Załamanie kariery naukowej Juliana Haraschina na UJ po wydarzeniach w Grand Hotelu

baner historia PRL

Załamanie kariery naukowej Juliana Haraschina  na UJ po wydarzeniach w Grand Hotelu

ujęcie Stefana Grzybowskiego:  Wspomnienia 1999 [ wyd. Zakamycze]

1

2

345

Julian Haraschin – „Krwawy Julek” na progu kariery naukowej na UJ

baner historia PRL

Julian Haraschin – „Krwawy Julek” na progu kariery naukowej na UJ

 – ujęcie Stefana Grzybowskiego:  Wspomnienia 1999 [ wyd. Zakamycze]

1

2

34.jpg5

Schody udaczników akademickich

schody-wstepujace1

Duchota na uniwersytetach (dla przypomnienia ! nadal aktualne)

baner5

Duchota na uniwersytetach (fragmenty) 

Rzeczpospolita, 17.04.07 – Zdzisław Krasnodębski

Kariera dzięki SB

Jest przy tym charakterystyczne, że z ust antylustratorów nie padło ani jedno słowo o tych, którzy byli ofiarami donosów, którym donos złamał życie, którzy nie mogli pracować na uniwersytecie lub wyjeżdżać na stypendia. Nie padło też ani jedno słowo o tych, którzy dzięki współpracy z SB – a także dzięki przynależności do PZPR i ideologicznej usłużności – niezasłużenie robili karierę naukową. Nikt nawet nie zająknął się o etosie naukowca i wychowawcy uniwersyteckiego.

Odzyskać godność

Sprawa współpracy z SB to zresztą tylko część problemu – być może wcale nie najważniejsza. Przecież nie chodzi tylko o tajnych współpracowników SB, którzy w dużej części byli przymuszanymi do współpracy ofiarami systemu, lecz o tych, którzy całkiem jawnie wspierali PRL, nie dbając ani o standardy przyzwoitości, ani o standardy naukowe – i dobrze na tym wyszli, także w III RP. Po 1989 polskie środowisko akademickie nie zrobiło nic, żeby zmierzyć się z przeszłością. Nikt nie odszedł z uniwersytetów z powodu kompromitującej przeszłości, z powodu uprawiania marnej propagandy zamiast nauki, z powodu naruszania wolności akademickich. Nie dokonano refleksji nad stanem poszczególnych dyscyplin i rolą, jaką odgrywały one w PRL.

Krytycy lustracji w jednym mają rację. W istocie chodzi o godność – o jej odzyskanie. Naruszeniem godności nas wszystkich było życie w PRL, gdy pozbawiano nas podstawowych praw i wolności – słowa, dostępu do informacji i swobody poruszania się po świecie, gdy trudnym do spełnienia marzeniem była maszyna do pisania, angielska czy niemiecka książka.

Dzisiaj zaś naruszeniem godności nie jest wypełnienie oświadczenia – naruszeniem godności jest życie w tej dusznej atmosferze, którą usiłują stworzyć przeciwnicy ujawnienia prawdy o przeszłości.

Pamiętam też doskonale Uniwersytet Warszawski, na którym zacząłem studiować w 1972 roku i z którym niedobrowolnie rozstałem się w roku 1991, po zrobieniu habilitacji. Na Wydziale Filozofii i Socjologii, na którym studiowałem i pracowałem, było wielu wybitnych naukowców, nawet jeśli niektórzy z nich byli marksistami i członkami PZPR. Nie przypadkiem parę pracujących na tym wydziale osób, które wyemigrowały z Polski po 1968 roku, zrobiło światową karierę. Była dobra jak na polskie warunki biblioteka, która udostępniała książki gdzie indziej zakazane. Gdy więc ktoś pyta mnie, jak można było w PRL studiować socjologię, traktuję to jako wyraz kompletnej ignorancji.

Jako asystent, a potem adiunkt mogłem zajmować się tym, co mnie interesowało – fenomenologią, hermeneutyką, szkołą frankfurcką, Maksem Weberem – nikt mnie nie zmuszał do czytania Lenina, Marksa czy niestrawnych elaboratów domorosłych marksistów, za które również dostawało się naukowe tytuły.

Wolność reglamentowana

Ale ta wolność miała ściśle wytyczone granice. Pamiętam dobrze atmosferę konformizmu, serwilizmu, pamiętam intelektualną miałkość. Pamiętam, kto był sekretarzem partii w Instytucie Socjologii, kto przewodniczącym związków zawodowych, kto usłużnym wobec władz dyrektorem, kto chciał usuwać niewygodnych pracowników. Pamiętam, że asystentami zostawali ludzie, którym inteligencja nie pozwalała na pracę naukową. Pamiętam, że obok wartościowych prac powstawał chłam. Wystarczy sięgnąć po dawne numery „Studiów Filozoficznych”, „Studiów Socjologicznych”, „Człowieka i Światopoglądu”, by się o tym przekonać. Pamiętam także tych, o których szeptano, że to ubecy.

W ramach socjologicznych studiów były także takie przedmioty, jak? marksistowska teoria rozwoju społecznego „historia ruchu robotniczego i instytucje PRL. Na filozofii, bardziej przetrzebionej po 1968 i otwartej ponownie dopiero w 1973 roku, było znacznie gorzej niż na socjologii. Przerażający był Wydział Nauk Politycznych, gdzie 80 proc. studentów i zapewne 100 proc. kadry należało do PZPR. Niektórzy pracownicy tego wydziału publikowali w czasach pierwszej „Solidarności” broszurki w rodzaju „KPN – z historii zdrady” – dzisiaj wykładają teorie demokracji. Natomiast uniwersytety prowincjonalne były uniwersytetami tylko z nazwy.

Nie zapomnę także posiedzenia Rady Instytutu Socjologii w poniedziałek po wprowadzeniu stanu wojennego – rozpromienionego profesora Jerzego Wiatra, przerażonych innych członków tej rady. Pamiętam działalność podziemnej „Solidarności”, także krótki strajk w Instytucie Socjologii w stanie wojennym i zadziwiający fakt, że bardzo szybko się dowiedziano, kto go zorganizował.

Pamiętam swój pierwszy wyjazd zagraniczny do Dubrownika w 1977 roku. Potem wielokrotnie wyjeżdżałem tam na spotkania, w których brało udział wielu wybitnych niemieckich i polskich intelektualistów – od Hansa-Georga Gadamera do Józefa Tischnera – i z których wyrósł potem wiedeński Instytut Nauk o Człowieku. Biorący udział w jednym z tych spotkań, znający się na rzeczy Henryk Krzeczkowski ostrzegał nas wtedy, że gdy zbierze się parę osób, trzeba zakładać, że co najmniej jedna z nich jest informatorem. Ale nie braliśmy tego zbyt poważnie.

Dzięki poznanym w Dubrowniku niemieckim profesorom wyjechałem na stypendium do Niemiec. I to tam naprawdę zobaczyłem, co to znaczy wolność studiowania, na jakim poziomie może być i filozofia, i socjologia. Nawet w epoce gierkowskiej każdy taki wyjazd był aktem łaski. Jak się dzisiaj dowiaduję – nie tylko z prasy, ale także ze spóźnionych zwierzeń – niektórzy byli gotowi opłacić go udzielaniem informacji o swoich gospodarzach.

Niewiele się zmieniło

I właśnie dlatego, że tak dobrze to pamiętam, chciałbym, żeby uniwersytety w wolnej i demokratycznej Polsce były inne, żeby Uniwersytet Warszawski i Jagielloński dobiły do światowej czołówki.

Ale choć wiele się zmieniło, tamta duchota, tamten środowiskowy lęk, tamte cechy „brudnej wspólnoty” przetrwały w zmienionej postaci. Nadal młodzi naukowcy muszą obawiać się o swe doktoraty lub habilitacje, jeśli narażą się jakimś wpływowym „luminarzom” nauki lub gdy ich poglądy polityczne odbiegają od tych, które dominują w akademickich środowiskach.

Nadal skompromitowane osoby zasiadają w radach naukowych instytutów i wydziałów, nawet jeśli dawno już są na emeryturze, i decydują o przyznawaniu naukowych stopni. Nadal instytutowi przeciwnicy nienawidzą się i obmawiają po kątach, lecz w istocie nie chcą niczego zmienić. Nadal dominują środowiskowy konformizm oraz cywilne i intelektualne tchórzostwo, które dzisiaj przybiera moralistyczne pozy.

Janusz Arabski – anglista z UŚ, TW „Arski” z Krzyżem Komandorskim

baner-czlowiek-nauki1

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu: o68553
prof. dr hab. Janusz Arabski
Dyscypliny KBN: nauki filologiczne
Specjalności: filologia angielska, językoznawstwo stosowane
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: – Instytut Języka Angielskiego UŚ – Dyrektor
– Katedra Filologii WSZMiJO w Katowicach – Kierownik
– Komitet Językoznawstwa PAN – Członek
– Państwowa Komisja Akredytacyjna – Członek
– Zespół Kierunków Studiów Humanistycznych PKA – Członek

KRZYŻ KOMANDORSKI DLA PROF. DR. HAB. JANUSZA ARABSKIEGO

Gazeta Uniwersytecka, miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach styczeń 2005 r. numer 4 (124)

Prof. zw. dr hab. Janusz Arabski jest długoletnim dyrektorem Instytutu Języka Angielskiego UŚ i specjalistą w zakresie językoznawstwa angielskiego oraz językoznawstwa stosowanego. Kieruje prowadzonymi w Instytucie badaniami leksykograficznymi, badaniami nad językami specjalistycznymi i nad procesem przyswajania języka obcego. W tej ostatniej dziedzinie jest autorytetem międzynarodowym. Prof. Arabski jest również prezesem International Association of Applied Psycholinguistics i członkiem wielu prestiżowych organizacji naukowych, m.in. International Association of University Professors of English, Komitetu Językoznawstwa PAN. Należy także do dwu rad redakcyjnych czasopism specjalistycznych o zasięgu międzynarodowym. Została Mu również powierzona funkcja eksperta Państwowej Komisji Akredytacyjnej oraz Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej.

Profesor Janusz Arabski był dotąd odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W uznaniu wybitnych zasług położonych dla rozwoju polskiej anglistyki Prof. zw. dr hab. Janusz Arabski otrzymał w dniu 26 listopada 2004 roku od Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Panu Profesorowi serdecznie gratulujemy i życzymy zdrowia, wytrwałości oraz dalszych osiągnięć w pracy naukowej i organizacyjnej na rzecz społeczności akademickiej naszego uniwersytetu.

————-

ESBECY PROFESOROWIE,

Naukowe kariery uniwersyteckich agentów

Dziennik, sobota 28 lipca 2007

„Arski” boi się FBI
Współpracownikiem SB – pseudonim „Arski”- był również profesor Janusz Arabski, znany anglista, dyrektor Instytutu Języka Angielskiego Uniwersytetu Śląskiego. Zwerbowany został w 1968 roku na „zasadzie dobrowolności”. Arabski, wówczas asystent na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, składał donosy na pracowników konsulatu USA, ich kontaktów, swoich kolegów i współpracowników. Po dwóch latach bezpieka zorientowała się, że jest on członkiem PZPR.

Mimo że werbunek takich osób nie był dozwolony i często stanowił dobry pretekst do zerwania współpracy, Arabski tego nie zrobił. „TW wyraża zgodę na kontynuowanie współpracy z naszą służbą po przeniesieniu się do Katowic. Podejmie współpracę z osobą, która powoła się na >pana Franciszka z Poznania<” – melduje esbek. Tak też się stało.

„Arski” kontynuował kontakty z SB. Robił karierę. Wyjeżdżał często za granicę. Ale w listopadzie 1983 roku oficer służb specjalnych Jerzy Maśnica – oficer prowadzący – spotkał się z nim w Katowicach po jego powrocie z USA. Agent skarżył mu się „na nielojalność aparatu wobec jego osoby” i odmówił dalszej współpracy.

Co tak zdenerwowało agenta? W USA Arabski został przesłuchany przez FBI. Zarzucono mu współpracę z SB i wykonywanie zadań dla polskiego wywiadu na terenie Stanów Zjednoczonych. FBI wiedziało, że nosi pseudonim „Arski”. Grożono mu deportacją do Polski. „>Arski< do tej pory trzykrotnie wykonywał zadania dla Departamentu I i zawsze po jego powrocie do kraju spotykali się z nim pracownicy wywiadu […].

>Arski< sądzi, że ujawnienie jego pseudonimu jest wynikiem zdrady w naszym aparacie (niekoniecznie umyślnym). Jak twierdzi, była to jedyna organizacja (SB – przyp. red.) w naszym państwie, do której miał zaufanie. Zarzuca nam, że zniszczyliśmy mu karierę, bowiem obecnie Amerykanie nie dadzą mu już wizy. Ironicznie wypowiadał się też o pracy > >kolegów z Warszawy< (Departament I MSW – przyp. red.), twierdząc, że on bardziej konspiruje się przed żoną” – pisze do swoich przełożonych kapitan Maśnica. Okazało się potem, że powodem wpadki agenta była zdrada szyfranta z polskiej ambasady w Waszyngtonie.

15 marca 1985 roku rozwiązano współpracę z TW „Arski”, a materiały przekazano do archiwum. Oprócz meldunków w zasobach IPN do dzisiaj zachowało się pokwitowanie za wręczoną agentowi „paczkę z artykułami konsumpcyjnymi o wartości 444,70 zł (dołączono rachunek)”. „Dopiero od pana dowiedziałem się, że byłem tajnym współpracownikiem SB. Przecież teraz kontakty ze służbami specjalnymi są również praktykowane. Wtedy przychodzili ludzie, którzy mówili, że są z wywiadu lub kontrwywiadu – i rozmawialiśmy. W 1983 roku FBI próbowało mnie oskarżyć o szpiegostwo i nie chciało przedłużyć wizy amerykańskiej. W Polsce, po powrocie, w odwecie za odmowę współpracy zablokowano mi paszport” – mówi nam Arabski. Jest zaskoczony, kiedy od reportera
DZIENNIKA dowiaduje się, że wywiad i kontrwywiad były częścią Służby Bezpieczeństwa.

———

TW Arski

———–

First Person: Steve Fallon

Financial Times, January 22 2010

The IPN withheld the real names of “Ewa” and “Zbyszek” because they could not be “unequivocally” linked to me. “Arski”, as I suspected, was identified as a former colleague…..

Jan Piotr Iwanek – TW „Piotr” , politolog z UŚ, obrońca autonomii, przeciwnik lustracji

baner-czlowiek-nauki

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o68737
dr hab. Jan Piotr Iwanek, prof. UŚ, prof. WSB w Poznaniu, prof. WSEiA w Bytomiu, prof. WSP TWP w Warszawie, prof. WSUS w Poznaniu
Dyscypliny KBN: nauki o polityce
Specjalności: nauki humanistyczne, stosunki międzynarodowe, współczesne systemy polityczne
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: – Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ – Dyrektor
– Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ – prof.
– Katedra Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych WSB w Poznaniu – prof.
– Wydział Nauk Społeczno-Pedagogicznych w Katowicach WSP TWP w Warszawie – prof.
– Wydział Zamiejscowy w Katowicach WSUS w Poznaniu – prof.
– Wyższa Szkoła Ekonomii i Administracji w Bytomiu – prof.

 

 

ESBECY PROFESOROWIE, 

Naukowe kariery uniwersyteckich agentów

Dziennik, sobota 28 lipca 2007

Uniwersytet Śląski, a zwłaszcza niektóre jego wydziały, to prawdziwa kuźnia kadr aparatu partyjnego. Tajnymi współpracownikami byli wybitni dziś profesorowie i autorytety w wielu dziedzinach – pisze DZIENNIK.

„Piotr” jest wartościowy
Profesor Jan Iwanek, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, był agentem SB o pseudonimie „Piotr” od 1972 roku. Na współpracę zgodził się dobrowolnie jako student III roku prawa UŚ. W aktach zachowała się charakterystyka TW „Piotr” z 14 lutego 1976 roku: „[.] W trakcie współpracy okazał się jednostką wartościową o dużej wiedzy teoretycznej, posiadający szerokie kontakty w środowisku studenckim. Przekazał szereg ciekawych informacji o głównych działaczach młodzieżowego ruchu studenckiego. Od listopada 1974 roku jest członkiem 
PZPR. W związku z powyższym proponuję wyeliminowanie go z czynnej sieci TW, a materiały przekazać do archiwum wydziału >C<. Otrzymał kwotę 5700 zł tytułem współpracy” – raportuje kierownik sekcji IV Wydziału III SB w Katowicach – kapitan Chmielewski.

W IPN zachowały się dwa pokwitowania odbioru pieniędzy podpisane TW „Piotr”. – To było bardzo dawno, bo ponad 30 lat temu, dlatego niewiele pamiętam. Nikomu chyba nie wyrządziłem krzywdy? – pyta retorycznie Iwanek, zagadnięty o tę część swojego życiorysu. Służby jednak pamiętały o swoim dawnym współpracowniku. „Po powrocie z Panamy w 1984 roku, na prośbę wywiadu MSW, napisałem ekspertyzę na temat sytuacji politycznej w 
tym kraju” – przyznaje profesor.

———

JAK PROF. IWANEK WALCZYŁ Z USTAWĄ

Były agent SB wstrzymał lustrację na Uniwersytecie Śląskim

Były współpracownik Służby Bezpieczeństwa zainicjował i lansował powstanie uchwały, która wstrzymała lustrację na dwóch wydziałach Uniwersytetu Śląskiego. Chodzi o prof. Piotra Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UŚ, który w archiwach IPN figuruje jako TW „Piotr” – pisze DZEINNIK.

Jego agenturalną przeszłość opisywaliśmy w weekendowym wydaniu DZIENNIKA. Po tej publikacji otrzymaliśmy informacje od zbulwersowanych pracowników uczelni, którzy opisali nam kulisy wstrzymania lustracji na Wydziale Nauk Społecznych.   

„Prof. Iwanek sugerował, że forma lustracji zaproponowana przez prezydenta jest najpoważniejszym naruszeniem autonomii uczelni od 1989 r., co więcej, bagatelizował też sprawę wyrzucania w czasie stanu wojennego naukowców, którzy krytykowali peerelowski reżim” – powiedział nasz informator. Według niego, prof. Iwanek miał stwierdzić, że za poglądy wyrzucono z uczelni zaledwie pięciu pracowników naukowych i wszystkim wyszło to na dobre. Czterech bowiem wyjechało na Zachód, gdzie kontynuowało swoje kariery, piąty zaś został w Polsce i jako pracownik stacji benzynowej zarabiał o wiele lepiej niż na uczelni.

Czy to prawda? Iwanek w rozmowie z DZIENNIKIEM zasłania się słabą pamięcią. Przyznaje jednak otwarcie, że w latach 70. spotykał się z oficerami bezpieki. Potwierdzają to akta IPN. Iwanek na współpracę zgodził się dobrowolnie w 1972 r., był wtedy studentem III roku prawa. Oficer prowadzący scharakteryzował go jako „jednostkę wartościową o dużej wiedzy teoretycznej, posiadającą szerokie kontakty w środowisku studenckim. Przekazał szereg ciekawych informacji o głównych działaczach ruchu studenckiego”. Iwanek za współpracę otrzymywał wynagrodzenie. W sumie dostał 5700 zł.

——–

Spowiedź profesora

Dziennik Zachodni, 3 sierpnia 2007

Profesor Uniwersytetu Śląskiego, były dziekan Wydziału Nauk Społecznych, obecnie kierownik Zakładu Systemów Politycznych Państw Wysoko Rozwiniętych i członek Senatu UŚ, mówi, jak wyglądała jego współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa. – Spotkania odbywały się w kawiarni. Częstowano mnie alkoholem – wspomina.

Zaprzecza, że brał pieniądze za informacje o kolegach i koleżankach ze Zrzeszenia Studentów Polskich, w którym działał. Ma nadzieje, że nikomu z nich nie zaszkodził.

————

Blog Bronisława Wildsteina- Rzczpospolita, 2 sierpnia 2007 

W królestwie Iwanka

Profesor Piotr Iwanek, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego, zainicjował na Wydziale Humanistycznym tej uczelni napisanie petycji do rektora w celu wstrzymania procesu lustracji do czasu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego

Koledzy z entuzjazmem przyjęli moralnoprawne argumenty Iwanka. Rektor pochylił się nad nimi ze zrozumieniem. Lustracja na UŚ została wstrzymana. Orzeczenie Trybunału znamy. Do sprawy wracam z powodu drobiazgu. Iwanek był długoletnim – bo już od czasów studenckich – świetnie opłacanym i cenionym przez SB agentem tej służby.

Rozumiem, że z faktu tego nie należy wyciągać daleko idących wniosków. Dziś profesor Iwanek dba bardzo o standardy niezależności uczelni. Jego głównym argumentem przeciw ustawie lustracyjnej było uznanie jej za największe w historii naruszenie autonomii uczelni. Iwanek dba więc również o prawdę historyczną. W jej obronie publicznie demistyfikował tzw. represje stanu wojennego. To, że przy okazji radykalnie zaniżył liczbę naukowców wyrzuconych z uczelni, nie ma znaczenia, gdyż wyjaśnił, iż wyrzuconym wyszło to na dobre, a ten, który jest dziś pracownikiem stacji benzynowej na Zachodzie, zarabia więcej niż naukowcy na polskich uczelniach. Publiczne wyjaśnienia profesora przyjęte zostały z rozbawieniem przez jego kolegów. Ich przecież nie wyrzucono.

Iwanek dba o bezstronność pracowników i pluralizm dyskusji. Zmartwił się nieobecnością młodego pracownika swojego instytutu Marka Migalskiego: – Szkoda, że nie ma z nami tego sługusa PiS, może potrafiłby wytłumaczyć nam potrzebę lustracji. I nie doszukujmy się niczego niestosownego w tym, że epitetów takich używa agent SB. Tak jak nikt z wrogów lustracji nie dostrzega nic niewłaściwego w tym, że działa wspólnie z agentami. I w żadnym wypadku nie można uznać, że walka z lustracją jest obroną agentów. I nie ma nic niestosownego, że tacy ludzie kształcą młodych dziennikarzy i politologów. Bo przeciw lustracji, a za Iwankiem przemawiają argumenty natury moralnej. I dlatego Iwanek trzyma się mocno.

——-

 Jan Iwanek, czyli TW Piotr