Z dziennika wypadków w życiu akademickim w PRL

baner historia PRL

Z dziennika wypadków w życiu akademickim w PRL

[zapisane w : Estreicher Karol – Dziennik wypadków tom V 1973-77 (s.589-593)]  – Dla przyszłego historyka Uniwersytetu Jagiellońskiego

„Podstawowym zadaniem szeregów partyjnych („POP”) jest „umacnianie i pogłębianie socjalistycznych treści w życiu Uczelni„. Wymaga to dysponowaniem liczną kadrą odpo wiedzialnych i „ofiarnych” działaczy — członków Partii.

Wzrost szeregów partyjnych od 1968 roku jest największą troską czynników partyjnych UJ.

Rozwinięto szeroką akcję re krutacyjną wśród młodszych pracowników, stażystów i asystentów”. Mimo obietnic, mimo przywilejów i korzyści nadawanych kandydatom partyjnym (pensji, mieszkań, paszportów i wyjazdów zagranicznych) napływ kandydatów od lat jest marny. Z pomiędzy asystentów i studentów mało kto zapisuje się w szeregi komunistów. Członkami organizacji partyjnej w Uniwersytecie Jagiellońskim są głównie urzędnicy administracji, niemal z reguły (na wyższych stanowiskach!) łapownicy i rozrabiacze. także (na Wydziale Prawa) krypto mi licjanci i tajniacy udający studentów, a rozsiani w domach akademickich.

Poziom ideowy aparatczyków partyjnych jest bardzo niski. Nikt z nich nie wierzy w hasła głoszone oficjalnie na zebraniach, kursokonferencjach, na poufnych sympo zjach. Partyjni asystenci, adiunkci, docenci, a także profesorowie wstydzą się swej przy należności do Partii. Nie mówią o tym. Największą dla nich przyjemnością jest jeżeli ktoś udaje, że nie wie. Partyjny nigdy — ale to nigdy — nie oświadczy, że jest partyjnym. Największym nietaktem (można za to grubo zapłacić!) jest uczynić jakąkolwiek aluzję do Partii i przynależności do niej.

Do dobrego wychowania, do obyczaju należy — jeże li już ktoś się dowie, że drugi jest partyjny, lub gdy ktoś się przyzna do przynależności do Partii — do dobrego tonu należy wyrazić zdziwienie i zaskoczenie („tak?! — Pan na leży do Partii; nie wiedziałem o tym”.) Na temat Partii się nie mówi, nie wymienia tego słowa. Dlaczego? Bo wszyscy, a przede wszystkim partyjni wstydzą się. Boją się, wsty dzą, nie wiedzą co z tą przynależnością partyjną zrobić. Być dumnym czy ukrywać się? Wolą (z wyjątkiem oficjalnych działaczy „aktywistów”), jak długo się da, ukrywać się.

Innym sposobem (szeroko stosowanym) to udawanie liberała. Czasem może i jest to szczere, ale zawsze bez świadków. Partyjny rozgląda się dobrze, a potem daje poznać, że jest po stronie rozmówcy, że to co się dzieje w Polsce jemu też się nie podoba, że dążyć należy (tu rozgląda się jeszcze raz) do zmian… Myśli, że bezpartyjnego kolegę, pracow nika, podwładnego wyciągnie na zwierzenia. Nie wie, że na ogół ludzie — społeczeństwo — informują się wzajemnie i ostrzegają przed partyjnymi. Jakże często na Uniwersytecie Jagiellońskim słyszę i na odwrót (i ja to także czynię): „proszę uważać XYlub NN jest partyjny.” Czasem daje się do poznania, że „to bardzo porządny człowiek choć partyjny.”.

Rektor Karaś celuje w metodzie prowokowania zwierzeń, i gdy tylko zamkną się drzwi rektoratu zaczyna rozmowę tonem budzącym zaufanie. Pyta o problemy uniwer syteckie i wyciąga na zwierzenia i donosy. Ponieważ profesorowie, zwłaszcza młodsi, chcą mu się przypodobać więc potakując zaczynają mu opowiadać swoje ambicje i kło poty. Nie wiedzą, że Pan Rektor („Jego Magnificencja”) nie tylko słucha, ale wszystko jest notowane na taśmie podsłuchowej.

Osobny rozdział w życiu uniwersyteckim to donosy . Celują w tym przede wszystkim urzędnicy zwani szumnie dyrektorami administracyjnymi. Jest ich aż czterech. Naczelnym jest Sporek — prymityw na poziomie murarza, albo majstra budowlanego, i jego zastępcy: Turski (poziom konduktora autobusowego, nie! kontrolera!), niejaki Błachut (wyraźny agent Urzędu Bezpieczeństwa) i buchalter, „kwestor”, niejaki Bunsch (syn malarza, intrygant i złośliwiec). Dyrektorzy ci zostali przydzieleni Uniwersytetowi z Zakładów Wapiennych czy Kruszywa, z Azotów czy z czegoś podobnego. Woła ich „JM Rektor” i wysłuchuje codziennie ich donosów na siebie wzajem i na profesorów.

W rękach tych niedokształconych, opanowanych manią władzy urzędników znajdują się losy około 20 tysięcy osób: awanse, pensje, mieszkania. Wszyscy są uzależnieni od de cyzji „obywatela Rektora”, decyzji bezapelacyjnych i niekontrolowanych.

Senat akademicki właściwie nie istnieje. Zasiadają tam mianowani dziekani (partyjni), zastraszeni prorektorzy, urzędnicy administracyjni uzależnieni od Karasia, delegaci Partii i młodzieży. Senat nie ma żadnego znaczenia. Nuda i fałsz panują na posiedzeniach.

Donosy, oskarżenia, intrygi — to codzienna porcja rektora (mianowanego!) Mieczysława Karasia. Lubuje się on w tego rodzaju postępowaniu. Pławi się z lubością w płot kach. On, prowincjonalny członek KC Komisji Kontroli Partyjnej w Warszawie. Tam nie ma żadnego znaczenia, ale tu w Krakowie jest bardzo ważny.

Nałykawszy się plotek i donosów „ob. J.M. Rektor” zaczyna przyjmować strony…

Profesorów nie widzi się w rektoracie. Z teczkami i sprawami przybywają prorektorzy (jest ich czterech: Hess, Surma… i Wójcik). Każdy z nich się podlizuje, jak tam umie i może, ale to i tak nie chroni ich od besztania i obrażania przez „obywatela rektora”. Rektor bowiem (bez jednego oka, a źle, bardzo źle widzący na drugie) łatwo wpada w rozdrażnienie, a pewny swej bezkarności rozpoczyna rozmowę od besztania. Potem dopiero zaczyna załatwiać sprawy.

Karaś jest człowiekiem bystrym, szybko się orientującym, szybko się decydującym, energicznym, ambitnym. Ma znajomość ludzi i spraw środowiska inteligencji. Obdarzo ny jest doskonałą pamięcią, tak jakby natura wynagradzała mu kalectwo. Te zalety i ta lenty powiększa wykształcenie językoznawcy nabyte w dobrej szkole Nitscha i Taszyckiego (w latach 1945-1955). Od 1957 roku zajmuje w Uniwersytecie decydujące i władcze stanowiska: dziekan, sekretarz organizacji partyjnej, prorektor, rektor. Praco witość i ambicja wybicia się sprawiły, że wysunął się na czoło. Spryt pozwolił mu zyskać zaufanie dygnitarzy partyjnych w Warszawie. Lata 1944 i 45, gdy służył w Milicji Ludo wej dały mu bezcenne związki z dzisiejszymi dygnitarzami tajnej służby bezpieczeństwa. Dostęp do tek i papierów personalnych UJ pozwala mu być poinformowanym o kolegach. Zna ich zalety, charaktery, ale także i ich grzechy… Dla słabych jest wyniosły i brutalnych, dla silniejszych od siebie uniżony, grzeczny i posłuszny.

Wady i świństwa charakteru przewyższają zalety. Karaś jest zepsuty władzą. Od lat przeszło dwudziestu jest przyzwyczajony do świetnych dochodów, do tego, że ciągle idzie w górę, do uniżoności, do obsługiwania przez urzędników, do auta, do hołdów, gronostajów, łańcuchów, do szoferów, do uległości słabszych i do uległości wobec moc niejszych. Stracił równowagę, tak jak to bywa z władcami i dygnitarzami. Przyzwyczaił się, że awansuje, że każdy rok Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Jagiellońskie go (mit w społeczeństwie ciągle działa!) wynosi go o stopień w górę. Drażni go już nie tylko każde niepowodzenie, ale i każda przeszkoda…

Do tego dołącza się skrajna za zdrość i zawiść. Jak zawsze u ludzi, którzy intelektualnie zardzewieli, jest chorobliwie zazdrosny o cudze sukcesy czy osiągnięcia, zazdrosny o stanowisko, o posiadanie. Wieczne rozdrażnienie i kłopoty na stanowisku rektora pogłębiają te słabe strony cha rakteru. Stosunki domowe ma także nie najlepsze! Córka, która ukończyła anglistykę, ojca nie lubi. Niemal na siłę została, teraz w tym roku, sprowadzona z Anglii, gdzie chciała zostać, „wybrać wolność” — co złamałoby karierę ojca.

Na Uniwersytecie, do chwili mianowania Karasia rektorem, stosunki nie były inne. Organizacja partyjna składała się z kilku, kilkunastu profesorów i z urzędników administracyjnych o bardzo niskim poziomie umysłowym.

W 1968 roku, przed dziesięciu laty, Karaś obiecał zmienić ten stan rzeczy. Zabrał się do tego w sposób sprytny, a bezwzględny. Przede wszystkim zamienił urzędników administracyjnych. Usunął sta rych partyjnych łapowników, jak np. Wlodka i Hajeca („dyrektorów administracyjnych”). Wyrzucił ich odkrywając ich grzechy, a na ich miejsce sprowadził nowych, złośliwszych, bezwzględniejszych i bardziej tępych. Na poufnych posiedzeniach tzw. Małego Senatu dał im do poznania, że profesorowie i asystenci są na Uniwersytecie złem koniecznym, że zadaniem uczelni jest nie uczyć lub szerzyć wiedzę — ale przede wszystkim panować nad młodzieżą, aby przypadkiem się nie burzyłai za dużo nie gadała.

Sporek, były dyrektor z fabryki Azoty czy przetwory wapna (i jego towarzysze)  zrozumieli w lot te intencje Karasia. Kierowniczką spraw personalnych profesorów zostala przystojna, umalowana, upięta, ufryzowana i uperfumowana pani Irena Koziołowa, jeszcze nie tak dawno dziewczyna na posyłki, bez szkoły średniej, bez cienia wykształcenia, której Partia nadała rozmaite tytuły: maturę, magisteriat, etc. Wszystko to było sztuczne, fałszywe. Mały buchalter Bunsch będący na poziomie księgowego z zakładu produkcyjnego został naczelnym kwestorem. Otrzymał ogromne fundusze i nieograniczone możliwości. Intrygował i donosił na profesorów do rektora. Profesorowi Buszce rektor odebrał kierownictwo wydawnictwami, a przyznał je pani Hanauskowej, rzeko mej docentce (!) prawa, a w rzeczywistości pracownicy milicji.

W ciągu ostatnich pięciu lat, gdy tylko Karaś utwierdził swą władzę, w sposób istotny naruszył dawny Uniwersytet — zmienił go, i to na gorsze.

Profesorowie wszystkich wydziałów zamilkli. Starsi ustąpili, a młodsi, jeśli tylko nie są partyjni — milczą. Na wydziałach przyrodniczych panuje głucha niechęć w stosunku do rektora.

Hulają urzędnicy. Rządzą Domami Akademickimi, przebudowują, urządzają, zaku pują. Stare meble uniwersyteckie (jakże często zabytkowe!) zostają porąbane, a na ich miejsce urzędnicy — „zaopatrzeniowcy” kupują liche nowe. Przerób. Premia. Łapówki od dostawców uspołecznionych.

Prawdziwa nauka pod rządami Karasia ustała. Na to miejsce wystąpiła czcza propa ganda.

Rzekomo rozbudowano naukowe studia dla tzw. Polonii zagranicznej (idą na to miliony złotych), potworzono niby-naukowe zakłady „badań”nad dziejami emigracji w Stanach Zjednoczonych i nastąpiła zaraźliwa moda zawierania rzekomo „naukowych umów”.

Rektor i jego grzeczni asystenci jeżdżą gdzie się da za granicę i tam zawierają umowy o współpracy z jakimiś prowincjonalnymi uniwersytetami. Nic z tego nie wyni ka prócz bankietu, diet, reklamy w gazetach. Gdy już owe zagraniczne umowy o współ pracy się skończyły zaczęto zawierać umowy z tzw. „Zakładami pracy”. Znowu śniadanko, gadanie, podpisywanie aktu, wyjazd, hołdy, diety. Blagi te Karaś doprowadził do perfekcji, a usłużni, spodleli dziennikarze rozsławiają.

Krajowe umowy o współpracy nie dają dochodów i diet w dewizach. Znaleziono inne, głupie i nieuczciwe źródło —doktoraty honorowe. Chcąc się przypodobać ambasa dorowi Starewiczowi z Londynu Karaś nadał doktorat honorowy nie mniej nie więcej tylko Feliksowi Topolskiemu. Zresztą, jeszcze ten, w końcu artysta, niech będzie. Ale doktorat honorowy dla Piszka!? Piszek jest businessmanem w Filadelfii. To ciemnaosobistość. Rzekomo — tłumaczył się Karaś — miał zapłacić Uniwersytetowi w dola rach. Mówiło się o 50 tysiącach.Dla UJ nie wpłynęło nic! W Stanach Zjednoczonych mówi się głośno, że Piszek te pieniądze wpłacił… Ale komu? Podobnie pisał Zabłocki z Kongresu Stanów Zjednoczonych: „Gdzie podziały się dolary? Kto je ukradł?” Za doktorat honorowy Uniwersytetu w Sofii dla Karasia doktorat honorowy w Krakowie, etc., etc…

Karaś stracił zupełnie poczucie rzeczywistości. Bez ustanku zwołuje uroczyste posiedzenia, występuje w gronostajach, w łańcuchu, przy berle, upaja się hołdami i prowincjonalną czołobitnością. Całkowicie zanikła skromność. Utwierdziwszy się na krześle rektorskim, pewny bezkarności, żądny prowincjonalnych sukcesów, będąc pewny, że w ten sposób pójdzie do góry — wyżej, wyżej… Marzy mu się kariera polityczna — ministra, premiera, Przewodniczącego Rady Państwa. Upaja się możliwościami.

Nie wie, nie spostrzega, że wszyscy mają go dość. Przede wszystkim jego partyjni to warzysze, którzy też się chcą nałykać. W Warszawie opinia o Karasiu jest zła. Przed la ty pokłócił się z szoferem o nazwisku Nalepski i ten zaskarżył go do sądu. Sprawę udało się umorzyć, ale w KC w Warszawie zostały w teczce personalnej Karasia zeznania Nalepskiego o przyjaźniach Karasia z Haraschinem i innymi podobnymi figurami. Karto teka Karasia nie jest zamknięta. Ministerstwo ma przeciw niemu duże zastrzeżenia, a krakowska organizacja partyjna też przestała go kochać. Moim zdaniem — okaże się to w najbliższej przyszłości, za rok, półtora — rozpoczął się zmierzch Karasia.

Ale czy po nim nie przyjdzie ktoś gorszy? Na pewno nie przyjdzie lepszy. Ale nawet jak przyj dzie gorszy, to przez pierwszy rok będzie reformował, nagradzał, ustawiał swoich pro tegowanych. Czy prawdziwej nauce na Uniwersytecie pozwoli to żyć? „

UWAGI – jw

Niestety historycy UJ jakby tych dzienników nie czytali:

Lustracja dziejów Uniwersytetu  Jagiellońskiego

List otwarty do Prezesa Polskiej Akademii Umiejętności

Ja mogę tylko dodać, że ten opis nie jest dla mnie czymś niezwykłym, poza tym że jest ! W tamtych czasach też tam byłem i niejedno widziałem. Generalnie tak to odbierałem, choć z innej pozycji siedzenia.

Jak się na to zamknie oczy, jak się zamknie teczki z tych czasow i późniejszych, to można pisać takie dyrdymały jak wDziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego’ ale nibynaukowcom III RP – beneficjentom tamtych czasów i tamtych rektorów, towarzyszy, tępaków – bardzo się to podoba, a bardzo im się nie podoba jak ktoś napisze prawdę, której co prawda mają szukać (za pieniądze podatnika rzecz jasna) ale ją ukrywają, bo nauka, jak i zwykła przyzwoitość są im obce. Klonują sobie podobnych i nadal aktualne jest pytanie Czy prawdziwej nauce na Uniwersytecie pozwoli to żyć?’

Jakub Chlebowski – lekarz, rektor, podobno demoralizująco wpływał na środowisko akademickie i wykazywał wrogą postawę wobec PRL i ZSRR

baner krzywdzeni

Jakub Chlebowski w Wikipedii

(ur. 3 maja 1905Liwenhof na Łotwie, zm. 25 stycznia 1969Izraelu) – polski lekarz internista pochodzeniażydowskiego, naukowiec, pedagog, publicysta, społecznik, rektor i prorektor Akademii Medycznej w Białymstoku (obecnie Uniwersytet Medyczny w Białymstoku). Doctor honoris causa Uniwersytetu w Montpellier we Francji. Autor kilkudziesięciu prac naukowych i trzech podręczników medycznych.

Absolwent Uniwersytetu Wileńskiego1929. W latach 30. XX wieku był pracownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych w Wilnie. W czasie II wojny światowej został aresztowany przez sowietów i zesłany na w głąb ZSRR, przebywał w KomiKrasnodarze. Do kraju powrócił w 1945, wraz ze sformowaną w ZSRR, 1 Armią WP.

Po wojnie był pracownikiem Klinik Chorób Wewnętrznych w KrakowieŁodzi. Habilitował się w 1948 r. na AM w Łodzi. W 1954 uzyskał tytuł profesorski. Od 1951 r. był współorganizatorem i uczestnikiem odbudowy AM w Białymstoku, a także kierownikiem II Kliniki Chorób Wewnętrznych AM w Białymstoku.

Wstawił się za jedną ze swoich studentek, usuniętą z uczelni w 1953 r. na wniosek komisji dyscyplinarnej za zatajenie przynależności do podziemia antyhitlerowskiego. Podczas obrad komisji odwoławczej jako jedyny stanął w obronie studentki, dzięki czemu zachowała ona prawa studenckie.

W latach 19571959 piastował funkcję prorektora uczelni, a w latach 1959-1962 jej rektora.

Usunięty z uczelni na fali „wydarzeń marcowych”.

22 kwietnia 1968 r. odbyło się otwarte zebranie organizacji partyjnej, w którym uczestniczyli wszyscy pracownicy i studenci uczelni. W dokumentacji AM w Białymstoku znajduje się pismo Komitetu Uczelnianego PZPR z dnia 23 kwietnia 1968 r., o następującej treści:

Komitet uczelniany Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przy Akademii Medycznej w Białymstoku po rozpatrzeniu sprawy w dniu 22 kwietnia 1968 roku stawia wniosek do obywatela ministra zdrowia przez jego magnificencje rektora tutejszej uczelni o odwołanie profesora doktora Jakuba Chlebowskiego ze stanowiska kierownika II Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Białymstoku ze względu na wrogą postawę do Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Związku Radzieckiego.

16 października 1968 Chlebowski wyemigrował wraz z rodziną do Izraela.

25 stycznia 1969 zginął tam w wypadku samochodowym.

1990 r. władze AM w Białymstoku podjęły działania na rzecz uczczenia pamięci Chlebowskiego. Senat uczelniany jednogłośnie przyjął uchwałę o potępieniu decyzji usunięcia profesora z uczelni.

—————–

Białostocki marzec 1968 w sieci

GW,2008-03-10

Oświadczył, że wbrew zaleceniom partii weźmie udział w coctailu wydanym przez ambasadora USA i że w całej rozciągłości popiera politykę tego kraju. Równocześnie poddał zjadliwej krytyce władze centralne KW PZPR, w których – według niego – zasiadają same bałwany.

To tylko jeden z donosów, jakie w 1968 roku docierały do KW PZPR na profesora Jakuba Chlebowskiego, kierownika katedry i kliniki chorób wewnętrznych Akademii Medycznej w Białymstoku.

Informacje płynęły z różnych kierunków – partyjniacy wiedzieli, co profesor (zanotowany w ich aktach jako Jakub Chlebowski vel Frydman, narodowość i obywatelstwo polskie, bezpartyjny) mówi na zajęciach ze studentami czy podczas rozmów z kolegami z pracy.

Od donosów i informacji spreparowanych teczka rosła, a gdy zaczęła się marcowa antysemicka nagonka, profesor z Akademii Medycznej stał się ofiarą represji.

Ściganie medyka

Strona po stronie prześledzić można korespondencję wymienianą między KW PZPR w Białymstoku a górą, resortem zdrowia czy rektorem AMB, dotyczącą prof. Chlebowskiego i pokazującą, jak rusza machina nagonki.

Czytamy więc, jak to „z informacji SB wynika, że jest wrogo nastawiony do ustroju PRL i ZSRR„.

Że „na zajęciach często wtrąca dygresje na tematy społeczno-ekonomiczne w Polsce Ludowej, konfrontując je w oparciu o warunki płacy i pracy młodych lekarzy z okresu międzywojennego (informacja ta jest w trakcie potwierdzania)”.

Że „w sposób demonstracyjny pochwala agresję Izraela i anektowanie zajętych terytoriów arabskich”.

Że wreszcie „jego postawa wpływa demoralizująco na innych pracowników nauki i wywołuje zrozumiałe oburzenie”.

Władza przyczepić się mogła też do wyjazdów: w jednym z meldunków do wierchuszki niejaki major Kostrzewa pisał: „z racji zajmowanego stanowiska Chlebowski wyjeżdża prywatnie i służbowo na pobyt czasowy za granicę do państw kapitalistycznych i socjalistycznych. Wyjazdy te niejednokrotnie wykorzystuje do celów prywatnych, bowiem we Francji, Anglii i Izraelu mieszkają jego krewni i znajomi. Złożył dokumenty z zamiarem wyjazdu w maju do Francji, gdzie rzekomo ma wygłosić odczyt w Akademii Medycznej. Dostarczył nawet pismo rekomendujące na blankiecie ministerstwie zdrowia. Ze sprawdzonych źródeł nieoficjalnie wynika, że wyjazd taki ma inny charakter i chodzi tu o spotkanie się ze znanym naszej służbie adwokatem zamieszkałym w Tel-Awiwie, który specjalnie z Izraela przyjedzie w tym czasie do Paryża”.

—————–

„Pamięć” – reportaż Gabrieli Walczak

Radio Białystok- reportaże,

09 marca godz.12:05, :

9.3.2008

Podczas wydarzeń marcowych w 1968 roku w Białymstoku doszło do usunięcia z pracy w Akademii Medycznej profesora Jakuba Chlebowskiego. Wyemigrował do Izraela, tam po tygodniu zginął w wypadku samochodowym. Nie pogodził się z tym, że musiał wyjechać…
O atmosferze tamtych dni opowiada Irena Chlebowska Bennett – córka mieszkająca w Australii oraz studenci i asystenci profesora – Andrzej Kaliciński, Ida Kinalska, Irena Zabłocka, Jan Górski, Waldemar Nowak, Wojciech Pędich, Jan Stasiewicz, Józef Prokopczuk.


Chichot dziejów – lustracja UMK

baner-osrodki-lustro
Chichot dziejów
Głos UMK 12, 2008

Z prof. WOJCIECHEM POLAKIEM, przewodniczącym Komisji do Badania Ograniczania Autonomii UMK w latach 1968-1990, rozmawiają Winicjusz Schulz i Wojciech Streich

– Gorgolewski, Kus, Wolszczan, Kryszak (by odwołać się do niektórych przykładów z ostatniego czasu) – znani profesorowie z UMK okazali się TW, czyli tajnymi współpracownikami PRL-owskich specsłużb. Mówi się, że to dopiero początek listy. Czy w najbliższym czasie należy się spodziewać równie spektakularnych ujawnień?

– Moja komisja nie jest od ujawniania. Nie odpowiadam dziennikarzom na pytania o nazwiska, bo w ten sposób stworzyłbym atmosferę sensacji, która by uniemożliwiła jakiekolwiek działania. Więc ja nie mówię, czy są jeszcze jakieś przypadki współpracowników, chociaż oczywiście … są. Dziennikarze mają pełny dostęp do akt IPN-u i mogą te przypadki ujawniać.

Dotychczasowi TW z UMK najczęściej tłumaczyli uległość wobec specsłużb obawami o swą karierę naukową. Krótko rzecz ujmując: nie zgodzę się donosić, to nie dadzą mi paszportu, nie pozwolą wyjechać na stypendium, zablokują awans itd. Czy takie obawy były słuszne, czy raczej to tylko spekulacje samych TW, ale bez pokrycia?

– Jeśli chodzi o paszporty, to znam takie przypadki, że w wyniku odmowy podjęcia współpracy naukowiec nie dostawał zgody na wyjazd. To rzeczywiście była realna groźba. Z blokowaniem awansów sytuacja była bardziej złożona, bo tego służby nie mogły robić bezpośrednio. Są jednak przypadki blokowania awansów na UMK, ale to się działo na wyższym szczeblu, np. na szczeblu Komitetu Centralnego partii i dotyczyło awansów profesorskich. Czy istniało bezpośrednie przełożenie działań SB na te sprawy? Na pewno tak.

Przypuszczam, że uległość wobec esbeckich sugestii miała znaczenie przy zatrudnianiu.

– Pewnie tak, ale i tu też bezpośrednie działania podejmowały instancje partyjne. Pisałem o poczynaniach SB wobec duszpasterstw akademickich, gdzie była mowa o sekretarzu PZPR na UMK. Była taka notatka, w której sekretarz ten sugerował SB, że danego studenta należy pognębić na egzaminach, a następnie wyrzucić z dziekanatu jego ciotkę, bo student angażuje się w duszpasterstwo. Były więc pewne wspólne poczynania ubecko-partyjne, chociaż to się odbywało w sposób mniej widoczny.

Czy specsłużby przez długie lata utrzymywałyby agentów, z których nie było specjalnego pożytku, bo dostarczali informacji, jakie można było przeczytać na wydziałowej tablicy ogłoszeń?

– Aż tak nieistotnych informacji nie było. Jak już powiedziałem, każdy agent utajniał część informacji o osobach, które bardziej lubił. Na przykład prof. Kryszak zapiera się, że nie donosił na prof. Hutnikiewicza, i trudno udowodnić mu, że donosił, ponieważ w jego teczce osobowej wśród kilkudziesięciu donosów nie ma jakichś brzydkich donosów na prof. Hutnikiewicza, a są takie, że Profesor na przykład pisze nową książkę. W przypadku astronomów dotyczą one środowiska, plotek środowiskowych, spraw osobowych. W znacznej mierze są to charakterystyki kolegów, niekiedy nawet pozytywne. Tam polityki właściwie nie ma i nie ma raczej jakichś groźnych informacji. Ale z drugiej strony intensywność tej współpracy jest niesamowita – prof. Wolszczan w ciągu niecałych 10 lat złożył ponad 40 donosów, prof. Kus – dwa razy tyle. Zatem SB miała w tym środowisku znakomite rozeznanie. Tajni współpracownicy byli zazwyczaj leniwi. SB prosiła ich o własnoręczne pisanie donosów i rzeczywiście zazwyczaj pierwsze donosy były pisane własnoręcznie, ale z czasem współpracownikom przestawało się chcieć pisać, więc funkcjonariusze musieli sporządzać notatki. Dlatego w teczkach znajdują się w większości notatki urzędowe. Choć akurat prof. Wolszczan do końca pisał własnoręcznie sprawozdania na 3-4 kartki papieru podaniowego, więc jego pracowitość była wyjątkowa....

Krzysztof Wolak – TW „Andrzej”, psycholog UMK, od donoszenia na swoich pacjentów

baner-czlowiek-nauki

KRZYSZTOF WOLAK, doktor n. przyrodniczych, st. wykładowca

strona Katedry Psychologii UMK

1976 – mgr psychologii – UAM, Poznań, Psychologiczny mechanizm przyjęcia sugestii
1985 – dr n.przyr. AM Gdańsk – Technika Biofeedback w leczeniu osób jąkających się
wykładowca,
Koordynator Studiów Specjalnych Doradztwa Organizacyjnego i Personalnego
Działalność naukowa

Pobyty naukowe:
1987, Uniwersytet w Greifswaldzie, NRD, 1 miesiąc,
1988, Uniwersytet w Bielefeld, RFN, 1 miesiąc,
1988, Uniwersytet w Greifswaldzie, 1 miesiąc,
1992 Uniwersytet w Padwie, 2 tygodnie

Konferencje:
– 1985, Europejska Konferencja Towarzystwa Terapii Behawioralnej, Monachium ? referat: Kognitive Aspekte der Selbstkontrolle bei Biofeedback?Anwendung.
– 1987, Kongres Psychologii Stosowanej, Moguncja, referat: Grundlagenforschung, Praxis und Angewandte Psychologie: ein Beitrag aus polnischer Sicht.
– 1989, XV, Hochschulpaedagogische Tage, Greifswald ? referat: Interpersonales Training als Form einer psychologische Hilfe bei den Anpassungschwiergkeiten der Studenten der ersten Jahre.
– 1993, Colloquium on The Social Self, Social Identity and Social Orientations: Intergroup Differentation, Conexistence and Prejudice – Kazimierz Dolny, referat: The Me/We Perspective and Perception and Evaluation of Others.
– 1994, referat: Preference and Attitudes of Polish and French students in the economic Area . IAREP, Rotterdam
– 1995 referat: Enterpreneurship in diffrerent way, IAREP, Bergen
– 1996 referat: About Others from the We/Me perspective, ARARE, Paryż
-1997 referat: Sense of national identity and attitudes to other ethnic groups – research
proposal, ARARE, Londyn.
– 1998 referat: Is only one history about Jews and Polish, ARARE, Bruksela.

Przedmiot działalności badawczej:

– Problematyka samokontroli emocjonalnej
– Technika biofeedback
– Poznawcze wyodrebnienie własnej osoby
– Tożsamość własnej fizyczności,
– Stereotypy i uprzedzenia,

Publikacje:….

———

TW ”ANDRZEJ”- KRZYSZTOF WOLAK

abcnet

Młody psycholog w swoich donosach pisał o studentkach – opozycjonistkach, które przychodziły do przychodni po poradę. Podawał m. in. informacje o stanie psychicznym tych dziewczyn, o rezultatach testu psychologicznego, a także o informacjach na temat opozycji, które zdobył w czasie wizyt, a także przypadkowych spotkań ze swoimi pacjentkami.

[PRZYPIS: Odpis informacji tajnego współpracownika „Andrzeja” nr 79 z dnia 14 października 1979 r., przyjął kapitan Edward Dusza, Sprawa Operacyjnego Rozpracowania, kryptonim „Hanka”, t. I, IPN BY 081/307; wyciągi z informacji tajnego współpracownika „Andrzeja” nr 7/80 z 29 II 1980 r., nr 8/80 z 10 III 1980 r., przyjął kapitan Edward Dusza; Sprawa Operacyjnego Rozpracowania „Petycja”, IPN BY 081/321; meldunek operacyjny OE – 5/80, IPN BY 081/321.]

Prowadzącym TW „Andrzeja” był zastępca naczelnika Wydziału III KW MO kpt. Edward Dusza. TW „Andrzej” bywał na spotkaniach Duszpasterstwa Akademickiego. W dniach 21 – 25 IV 1980 r. o. Władysław Wołoszyn zorganizował cykl wykładów Bohdana Cywińskiego. Aktywni w dyskusjach po wykładach byli Wiesław Cichoń i asystent Zakładzie Filozofii UMK Andrzej Zybertowicz. Znajomość tych dwóch osób zafrapowała SB i „Andrzej” otrzymał polecenie rozpoznania poglądów Zybertowicza. Dokonał tego w dłuższej rozmowie i napisał sprawozdanie.

[PRZYPIS: Meldunki Operacyjne z 29 IV 1980 r. i 17 VI 1980 r. sporządzone przez kapitana Bogdana Ścisłka, fotokopie teczki Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Wiesław” dotyczącej Wiesława Cichonia, IPN BY 0104/53.]

Krzysztof Wolak ukończył psychologię na UAM w Poznaniu w roku 1976 i od tego czasu aż do 1984 r. pracował w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. W 1984 r. podjął pracę na UMK jako pracownik naukowo-dydaktyczny. W 1985 roku obronił doktorat na Akademii Medycznej w Gdańsku. (Tak wiec praca w Poradni Psychologicznej na UMK w latach 1970-ych była dorabianiem do głównego etatu poza uczelnią), wymienia go „Skład osobowy UMK” za r. 1979 na str. 135, jako jedynego pracownika Poradni Psychologicznej w Akademickiej Przychodni Lekarskiej.: „Skład osobowy UMK”, Toruń maj 1979 r., na str. 135 podaje: Poradnia Psychologiczna – Psycholog: mgr Krzysztof Wolak (tylko 1 osoba do wyboru). Mgr Wolak, obecny dr Wolak, nauczyciel akademicki na UMK, to ta sama osoba, urodzona we Wroclawiu 10 kwietnia 1950 roku.

KRZYSZTOF WOLAK posiada certyfikaty dostępu do informacji niejawnych, jak też do problematyki psychologicznych sylwetek osób zaangażowanych w terroryzm. Człowiek, który ze względu na swoją mało komu dotychczas znaną przeszłość mógł być podatny na szantaż za pomocą groźby jej ujawnienia, Miał do czynienia z obszarami wrażliwymi ze względu na PUBLICZNE bezpieczeństwo… W przeszłości, popełniając uczynki, analogiczne do naruszania tajemnicy lekarskiej, tj. nadużywając (na rzecz SB) zaufania osób, korzystających z jego porad, miał do czynienia z obszarem PRYWATNEGO bezpieczeństwa tych, którzy przychodzili do Poradni Psychologicznej.

TW „Andrzej” w III RP jest oczywiście biznesmenem. Posiada firmę „Cogito”, zajmującą się rekrutacją i szkoleniem w dziedzinie zarządzania personelem. Oj zarządzać to on potrafi, no i posiadanie kwalifikacji psychologicznych już udowodnił. Szkoda, że nie uczy już młodzieży na większą skalę, gdyż z powodu nie napisania habilitacji, został przekwalifikowany na starszego wykładowcę w Katedrze Psychologii.

———–

Zarządzanie zasobami ludzkimi a ochrona informacji niejawnych

——–

Rola zarządzania zasobami ludzkimi w procesie zwalczania zjawiska korupcji

dr Krzysztof Wolak Katedra Psychologii UMK, w Toruniu,

Kierownik Specjalnych Studiów z Zakresu Doradztwa Personalnego i Organizacyjnego UMK

—————

TW ,,Andrzej”

Agent się przyznaje

Dominik Wójcicki 24-06-2005
Doktor Krzysztof Wolak ps. ,,Andrzej”, psycholog z UMK współpracujący z bezpieką, prosi o wybaczenie. Zapewnia, że nie chciał nikogo skrzywdzićAgenturalną przeszłość dr. Wolaka ujawnił jesienią ub. roku na łamach ,,Głosu Uczelni” prof. Wojciech Polak. Zarzucił Wolakowi, że w latach 1979 – 80, gdy pracował on w przychodni akademickiej, pisał donosy do SB – z notatek odnalezionych w archiwach IPN wynikało, że psycholog relacjonował bezpiece stan psychiczny pacjentek.

W najnowszym ,,Głosie Uczelni” Wolak przedstawia swoją wersję wydarzeń. Nie wypiera się kontaktów z SB, ale zaznacza, że przekazywane przez niego informacje nie mogły nikomu szkodzić. Powody współpracy tłumaczy deklaracją złożoną bezpiece w 1970 r. Podpisał ją, bo jak twierdzi, obawiał się, że odmowa uniemożliwi mu studia. – W 1980 r. pan z SB powołał się na tę rozmowę, prosząc mnie o wyjaśnienia w sprawie udzielanych urlopów zdrowotnych – pisze Wolak i jednocześnie apeluje o zrozumienie swoich dawnych zachowań. – Jest to dla mnie wyjątkowy dramat. Przez całe życie starałem się pomagać innym, a nie szkodzić – dodaje. I zapewnia, że jest gotów zmierzyć się z problemem swojej dawnej współpracy i zadośćuczynić wszystkim poszkodowanym.

Jego oświadczenie nie spotkało się jednak ze zrozumieniem prof. Stanisława Salmonowicza, szefa zespołu doradzającego rektorowi w sprawie naukowców z UMK współpracujących z SB. – W świetle oficjalnych materiałów IPN oświadczenie dr. Wolaka uznać należy za niewystarczające, bowiem przez wiele lat był tajnym współpracownikiem KWMO w Toruniu – twierdzi prof. Salmonowicz na łamach „Głosu Uczelni”.

W opinii prof. Jana Kopcewicza, rektora UMK stanowiska obu stron kończą sprawę agenta ,,Andrzeja”.

Maria Turlejska – TW „Ksenia”, historyk ubecki, skierowany do PAN w III RP

baner-czlowiek-nauki17

Maria Turlejska w Wikipedii

Maria Turlejska (z domu Zieleńczyk[1]) (ur. 23 sierpnia 1918 w Warszawie, zm. 16 lipca 2004 w Warszawie) – polska socjolog, historyk i publicystka. Była profesorem i wykładowcą w Uniwersytecie Warszawskim, Wojskowej Akademii Politycznej i Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracowała z „Polityką”. Jako historyk specjalizowała się w dziejach najnowszych Europy.

Losy i sama postać prof. Turlejskiej była mocno kontrowersyjna. Tuż przed wojną wyszła za mąż za działacza Komunistycznej Partii Polski Jana Turlejskiego. Poznała go bywając na spotkaniach „Spartakusa” i Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej podczas swoich studiów u Stanisława Ossowskiego. Lata 19391941 spędziła wraz z mężem w Łomży pod okupacją sowiecką. Po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej mąż Turlejskiej jako deputowany do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi ewakuował się z Armią Czerwoną do Moskwy i potem zginął w czasie próby przerzutu do Polski, gdzie jako członek „Grupy Inicjatywnej” miał odbudowywać partię komunistyczną. Sama Turlejska przedostała się do Warszawy i tam po powstaniu Polskiej Partii Robotniczej aktywnie włączyła się w jej działalność. Była zecerem w tajnej drukarni PPR, należała do Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, a w powstaniu warszawskim walczyła na Starym Mieście

Po zakończeniu wojny funkcjonowała w aparacie władzy komunistycznej. Uczestniczyła m.in. osobiście w fałszowaniu wyników[2] referendum ludowego pod hasłem „3 × TAK” w czerwcu 1946. W latach 19471948 była szefową Wydziału Historii Partii KC PPR; jej zadaniem było m.in. wprowadzenie takich zmian do programów nauczania historii, które wygodne były dla władz komunistycznych i które zacierały fakty dowodzące istnienie konfliktów w historii stosunków polsko-rosyjskich. Ściśle w tym czasie współpracowała z Władysławem Gomułką.

Według zachowanych w IPN danych Turlejska została także w tym czasie (1950) zwerbowana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego; miała tam funkcjonować jako TW „Ksenia”[3][4], prowadzona przez płk. Józefa Światło. Zachowało się około stu meldunków pisanych przez Turlejską, głównie o pracownikach Uniwersytetu Warszawskiego, Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR i Wojskowej Akademii Politycznej. W późniejszych latach Turlejska zerwała podobno kontakty z tajnymi służbami. W 1955 została usunięta z PZPR, później jednak, po dojściu Gomułki do władzy, ponownie wróciła do łask aparatu partyjnego.

Po roku 1970 ekipa Gierka raz jeszcze usunęła ją z kręgów zbliżonych do władzy; jej książkę „Zapis pierwszej dekady” z roku 1972 wycofano z księgarń i cały nakład przeznaczono na przemiał. Po roku 1976 publikowała w tzw. drugim obiegu m.in. pod pseudonimem Łukasz Socha…

Według jej własnych słów[5], zmiana perspektywy politycznej, która dokonała się u niej około sześćdziesiątego dopiero roku życia, była wynikiem głębokiego przekonania, że należy uczynić wszystko, aby następne pokolenia nie wzięły przykładu z jej postaw i zachowań i aby nie poszły w jej ślady.

—————–

HISTORYK MARIA TURLEJSKA, czyli od ubeckiej dyspozycji do „demokratycznej opozycji”

Klara Górska w Polskie Jutro Numer 179 [10.10.2005]

Nobilitacja Marii Turlejskiej
Jak wyglądał proces tworzenia „nowych kadr”, możemy prześledzić na przykładzie Marii Turlejskiej, która z
zagorzałej stalinistki i fałszerza najnowszych dziejów Polski, jakby pod wpływem dotyku czarodziejskiej różdżki, stała się orędownikiem prawdy i działaczką „opozycji demokratycznej”. Jej postać jest stale spłycana i spłaszczana – pokazuje się ją wyłącznie od tej strony, zaś cała komunistyczna, stalinowska przeszłość po prostu nie istnieje.
Pamiętam, że gdy wiosną 1981 roku podczas strajku na Akademii Medycznej w Warszawie wystąpiła z nadzwyczaj nudną i nie zawierającą nic ciekawego prelekcją dla studentów, zapytałam organizatorów spotkania (z Niezależnego Zrzeszenia Studentów) skąd wzięli akurat ją. Okazało się, że w Regionie Mazowsze NSZZ „Solidarność”, kierowanym przez Zbigniewa Bujaka, istniała lista osób, przewidzianych do szkoleń i publicznych wystąpień pod firmą „S”. Turlejska należała do tej plejady „gwiazd”, innych osób, spoza tej listy, na ogół nie zapraszano. Przypuszczam, że jedną z osób, dokonujących owej „selekcji” prelegentów jedynie słusznych, był Adam Michnik, nieformalny guru Bujaka i mający ogromy, zakulisowy wpływ na życie intelektualne pod szyldem „Solidarności”.
Przypomniała mi się ta historia na skutek wspomnienia o Turlejskiej, jakie ukazało się w „Gazecie Wyborczej” 19 lipca 2004 roku. Napisał je Adam Michnik i jest to kolejny przykład, że jest on manipulatorem. Wg Michnika Turlejska „należała do pokolenia i środowiska, które uległy fascynacji komunizmem”. To zaś, w takim ujęciu, ma stanowić usprawiedliwienie, a nawet swoistą nobilitację

Maria Turlejska nie zdołała uciec do ojczyzny światowego proletariatu wraz z mężem. Przedostała się do Warszawy i po powstaniu PPR została towarzyszką. Po zakończeniu wojny była ważną postacią w plejadzie najbardziej zagorzałych stalinistów. Była m.in. kierowniczką Wydziału Historii Partii KC PPR w latach 1947 – 1948. Partia powierzyła jej rolę „demaskowania” przedwojennej Polski, którą ochoczo wyszydzała, zakłamując jej dzieje. Bzdur, które wychodziły wówczas spod jej pióra, dziś nie da się czytać, ale wtedy był to szczyt propagandowych możliwości. Szczególnie szkodliwe były szkolne podręczniki jej autorstwa, w których nie było krztyny prawdy.
Turlejskiej ta rola jednak nie wystarczała. Mając ścisłe kontakty z wysokimi oficerami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, swą komunistyczną gorliwość przejawiała także w licznych donosach na osoby i instytucje, które były w kręgu zainteresowania „władzy ludowej”. W 1949 roku doszło do formalnego werbunku na tajnego współpracownika
(TW). Otrzymała kryptonim „Ksenia”. Prowadził ją ppłk Józef Lichtfarb-Światło, a Turlejska mówiła i pisała wszystko, co wydawało się jej ważne. Do dziś zachowało się około stu jej „meldunków” i „doniesień”, które otrzymywali Światło, Różański, Fejgin, Romkowski... A możliwości miała duże, przez dostęp do licznych towarzyszy z różnych kręgów władzy. W 1955 roku, już po śmierci Stalina, Turlejska została wykluczona z PZPR „za antypartyjne zachowanie”. Za takie uznano zaś nie to, że donosiła, ale to, że ujawniła to publicznie. Była wówczas „pracownikiem naukowym” Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych (który został przekształcony w Instytut Nauk Społecznych przy KC PZPR, następnie w Akademię).

Po 1989 roku, za owe domniemane opozycyjne zasługi, Turlejska została skierowana do Instytutu Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk, co było kpiną z naukowego poziomu tej placówki w III RP.

Michnik w tworzeniu tej legendy nie jest osamotniony. Także „Rzeczpospolita” (22 lipca 2004 roku) odnotowała ją jako „Demaskatorkę stalinizmu w Polsce”. Tekst, podpisany jako AKA (Andrzej Kaczyński), jest peanem na jej cześć, pomija bowiem wszystko to, co mogłoby na nią rzucić jakikolwiek cień.
Jest paradoksem historii, że w 1999 roku złożyła swój podpis pod apelem samozwańczych „intelektualistów” o wycofanie podręczników historii dla klas VII i VIII oraz szkół średnich, których autorem był dr Leszek Andrzej Szcześniak. Podręczniki Szcześniaka, jako właściwie jedyne na rynku, odbiegały od sztampy „poprawności politycznej”, uczyły krytycyzmu wobec „prawd obiegowych”, dostarczały szerokiej wiedzy o podstawowych wydarzeniach i ważnych postaciach, jakich ze świecą by szukać u innych autorów. Apel okazał się skuteczny, bo – jak napisali jego sygnatariusze „szerzą nienawiść między ludźmi, fałszują prawdę historyczną i godzą w dobro polskiego systemu edukacyjnego”.
I tak czołowa stalinistka, autorka najbardziej zakłamanych podręczników w całej polskiej historii, stała się skutecznym cenzorem podręczników w wolnej III Rzeczypospolitej.

———-

Zmarła Maria Turlejska

Adam Michnik, GW 2006-09-28

Miała 86 lat. Była historykiem i autorem kilku książek z zakresu historii najnowszej. Należała do pokolenia i środowiska, które uległy fascynacji komunizmem. Większość jej książek, choć ciekawych i obfitujących w dość niecenzuralne informacje, była nacechowana perspektywą peerelowską. Warto tu wspomnieć „Rok przed klęską” oraz „Prawdy i fikcje”. W 1972 r. wydała książkę „Zapis pierwszej dekady”, która została skonfiskowana i wycofana z księgarni, gdyż dopatrzono się w niej ducha antysowieckiego.

W tym mniej więcej czasie poznałem profesor Marię Turlejską osobiście. Zaproponowałem jej, by uczestniczyła w pracach nielegalnego seminarium, które było poświęcone najnowszej historii. Zgodziła się chętnie. Dyskusje na tym seminarium były pasjonujące i widziałem, jak Maria Turlejska ewoluuje. Wtedy właśnie referowała swoje badania nad stalinowskim terrorem. Jej praca „Te pokolenia żałobami czarne… skazani na śmierć ich sędziowie, 1944-1954” ukazała się w podziemiu pod pseudonimem Łukasz Socha w Bibliotece Krytyki. Jan Kofman, redaktor naczelny Krytyki, opowiadał mi barwnie o pracach redakcyjnych nad tą książką i o wrażeniu, jakie wywołała ta publikacja wśród czytelników.

Maria Turlejska była osobą bezpośrednią, sympatyczną i bardzo pracowitą. Zmagała się z ciężarem własnej biografii; miała jakąś wewnętrzną potrzebę odkupienia. Myślę, że formą tego odkupienia była współpraca z ludźmi opozycji demokratycznej. W tamtych latach niewielu historyków ryzykowało takie niebezpieczne związki..

———

Maria Turlejska w Gazecie Wyborczej

Uniwersytet Łódzki pod lupą TW „Nowaka”

Jak TW „Nowak” został komornikiem

Dziennik

W Łodzi zawrzało w środowisku prawniczym po najnowszej nominacji podpisanej przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Na komornika powołał on Janusza Kruka, który jako tajny współpracownik SB „Nowak” aż do maja 1989 r. pisał donosy na kolegów ze studiów i pracowników naukowych Uniwersytetu Łódzkiego. „On współpracował z SB nie dlatego, że został do tego zmuszony, tylko dlatego że mu się to zajęcie podobało” – mówi mec. Piotr Paduszyński. Rozpracowywał NZS i Polską Partię Zielonych, pisał też, kto z kim sypia i kto z kim pije wódkę. Brał za to pieniądze.

„Kruk pisał, że stanowimy zwartą grupę o antysocjalistycznych poglądach” – opowiada mecenas Szymon Byczko, dawny działacz NZS. „Typował ludzi do współpracy z SB. W jego donosach jest 10 łódzkich adwokatów plus drugie tyle sędziów i prokuratorów.”

W Łodzi zawrzało w środowisku prawniczym po najnowszej nominacji podpisanej przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Na komornika powołał on Janusza Kruka, który jako tajny współpracownik SB „Nowak” aż do maja 1989 r. pisał donosy na kolegów ze studiów i pracowników naukowych Uniwersytetu Łódzkiego. „On współpracował z SB nie dlatego, że został do tego zmuszony, tylko dlatego że mu się to zajęcie podobało” – mówi mec. Piotr Paduszyński. Rozpracowywał NZS i Polską Partię Zielonych, pisał też, kto z kim sypia i kto z kim pije wódkę. Brał za to pieniądze.

„Kruk pisał, że stanowimy zwartą grupę o antysocjalistycznych poglądach” – opowiada mecenas Szymon Byczko, dawny działacz NZS. „Typował ludzi do współpracy z SB. W jego donosach jest 10 łódzkich adwokatów plus drugie tyle sędziów i prokuratorów.”

Zdzisław Sadowski – ekonomista wielofunkcyjny

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o56508

prof. zw. dr hab. czł. koresp. PAN Zdzisław Lech Sadowski, em.

Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje:

Instytut Finansów AF w Warszawie
Katedra Teorii Ekonomii i Polityki Gospodarczej WSHiFM w Warszawie
Komitet Nauk Ekonomicznych PAN – Członek
Komitet Prognoz „Polska 2000 Plus” PAN – Zastępca przewodniczącego
Polskie Towarzystwo Ekonomiczne – Członek
Rada Towarzystw Naukowych PAN – Członek Prezydium
Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Wydział II Nauk Historycznych, Społecznych i Filozoficznych – Członek zwyczajny
Wydział Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej AF w Warszawie
Wydział Ekonomii WSEiA w Kielcach
Wydział Finansów i Bankowości AF w Warszawie
Wydział I – Nauk Społecznych PAN – Członek krajowy korespondent

Zdzisław Sadowski w Wikipedii

Zdzisław Lech Sadowski (ur. 10 lutego 1925) – ekonomista, doktor habilitowany, profesor UW, przedstawiciel szkoły ekonomicznej zwanej keynesizmem, wicepremier rządu Zbigniewa Messnera w latach 19871988,.Przez długi okres pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (od 1985 r.), po przejściu na emeryturę został jego honorowym prezesem .Członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL Wojciechu Jaruzelskim. Jest członkiem Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN, zastępcą przewodniczącego Komitetu Prognoz „Polska 2000 Plus”. Od 1980 profesor Uniwersytetu Warszawskiego. prezes i redaktor naczelny dwumiesięcznika „Ekonomista”, redaktor naczelny i członek Rady „International Economic Association”…..

ZDZISŁAW SADOWSKI – TW „ROBERT”

Niezalezna.pl, 05 października 2008

Maciej Marosz „Gazeta Polska”, 30-09-2008

Zdzisław Sadowski, honorowy prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i redaktor naczelny pisma „Ekonomista”, był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Robert” – wynika z akt zgromadzonych w IPN. SB posługiwała się nim do rozpracowywania znanego ekonomisty, prof. Edwarda Lipińskiego.

Sadowski to przedwojenny działacz ONR, za okupacji członek NSZ i AK, który w PRL trafił do elity komunistycznych władz. W latach 80. należał do ścisłego grona kierownictwa rządowego zajmującego się reformami gospodarczymi.

Jak czytamy w teczce Sadowskiego, w 1949 r. starał się on wstąpić do PZPR. W napisanym wtedy życiorysie zaznaczył, że jest „całkowicie przekonany o słuszności ideologii marksizmu-leninizmu”. Z akt IPN nie wynika, dlaczego do partii nie wstąpił.

Motywację dla pozyskania Sadowskiego stanowiła „osobowość figuranta i fakt, że od lat jest związany towarzysko z interesującymi nas osobami”. Dotyczyło to ekonomistów polskich i naukowców z państw kapitalistycznych. SB miało też na uwadze, że kandydat na TW zna biegle angielski i często towarzyszy obcokrajowcom przyjeżdżającym do Polski. Ppor. Dobrogoszcz zapisał, że kandydat zostanie pozyskany ze względów patriotycznych. Oficer zaproponuje mu także wynagrodzenie za współpracę ze służbami. „W związku z wysoką inteligencją kandydata i pełnieniem przez niego wysokich funkcji zobowiązanie o współpracy nie zostanie pobrane – a uczyni się to dopiero w trakcie współpracy” – zanotował podporucznik.

– W latach pięćdziesiątych były wytyczne, by przy werbowaniu osób ze środowisk naukowych odstępować od formalnej rejestracji – mówi Grzegorz Majchrzak z IPN. – Zdarzało się bowiem, że osoba, która spotykała się z UB i czerpała z tego korzyści, przy próbie formalizacji odmawiała wszelkich kontaktów – wyjaśnia historyk.

Bezpiece zależało przede wszystkim, by Zdzisław Sadowski udzielał informacji o prof. Edwardzie Lipińskim, przeciwko któremu prowadziła sprawę o krypt. „Dziadek”. 

W latach 50. profesor Lipiński nie mógł prowadzić wykładów na SGH, później pozbawiono go funkcji prezesa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Z pozycji członka PZPR krytykował politykę gospodarczą komunistycznych władz, również w okresie rządów Gierka. W latach 80. wspierał NSZZ „Solidarność” i protestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.

„Lipiński jest ostatnio bardzo załamany, uważając, że zrobiono mu szaloną krzywdę, ponieważ jednym pociągnięciem przekreślono jego dotychczasowy dorobek, tylko dlatego, że głosił prawdę” – poinformował kandydat na TW. Dodał, że Lipiński wielokrotnie w rozmowach powtarza: „co ja takiego zrobiłem, że mnie tak na starość skrzywdzono”. 

Jak wynika z notatki służbowej z marca 1965 r., Sadowski przekazał, że prof. Lipiński zwierzył mu się ze swoich planów wyjazdu do Grecji. Zaprosił go tam jego przyjaciel. Potem rozżalony opowiadał Sadowskiemu, że zaplanowany przez niego wyjazd nie doszedł do skutku. MSW wydało mu paszport po terminie, w którym wyjazd był możliwy.

„Lipiński zdaniem rozmówcy robi wrażenie strasznie przygnębionego i rozgoryczonego. Zwierzał się, że ostatnio studiuje książki socjologiczne, a to dlatego, że z punktu widzenia naukowego zrobiono mu krzywdę. Równocześnie Lipiński mówi, że o swoje prawa będzie walczył, dokąd starczy mu sił, ale nie mówił, w jaki sposób walkę będzie prowadził” – zapisał esbek.

Prof. Lipiński stwierdził, że na nadchodzącym walnym zgromadzeniu oddziału warszawskiego PTE poruszy sprawę tego, jak jest traktowany. „W trakcie rozmowy [Sadowski] zwierzył mi się, że trochę się obawia o to przemówienie, gdyż znając Lipińskiego, wie że ma on różne nieuczesane myśli (jak się wyraził), które już nieraz przynosiły szkodę, nie tylko Lipińskiemu, ale również i innym” – czytamy w notatce służbowej ppor. Dobrogoszcza.

Nie, to niemożliwe. Może chodzi o kogoś innego. „Robert”? Dziwi mnie to i śmieszy – tak na nasze pytania o współpracę z SB odpowiedział prof. Sadowski. – Wiedziałem dobrze, co można mówić, żeby nikomu nie zaszkodzić. Nie sądzę, aby ktoś kiedyś mógł mi udowodnić, że powiedziałem coś takiego, co zaszkodziło komukolwiek – dodał.