Centralizacja systemu oświaty i nauki

 

baner-historia-prl3

Centralizacja systemu oświaty i nauki

w: Nauka w komunizmie

fragment książki  

Człowiek i nauka – Piotr Jaroszyński

wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2008

Manipulując znaczeniem słowa „wolność” komuniści deklarują swobodę prowadzenia badań naukowych, praktycznie pogłębiają centralizację i kontrolę. Wolność w rozumieniu marksistowskim ma wymiar wyłącznie historyczny, stąd coraz większą ingerencję aparatu władzy w życie uczelni określali mianem wolności, ale historycznie uwarunkowanej. 70

Likwiduje się autonomię uczelni. Na Uniwersytecie Moskiewskim rektora nie wybiera senat, lecz jest on mianowanym przez Ministerstwo Wyższego Wykształcenia, a sam senat, zwany radą uniwersytecką, też podlega owemu ministerstwu.71 Również dziekana nie wybiera Rada Wydziału, lecz jest on mianowany przez Ministerstwo. W Polsce Minister Oświaty powoływał, i to na czas nieokreślony, rektorów, prorektorów, dziekanów i prodziekanów. Ten sam minister mógł ich w każdej chwili odwołać.72 Ingerencja ministerstwa miała sięgać nawet do stanowiska asystenta.73

Centralizacja systemu szkolnictwa znalazła swoje odbicie nie tylko w upaństwowieniu placówek edukacyjnych wszystkich szczebli i podporządkowaniu ich odpowiedniemu ministerstwu (Ministerstwo Oświaty), ale także odebranie autonomii stowarzyszeniom naukowym. Szczególnie wymownym przykładem jest tu likwidacja Polskiej Akademii Umiejętności oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, oraz innych mniejszych stowarzyszeń, a powołanie w ich miejsce Polskiej Akademii Nauk.

Do roku 1951 największą organizacją naukową była Polska Akademia Umiejętności, posiadająca wielkie tradycje zarówno z czasów rozbiorów jak i okresu międzywojennego. Jej genezy szukać należy w Towarzystwie Naukowym, które powstało w 1815 r., a następnie w Akademii Umiejętności, którą powołano w roku 1872 i którą przekształcono w roku 1919, gdy Polska odzyskała niepodległość, na Polską Akademię Umiejętności.

Nie była to agenda państwowa, lecz suwerenne stowarzyszenie naukowców, które posiadało własne zaplecze materialne i finansowe dzięki różnym fundacjom i donacjom, i które organizacyjnie było niezależne od władzy politycznej.74

Po II wojnie światowej środowisko PAU świadome dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz kraj, w dalszym ciągu stawiało silny opór próbom zawłaszczenia i ideologizacji nauki polskiej. Wtedy to komuniści powzięli idę powołania „centralnej komórki koordynującej badania naukowe” i „ustalającej wytyczne ich planowania”. Taką państwową instytucją miała być Polska Akademia Nauk. Nazwa bardzo wzniosła, ale trzeba przypomnieć, że jej wzorem była akademia nauk Związku Sowieckiego, czyli Radziecka Akademia Nauk, uznana za przodującą w świecie, a dla której utworzono analogiczny odpowiednik w języku polskim.75

Polską Akademię Nauk powołano w roku 1951 na I Kongresie Nauki Polskiej – był to najczarniejszy okres stalinowskiego terroru. Wówczas prof. Jan Dembowski, który wkrótce został pierwszym prezesem PAN, kończąc swoje przemówienie, nawoływał: „Wzywam wszystkich uczestników Kongresu do swobodnego wypowiadania się, do twórczej współpracy w dziele przebudowy naszej nauki i jej powiązania z potrzebami kraju, który buduje dla siebie i na pożytek całej ludzkości nowy ustrój społeczny: ustrój socjalistyczny”.76

Naukę polską włączono do planu tworzenia globalnego socjalizmu. Potwierdził to uroczyście przewodniczący PAN podkreślając, że nauka ma opierać się na „metodologii materializmu dialektycznego i historycznego”.77

Pod wpływem politycznych nacisków dwa największe (i niepaństwowe) stowarzyszenia naukowe – Polska Akademia Umiejętności i Towarzystwo Naukowe Warszawskie – nie tylko poparły ideę powołania jednej centralnej i państwowej instytucji, ale zrezygnowały z dalszej działalności, oddając PAN „cały swój dorobek, doświadczenie, czynne placówki naukowo-badawcze oraz majątek”.78

Jak Rada Główna do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego podlegała ministrowi, tak Polska Akademia Nauk podlegała Prezydium Rządu. Oba organy, a w związku z tym i nauka w sensie organizacyjnym i w sensie merytorycznym, nabrały charakteru polityczno-ideologicznego. Władze komunistyczne umiejętnie przejęły sowiecki wzór organizacji nauki w nowych warunkach politycznych, zaskarbiając sobie do współpracy wielu dawnych ideologicznych przeciwników z szacownego grona profesorów, zwanych starszyzną. Owa „starszyzna” swoją obecnością uwiarygodniła system w oczach środowiska akademickiego, nie wahając się pisać peany na cześć samego Józefa Stalina.79

W 1951 rząd PRL-u utworzył Centralną Komisję Kwalifikacyjna dla Pracowników Nauki. Jej status, zakres działania, a nawet nazwa co pewien czas ulegały zmianie. Ale ponieważ akty prawne dotyczące tej instytucji nigdy nie były w całości zebrane w jednej publikacji, trudno więc śledzić wszystkie niuanse związane ze zmianami, najczęściej w kontekście przełomów politycznych.

Początkowo był to organ, którego zakres działań obejmował sprawy nadawania tytułów naukowych docenta, profesora nadzwyczajnego i profesora zwyczajnego oraz zatwierdzanie uchwał o nadaniu stopnia naukowego kandydata nauk i doktora nauk.80

W 1958 r. CKK otrzymała nową nazwę: Komisja Kwalifikacyjna, i podporządkowana została Polskiej Akademii Nauk, ale ta była z kolei podporządkowana Prezydium Rządu, więc pośrednio Komisja Kwalifikacyjna zachowała charakter polityczny.

Zakresy działania Rady Głównej i Komisji Kwalifikacyjnej zaczęły się krzyżować, a w ich centrum znalazła się kariera naukowca, który musiał wspinać się po coraz nowych szczeblach, zabiegając o pozytywne opinie. A pole działania CKK było szerokie, zwłaszcza z uwagi na to, że rozbudowano system stopni i tytułów naukowych.

W okresie międzywojennym i tuż po wojnie magisterium było niższym stopniem naukowym, a doktorat – wyższym. W 1951 r. zamieniono te stopnie, idąc za wzorem sowieckim, odpowiednio na kandydata nauk i na doktora nauk, gdy samo magisterium oznaczało tylko dyplom ukończenia studiów.

Od 1920 do 1958 r. docentura nie była stopniem naukowym, lecz funkcją, a habilitacja oznaczała procedurę, która doprowadza do prawa wykładania w szkole wyższej. W 1958 r. doktorat stał się niższym stopniem naukowym, a wyższym – docentura.

Ale ustawą z roku 1951 wprowadzono też nową kategorię, która nigdy w nauce polskiej nie istniała – tytuł naukowy. Były takie oto tytuły: profesor zwyczajny, profesor nadzwyczajny, docent, adiunkt, starszy asystent, asystent. W 1958 r. kategorię „tytułu” zawężono już tylko do profesorów. Wcześniej mianował profesorów minister, a od 1958 r. Rada Państwa.

W 1965 r. tytuł nadawała Rada Państwa, a mianowanie ponownie przychodziło od ministrów (Sekretariat Naukowy w Akademii). Trudno śledzić tu wszystkie zmiany, ale jeden z prawników, zasłużony dla państwa ludowego, nie wahał się już w 1971 r. określić całej sytuacji mianem „gmatwaniny przepisów o stanowiskach, stopniach i tytułach naukowych”.81

Rodzi się pytanie: po co tak skomplikowany system, po co taka „gmatwanina”? Odpowiedź jest prosta: to nie chodziło o rozwój nauki ani o prawidłową karierę adeptów nauki.

Chodziło o to, aby przez cały okres zatrudnienia władza mogła kontrolować naukowców, a temu właśnie sprzyjał rozbudowany system „tytułów i stopni naukowych”, niczym hierarchia urzędów po reformie Piotra Wielkiego w carskiej Rosji.

Sytuację tę trafnie wyjaśnia W. Rolbiecki: „Kluczowym ‚osiągnięciem’ pod tym względem było ogromne pomnożenie formalnych szczebli kariery naukowej, tj. kolejnych stopni i tytułów. Jest ich obecnie (nie licząc magisterium) siedem – co plasuje nas w ścisłej czołówce światowej, daleko przed krajami Zachodniej Europy i Ameryki Północnej. Pracownikom nauki osiąganie tych szczebli na ogół wypełnia życie aż do wczesnej starości, stanowiąc jeden z najdonioślejszych czynników sterujących, nie tylko ich badaniami, lecz w ogóle ich postępowaniem, z niewątpliwą korzyścią (w cudzysłowie) dla dzieła stabilizowania i uspokajania tej grupy społecznej, lecz z nie mniej ewidentną szkodą zarówno dla wyboru tematyki podejmowanych badań, jak i kształtowania moralno-zawodowych postaw badaczy. System ustawicznego ubiegania się o kolejne stopnie i tytuły oraz – co się z tym wiąże – zabieganie o względy ‚starszych’ jako potencjalnych egzaminatorów, recenzentów, członków komisji oceniających dorobek itd., premiując postawy konformistyczne kandydatów, musi bowiem niekorzystnie wpływać na ich sylwetki moralne, a także dokonywać wśród nich negatywnej selekcji, pod tym samym względem.”82

W upadku komunizmu ta „gmatwanina” stopni i tytułów nadal w Polsce obowiązuje. Dzięki temu zamiast promować autentyczną twórczość naukową, generowane są postawy konformistyczne, w odniesieniu do osób (recenzentów, członków komisji), doboru tematów, a także w stosunku do będącej na czasie ideologii, jednej z wersji marksizmu jak Szkoła Frankfurcka lub postmodernizm.

Aż po dziś dzień osoba, której dorobek naukowy został oceniony jako niedostateczny, nie ma prawa do merytorycznej obrony. Wprawdzie dziś dotyczy to tylko kandydatów do tytułu profesora, ale do roku 2004 dotyczyło to również habilitacji, a wcześniej, w czasach PRL-u nawet stopnia doktora.

Autorzy recenzji byli anonimowi, a głosowania – tajne. Rolbicki odważnie, jak na czasy PRL-u, zauważa, że takie metody były demoralizujące i prowadziły do selekcji negatywnej naukowców, ułatwiając dokonywanie wielu nadużyć.83

Również prokomunistycznie nastawiony J. Kaczmarek ubolewa, że jednak „ujemną stroną formalizacji systemu kształcenia kadr jest preferowanie przez pracowników nauki w niektórych latach życia tytułów i stopni naukowych nad to, co powinno stanowić wartość najwyższą, tj. samą twórczość naukową.”84

Mimo tych krytycznych uwag, jakie wysuwano w środowiskach akademickich, system przetrwał komunizm, pozwalając na kontrolę tytułu naukowego przez środowiska, które karierę naukową zdobywały w PRL-u opierając swą twórczość na zasadach marksizmu, a nawet marksizmu-leninizmu.

Bibliografia:

 

71 M. Choynowski, Nauka i uczony … art. cyt., s. 29.

72 M. Jaroszyński, Nowy etap organizacji szkolnictwa wyższego, Życie nauki, nr 1-2, 1952, s. 54.

73 E. Krassowska, Nowe zadania…, art. cyt., s. 147.

74 W historii stowarzyszeń, instytutów czy akademii naukowych obecne były trzy tendencje. Pierwsza to organizacje o charakterze społecznym, należąca do samych naukowców, jak np. Accademia dei Lincei (Rzym, 1603-1630), druga to organizacje będące własnością bogatego arystokraty lub biznesmena, jak np. Accademia del Cimento (Florencja, 1657-1667), należąca do Ferdynanda II Medyceusza, księcia Toskanii, trzecia to organizacje państwowe, które najpierw zaczęły powstawać we Francji już w XVII w., jak np. Académie Royal des Sciences (1666). Tym ostatnim tropem poszły Prusy i Rosja, natomiast tradycja polska najbliższa była tendencji pierwszej. W instytucjach zakładanych przez państwo naukowcy otrzymywali pensję oraz niezbędne pomoce naukowe, ale z drugiej strony za cenę rezygnacji z wolności badań, ponieważ musieli wykonywać zadania, jakie im władze zlecały. Zob. W. Rolbecki, Walka o..., art. cyt., s. 221n.

75 E. Krassowska, Nowe zadania…, art., cyt., s. 143.

76 Przemówienie prof. Jana Dembowskiego na otwarcie Kongresu Nauki Polskiej, Życie nauki, nr 7-8, 1951, s. 650). O tym, że PAN będzie wierny idei budowania społeczeństwa socjalistycznego, zapewniali w liście do Józefa Stalina Prezes PAN Jan Dembowski i Sekretarz Naukowy Stanisław Mazur, Życie nauki, nr 3-4, 1953, s. 2,

77 J. Dembowski, O warunkach rozkwitu nauki polskiej, Życie nauki, Nr 3-4, 1952, s.

78 Przemówienie prof. Kazimierza Nitscha, prezesa Polskiej Akademii Umiejętności, ibid., s. 663; Przemówienie prof. Wacława Sierpińskiego, prezesa Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, ibid., s. 665.

79 W. Rolbiecki, Walka…, art. cyt., s. 222n.

80 M. Jaroszyński, Prawo pracowników naukowych, Wrocław 1971, s. 117.

81 ibid., s. 85.

82 W. Rolbiecki, Walka…, art. cyt., s. 224.

83 ibid., s. 224, przyp. 8.

84 J. Kaczmarek, Zarys…, art. cyt., s. 338.

Michał Hebda – rektor- trybolog, spowodował najdłuższy strajk w PRL (WSI w Radomiu, 1981)

baner-czlowiek-nauki9

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o62609
prof. zw. dr hab. inż. Michał Hebda, em.
Dyscypliny KBN: budowa i eksploatacja maszyn
Specjalności: systemy zarządzania, technologia budowy maszyn
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: – Wydział Ochrony Środowiska PWSOŚ w Radomiu

———-

Michał Hebda w Wikipedii

Michał Hebda (ur. 22 września 1929 we wsi Doły) – profesorpułkownik rezerwy, rektor Politechniki Świętokrzyskiej(19751978) i Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu (19781982), wiceminister Gospodarki Materiałowej i Paliwowej (19851988).

1981 został przewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Organizacyjnego odbywającego się w Polsce Światowego Kongresu Trybologii.

Podczas jego kolejnego wyboru na stanowisko rektora doszło do poważnego konfliktu z działającą na uczelni opozycją. Powodem konfliktu była zmiana wiosną 1981 ordynacji wyborczej, która faworyzowała prof. Hebdę. Efektem sporu o ordynację było usunięcie z Senatu uczelni przedstawicieli NSZZ „Solidarność” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W efekcie 24 października 1981 Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” ogłosiła strajk okupacyjny, który stał się najdłuższym strajkiem w Polsce (trwał aż do ogłoszenia stanu wojennego 13 grudnia 1981) oraz zarzewiem ogólnopolskiego strajku środowisk akademickich. Mimo bojkotu wyborów przez opozycję, Senat dokonał ponownego wyboru prof. Hebdy na stanowisko rektora Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu. Wybór ten został następnie zatwierdzony przez ministra nauki, szkolnictwa wyższego i techniki Jerzego Nawrockiego pomimo protestów Konferencji Rektorów Szkół Wyższych oraz tzw. komisji czterech profesorów pod przewodnictwem Andrzeja Stelmachowskiego, która przybyła do Radomia by wezwać prof. Hebdę do ustąpienia.

Po rezygnacji ze stanowiska rektora Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu po 8 miesiącach urzędowania, podjął pracę na Uniwersytecie Technicznym w Magdeburgu. W 1987 uzyskał tytuł profesora zwyczajnego.

W latach 19851988 pełnił funkcję wiceministra Gospodarki Materiałowej i Paliwowej w rządzie Zbigniewa Messnera oraz Wiceprzewodniczącego Komitetu ds. Eksploatacji Majątku Trwałego Polskiej Akademii Nauk.

———-

HEBDA MICHAŁ na stronie Politechniki Świętokrzyskiej

————

Płk. prof. zw. dr hab. inż. Michał HEBDA – o sobie

————

W historii Politechniki Radomskiej

Rozporządzeniem z dnia 31 marca 1978 r. została utworzona samodzielna Wyższa Szkoła Inżynierska w Radomiu. Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 7 września 1979 r. nadano jej imię Kazimierza Pułaskiego. Rektorem został mianowany prof. dr hab. inż. Michał Hebda.
Ważnym wydarzeniem w życiu Uczelni był strajk okupacyjny proklamowany przez Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność w dniu 24.X.1981, trwający do dnia wprowadzenia stanu wojennego, tj. do 13 XII 1981. Ten najdłuższy w Polsce strajk stał się ośrodkiem koordynacyjnym strajków akademickich w całym kraju. Bezpośrednie przyczyny strajku związane były z konfliktami lokalnymi. W miarę upływu czasu celem strajku, podobnie jak strajków koordynowanych przez działające w WSI w Radomiu Centrum Strajków Akademickich, było zwiększenie autonomii środowiska akademickiego oraz swobody badań naukowych.
Po wprowadzeniu stanu wojennego wielu pracowników Uczelni utraciło pracę, licznych przesłuchiwano, wielu dotknęły represje na terenie Uczelni, niektórzy byli internowani. 

———

STRAJK w WSI RADOM ‚1981

NSZZ Solidarność – Komisja zakładowa Politechniki Radomskiej

za sprawą wyboru rektora naszej, radomskiej WSI ruszyła się cała społeczność akademicka w Polsce. Padały pytania o autonomię szkół wyższych, granice swobód akademickich, o prawo do samorządności. Jakże wówczas wszyscy chcieliśmy odnowy moralnej, wierzyliśmy, że przyszedł czas na zmiany i w naszym, akademickim środowisku. Chyba nie było uczelni, w której nie odbyłyby się wiece poparcia i strajki solidarnościowe.

Chociaż historia przyznała rację tym, którzy wtedy odważyli się bronić demokracji i manifestować własne przekonania, to przecież rachunki krzywd wielu zwykłych ludzi wciąż są otwarte. Stan wojenny brutalnie zburzył nadzieje, że zmiany mogą się dokonać już. Trzeba było czekać blisko dekadę, żeby zrodzone w 1980 roku poczucie wolności i solidarności stłamszone wprowadzeniem stanu wojennego mogło wyjść z podziemia, objawić światu, że nie zginęło.

Wybory w radomskiej WSI stały się elementem walki o ducha ustawy o szkolnictwie wyższym. Strajk z całą mocą uzmysłowił społeczności akademickiej, że władze państwowe „tylnym wejściem” wprowadzają stare porządki i sprawdzone metody działania.

—–

Z Życia Politechniki Radomskiej, grudzień 2006

Strajk w WSI – 1981

Jan Piotr Iwanek – TW „Piotr” , politolog z UŚ, obrońca autonomii, przeciwnik lustracji

baner-czlowiek-nauki

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o68737
dr hab. Jan Piotr Iwanek, prof. UŚ, prof. WSB w Poznaniu, prof. WSEiA w Bytomiu, prof. WSP TWP w Warszawie, prof. WSUS w Poznaniu
Dyscypliny KBN: nauki o polityce
Specjalności: nauki humanistyczne, stosunki międzynarodowe, współczesne systemy polityczne
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: – Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ – Dyrektor
– Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ – prof.
– Katedra Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych WSB w Poznaniu – prof.
– Wydział Nauk Społeczno-Pedagogicznych w Katowicach WSP TWP w Warszawie – prof.
– Wydział Zamiejscowy w Katowicach WSUS w Poznaniu – prof.
– Wyższa Szkoła Ekonomii i Administracji w Bytomiu – prof.

 

 

ESBECY PROFESOROWIE, 

Naukowe kariery uniwersyteckich agentów

Dziennik, sobota 28 lipca 2007

Uniwersytet Śląski, a zwłaszcza niektóre jego wydziały, to prawdziwa kuźnia kadr aparatu partyjnego. Tajnymi współpracownikami byli wybitni dziś profesorowie i autorytety w wielu dziedzinach – pisze DZIENNIK.

„Piotr” jest wartościowy
Profesor Jan Iwanek, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, był agentem SB o pseudonimie „Piotr” od 1972 roku. Na współpracę zgodził się dobrowolnie jako student III roku prawa UŚ. W aktach zachowała się charakterystyka TW „Piotr” z 14 lutego 1976 roku: „[.] W trakcie współpracy okazał się jednostką wartościową o dużej wiedzy teoretycznej, posiadający szerokie kontakty w środowisku studenckim. Przekazał szereg ciekawych informacji o głównych działaczach młodzieżowego ruchu studenckiego. Od listopada 1974 roku jest członkiem 
PZPR. W związku z powyższym proponuję wyeliminowanie go z czynnej sieci TW, a materiały przekazać do archiwum wydziału >C<. Otrzymał kwotę 5700 zł tytułem współpracy” – raportuje kierownik sekcji IV Wydziału III SB w Katowicach – kapitan Chmielewski.

W IPN zachowały się dwa pokwitowania odbioru pieniędzy podpisane TW „Piotr”. – To było bardzo dawno, bo ponad 30 lat temu, dlatego niewiele pamiętam. Nikomu chyba nie wyrządziłem krzywdy? – pyta retorycznie Iwanek, zagadnięty o tę część swojego życiorysu. Służby jednak pamiętały o swoim dawnym współpracowniku. „Po powrocie z Panamy w 1984 roku, na prośbę wywiadu MSW, napisałem ekspertyzę na temat sytuacji politycznej w 
tym kraju” – przyznaje profesor.

———

JAK PROF. IWANEK WALCZYŁ Z USTAWĄ

Były agent SB wstrzymał lustrację na Uniwersytecie Śląskim

Były współpracownik Służby Bezpieczeństwa zainicjował i lansował powstanie uchwały, która wstrzymała lustrację na dwóch wydziałach Uniwersytetu Śląskiego. Chodzi o prof. Piotra Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ, który w archiwach IPN figuruje jako TW „Piotr” – pisze DZEINNIK.

Jego agenturalną przeszłość opisywaliśmy w weekendowym wydaniu DZIENNIKA. Po tej publikacji otrzymaliśmy informacje od zbulwersowanych pracowników uczelni, którzy opisali nam kulisy wstrzymania lustracji na Wydziale Nauk Społecznych.   

„Prof. Iwanek sugerował, że forma lustracji zaproponowana przez prezydenta jest najpoważniejszym naruszeniem autonomii uczelni od 1989 r., co więcej, bagatelizował też sprawę wyrzucania w czasie stanu wojennego naukowców, którzy krytykowali peerelowski reżim” – powiedział nasz informator. Według niego, prof. Iwanek miał stwierdzić, że za poglądy wyrzucono z uczelni zaledwie pięciu pracowników naukowych i wszystkim wyszło to na dobre. Czterech bowiem wyjechało na Zachód, gdzie kontynuowało swoje kariery, piąty zaś został w Polsce i jako pracownik stacji benzynowej zarabiał o wiele lepiej niż na uczelni.

Czy to prawda? Iwanek w rozmowie z DZIENNIKIEM zasłania się słabą pamięcią. Przyznaje jednak otwarcie, że w latach 70. spotykał się z oficerami bezpieki. Potwierdzają to akta IPN. Iwanek na współpracę zgodził się dobrowolnie w 1972 r., był wtedy studentem III roku prawa. Oficer prowadzący scharakteryzował go jako „jednostkę wartościową o dużej wiedzy teoretycznej, posiadającą szerokie kontakty w środowisku studenckim. Przekazał szereg ciekawych informacji o głównych działaczach ruchu studenckiego”. Iwanek za współpracę otrzymywał wynagrodzenie. W sumie dostał 5700 zł.

——–

Spowiedź profesora

Dziennik Zachodni, 3 sierpnia 2007

Profesor Uniwersytetu Śląskiego, były dziekan Wydziału Nauk Społecznych, obecnie kierownik Zakładu Systemów Politycznych Państw Wysoko Rozwiniętych i członek Senatu UŚ, mówi, jak wyglądała jego współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa. – Spotkania odbywały się w kawiarni. Częstowano mnie alkoholem – wspomina.

Zaprzecza, że brał pieniądze za informacje o kolegach i koleżankach ze Zrzeszenia Studentów Polskich, w którym działał. Ma nadzieje, że nikomu z nich nie zaszkodził.

————

Blog Bronisława Wildsteina- Rzczpospolita, 2 sierpnia 2007 

W królestwie Iwanka

Profesor Piotr Iwanek, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego, zainicjował na Wydziale Humanistycznym tej uczelni napisanie petycji do rektora w celu wstrzymania procesu lustracji do czasu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego

Koledzy z entuzjazmem przyjęli moralnoprawne argumenty Iwanka. Rektor pochylił się nad nimi ze zrozumieniem. Lustracja na UŚ została wstrzymana. Orzeczenie Trybunału znamy. Do sprawy wracam z powodu drobiazgu. Iwanek był długoletnim – bo już od czasów studenckich – świetnie opłacanym i cenionym przez SB agentem tej służby.

Rozumiem, że z faktu tego nie należy wyciągać daleko idących wniosków. Dziś profesor Iwanek dba bardzo o standardy niezależności uczelni. Jego głównym argumentem przeciw ustawie lustracyjnej było uznanie jej za największe w historii naruszenie autonomii uczelni. Iwanek dba więc również o prawdę historyczną. W jej obronie publicznie demistyfikował tzw. represje stanu wojennego. To, że przy okazji radykalnie zaniżył liczbę naukowców wyrzuconych z uczelni, nie ma znaczenia, gdyż wyjaśnił, iż wyrzuconym wyszło to na dobre, a ten, który jest dziś pracownikiem stacji benzynowej na Zachodzie, zarabia więcej niż naukowcy na polskich uczelniach. Publiczne wyjaśnienia profesora przyjęte zostały z rozbawieniem przez jego kolegów. Ich przecież nie wyrzucono.

Iwanek dba o bezstronność pracowników i pluralizm dyskusji. Zmartwił się nieobecnością młodego pracownika swojego instytutu Marka Migalskiego: – Szkoda, że nie ma z nami tego sługusa PiS, może potrafiłby wytłumaczyć nam potrzebę lustracji. I nie doszukujmy się niczego niestosownego w tym, że epitetów takich używa agent SB. Tak jak nikt z wrogów lustracji nie dostrzega nic niewłaściwego w tym, że działa wspólnie z agentami. I w żadnym wypadku nie można uznać, że walka z lustracją jest obroną agentów. I nie ma nic niestosownego, że tacy ludzie kształcą młodych dziennikarzy i politologów. Bo przeciw lustracji, a za Iwankiem przemawiają argumenty natury moralnej. I dlatego Iwanek trzyma się mocno.

——-

 Jan Iwanek, czyli TW Piotr 

 

 

Pismo do władz UJ w sprawie weryfikacji kadr akademickich

baner-weryfikacja3

L.Dz. 7/ 11/2008/1

Kraków, 7 listopada 2008 r.

Józef WIECZOREK, ul. Mariana Smoluchowskiego 4/1, 30-069 Kraków

 

Senat i Rektor

Uniwersytetu Jagiellońskiego

ul. Gołębia 24, 31-007 Kraków

 

Roszczenie informacyjne w sprawie weryfikacji kadr akademickich w latach 1982-1989 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W związku z prowadzonymi badaniami w ramach tematu Weryfikacja kadr naukowych w okresie PRLu na przykładzie ośrodka krakowskiego domagam się dostępu do danych odnośnie weryfikacji nauczycieli akademickich prowadzonych na UJ w latach 80-tych ubiegłego wieku, szczególnie tych prowadzonych w roku 1982 i w r.1986.

Niestety w Archiwum UJ nie ma materiałów w tej materii. Nie ma także w Archiwum UJ rezultatów  Komisji Senackiej dla rozpoznania działań represyjnych o charakterze politycznym w UJ w okresie PRL, które zostały przedstawione w tekście  Jerzy Wyrozumski – POWRACAJĄCA FALA ROZRACHUNKU Z PRZESZŁOŚCIĄ – Alma Mater Nr 69/2005 , mimo że autor tekstu pisał :

Ten ubogi materiał, częściowo bezużyteczny, mieści się w jednej szczupłej teczce, która znajdzie się oczywiście w Archiwum UJ.„ 

Zostałem poinformowany, że niestety materiał ten nie znalazł się w Archiwum UJ, mimo że został przygotowany w 1993 r., a wydobyty częściowo ‚ z mroków szuflad’ 12 lat później ! na okoliczność debaty lustracyjnej. Niestety pełne opracowanie raportu Komisji Senackiej UJ na temat krzywd pracowników w PRL zlustrowane niezależnie być do tej pory nie może !

Jakkolwiek dotychczasowe badania wskazują na małą wartość naukową tego raportu dla poznania represji w okresie PRL, tym niemniej raport może mieć jednak dużą wartość dla poznania skali kolaboracji środowiska akademickiego z reżimem komunistycznym, czego ślady są zacierane po roku 1989, wbrew misji uniwersytetu jaką winien pełnić i na co otrzymuje pieniądze z kieszeni podatników. Dla większej jasności – misją uniwersytetu jest poznawanie i przekazywanie prawdy a nie prezentowanie fałszu, o czym zdaje się władze uczelni nie wiedzą, mimo że wiedzieć mają obowiązek !

Fragment opublikowanego tekstu Jerzego Wyrozumskiego na temat raportu:generalnie można powiedzieć, że ten całościowy przegląd był per saldo nawet korzystny zdaje się sugerować per saldo korzyści jakie odnieśli z kolaboracji ‚weryfikatorzy’ , którzy te korzyści do tej pory starają się ukrywać. Jasne jest bowiem, że z usunięcia jednych, korzystają drudzy i per saldo dla nich takie weryfikacje są korzystne.

Rzecz jest w tym przypadku niebywała, bo przeprowadzanie weryfikacji pod nadzorem partyjnym i komisarycznym i (przynajmniej) monitorowanej przez SB,  naruszały w sposób oczywisty autonomię uczelni ! A argumentacja szefa Komisji Senackiej w sposób oczywisty stoi na gruncie nie obrony autonomii uczelni, ale na gruncie obrony naruszania autonomii uczelni przez aparat nienaukowy.

To co winno być ogłoszone jako największy skandal akademicki – jest przemilczane.

Nie ma na ten temat słowa w jubileuszowych książkach ‚historycznych’ wydawanych z kieszeni podatnika ! Co powodowało, że korzyściami odniesionymi z weryfikacji kadr, UJ nie chce się chwalić ! Jeśli to były korzyści naukowe to winny być zapisane złotymi zgłoskami w złotych księgach !

Materiały komisji weryfikacyjnych nie były całkiem nieużyteczne na UJ, skoro jak podają źródła IPN ( SB) wyrejestrowano z systemu na skutek weryfikacji r. 1982 kilkudziesięciu pracowników naukowych. Nie ma natomiast ilościowych danych odnośnie weryfikacji r. 1986, którą także interesowała się SB na co wskazuje np. sprawozdanie z pracy Służby Bezpieczeństwa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie za rok 1986 r. 

sprawozdanie-sb-86

weryfikacja-86

Nadmienię, że w okresie stanu wojennego wprowadzonego 13 grudnia 1981 r. przez juntę generała W. Jaruzelskiego, jak i po jego formalnym zakończeniu, akcje weryfikacji kadr akademickich miały miejsce w całej Polsce, a w ich wyniku wyrejestrowano z systemu akademickiego co najmniej 1 500 osób. Dane te zapewne nie są pełne, gdyż informacje o przebiegu, skali i skutkach weryfikacji kadr akademickich ujawniały dotąd publicznie tylko niektóre uczelni.

O weryfikacjach 1982 r. są jawne informacje w odniesieniu do Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni, gdzie dokonano drastycznej czystki kadry naukowej (Tygodnik Gdański nr 15. 14 kwietnia 1991) przez  “Zespół do spraw oceny nauczycieli akademickich zatrudnionych w Instytutach Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni“.

Są też infromacje o WSI w Radomiu, gdzie wielu pracowników w 1982 r. otrzymało zwolnienia z pracy z adnotacją Brak przydatności do realizacji procesu naukowo−dydaktycznego”, podparte nieudostępnianą zainteresowanym opinią Komisji ds. Oceny Kadry WSI w Radomiu a kwestia odwołania od opinii uczelnianej komisji oceniającej nie mogła być przedmiotem postępowania administracyjnego. Wytyczne Ministerstwa NSzWiT / zał. do pisma  KZ−III−610−10/82 w sprawie zasad, kryteriów i trybu przeglądu i oceny nauczycieli akademickich − nie przewidują trybu odwoławczego od ocen uczelnianych komisji. (Z Życia Politechniki Radomskiej, GRUDZIEŃ 2006)

W serwisie NaszeMiasto.pl > Będzin > Lokalne > Kto ze śląskich naukowców donosił na kolegów? 06.06.2006 jest informacja:

Prawdopodobnie czystki polityczne w Politechnice Śl., Uniwersytecie Śl. oraz Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu były poligonem doświadczalnym dla ówczesnej władzy.

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach przesłuchują naukowców, którzy w stanie wojennym stracili pracę na śląskich uczelniach za działalność w “Solidarności”. Śledztwo toczy się w sprawie przekroczenia uprawnień i złośliwego naruszania praw pracowniczych przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego”, za co grozi do 3 lat więzienia.”

Weryfikacja r.1986 znana jest np. z UAM, gdzie usunięto wielu pracowników :

W latach 1986-88 r. przez uniwersytet przetoczyła się też fala zwolnień. Rektor wyrzucił ponad 80 pracowników naukowych. – Część z przyczyn politycznych, część tzw. wieloletnich adiunktów. Specjalnie te kategorie osób były przemieszane „Dwie twarze byłego rektora – reportaż Piotra Bojarskiego o prof. Fisiaku (Gazeta Wyborcza,  2006-04-18)

czy serwis internetowy tutej.pl

„Profesor ciemnej strony mocy” Dariusz Lipiński, ówczesny adiunkt na Wydziale Fizyki poznańskiego uniwersytetu. Zwolnienia zbiorowe dotknęły w latach 1985 – 1988 ponad 80 osób. – W połowie lat 90–tych próbowaliśmy dokonać oceny tego zjawiska. To okazuje się zupełnie niemożliwe. Uważam, że liczba 80 zwolnionych pracowników jest minimalna. Moim zdaniem mogło być ich nawet dwukrotnie więcej – dodaje Lipiński. Czystki dosięgały głównie młodych pracowników naukowych. ..”

O weryfikacji 1986 r. tak pisze prof. Mieczysław Zlat z Uniwersytetu Wrocławskiego: Serwis – www.13grudnia81.pl  OD DORADCY DO „UJAWNIONEGO” KONSPIRATORA: Na następny rok zaplanowano tak zwaną akcję weryfikacyjną kadry akademickiej, pod pozorem oceny dorobku naukowego i aktywności na tym polu. Powstały nawet specjalne komitety, naszpikowane partyjnymi gorliwcami, których głównym celem w gruncie rzeczy była ocena tak zwanej postawy obywatelskiej. Służyło to zamaskowaniu działań wymierzonych przeciw konkretnym osobom. Weryfikacja szła dwoma torami: oficjalnie przez wydziały, które powoływały komisje. Te starały się nie wypowiadać zbyt ostro. Niektórzy koledzy, nawet partyjni, chcieli nas bronić, często używali pokrętnych formuł, na przykład: „postawa obywatelska pod niektórymi względami budzi wątpliwości”. Decydującą opinię wydawała jednak organizacja partyjna, która „pracowała” równolegle, wykorzystując materiały dostarczone przez SB.” co potwierdza moje przypuszczenia odnośnie charakteru np. weryfikacji dokonanej na UJ, co jest tak wstydliwie ukrywane do dnia dzisiejszego z naruszaniem Konstytucji III RP.

Główne cechy tych weryfikacji, które dotyczą także zjawisk znanych z UJ, to :

oceny pozamerytoryczne dokonywane przez anonimowe zwykle grona akademickie, z udziałem czynnika politycznego

bez podawania uzasadnienia

bez możliwości odwołania się do niezależnej instancji

bez możliwości zaskarżenia do sądu

bez ujawniania składu komisji orzekającej

standardowe zarzuty :

zły czy negatywny wpływ na młodzież akademicką

negatywna postawa obywatelska

negatywna postawa etyczno-moralna

Komisje te do dnia dzisiejszego często są anonimowe a materiały komisji niejawne.– przypadek UJ !


Z oczekiwaniem na rzetelną i skuteczną odpowiedź

Józef Wieczorek

Lustracja poznańskiego ośrodka akademickiego

Trzyosobowa komisja historyczna na UAM zbada inwigilację uniwersytetu przez SB

GW 8.06.2007

———

Ustawa lustracyjna upokarza pracowników naukowych

serwis epoznan.pl

28.03. 2007

Władze poznańskiego Uniwersytetu poparły stanowisko tych uczelni wyższych, które uważają, że zmiany w ustawie lustracyjnej mogą okazać się krzywdzące dla wielu pracowników naukowych i ograniczają autonomię uczelni.

Senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza podkreśla, że samej lustracji nie jest przeciwny i rozumie konieczność rozliczenia się z przeszłością. Chce jedynie zachować dotychczasową samodzielność i autonomię uczelni oraz w przypadku, kiedy sankcje przewidziane w ustawie jednakowo dotykają osoby, które tylko widnieją w dokumentach służb PRL i te, które swoją współpracą krzywdziły innych, oszczędzić pracownikom upokorzeń.

———–

Poznań. Na UAM są też zwolennicy lustracji

GW 3.04.2007

Poznań. Pierwszy profesor UAM mówi lustracji: nie!

GW 29.03.2007

„Nie złożę oświadczenia lustracyjnego. (…) Nie zgadzam się na grzebanie ideałów, takich jak: godność człowieka, prawo gwarantujące bezpieczeństwo pracy, sprawiedliwość, wolność sumienia, swoboda wypowiedzi” – napisał do rektora UAM prof. Piotr Piotrowski, szef Instytutu Historii Sztuki

———

Janusz Pałubicki i prof. Tomasz Schramm ujawniają, kto donosił na nich SB

 

document.write(‚<OBJECT classid=”clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000″ codebase=”http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=4,0,2,0&#8243; ID=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” width=300 height=600>’);
document.write(‚<param name=movie value=”http://adv.gazeta.pl/ads/23/JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL.swf?clickTag=http%3A%2F%2Fwww.gazeta.pl%2Freloadwww%3Fatex%3D46971%26url%3Dhttp%253A%252F%252Fwww.krakow.pl%252Fweekend%26dx=’+ban_dx+’%26ts=’+ban_ts+'”>’);
document.write(‚<param name=quality value=high><param name=wmode value=opaque><param name=”menu” value=”false”>’);
document.write(‚<embed wmode=opaque NAME=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” ID=”JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL” src=”http://adv.gazeta.pl/ads/23/JGCQPAVDRHBFTEUBBVKPPFPSPOZULL.swf?clickTag=http%3A%2F%2Fwww.gazeta.pl%2Freloadwww%3Fatex%3D46971%26url%3Dhttp%253A%252F%252Fwww.krakow.pl%252Fweekend%26dx=’+ban_dx+’%26ts=’+ban_ts+'&#8221; quality=high swLiveConnect=true pluginspage=”http://www.macromedia.com/shockwave/download/index.cgi?P1_Prod_Version=ShockwaveFlash&#8221; type=”application/x-shockwave-flash” width=300 height=600>’);
document.write(‚</embed></OBJECT>’);


 

Gazeta Wyborcza, Piotr Bojarski, 19-10-2005 
Niespodziewany finał konferencji naukowej o „Solidarności” w aktach SB: Janusz Pałubicki ujawnił, że Jerzy Nowacki, dziś znany dziennikarz poznańskiej TVP, donosił na niego SB. Innego współpracownika SB na UAM ujawnił historyk, prof. Tomasz Schramm

<!–1–>Pałubicki i Schramm wraz z wiceprezesem IPN Januszem Krupskim uczestniczyli wczoraj w dyskusji zorganizowanej przez Instytut, „S” i Wyższą Szkołę Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. Dzielili się ze słuchaczami refleksjami z lektury swoich teczek – a raczej z tego, co z nich pozostało w IPN. Pałubicki opowiadał, jak przeglądając udostępnione mu niedawno nowe materiały na swój temat, natknął się na donosy współpracownika SB pod pseudonimem Stanisław Brzozowski. Wystąpił do IPN o odtajnienie danych agenta. Według IPN Brzozowskim był Jerzy Nowacki, wówczas członek Zarządu Regionu wielkopolskiej „S”.

Szok dla TVP

Kiedy Pałubicki to mówił, na sali zaległa całkowita cisza: Nowacki to od kilkunastu lat znany dziennikarz TVP, odpowiedzialny za publicystykę.

Pałubicki przytoczył w sumie trzy przykłady, świadczące o tym, że pewne wydarzenia musiały być konsekwencją informacji, które wyciekły do SB przez Nowackiego (sprawa instrukcji strajkowej dla załóg zakładów pracy, „nalotu” esbeków na mieszkania wykorzystywane przez „S”, a także tajnej siedziby ścisłego kierownictwa związku, przygotowywanej w ZNTK na wypadek strajku powszechnego jesienią 1981 r.). – O siedzibie w ZNTK wiedzieliśmy tylko ja i Nowacki. Późniejsze „gonitwy” SB w ZNTK wskazywały, że Nowacki musiał się podzielić tą informacją – podsumował Pałubicki.

Nowacki nie chciał rozmawiać z „Gazetą”. Zapytany przez Radio Merkury, czy donosił SB na Pałubickiego, odpowiedział: – W mojej świadomości nie. Ja wiem, co się w moim życiu wydarzyło i jak starałem się zasłużyć dla Polski. Myślę, że sporo zrobiłem. Bo to były trudne czasy, ja niewątpliwie byłem wielokrotnie przesłuchiwany przez SB i spotkań takich miałem bardzo wiele. Jak je wykorzystywano, nie wiem.

Polskiej Agencji Prasowej powiedział: Jeżeli popełniłem kiedykolwiek grzech pychy czy niefrasobliwości, łatwowierności albo gadulstwa, to stawiając go na szali z moją postawą przez wiele lat, jest on niewątpliwie mniejszy. Ale jeżeli mam ponieść odpowiedzialność za te grzechy, to jestem gotów ponieść w całej rozciągłości.

Jest im przykro

Działacze „S” podkreślają, że podejrzenia wobec Nowackiego były w związku tajemnicą poliszynela – nie było na nie żadnych dowodów. – Wiedziałem o tym od 25 lat. To, że Janusz to ujawnił, nie jest dla mnie sprawą sensacji czy triumfu. Ja z tym człowiekiem studiowałem, rekomendowałem go nawet Kuroniowi do KOR – powiedział nam Lech Dymarski, niegdyś rzecznik „S”.

– Oczywiście jest mi przykro – komentuje były wojewoda Maciej Musiał, dawny działacz „S”. – Chciałbym jednak oddzielić dwie sprawy: fakty, które wynikają z dokumentów, od osoby. Bo ludzie się zmieniają. Obawiam się, że za chwilę powstanie komitet obrony Nowackiego. Pytanie, ile w tym będzie szlachetności, a ile strachu?

TW Leński

Prof. Tomasz Schramm zrelacjonował zawartość swojej teczki, na którą złożyły się m.in. meldunki tajnego współpracownika „Leńskiego”. Wystąpił do IPN o jego dane – według Instytutu współpracownikiem SB był Dariusz Matelski, dziś doktor Instytutu Historii UAM. Profesor ujawnił wczoraj jego nazwisko dopiero po wyraźnej zachęcie Pałubickiego. – Absolutnie nie chciałem z tego robić demonstracji – powiedział nam później.

Dodzwoniliśmy się wczoraj wieczorem do Matelskiego. – Trudno mi powiedzieć cokolwiek na ten temat. Musiałbym zobaczyć te akta – stwierdził.

„Gazeta”: Współpracował pan z SB czy nie?

Tu Matelski rozłączył się. Po ponownym połączeniu nie chciał rozmawiać: – Jestem w gościach, jem kolację