Ryszard Halaba – dr, doc, badacz dziejów utrwalania władzy ludowej z punktu widzenia MO, działacza partyjnego, członka PPR, PZPR, ZMP

Ryszard Halaba – dr, doc, badacz dziejów  utrwalania władzy ludowej z punktu widzenia MO, działacza partyjnego, członka PPR, PZPR. ZMP

 

Wg Zeszyty Historyczne WiN-u, nr.32-33 s.585

Ryszard Halaba (1930-1992), ppłk, działacz partyjny, członek PPR, PZPR. ZMP. Od l VI 1977 do 4 IV 1990 r. w MO.

W 1. 1950-1955 studiował na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. W. I. Lenina w Kazaniu.

W 1. 1955-1971 pracownik naukowy w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR. W grudniu 1962 r. uzyskał doktorat.

W 1. 1962-1968 kierował pracami komisji do ustalenia i zweryfikowania poległych w walkach „o utrwalanie władzy ludowej” w 1. 1944-1948.

Prowadził badania dotyczące polityki PPR wobec „reakcyjnego podziemia”.

W I. 1971-1976 pracownik naukowy w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR w Warszawie.

Od l l 1973 r. adiunkt, następnie docent w Zakładzie Współczesnych Doktryn i Ruchów Społeczno-Politycznych Instytutu Nauk Społeczno-Politycznych ASW.

Od l II 1976 r. kierownik Zakładu Nauk Politycznych w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarnictwa, od l l do 31 V 1977 r. kierownik Zespołu Przedmiotów Społeczno-Politycznych tamże.

Od l I 1982 r. docent Katedry Historii i Archiwistyki ASW.

Od 15 V 1986 r. dyrektor Instytutu Historii i Archiwistyki ASW. Od l X 1989 r. I sekretarz KU PZPR w ASW,

od l 111 1990 r. kierownik Zakładu 4 Instytutu Nauk Społeczno-Politycznych ASW.

Zob. IPN BU 0951/921, Akta osobowe Ryszarda Halaby;

por. Ankieta historyczna, „Pamięć i Sprawiedliwość”, 2003 nr 1(3), s. 27.

Ryszard Halaba i Tadeusz Zybała byli autorami propagandowej broszury 40 lat walki

1 pracy organów bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Walkę o niepodległość żołnierzy antykomunistycznego podziemia określali w niej jako przejaw bezsilnej wściekłości zwolenników przedwojennego modelu państwa burżuazyjnego, spowodowanej niemożnością realizacji swych egoistycznych klasowych interesów oraz jako przejaw nihilizmu narodowego byłych klas posiadających, które schodząc z areny życia politycznego gotowe byty utopić naród polski w morzu krwi, wywołać wojnę domową, które liczyły, że osiągną swe cele przy pomocy zachodnich mocarstw, ich ośrodków antykomunistycznych, wspierających podziemie zbrojne finansowo, moralnie i propagandowo. Jednocześnie podkreślali zasługi pracowników komunistycznych służb, którzy wykazywali szczególny hart i poświęcenie w obronie nowej rzeczywistości.

( Wg Zeszyty Historyczne WiN-u, nr.32-33 s.572-3)

Przyczynek do poznania metod kształtowania kadr akademickich w PRL

Przyczynek do poznania metod kształtowania kadr akademickich w PRL

 

Piotr Jaroszyński – Blokowanie nominacji w:KUL w czasach PRL-u – kartka z historii

Blokowanie nominacji

 

Zasady działania każdej uczelni są takie, że musi posiadać odpowiednią kadrę naukową. Ta kadra jest zróżnicowana zarówno pod względem typu specjalności, jak i stopnia kwalifikacji. System komunistyczny rozbudował i umocnił hierarchię stopni i tytułów naukowych, pozostawiając sobie wpływ i decyzję poprzez odpowiednie organa administracji państwowej na uznanie lub odrzucenie wniosku o stopień lub tytuł (szczególną rolę odgrywała tu Centralna Komisja Kwalifikacyjna, w skrócie CKK). Państwo bezpośrednio zatwierdzało te stopnie i to od doktora wzwyż. W grę wchodziły nie tylko kryteria merytoryczne, czyli naukowe, ale również ideologiczne i personalne. Zachowały się dokumenty, które pokazują mechanizmy działania państwa w tym zakresie wobec pracowników naukowych KUL ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Warto im się, choćby pobieżnie, przyjrzeć.

 

Władzom politycznym zależało na tym, żeby uszczuplać kadrę naukową, co określane było w zachowanych dokumentach mianem „polityki kadrowej”, a jednocześnie, jeśli już promować, to osoby o niewyrobionych poglądach politycznych, propaństwowych lub anty-klerykalnych (oczywiście wedle oceny pracowników MSW). Stosowano tu kilka metod.

Pierwsza to dopilnowywanie, aby profesorowie odchodzili na emeryturę zgodnie z ówczesnymi przepisami, czyli w wieku 65 lat. Władze KUL-u dostosowywały się do poleceń Ministerstwa, ale następnie zatrudniały emerytowanych profesorów na wykładach zleconych, co MSW już się nie podobało.

Druga metoda to blokowanie awansów, czyli odrzucanie wniosków o przyznanie stopnia doktora, docenta lub profesora. Metoda ta czasem była skuteczna, a czasem nie. Skuteczna była wówczas, gdy MSW w porę informowało Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego o swojej opinii. Jeśli jednak brakło odpowiedniego przepływu informacji, to zdarzało się, że Ministerstwo wychodziło KUL-owi na przeciw. W jednej z tajnych notatek MSW utyskuje, że „Min. Sz. Wyższego wydało szereg decyzji niesłusznych dot. nominacji na docentów ks. Poplatka i Tokarza oraz prof. nadzwyczajnego doc. Łosia” (l marca 1962, s. 134, IPN 0445/37).

Trzecia metoda to zachęcanie pracowników naukowych do zmiany miejsca zatrudnienia, czyli przechodzenia na uczelnie państwowe. W roku akademickim 1961/62 KUL opuściło dwóch samo­dzielnych i trzech młodszych pracowników naukowych (ibid., s. 137).

W materiałach z 8 maja 1963 r. zachował się szczegółowy spis osób, którym MSW zamierza zablokować awans naukowy od doktora wzwyż. Jest to materiał o tyle interesujący, że pokazuje, jak konkretnie MSW ingerowało w nominacje naukowe, i to z racji polityczno-ideologicznych.

 

Opracowanie dotyczące nominacji jest podzielone wedle wydziałów. Mamy więc Wydział Humanistyczny, Wydział Prawa Kanonicznego, Wydział Teologii i Wydział Filozofii Chrześcijańskiej. Wydziały podzielone są na sekcje, a w ramach sekcji umieszczone są najpierw prace habilitacyjne, a następnie doktorskie. Ale tak naprawdę nie jest to ocena pracy doktorskiej czy habilitacyjnej, ale krótka charakterystyka kandydata pod względem ideologiczno-politycznym, stosunek do ustroju PRL i ocena wniosku o tytuł: pozytywna lub negatywna. Oto kilka przykładów:

Wydział Humanistyczny, Sekcja Historii. Prace habilitacyjne: Dr Ludwik Dembiński – „Na wykładach próbuje tendencyjnie i złośliwie podważać słuszność ideologii marksistowskiej. Do PRL ustosunkowany negatywnie. – Nie wyrazić zgody na habilitację”. Prace doktorskie: Mgr Chruszczewski. Klerykał, dobro kościoła stawia ponad wszystko. Na wykładach ostro i zdecydowanie odrzuca poszczególne założenia filozofii marksistowskiej. – Załatwić negatywnie” (s. 16).

Wydział Filozofii Chrześcijańskiej. Prace habilitacyjne: Dr Go-gacz Mieczysław, adiunkt. – „Na wykładach tendencyjnie i złośliwie podważa słuszność ideologii marksistowskiej. Jest nietolerancyjny wobec osób wykazujących bardziej postępowe zapatrywania. – Załatwić negatywnie” (s. 23). Prace doktorskie: Mgr Romuald Kukułowicz. – „Wykorzystywany przez hierarchię do specjalnych poufnych zadań. – Załatwić odmownie” (s. 24).

W sumie na 29 wniosków habilitacyjnych, jakie wypłynęły z KUL-u ze wszystkich wydziałów, MSW negatywnie zaopiniowało aż 20. Była to więc próba świadomej blokady nie tylko kariery naukowej poszczególnych osób, ale dalszego rozwoju uniwersytetu, który miał być pozbawiony samodzielnych pracowników naukowych, co równało się utracie praw. Gdy chodzi natomiast o młodszą kadrę, to na 54 wnioski doktorskie negatywnie zaopiniowano 30, a więc ponad połowę.

Jakie były uzasadnienia dla wniosków zaopiniowanych negatywnie? Katolicki doktryner, krytyk marksizmu, klerykał, rodzina hrabiowska, endek, nastawienie proniemieckie, reakcjonista, oddany hierarchii kościelnej, wojujący katolik, fanatyk, krytyk polityki partii i rządu, gorliwy katolik. Stosunkowo często pojawia się też opinia: negatywnie ustosunkowany do ustroju PRL lub do PRL-u.

 

Na osobną uwagę zasługują tu przypadki zbiorczej oceny negatywnej kandydatów do stopnia doktora lub doktora habilitowanego. Władze państwowe dążyły do tego, żeby zlikwidować niektóre sekcje, w związku z czym MSW bez wnikania nawet w poglądy polityczne kandydatów w całości odrzucało wszystkie wnioski, stwierdzając: „W związku z decyzją likwidacji filologii romańskiej na KUL-u i przeniesienia studentów na uczelnie państwowe, KUL nic ma potrzeby dalszego kształcenia kadry naukowej w tym kierunku” (s. 19).

Czasem z kolei, mimo braku zastrzeżeń, sugerowano zablokowanie habilitacji z uwagi na to, że ów kandydat jako członek Rady Wydziału osłabiłby pozycję innego członka wydziału, który był Tajnym Współpracownikiem SB, choć nic podano ani jego imienia i nazwiska, ani pseudonimu (s. 16).

W niektórych adnotacjach pojawia się uwaga: „materiałów kompromitujących nie posiadamy”, z czego by wynikało, że MSW śledziło naukowców pod kątem możliwości ich szantażowania. Czasem też pojawia się informacja, że dana osoba od strony poglądów politycznych jest nie rozeznana. To z kolei wskazywałoby, że MSW nie posiadało jeszcze wystarczających możliwości penetrowania całego środowiska pracowników naukowych.

Jeśli chodzi natomiast o opinie pozytywne, to informacja była zazwyczaj dość lakoniczna: zastrzeżeń nie ma, próbuje zachować postawę apolityczną, katolik o liberalnych poglądach, krytycznie ustosunkowany do polityki hierarchii kościelnej. Ale już z tych informacji widać, że starano się pójść na rękę tym, którzy albo nic głoszą ostentacyjnie poglądów krytycznych wobec PRL-u i jego ideologii, albo którzy są nastawieni krytycznie, tyle że wobec samego Kościoła, a zwłaszcza jego hierarchii.

Sparaliżowanie procesu lustracji odbija się dzisiaj bardzo mocno w postaci rożnych negatywnych zjawisk w polskim życiu publicznym

Myślałem, że wspomni pan o lustracji.

Lustracja była rzeczą niezbędną dla uwolnienia Polski od możliwości wykorzystywania agentury dawnych komunistycznych służb dla odbudowy rosyjskich wpływów w Polsce, ale jej racjonalne przeprowadzenie w Polsce wymagało odpowiedniego przygotowania w oparciu o rozpoznanie zawartości archiwów dawnej SB oraz Wojskowych Służb Informacyjnych. Przygotowanie odpowiedniej ustawy lustracyjnej wymagało jeszcze co najmniej paru miesięcy. Uchwała lustracyjna Sejmu uprzedziła te działania rządu i zmusiła nas do przekazania Sejmowi niepełnych i tylko częściowo udokumentowanych list rozpoznanych w tamtym momencie dawnych agentów, współpracowników SB. Jak wiadomo fakt ten posłużył jako pretekst do obalenia rządu 4 czerwca 1992 r.

Lustracja w Polsce została dzisiaj doprowadzona do końca?

Procesy lustracyjne w Polsce zostały zatrzymane nawet nie w połowie, ale właściwie na początku drogi i do dzisiaj nie tylko nie uporaliśmy się z tym problemem, ale staje się on coraz bardziej skomplikowany. Patologię tej sytuacji najlepiej obrazuje ostatnio ujawniony przypadek nominacji dawnego komunistycznego szpiega w Watykanie na stanowisko ambasadorskiego w Moskwie z równoczesnym powierzeniem misji przygotowania udziału prezydenta RP w uroczystościach rocznicowych w Katyniu.

To dlaczego chociażby rząd Jarosława Kaczyńskiego nie przeprowadził lustracji do końca?

W moim przekonaniu ustawa lustracyjna przygotowana w okresie rządu Jarosława Kaczyńskiego mogła spełnić właściwą rolę w procesie lustracji, gdyby nie została zdemolowana przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć toku rozumowania sędziów TK, a ówczesne i późniejsze wypowiedzi przewodniczącego i niektórych sędziów wskazywały na silne negatywne emocjonalne zaangażowanie w tej sprawie.

Niedokończenie procesu lustracji zaszkodziło funkcjonowaniu państwa?

W moim przekonaniu sparaliżowanie procesu lustracji odbija się dzisiaj bardzo mocno w postaci rożnych negatywnych zjawisk w polskim życiu publicznym, o czym świadczy przywołany wcześniej przykład ambasadora Turowskiego.

Czy temat lustracji jest na tyle istotny, że powinniśmy do niego wracać?

Dokończenie procesu lustracji jest nie tyle konieczne, ale w moim przekonaniu nieuniknione. Otwarte jest jednak pytanie, kiedy będzie można ten proces doprowadzić do końca. Zmiany, które nastąpiły po tragicznej śmierci prezesa Janusza Kurtyki w IPN nie stanowią dobrej prognozy dla tej sprawy.


Agenturalność w postkomunizmie zapewnia karierę

W systemie sowieckim agenturalność jest dziedziczna, a w postkomunizmie zapewnia karierę

Arcana.pl

o lustracji i elitach dla Portalu ARCANA mówi Jerzy Włodzimierz Targalski (ps. Józef Darski):

Portal ARCANA: Czy lustracja w Polsce ma jeszcze sens i szanse powodzenia? Czy jest to możliwe w kontekście pożegnania J. Kaczyńskiego z postkomunizmem?

J. T.: Lustracja zawsze ma sens w państwie wasalnym i rządzonym przez postkolonialne elity, upatrujące swoje bezpieczeństwo w lojalnej służbie wobec dawnego i obecnego Centrum. Dzieje się tak z dwu powodów: agenturalność jest dziedziczna w systemie sowieckim, a w postkomunizmie zapewnia karierę. Innymi słowy, aby należeć do elity rządzącej, medialnej czy uniwersyteckiej trzeba albo pochodzić z rodziny bezpieczniackiej lub agenturalnej, albo uznawać, iż jest to słuszne kryterium selekcji i dawać tego dowód czynem.

W tej sytuacji lustracja stanowi instrument sprzyjający (aczkolwiek nic nie gwarantujący) wymianie elity postsowieckiej na nową, autentyczną. Przeszkodą natomiast stawiającą pod znakiem zapytania powodzenie lustracji jest nie tylko agenturalne pochodzenie elit, lecz przede wszystkim pochwała agentury powszechna wśród Nowych Ludzi wyhodowanych w ciągu 20 lat istnienia Ubekistanu.

Obecnie większości mieszańców Polski jest absolutnie obojętne czy ktoś był czy nie donosicielem lub funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa zaborcy. To pokłosie relatywizmu moralnego zaszczepionego już przez Michnika i Kiszczaka. Polska stała się do niczego nie potrzebna, a nawet jest jedynie balastem przypominającym o przeszłości. Przeszłość, jak wiemy, nie istnieje. Jest tylko teraźniejszość i przyszłość.

W klasycznej sytuacji ludzie aspirujący do stania się elitą powinni zakwestionować legitymację genezy i selekcji elity kolaboranckiej i postkolonialnej. Byłoby to działanie uzasadnione i korzystne dla kraju. W sytuacji gdy pozbawione przeszłości, przywódców i wspólnych wartości masy, wychodząc z komunizmu zderzyły się w postkomunizmie z popkulturą wyposażoną w nowoczesne narzędzia medialne (dodatkowo sterowaną przez ludzi, dla których tradycja, przeszłość i wspólne wartości konstytuujące naród, stanowią śmiertelne zagrożenie), zapanowała całkowita amnezja, brak zasad moralnych i potrzeby posiadania własnego państwa. Ludzie ci byliby bardzo nieszczęśliwi, gdyby przyszło im żyć bez manipulacji. Oni potrzebują jej jak powietrza, gdyż tłumaczy świat i pozwala żyć spokojnie. Prawda, wiedza o rzeczywistości jest największym zagrożeniem dla Nowego Człowieka…

Milczenie elit po negatywnej selekcji kadr

Milczenie elit po negatywnej selekcji kadr


Przypadek współpracy z SB Zoi Jaroszewicz-Pieresławcew

TW SB „bez tremy”

Debata, 04 Marzec 2011 08:31 Paweł Piotr Warot

Przypadek współpracy z SB Zoi Jaroszewicz-Pieresławcew, do niedawna dyrektor Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Wydziału Humanistycznego UWM w Olsztynie, jest charakterystyczny dla osób, których związki z bezpieką, po okresie intensywnej współpracy, musiały zmienić charakter z powodu wstąpienia do PZPR.

Zoja Jaroszewicz–Pieresławcew, absolwentka LO im. B. Taraszkiewicza w Bielsku Podlaskim[1], była aktywistka Socjalistycznego Związku Studentów Polskich (SZSP)[2], do współpracy z SB została zwerbowana podczas studiów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie[3]. Współpracowała stosunkowo krótko, bo od 22 kwietnia 1978 do lipca 1979 r. Jej oficerem prowadzącym był ppor. Grzegorz Okoński, z którym stykała się już od 1975 r., będąc przewodniczącą Grupy Działania SZSP na macierzystej uczelni. Wiedząc kim był Okoński, nie uważała, by sformalizowane już kontakty z tym funkcjonariuszem SB były dla niej czymś niestosownym[4]…..

…Zoja Jaroszewicz pozyskana została do współpracy z SB w celu zapewnienie dopływu informacji na temat własnej uczelni, którą bezpieka inwigilowała w ramach sprawy obiektowej krypt. „Uczelnia N”. Jako TW „Ewa” miała informować o „wrogich faktach” i „nastrojach”[13]. Po przeprowadzeniu wszechstronnego rozpoznania jej osoby[14], 22 kwietnia 1978 r. Jaroszewicz „bez tremy”[15] uczestnicząc w rozmowie w kawiarni „Kasztelanka”, wyraziła zgodę na współpracę z SB[16]: „dobrowolnie i bez sprzeciwu napisała zobowiązanie o współpracy”[17]…..

…..W 1979 r. Zoja Jaroszewicz ukończyła studia, tracąc jak sądzono naturalny kontakt ze środowiskiem WSP. Jednak decydującym powodem rozwiązania współpracy z „Ewą” było jej wstąpienie do PZPR. Grzegorz Okoński swojemu przełożonemu Spychale zapowiedział, iż w przypadku zatrudnienia „Ewy” w WSP, planuje się utrzymywanie z nią dalszej łączności, tym razem na zasadzie kontaktu operacyjnego[26].