MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ

MARZEC 1968 R. –

WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ

Władysław Grodecki

Mój kolega, profesor jednej ze śląskich uczelni twierdzi, że w historii nowożytnej były trzy wielkie rewolucje; francuska 1789 r. , bolszewicka 1917 r. i tzw. rewolucja trzeciej generacji 1968 r. Tę ostatnią udało mi się przeżyć. Właśnie w pamiętnym roku tzw. „Rozruchów marcowych” ukończyłem studia na Politechnice Warszawskiej będąc nie tylko obserwatorem, ale i czynnym uczestnikiem tych wydarzeń!

Nim zostałem studentem tej zasłużonej uczelni przez pięć lat uczęszczałem do Technikum Geodezyjnego w Jarosławiu, słusznie ze względu na wysoki poziom nauki nazywanej „politechniką jarosławską”. Potwierdzeniem tej opinii był fakt, że w 1963 r. ja i czterech moich kolegów z jednej klasy zdawało egzamin wstępny na Politechnikę Warszawską i wszyscy zostali przyjęci, a później grupa, w której znaleźli się dawni uczniowie technikum jarosławskiego w rankingu wyników nauczania znalazła się na drugim miejscu w gronie sześciu innych, a przecież wymagania stawiane tak uczniom jak i studentom były bardzo wysokie. Z ogromnym sentymentem wspominam swoich nauczycieli z Technikum i z Politechniki, w większości dawnych profesorów Politechniki Lwowskiej, znakomitych fachowców, prawych ludzi, ludzi wielkiej kultury, wielkich patriotów.

Ktoś powie, miałeś chłopie szczęście? Być może prawda? I obecnie są bardzo dobrzy wychowawcy, zdolni, sumienni studenci, ale przecież generalnie nastąpiła niesłychana degradacja poziomu nauczania i wychowania. Wiele współczesnych tzw. „uniwersytetów” nie mogłoby się równać pod tym względem z niektórymi powojennymi szkołami średnimi. Niegdyś studia były tylko dla zdolnej i pracowitej młodzieży, dziś kończą je osoby, które często mają kłopoty z ukończeniem szkoły zasadniczej! Kiedyś było wiele obowiązkowych zajęć, wykładów, ćwiczeń i nie do pomyślenia w czasach mojej edukacji były studia na dwóch, czy trzech fakultetach równocześnie, a dziś…

Studia, choć niełatwe przebiegały bez większych problemów. Nie trzeba było się martwić o pracę po ukończeniu uczelni, bo pracy było dużo. Ba absolwenci byli zmuszani do pracy przynajmniej przez trzy lata na mocy ustawy o planowym zatrudnieniu. W czasie studiów stypendia, zasiłki socjalne, zakwaterowanie w akademikach dla zamiejscowych i możliwości dorobienia w spółdzielni studenckiej sprawiały, że studentom wiodło się całkiem dobrze. Wolny czas studenci spędzali w teatrze lub w kinie, uprawiali sport lub odwiedzali kluby studenckie, Hybrydy czy Stodołę. W okresie jesiennym i wiosennym organizowano rajdy i złazy turystyczne, różne imprezy kulturalne i sportowe.

Jak większość studentów „odpuściłem” sobie pierwszy rok poświęcając go na naukę, by zbyt wcześnie nie skończyła się „przygoda ze studiami”, ale od drugiego roku… Szczęśliwie część studentów mojego wydziału ( Geodezja i Kartografia ) została zakwaterowana w najnowocześniejszym wówczas akademiku w Polsce „RIVIERA”, w samym centrum Warszawy, kilkaset metrów od Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej gdzie miałem niemal wszystkie zajęcia.

W „Rivierze” znalazło swą siedzibę „Radio Riviera” i redakcja tygodnika studenckiego „Politechnik”. W radio prowadziłem dział sportowy, współpracowałem z „Politechnikiem” i wspólnie z Zygmuntem Gutowskim organizowaliśmy spotkania z wybitnymi sportowcami, plebiscyty na najlepszych sportowców AZS i Uczelni Technicznych oraz tzw. „Czwartki lekkoatletyczne” na stadionie „Syreny”. Na czwartym i piątym roku zaangażowałem się w organizację rajdów i złazów studenckich, oraz w działalności Koła Naukowego Geodetów ( Kier. Sekcji Kartograficznej )

Po raz pierwszy granice Polski przekroczyłem w 1966 r. udając się na wczasy studenckie do Mamai w Rumunii. Wówczas nawet nie marzyły mi się dalekie podróże, które stały się treścią mojego życia.

Na Politechnice działało kilka organizacji studenckich, ale tak naprawdę liczyło się tylko Zrzeszenie Studentów Polskich, które zajmowało się głównie sprawami socjalnymi, sportem i nauką. Brak perspektyw wyjazdu za granicę i dość stabilna sytuacja ekonomiczna, była przyczyną braku zainteresowania nauką j. obcych i… polityką! Wpajano nam, że socjalizm to świętość, to przyszłość naszej Ojczyzny. Myśmy w to wierzyli. Wkrótce miało się to zmienić, zbliżał się Marzec 1968 r. wielkie przebudzenie studentów.

PAMIĘTNY 1968 ROK

Przyjazd z niewielkiego miasta z południa Polski do ponad milionowej stolicy było wielkim przeżyciem. Choć nie zaleczono jeszcze ran jakie przyniosła ostatnia wojna wszystko wydawało się tu ogromne; szerokie ulice, ogromne budowle ministerstw, urzędów centralnych, ambasad różnych państw, dziesiątki kin, teatrów itd. Spotykanie każdego dnia ludzi znanych z pierwszych stron gazet, z radia i telewizji, słuchanie wykładów najtęższych umysłów powojennej Polski itd. to wszystko przyprawiało mnie o zawrót głowy! Duże miasto, duży ośrodek kulturalny, to większe możliwości, więcej pokus i zagrożeń.

Już na wiosnę 1964 r. uczestniczyłem w jakimś wiecu na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Nie wszystko było tak piękne jak mi się wydawało.

Aż przyszedł marzec 1968 rok. Po zdaniu ostatnich egzaminów na uczelni przygotowywałem się do pisania pracy magisterskiej. Zmiana planów życiowych ( zamiast wyjazdu do pracy w Szczecinie w perspektywie było małżeństwo w Krakowie ) sprawiła, że choć nie miałem zajęć na uczelni, czasu mi nie zbywało bo musiałem zarobić trochę pieniędzy na „przeprowadzkę” pod Wawel! Utrudnieniem w sfinalizowaniu studiów był też brak czasu u mojego promotora zajętego organizacją Działu Reprodukcji Kartograficznej. Wkrótce pojawiły się nowe, nieprzewidziane komplikacje.

Wydarzenia, które nastąpiły po 8 marca 1968 r. na wiele tygodni zakłóciły normalny tryb studiów.

Już od początku stycznia 1968 r. z Uniwersytetu docierały niepokojące informacje o fermencie w środowisku studenckim tej uczelni. Wówczas jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy jaki będzie tego finał? Dopiero od połowy marca zacząłem prowadzić diariusz wydarzeń na Politechnice. Część obrazów starałem się odtworzyć z zawodnej czasem pamięci i z relacji innych. Przepraszam za ew. nieścisłości!

Bezpośrednią przyczyną wybuchu niepokojów w środowisku studenckim Warszawy była demonstracja pod Pomnikiem Adama Mickiewicza 30 stycznia 1968 r. Był to spontaniczny protest młodzieży warszawskiej przeciwko zdjęciu ze sceny Teatru Narodowego „Dziadów” reż. Kazimierza Dejmka. Entuzjastyczne przyjęcie sztuki zaniepokoiło władze i było przyczyną ograniczeń do jednego spektaklu tygodniowo, sprzedaży 100 biletów dla młodzieży szkolnej, wreszcie zdjęcie ze sceny 30 stycznia 1968 r.

To ostatnie, jedenaste z kolei z udziałem wielu studentów było wielką manifestacją patriotyczną. Skandowano: „Żądamy dalszych przedstawień”, „Kultura bez cenzury” itp. Długo nie milkły oklaski, a gdy wreszcie wszyscy opuścili teatr uformował się kilkusetosobowy pochód. Demonstrację pod Pomnikiem Adama Mickiewicza rozpędziła milicja, były liczne aresztowania, a Adama Michnika i Henryka Szlajfera relegowano z uczelni.

Wkrótce rozpoczęto zbiórkę pieniędzy na pokrycie grzywien i podpisy pod petycją do rządu PRL o zniesienie cenzury.

Środowiska intelektualne w Polsce były zbulwersowane niepokojami studenckimi. 29 lutego 1968 r. odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Związku Literatów Polskich. Przyjęto rezolucję Andrzeja Kijowskiego potępiającą politykę kulturalną, żądano zniesienia cenzury. Tydzień później w Dzień Kobiet o godz. 12.00 miało odbyć się otwarcie stołówki studenckiej. Na tę porę zaplanowano wiec w obronie relegowanych z uczelni studentów. Mimo aresztowania przywódców studenckich Modzelewskiego, Kuronia, Blumsztajna, i Lityńskiego liczne rzesze młodzieży pojawiły się na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego!

8 MARCA 1968

UNIWERSYTET WARSZAWSKI

O godz. 12.00 na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego zebrało się kilka tysięcy studentów z różnych uczelni. Odczytano rezolucję domagającą się powrotu „Dziadów” na scenę. Najpierw czytała ją J. Lasota, później W. Górecki i M. Sarna. Wspomniano też o relegowaniu z uczelni Michnika i Szlajfera.

Wtem na dziedziniec wjechało siedem autobusów „San” wypełnionych ormowcami. Zachowywali się prowokująco, otoczyli studentów, a później zmieszali się z tłumem wychwytując najbardziej aktywnych uczestników wiecu. Studenci mobilizowali się i odbijali kolegów, domagając się również reakcji władz uczelni.

Choć wkrótce ukazał się prorektor UW prof. Zygmunt Rybicki ( rektor prof. Stanisław Turski był w tym czasie w Moskwie? ), ale jego zachowanie nie wpłynęło do uspokojenia atmosfery. Wzywał studentów do rozejścia się, nie chciał rozmawiać z delegacją demonstrantów. Wtem ormowcy od, których czuć było alkohol, starali się otoczyć tłum zmierzając w jego stronę zwartym szeregiem.

Zapanowała konsternacja, ktoś krzyknął: „Nie dajmy się sprowokować”, inny student zwrócił się do prorektora prof. Rybickiego: „No widzisz co robią?” Zapewne przerażony prorektor po chwili wyciągnął rękę w kierunku zdziczałej masy „funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa” : „Towarzysze , dziękuję wam…” Towarzysze zatrzymali się, a po chwili rozeszli, zaczęli mieszać z tłumem demonstrantów i urządzać łapanki. Ich ofiarami były przeważnie młode, słabsze fizycznie dziewczyny. Kobietom wyrywano torebki, bito je i kopano. W miarę upływu czasu coraz więcej studentów wciągano do autobusów. Koledzy i przyjaciele, starali się im pomóc, odbić z rąk tzw. aktywu robotniczego, raz po raz wznosząc okrzyki: „Ciemniaki precz z uniwersytetu”, „Bandyci, Gestapowcy, Faszyści, Płatni najemnicy…” Niektórzy rzucali im drobne monety.

Mimo niechęci do rozmów prof. Rybicki był zmuszony przyjąć przedstawicieli młodzieży. Niestety nic z nich nie wynikło, poza jego apelem by studenci opuścili Uniwersytet ( bo wiec jest nielegalny!). Widząc rozgoryczenie i gniew studentów, a z drugiej strony prowokacyjne zachowanie ormowców i prorektora, zszedł do młodzieży profesor Politechniki i Uniwersytetu – historyk Stanisław Herbst. Zapewniał: „My profesorzy będziemy z wami rozmawiać w poniedziałek, we wtorek, we środę, w czwartek, w piątek, w sobotę, każdego dnia, ze wszystkimi, w Audytorium Maximum ( może pomieścić ok. 3 tys. osób ).

Emocje powoli opadały, tym bardziej, że „Sany” niespodziewanie opuściły dziedziniec uniwersytetu, a część studentów wyszło już na ulice Krakowskie Przedmieście. I oto niespodziewanie przed uniwersytetem pojawiło się kilka autobusów z uzbrojonymi funkcjonariuszami Batalionu Operacyjnego z Golędzinowa. Zamknięto niektóre wyjścia, a golędziniacy ruszyli z niesłychanym impetem w kierunku zdezorientowanej i przestraszonej młodzieży. Studenci byli bici, pałkami i kopani z niesłychaną zajadłością, najbardziej tych co upadli na bruk. Później podstawową grupę studentów udało się wypchnąć na Krakowskie Przedmieście. Do zmasakrowanych studentów zaczęli dołączać ludzie wracający z pracy i turyści, a niepokoje zaczęły się rozlewać po całym mieście.

8 MARCA NA POLITECHNICE

Wiadomość o wydarzeniach na Uniwersytecie niemal natychmiast dotarła do studentów Politechniki. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Już o godz. 16.00 z pod Riviery i Mikrusa ruszyła w kierunku Politechniki kilkusetosobowa grupa studentów. W tym czasie około 500 studentów Uniwersytetu dotarło do Placu Konstytucji i zmierzało w kierunku Pl. Jedności Robotniczej ( dziś Pl. Politechniki ).

Uchwała senatu PK

Rezolucja studentów PW 1

Rezolucja studentów PW 2

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA

POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

Advertisements

komentarze 4

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: