MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4

MARZEC 1968 R. –

WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4

Władysław Grodecki

S T R A J K

Czwartek 21 marca 1968r.

Bardzo powoli zaludniała się aula w Gmachu Głównym PW. Wydawało się, że studentom zabrakło odwagi by przeciwstawić się szantażowi władz i niezwykłej aktywności funkcjonariuszy PZPR na uczelni. Na wielu wydziałach, nawet w Gmachu Głównym odbywały się niektóre zajęcia. Na szczęście w południe wypełnił się cały parter i studentów ciągle ich przybywało. Nie bez znaczenia w „krzepieniu ducha” były informacje z zewnątrz. Przypominały one „meldunki z frontu” , oto Ryszard Krasnodębski, wybitny matematyk profesor Politechniki Wrocławskiej na znak solidarności ze studentami podjął strajk głodowy. Z tegoż Wrocławia dotarła inna wiadomość; studentów popierają robotnicy PFW-agu. A w Warszawie strajk solidarnościowy zapowiedzieli studenci AWF-u, UW i SGGW.

O godz. 16.00 strajk zaczął się na dobre. O tej porze objąłem funkcję kierownika ośmio osobowej służby porządkowej na parterze Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej. Otrzymałem fragment bardzo skomplikowanej koronki, jako „legitymację służbową”, którą przypiąłem do wewnętrznej strony kołnierza. Celem służby było pilnowanie porządku, a więc dbanie by nie doszło do jakiejś prowokacji, niszczenia sprzętu, kradzieży, by nie wchodziły na teren uczelni osoby obce, a nadto kierowanie akcją pomocy od ludności Warszawy i różnych instytucji itd. Meldunki o ofiarności mieszkańców stolicy, zwłaszcza darów żywności sprawiły, że nie musieliśmy się martwić, że czeka nas „ramadan” ( muzułmański post ). W dowód wdzięczności raz po raz od potężnych okrzyków „WARSZAWA Z NAMI” trzęsły się mury okazałego gmachu. Chodziło o to by Oni, darczyńcy to słyszeli.

Długo i niestety bezskutecznie czekano na pozwolenie Rektora zorganizowania akcji propagandowej. O godz. 17.00 uczyniono to bez tego przyzwolenia. Potrzebne były pieniądze i w ciągu kilku chwil zebrano 4512 zł. Natychmiast ruszyła potężna machina propagandowa w której zaangażowało się kilkadziesiąt osób. Wykonywano ogromne transparenty, drukowano tysiące ulotek. Ale to wszystko było za mało, więc kto miał kawałek papieru i długopis pisał dla tych co na zewnątrz. Natomiast z balkonu co chwilę podawano różne komunikaty:

– ze studentami PW solidaryzują się uczelnie Wrocławia i Łodzi gdzie podjęto strajk okupacyjny o godz. 8.00

– ukończono olbrzymią planszę „WARSZAWA Z NAMI”.

– godz. 18.00 Polskie Radio podało apel ZMS-u o solidarność z Partią i rządem.

– o godz. 20.00 strajk okupacyjny podjęli studenci UW i AWF-u

A tymczasem na ścianie frontowej Gmachu Głównego Politechniki powieszono kolejne transparenty: STRAJK OKUPACYJNY, WARSZAWO PROSIMY CIĘ O POMOC, NIE MA CHLEBA BEZ DEMOKRACJI, DEMOKRACJA WARUNKIEM POKOJU I SPOKOJU, ROBOTNICY WASZA SPRAWA NASZĄ.

Później wewnątrz auli powieszono jeszcze hasło: „TRZEBA TROCHĘ POSTRAJKOWAĆ, PRZESTANĄ NAS IGNOROWAĆ” O godz. 22.00 był apel wieczorny, po którym podano kilka komunikatów. A później na siedząco czy leżąco w auli, na korytarzach, w salach wykładowych w półśnie mijały godziny. Oczywiście my, członkowie służby porządkowej musieliśmy czuwać. Na szczęście noc minęła dość spokojnie, a rano na fasadzie GG zawisła REZOLUCJA PW, zaś 60 osób przeniosło przez ulicę Nowowiejską gigantyczny transparent POPRZYJCIE STRAJK, który zawisł na Gmachu Elektroniki.

Piątek 22 marca 1968 r.

Dzień rozpoczął się od bardzo nerwowych, chrypliwych okrzyków, których przyczyną było aresztowanie kilku kolegów, którzy wyszli na zajęcia w studium wojskowym. Rano trzeba było jakoś załatwić potrzeby fizjologiczne. Sam nie wiem jak te parę tysięcy osób uporało się z tym problemem i stanęło do apelu. Ten zaczął się od odśpiewania hymnu. Poranek, nowe siły, krzepiące wieści, że przed GG gromadzą się coraz większe tłumy Warszawiaków, którzy ze wzruszeniem czytali ( niektórzy przepisywali) Rezolucję.

To wszystko wprawiło nas w dobry nastrój. Powiało optymizmem. Musimy uczynić wszystko by nigdzie nie było zajęć! Specjalna kilkudziesięcioosobowa grupa udała się na teren Politechniki Południe by walczyć z ”łamistrajkami”.

Strajk na Politechnice odbił się szerokim echem w stolicy. To było ważne wydarzenie, Warszawiacy tylko o tym mówili i dawali dowody swego uznania, podziwu, sympatii dla studentów. Wspierali nas! Oto niektóre przykłady:

– Kierowca furgonetki zamiast dostarczyć pieczywo do sklepu przywozi je strajkującym.

– Taksówkarze nie pobierali opłat od studentów.

– Ociemniała kobieta przekazała trzy paczki papierosów, „jeśli za słuszną sprawę”.

– Ambasada Szwajcarii przekazała ciężarówkę żywności.

– Motorniczy tramwajów zatrzymują dłużej tramwaje na przystanku koło GG by pasażerowie mogli pozbierać ulotki.

– Prezenty przekazały Ambasady USA, Wlk. Brytanii i Kanady. Chęć pomocy deklarowała Ambasada Czechosłowacji.

– W różnych zakładach i instytucjach studenci byli wcześniej zwalniani z pracy by mogli iść na strajk. Tam też przepisywano lub drukowano ulotki.

– Z zakładów pracy wpłynęło 30 tys. zł. , a robotnicy przekazali ogromną ilość żywności: chleba, kiełbasy, mleka, wędlin, piwa, owoców, słodyczy, a nawet ziemniaków i piwa. Wielokrotnie wychodziłem na zewnątrz GG i przecierałem oczy ze zdumienia; sześciu studentów nie mogło sobie poradzić z odbieraniem prezentów od ludzi zgromadzonych za żelaznym parkanem. Wszyscy prosili o ulotki.

Powoli to ostatnie życzenie można było realizować. Na uruchomionych kopiarkach uczelnianych w ciągu nocy wydrukowano ok. 15 tys. ulotek. Tyle samo przepisano ręcznie! Kolosalne wrażenie na zebranych przed GG robiły imponujących wymiarów plakaty i nieco mniejsze w oknach. Przybywało ludzi na Pl. Jedności Robotniczej, pojawili się zachodni dziennikarze, przeprowadzono kilka wywiadów.

Ktoś przyniósł kartkę z ulicy. STUDENCI ZACZNIJCIE APEL JAK ZWYKLE HYMNEM, A MY DOŁĄCZYMY. Apel rozpoczął się o 14.00 zgodnie z planem. Jak się później okazało, najmilszy. Było dość spokojnie, było co jeść i pić. Wyszedłem na zewnątrz, studenci nie nadążali z odbieraniem darów. Później wszedłem do jednej z sal wykładowych i nie mogłem uwierzyć, była wypełniona do sufitu kiełbasą. A w auli rozdawano całe kosze luksusowych papierosów i lepsze, owoce cytrusowe. Ogromna ilość listów, prezentów i innych dowodów poparcia i podziwu. Na każdej niemal paczce, na każdym skrawku papieru były słowa zapewnienia, że są z nami. Pisali inteligenci i ludzie prości, kobiety i mężczyźni, dorośli i młodzież. Wspierali nas duchowo i materialnie ( liczne prezenty ) robotnicy z Żerania, Miasto-projektu, z Okęcia, z Zakładu Róży Luksemburg. Najmilsze jednak były kwiaty od najmłodszych, od dzieci! Długo można by wymieniać darczyńców, osób i instytucji, które nas wspierały. Nic więc dziwnego, że raz po raz wznosiliśmy okrzyki, BRAWO UNIWERSYTET, BRAWO SGGW, BRAWO WROCŁAW, BRAWO AWF, ROBOTNICY Z NAMI, WARSZAWA Z NAMI Byli i tacy, który zadbali o „strawę duchową” , czas umilały nam występy artystów, w tym duet fortepianowy Marek ( Tomaszewski) i Wacek ( Kilsielewski).

Wieść o tym co dzieje się w GG, że jest bezpiecznie, że jest dużo jedzenia i picia, że jest miła atmosfera, sprawiła, że po południu przybyli nawet ci studenci, których do tej pory paraliżował strach przed konsekwencjami. Oceniano, że ok. 18.00 było nas ok. 12 000!

Niestety już wkrótce miało się to zmienić! Pracująca na podsłuchu krótkofalówka w Gmachu Elektroniki wykryła, że z pokoju 152 (POP PZPR ) przekazywane są informacje do Domu Partii o rozwoju sytuacji na Politechnice, zaś przybywający do auli z zewnątrz zauważyli, że w rejonie Politechniki pojawiły się oddziały WSW i przybyło milicjantów.

Gdy po zapowiedzi koncertu studentów Wyższej Szkoły Muzycznej w auli zaczęły się gromadzić coraz większe rzesze studentów na balkonie pojawił się prorektor Jan Różycki w towarzystwie prorektora Henryka Śmigielskiego i członków Senatu PW. Prof. Śmigielski odczytał wezwanie Rektora Prof. Dionizego Smoleńskiego: (…) żądam kategorycznie:

1)Opuszczenia pomieszczeń Politechniki do godz. 21.00 dnia dzisiejszego.

2)Przystąpienia do normalnych zajęć jutro tj. w dniu 23.III.68r. do godz. 8.00

I dalej: „Jeżeli do dnia 23.III.1968 r. nie zostanie przywrócony porządek i studenci nie przystąpią do normalnych zajęć, działalność Uczelni za zgodą Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego zostanie zawieszona i w odpowiednim terminie zostaną ogłoszone nowe wpisy na wszystkich latach i wydziałach.”

W szeregi studenckie wkradł się strach, zwątpienie i niedowierzanie. Część studentów od razu przychyliła się do apelu rektora, ale pozostali nie dali się zastraszyć. Nie zmieniły tego nawet różnice zdań Członków Komitetu Strajkowego i wystąpienie jednego z nich, który stwierdził, że aktualny kierownik nie jest studentem naszej uczelni, że w ogóle nie jest studentem! Raz po raz wznoszono okrzyki: ZOSTAJEMY, ZOSTAJEMY… Z biegiem czasu zaczęło ubywać odwagi i determinacji. Niektórzy zaczęli wychodzić! W tym czasie z balkonu do zebranych na zewnątrz ludzi przemawiał jeden ze studentów zapewniając, że choć wielu opuszcza uczelnię, jednak część zostanie do końca. Wspólnie ci wewnątrz i ci na zewnątrz zaśpiewali „międzynarodówkę”! Dochodziła godz. 21.00 gdy na balkonie pojawił się były Rektor PW Jerzy Bukowski. Prosił, nalegał, tłumaczył, perswadował, proponował by zgłosiła się kilkuosobowa grupa, która by wyprowadziła studentów na zewnątrz. Część osób wyszła. Znowu przemawiali profesorzy Śmigielski i Różycki, bez efektu. W końcu udało się rozbić zebranych na wydziały i w odrębnych salach wykładowych przedyskutować problem wyjść, czy pozostać? Część osób znowu wyszła…

Atmosfera stała się bardzo napięta gdy Rektor przypomniał, że minęła 22.00 i właściwie nie jesteśmy już studentami, że w każdej chwili do środka może wkroczyć milicja? Wyszła kolejna grupa studentów…

Na mównicy znowu pojawił się kierownik strajku apelując, by nie dać się zastraszyć. Już nie wszyscy chcą go słuchać, mimo to słychać było na zewnątrz skandowanie: ZOSTAJEMY, ZOSTAJEMY…

Czas wolno upływał, przemawiali, prorektor, Rektor Dionizy Smoleński i ponownie prof. Jerzy Bukowski. Był bardzo zatroskany o los uczelni, o los każdego studenta. Prosił by nie podejmować ogromnego ryzyka jakim w przypadku pozostania jest pobicie, więzienie, a może i relegowanie z uczelni. Przyznał jednak, że jedynym, honorowym wyjściem jest przetrwanie do godz. 8.00 i zadeklarował pomoc. To samo chwilę później uczynił sam Rektor Dionizy Smoleński.

Studenci rozeszli się do sal wykładowych, nie na długo. Ok. 1.30 „odwiedza” ich prorektor Jan Różycki. Był bardzo zdenerwowany, takiego Mojego Profesora nigdy nie widziałem. Dla mnie był zawsze przykładem, uprzejmości, spokoju i kultury, ale tym razem było inaczej. Nie mówił, krzyczał: „Proszę koniecznie opuścić uczelnię. Otrzymaliśmy odgórną decyzję na, którą nie mamy żadnego wpływu. Proszę wyjść, proszę wyjść! Po kwadransie wszyscy zebrali się na krużgankach i parterze. Zestresowani, zaspani, wściekli. Tak władza „wybija nam z głowy socjalizm”, komentowali niektórzy. Z balkonu znowu przemawiał prof. Jerzy Bukowski. Czy ktoś był w stanie tego słuchać?

Tymczasem z zewnątrz dochodziły coraz bardziej niepokojące wiadomości; deszcz rozpędził tłumy Warszawiaków, a resztę milicja zepchnęła w boczne ulice! Po komunikacie radia i telewizji lokalnej o rozwiązaniu uczelni i niebezpieczeństwie „wzięcia szturmem Gmachu Głównego”, niektórzy słabną inni idą do toalety. Wiele osób jest bliskich szoku nerwowego, wychodzą! Dziewczęta płaczą ze strachu, mdleją. Z balkonu auli ciągle ktoś przemawia, ale tego nie można już słuchać, to przekracza granice wytrzymałości psychicznej. Nagle wrzask, idą! Głowy skierowały się w stronę bramy głównej. Pękła szyba; wszystkich targnął złowieszczy zgrzyt, wdzierają się do środka gestapowcy z Golędzinowa, ale nie…

Niektórzy kapitulują i uciekają tylnym wyjściem lub chowają się po salach. Sam przeżywam okropny strach, ale jeszcze piszę na skrawkach gazet; staram się oddać nastrój tych dramatycznych chwil!

Ktoś znowu pojawił się na balkonie i usiłuje coś powiedzieć. Jego łamiący się głos już nie może nikogo przekonać. Czuć beznadziejność i strach. Ci, którzy jeszcze nie otępieli całkowicie wzruszają ramionami. Inni nie są w stanie nawet się skupić. Przetrwać, za wszelką cenę przetrwać do godz. 8oo to jedyna rzecz, którą najbardziej pragną!. Niektórzy jednak pod wpływem presji lub szantażu członków PZPR – wychodzą bądź siłą zostali wypchnięci z Gmachu Głównego.
Godzina 2oo prosi prorektor Jan Różycki , wyjdźcie, proszę wyjdźcie dla swojego dobra, proszę…

Każda minuta dłuży się niesłychanie! Po pół godzinie kolejny trzask i wszyscy zerwali się do barykadowania drzwi schodów. Przewracano szafy, przesuwano gabloty. Przygotowano gaśnice , syreny alarmowe. Na parapetach krużganków znalazły się minerały wyrwane z gablot, kosze na śmiecie, butelki, w pobliżu krzesła, drzwi wyciągnięte z zawiasów… wszystko to miało spadać na dół na głowy „ uzbrojonych po zęby” słynnych oprawców z Godzinowa!

Minęła godzina 3oo znowu na balkonie pojawił się rektor Dionizy Smoleński. Część osób znowu wyszła, ale dla pozostałych nic nie znaczą podstawione przez MZK autobusy, które rozwoziły studentów do domów i akademików. Nie pomagają też rozrzucane ulotki o rozwiązaniu uczelni i nowych zapisach. Rektor i członkowie senatu, nalegali, prosili, błagali…

Wszystko nadaremnie, jeden z przemawiających chwilę później zaproponował obronę GG. Z grona ok.. 12 tys. studentów, którzy byli wieczorem pozostało już nie więcej niż 900 osób, ale tych najbardziej zdeterminowanych , szalonych, gotowych na wszystko. Każda propozycja kapitulacji ze strony członków senatu była skazana na niepowodzenie!

Może kwadrans po 300 pojawił się Generalny Prokurator PRL-u i „prawa ręka” Gomułki, Zenon Kliszko. Znowu wystąpienia, perswazje , zastraszanie szturmem GG, aresztem, relegowaniem z Politechniki i „wilczym biletem” uniemożliwiającym wstęp na jakąkolwiek uczelnię w kraju! Żadnych konkretnych argumentów, tylko siła , tylko przemoc…

Jeszcze niektórzy organizatorzy błagali, zostańmy, bronimy honoru Politechniki, honoru polskiego studenta…

Zmęczenie, głód i zwyczajny ludzki strach wzięły górę, zgodzono się na wyjście , ale pod warunkiem, że wraz ze studentami do Riwiery pójdzie Prokurator Generalny PRL i cały senat.

Kilka minut przed 4.00 otworzono główne wejście i powoli ruszył niemy tłum do „marszu milczenia”, do „pochodu cieni”. Metr po metrze przemierzaliśmy Plac Politechniki w kierunku Riwiery, głowy spuszczone, smutne, w oczach łzy. W oknach mieszkańców ul. Polnej zasuwano ze strachu firanki, jak w Kielcach gdy w sierpniu 1914 r. wkraczała Kadrówka, tylko pijani oprawcy z Golędzinowa ( Korpus Ochrony KC ) patrzyli na nas ze złością, a może z niedowierzaniem, a może z podziwem?

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 3

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz.1

Marek Piwowski – TW „Andrzej Krost” zaczynał „na odcinku studenckim”.

 

Marek Piwowski – TW „Andrzej Krost” zaczynał „na odcinku studenckim”.

Rejs II – Joanna Siedlecka

Uważam Rze 07.08.2011r., 

Marek Piwowski bagatelizuje swoją agenturalną przeszłość. Jednak teczki TW „Andrzeja Krosta” – taki miał kryptonim – dowodzą, że donosił na działaczy emigracyjnych czy znanych literatów

Podrasowywał esbeckie listy

TW „Krost” doniósł również, że szpion Stypułkowski prosił go o przesłanie mu, już z Polski, informacji o bywającym często w Londynie działaczu komisji zagranicznej ZSP. Departament II wziął więc sprawę w swoje ręce. Marek Piwowski był zetespowskim aktywistą, przewodniczącym ZMS na Wydziale Dziennikarstwa, według materiał ów IPN zaczynał jako TW „na odcinku studenckim”. Znał wszystkich i na podstawie jego wiedzy porucznik Cnota napisał do Stypułkowskiego list o działaczu w imieniu Piwowskiego. Oczywiście tak, jak potrafił, tzn. swoim topornym, esbeckim stylem. Więc żeby pismo to uwiarygodnić, dał je do podrasowania przyszłemu twórcy „Rejsu”, który zrobi] z niego majstersztyk. W dossier sprawy „Literat” są obydwie wersje.

Porucznik pisał na przykład, że działacz rozpoczynał pracę w radzie okręgowej, potem naczelnej, wstąpił do partii, a Piwowski, że „zaczynał robotę”, że się „tych funkcji dochrapał”, a po informacji o partii dodał: „szkoda chłopaka” itd. Esbek przypominał Stypułkowskiemu, że nie przysłał ciągle zaproszenia na kurs językowy do Anglii, Piwowski natomiast przerobił to na kpinki, że „dość już o działaczu, pobędzie trochę egoistą i przypomni o zaproszeniu, bo żałuje, że taki wyjazd przeleciał mu koło nosa, ale cóż, posiedzi za to w Warszawie, odwali kupę roboty”.

Przeprosił też Stypułkowskiego, że zwlekał z przesłaniem mu obiecanych nazwisk kilku „łebskich kumpli”, którzy również chętnie pojechali do Anglii. I o tym poinformował Departament II, który postanowił skorzystać z okazji i podesłać mu swego człowieka (dziennikarza znającego angielski) specjalnie w tym celu przygotowywanego, więc trochę rzeczywiście to trwało. Napisał też Stypułkowskiemu, że swój list przesyła przez udającego się właśnie do Anglii swego kolegę, choć w istocie zabrał go wyjeżdżający tam akurat TW „Zygmunt” z Departamentu I.

Rozkręcona przez „Krosta” sprawa zataczała coraz szersze kręgi. SB wezwała również działacza – obiekt zainteresowań Stypułkowskiego. Potwierdził podejrzenia o jego szpiegowskiej działalności wśród przybywających z Polski studentów, sypał nazwiskami swoich kolegów aktywistów z ZSP i SSPONZ (Studenckiego Stowarzyszenia Przyjaciół ONZ), którzy brali od Stypułkowskiego zakazane

książki, a także bardzo wtedy obciążające dewizowe stypendia.

Sara zaproponował też SB swoją pomoc, podsuwał nazwiska kolegów – zetespowskich działaczy, których można by do tego namówić. Szczegółowo ich charakteryzował, wyjaśniając, kto jest oddanym członkiem partii, a kto wprawdzie bezpartyjnym, ale „wiernym PRL–owi”. „Ustawię każdego, kto odmówi” – obiecywał. Został więc tajnym współpracownikiem Departamentu II, dostarczał nie tylko cenne wiadomości, ale też dokumenty pozwalające kontrolować i penetrować „odcinek” zagranicznych studenckich wyjazdów i praktyk oraz emigracyjnych organizacji studenckich. Podał np. nazwiska i adresy najważniejszych członków Związku Studentów i Absolwentów Polskich na Uchodźstwie, m.in. Józefa Ptaczka, późniejszego redaktora Wolnej Europy.

Uruchomił lawinę kolejnych rozmów operacyjnych w środowisku studenckim, w ich wyniku Departament II zdobył jeszcze jednego TW – działacza ZSP. Relacjonował chętnie swoje londyńskie spotkania ze Stypułkowskim, nie szczędził też nazwisk kolejnych jego krajowych kontaktów.

♠  

Piwowski: Byłem karykaturą TW

interia.pl,  4 marca 2007

Marek Piwowski przyznał się do współpracy z tajnymi służbami PRL. W rozmowie z „Newsweekiem” reżyser kultowego „Rejsu” zdradził, że podpisał umowę o współpracę i przyjął pseudonim „Krost”.

 

 

Symbiotyczne relacje ZSP i MSW (przykład z r.1986)

Symbiotyczne relacje ZSP i MSW (przykład)

źródło: Krzysztof M.Kaźmierczak – Tajne. spec.znaczenia, 2009

ZSP -rzekomo niepolityczna organizacja studencka- kuźnia późniejszych kadr politycznych ( Ordynacka !) , biznesowych i akademickich – heroicznie walczących   przeciw lustracji.

Bogusław Olewiński – TW „Marian”, aktywista ZSMP, dziś prokurator

baner

Bogusław Olewiński –

TW  „Marian”, aktywista ZSMP, dziś prokurator

KTO UDERZYŁ W KAMIŃSKIEGO

Maciej Marosz „Gazeta Polska”, 20-10-2009

Prokurator Bogusław Olewiński, który postawił zarzuty szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu, był w czasach PRL zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o ps. „Marian”. „Gazeta Polska” dotarła do dokumentów stwierdzających rejestrację TW o ps. „Marian” i jego donosów.

Bogusław Olewiński, dziś pracownik rzeszowskiej Prokuratury Okręgowej, w okresie PRL był prominentnym aktywistą władz ZSMP działającym w filii UMCS w Rzeszowie. 

Według akt, które zgromadzono po dogłębnej kwerendzie IPN, współudział w tworzeniu aparatu peerelowskiej represji mógł zachodzić nie tylko w formie oficjalnej, ale i w tajnej współpracy z organami bezpieczeństwa. Informację o zarejestrowaniu Bogusława Olewińskiego przez SB w latach 1985–1990 jako TW o ps. „Marian” podał portal Fronda.

TW „Marian” został zarejestrowany 30 kwietnia 1985 r. przez ppor. Janusza Tarnawskiego z wydziału III SB w Rzeszowie zajmującego się organizacjami młodzieżowymi, szkolnictwem i duszpasterstwem akademickim. Zwerbowany był wówczas studentem wydziału prawa rzeszowskiej filii UMCS. Karta personalna dotycząca TW „Mariana” stwierdza, że został on pozyskany na zasadzie współodpowiedzialności za ład, porządek i bezpieczeństwo publiczne. Dokonanie werbunku potwierdzają również liczne inne dokumenty, w tym dziennik rejestracyjny Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Rzeszowie.

Bogusław Olewiński występuje również w i tak mocno wybrakowanych aktach sprawy operacyjnej „Młodzież”, którą Wydział III SB w Rzeszowie prowadził w celu zbierania informacji na temat organizacji takich jak ZHP, SZSP, ZMW Wici. 

W meldunku z 1988 r. naczelnik Wydziału III ppłk Tadeusz Mazurek przedstawił szefowi departamentu III w Warszawie wiarygodne informacje uzyskane od dwóch tajnych współpracowników, w tym „Mariana”. Doniesienie to dotyczyło głosów niezadowolenia środowiska akademickiego wobec dokumentów przyjętych przez II plenum Rady Naczelnej ZSP. Punktami zapalnymi miały być według donosu stanowiska Zrzeszenia w sprawie studenckich praktyk robotniczych, a także ostrej w tonie oceny środowiska studenckiego. Rada Okręgowa uznała zły odbiór działalności aktywu ZSP za wynik nieporozumienia i postanowiła przeprowadzić akcję propagandową przez dystrybucję ulotek i uświadamiającą audycję w radiu akademickim.

Z doniesień obu tajnych współpracowników wynikało też, że zainspirowano kierownictwo ZSP do odstąpienia od audycji radiowej, wobec panującego napięcia w środowisku akademickim….

Olewiński w momencie zarejestrowania przez SB jako TW „Marian” był w 1985 r. członkiem Zarządu Uczelnianego ZSMP rzeszowskiej filii UMCS. W strukturach młodzieżówki komunistycznej szybował w górę. W roku następnym był już wiceprzewodniczącym i członkiem prezydium Zarządu Uczelnianego ZSMP. Później działał w Radzie Okręgowej ZSP. W roku 1987 został członkiem Komitetu Wykonawczego RO ZSP. Wspiął się do funkcji sekretarza do spraw zagranicznych zarządu. 

W podaniu o paszport, składanym przez niego w 1987 r., widnieje wpis o przynależności partyjnej do PZPR. Dziś Olewiński zaprzecza, by kiedykolwiek należał do partii.

Wyciąg z informacji TW „Wolf” z czerwca 1988 r. opisuje udział ZSP w kampanii wyborczej do rad narodowych, w tym zgłoszenie kandydatury Bogusława Olewińskiego. 

Materiały sprawy obiektowej „Młodzież” prowadzonej przez Wydział III rzeszowskiego WUSW informują, że „Marian” był też uczestnikiem III Brygady Młodzieży Polskiej w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej Kim Ir Sena. Była to impreza organizowana przez Zarząd Główny ZSMP i wytypowanie do uczestnictwa w niej stanowiło wyróżnienie. Z Rzeszowa taki przywilej uzyskały jedynie dwie osoby: laureat konkursu wiedzy o partii – z puli KC PZPR – oraz Olewiński. Na temat tego ostatniego pojawia się przy tej okazji adnotacja o jego dużej aktywności w środowisku młodzieżowym ZSMP.

Dawniej akademiccy kapusie, dziś kłamcy lustracyjni

baner ośrodki lustro

Kłamcy lustracyjni tracą stołki

Rzeczpospolita, 23.09.2009

Burmistrz Jedlicza pod Krosnem – Zbigniew Sanocki

33 razy donosił i brał kasę

Wieloletni burmistrz Jedlicza pod Krosnem Zbigniew Sanocki nie dość, że straci stanowisko, to przez najbliższe pięć lat ma zakaz zajmowania stanowisk publicznych oraz kandydowania w wyborach samorządowych oraz do parlamentu polskiego i europejskiego.

To kara za kłamstwo lustracyjne. Sanocki w oświadczeniu lustracyjnym wprawdzie przyznał się do współpracy z SB, ale tłumaczył się, że został zastraszony i szantażowano go wyrzuceniem ze studiów. — Z zachowanych materiałów archiwalnych oraz zeznań świadków wynika niezbicie, że był aktywnym i lojalnym współpracownikiem SB — uzasadniał Sąd Okręgowy w Rzeszowie. Sanocki świadomie podpisał współpracę z SB w 1985 roku podczas studiów na filii UMCS w Rzeszowie i aktywnie współpracował aż do rozwiązania tej formacji.

— To był wyjątkowo perfidny kapuś, który donosił o wszystkim co się działo na uczelni — mówi jeden z jego kolegów ze studiów, który o donosicielskiej działalności Sanockiego dowiedział się z materiałów IPN. Wynika z nich, że aż 33 razy spotykał się z prowadzącym go esbekiem. Nie robił tego za darmo. Za lojalną i dobrą współpracę sześciokrotnie był nagradzany na łączną kwotę 17 tysięcy ówczesnych złotych. Godząc się na współpracę przyjął pseudonim „Zibi”.

— Później, aby się nie zdekonspirować zaproponował esbekom zmianę pseudonimu na „Mars” — mówi prokurator IPN w Rzeszowie Marek Sobol. Jednym z kolegów na których „Zibi” i „Mars” pisał donosy był kolega ze studiów Wiesław Myśliwiec. Po opuszczeniu więzienia agent Sanocki informował przełożonych o wszystkich poczynaniach Myśliwca.

Burmistrz Pszczyny – Krystian Szostek

Do sądu wpłynął już wniosek w sprawie burmistrza Pszczyny Krystiana Szostka. W oświadczeniu z 28 lutego 2008 roku burmistrz napisał, że nigdy nie pracował, ani współpracował z organami bezpieczeństwa państwa w PRL. Tymczasem prokurator IPN nie ma wątpliwości, że w latach 1977-1979 był on tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Ryszard” i donosił na studentów Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Burmistrz potwierdził ustalenia prokuratora, w szczególności autentyczność kilkunastu podpisanych przez niego meldunków, ale tłumaczy, że został do tego przymuszony, a przekazywane informacje były powszechnie znane i nikomu nie zaszkodziły.

——————

Przybywa kłamców lustracyjnych

Nasz dziennik, 23.09.2009

Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał wczoraj za kłamcę lustracyjnego burmistrza podkarpackiego miasta Jedlicze Zbigniewa Sanockiego. Zakazał mu również pełnienia funkcji publicznych oraz kandydowania do samorządu i parlamentu na pięć lat.

Zbigniew Sanocki przyznał, że w latach 1986-1990 w trakcie studiów na rzeszowskiej filii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej był tajnym współpracownikiem SB. Stwierdził, że został do tego zmuszony szantażem, m.in. groźbą wyrzucenia ze studiów, ale nikomu świadomie nie wyrządził krzywdy. Jednak jak wynika z akt IPN, Sanocki 33 razy spotkał się z prowadzącym go funkcjonariuszem SB i sześciokrotnie przyjął pieniądze za dostarczone bezpiece informacje. W ocenie prokuratury IPN, były one cenne dla SB, a sam Sanocki stanowił dla bezpieki przydatne źródło informacji m.in. o nastrojach panujących w połowie lat 80. na rzeszowskiej uczelni, ponadto przekazywał wiadomości dotyczące działalności osób związanych z NZS. Jak powiedział nam prokurator Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Rzeszowie Marek Sobol, sąd w swoim wyroku orzekł utratę przez Zbigniewa Sanockiego prawa wybieralności w wyborach do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach powszechnych do samorządu terytorialnego na 5 lat.

———–

Burmistrz Jedlicza: Czas skończyć z grą teczkami SB

nowiny24.pl – 27 marca 2008,


Udział organów bezpieczeństwa w akcji rekrutacji na studia

Jacek Wołoszyn
Udział organów
bezpieczeństwa w akcji
rekrutacji na studia
w województwie lubelskim
w latach 1947–1956
baner historia PRL
Jacek Wołoszyn – Udział organów  bezpieczeństwa w akcji  rekrutacji na studia  w województwie lubelskim  w latach 1947–1956 –Pamięć i Sprawiedliwość , nr 1 (11)/2007

Podjęte przez władze komunistyczne działania, zmierzające do pełnego podporządkowania  młodego pokolenia Polaków, objęły również środowiska akademickie.  Akcja ta polegała zarówno na likwidacji autonomii wyższych uczelni, jak i ingerencji  w skład personalny grup studenckich. Okazało się bowiem, że ta dziedzina  życia pozostawała początkowo poza wpływami politycznymi oraz personalnymi  kierownictwa partii i państwa. Najważniejszym instrumentem, jakim dysponowali  komuniści, była możliwość zastosowania odpowiednich regulacji prawnych.  Należy zaznaczyć, że pomysły likwidacji autonomii wyższych uczelni przedstawili  oni zaraz po przejęciu władzy1. Wysuwane idee były wypadkową postrzegania  środowisk studenckich oraz naukowych przez osoby związane z kierownictwem  partyjnym i państwowym: „Wszyscy patrzymy i powinniśmy patrzeć z niepokojem na to – pisał na łamach „Kuźnicy” Stefan Żółkiewski – co się na naszych uniwersytetach  dzieje […] wiele mówi, że jest źle, gorzej, niż być mogło, że na uniwersytetach  naszych mamy znów atmosferę ciemnego egoizmu klasowego, zacofania,  tępego tradycjonalizmu […] Demokracja powinna sobie zdobyć wpływ na młodzież,  wyznaczając odpowiednich ludzi […] Czas, by Kołłątaje byli nie komisarzami  rządu – a po prostu członkami senatów uniwersyteckich […] Ale i ten postulat  nie rozwiązuje sprawy. Źródło bowiem zła nie leży tylko w jakże często wstecznej  atmosferze politycznej wyższych uczelni. Źródło zła leży również w skostniałych  i wstecznych ideologiach naukowych, panujących w wielu seminariach i pracowniach” 2. Wszystkie te działania były prowadzone pod hasłem zwiększenia liczby  studiujących pochodzących ze środowisk robotniczych oraz chłopskich. …………….

Komunistyczny model szkolnictwa wyższego, będący właściwie wzorcem dla późniejszych rozwiązań, został wypracowany pod koniec 1945 r. Głównym celem była likwidacja samorządności uczelni przez ich bezwarunkowe podporządkowanie władzom państwowym, centralna kontrola badań naukowych oraz szkolenie fachowców w wąskich specjalnościach. Ważny punkt tego planu stanowiła również pełna eliminacja z programów studiów poglądów sprzecznych z przyjętą przez komunistów wizją „materializmu dialektycznego oraz historycznego”, który powinien stać się jedyną podstawą nauczania. Cała wiedza miała być bowiem oddana na służbę ideologii: „Demokracja winna zabezpieczyć sobie wpływ – pisał w swoim artykule Żółkiewski – na młodzież, wyznaczyć odpowiednich ludzi, którzy zapoznaliby ją z tym wszystkim, czego potrzebuje współczesny człowiek, aby bez przesądów pojmować otaczającą go rzeczywistość społeczną”.

Zwieńczeniem całej akcji był dekret z 28 października 1947 r., który ostatecznie znosił autonomię uczelni wyższych, podporządkowując je pod względem naukowym oraz organizacyjnym Ministerstwu Oświaty…….

Zmiany w składzie personalnym środowisk studenckich

Zniesienie autonomii wyższych uczelni nie oznaczało końca zmagań władz partyjno-państwowych o opanowanie tego środowiska. Kolejnym etapem miało być zwiększenie liczby studentów wywodzących się ze środowisk robotniczych oraz chłopskich, czyli – według deklaracji czynników oficjalnych – „poprawa składu socjalnego młodzieży akademickiej”. W konsekwencji oznaczało to oparcie systemu rekrutacji na kryterium „pochodzenia klasowego” oraz postawy światopoglądowej – selekcję społeczną i polityczną. Środowiska studenckie były bowiem traktowane przez komunistów niezwykle nieufnie. W czerwcu 1946 r. sekretarz generalny Polskiej Partii Robotniczej Władysław Gomułka mówił krótko, że studenci, „to jest młodzież starsza, wychowana w duchu reakcyjnej ideologii, tej nie zdobędziemy jako całości […] Pójdziemy drogą represji na tym odcinku, ale tu najmniej można tymi metodami zrobić, najwięcej można zrobić metodą wychowawczą”. Komuniści postanowili rozwiązać tę kwestię za pomocą odpowiednich posunięć administracyjnych.

W połowie 1947 r., jeszcze przed likwidacją samodzielności wyższych uczelni, Sekretariat KC PPR polecił zarezerwować 30 proc. miejsc dla młodzieży robotniczej oraz 20 proc. dla chłopskiej. Pierwszeństwo otrzymali członkowie komunistycznego Związku Walki Młodych oraz osoby określone ogólnym terminem „demokraci”. Selekcją przyszłych studentów powinny się zająć specjalne komisje.

Konsekwencją tych wytycznych stało się rozporządzenie ministra oświaty (21 lipca 1947 r.) powołujące do życia komisje rekrutacyjne przy poszczególnych wydziałach danej uczelni. W ich skład wchodzili nie tylko przedstawiciele kadry naukowej, lecz również tzw. czynnik społeczny (członkowie związków zawodowych, Związku Samopomocy Chłopskiej) oraz delegat ministra oświaty.

Równolegle kandydat na studia musiał przedstawić odpowiednie zaświadczenie, zawierające dokładny opis jego postawy politycznej i społecznej. Wydawały je różne instytucje polityczne, oświatowe oraz społeczne, w tym oficjalne organizacje młodzieżowe. „Listy proskrypcyjne”, zawierające „nazwiska zdecydowanych wrogów demokracji”, powinny były zbierać w okresie wyborów do Sejmu Ustawodawczego zarządy terenowe Akademickiego Związku Walki Młodych „Życie”. Weryfikację tych zaświadczeń prowadzili początkowo delegaci ministra oświaty/ministra szkolnictwa wyższego i nauki oraz komitetów wojewódzkich PPR/Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Po 1949 r. zajmowały się tym również specjalnie powołane „trójki partyjne”, w których skład wchodzili m.in. działacze Związku Młodzieży Polskiej. Warto dodać, że podmioty te w różny sposób zbierały informacje o uczniach. W Lublinie członkowie trójek wypytywali dozorców lub czynili to za pośrednictwem Milicji Obywatelskiej. Opinie tych „ciał” trafiały za pośrednictwem właściwego KW PZPR, z pominięciem dziekanatu, do delegata Ministerstwa Oświaty/Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i Nauki. Jednocześnie „trójki partyjne” często spóźniały się z przekazaniem zebranych przez siebie charakterystyk. W 1949 r. w woj. lubelskim udało się uzyskać jedynie 60 proc. wszystkich dokumentów tego rodzaju .

Na marginesie opisanych regulacji prawnych warto wspomnieć o jeszcze jednym rozporządzeniu Ministerstwa Oświaty z kwietnia 1949 r., które wyznaczało dwumiesięczny termin składania podań oraz egzaminów wstępnych. Poślizg ten miał bowiem ułatwić działania pracowników organów bezpieczeństwa, którzy mogli swobodnie zweryfikować dokumenty kandydata….

Selekcją polityczną oraz społeczną zajmowały się natomiast szkolne komisje, które wystawiały „zaświadczenie o pochodzeniu społecznym, uzdolnieniu i pracy społecznej” absolwentom szkół średnich. Ich opinie spływały do powiatowej komisji rekrutacyjnej, która na podstawie tych dokumentów, wraz z oceną organów bezpieczeństwa, decydowała o dopuszczeniu danej osoby na studia wyższe. Negatywne decyzje wspomniane podmioty miały wydawać „jedynie w odniesieniu do elementów wrogich Polsce Ludowej na podstawie kryteriów politycznych, unikając oceny na podstawie pochodzenia klasowego”. Przedstawiciele władz partyjnych obawiali się jednak zbyt dużego odsetka odrzuconych. Dlatego delegat ministra w Lublinie skarżył się, że około 30 proc. zgłoszonych kandydatów otrzymało opinię negatywną. Okazało się również, że praca powiatowych (miejskich) komisji rekrutacyjnych nie zawsze odpowiadała oczekiwaniom władz partyjnych. Przygotowanie opinii o kandydatach na studia traktowały one często w sposób mechaniczny, zbywając to zagadnienie określeniami „nie stawiamy przeszkód” lub „może studiować”……..

Sprawa dużej wagi” – UB a proces weryfikacji kandydatów

Jednym z uczestników procesu kontroli oraz „dyscyplinowania” środowisk młodzieżowych były również organa bezpieczeństwa. Wobec studentów działania aparatu represji mogły pójść w dwóch kierunkach. Pierwszym było uniemożliwienie studiów pewnym osobom, które z różnych powodów zostały uznane przez władze partyjno-państwowe za niepożądane. W tym wypadku funkcjonariusze UB brali udział w selekcji negatywnej kandydatów na studia, formułując oceny na podstawie kryteriów politycznych oraz „klasowych”. Ich opinia stawała się później wiążąca dla przedstawicieli administracji państwowej, wydających wspomniane już „świadectwa moralności”, oraz członków poszczególnych komisji rekrutacyjnych. Kolejnym etapem była już bezpośrednia kontrola środowisk akademickich – usuwanie lub zastraszanie studentów, których zachowanie kierownictwo partyjne mogło uznać za dysfunkcjonalne wobec systemu. ………………..

Dla przedstawicieli Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego sprawa weryfikacji ubiegających się o przyjęcie na studia była ważnym zagadnieniem. We wstępie do instrukcji z kwietnia 1953 r. dyrektor Departamentu V MBP (Wydział IV tej komórki był odpowiedzialny za kontrolowanie środowisk młodzieżowych) Julia Brystygier pisała jednoznacznie, że „odpowiedni dobór kandydatów [na studia wyższe] jest sprawą dużej wagi”. Dowodem były wydawane regularnie w latach 1947–1953 akty normatywne określające zadania funkcjonariuszy UB w ramach tej akcji. Najważniejsze było zgromadzenie charakterystyk uczniów kończących szkoły średnie oraz zamierzających kontynuować naukę. W przypadku „świadectw moralności” uprawnieni do ich wydawania urzędnicy administracji państwowej nie mogli tego uczynić bez wcześniejszego zasięgnięcia opinii organów bezpieczeństwa………………….

SB wobec niezależnego ruchu studenckiego w Krakowie

Źrodło strona :

„Inicjatywa Małopolska im Króla Władysława Łokietka”

Henryk Głębocki

SB wobec niezależnego ruchu studenckiego w Krakowie 1976-1980 – rekonesans archiwalny

Jedną z głośnych akcji krakowskiego SKS były protesty przeciwko procedurze przyznawania paszportów studentom, nie tylko pod kontrolą SB, ale i przy konieczności uzyskania oficjalnej zgody komunistycznej przybudówki PZPR – SZSP.57 Z limitowaniem praw obywateli PRL do wyjazdów zagranicznych wiązały się też kombinacje operacyjne policji politycznej. Oto jak np. pod tym kątem krakowska SB rozpatrywała sprawę ubiegania się o paszport przez działacza SKS B. Wildsteina, w okresie „karnawału” 16 miesięcy „Solidarności”, w 1981 r.: