KUL w szponach SB

baner ośrodki lustro

KUL. Między oporem a lojalnością-Maciej Sobieraj, historyk lubelskiego IPN, Gość Lubelski DODANE 28.04.2014 

Pierwsza część cyklu o inwigilacji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: Kontekst historyczny i wyjątkowe zainteresowanie służby bezpieczeństwa

Historia katolickiej uczelni pod rządami komunistycznymi to postulat do pilnego opracowania z uwzględnieniem wszystkich dostępnych źródeł. Możliwość korzystania z nich do niedawna jeszcze niedostępnych, zwłaszcza proweniencji esbeckiej i partyjnej, otworzyło nowe perspektywy badawcze dotychczas znane tylko od strony skutków, natomiast nie znany był kontekst podejmowanych przez władze decyzji, których celem było maksymalne ograniczenie funkcjonowania uniwersytetu, zwłaszcza w odniesieniu do „świeckich” kierunków. KUL, w przeciwieństwie do Akademii Teologii Katolickiej, która była uczelnią państwową (powołaną w 1954 r. w miejsce zlikwidowanych na UJ i UW Wydziałach Teologicznych) był uczelnią prywatną, całkowicie utrzymywaną przez społeczność katolicką i podległą Episkopatowi…. O ile archiwum KUL jest dostępne dla badaczy, jak również archidiecezjalne (w ograniczonym zakresie), o tyle dostęp do materiałów Komisji Episkopatu do Spraw KUL jest zamknięty, przynajmniej dla piszącego te słowa. Niezwykle istotne mogły być także zapiski prymasa Stefana Wyszyńskiego, ponieważ stał on na czele wspomnianej Komisji i do lubelskiej uczelni miał stosunek bardzo emocjonalny ze względu na jego relacje z okresu II RP, kiedy był jej pracownikiem naukowym, a po wojnie krótko wielkim kanclerzem jako biskup ordynariusz lubelski w latach 1946-1948. Bez możliwości zbadania tych materiałów każda historia KUL-u w czasach PRL będzie ułomna. Decyzje dotyczące KUL-u zapadały bowiem na szczeblu centralnym i były wypadkową w aktualnych relacjach na linii Kościół–Państwo. Wynikało to z faktu, że KUL należał do centralnych instytucji kościelnych, a wielu przyszłych biskupów było jego absolwentami….

Jak SB działała na KUL?- Maciej Sobieraj, historyk lubelskiego IPN Gość Lubelski, DODANE 29.04.2014 

Sposoby werbunku i akcje dezintegrujące środowisko uniwersyteckie.

Działania werbunkowe SB można sprowadzić do dwóch elementów – doraźnego pozyskania oraz perspektywicznego. Dotyczyły one w takim samym stopniu pracowników naukowych i studentów oraz pracowników administracji.

Pod obserwacją

Pierwszym krokiem była obserwacja potencjalnych kandydatów pod kątem ich aktualnego stanowiska na uczelni, możliwości awansu, sytuacji rodzinnej (dyskretny wywiad środowiskowy, np. w miejscu zamieszkania rodziców, rodzeństwa itp.), materialnej, charakterystyki psychologicznej, zachowań o charakterze obyczajowym, stosunku do PRL (kwestia postępowości, naturalnie w rozumieniu funkcjonariusza SB). Dopiero analiza zebranych informacji i uzasadnienie przedstawione przełożonemu do akceptacji dawało podstawę do podjęcia rozmowy mającej na celu pozyskanie. Oczywiście na pewnym etapie działań operacyjnych funkcjonariusz przeprowadzał rozmowy, np. z okazji starań o paszport (w przypadku kulowców bardzo częsty powód do rozmowy) lub jakikolwiek pretekst, który obligował do spotkania z oficerem SB. Musimy zdawać sobie sprawę, że do połowy lat 70. ub. wieku trudno było uniknąć rozmowy, gdy występował o nią funkcjonariusz SB czy to na gruncie nieoficjalnym, a na takim charakterze rozmowy najbardziej mu zależało, czy też na oficjalne spotkanie za formalnym wezwaniem..

…Powszechnie przyjęło się, że działania dezintegracyjne wobec ludzi Kościoła podjęto dopiero w latach 70. ub. wieku, a ich apogeum przypadło na początek stanu wojennego ze spektakularnym porwaniem i zamordowaniem ks. J. Popiełuszki. Badając jednak akta KUL-u śmiało można powiedzieć, że takie działania prowadzone były już od końca lat 50. Kluczowym w tym przypadku była dobrze usytuowana sieć agenturalna, która umożliwiała efektywne działania, skutkujące skłóceniem środowiska i rzucaniem podejrzeń o agenturalność wobec zdecydowanych przeciwników władzy komunistycznej…..

 

W szponach SB – Maciej Sobieraj, historyk lubelskiego IPN,Gość Niedzielny – Lubelski  DODANE 14.05.2014 

Pracownicy naukowi i studenci KUL funkcjonowali w dychotomii. Byli pod wielkim ciśnieniem władzy komunistycznej, która nie przebierała w środkach, by od wewnątrz rozbić katolicką uczelnię.

W związku z tym, że walka pod dywanem rozgrywała się na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej, a konkretnie między sekcjami filozofii praktycznej (prof. Strzeszewski) i filozofii teoretycznej (o. prof. Krąpiec) główne działania werbunkowe podejmowane były właśnie wobec pracowników naukowych tego wydziału. Dotyczyło to zarówno osób z ustaloną już pozycją naukową, jak i młodszych, mających w perspektywie awans naukowy wspomagany często przez SB. Praktycznie od pozytywnej opinii SB zależał awans naukowy, przyspieszenie lub opóźnienie druku, blokada przez cenzurę niektórych publikacji albo daleko posunięte ingerencje, które mogły wypaczać treść publikacji i w rezultacie wycofanie książki lub artykułu przez autora. Były zbiorcze opinie wobec całej grupy habilitantów i doktorantów KUL-u albo indywidualne. Wykorzystywany był w tym względzie także Urząd do Spraw Wyznań, który był de facto pasem transmisyjnym wszelkiego rodzaju opinii SB na temat KUL-u jako całości, jego agend czy poszczególnych pracowników. Bardzo często opinia sporządzona przez funkcjonariusza SB była w dosłownym brzmieniu wysyłana przez lubelski Wydział do Spraw Wyznań do MSzW, ale podpisana przez kierownika wydziału..

„Józef” „Docent” i inni

Nie będę opisywał szczegółowo każdego przypadku, ale jeżeli chodzi o rektorów KUL SB nawiązała kontakt operacyjny z o. Krąpcem (TW „Józef”) co najmniej od 1957 r. i to nie na szczeblu lokalnym, ale na poziomie Departamentu III, a potem IV. Oficerem prowadzącym przez cały czas był kpt., a ostatecznie gen. Konrad Straszewski, w latach 80. ub. wieku dyrektor Departamentu IV, a następnie podsekretarz stanu MSW…………..

Funkcjonariusze typowali na potencjalnych tajnych współpracowników tych, którzy mieli szerokie towarzyskie kontakty, łatwo nawiązywali znajomości, cieszyli się zaufaniem kolegów i wykładowców, działali w stowarzyszeniach akademickich lub poprzez długie studiowanie („wieczni studenci” na KUL-u nie należeli do rzadkości) byli umocowani w środowisku. Osobną grupę stanowili ci, którzy mogli po studiach zrobić karierę naukową, kościelną lub cywilną w koncesjonowanych stowarzyszeniach katolickich lub redakcjach prasowych periodyków związanych z Kościołem……..Ten smutny przegląd aktywów jakimi dysponowała SB na KUL-u może sprawiać wrażenie, że był całkowicie przeżarty agenturą, jednak rzeczywistość była całkiem inna. Piszę to jako historyk i świadek jednocześnie, który z lubelską uczelnią związał blisko 20 lat swojego życia jako student i jako pracownik. Większość tych osób znałem, a z niektórymi miałem zajęcia. Owszem, byli wśród kulowców agenci, nawet z przysłowiowej górnej półki, jednak większość pracowników naukowych nie dało się zwerbować, a nawet niektórzy, których na krótko SB zarejestrowała potrafili wyrwać się z tego kręgu zła i zapisać chwalebne karty w kontestowaniu systemu komunistycznego bądź czynnie wspierając w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych opozycję antykomunistyczną lub w sposób nieskrępowany prowadzić wykłady bez ideologicznego obciążenia czy to z historii, literatury, czy filozofii….

Powielaczowa rewolucja

Mimo intensywnych działań SB nie udało się zainstalować na KUL-u Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, mimo nacisku rektora Krąpca, więcej powstała na uczelni młodzieżowa organizacja studencka całkowicie niezależna od władzy komunistycznej. Studenci KUL, mimo szykan i aresztowań nie dali się zastraszyć i właśnie na KUL-u rozpoczęli „rewolucję powielaczową”, która pozbawiła władzę monopolu prasowego i książkowego. Studenci z wilczymi biletami po marcu ’68 mogli na KUL-u skończyć studia, w czym pomógł ustępujący rektor Granat, mając ciche poparcie prymasa Wyszyńskiego……..

Opór, niezłomność czy lojalność. Kariera za wszelką cenę czy jednak wierność pewnym niezmiennym zasadom. Żyć w prawdzie czy fałszu. Służyć Bogu i Ojczyźnie czy raczej Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek. W takiej dychotomii funkcjonowali pracownicy naukowi i studenci KUL. Byli pod wielkim ciśnieniem władzy komunistycznej, która nie przebierała w środkach, by od wewnątrz rozbić katolicką Uczelnię, posługując się na szeroką skalę agenturą i prowokacją, ale nie udało się władzy komunistycznej złamać KUL-u, a może bardziej kulowców, bo oni tworzyli Uniwersytet.

I jeszcze na koniec osobista refleksja. Między bajki należy złożyć opowieści o ewangelizowaniu esbeków, nieświadomości w kontaktowaniu się z funkcjonariuszami aparatu represji, prowadzenia rozmów za pełną wiedzą przełożonych itp. Nie było rozmów, które nie miałyby konsekwencji, nawet jeżeli interlokutorowi wydawało się, że przekazuje ogólnie znane lub nieistotne informacje. Prawie każda z nich była weryfikowana, a gdyby takie fantazjowanie powtarzało się, to taki agent po prostu był z sieci eliminowany. I to by było na tyle…

Dariusz Rosiak: ojciec Krąpiec współpracował z SB

dominikanie.pl

………

Dominikanie wiedzieli

Już w 2007 roku z dokumentami IPN dotyczącymi o. Krąpca zapoznała się  zakonna Komisja ds. Zbadania Zakresu i Sposobu Infiltracji przez Służby Specjalne Polskiej Prowincji Dominikanów w latach 1945-1989. Powołał ją dwa lata wcześniej ówczesny prowincjał polskich dominikanów, o. Maciej Zięba.

„Dla mnie nie ulega wątpliwości, że »Józef« był świadomym informatorem spec służb PRL i wykonawcą ich poleceń” – oświadczył w 2007 roku szef zakonnej komisji, dominikanin i historyk o. Józef Puciłowski.

28 listopada 2007 roku rozmowę na ten temat odbył z o. Krąpcem kolejny prowincjał polskich dominikanów, o. Krzysztof Popławski. W jej trakcie były rektor przyznał się do kontaktów z Konradem Straszewskim z SB.

„Zaprzeczył natomiast, by działał na szkodę osób czy Kościoła. Uważał te kontakty za konieczne ze względu na jego pozycję na KUL-u, najpierw jako kierownika katedry, a potem jako rektora” – relacjonuje obecny prowincjał, o. Paweł Kozacki……

– Chyba żadna instytucja w Polsce nie była poddana takim działaniom operacyjnym i administracyjnym jak KUL. To trzeba wyraźnie powiedzieć. KUL chciano zlikwidować lub przekształcić w zakład wyższy dla kleru – tłumaczył M. Sobieraj. W tym miejscu autor odniósł się do osoby o. Krąpca, jego negatywnego, jak i pozytywnego wkładu dla KUL. Zaznaczył przy tej okazji konieczność napisania pełnej biografii o. Krąpca, lecz nie hagiografii. – Jednak bez wątpienia KUL był wyspą wolności – podkreślił pracownik IPN….

KUL, jako jedyna uczelnia katolicka w bloku państw socjalistycznych, przy czym uczelnia prywatna podległa Episkopatowi Polski, całkowicie utrzymywana przez społeczność katolicką, poddana była różnorodnym szykanom i daleko posuniętej inwigilacji przez aparat bezpieczeństwa PRL…

….KUL nie był monolitem w sensie ideowym, bo dzielił ludzi na KUL stosunek do prymasa Wyszyńskiego. Były liczne animozje ideowe, nie mówiąc o personalnych, także środowisko studencie było dosyć zróżnicowane. Coraz bardziej widziałem, że KUL był uwikłany w rzeczywistość peerelowską. Była to enklawa wolności i nauki, ale funkcjonująca w rzeczywistości PRL. Władze włożyły ogromny wysiłek, wiadomo to z dokumentów operacyjnych, aby uczelnię inwigilować i wywierać na nią wpływ – podkreślał prof. Wrona….

 

Reklamy

Wiedza pod presją ideologii

0

Wiedza pod presją ideologii

Spotkanie Krakowskiej Loży Historii Współczesnej IPN

Przemysław Benken, Tomasz Gąsowski, Henryk Głębocki

prow. Roman Graczyk

dokumentacja , transmisja na żywo do niepoprawneradio.pl – Józef Wieczorek

Szkołami wyższymi rządzi w istocie tajna milicja

baner historia PRL

Szkołami wyższymi rządzi w istocie tajna milicja –

opinie Karola Estreichera o nauce i szkolnictwie wyższym w czasach komunistycznych

z: Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

( wyróżnienia – jw)

Rok 1983 (wrzesień)

Likwidując własność prywatną, działalność rzemieślniczą, handel, warsztat) miejskie i wiejskie – rozbudowano w Polsce szkolnictwo wyższe w przekonaniu, że ono dostarczy specjalistów w każdej dziedzinie, którzy kierować będą warsztatami spółdzielniami. Wykształcono ogromną ilość specjalistów, inżynierów, księgowych i ekonomistów, dyrektorów i technicznej inteligencji. Ta zamieniła się w biurokrację bezduszną i bezmyślną. Natomiast warsztaty, małe fabryczki, drobny handel upal całkowicie. To co jest nie liczy się jako rynek pracy.

W ciągu czterdziestu lat młodzież wiejska i robotnicza rzuciła się do szkół wyższych, chcąc zdobyć byle jakie dyplomy zapewniające młodzieży awans społeczny. W zasadzie pęd był dobry, słuszny, nie wolno go obniżać w sensie wartości, jakie przyniósł poszczególnym osobom. Wyszła nowa warstwa inteligencji przeważnie chłopskiego czy robotniczego pochodzenia, wykształcona w stu przeszło szkołach wyższych w Polsce. Ta warstwa jest silnie reakcyjna, daleka od marksizmu, nieznosząca Rosji, szukająca zarobku, kariery, mieszkania, wyjazdu za granice, Marksizm uważa za zło konieczne, narzucone przez Rosję, zło które wolno okłamać, oszukać. okraść tak jak ono okrada i oszukuje obywateli na każdym kroku.

Dla tej nowej inteligencji stworzono nieskończoną ilość kolegiów, szkół wyższych, politechnik na bardzo, bardzo różnym poziomic. Niektóre szkoły-uczelnie są poważnymi instytucjami, inne zawodowymi szkołami z prawem nadawania tytułów, Istnieją szkoły skandaliczne jak np. Wyższa Szkoła Partyjna lub Akademia Spraw Wewnętrznych – senaty, berła, togi, rektorzy, tytuły, tytuły.,.

Zorganizowano te szkoły pospiesznie. Odebrano w nich władze senatom i profesorom, z rektora uczyniono urzędnika podległego ministrowi, milicji, wojsku. Młodzieży przyznano szerokie wpływy j możliwości brania aktywnie udziału we wszystkich posiedzeniach senatu i wydziałów, terroryzowania profesorów, grożenia i demonstrowania. Szkoły tylko z pozoru mają autonomię. W rzeczywistości są to okaleczone kadłuby — bez woli i co gorzej bez mózgów.

Mózg jest w najbardziej poufnych komórkach. Partii? W ministerstwach? Nie sądzę. Szkołami wyższymi rządzi w istocie tajna milicja, urzędy spraw wewnętrznych, ambasada radziecka. Nad wszystkim czuwa w Moskwie odpowiedni urząd do spraw polskich.

Rządy komunistyczne boją się ogromnie młodzieży akademickiej. Zaraz po wojnie wydawało się że rządy pozyskają młodzież każdemu studentowi nadają stypendium. Tak było w latach 50-tych. Potem przyszedł okres domów akademickich i klubów studenckich. Od 1960 roku zamieniono kluby studenckie w teatry i zespoły taneczne. Zaczęły się rozjazdy po całym świecie różnych zespołów studenckich. Bez sensu. Przewracały w głowie studiującym. Ciągłe obietnice wyjazdów od bieguna do bieguna – byle młodzież była układna i grzeczna wobec władzy marksistowsko-państwowej.

Równocześnie robi się co można by skłócić studentów ze szkolą. Szkoły mają obowiązek administrowania domami akademickimi i stołówkami. Są to olbrzymie, trudne w administracji przedsiębiorstwa. Senaty, profesorowie nie nadają się do tego. Rezultatem są spory, protesty, oskarżenia profesorów i uniwersytetów. Ministerstwa i Urząd Bezpieczeństwa tylko czekają na to.

W tym stanie rzeczy nauka, wykłady, seminaria są na drugim miejscu. Profesorowie lekceważeni, a prace naukowe uznane za niepotrzebne. Jeszcze przy naukach przyrodniczych sytuacja jest lepsza, przy technicznych nienajgorsza natomiast fatalnie jest z naukami humanistycznymi. Są wyraźnie lekceważone. Nauki prawne opanowane są przez siły porządkowo-milicyjne. Delikatnie, ale widocznie.

Szkoły ekonomiczne, czyli szkoły wróżbitów i blagi społecznej (w dużej mierze), opanowane są przez Partie. Wszędzie POP, organizacje polityczne, czujne i chytre młodzieżowe organizacje marksistowskie.

Dobór rektorów na ogół jest zły. Ministerstwo mianuje posłusznych profesorów rektorami.

Obiecuje im złote kariery, wyjazdy za granicę, członkostwo PAN: różne korzyści materialne. Klimaszewski na podróżach zagranicznych zarabiał miliony, bo za urzędowe dolary jeździł. Z Hieronimem Kubiakiem był w Ameryce, Persji, Hiszpanii, Francji – wszędzie najlepsze hotele, najwyższe diety (wiceprzewodniczący Rady Państwa!). Granice przejeżdżał bez rewizji celnych– mógł przemycić co chciał. Lepszy także korzystał z wygód rektoratu, zawierał umowy imieniem Uniwersytetu, za co był płatny zaliczkami. Grzybowski (Stefan – przyp. AJ) był skąpy dla siebie, rektor Popiołek z Uniwersytetu w Katowicach popierał dyrektora administracyjnego wmieszanego w seksualne mordy. Można Popiołkowi ten błąd darować. Karaś, rektor UJ, niezrównoważony psychicznie, po prostu grabił pod siebie. Rektor Akademii Medycznej w Gliwicach (Jonek – przyp. AJ) aresztowany został w Jugosławii za przemyt. Zygmunt Rybicki -wysoko partyjny przedwojenny komunista – wyrzucony został przez studentów z Uniwersytetu Warszawskiego za postępowanie z młodzieżą.

W Krakowie popierany był przez najwyższe czynniki dyrektor Instytutu Samochodów, niejaki doc. Staruch (był kandydatem na rektora), gdy nagle przyłapano go (1983) na przemycie skórek kuśnierskich za granice oraz jakiegoś tam złota i kosztowności. To tak przykłady brane od ręki…

Gdy z jednej strony kokietuje się młodzież chwaląc wszystko, co robią partyjni agitatorzy (Studencka Akademia Umiejętności, komitet koordynacyjny działalności studenckiej na polu kultury, Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej i wódz tego stowarzyszenia Jerzy Jaskiernia, który ma wysokie stanowisko polityczne -jest Ministrem dla Spraw Młodzieży), to z drugiej strony śledzi się je przez licznych tajnych agentów, szpicli i prowokatorów.

W pierwszym okresie szkół wyższych w Polsce po II wojnie Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego kierowane było przez profesorów jeszcze z przedwojennym wykształceniem.

Główną postacią Ministerstwa – egerią – była w swym czasie pani Eugenia Krassowska z Wilna, członkini Stronnictwa Demokratycznego, która zastraszała profesorów, rządziła jak chciała, więcej gadała niż robiła. Była nieznośna, W latach sześćdziesiątych Partia zainteresowała się szkołami wyższymi, zwłaszcza od czasu przyjścia Gierka do władzy.

Mianował on niejakiego generała Kaliskiego Ministrem Szkolnictwa Wyższego, a ten zaczął łamać profesorów, wymagać, ustawiać w szeregu. Pamiętam jakiś jego odczyt w Krakowie, w 1974 roku, gdzie żądał od profesorów i młodzieży karności, dyscypliny, podporządkowania się i tym podobne głupstwa wygłaszał.

Jest bardzo charakterystyczne, że najróżniejsi dygnitarze mają ciągłe pretensje do profesorów. Tak samo było w czasach Jędrzejewiczów: oskarżanie profesorów nie o brak prac naukowych, ale o brak propagandy. Panowie ministrowie sanacyjni, tak samo jak towarzysze ministrowie marksistowscy żądają, besztają, zastraszają.

Wśród tych kłopotów, pretensji, smutków trzeba podkreślić, że polska inteligencja naukowa była w stanie przy niewątpliwej pomocy rządu (tu podkreślić trzeba dość hojną rękę rządu zwłaszcza w czasach Cyrankiewicza) – otworzyć i urządzić szereg szkół wyższych: w Lublinie, w Gdańsku, Gliwicach, Opolu. Zapewne, że mając w ręku możność bezwzględnego postępowania nie jest trudno otworzyć szkołę wyższą. Komuniści sobie przypisują zasługę utworzenia tylu szkół i dyplomów dla nowego pokolenia inteligencji. Nikt nie podnosi jednak, że przede wszystkim szkoły wyższe były możliwe dzięki fachowemu wykształceniu polskiej inteligencji. O tym marksiści milczą.

Jaka jest naprawdę wartość prac naukowych polskich profesorów nie jest łatwo powiedzieć. Zapewne różna w różnych dziedzinach wiedzy. Usłużna prasa ciągle pisze o światowych osiągnięciach nauki polskiej, o sławie naszych uczonych za granicą… Być może, ale na ogół stwierdzić trzeba, że żaden z polskich uczonych przyrodników, fizyków, lekarzy nie osiągnął nagrody Nobla. Także nie słychać, aby nasi uczeni mieli zbyt wielki mir w Rosji. Dlatego pochwały prasy, a także samych uczonych naszych należy przyjmować z pewną dozą krytycyzmu. Jest inna sprawa, że nasi uczeni – inteligentni, zdolni, fachowi – witani bywają na Zachodzie z pewną dozą sympatii, może nawet i sławy. Nie sądzę jednak by nasze szkoły wyższe wraz z Akademią Nauk dorównywały badaniami wielkim ośrodkom amerykańskim, rosyjskim, francuskim, angielskim czy japońskim… Trudno jednak operować ogólnikami.

Inną rzeczą jest, że ci młodzi Polacy, którzy emigrowali i emigrują za granice, znajdują tam kawałek profesorskiego chleba, a tym samym uznanie. Znajdują na pewno, gdy mają coś wspólnego z Żydami lub mają przyjaciół miedzy Żydami -profesorami na uniwersytetach amerykańskich.

Nauki humanistyczne w Polsce leżą. Skończyło się dla nich zainteresowanie, a także wyczerpały liczne tematy. Zarówno historia i nauki historyczne jak i literackie i językowe nie mają wielkich uczonych. Nie wińmy za to marksizmu, rządu, ministerstw. Po prostu nauki humanistyczne nie dostarczają młodemu pokoleniu chleba. Ciągle oskarżane, prześladowane, obniżane, stłoczone w jednym wydziale PAN stoją niżej niż przed II wojną.

Nauki prawne nie słychać, aby coś znaczyły.

Podobnie nauki medyczne. Zapewne są w Polsce dobrzy lekarze i uczeni nawet, ale jak mogą pracować bez laboratoriów, bez asystentów, przy ciągłej walce o byt własny, klinik, swych badań naukowych.

Na zamknięciu Akademii Umiejętności nic PAN nie zarobiła. Nazwa, stosunki, moralnie bardzo mało. Członkostwo Akademii Umiejętności było honorowe, członkostwo PAN zapewnia pensje. Nową Akademie rozbito na szereg wydziałów przyrodniczo-technicznych. W Akademii Umiejętności akcent położony był na nauki humanistyczne. Teraz PAN nauki humanistyczne zaniknął, zdusił w jednym wydziale. Prawo razem z historią, literaturą i sztuką. W ciągu 30 lat nastąpił też upadek tych nauk w Polsce. Rozwinęły się nauki techniczne, potem przyrodnicze i lekarskie. Te ostatnie jednak są traktowane po macoszemu.

Dlaczego technika i technokracja są w PAN preferowane. Dlaczego chemia lub fizyka a nie medycyna, dlaczego matematyka, ale nie historia, a już na pewno nic historia sztuki? Bo nauki przyrodnicze oddziałują słabiej na świadomość narodową! Chemik nie wywiera takiego wpływu jak historyk.

Mało tego. Spostrzegłszy, że z nauk o człowieku i jego postępowaniu naród czerpie siły mogące obrócić się przeciw marksizmowi twórcy Akademii rozwinęli nauki fałszywe -jakby sztuczne kamienie lub imitacje. Prawo zastąpiono ekonomią i planowaniem, historie socjologią, a medycynę psychologią. Są to gałęzie nauki bez precyzji.

Akademia Nauk sprowadzona została do utylitarnych celów techniki, przemysłu, ekonomii – nie spełniała pokładanych nadziei. Raz po raz między jej członkami w jej instytutach wybuchał opór i bunt. Sfery partyjno-rządowe są ciągle zmuszane okazywać swe niezadowolenie, reformować, żądać, grozić.

We wrześniu 1983 list około 30 uczonych polskich protestujących przeciw ograniczaniu autonomii szkół wyższych podpisał Aleksander Gieysztor – prezes PAN. Na pewno za jakiś czas Akademię czeka jakaś reforma – oderwanie od niej licznych instytutów i zakładów – sprowadzenie jej do rzędu instytucji reprezentacyjnej.

Na takim tle szkół wyższych przypada rola PAN. Akademia Nauk była potrzebna, bo wiek XX i rozwój wiedzy technicznej i przyrodniczej tego wymagał. Ale tworząc Akademię Nauk w 1949 i 50 roku jej organizatorzy kierowali się szczególną nienawiścią do Akademii Umiejętności w Krakowie. Zniszczyć, zabrać, obniżyć -to był jeden z celów, jaki przyświecał twórcom PAN i jej moskiewskim mocodawcom.

Dziś po latach Akademia Nauk rozbita na niezliczoną ilość instytutów i zakładów, o wielu wydziałach, ze zduszoną, prześladowaną humanistyką nie oddziałuje. Od roku 1980, od Wałęsowskiego powstania z którym sympatyzowała dość wyraźnie, żyje życiem cofniętym, pod prezydencją prof. Gieysztora. Niepotrzebnie boi się jakiś zapowiedzianych reform, bo nie ona, PAN, będzie o nich decydować, ale odpowiednia jednostka dla spraw polskich w Moskwie.

Istota postępowania Rosji w stosunku do kultury polskiej polega na prowokowaniu niskich, złych uczuć u poszczególnych Polaków lub Środowisk tak, aby sami niszczyli rozmaite instytucje. Aby pod byle pretekstem zrywali tradycję, obniżali dokonania. Stara metoda, znamy ją dobrze z przeszłości. Na Litwie w czasach Nowosilcowa, w Królestwie za Paskiewicza i Berga.

I teraz też. W roku 1949 i 1950 gromada uczonych warszawskich z wileńskim prof. gimnazjum Dembowskim na czele, z humanistami jak Lorentz, Jabłoński, z wielu przyrodnikami, których nazwisk nawet nie potrafię wyliczyć, postanowiła zamknąć w Krakowie Akademie Umiejętności, przejąć jej majątek i agendy, tytuły, kontakty z zagranicą. Tę podłą robotę wykonano częściowo rękami krakowskimi: Nitscha, Szafera, Jana Dąbrowskiego w 1951 i 52 roku.

Naprawdę za likwidacją Akademii Umiejętności stała Moskwa – Stalin, Beria, w Warszawie Berman i Bierut. Nie mogli oni zapomnieć antyrosyjskiej roli Akademii Umiejętności powołanej przez Austrię po 1863 roku w Krakowie. PAU była instytucją antyrosyjską.

Agent w PRL pracując na rzecz SB – na pewno czynił zło, w III RP agent stał się konformistą

Lektury: Krótka historia Agenta z Polską w tle.

wpolityce.pl- Leszek Pietrzak

..Agent stał się w powszechnym przekonaniu kimś, kto zdradził w czasach PRL, był kimś kto pracował dla komunistycznego państwa, kto donosił komunistycznej bezpiece na współobywateli. A więc działał przeciwko ogółowi i mógł potencjalnie skrzywdzić każdego z nas…

..Agent miał swoją przeszłość, głęboko zakorzeniona w PRL-u. Agent, gdy został  agentem  komunistycznej bezpieki został moralnie  złamany. Był zmuszony  zgodzić  się lub godził się dobrowolnie  na warunki  i zasady, które zostały mu narzucone lub które godził się przyjąć. Stąd w III RP agent stał się konformistą, zgadzającym się na wszystko, tolerującym, rozumiejącym innych, chcącym walczyć  o prawa wielu  lub prawie wszystkich. Agent w III RP nie lubi jednoznacznych postaw, jednoznacznych poglądów i zachowań, woli być elastyczny. Czuje bliskość z innymi agentami, rozpoznaje ich, identyfikuje się z nimi nie znając ich przeszłości, ale rozumiejąc ich postawy. ..

….Dla polskiej bezpieki realnego socjalizmu agent stał się podstawowym instrumentem kontroli społeczeństwa. Jedna z instrukcji operacyjnych UB z roku 1953  mówiła, m.in. że „agent  to tajny współpracownik, który dzięki swoim możliwościom i zdolnościom wykrywa i aktywnie rozpracowuje wszelką  wrogą działalność”. Oczywiście wrogą tylko dla władzyKrótko mówiąc komunistyczna władza chcąc utrzymać się u steru, musiała  mieć olbrzymie rzesze agentów chcących dostarczać  jej wszelkich informacji niezbędnych do okiełznania niepokornego polskiego społeczeństwa. Agent informował o tym kto krytykuje władze, kto uprawia ideologiczny sabotaż,  kto psuje wizerunek przewodniej siły narodu……

….Po roku 1956 ilość agentów zaczęto zamieniać na jakość. Już nie wszyscy, ale przede wszystkim wartościowi…..Coraz częściej agentami zostawali zatem inteligenci, księża, twórcy kultury, czyli ludzie mogący mieć wpływ na świadomość innych. Dla SB ważna była również młodzież studencka – tutaj można  było pozyskać „perspektywicznego” agenta, czyli takiego, który dzięki  odpowiedniemu wsparciu może w przyszłości zyskać duże możliwości informacyjne….

…..Gdy w latach 70 – tych zaczęła się w Polsce rodzić demokratyczna opozycja, coraz  bardziej liczyli się agenci mogący mieć dostęp do opozycyjnych grup i jej poszczególnych liderów. Z tej perspektywy  niezwykle ważni  byli agenci w środowiskach studenckich. To właśnie wtedy  narodziły się kariery niezwykle ważnych agentów jak „Ketaman”  i  „Monika”  działających  w środowisku krakowskiego SKS -u. …..Jeden z historyków IPN lapidarnie problem ten ujął stwierdzając kiedyś, ze „zwykle godność ludzką można było kupić  już za połowę średniej krajowej, czasem dorzucając paszport. I to jest przerażająca prawda”….

.. Agent w PRL pracując  na rzecz SB – na pewno  czynił zło  i jeśli nawet nie  robił tego świadomie to negatywne skutki jego działalności zawsze dotyczyły innych ludzi. ……

Publikacje historyków IPN dostarczały kolejnych informacji agenturalnej przeszłości wielu osób z życia politycznego, gospodarczego, świata nauki i kultury. Wywoływało to niejednokrotnie głosy niesłychanego oburzenia wielu środowisk politycznych  i autorytetów, gromiących IPN za swą w gruncie rzeczy ustawową działalność. Gdy w 2007r. zlikwidowano Urząd Rzecznika Interesu Publicznego IPN przejął także funkcje lustracyjne, jednak w zakresie ograniczonym orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego.  Lustracja agentów została  wyhamowana.

Prawda o agentach i ich roli na przestrzeni PRL-u jest jednak nadal przedmiotem uporczywych badań  historyków IPN. Dzięki  publikacjom IPN mamy szansę napisać polską historię od nowa. Historii tej nie da się  napisać pomijając agentów  i ich postawy na przestrzeni poszczególnych wydarzeń w okresie PRL.

 

Czeska ‚lista Wildsteina’

Czesi mają swoją listę Wildsteina

sfora.pl

Do sieci wyciekły tysiące nazwisk byłych agentów czechosłowackiej służby bezpieczeństwa  Nazwiska współpracowników StB ujawnił Stanislav Penc, były działacz antykomunistyczny. Znajduje się na niej 13,5 tys. nazwisk.  Co najmniej 700 osób nadal pracuje w policji i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych – powiedział Penc.

——–

http://www.svazky.cz/

——

Lists of 13,500 StB employees posted online

Prague Daily Monitor

Former Czech dissident Stanislav Penc Thursday posted the lists of some 13,500 people who worked for the former Czechoslovak secret police StB in late 1989 on the www.svazky.cz website, Penc told CTK.

„We have been discussing it 20 years but the names of those who organised the spying have not been known so far,” Penc said…..

It is estimated that some 85,000 people worked for the StB under the Czechoslovak communist regime.

From July, Penc made available the databases containing the names of about 770,000 people who had anything to do with the StB.

In the autumn, Penc initiated a petition demanding the dismissal of USTR director Pavel Zacek. The petition was signed by former president Vaclav Havel, among others.

————-

Stanislav Penc w Wikipedii

Jarosław Marek Rymkiewicz o pęknięciu polskiej elity

baner

O afirmacji polskości – wywiad z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Rozmawiają: Marek A. Cichocki, Dariusz Karłowicz, Dariusz Gawin.

Teologia Polityczna

skanuj0010

Co robi IPN?

logoipn1

Co robi IPN?

PRZECZYTAJ CZYM ZAJMUJĄ SIĘ JEGO PRACOWNICY
tvn.24 

Tylko jedna książka pracownika IPN Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie, a tyle zamieszania. Choć nie była firmowana przez Instytut, odbiła mu się czkawką. Tymczasem IPN wydaje rocznie nawet ponad 150 książek, a z jego zasobów chce korzystać nawet 6 tys. naukowców. Czym na co dzień zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej?

Według sprawozdania z działalności Instytutu Pamięci Narodowej z 2008 roku największą strukturą, działającą w ramach Instytutu było Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów. W ubiegłym roku ponad 6 tys. naukowców i dziennikarzy złożyło wnioski o dostęp do dokumentów znajdujących się w zasobach IPN. Tylko z czytelni akt jawnych, znajdującej się w centrali IPN w Warszawie, skorzystało ponad 2,7 tys. osób

Badania nad komunizmem

Młodzież edukować 

Przestępców ścigać 

Agentów katalogować

Czym jest Instytut Pamięci Narodowej?

Instytut Pamięci Narodowej został powołany na mocy ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku. W ramach Instytutu działają: Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów, Biuro Edukacji Publicznej,

Do zadań Instytutu należy gromadzenie i zarządzanie dokumentami organów bezpieczeństwa państwa, sporządzonymi od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r., prowadzenie śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich i komunistycznych oraz prowadzenie działalności edukacyjnej. Ustawa o IPN przewiduje udostępnianie dokumentów zgromadzonych w archiwach służb specjalnych PRL osobom, o których organy bezpieczeństwa państwa zbierały informacje na podstawie celowo gromadzonych danych, w tym w sposób tajny.

Instytutem kieruje prezes. Prezesem Instytutu Pamięci Narodowej jest aktualnie dr hab. Janusz Kurtyka, który został wybrany na to stanowisko przez Sejm RP w dniu 9 grudnia 2005 r. Pierwszym prezesem Instytutu Pamięci Narodowej był w latach 2000–2005 prof. Leon Kieres.