TW„Julian” informuje operacyjnie o PAN i postuluje jej przewentylowanie

 

TW„Julian” informuje operacyjnie o PAN

i postuluje jej przewentylowanie

 

1983 grudzień 16, Warszawa – Źródło: TW„Julian”. Informacja operacyjna

Źródło: TW „Julian”1 Przyjął: mjr L[ech] Słoma

[ TW „Julian” pracował prawdopodobnie w administracji PAN na kierowniczym stanowisku – miał styczność z sekretarzami PAN] 

Dn. 14X11 1983 r.

Informacja’1

Swoistym zaskoczeniem, komentowanym zarówno wśród pracowników sekretariatu administracyjnego PAN, jak też i w o wiele większym stopniu – wśród pracowników PAN, był fakt nieprzeprowadzenia w dn. 9 bm na Ogólnym Zgromadzeniu wyborów do władz PAN. Do zgromadzenia b[ardzo] szykowano się, krążyły najprzeróżniejsze domysły.

Wiadomym było, że prof. Gieysztor nie zamierza kandydować na następną kaden­cję (z rozmów prowadzonych przez prof. Chołaja z prof. Smirnowem [ Być może Wladimir Smirnow (1910-1988)-radziecki geolog.] w październiku wynikało, że stosunek do prof. Gieysztora jest krytyczny). Sam byłem o to pytany przez Smirnowa i bKaniczeskiego3 o opinię o prof. G[ieysztorze]. Odpowiedziałem, że jest to człowiek na poziomie światowym. Na pewno nie jest nasz, ale mimo że wybrany na burzliwej fali 1981 r., nie narobił -jako prezes – specjalnych szkódb).

Wśród ewentualnych kandydatów na prezesa wymieniono pro f. L[eonarda] Sosnow-skiego i – informacja z IFiS, prof. [Zbigniewa] Gertycha (że wicemarszałek solidny itp.).

Wydawało się, że sprawa wyjaśniła się po przyjęciu przez tow. Jaruzelskiego dele­gacji PAN, w składzie Gieysztor i Sosnowski. Było prawie jasne, że byli [to] ustępujący prezes i jego następca. Tymczasem sytuacja stała się bezprecedensowa – nie zdarzyło się, by Zgromadzenie Ogólne nie wyczerpało swojego porządku dziennego.

W międzyczasie okazało się, że Gertych zamierza kandydować do Prezydium PAN, bez żadnych funkcji, tzn. prezesa czy wiceprezesa. Mówiono o 5 kandydatach (4 miej­sca) na wiceprezesów; od dawna mówiono o Markiewiczu (o którym, ze wzglądu na liberalizm w stosunku do rewizjonistycznych i wręcz rencgackich sił w placówkach Wyd/[iału] I, stosunek i Kaczmarka, i Chołaja oraz Smirnowa był, jak wiem, b[ardzo] krytyczny). Dodam od siebie, że też postawa W[ładysława] Markiewicza w rozmowach polsko-erefenowskiej komisji ds. podręczników była zbyt liberalna, wręcz kapitulancka (w sytuacjach nierespektowania naszych postulatów należało ostrzej reagować).

Drugim kandydatem był prof. Maciej Nałęcz, niewątpliwie wielki uczony, ale czło­wiek, wg opinii pracowników, „któremu przewróciło się w głowie”, który jako z[astep]ca sekretarza naukowego nie cieszy się bynajmniej popularnością. Zmienia decyzje, uważa, że musi być obsługiwany na każdym kroku (ostatnio poleciał na konferencję Pugwash4 do Genewy, potem od razu miał być na czele polskiej delegacji na Konferencji Wielo­stronnej Współpracy w prawach informatyki w Sofii. W przeddzień odlotu zakomuni­kował, że nie poleci do Sofii, jeśli nie będzie miał [lotu] z Sofii na 18 bm. Załatwiono lot przesiadkowy – Budapeszt-Warszaw a). Dalszych kandydatów na wiceprezesów nie pamiętam. Chyba dwóch b[yłych] sekretarzy wydziałów [Janusza] Hamana (V) i jeszcze ktoś.

W rezultacie na Zgromadzeniu Ogólnym zgłoszono kandydatury Gieysztora, Labudy, Sosnowskiego. Wszyscy poza Sosnowskim zrezygnowali. On natomiast otrzymał mniej niż połowę głosów. Zdaje się, że się obraził i ostatecznie zrezygnował z dalsze­go kandydowania. Takie załatwienie sprawy wręcz kompromituje aktualne Prezydium PAN. Przecież przygotowanie Zgromadzenia Ogólnego, wcześniejsze ustalenia powin­ny być jego pierwszym obowiązkiem; świadczy to o rozbiciu środowiska akademików, o dużym zamęcie w ich gronie. Wielu czł[onków] Akademii – rzekomo – nie ma zamia­ru głosować.

Ostatnia informacja z dnia 12 grudnia br. – rzekomo proszono Gieysztora, żeby zgo­dził się ponownie kandydować. Moim zdaniem jego zaangażowanie w hpostakowskieb akcje w 1981 r. dyskwalifikują go szczególnie w kontaktach z kierownictwem akademii krajów socjalistycznych. Kandydatura Markiewicza, który zresztą powysyłał do akade­mii krajów socjalistycznych pożegnalne listy z podziękowaniem za współpracę, służy do tego, by być wiceprezesem ds. nauk społecznych. Jest to wielka odpowiedzialność polityczna, której nie może mieć człowiek niebudzący zaufania np. wśród towarzyszy z kierownictwa AN ZSRR.

Na marginesie odejścia Markiewicza rozeszły się różne wieści dot[yczące] prof. Cho-laja. Jest niezbyt lubiany, ale boją się go, ze względu na styl pracy i dużą ostrość. Otóż zaistniała wersja, w którą wątpię, że miał on zostać wiceprezesem ds. nauk społecznych. Po pierwsze – przegłosowano by go, po wtóre wiceprezes winien być pełnym członkiem Akademii (Chołaj w rozmowie prywatnej mówił, że radzono mu, aby nie kandydował na członka Akademii. Głosują bowiem korespondenci, a tych mamy, po 1981 r., b[ardzo] dziwnych).

Dalsza wersja – Chołaj ma zostać sekretarzem Wydz[iału] I. Byłoby to niezłe, bo jest to wydział wyjątkowo zabagniony ideologicznie, politycznie, kadrowo i pod każ­dym względem. Zmiany w IH i IBL miały – moim zdaniem – połowiczny charakter, nowi dyrektorzy – to ludzie tyle że nie wrogowie i w miarę lojalni (takim też jest nowy wicedyr[ektor]. IFiS, Ogonowski5. Szkodzić nie będzie, ale propagować marksizm-le-ninizm też nie).

Gdyby Chołaj pozostał zastępcą Kaczmarka – chyba jako pierwszy zastępca, bo Ger-tych i Nałęcz odchodzą – mając pod sobą sprawy personalne i zagraniczne, nie byłoby źle. Jest to człowiek trudny, ale pryncypialny.

Chołaj b[ardzo] wyraźnie nie lubi Markiewicza, co jest zrozumiałe. Nie mogłem jed­nak zrozumieć, dlaczego ma niechęć do T[adeusza] M. Jaroszewskiego. Jaroszewski jest lrudnyc w pracy – spóźnia się, nie dotrzymuje terminów, jest niesłowny, stale „dyploma­tycznie” choruje itp. – ale niewątpliwie jest uczciwy ideologicznie (n[ota]b[ene] Jaro­szewski został wybrany do KZ PZPR PAN. Jednym z sekretarzy KZ został dr Pyrgała6, b[yły] aktywista klubu „Rzeczywistość”).

Chołaj w rozmowie z tow. Smirnowem (październik br.) podkreślał, że chociaż jest „z całym szacunkiem do Jaroszewskiego”, to radzi mieć do czynienia z Kazimierzem] Doktorem, który jest solidniejszy, zaś J[aroszewski] „stale spóźnia się”.

Zresztą podobny stosunek do J[aroszewskiego] miał w rozmowach z tow. radziecki­mi prof. K[azimierz] Doktor, Jaroszewski jest wyraźnie nielubiany. Wątpię, żeby to była tylko sprawa jego niepunktualności, coś też musi być bardziej zasadniczego. Wiem też, że Markiewicz także nie lubi Jaroszewskiego.

Z dalszych spraw, o których się mówi, to sprawa następstwa kierownictwa Wydz[iału] Nauki i Oświaty po Duraczyńskim (chodzą plotki o jakimś skandalu). Była pogłoska o tym, że nowy sekretarz [KC] H[enryk] Bednarski byłby równocześnie kierow[nikiem] Wydziału (chyba krótko w takiej sytuacji przy końcu lat siedemdziesiątych był Wer-blan), ale to chyba niemożliwe. Mówiło się też o gen. Rudolfie] Dzipanowie (były pełnomocnik KOK7 w PAN) – wieść o tym przyniosła z „miasta” jedna z pracownic B[iura] Z[agranicznego].

(Nie byłoby to złe – słuchałem jego b[ardzo] wyważonej wypowiedzi na zebraniu POP Sekretariatu. Na zebraniu tym podniesiono m.in. sprawę, dlaczego sekretarze i za­stępcy oraz sekretarze wydziałów poza Gertychem – nie są członkami POP, chociaż to jest ich podstawowe miejsce pracy).

Jeszcze jedna [rzecz]. Drobna, ale symptomatyczna – prof. J[an] Rychlewski z Cen­trum Badań Kosmicznych wystosował z Moskwy (gdzie przebywa na rocznym pobycie) piękny list do sekretarza naukowego z prośbą o wystąpienie do AN ZSRR o przedłu­żenie jego pobytu (rzekomo dowiedział się, że nie zajmie miejsca po Duraczyńskim), w związku „z wysoką efektywnością” jego prac w Moskwie. Była to niewypowiedzianie komiczna taka wysoka samoocena, którą spopularyzowano w całym BZ.

Poza sprawami szczegółowymi parę refleksji ogólniejszej natury.

Odnoszę wrażenie, że w całej Akademii panuje wyraźnie niezdrowa atmosfera. Spra­wa Zgromadzenia Ogólnego, które – praktycznie – nie zrealizowało podstawowego za­dania, jakim miał być wybór władz, jest tego dowodem. Prawdopodobnie istnieją jakieś animozje, wynikające najprawdopodobniej z pobudek politycznych.

To, co się stało, zakrawa na swoistą formę sabotażu. Nie chcę uogólniać, ale Aka­demia po „odnowie” z 1981 r. stała się w pewnym stopniu bastionem sił reakcyjnych, (aktualnie jako korporacja uczonych).

Dowiedziałem się w ostatniej chwili, że prof. Sosnowski jest postacią kontrowersyj­ną. Rzekomo mądry człowiek, ale b[ardzo] „wielkopański” i mający tzw. nastroje.

Akademia jako centrum naukowe wygląda, gdy chodzi przynajmniej o humanistykę, niedobrze. IFiS, IH, IBL nic mają sprężystego kierownictwa politycznego. Instytuty są często „przechowalnią” różnych opozycjonistów.

Z zasłyszanych wieści, w instytutach przyrodniczych i technicznych też nie jest naj­lepiej politycznie (np. [w] IPPT Herczyński „kryty” przez swoje władze).

Akademia jako urząd sterujący rozwojem nauki – chyba sekretarz” naukowy spełnia swoje zadania, ale sytuacja w wydziałach (np. w 1) jest nie najlepsza (obok Markiewicza niezbyt „klarowna” postać zfastępcy sekretarza, prof. L[eszka Kubickiego).

Ogólne zdanie: Akademia wymaga zasadniczego od podstaw „przewentylowania”.

Uwagi

1. Powyższa informacja jest pierwszą, jaką opracował TW po wprowadzeniu go na teren PAN;

2. TW otrzymał zadanie obserwowania i rejestracji sytuacji w PAN, ze szczególnym uwzględnieniem atmosfery przedwyborczej do władz PAN.

St[arszy] inspektor Wydziału III Dep[artamentu III] MSW

mjr L[ech] Słomad

Źródło: AlPN, 0236/454, t. 5, k. 265-269, mps 

Źródło: Spętana Akademia. Polska Akademia Nauk w dokumentach władz PRL. Materiały Służby Bezpieczeństwa (1967–1987), tom 1. Wybór, wstęp i opracowanie Patryk Pleskot, Tadeusz Paweł Rutkowski, Warszawa 2009,.Wydawnictwo: IPN (s.442-4450

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. info: ‚TW „Julian” pracował prawdopodobnie w administracji PAN na kierowniczym stanowisku ‚
    Tak, w PAN to administracja była najważniejsza i miała wpływ na obsady stanowisk i etatów. Jak po czystce na UJ skierowałem sie do instytutu PAN gdzie robiłem wcześniej dr no i miałem ścisłe związki, współprace, liczne referaty itp najpierw szef doznał amnezji, potem był zdruzgotany że nikt nie jest przeciwko mnie ale w końcu odetchnął z ulgą bo sekretarka z W-wy z PKINu (PAN)
    po wizycie na UJ sprawę rozstrzygnęła ! Miałem być w instytucie pod skrzydłami członka rzeczywistego PAN
    ale wobec decyzji sekretarki PAN co za znaczenie miał prof PAN?
    Mimo to liczni ‚nobliści’ -beneficjenci czystek PRL i ich klony , do tej pory jednak lansują tezę, ze jeśli ktoś był dobry to sobie robotę w nauce znalazł (czyli system był niemal optymalny – nieprawdaż ?).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: