MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4

MARZEC 1968 R. –

WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4

Władysław Grodecki

S T R A J K

Czwartek 21 marca 1968r.

Bardzo powoli zaludniała się aula w Gmachu Głównym PW. Wydawało się, że studentom zabrakło odwagi by przeciwstawić się szantażowi władz i niezwykłej aktywności funkcjonariuszy PZPR na uczelni. Na wielu wydziałach, nawet w Gmachu Głównym odbywały się niektóre zajęcia. Na szczęście w południe wypełnił się cały parter i studentów ciągle ich przybywało. Nie bez znaczenia w „krzepieniu ducha” były informacje z zewnątrz. Przypominały one „meldunki z frontu” , oto Ryszard Krasnodębski, wybitny matematyk profesor Politechniki Wrocławskiej na znak solidarności ze studentami podjął strajk głodowy. Z tegoż Wrocławia dotarła inna wiadomość; studentów popierają robotnicy PFW-agu. A w Warszawie strajk solidarnościowy zapowiedzieli studenci AWF-u, UW i SGGW.

O godz. 16.00 strajk zaczął się na dobre. O tej porze objąłem funkcję kierownika ośmio osobowej służby porządkowej na parterze Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej. Otrzymałem fragment bardzo skomplikowanej koronki, jako „legitymację służbową”, którą przypiąłem do wewnętrznej strony kołnierza. Celem służby było pilnowanie porządku, a więc dbanie by nie doszło do jakiejś prowokacji, niszczenia sprzętu, kradzieży, by nie wchodziły na teren uczelni osoby obce, a nadto kierowanie akcją pomocy od ludności Warszawy i różnych instytucji itd. Meldunki o ofiarności mieszkańców stolicy, zwłaszcza darów żywności sprawiły, że nie musieliśmy się martwić, że czeka nas „ramadan” ( muzułmański post ). W dowód wdzięczności raz po raz od potężnych okrzyków „WARSZAWA Z NAMI” trzęsły się mury okazałego gmachu. Chodziło o to by Oni, darczyńcy to słyszeli.

Długo i niestety bezskutecznie czekano na pozwolenie Rektora zorganizowania akcji propagandowej. O godz. 17.00 uczyniono to bez tego przyzwolenia. Potrzebne były pieniądze i w ciągu kilku chwil zebrano 4512 zł. Natychmiast ruszyła potężna machina propagandowa w której zaangażowało się kilkadziesiąt osób. Wykonywano ogromne transparenty, drukowano tysiące ulotek. Ale to wszystko było za mało, więc kto miał kawałek papieru i długopis pisał dla tych co na zewnątrz. Natomiast z balkonu co chwilę podawano różne komunikaty:

– ze studentami PW solidaryzują się uczelnie Wrocławia i Łodzi gdzie podjęto strajk okupacyjny o godz. 8.00

– ukończono olbrzymią planszę „WARSZAWA Z NAMI”.

– godz. 18.00 Polskie Radio podało apel ZMS-u o solidarność z Partią i rządem.

– o godz. 20.00 strajk okupacyjny podjęli studenci UW i AWF-u

A tymczasem na ścianie frontowej Gmachu Głównego Politechniki powieszono kolejne transparenty: STRAJK OKUPACYJNY, WARSZAWO PROSIMY CIĘ O POMOC, NIE MA CHLEBA BEZ DEMOKRACJI, DEMOKRACJA WARUNKIEM POKOJU I SPOKOJU, ROBOTNICY WASZA SPRAWA NASZĄ.

Później wewnątrz auli powieszono jeszcze hasło: „TRZEBA TROCHĘ POSTRAJKOWAĆ, PRZESTANĄ NAS IGNOROWAĆ” O godz. 22.00 był apel wieczorny, po którym podano kilka komunikatów. A później na siedząco czy leżąco w auli, na korytarzach, w salach wykładowych w półśnie mijały godziny. Oczywiście my, członkowie służby porządkowej musieliśmy czuwać. Na szczęście noc minęła dość spokojnie, a rano na fasadzie GG zawisła REZOLUCJA PW, zaś 60 osób przeniosło przez ulicę Nowowiejską gigantyczny transparent POPRZYJCIE STRAJK, który zawisł na Gmachu Elektroniki.

Piątek 22 marca 1968 r.

Dzień rozpoczął się od bardzo nerwowych, chrypliwych okrzyków, których przyczyną było aresztowanie kilku kolegów, którzy wyszli na zajęcia w studium wojskowym. Rano trzeba było jakoś załatwić potrzeby fizjologiczne. Sam nie wiem jak te parę tysięcy osób uporało się z tym problemem i stanęło do apelu. Ten zaczął się od odśpiewania hymnu. Poranek, nowe siły, krzepiące wieści, że przed GG gromadzą się coraz większe tłumy Warszawiaków, którzy ze wzruszeniem czytali ( niektórzy przepisywali) Rezolucję.

To wszystko wprawiło nas w dobry nastrój. Powiało optymizmem. Musimy uczynić wszystko by nigdzie nie było zajęć! Specjalna kilkudziesięcioosobowa grupa udała się na teren Politechniki Południe by walczyć z ”łamistrajkami”.

Strajk na Politechnice odbił się szerokim echem w stolicy. To było ważne wydarzenie, Warszawiacy tylko o tym mówili i dawali dowody swego uznania, podziwu, sympatii dla studentów. Wspierali nas! Oto niektóre przykłady:

– Kierowca furgonetki zamiast dostarczyć pieczywo do sklepu przywozi je strajkującym.

– Taksówkarze nie pobierali opłat od studentów.

– Ociemniała kobieta przekazała trzy paczki papierosów, „jeśli za słuszną sprawę”.

– Ambasada Szwajcarii przekazała ciężarówkę żywności.

– Motorniczy tramwajów zatrzymują dłużej tramwaje na przystanku koło GG by pasażerowie mogli pozbierać ulotki.

– Prezenty przekazały Ambasady USA, Wlk. Brytanii i Kanady. Chęć pomocy deklarowała Ambasada Czechosłowacji.

– W różnych zakładach i instytucjach studenci byli wcześniej zwalniani z pracy by mogli iść na strajk. Tam też przepisywano lub drukowano ulotki.

– Z zakładów pracy wpłynęło 30 tys. zł. , a robotnicy przekazali ogromną ilość żywności: chleba, kiełbasy, mleka, wędlin, piwa, owoców, słodyczy, a nawet ziemniaków i piwa. Wielokrotnie wychodziłem na zewnątrz GG i przecierałem oczy ze zdumienia; sześciu studentów nie mogło sobie poradzić z odbieraniem prezentów od ludzi zgromadzonych za żelaznym parkanem. Wszyscy prosili o ulotki.

Powoli to ostatnie życzenie można było realizować. Na uruchomionych kopiarkach uczelnianych w ciągu nocy wydrukowano ok. 15 tys. ulotek. Tyle samo przepisano ręcznie! Kolosalne wrażenie na zebranych przed GG robiły imponujących wymiarów plakaty i nieco mniejsze w oknach. Przybywało ludzi na Pl. Jedności Robotniczej, pojawili się zachodni dziennikarze, przeprowadzono kilka wywiadów.

Ktoś przyniósł kartkę z ulicy. STUDENCI ZACZNIJCIE APEL JAK ZWYKLE HYMNEM, A MY DOŁĄCZYMY. Apel rozpoczął się o 14.00 zgodnie z planem. Jak się później okazało, najmilszy. Było dość spokojnie, było co jeść i pić. Wyszedłem na zewnątrz, studenci nie nadążali z odbieraniem darów. Później wszedłem do jednej z sal wykładowych i nie mogłem uwierzyć, była wypełniona do sufitu kiełbasą. A w auli rozdawano całe kosze luksusowych papierosów i lepsze, owoce cytrusowe. Ogromna ilość listów, prezentów i innych dowodów poparcia i podziwu. Na każdej niemal paczce, na każdym skrawku papieru były słowa zapewnienia, że są z nami. Pisali inteligenci i ludzie prości, kobiety i mężczyźni, dorośli i młodzież. Wspierali nas duchowo i materialnie ( liczne prezenty ) robotnicy z Żerania, Miasto-projektu, z Okęcia, z Zakładu Róży Luksemburg. Najmilsze jednak były kwiaty od najmłodszych, od dzieci! Długo można by wymieniać darczyńców, osób i instytucji, które nas wspierały. Nic więc dziwnego, że raz po raz wznosiliśmy okrzyki, BRAWO UNIWERSYTET, BRAWO SGGW, BRAWO WROCŁAW, BRAWO AWF, ROBOTNICY Z NAMI, WARSZAWA Z NAMI Byli i tacy, który zadbali o „strawę duchową” , czas umilały nam występy artystów, w tym duet fortepianowy Marek ( Tomaszewski) i Wacek ( Kilsielewski).

Wieść o tym co dzieje się w GG, że jest bezpiecznie, że jest dużo jedzenia i picia, że jest miła atmosfera, sprawiła, że po południu przybyli nawet ci studenci, których do tej pory paraliżował strach przed konsekwencjami. Oceniano, że ok. 18.00 było nas ok. 12 000!

Niestety już wkrótce miało się to zmienić! Pracująca na podsłuchu krótkofalówka w Gmachu Elektroniki wykryła, że z pokoju 152 (POP PZPR ) przekazywane są informacje do Domu Partii o rozwoju sytuacji na Politechnice, zaś przybywający do auli z zewnątrz zauważyli, że w rejonie Politechniki pojawiły się oddziały WSW i przybyło milicjantów.

Gdy po zapowiedzi koncertu studentów Wyższej Szkoły Muzycznej w auli zaczęły się gromadzić coraz większe rzesze studentów na balkonie pojawił się prorektor Jan Różycki w towarzystwie prorektora Henryka Śmigielskiego i członków Senatu PW. Prof. Śmigielski odczytał wezwanie Rektora Prof. Dionizego Smoleńskiego: (…) żądam kategorycznie:

1)Opuszczenia pomieszczeń Politechniki do godz. 21.00 dnia dzisiejszego.

2)Przystąpienia do normalnych zajęć jutro tj. w dniu 23.III.68r. do godz. 8.00

I dalej: „Jeżeli do dnia 23.III.1968 r. nie zostanie przywrócony porządek i studenci nie przystąpią do normalnych zajęć, działalność Uczelni za zgodą Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego zostanie zawieszona i w odpowiednim terminie zostaną ogłoszone nowe wpisy na wszystkich latach i wydziałach.”

W szeregi studenckie wkradł się strach, zwątpienie i niedowierzanie. Część studentów od razu przychyliła się do apelu rektora, ale pozostali nie dali się zastraszyć. Nie zmieniły tego nawet różnice zdań Członków Komitetu Strajkowego i wystąpienie jednego z nich, który stwierdził, że aktualny kierownik nie jest studentem naszej uczelni, że w ogóle nie jest studentem! Raz po raz wznoszono okrzyki: ZOSTAJEMY, ZOSTAJEMY… Z biegiem czasu zaczęło ubywać odwagi i determinacji. Niektórzy zaczęli wychodzić! W tym czasie z balkonu do zebranych na zewnątrz ludzi przemawiał jeden ze studentów zapewniając, że choć wielu opuszcza uczelnię, jednak część zostanie do końca. Wspólnie ci wewnątrz i ci na zewnątrz zaśpiewali „międzynarodówkę”! Dochodziła godz. 21.00 gdy na balkonie pojawił się były Rektor PW Jerzy Bukowski. Prosił, nalegał, tłumaczył, perswadował, proponował by zgłosiła się kilkuosobowa grupa, która by wyprowadziła studentów na zewnątrz. Część osób wyszła. Znowu przemawiali profesorzy Śmigielski i Różycki, bez efektu. W końcu udało się rozbić zebranych na wydziały i w odrębnych salach wykładowych przedyskutować problem wyjść, czy pozostać? Część osób znowu wyszła…

Atmosfera stała się bardzo napięta gdy Rektor przypomniał, że minęła 22.00 i właściwie nie jesteśmy już studentami, że w każdej chwili do środka może wkroczyć milicja? Wyszła kolejna grupa studentów…

Na mównicy znowu pojawił się kierownik strajku apelując, by nie dać się zastraszyć. Już nie wszyscy chcą go słuchać, mimo to słychać było na zewnątrz skandowanie: ZOSTAJEMY, ZOSTAJEMY…

Czas wolno upływał, przemawiali, prorektor, Rektor Dionizy Smoleński i ponownie prof. Jerzy Bukowski. Był bardzo zatroskany o los uczelni, o los każdego studenta. Prosił by nie podejmować ogromnego ryzyka jakim w przypadku pozostania jest pobicie, więzienie, a może i relegowanie z uczelni. Przyznał jednak, że jedynym, honorowym wyjściem jest przetrwanie do godz. 8.00 i zadeklarował pomoc. To samo chwilę później uczynił sam Rektor Dionizy Smoleński.

Studenci rozeszli się do sal wykładowych, nie na długo. Ok. 1.30 „odwiedza” ich prorektor Jan Różycki. Był bardzo zdenerwowany, takiego Mojego Profesora nigdy nie widziałem. Dla mnie był zawsze przykładem, uprzejmości, spokoju i kultury, ale tym razem było inaczej. Nie mówił, krzyczał: „Proszę koniecznie opuścić uczelnię. Otrzymaliśmy odgórną decyzję na, którą nie mamy żadnego wpływu. Proszę wyjść, proszę wyjść! Po kwadransie wszyscy zebrali się na krużgankach i parterze. Zestresowani, zaspani, wściekli. Tak władza „wybija nam z głowy socjalizm”, komentowali niektórzy. Z balkonu znowu przemawiał prof. Jerzy Bukowski. Czy ktoś był w stanie tego słuchać?

Tymczasem z zewnątrz dochodziły coraz bardziej niepokojące wiadomości; deszcz rozpędził tłumy Warszawiaków, a resztę milicja zepchnęła w boczne ulice! Po komunikacie radia i telewizji lokalnej o rozwiązaniu uczelni i niebezpieczeństwie „wzięcia szturmem Gmachu Głównego”, niektórzy słabną inni idą do toalety. Wiele osób jest bliskich szoku nerwowego, wychodzą! Dziewczęta płaczą ze strachu, mdleją. Z balkonu auli ciągle ktoś przemawia, ale tego nie można już słuchać, to przekracza granice wytrzymałości psychicznej. Nagle wrzask, idą! Głowy skierowały się w stronę bramy głównej. Pękła szyba; wszystkich targnął złowieszczy zgrzyt, wdzierają się do środka gestapowcy z Golędzinowa, ale nie…

Niektórzy kapitulują i uciekają tylnym wyjściem lub chowają się po salach. Sam przeżywam okropny strach, ale jeszcze piszę na skrawkach gazet; staram się oddać nastrój tych dramatycznych chwil!

Ktoś znowu pojawił się na balkonie i usiłuje coś powiedzieć. Jego łamiący się głos już nie może nikogo przekonać. Czuć beznadziejność i strach. Ci, którzy jeszcze nie otępieli całkowicie wzruszają ramionami. Inni nie są w stanie nawet się skupić. Przetrwać, za wszelką cenę przetrwać do godz. 8oo to jedyna rzecz, którą najbardziej pragną!. Niektórzy jednak pod wpływem presji lub szantażu członków PZPR – wychodzą bądź siłą zostali wypchnięci z Gmachu Głównego.
Godzina 2oo prosi prorektor Jan Różycki , wyjdźcie, proszę wyjdźcie dla swojego dobra, proszę…

Każda minuta dłuży się niesłychanie! Po pół godzinie kolejny trzask i wszyscy zerwali się do barykadowania drzwi schodów. Przewracano szafy, przesuwano gabloty. Przygotowano gaśnice , syreny alarmowe. Na parapetach krużganków znalazły się minerały wyrwane z gablot, kosze na śmiecie, butelki, w pobliżu krzesła, drzwi wyciągnięte z zawiasów… wszystko to miało spadać na dół na głowy „ uzbrojonych po zęby” słynnych oprawców z Godzinowa!

Minęła godzina 3oo znowu na balkonie pojawił się rektor Dionizy Smoleński. Część osób znowu wyszła, ale dla pozostałych nic nie znaczą podstawione przez MZK autobusy, które rozwoziły studentów do domów i akademików. Nie pomagają też rozrzucane ulotki o rozwiązaniu uczelni i nowych zapisach. Rektor i członkowie senatu, nalegali, prosili, błagali…

Wszystko nadaremnie, jeden z przemawiających chwilę później zaproponował obronę GG. Z grona ok.. 12 tys. studentów, którzy byli wieczorem pozostało już nie więcej niż 900 osób, ale tych najbardziej zdeterminowanych , szalonych, gotowych na wszystko. Każda propozycja kapitulacji ze strony członków senatu była skazana na niepowodzenie!

Może kwadrans po 300 pojawił się Generalny Prokurator PRL-u i „prawa ręka” Gomułki, Zenon Kliszko. Znowu wystąpienia, perswazje , zastraszanie szturmem GG, aresztem, relegowaniem z Politechniki i „wilczym biletem” uniemożliwiającym wstęp na jakąkolwiek uczelnię w kraju! Żadnych konkretnych argumentów, tylko siła , tylko przemoc…

Jeszcze niektórzy organizatorzy błagali, zostańmy, bronimy honoru Politechniki, honoru polskiego studenta…

Zmęczenie, głód i zwyczajny ludzki strach wzięły górę, zgodzono się na wyjście , ale pod warunkiem, że wraz ze studentami do Riwiery pójdzie Prokurator Generalny PRL i cały senat.

Kilka minut przed 4.00 otworzono główne wejście i powoli ruszył niemy tłum do „marszu milczenia”, do „pochodu cieni”. Metr po metrze przemierzaliśmy Plac Politechniki w kierunku Riwiery, głowy spuszczone, smutne, w oczach łzy. W oknach mieszkańców ul. Polnej zasuwano ze strachu firanki, jak w Kielcach gdy w sierpniu 1914 r. wkraczała Kadrówka, tylko pijani oprawcy z Golędzinowa ( Korpus Ochrony KC ) patrzyli na nas ze złością, a może z niedowierzaniem, a może z podziwem?

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 3

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz.1

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. […] MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4 […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: