MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4

MARZEC 1968 R. –

WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ – cz.4

Władysław Grodecki

S T R A J K

Czwartek 21 marca 1968r.

Bardzo powoli zaludniała się aula w Gmachu Głównym PW. Wydawało się, że studentom zabrakło odwagi by przeciwstawić się szantażowi władz i niezwykłej aktywności funkcjonariuszy PZPR na uczelni. Na wielu wydziałach, nawet w Gmachu Głównym odbywały się niektóre zajęcia. Na szczęście w południe wypełnił się cały parter i studentów ciągle ich przybywało. Nie bez znaczenia w „krzepieniu ducha” były informacje z zewnątrz. Przypominały one „meldunki z frontu” , oto Ryszard Krasnodębski, wybitny matematyk profesor Politechniki Wrocławskiej na znak solidarności ze studentami podjął strajk głodowy. Z tegoż Wrocławia dotarła inna wiadomość; studentów popierają robotnicy PFW-agu. A w Warszawie strajk solidarnościowy zapowiedzieli studenci AWF-u, UW i SGGW.

O godz. 16.00 strajk zaczął się na dobre. O tej porze objąłem funkcję kierownika ośmio osobowej służby porządkowej na parterze Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej. Otrzymałem fragment bardzo skomplikowanej koronki, jako „legitymację służbową”, którą przypiąłem do wewnętrznej strony kołnierza. Celem służby było pilnowanie porządku, a więc dbanie by nie doszło do jakiejś prowokacji, niszczenia sprzętu, kradzieży, by nie wchodziły na teren uczelni osoby obce, a nadto kierowanie akcją pomocy od ludności Warszawy i różnych instytucji itd. Meldunki o ofiarności mieszkańców stolicy, zwłaszcza darów żywności sprawiły, że nie musieliśmy się martwić, że czeka nas „ramadan” ( muzułmański post ). W dowód wdzięczności raz po raz od potężnych okrzyków „WARSZAWA Z NAMI” trzęsły się mury okazałego gmachu. Chodziło o to by Oni, darczyńcy to słyszeli.

Długo i niestety bezskutecznie czekano na pozwolenie Rektora zorganizowania akcji propagandowej. O godz. 17.00 uczyniono to bez tego przyzwolenia. Potrzebne były pieniądze i w ciągu kilku chwil zebrano 4512 zł. Natychmiast ruszyła potężna machina propagandowa w której zaangażowało się kilkadziesiąt osób. Wykonywano ogromne transparenty, drukowano tysiące ulotek. Ale to wszystko było za mało, więc kto miał kawałek papieru i długopis pisał dla tych co na zewnątrz. Natomiast z balkonu co chwilę podawano różne komunikaty:

– ze studentami PW solidaryzują się uczelnie Wrocławia i Łodzi gdzie podjęto strajk okupacyjny o godz. 8.00

– ukończono olbrzymią planszę „WARSZAWA Z NAMI”.

– godz. 18.00 Polskie Radio podało apel ZMS-u o solidarność z Partią i rządem.

– o godz. 20.00 strajk okupacyjny podjęli studenci UW i AWF-u

A tymczasem na ścianie frontowej Gmachu Głównego Politechniki powieszono kolejne transparenty: STRAJK OKUPACYJNY, WARSZAWO PROSIMY CIĘ O POMOC, NIE MA CHLEBA BEZ DEMOKRACJI, DEMOKRACJA WARUNKIEM POKOJU I SPOKOJU, ROBOTNICY WASZA SPRAWA NASZĄ.

Później wewnątrz auli powieszono jeszcze hasło: „TRZEBA TROCHĘ POSTRAJKOWAĆ, PRZESTANĄ NAS IGNOROWAĆ” O godz. 22.00 był apel wieczorny, po którym podano kilka komunikatów. A później na siedząco czy leżąco w auli, na korytarzach, w salach wykładowych w półśnie mijały godziny. Oczywiście my, członkowie służby porządkowej musieliśmy czuwać. Na szczęście noc minęła dość spokojnie, a rano na fasadzie GG zawisła REZOLUCJA PW, zaś 60 osób przeniosło przez ulicę Nowowiejską gigantyczny transparent POPRZYJCIE STRAJK, który zawisł na Gmachu Elektroniki.

Piątek 22 marca 1968 r.

Dzień rozpoczął się od bardzo nerwowych, chrypliwych okrzyków, których przyczyną było aresztowanie kilku kolegów, którzy wyszli na zajęcia w studium wojskowym. Rano trzeba było jakoś załatwić potrzeby fizjologiczne. Sam nie wiem jak te parę tysięcy osób uporało się z tym problemem i stanęło do apelu. Ten zaczął się od odśpiewania hymnu. Poranek, nowe siły, krzepiące wieści, że przed GG gromadzą się coraz większe tłumy Warszawiaków, którzy ze wzruszeniem czytali ( niektórzy przepisywali) Rezolucję.

To wszystko wprawiło nas w dobry nastrój. Powiało optymizmem. Musimy uczynić wszystko by nigdzie nie było zajęć! Specjalna kilkudziesięcioosobowa grupa udała się na teren Politechniki Południe by walczyć z ”łamistrajkami”.

Strajk na Politechnice odbił się szerokim echem w stolicy. To było ważne wydarzenie, Warszawiacy tylko o tym mówili i dawali dowody swego uznania, podziwu, sympatii dla studentów. Wspierali nas! Oto niektóre przykłady:

– Kierowca furgonetki zamiast dostarczyć pieczywo do sklepu przywozi je strajkującym.

– Taksówkarze nie pobierali opłat od studentów.

– Ociemniała kobieta przekazała trzy paczki papierosów, „jeśli za słuszną sprawę”.

– Ambasada Szwajcarii przekazała ciężarówkę żywności.

– Motorniczy tramwajów zatrzymują dłużej tramwaje na przystanku koło GG by pasażerowie mogli pozbierać ulotki.

– Prezenty przekazały Ambasady USA, Wlk. Brytanii i Kanady. Chęć pomocy deklarowała Ambasada Czechosłowacji.

– W różnych zakładach i instytucjach studenci byli wcześniej zwalniani z pracy by mogli iść na strajk. Tam też przepisywano lub drukowano ulotki.

– Z zakładów pracy wpłynęło 30 tys. zł. , a robotnicy przekazali ogromną ilość żywności: chleba, kiełbasy, mleka, wędlin, piwa, owoców, słodyczy, a nawet ziemniaków i piwa. Wielokrotnie wychodziłem na zewnątrz GG i przecierałem oczy ze zdumienia; sześciu studentów nie mogło sobie poradzić z odbieraniem prezentów od ludzi zgromadzonych za żelaznym parkanem. Wszyscy prosili o ulotki.

Powoli to ostatnie życzenie można było realizować. Na uruchomionych kopiarkach uczelnianych w ciągu nocy wydrukowano ok. 15 tys. ulotek. Tyle samo przepisano ręcznie! Kolosalne wrażenie na zebranych przed GG robiły imponujących wymiarów plakaty i nieco mniejsze w oknach. Przybywało ludzi na Pl. Jedności Robotniczej, pojawili się zachodni dziennikarze, przeprowadzono kilka wywiadów.

Ktoś przyniósł kartkę z ulicy. STUDENCI ZACZNIJCIE APEL JAK ZWYKLE HYMNEM, A MY DOŁĄCZYMY. Apel rozpoczął się o 14.00 zgodnie z planem. Jak się później okazało, najmilszy. Było dość spokojnie, było co jeść i pić. Wyszedłem na zewnątrz, studenci nie nadążali z odbieraniem darów. Później wszedłem do jednej z sal wykładowych i nie mogłem uwierzyć, była wypełniona do sufitu kiełbasą. A w auli rozdawano całe kosze luksusowych papierosów i lepsze, owoce cytrusowe. Ogromna ilość listów, prezentów i innych dowodów poparcia i podziwu. Na każdej niemal paczce, na każdym skrawku papieru były słowa zapewnienia, że są z nami. Pisali inteligenci i ludzie prości, kobiety i mężczyźni, dorośli i młodzież. Wspierali nas duchowo i materialnie ( liczne prezenty ) robotnicy z Żerania, Miasto-projektu, z Okęcia, z Zakładu Róży Luksemburg. Najmilsze jednak były kwiaty od najmłodszych, od dzieci! Długo można by wymieniać darczyńców, osób i instytucji, które nas wspierały. Nic więc dziwnego, że raz po raz wznosiliśmy okrzyki, BRAWO UNIWERSYTET, BRAWO SGGW, BRAWO WROCŁAW, BRAWO AWF, ROBOTNICY Z NAMI, WARSZAWA Z NAMI Byli i tacy, który zadbali o „strawę duchową” , czas umilały nam występy artystów, w tym duet fortepianowy Marek ( Tomaszewski) i Wacek ( Kilsielewski).

Wieść o tym co dzieje się w GG, że jest bezpiecznie, że jest dużo jedzenia i picia, że jest miła atmosfera, sprawiła, że po południu przybyli nawet ci studenci, których do tej pory paraliżował strach przed konsekwencjami. Oceniano, że ok. 18.00 było nas ok. 12 000!

Niestety już wkrótce miało się to zmienić! Pracująca na podsłuchu krótkofalówka w Gmachu Elektroniki wykryła, że z pokoju 152 (POP PZPR ) przekazywane są informacje do Domu Partii o rozwoju sytuacji na Politechnice, zaś przybywający do auli z zewnątrz zauważyli, że w rejonie Politechniki pojawiły się oddziały WSW i przybyło milicjantów.

Gdy po zapowiedzi koncertu studentów Wyższej Szkoły Muzycznej w auli zaczęły się gromadzić coraz większe rzesze studentów na balkonie pojawił się prorektor Jan Różycki w towarzystwie prorektora Henryka Śmigielskiego i członków Senatu PW. Prof. Śmigielski odczytał wezwanie Rektora Prof. Dionizego Smoleńskiego: (…) żądam kategorycznie:

1)Opuszczenia pomieszczeń Politechniki do godz. 21.00 dnia dzisiejszego.

2)Przystąpienia do normalnych zajęć jutro tj. w dniu 23.III.68r. do godz. 8.00

I dalej: „Jeżeli do dnia 23.III.1968 r. nie zostanie przywrócony porządek i studenci nie przystąpią do normalnych zajęć, działalność Uczelni za zgodą Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego zostanie zawieszona i w odpowiednim terminie zostaną ogłoszone nowe wpisy na wszystkich latach i wydziałach.”

W szeregi studenckie wkradł się strach, zwątpienie i niedowierzanie. Część studentów od razu przychyliła się do apelu rektora, ale pozostali nie dali się zastraszyć. Nie zmieniły tego nawet różnice zdań Członków Komitetu Strajkowego i wystąpienie jednego z nich, który stwierdził, że aktualny kierownik nie jest studentem naszej uczelni, że w ogóle nie jest studentem! Raz po raz wznoszono okrzyki: ZOSTAJEMY, ZOSTAJEMY… Z biegiem czasu zaczęło ubywać odwagi i determinacji. Niektórzy zaczęli wychodzić! W tym czasie z balkonu do zebranych na zewnątrz ludzi przemawiał jeden ze studentów zapewniając, że choć wielu opuszcza uczelnię, jednak część zostanie do końca. Wspólnie ci wewnątrz i ci na zewnątrz zaśpiewali „międzynarodówkę”! Dochodziła godz. 21.00 gdy na balkonie pojawił się były Rektor PW Jerzy Bukowski. Prosił, nalegał, tłumaczył, perswadował, proponował by zgłosiła się kilkuosobowa grupa, która by wyprowadziła studentów na zewnątrz. Część osób wyszła. Znowu przemawiali profesorzy Śmigielski i Różycki, bez efektu. W końcu udało się rozbić zebranych na wydziały i w odrębnych salach wykładowych przedyskutować problem wyjść, czy pozostać? Część osób znowu wyszła…

Atmosfera stała się bardzo napięta gdy Rektor przypomniał, że minęła 22.00 i właściwie nie jesteśmy już studentami, że w każdej chwili do środka może wkroczyć milicja? Wyszła kolejna grupa studentów…

Na mównicy znowu pojawił się kierownik strajku apelując, by nie dać się zastraszyć. Już nie wszyscy chcą go słuchać, mimo to słychać było na zewnątrz skandowanie: ZOSTAJEMY, ZOSTAJEMY…

Czas wolno upływał, przemawiali, prorektor, Rektor Dionizy Smoleński i ponownie prof. Jerzy Bukowski. Był bardzo zatroskany o los uczelni, o los każdego studenta. Prosił by nie podejmować ogromnego ryzyka jakim w przypadku pozostania jest pobicie, więzienie, a może i relegowanie z uczelni. Przyznał jednak, że jedynym, honorowym wyjściem jest przetrwanie do godz. 8.00 i zadeklarował pomoc. To samo chwilę później uczynił sam Rektor Dionizy Smoleński.

Studenci rozeszli się do sal wykładowych, nie na długo. Ok. 1.30 „odwiedza” ich prorektor Jan Różycki. Był bardzo zdenerwowany, takiego Mojego Profesora nigdy nie widziałem. Dla mnie był zawsze przykładem, uprzejmości, spokoju i kultury, ale tym razem było inaczej. Nie mówił, krzyczał: „Proszę koniecznie opuścić uczelnię. Otrzymaliśmy odgórną decyzję na, którą nie mamy żadnego wpływu. Proszę wyjść, proszę wyjść! Po kwadransie wszyscy zebrali się na krużgankach i parterze. Zestresowani, zaspani, wściekli. Tak władza „wybija nam z głowy socjalizm”, komentowali niektórzy. Z balkonu znowu przemawiał prof. Jerzy Bukowski. Czy ktoś był w stanie tego słuchać?

Tymczasem z zewnątrz dochodziły coraz bardziej niepokojące wiadomości; deszcz rozpędził tłumy Warszawiaków, a resztę milicja zepchnęła w boczne ulice! Po komunikacie radia i telewizji lokalnej o rozwiązaniu uczelni i niebezpieczeństwie „wzięcia szturmem Gmachu Głównego”, niektórzy słabną inni idą do toalety. Wiele osób jest bliskich szoku nerwowego, wychodzą! Dziewczęta płaczą ze strachu, mdleją. Z balkonu auli ciągle ktoś przemawia, ale tego nie można już słuchać, to przekracza granice wytrzymałości psychicznej. Nagle wrzask, idą! Głowy skierowały się w stronę bramy głównej. Pękła szyba; wszystkich targnął złowieszczy zgrzyt, wdzierają się do środka gestapowcy z Golędzinowa, ale nie…

Niektórzy kapitulują i uciekają tylnym wyjściem lub chowają się po salach. Sam przeżywam okropny strach, ale jeszcze piszę na skrawkach gazet; staram się oddać nastrój tych dramatycznych chwil!

Ktoś znowu pojawił się na balkonie i usiłuje coś powiedzieć. Jego łamiący się głos już nie może nikogo przekonać. Czuć beznadziejność i strach. Ci, którzy jeszcze nie otępieli całkowicie wzruszają ramionami. Inni nie są w stanie nawet się skupić. Przetrwać, za wszelką cenę przetrwać do godz. 8oo to jedyna rzecz, którą najbardziej pragną!. Niektórzy jednak pod wpływem presji lub szantażu członków PZPR – wychodzą bądź siłą zostali wypchnięci z Gmachu Głównego.
Godzina 2oo prosi prorektor Jan Różycki , wyjdźcie, proszę wyjdźcie dla swojego dobra, proszę…

Każda minuta dłuży się niesłychanie! Po pół godzinie kolejny trzask i wszyscy zerwali się do barykadowania drzwi schodów. Przewracano szafy, przesuwano gabloty. Przygotowano gaśnice , syreny alarmowe. Na parapetach krużganków znalazły się minerały wyrwane z gablot, kosze na śmiecie, butelki, w pobliżu krzesła, drzwi wyciągnięte z zawiasów… wszystko to miało spadać na dół na głowy „ uzbrojonych po zęby” słynnych oprawców z Godzinowa!

Minęła godzina 3oo znowu na balkonie pojawił się rektor Dionizy Smoleński. Część osób znowu wyszła, ale dla pozostałych nic nie znaczą podstawione przez MZK autobusy, które rozwoziły studentów do domów i akademików. Nie pomagają też rozrzucane ulotki o rozwiązaniu uczelni i nowych zapisach. Rektor i członkowie senatu, nalegali, prosili, błagali…

Wszystko nadaremnie, jeden z przemawiających chwilę później zaproponował obronę GG. Z grona ok.. 12 tys. studentów, którzy byli wieczorem pozostało już nie więcej niż 900 osób, ale tych najbardziej zdeterminowanych , szalonych, gotowych na wszystko. Każda propozycja kapitulacji ze strony członków senatu była skazana na niepowodzenie!

Może kwadrans po 300 pojawił się Generalny Prokurator PRL-u i „prawa ręka” Gomułki, Zenon Kliszko. Znowu wystąpienia, perswazje , zastraszanie szturmem GG, aresztem, relegowaniem z Politechniki i „wilczym biletem” uniemożliwiającym wstęp na jakąkolwiek uczelnię w kraju! Żadnych konkretnych argumentów, tylko siła , tylko przemoc…

Jeszcze niektórzy organizatorzy błagali, zostańmy, bronimy honoru Politechniki, honoru polskiego studenta…

Zmęczenie, głód i zwyczajny ludzki strach wzięły górę, zgodzono się na wyjście , ale pod warunkiem, że wraz ze studentami do Riwiery pójdzie Prokurator Generalny PRL i cały senat.

Kilka minut przed 4.00 otworzono główne wejście i powoli ruszył niemy tłum do „marszu milczenia”, do „pochodu cieni”. Metr po metrze przemierzaliśmy Plac Politechniki w kierunku Riwiery, głowy spuszczone, smutne, w oczach łzy. W oknach mieszkańców ul. Polnej zasuwano ze strachu firanki, jak w Kielcach gdy w sierpniu 1914 r. wkraczała Kadrówka, tylko pijani oprawcy z Golędzinowa ( Korpus Ochrony KC ) patrzyli na nas ze złością, a może z niedowierzaniem, a może z podziwem?

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 3

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz.1

Reklamy

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

PW tablica 1968

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

Władysław Grodecki

8 MARCA NA POLITECHNICE c.d.

Pod Politechniką zgromadziło się już ok. 2000 osób. Pojawiło się też 5- 6 wozów milicyjnych marki „Lublin”. Tymczasem w Gmachu Głównym trwały jeszcze zajęcia i można było wchodzić do wnętrza., Jednak po chwili, gdy studenci zaczęli wychodzić drzwi zamknięto. W tej sytuacji gęstniejący z minuty na minutę pochód skierował się w kierunku Al. Niepodległości i dalej w stronę ul, Krzywickiego, Filtrowej do Pl. Narutowicza gdzie znajduje się duże osiedle studenckie. Mieszkałem tu na pierwszym roku w jednym pokoju ze znanym pisarzem Edwardem Redlińskim ( „Konopielka”, „Liście z rabarbaru” itd. ), niedawnym studentem Politechniki. Przed akademikiem było nas już ok. 3 000. Tłum podchwycił okrzyk jednego z uczestników: „AKADEMICKA Z NAMI, WOLNOŚĆ SŁOWA, DEMOKRACJA, POBILI STUDENTÓW…” Z okien akademika jak echo odpowiedział im potężny okrzyk: „ZAMKNIĘTO DRZWI”, więc wspólnymi siłami wyważono je –„HURRA!” i w ciągu kilkunastu minut wyludnił się DS. przy Pl. Narutowicza i inne akademiki. Nic dziwnego, że już wkrótce było nas około 8 000.

Zapadał zmierzch, nie było planu co robić dalej i wydawało się, że tłum się „wykrzyczy”, wystąpi kilku mówców i ludzie zaczną się rozchodzić, niestety podjechało osiem wozów milicyjnych i zaatakowano demonstrantów. Część studentów uciekała w boczne ulice, ale około 20.00 rozpoczęła się regularna „łapanka”, której towarzyszyły okrzyki : „Gestapo, gestapo, gestapo…” Godzinę później Plac Narutowicza się wyludnił, a małe grupki studentów przemieściły się pod Politechnikę i Uniwersytet, gdzie doszło do kolejnych zamieszek i kolejnych „łapanek.”

SOBOTA 9 MARCA 1968 R.

Noc z piątku na sobotę i sobotni poranek był tylko „ciszą przed burzą”, bowiem już w samo południe 9 marca w Gmachu Głównym Politechniki zgromadziło się 4-5 tys. studentów wzburzonych wydarzeniami z poprzedniego popołudnia. O wiele większe oburzenie wywołały pierwsze notatki prasowe, podające kłamliwe informacje na temat przebiegu studenckiego protestu. Rwano gazety, skandowano: „ DEMOKRACJA, PRASA KŁAMIE, UKARAĆ WINNYCH…” W trakcie wiecu na mównicę wszedł prorektor prof. Jan Różycki, mój profesor, kartograf, człowiek wielkiej kultury, bardzo zatroskany o losy młodzieży. Prosił, nalegał by się rozejść, prasa wszystko wyjaśni, obiecywał! Został wygwizdany, zszedł z mównicy. Jak się później okazało, nie wyjaśnili, mylił się!

Młodzież domagała się wystąpienia przedstawiciela POP PZPR, ale ten się nie pojawił. Wywołano więc sekretarza uczelnianego ZMS, a gdy ten stwierdził, że „teraz jest pora na naukę, a nie wiecowanie” także został wygwizdany. Wszyscy następni zostali tak przyjęci- „psychologia tłumu” – trzeba mówić to co tłum chce słuchać!

W czasie wiecu jego uczestnicy siedzieli na posadzce. Dla bezpieczeństwa zamknięto wejście do GG przed, którym zgromadziło się kilka tysięcy demonstrantów. Ludzie przynosili gazety i manifestacyjnie je palili wznosząc okrzyki: „PRASA KŁAMIE”. Po dwóch godzinach wiec się zakończył, nie podjęto żadnej rezolucji. Ok. godz. 14.00 otwarto wejście główne i z ogromnym transparentem: „PRASA KŁAMIE” oraz sztandarem biało-czerwony ok. 6 tys. osób udało się w kierunku redakcji „Sztandaru Młodych”, gdyż w tej gazecie ukazało się najwięcej kłamstw i obelg skierowanych w stronę studentów. Chwilę później maszerującą ul. Polną w kierunku DS „Riviera” spotkała niezbyt miła niespodzianka. Stało tam ok. 20 wozów milicyjnych, a obok nich setki funkcjonariuszy MO, którzy od czoła zaatakowali demonstrantów.

OBRONA GMACHU ELEKTRONIKI

Milicjantom udało się podzielić pochód na dwie części. Jedna zepchnięta została w kierunku Pl. Zbawiciela, a druga w rejon Gmachu Elektroniki. Przybycie, nowych posiłków MO ( ok. 15 wozów ) oraz zamknięcie Pól Mokotowskich i ul. Nowowiejskiej uniemożliwiło połączenie się obu grup. Część osób schroniła się w Rivierze, części zaś udało się wrócić pod Politechnikę, ale Gmach Główny i sąsiednie ulice były zablokowane przez milicję.

W tej sytuacji około 2 tys. osób schroniło się w Gmachu Elektroniki, który nie był chwilowo atakowany, gdyż obradowała tam Rada Wydziału i Zarząd Wydziału ZMS. Tych, którzy schronili się na zapleczu tego budynku bito niesłychanie okrutnie, wsadzano do wozów milicyjnych i wywożono. Mimo to od czasu do czasu większe grupy z okrzykiem GESTAPO wyskakiwały na zewnątrz, ale naciskani przez milicję zawracali. Budynek Elektroniki nie dawał jednak poczucia bezpieczeństwa przed zdziczałą masą milicjantów i w pewnej chwili, korzystając z zamieszania około 1000 studentów go opuściło.

Chwilę później rozpoczął się szturm, milicjanci pałkami rozbijali szyby i przez drzwi oraz okna wdarli się do środka dochodząc do drugiego piętra. Część osób od razu wypchnięto na zewnątrz i aresztowano studencką służbę porządkową. Najgorszym wrogiem w takich sytuacjach jest strach. Paraliżuje on wszelkie poczynania ofiar. Świadomość, że jesteśmy u siebie, że znamy każdy zaułek, że „gestapowcy” też nie czują się pewnie, dodawał sił. Początkowo studenci zachowywali się całkiem biernie, ale od pewnego czasu się to zmieniło. Zadanie ułatwiał fakt, że „uzbrojeni w technikę” studenci ( Elektroniki ) przechwytywali wszelkie meldunki i rozkazy jakie płynęły od dowództwa szturmujących budynek. Studenci zaczęli się organizować. Do obrony użyto gaśnic, krzeseł, kijów, cegieł i kamieni znajdujących się na zewnątrz budynku. Udało się nawet schwytać, rozbroić i pobić jednego milicjanta. To było dla nich ostrzeżenie, „że tu nie wszystko im wolno”! Potwierdzeniem tego był rozkaz wycofania się!

W odpowiedzi na to przed Gmachem Elektroniki miało miejsce spotkanie Dziekana Wydziału i dowódcy oddziału milicji, kapitana MO. Doszło do ugody: studenci zwolnią i oddadzą akcesoria rozbrojonego milicjanta, a milicja zagwarantuje im spokojne opuszczenie budynku. Tak też się stało, po pół godzinie znaczna część demonstrantów- około 1000 osób spokojnie opuściło gmach udając się w kierunku ul. Polnej i Riviery, ale już po przejściu kilkuset metrów zostali zaatakowani przez inne oddziały milicji i rozproszyli się w ogródkach działkowych Pól Mokotowskich. Pozostali w niewielkich grupach kierowali się w stronę ulicy Nowowiejskiej. Tuż przed północą Plac Politechniki się wyludnił! Niedziela 10 marca była dniem względnego spokoju, Wszystkie warszawskie kościoły, a szczególnie św. Krzyża i Zbawiciela znajdujące się w sąsiedztwie Uniwersytetu i Politechniki wypełnił niezliczony tłum studentów!

PONIEDZIAŁEK 11 MARCA 1968 R.

NA POLITECHNICE

Wydarzenia w sobotnie popołudnie, bicie i aresztowanie wielu studentów, próby pacyfikacji siłą buntu studenckiego w Gmachu Elektroniki, a szczególnie kłamliwe informacje prasowe o wydarzeniach na Uniwersytecie i Politechnice Warszawskiej nie wpłynęły na uspokojenie nastrojów w środowisku studenckim. Swój protest wyrażała młodzież na kolejnych wiecach! W poniedziałek 11 marca niemal instynktownie w samo południe znaczna część studentów udała się pod Politechnikę. Przyniesiono ogromną ilość gazet i je palono. Przy okazji skandowano: „KONSTYTUCJA, PRASA KŁAMIE, UWOLNIĆ ARESZTOWANYCH, TAJNIAKA DO POWSZECHNIAKA, ZAMIENIĆ PAŁKI NA CAŁKI, MŁODZIEŻ BANANOWA Z GOLĘDZINOWA, ZDJĄĆ ZE SCENY DZIADY Z GOLĘDZINOWA…”

Ku mojemu zdumieniu nie doszło do prowokacji, ale i studenci nie mieli ochoty na dalsze starcia z milicją, więc wiec zakończył się ok. 13.30. Już zaczęliśmy się rozchodzić do swych zajęć, gdy dotarła bulwersująca wiadomość: „Pod Uniwersytetem pobito studentów, użyto gazów łzawiących!”

I W CENTRUM WARSZAWY

W tej sytuacji nikt się nie zastanawiał co robić, mniejszymi i większymi grupami, czasem z rodzicami i bliskimi kierowali się w stronę Uniwersytetu, wznosząc okrzyki: „PRASA KŁAMIE, UWOLNIĆ STUDENTÓW…”. Swój pochód, (rozpędzony po godzinie przez milicję) pod Redakcję Sztandaru Młodych zorganizowała młodzież licealna, ale studenci nie dołączyli do niego. Studenci Uniwersytetu zbierali się pod kościołem św. Krzyża, a Politechniki na Pl. Zwycięstwa. Tu dołączyli demonstranci z Uniwersytetu i ludność cywilna, razem było nas ok. 15 tys.

Ponieważ Starówka , ul. Traugutta i otoczenie Teatru Wielkiego było zablokowane przez milicję, w okolicach pomnika Adama Mickiewicza uformował się pochód zmierzający w stronę Domu Partii . Ludzi było tak dużo, że nie wszyscy zmieścili się w ulicy Nowy Świat, więc drugi, „równoległy” pochód w kierunku Pl. Trzech Krzyży przesuwał się ulicą Kredytową. Nie niesiono transparentów, ale raz po raz wznoszono okrzyki : „PRECZ Z MOCZAREM” i inne…

Gdy zbliżaliśmy się do skrzyżowania ul. Nowy Świat i Al. Jerozolimskich na czoło pochodu z różnych zaułków wyszli dobrze zorganizowani i „zaprawieni w bojach” chuligani w liczbie około 500. Przybyli „chłopcy” z Targówka, Grochowa, Pragi 2, Bródna. Byli dobrze uzbrojeni ( pałki gumowe, węże z nabitymi gwoźdźmi, petardy, pręty metalowe, cegły, kije, kamienie ). Tu stali się naturalnym sojusznikiem i obrońcą rzesz studenckich. Zajmowali oni miejsca w tym rejonie, gdzie było najwięcej milicjantów. Głównie w rejonie Dom Partii, który był otoczony potrójnym kordonem milicji.

W kilku miejscach doszło do zażartej walki między chuliganami, a milicją. W rejonie kościoła św. Krzyża, w którym schroniło się wielu studentów i cywili, zostały użyte armatki wodne. Milicja do kościoła nie weszła, ale studenci zabarykadowali wejście, niektórzy wnieśli dużo kamieni ( inni je wynosili ).

Najcięższe walki miały miejsce między CDT, a ul. Marszałkowską. Milicjanci rzucali świece dymne, a chuligani je odrzucali. Dochodziło do walki wręcz. Milicjanci nie mogąc sobie poradzić z chuliganami odwołali trzeci kordon. Za sympatie ze studentami z niesłychanym okrucieństwem bili wszystkich kto znalazł się w pobliżu, nawet dzieci, starców i kobiety.

Komunikacja publiczna w centrum miasta została całkowicie sparaliżowana. Około godz. 19.00 w rejonie skrzyżowania Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej oraz Alei Jerozolimskich i Nowego Świata pojawiły się ogromne tłumy studentów i cywili, może ze 200 tys. ? Niewyobrażalna w owym czasie liczba ludzi w jednym miejscu, kolejny, wielki, masowy protest społeczny przeciw niereformowalnemu systemowi.

Byłem na skrzyżowaniu ul. Nowy Świat i Al. Jerozolimskich dzień później- 12 marca. Tydzień wcześniej pracowałem przy ul. Mysiej w ramach Studenckiej Spółdzielni Pracy bodajże na zlecenie Polskiej Agencji Prasowej i zauważyłem wówczas ceglany murek. Gdzie on jest zapytałem starszego pana, który tu mieszkał? Murek został wczoraj rozebrany przez chuliganów do walki z milicją. W takim samym celu został użyty węgiel należący do Przedsiębiorstwa Energobudowa, zamiast tego wszędzie były kawałki cegieł, kije, kamienie i krew!

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA

POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ

cz.1

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ

MARZEC 1968 R. –

WSPOMNIENIA STUDENTA POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ

Władysław Grodecki

Mój kolega, profesor jednej ze śląskich uczelni twierdzi, że w historii nowożytnej były trzy wielkie rewolucje; francuska 1789 r. , bolszewicka 1917 r. i tzw. rewolucja trzeciej generacji 1968 r. Tę ostatnią udało mi się przeżyć. Właśnie w pamiętnym roku tzw. „Rozruchów marcowych” ukończyłem studia na Politechnice Warszawskiej będąc nie tylko obserwatorem, ale i czynnym uczestnikiem tych wydarzeń!

Nim zostałem studentem tej zasłużonej uczelni przez pięć lat uczęszczałem do Technikum Geodezyjnego w Jarosławiu, słusznie ze względu na wysoki poziom nauki nazywanej „politechniką jarosławską”. Potwierdzeniem tej opinii był fakt, że w 1963 r. ja i czterech moich kolegów z jednej klasy zdawało egzamin wstępny na Politechnikę Warszawską i wszyscy zostali przyjęci, a później grupa, w której znaleźli się dawni uczniowie technikum jarosławskiego w rankingu wyników nauczania znalazła się na drugim miejscu w gronie sześciu innych, a przecież wymagania stawiane tak uczniom jak i studentom były bardzo wysokie. Z ogromnym sentymentem wspominam swoich nauczycieli z Technikum i z Politechniki, w większości dawnych profesorów Politechniki Lwowskiej, znakomitych fachowców, prawych ludzi, ludzi wielkiej kultury, wielkich patriotów.

Ktoś powie, miałeś chłopie szczęście? Być może prawda? I obecnie są bardzo dobrzy wychowawcy, zdolni, sumienni studenci, ale przecież generalnie nastąpiła niesłychana degradacja poziomu nauczania i wychowania. Wiele współczesnych tzw. „uniwersytetów” nie mogłoby się równać pod tym względem z niektórymi powojennymi szkołami średnimi. Niegdyś studia były tylko dla zdolnej i pracowitej młodzieży, dziś kończą je osoby, które często mają kłopoty z ukończeniem szkoły zasadniczej! Kiedyś było wiele obowiązkowych zajęć, wykładów, ćwiczeń i nie do pomyślenia w czasach mojej edukacji były studia na dwóch, czy trzech fakultetach równocześnie, a dziś…

Studia, choć niełatwe przebiegały bez większych problemów. Nie trzeba było się martwić o pracę po ukończeniu uczelni, bo pracy było dużo. Ba absolwenci byli zmuszani do pracy przynajmniej przez trzy lata na mocy ustawy o planowym zatrudnieniu. W czasie studiów stypendia, zasiłki socjalne, zakwaterowanie w akademikach dla zamiejscowych i możliwości dorobienia w spółdzielni studenckiej sprawiały, że studentom wiodło się całkiem dobrze. Wolny czas studenci spędzali w teatrze lub w kinie, uprawiali sport lub odwiedzali kluby studenckie, Hybrydy czy Stodołę. W okresie jesiennym i wiosennym organizowano rajdy i złazy turystyczne, różne imprezy kulturalne i sportowe.

Jak większość studentów „odpuściłem” sobie pierwszy rok poświęcając go na naukę, by zbyt wcześnie nie skończyła się „przygoda ze studiami”, ale od drugiego roku… Szczęśliwie część studentów mojego wydziału ( Geodezja i Kartografia ) została zakwaterowana w najnowocześniejszym wówczas akademiku w Polsce „RIVIERA”, w samym centrum Warszawy, kilkaset metrów od Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej gdzie miałem niemal wszystkie zajęcia.

W „Rivierze” znalazło swą siedzibę „Radio Riviera” i redakcja tygodnika studenckiego „Politechnik”. W radio prowadziłem dział sportowy, współpracowałem z „Politechnikiem” i wspólnie z Zygmuntem Gutowskim organizowaliśmy spotkania z wybitnymi sportowcami, plebiscyty na najlepszych sportowców AZS i Uczelni Technicznych oraz tzw. „Czwartki lekkoatletyczne” na stadionie „Syreny”. Na czwartym i piątym roku zaangażowałem się w organizację rajdów i złazów studenckich, oraz w działalności Koła Naukowego Geodetów ( Kier. Sekcji Kartograficznej )

Po raz pierwszy granice Polski przekroczyłem w 1966 r. udając się na wczasy studenckie do Mamai w Rumunii. Wówczas nawet nie marzyły mi się dalekie podróże, które stały się treścią mojego życia.

Na Politechnice działało kilka organizacji studenckich, ale tak naprawdę liczyło się tylko Zrzeszenie Studentów Polskich, które zajmowało się głównie sprawami socjalnymi, sportem i nauką. Brak perspektyw wyjazdu za granicę i dość stabilna sytuacja ekonomiczna, była przyczyną braku zainteresowania nauką j. obcych i… polityką! Wpajano nam, że socjalizm to świętość, to przyszłość naszej Ojczyzny. Myśmy w to wierzyli. Wkrótce miało się to zmienić, zbliżał się Marzec 1968 r. wielkie przebudzenie studentów.

PAMIĘTNY 1968 ROK

Przyjazd z niewielkiego miasta z południa Polski do ponad milionowej stolicy było wielkim przeżyciem. Choć nie zaleczono jeszcze ran jakie przyniosła ostatnia wojna wszystko wydawało się tu ogromne; szerokie ulice, ogromne budowle ministerstw, urzędów centralnych, ambasad różnych państw, dziesiątki kin, teatrów itd. Spotykanie każdego dnia ludzi znanych z pierwszych stron gazet, z radia i telewizji, słuchanie wykładów najtęższych umysłów powojennej Polski itd. to wszystko przyprawiało mnie o zawrót głowy! Duże miasto, duży ośrodek kulturalny, to większe możliwości, więcej pokus i zagrożeń.

Już na wiosnę 1964 r. uczestniczyłem w jakimś wiecu na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Nie wszystko było tak piękne jak mi się wydawało.

Aż przyszedł marzec 1968 rok. Po zdaniu ostatnich egzaminów na uczelni przygotowywałem się do pisania pracy magisterskiej. Zmiana planów życiowych ( zamiast wyjazdu do pracy w Szczecinie w perspektywie było małżeństwo w Krakowie ) sprawiła, że choć nie miałem zajęć na uczelni, czasu mi nie zbywało bo musiałem zarobić trochę pieniędzy na „przeprowadzkę” pod Wawel! Utrudnieniem w sfinalizowaniu studiów był też brak czasu u mojego promotora zajętego organizacją Działu Reprodukcji Kartograficznej. Wkrótce pojawiły się nowe, nieprzewidziane komplikacje.

Wydarzenia, które nastąpiły po 8 marca 1968 r. na wiele tygodni zakłóciły normalny tryb studiów.

Już od początku stycznia 1968 r. z Uniwersytetu docierały niepokojące informacje o fermencie w środowisku studenckim tej uczelni. Wówczas jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy jaki będzie tego finał? Dopiero od połowy marca zacząłem prowadzić diariusz wydarzeń na Politechnice. Część obrazów starałem się odtworzyć z zawodnej czasem pamięci i z relacji innych. Przepraszam za ew. nieścisłości!

Bezpośrednią przyczyną wybuchu niepokojów w środowisku studenckim Warszawy była demonstracja pod Pomnikiem Adama Mickiewicza 30 stycznia 1968 r. Był to spontaniczny protest młodzieży warszawskiej przeciwko zdjęciu ze sceny Teatru Narodowego „Dziadów” reż. Kazimierza Dejmka. Entuzjastyczne przyjęcie sztuki zaniepokoiło władze i było przyczyną ograniczeń do jednego spektaklu tygodniowo, sprzedaży 100 biletów dla młodzieży szkolnej, wreszcie zdjęcie ze sceny 30 stycznia 1968 r.

To ostatnie, jedenaste z kolei z udziałem wielu studentów było wielką manifestacją patriotyczną. Skandowano: „Żądamy dalszych przedstawień”, „Kultura bez cenzury” itp. Długo nie milkły oklaski, a gdy wreszcie wszyscy opuścili teatr uformował się kilkusetosobowy pochód. Demonstrację pod Pomnikiem Adama Mickiewicza rozpędziła milicja, były liczne aresztowania, a Adama Michnika i Henryka Szlajfera relegowano z uczelni.

Wkrótce rozpoczęto zbiórkę pieniędzy na pokrycie grzywien i podpisy pod petycją do rządu PRL o zniesienie cenzury.

Środowiska intelektualne w Polsce były zbulwersowane niepokojami studenckimi. 29 lutego 1968 r. odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Związku Literatów Polskich. Przyjęto rezolucję Andrzeja Kijowskiego potępiającą politykę kulturalną, żądano zniesienia cenzury. Tydzień później w Dzień Kobiet o godz. 12.00 miało odbyć się otwarcie stołówki studenckiej. Na tę porę zaplanowano wiec w obronie relegowanych z uczelni studentów. Mimo aresztowania przywódców studenckich Modzelewskiego, Kuronia, Blumsztajna, i Lityńskiego liczne rzesze młodzieży pojawiły się na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego!

8 MARCA 1968

UNIWERSYTET WARSZAWSKI

O godz. 12.00 na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego zebrało się kilka tysięcy studentów z różnych uczelni. Odczytano rezolucję domagającą się powrotu „Dziadów” na scenę. Najpierw czytała ją J. Lasota, później W. Górecki i M. Sarna. Wspomniano też o relegowaniu z uczelni Michnika i Szlajfera.

Wtem na dziedziniec wjechało siedem autobusów „San” wypełnionych ormowcami. Zachowywali się prowokująco, otoczyli studentów, a później zmieszali się z tłumem wychwytując najbardziej aktywnych uczestników wiecu. Studenci mobilizowali się i odbijali kolegów, domagając się również reakcji władz uczelni.

Choć wkrótce ukazał się prorektor UW prof. Zygmunt Rybicki ( rektor prof. Stanisław Turski był w tym czasie w Moskwie? ), ale jego zachowanie nie wpłynęło do uspokojenia atmosfery. Wzywał studentów do rozejścia się, nie chciał rozmawiać z delegacją demonstrantów. Wtem ormowcy od, których czuć było alkohol, starali się otoczyć tłum zmierzając w jego stronę zwartym szeregiem.

Zapanowała konsternacja, ktoś krzyknął: „Nie dajmy się sprowokować”, inny student zwrócił się do prorektora prof. Rybickiego: „No widzisz co robią?” Zapewne przerażony prorektor po chwili wyciągnął rękę w kierunku zdziczałej masy „funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa” : „Towarzysze , dziękuję wam…” Towarzysze zatrzymali się, a po chwili rozeszli, zaczęli mieszać z tłumem demonstrantów i urządzać łapanki. Ich ofiarami były przeważnie młode, słabsze fizycznie dziewczyny. Kobietom wyrywano torebki, bito je i kopano. W miarę upływu czasu coraz więcej studentów wciągano do autobusów. Koledzy i przyjaciele, starali się im pomóc, odbić z rąk tzw. aktywu robotniczego, raz po raz wznosząc okrzyki: „Ciemniaki precz z uniwersytetu”, „Bandyci, Gestapowcy, Faszyści, Płatni najemnicy…” Niektórzy rzucali im drobne monety.

Mimo niechęci do rozmów prof. Rybicki był zmuszony przyjąć przedstawicieli młodzieży. Niestety nic z nich nie wynikło, poza jego apelem by studenci opuścili Uniwersytet ( bo wiec jest nielegalny!). Widząc rozgoryczenie i gniew studentów, a z drugiej strony prowokacyjne zachowanie ormowców i prorektora, zszedł do młodzieży profesor Politechniki i Uniwersytetu – historyk Stanisław Herbst. Zapewniał: „My profesorzy będziemy z wami rozmawiać w poniedziałek, we wtorek, we środę, w czwartek, w piątek, w sobotę, każdego dnia, ze wszystkimi, w Audytorium Maximum ( może pomieścić ok. 3 tys. osób ).

Emocje powoli opadały, tym bardziej, że „Sany” niespodziewanie opuściły dziedziniec uniwersytetu, a część studentów wyszło już na ulice Krakowskie Przedmieście. I oto niespodziewanie przed uniwersytetem pojawiło się kilka autobusów z uzbrojonymi funkcjonariuszami Batalionu Operacyjnego z Golędzinowa. Zamknięto niektóre wyjścia, a golędziniacy ruszyli z niesłychanym impetem w kierunku zdezorientowanej i przestraszonej młodzieży. Studenci byli bici, pałkami i kopani z niesłychaną zajadłością, najbardziej tych co upadli na bruk. Później podstawową grupę studentów udało się wypchnąć na Krakowskie Przedmieście. Do zmasakrowanych studentów zaczęli dołączać ludzie wracający z pracy i turyści, a niepokoje zaczęły się rozlewać po całym mieście.

8 MARCA NA POLITECHNICE

Wiadomość o wydarzeniach na Uniwersytecie niemal natychmiast dotarła do studentów Politechniki. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Już o godz. 16.00 z pod Riviery i Mikrusa ruszyła w kierunku Politechniki kilkusetosobowa grupa studentów. W tym czasie około 500 studentów Uniwersytetu dotarło do Placu Konstytucji i zmierzało w kierunku Pl. Jedności Robotniczej ( dziś Pl. Politechniki ).

