Upadkowi UJ po 1945 r. dopomagali profesorowie

baner historia PRL

 

Upadkowi UJ po 1945 r. dopomagali profesorowie

na podstawie – Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VI , 1978 – 1980. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1980

Fatalne tendencje historyków

23 maja piątek ( s. 610 )

Historycy piszący o Uniwersytecie i jego profesorach na ogół mają tendencję do przemilczania wad, ludzkich błędów, grzechów, które w ciągu dziejów doprowadziły go parokrotnie do upadku. Ta tendencja cechuje na ogół biografów piszących w Słowniku Biograficznym.

Prym wiedzie Barycz. O ile Morawski (Kazimierz,, Historyja Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1900 – przyp. A.J.) pisząc historię UJ w XV wieku,miał zbyt mało materiału faktycznego, aby móc przedstawić charakter ludzi i ich postępowanie – o tyle Barycz mógł to uczynić, gdy pisał o wieku XVI, U Barycza na ogół profesorowie wychodzą rozgrzeszeni i są nadzwyczajni.

A w stosunku do wieków następnych? Przemilczane są wszystkie wady. Wszyscy są nadzwyczajni. Że byli (wielu z nich) egoistami, że byli dość mali w postępowaniu, że byli leniwi, głupi, etc – to wszystko odkłada się na bok. Żaden historyk tych osób nie chce w oczach czytelników źle wyjść, przemilcza więc albo wręcz opuszcza krzywdy, kłótnie, intrygi, grzechy profesorów.

To co się pisze o XIX wieku to wręcz nieprawda. Służalstwo różnych profesorów, np. takiego Brodowicza, służalstwo Sierakowskiego nigdzie nie są wypominane. Same pochwały. Co najwyżej dobrotliwa krytyka.

A w XX wieku. Na ten okres patrzyłem własnymi oczami, przeżyłem go na własnej skórze. Postanowiłem, że o kolegach moich będę pisał prawdę. Pisanie prawdy zwraca się przeciw piszącemu – tak już jest, Ludzie nic lubią czytać źle o innych, a tylko mdłe pochwały lub zgodę na cudze postępowanie.

Jeżeli w latach 1945 do dzisiaj Uniwersytet systematycznie upada (tak jak w XVII wieku), to główną winę ponosi oczywiście komunizm, ale dopomagali mu różni profesorowie, jak Lepszy, Bobińska, Stefan Grzybowski, Klimaszewski i przede wszystkim Karaś.

Postanowiłem napisać o nich gorzką prawdę. Nie zacierać ich wad i sprowadzać do drobnych przywar, ale pisać ciężką prawdę: ambicje, fałsze, zdrady, służalczość, tchórzostwo – wszystko to cechowało tych ludzi.

Piszę prawdę o Kazimierzu Lepszym, o Bochnaku. Staram się pisać obiektywnie, lecz nie bez gniewu. Przecież i to, co wyrabiał Klimaszewski jest godne napiętnowania.

Czerwona szlachta akademicka (tytuł i wyróżnienia – jw)

9 września wtorek ( s. 653)

W normalnych, niezależnych warunkach, po takich klęskach gospodarczych i politycznych, gdy jasno i wyraźnie klasa robotnicza, ta „przodująca klasa narodu” -jak chce frazeologia marksistowska – gdy w całej swej większości wystąpiła przeciw komunizmowi – rząd komunistyczny powinien ustąpić, zarządzić nowe wybory, zmienić system rządzenia, etc.

Ale nasi komuniści nie chcą! Rosja nie pozwala! Komuniści to targowiczanie naszych czasów. Kurczowo trzymają się władzy i swych przywilejów.

Magnateria marksistowiska. czerwona szlachta – jak ich naród nazywa – chce burze przeczekać, załagodzić i rozprowadzić. Liczą na to, że jeszcze raz, przy pomocy starych sztuczek i haseł, znowu trzymać się będą na swych luksusowych synekurach. Znowu będą mieli własne poufne sklepy, bufety, kluby, sanatoria no i… dochody. Dochody, renumeracje, diety, nagrody, stypendia, premie, dodatki za zasługi, za ordery, na reprezentacje i studia. Nadal będą mieli fikcyjne posady- oni i wszystkie osoby w rodzinie: żona, syn i córka, zięciowie i synowe. Auta, najlepsze mieszkania, wille podmiejskie (dacze). Tytuły ambasadorów, ministrów, dyrektorów i „profesorów”.

Wyjazdy za granicę – urzędowe – na sympozja i konferencje. Z paszportów, przejazdów, ceł i tzw. podpisywania umów będą korzystać w tysiącach, dziesiątkach tysięcy złotych, a przy tym jeszcze w dolarach i funtach – wszystko tajnie, bez śladu, bez pism, tylko na podstawie telefonu.

Powstaje solidarność – byli stalinowcy i neostalinowcy – przygnębieni

24 września środa (s.655)

W Uniwersytecie zebranie Podstawowej Organizacji Partyjnej. Minęły czasy jej chwały. Najpotężniejsza była za panowania rektora Mieczysława Karasia, smutnej pamięci aktywisty na niskim, tępym poziomie. W POP UJ tworem Karasia był niesympatyczny profesor Buchała, były partyzant moskiewski, były sędzia karny i polityczny, fałszywy i raczej wszystkim nieżyczliwy. Obaj z Karasiem mieli krzywdę na rękach.

Zmuszono teraz Buchałę do zwołania zebrania partyjnego. W Uniwersytecie zorganizowała się „Solidarność”. Rozleciał się Związek Nauczycielstwa. Daremnie Stanisław Waltoś próbował ów związek ratować Jednoczyć, etc. Jeszcze mu się przy tym dostało.

W tych warunkach trzeba było Buchale zwołać Komitet Uczelniany Partii. Co było na tych obradach, tego nie wiem, ale wiem tyle, że było wiele gadania. Byli stalinowcy i neostalinowscy są przygnębieni. Narzekano. Wszyscy podkreślali j że nic czują się winni. Partyjni boją się wyborów władz uniwersyteckich, ale mają nadzieję, że jeszcze wszystko da się jakoś załatwić.

Dodatek – zamiast nekrologów

O rektorach -tyranach w szkołach wyższych, którzy raz czepiwszy się władzy nie myślą z niej rezygnować

Rok 1978

21 lipca piątek s. 233

Upłynął rok od zgonu Mieczysława Karasia. Ni z tego, ni z owego nazwano jego nazwiskiem część ulicy Krupniczej – od Alei Mickiewicza do końca. Nie zasłużył na to, ale mniejsza o to.

Na Uniwersytecie ulga. Ludziom rozwiązały się jeżyki i nie trudno usłyszeć -od profesorów do urzędników rządzących Uniwersytetem – zarzuty, opowieści o nadużyciach, skandalach. Postać Karasia wychodzi jako jakiegoś szaleńca, chama, brutala tyra niebezpieczniejszego, że był to człowiek inteligentny i świadomy tego co chce.

Szkody są niepomierne i nieodwracalne. Łączą się one z ogólnym zjawiskiem, jakim jest upadek uniwersytetów – szczególnie w Polsce. Głośno mówi się, a nawet tu i ówdzie pisze się, o rektorach -tyranach w szkołach wyższych, którzy raz czepiwszy się władzy nie myślą z niej rezygnować. Ministerstwu rządzonemu przez generała Kaliskiego i wiceministra Górskiego ten stan rzeczy odpowiada. Potrzebuje takich rektorów tyranizujących niezależność profesorów i nauki.

Rok 1978

Zgon Sylwestra Kaliskiego – Ministra Szkolnictwa Wyższego (s.265

(ob. 6 X 78)

Zginął przed kilku dniami w wypadku samochodowym wraz z żoną i synem (tona była ranna, syna nie było w samochodzie – przyp. AJ). Minister, generał, dowódca szkoły wojskowej w Warszawie. Ten zgon nie ma oczywiście większego znaczenia i nie zmieni wiele w ogólnym negatywnym nastawieniu Partii, rządu, partyjnych biurokratów ministerialnych i lokalnych kacyków zwanych sekretarzami komitetów wojewódzkich, wobec profesorów….

..Generał Kaliski jest jednak winien obniżenia poziomu szkół wyższych, jakie nastąpiło w Polsce w obecnych latach siedemdziesiątych. Powołano go, czy raczej odkomenderowano (Moskwa), aby stosując metody „żelaznej dyscypliny” zastraszył profesorów, ograniczył wszelkie swobody, odciągnął młodzież od nauki, dyskusji, życia intelektualnego zapewniając jej natomiast wszelkiego rodzaju sportowe, teatralne, turystyczne przyjemności. Kaliski posługiwał się przy tym wiceministrem Górskim, takim samym jak on autokratą i zarozumialcem.

Za Kaliskiego mianowano rektorami tylko takich profesorów (oczywiście partyjnych), którzy dawali gwarancje wszelkiego posłuszeństwa. Niemal od wszystkich kolegów z innych szkół wyższych słyszę to samo. I u nich rektor jest nieznośny, że się rządzi, puszy, krzywdzi i obniża działalność szkoły.

Senatów akademickich nie ma, a te które są składają się z zastraszonych, najczęściej partyjnych profesorów, urzędników administracyjnych, tzw. przedstawicieli młodzieży czyli partyjnych działaczy młodzieżowych.

Fakultety-wydziały nie mają znaczenia. Na ich miejsce weszły instytuty specjalistyczne. Poza wąskim kręgiem własnej specjalności profesorowie nie znają się miedzy sobą.

Wśród młodzieży akademickiej, w domach, w których mieszkają, nastąpiło obniżenie moralności, upadek charakterów, chęć wyżycia się. Wypadki ukrytej prostytucji u dziewcząt, duża swoboda seksualna (o której nie wiadomo co sądzić – czy to dobrze czy źle? – raczej może dobrze?).

Nekrolog Sylwestra nie wypada więc dobrze. Przed paru laty słyszałem jak przemawiał na jubileuszu Politechniki Krakowskiej. Ostrym, rozkazodawczym tonem podoficera zapowiadał wzmożenie dyscypliny wśród młodzieży studiującej i profesorów.

Mówili, że zginął z własnej winy prowadząc samochód nieostrożnie, po wypiciu alkoholu. Może… mniejsza o to. Wartościowym dla kraju jednak nie był.

O stanie polskiej historiografii

Bogdan Musiał o  stanie  polskiej historiografii

( Casus prof. Włodzimierza Borodzieja a stan polskiej historiografii -dr Bogdan Musiał, Arcana, grudzień 2002 )

W czasach PRL wielu „historyków” zatrudnionych w instytucjach partyjnych, nauczycieli akademickich, publicystów i dziennikarzy pracowało pod dyktando partii fałszując obraz naszej przeszłości. Szczególnym zainteresowaniem komunistycznej historiografii cieszyła się historia najnowsza. Tu nie liczyła się prawda historyczna, lecz interes partii (władzy) oraz własna kariera.

Ofiarami tej działalności są całe pokolenia Polaków, których świadomość historyczna została wypaczona i zafałszowana. Paradoksalnie, że dzisiaj niektórzy z tych „kształtujących” wcześniej świadomość historyczną „po linii” partii – z przekonania lub oportunizmu – pozwalają sobie dziś na krytykę społeczeństwa polskiego zarzucając mu wypaczoną świadomość historyczną. Wydają się nie dostrzegać, iż jest to przecież zasługą ich wcześniejszych dokonań naukowych.

Największym dobrodziejstwem zmian politycznych po 1989 roku jest fakt, iż nie mają oni dziś monopolu na kształtowanie opisu naszej historii. Znikły bowiem dwa najpoważniejsze fundamenty ich naukowych karier: cenzura i wsparcie Wydziału Ideologicznego KC PZPR.

Po upadku komunizmu wiele osób było przekonanych, że zaczął się okres rzetelnych badań naukowych i odkłamywania najnowszych dziejów Polski. Faktycznie, po 1989 powstało wiele publikacji dotyczących tzw. „białych plam”, na przykład ważne monografie o okupacji sowieckiej Kresów 1939-1941, o oporze zbrojnym i społecznym w pierwszych latach PRL itd. Ale na ogół nie dokonywano prób rzetelnej krytyki najważniejszych publikacji historyków partyjnych traktując je jedynie jako skansen minionej epoki.

Autorzy tego typu prac byli w pierwszych latach III Rzeczpospolitej mało zauważalni; wydawało się, że ich czasy bezpowrotnie minęły. Część z nich zmieniła szybko dziedzinę badań z historii ruchu robotniczego, przyjaźni i współpracy polsko-radzieckiej itp. na tematy bardziej koniunkturalne, a przede wszystkim politycznie poprawne. Równocześnie konsekwentnie przemilczają swoje wcześniejsze publikacje lub wspominają o nich w sposób bardzo oględny, jak np. o „licznych publikacjach dotyczących ruchów społecznych w wieku XIX i XX”. Bez podawania konkretnych tytułów. Tylko nieliczni zmienili się naprawdę podejmując rzetelne badania.

Byli partyjni „historycy” po szeregu zwycięstw wyborczych postkomunistów zaczęli odzyskiwać jednak wcześniejszą pewność siebie. Ich działalność w czasach PRL przestała być czymś wstydliwym czy zasługującym na rozliczenie. Co prawda język ich najnowszych publikacji zmienił się, ale metody i tezy pozostały podobne a fałszerstwa stały się bardziej wysublimowane…..

„Samooczyszczenia” wśród polskich historyków po roku 1989 nie było i prawdopodobnie już nie będzie. Nie należy jednak sądzić, że czas rozwiąże problem dyspozycyjnych i nierzetelnych historyków – spuścizny czasów PRL. Przede wszystkim dlatego, iż ich działalność demoralizuje innych. Wydaje się więc, że nierzetelnych, niewiarygodnych historyków z okresu PRL należy opisać, wytykać i oceniać moralnie, a nie przemilczać ich istnienia.

Milczenie oznacza tolerowanie. Tymczasem obserwując całkowitą bezkarność partyjnych historyków, niektórzy młodzi naukowcy wyciągają z tego wnioski i zaczynają się podobnie zachowywać. Widzą, że kierowanie się etosem naukowym i kryterium prawdy historycznej nie gwarantuje kariery zawodowej.  Wręcz przeciwnie: może tylko spowodować konflikt z wpływowymi „starymi mistrzami”, którzy – blokując publikacje, pozbawiając dostępu do projektów naukowych lub nawet usuwając z pracy – mogą zniszczyć karierę każdego niewygodnego młodego naukowca.

Znacznie łatwiej przebiją się ci, którzy podobnie jak „dawni mistrzowie” pracę naukową traktują jak atrakcyjne miejsce pracy, interesują ich „granty”, zagraniczne wyjazdy. Zamiast odkłamywać historię, zabiegają o przychylne recenzje, wyróżnienia i nagrody w dominujących – politycznie poprawnych – mediach. Klimat dla „naukowców” o mentalności partyjnych, dyspozycyjnych „historyków” jest dzisiaj znowu, niestety, stosunkowo korzystny.

Dyspozycyjność, spełnienie oczekiwań mniej lub bardziej wpływowych partii czy środowisk, nie jest więc problemem jednej tylko, specyficznej generacji, czy też wyłącznie systemu komunistycznego. Skądinąd należy podkreślić, że nawet w nim duża część historyków (zapewne większość) zachowała niezależność i nie sprzeniewierzyła się etosowi naukowca.
Tym większa ich zasługa, że miało to miejsce w okolicznościach dużo trudniejszych niż na Zachodzie. Jak widać, jest to więc problem ogólny, etyczno-zawodowy, dotyczący nie tylko krajów komunistycznych, choć w systemach posttotalitarnych jest jaskrawo widoczny i poczynił najwięcej spustoszeń.

Brak rzeczowej krytyki prac autorów odpowiedzialnych za fałszerstwa i deformacje historyczne epoki komunistycznej, ma oprócz aspektu moralnego jeszcze inne konsekwencje…….brak „rozliczenia się” z historiografią PRL po 1989 roku doprowadził do tego, że niektórzy sądzą, iż można prace takie dalej rozpowszechniać jako wynik poważnych badań naukowych. Czynią to nawet za granicą i to wiele lat po upadku komunizmu w Polsce. Zjawisko to dobrze obrazuje sprawa książki Włodzimierza Borodzieja, znanego historyka, do niedawna prorektora Uniwersytetu Warszawskiego…….

….”kontrola jakości” w dziedzinie historiografii współczesnej, w Polsce nie funkcjonuje. Jej najważniejszym elementem jest otwarta i rzeczowa krytyka – to ona wymusza przestrzeganie podstawowych zasad warsztatu pracy naukowej. Tymczasem w Polsce panuje w tej dziedzinie atmosfera zupełnej niemal bezkarności. Praca prof. Borodzieja nie jest przecież jedynym przykładem. Innym, dużo bardziej spektakularnym efektem braku „kontroli jakości” jest ostatnia publikacja Jana Tomasza Grossa pt. „Sąsiedzi”. Autor oficjalnie ogłosił w niej nawet potrzebę „afirmacyjnego” traktowania niektórych źródeł, czyli rezygnację z ich naukowej krytyki. Wspomina też o „objawieniu”, które pozwoliło mu zrozumieć przebieg masakry w Jedwabnem bez przeprowadzenia należytych badań. Lista znanych „przeoczeń”, błędów, ahistorycznych spekulacji i bezpodstawnych oskarżeń pod adresem konkretnych osób jest w jego objętościowo skromnej publikacji tak długa, że trudno uwierzyć, aby były one tylko i wyłącznie efektem powierzchowności „badań” i braku elementarnej wiedzy o realiach panujących w okupowanej i powojennej Polsce, a nie skutkiem celowego działania.

Może nas tylko cieszyć fakt, że polscy naukowcy publikują za granicą prace na tematy dotyczące historii Polski. Jeśli my nie będziemy pisać o własnej historii – to zrobią to za nas inni, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami; wymownym przykładem jest właśnie ostatnie „dzieło” Jana Tomasza Grossa….

(podkreślenia red.   Tekst sprzed 10 lat ale nadal aktualny)

Historycy – efekty polityki kadrowej władz PRL



Władze PRL i historycy okres gomułkowski (1956–1970) 

(fragmenty) 

Tadeusz Paweł Rutkowski, Uniwersytet Warszawski 

Biuletyn IPN 3/2008 

Przełom październikowy 1956 r. w Polsce spowodował również złagodzenie warunków uprawiania nauki historycznej i jej organizacji. Nastąpiło w znacznym stopniu odejście od stalinowskiego modelu historiografii, który z różnymi skutkami i natężeniem próbowano narzucić polskiej nauce w latach 1948–1955. Dotyczyło to zwłaszcza historii dawniejszej (do końca wieku XVIII włącznie), w której możliwe stało się uprawianie prawdziwej − w różnym stopniu − nauki, przy zachowaniu deklaracji stosowania w badaniach „metody marksistowskiej” . Znacznemu ograniczeniu uległa rola odgrywana przez partyjne instytucje naukowe, których działalność została poddana ostrej krytyce zarówno w środowiskach historycznych, jak i w prasie. Rozwiązany został (formalnie w sierpniu 1957 r.) Instytut Nauk Społecznych przy KC PZPR, kształcący partyjne kadry naukowe, mające według intencji władz PZPR zastąpić starą, „reakcyjną” profesurę. Zlikwidowany został również (w styczniu 1957 r.) Wydział Historii Partii KC PZPR, stanowiący swoisty ośrodek „polityki historycznej” władz, tworzący obraz historii ruchu komunistycznego i najnowszej historii Polski zgodnie z aktualną polityką kierownictwa PZPR. Ostra krytyka środowiskowa, wychodząca także z grona partyjnych historyków, zmuszanych do fałszowania źródeł i tworzenia wizji historii niezgodnej z przekazami źródłowymi, spowodowała ograniczenie roli odgrywanej przez dotychczasowych koryfeuszy partyjnej nauki: kierownika WHP przy KC PZPR Tadeusza Daniszewskiego, jego zastępcy Józefa Kowalskiego czy wicedyrektora Instytutu Historii PAN i jego partyjnego nadzorcy, prof. Leona Grosfelda. Ten ostatni, oskarżany o dokonanie plagiatu, został zmuszony do podania się do dymisji z funkcji wicedyrektora IH PAN . 

Mimo gorącej atmosfery panującej w środowiskach historycznych jesienią 1956 r. i istotnych zmian, jakie zaszły w warunkach uprawiania nauki, władzom udało się utrzymać podstawowe osiągnięcia uzyskane w okresie minionym, w tym przede wszystkim w kwestiach kadrowych. Osłabienie „partyjnej” nauki w pewnym stopniu zostało zniwelowane przez przejście najzdolniejszych absolwentów i pracowników INS w struktury nauki uniwersyteckiej. Tak np. na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej skierowani zostali Adam Kersten i Zygmunt Mańkowski, do IH UW Anna Żarnowska, do IH PAN przeszła Walentyna Najdus. Na miejsce WHP przy KC PZPR powstał Zakład Historii Partii przy KC PZPR, którego kierownictwo wywodziło się w prostej linii ze zlikwidowanego wydziału .

Większe zmiany zaszły początkowo w nauce uniwersyteckiej, w której do głosu i stanowisk kierowniczych w nauce doszła w dużym stopniu profesura z przedwojennym rodowodem: m.in. prof. prof. Aleksander Gieysztor, Karol Górski, Jadwiga Lechicka, Janusz Pajewski, Kazimierz Tymieniecki, Henryk Wereszycki. Dyrektorem IH PAN pozostał mianowany w końcu 1952 r. przedstawiciel „starej” nauki prof. Tadeusz Manteuffel, a miejsce L. Grossfelda zajął prof. Stefan Kieniewicz.

Zmiany nastąpiły także w systemie kierowania nauką. W miejsce istniejącego do 1957 r. Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR powstała Komisja Nauki KC PZPR, w której skład weszli partyjni uczeni z różnych ośrodków naukowych. Przewodniczącym komisji został prof. Henryk Jabłoński. W 1959 r. została powołana Sekcja Historyczna KN, której przewodniczącym został również Jabłoński, wówczas czołowy partyjny historyk dziejów najnowszych i zarazem sekretarz naukowy Polskiej Akademii Nauk. W skład sekcji wchodzili uczeni, którzy karierę naukową zrobili prawie bez wyjątku w latach pięćdziesiątych i odegrali znaczną rolę w stalinizacji polskiej nauki . ( byli to m.in.:

Stanisław Arnold,

Henryk Altman (naczelny dyrektor Archiwów Państwowych),

Juliusz Bardach,

Celina Bobińska,

T. Daniszewski,

N. Gąsiorowska,

L. Grosfeld,

Ż. Kormanowa,

J. Kowalski,

Bogusław Leśnodorski,

Czesław Madajczyk,

Ewa Maleczyńska,

Henryk Zieliński).

Przywracanie ścisłej kontroli władz PZPR nad życiem społecznym w Polsce, w tym także nauką, spowodowało, że formuła Komisji KC szybko okazała się niewystarczająca dla wypełniania zadań zlecanych aparatowi KC przez władze partii i w grudniu 1959 r. powołano Wydział Nauki i Oświaty KC PZPR, na którego czele stanął pracownik aparatu partyjnego młodszego pokolenia (ur. w 1924 r.) Andrzej Werblan. Przy wydziale została zachowana Komisja Nauki KC i jej Sekcja Historyczna, ich rola jednak stopniowo malała, ograniczając się do opiniowania oraz transmisji zaleceń władz partyjnych do mas członkowskich PZPR oraz władz uczelni i instytucji naukowych.

Odpowiedniki WNiO powstały także w Komitetach Wojewódzkich PZPR w ośrodkach naukowych, gdzie istniały Komisje Nauki.

Postawy środowisk historycznych wobec polityki władz w okresie popaździernikowym były mocno zróżnicowane. Mimo utrzymania początkowo dominującej pozycji w naukach historycznych przez przedwojenną profesurę bądź uczonych, którzy wywodzili się z przedwojennej tradycji uprawiania nauki, wyraźnie widoczne były już efekty polityki kadrowej władz PRL prowadzonej od 1945 r.

Istniała już na uczelniach stosunkowo liczna grupa profesorów i samodzielnych pracowników naukowych – członków PZPR, partia posiadała również oparcie w pewnej liczbie kadry naukowej zachowującej – z różnych przyczyn – postawę serwilistyczną wobec władz.

Do tego dochodziła młodsza kadra naukowa, dobierana już głównie w okresie stalinowskim i w znacznie większym stopniu związana z PZPR.

Najsilniej zmiany te było widać wśród historyków dziejów gospodarczych i najnowszych (XIX i XX w.). (W przygotowywanej w 1963 r. analizie sytuacji kadrowej w nauce historycznej stwierdzono m.in., że upartyjnienie samodzielnej kadry naukowej wzrastało „od najstarszych okresów historii (mediewistyka polska – 4,9%) do okresów nowszych (historia XX w. i ruchu robotniczego 50,5%).

Wśród tych ostatnich szybką karierę robili popierani przez władze absolwenci IKKN/INS, którzy dominowali zwłaszcza w ośrodku warszawskim. (Spośród historyków dziejów najnowszych IKKN/INS ukończyli, oprócz wymienionych wyżej, m.in.: Jan Borkowski, Marian M. Drozdowski, Karol Grünberg, Emanuel Halicz, Jerzy Holzer, Jan Kancewicz, Ryszard Kołodziejczyk, Marian Malinowski, Jan Molenda, W. Najdus, Ryszard Nazarewicz, Henryk Słabek, Jerzy Tomaszewski, Maria Turlejska, Feliks Tych, Janusz Żarnowski, Marian Żychowski.).

Stabilizacja sytuacji politycznej i stopniowe przywracanie ścisłej kontroli PZPR nad życiem politycznym kraju powodowały przyjmowanie przez pracowników naukowych o niekomunistycznym rodowodzie postaw mimikry i nieafiszowania się z negatywnym stosunkiem do polityki władz.

Zachowania takie warunkowały wykonywanie zawodu, w tym zwłaszcza możliwość wyjazdów za granicę (niezbędnych dla utrzymania kontaktu z nauką zachodnią i dostępu do literatury obcojęzycznej), oraz awans zawodowy. W związku z tym, a zwłaszcza z faktem istnienia wśród historyków znacznej liczby uczonych – członków PZPR, sytuacja w nauce historycznej była długo oceniana przez władze PZPR jako dobra i niebudząca obaw z punktu widzenia ideologicznego. Jeszcze w 1963 r. członkowie SH KN KC PZPR oceniali sytuację kadrową w nauce historycznej następująco: „Większość samodzielnych pracowników naukowych uprawia marksistowską praktykę metodologiczną na co dzień, nawet wówczas jeśli teoretycznie na co dzień ją nie całkiem akcentuje. Z postaw starych najczęściej można spotkać postawę ideowego idiografizmu .

W każdym razie nie można dzisiaj mówić o jakiejś grupie reakcyjnej profesury. W tych czy innych ośrodkach raczej poza Warszawą są jeszcze osoby abstynujące się, utrzymujące postawę podkreślonego niezaangażowania się, ale należą do rzadkości” . Przywracanie pełnej kontroli nad dziedzinami życia ważnymi z ideologicznego punktu widzenia wiązało się również z zaostrzeniem cenzury, polityki kadrowej oraz promowaniem badań z dziedziny historii najnowszej.

Przejawem tej polityki były m.in. ponowna nominacja L. Grosfelda na stanowisko wicedyrektora IH PAN (1961), wzrost roli odgrywanej przez Zakład Historii Partii (skupiający najbardziej „dogmatycznych” historyków) oraz podjęcie na początku lat sześćdziesiątych działań w kierunku ideologizacji programu studiów historycznych. Forsowanie historii najnowszej znalazło wyraz m.in. w programie IX Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich, który odbył się 13–16 września 1963 r. w Warszawie. Pod naciskiem władz PZPR (a za pośrednictwem członków partii zasiadających we władzach PTH) wprowadzono do programu zjazdu referat z historii Polski Ludowej, a już w trakcie przygotowań zdecydowano o zorganizowaniu czternastu spotkań specjalistycznych poświęconych kwestiom istotnym z ideologicznego punktu widzenia (m.in. metodologii, historii ruchu robotniczego i ruchu ludowego) .

Z obawy przed wymknięciem się przebiegu obrad spod kontroli (co nastąpiło w pewnym stopniu na VIII PZHP w 1958 r.) znacznie ograniczono liczbę uczestników zjazdu, a wszystkie referaty poddano ścisłej wielostopniowej cenzurze środowiskowej.

Posunięcia te były w znacznym stopniu efektem kolejnej ofensywy władz w dziedzinie ideologii, którą ogłoszono oficjalnie na XIII Plenum KC PZPR (4–6 lipca 1963 r.). Tamże, po raz pierwszy, sytuacja w naukach historycznych znalazła odbicie w referacie plenarnym ówczesnego I sekretarza KC PZPR, Władysława Gomułki, który stwierdził m.in.: „Słabość marksistowskiej popularyzacji historycznej powoduje, że teren największego oddziaływania społecznego historii oddajemy w ręce historyków lub pisarzy myślących konserwatywnie, trzymających się burżuazyjnych szablonów myślenia, nie rozumiejących istotnego sensu dziejów. Historycy- marksiści publikują pożyteczne i cenne, lecz przystępne tylko dla specjalistów książki, a w popularyzacji historii królują: [Stanisław] Mackiewicz, [Paweł] Jasienica czy [Melchior] Wańkowicz”.

Podkreślił dalej, że: „Swoboda dyskusji w historycznych towarzystwach naukowych nie może być rozumiana jako zasada równorzędnej prezentacji różnorodnych poglądów, bez należytego podejmowania zdecydowanej polemiki z błędnymi poglądami”.


Wytyczne XIII Plenum spowodowały wzrost politycznego nacisku na historyków, zwłaszcza dziejów najnowszych. …..

Zaangażowanie uczonych w kampanię propagandową związaną z listem biskupów miało różny wyraz, począwszy od deklaracji składanych na zebraniach partyjnych i związkowych, przez udział w akcji propagandowej w charakterze lektorów KC i KW PZPR, publikacje w prasie, po autorstwo broszur propagandowych. Na posiedzeniu Sekcji Historycznej KN KC PZPR 22 grudnia 1965 r. H. Jabłoński przedstawił zadania, jakie władze wyznaczyły w sprawie listu środowiskom historycznym: udział w dyskusji prasowej, przygotowanie lektorów partyjnych oraz włączenie się PTH do akcji propagandowej…….

….Cykl publikacji milenijnych autorstwa znanych historyków zamieściły m.in. „Trybuna Ludu” i „Polityka (W „Trybunie Ludu” w okresie grudzień 1965 – luty 1966 cykl 12 artykułów zamieścił B. Leśnodorski. W „Polityce” z kolei w ciągu 1966 r. ukazało się 17 artykułów pióra wybitnych historyków, w tym. J. Bardacha, Konstantego Grzybowskiego, Stanisława Herbsta, J. Pajewskiego, Jerzego Topolskiego, Adama Vetulaniego). Konieczność zdynamizowania działalności PZPR w konfrontacji z Kościołem spowodowała próby mobilizacji przez PZPR związanych z nią historyków. Elementem tej akcji było m.in. seminarium poświęcone najnowszej historii Kościoła katolickiego zorganizowane 2–7 kwietnia 1966 r. w harcerskim Ośrodku Turystycznym na polanie Głodówka w Tatrach…….

…..Katalizatorem niezadowolenia z polityki władz w środowiskach naukowych stały się „wydarzenia marcowe”. Represje z nimi związane dotknęły środowisk historycznych w ograniczonym stopniu. Najmocniej dotknięte zostało środowisko łódzkie − do odejścia z Instytutu Historycznego UŁ zostało zmuszonych dwóch jego pracowników (doc. Paweł Korzec i doc. Leon T. Błaszczyk). Z Instytutu Historycznego UW, za zdecydowaną krytykę działań władz, usunięto prof. T. Manteuffla, dyrektora Instytutu Historii PAN, odsuwając go tym samym od pracy z młodzieżą.

Efektem „wydarzeń marcowych” były znaczne zmiany organizacyjne i personalne w polskiej nauce, również historycznej. Ujednolicony został model organizacyjny wyższych uczelni przez stworzenie jednolitego i sformalizowanego systemu instytutowego na wyższych uczelniach, reorganizację IH PAN oraz nominacje na stanowiska kierownicze osób, które w trakcie wydarzeń marcowych czynnie poparły politykę PZPR, a w każdym razie zostały przez nią uznane za lojalne.

Do znacznych zmian doszło także w Zakładzie Historii Partii – w wyniku buntu części pracowników zakładu zdymisjonowano całe niemal kierownictwo (w tym jego dyrektora T. Daniszewskiego i jego zastępcę J. Kowalskiego), a sam zakład został ostatecznie zlikwidowany w 1971 r. (jego funkcję przejął Instytut Historii Ruchu Robotniczego Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR). W wyniku nagonki „antysyjonistycznej” rozpętanej przez władze po wydarzeniach marcowych wyemigrowało z Polski około 20 historyków, brak wśród nich było jednak nazwisk znaczących w polskiej historiografii. Najbardziej dotknięty został Żydowski Instytut Historyczny, którego niemal wszyscy pracownicy wyemigrowali z Polski (Wyemigrowali m.in.: dr Lucjan Dobroszycki, doc. Dawid Fajnhauz, doc. Łukasz Hirszowicz, dr Józef Lewandowski (wszyscy z IH PAN), prof. Emanuel Halicz (WAP), doc. Paweł Korzec (IH UŁ), prof. Henryk Katz (IH UŁ, następnie PISM), prof. Karol Lapter, Aleksander Litwin (em. pracownik Zakładu Historii Partii przy KC PZPR). Wyemigrowali m.in.: Stefan (Szmul) Krakowski (dyrektor archiwum ŻIH), Tatiana Berenstein, Adam Rutkowski).

Istotnym elementem polityki władz wobec nauki po marcu 1968 r. były nominacje na stanowiska docenta osób bez habilitacji, czyli tzw. docentów marcowych. W naukach historycznych liczba takich nominacji była stosunkowo niewielka – otrzymali je m.in.: Alina Barszczewska-Krupa (UŁ), Andrzej Garlicki (UW), Władysław Lewandowski (UMK), Mariusz Kulczykowski (UJ), Józef Morzy (UAM), Mieczysław Pater (UWr), A. Pilch (UJ), Władysław A. Serczyk (UJ), Józef Śmiałowski (UŁ) i Barbara Wachowska (UŁ).

Efektem reorganizacji nauki historycznej były także zmiany wśród grona uczonych członków partii realizujących partyjną linię wobec nauki. W nowym składzie Sekcji Historycznej WNiO KC PZPR dominowali historycy dziejów najnowszych i gospodarczych, urodzeni w latach dwudziestych, którzy karierę naukową rozpoczynali w latach pięćdziesiątych…..

Polityka władz PZPR w stosunku do nauki historycznej w latach 1956–1970 doprowadziła do znacznego wzrostu liczby uczonych zajmujących się historią najnowszą, kosztem badaczy innych epok, zwłaszcza średniowiecza. W ślad za tym szła duża liczba publikacji z tego okresu, których wartość naukowa była przeważnie bardzo niska – szacunkowo można ocenić, że wartość naukową do dziś zachowało najwyżej kilkanaście pozycji monograficznych z zakresu historii najnowszej wydanych w latach sześćdziesiątych. Mimo jednak nacisku cenzury i władz PZPR można zaobserwować ówcześnie powolne przełamywanie w polskiej historiografii jednoznacznie ciemnego i negatywnego obrazu dziejów Polski, ukształtowanego w okresie poprzednim……

……Opór części starej profesury i niektórych historyków młodszego pokolenia wobec polityki władz PZPR w dziedzinie historii, wymuszającej dostosowanie pracy uczonych do propagandowych i ideologicznych celów władz, spowodował konieczność podjęcia przez nie działań w celu wzmocnienia administracyjnego nadzoru nad nauką. Kulminacja tego procesu nastąpiła po „wydarzeniach marcowych”. Wzmocnieniu administracyjnej kontroli nad nauką towarzyszył wzrost konformizmu i karierowiczostwa uczonych z jednej strony, a z drugiej − taktyka mimikry w środowiskach historycznych, przy jednoczesnym zwiększeniu nastrojów niechętnych wobec polityki PZPR bądź ją kontestujących…..

Debata o pamięci i przyszłości

polityczni.pl 2010-02-24

Debata pt.

 „Pamięć i przyszłość. Jak odbudować polską agorę”,

z udziałem m.in. prof. Jadwigi Staniszkis i prezesa IPN Janusza Kurtyki.

m.in. o weryfikacji kadr  naukowych ( szczególnie historyków), nie tylko w PRL 

Nauka pod lupą

logo-glaukopis

Sławomir Cenckiewicz

Nauka pod lupą

Środowisko historyków w opiniach Służby Bezpieczeństwa, przełom lat 60-tych i 70-tych

Glaukopis nr 2/3-2005

Dla ogółu badaczy dziejów najnowszych staje się coraz bardziej oczywiste, że w okresie Polski Ludowej władze komunistyczne, zwłaszcza poprzez swoje „zbrojne ramię” w postaci aparatu bezpieczeństwa, starały się  kontrolować praktycznie każdą sferę życia publicznego.

W tym względzie nie było na ogół wyjątków. Wydaje się iż na indeksie dziedzin politycznie niepewnych i podejrzanych wysokie miejsce piastowała nauka, ale nie taka czy inna jej gałąź, a nauka sama w sobie.

Panowanie nad życiem naukowym dawało komunistom poczucie kontroli umysłów…..

O tym, jak daleko SB starała się ingerować w życie naukowe, świadczyć może jej zaangażowanie w opracowanie projektu powołania 120-osobowej Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, która w 1972 r. zastąpiła istniejące dotychczas ciała opiniujące tytuły naukowe.– Komisję ds. Tytułów Naukowych Rady Państwa, Główną Komisję Kwalifikacyjną przy PAN oraz Radę Główną Szkolnictwa Wyższego.

W notatce służbowej na temat CKK z 3 lipca 1972 r. „opiekun” PAN z ramienia MSW kpt. Jan Sobieszczuk pisał, że „powołanie Komisji winno w lepszym niż dotychczas stopniu zabezpieczać niezbędne jednolite minimum poziomu kadr naukowych”.

Zwracał również uwagę na to, że Komisja nie będzie organem PAN-owskim i że „obok opiniowania w sprawach stopni i tytułów naukowych” w jej kompetencjach znajdzie się także „stwierdzanie kwalifikacji kandydatów do stanowisk samodzielnych pracowników naukowych”. Na notatce sporządzonej przez kpt. Sobieszczuka widnieje jakże wymowna, odręczna adnotacja kogoś z Departamentu III MSW: „Należy śledzić dalsze konstytuowanie się CKK”…

Rozpracowaniem Akademii zajmował się zespół czterech pracowników operacyjnych MSW, w gestii których znalazło się zarówno całe kierownictwo PAN i jej administracja centralna oraz placówki naukowo-badawcze w Warszawie i regionie warszawskim.

Placówki PAN-owskie w pozostałych regionach kraju zabezpieczali funkcjonariusze SB z Wydziałów III Komend Wojewódzkich MO

Wspomniany wcześniej 4-osobowy zespół oficerów w MSW koordynował działania w skali całego kraju. Za jego najważniejsze zadania uznano:

zabezpieczenie wpływu na obsadę stanowisk kierowniczych, właściwy dobór

kadr pozostałych na rekrutację doktorantów oraz dobór kandydatów na wyjazdy zagraniczne;

zorganizowanie samoczynnej sieci informacji, pozyskiwanie informacji, ichselekcja i opracowywanie;

przekazywanie informacji do zainteresowanych komórek Departamentu I, II i III;

pomoc Departamentu I i II w realizacji przedsięwzięć operacyjnych na terenie obiektu;

pomoc w sprawach operacyjnego rozpracowania, prowadzonych zarówno przez Departament III jak i Departament I i II….