Boje o reaktywację Polskiej Akademii Umiejętności

Boje o reaktywację Polskiej Akademii Umiejętności

w okresie ‚odwilży’,

czyli opis walki z bezwładem akademickim i

uzasadnienie dlaczego warto protestować

w sytuacji beznadziejnej

wg: Dziennik wypadków – T.II – Karol Estreicher

listopad 1956

Przeszedł październik. Dalej trwają wstrząsy z jego powodu. Dopiero teraz wszyscy chcą działać — ale nie wiedzą jak. Społeczeństwo jest nieufne. Ani chłop ani robotnik nie wierzą Partii Komunistycznej, aby naprawdę chciała zmienić jednowładztwo systemu.

Na Węgrzech wojna domowa. Przeżywamy ją nerwami. Groźne ostrzeżenie to dla nas. Powstanie węgierskie jest beznadziejne. Znamy to, znamy. O włos uniknęliśmy te­go samego.

Dziś odbyłem decydującą rozmowę z Janem Dąbrowskim. Powiedziałem mu, że to jedyna chwila, by reaktywować Akademię Umiejętności.

Był niesłychanie zdumiony. Potern burknął coś nieuprzejmie, że nie można mu kłaść kamieni pod nogi. Widać było wściekłość. Spisałem zaraz całą rozmowę. Uważam ją za podstawową. Złościł się i chciał mnie sterroryzować krzykiem. Nie ustąpiłem. Oświad­czyłem mu krótko na końcu, że będę działał bez niego.

O co idzie? Zapewne trudne będzie wskrzeszenie Akademii Umiejętności. Ale zo­stanie przynajmniej protest w jej sprawie.

Intermezzo

O przywrócenie Akademii Umiejętności w Krakowie

Rozmowa między prof. Janem Dąbrowskim, ostatnim sekretarzem PAU, aktualnym dyrektorem Biblioteki PAN w Krakowie — członkiem prezydium PAN w Warszawie a prof. Karolem Estreicherem, odbyta w Krakowie dnia 4 listopada 1956 w domu Estreichcra na Woli Justowskiej:

Estreicher: Korzystam z chwili spokojniejszej tutaj, żeby spytać, co myśli Pan o moż­liwości przywrócenia do życia Akademii Umiejętności.

Jan Dąbrowski: Nie ma żadnych szans! Sprawa jest dawno pogrzebana.

Estreichej:: Jesteśmy świadkami, że powracają sprawy, jeszcze parę miesięcy temu uważane za dawno pogrzebane. Otwierają się więzienia, wychodzą z nich skazani na dożywocie, powstają na nowo instytucje, przywraca się organizacje…

Jan Dąbrowski: Pan nie zna spraw Akademii tak jak ja…

Estreicher: Czy są to tajemnice? Proszę niech mnie Pan objaśni, gdzie są trudności? Przewalczymy je!

Jan Dąbrowski: (krzyczy) O co Panu idzie?

Estreicher: O zwołanie Walnego Zgromadzenia członków Akademii i reaktywowa­nie jej działalności.

Jan Dąbrowski: (spokojnie) Od tego właśnie jest Zarząd.

Estreicher: Ale skoro Zarząd, tj. Nitsch i Szafer tego nie chcą, trzeba użyć innych sposobów…

Jan Dąbrowski: Nie zgodzą się… Ja wiem, ja znam całą sprawę, ja mówiłem z nimi, ale mogę jeszcze z niemi pomówić…

Estreicher: Panie profesorze, krótko — proponuję Panu, niech Pan ze mną rozpocz­nie się bić o Akademię Umiejętności. Nawet jeśli nie uda się jej przywrócić do życia. Zostanie protest przeciw bezprawiu zniszczenia Akademii w roku 1951. Ten protest bę­dzie miał kiedyś znaczenie…

Jan Dąbrowski: Proszę sprawę zostawić Zarządowi…

Estreicher: Więc Pan odmawia swej pomocy? Jeżeli tak — będziemy musieli razem z memi przyjaciółmi walczyć wbrew Zarządowi, o przywrócenie Akademii Umiejętności…………

Nagle wpadł mi na myśl stary Adam Krzyżanowski. Zapomniany, przeszło 80-Ietni. Poleciałem do niego. Przyjął mnie serdecznie —wysłuchał, był całkiem zgodny, że trze­ba działać. Będzie służył swoim autorytetem i nazwiskiem. Mogę nim dysponować. We­szła Iza. Zmęczona. Ojciec w dobrej formie. Trzeba się postawić w sprawie Akademii Umiejętności. Nitsch zawsze był samolubny.

Intermezzo

Rozmowa z Adamem Krzyżanowskim o przywróceniu Akademii Umiejętności

Mieszkanie prof. Adama Krzyżanowskiego (83 lata) w Krakowie przy ulicy Podwale

1. Niewielki pokój od podwórza. Dzień pochmurny. Godzina południowa. Niedziela 19

listopad 1956

Estreicher: Przyszedłem do Pana w imię dawnej przyjaźni z moim ojcem, jest Pan je­dynym człowiekiem, który może mi dopomóc.

Krzyżanowski: Ja Panie? Starych ludzi się nie potrzebuje, siedzę w książkach — czy­tam — życie przechodzi koło mnie, mija — przypatruję mu się…

Estreicher: Dzieją się wielkie rzeczy w Polsce, wielkie przemiany.

Krzyżanowski: Widzę je, zauważam, a nawet odczuwam…

Estreicher: Ma Pan powrócić na Katedrę. Już uchwały odpowiednie i wnioski wyszły z Wydziału Prawa…

Krzyżanowski: Jestem bardzo wdzięczny kolegom i Senatowi…

Estreicher: Nie o tym jednak chciałem mówić. Sprowadza mnie Akademia Umiejęt­ności. To co stało się przed laty, w roku 1951 to skandal! Przecie to było morderstwo wielkiej i zasłużonej instytucji…

Krzyżanowski: Nitsch i Szafer go dokonali. Nitsch był zawsze egoistą i brutalem, a Szafer to pełen fałszu endek.

Estreicher: Ale i Jan Dąbrowski jest winny. Jeszcze do niedawna wierzyłem, że moż­na go będzie pozyskać dla myśli reaktywowania Akademii Umiejętności.

Adam Krzyżanowski i Jan Dąbrowski starał się wszystkich oszukać w roku 1951. My­ślał tylko o sobie. O „posadzie” w Akademii Nauk.

Estreicher: Chciałem prosić Pana o pomoc. Niech Pan wystąpi do prasy, napisze list…

Krzyżanowski: Jestem stary, zmęczony, co po mnie. Pracować nie mogę.

Estreicher: Nazwisko Pana! Ja będę działał za Pana. Napiszę listy, zwołam kolegów, wystąpię. Proszę się nie obawiać. Cały trud wezmę na siebie. Byle mogła zmartwych­wstać Akademia.

Krzyżanowski: Zmartwychwstać? Czy są powroty? Czy można odrodzić coś, co za­marło?

Estreicher: Musimy tę próbę uczynić. Jeśli nie, przynajmniej pozostanie protest. Kraków powinien się zdobyć na protest z powodu niebywałego postąpienia komuni­stów, w roku 1951, w stosunku do Akademii Umiejętności.

Adam Krzyżanowski: Rozumiem. Nie mam tej sprawy przemyślanej. Proszę mi się pozwolić zastanowić. Dziś mamy niedzielę. Niech Pan da mi czas do jutra. Dam odpo­wiedź. Muszę się zastanowić.

II — poniedziałek 20 XI 1956

Adam Krzyżanowski: Jestem do Pańskich usług. Proszę mną dysponować. Zdecydo­wałem się…

Estreicher: Byłem pewny, że mi Pan nie odmówi. Że przywiązanie Pana do Krako­wa, do nauki i tradycji miasta, pamięć o Akademii Umiejętności sprawią, iż będzie Pan mi służył swoim autorytetem.

Krzyżanowski: Co mam zrobić?

Estreicher: Poczyniłem pierwsze kroki. Taszycki, Miodoński, Bochnak, Stefan Grzy-bowski są życzliwie ustosunkowani do zebrania, czy dyskusji, w sprawie Akademii. Naj­lepiej byłoby wystosować jakiś list czy protest zbiorowy. Ułożę projekt, przedstawię go Panu — potem trzeba będzie zebrać trochę podpisów. Nie za wiele. Kilkadziesiąt.

Krzyżanowski: I list opublikować!…

Estreicher: Oczywiście. Ale nie mówić tego za wcześnie, bo by się ludzie bali podpi­sywać.

Krzyżanowski: I tak będą się bali.

Estreicher: Właśnie dlatego proszę Pana o pomoc. Najważniejszych jest kilka pierw­szych podpisów. Reszta poleci automatycznie. Jeśli podpisze rektor, a zdaje się podpisze…

Krzyżanowski: Co potem?

Estreicher: Dążyć do zwołania Walnego Zgromadzenia PAU z wyborem nowych władz Akademii.

Krzyżanowski: Znam Nitscha. On się łatwo nie zgodzi. Pamiętam, jak chyba przez złośliwość, godził się na likwidację PAU. Nie było sposobu, żeby go powstrzymać. Lehr-Spławiński, Jan Dąbrowski, Władysław Szafcr spodziewali się świetnych posad w Aka­demii Nauk. Dali się przekupić za judaszowe srebrniki. Nitsch mścił się za jakieś swoje urojone niepowodzenia.

Estreicher: Nitsch uchodził zawsze za niepodległy charakter…

Krzyżanowski: Wobec słabszych od siebie tak.

Estreicher: Czy sądzi Pan, że nie da się go pozyskać?

Krzyżanowski: Ja z nim mówić nie będę. Może Wolter, Miodoński — niech z nim mówią…

Estreicher: A Szafer?

Krzyżanowski: Do Szafera mogę się wybrać, możemy (jeśli Pan zechce) razem pójść.

Estreicher: Mój samochód jest do dyspozycji Pana. Co zrobimy z Janem Dąbrowskim?

Krzyżanowski: Proszę Pana… no cóż… — Powiem panu, że na korupcję nie ma sposobu. Trzeba ją zostawić — niech się obnaży. Niech pan Jan pokaże, jak daleko poszedł na drodze sprzedania interesów Akademii Umiejętności i nauki krakowskiej, za korzyści osobiste.

Estreicher: Czy Pan się liczy z przegraną?

Krzyżanowski: Sprawa nie może być przegraną. Przemyślałem ją — protest zosta­je zawsze w historii… Akademia Umiejętności jest instytucją o historycznym znacze­niu. Protest w sprawie jej zniszczenia, będzie miał swoje znaczenie — bez względu na wyniki jakie przyniesie — … Niech Pan działa za mnie. Może Pan liczyć na mo­ją pomoc………..

Walka o przywrócenie Akademii_Umiejętości

Już od czerwca myślałem jak ją taktycznie rozpocząć? Kiedy? Nie miałem tytułu — nie jestem członkiem Akademii Umiejętności.

Tu i tam padały, prowadzone przeze mnie, powiedzenia i interpelacje. Na jakimś po­siedzeniu Frontu Narodowego w Warszawie, podczas bytności u Zawadzkiego, etz…

Pierwsi sojusznicy: Witold Taszycki. W maju przesłał mi statut Wrocławskiego Towa­rzystwa Naukowego. Agituję wśród kolegów. Lepszy wykluczony; donosi o mojej agita­cji Kazimierzowi Piwarskiemu, a ten podlizuje się Jabłońskiemu.

16 XI na Froncie Narodowym, z mojego poduszczenia, występuje Jan Hulewicz. Przypomina konieczność reaktywizacji. Drobner występuje przeciw. Akademia była za­wsze reakcyjna. Stanisław Tarnowski stał na jej czele. Popierał ją zdrajca Zyblikiewicz i tym podobne zarzuty.

Agituję między kolegami. 20 listopada schodzimy się — Stefan Grzybowski, Bochnak, Taszycki, (Grodziński nie przyszedł, bo boi się Szafera). Miodoński niespodzianie przyłącza się do akcji. Omawiamy sprawę.

Piszę pierwszy projekt rezolucji.

Środa, czwartek — 21 i 22 listopada

Napisałem i przepisałem na maszynie projekt listu uczonych krakowskich żądających reaktywizacji PAU.

W Muzeum UJ zeszliśmy się ze Stefanem Grzybowskim. Porobił bardzo małe po­prawki — jedne, drugie bez znaczenia.

23 listopada piątek

Odbył się pierwszy Senat z Zygmuntem Grodzińskim. Wrażenie bardzo niesympa­tyczne. Rektor skłamał. Obiecywał, czy zobowiązał się moralnie, że Bochnak będzie prorektorem od spraw naukowych, tymczasem został nim Weyssenhoff — leń — skle­rotyk — żądny zaszczytów.

Dałem kilku kolegom, do czytania, projekt listu w sprawie Akademii Umiejęt­ności.

Umówiłem się z Adamem Krzyżanowskirn. Podpisał pierwsze żądanie skierowane do Nitscha — Szafera — Dąbrowskiego o zwołanie Walnego Zgromadzenia Akademii Umiejętności.

24 listopada

Rozmowa z Szaferem

Z Adamem Krzyżanowskim u Szafera. Prosiliśmy go, aby współdziałał z nami, że utworzył się komitet uczonych krakowskich i że żąda reaktywizacji Akademii Umiejęt­ności. Przyjął grzecznie — ale bardzo zimno: „Mam proszę Panów daleko idące plany wobec Krakowa. Akademia Umiejętności nie istnieje, nie jestem jej wiceprezesem, miejcie pretensje do Jana Dąbrowskiego. Co do mnie nie mam żadnych obowiązków. Uważam, że Akademia Umiejętności została zamknięta… To muszę zaznaczyć tytułem wyjaśnienia. Ale to nie jest ważne — Panowie się mylą chcąc wskrzeszać Akademię Umiejętności. Warszawa się nigdy na to nie zgodzi.

Wracam do tego, co mówiłem. Mam zupełnie inne plany. Należy w Warszawie — przyznaję to zupełnie — bić się o stworzenie w Krakowie jakiegoś ośrodka naukowe­go. To zupełnie wystarczy.”

Obaj z Krzyżanowskimn próbowaliśmy tłumaczyć Szaferowi, że krzywda Krakowa jest znaczna, i iż oddział PAN nie zadowoli słusznych ambicji miasta.

Na zakończenie przybrał Szafer bardzo arogancki i protekcyjny ton. Żegnając się zwrócił się do mnie, wyraźnie kpiąc ze mnie:

Bo Pan Panie Kolego kocha Kraków — a widzi Pan, ja całą Polskę.”

Odparłem mu z miejsca:

Nie każdego stać Panie Rektorze na uczucia wszech… polskie.”

W ten sposób niedwuznacznie mu powiedziałem, że był przed wojną nacjonalistą, a że teraz poszedł z komunizmem.

Szafer poczerwieniał ze złości. Milczał. Nagle z boku usłyszałem chichot starego Adama Krzyżanowskiego.

Byłem 24 XI u Walerego Goetla. Myślałem, że może będzie życzliwy. Nie podpisze. Zasłaniał się Szaferem.

Rozmawiałem z Woltcrem (tak). Byłem u staruszka prof. Weigla — podpisał. Podpi­sał Barycz. Taszycki był u Grodzińskiego. Niechętnie, ale podpisał.

Podpisał Mole •— Bochnak — Szablowski. Samochód goni cały dzień.

24 i 25 listopada

Pigoń podpisał, aczkolwiek niechętnie, list w sprawie Akademii. Byłem u niego. Te­raz podpisy idą już łatwiej.

Razem z Miodońskim byliśmy u Romana Gródeckiego. Bardzo niechętnie podpisał. Nędza życia Gródeckiego jest ogromna. Był zażenowany, że przyszliśmy do niego.

Z Miodońskim byłem u Józefa Kostrzewskiego — (podpisał obiema rękami). Byłem u Władysława Tatarkiewicza. Nie podsuwałem listu do podpisu. Wyczufem nieżyczliwą atmosferę. Był Ingardcn. Ten ostatni zachował się niemiło. Tatarkiewicz bał się nara­zić. Nie miał ochoty dyskutować. Zbieranie podpisów jest trudne. Pierwsze podpisy ze­braliśmy z profesorem Miodońskim. Ogromnie mi dopomógł. Uzyskałem dzięki niemu podpis Tadeusza Tcmpki. To dużo znaczy.

Nie mam czasu pisać. Cały czas siedzę przy telefonie, działam, namawiam, piszę, do­wiaduję się. Wstaję o 6-tej rano, do północy działam. Całe biuro w Muzeum oddaleni na sprawę Akademii. Biję się. Łamię tych, którzy z powodu słabego charakteru boją się podpisać. Hańbię przeciwników. Fas, nefas… Dawno takiej ostrej walki nie toczyłem. Nie pamiętam.

Kraków poderwany. Teraz kolej na Warszawę.

Wszystko na razie teoretyczne. Dotąd prasa nie jest wciągnięta do akcji.

Zwróciłem uwagę na reporterkę Ewę Rudzką. Przyszła do mnie, przeczytałem jej list. Jeszcze nie gotów. Jak będzie zebranych około 40 podpisów, to wystarczy.

Nerwowa atmosfera. Bitwa się rozpoczęła. Mikucki Sylwio, sekretarz Jana Dąbrow­skiego najpierw podpisał oświadczenie w sprawie reaktywowania Akademii Umiejęt­ności, a potem podpis cofnął. Cymbał.

Napisałem Ewie Rudzkiej ostry komentarz do listu czterdziestu profesorów w spra­wie Akademii Umiejętności. Narady odbywają się u niej w domu. Prosiłem, ażeby ni­komu nic nie mówiła, że ja jej komentarz piszę. Sama nie napisałaby tak ostro i boleśnie, bo sprawy nie zna. Nie jest zresztą krakowianką. Córka lekarza wojskowego warszawskiego (mówiła, że z masonerii) — brat nie bardzo rozwinięty. Poglądy Rudz­kiej piłsudczykowskie.

Podpisujący list nie wiedzieli, że staram się go wydrukować. Wielu nie podpisałoby.

Całe dnie zajęte. Piszę na wszystkie strony artykuły, komentarze, listy. Namawiam i proszę ludzi, ażeby podpisali. Wielu odmawia, inni przewlekają. Ale są tacy, którzy mi

służą swoim nazwiskiem.

28 listopada

Zmęczony, w pełni awantury! Naradzamy się codziennie: Taszycki — Adam Krzyżanowski — Stefan Grzybowski. Bochnak (ten najmniej robi, ale nie przeszkadza, na ogół śluzy nazwiskiem), Miodoński. Mam telefon od Rudzkiej, że jutro ukaże się nasz list w „Dzienniku Polskim”. Przygotowuję dalsze wystąpienia.

29 listopada czwartek

Duży sukces! List profesorów opublikowany. Jest śmiały i szlachetny w tonie. Zosta­nie po nas. Kiedyś ci, co go podpisali, będą się chlubić, że mieli odwagę go podpisać. Niechże wspomną wtedy tego, który ich do podpisania namówił!

Nie dla chwały to robię. Bitwa to o wolność nauki w systemie komunistycznym, pod okupacją centralizmu warszawskiego.

Wrażenie duże. Nie wychodzę z pokoju. Zamknąłem się przy telefonie, pani Irenka Kaczmarska, moja wierna sekretarka nie dopuszcza nikogo. Cały dzień przygotowuję dalsze wystąpienia. Przesuwam się z akcją na Warszawę.

Z Akademii Nauk na Sławkowskiej, z siedziby Jana Dąbrowskiego i Kazimierza Nitscha dochodzą ryki wściekłości. Dąbrowski wrzeszczał: „to Estreicher tego wszystkiego narobił”. Nitsch zachowuje się przyzwoiciej.

Nie chodzę do żadnych kawiarni. Pracuję nad zwołaniem nieoficjalnego zebrania krakowskich członków Akademii Umiejętności. Pracownicy (Gwiazdomorski) mają pełno wątpliwości.

Grudzień

Jestem zajęty wyłącznie akcją związaną z reaktywizacją Akademii Umiejętności. Już dzisiaj widać wyraźnie, że sekretarz PAN, w osobie Henryka Jabłońskiego, byłego wiceministra oświaty — i Stanisława Leszczyckiego, geografa, będzie się stanowczo sprzeciwiał odbudowie Akademii Umiejętności. To znaczy: gdyby Nitsch, Szafer, Jan Dąbrowski chcieli, gdyby żąda­li, prezydium Akademii Nauk nie mogłoby się opierać. Rzecz w tym jednak, że wspomniani trzej panowie nie chcą odbudowy Akademii Umiejętności. Jako prezes PAU i jej sekretarz Kazimierz Nitsch i Jan Dąbrowski ciągle biorą pensję! Niebywałe, a jednak prawdziwe. Ma­ją obaj samochody służbowe. Bardzo na nich obu zależy. Są — jeden wiceprezesem PAN (znowu pensja), drugi członkiem prezydium. Szafer ma osobny instytut. Wszystko to sprawia, że ci, którzy ostatni otrzymali mandat, aby dbać o instytucje — zdradzili ją.

Szeptało się o tym dotychczas. Po naszym wystąpieniu mówi się coraz głośniej. Wściekłość trzech wymienionych jest ogromna.

l grudnia

Ewa Rudzka, informowana przeze mnie, zamieszcza dziś w „Dzienniku” szereg wia­domości. Pod naciskiem opinii Nitsch wyraził gotowość zwołania ogólnoczłonkowskiego zebrania Akademii Umiejętności — zebrania, które by powzięło odpowiednie uchwały dotyczące Walnego Zgromadzenia.

Niestety Gwiazdomorski, Yetulani i inni prawni doradcy Akademii Umiejętności nie stają na wysokości zadania. Nie należy oglądać się na prawo w takich wypadkach (bo ono jest zawsze wątpliwe), ale na sprawiedliwość. Powinno się robić fakty dokonane. Zrzucić Nitscha, Dąbrowskiego, uznać się za Walne Zgromadzenie, wybrać nowych członków, etz.

Próbowałem działać w tym duchu. Bezskutecznie.

Zarozumialstwo Gwiazdomorskiego. Jego bufonady. Nadrabiania miną. Przekona­nie o własnym rozumie. Mały charakter. Lenistwo.

Notuję dla pamięci. Niestety żadnych wniosków z tego wyciągnąć nie można. Trzeba takim materiałem pracować, jaki jest. Lepszego nie ma.

2 grudnia

Artykuł Jana Dąbrowskiego w „Dzienniku Polskim”. Odpowiedź na komentarz pod­pisany przez Rudzką, przy ogłoszeniu listu profesorów. Zręcznie sprawę memoriału, a więc merytorycznych zarzutów, odsuwał Jan Dąbrowski na „właściwe forum”, tzn. na nigdy, a zajął się komentarzem Rudzkiej. Rzucił się na nią, uwagę czytającego starając się odwrócić od meritum. Wrażenie listu ujemne dla Jana Dąbrowskiego.

Dąbrowski jest w postępowaniu nader brutalny i bezwzględny. Jeżeli idzie o reaktywizację Akademii Umiejętności, to nie przebiera w środkach, aby do niej nie dopuścić.

3 grudnia

Odbyło się posiedzenie członków. Ustaliliśmy z góry przebieg zebrania, tok przemówień.

Rezultatem zebrania jest wybór komitetu Akademii Umiejętności z Adamem Krzyżanowskim i Janem Miodońskim na czele. Ten komitet ma opracować memoriał i przy­gotować Walne Zebranie.

Nitsch godzi się na zwołanie Walnego Zgromadzenia. Wrzeszczał Jan Dąbrowski na zebraniu przeciw mnie…

3 grudnia

.

Pozycja Dembowskiego w Akademii Nauk słaba, mocna Henryka Jabłońskiego. Dembowski, jako Marszałek Sejmu i jako prezes Akademii Nauk, był związany z Bermanem. To jego kompan. Uczony lichy. Niedługo będą wybory w Akademii Nauk.

Stalinizm siedzi zbyt silnie w komunizmie, by naprawdę można mówić, iż Paździer­nik rozprawił się ze stalinizmem. To pozory. Gomułka będzie taki sam. Mamy próbkę w Akademii Nauk. Jabłoński i Dembowski nic chcą popuścić, mimo, że opinia świata naukowego Krakowa jest za Akademią Umiejętności.

Chcąc zmylić opinię mówi się, że stworzy się w Krakowie oddział PAN.

4 grudnia wtorek

Dziennik Polski”

Ukazuje się rezolucja uczonych krakowskich, członków Akademii Umiejętności, żą­dająca przywrócenia Akademii Umiejętności. Szafer odosobniony.

Tegoż dnia zjeżdżają rewizorzy z Warszawy. Pan Dembowski — Henryk Jabłoński — Stanisław Leszczycki. Ogłaszają, dwuznaczną w tonie (dla uspokojenia opinii) rezolucję.

5 grudnia

Ewa Rudzka w „Dzienniku Polskim” odpowiada Janowi Dąbrowskimu.

7 grudnia

Listy w „Dzienniku Polskim” w sprawie Akademii Umiejętności. Atak Władysława Dobrowolskicgo przeciw Janowi Dąbrowskiemu.

8 grudnia

Jan Dąbrowski w „Gazecie Krakowskiej” — wykrętny wywiad.

10 grudnia

Wysiany list komitetu reaktywizacji PAU do PAN. Moja konferencja z Witoldem Ze-chenterem.

12 grudnia

Stary Heinrich pisze ostry list przeciw Szaferowi. Zarzuca mu nielojalność wobec in­stytucji, której był wiceprezesem. Szafer chodzi obolały.

15 grudnia

Niepotrzebnie Adam Krzyżanowski posyłał jakieś projekty reaktywizacji Akademii Umiejętności Janowi Dąbrowskiemu. Cyniczny Dąbrowski rzucił je do kosza.

16 grudnia

Zechentcr pisze artykuł o Akademii Umiejętności w „Życiu Literackim”.

17 grudnia

Piszę artykuły dla prasy warszawskiej, nawiązuję kontakt ze Stanisławem Żurawskim w Warszawie.

20 grudnia

W Akademii Nauk nastroje rozmaite. Przede wszystkim stoją oni przed kryzysem wewnętrznym. Dembowski odchodzi. Jeżeli by Kraków mocno obstawał przy swoich żądaniach i jeżeli by bardziej brutalnie atakował Jana Dąbrowskiego, wówczas musia­łoby dojść do otwarcia Akademii Umiejętności.

Niestety nie mam dostępu (jako, że nie jestem członkiem) do zebrań Akademii. Członkowie rzeczywiści są za słabi intelektualnie i moralnie, aby działać.

19 grudnia

Miodoński przyjechał i złożył obszerne sprawozdanie z posiedzenia Prezydium PAN, na którym był punkt dotyczący odnowienia Polskiej Akademii Umiejętności. Na podstawie notat Miodońskiego i jego opowiadania odtworzyłem protokół ze­brania.

W „Życiu Literackim” Witold Zechenter ogłosił felieton w sprawie PAU. Konfero­wałem z nim długo przed paroma dniami, dostarczyłem wszystkich szczegółów. Arty­kuł doskonały. Ostro i wyraźnie nazywa po imieniu fakt zamknięcia Akademii Umiejętności. Stwierdza Zechenter, że obok Akademii Umiejętności kręci się cały stek kłamstw, intryg, walk podjazdowych. Wskazuje palcem na Jana Dąbrowskiego, Szafera, Nitscha jako na odpowiedzialnych.

Uwierzył wszystkiemu, co mu punkt po punkcie wyjaśniałem i napisał.

Pisze Zechenter pod adresem PAN — „Po prostu oddajcie, co zostało zrabowane!” Ma rację — nieparlamentarnie, ale tak jest jak Zechenter pisze.

Nie miałem w archiwum dokumentów i wycinków, jakie zbieram w związku z moją ak­cją o reaktywowanie PAU — nie miałem wiadomości, przekazów, ani sprawozdań z głosów i dyskusji toczonych w Warszawie. Dziś Miodoński przyniósł mi do Muzeum, gdzie znajdu­je się główna kwatera walki o przywrócenie Akademii Umiejętności, notatkę o posiedzeniu prezydium PAN, w którym to posiedzeniu brai udział i przebieg dyskusji notował.

Siedliśmy zaraz i pod jego dyktat zrekonstruowałem wczorajszą dyskusję. Dokument jest ważny. Widać z niego, że głównym przeciwnikiem reaktywowania Akademii Umie­jętności jest Henryk Jabłoński. Jabłoński przyjął taktykę zwlekania, kręcenia, zasłania­nia się, że całe środowisko krakowskie winno się wypowiedzieć.

Po referacie Miodońskiego, który obiektywnie streścił żądania Krakowa, zabrał naj­pierw głos Szafer. Niezbyt wiedział co powiedzieć. Kłamał (ach jakże to dla Szafera charakterystyczne!), potem płaczliwym tonem skarżył się, potem ironizował. Wreszcie żądał stworzenia w Krakowie jakiegoś ośrodka, który z dawną Akademią Umiejętności nie miałby nic wspólnego, był tylko oddziałem Akademii Nauk.

Po Szaferze, w tym samym duchu, zabrał głos Nitsch. I on ironizował, i on mówił, że trudno wskrzeszać dawną Akademią Umiejętności (dlaczego?).

Wreszcie Jan Dąbrowski. Ten najmniej mówił, że nie da się wskrzeszać Akademii Umiejętności. Narzekał na sprawy lokalowe i starał się dyskusję skierować w tę stronę, przez ostrożność i chytrość.

Trójsolowe prezydium Polskiej Akademii Umiejętności pokazało swą moralną twarz! Tu w Warszawie, w Akademii Nauk, ostatecznie panowie ci, trzej magnaci naukowi po­kazali, jak za korzyści, ambicje i stanowiska dali się skompromitować!

Warszawscy członkowie prezydium PAN, przede wszystkim, żądali (jakież to charak­terystyczne!) uspokojenia prasy krakowskiej, Gdybyż wiedzieli, że to ja jeden stoję za tą prasą. Że piszę, namawiam, wysyłam, walczę…

Nawet na warszawskich wystąpieniach trójcy dawnego zarządu Akademii Umiejęt­ności nie wywołało to pożądanego wrażenia. Jan Dąbrowski wzbudza niesmak, nie ma szacunku u ludzi — mają go za kurwę… Szafer to samo, ale jako lepszy uczony, bar­dziej jest szanowany. Ślepy, stary Nitsch nie liczy się…

Nie dać opinii usnąć, działać gdzie tylko się da… Byle sprawa nie usnęła.

Gdyby Szafer, Nitsch i Dąbrowski chcieli walczyć o Akademię Umiejętności, prezy­dium PAN byłoby dopuściło do niej. Ale nie chcieli.

21 grudnia piątek

Odbyło się posiedzenie Senatu UJ. Nie bardzo wiem, co tam było… Grodziński, nie­mal jawnie nieżyczliwy Akademii Umiejętności, zachowuje się niesmacznie, jest nie­uprzejmy dla kolegów. Mały mózg. Dęty. Wpadliśmy wybierając go rektorem. Cóż robić; ja nie chciałem go wybrać.

Moje położenie coraz trudniejsze. Bije się o sprawę przegraną. Galwanizuję trupy, przywołuję upiory, by powstały i wskrzesiły Akademię. Nie mają sit. Ciągnę za wszyst­kich. Szarpię się, szarpię…

25 grudnia

Święta spędzani w domu, ale nie odpoczywam. Piszę rozmaite memoriały, artyku­ły, przygotowuję materiały. … W Warszawie niestety (nawet u przeciwników komuni­zmu) nastroje dla Akademii Umiejętności nie są życzliwe. Tak to zawiść polska da­leko sięga.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: