CKK – jako machina władzy na odcinku nauki

baner historia PRL

PZPR jako machina władzy

Miniaturka

PZPR jako machina władzy, red. Dariusz Stola i Krzysztof Persak, Warszawa 2012,

Patryk Pleskot, Tadeusz Paweł Rutkowski • Trudna sztuka kierowania nauką. Wydział Nauki i Oświaty KC PZPR wobec Polskiej Akademii Nauk (1949–1989)

m.in. o CKK

CKK

 

 

Reklamy

Antoni Czubiński – historyk, prof. UAM i prorektor WSNS, sympatyk PRL

 

Antoni Czubiński w Wikipedii  

Antoni Czubiński (ur. 22 listopada 1928 w Koninie, zm. 10 lutego 2003 wPoznaniu) – polski historyk i uczony...podjął studia historyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ukończył je w 1955 magisterium pod kierunkiem prof. Kazimierza Piwarskiego. Następnie przez dwa lata przebywał na aspiranturze na Uniwersytecie Państwowym im. Łomonosowa w Moskwie, doktoryzował się jednak w Poznaniu w 1959 u prof. Janusza Pajewskiego. Dysertację habilitacyjną obronił w 1963, uzyskując stopień naukowy doktora habilitowanego. W 1968 otrzymał tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego, a w 1976 – profesora zwyczajnego….

A. Czubiński wywarł duży wpływ na organizacyjny rozwój Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, pełniąc kolejno obowiązki kierownika: Zakładu Historii Ruchów Społecznych (1965-1969), Zakładu Historii Niemiec (1969-1979), Zakładu Historii Powszechnej XIX i XX wieku (1979-1998). W latach 1963-1964 był prodziekanem, a w latach 1964-1966 dziekanem Wydziału Filozoficzno-Historycznego UAM. Od 1969 do 1971 pełnił obowiązki wicedyrektora Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Był członkiem Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”, członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (członkiem Egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego w Poznaniu). Na przełomie lat ’60 i ’70 przystał do reformatorskiego skrzydła wokół Edwarda Gierka.

W 1971 powołany został na stanowisko dyrektora Instytutu Historii Polskiego Ruchu Robotniczego i prorektora Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR w Warszawie. Obowiązki te łączył z pracą na UAM.

Przynależność do PZPR nie przeszkodziła mu w opublikowaniu w 1973 roku pracy „Kraj Rad. Lata zmagań i zwycięstw”, w której zakwestionował fragment dotyczący kolektywizacji rolnictwa, co stało się powodem usunięcia A. Czubińskiego z Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR w Warszawie na wniosek władz Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich z inspiracji prof.Janusza Gołębiowskiego[1]…..

W 1973 r. z kolei przeforsował zatrudnienie w swoim Zakładzie Historii Powszechnej XIX i XX wieku UAM dra Edmunda Makowskiego, zwolnionego z Wydawnictwa Poznańskiego za dopuszczenie kontrowersyjnej pod względem politycznym książki

Jednocześnie kierował innymi ważnymi placówkami naukowymi. W latach 1978-1991 był dyrektoremInstytutu Zachodniego w Poznaniu, a wkrótce także współprzewodniczącym Wspólnej Komisji Polska-RFN do spraw Podręczników Szkolnych z Historii i Geografii UNESCO. W latach 1971-1991 był członkiem, a następnie wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej Kadr Naukowych przy Prezesie Rady Ministrów, był członkiem Prezydium Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk oraz licznych rad naukowych, redaktorem wielu czasopism historycznych (m.in.Kwartalnika HistorycznegoDziejów NajnowszychRoczników HistorycznychPrzeglądu Zachodniegoi innych), organizatorem kilkudziesięciu zespołowych przedsięwzięć wydawniczych. W latach 1986-1989 był członkiem Ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego. Był długoletnim przewodniczącym Komitetu Redakcyjnego kwartalnika KC PZPR Z Pola Walki, w którym publikowano artykuły na temat historii polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego i komunistycznego….. W 1973r. przeforsował zatrudnienie w Instytucie Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza wyrzuconego z Wydawnictwa Poznańskiego Edmunda Makowskiego i przyjął go do swojego Zakładu Historii Niemiec…..

W latach osiemdziesiątych XX wieku zarzucono mu dokonanie plagiatu z pracy zbiorowej, której redaktorami byli prof. Tadeusz Cegielski i prof. Włodzimierz Borodziej. W pośmiertnym wykazie publikacji plagiat pominięto.

W III RP zachował silnie lewicowe poglądy i sympatię dla PRL (jednakże złagodzoną). Na konferencjach, w publikacjach i polemikach konsekwentnie bronił dorobku PRL.

Warszawski epizod w życiu profesora Antoniego Czubińskiego

Książka zawiera wybór notatek z „Dziennika” prof. J. Sobczaka, obejmujący zapiski poświęcone „warszawskiemu epizodowi” w karierze prof. A. Czubińskiego, który w latach 1971-1974 pełnił funkcję prorektora Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR i kierował w niej Zakładem Historii Polskiego Ruchu Robotniczego. J. Sobczak, wówczas bliski współpracownik prof. Czubińskiego, szczegółowo i szczerze relacjonuje okoliczności pracy w WSNS oraz fakty, które ostatecznie doprowadziły do odejścia prof. Czubińskiego z tej uczelni.

Antoni Czubiński, 1928-2003

Sierpowski Stanisław

Niechlubna rola CKK

Nauka polska przed widmem zapaści – Piotr Jaroszyński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński strona autorska, Nasz Dziennik, Czwartek, 29 kwietnia 2010, Nr 100 (3726)

…Dlaczego w PRL nauka była lepiej finansowana niż w III RP? Odpowiedź jest stosunkowo prosta: Polska Rzeczpospolita Ludowa była częścią bloku komunistycznego, w którym Polsce przypadł w udziale rozwój niektórych sektorów nauki ze względu na potrzeby gospodarczo-przemysłowe nie tyle samej PRL, co innych państw bloku ze Związkiem Sowieckim na czele. Zadaniem naukowców było wymyślanie i wdrażanie nowych technologii do przemysłu, przy czym dodatkowy bodziec stanowiła rywalizacja z zachodnim systemem kapitalistycznym, który, wedle założeń komunizmu, był skazany na przegraną. Tego właśnie mieli dowieść naukowcy, ale tak się oczywiście nie stało. Gdy więc po roku 1989 blok komunistyczny się rozpadł, załamał się też przemysł, a wraz z nim nauka. Zakłady przemysłowe zaczęto likwidować, ograniczać ich produkcję bądź sprzedawać za bezcen, głównie zagranicznym potentatom. Miało to wpływ na upadek placówek badawczo-rozwojowych, w których zatrudniona była wykwalifikowana kadra. 
Gdy ostatnio tyle mówiono i pisano o konsekwencjach zamknięcia polskich stoczni, zwracano uwagę przede wszystkim na upadek wielu kooperantów, czyli mniejszych zakładów wytwórczych, ale zapomniano podkreślić, że za budową statku stoi też myśl naukowo-techniczna. Gdy nie powstają nowe statki w Polsce, to prowadzi to nie tylko do bezrobocia wśród pracowników fizycznych, ale również wśród naukowców, którzy przez lata odbierali wykształcenie na poziomie wyższym aż po tytuł profesora, by właśnie swoją wiedzę w sposób twórczy spożytkować na rzecz nowych rozwiązań w polskim przemyśle okrętowym. Upadek tego przemysłu to upadek instytutów badawczo-rozwojowych i całych wydziałów na politechnikach. I w zasadzie wszędzie, gdzie upadał zakład czy jakaś gałąź przemysłu, tak samo stać się musiało również z myślą techniczną, czyli następowała samozagłada inteligencji technicznej, bo traciła ona swoją rację bytu, a tym samym rację finansow.

Humanistyka skażona marksizmem

Obok dziedzin nauki podporządkowanych wprost pożytkowi, czyli tworzeniu narzędzi, jakie niesie produkcja przemysłowa, są też dziedziny humanistyki tradycyjnie skierowane wprost na dobro i rozwój samego człowieka. W PRL również przywiązywano do nich wielką wagę, ale z racji ideologicznych. Był to wręcz nadrzędny cel komunizmu: utworzenie nowego człowieka i nowego społeczeństwa w oparciu o naukę. To sprawiało, że nie tylko filozofia, ale cała humanistyka (jak choćby historia, polonistyka, psychologia, pedagogika czy socjologia) musiała być podszyta w sposób mniej lub bardziej zawoalowany marksizmem. Aby ten cel osiągnąć, trzeba było formować kadrę naukową i odpowiednio ją finansować. Tymczasem po 1989 r. ideologia ta została zarzucona, marksizm przestał być obowiązkowym przedmiotem wykładanym w każdej szkole wyższej, czy to na uniwersytecie, czy w akademii rolniczej; przestał być również przedmiotem, który należało obowiązkowo zdawać na każdym egzaminie doktorskim. Ale choć marksizm upadł jako oficjalna doktryna czy ideologia, to jednak pozostały kręgi marksistów lub byłych marksistów, zarówno tych, którzy pracowali na zwykłych uczelniach, jak i na uczelniach wojskowych oraz na uczelniach MSW. W tym miejscu warto przypomnieć, że ich stopnie i tytuły naukowe mieściły się w ramach stopni i tytułów ogólnopolskich, dlatego mogli oni przeniknąć do szkolnictwa wyższego, publicznego i prywatnego, do nauki i związanej z nią administracji, w tym ministerstw, łącznie z Centralną Komisją do spraw Stopni i Tytułów. Wspólna przynależność partyjna (esbecka lub agenturalna) stanowiła wystarczająco mocne spoiwo, by ta rozległa grupa odnalazła swoje miejsce w nowym układzie politycznym i ekonomicznym, bo przecież nawet mniejsza pula do podziału jest ciągle pulą.

Niechlubna rola CKK

W uzasadnieniu projektu reformy podkreśla się rolę wzmocnienia autonomii uniwersytetu („W celu stworzenia lepszych warunków funkcjonowania szkół wyższych w Polsce oraz pełniejszego wykorzystania potencjału tkwiącego w polskich uczelniach niezbędne jest zwiększenie ich autonomii…”). Taka deklaracja byłaby nawiązaniem do prawdziwej tradycji uniwersytetów europejskich, zgodnie z którą uniwersytet, obok państwa i Kościoła, był właśnie autonomiczny. Tę autonomię naruszyli najpierw socjaliści, którzy stali na czele rewolucji francuskiej, a potem komuniści w wielu krajach Europy i Azji, gdy uniwersytety stały się organem administracji państwowej, zależnym programowo, kadrowo i ideologicznie od rządzącej partii, w tym również od jej służb specjalnych, które mogły penetrować środowisko akademickie, od studenta do asystenta, i od adiunkta do profesora, łącznie z urzędnikami. Było to całkowite i chyba najbardziej bolesne zaprzeczenie idei uniwersytetu jako autonomicznej wspólnoty akademickiej. 
Jako jeden ze sposobów kontroli kadry naukowej w reżimach komunistycznych stosowano ścieżkę zatwierdzania stopni i tytułów naukowych. Ten przywilej, poczynając od stopnia doktora, a na tytule profesora kończąc, należał do państwa. W tym celu w PRL powołano specjalną komisję, zwaną w skrócie CKK (Centralna Komisja Kwalifikacyjna do Spraw Kadr Naukowych, 1951 r.). Było to oczko w głowie komunistycznego resortu do spraw nauki i oświaty. Wprawdzie partia mogła ingerować w nominacje, czy to za pośrednictwem MSW, czy komitetów wojewódzkich lub komitetu centralnego, ale najlepiej jeśli wszystko przebiegało bez zbytniego szumu za pośrednictwem samej komisji, w skład której wchodzili profesorowie, a więc naukowe autorytety. Ale co to byli za profesorowie?

Piewcy ideologii marksistowskiej

W archiwach IPN zachował się ciekawy dokument z 1979 r., raczej nigdy dotąd niepublikowany, zawierający listę nazwisk owych profesorów – doktorów habilitowanych (IPN BU 1585/1123/CD/1). Z dokumentu tego dowiadujemy się nie tylko, kto kiedy się urodził i jaką dziedziną się zajmował, ale również, czy należał do partii komunistycznej. Okazuje się, że zdecydowana większość owych profesorów należała do PZPR. Dla przykładu, w sekcji nauk humanistycznych znaleźć się miało 30 profesorów, wśród których 23 to członkowie PZPR. Tak wynika z listu ministra nauki, szkolnictwa wyższego i techniki skierowanego 17 kwietnia 1979 r. do ministra spraw wewnętrznych. Jednym słowem minister nauki ustalał z ministrem spraw wewnętrznych skład osobowy Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej. Tak więc to właśnie od ministra nauki, ministra spraw wewnętrznych i partyjnych profesorów zależały przez długie lata nominacje naukowe. Podobnie jak członkowie tej komisji, tak i nominowani habilitanci oraz profesorowie musieli w większości spełniać określone kryteria ideologiczne.
Centralna Komisja Kwalifikacyjna, choć przy modyfikowanych co jakiś czas nazwach (to pozwalało niejako zacierać ślady), chwalebnie przetrwała transformację ustrojową w 1989 r., co pozwoliło na to, aby w jej skład mogli wchodzić piewcy ideologii marksistowskiej. PRL trwała na tyle długo, że wypuszczono tylu nominowanych naukowców, iż mogą się dziś wybierać demokratycznie, jako większość. 
Mogą też odpowiednio dobierać recenzentów, którym marksizm, a przynajmniej antyklerykalizm, był zawsze bliski. W ten sposób CK może realizować, zwłaszcza w humanistyce, swój program ideologiczny, którego korzenie tkwią w PRL, tyle że w harmonii z rewizjonizmem. 

Kariera naukowa w PRL (ręcznie sterowana)

Prof. Piotr Jaroszyński

Kariera naukowa ręcznie sterowana

„Załatwić negatywnie” – to lakoniczne stwierdzenie zamykało ciągnący się nieraz całymi latami proces blokowania przez reżim komunistyczny przyznawania stopni naukowych „wrogom systemu”. Na każdym etapie komuniści z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych mogli zablokować nominację doktorską czy profesorską za pośrednictwem komitetów PZPR, mogli przetrzymywać wniosek, by w końcu go odrzucić, a przez ubeków lub późniejszych esbeków wpłynąć na wnioskodawców „proponując wycofanie wniosku”, co praktycznie oznaczało jego odrzucenie.

Nauka na usługach socjalizmu

W II Rzeczypospolitej tytuł profesora darzony był wielką estymą. Wskazywał bowiem nie tylko na kogoś, kto posiadał wyjątkowo dużą wiedzę, ale również na kogoś, kto był człowiekiem o wysokiej kulturze i szlachetnym etosie. Profesorów szanowało zarówno państwo, gdyż pensja profesora była równa generalskiej, jak i społeczeństwo, dla którego profesor był prawdziwym autorytetem.
Gdy rozpoczęto budowę PRL, społeczny prestiż profesora w dalszym ciągu się utrzymywał, zwłaszcza że każdy z nich był na wagę złota. Przecież w czasie wojny Niemcy i Sowieci z pełną determinacją i w sposób zaplanowany zdziesiątkowali naszą kadrę naukową. Ale PRL to nie była ani kontynuacja II Rzeczypospolitej, ani państwo suwerenne. To było państwo całkiem nowe, tworzone pod dyktando sowieckie jako element bloku komunistycznego. Stąd w dalekosiężnych planach cały sektor nauki miał być sukcesywnie wtapiany w rzeczywistość zupełnie skomunizowaną. Zmienić się więc musiały pozycja i rola profesora. Nie był to jednak akt jednorazowy, lecz proces obliczony na lata.


Komunizm jest ideologią totalitarną, a to oznacza, że celem władzy państwowej jest zdobycie kontroli zarówno nad całym życiem społecznym, jak i prywatnym. To ostatnie jest, wedle marksizmu, tylko częścią życia społecznego; prywatność i indywidualność nie posiadają żadnej autonomii. Takie założenia ideologiczne znajdowały oparcie prawne i usprawiedliwiały coraz większą ingerencję państwa w życie obywateli. Dotyczyło to również nauki i naukowców.
PRL upaństwowiła instytucje i organizacje naukowo-edukacyjne – od żłobków i przedszkoli, poprzez szkoły podstawowe i średnie, aż po szkoły wyższe (jedyną uczelnią prywatną, i to w całym bloku komunistycznym był Katolicki Uniwersytet Lubelski). Upaństwowienie oznaczało nade wszystko przejęcie kontroli nad programem nauczania i nad nominacjami. A ponieważ nadrzędnym celem systemu była poprawność ideologiczna, uznano więc, że cała nauka musi być podporządkowana budowaniu komunizmu. Mówiono o tym wprost przy różnych okazjach, zwłaszcza w czasie I Kongresu Nauki Polskiej (1951 r.), gdy likwidowano, zawłaszczając oczywiście cały majątek, społeczne stowarzyszenia naukowe, jak choćby Polską Akademię Umiejętności czy Towarzystwo Naukowe Warszawskie, by w ich miejsce powołać w 1951 r. jedną centralnie sterowaną organizację państwową – Polską Akademię Nauk. Głos zabierali zarówno przedstawiciele władz państwowych, jak i naukowcy, deklarując wierność komunizmowi i podkreślając z całą stanowczością, że nauka nie może być apolityczna, a więc musi służyć budowie socjalizmu – w Polsce i na świecie. We wstępie do referatu zbiorowego Sekcji Nauk Społecznych i Humanistycznych „O znaczeniu humanistyki dla walki klasowej” twierdzono z całą determinacją, że należy dokonać „przełomu i przyspieszyć proces przestawiania naszej humanistyki na tory marksizmu-leninizmu” (s. 3). Wyjaśniano dalej: „Realizując Plan 6-letni, zdajemy sobie sprawę z tego, że tworzymy w ten sposób podstawę całego rozwoju społeczeństwa ku socjalizmowi, a więc również rozwoju jego psychiki, jego świadomości, jego filozofii, sztuki, moralności” (s. 3). Jest to walka, której nie można rozstrzygnąć zwycięsko „na rzecz socjalizmu bez aktywnej roli nadbudowy” (s. 4), czyli kultury i nauki. W ten sposób na całe dziesięciolecia określono miejsce nauki i naukowców w PRL: mają być zaangażowani w budowanie nowego społeczeństwa socjalistycznego.

Kontrola nauki – jawna i ukryta


Państwo dysponowało wieloma instytucjami umożliwiającymi kontrolowanie nauki. Najważniejsze to: Ministerstwo Oświaty, Centralna Komisja Kwalifikacyjna dla Pracowników Nauki oraz Rada Główna do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Polska Akademia Nauk podlegała Prezydium Rządu, Centralna Komisja Kwalifikacyjna dla Pracowników Nauki od 1958 r. podlegała PAN, a potem władzom centralnym, bo tytuł od roku 1958 nadawała Rada Państwa (wcześniej minister oświaty). Rada Główna do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego podlegała właściwemu ministrowi. Nazwy tych instytucji, jak i zasady ich funkcjonowania oraz podporządkowania władzom centralnym się zmieniały.
Ale były też nieoficjalne narzędzia kontroli nauki; do nich należały komitety Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR) oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MSW). Były to instytucje ważniejsze niż te wcześniej wymienione, bo ostatecznie od ich opinii i zgody zależała kariera naukowca. Gdy więc z jednej strony oficjalna droga zatwierdzania stopnia lub tytułu była jawna, to tę nieoficjalną, niejawną możemy poznać dzięki materiałom zgromadzonym w IPN.
Dziś uwaga opinii publicznej skupia się przede wszystkim na tropieniu różnych agentów czy donosicieli zwanych w terminologii fachowej TW (Tajny Współpracownik). Niestety, w świecie nauki ich nie brakowało. Potwierdza to fakt, że w tym właśnie środowisku bardzo silnie protestowano przeciwko lustracji, której w końcu nie przeprowadzono. Ale jakkolwiek dane dotyczące agentów-naukowców mogą być bulwersujące, to jednak przysłaniają one w pewien sposób mechanizmy działania całego systemu, również w sferze nauki. Agenci byli jedynie trybikami w całej machinie komunistycznej, stąd skupianie uwagi tylko na nich może zdeformować obraz problemu. Oni realizowali szczegółowe polecenia kierujących nimi oficerów Służb Specjalnych, nie zdając sobie sprawy, jak wygląda całość. A przecież to całość jest najważniejsza, bo ona określa miejsce i znaczenie szczegółów. Zresztą, sterowanie nauką przez komitety PZPR czy MSW to nie była kwestia tylko pozyskiwania agentów, lecz była to próba wielorakiego wpływania na środowisko naukowe pod kątem lojalności wobec państwa, ideologii i systemu.
Wśród wielu materiałów archiwalnych, które znajdują się w zasobach IPN, są nie tylko teczki personalne, ale również dokumentacja pracy urzędów, jak MSW czy CKK lub PAN. Analizując te dokumenty, widzimy niejako od środka, jak to wszystko działało. Chodzi o to, że państwo miało w ręku potężną broń czy potężny straszak na wszystkich naukowców: było nim zatwierdzanie stopni i tytułów, takich jak: doktorat, habilitacja, docentura, profesura zwyczajna i nadzwyczajna. Była to również zgoda na otrzymanie paszportu, bez którego nie można było ani wyjechać na konferencję, ani też skorzystać z intratnego stypendium.
Władze komunistyczne wiedziały o tych wszystkich progach w karierze naukowej, zresztą niektóre z nich same celowo ustanawiały. Po co? Właśnie po to, żeby nie tyle dbać o wysoki poziom nauki, ile by mieć zapewnioną możliwość kontroli ideologicznej. Przecież mówiono o tym wyraźnie na wielu zjazdach i naradach: nauka musi być zaangażowana politycznie i ideologicznie, nie ma nauki apolitycznej. Te deklaracje musiały mieć pokrycie w realnych możliwościach kontrolowania naukowców przez władze.
Jak wobec tego wyglądała droga zatwierdzania awansów naukowych? Sięgnijmy do dwóch dokumentów: jeden dotyczy KUL, a drugi PAN.

Polityka „nominacyjna”


KUL był uczelnią prywatną, ale mając prawa państwowe, podlegał w zakresie nominacji tym samym procedurom, co pozostałe uczelnie. W grę wchodziło tu zatwierdzanie doktoratu, habilitacji, profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego przez CKK. I to był właśnie ten punkt, który pozwalał władzom na prowadzenie własnej polityki „nominacyjnej”. Wykorzystywano uprawnienia CKK, by w wielu przypadkach awanse naukowe utrudniać, czyli albo je o całe lata odwlekać, albo wręcz uniemożliwiać. Kto to wykorzystywał? Odpowiedź jest prosta: MSW. To komunistyczne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych starało się dokładnie śledzić, jakie poglądy ma kandydat na doktora lub profesora, by w razie zastrzeżeń wydać opinię negatywną, która była wiążąca dla CKK. MSW nie dociekało, jaką wartość naukową posiadają prace kandydata; zastrzeżenia miały charakter wyłącznie polityczno-ideologiczny i były one ważniejsze od wartości czysto naukowej (taka zresztą dla komunistów nie istniała).
W archiwach IPN znaleźć można wielostronicowe opracowanie dotyczące KUL (Warszawa, 8 października 1963 r.), w którym wymienieni są kandydaci do różnych nominacji, z krótką charakterystyką i rodzajem decyzji. Materiał ułożony jest wedle klucza wydziałowego. Wymienimy kilka przykładów. Wydział humanistyczny – sekcja historii. Praca doktorska: „Mgr Chruszczewski Adam – Klerykał, dobro kościoła stawia ponad wszystko. Na wykładach ostro i zdecydowanie odrzuca poszczególne założenia filozofii marksistowskiej – załatwić negatywnie”. Prace habilitacyjne. „Dr Ryszard Bender, adiunkt – Katolicki doktryner o poglądach konserwatywnych, zapatrywania polityczne – reakcyjne. W okresie października 1956 roku postulował zmianę ustroju w Polsce. Jest negatywnie ustosunkowany do ustroju PRL – Załatwić negatywnie”. W sumie wydano następujące dyspozycje – w przypadku habilitacji: „na pewien okres wstrzymać habilitację”, „nie wyrazić zgody na habilitację”, w przypadku doktoratów: „wstrzymać pozytywne załatwienie sprawy”, „załatwić negatywnie”, „załatwić raczej pozytywnie”, „można załatwić pozytywnie” (IPN/BUiAD/Warszawa Sygn. 0445/34).
Dokładną analizę tych dokumentów pozostawmy historykom, ważne jest natomiast, aby sobie uświadomić, jak głęboko MSW mogło ingerować w proces nominacji już od tytułu doktora, choć na zewnątrz wszystko wyglądało na zgodne z prawem i procedurami. Decyzję formalnie podejmowało CKK lub Rada Państwa, a nieformalnie – MSW.

Partia ma czas, naukowcy mogą poczekać


A teraz zajrzyjmy do innego dokumentu. Jest znacznie późniejszy, bo pochodzi z roku 1983 i dotyczy innej instytucji, już zupełnie państwowej, którą była PAN. W tym wypadku chodziło o nominacje profesorskie. Ostatecznie zatwierdzała je Rada Państwa, ale po pozytywnym zaopiniowaniu przez CKK. Taka była droga jawna. Niejawna była trochę bardziej skomplikowana.
14 września 1983 r. Sekretarz Naukowy PAN prof. Zdzisław Kaczmarek otrzymuje pismo (z adnotacją: „Poufne”) od pułkownika MSW (podpis nieczytelny, pieczęć słabo czytelna, jest to odbitka), z którego dowiadujemy się, że jest to odpowiedź na wcześniejsze pismo, bowiem to „Dyrektor Biura Kadr i Szkolenia PAN zwrócił się do MSW w sprawie zaopiniowania naukowców i o nadanie nominacji profesorskich” (IPN BU 0365/7314). Pułkownik w związku z tym wyjaśnia, że „w grupie tej znajduje się szereg osób znanych Polskiej Akademii Nauk z antysocjalistycznej działalności w kraju i za granicą”. Dlatego, tłumaczy pułkownik, „[p]roponujemy wycofanie z Rady Państwa wniosku o nadanie tytułu profesora…”.
W piśmie tym zastanawia fakt, że sam dyrektor Biura Kadr i Szkolenia PAN zwracał się o opinię do MSW, tak jakby to on odgrywał jakąś szczególną rolę w kontaktach z MSW. Zauważmy, że negatywna decyzja z MSW była wiążąca, bo wniosek został z Rady Państwa wycofany. Ale co ciekawe, wniosek już był w Radzie Państwa, a to oznacza, że przeszedł przez wcześniejsze sito. Jakie ono było?
Tu napotykamy na rzecz wręcz bezcenną. Do wymienionego pisma z MSW (odbite było w trzech egzemplarzach, z których jeden trafił do Wydziału I Departamentu XXX MSW) dołączono wykaz kandydatów PAN i historię 37 wniosków o tytuł profesora rozpatrzonych negatywnie. Dzięki temu dowiadujemy się, przez jakie instytucje przechodził wniosek, i jak długo to wszystko trwało. Weźmy jednego z kandydatów do tytułu: doc. dr hab. Jerzy Łojek, Instytut Badań Literackich PAN. Najpierw Rada Naukowa PAN podejmuje decyzję pozytywną w sprawie tytułu. Jest 18 grudnia 1974 r., z Rady Naukowej pismo trafia do Biura Kadr wcale nie od razu, ale po pół roku (21 czerwca 1975 r.). Następnie pismo rozpoczyna wędrówkę nie do Centralnej Komisji, ale po komitetach partii! Najpierw jest to komitet wojewódzki, a potem Komitet Centralny PZPR. Do komitetu wojewódzkiego trafia bardzo szybko, bo po dwóch dniach (23 czerwca 1975 r.). Ale tam wniosek leży pół roku, zanim zostanie wysłany (3 grudnia 1975 r.) do KC PZPR. I tu zrobił się zator, bo z KC wniosek wysłano do Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej po 6 latach! Trafił tam dopiero 11 marca 1981 r., i to chyba tylko dlatego, że nastała odwilż związana z powstaniem „Solidarności”. W kilka miesięcy później CKK przekazała wniosek do Rady Państwa (23 lipca 1981 r.).
I co? I nic. Na tym koniec, bo jak wiadomo, tytułu profesora docent Jerzy Łojek nie otrzymał, a nawet w rok później (1982 r.) zmuszono go do przejścia na emeryturę.
Widać jasno, że partia komunistyczna, mając do dyspozycji oficjalny organ w postaci Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, mogła dodatkowo ingerować w procedurę przyznawania stopni i tytułów w każdej fazie, na etapie zarówno doktoratu, jak i profesora; na poziomie Rady Państwa, czy to za pośrednictwem swoich komitetów (wojewódzkich lub Komitetu Centralnego), czy też za pomocą bardzo skutecznego MSW. Władza nie musiała się spieszyć. Komuniści mieli czas, a naukowcy mogli poczekać. Docent Jerzy Łojek czekał 8 lat, i się nie doczekał. Wniosek o tytuł profesora zwyczajnego dla Barbary Skargi wpłynął do Rady Państwa w roku 1982, przeleżał tam 6 lat.
Jeden dokument, a ile informacji!


To niesłychanie rozległe pole badań dla historyków. Dopiero śledząc system niejako od kuchni, widzimy jak on działał. W tym kontekście można nie tylko zobaczyć, ale i zrozumieć, kto i dlaczego się nie ugiął, oraz kto i dlaczego mógł się złamać. Te suche informacje zapisane w tabelkach zawierających zablokowaną drogę do profesury 37 osób ukazują metody działania systemu, w którym na każdym etapie mogło dokonywać się niemal ręczne sterowanie – zarówno przez władze partyjne, jak i odpowiednie wydziały MSW. Komuniści mogli zablokować nominację za pośrednictwem komitetów PZPR, mogli przetrzymywać wniosek całymi latami, by w końcu go odrzucić, mogli przez ubeków lub esbeków wpłynąć na wnioskodawców, „proponując wycofanie wniosku”, co praktycznie oznaczało jego odrzucenie.
Tak jak niektórzy się złamali, by zdobyć upragniony tytuł, tak inni poprzestali na habilitacji lub doktoracie. W sumie jednak całe to peerelowskie dziedzictwo tytułów i stopni nie jest obiektywne i miarodajne; za dużo w tym było brudnej polityki, ludzkich słabości, ideologii i tajnych służb. Właściwie każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie, co przy braku instytucjonalnej dekomunizacji i lustracji wydaje się wręcz niemożliwe. A jednak trzeba ją podejmować, bo każdy profesor, który nie dał się złamać ani partii, ani służbom, który nie uległ zbrodniczej ideologii komunistycznej, to dla narodu bezcenny skarb. Natomiast zaprzańców trzeba się strzec. W innym przypadku bez prawdziwego oczyszczenia tytuł ten będzie się degradował coraz bardziej. A szkoda, bo jednak w tradycji zachodniej, w tym także polskiej, ceniono prawdziwą wiedzę i kulturę osobistą, co uosabiać miał właśnie profesor.
Do tych wzorów musimy powracać, zwłaszcza młode pokolenie naukowców, które powinno poznać przeszłość – tę dalszą i tę bliższą, aby wyrobić sobie właściwy osąd i odzyskać wiarę w sens uprawiania nauki, której naczelnym celem ma pozostać prawda, a nie ideologia. Bo za ideologią idzie ostatecznie kłamstwo, przemoc i poniżenie, a prawda otwiera oczy na rzeczywistość i ludzką godność, którym za żadną cenę nie wolno się sprzeniewierzyć.

Tekst opublikowany w Naszym Dzienniku: Środa, 13 stycznia 2010, Nr 10 (3636)

zamieszczony za zgodą autora.

Ponadto:

Dokumenty IPN

Nauka pod lupą

logo-glaukopis

Sławomir Cenckiewicz

Nauka pod lupą

Środowisko historyków w opiniach Służby Bezpieczeństwa, przełom lat 60-tych i 70-tych

Glaukopis nr 2/3-2005

Dla ogółu badaczy dziejów najnowszych staje się coraz bardziej oczywiste, że w okresie Polski Ludowej władze komunistyczne, zwłaszcza poprzez swoje „zbrojne ramię” w postaci aparatu bezpieczeństwa, starały się  kontrolować praktycznie każdą sferę życia publicznego.

W tym względzie nie było na ogół wyjątków. Wydaje się iż na indeksie dziedzin politycznie niepewnych i podejrzanych wysokie miejsce piastowała nauka, ale nie taka czy inna jej gałąź, a nauka sama w sobie.

Panowanie nad życiem naukowym dawało komunistom poczucie kontroli umysłów…..

O tym, jak daleko SB starała się ingerować w życie naukowe, świadczyć może jej zaangażowanie w opracowanie projektu powołania 120-osobowej Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, która w 1972 r. zastąpiła istniejące dotychczas ciała opiniujące tytuły naukowe.– Komisję ds. Tytułów Naukowych Rady Państwa, Główną Komisję Kwalifikacyjną przy PAN oraz Radę Główną Szkolnictwa Wyższego.

W notatce służbowej na temat CKK z 3 lipca 1972 r. „opiekun” PAN z ramienia MSW kpt. Jan Sobieszczuk pisał, że „powołanie Komisji winno w lepszym niż dotychczas stopniu zabezpieczać niezbędne jednolite minimum poziomu kadr naukowych”.

Zwracał również uwagę na to, że Komisja nie będzie organem PAN-owskim i że „obok opiniowania w sprawach stopni i tytułów naukowych” w jej kompetencjach znajdzie się także „stwierdzanie kwalifikacji kandydatów do stanowisk samodzielnych pracowników naukowych”. Na notatce sporządzonej przez kpt. Sobieszczuka widnieje jakże wymowna, odręczna adnotacja kogoś z Departamentu III MSW: „Należy śledzić dalsze konstytuowanie się CKK”…

Rozpracowaniem Akademii zajmował się zespół czterech pracowników operacyjnych MSW, w gestii których znalazło się zarówno całe kierownictwo PAN i jej administracja centralna oraz placówki naukowo-badawcze w Warszawie i regionie warszawskim.

Placówki PAN-owskie w pozostałych regionach kraju zabezpieczali funkcjonariusze SB z Wydziałów III Komend Wojewódzkich MO

Wspomniany wcześniej 4-osobowy zespół oficerów w MSW koordynował działania w skali całego kraju. Za jego najważniejsze zadania uznano:

zabezpieczenie wpływu na obsadę stanowisk kierowniczych, właściwy dobór

kadr pozostałych na rekrutację doktorantów oraz dobór kandydatów na wyjazdy zagraniczne;

zorganizowanie samoczynnej sieci informacji, pozyskiwanie informacji, ichselekcja i opracowywanie;

przekazywanie informacji do zainteresowanych komórek Departamentu I, II i III;

pomoc Departamentu I i II w realizacji przedsięwzięć operacyjnych na terenie obiektu;

pomoc w sprawach operacyjnego rozpracowania, prowadzonych zarówno przez Departament III jak i Departament I i II….

Centralizacja systemu oświaty i nauki

 

baner-historia-prl3

Centralizacja systemu oświaty i nauki

w: Nauka w komunizmie

fragment książki  

Człowiek i nauka – Piotr Jaroszyński

wyd. Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Lublin 2008

Manipulując znaczeniem słowa „wolność” komuniści deklarują swobodę prowadzenia badań naukowych, praktycznie pogłębiają centralizację i kontrolę. Wolność w rozumieniu marksistowskim ma wymiar wyłącznie historyczny, stąd coraz większą ingerencję aparatu władzy w życie uczelni określali mianem wolności, ale historycznie uwarunkowanej. 70

Likwiduje się autonomię uczelni. Na Uniwersytecie Moskiewskim rektora nie wybiera senat, lecz jest on mianowanym przez Ministerstwo Wyższego Wykształcenia, a sam senat, zwany radą uniwersytecką, też podlega owemu ministerstwu.71 Również dziekana nie wybiera Rada Wydziału, lecz jest on mianowany przez Ministerstwo. W Polsce Minister Oświaty powoływał, i to na czas nieokreślony, rektorów, prorektorów, dziekanów i prodziekanów. Ten sam minister mógł ich w każdej chwili odwołać.72 Ingerencja ministerstwa miała sięgać nawet do stanowiska asystenta.73

Centralizacja systemu szkolnictwa znalazła swoje odbicie nie tylko w upaństwowieniu placówek edukacyjnych wszystkich szczebli i podporządkowaniu ich odpowiedniemu ministerstwu (Ministerstwo Oświaty), ale także odebranie autonomii stowarzyszeniom naukowym. Szczególnie wymownym przykładem jest tu likwidacja Polskiej Akademii Umiejętności oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, oraz innych mniejszych stowarzyszeń, a powołanie w ich miejsce Polskiej Akademii Nauk.

Do roku 1951 największą organizacją naukową była Polska Akademia Umiejętności, posiadająca wielkie tradycje zarówno z czasów rozbiorów jak i okresu międzywojennego. Jej genezy szukać należy w Towarzystwie Naukowym, które powstało w 1815 r., a następnie w Akademii Umiejętności, którą powołano w roku 1872 i którą przekształcono w roku 1919, gdy Polska odzyskała niepodległość, na Polską Akademię Umiejętności.

Nie była to agenda państwowa, lecz suwerenne stowarzyszenie naukowców, które posiadało własne zaplecze materialne i finansowe dzięki różnym fundacjom i donacjom, i które organizacyjnie było niezależne od władzy politycznej.74

Po II wojnie światowej środowisko PAU świadome dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz kraj, w dalszym ciągu stawiało silny opór próbom zawłaszczenia i ideologizacji nauki polskiej. Wtedy to komuniści powzięli idę powołania „centralnej komórki koordynującej badania naukowe” i „ustalającej wytyczne ich planowania”. Taką państwową instytucją miała być Polska Akademia Nauk. Nazwa bardzo wzniosła, ale trzeba przypomnieć, że jej wzorem była akademia nauk Związku Sowieckiego, czyli Radziecka Akademia Nauk, uznana za przodującą w świecie, a dla której utworzono analogiczny odpowiednik w języku polskim.75

Polską Akademię Nauk powołano w roku 1951 na I Kongresie Nauki Polskiej – był to najczarniejszy okres stalinowskiego terroru. Wówczas prof. Jan Dembowski, który wkrótce został pierwszym prezesem PAN, kończąc swoje przemówienie, nawoływał: „Wzywam wszystkich uczestników Kongresu do swobodnego wypowiadania się, do twórczej współpracy w dziele przebudowy naszej nauki i jej powiązania z potrzebami kraju, który buduje dla siebie i na pożytek całej ludzkości nowy ustrój społeczny: ustrój socjalistyczny”.76

Naukę polską włączono do planu tworzenia globalnego socjalizmu. Potwierdził to uroczyście przewodniczący PAN podkreślając, że nauka ma opierać się na „metodologii materializmu dialektycznego i historycznego”.77

Pod wpływem politycznych nacisków dwa największe (i niepaństwowe) stowarzyszenia naukowe – Polska Akademia Umiejętności i Towarzystwo Naukowe Warszawskie – nie tylko poparły ideę powołania jednej centralnej i państwowej instytucji, ale zrezygnowały z dalszej działalności, oddając PAN „cały swój dorobek, doświadczenie, czynne placówki naukowo-badawcze oraz majątek”.78

Jak Rada Główna do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego podlegała ministrowi, tak Polska Akademia Nauk podlegała Prezydium Rządu. Oba organy, a w związku z tym i nauka w sensie organizacyjnym i w sensie merytorycznym, nabrały charakteru polityczno-ideologicznego. Władze komunistyczne umiejętnie przejęły sowiecki wzór organizacji nauki w nowych warunkach politycznych, zaskarbiając sobie do współpracy wielu dawnych ideologicznych przeciwników z szacownego grona profesorów, zwanych starszyzną. Owa „starszyzna” swoją obecnością uwiarygodniła system w oczach środowiska akademickiego, nie wahając się pisać peany na cześć samego Józefa Stalina.79

W 1951 rząd PRL-u utworzył Centralną Komisję Kwalifikacyjna dla Pracowników Nauki. Jej status, zakres działania, a nawet nazwa co pewien czas ulegały zmianie. Ale ponieważ akty prawne dotyczące tej instytucji nigdy nie były w całości zebrane w jednej publikacji, trudno więc śledzić wszystkie niuanse związane ze zmianami, najczęściej w kontekście przełomów politycznych.

Początkowo był to organ, którego zakres działań obejmował sprawy nadawania tytułów naukowych docenta, profesora nadzwyczajnego i profesora zwyczajnego oraz zatwierdzanie uchwał o nadaniu stopnia naukowego kandydata nauk i doktora nauk.80

W 1958 r. CKK otrzymała nową nazwę: Komisja Kwalifikacyjna, i podporządkowana została Polskiej Akademii Nauk, ale ta była z kolei podporządkowana Prezydium Rządu, więc pośrednio Komisja Kwalifikacyjna zachowała charakter polityczny.

Zakresy działania Rady Głównej i Komisji Kwalifikacyjnej zaczęły się krzyżować, a w ich centrum znalazła się kariera naukowca, który musiał wspinać się po coraz nowych szczeblach, zabiegając o pozytywne opinie. A pole działania CKK było szerokie, zwłaszcza z uwagi na to, że rozbudowano system stopni i tytułów naukowych.

W okresie międzywojennym i tuż po wojnie magisterium było niższym stopniem naukowym, a doktorat – wyższym. W 1951 r. zamieniono te stopnie, idąc za wzorem sowieckim, odpowiednio na kandydata nauk i na doktora nauk, gdy samo magisterium oznaczało tylko dyplom ukończenia studiów.

Od 1920 do 1958 r. docentura nie była stopniem naukowym, lecz funkcją, a habilitacja oznaczała procedurę, która doprowadza do prawa wykładania w szkole wyższej. W 1958 r. doktorat stał się niższym stopniem naukowym, a wyższym – docentura.

Ale ustawą z roku 1951 wprowadzono też nową kategorię, która nigdy w nauce polskiej nie istniała – tytuł naukowy. Były takie oto tytuły: profesor zwyczajny, profesor nadzwyczajny, docent, adiunkt, starszy asystent, asystent. W 1958 r. kategorię „tytułu” zawężono już tylko do profesorów. Wcześniej mianował profesorów minister, a od 1958 r. Rada Państwa.

W 1965 r. tytuł nadawała Rada Państwa, a mianowanie ponownie przychodziło od ministrów (Sekretariat Naukowy w Akademii). Trudno śledzić tu wszystkie zmiany, ale jeden z prawników, zasłużony dla państwa ludowego, nie wahał się już w 1971 r. określić całej sytuacji mianem „gmatwaniny przepisów o stanowiskach, stopniach i tytułach naukowych”.81

Rodzi się pytanie: po co tak skomplikowany system, po co taka „gmatwanina”? Odpowiedź jest prosta: to nie chodziło o rozwój nauki ani o prawidłową karierę adeptów nauki.

Chodziło o to, aby przez cały okres zatrudnienia władza mogła kontrolować naukowców, a temu właśnie sprzyjał rozbudowany system „tytułów i stopni naukowych”, niczym hierarchia urzędów po reformie Piotra Wielkiego w carskiej Rosji.

Sytuację tę trafnie wyjaśnia W. Rolbiecki: „Kluczowym ‚osiągnięciem’ pod tym względem było ogromne pomnożenie formalnych szczebli kariery naukowej, tj. kolejnych stopni i tytułów. Jest ich obecnie (nie licząc magisterium) siedem – co plasuje nas w ścisłej czołówce światowej, daleko przed krajami Zachodniej Europy i Ameryki Północnej. Pracownikom nauki osiąganie tych szczebli na ogół wypełnia życie aż do wczesnej starości, stanowiąc jeden z najdonioślejszych czynników sterujących, nie tylko ich badaniami, lecz w ogóle ich postępowaniem, z niewątpliwą korzyścią (w cudzysłowie) dla dzieła stabilizowania i uspokajania tej grupy społecznej, lecz z nie mniej ewidentną szkodą zarówno dla wyboru tematyki podejmowanych badań, jak i kształtowania moralno-zawodowych postaw badaczy. System ustawicznego ubiegania się o kolejne stopnie i tytuły oraz – co się z tym wiąże – zabieganie o względy ‚starszych’ jako potencjalnych egzaminatorów, recenzentów, członków komisji oceniających dorobek itd., premiując postawy konformistyczne kandydatów, musi bowiem niekorzystnie wpływać na ich sylwetki moralne, a także dokonywać wśród nich negatywnej selekcji, pod tym samym względem.”82

W upadku komunizmu ta „gmatwanina” stopni i tytułów nadal w Polsce obowiązuje. Dzięki temu zamiast promować autentyczną twórczość naukową, generowane są postawy konformistyczne, w odniesieniu do osób (recenzentów, członków komisji), doboru tematów, a także w stosunku do będącej na czasie ideologii, jednej z wersji marksizmu jak Szkoła Frankfurcka lub postmodernizm.

Aż po dziś dzień osoba, której dorobek naukowy został oceniony jako niedostateczny, nie ma prawa do merytorycznej obrony. Wprawdzie dziś dotyczy to tylko kandydatów do tytułu profesora, ale do roku 2004 dotyczyło to również habilitacji, a wcześniej, w czasach PRL-u nawet stopnia doktora.

Autorzy recenzji byli anonimowi, a głosowania – tajne. Rolbicki odważnie, jak na czasy PRL-u, zauważa, że takie metody były demoralizujące i prowadziły do selekcji negatywnej naukowców, ułatwiając dokonywanie wielu nadużyć.83

Również prokomunistycznie nastawiony J. Kaczmarek ubolewa, że jednak „ujemną stroną formalizacji systemu kształcenia kadr jest preferowanie przez pracowników nauki w niektórych latach życia tytułów i stopni naukowych nad to, co powinno stanowić wartość najwyższą, tj. samą twórczość naukową.”84

Mimo tych krytycznych uwag, jakie wysuwano w środowiskach akademickich, system przetrwał komunizm, pozwalając na kontrolę tytułu naukowego przez środowiska, które karierę naukową zdobywały w PRL-u opierając swą twórczość na zasadach marksizmu, a nawet marksizmu-leninizmu.

Bibliografia:

 

71 M. Choynowski, Nauka i uczony … art. cyt., s. 29.

72 M. Jaroszyński, Nowy etap organizacji szkolnictwa wyższego, Życie nauki, nr 1-2, 1952, s. 54.

73 E. Krassowska, Nowe zadania…, art. cyt., s. 147.

74 W historii stowarzyszeń, instytutów czy akademii naukowych obecne były trzy tendencje. Pierwsza to organizacje o charakterze społecznym, należąca do samych naukowców, jak np. Accademia dei Lincei (Rzym, 1603-1630), druga to organizacje będące własnością bogatego arystokraty lub biznesmena, jak np. Accademia del Cimento (Florencja, 1657-1667), należąca do Ferdynanda II Medyceusza, księcia Toskanii, trzecia to organizacje państwowe, które najpierw zaczęły powstawać we Francji już w XVII w., jak np. Académie Royal des Sciences (1666). Tym ostatnim tropem poszły Prusy i Rosja, natomiast tradycja polska najbliższa była tendencji pierwszej. W instytucjach zakładanych przez państwo naukowcy otrzymywali pensję oraz niezbędne pomoce naukowe, ale z drugiej strony za cenę rezygnacji z wolności badań, ponieważ musieli wykonywać zadania, jakie im władze zlecały. Zob. W. Rolbecki, Walka o..., art. cyt., s. 221n.

75 E. Krassowska, Nowe zadania…, art., cyt., s. 143.

76 Przemówienie prof. Jana Dembowskiego na otwarcie Kongresu Nauki Polskiej, Życie nauki, nr 7-8, 1951, s. 650). O tym, że PAN będzie wierny idei budowania społeczeństwa socjalistycznego, zapewniali w liście do Józefa Stalina Prezes PAN Jan Dembowski i Sekretarz Naukowy Stanisław Mazur, Życie nauki, nr 3-4, 1953, s. 2,

77 J. Dembowski, O warunkach rozkwitu nauki polskiej, Życie nauki, Nr 3-4, 1952, s.

78 Przemówienie prof. Kazimierza Nitscha, prezesa Polskiej Akademii Umiejętności, ibid., s. 663; Przemówienie prof. Wacława Sierpińskiego, prezesa Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, ibid., s. 665.

79 W. Rolbiecki, Walka…, art. cyt., s. 222n.

80 M. Jaroszyński, Prawo pracowników naukowych, Wrocław 1971, s. 117.

81 ibid., s. 85.

82 W. Rolbiecki, Walka…, art. cyt., s. 224.

83 ibid., s. 224, przyp. 8.

84 J. Kaczmarek, Zarys…, art. cyt., s. 338.