Jak Berman instalował naukę w Polsce

Jak Berman instalował naukę w Polsce

fragment z: BOHDAN URBANKOWSKI – Berman i jego „oprycznina” -Gazeta Polska 28 lipca 2010

Formalnie Berman był tylko szarym członkiem Politbiura – najpierw PPR, potem PZPR – do roku 1956. W tych samych latach był posłem. Poza tym był, kim chciał. Np. podsekretarzem stanu w Prezydium Rady Ministrów (1945-1950), członkiem prezydium rządu (1950-1952), wicepremierem (1954-1956).

Ważniejsze od podsekretarzowania i formalnych struktur były jednak komisje, jak np. komisja koordynacyjna do spraw wywiadu i kontrwywiadu, którą powołano 2 kwietnia 1947 r. na posiedzeniu Politbiura. W jej skład weszli: Roman Romkowski, Wacław Komar, Józef Olszewski i Eugeniusz Szyr. Przewodniczącym został Berman.

Po zlaniu się robotniczych partii mózgiem komunistycznej opryczniny stała się Komisja Bezpieczeństwa KC PZPR Powołał ją Sekretariat Komitetu Centralnego PZPR 24 lutego 1949 r. Pracowała w składzie: Bolesław Bierut, Jakub Berman, Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Konrad Świetlik, Mieczysław Mietkowski (jednocześnie sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego). Przewodniczącym był oczywiście prezydent państwa – Bierut. Pracą kierował Berman.

Rzeczywisty przywódca „polskiej” kompartii zasiadał w wielu wymyślanych przez siebie komisjach. To była jego broń, jego miotła „oprycznika”, którą wymiatał rywali i przyjaciół. Stwierdzanie zakresu władzy i odpowiedzialności, opierając się na urzędowych tytułach Bermana, graniczy z naiwnością. Nad skamieniałe jak szkielet dinozaura struktury biurokracji Berman przedkładał struktury niezwykle mobilne i niezwykle nowoczesne. …

17 stycznia 1950 r. Biuro Polityczne postanowiło powołać Instytut Kształcenia Kadr Naukowych przy KC. Utworzono wydziały ekonomii politycznej, historii, filozofii. Organizacją zajął się człowiek Bermana Adam Schaff, który konsultował się głównie z nim i Zambrowskim. Ruszono oczywiście z imieniem Stalina na ustach2; Schaff został pierwszym dyrektorem IKKN, honorowym rektorem był Zygmunt Modzelewski. Który z nich był Fejginem, a który Różańskim – do dyskusji. Tak czy inaczej, uczelnią rządziła „oprycznina”. Zauważyli to także radzieccy wizytatorzy.

Według ich raportu (cytowanego przez autorkę) Schaff, Brus i Adler promowali głównie „niepolskich” specjalistów, a „Jadwiga Siekierska w rozmowie z jednym z członków grupy podobno się wyraziła, że „Polacy nie nadają się do pracy naukowej*”3.

Nad uczelnią zawisły chmury, lecz Berman znalazł sposób. Sekretariat Biura Organizacyjnego KC powołał w tej sprawie… komisję, która stwierdziła, że owszem, trochę niedostateczne jest powiązanie pracy Instytutu z życiem partii, że owszem dałoby się trochę podnieść poziom wykładów, ale poza tym jest dobrze. W skład komisji wchodzili: Modzelewski, Werfel, Schaff, Gutt, Hoffman oraz – być może – któryś z przedstawicieli kadry polskiego pochodzenia.

IKKN działał, w 1953 r. Rada Ministrów przyznała Instytutowi prawo nadawania stopnia kandydata nauk, w 1954 r. zmienił nazwę na Instytut Nauk Społecznych.

Wyszkoleni na IKKN naukowcy zajęli wkrótce miejsca wyrzucanych z uczelni filozofów; historyków i ekonomistów. Nawet sensowni do niedawna naukowcy ugięli się pod terrorem. Polonista Stefan Żółkiewski przed omówieniem „Sonetów krymskich” zupełnie serio zaczął omawiać ceny zboża na Krymie – wierząc w decydujący wpływ bazy na nadbudowę.

Mobilnym narzędziem walki były tzw. konferencje. Historię i historyków ustawiła do pionu I Metodologiczna Konferencja Historyków Polskich (28 XII 1951 – 12 I 1951) w Otwocku. Podczas narad zadekretowano, że w Polsce wolno uprawiać tylko naukę opartą na światopoglądzie marksistowskim.

To znaczy taką, która przyjmuje za aksjomat, że nie tylko historia, ale nawet nauka historii w IIRP miary charakter burżuazyjny, antyradziecki, faszystowski.

Do podobnych wniosków dochodziły konferencje filozofów i polonistów.

Książki ważne dla narodowej tożsamości – „Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego”, „Nie-Boska Komedia”, „Król-Duch” zakazane zostały jako wsteczne, Witold Gom­browicz -jako pseudoawangardzista i do tego emigrant, ostatnie wiersze Kazimierza Wierzyńskiego i Jana Lechonia -jako piłsudczykowskie i faszystowskie, „Dwa teatry” Jerzego Szaniawskiego-jako gloryfikacja AK.

Z filozofii wykreślono oryginalnych myślicieli polskich – Henryka Elzenberga i Romana Ingardena -jako idealistów. Z wcześniejszych potępiono Stanisława Brzozowskiego i Edwarda Abramowskiego – pierwszy był prekursorem faszyzmu, drugi agentem burżuazji. Zarzut ten wymyślił jeszcze Berman, popularyzowali jego „oprycznicy” w rodzaju Adama Schaffa i Stefana Żółkiewskiego.

Rodzajem bojowego apelu dla uczonych stał się I Kongres Nauki Polskiej (29VI-2VII1951).Na kongresie tym z inicjatywy Bermana postanowiono powołać PAN w miejsce PAU i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, które zlikwidowano. Akademia powołana została najpierw decyzją Sekretariatu Biura Politycznego, potem ustawą o Polskiej Akademii Nauk z 30 października 1951 r.

Prezesem został Jan Bohdan Dembowski, 63-letni biolog, profesor UL, który urodził się, a nawet skończył studia w Petersburgu. Był autorem książki o Darwinie, poza tym „Historii naturalnej jednego pierwotniaka” (1924 r), „ Psychologii zwierząt” (1946 r.) a zwłaszcza „Psychologii małp” (1946 r.)-W latach 1940-1941 byt wykładowcą kolaboranckiego Instytutu Marksizmu-Leninizmu w Wilnie, w 1944-1947 attache” naukowym przy ambasadzie RP W Moskwie i jednocześnie pracownikiem moskiewskiego Instytutu Biologii Doświadczalnej. I to były największe zasługi.

Berman dawał mu już w 1949 r. nagrodę państwową I stopnia, zrobił go także marszałkiem Sejmu I kadencji (1952-1957), zastępcą przewodniczącego Rady Państwa (1952 r.), a nawet profesorem UW (1952 r.) i przewodniczącym Komitetu Obrońców Pokoju.

Kaligula mianujący konia pierwszym dostojnikiem imperium i sadzający go po swojej prawicy to przy Bermanie tandeciarz.

Kierunkowy plan przedsięwzięć operacyjnych wobec Leszka Kołakowskiego

Kierunkowy plan przedsięwzięć operacyjnych

wobec Leszka Kołakowskiego

w: Piotr Jaroszyński – Nawroty komunistycznych metod . Nasza Polska nr 30, 27.07.2010

Ponieważ w naszym kraju nie przeprowadzono ani dekomunizacji, ani lustracji w środowisku dziennikarskim i akademickim, wobec tego można przypuszczać, że byli pracownicy MSW, jak i pozostający na ich usługach dziennikarze, nie tylko pozostali aktywni po roku 1989, ale również, że utrzymano po dziś dzień metody osaczania lub niszczenia przeciwnika zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego.

W połowie lat 60. Leszek Kołakowski ze względu na swą nieprawomyślność stał się dla rządzących komunistów osobą niewygodną. Mimo iż ciągle był zdeklarowanym marksistą i pozostawał członkiem PZPR, stanowił jednak dla władz pewien problem. Stąd nie tylko doprowadzono do usunięcia go z partii, ale ostatecznie zmuszono też do emigracji. Tyle że nie była to emigracja za chlebem, lecz okazja do objęcia katedr filozofii na Uczących się uniwersytetach świata. Kołakowski mógł przebierać, łącznie z propozycją objęcia we Frankfurcie katedry po Teodorze Adorno, czołowym zachodnim marksiście, do czego zachęcał go znany przedstawiciel Nowej Lewicy, Jurgen Habermas.

Wedle dokumentów zachowanych w IPN Kołakowski, opuszczając Polskę, zobowiązał się do nieatakowania PRL-u. Ale na jesieni 1970 r. starł się publicznie w Londynie z reżimowym ambasadorem. Następnie udzielił w lutym 1971 r. wywiadu zachodnioniemieckiej telewizji, który przedrukował tygodnik „Die Zeit”. Potem paryska „Kultura” wydrukowała tekst Kołakowskiego „Tezy o nadziei i beznadziejności”. Wszystko to MSW uznało za potencjalnie groźny rewizjonizm, w związku z czym zaplanowano podjęcie szeregu akcji, które miały Kołakowskiego zneutralizować.

W tym kontekście ciekawy jest opis metod, jakie zamierzano zastosować, by wygasić ów „destrukcyjny wpływ”. Program noszący tytuł „Kierunkowy plan przedsięwzięć operacyjnych do kwestionariusza ewidencyjnego krypt. »Senator« dot. prof. dr. hab. Leszka Kołakowskiego” (Warszawa 1971, IPN BUiAD 0205/5031. 4) zawierał dwa obszary działania.

Po pierwsze – chodziło o ograniczenie wpływu Kołakowskiego na środowiska twórcze, po drugie – o rozpoznanie jego dalszych planów. Gdy chodzi o punkt pierwszy, to tutaj sugerowano napisanie artykułów typu „pamfletowo-ironicznego”, które by zdyskredytowały jego poglądy i ośmieszyły go jako polityka.

Ponadto zalecano rozsiewanie negatywnych opinii o Kołakowskim jako naukowcu i jako obywatelu PRL, przeciwstawiając jego postawę postawie takich marksistów jak B. Brus czy B. Baczko.

Dalej planowano prowadzenie rozmów „profilaktyczno-ostrzegawczych” z osobami, które, z wyjątkiem najbliższej rodziny, kontaktowały się lub zamierzały kontaktować z Kołakowskim. Następnym krokiem byłaby dokładna inwigilacja korespondencji.

A wreszcie sugerowano zamieszczenie w piśmie zagranicznym artykułu, który by Kołakowskiego „odbrązowił” na tle jego działalności w okresie stalinowskim.

Ta ostatnia metoda miała się okazać skuteczna w przypadku doc. M. Bielińskiej-Hirszowicz. Gdy chodzi o punkt drugi, to w grę wchodziło podsyłanie do Kołakowskiego znanych mu naukowców, których MSW traktowało jako źródła informacji, a także wśród tych kontaktów oddelegowanie jednego tajnego współpracownika, który by nie tylko informował, ale również wpływał na Kołakowskiego.

W sumie cała strategia obejmowała 7 różnych przedsięwzięć, a za ich realizację mieli być odpowiedzialni konkretni pracownicy MSW Dlatego każdy z podpunktów kończył się formułą: „Odpowiedzialny za wykonanie, koordynację lub realizację do dn.” i tu tekst wykropkowany. Cały dokument podpisał kpt. L. Budzikowski, inspektor Wydz, IV Dep. III MSW

Mamy tu przykład skoordynowanej i zaplanowanej akcji, dzięki której ofiara miała zostać osaczona w takim stopniu, aby jej wpływ na środowiska nie tylko polskie, ale również zagraniczne, okazał się mało skuteczny. Władze komunistyczne działały w skali socjologicznie i politycznie dużej, bo tylko taka skala dla nich się liczyła, gdyż mogła być groźna. Kariera czysto naukowa nie miała dla nich znaczenia lub miała znaczenie drugorzędne. Z punktu widzenia władz PRL-u wyjazd Kołakowskiego za granicę był formą politycznej banicji.

Środowiska akademickie paraliżują IPN – 27 lipca mija termin

27 lipca mija termin wyboru zgromadzenia elektorów do wybrania Rady IPN

Radę IPN wybiorą politycy?

Rzeczpospolita, Ewa Łosińska 21-07-2010

http://www.rp.pl/artykul/511562_Rade_IPN_wybiora_politycy_.html

…. IPN otrzymał informacje o wyborze zaledwie pięciu. Poza tym – jak poinformował niedawno p. o. prezesa Instytutu Franciszek Gryciuk – niektóre uczelnie odłożyły to do jesieni. Czyli już po ustawowym terminie.

Jeśli więc zgromadzenie elektorów nie zacznie pracy, nie przedstawi w terminie kandydatów do Rady IPN. A w takiej sytuacji muszą ich wskazać Sejm i Senat. Wpływ na Radę mieliby wówczas wyłącznie politycy, a nie profesorowie.

Czy posłowie zrobią to? Wojciech Wilk (PO), szef podkomisji zajmującej się zmianą ustawy o IPN, mówi, że się nad tym nie zastanawiał. – Na gorąco mogę tylko stwierdzić, że być może trzeba czekać na wybór uczelni albo nawet znowelizować ustawę – rozważa….

Dlaczego większość z 24 instytucji naukowych, mających z mocy ustawy do tego prawo, dotąd nie wybrała elektorów? Prof. Andrzej Paczkowski, członek Kolegium IPN i pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN, uważa, że termin wyboru był nierealny.

Mój instytut zdołał wyłonić kandydatów, ale większość uczelni prowadzących działalność nie tylko badawczą, lecz i dydaktyczną, nie miała na to szans. Ustawa weszła w życie tuż przed sesją egzaminacyjną. Potem zaczęły się wakacje. Większość uczelni nie była w stanie zwołać gremiów mających wyłonić elektorów – tłumaczy prof. Paczkowski w rozmowie z „Rz”.

IPN: zaledwie trzy ośrodki naukowe wskazały elektorów

PAP, RZ/15.07.2010

http://wiadomosci.onet.pl/2198129,11,ipn_zaledwie_trzy_osrodki_naukowe_wskazaly_elektorow,item.html

Jak dotąd tylko trzy ośrodki naukowe wybrały elektorów, mających wskazać kandydatów do przyszłej Rady Instytutu Pamięci Narodowej, która z kolei wyłoni kandydata na prezesa IPN. Wiadomo już, że niektóre uczelnie odłożyły wybór elektorów do jesieni. W sumie elektorów ma być 24.

Informację w tej sprawie przedstawił podczas czwartkowej konferencji prasowej w Katowicach pełniący obowiązki prezesa IPN Franciszek Gryciuk. Tymczasowy szef Instytutu obawia się, że nowe władze mogą być wybrane dopiero w pierwszych miesiącach przyszłego roku.

Dotychczas elektorów wskazały Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu.

– Są sygnały z części uczelni, że wiele z nich ze względu na okres wakacyjny odłożyło wybór elektorów na październik, kiedy rozpoczyna się nowy rok akademicki. To powoduje, że stan przejściowy przedłuża się i trudno powiedzieć, jak długo potrwa – powiedział Gryciuk.

Przypomniał, że znowelizowana ustawa o IPN, zgodnie z którą odbywa się wybór nowych władz Instytutu, daje parlamentowi możliwość wskazania członków Rady IPN (będzie ona pełnić funkcje dawnego kolegium Instytutu) w sytuacji, gdy elektorzy nie będą wyłonieni w ciągu dwóch miesięcy od wejścia w życie ustawy.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o IPN autorstwa PO – która weszła w życie 27 maja br. – prezesa IPN powołuje Sejm za zgodą Senatu zwykłą większością głosów (a nie większością 3/5 głosów, jak wcześniej). Zgromadzenie Elektorów – które ma być wyłonione przez rady wydziałów uczelni mających uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie historii oraz przez trzy instytuty PAN – ma wskazać kandydatów do Rady IPN.

Spośród nich członków Rady ma wybrać Sejm (5 z 10 kandydatów) i Senat (2 z 4 kandydatów). Uczelnie wybierają do zgromadzenia po jednym przedstawicielu, wyróżniającym się wiedzą z historii Polski w 20. wieku. Prezydent RP ma wybrać 2 członków Rady spośród kandydatów zgłoszonych mu przez Krajową Radę Sądownictwa (kandydatów do Rady kolejnych kadencji wskaże też Krajowa Rada Prokuratury).

Według wykazu, ogłoszonego w początku czerwca w rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, do wyboru elektorów uprawnione są: po dwa wydziały KUL w Lublinie i UAM w Poznaniu oraz po jednym wydziale – Uniwersytet Warszawski i Jagielloński, uniwersytety we Wrocławiu, Toruniu, Gdańsku, Lublinie, Łodzi, Opolu, Rzeszowie, Szczecinie, w Katowicach, Bydgoszczy, Olsztynie, Zielonej Górze, Kielcach oraz Uniwersytet im. kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Uniwersytet Papieski w Krakowie, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie oraz instytuty PAN – Historii, Historii Nauki oraz Studiów Politycznych.

Paraliż l PN – Andrzej Grajewski, Gość Niedzielny, 25.07.2010

Środowiska akademickie nie wyło­niły swych przedstawicieli, elekto­rów, którzy powinni wybrać nowe władze IPN….

P.o. prezesa dr Franciszek Gryciuk (na zdjęciu) powiedział: „Są sygnały z części uczelni, że wiele z nich ze względu na okres wakacyjny odłożyło wybór elektorów na październik, kiedy rozpoczyna się nowy rok akademicki. To powoduje, że stan przejściowy przedłuża się i trudno powiedzieć, jak długo potrwa. Pojawiają się opinie, że realny czas wyboru prezesa Instytutu to styczeń, luty, a może nawet wiosna roku przyszłego. Naturalnie nie jest to dobre dla Instytutu”, jego zdaniem, w sytuacji przejściowej trudno przygotowywać strategiczne założenia i plany działania Instytutu na przyszły rok.

O możliwości zaistnienia takiej sytuacji wielokrotnie w „Gościu” pisałem, ostrzegając, że środowiska naukowe, które swego czasu podniosły bunt przeciwko lustracji teraz wykorzystają nowelizację ustawy, aby paraliżować prace Instytutu, co właśnie ma miejsce.

Andrzej Grajewski

Kołakowski w potrzasku

Kołakowski w potrzaskuPiotr Jaroszyński

– Kołakowski po roku 1956 zaczął przeciwstawiać się socjalizmowi w wersji sowieckiej. Można tylko się dziwić, że przebudzenie przyszło tak późno, bo przecież znał realia polskie okresu stalinowskiego, zarówno gdy chodzi o bezwzględną walkę z tymi, którzy reprezentowali idee II Rzeczypospolitej, jak i walkę na uczelniach – napisał o Leszku Kołakowskim w 29 nr „NP” Piotr Jaroszyński.

Ponieważ ciągle kluczymy w różnych odmianach PRL-u, a odrodzonej Rzeczypospolitej jak nie było, tak nie ma, więc warto robić remanent nie tylko polityczny, ale również intelektualny. Być może patrzymy na naszą powojenną przeszłość za płytko i dlatego każda próba głębszej zmiany kończy się fiaskiem. Aby zrozumieć przeszłość, nie wystarczy patrzeć na urzędników, kto był sekretarzem, kto premierem, a kto ministrem, lecz również musimy przyjrzeć się wpływowym intelektualistom, co myśleli i jakie były ich losy. Do tych ostatnich należy z pewnością Leszek Kołakowski, znany bardziej jako kontestator marksizmu, a mniej jako jego zagorzały zwolennik.

By nie narazić się na zarzut manipulacji faktami, na wszelki wypadek oddajmy mu głos: „Po wyzwoleniu zdałem w 1945 r. maturę eksterialną [sic!] i wstąpiłem na Uniwersytet Łódzki Wydział Humanistyczny sekcję filozofii. Ukończyłem studia w 1950 r. W ciągu całego okresu studiów zajmowałem się czynnie pracą polityczną jako członek PPR i członek kierownictwa partyjnej organizacji akademickiej oraz członek AZWM „Życie”, członek Zarządu Głównego tej organizacji, wiceprzewodniczący organizacji łódzkiej”.

Warto zaznaczyć, że działając w owym komunistycznym Akademickim Związku Walki Młodych, Kołakowski  udzielał się w najbardziej radykalnej jego frakcji, nazwanej od nazwiska Feliksa Dzierżyńskiego – dzierżyńszczakami.

Po przeniesieniu do Warszawy Kołakowski pracuje „w szkole partyjnej, potem jako asystent przy katedrze materializmu dialektycznego UW oraz jako pracownik redakcji »Nowych Dróg«”.

Dalej pisze, że był „członkiem władz partyjnych organizacji pracowników naukowych U.W.”. W roku 1950 przebywa trzy miesiące w Moskwie „wysłany przez KC PZPR w celach naukowych”.

Takie informacje możemy znaleźć we własnoręcznie napisanym życiorysie sporządzonym 20 lipca 1955 r. (IPN 0204, 503, t. 1, s. 45-46). Jak widzimy, formacja intelektualna młodego adepta filozofii była zdecydowanie czerwona, tak czerwona, że mając zaledwie 23 lata, znalazł się na stażu w samej Moskwie. Musiał to być staż naukowo cenny, zwłaszcza że były to ciągle lata stalinowskie, a Stalin przecież jeszcze żył.

Dalsza kariera filozoficzna Kołakowskiego była niezwykle błyskotliwa, zdobył rozgłos na całym świecie i to nie tylko wtedy, gdy opuścił już Polskę (1968), by wykładać w Kanadzie (University McGill), w Stanach Zjednoczonych (Berkeley), w Anglii na Oxfordzie, ale także wcześniej, gdy był marksistą i członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Kołakowski wcale nie oddał dobrowolnie legitymacji partyjnej (nie „rzucił” legitymacji na znak protestu), lecz został jej pozbawiony, mimo swoich sprzeciwów, przez specjalnie do tego celu powołaną przez KC komisję (1966). Jako członek partii i marksista Kołakowski utrzymywał rozliczne kontakty w świecie, publikowano jego artykuły i książki, zapraszano na konferencje.

Dlaczego Zachód był tak zainteresowany Kołakowskim?

Odpowiedź jest prosta: Kołakowski po roku 1956 zaczął przeciwstawiać się socjalizmowi w wersji sowieckiej. Można tylko się dziwić, że przebudzenie przyszło tak późno, bo przecież znał realia polskie okresu stalinowskiego, zarówno gdy chodzi o bezwzględną walkę z tymi, którzy reprezentowali idee II Rzeczypospolitej, jak i walkę na uczelniach, w których sam jako młody właściwie politruk brał udział, przyczyniając się m.in. do wyrzucenia z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Władysława Tatarkiewicza.

Koniec końców Kołakowski zmienił front, ale nadal pozostawał zwolennikiem… socjalizmu. Wedle zachowanych kopii nasłuchu audycji Radia Wolna Europa z 29 sierpnia 1971 r. możemy się dowiedzieć, że w „roku 1966 już na Zachodzie pisał, że idea socjalizmu należy do największych wartości naszej kultury, nie bacząc na to, jak często była kompromitowana” (ibid., s. 30).

W tym świetle jasne staje się, że gdy Kołakowski pozwalał sobie na krytykę socjalizmu sowieckiego, to wcale nie oznaczało to negacji socjalizmu jako takiego. Natomiast tym, co myśliciel ów krytykował ze szczególną bezwzględnością, był nacjonalizm, szowinizm i antysemityzm. Stąd właśnie taka a nie inna jego droga życiowa. Najpierw pełna wiara w komunizm, potem stopniowy krytycyzm, a następnie szukanie idealnej wersji ideologii, ale nie religii. „Niechęć do wszelkiego nacjonalizmu i uznanie marksizmu jako teorii uniwersalizmu humanistycznego, zaprowadziły go, jak wielu rówieśników, w roku 1945 w szeregi partyjne. Ta wiara sprawiała, że uważał również niejeden akt przemocy jako obiektywnie niezbędny i konieczny. Uznawał również istnienie wszechwiedzącego ośrodka, był – jak stwierdzał – z początkiem lat pięćdziesiątych stalinistą czystej wody. Odtruwanie nadeszło stopniowo, ale niepowstrzymanie” (ibid.).

Pierwszy stopień odtrucia miał miejsce już w latach 1949 i 1950, gdy w Związku Sowieckim narastał szowinizm i „otwarty antysemityzm radzieckiej propagandy”. Ale, jak czytamy, „nie mógł jeszcze wówczas dostrzec, że przemoc nie może przynieść wolności, a terror sprawiedliwości. Do tego wniosku doszedł on dopiero w roku 1956”.

Jak na inteligenta tej miary, to owo przebudzenie jednak trwało trochę przydługo, przynajmniej 11 lat. Czyżby brakowało przesłanek, a oczy był zamknięte na rzeczywistość, czy może wiara w ideologię była tak silna, że rzeczywistość ukazywała się wyłącznie w jej świetle, zmieniona, zdeformowana, a przecież usiana milionami ofiar w całym bloku komunistycznym.

Jednak dla wielu intelektualistów, w tym pisarzy, naukowców, filozofów, poetów, nie wyłączając noblistów, ideologia była silniejsza od rzeczywistości. Chyba że złożymy wszystko na karb młodości. Tylko czy to nie będzie za proste, zwłaszcza że pracując dla systemu, niszczyli swoich rówieśników, równie młodych albo jeszcze młodszych, utalentowanych, pięknych…

Warto postudiować materiały zgromadzone w Instytucie Pamięci Narodowej na temat elit z czasów PRL-u, nie tylko elit politycznych, ale właśnie intelektualnych, nie po to jednak, żeby uprawiać tanią krytykę, lecz żeby lepiej rozumieć, kto, kiedy i jak nam ten ustrój budował, by znaleźć odpowiedź, dlaczego do dziś nie możemy się pozbierać.

Piotr Jaroszyński
Artykuł ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” nr 29 (768) z 20 lipca 2010 r.

Dyrektorzy Narodowego Centrum Nauki i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – do lustracji

Senat poparł nowelę dot. przepisów wprowadzających reformę nauki

PAP – Nauka w Polsce

Senat poparł w czwartek nowelizację ustawy dotyczącej przepisów wprowadzających ustawy reformujące system nauki.Nowela zakłada m.in., że dyrektor Narodowego Centrum Nauki – jako osoba pełniąca funkcję publiczną – będzie musiał składać oświadczenie lustracyjne.

Senatorowie jednomyślnie poparli nowelizację. Ich zdaniem, ustawa, którą wcześniej uchwalił Sejm, nie budzi zastrzeżeń.

Nowelizacja wprowadza porządkujące zmiany o charakterze techniczno-legislacyjnym. Jej celem jest uwzględnienie w ustawie lustracyjnej konsekwencji związanych z nowymi przepisami ustaw reformujących system nauki.

Koryguje podwójną numerację i wprowadza do katalogu osób pełniących funkcje publiczne dyrektora Narodowego Centrum Nauki, jego zastępców oraz zastępców dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

To oznacza, że będą musiały składać oświadczenia lustracyjne, a w przypadku stwierdzenia ich niezgodności z prawdą, osoby te zostaną pozbawione pełnionych przez nie funkcji publicznych.

Symbioza SB, PZPR i władz uczelnianych u schyłku PRL (przykład kielecki)

Symbioza SB, PZPR i władz uczelnianych u schyłku PRL

(przykład kielecki)

fragmenty tekstu: Edyta Krężołek – Aparat bezpieczeństwa wobec środowiska naukowego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Kielcach w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych

w: Stłamszona nauka? Inwigilacja środowisk akademickich i naukowych przez aparat bezpieczeństwa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, pod red. Piotra Franaszka, Warszawa 2010

Z chwilą powstania w Wyższej Szkole Pedagogicznej Komisji Zakłado­wej NSZZ „Solidarność” w październiku 1980 r. – w ocenie Służby Bez­pieczeństwa – właściwe funkcjonowanie uczelni zostało „w poważnym stopniu zagrożone”34. Według informacji Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Kielcach, na 1600 pracowników WSP oraz Politechniki Świętokrzyskiej blisko połowa należała do „Solidarności” (byli to przede wszystkim pra­cownicy administracji, inżynieryjno-techniczni i młodzi pracownicy na­ukowi)35. 28 listopada 1980 r. w wyniku przeprowadzonych wyborów prze­wodniczącym KZ NSZZ „Solidarność” w WSP został Tadeusz Moszyński. natomiast wiceprzewodniczącymi dr Józef Płoskonka i Eugeniusz Groma­da36. W maju 1981 r. dzięki poparciu związku na nowego rektora uczelni wybrano prof. Henryka Jurkiewicza.

Wprowadzenie 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego sprawiło, że władze dokonały oceny sytuacji w kieleckim środowisku akademickim. Pierwszym jej efektem było internowanie 14 pracowników oraz 8 studentów z WSP i Politechniki Świętokrzyskiej37. W ramach akcji „Jodła” internowani zo­stali trzej pracownicy naukowi Wyższej Szkoły Pedagogicznej – Eugeniusz Gromada, dr Józef Płoskonka i dr Stanisław Żak. W ciągu kolejnych dni przeprowadzone zostały także rozmowy z 23 kolejnymi osobami. Zakoń­czyły się one odosobnieniem następnych trzech pracowników WSP (Miro­sława Grygo, Klementyny Helis, doc. dr hab. Wandy Pomianowskiej)38.

Kolejnym etapem działań podejmowanych przez władze po 13 grudnia 1981 r. wobec pracowników uczelni była analiza ich postaw. Dokonując jej, brano przede wszystkim pod uwagę „zaangażowanie w działalność związ­kową w ramach »Solidarności«, destrukcyjny wpływ na współpracowni­ków i studentów, dezorganizację prawidłowego funkcjonowania uczelni itp.”39 Szczególny nacisk położony miał być na przegląd stanowisk kie­rowniczych – w stosunku do najważniejszych zdecydowano zresztą dosyć szybko, że zarówno rektor, jak i pierwszy sekretarz Komitetu Uczelnianego PZPR zachowają swoje funkcje. Realizując swoje plany, Służba Bezpie­czeństwa współdziałała z komisarzem wojskowym, a także wymieniała „poglądy i spostrzeżenia” z rektorem prof. Henrykiem Jurkiewiczem oraz „aktywem społeczno-politycznym” uczelni40.

W wyniku rozmów z przedstawicielami SB 18 stycznia 1982 r. rektor Jurkiewicz przedstawił kierownictwu Wydziału III KW MO propozycje zmian personalnych na uczelni.

Według ppłk. Stanisława Kwietniewskiego, naczelnika tegoż wydziału, w większości przypadków miały one uwzględ­niać stanowisko SB.

Postanowiono odwołać z kierowniczych stanowisk 13 osób, uwzględniając ich działalność w NSZZ „Solidarność”, postępowanie pozostające w sprzeczności z dobrym imieniem nauczyciela akademickiego i interesem uczelni, wywieranie negatywnego wpływu na stud­entów i współpracowników, prezentowaną postawę społeczno-polityczną i stronę etyczno-moralną.

Do Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki przesłano ponadto wniosek o rozwiązanie z dniem 31 stycznia 1982 r. stosunku pracy z doc. dr. hab. Eligiuszem Kozłowskim z Instytu­tu Historii (powodem miało być naruszenie dyscypliny pracy41). Również z końcem stycznia planowano rozwiązać umowę z zatrudnioną na pół etatu w Instytucie Historii doc. dr hab. Aliną Kowalczyk. Kolejna decyzja dotyczyła byłej internowanej, Wandy Pomianowskiej, której postanowiono nie zatrudniać ponownie po wygaśnięciu umowy w dniu 30 września 1982 r. Osoby te, prezentujące (według władz) negatywną postawę, określone zo­stały mianem „przeciwników socjalizmu i PRL”. Do końca września plano­wano wręczyć wypowiedzenia kolejnym trzem osobom, a cztery przenieść na inne stanowiska42.

W styczniu 1982 r. do nauczycieli akademickich, „których postawy polityczne budzą wiele zastrzeżeń”, zaliczano: Tadeusza Moszyńskiego, dr. Stanisława Styrcza, Janusza Zawadzkiego, Edwarda Dą­browskiego, dr Irenę Furnal, Krzysztofa Skupieńskiego, Lecha Stępkowskiego, Jerzego Osieckiego, Tadeusza Kubickiego, dr Barbarę Stachurską, Justynę Gągol, Jadwigę Broniś, dr Alicję Malik43.

Szczegóły zmian personalnych, jakie nastąpiły w WSP po 13 grud­nia 1981 r., przybliża pismo Komitetu Uczelnianego PZPR do Wydziału Nauki, Oświaty i Kultury KW PZPR w Kielcach. Stwierdzono w nim, że z powodu rezygnacji z funkcji prorektora prof. dr. hab. Zdzisława Czar­nego i doc. dr. Tadeusza Latowskiego, na wakujące stanowiska powoła­no doc. dr. Stanisława Cieślińskiego oraz doc. dr. hab. Jana Pacławskiego. Z kolei z funkcji prodziekana Wydziału Humanistycznego zrezygnował (ze względu na stan zdrowia) doc. dr hab. Marian Jurkowski, a jego miejsce za­jął dr Mieczysław Markowski, adiunkt w Instytucie Historii. Ze stanowiska wicedyrektora Instytutu Biologii odwołano (za niedopełnienie obowiązków służbowych) dr. Marka Tomkowa. Za „nieudolność kierowania” jednym z zakładów w Instytucie Filologii Polskiej odwołano także doc. dr. Rafała Leszczyńskiego44. W rzeczywistości prorektorzy Latowski oraz Czarny zo­stali odwołani z zajmowanych stanowisk, ponieważ „nie dawali gwarancji właściwego wykonywania obowiązków służbowych”45. Przyczyny pozo­stałych zmian personalnych nie zostały bliżej sprecyzowane, nie sposób zatem odpowiedzieć na pytanie, czy u ich podłoża nie znalazły się powody natury politycznej.

W stosunku do niektórych pracowników naukowych WSP zarzuty były formułowane wprost i to na ich podstawie dokonywano zmian kadrowych. Za działalność „przeciwko postanowieniom dekretu o stanie wojennym” ze stanowiska dyrektora Biblioteki Głównej WSP odwołano Klementynę Helis, która przeszła na emeryturę (zastąpił ją doc. dr hab. Zenon Guldon, pracownik naukowy Instytutu Historii). Z kolei za aktywną działalność związkową w „Solidarności” oraz za niestawienie się do pracy w myśl postanowień dekretu o stanie wojennym zwolnieni mieli zostać Ewa Kaszycka, Jadwiga Konopacka oraz Zbigniew Zając. Ministerstwo Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki nie zatwierdziło jednak wniosku rektora w tej sprawie.

Od prowadzenia zajęć dydaktycznych odsunięto natomiast dr. Stanisława Styrcza, którego przeniesiono na stanowisko pracownika naukowo-badawczego w Instytucie Chemii46.

Według oceny Komitetu Uczelnianego PZPR, ewentualnego zagrożenia spodziewano się ze strony pracowników instytutów Geografii i Fizyki, skąd wywodziło się kierownictwo KZ „Solidarność” i NZS, a najwięcej człon­ków PZPR oddało legitymacje partyjne. Uznano, iż są to osoby „wrogo nastawione do obecnej rzeczywistości”47.

W czasie stanu wojennego zróżnicowane postawy występowały zresztą także wśród kadry kierowniczej Wyższej Szkoły Pedagogicznej oraz członków PZPR. Co prawda rektor, prorektorzy i dziekani oceniani byli pozytywnie, ale wśród dyrektorów nie­których instytutów (szczególnie Fizyki, Biologii, Chemii) dało się zauwa­żyć postawę wyczekującą. Na przykład dyrektor Instytutu Fizyki Krystyna Małuszyńska, mimo niezaprzeczalnych zasług w rozwoju instytutu, miała według władz doprowadzić do podziału wśród pracowników, a jej bierna postawa umożliwiła powstanie Niezależnego Zrzeszenia Studentów oraz NSZZ „Solidarność”. Kierowana przez Małuszyńska placówka stała się „ośrodkiem wystąpień przeciwko partii i władzy ze strony pracowników i studentów”48.

Na początku lutego 1982 r. do rektora Jurkiewicza wpłynęła z kolei proś­ba o podjęcie starań w sprawie powrotu do pracy internowanego w dalszym ciągu dr. Stanisława Żaka. Jej autorami byli: dr Jerzy Rutkowski, przewod­niczący OOP PZPR w Instytucie Filologii Polskiej, prof. Michał Jaworski (dyrektor instytutu) oraz doc. Zdzisław Adamczyk (wicedyrektor). Mimo iż dr Żak nie był członkiem partii, a jego aktywność religijna była powszech­nie znana, podkreślali jego zasługi dla rozwoju instytutu49.

Innego interno­wanego, Mirosława Grygo, bronili natomiast członkowie egzekutywy OOP PZPR w Instytucie Psychologii. Na początku lutego 1982 r., na jednym z posiedzeń, skrytykowali postępowanie I sekretarza KU PZPR doc. Kowa­lika. Zarzucali mu, że „nie wykazuje żadnej inicjatywy w kierunku obrony internowanego pracownika tego instytutu”. Władze wydawały się najbar­dziej poirytowane faktem, iż ujmując się za naukowcem, członkowie PZPR nie podnosili kwestii jego złego stanu zdrowia. Świadczyć to miało zatem o aprobacie lub co najmniej braku reakcji na poglądy „daleko odbiegające od tych, które winni oni prezentować”50.

O zajmowaniu przez niektórych naukowców postaw wyczekujących może również świadczyć sprawa obsadzenia dwóch wakujących stanowisk:

prorektora ds. inwestycji i remontów oraz prorektora ds. nauki.

Co prawda rektor Jurkiewicz zaakceptował wysunięte przez SB kandydatury, ale kan­dydaci odmówili objęcia tych stanowisk51.

Z każdym mijającym miesiącem stanu wojennego sytuacja w WSP się stabilizowała. Do końca kwietnia 1982 r. wszyscy internowani pracownicy uczelni znaleźli się na wolności. Jednak w maju, na fali ogólnopolskich demonstracji., w uczelni doszło do sytuacji, która mogła spowodować „zainspirowanie kieleckiego środowiska akademickiego do destrukcyjnej działalności politycznej”52. 6 maja 1982 r. pracownik Instytutu Fizyki WSP dr Leszek Tarasiuk podczas zajęć ze studentami U i III roku zachęcał do wzięcia udziału w akcji protestacyjnej planowanej na 13 maja53.

14 maja 1982 r. Prokuratura Rejonowa w Kielcach przedstawiła dr. Tarasiukowi zarzut, iż „w okresie od końca kwietnia do dnia 6 maja 1982 r. w Warszawie i Kielcach, będąc członkiem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego »Solidarność«, którego działalność została zawie­szona, nie odstąpił od udziału w takiej działalności przez to, że uczestni­czył w dniu 3 maja tego roku w Warszawie w ulicznej demonstracji i jako nauczyciel akademicki w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach pod­czas zajęć dydaktycznych z grupą kilkunastu studentów demonstracyjnie prezentował w ich obecności transparent z napisem »Solidarność« oraz na­woływał ich do uczestnictwa w akcji protestacyjnej, planowanej na dzień 13 maja 1982 r. i tym samym do przeciwdziałania obowiązującym w okresie stanu wojennego przepisom prawa”54. Tego samego dnia naukowiec został tymczasowo aresztowany55.

W czasie śledztwa Tarasiuk nie przyznał się do zarzuconego mu przestępstwa. 9 czerwca 1982 r. prokurator Kazimierz Bińkowski wniósł przeciwko niemu akt oskarżenia o czyn z art. 46 ust. l dekretu z 12 grudnia 1981 r. i art. 282 kk w związku z art, l O § 2 kk56. Po rozpatrzeniu w dniach 21 i 28 czerwca 1982 r. sprawy, 30 czerwca Sąd Wojewódzki w Kielcach (w składzie: Stanisław Stępień, Stanisław Stożek, A. Zarzycki) wydał wyrok. Odstępując od stosowania trybu doraźnego, uznał Leszka Tarasiuka za winnego zarzuca­nych mu czynów i skazał na jeden rok pozbawienia wolności oraz 1800 zł grzywny oraz obciążył kosztami przeprowadzonego postępowania”.

Jesienią 1982 r. sytuacja w środowisku akademickim WSP była ustabi­lizowana. Przeprowadzona na przełomie maja i czerwca tegoż roku weryfi­kacja kadr umożliwiła odsunięcie niewygodnych pracowników. Oskarżenie j skazanie dr. Tarasiuka unaoczniło naukowcom, jakie konsekwencje może przynieść zaangażowanie w działalność antypaństwową. Na wolności znaj­dowali się już wszyscy internowani pracownicy uczelni oprócz dr. Stanisła­wa Żaka.

Wydaje się, iż środowisko naukowe żyło w tym czasie problema­mi dnia codziennego – notowano komentarze dotyczące podwyżek płac dla nauczycieli akademickich, wysokich kosztów utrzymania, nieuregulowanej polityki cen oraz braku perspektyw na poprawę sytuacji w tym zakresie5*. Służba Bezpieczeństwa nie przewidywała co prawda, że pracownicy nauko­wi WSP włączą się w akcje protestacyjne-solidarnościowe, ale w dalszym ciągu kontrolowała operacyjnie osoby znane wcześniej z negatywnych po­staw, „co do których istnieje przypuszczenie, że w sprzyjających okolicznoś­ciach mogą angażować się do nielegalnej działalności”59. W październiku 1982 r. uczelniana komisja ds. przeglądu kadrowego przygotowała wykaz nauczycieli akademickich przewidzianych do zwolnienia. Wśród 30 wymie­nionych naukowców znalazły się osoby prowadzące działalność związko­wą (m.in. dr Leszek Tarasiuk, dr Stanisław Żak, Mirosław Grygo, dr Józef Płoskonka) oraz popierające „Solidarność” mimo przynależności do PZPR i sprawowania funkcji kierowniczych (doc. Krystyna Małuszyńska)60.

Wydaje się, że od początku 1983 r. sytuacja stopniowo się normalizowa­ła. Wszyscy internowani pracownicy WSP znajdowali się już na wolności. Do prowadzenia zajęć dydaktycznych kierownictwo uczelni dopuściło tyl­ko Eugeniusza Gromadę. Doktor Płoskonka i dr Żak, mimo że pozostawali pracownikami uczelni, zostali od nich odsunięci. Mirosław Grygo czynił starania o wyjazd wraz z całą rodziną do Kanady. Klementyna Helis została przeniesiona na emeryturę, a doc. Wandzie Pomianowskiej nie przedłużono umowy o pracę01. SB nie notowała przypadków angażowania się pracow­ników WSP w działalność antysocjalistyczną. Władze z niezadowoleniem przyjmowały natomiast pojawiające się głosy współczucia dla osób zwol­nionych z uczelni oraz poparcia dla tych, które odwoływały się od decyzji rektora do Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki62.

W wyniku rozeznania sytuacji prowadzonego w połowie lat osiemdzie­siątych przez Służbę Bezpieczeństwa w środowisku naukowym stwier­dzono możliwość wystąpienia w WSP negatywnych zjawisk, takich jak utrudnianie rozwoju działalności związków zawodowych (m.in. przez bojkot), wspieranie inicjatyw „Solidarności” (bojkot wyborów do Sejmu PRL, upamiętnianie Sierpnia 1980 r.), zwiększanie się wpływu Kościoła katolickiego na pracowników63.

Mimo że od zakończenia stanu wojennego nie notowano negatywnych zdarzeń o podłożu politycznym, dostrzegano sytuacje wzbudzające niezadowolenie aparatu bezpieczeństwa. Zaliczano do nich przede wszystkim stałe kontakty pracowników WSP z duchowień­stwem katolickim. Doktor Stanisław Żak, dr Józef Płoskonka i dr Barbara Braun mieli bardzo często uczestniczyć w uroczystościach religijnych, a swoją postawą pod tym względem destrukcyjnie oddziaływać na innych pracowników uczelni. Mocno związana ze środowiskiem kościelnym była także według SB grupa pracowników Instytutu Geografii (doktorzy: Bolesław Kowalski, Ignacy Janowski, Kazimierz Kwiatkowski, Andrzej Mochoń i Czesław Rzepa), którzy znaleźli poparcie u dyrektora instytu­tu prof. Henryka Jurkiewicza.

Kierownictwo uczelni zostało przez aparat bezpieczeństwa zobligowane do zwrócenia na te osoby szczególnej uwagi w czasie przeprowadzanej weryfikacji kadr.

Natomiast 22 grudnia 1986 r. SB przeprowadziła z dr. Żakiem (w obecności prorektora WSP ds. dydak­tyki Jana Mityka) rozmowę ostrzegawczą. W jej trakcie naukowiec został poinformowany, że w przypadku kontynuowania swej działalności będzie dyscyplinowany przez Służbę Bezpieczeństwa64.

Obawy władz budziły także pojawiające się wśród pracowników nauko­wych krytyczne komentarze dotyczące kwestii ekonomicznych. Pomimo regulacji płac ponownie notowano wśród pracowników WSP niezadowolenie z wysokości zarobków, co miało powodować np. niechęć do podejmowania działalności społecznej. Ostrą krytykę powodowała też sytuacja lokalowa uczelni (w niektórych instytutach w zimie przerywano zajęcia z uwagi na zbyt niską temperaturę w budynkach)55.

Jeszcze w 1986 r. w WSP pracowało 14 osób, które w latach 1980-1981 pełniły funkcje organizacyjne w „Solidarności”. Cały czas kontrolowano je operacyjnie, ale nie potwierdzono przypadków prowadzenia jakiejkolwiek działalności opozycyjnej. Oceniano nawet, że byli działacze „Solidarności” z obowiązków wywiązują się bez zastrzeżeń i cieszą się pozytywną opinią u przełożonych66.

Szczególnie dokładnie Służba Bezpieczeństwa przyglądała się trzem osobom z tej grupy – dr. Stanisławowi Żakowi, dr Barbarze Braun oraz Andrzejowi Mochoniowi, którzy utrzymywali ścisłe kontakty ze środo­wiskiem kościelnym. Z tego powodu właśnie przed planowaną pod koniec 1986 r. akcją oceny nauczycieli akademickich SB przeprowadziła rozmowy z przedstawicielami kierownictwa uczelni. W ich wyniku wymienieni pra­cownicy otrzymali „negatywne oceny z uwagi na brak jakichkolwiek wy­ników działalności społeczno-wychowawczej w uczelni, jak również ze względu na znaną, niemającą wiele wspólnego z akademicką działalność poza uczelnią”67.

Wobec dr. Żaka podjęto również decyzję o nieprzedłużaniu z nim stosunku pracy, który upływał 30 września 1987 r.6S Cała grupa 14 naukowców miała pozostawać cały czas w polu zainteresowania SB oraz kierownictwa uczelni, bez względu na to, czy podejmują jakąkolwiek nega­tywną działalność, czy też nie. Nacisk położono ponadto na dokumentowanie wszelkich okoliczności kompromitujących bądź obciążających te osoby69.

Pod koniec lat osiemdziesiątych działania SB koncentrowały się wokół utrzymania na uczelni istniejącego stanu rzeczy. Dzięki prowadzonej współ­pracy z kierownictwem uczelni nie dopuszczano do zatrudniania w WSP osób znanych z negatywnych postaw (takich przypadków było w 1985 r. 14, w 1986 r. – 8, w 1987 r. – 2)70. Natomiast pracownicy uczelni w tym czasie byli przede wszystkim pochłonięci problemami dnia codziennego. Wśród notowanych komentarzy dominowały bardzo krytyczne uwagi do­tyczące sytuacji ekonomicznej w kraju71. Nie dziwi wobec tego, że w opra­cowanej na początku 1989 r. w Wydziale III WUSW w Kielcach prognozie rozwoju sytuacji w przypadku zarejestrowania „Solidarności” nie spodzie­wano się podejmowania inicjatyw natury politycznej. Ewentualna działal­ność związku miała iść w kierunku rozwiązywania problemów nurtujących środowisko od lat (poprawa sytuacji socjalno-materialnej uczelni oraz jej pracowników czy też sprawiedliwa polityka podziału nagród i odznaczeń). Dopiero w późniejszym okresie przewidywano pojawienie się żądań o rehabilitację pracowników uczelni i studentów internowanych w czasie stanu wojennego’

* * *

Cała działalność aparatu bezpieczeństwa wobec Wyższej Szkoły Pedago­gicznej w Kielcach obliczona była na uzyskanie pełnej kontroli nad uczelnią.

W porównaniu z większymi i starszymi ośrodkami uniwersyteckimi w kra­ju wydaje się, że lokalne służby zadanie to miały nawet ułatwione. Szkoła, powstała w 1969 r. na bazie Studium Nauczycielskiego, nie miała oparcia w historii czy tradycji, do połowy lat siedemdziesiątych trwał zresztą jeszcze proces jej organizowania. Zarówno środowisko naukowe, jak i studenckie nie było skonsolidowane, Służba Bezpieczeństwa miała więc spore możliwo­ści doboru kadry naukowej, z czego skwapliwie korzystała, uniemożliwiając „nieodpowiednim” naukowcom podjęcie pracy w Kielcach.

Sieć agenturalna, która była jednym z istotniejszych elementów kon­troli nad uczelnią, musiała być na początku lat siedemdziesiątych tworzo­na od podstaw. W wyniku systematycznego pozyskiwania pracowników i studentów na początku lat osiemdziesiątych Wydział III KW MO w Kiel­cach dysponował 22 agentami (w tym 5 naukowcami) oraz 11 kontaktami operacyjnymi wykorzystywanymi w sprawie obiektowej „Alfa”. W 1987 r. Wyższą. Szkołę Pedagogiczną „zabezpieczało” 35 tajnych współpracowni­ków (14 spośród kadry, 14 studentów, 5 z administracji i 2 pracowników poligrafii), 3 kontakty operacyjne J aż 80 kontaktów służbowych.

W celu stałego kontrolowania sytuacji na WSP i zapobiegania potencjal­nym zagrożeniom Służba Bezpieczeństwa na bieżąco utrzymywała kontakt z kierownictwem uczelni, uczelnianymi i wojewódzkimi władzami partyj­nymi oraz aktywem SZSP. Na bieżąco informowani byli oni o rozwoju sy­tuacji w środowisku akademickim i angażowaniu się poszczególnych osób w działalność opozycyjną73.

Oprócz tego organizowano spotkania kierownictwa Służby Bezpieczeń­stwa KW MO z kadrą kierowniczą uczelni. W czasie jednej z takich narad, przeprowadzonej w roku akademickim 1977/1978, przedstawiano władzom WSP działalność opozycji w celu „zwracania większej uwagi w pracy wychowawczej i dydaktycznej na szkodliwość działalności grup antysocjalistycznych”74. Szczególnie wiele uwagi poświęcono wtedy Studenckiemu Komitetowi Solidarności, mimo iż rozpoznanie operacyjne ujawniło tylko pojedyncze przypadki nawiązywania kontaktów z przedstawicielami SKS przez studentów i pracowników naukowych kieleckiej uczelni. Nie miały one szerszego zasięgu.

Od chwili powstania w październiku 1980 r. w WSP „Solidarności” znacznie się zwiększyła możliwość powstawania inicjatyw o charakterze opozycyjnym wobec władzy państwowej. Służba Bezpieczeństwa sama stwierdziła, że właściwe funkcjonowanie uczelni zostało „w poważnym stopniu zagrożone”. Nic dziwnego zatem, że (tak jak w całym kraju) z chwi­lą wprowadzenia stanu wojennego na najaktywniejszych działaczy spadły represje – od internowania po usunięcie z pracy.

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych uczelniana „Solidarność” wyda­wała się zupełnie rozbita w wyniku działań aparatu bezpieczeństwa – część działaczy wyemigrowała, niektórzy odeszli z uczelni, innych wyrzucono. A jednak jednym z pierwszych postulatów skierowanych w 1989 r. do rek­tora WSP przez nowo powstałą KZ NSZZ „Solidarność71 było przywrócenie do pracy dr. Stanisława Żaka.

Profesor od śliwek

Polacy w latach 1944–1989

Jan Żaryn – Zmagania z polskością

w: Życie w komunistycznym kraju

Polacy w latach 1944–1989 – W pętach ideologii i propagandy – Gość Niedzielny – Dodatek IPN, 18 lipca 2010)

(Fragment tekstu)

Profesor od śliwek

Poważnym osiągnięciem ideologów komunistycznych było także przerwanie ciagłości w nauczaniu humanistyki w szkołach powszechnych i wyższych. Od końca lat 40 skutecznie wyrugowano przeciwników marksizmu z katedr, dzięki czemu zastraszano pozostałych, wątpiących w słuszność jedynego naukowego światopoglądu.

Przypadek prof. Władysława Konopczyńskiego,który po serii szykan i represji w początkach lat 50 – po 50 latach profesury – sprzedawał na drodze podkrakowskiej śliwki, był rzeczywiście pouczający.

Praktycznie do końca lat.80 autorzy podręczników, szczególnie do historii, zdawali sobie sprawę, że przewodnikiem po dziejach nie jest prawda historyczna, a wytyczne podjęte jeszcze w okresie stalinowskim podczas sławnej konferencji metodologicznej w Otwocku.

Tam stworzono ramy wykładu historii Polski, w którym ocena osób i zdarzeń przeszłych była zależna od ich wykreowanych przez autorów relacji do propagandowego wizerunku czasów Gomułki czy Gierka.

Napierski, choć sam o tym nie wiedział, stawał się zatem protoplasta bolszewika, a polska szlachta choć nie była warstwą idealną – pozostawała w pamięci uczniów jedynie jako klasa wyzyskiwaczy, rozpijająca postępowego z natury chłopa.

Oczywiście, za cenę podręcznikowego kłamstwa, nauka humanistyczna mogła dalej egzystować w niszowych periodykach.

Postępowe hasła walki z analfabetyzmem i awansu społecznego poprzez zindoktrynowaną oświatę i punkty za pochodzenie przysporzyły komunistom wielu wyznawców, np. z pokolenia na pokolenie zasilających redakcje gazet, pracownie naukowe i uczelnie, a także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych czy cenzurę, wykruszających się z czasem – szczególnie od lat 70. – na rzecz pokolenia cyników używających języka marksizmu- -leninizmu wyłącznie w celu panowania nad tłuszczą”.

Jednocześnie z pokolenia na pokolenie grupy inteligencji wrażliwszej – nawet tej wychowanej na stalinizmie – odrywały się od postępowej” drogi realnego socjalizmu, by ostatecznie zasilić szeregi opozycji demokratycznej z lat 70, a następnie „Solidarności”

(także po 13 grudnia 1981 r.).