Elity III RP

Elity III RP   – Grzegorz Braun

Jak wymieniono nam elity

mobbing lektura
Leszek Żebrowski
Na rocznicę lipcowego „Manifestu”
Jak wymieniono nam elity

Nie sposób zrozumieć tego, co stało się w Polsce po 1944 r., nie szukając źródeł zła w okresie międzywojennym, bez analizy instytucji agenturalnych, które były „kuźnią kadr” na przyszłość. Służyć temu miały nie tylko szkolenia polityczne, wojskowe i wywiadowcze w Sowietach dla „towarzyszy polskich” (którzy zawsze byli i tak w znikomej mniejszości wobec innych nacji), ale też sztuczna produkcja „polskiej inteligencji”. Istniały zatem „polskie” gazety i instytucje kulturalne, wyższe uczelnie sowieckie tworzyły „polskie wydziały” lub „katedry języka polskiego”, Akademie Nauk w republikach powoływały „Instytuty Polskiej Kultury Proletariackiej”, „Polskie Instytuty Wychowania Społecznego” itd. W ślad za tym tworzono „polskie” teatry, wydawano „polskie” książki a nawet istniało „polskie” życie naukowe, które z Polską i polskością nie miały nic wspólnego. Celem miał być określony produkt – „polska” inteligencja, całkowicie zrusyfikowana i skomunizowana, która miała zastąpić inteligencję prawdziwą.

Podobną działalność prowadzono (choć nie na taką skalę) wobec innych krajów, które miały być w przyszłości podbite.

Drugim obszarem wzmożonej aktywności bolszewików na gruncie polskim było pozyskiwanie inteligencji w kraju – przede wszystkim artystów, literatów, ludzi kultury. Uważali oni tę warstwę za najbardziej przekupną i podatną na głoszenie nowych haseł o wspaniałej świetlanej przyszłości. Trudno tu mówić wprost o agenturze (choć i tej nie brakowało). Na ogół byli to „pożyteczni idioci”, których łatwo było użyć jako narzędzia realizacji imperialnej polityki sowieckiej. Do tego dochodziły „Wydziały Inteligenckie” w partiach i organizacjach komunistycznych, których celem było pozyskiwanie i obłaskawianie inteligencji, niekoniecznie tej najbardziej błyskotliwej, ale z pewnością łasej na zaszczyty i blaski fleszy.

Pierwsza okupacja sowiecka (na Kresach 1939-1941 r.) była testem tej polityki i w zasadzie zdała ona egzamin. Dwa główne ośrodki polskie: Lwów i Wilno ujawniły, jaki jest zakres penetracji warstwy inteligenckiej w Polsce, jakie metody są najbardziej skuteczne, rozwinięto szerzej szkolenie nowych kadr m.in. w wileńskim Instytucie Marksizmu-Leninizmu.

Latem 1944 r., gdy tworzono „Polskę Ludową”, wszystko było już przygotowane. Rewolucja komunistyczna nie zmiotła od razu starego porządku. Był potrzebny okres przejściowy i pozyskiwanie szerszych warstw i nowych „pożytecznych idiotów”. Oczywiście, nie za darmo – za przywileje i synekury oczekiwano wiernej służby i służalczości.

Przełomem był rok 1948 – władza ludowa okrzepła, politycznie trzymała się mocno (opozycja legalna rozbita i zwasalizowana, podziemie w defensywie i zanikające), nadszedł czas jawnego działania i ukazania prawdziwego oblicza okupacji komunistycznej. Rozpoczął się jawny i bezobcesowy pogrom polskiej nauki i kultury. To nie w 1968 r. nastąpił kres normalnej nauki i kultury w Polsce – dwadzieścia lat wcześniej odbyła się prawdziwa i krwawa rewolucja w tych dziedzinach, służąca produkcji „nowego człowieka”. Stare, nieużyteczne i nie dające się podporządkować kadry szły na bruk (niekiedy nawet wprost do więzień) a ich miejsce zajmowali żądni krwi hunwejbini, których komórki mózgowe nie były szare, lecz intensywnie czerwone.

Wszystko musiało być „nowe”. Powstał więc Instytut Kształcenia Kadr Naukowych (z czasem – Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy KC PZPR, na koniec… Akademia Nauk Społecznych); na jego czele przez lata stał Adam Schaff, który wszystkie tytuły naukowe zdobył w stalinowskiej Moskwie. Stalinizacji służyły takie wydarzenia, jak Kongres Nauki Polskiej (1951 r.), czy tematyczne „konferencje”, które określały, co można, a co trzeba. Nie było już przestrzeni dla wolnej myśli i dyskusji. Były nakazy i zakazy, jak w łagrze, bo cały kraj stał się jednym wielkim więzieniem.

W późniejszych latach, choć gorset brutalnego i wulgarnego komunizmu nieco zelżał, partia do końca pilnowała „czystości” i wierności swej linii. Do pomocy miała wytresowaną i wyszkoloną rzeszę swych psów łańcuchowych, gotowych zagryźć każdego „wroga”, niepokornego nawet w myślach.

Dziś mamy już drugie a nawet trzecie pokolenie tamtych służalców. Oczywiście, oni często dodatkowe gładzenie zdobywali na zagranicznych stypendiach i uczelniach. Bardzo czujnie pilnują jednak swej rodzinnej i środowiskowej przeszłości, poczynając od not biograficznych po naukowe monografie, aby zbyt dużo wiedzy nie przedostało się do opinii publicznej. Badanie przeszłości jest „nieeuropejskim grzebaniem w życiorysach”; przypominanie okresu wcześniejszego jest jakoby „nieetyczne”. Działa metoda lisiego ogona – zacierania wszelkich śladów i unikania swoistej dekonspiracji. Dziś marksiści to po prostu „liberałowie” i kontestatorzy myśli zachodniej, walczący z rzekomym „obskurantyzmem” i normalną płciowością człowieka. Ale jak zwykle – są na czele. Tylko oni wiedzą, co to jest postęp i gdzie jest Europa, z której tak zaciekle, przy pomocy metod brutalnych nas wyprowadzali.

Potrzebne są nam słowniki i opracowania nie tylko typu „who is who?”, ale nawet… kto skąd się wziął. To powinien być elementarz dla osób kształtujących opinię publiczną. Bez gruntownej wiedzy w tym zakresie będziemy bałwochwalczo czcić Schaffa, Kołakowskiego, Kapuścińskiego i pozwalać ich uczniom na bezkrytyczne podsuwanie nam trujących idei.

Leszek Żebrowski

Fakt współpracy z SB coraz częściej traktowany jest jako niewart uwagi epizod.

mobbing lektura

Życie zaczyna się po lustracji

Agnieszka Rybak, Agnieszka Niewińska 14-07-2012,

…..Fakt współpracy z SB coraz częściej traktowany jest jako niewart uwagi epizod. I tylko niektórzy spośród ujawnionych tajnych współpracowników odczuli ulgę, że nie muszą już niczego ukrywać…

….

Sława i chwała

Sięgnijmy pamięcią do 2005 r. W tym czasie nazwisko księdza profesora Michała Czajkowskiego wymieniane jest zawsze z ogromnym szacunkiem. Biblista jako przedstawiciel episkopatu pełni funkcję wiceprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Zasiada też w Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej. Często występuje w mediach. Emanuje od niego siła i spokój. Jego autorytet podbudowany jest gruntowną wiedzą – poza KUL ukończył Papieski Instytut Biblijny i Papieski Uniwersytet św. Tomasza w Rzymie oraz École Biblique et Archéologique Francaise w Jerozolimie……….Sam ks. Czajkowski początkowo zaprzeczył, by świadomie współpracował z SB. Potem, w miarę rozwoju wydarzeń, przypominał sobie jednak coraz więcej. Niespodziewanie do debaty o charakterze jego współpracy włączył się sam pułkownik SB Adam Pietruszka. W upublicznionym liście napisał: „Księże Michale, masz tak wiele zalet, że przy próbie ich wyliczania nie byłoby końca tej liczby. Ale narzucanie swojej wersji współpracy z SB, zredukowanej do minimalizacji albo negacji, nie mieści się w kanonie prawdy elementarnej”…….

….

Wojciech Giełżyński, wybitny dziennikarz, wydaje kolejną książkę „Prywatna historia XX wieku”. Jako reporter odwiedził 85 krajów. Publikował w najlepszych tytułach prasowych, wielokrotnie był odznaczany. Jako nestor dziennikarstwa pełni zaszczytną funkcję rektora Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia. „Misją WSKiMS było i jest prowadzenie uczelni, która kształci kadry dla rynku mediów o przygotowaniu politologicznym” – reklamuje się szkoła.

Telewizja emituje film Jana Sosińskiego „Gwiazdor” o prof. Aleksandrze Wolszczanie – astronomie, odkrywcy pierwszych planet spoza Układu Słonecznego. Prestiżowe czasopismo „Nature” uznało go za autora jednego z 15 fundamentalnych odkryć z zakresu fizyki. Wolszczan wymieniany jest jako kandydat do Nagrody Nobla. Mieszka na stałe w USA i wykłada na Uniwersytecie Pensylwania, ma też jednak etat na macierzystej uczelni – Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

W lutym profesor Wolszczan ogłasza w Aspen w Kolorado, że wraz z dr. Maciejem Konackim odkrył czwartą planetę w układzie pulsara, którego wcześniej sam odnalazł. – Całkiem możliwe, że ta mała planetka jest największym przedstawicielem chmury asteroidów, resztek, jakie pozostały na obrzeżach układu po narodzinach trzech większych planet – mówi astronom…….W 2008 r. „Gazeta Polska” ujawniła, że prof. Aleksander Wolszczan w latach 70. i 80. współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Astronom wydał wtedy oświadczenie: „Organizacja ta – SB – tak samo jak PZPR była nieodłącznym elementem krajobrazu PRL. Wiedziałem, że gdybym zapisał się do PZPR, nie wychylał się w czasie studiów i nie miał takiej pasji do badań naukowych, zapewne nie wpadłbym w tę pułapkę”. W TVN 24 powiedział zaś: „Nie wstydzę się tego, co robiłem. Uważam się za wplątanego w sytuację, z którą postanowiłem sobie radzić w taki, a nie inny sposób. To wiem na pewno: nikomu nie zrobiłem krzywdy”…..Wolszczan skierował też wyjaśnienia do Larry’ego Ramseya, dziekana wydziału astronomii na Uniwersytecie Pensylwania. Ramsey stwierdził, że uczelnia jest tym usatysfakcjonowana i będzie wspierać profesora w trudnych chwilach. „To niemożliwe, by oceniać sytuacje sprzed 30 lat pod rządami represyjnego reżimu, z którym na szczęście my nie mieliśmy doświadczeń” – stwierdził. Uczelniana gazeta „The Daily Collegian” – przywołując osiągnięcia naukowe Wolszczana – wyjaśniała czytelnikom, że astronom musiał zgodzić się na współpracę, by móc wyjeżdżać do najlepszych ośrodków naukowych na świecie. Dziennikarze uczelnianego pisma podkreślali, że po ujawnieniu przeszłości prof. Wolszczan dostał e-mailem więcej listów ze wsparciem niż z potępieniem. Nieco inaczej zareagowano w Toruniu. Wolszczan złożył rezygnację na ręce rektora, a ten ją przyjął, bo tak zarekomendował mu zespół powołany do zbadania sprawy. Ale zarówno prof. Wolszczan, jak i władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, wyraziły wolę dalszej współpracy naukowo-badawczej…..

Polski punkt widzenia na rozliczanie przestępstw komunistycznych

Polski punkt widzenia na (nie)rozliczanie przestępstw komunistycznych