MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

PW tablica 1968

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

Władysław Grodecki

8 MARCA NA POLITECHNICE c.d.

Pod Politechniką zgromadziło się już ok. 2000 osób. Pojawiło się też 5- 6 wozów milicyjnych marki „Lublin”. Tymczasem w Gmachu Głównym trwały jeszcze zajęcia i można było wchodzić do wnętrza., Jednak po chwili, gdy studenci zaczęli wychodzić drzwi zamknięto. W tej sytuacji gęstniejący z minuty na minutę pochód skierował się w kierunku Al. Niepodległości i dalej w stronę ul, Krzywickiego, Filtrowej do Pl. Narutowicza gdzie znajduje się duże osiedle studenckie. Mieszkałem tu na pierwszym roku w jednym pokoju ze znanym pisarzem Edwardem Redlińskim ( „Konopielka”, „Liście z rabarbaru” itd. ), niedawnym studentem Politechniki. Przed akademikiem było nas już ok. 3 000. Tłum podchwycił okrzyk jednego z uczestników: „AKADEMICKA Z NAMI, WOLNOŚĆ SŁOWA, DEMOKRACJA, POBILI STUDENTÓW…” Z okien akademika jak echo odpowiedział im potężny okrzyk: „ZAMKNIĘTO DRZWI”, więc wspólnymi siłami wyważono je –„HURRA!” i w ciągu kilkunastu minut wyludnił się DS. przy Pl. Narutowicza i inne akademiki. Nic dziwnego, że już wkrótce było nas około 8 000.

Zapadał zmierzch, nie było planu co robić dalej i wydawało się, że tłum się „wykrzyczy”, wystąpi kilku mówców i ludzie zaczną się rozchodzić, niestety podjechało osiem wozów milicyjnych i zaatakowano demonstrantów. Część studentów uciekała w boczne ulice, ale około 20.00 rozpoczęła się regularna „łapanka”, której towarzyszyły okrzyki : „Gestapo, gestapo, gestapo…” Godzinę później Plac Narutowicza się wyludnił, a małe grupki studentów przemieściły się pod Politechnikę i Uniwersytet, gdzie doszło do kolejnych zamieszek i kolejnych „łapanek.”

SOBOTA 9 MARCA 1968 R.

Noc z piątku na sobotę i sobotni poranek był tylko „ciszą przed burzą”, bowiem już w samo południe 9 marca w Gmachu Głównym Politechniki zgromadziło się 4-5 tys. studentów wzburzonych wydarzeniami z poprzedniego popołudnia. O wiele większe oburzenie wywołały pierwsze notatki prasowe, podające kłamliwe informacje na temat przebiegu studenckiego protestu. Rwano gazety, skandowano: „ DEMOKRACJA, PRASA KŁAMIE, UKARAĆ WINNYCH…” W trakcie wiecu na mównicę wszedł prorektor prof. Jan Różycki, mój profesor, kartograf, człowiek wielkiej kultury, bardzo zatroskany o losy młodzieży. Prosił, nalegał by się rozejść, prasa wszystko wyjaśni, obiecywał! Został wygwizdany, zszedł z mównicy. Jak się później okazało, nie wyjaśnili, mylił się!

Młodzież domagała się wystąpienia przedstawiciela POP PZPR, ale ten się nie pojawił. Wywołano więc sekretarza uczelnianego ZMS, a gdy ten stwierdził, że „teraz jest pora na naukę, a nie wiecowanie” także został wygwizdany. Wszyscy następni zostali tak przyjęci- „psychologia tłumu” – trzeba mówić to co tłum chce słuchać!

W czasie wiecu jego uczestnicy siedzieli na posadzce. Dla bezpieczeństwa zamknięto wejście do GG przed, którym zgromadziło się kilka tysięcy demonstrantów. Ludzie przynosili gazety i manifestacyjnie je palili wznosząc okrzyki: „PRASA KŁAMIE”. Po dwóch godzinach wiec się zakończył, nie podjęto żadnej rezolucji. Ok. godz. 14.00 otwarto wejście główne i z ogromnym transparentem: „PRASA KŁAMIE” oraz sztandarem biało-czerwony ok. 6 tys. osób udało się w kierunku redakcji „Sztandaru Młodych”, gdyż w tej gazecie ukazało się najwięcej kłamstw i obelg skierowanych w stronę studentów. Chwilę później maszerującą ul. Polną w kierunku DS „Riviera” spotkała niezbyt miła niespodzianka. Stało tam ok. 20 wozów milicyjnych, a obok nich setki funkcjonariuszy MO, którzy od czoła zaatakowali demonstrantów.

OBRONA GMACHU ELEKTRONIKI

Milicjantom udało się podzielić pochód na dwie części. Jedna zepchnięta została w kierunku Pl. Zbawiciela, a druga w rejon Gmachu Elektroniki. Przybycie, nowych posiłków MO ( ok. 15 wozów ) oraz zamknięcie Pól Mokotowskich i ul. Nowowiejskiej uniemożliwiło połączenie się obu grup. Część osób schroniła się w Rivierze, części zaś udało się wrócić pod Politechnikę, ale Gmach Główny i sąsiednie ulice były zablokowane przez milicję.

W tej sytuacji około 2 tys. osób schroniło się w Gmachu Elektroniki, który nie był chwilowo atakowany, gdyż obradowała tam Rada Wydziału i Zarząd Wydziału ZMS. Tych, którzy schronili się na zapleczu tego budynku bito niesłychanie okrutnie, wsadzano do wozów milicyjnych i wywożono. Mimo to od czasu do czasu większe grupy z okrzykiem GESTAPO wyskakiwały na zewnątrz, ale naciskani przez milicję zawracali. Budynek Elektroniki nie dawał jednak poczucia bezpieczeństwa przed zdziczałą masą milicjantów i w pewnej chwili, korzystając z zamieszania około 1000 studentów go opuściło.

Chwilę później rozpoczął się szturm, milicjanci pałkami rozbijali szyby i przez drzwi oraz okna wdarli się do środka dochodząc do drugiego piętra. Część osób od razu wypchnięto na zewnątrz i aresztowano studencką służbę porządkową. Najgorszym wrogiem w takich sytuacjach jest strach. Paraliżuje on wszelkie poczynania ofiar. Świadomość, że jesteśmy u siebie, że znamy każdy zaułek, że „gestapowcy” też nie czują się pewnie, dodawał sił. Początkowo studenci zachowywali się całkiem biernie, ale od pewnego czasu się to zmieniło. Zadanie ułatwiał fakt, że „uzbrojeni w technikę” studenci ( Elektroniki ) przechwytywali wszelkie meldunki i rozkazy jakie płynęły od dowództwa szturmujących budynek. Studenci zaczęli się organizować. Do obrony użyto gaśnic, krzeseł, kijów, cegieł i kamieni znajdujących się na zewnątrz budynku. Udało się nawet schwytać, rozbroić i pobić jednego milicjanta. To było dla nich ostrzeżenie, „że tu nie wszystko im wolno”! Potwierdzeniem tego był rozkaz wycofania się!

W odpowiedzi na to przed Gmachem Elektroniki miało miejsce spotkanie Dziekana Wydziału i dowódcy oddziału milicji, kapitana MO. Doszło do ugody: studenci zwolnią i oddadzą akcesoria rozbrojonego milicjanta, a milicja zagwarantuje im spokojne opuszczenie budynku. Tak też się stało, po pół godzinie znaczna część demonstrantów- około 1000 osób spokojnie opuściło gmach udając się w kierunku ul. Polnej i Riviery, ale już po przejściu kilkuset metrów zostali zaatakowani przez inne oddziały milicji i rozproszyli się w ogródkach działkowych Pól Mokotowskich. Pozostali w niewielkich grupach kierowali się w stronę ulicy Nowowiejskiej. Tuż przed północą Plac Politechniki się wyludnił! Niedziela 10 marca była dniem względnego spokoju, Wszystkie warszawskie kościoły, a szczególnie św. Krzyża i Zbawiciela znajdujące się w sąsiedztwie Uniwersytetu i Politechniki wypełnił niezliczony tłum studentów!

PONIEDZIAŁEK 11 MARCA 1968 R.

NA POLITECHNICE

Wydarzenia w sobotnie popołudnie, bicie i aresztowanie wielu studentów, próby pacyfikacji siłą buntu studenckiego w Gmachu Elektroniki, a szczególnie kłamliwe informacje prasowe o wydarzeniach na Uniwersytecie i Politechnice Warszawskiej nie wpłynęły na uspokojenie nastrojów w środowisku studenckim. Swój protest wyrażała młodzież na kolejnych wiecach! W poniedziałek 11 marca niemal instynktownie w samo południe znaczna część studentów udała się pod Politechnikę. Przyniesiono ogromną ilość gazet i je palono. Przy okazji skandowano: „KONSTYTUCJA, PRASA KŁAMIE, UWOLNIĆ ARESZTOWANYCH, TAJNIAKA DO POWSZECHNIAKA, ZAMIENIĆ PAŁKI NA CAŁKI, MŁODZIEŻ BANANOWA Z GOLĘDZINOWA, ZDJĄĆ ZE SCENY DZIADY Z GOLĘDZINOWA…”

Ku mojemu zdumieniu nie doszło do prowokacji, ale i studenci nie mieli ochoty na dalsze starcia z milicją, więc wiec zakończył się ok. 13.30. Już zaczęliśmy się rozchodzić do swych zajęć, gdy dotarła bulwersująca wiadomość: „Pod Uniwersytetem pobito studentów, użyto gazów łzawiących!”

I W CENTRUM WARSZAWY

W tej sytuacji nikt się nie zastanawiał co robić, mniejszymi i większymi grupami, czasem z rodzicami i bliskimi kierowali się w stronę Uniwersytetu, wznosząc okrzyki: „PRASA KŁAMIE, UWOLNIĆ STUDENTÓW…”. Swój pochód, (rozpędzony po godzinie przez milicję) pod Redakcję Sztandaru Młodych zorganizowała młodzież licealna, ale studenci nie dołączyli do niego. Studenci Uniwersytetu zbierali się pod kościołem św. Krzyża, a Politechniki na Pl. Zwycięstwa. Tu dołączyli demonstranci z Uniwersytetu i ludność cywilna, razem było nas ok. 15 tys.

Ponieważ Starówka , ul. Traugutta i otoczenie Teatru Wielkiego było zablokowane przez milicję, w okolicach pomnika Adama Mickiewicza uformował się pochód zmierzający w stronę Domu Partii . Ludzi było tak dużo, że nie wszyscy zmieścili się w ulicy Nowy Świat, więc drugi, „równoległy” pochód w kierunku Pl. Trzech Krzyży przesuwał się ulicą Kredytową. Nie niesiono transparentów, ale raz po raz wznoszono okrzyki : „PRECZ Z MOCZAREM” i inne…

Gdy zbliżaliśmy się do skrzyżowania ul. Nowy Świat i Al. Jerozolimskich na czoło pochodu z różnych zaułków wyszli dobrze zorganizowani i „zaprawieni w bojach” chuligani w liczbie około 500. Przybyli „chłopcy” z Targówka, Grochowa, Pragi 2, Bródna. Byli dobrze uzbrojeni ( pałki gumowe, węże z nabitymi gwoźdźmi, petardy, pręty metalowe, cegły, kije, kamienie ). Tu stali się naturalnym sojusznikiem i obrońcą rzesz studenckich. Zajmowali oni miejsca w tym rejonie, gdzie było najwięcej milicjantów. Głównie w rejonie Dom Partii, który był otoczony potrójnym kordonem milicji.

W kilku miejscach doszło do zażartej walki między chuliganami, a milicją. W rejonie kościoła św. Krzyża, w którym schroniło się wielu studentów i cywili, zostały użyte armatki wodne. Milicja do kościoła nie weszła, ale studenci zabarykadowali wejście, niektórzy wnieśli dużo kamieni ( inni je wynosili ).

Najcięższe walki miały miejsce między CDT, a ul. Marszałkowską. Milicjanci rzucali świece dymne, a chuligani je odrzucali. Dochodziło do walki wręcz. Milicjanci nie mogąc sobie poradzić z chuliganami odwołali trzeci kordon. Za sympatie ze studentami z niesłychanym okrucieństwem bili wszystkich kto znalazł się w pobliżu, nawet dzieci, starców i kobiety.

Komunikacja publiczna w centrum miasta została całkowicie sparaliżowana. Około godz. 19.00 w rejonie skrzyżowania Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej oraz Alei Jerozolimskich i Nowego Świata pojawiły się ogromne tłumy studentów i cywili, może ze 200 tys. ? Niewyobrażalna w owym czasie liczba ludzi w jednym miejscu, kolejny, wielki, masowy protest społeczny przeciw niereformowalnemu systemowi.

Byłem na skrzyżowaniu ul. Nowy Świat i Al. Jerozolimskich dzień później- 12 marca. Tydzień wcześniej pracowałem przy ul. Mysiej w ramach Studenckiej Spółdzielni Pracy bodajże na zlecenie Polskiej Agencji Prasowej i zauważyłem wówczas ceglany murek. Gdzie on jest zapytałem starszego pana, który tu mieszkał? Murek został wczoraj rozebrany przez chuliganów do walki z milicją. W takim samym celu został użyty węgiel należący do Przedsiębiorstwa Energobudowa, zamiast tego wszędzie były kawałki cegieł, kije, kamienie i krew!

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA

POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ

cz.1

Reklamy

komentarze 4

  1. […] MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2 […]

  2. […] MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2 […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: