika akurat nie było w domu. Dla jego żony stało się wtedy jasne, że mąż, jako jeden z najważniejszych świadków zbrodni katyńskiej, znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Skłamała więc, iż wyjechał do Warszawy.

Dzięki pomocy księdza Machaja ukrył się w klasztorze karmelitów, gdzie przebywał 11 miesięcy. Tam doszła do niego propozycja prokuratora Jerzego Sawickiego (właśc. Izydora Reislera, absolwenta Wydziału Prawa UJK – od września 1939 r. do czerwca 1941 r. jako prawnik wysługiwał się Sowietom w walce z Polakami, piastując stanowisko członka III Kolegium Adwokatów we Lwowie, w okupowanym przez Niemców Lwowie był agentem gestapo na terenie miejscowego getta, po wojnie jako prokurator Najwyższego Trybunału Narodowego i Sądu Najwyższego był na usługach aparatu bezpieki w stalinowskiej Polsce), aby oświadczył, że Katyń jest dziełem Niemców.

——–

Rozmowa z prof. dr hab. Lechem Falandyszem

vagla.pl

Przez krótki okres moim drugim mistrzem był profesor Jerzy Sawicki – słynny „Lex”. Postać niezwykle barwna i ciekawa, który swoim wyglądem przypominał raczej artystę niż profesora prawa.

O pana profesorach krążyło wiele anegdot. Czy pamięta pan może jakąś?


Niejedną. Student otwiera gabinet profesora Sawickiego. Widzi, że nie ma profesora i mówi: „znów nie ma tego sk…a” Wtedy odzywa się głos profesora dobiegający zza szafy: „pan chyba zapomniał, że na uczelni używa się tytułów naukowych, a nie rodowych.”

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: