Jacek Karpiński – genialny informatyk, w pracy niszczony przez komunistów, pasał świnie i sprzedawał jajka (oskarżenie PRL!)

Jacek Karpiński w Wikipedii

Jacek Rafał Karpiński (ur. 9 kwietnia 1927Turynie, zm. 21 lutego 2010 we Wrocławiu[1])  polski inżynier elektronikinformatykżołnierz Szarych SzeregówBatalionie Zośka, uczestnikpowstania warszawskiego, trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Projektantminikomputera K-202. Jeden z założycieli Polskiego Towarzystwa Informatycznego i wiceprezes jego pierwszego Zarządu Głównego[2]. Był synem Adama Karpińskiego[3]…Dyplom mgr inż.uzyskał w marcu 1951. Prześladowany za działalność w AK i udział w powstaniu. W latach 1951/1954pracował jako starszy konstruktor w ZWUE T-12 na Żeraniu w Warszawie, skonstruował nadajnik 2 kW NPK-2. Od 1955 adiunkt w IPPT PAN. Udział w konstrukcji pierwszych aparatów USG.

Mimo sukcesów konstrukcyjnych Karpiński był cały czas szykanowany przez różne instytucje. Kierowanie produkcją K-202 powierzono mu jedynie z powodu nacisków Brytyjczyków. Ostatecznie został odsunięty od kierowania Zakładem Mikrokomputerów przy przedsiębiorstwieMERA, gdzie powstawały K-202. Produkcję samego mikrokomputera zarzucono, mimo że na taśmach czekało 200 nieskończonych modeli. Próby skopiowania jego konstrukcji nie powiodły się ani w kraju, ani w ZSRR. Konstruktorowi odmawiano wyjazdu za granicę.

1978 Karpiński wyjechał na Warmię, gdzie pod Olsztynem zajął się hodowlą drobiu i trzody chlewnej. W 1981 władze nie zgodziły się na objęcie przez niego stanowiska dyrektora ani przedsiębiorstwa MERA ani Instytutu Maszyn Matematycznych.

Ostatecznie Karpiński wyemigrował do Szwajcarii, gdzie stworzył m.in. robota sterowanego głosem oraz Pen-Readera, skaner wraz z oprogramowaniem do wczytywania i czytania tekstu po jednej linijce.

Po powrocie do kraju w 1990 zamieszkał we Wrocławiu. Był m.in. doradcą ds. informatyki ministrów Leszka BalcerowiczaAndrzeja Olechowskiego. Próbował bez powodzenia wdrożyć w Polsce produkcję pen-readera oraz kas fiskalnych. Cierpiał z powodu problemów finansowych, częściowo wynikających z pułapek ekonomicznych, w jakie wpadł, próbując wprowadzać swoje wynalazki do produkcji. Ostatecznie dorabiał projektując witryny internetowe[3].

Zniszczyć konstruktora

Gość Niedzielny, 16.10.2008

Komuniści zmarnowali pomysły jednego z najbardziej genialnych konstruktorów w historii Polski.

Kiedy komputery były ogromnymi szafami, zbudował jeden z pierwszych na świecie minikomputerów, wyprzedzający swój czas o dekadę. Gdyby władze nie podkładały mu ciągle kłód pod nogi, Jacek Karpiński byłby dziś sławny i bogaty. Jednak komunistyczni aparatczycy nie mogli lubić naukowca, który w czasie wojny walczył w Armii Krajowej. I to w słynnych Szarych Szeregach, w batalionie „Zośka”….

W 1951 roku Jacek skończył jednak politechnikę i dostał nakaz pracy w laboratorium Polskiego Radia. – Zgłosiłem się, a następnego dnia przylatuje kadrowa z pianą na gębie. I wrzeszczy: „Co tu robi ten dywersant! To sabotaż! Wróg ludu się tu zakradł, won mi stąd!”…

Kiedy w końcu zaczął pracę, był prześladowany, w zakładzie nachodzili go ubecy. Odetchnął dopiero po trzech latach, w Polskiej Akademii Nauk. Zbudował tam maszynę AAH do prognoz pogody, czy AKAT-1, pierwszy na świecie tranzystorowy analizator równań różniczkowych. –

Wtedy w PAN pracowali prawdziwi naukowcy. Dopiero z początkiem lat 60. przyszło na kierownicze stanowiska tałatajstwo, których jedyną kwalifikacją było członkostwo w partii i w UB.

Ci politykierzy robili w latach 60. straszne świństwa prawdziwym naukowcom, jak mojemu promotorowi, sławnemu prof. Groszkowskiemu – mówi. – Ale wcześniej, po 1956 roku, chciało się pracować w Polsce, naprawdę. Po odwilży 1956 roku uważałem, że skoro walczyłem o Polskę w czasie okupacji, to mam obowiązek teraz pracować, żeby było w niej lepiej….

W 1959 r. PAN przedstawiła jego kandydaturę do konkursu UNESCO dla młodych naukowców. Jacek wygrał: zdobył jedno z sześciu stypendiów na dwustu kandydatów. Poszedł na Harvard. A po zakończeniu stypendium dostał propozycje pracy na uczelniach w USA. Jednak uparł się, żeby pracować dla Polski.

Niestety, na polskich uczelniach zamiast naukowców rządzili już komunistyczni aparatczycy….
Być może pan Jacek stał się zagrożeniem dla jakiegoś wpływowego środowiska. Twierdzi, że w 1973 roku kierownictwo ELWRO spotkało się w jego sprawie z PRL-owskim dygnitarzem Piotrem Jaroszewiczem. – Uczestnik tego spotkania przekazał mi, że padły tam słowa: „Towarzyszu premierze, ratujcie nas przed Karpińskim, bo on nas zniszczy ekonomicznie”. Jaroszewicz mówił: „Dobrze, ja go załatwię”. Później się dowiedziałem, że osobiście napisał na mojej teczce w biurze paszportowym: „Nie wydawać paszportu. Powód: dywersja gospodarcza” – twierdzi Karpiński.

Wkrótce pan Jacek został wyprowadzony pod karabinami z zakładu, którym kierował. 200 komputerów, które były w trakcie produkcji, zniszczono.

Karpińskiemu pozwolono wykładać tylko w Instytucie Przemysłu Budowlanego Politechniki, nie w jego specjalności. Nie mógł też wyjechać do świetnej pracy w USA…

W 1978 r. Jacek przeniósł się na wieś, na Mazury. Hodował kury, świnie i krowę. Tam w 1980 roku, po wybuchu „Solidarności”, odnaleźli go dziennikarze. I zapytali, dlaczego sławny konstruktor komputerów zajął się rolnictwem. „Bo wolę mieć do czynienia z prawdziwymi świniami” – odpalił Jacek. …

Polski Bill Gates żyje w biedzie– Jacek Konikowski,Puls Biznesu, pb.pl, 23.05.2008

(lektura obowiązkowa  dla każdego !)

Co się stało z polskim Billem Gatesem?

tvp.pl

strona główna » historia » cykle dokumentalne » zagadki tamtych lat » wideo

Advertisements

komentarzy 12

  1. Pytanie do znawców tematu: czy w innych krajach również powstały dzieła w rodzaju „Janko muzykant” albo „Traktat o dobrej robocie”?
    Co jest specyficznego w ludziach mieszkających między Odrą a Bugiem, że z uporem i niezależnie od okoliczności – nie cenią swoich twórców?

    • Odpowiedź na postawione przez ciebie pytanie znajdziesz w analizie gospodarki już na pierwszych stronach „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego. Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze oraz specyfikę to gdyby nie data wydania można by pomyśleć że książka została napisana w latach 1989-2000.

  2. […] co z innymi ? Ostatnio zmarł Jacek Karpiński  zwany polskim Billy Gatesem, który zamiast zrobić karierę światową, okresowo w PRL pasał […]

  3. może to nie komentarz—
    mam to samo.—do zgłoszenia 200patentów-ałe po co??
    A ziemia i tak sę nie obraca……bardzo niewygodne…

  4. Polacy to taki naród który ma potencjał ale albo nie potrafi go wykorzystać albo wręcz dusi go w zarodku to jeden z wielu przykładów następnym głośnym jest samochód Beskid

    Niestety tendencja ta utrzymuje się do tej pory i nie widać by uległa zmianie

  5. Konstruktor, który wyprzedził swoją epokę
    onet.pl 7 cze, 10:11
    http://technowinki.onet.pl/artykuly/technologie/konstruktor-ktory-wyprzedzil-swoja-epoke,1,4411071,artykul.html
    „Polskiego Billa Gatesa” od Billa Gatesa odróżnia wszystko. Jaką drogę przebył jeden z najbardziej interesujących polskich konstruktorów?

    …… Jerzy Huk, dyrektor „Mery”, powołuje do oceny projektu komisję pod kierownictwem Marka Greniewskiego, syna profesora Henryka Greniewskiego i kierownika Grupy Aparatów Matematycznych, pierwszej polskiej placówki naukowej zajmującej się komputerami. „Ojciec udawał cybernetyka, a syn – eksperta od elektroniki” – mówił później Karpiński w wywiadzie przeprowadzonym przez CRN Polska. Wspomina również Huka, mówiąc, że nazwanie go „kompletnym debilem” jest zgodne z rzeczywistością……. „Jacek Karpiński nie był zdolny do współpracy z innymi specjalistami, on musiał zawsze mieć rację, choć częstokroć jej nie miał” – uważa jeden z jego podwładnych, dr inż. Wojciech Nowakowski, autor „50 Lat polskich komputerów”. Dodaje, że problemem był gwiazdorski charakter Karpińskiego…….Pojawia się jeszcze jeden problem. W całym bloku wschodnim mają być używane maszyny obliczeniowe o wspólnym interfejsie zgodnym z RIAD, jak zarządzają władze w Moskwie. K-202 jako zupełnie nowa konstrukcja nie jest z nimi zgodna. Ponadto Brytyjczycy wszczynają proces o naruszenie praw patentowych, a w krajowych mediach i w środowisku widać coraz większą niechęć do wynalazku Karpińskiego. Nie wiadomo na ile wynika to z nacisków Moskwy, a na ile z wewnętrznych sporów środowiska. Karpiński podaje tylko nazwiska kolejnych decydentów, którzy tuż po zapewnieniu mu wsparcia zostają usunięci ze stanowisk lub nagle odmawiają dalszych kontaktów.

    Sam twierdzi, że jego komputer był nie na rękę władzom wrocławskiego zakładu Elwro, który produkował sprzęt zgodny z radzieckim standardem RIAD, a według konstruktora droższy……..Atmosfera woków Karpińskiego zaczyna się zagęszczać. Uważa, że władze próbują wytoczyć mu proces o szpiegostwo na rzecz Brytyjczyków. W 1978 roku poddaje się: rezygnuje z komputerów i przenosi się na wieś, pod Olsztyn. Hoduje świnie i kury, a raz w tygodniu wykłada na Politechnice Warszawskiej. Kiedy dziennikarze pytają dlaczego to zrobił, odpowiada, że woli pracować z „prawdziwymi świniami”. Po trzech latach dostaje propozycję zostania dyrektorem technicznym Mery. „Odmówiłem. Co może zdziałać dyrektor techniczny przy dyrektorze naczelnym idiocie?” – mówi Karpiński…….W 1990 roku wraca do Polski, już wolnej. Doradza ministrom finansów: najpierw Balcerowiczowi, później Olechowskiemu. „Następny to był już taki głupi, że serdecznie podziękowałem” – mówi o dzisiejszym doradcy Bronisława Komorowskiego, profesorze Jerzym Osiatyńskim……”Karpiński to człowiek na wskroś uczciwy, patriota, wielki naukowiec. I zupełne beztalencie ekonomiczne” – mówi Pulsowi Biznesu Jerzy Szwaj, który pracował z Karpińskim. „No i ta jego arogancja wobec ówczesnej władzy. (…) Kiedyś wizytowała nas partyjna wierchuszka. Jednemu z partyjniaków wypalił wprost, że jego wiedza wystarczyłaby co najwyżej do budowy nocników” – wspomina Szwej…….Na pól roku wyjeżdża ponownie do Szwajcarii: projektuje skaner do sczytywania ksiąg rachunkowych. Po powrocie przenosi się do kawalerki we Wrocławiu. Bank zajmuje 1/4 emerytury konstruktora. Pozostałą część nie wystarcza mu na kosztujące 800 złotych miesięcznie masaże. W wieku 81 lat dorabia projektując strony internetowe. „Głupia robota, ale parę groszy można zarobić” – mówi w programie „Zagadki tamtych lat”.

    Od Billa Gatesa odróżnia go wszystko

    Nawet ówcześnie konkurenci z Elwro przyznają, że o prawie 30 lat starszy od Gatesa Karpiński jest genialnym konstruktorem. Jednak w przeciwieństwie do Gatesa, nie jest menadżerem. Według współpracowników aż nazbyt uczciwy, ale nie rozumie biznesu. Nie może dogadać się z przełożonymi, władzą i inwestorami, kiedy Gates współpracuje z rządami i instytucjami publicznymi.

    • W artykule przypisuje mi się teksty, których nie napisałem:
      “Jacek Karpiński nie był zdolny do współpracy z innymi specjalistami, on musiał zawsze mieć rację, choć częstokroć jej nie miał” – uważa jeden z jego podwładnych, dr inż. Wojciech Nowakowski, autor “50 Lat polskich komputerów”. Dodaje, że problemem był gwiazdorski charakter.
      W przywołanym moim eseju napisałem o nim zupełnie inaczej:
      „Bardzo zdolny, ale i gwiazdorski konstruktor, na dodatek o tzw. niesłusznej przeszłości, Nadawał na innej fali niż przedstawiciele ociężałej administracji państwowo-gospodarczej.”
      Ponadto dodam, ze nie byłem podwładnym inż. Jacka Karpińskiego. Byłem wówczas i jeszcze długo potem pracownikiem naukowo-dydaktycznym Politechniki Warszawskiej.
      dr inż. Wojciech Nowakowski, prof. IMM
      w.nowakowski@imm.org.pl

  6. 6/06/2007, 9:40
    „CRN Polska rozmawia z Jackiem Karpińskim, konstruktorem pierwszego polskiego minikomputera K-202.

    http://www.historycy.org/index.php?s=0d9241896697c751a316e9771b152331&showtopic=33075%CF%80d=274657&st=0&
    ……CRN: Wtedy jeszcze władza ludowa nie zwracała na pana uwagi. Na początku lat 60. bez zastrzeżeń wypuszczono pana za granicę.

    Jacek Karpiński: Wtedy jeszcze nauka była nauką. Ubowcy zaczęli infiltrować PAN dopiero w kilka lat później. W 1960 roku wygrałem konkurs młodych talentów techniki organizowany przez
    UNESCO. Wybrano sześć osób z dwustu krajów, z których każdy przedstawiał jednego kandydata. PAN przedstawił mnie. Profesor Groszkowski bardzo doceniał moje prace. Przecież te maszyny były pierwsze na świecie! Przyjechała komisja, odbyłem z nią kilkugodzinną rozmowę. A po paru miesiącach przyszła informacja, że jestem jednym z sześciu zwycięzców. To było jak grom z
    jasnego nieba! Kiedy zapytano mnie, gdzie chcę studiować, wybrałem Harvard i Massachusetts Institute of Technology.
    W ciągu dwóch lat, które spędziłem w Stanach Zjednoczonych, otarłem się o światowe sławy. Poznałem profesora Moore’a, Shannona11, Rossa Ashby’ego. ENIAC-a13 pokazywał mi sam John Eckert….
    ……CRN: Dlaczego zdecydował się pan wrócić do Polski? Wobec takich perspektyw?

    Jacek Karpiński: Nie wiem, czy można to nazwać patriotyzmem, ale ja po prostu chciałem pracować dla Polski. Zawsze wierzyłem, że ruscy kiedyś sobie pójdą. A technologia zostanie. Poza tym uważałem, że to nie byłoby w porządku – wyjechać na delegację i zostać. Spotkałem Polaków, którzy tak postąpili, i nie sądziłem,
    żeby to było uczciwe. Wiedziałem, że w PRL będę żył w niewoli, ale wierzyłem też, że normy moralne obowiązują niezależnie od sytuacji. I jeszcze jedno: nie mogłem zostawić mojej mamy. Ojciec zginął na Nanda Devi, podczas pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje, w 1939 roku, brat – w Tatrach, w 1957. Zostaliśmy
    tylko ja i ona. Mama była profesorem medycyny. Bardzo zaangażowała się w pracę. Na pewno nie zgodziłaby się wyjechać……CRN: Razem z pojawieniem się Perceptronu zaczęły się kłopoty.

    Jacek Karpiński: Kłopoty były już przy AAH. Najpierw zrobił się szum w prasie, potem nie wolno było o mnie pisać. Jak zrobiłem Perceptron, też zrobiło się głośno. Zaraz zaczęły do mnie przyjeżdżać delegacje z zagranicy. To była druga taka konstrukcja na świecie (coś podobnego zbudowali w Stanford, ale na innych zasadach. U mnie to była sieć neuronowa na 2 tysiącach tranzystorów). A w dyrekcji instytutu był profesor Węgrzyn, nieuk, kawał durnia, ale ubowiec. I profesor Węgrzyn nie mógł tego wszystkiego znieść. Zaczął mi robić różne świństwa, nie przyznawał środków na badania. W końcu powiedziałem „dość” i
    przeniosłem się do Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego…….Swoją drogą trzeba przyznać, że profesor Pniewski wykazał się wielkim hartem ducha, bo kiedy ja pracowałem nad komputerem, on co miesiąc dostawał anonimy z pogróżkami. Życzliwi donosili, że jestem hochsztaplerem, że nic nie skonstruuję, bo w ogóle nie mam pojęcia o budowie maszyn, i że jak będzie mnie dalej trzymał
    w instytucie, w końcu zastuka do niego prokurator, bo marnuje państwowe pieniądze.

    CRN: Wie pan, kto pisał te anonimy?

    Jacek Karpiński: Później się okazało, że między innymi profesor Węgrzyn. Pniewski przychodził do mnie po każdym takim liście, opowiadał, co w nim było napisane i pytał: – Panie Jacku, ale pan zrobi tę maszynę, prawda?
    KAR-65 pracował przez następne 20 lat. Można go sobie obejrzeć w Muzeum Techniki……..Jacek Karpiński: Stefan zaproponował układ: brytyjskie pieniądze, sprzedaż i marketing – konstrukcja i produkcja w Polsce. To było dla wszystkich do przyjęcia. MERA podpisała umowę z firmami Data-Loop i MB Metals i stworzyła Zakład Mikrokomputerów. Ja zostałem kierownikiem zakładu i jednocześnie
    konsultantem strony brytyjskiej.
    Co prawda nawsadzali mi zaraz do tego zakładu ubowców, ale jakoś dawałem sobie z tym radę. Najpierw zaprosił mnie Jerzy Łukaszewicz, ten, który później zajmował się propagandą w KC. Wtedy był sekretarzem Warszawskiego Komitetu Wojewódzkiego. Zaprosił, wyraził uznanie dla mojej dziejowej misji i zaproponował mi dyrektora administracyjnego, oczywiście jeśli się zgodzę. Potem zaprosił mnie jeszcze jakiś następny towarzysz i też mi kogoś wcisnął. I tak obsadzili mi całą administrację, od dyrektorów po księgową.
    Ale inżynierów na szczęście sam sobie dobierałem……CRN: A w dwa lata później po pana Zakładzie Mikrokomputerów nie było już śladu.

    Jacek Karpiński: Zniszczyli wszystko, cholera jasna! Zaczęła się straszna nagonka na mnie i na K-202. Straszne mi robili świństwa.
    Starałem się o autonomię dla mojego zakładu. Nic z tego nie wyszło, przenieśli mnie do Instytutu Maszyn Matematycznych.
    Musieli mnie zniszczyć, bo ośmieszałem i Elwro, i IMM. Elwro zatrudniało 6 tysięcy ludzi, IMM – 700. I nie potrafili zrobić żadnej przyzwoitej maszyny. Żaby jakieś robili. Można sobie jeszcze obejrzeć w Muzeum Techniki. U mnie w 1973 roku pracowało raptem 200 osób. Przecież taki Huk wydawał na Elwro miliardy złotych! I nic z tego nie wychodziło. Ja robiłem rewelacyjne maszyny za grosze. To jakie on miał wyjście? Albo mnie zamknąć, albo zamknąć Elwro.
    A że i w Elwiro, i w IMM pełno było towarzyszy i ubowców, mieli odpowiednie dojścia, żeby mnie wykończyć. Ja przecież nigdy nie byłem w partii. Wszyscy wiedzieli, że jestem ustawiony bokiem…..A na początku 1973 roku członkowie dyrekcji Elwro zaprosili Jaroszewicza, który był wtedy premierem i pierwszym sekretarzem, i powiedzieli: – Towarzyszu premierze, ratujcie nas przed Karpińskim! On nas zniszczy ekonomicznie. On ma 200 osób i robi maszyny z zagranicznych części, a my zatrudniamy 6 tysięcy i
    robimy z polskich. I on ma 3 tysiące zamówień, a my nie mamy żadnego. U niego to kosztuje dolary, a u nas – złotówki!…Jacek Karpiński: Trochę się obawiałem, bo z tymi wizytami w Moskwie to różnie w historii bywało. Niektórzy wracali stamtąd w drewnianych skrzynkach. Zgodziłem się, ale w końcu nie pojechałem. Pojechał za mnie dyrektor naukowy IMM, profesor
    Andrzej Janicki. Wyjątkowa glizda. Niby był pułkownikiem lotnictwa, ale na moje oko pracował dla KGB. W każdym razie o komputerach nie miał żadnego pojęcia. Kompletne zero. I oczywiście z tego całego planu z ruskimi nic nie wyszło.
    Ale przynajmniej udało mi się zrobić drakę. Wydałem kolację w pałacyku w Jabłonnie i zaprosiłem tam Ławrionowa z całą świtą, dyrekcję MERY i IMM. Nie mogli nie przyjść. I Ławrionow wzniósł tam toast „za współpracę z inżynierem Karpińskim!”. Tych z Elwro i IMM szlag trafił. To była dla nich kompletna kompromitacja.

    CRN: Miał pan jednak nie tylko wrogów, ale i sprzymierzeńców. Jednym z nich był ówczesny minister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic.

    Jacek Karpiński: Wciąż byłem na czarnej liście cenzury. Nagonka zrobiła się paskudna…..Jacek Karpiński: Jak mnie wylali, wezwał mnie do siebie towarzysz Wrzaszczyk. Mówił, że bardzo mu przykro, że tak się to wszystko skończyło, i że ponieważ jestem świetnym fachowcem, on ma dla mnie posadę. Zaproponował, żebym został jego pełnomocnikiem i zajął się. konteneryzacją! Powiedziałem mu, że się na tym nie znam.
    – To się pan pozna. Opakowania to dla Polski bardzo ważna sprawa. Pan przecież jest patriotą.
    Po czterech godzinach zgodziłem się. No, skoro to ma być takie ważne dla Polski.
    – Dobrze, panie ministrze – powiedziałem. – W gruncie rzeczy to jest ciekawa propozycja. Będę mógł wykorzystać mój K-202.
    – Niech pan zapomni o komputerach – krzyknął Wrzaszczyk.
    Na to mu powiedziałem, że w takim razie niech on zapomni o mnie.
    – Odmawia pan ministrowi?
    – Odmawiam.
    No i dostałem wilczy bilet. Pozwolili mi tylko na wykłady w Instytucie Przemysłu Budowlanego…..Kiedyś spotkałem na Marszałkowskiej kolegę – dyrektora od informatyki w MSW. Bardzo przyzwoity facet. Powiedział, że widział w ministerstwie moją teczkę. Na teczce było podobno napisane ręką Jaroszewicza: „Nie wydawać paszportu. Powód:
    sabotażysta i dywersant gospodarczy”. – Wiesz – powiedział mi – pierwszy raz w życiu widzę sabotażystę i dywersanta, który w PRL spokojnie sobie chodzi po ulicy…..CRN: I wtedy postanowił pan rzucić wszystko i wyjechać na Mazury.

    Jacek Karpiński: W 1978 roku miałem już tej całej zabawy po dziurki w nosie. Wynająłem zrujnowaną chałupę pod Olsztynem i zacząłem hodować świnie i kury. Raz na tydzień jeździłem na wykłady na politechnikę, bo nie chciałem tracić ostatnich stałych dochodów. Dziennikarze znaleźli mnie tam w 1980. Pewien
    znajomy robił reportaż z dyrektorem miejscowego PGR-u. Dyrektor powiedział mu, że jest tu w okolicy taki jeden dziwny facet, który przyjeżdża po karmę dla kur, ale nie wygląda na rolnika. I zaraz zleciały się gazety, telewizja….I znów zaczęła się na mnie nagonka. Jakieś artykuły w prasie, wywiady z babami ze wsi, którym podobno kradłem kury. To one kradły moje kury! Brednie jakieś kompletne.Doszedłem do wniosku, że muszę wyjechać. Atmosfera wokół mnie gęstniała z dnia na dzień. Stefan był pewny, że szykuje się coś bardzo niedobrego. Sądzę, że postanowili mnie wtedy wykończyć na amen.

    CRN: Zabić?

    Jacek Karpiński: Tak. Byłem bardzo niewygodny dla zbyt wielu ludzi….

  7. […] Jacek Karpiński – genialny informatyk, w pracy niszczony przez komunistów, pasał świnie i … […]

  8. Nie jest prawdą że zniszczono 200 komputerów to raz. Dwa że z Karpińskim nad projektem pracowali angielscy uczeni,którzy w stanach założyli Homebrew Computer Club. Tam tez Steven Wozniak wypatrzył jeden z prootypów, zminiauryzował go i zbudował na tej podstawie swój pierwszy komputer, do którego system pisał Steve Jobs.
    Tak powstało Apple

    • Artur, on Sierpień 15, 2012 at 10:36 am said:
      „Tam tez Steven Wozniak wypatrzył jeden z prootypów”

      Prototyp, jak nazwa wskazuje jest jeden. Prototyp nie był wywożony z Polski.

    • Artur, on Sierpień 15, 2012 at 10:36 am said:
      „Tam tez Steven Wozniak wypatrzył jeden z prootypów, zminiauryzował go i zbudował na tej podstawie swój pierwszy komputer, do którego system pisał Steve Jobs. Tak powstało Apple.”

      Bajki.

      1. K-202 było tak zminiaturyzowane, że bardziej się nie dało. Apple było zbudowane z użyciem mikroprocesora scalonego MOSTEC 6502 a nie „na piechotę” oraz 60 innych układów scalonych, nieznanych jeszcze w 1970 roku oraz przestrzeń adresową ograniczoną do 64 kB (K-202 8 MB). K-202 miał wielką pamięć ferrytową, Apple krzemową.

      2. Na podstawie wyglądu nic się nie dało skopiować. Dokumentacja produkcyjna była tak dobrze pilnowana, że nawet jako jedną z szykan opisano fakt przeszukiwania bagażu Karpińskiego przy wyjeździe z Polski i kwestionowania faktu posiadania przez niego ogólnych materiałów konstrukcyjnych. Zresztą ogólne wytyczne budowy komputera były znane, niepotrzebne było „podglądanie” „genialnych” konstrukcji jakim rzekomo był K-202.

      Ale ciemny lud nie takie bajki kupi … 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: