Kazimierz Kujda, b. rektor, TW „Ryszard” z ujawnionego zbioru zastrzeżonego

Kazimierz Kujda, b. rektor, TW „Ryszard” z ujawnionego zbioru zastrzeżonego

Kazimierz Kujda w Wikipedii

Jest absolwentem studiów magisterskich na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej oraz studiów magisterskich na Wydziale Ekonomiki Produkcji Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. W 1986 uzyskał stopień doktora nauk technicznych na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej

W 1998 rozpoczął pracę w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W latach 1998–2000 i 2005–2006 był zastępcą prezesa zarządu Funduszu, a jego prezesem w latach 2000–2002, 2006–2008 i ponownie od 2015. W latach 1998–2001 i w 2006 był członkiem Rady Nadzorczej Banku Ochrony Środowiska S.A[2][3].

W latach 1995–1998 oraz 2008–2015 pełnił funkcję prezesa zarządu spółki Srebrna. Był także rektorem Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie (2004–2005) oraz rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży (2004–2007). Zasiadał w zarządzie Fundacji Prasowej „Solidarność” i zarządzie spółki Słowo Niezależne[2][4].

W październiku 2015 został powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę w skład Narodowej Rady Rozwoju….

Prezydent powołał Narodową Radę Rozwoju

Baza ludzi nauki

Kazimierz Kujda: Prezes Funduszu, którego ominęła lustracja

Rzeczpospolita 8.02.2019

Kazimierz Kujda widnieje w jawnym już inwentarzu IPN jako tajny współpracownik o pseudonimie Ryszard, który współpracę miał rozpocząć w 1979 r. w Siedlcach – zgadza się jego data urodzenia……Według ustaleń „Rzeczpospolitej” w 2002 r. teczka Kazimierza Kujdy trafiła do zbioru zastrzeżonego IPN. Biuro Lustracyjne IPN w Lublinie, które widnieje w inwentarzu jako posiadacz teczki „Ryszarda” (teczkę założyło WSUW w Siedlcach), odsyła nas do warszawskiego IPN……. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, Kazimierz Kujda w 2007 r. złożył oświadczenie lustracyjne, ale zostało ono wycofane z IPN i lustracja nie została przeprowadzona. Dlaczego? Wyjaśnia nam to sam prezes Kujda. Okazuje się, że oświadczenie złożył z racji tego, że od 1 grudnia 2004 r. do 30 września 2007 r. pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego w Łomży. „Według mojej najlepszej wiedzy, zostało ono wypełnione prawidłowo, a nie błędnie, jak to Pani sugeruje w pytaniu. Natomiast, jeśli dobrze pamiętam, zwrócono je z uwagi na to, że Trybunał Konstytucyjny uznał niektóre przepisy ustawy lustracyjnej za niezgodne z Konstytucją RP” – odpisuje nam Kujda. Chodziło o wyłączenie spod ustawy m.in. dziennikarzy i naukowców. W tym zwróconym formularzu Kujda zaprzeczył współpracy, a z racji nieprzeprowadzenia postępowania lustracyjnego przez IPN do dziś ani biura lustracyjne, ani sądy nie rozstrzygnęły, czy teczka „Ryszarda” jest prawdziwa czy nie……

Teczka Kujdy pogrąża PiS

Rzeczpospolita 8.02.2019

Oświadczenie Kazimierza Kujdy bagatelizującego jego współpracę z organami bezpieczeństwa w zderzeniu z zawartością jego teczki, jaką ujawniły media, nie wytrzymuje próby. Czy w tej sytuacji prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska poda się do dymisji?

Kazimierz Kujda, wieloletni prezes Funduszu a także spółki Srebrna, był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Ryszard – pokazują archiwa IPN….”Materiały z teczki Kazimierza Kujdy to dwa tomy. Pierwszy to teczka personalna. Są tam informacje o okolicznościach podjęcia współpracy i o jej przebiegu. Drugi to teczka pracy. Zawiera 105 stron raportów i donosów. Część materiałów pisał własnoręcznie Kujda” – pisze „GW”. W teczce jest oświadczenie Kujdy w którym „wyraża zgodę na nawiązanie dialogu z pracownikiem Służby Bezpieczeństwa”…..

Media: Kazimierz Kujda tajnym współpracownikiem SB

Do Rzeczy 8.02.2019

Kazimierz Kujda zarejestrowany jako TW. „Zwrócę się do IPN o autolustrację” – zapewnia

niezalezna.pl

…Kujda wyjaśnił, że jedną z podróży – organizowany przez Biuro Współpracy z Zagranicą Politechniki Warszawskiej wyjazd do Wiednia – odbył w 1981 r. krótko przed stanem wojennym. „Po powrocie do kraju, w lipcu 1982 roku, złożyłem w BWZ PW sprawozdanie z pobytu w stolicy Austrii. Natomiast podczas oddawania paszportu w Biurze Paszportowym przy ul. Kruczej w Warszawie (co było wówczas obowiązkiem) zostałem przesłuchany oraz przedstawiłem pisemne wyjaśnienia dotyczące pobytu w Wiedniu” – napisał.

 

Komentarze 2

  1. Zarzuty bez potwierdzenia czyli o lustracji Kujdy. „Żadna informacja nigdy nie została wykorzystana w pracy operacyjnej SB”

    Rok temu media podały, że bliski współpracownik prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego był agentem SB. Kilka dni temu pojawiły się informacje, że prokurator IPN uznał za niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne Kazimierza Kujdy. Tymczasem jego akta zachowane w IPN tych zarzutów nie potwierdzają.
    Sprawa Kazimierza Kujdy była prowadzona w latach 1979–1987 przez Wydział II KW MO w Siedlcach (kontrwywiad). Tu ppor./ kpt. Tadeusz Wielgórski wytypował go jako potencjalnego agenta do Sprawy Obiektowej „Turysta”, w której starano się kontrolować wyjazdy z kraju oraz przyjazdy obcokrajowców do Polski. 29 czerwca 1979 r. Wielgórski przeprowadził z Kujdą rozmowę rozpoznawczą i napisał:
    odpowiedzi [rozmówcy] nie zawierały kłamstw lecz także nie były całkowicie szczere np. dot.[yczące] poznanych ludzi, utrzymywanych kontaktów, faktycznego charakteru pobytu w Szwecji i Finlandii oraz wyjazdu do Anglii…
    To ważne: od początku Kujda kłamał, ale łudzono się, że będzie przydatny SB.

    Wątpliwe pozyskanie

    Kolejna rozmowa odbyła się 5 września 1979 r. Oficer SB wystąpił z tzw. pozycji kontrwywiadowczej. Wówczas esbecy żądali informacji o pobycie na Zachodzie w związku z wykluczeniem kontaktu z obcym wywiadem. Na spotkaniu Kujda napisał zobowiązanie o zachowania w tajemnicy rozmowy pod groźbą odpowiedzialności karnej. Na następnym spotkaniu napisał:
    Ja Kazimierz Kujda wyrażam zgodę na nawiązanie dialogu z pracownikiem Służb Bezpieczeństwa. Fakt ten zachowam w ścisłej tajemnicy przed rodziną oraz przed sądem i prokuraturą, milicją i osobami trzecimi. W dialogu tym będę przekazywał wiadomości autentyczne i zgodne z prawdą. Dialog dotyczy spraw o charakterze naukowym (gospodarka energetyczna) wynikających z moich kontaktów z zagranicą. Kujda.
    Pomijam już to, że jest to zasadniczo inny kierunek działania niż sprawa o kryptonimie Turysta, co świadczy o tym, że działania SB były tu podejrzane (do byle czego, byle zwerbować?). W sprawie jest poważniejszy szkopuł. Kujda nie miał szans na pozyskanie na Zachodzie informacji o energetyce, bo jego wyjazdy nie były naukowe, tylko zarobkowe. Typowe saksy z pracami na budowie, w ogrodzie czy magazynie. Wątpliwości w sprawie budzi też użyte słowo „dialog”. Dokumenty znajdujące się w sprawie świadczą, że Kujdzie nie zaproponowano współpracy, a on rozumiał dialog po swojemu. Niekoniecznie tak samo jak funkcjonariusze SB. Późniejsze wydarzenia dowodzą, że nie zamierzał współpracować z bezpieką i nie przyszło mu do głowy, że ktoś może go uważać za agenta. Deklarację o dialogu złożył w złej wierze, wiedząc, że żądanych informacji o energetyce nie dostarczy. I nigdy nie dostarczył.
    Ale po tym spotkaniu Wielgórski zarejestrował Kujdę jako tajnego współpracownika. Rejestracja była wątpliwa, naciągana i łamała reguły Zarządzenia Nr 006/70 Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 1 lutego 1970 r. w sprawie pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa resortu spraw wewnętrznych. Kujdzie współpracy nie zaproponował, ten nie wyraził na nią zgody, a ppor. Wielgórski wiedział, że Kujda kłamie. Wedle innej notatki oficera SB rozmówca zobowiązał się do przekazywania informacji pod pseudonimem Ryszard. Przeczy temu treść pisemnego oświadczenia Kujdy, a także późniejsze notatki tegoż oficera SB. To jedna z kilku wskazówek, że ppor. Wielgórski podkręcał w notatkach rzeczywistość, a opisywaną sprawę prowadził, byle ją prowadzić, w sposób urągający zasadom, bez nadzoru przełożonych. Od początku była ona wątpliwa i dęta przez oficera SB – człowieka z niewielkimi kwalifikacjami do kontrwywiadu (zawód wyuczony: nauczyciel WF i trener judo), bez sukcesów operacyjnych, karanego za kłopoty z alkoholem.

    Gdzie jest ta współpraca?

    Ogółem doszło do kilku spotkań Kujdy z funkcjonariuszami, w tym także w hotelu. Dziś można to potępić, ale przecież mamy do czynienia z młodym wówczas człowiekiem, niezwiązanym z opozycją ani niemającym pojęcia o metodach działania SB. Kujda sporządził wówczas kilka notatek dotyczących swoich wyjazdów zagranicznych. Głównie o miastach, które zwiedzał, miejscach, w których spał, pobieżnie poznanych osobach, wizytach w placówkach naukowych i zbieraniu materiałów w bibliotekach do pracy doktorskiej. O tym, że spotkał naukowca w Wielkiej Brytanii o nazwisku Tchórzewski i niemieckim emerycie nazwiskiem Szreder, u którego przez jakiś czas mieszkał i pracował w ogrodzie. Oprócz tego mieszanina innych banałów i nonsensów o wyższości socjalizmu nad kapitalizmem.
    Wiele z tych informacji było ewidentnie nieprawdziwych – miały one „legendować” naukowe cele wyjazdów, podczas gdy w rzeczywistości miały one charakter zarobkowy. Specjaliści od wywiadu piszą, że przekazywane przeciwnikowi dane tylko w 10 proc. nieprawdziwe można już uznać za dezinformację. Kujda milczał w sprawach ważnych, a nieprawdziwych informacji podawał znacznie więcej niż owe 10 proc. Z akt jego kolegi Jerzego Tchórzewskiego (IPN Lu 00419/984) jasno wynika, że obaj byli w zmowie i kiwali SB, opowiadając w miarę spójną legendę o naukowych wyjazdach na Zachód. Kontaktujący się z Kujdą ppor. Wielgórski pisał, że jego informacje są bezwartościowe, a ich odbieranie traktował nie jako pozyskiwanie wiedzy, tylko jako wciąganie go we współpracę. Żadna z tych informacji nigdy nie została wykorzystana w pracy operacyjnej SB.
    19 maja 1980 r. oficer SB zaproponował „doprowadzenie do »przypadkowego« spotkania i rozmowy z TW ps. »Ryszard« tuż przed jego wyjazdem do Włoch (np. podczas odbioru paszportu)”. Taki sztuczki – pokaz siły „dostaniesz paszport, jak będę chciał” – służyły wywieraniu presji i skłanianiu do lojalnej współpracy. Gdyby rzeczywiście Kujda był agentem ps. Ryszard, takie prężenie muskułów nie miałoby sensu. Widocznie nim nie był.
    W lipcu 1981 r. Kujda został mocniej przyciśnięty przez funkcjonariuszy przed wyjazdem do Austrii. Mówił o tym w 2019 r. w tygodniku „Sieci”, że zrobiłby wtedy wiele, by wydostać się z kraju, i liczył się z koniecznością emigracji. Podpisał deklarację, w której zobowiązał się zebrać informacje na temat firmy, do której jedzie na staż naukowy, oraz że będzie obserwował kolegę Jerzego Tchórzewskiego. Taki dokument można uznać za obciążający, gdyby te deklaracje zostały zrealizowane. Nie zostały. Po powrocie do kraju w 1982 r. kpt. Wielgórski zaskoczył Kujdę obecnością w czasie jego wizyty w Biurze Paszportów i zaczął rozmowę. Kujda odmówił kontaktów, a notatka oficera SB tylko potwierdza, że tu od samego początku nie mogło być mowy o współpracy. Wprawdzie Wielgórski napisał, że rozmówca zmienił stanowisko w sprawie współpracy, ale to tylko taka poetyka SB. Przecież nie mógł napisać, że od początku sprawa była wątpliwa i dęta.
    Ostatecznie Kujda dał Wielgórskiemu kopię oficjalnego sprawozdania z wyjazdu do Austrii dla politechniki z nagłówkiem „Kazimierz Kujda Studium Doktoranckie Politechniki Warszawskiej Kierunek Energetyka”, ostentacyjnie okazując w ten sposób, że żadnych tajnych kontaktów nie będzie. Także ten dokument ze stażu naukowego w Austrii był mistyfikacją. Kujda był na saksach, pracował jako elektryk, a informacje, które przekazał, były całkowicie bezwartościowe. Co jeszcze ciekawsze, SB dokonała już wcześniej sprawdzeń dokumentacji wyjazdów Tchórzewskiego i Kujdy na politechnice. Po nich było oczywiste, że obaj od początku działali w zmowie i oszukiwali SB, nie zbierali za granicą materiałów do prac naukowych, tylko wyjeżdżali zarobkowo. Jednak w aktach Kujdy nie napisano o tym słowa. To byłby wstyd wprost przyznać, że ktoś ich tak wykiwał. Musiała zapaść decyzja, żeby odebrać jakieś tam sprawozdanie i po cichu zamykać sprawę. Kontakty zamarły, ale jeszcze cztery lata (!) Kazimierz Kujda pozostawał w ewidencji operacyjnej jako czynny TW.
    Sprawa TW „Ryszard” była od początku mocno wątpliwa. To podręcznikowy przykład patologii opisanych przez historyka IPN Daniela Wincentego w cennej książce „Zgniłe jabłka, zepsute skrzynki i złe powietrze. Dysfunkcje w służbie bezpieczeństwa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku” (Gdańsk 2019). Po jej analizie uważam, że Kazimierz Kujda nie był agentem SB.

    Pseudodebata i pseudolustracja

    Równie ciekawa co analiza dokumentów TW „Ryszard” jest publiczna debata w tej sprawie. Akta wyciągnęli z archiwum przedstawiciele mediów, które na co dzień „brzydzą się grzebania w ubeckich teczkach”. No ale co innego, kiedy z kloacznego dołu można wydłubać coś na PiS i Jarosława Kaczyńskiego. W taki sposób Kazimierza Kujdę okrzyknięto agentem, a całą sprawę określono jako kompromitującą Prawo i Sprawiedliwość oraz jego prezesa. Znane typy (że się tak Kisielem posłużę) od tej operacji nie są warte wymieniania z nazwiska. Ale smutkiem napawają mnie historycy. Agenturalność Kujdy potwierdził w mediach prof. Andrzej Paczkowski. Pytanie, czy uważnie przeczytał akta, pozostaje otwarte. Ważnych tu akt Jerzego Tchórzewskiego nie zna na pewno. Potem w „Wyborczej” można było przeczytać rozmowę z prof. Antonim Dudkiem:
    Historyk odpowiedział też na pytanie, jak odniósłby się do tezy, że Kujda był »wtyką służb w Srebrnej«. »Podejrzewam, ale nie potrafię tego udowodnić« (…)
    itp. Jestem spokojny, że to manipulacja słowami prof. Dudka, który dał się wkręcić „Wyborczej”. Akta Kujdy nie noszą żadnych śladów jakiegokolwiek zainteresowania jego sprawą służb III RP.
    W tej kampanii przeciwko PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu wziął udział kojarzony z prawicą „rekonstruktor” biografii Anny Walentynowicz Sławomir Cenckiewicz. Majestatycznie orzekł, że czytał akta i potwierdził, że Kujda był agentem SB. Ale akurat jego opinie można potraktować z humorem, bo ich autor często i grubo się myli, a jego oceny są nad wyraz zwiewne. Kiedyś najpierw Cenckiewicz szydził z obrońców takich skompromitowanych agentów SB (dla mnie rzekomych, bo nie znam sprawy) jak arcybiskup Stanisław Wielgus, by potem napisać tekst „Krzywda i thriller arcybiskupa Wielgusa” („Do Rzeczy” z 11 października 2014 i 19 stycznia 2015). Będę stanowczo zaprzeczał twierdzeniom, że tak gruntowna zmiana oceny sytuacji była skutkiem „rozmowy polityczno- wychowawczej” z autorem w znanej uczelni z Torunia, gdzie miał etat.

    Co ciekawe, w tym drugim tekście cytatem z książki Wielgusa wskazywał głównego winowajcę, który swoimi intrygami miał uzyskać w Watykanie decyzję o ustąpieniu arcybiskupa. Miał nim być Jarosław Kaczyński. O ile to oskarżenie jest jakoś zrozumiałe (nie było kosztowne, Kaczyński nie był u władzy i wiele wskazywało, że do niej nie wróci), o tyle podłączenie się w 2019 r. do akcji „Wyborczej” wymierzonej przecież (za pomocą Kazimierza Kujdy) w prezesa PiS jest zastanawiające.
    Kilka dni temu pojawiły się informacje, iż prokurator IPN uznał za niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne Kazimierza Kujdy i takie stanowisko zajmie przed sądem. Jego pisemne stanowisko przeczytałem. Autor uznał przedstawione akta za wiarygodny opis rzeczywistości. Posiłkował się też przesłuchaniem kpt. Wielgórskiego, który oczywiście potwierdził rzetelność sporządzonej przez siebie dokumentacji. Wprawdzie prokurator uznał, że Kujda wiele rzeczy zatajał, ale inne informacje przekazywał. Wymienił nawet sprawę Szredera. Niestety nie wskazał dokładnie, o jakie przekazane informacje chodzi: te o zbieranych malinach czy te o porzeczkach? A może chodziło o bezcenną dla wywiadu informację, że Szreder był dobrym człowiekiem i pomagał biednym dzieciom w Afryce?
    Pan prokurator chyba niezbyt uważnie czytał akta i przeoczył ważne fakty. Takie jak zobowiązania składane w ewidentnie złej wierze, notoryczne kłamstwa i dezinformację. Na domiar wszystkiego wiemy, że oficer SB manipulował sprawą, która od początku była głównie statystyczną lipą.
    Od 20 lat piszę o agentach SB i służb wojskowych PRL, którzy dostają w sądach wyroki z orłem w koronie, że agentami nie byli. Tak jak chociażby opisany kiedyś przeze mnie i Cenckiewicza Lech Wałęsa. Ale ostatnio się okazało, że można na mocy tej samej procedury skazać osoby, które agentami nie były. Taki los spotkał znanego historyka Leszka Żebrowskiego, którego za agenta uznał ten sam warszawski oddział IPN, a potem ( jeszcze nieprawomocnie) sąd. Teraz agentem SB ma być Kazimierz Kujda. To kolejny dowód, że tzw. prokuratorsko- sądowa lustracja dawno przekształciła się w karykaturę. Ale cóż, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. A że ktoś komuś znowu złamie jego uczciwe życie?

    Artykuł z 7/2021 numeru tygodnika „Sieci”.

    Autor Piotr Gontarczyk

    Historyk, politolog, autor książek. Pracownik naukowy IPN

    https://wpolityce.pl/historia/539069-zarzuty-bez-potwierdzenia-o-lustracji-kazimierza-kujdy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: