Potrzebna lustracja lustracji środowiska akademickiego

związek zawodowy

Potrzebna lustracja lustracji

środowiska akademickiego

Wraca sprawa lustracji i to przez posła PiS – Jerzego Gosiewskiego [Zakaz pracy w szkole i na uczelni dla byłych esbeków?-http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/968424,lustracja-zakaz-pracy-w-szkole-dla-esbekow.html] , mimo że przed rokiem ze środowiska PiS wychodziły szokujące opinie o dezaktualizacji lustracji i dekomunizacji. [https://lustronauki.wordpress.com/2015/09/21/nie-dla-dezaktualizacji-lustracji-i-dekomunizacji/]. Czyli próba wkroczenia na drogę do dobrej zmiany ? Ale nie do końca.

Gosiewski argumentuje „ Koniecznie powinniśmy bronić młodych przed złymi wzorcami. Wskazane jest, by nie byli szkoleni czy uczeni przez osoby, które w przeszłości służyły złu i które na pewno nigdy nie będą przekazywać prawdy historycznej. Najbardziej niebezpieczne jest to, że byli pracownicy i współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL przekazują złe wzorce postępowania – dodaje.”

W rozmowie z autorką tekstu w Gazecie Prawnej mówiłem m. in.” – Dotychczasowe działania lustracyjne nie przyniosły oczekiwanych efektów. Nie udało się oczyścić np. środowiska akademickiego. Nawet jeżeli komuś udowodniono współpracę z SB, to nie wyciągano wobec niego konsekwencji. Były nawet przypadki, że te osoby pełniły funkcję rektora – mówi Józef Wieczorek z Niezależnego Forum Akademickiego. – Lustracja jest potrzebna. Pytanie tylko, jakie tym razem przyniosłaby skutki. W mojej ocenie nie powinno jej się zawężać np. tylko do nauczycieli humanistów. Powinna objąć wszystkich – konkluduje.”

Mówiłem także o lustracji/weryfikacji środowiska akademickiego u schyłku PRL, tej która doprowadziła do Wielkiej Czystki Akademickiej.[https://lustronauki.wordpress.com/tag/wielka-czystka-akademicka/]

Nad tą czystką rozciągnięto zasłonę i nie ma woli, żadnej opcji, aby poznać zakres, przebieg, skutki tej lustracji/weryfikacji kadr akademickich, co prowadzi do oczywistej konsekwencji nieznajomości przyczyn degradacji polskiej kadry akademickiej, polskiej szkoły (nie tylko wyższej) w III RP.

Mówi się o braku oczyszczenia kadr akademickich w III RP, a nie mówi się o oczyszczeniu kadr akademickich u schyłku PRLu ! I o charakterze tego politycznego oczyszczenia, realizowanego pod batutą SB-PZPR przez nomenklaturowe władze uczelni, oczyszczenia z elementu niewygodnego, wrogo, czy choćby krytycznie nastawionego do systemu komunistycznego, z elementu stanowiącego zagrożenie dla przewodniej siły narodu, i dla komunistycznego systemu wychowywania młodzieży akademickiej.

Nie bez przyczyny takich oskarżano o negatywny wpływ na młodzież, o niewłaściwą dla standardów komunistycznych – etykę (szczególnie jeśli protestowali przeciwko deprawacji młodzieży !), o niewłaściwy charakter – szczególnie jeśli mieli charakter niezłomny, zupełnie nieprzydatny do formowania ludzi złomnych, zniewolonych, którzy nie będą się ‚wychylać’.

Szczególne zagrożenie dla systemu stanowili ci, którzy uczyli myślenia krytycznego i nonkonformizmu naukowego. Tych usuwano dożywotnio, bo i dla III RP stanowili i stanowią zagrożenie.

Niestety do tej pory nie bada się strat kadr akademickich poniesionych w wyniku tej lustracji.

Nie ujawnia się składu komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych. Nikt nie biadoli nad osłabieniem potencjału intelektualnego i moralnego w wyniku negatywnej lustracji kadr nie wykazujących ochoty ani do tajnej, ani do jawnej współpracy z systemem zła. Czy nie jest to schizofrenia ?

Czy nie jest potrzebna dogłębna lustracja tej bolszewickiej lustracji ?

Jeszcze raz podkreślam –  w wyniku tej lustracji/weryfikacji nie usuwano tych, którzy byli/ współpracowali z tajnymi/jawnymi współpracownikami systemu komunistycznego, tylko tych którzy nie byli/współpracować nie chcieli z budowniczymi systemu komunistycznego i do budowy tego systemu się nie nadawali ! Nie respektowali wartości/etyki na opak tego przestępczego (także dla nauki i edukacji) systemu.

Nie bez przyczyny organizatorzy/beneficjenci tej lustracji wymazują ją i jej ofiary z pamięci, z badań , z historii.

Pojęcie i praktykę lustracji sprowadzono do ujawniania współpracy tajnej ze służbami państwa komunistycznego. W ramach lustracji ujawnia się zatem, choć z oporami, tajnych współpracowników, co jest bardzo ważne, ale nie wystarczające.

Jawni współpracownicy na ogół są utajniani, mimo ze decydowali niemal o wszystkim !

Nie bada się szkód wyrządzonych przez nich nauce i edukacji w Polsce, zarządzanym, czy „ochranianym” obiektom, osobom. Niestety nie ma woli poznania.

Rzekome badania nad pokrzywdzeniem w PRL prowadzi się tylko wśród beneficjentów, którzy z sukcesem przeszli weryfikację, ale nie wśród poszkodowanych, którzy takiej politycznej, pozamerytorycznej weryfikacji – nie przeszli !

Tak naprawdę widać zatem wielką aprobatę, wielkie uznanie dla niemerytorycznych ocen i tajnych metod pracy, tajnych do dnia dzisiejszego komisji lustracyjnych/weryfikacyjnych. Jak ktoś przez taką weryfikację nie przeszedł widocznie się nie nadawał do budowy jedynie słusznego systemu – i jak tu zaprzeczać ?

System akademicki III RP budują ci, którzy te bolszewickie komisje tworzyli i ci którzy przez taką lustrację przeszli oraz przez nich formowani. Skutki – jak widać!

A jakie są wyniki takich badań nad działalności SB wobec uczelni ? Ano czasem takie, że – w rezultacie powszechnej inwigilacji uczelni podobno nikt nie został pokrzywdzony, nikogo nie wyrzucono !

Czyli co ? – „ochrona” uczelni przez aparat SB była taka znakomita? niezwykle pożyteczna ?

No to może likwidacja SB i PZPR spowodowała dopiero spadek poziomu uczelni ?

I takie bzdury są rozpowszechniane i akceptowane ! Nikt z pokrzywdzonymi i prezentującymi odmienne fakty i poglądy – nie chce rozmawiać ! Jak ktoś dostał akademicki „wilczy bilet”, akademickie dożywocie – to widocznie na to zasługiwał!

Jak nie wyrzucono żadnego tajnego, ani jawnego współpracownika systemu komunistycznego – to strat nie było ! ? A ci co nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami – sami sobie są winni ! ?

Beneficjenci weryfikacji piszą fałszywe historie, w których ani słowa o systemie komunistycznym, czy o stanie wojennym i przeciwko temu nikt nie protestuje – niemal nikt, bo ja protestują i napisałem n-tą ilość tekstów i listów, ale nad nimi zapadła głucha i chyba złowroga cisza. [https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/].

Historykom, także tych z opcji patriotyczno-solidarnościowej, medialnie walczących podobno o poziom nauczania historii, jakby wcale nie przeszkadzało, że w ich instytutach pracują tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa.

Co więcej nie przeszkadzają im także zafałszowane historie ich uczelni, nawet jak są zalecane do opanowania przez kandydatów na studia. Te fałszywe historii niekoniecznie piszą ci, którzy byli tajnymi czy jawnymi współpracownikami, więc nawet jakby takich współpracowników pousuwano ( co powinno jednak nastąpić), to i tak skutecznie nie obronimy młodych przed złymi wzorcami.

Zło akademickie znacznie wyszło poza zakres współpracy z systemem komunistycznym, bo było i jest opłacalne i wynagradzane, otoczone prestiżem.

Napisałem przed nie tak dawnymi laty Poradnik dla badających czasy PRL-u na odcinku akademickimhttps://blogjw.wordpress.com/2013/02/10/poradnik-dla-badajacych-czasy-prl-u-na-odcinku-akademickim/ ale największe umysły akademickie nie podjęły nawet dyskusji, nie mówiąc o wdrożeniu w życie.

Jakie umysły – takie wdrożenie.

I to jest skutek tej bolszewickiej lustracji. Nie tylko tajni i jawni współpracownicy systemu kłamstwa fałszują historię !

Lustracja powinna objąć wszystkich

mobbing lektura

Zakaz pracy w szkole i na uczelni dla byłych esbeków?

Gazeta Prawna –Urszula Mirowska-Łoskot18.08.2016,

Jerzy Gosiewski [ poseł PiS]. – Zastanawiałem się też, czy pełna lustracja powinna objąć jeszcze inne grupy zawodowe, ale odstąpiłem od tego pomysłu. Natomiast moim zdaniem wskazane byłoby przeprowadzenie jej gruntownie wśród pracowników nauki i szkolnictwa wyższego, głównie na wydziałach humanistycznych – dodaje.

„Dotychczasowe działania lustracyjne nie przyniosły oczekiwanych efektów. Nie udało się oczyścić np. środowiska akademickiego. Nawet jeżeli komuś udowodniono współpracę z SB, to nie wyciągano wobec niego konsekwencji. Były nawet przypadki, że te osoby pełniły funkcję rektora – mówi Józef Wieczorek z Niezależnego Forum Akademickiego. – Lustracja jest potrzebna. Pytanie tylko, jakie tym razem przyniosłaby skutki. W mojej ocenie nie powinno jej się zawężać np. tylko do nauczycieli humanistów. Powinna objąć wszystkich – konkluduje.”

Wielka Czystka Akademicka u schyłku PRLu – sprawa Krzysztofa Borowiaka

baner weryfikacja

Pracę w Alma Mater (Politechnice Poznańskiej) rozpocząłem 1 marca 1978 roku, kilka dni po formalnym zakończeniu studiów na Wydziale Elektrycznym i po obronie pracy magisterskiej.

Zostałem nauczycielem akademickim na etacie naukowo-dydaktycznym w Instytucie Elektroniki (potem Elektroniki i Telekomunikacji) na Wydziale Elektrycznym, kolejno jako asystent-stażysta, asystent i starszy asystent.

W międzyczasie nastał Sierpień 1980, a po nim czas „Solidarności”: jej działalności legalnej i – po wprowadzeniu stanu wojennego – nielegalnej, w podziemiu. W tworzenie struktur „S” włączyłem się – było to dla mnie oczywiste! – aktywnie od samego początku, nie tylko w macierzystym zakładzie pracy (w „moim” Instytucie pełniłem funkcję wiceprzewodniczącego koła „S”), ale także uczestniczyłem w wyjazdach szkoleniowych do różnych zakładów pracy w województwie poznańskim; ich celem była pomoc w zakładaniu struktur związkowych „S”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego naturalną dla mnie była kontynuacja działalności związkowej poprzez zbieranie składek związkowych, dystrybucję „bibuły”, publikowanie tekstów w prasie podziemnej, kopiowanie książek bezdebitowych na kserografie oraz inicjowanie i uczestniczenie w różnego rodzaju akcjach protestacyjnych na uczelni i w Poznaniu.

Jako aktywny krótkofalowiec służyłem swą wiedzą i doświadczeniem w działalności podziemnego Radia „Solidarność”, a także organizowałem i prowadziłem nasłuch radiowy jednostek służby bezpieczeństwa i milicji, zwłaszcza w czasie manifestacji i akcji protestacyjnych. Uczestniczyłem w rozpracowaniu unikalnego w skali kraju, eksperymentalnego systemu pelengacji nadajników „Solidarności”, jaki zorganizowała służba bezpieczeństwa w Poznaniu, oraz przyczyniłem się do zdekonspirowania osób z grona poznańskich krótkofalowców zajmujących się tym systemem z ramienia służby bezpieczeństwa (wg akt IPN – sprawa operacyjnego rozpracowania, SOR „Pająk”).

Byłem inicjatorem akcji integracji krótkofalowców-chrześcijan w ramach organizacji międzynarodowej WACRAL (The World Association of Christian Radio Amateurs and Listeners), której byłem przedstawicielem na Polskę. W wyniku tej aktywności, po inwigilacji przez służbę bezpieczeństwa (w oparciu o liczną tajną agenturę) w 1985 roku zostałem usunięty z Polskiego Związku Krótkofalowców i „za działalność na szkodę socjalistycznego krótkofalarstwa” (oficjalne uzasadnienie) pozbawiony zezwolenia na radiostację amatorską. Zaś za bezpardonowe odrzucenie propozycji współpracy z SB kilkakrotnie odmawiano mi wydania paszportu na wyjazdy zagraniczne, zaś SB prowadziła przeciwko mnie tajne działania (zarchiwizowane w aktach IPN – kwestionariusz ewidencyjny, KE „Krzysztof”).

Na te wszystkie moje przeżycia nakładały się intensywne prace konstrukcyjne i badawcze, służące przygotowywaniu rozprawy doktorskiej. Czułem jednocześnie gęstnienie atmosfery wokół mnie na uczelni. Pod koniec 1987 roku praca doktorska była szczęśliwie ukończona, egzaminy doktorskie zdane (chociaż obowiązkowy egzamin z ekonomii politycznej socjalizmu, dzięki „życzliwości” partyjnego egzaminatora, doc. Stanisława Popławskiego, zaliczyłem z trudnościami, pomogła interwencja mego promotora, doc. A. Dobrogowskiego), wpłynęły także bardzo pozytywne (dla bezpieczeństwa aż trzy) recenzje, promotor (wówczas kierownik macierzystego Zakładu Telekomunikacji) złożył dyrektorowi instytutu stosowny wniosek kadrowy o przedłużenie zatrudnienia (bo okres rotacji mijał 31-01-1988, a obronę wyznaczono na 23-02-1988). I w tym momencie nastąpił „strzał z boku”: dyrektor instytutu, prof. Zdzisław Kachlicki, wniosek mego promotora i przełożonego zamknął w szufladzie biurka i nie przekazał dalej, na szczebel wydziału, do dziekana. Nie pomogły liczne interwencje, w swej decyzji pozostawał nieugięty.

Dzisiaj rozumiem dlaczego: prof. Zdzisław Kachlicki, człowiek, który unicestwił moją karierę akademicką, w zasobach archiwalnych IPN figuruje jako zarejestrowany tajny współpracownik (TW) Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Orkan”.

Tak więc od 1 lutego 1988 przestałem być pracownikiem uczelni, i to w najbardziej obiecującym momencie kariery naukowej, gdy tezy dalszych prac badawczych, naturalnie prowadzących do habilitacji, były już wyraziście zarysowane! A pracę doktorską – z sukcesem – obroniłem, ale już jako człowiek „z ulicy”…

Kilka przytoczonych dalej dokumentów prezentuje chronologicznie ciekawsze „kamienie milowe” przeżywanych wówczas przeze mnie represji kończącej niebawem swój żywot komuny i jej zbrojnego ramienia – służby bezpieczeństwa.

Na Radzie Wydziału Elektrycznego 19 stycznia 1988 r. przyjęto moją rozprawę doktorską i wyznaczono termin jej publicznej obrony [fragment protokołu]. Zgodnie z obowiązującymi przepisami były zatem podstawy do przedłużenia mego zatrudnienia na uczelni! Jednak wniosek kadrowy nie chciał opuścić szuflady biurka dyrektora instytutu…

W dalszej części tejże rady, w punkcie 4.7 (sprawy osobowe) rozpoczęto dyskusję [str. 13, str. 14, str. 15 i str. 16] na temat mej niecodziennej i dziwnej sytuacji, abstrahując jednak zupełnie od personaliów, debatowano jakoby hipotetycznie, wirtualnie, w oderwaniu od mojej konkretnej osoby. Co bardziej świadomi toczącej się rozgrywki między mym promotorem a prof. Z. Kachlickim (m.in. doc. A. Szaflarski, doc. E. Mitkowski, dr W. Hoppel, a szczególnie prof. Tadeusz Puchałka) próbowali przekonać dziekana do bardziej dogłębnej analizy problemu, jednak bez skutku – dziekan realizował (zapewne gdzie indziej podjętą) decyzję ukręcenia sprawie głowy, zaś wśród Panów Naukowców zabrakło stanowczości, konsekwencji i uporu w obronie krzywdzonego młodszego kolegi.

Dobre wychowanie, bezkonfliktowość i (jeszcze wówczas niezbyt dobrze znana) poprawność polityczna zwyciężyły! Warto dodać na marginesie, że dziekanem wówczas był aktywny działacz PZPR – doc. Bolesław Zaporowski.

Protokół [str. 1, str. 2 i str. 3] z niejawnego posiedzenia Komisji Rady Wydziału w dniu 23-02-1988, poświęconego mej dysertacji, pokazuje, że przynajmniej nie próbowano przeszkodzić mi w uzyskaniu stopnia naukowego, samo usunięcie z uczelni było najwyraźniej głównym i – w tym momencie – jedynym celem. Także wniosek o nadanie stopnia naukowego na posiedzeniu [fragment protokołu] całej Rady Wydziału (tego samego dnia) przeszedł jednogłośnie.

W dalszej części posiedzenia Rady (kolejne strony protokołu: str. 28, str. 29, str. 30 i str. 31) doszło znów (jak na poprzedniej Radzie) do wymiany zdań na temat mej kuriozalnej sytuacji. Tym razem wywołujący temat prof. Tadeusz Puchałka zaproponował powołanie specjalnej komisji w ramach Rady do głębszego i bardziej rzetelnego przeanalizowania sprawy, wniosek poddano głosowaniu, jednak przewagą 2 głosów został oddalony. O degrengoladzie środowiska akademickiego niech świadczy aż 5 głosów wstrzymujących się od zajęcia stanowiska! I to w tajnym głosowaniu!

Gdy po przełomie 1989 r. utworzono Społeczną Komisję Pojednawczą (tzw. Komisja Kuronia, od nazwiska jej lidera), natychmiast zwróciłem się do niej z wnioskiem [str. 1 i str. 2] o przywrócenie do pracy na uczelni. Wniosek mój poparła ówczesna Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność”.

Po trwającej ponad pół roku procedurze Komisja wydała orzeczenie [str. 1 i str. 2], w którym nakładała obowiązek zawarcia ze mną przez Politechnikę Poznańską umowy o pracę na stanowisku odpowiadającym posiadanym przeze mnie kwalifikacjom zawodowym (uwaga: Komisja w uzasadnieniu swej decyzji przekręciła nazwisko mego promotora, doc. A. Dobrogowskiego, robiąc z niego Wolnogowskiego).

Władze uczelni jednak „nie zauważyły” uzyskania przeze mnie stopnia naukowego doktora i zatrudniły mnie (złośliwie?) na poprzednio zajmowanym stanowisku starszego asystenta. Jednak i to zatrudnienie było fikcją: nikt nie przewidział mego powrotu i w planie nie było dla mnie żadnych zajęć dydaktycznych ze studentami!

Po prawie dwóch semestrach takiej wymuszonej bezczynności, w październiku 1991 roku sam zrezygnowałem z dalszej pracy na uczelni: prowadziłem już wówczas własną firmę, a ponadto startowałem w ramach Wyborczej Akcji Katolickiej w wyborach parlamentarnych…

Krzysztof Borowiak

http://krzysztof.borowiak.pl/SPP.html

W Polsce powinno się natychmiast przeprowadzić weryfikację wszelkich tytułów naukowych

baner weryfikacja

Polityczne doktoraty i tytuły profesorskie nie wiadomo za co!

pressmix.eu

Do najbardziej stetryczałych i zabetonowanych ideologicznie instytucji należą współcześnie niestety nasze wyższe uczelnie! Za czasów komunizmu wiele doktoratów nadawano aparatczykom PZPR na uczelniach w ZSRR, NRD i innych krajach RWPG. W WSI i SB funkcjonariusze, szkoleni w Moskwie i Kujbyszewie wracali z takich szkoleń, prowadzonych przez KGB często z tytułami magistrów lub doktorów nauk politycznych. W PRL-u droga do karier politycznych prowadziła poprzez szkolenia w KC PZPR. Jednym z takich „naukowców” współpracujących z KC PZPR był między innymi Leszek Balcerowicz, który jako działacz PZPR jeździł po PRL-u i głosił wyższość ekonomii socjalistycznej nad wolnym rynkiem.

Po 1989 roku żadnemu z doktorów i profesorów mianowanych w PRL-u nie odebrano tytułów, lecz przepoczwarzono ich na reformatorów!…..

……

W Polsce powinno się natychmiast przeprowadzić weryfikację wszelkich tytułów naukowych na wszystkich wyższych uczelniach zarówno państwowych jak i prywatnych, bo w przeciwnym razie wtórni analfabeci będą obniżać już mocno zaniżony poziom nauczania oraz szkodzić prawdziwym autorytetom naukowym!

Kto powinien przeprowadzić taką weryfikację?

Profesorowie, którzy nigdy nie należeli do PZPR, ani do PSL, ani do jakiejkolwiek innej partii politycznej, oraz nigdy nie piastowali jakichkolwiek stanowisk we władzach zarówno rządowych jak i samorządowych!

Rajmund Pollak

Czystka na uczelniach przeprowadzona przez tego, który odważył się być podłym

baner baner weryfikacja

Czystka na uczelniach przeprowadzona przez tego, który odważył się być podłym

(przyczynek do poznania Wielkiej Czystki Akademickiej u schyłku PRLu)

http://www.antonowicz.strony.ug.edu.pl/upload/files/7/wiosna_wolnosci_-_s_61-70.pdf

Odwołanie rektora prof. Karola Taylora

Ministerstwo Edukacji Narodowej 30 listopada 1985 r. odwołało ze stanowiska rektora prof. Karola Taylora oraz dziekana prof. Mariana Kwapisza i prodziekana doc. Jerzego Grzywacza z Wydziału Mat.-Fiz.-Chem.

W proteœcie do dymisji podali się prorektorzy: prof. Antoni Śliwiński, doc. Brunon Synak i doc. Zofia Sawiczewska, a także prodziekan prof. Józef Heldt. Decyzję MEN poparł Komitet Uczelniany PZPR. Nowym rektorem minister mianował ekonomistę prof. Mirosława Krzysztofiaka, a dziekanem prof. Edmunda Kwiatkowskiego zaś prodziekanem doc. Henryka Guściorę.

Prorektorów musiał wybrać Senat, w którym głosu nie mieli przedstawiciele samorządu studentów, a młodszych pracowników naukowych było o połowę mniej (trzech). Przez rektora Taylora, mimo zmiany ustawy, wszyscy byli nadal zapraszani na posiedzenia, ale z tzw. głosem doradczym. Oznaczało to, że mogliśmy przed głosowaniem „doradzić” nowemu senatowi, który miał doradzać rektorowi, co ma zrobić, ale tenże i tak miał decydować sam pod nadzorem ministra i kolegium rektorskiego (rektorzy, partia, nowe związki). Nie mieliśmy już prawa udziału w głosowaniach. Dalej jednak prowadziliśmy wspólnie z reprezentantami nauczycieli akademickich zakulisowe spotkania i planowaliśmy działania.

Z chwilą odwołania władz UG siłami byłego już Samorządu Studentów zorganizowaliśmy masową akcję protestacyjną . Na wydziałach i w akademikach zawisły plakaty protestacyjne przeciwko decyzji ministra. Jedno z popularniejszych wywieszanych haseł brzmiało: „Znowelizować, odwołać, mianować, zintegrować – stop – [podpis] socjalistyczna demokracja”. Już po nadzwyczajnym posiedzeniu Senatu UG administracja uczelnii domów studenckich zrywała wszelkie powieszone plakaty….

Czystka na uczelniach

Pod koniec 1985 r. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Benon Miśkiewicz podjął decyzje o zwolnieniu z kierowniczych funkcji w wyższych uczelniach około 40 osób, w tym sześciu rektorów. Minister skorzystał z uprawnień nadanych w znowelizowanej ustawie, że rektorów i dziekanów może zmienić w każdym czasie.

Największą czystkę przeprowadzono w Poznaniu, gdzie odwołano rektorów wszystkich uczelni oprócz Akademii Ekonomicznej, wszystkich prorektorów i dziekanów (z wyjątkiem jednego w UAM).

Wiązało się to z poznańskimi korzeniami ministra Miśkiewicza – po pierwsze chciał zapewnić swoim kolegom partyjne poparcie, a po drugie zapewne mścił się, że uczelnie w sposób demokratyczny wybrały nie tych, których partia sobie życzyła. Pracownicy UAM przesłali ministrowi Benonowi Miśkiewiczowi medal z jego podobizną i łacińską sentencją Vilem fieri auso , która w języku polskim oznacza: „Temu, który odważył się być podłym” z podpisem „Społeczność Akademicka”.

W PW odwołano poza rektorem, dziekana i dwóch prodziekanów z Wydziału Geodezji i Kartografii, dziekana i prodziekanów z Wydziału Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej oraz dziekana i prodziekana Wydziału Mechaniczno-Technologicznego. Studenci politechniki urządzili na wszystkich wydziałach wiece protestacyjne.

W UW odwołano dziekana Wydziału Chemii, dziekana i prodziekana Wydziału Neofilologii, dziekana i prodziekana Wydziału Humanistycznego filii w Białymstoku. W Instytucie Psychologii UW odwołano kierownika doc. Janusza Grzelaka. W Uniwersytecie Wrocławskim odwołano z kierowniczych funkcji m.in. prof. Czesława Hernasa – z funkcji kierownika Instytutu Filologii Polskiej.

W Krakowie natomiast m.in. prorektora Akademii Rolniczej.

W Politechnice Gdańskiej odwołano dziekana Wydziału Architektury i dziekana Wydziału Fizyki i Matematyki Stosowanej doc. Andrzeja Januszajtisa.

Niemal wszędzie tam, gdzie odwołano część składu rektorskiego bądź dziekańskiego, pozostałe osoby w dowód solidarności i protestu podały się do dymisji

Zygmunt Bauman, Włodzimierz Brus pod lupą Tadeusza Płużańskiego

baner

Bauman, Brus – sowieckie „elity” w Polsce

T. Płużanski – niezalezna pl. 2.07.2013

Ostatnio polskie władze, w tym premier, broniły prof. Zygmunta Baumana przed polskimi „faszystami”, którzy „zakłócili” jego wykład na Uniwersytecie Wrocławskim. To jeden z symboli tego, czym są i skąd się wywodzą elity III RP.

Broniono bowiem nie tylko „wybitnego, światowej sławy socjologa”, ale wcześniej stalinowskiego milicjanta, politruka w LWP i Korpusie Bezpieczeństwa Publicznego, który za walkę z „bandami” dostał Krzyż Walecznych, a także agenta zbrodniczej Informacji Wojskowej, ps. Semjon. Ale Bauman to niejedyny reprezentant sowieckich „elit”, które zabijały Polaków fizycznie i duchowo, utrwalając komunistyczną naukę na trupach elit przedwojennej Rzeczypospolitej. Taki sam czerwony rodowód ma jego kolega – inny profesor: Włodzimierz Brus……..

„Faszystowska dyktatura”
Przez partię politruk Brus został skierowany na odcinek nauki – podjął pracę w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, SGPiS i na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Miał „umacniać pion ideologiczny i wziąć udział w obalaniu nauki burżuazyjnej”. Robił to z powodzeniem. Wtedy z uczelni musiały odejść takie tuzy przedwojennej profesury, jak Kotarbiński, Tatarkiewicz, Ossowscy……. komunistyczny politruk Brus przybył razem z nimi z ZSRS, żeby instalować w Polsce nową władzę, a rewizjoniście Brusowi jakoś nigdy nie przeszkadzało, że prywatnie związał się ze stalinowską inkwizytorką.

Brus został wyrzucony z UW. To najlepiej znany fakt z jego biografii, utrwalany przez czerwone i różowe media. Ta sama decyzja, którą podpisał minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński dotyczyła również m.in. Baczki, Kołakowskiego i Baumana. Wszyscy wyjechali z PRL i zostali wielce szanowanymi na świecie autorytetami.

Brus wspominał, że wobec niemożności znalezienia akademickiej pracy w Polsce, przyjął zaproszenie University of Glasgow, a po roku „nadarzyła się sposobność kontynuowania pracy w mojej dziedzinie na długoterminowych zasadach w Oksfordzie”…….

Nawet na wydziale geologii promowano prymusów selekcji negatywnej

baner weryfikacja

Dlaczego w Polsce nie rozliczono komunizmu? Debata trzech historyków: Chodakiewicz, Płużański, Żebrowski

wpolityce.pl 22.06.2013

….Prof. Chodakiewicz stwierdził ( jakże słusznie – jw) ….

W PRL wytresowano nowe elity, elity trwania, a Polsce trzeba elit działania. W tamtych czasach wszędzie była „łapa”. Nawet na wydziale geologii. Promowano prymusów selekcji negatywnej, promowano „antyelity”. Stypendia zagraniczne dostawali ci, którzy byli spolegliwi, albo dawali nadzieję, że się ich uda zmiażdżyć. Hardy dostawał w łeb. Tresowało się niewolników w prosty sposób: ktokolwiek wykazał inicjatywę, był karany. Promowano miernotę’.

Józef Wieczorek – odniosę się tylko do wydziału geologii,  bo taki kończyłem w PRL. Miałem asystenture na 99 % ( u profesora formowanego jeszcze w II RP),   ale znakomicie sie zmieścilem w tym 1 %  u towarzysza docenta  chowu komunistycznego obejmujacego dyrekcje instytutu po likwidacji katedr ( tak przyspieszano zmiany kadrowe, usuwanie starych profesorów chowu ‚wstecznego’)

Jak ‚postępowiec’ zobaczył moje podanie  i brak zaangażowania w budowę najlepszego z systemów   – zapytał : a przynaleznością do ZMS to się Pan nie zhańbił ? 

Odrzekłem – A nie  – i wyszedlem,  

i tak chodze do dnia dzisiejszego po krótkich  ‚odpoczynkach’, dostając  po drodze po łbie za hardość,  za inicjatywy, za niechęć do bycia niewolnikiem, za stanowienie zagrożenia dla miernot, dla całego systemu   produkcji i reprodukcji antyelit,  gdy prymusi seklekcji negatywnej  obdarzani są  tytułami, wieloma etatami, decydenckimi stanowiskami, wyróżnieniami, nagrodami  za selekcjonowanie podobnych sobie zniewolonych miernot (szczególnie moralnych) spędzających  swój nedzny żywot  z nieodłącznymi podręcznymi strusiówkami.