Zbigniew Łukasik, TW „Ekłalizer”, rektor z grupy kłamców lustracyjnych, b. rektor UTH w Radomiu

Zbigniew Łukasik, TW „Ekłalizer”, rektor z grupy kłamców lustracyjnych, b. rektor UTH w Radomiu

Informacje w Wikipedii:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_%C5%81ukasik

Zbigniew Stanisław Łukasik (ur. 1952 w Kraśniku[1]) – polski inżynier, specjalizujący się w zakresie automatyki, profesor nauk technicznychrektor Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu w kadencjach 2012–2016 i 2016–2020. Absolwent wyższych studiów technicznych w Leningradzie, gdzie kształcił się w zakresie automatyki i elektroradiotechniki okrętowej. Ukończył też studia ekonomiczne w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu. W 1981 na Politechnice Szczecińskiej uzyskał stopień doktora nauk technicznych…..

 Habilitował się w 1998 w Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. 23 maja 2008 otrzymał tytuł profesora nauk technicznych. W pracy naukowej zajmuje się automatyzacją procesów, przetwarzaniem sygnałów, automatyką.

Od 1982 związany z WSI w Radomiu, przekształconą następnie w Politechniką Radomską, od 2008 na stanowisku profesora zwyczajnego. Był prodziekanem (1984–1986, 1987–1993) i dziekanem (1986–1987, 2002–2008) Wydziału Transportu. Przez kilka kadencji pełnił funkcje prorektora ds. dydaktycznych i studenckich. W 2000 został kierownikiem Zakładu Automatyzacji Procesów w Instytucie Automatyki i Telematyki. W 2012 wybrano go na stanowisko rektora Politechniki Radomskiej na czteroletnią kadencję[1]. W 2016 uzyskał reelekcję na kolejną kadencję[2].

Był również profesorem w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Białej Podlaskiej oraz w Wyższej Szkole Biznesu im. bp. Jana Chrapka w Radomiu. Należy m.in. do Sekcji Sterowania Komitetu Transportu Polskiej Akademii Nauk i Polskiego Towarzystwa Telematycznego.

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2011)

xxxxxxxxxxxxxx

W bazie Ludzi Nauki:

prof. dr hab. inż. Zbigniew Stanisław Łukasik

xxxxxxxxxxxxx

Prof. Zbigniew Łukasik, były rektor, a obecnie wykładowca UTH Radom, prawomocnie uznany kłamcą lustracyjnym

Małgorzata Rusek 30 listopada 2021. Gazeta Wyborcza Radom

– Sąd nie podzielił argumentów zawartych w apelacji i utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji, który uznał, że prof. Zbigniew Łukasik złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Wyrok jest prawomocny – usłyszeliśmy w Sądzie Apelacyjnym w Lublinie. A to oznacza, że prof. Łukasik utracił prawa wybieralności w wyborach do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach powszechnych organu i członka organu jednostki samorządu terytorialnego czy jednostek pomocniczych samorządu terytorialnego na okres pięciu lat.

Na taki sam okres sąd orzekł wobec niego zakaz pełnienia funkcji publicznej w rozumieniu ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990, w tym także wszelkich stanowisk na uczelni wyższej.

Prof. Łukasik jest byłym rektorem Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu, ale nadal pracuje na uczelni. Jest szefem Katedry Automatyzacji Procesów i Logistyki na Wydziale Transportu, Elektrotechniki i Informatyki. Jest też doradcą obecnego rektora prof. Sławomira Bukowskiego. Czy po prawomocnym wyroku uznającym prof. Łukasika za kłamcę lustracyjnego straci on stanowiska na uczelni?

IPN miał wątpliwości co do oświadczenia

A wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego złożył do Sądu Okręgowego w Lublinie Instytut Pamięci Narodowej. Instytut miał wątpliwości co do prawdziwości złożonego w 2008 r. przez Zbigniewa Łukasika oświadczenia lustracyjnego, które składał w związku ze sprawowaną wówczas funkcją dziekana Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu (do końca sierpnia 2020 r. sprawował funkcję rektora UTH Radom).

Badacze IPN przeprowadzili kwerendę w zasobie archiwalnym Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów/ Archiwach Oddziałowych Instytutu Pamięci Narodowej oraz w zbiorze wyodrębnionym i ustalili, że Zbigniew Łukasik był tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu III Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Cichocki” oraz tajnym i świadomym współpracownikiem Departamentu I Służby Bezpieczeństwa MSW w kategorii tajny współpracownik o kryptonimie „Ekłalizer” (pisownia oryginalna).

Departament III zajmował się zwalczaniem wszelkiej działalności antypaństwowej w kraju, zaś departament I zdobywaniem tajnych dokumentów i informacji dotyczących politycznych, ekonomicznych, militarnych i wywiadowczych planów i zamierzeń skierowanych przeciwko PRL i krajom obozu socjalistycznego.

Dokumenty TW podpisane własnoręcznie

IPN dołączył do akt sprawy odnalezione w archiwach m.in. odręczne oświadczenie Łukasika sporządzone w Kielcach 9 sierpnia 1973 r. o treści: „Ja niżej podpisany zobowiązuję się zachować w tajemnicy fakt i treść prowadzonej ze mną rozmowy przez pracownika Służby Bezpieczeństwa MSW. Zobowiązuję się równocześnie udzielić pomocy Służbie Bezpieczeństwa na terenie Związku Radzieckiego, jeśli zaistnieje potrzeba”. Dokument, jak dowodzili prokuratorzy IPN, został podpisany przez Zbigniewa Łukasika imieniem i nazwiskiem wraz z podaniem miejsca zamieszkania.

W dokumentach zachowały się też dwa odręcznie napisane doniesienia z 1975 r. Łukasik był wówczas studentem Leningradzkiego Instytutu Elektrotechnicznego im. Włodzimierza Ilicza Lenina.

Jak wynika z przedstawionych przez IPN dokumentów, po raz drugi Zbigniewa Łukasika zarejestrowano jako tajnego współpracownika w 1987 r., gdy był już pracownikiem naukowym radomskiej uczelni.

Sąd nie ma wątpliwości

Proces lustracyjny prof. Łukasika rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Lublinie w maju 2018 r. Zbigniew Łukasik, wówczas rektor UTH Radom, zaprzeczał, że był tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa, wyjaśniał, że pokazane mu doniesienia nie były sporządzone przez niego. Także pytany wówczas przez „Wyborczą” odpowiadał, że nie był TW, a złożone przez niego oświadczenie lustracyjne było „prawidłowe”.

Po ponad dwóch latach procesu sąd orzekł, że złożone przez Zbigniewa Łukasika w lutym 2008 r. oświadczenie lustracyjne jest niezgodne z prawdą. „W dniu 9 sierpnia 1973 r. Zbigniew Łukasik napisał oświadczenie, w którym zobowiązał się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i do zachowania w tajemnicy informacji o spotkaniach z funkcjonariuszami. Następnie został zarejestrowany przez funkcjonariusza Wydziału III Departamentu III MSW jako kandydat na tajnego współpracownika. Po podjęciu współpracy Zbigniew Łukasik przekazywał funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa informacje dotyczące polskich studentów studiujących w Leningradzie, posługując się przy tym pseudonimami »Cichocki«” – stwierdził w uzasadnieniu wyroku sąd. Według sądu dostarczone przez IPN archiwalne dokumenty nie budziły wątpliwości. „Rzetelność informacji zawartych w dokumentacji znajduje potwierdzenie w opinii historycznej, zaś sporządzenie przez Zbigniewa Łukasika znajdujących się na mikrofilmie: oświadczenia i doniesień z Leningradu potwierdzane jest przez opinię z zakresu ekspertyzy dokumentów” – stwierdził sąd.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Tematy związane ze stanem wojennym dla obalenia mitów „wysp szczęśliwości”

[https://blogjw.wordpress.com/2020/12/22/wyspa-szczesliwosci-stanu-wojennego/]

Tematy związane ze stanem wojennym (sensu lato – okres 1981-1989) do opracowania/rozpowszechniania w przestrzeni publicznej/wyjaśnienia mniej zorientowanym

Przed kilku laty zaniepokojony kiepskim stanem badań nad stanem wojennym na uczelniach i rozpowszechnienia takich „badań” w przestrzeni publicznej po unieważnieniu/skasowaniu/wymazaniu niewygodnych świadków historii sformułowałem szereg pomijanych/niedocenianych w badaniach tematów  https://blogjw.wordpress.com/2012/11/07/no-coz-czlonkiem-lozy-to-ja-nie-jestem/ https://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/

Niestety nie przyniosło to skutku pozytywnego, więc jeszcze raz je powtarzam [linki!]  na 40 lecie wprowadzenia stanu wojennego, formułując 13  dodatkowych/nieco inaczej ujętych  tematów, licząc na to, że w końcu trafią one do obiegu badawczego a  wyniki  do świadomości społecznej.

Najpierw trzeba dostarczyć rzetelne wyniki badań i ich syntezy, wprowadzić do obiegu edukacyjnego a nie tylko biadolić, że społeczeństwo nic/prawie nic nie wie o najnowszej historii Polski.  Jak można lamentować nad nieznajomością najnowszej historii młodych Polaków skoro w obiegu edukacyjnym brak jest takich wydarzeń jak stan wojenny.

Poruszałem te kwestie w wielu tekstach [ i tam cytowane]  

Czarna księga komunizmu (uniwersyteckiego)! – https://www.nfa.pl/articles.php?id=77 

Wystąpienie do Prezesa IPN w sprawie opracowania ‚CZARNEJ KSIĘGI KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI’

https://wobjw.wordpress.com/2010/01/01/wystapienie-do-prezesa-ipn-w-sprawie-opracowania-czarnej-ksiegi-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/

 POLSKA AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI A CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/polska-akademia-umiejetnosci-a-czarna-ksiega-komunizmu/

 Solidarność UJ a CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU W NAUCE I EDUKACJI

https://wobjw.wordpress.com/2009/12/30/solidarnosc-uj-a-czarna-ksiega-komunizmu-w-nauce-i-edukacji/ 

Wiele informacji zamieściłem  na stronie  https://lustronauki.wordpress.com/ [ ponad milion odwiedzin]

W tym   dotyczące stanu wojennego https://lustronauki.wordpress.com/tag/stan-wojenny/page/2/

Przykłady kolejnych tematów

związanych ze stanem wojennym wprowadzonym przed 40. laty,

którego znajomość  w domenie akademickiej jest skromna,

a czasami bałamutna, stąd  mit

Wyspy szczęśliwości stanu wojennego [ https://blogjw.wordpress.com/2020/12/22/wyspa-szczesliwosci-stanu-wojennego/]

Jak to jest możliwe, że polskie uczelnie pomijają w swych historiach stan wojenny i takie zakłamane historie są rozpowszechniane, pozostają w obiegu edukacyjnym i nie ma protestów znających się na rzeczy i etyce naukowej historyków, protestujących zasadnie, kiedy za granicami pomijane są w historiach jakieś istotne  wydarzenia z historii Polski – do niedawna Powstanie Warszawskie, agresja sowiecka 17 września…… Potrzebne studium tak historyczne, jak i psychologiczne i socjologiczne

Jak to jest możliwe, że polskie uczelnie pomijają w swych historiach takie słowa jak komunizm, PZPR i nawet nie protestują przeciwko temu nosiciele legitymacji opozycji antykomunistycznej, których by nie nosili gdyby komunizmu nie było

Badania nad stratami wojennymi  – wojny jaruzelsko-polskiej – w domenie akademickiej [ straty kadrowe, materialne, warsztatów pracy, bibliotek, szkół naukowych, strat wykładów, seminariów…..]

Analiza porównawcza funkcjonowania agencji towarzyskich na uczelniach w czasach komunizmu  i w III RP

Badania nad -anonimowymi nieraz do dnia dzisiejszego- kadrami dokonującymi politycznych weryfikacji kadr akademickich w epoce jaruzelskiej 

Badania nad beneficjentami epoki jaruzelskiej, którzy za nic w świecie nie chcą poznać historii/uwarunkowań moralnych/intelektualnych/politycznych swych karier

Odtworzenie stanu przewodniej siły narodu na każdej uczelni , sposobu jej przewodzenia  i skutków funkcjonowania

Odtworzenie prawdziwych rezultatów „ochraniania” uczelni i jej kadr przez SB i jej kolaborantów [podawanie informacji, że ochroniarzy było wielu ( dziesiątki) ale nikomu na uczelni włos z głowy nie spadł z przyczyn politycznych winno być penalizowane o ile  nie będą poparte faktami]

Badania nad ewaporacją dokumentów uczelnianych dotyczących epoki jaruzelskiej

Badania nad przestrzeganiem Konstytucji w dostępie do informacji o stanie wojennym na uczelniach

Analiza funkcjonowania antykultury unieważniania/wymazywania/kasowania [ Cancel culture] w epoce jaruzelskiej w porównaniu z czasami obecnymi  [ograniczanie tego zjawiska do ostatnich lat to nieporozumienie)

Zbadania drogi uniwersytetów do abdykacji z poszukiwania prawdy, czyli do śmierci uniwersytetu [ o śmierci uniwersytetu informowałem   władze UJ jeszcze w r. 1985 ! a reanimacji nie było !

Badania nad przyczynami konformizmu obecnych polskich kadr akademickich z uwzględnieniem opinii  nonkonformistów wykluczonych z obiegu akademickiego

Akcja na powielacz, czyli mała historia z czasu stanu wojennego.

                                                                                                     

Akcja na powielacz, czyli mała historia z czasu stanu wojennego.

Jakub Bodzionny

1. Podgotowka

      Po wyjściu z aresztu w połowie marca 1983 r. znalazłem się w szczególnie niekomfortowej sytuacji. Z jednej strony nakręcała mnie nadzwyczaj wysoka motywacja do dalszego knucia, z drugiej zaś unieruchamiał wymóg zaniechania kontaktów z kolegami, którzy, po rozgromieniu przez SB Krakowskiej Komisji Wykonawczej NZS Adama Kality, chwilowo się przyczaili.

      Z wielką więc ostrożnością nawiązałem wpierw kontakt ze Staszkiem Iskrą ps. „Jasio”(za pośrednictwem siostry Eli, studiującej na tym samym wydziale prawa UJ), a nieco później z Piotrkiem Zielińskim ps. „Marcin”(socjologia UJ). Czasu wolnego miałem bądź ile, a nadzór esbecki, po nieudanej konfrontacji z wciąż siedzącym głównym denuncjatorem J. K. (biedaczek nie rozpoznał mnie dzięki bródce i nowym okularom) – jakby zniknął. Wykoncypowałem sobie wtedy, że skoro sankcję prok. Burzymowskiego mec. Grzybowski uchylił („na wariackie papiery” autorstwa guru krakowskiej psychiatrii, wielkiego dr. Cechnickiego), to trza działać, bo w razie następnej wpadki i tak muszą mnie zaraz wypuścić.     

Przypomniał mi się X., wspólny z Zielińskim znajomy z sylwestra w Nowym Sączu, studiujący etnografię na UJ. Udzielał się on społecznie w Polskim Klubie Ekologicznym, mającym swoją siedzibę w krakowskim oddziale proreżimowej organizacji „PAX” przy ul. Garbarskiej 9. Napomknął mi kiedyś niebacznie o potężnym powielaczu elektrycznym produkcji bratniego CSRS, użytkowanym przez ekologów w biurze na I piętrze przy Garbarskiej. Sprawę zgłosiłem więc pod rozwagę Piotrowi Zielińskiemu, który w krótkim czasie dostarczył sporządzony przez X. szkic wnętrza budynku i wymiary powielacza, oraz klucz do drzwi biura PTE – osobiście przez Piotra dorobiony w punkcie usługowym po wielu nieudanych próbach odciśnięcia w plastelinie.

      Opracowany we trójkę z Piotrkiem i Staszkiem plan był prosty – wyniesienie powielacza w pudle przed nosem portiera, a następnie zamelinowanie go na jakiś czas w bezpiecznym miejscu. Moi niedawni znajomi z aresztów na Monte i Zgody nazwaliby to „włamskiem na pasówkę”.

Pole tekstowe: Ryc 1            Kol. Bodziony prowadzi  rozpoznanie przed akcją.      

Przystąpiłem więc do montażu wielgachnej skrzyni ze solidnie wzmocnionej listwami pilśni. Wyglądała na zbitą gwoździami „na amen”, lecz boczna ścianka miała ukrytą zasuwkę, pozwalającą na natychmiastowe jej otwarcie. Pozór solidnego zbicia skrzyni miał uniemożliwić ewentualne sprawdzenie przez portiera jej zawartości.

        Pierwszy termin akcji ustaliliśmy na wtorek 24 maja o 8:30 rano. W razie zaistnienia jakiejś przeszkody wszystko miało być powtórzone do skutku w kolejne wtorki, jako że z informacji dostarczonych przez X. dzień ten i godzina były optymalne ze względu na rozkład pracy portierni, a zwłaszcza nieobecność szefa ekologów. W razie próby zatrzymania, pudło z powielaczem mieliśmy porzucić i czym prędzej oddalić się bez jakichkolwiek przepychanek.

      W przeddzień akcji skrzynię odebrał z mojego ówczesnego mieszkania przy al. Pokoju główny wykonawca – Jerzy Piasecki, student prawa a zarazem radykalny KPN-owiec. Jako jedyny z nas był właścicielem mocno skądinąd wysłużonego pojazdu marki Fiat 125p w kolorze zielono-żółtym. Skrzynię wcisnął do bagażnika, by w nocy nie zainteresował się nią jakiś włamywacz samochodowy. Auto miewało kłopot z zapłonem, więc zaparkował pod swoim domem na os. Krzesławice na pochyłości, by w razie czego ruszyć wykorzystując prawo powszechnej grawitacji. Jurek zgłosił wcześniej istotną uwagę, że wykonawcy powinni być, dla uśpienia czujności portiera, ubrani w chałaty a la „student z Żaczka”.

Pole tekstowe: Ryc 2       Kol. Piasecki (z prawej) dla rozgrzewki przed akcją atakuje pancerną kolumnę ZOMO.

Przygotował też dla siebie dodatkowo czapeczkę z daszkiem, maskując demaskującą go łysinkę. Te chałaty, jak wkrótce się okazało, uratowały sprawę.

2. Dawaj w pieriod !!!

      Parę minut po ósmej rano Jurek podjechał w umówione miejsce na ul. Mogilskiej, wsiadłem, i ruszyliśmy na czerwonego. Staszek już kręcił się na przystanku autobusowym pod Pewexem na Czarnowiejskiej (gdzie miał przejąć końcową cześć akcji), a Piotr, klepiąc pacierze za zwycięstwo, czekał na raporty z akcji w centrali, czyli w domu na Narzymskiego. Pogoda była wspaniała.

Pole tekstowe: Ryc 3   Kol. Iskra z bezpiecznej odległości dokumentuje przebieg akcji niezawodnym radzieckim aparatem foto-graficznym „Łomo” (tzw. łomografia).   

Przed wpół do 9 zaparkowaliśmy przy ul. Biskupiej, przecznicy od przecznicy z  Garbarskiej. W dwie minuty byliśmy w holu budynku PAX-u, gdzie nam trochę miny zrzedły, bo zamiast jednego – tego leniwego – ciecia, byli obaj, kręciło się też kilku mechesów ze sprzętem remontowym. Odprowadzani czujnym spojrzeniem ogółu zebranych, weszliśmy z naszą skrzynią na schody i dalej w korytarzyk (tu przynajmniej zgodnie z planem było pusto), gdzie po prawej mieli biuro ekolodzy. Klucz zadziałał i przed nami rozpostarł się niebiański widok błękitno-biało polakierowanego potężnego powielacza. Wpakowaliśmy go bokiem do skrzyni, Jurek połą chałatu przetarł blat biurka z ewentualnych odcisków palców, drzwi zamknąłem (żeby kto czego nie ukradł – w szafie, mój Boże, było jeszcze tyle farby i papieru A4 !), i jak najszybciej z powrotem na portiernię. Tu ogół zebranych znów oniemiał na nasz widok, ja wymamrotałem przygotowane „To chyba miało być na Mikołajską” (gdzie była druga siedziba PTE), i za bramę. Do auta było ze 300 metrów, tak że za rogiem musiałem poprawiać ciężar, bo mi pierońsko ciężka skrzynia zaczęła się wyślizgiwać z rąk. Za drugim rogiem wsadziliśmy towar do bagażnika, obserwowani leniwie przez kierowcę stojącej tuż za nami ciężarówki. Auto odpaliło od pierwszego kopa, i dawaj na melinę.

      Na alei Mickiewicza wpakowaliśmy się na niewłaściwy pas, lecz uprzejmy kierowca Żuka przepuścił nas do prawej, co pozwoliło mi wysiąść we właściwym miejscu – sto metrów przed skrętem w Czarnowiejską. Podbiegłem jeszcze zobaczyć, czy Staszek wsiądzie na moje miejsce – był – i pojechali dalej. Melinę zorganizował Staszek u Maćka Jamki (kolejnego studenta prawa) na strychu mieszkania jego matki przy Czarnowiejskiej. Ja podszedłem do fryzjera ostrzyc się i zgolić zapuszczoną jeszcze w śledczym brodę, i dodatkowo zmieniwszy na wszelki wypadek okulary wróciłem do domu.

Pole tekstowe: Rysunek 4 Dom Jamkina

3. Po bitwie.

  Popołudniową porą wybrałem się z umówioną relację do Piotra Zielińskiego, który miał już informację X. od zszokowanych ekologów z miejsca akcji. Około godziny 13 do biura na Garbarskiej przyszedł ich szef, narobił rabanu, przyjechało SB. Ustalili tylko, że klucz był dorabiany a z powielacza ciekła farba, lecz przed schodami ślad się urywał – potem wciąż ciekła, ale Jurkowi w jego czarne kościółkowe sztruksy z Pewexu. Żadnych rysopisów czy innych poszlak. Ciężkie chwile przechodził ponoć później jeden z szeregowych ekologów, znany organom z aktywności w opozycji, na którym nieuchronnie skupiło się wnikliwe ostrze oskarżeń

Pole tekstowe: Ryc 5         Kol. Rokita udziela akcji moralne-go wsparcia.    

  Sam powielacz przewiozłem we wrześniu z ludźmi Andrzeja Margasińskiego (student psychologii UJ) do domu Krystyny i Romana Graczyków przy ul. Krzywda w Płaszowie. Zastąpił tam wysłużony, ręczny powielacz „Standart”, na którym Margasiński drukował (często osobiście) swoje znakomite pismo „Odmowa”, propagujące ideę non-violence. Na nowej maszynie ukazały się pierwsze numery „Wolnego Słowa”, organu założonej co dopiero przez Piotra, Staszka i Jacka Ramotowskiego filii warszawskiego Kosa. Krakowski Kos, w nowym i rozszerzonym składzie, działał skutecznie bo dyskretnie na niwie poligrafii do samego 1989 roku, robiąc m.in. krakowskie edycje „Tygodnika Mazowsze”. Będąc już dwukrotnie „spalony” trzymałem się od tego z daleka, użyczywszy raz tylko mieszkania na spotkanie z wizytującym KKos-a Konstantym Gebertem pseudonim Dawid Warszawski.

      Wracając jednak do powielacza, gospodarzom z ul. Krzywda (skądinąd bardzo miłym) nasza obecność z czasem zaczęła jakby trochę ciążyć, ja ich aluzje puszczałem mimo uszu, a życie, jak to ma w zwyczaju, samo rozwiązało narastający problem. Graczyk mianowicie udzielał się rozlegle w różnych podejrzanych środowiskach, krajowych i zagranicznych, w tym również w paryskim „Kontakcie”. A że działał tu z nim jego bliski kolega, osławiony Lesław Maleszka więc, 27 kwietnia 1984 r., tuż przed wizytą jakichś Francuzów, przyjechali do Graczyków zrobić kocioł chłopcy z Mogilskiej 109. Ze zdumieniem odkryli na strychu powielacz, farbę, papier i usmarowane matryce białkowe, które mozolnie od razu usiłowali odczytywać. Francuzów, już idących ulicą Krzywda, zawróciły dzielne sąsiadki, lecz sprzęt przepadł.

       Po raz ostatni zobaczyłem nasz piękny powielacz w krótkim „spocie” Kroniki Krakowskiej TVP, informującym społeczeństwo o likwidacji kolejnej nielegalnej drukarni. Stał, biedny i samotny, na jakiejś wykładzinie podłogowej, zapewne w pokoju przesłuchań kwatery głównej SB – w trzecim bloku KW MO. „Zabezpieczono wysokowydajny sprzęt poligraficzny produkcji zachodniej” – obwieścił grobowym głosem spiker.     Amen.

                                                                                            (Zdjęcia z arch. fot. 1980-84 Krakowskiego KOS)

Dodatek: zdjęcia Stanisława Iskry

Powielacz elektryczny . Zdjęcie z drukarni strajkowej na UJ / studencki strajk solidarnościowy / listopad- grudzień 1981

Rozpędzanie demonstratów po Mszy Św.  za Ojczyznę 13 maja 1982 Rynek Główny Kraków.