Jak uniemożliwiono władzom przeprowadzenie weryfikacji politycznej na UW (r. 1982- stan wojenny)

Jak uniemożliwiono władzom przeprowadzenie weryfikacji politycznej na UW

(r. 1982- stan wojenny)

Weryfikacja. Pierwsza próba

w: Joanna Mantel- Niećko, przy współpracy Marii Stanowskiej, Haliny Suwały, Beaty Chmiel, Ewy Pankiewicz

Próba sił – Źródła do dziejów Uniwersytetu Warszawskiego po 13 grudnia 1981

Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 1991

Maj i czerwiec były dla UW miesiącami pełnymi wielkiego napięcia. Mniej więcej w połowie maja Ministerstwo przysłało do uczelni wytyczne w sprawie przeprowadzenia weryfikacji pracowników (dokument 15).

Nadeszła więc oczekiwana przez wszystkich od chwili ogłoszenia stanu wojennego czystka polityczna pracowników, której do tej pory udało się uniknąć.

NSZZ „Solidarność” UW wraz z Akademickim Ruchem Samoobrony ARS rozpropagowały na terenie UW teksty wyjaśniające cel władzy i nawołujące środowisko do oporu i nieuczestniczenia w żadnych komisjach powołanych przez władzę do przeprowadzenia weryfikacji (dokument 16 i 17).

Dla wyjaśnienia — przed 13 grudnia Senat powołał pochodzącą z wyboru Senacką Komisję d/s Młodej Kadry pod przewodnictwem prorektora H. Kupiszewskiego, która przy współpracy z takimiż komisjami na szczeblu wydziałowym miała opracować zasady wymiany kadry uniwersyteckiej. Sprawa była szczególnie ważna i pilna zważywszy, że przedsierpniowe sposoby przeprowadzania dorocznej oceny kadry powszechnie i od dawna uznawano za bardzo złe z punktu widzenia rzetelnego doboru pracowników uniwersyteckich.

W styczniu 1982, a więc jeszcze za kadencji rektora Samsonowicza, pod naciskiem władz usunięto z Komisji tych przedstawicieli wydziałów, którzy wybrani zostali uprzednio przez rady. Na ich miejsce wprowadzono, a dokładniej — mianowano innych.

Teraz, w maju, Senacka Komisja d/s Młodej Kadry przestała istnieć w ogóle, a na jej miejsce powołano rektorską komisję weryfikacji pracowników. W skład tej komisji z ramienia władz weszli: rektor i prorektorzy Grucza i Kałużyński, sekretarz KU PZPR — prof. Andrzej Jezierski; n.b. po zdjęciu Samsonowicza przeprowadzono wybory do KU, w których udział wzięli wyłonieni w okresie „sierpniowym” delegaci.

Teraz partia mogła spokojnie oprzeć się na tych delegatach, gdyż ci spośród nich, których głosy przeważyły w wyborze prof. Jana Malanowskiego, członka DiP-u — konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość” — na delegata na IX Zjazd PZPR oraz w wyborze dr Andrzeja Kołakowskiego na sekretarza KU, ci delegaci przeważnie oddali legitymacje partyjne w okresie październik-grudzień 1981.

W okresie od 25 lutego 1982, gdzieś do drugiej połowy kwietnia, KU był zawieszony, funkcje I sekretarza uczelni pełnił komisarycznie funkcjonariusz Komitetu Warszawskiego — Andrzej Kożuchowski.

W kwietniu I sekretarzem został prof. Andrzej Jezierski, który tę samą funkcję pełnił w UW w 1968 r. nie zapisując się dobrze w pamięci środowiska. Oprócz powyższych do wspomnianej Komisji z ramienia władz weszli także: przedstawiciel WKO (Wojskowy albo Warszawski Komitet Obrony czy Ocalenia) płk Grabowski, przedstawiciel SD — Dubisz, ZSL — prof. Hemmerling z WDiNP, kierownik działu kadr z UW, uważany za powiązanego z MSW – – Kaśka, dyrektor z MNSzWiT -Stemperski.

Na posiedzeniu Senatu w początkach czerwca (bodajże 2 czerwca) zakomunikowano o powstaniu tej Komisji i jej składzie, proponując by senatorowie, którzy wchodzili do Senackiej Komisji d/s Młodej Kadry weszli teraz do komisji weryfikacyjnej.

W pierwszym odruchu, a także w myśl wspomnianych wyżej zaleceń ARS i „Solidarności” większość senatorów odmówiła udziału w tej komisji. Pozostały jedynie trzy osoby: doc. J. Axer (polonistyka), doc. P. Węgleński (biologia) oraz prof. Rubel (chemia).

Na błyskawicznie zwołanym w tej sprawie nieformalnym spotkaniu dziekanów, które odbyło się w niedzielę, 6 czerwca, ostro zarysował się dylemat, czy przedstawiciele środowiska powinni, czy nie powinni wchodzić do tej Komisji. Po dość ostrej wymianie poglądów, w czasie której po raz kolejny odżyły wątpliwości co do momentu, w którym należy odejść ze stanowisk i w imię zachowania własnej godności odmówić współpracy z władzą, przeważył wreszcie pogląd, że przedstawiciele środowiska powinni wejść do Komisji, i to w liczbie, która będzie mogła przeważyć w głosowaniach. Odbyło się już bowiem pierwsze posiedzenie Komisji poświęcone sprawom proceduralnym. Na posiedzeniu tym przedstawiciele władzy widząc korzystny dla siebie układ liczbowy (3 przedstawicieli środowiska wobec 9 przedstawicieli władzy) postanowili podejmować decyzje personalne w głosowaniach tajnych. Wykorzystując tę decyzję proceduralną i wprowadzając do Komisji odpowiednią liczbę przedstawicieli środowiska można było pokusić się o przegłosowanie w wypadkach prób politycznego usuwania z pracy.

Postanowiono dodatkowo, że przedstawiciele środowiska wycofają się z Komisji jednomyślnie w chwili gdy, mimo decyzji Komisji, ktoś zostanie usunięty.

Nie znam pełnego składu wyłonionych przedstawicieli środowiska do tej Komisji. Weszli do niej m.in. doc. Jerzy Ginter (fizyka), doc. Michał Szulczewski (geologia), dr Stefan Jackowski (matematyka), wyżej wymieniona trójka senatorów i jeszcze parę osób. Namówienie ludzi, by brali udział w tej Komisji, było ogromnie trudne. Nikt bowiem nie chciał uczestniczyć w Komisji, która zgodnie z wytycznymi Ministerstwa miała przeprowadzić czystkę na UW.

Rezultat działalności tej Komisji był przecież w tym momencie całkowicie niewiadomy, szansę obrony środowiska wydawały się znikome, a „plama” na własnym nazwisku za współudział w usunięciu pracowników — niewątpliwa. Co więcej, w środowisku uniwersyteckim, niezbyt powszechnie, ale na pewno w kręgach sterujących sprawami uniwersyteckimi znany był tekst wewnętrznopartyjny z 12 maja 1982, dotyczący kierunku działań w UW (dokument 18). Tekst ten nie pozostawiał złudzeń co do zamierzeń władzy wobec uczelni. Nie pozostawiały ich także wytyczne ministra co do sposobu przeprowadzenia weryfikacji.

Wszystko to stawiało tych, którym proponowano wejście do Komisji weryfikacyjnej, w niebywale trudnej moralnie sytuacji. Skomplikowało ją ogromnie — i to właśnie w wymiarze moralnym — stanowisko zajęte przez „Solidarność” UW w ulotce, którą zaczęto rozpowszechniać w środowisku. Ulotka ta głosiła, że każdy, kto weźmie udział w komisji powołanej przez partyjno-wojskowe władze, staje się kolaborantem, że nazwiska takich osób zostaną napiętnowane w prasie podziemnej i podane do wiadomości zachodnich radiostacji oraz zachodnich środowisk naukowych z sugestią, by nie zapraszać ich na żadne międzynarodowe konferencje, sympozja itp.

Była to presja, której bardzo trudno było przeciwstawiać się dziekanom reprezentującym pogląd zupełnie odmienny: że ci, którzy do tej komisji wejdą, biorą na swoje barki odpowiedzialność za los politycznie zagrożonych i że robią to własnym kosztem, gdyż obrona publiczna ludzi zaangażowanych społecznie w okresie sierpniowym — i to przeważnie przy zaniedbaniu własnej pracy naukowej — może grozić ich własnemu bezpieczeństwu. Niemałym wysiłkiem udało się skompletować przedstawicieli środowiska w komisji, jak i zapobiec rozpowszechnianiu ulotki i opublikowaniu jej w zapowiedzianych środkach przekazu. W efekcie działalności komisji — a może wskutek powołania takiego właśnie jej składu — nikt z pracowników naukowo-dydaktycznych nie został z uczelni usunięty.

Udało się nawet utrzymać w pracy dr Annę Jędrzejkiewicz, aktywną działaczkę „Solidarności”, o której zwolnienie zabiegał intensywnie dziekan Wydziału Rusycystyki, wysoko ustosunkowany członek partii, prof. A. Bartoszewicz. Należała ona bez wątpienia do najbardziej zagrożonych usunięciem pracowników UW.

Działalność przedstawicieli środowiska w Komisji została wsparta stanowiskiem zajętym przez dziekanów i wydziały. Stanowisku swemu dziekani i rady wydziałów zaczęły dawać wyraz pod koniec maja, a więc jeszcze zanim powstała kwestia uczestnictwa w Komisji. Ministerstwo bowiem — oprócz wytycznych — przysłało ankiety personalne, które mieli wypełniać pracownicy. Ankiety zawierały ok. 10 punktów dotyczących przebiegu pracy zawodowej (liczba publikacji, wypromowanych magistrów czy doktorów, udział w sympozjach, konferencjach itp. w okresie ostatnich dwu lat).

Polityka dziekanów i rad wydziałowych w sprawie wypełniania tych ankiet nie była jednolita. Na ogół protestowano przeciwko ich wypełnianiu, motywując faktem, iż jak co roku przegląd kadry został dokonany w lutym i wszystkie dane zostały już złożone, nie ma więc najmniejszego powodu, by przeprowadzać ponownie ten przegląd. Faktem jest, że — jak co roku przegląd lutowy dotyczył nie wszystkich pracowników, lecz tych, którzy podlegają rotacji co jakiś czas zgodnie z ustaleniami ustawy (np, asystenci co 2 lata, adiunkci co 3 itp.). Tym niemniej środowisko broniło się argumentem, że zgodna z literą ustawy rotacja została przeprowadzona w lutym i nie ma podstaw prawnych, by minister zalecał jej powtórzenie. Stanowisku takiemu dali wyraz m.in, dziekani Wydziału Psychologii oraz IPSiR-u (dokument 20). Rada Wydziału Neofilologii zajęła stanowisko merytoryczne wobec próby przeprowadzenia ponownego przeglądu kadry (dokument 21).

Sprawa wypełniania ankiet stała się przedmiotem poważnego sporu, a nawet rozłamu w środowisku. Niektórzy pracownicy odmawiali wypełniania ankiet uważając ten wymóg za bezpodstawny prawnie.

Stali oni na stanowisku, że zgoda na złożenie ankiety jest krokiem w kierunku podporządkowania się arbitralnym wymogom władz, wyrazem psychicznego ulegania zastraszeniu. Inni, całkowicie zgodni z powyższym poglądem, uważali dodatkowo, że władzy zbierającej ankiety przyświeca konkretny cel.

Ankieta, z pozoru zupełnie niewinna, bo dotycząca spraw zawodowych, po wypełnieniu stawała się zbiorem informacji o przebiegu pracy danego człowieka, zbiorem, który jest dla administracji zupełnie nieosiągalny, jeśli nie poda się go samemu. Choć wydawać się to może zgoła nieprawdopodobne, faktem jest, że w uczelniach nie ma możliwości dokładnego prześledzenia szczegółów pracy zawodowej (chyba żeby się szukało w kilkunastu miejscach, co jest bardzo pracochłonne), jeżeli tych szczegółów nie poda sam zainteresowany.

Tak więc złożenie ankiety było w opinii niektórych pracowników złożeniem czegoś w rodzaju „autodonosu” co do przebiegu pracy zawodowej w ciągu ostatnich dwu lat.

Zwolennicy takiego poglądu uważali, że nie należy władzy ułatwiać życia i dostarczać jej informacji, których — jeśli koniecznie chce — może sobie poszukać sama w rozmaitych biurach, np. w Biurze Współpracy z Zagranicą — wyjazdy, w Biurze Spraw Studenckich — liczba prowadzonych zajęć, w dziekanatach — liczba wypromowanych magistrów, itp. Przy bałaganie panującym w aktach uniwersyteckiej administracji nie jest to wcale łatwe. Jednocześnie uważali oni, że celowe jest żądanie władz, by opisać w ankietach działalność naukowo-dydaktyczną za ostatnie dwa lata, kiedy to najbardziej zaangażowani społecznie — a więc dziś najbardziej zagrożeni — bardzo mało, jeśli w ogóle pracowali naukowo.

Wedle zwolenników tej interpretacji intencją władz było wyłowienie przez informacje zawarte w ankietach tych, którzy mało zdziaławszy zawodowo w ciągu ostatnich dwu lat, mogą zostać usunięci z pracy za brak postępów naukowych.

Tym samym władze zyskiwały trudny do obalenia argument, iż usunięcie pracowników z UW powodowane jest troską o poziom kadry i nie ma nic wspólnego z politycznymi poglądami usuwanych. Inni pracownicy uważali przytoczone wyżej argumenty za przesadzone, a nawet wręcz głupie. Twierdzili oni, że ankiety jako politycznie nieszkodliwe należy wypełniać, by nie drażnić władzy odmową, a przez wspomnianą wyżej komisję weryfikacyjną uniemożliwić wyrzucenie z pracy zagrożonych politycznie,

Te rozbieżne postawy doprowadziły do skonfliktowania środowiska.

Jedni ankiety wypełniali, inni — nie. Wypełniający uważali nie wypełniających za ekstremistów, niepotrzebnie i bezcelowo drażniących władze. Nie wypełniający mieli żal do wypełniających za brak postawy, niepotrzebną uległość wobec władz i rozbijanie środowiska.

Na niektórych wydziałach dziekani brali na siebie odpowiedzialność za nieprzekazanie ankiet pracownikom, na innych — dziekani rozdawali ankiety, nie naciskając na ich wypełnienie, ale przez fakt ich rozdania wprowadzając zamęt wśród pracowników, którzy — zwłaszcza ci mniej wprowadzeni w bieg wydarzeń — uważali, że skoro pochodzący z ich wyboru dziekan rozdaje ankietę, to należy ją wypełnić.

Był to na pewno w całym okresie stanu wojennego okres największego rozbicia środowiska.

W efekcie osiem wydziałów zdecydowanie, choć rozmaitymi sposobami, oparło się składaniu ankiet. Były to: matematyka, fizyka, historia, psychologia, IPSiR, neofilologia, biologia oraz filozofia albo chemia.

Postawa tych ośmiu wydziałów okazała się wystarczająca, by uniemożliwić władzom przeprowadzenie weryfikacji politycznej w UW.

Do tego ustępstwa ze strony władz przyczyniło się w dużej mierze i stanowisko komisji sejmowych, zajmujących się ustawą o szkolnictwie wyższym. Komisje sejmowe zaalarmowane przez środowisko faktem mającej nastąpić weryfikacji politycznej, sprzeciwiły się jej mocno jako sprzecznej z nową, dopiero co uchwaloną przez sejm ustawą. Myśl jednak, że gdyby nie opór środowiska uniwersyteckiego, wyrażony lak niewypełnianiem ankiet, jak i wprowadzeniem do komisji własnych rzeczników, weryfikacja taka miałaby miejsce, tak jak je miała na innych polskich uczelniach mimo sprzeciwu komisji sejmowych.

W gruncie rzeczy uniknięto w UW weryfikacji politycznej kosztem utrzymania w pracy wszystkich, nawet tych, których zgodnie z normalnym trybem dorocznej rotacji należało zwolnić z pracy w UW ze względu na nieprzydatność do pracy naukowo-dydaktycznej.

Jedyny wyjątek stanowiła pracowniczka administracyjna Wydziału Psychologii, członkini PZPR, Lewicka, która została usunięta z pracy w UW wskutek nieprzejednanego stanowiska dziekana tego wydziału, doc. J. Grzelaka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: