Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

baner historia PRL

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

Z:Trzy twarze Juliana Haraschina – Krystian Brodacki, Arcana,2015

(mały fragment)

  1. Śledztwa akt II: producent magistrów

Śledztwo w sprawie Haraschina i towarzyszy obracało się wokół trzech głównych tematów:

  1. Łapówkarstwo; 2. Nadużycia na Wydziale Prawa UJ; 3. Obalenie mitów o Haraschinie – rzekomym bohaterze Września i bojowniku polskiego Podziemia w okresie okupacji hitlerowskiej. Temat pierwszy przedstawiłem wyżej. Teraz czas na sensacyjny temat 2, o największym ciężarze gatunkowym. Co ciekawe, na ten bulwersujący trop prokuratura wpadła przez przypadek: uwagę śledczych zwrócił fakt, że oskarżony Frasik, chłop z pochodzenia, robotnik z zawodu, kombinator i handlarz walutami z wyboru- jest zarazem magistrem prawa! Dlaczego nie wykonuje swego fachu, dlaczego nie pracuje jako radca prawny, albo też nie stara się odbyć aplikacji adwokackiej i zdać egzaminu, który pozwoliłby mu uzyskać wpis na listę adwokatów ? Dotarły też do nich krakowskie plotki o Studium Zaocznym.

Dość ciekawych wyników dostarczyła rewizja w domu Haraschina: przechowywał tam sporą ilość czystych kart papieru maszynowego, podpisanych in blanco przez różne osoby, np. przez naukowców z Wydziału Prawa UJ, prof. Kazimierza Opałka i kierownika Punktu Konsultacyjnego SZWP w Katowicach mgr. Tadeusza Hanauska. Znaleziono karty egzaminacyjne studentów SZWP, oraz dwa niezbyt przyjemne anonimy; podpis pod jednym z nich brzmiał: „Życzliwi studenci 4 roku”. Była też wizytówka Henryka Wolfa z krótkim liścikiem zaczynającym się od słowa: „Juleczku!”.

Wolf złożył obszerne zeznanie 8 października 1962 r.; wniosło do śledztwa dużo, może nawet trzeba je nazwać przełomowym. Przedstawiam jego istotny fragment:

Byłem wtedy Pełnomocnikiem Ministra Zdrowia do spraw Funduszu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci UNICEFF. Poznałem Haraschina w gabinecie płk. Batkiewicza w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. W szerszym gronie na zaproszenie Haraschina widywałem się z nim w warszawskich kawiarniach lub restauracjach; w tych spotkaniach brali udział Batkiewicz, Cynkin, lekarz Stuczyński. Płacił za wszystkich Haraschin, a były to sumy równające się mojej miesięcznej pensji… W pewnym momencie, gdzieś miedzy rokiem 1955 a 1957, Haraschin zaproponował załatwienie dla mnie dyplomu magistra prawa, twierdząc, że nie będzie z tym żadnego problemu. On miał taką siłę przekonywania, że uległem i zgodziłem się uzyskać taki dyplom…

Pod dyktando Haraschina napisał podanie o przyjęcie od razu na… piąty rok studiów, powołując się na egzaminy „prawnicze i ideologiczne”, zdane jakoby na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu Leninizmu w Warszawie.

Wyjaśnijmy, że studia na WUML nie były uważane za ekwiwalent jakichkolwiek studiów wyższych, ale „dziekan” SZWP nie przejmował się takimi drobnostkami. Zresztą Wolf studiował rzekomo na Uniwersytecie Warszawskim i miał indeks nr 239; w rzeczywistości taki numer należał do Andrzeja Moraczewskiego, naprawdę przez pewien czas studiującego na Studium Zaocznym Wydziału Prawa UW, aliści już dawno skreślonego z listy studentów…

W rekordowym tempie Wolf zdał zaległe i bieżące egzaminy; wkrótce przedłożył gotową pracę magisterską i poprosił o termin egzaminu magisterskiego. Recenzent pracy zastępca profesora dr Antoni Walas ocenił ją jako bardzo słabą, ale „przejawia pewien wysiłek autora, co uwzględniając brak zdolności w kierunku głębszej analizy zagadnienia – skłania do uznania pracy jako jeszcze odpowiadającej wymogom pracy magisterskiej”. Brawo! 17 czerwca 1957 r. komisja egzaminacyjna w składzie: Haraschin – przewodniczący, oraz dr Walas i doc. dr Mieczysław Sośniak uznała, że wiedza studenta Henryka Wolfa upoważnia do nadania mu tytułu magistra praw. Po pewnym czasie dyplom odebrał. Ale tu wmieszała się jego małżonka, znacznie od niego mądrzejsza (i uczciwsza):

– Czyś ty zwariował? Chcesz mieć kłopoty? Zniszcz mi zaraz ten „dyplom”!

Mąż usłuchał, oddał dokument żonie, a ta go spaliła.

Idąc tropem Wolfa wezwano na świadka płk. Józefa Batkiewicza, szefa Departamentu Wojskowego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Poznał Haraschina w Krakowie, podczas narady na temat Studiów Wojskowych, podczas której Haraschin wygłosił referat, po czym zaprosił wszystkich do siebie na kolację; byli tam płk Cynkin i prof. Opałek. Odtąd Batkiewicz nieraz będzie gościł u „Juleczka”, który okazał się tak uczynny, że załatwił mu przyjęcie na studia na Wydziale Prawa… Osobiście przedstawił go dziekanowi Opałkowi, podkreślając splendor, jaki spływa na Wydział, skoro dyrektor z Ministerstwa będzie studiował na UJ. Co dalej ? Kiedy jeden z profesorów zagadnął pewnego dnia szefa Studium, dlaczego Batkiewicz nie pojawia się na seminariach, ten odpowiedział:

Z uwagi na wielkie wydarzenia polityczne (XX zjazd KPZR, obalenie kultu Stalina oraz napięta sytuacja w kraju) jest służbowo bardzo zajęty, więc jego nieobecność uznałem za całkowicie usprawiedliwioną. A pracę magisterską pisze w Warszawie, ma przecież do dyspozycji bibliotekę ministerialną. Proszę zatem zaliczyć mu seminarium…

Batkiewicz: Zostałem zwolniony z obowiązku uczęszczania na wykłady i zajęcia. Nie pamiętam pod czyim kierownictwem pisałem swą pracę magisterską Dostałem od jakiegoś profesora temat pt. „Stosunek pracy a służba wojskowa”. Spotkałem się z nim ponownie dopiero podczas jej obrony. On chyba w 1961 r. był sekretarzem organizacji partyjnej na UJ… W trzy miesiące po obronie pracy otrzymałem dyplom……..

. Jedną z gwałtownych miłości towarzysza Tadeusza została około 1955 r. Jolanta Kurc, 25-letnia pianistka w Centralnym Zarządzie Radiofonizacji Kraju: pisał do niej płomienne wyznania, a między jednym a drugim zaproponował jej szybkie uzyskanie dyplomu magistra prawa… Miała obiekcje, ale je rozwiał: „Joleczko, moja w tym głowa. Wszystko będzie dobrze!” I było, aż zanadto. Zaliczono jej kilka lat studiów na SGPiS i 15 listopada 1955 r. została przyjęta od razu na IV rok prawa, na studia stacjonarne [!], a następnie rozpętał się istny festiwal cudownie zdanych egzaminów. Tym razem posłużę się konkretami: oto pełna ich lista, według karty egzaminacyjnej Jolanty Kurc,

s.229 230

 

Jak skomentować powyższe curiosum? Choć sześciokrotnie występuje brak roku w dacie egzaminu, niewątpliwie chodzi o rok 1955. Pomijając cztery daty z roku 1956, oraz jeden przypadek braku wpisu i jeden w ogóle bez daty, otrzymamy liczbę siedemnastu egzaminów, zdanych rzekomo w listopadzie (trzy) i w grudniu (czternaście, a w tym-6 egzaminów w ciągu jednego dnia: 14.12.1955 r.!) w roku 1955. Nawet gdyby panna Kurc była wyjątkowo pracowitą i zdolną studentką, nie byłaby w stanie zdać aż tylu. A jednak, wcale nie uczęszczając na zajęcia (wszak pracowała w Warszawie), uzyskała wpisy wybitnych uczonych, złożyła pracę magisterską Stosunek pracy z nakazu pracy (prof. Walas dał jej notę „powyżej dostatecznej, a poniżej dobrej…”), z wynikiem dobrym zdała egzamin magisterski przed profesorami Opałkiem, Walasem i Walaszkiem i 25 czerwca 1956 r. otrzymała dyplom. „Widzisz? Nie mówiłem?”, cieszył się jej ukochany, „To wcale nie było trudne!”.

P.S.

jw – Warto przeczytać w całości. Produkcja niby-dyplomów to nie jest wynalazek ostatnich lat. Ta patologia jest głęboko zakorzeniona w systemie. Niestety historia patologii akademickich w interwale PRL-III RP nie jest poznana, ani badana przez historyków, którzy na ogół heroicznie walczą aby nie poznać tego co badają. ( https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/)

Te fragmenty pochodzą z książki napisanej przez publicystę, pianistę, autora książek o jazzie. Ciekawe dlaczego liczni i wybitni historycy UJ nie podjęli tak frapującego tematu, mimo że pisali Dzieje UJ (kompletne dyrdymały na odcinku PRL-III RP –https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ).

Widocznie tresura profesury w PRL, którą autor w książce dokumentuje, przyniosła efekty rozciągające się na kolejne dziesięciolecia, mimo tzw. transformacji ustrojowej. Degrengolada profesury bynajmniej nie ustąpiła, a dodatkowo jakby przyplątała się amnezja – widoczny objaw pokrzywdzenia profesury ( i nie tylko) przez system nihilizmu moralnego.

Julian Polan-Haraschin – okrutny prawnik, „Krwawy Julek”, TW”Karol”

https://lustronauki.wordpress.com/2009/07/17/julian-polan-haraschin/

Advertisements

komentarzy 6

  1. […] Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina […]

  2. […] Są też firmy zajmujące się wręcz fałszowaniem dyplomów,  biorące zapewne przykład ze słynnej wytwórni prac magisterskich Juliana Haraschina funkcjonującej w Polsce Ludowej.(https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-…. […]

  3. […] Są też firmy zajmujące się wręcz fałszowaniem dyplomów,  biorące zapewne przykład ze słynnej wytwórni prac magisterskich Juliana Haraschina funkcjonującej w Polsce Ludowej.(https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-…. […]

  4. Opinia Jana Pietrzaka

  5. […] rozmaite czyny, szczególnie haniebne.                Czasy Juliana Haraschina [https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-… ] skazanego za lipne dyplomy , mimo zasług dla instalacji komunizmu – już się […]

  6. […] produkcję lipnych dyplomów wdrożoną jeszcze w PRL przez wybitnego oszusta Juliana Haraschina  [https://lustronauki.wordpress.com/2015/05/15/produkcja-magistrow-na-uj-okres-prl-w-wytworni-juliana-…] zastąpiono bardziej wydajną produkcją przemysłową, tworząc liczne fabryki dyplomów […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: