W cieniu lustracji

baner12

W cieniu lustracji – Telewizja Silesia 

dr Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego oraz znany komentator,  twierdzi, że za jego poglądy na temat lustracji blokuje mu się teraz możliwość rozpoczęcia przewodu habilitacyjnego. Czego odmówiono mu już na dwóch renomowanych uczelniach.

Na ten temat Maciej Wąsowicz rozmawiał z samym zainteresowanym oraz prof. Janem Iwankiem z Uniwersytetu Śląskiego.

Reklamy

Persona non grata za popieranie lustracji

baner5

Migalski – persona non grata na uczelniach

Rz

Popiera lustrację i występuje w mediach – to wystarczyło, by kilka uczelni odmówiło mu habilitacji.

Znany politolog doktor Marek Migalski nie może rozpocząć przewodu habilitacyjnego. Na swoim macierzystym Uniwersytecie Śląskim nawet nie próbował. – Powiedziano mu, że nie ma po co, bo i tak go uwalą – mówi „Rz” jeden z jego kolegów. Nie udało się też na Uniwersytecie Wrocławskim, a przedwczoraj wszczęcia przewodu habilitacyjnego odmówiła Migalskiemu Rada Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

…w grudniowym programie „Bronisław Wildstein przedstawia”. Temat lustracji na uczelniach zilustrowano w nim przykładem profesora Jana Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Iwanek (były tajny współpracownik SB) ostro występował przeciw lustracji na polskich uczelniach. A Migalski w rozmowie z Wildsteinem ostro skrytykował zachowanie profesora.

Po programie większość pracowników naukowych Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego wystosowała list otwarty w obronie Iwanka. „Protestujemy przeciwko szykanowaniu, obrażaniu, pomawianiu i dezawuowaniu pracowników Instytutu. Pragniemy podkreślić, że emocjonalna i oparta na osobistych urazach opinia jednego pracownika nie może być utożsamiana i rozumiana jako stanowisko wszystkich jego pracowników” – napisali autorzy.

List rozsyłano m.in. do osób, które decydowały w sprawie habilitacji Migalskiego

————

O czym nie wolno głośno mówić

Rz, Bronisław Wildstein 15-01-2009

Doktor Marek Migalski to jeden z bardziej obiecujących polskich politologów. To również intelektualista niepokorny, który nie poddaje się presji środowiskowych tabu. Jako jedyny pod nazwiskiem publicznie się oburzył na wybranie prof. Jana Iwanka na szefa Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego.

Prof. Iwanek był przez lata agentem SB. W 2007 roku zorganizował antylustracyjny protest na Uniwersytecie Śląskim. Nie poinformował wówczas nikogo o swojej agenturalnej przeszłości. Prawda wyszła na jaw dopiero później. Nie przeszkodziło to w wybraniu go na stanowisko dyrektora instytutu. I nie zadecydowały o tym naukowe osiągnięcia Iwanka, który od swojej habilitacji 20 lat temu nie opublikował nic.

Wystąpienie Migalskiego wywołało skandal na uczelni. Pracownicy naukowi nie gorszyli się jednak faktem, że prestiżową funkcję na uniwersytecie sprawuje osoba niegodna, ale tym, że ktoś o tym głośno powiedział.

List podpisany przez uczelniane koleżeństwo Iwanka jest niezwykły. Nie chodzi o proste zawarte w nim kłamstwa. Chodzi o rozegzaltowaną poetykę pozbawionych konkretów epitetów i wykrzykników. Nie został nawet nazwany „skrzywdzony” naukowiec, tak jak i jego „nielojalny” kolega z uczelni. Ale wymowa jest jednoznaczna. Być może najwięcej o stanie umysłów autorów mówi zdanie, że w karierze uniwersyteckiej nie mogą się liczyć tylko naukowe osiągnięcia. List kolportowany był chyba na wszystkich polskich uczelniach.

A Migalskiemu, skutecznie zniechęconemu do pozostania na Uniwersytecie Śląskim, uniemożliwiono habilitację zarówno we Wrocławiu, jak i w Krakowie. Utrącono go w tajnych głosowaniach, które normalnie traktowane są jako formalność. Dopiero potem następuje jawna procedura habilitacji. Ale tę Migalski musiałby przejść, bo jego książka została wysoko oceniona, a recenzenci występują pod nazwiskami. Dlatego trzeba było do habilitacji nie dopuścić.

Sprawa Migalskiego mówi nam nie tylko o polskich uniwersytetach, gdzie, jak się okazuje, wzajemne krycie nawet najbardziej skompromitowanych postaci urasta do rangi zasady naczelnej, a złamanie zmowy milczenia, aby ukazać nieprawość, staje się niewybaczalną zbrodnią. Mówi nam ona o atmosferze duchowej w Polsce. Dwadzieścia lat temu 20-letni Migalski organizował antyreżimowe grupy podziemne, Iwanek był wtedy po drugiej stronie. Dziś to Iwanek może utrącić Migalskiego, mimo że naukowo nie dorasta mu do pięt.

blog.rp.pl/wildstein

Polityka kadrowa poprzez habilitację (rok 1946)

baner25

Reforma 1946

Piotr Hübner

Forum Akademickie 10/2008

Rada Szkół Wyższych przy prezesie RM powołana została na mocy dekretu rządowego z 17 maja 1946. Był to organ nadzwyczajny, bowiem powołano go na okres oznaczony, do 1 października 1947 roku. Radzie przyznano prawo powoływania „specjalnych komisji dyscyplinarnych dla każdej ze szkół wyższych”, osądzających czyny studentów naruszające „porządek nauczania i studiowania” oraz „porządek publiczny”.

Rada nie była demokratycznie wybraną reprezentacją środowiska, jej członków dobrano według „klucza partyjnego”, oczywiście bez udziału opozycji. Przewodniczącym został wpływowy działacz PPR Włodzimierz Sokorski. Zastępcą mianowano Maurycego Jaroszyńskiego, a pozostałymi członkami: Stanisława Arnolda, Antoniego Bolesława Dobrowolskiego, Jana Drewnowskiego, Władysława Kuczewskiego, Stanisława Kulczyńskiego, Stanisława Leszczyckiego i Stanisława Turskiego. Na inauguracyjnym posiedzeniu (26 IX 1946 – czyli przed wejściem w życie ustawy) premier Edward Osóbka−Morawski mówił o „ufności i zrozumieniu”, a Sokorski o reformowaniu uczelni i wprowadzeniu polityki kadrowej poprzez „scentralizowaną” habilitację.