Jan Kott – prof. teatrolog – w Polsce i USA, ideolog marksizmu, kolaborant z Lwowa, o krótkiej pamięci

JAN KOTT w Wikipedii

(ur. 27 października 1914Warszawie, zm. 23 grudnia 2001 r. w Santa MonicaKalifornii), polski krytyk i teoretyk teatru; poeta, tłumacz, eseista, krytyk literacki..

Uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939. Następnie mieszkał w Warszawie, po stronie aryjskiej, ukrywając swoje żydowskie pochodzenie. Od 1943 był członkiem PPR, od 1944 oficerem AL i redaktorem konspiracyjnego czasopisma „Młoda Demokracja”.

Po wojnie blisko związany z władzą komunistyczną, współzałożyciel i redaktor lewicowego tygodnika „Kuźnica” – organu PPR dla intelektualistów. (1945-48). W 1948 współzałożyciel Instytutu Badań Literackich PAN. Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego (1949-1952) iUniwersytetu Warszawskiego (1952-1969). W latach pięćdziesiątych atakował „wrogów” socjalizmu – od Kościoła Katolickiego, zbrojnego podziemia i gen. Andersa po „reakcyjnych” twórców. Dyskredytował m.in. dorobek Zygmunta KrasińskiegoStanisława Wyspiańskiego,Stefana ŻeromskiegoHenryka SienkiewiczaJosepha Conrada. Gwałtownie atakował wymowę Lorda Jima Conrada, widząc w głoszonych w nim ideałach heroizmu i honoru wzór „niebezpiecznej” ideologii, wyznawanej później przez żołnierzy AK, którą oskarżał o faszyzację. Krytykował Kamienie na szaniec Aleksandra Kamińskiego, uważając je za groźną książkę, na której wychowało się pokolenie kondotierów.

W 1957 wystąpił z PZPR i związał się ze środowiskami kontestującymi rzeczywistość PRL-u, a w 1964 podpisał List 34 skierowany przeciwko cenzurze.

W 1966 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał na Uniwersytecie YaleUniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Po wydarzeniachmarca 1968 został przez władze PRL pozbawiony tytułu profesora i wystąpił o azyl w USA. Od 1969 wykładał na Nowojorskim Uniwersytecie Stanowym w Stony Brook (do emerytury w 1983). W 1979 roku otrzymał obywatelstwo amerykańskie. ..

————–

Leksykon krótkiej pamięci – Julian Kornhauser

ONET czytelnia

Typowe postawy i kariery polskich pisarzy w PRL-u: zachowanie kameleona. Dobrym przykładem jest tu Jan Kott. Działał tak, jak mu było wygodnie. W czasie wojny kolaboracja z władzami sowieckimi we Lwowie. W 1944 roku, po powrocie do Warszawy, wstąpił do PPR. Należał do głównych ideologów marksistowskich.

Założył „Kuźnicę”, piętnował „burżuazyjną” literaturę. Z nadania partii współtworzył Instytut Badań Literackich w 1948 roku. Pisywał felietony, recenzje i szkice, które złożyły się na takie książki jak Po prostu i Mitologia i realizm. Dzięki nim został profesorem  najpierw romanistyki (krucjata przeciwko awangardzie), potem polonistyki (słynne pamflety przeciwko Conradowi i jego heroizmowi moralnemu). Wkrótce sztandarowe, socrealistyczne opracowanie Lalki Prusa (1949) i ideologia progresywizmu.

Na początku lat 50. regularna krytyka teatralna i recenzowanie spektakli w kontekście społeczno-politycznym. I nagle odwilż – Kott przekreśla natychmiast swoją socrealistyczną przeszłość, ale jeszcze nie poglądy, o czym świadczy tom z 1956 roku Postęp i głupstwo, propagujący całkowite i bezwarunkowe podporządkowanie się Historii.

W 1957 roku występuje z partii i staje się rzecznikiem zmian, „walczy” o wielką klasykę i Szekspira. W 1961 roku wydaje tom felietonów i recenzji Szekspir współczesny.

W 1964 roku podpisuje „List 34”; mimo to pozwolono mu wyjechać na stypendium do USA, gdzie zaczął wykładać na uniwersytetach! Od 1968 roku pozostał na stałe za granicą. Tom o Szekspirze, tłumaczony na wiele języków, zaczyna swoją niebywałą karierę międzynarodową w środowiskach zrewoltowanej, lewicowej młodzieży. Napisany komunikatywnym, felietonowym językiem, tłumaczy, a właściwie „streszcza” dzieła Szekspira, poza metafizyką, doraźnie i realistycznie. Książka, będąca na marginesie akademickiej szekspirologii, dziwnym trafem zostaje uznana za obowiązujący „podręcznik”. Kott czuł się dobrze w nowej skórze: emigracyjnego guru współczesnego teatru. Kariera, jak powiedziałem, dość typowa dla polskich pisarzy owładniętych komunistyczną ideologią. I typowe, rzecz jasna, zachowanie elit, które przeszły do porządku dziennego nad „przemianą” przedstawiciela aparatu ucisku i krytyki jako narzędzia władzy. Bo sukces międzynarodowy! Giętkie pióro! Doradca Petera Brooka! Lubiąc zapominać i zacierać przeszłość, konstruujemy fałszywy obraz naszej historii.

————–

Jan Kott, czyli Melpomena jest dumna

Andrzej Żurowski

25.02.2007.

należy poddać Jana Kotta lustracji. Przeszedł od komunizmu – co tam komunizmu: stalinizmu wręcz – do  koncepcji i konstatacji  zgoła ostro pozadoktrynalnych. Niech się tym szerzej i wnikliwiej zajmują Inkwizytorzy; skromnie natomiast  pozwolę sobie suponować, że dziecinny Kott niezmiennie wierzył. Wierzył w aktualne doktryny i uprawiał swą teatrologię w obrębie ich pryncypiów….

Opisałem już kiedyś ten fragment naszej rozmowy: „Dlaczego Jan Kott został profesorem Uniwersytetu we Wrocławiu – wiadomo; trzeba go było czym prędzej wypchnąć z Warszawy gdzieś choćby trochę na ubocze. Natomiast jak został profesorem, opowiadał mi u Johna:

Wezwano mnie – mówił – do KC, do wysokiego funkcjonariusza, chyba od nauki albo od kultury.

– Zostaniecie, towarzyszu Kott, profesorem romanistyki we Wrocławiu, od zaraz.

– Ale ja – Kott na to – towarzyszu sekretarzu, jestem tylko prosty doktor, żadnej habilitacji…

– Toż wam mówię, nie będziecie docentem, tylko profesorem.

– I tak – zachichotał mi Kott – zostałem prostym profesorem.”

Habilitacji, oczywiście, nie zrobił nigdy. (Też mi problem!…)

————-

Z: Jacek Trznadel – Kolaboranci

W swoich wspomnieniach Jan Kott myli szczegóły i chronolo­gię. Niewiarygodny jest przekaz o wywózce, od której jego i Boya-Żeleńskiego uchroniła Wanda Wasilewska. Przekaz jedyny, przez nikogo nie potwierdzony, choć sama sprawa aresztowaniu Kolta jest prawdzi­wa. Jego teść, wybitny matematyk, Hugo Steinhaus, dał zupełnie inną wersją aresztowania i zwolnienia swego zięcia, nie ma w niej mowy o dotarciu na dworzec, wyciągnięciu z wagonu, ani o Wasilewskiej. Wer­sja Kotta to zapewne nie sprawa luki w pamięci, lecz – tworzenie efek­townej literatury. Nie wiadomo, w jakim stopniu prawdziwe są realia innych okupacyjnych wspomnień Kotta. Kott uczestniczył w zebraniach Klubu Pisarzy jako członek Związku Pisarzy Sowieckich Ukrainy, zaj­mował się przygotowywaniem podręcznika literatury polskiej do naj­wyższej klasy szkoły średniej (pisze o tym H. Szipper).

Kott trwał przy swej ortodoksyjnie komunistycznej ideologii co najmniej do lat pięćdziesiątych. Reprezentując ciasny, komunistyczny pogląd, grał jednocześnie rolę libertyna. Jest jednym z wielkich odpo­wiedzialnych za ofensywę ideologii komunistycznej w kulturze. Byłem słuchaczem jego wykładów polonistycznych we Wrocławiu i seminarium z literatury francuskiej po roku 1949. To on przecież wylansował w jed­nym z powojennych felietonów postać buchaltera-komunisty mówiącego, że bilans komunizmu jest zawsze dodatni: „bo zamykamy go dopiero po zwycięstwie!”. Zaczyn lwowski wyrósł po wojnie.czym tłumaczyć akces Kotta do Związku Pisarzy Sowieckich, którego został członkiem, i udział w zebraniach, a także całe prokomunistyczne zaangażowanie w czasie okupacji niemieckiej i po wojnie? ..

Kott („Kotek”, jak nazywaliśmy go w czasie studiów i potem), zdaje się nie pamiętać o masowych eksterminacjach sowieckich i liczbie zgładzonych ofiar, choć nie w jawnych ulicznych egzekucjach. Kto we Lwowie nie siedział w lochu NKWD, był dokarmiany i głaskany przez okupanta po głowie, kto zamienił imię polskiego pisarza na etykietkę pisarza sowieckiego, woli widzieć totalitaryzm sowiecki w różowszych barwach.

GUSTAW HERLING-GRUDZiNSKI (fragment)

Jan Kott, kochany pan Janeczek, jak go nazywała Maria Dą­browska, gdy klęknąwszy wpatrywał się z uwielbieniem w jej oczy, bła­gając o wybaczenie lwowskiego epizodu, który rozgniewał Dąbrowską: jedyny należał równocześnie do dwóch związków literatów, resztek nie­zależnego pod przewodnictwem Ostapa Ortwina i Parnickiego, oraz rządzonego twardą sowiecką ręką przez Pancza, komisarza z Kijowa, Ale to pierwsze, ostrożne i nieśmiałe jeszcze obwąchiwania i rozpozna­nia kocimi wąsami. Ze starymi czy z nowymi?

Z nowymi, z nowymi. Drapieżny Kocur, który nazajutrz po wojnie w Rzymie z dygnitarską gębą (był, zdaje się, rewizorem amba­sad PRL za granicą), podczas naszego spotkania (znaliśmy się przed wojną) kapłańskim głosem dowodził, że śmieszną jest rzeczą łzy przelewać nad drobiazgiem iluś tam tysięcy zastrzelonych w Katyniu oficerów polskich, kiedy roztacza się przed nami obraz majesta­tycznego Pochodu Historii. […]

Gustaw Herling-Grudziński: Dziennik pisany nocą. ,,+PIus -Minus” nr 8; 21-22 lutego. Dod. do „Rzeczpospolitej”, Warszawa 1998

Jerzy Robert Nowak – Kto jest kim w lobby filosemickim

Jan Kott, krytyk literacki. W czasach stalinizmu jeden z najskrajniejszych politruków kultury żydowskiego pochodzenia, “inkwizytorsko” zwalczający przeważającą część tradycyjnej polskiej literatury narodowej jako “reakcyjną”. Nawet znany żydowski luminarz paryskiej “Kultury” Zygmunt Hertz przyznawał w liście do Czesława Miłosza z 2 lutego 1965 r. w kontekście Jana Kotta: bardzo Janka lubię, ale był kurwa, oj był (por. Z.Hertz: Listy do Czesława Miłosza 1952-1979, Paryż 1992, s. 207-208). Jeszcze długo po październiku 1956 r. przy różnych okazjach popisywał się proreżimowymi służalstwami, doczekując się u Jerzego Giedroycia wdzięcznego określenia “szmata”. W 1963 r. Giedroyć napisał w związku z jednym takim służalczym wystąpieniem Kotta: Ci ludzie zupełnie zwariowali. Stali się szmatami i bezwolnymi narzędziami nieinteligentnego systemu (…), a jednocześnie uważają siebie za jedynych reprezentantów, wieszczów etc. (…)(“Rzeczpospolita” z 6-7 listopada 1993 r.). Swoje stalinowskie wyczyny Kott próbował maksymalnie wybielić w pełnej kłamstw książce Przyczynek do biografii. Dawny inkwizytor kultury nie zrezygnował z mentorskich pouczeń wobec Polaków, oskarżając ich o antysemityzm podczas wypadów ze Stanów Zjednoczonych do Polski (por. np. wywiad z J.Kottem: Kiedy skończy się mgła, “Polityka” z 6 października 1990 i komentarz polemiczny do tego wywiadu AL: Antysemityzm polski, “Niedziela” 28 października 1990 r.).
„NASZA POLSKA” NR 40/1996

Karol Estreicher – historyk sztuki, w czasach PRL mówił co myślał, więc cierpiał

Karol Estreicher (młodszy) w Wikipedii

Karol Estreicher jr. (4 marca 190629 kwietnia 1984) – jeden z najwybitniejszych polskich historyków sztuki XX wieku.

Naukę rozpoczął w szkołach krakowskich, ukończył Gimnazjum im. Króla Jana III Sobieskiego, by następnie studiować historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, zwieńczoną w 1928 r. doktoratem pod kierunkiem profesora Juliana Pagaczewskiego; tam też habilitował się w 1947 r. Od 1950 r. był etatowym profesorem nadzwyczajnym, a w 1954 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego na UJ, zaś w 1972 r. – został profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 19451950 wykładał równolegle w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz w latach 19511961 w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Od 1947 r. był wicedyrektorem, a od 1951 dyrektorem Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego (do emerytury w 1976 r.). Ponadto w latach 19461964 kierował renowacją Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, ukończoną na 600-lecie Uniwersytetu.

W latach II wojny światowej – po ewakuacji cennych dóbr kultury z Krakowa (Wawel) przez Rumunię do Francji – jako sekretarz premiera RP na uchodźstwie gen. Władysława Sikorskiego zaangażował się w opracowywanie strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką. Kierował wówczas 8-osobowym zespołem tworzącym Biuro Rewindykacji Strat Kulturalnych przy Ministerstwie Prac Kongresowych w Londynie.

Politycznie zaangażował się tylko raz – … w pełnienie funkcji przewodniczącego krakowskiej rady Frontu Narodowego w latach 19521956. Następnie dystansował się wobec władz PRL, wspierając niezależne środowiska twórcze i utrzymując – jako członek polskiego PEN Clubu – przyjacielskie stosunki z Antonim Słonimskim. Pod jego wpływem w 1964 r. Karol Estreicher stał się sygnatariuszem „Listu 34” do premiera PRL Józefa Cyrankiewicza w sprawie polityki kulturalnej, ograniczającej dostęp do papieru oraz krytykując działalność cenzury (mimo nacisków podpisu swojego – jak niektórzy sygnatariusze – nie wycofał). Ceną, jaką zapłacił za to Estreicher, było utrącenie w 1966 r. wniosku o nadanie tytułu profesora zwyczajnego, a także stosowany wobec niego ostracyzm ze strony kolegów uniwersyteckich (wyrażający się postponowaniem dorobku naukowego oraz rozpowszechnianiem nieprawdziwych i szkalujących opinii o Estreicherze).

MÓJ MISTRZ Wspomnienie o prof. Karolu Estreicherze

Alma Mater 1997, prof. Michał Rożek

Wreszcie nadszedł rok 1945, konieczność wyboru: powrót do kraju i wpisanie się w nową rzeczywistość, czy pozostanie na emigracji w Londynie. Tutaj Estreicher nie miał najmniejszej wątpliwości. Wraca do ukochanego Krakowa. . Dla Estreichera jedno jest ważne – polskie dzieła sztuki mają wrócić do Polski. Od Emeryka Hutten-Czapskiego i Johna N. Browna uzyskuje bezcenną wiadomość dotyczącą ukrycia ołtarza Mariackiego.

Jesienią 1945 roku Karol Estreicher skompletował wszystkie części ołtarza. Nie skończył na tym. Poszukuje skarbów Uniwersytetu Jagiellońskiego, odzyskuje „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci, „Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta – obrazy z Muzeum Książąt Czartoryskich. 30 kwietnia 1946 roku wraca do Krakowa, przywożąc z Norymbergii transport z dziełami sztuki….

Żywiołowy, nieraz drapieżny, temperament Karola Estreichera raz jeszcze objawi się z całą siłą. Tym razem zacznie Profesor ostatnie wielkie dzieło życia – odbudowę, adaptację i organizację Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1950-1963 gmach Collegium Maius został odbudowany i urządzony.

Od roku 1966 redaguje „Rocznik Krakowski” w ramach prac Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, w którego zarządzie zasiadał. Nadmieńmy, że jeden z powojennych „Roczników” (t. XXXIII, z. 3) zawierał pracę Profesora pt. Grobowiec Władysława Jagiełły (1953). Pracuje – jak widać – niezwykle aktywnie. Od roku 1954 prezesuje Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych. Jest członkiem PEN-Clubu. Walczy z ówczesnymi decydentami o każdą sprawę.

W roku 1976 w administracyjny sposób przesunięty przez władze uniwersyteckie na emeryturę, pozbawiony dyrektury Muzeum UJ, pracował nadal. Przede wszystkim pisał, i to dużo. Poświęcił się też Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych, któremu też zapisał cały swój majątek…Zmarł w Krakowie 29 kwietnia 1984 roku.Profesor Karol Estreicher był pewnego rodzaju instytucją, a posiadaną wiedzą dzielił się chętnie. Zawsze mówił, co myślał, nie licząc się ze zdaniem rządzących. Mówił głośno i odważnie, zwalczając – jak powiadał – nie ludzi, lecz idee, które głoszą. Daleki był zawsze od ugodowych postaw, które z gruntu tępił, widząc w nich potencjalne zło. Mawiał bowiem, iż „święty spokój się mści”. Podczas erudycyjnych, choć może bałaganiarskich wykładów uczył młodzież także mądrości życiowej. Był wielką osobowością, nie wolną wszakże od ułomności właściwych ludzkiej naturze. Porywczy, ostry, bezkompromisowy, nie znoszący służalstwa i czczego pochlebstwa, lubiący cywilną odwagę i słowną szermierkę. Potrafił być twardy i nieustępliwy, gdy szło o dobro kultury polskiej i sprawy Krakowa. Zawsze bronił nadrzędnych patriotycznych wartości. Jednocześnie pełen fantazji, wydawał dziwaczne sądy, aczkolwiek – patrząc z pewnej perspektywy – nieraz bardzo trafne. Niepokorny wobec współczesnych, stąd też kontrowersyjny. Miał bowiem Profesor charakter trudny, impetyczny i choleryczny ponad miarę.

Grabież dzieł sztuki

Prywatne wojny profesora Estreichera

Tygodnik Powszechny

Była to jedna z barwniejszych postaci Krakowa. Z błyskiem w oku, stale w biegu, przemykał przez Planty i ginął za bramą Collegium Maius. Tam przez lata toczył swoją wielką prywatną bitwę: pokonując trudności przywracał do dawnego kształtu miejsce, gdzie przez sześć wieków rozwijała się polska nauka.

Burzliwe dzieje ołtarza Wita Stwosza

Tygodnik Niedziela

———

Nowa Estreicherówka

————–

Mobbing wybitnego profesora