Uchwała senatu PK

Rezolucja studentów PW 1

Rezolucja studentów PW 2

MARZEC 1968 R. – WSPOMNIENIA STUDENTA

POLITECHNIKI WARSZAWSKIEJ cz. 2

Kazimierz Kąkol – prof. UW. zwany psem łańcuchowym komunizmu

Nauka Polska – Baza Ludzi Nauki

prof. dr Kazimierz Kąkol

Dyscypliny KBN: ekonomia
Specjalności: polityka społeczna, prawo pracy
Miejsca pracy: Aktualne:

Wyższa Szkoła Pedagogiczna Towarzystwa Wiedzy Powszechnej; Wydział Nauk Społecznych w Warszawie
Nieaktualne:

Wyższa Szkoła Pedagogiczna Towarzystwa Wiedzy Powszechnej; Wydział Nauk Społeczno-Filologicznych w Warszawie
Ukończone studia:

1946, ekonomia, Uniwersytet Łódzki,
Uzyskany tytuł profesora:

1975, nauki polityczne

Kazimierz Kąkol w Wikipedii

Kazimierz Kąkol (ur. 22 listopada 1920) – publicysta, polityk.

Od 1957 do 1974 był redaktorem naczelnym „Prawa i Życia”. W 1965, po wyroku w tzw. „aferze mięsnej”, kiedy to z pogwałceniem ludzkich i prawnych kryteriów dokonano „sądowego mordu” na oskarżonym Stanisławie Wawrzeckim, Kazimierz Kąkol w wystąpieniu telewizyjnym przekonywał Polaków, że to sprawiedliwy i prawidłowy wyrok. Podczas wydarzeń marcowych 1968 wielokrotnie wypowiadał się na łamach swojego pisma, za co Józef Dajczgewand nazwał go później, razem z Ryszardem Gontarzem, „wściekłymi psami łańcuchowymi komunizmu.Od maja 1974 do kwietnia 1980 był ministrem-kierownikiem Urzędu do Spraw Wyznań w rządach Piotra Jaroszewicza.W latach 1971 – 1980 był zastępcą członka KC PZPR. Wieloletni członek Prezydium Zarządu Glownego ZBoWiD.Od 1985 do 1989 był dyrektorem Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich – Instytutu Pamięci Narodowej. W okresie PRL wieloletni członek Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Od 1975 profesor nauk politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Kazimierz Kąkol -w  Archiwum Historii Mówionej 

Kazimierz Kąkol, urodzony 22 listopada roku 1920 […], [pseudonim] „Koch”, Batalion „Wigry”. Startowałem do Powstania w stopniu plutonowego podchorążego, podchorążówkę akowską ukończyłem dwa lata przed Powstaniem. Zostałem zaangażowany do prowadzenia zajęć z kandydatami do stopni wojskowych, tak że może można uznać, że cokolwiek liznąłem z tych spraw…

  • Proszę powiedzieć, jaką edukację pan otrzymał wcześniej? Jakie to były szkoły?

Gimnazjum Władysława IV. Matura w maju roku 1939. …..

Kąkol Kazimierz w Encyklopedii PWN

, ur. 1920, dziennikarz, działacz polit.; prof. Uniw. Warsz.; 1957–74 red. nacz. „Prawa i Życia”; 1974–80 min. — kier. Urzędu do Spraw Wyznań, 1985–89 dyr. Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitl. w Polsce.

Prace doktorskie w bibliotece UW

ŁAWROWSKI AndrzejDR NR 2/1972

Propaganda socjologiczna w systemie wojny psychologicznej Stanów Zjednoczonych.
Warszawa, 1972.
320 s.
/Prom. doc. dr Kazimierz Kąkol
/

Jakub Chlebowski – lekarz, rektor, podobno demoralizująco wpływał na środowisko akademickie i wykazywał wrogą postawę wobec PRL i ZSRR

baner krzywdzeni

Jakub Chlebowski w Wikipedii

(ur. 3 maja 1905Liwenhof na Łotwie, zm. 25 stycznia 1969Izraelu) – polski lekarz internista pochodzeniażydowskiego, naukowiec, pedagog, publicysta, społecznik, rektor i prorektor Akademii Medycznej w Białymstoku (obecnie Uniwersytet Medyczny w Białymstoku). Doctor honoris causa Uniwersytetu w Montpellier we Francji. Autor kilkudziesięciu prac naukowych i trzech podręczników medycznych.

Absolwent Uniwersytetu Wileńskiego1929. W latach 30. XX wieku był pracownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych w Wilnie. W czasie II wojny światowej został aresztowany przez sowietów i zesłany na w głąb ZSRR, przebywał w KomiKrasnodarze. Do kraju powrócił w 1945, wraz ze sformowaną w ZSRR, 1 Armią WP.

Po wojnie był pracownikiem Klinik Chorób Wewnętrznych w KrakowieŁodzi. Habilitował się w 1948 r. na AM w Łodzi. W 1954 uzyskał tytuł profesorski. Od 1951 r. był współorganizatorem i uczestnikiem odbudowy AM w Białymstoku, a także kierownikiem II Kliniki Chorób Wewnętrznych AM w Białymstoku.

Wstawił się za jedną ze swoich studentek, usuniętą z uczelni w 1953 r. na wniosek komisji dyscyplinarnej za zatajenie przynależności do podziemia antyhitlerowskiego. Podczas obrad komisji odwoławczej jako jedyny stanął w obronie studentki, dzięki czemu zachowała ona prawa studenckie.

W latach 19571959 piastował funkcję prorektora uczelni, a w latach 1959-1962 jej rektora.

Usunięty z uczelni na fali „wydarzeń marcowych”.

22 kwietnia 1968 r. odbyło się otwarte zebranie organizacji partyjnej, w którym uczestniczyli wszyscy pracownicy i studenci uczelni. W dokumentacji AM w Białymstoku znajduje się pismo Komitetu Uczelnianego PZPR z dnia 23 kwietnia 1968 r., o następującej treści:

Komitet uczelniany Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przy Akademii Medycznej w Białymstoku po rozpatrzeniu sprawy w dniu 22 kwietnia 1968 roku stawia wniosek do obywatela ministra zdrowia przez jego magnificencje rektora tutejszej uczelni o odwołanie profesora doktora Jakuba Chlebowskiego ze stanowiska kierownika II Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Białymstoku ze względu na wrogą postawę do Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Związku Radzieckiego.

16 października 1968 Chlebowski wyemigrował wraz z rodziną do Izraela.

25 stycznia 1969 zginął tam w wypadku samochodowym.

1990 r. władze AM w Białymstoku podjęły działania na rzecz uczczenia pamięci Chlebowskiego. Senat uczelniany jednogłośnie przyjął uchwałę o potępieniu decyzji usunięcia profesora z uczelni.

—————–

Białostocki marzec 1968 w sieci

GW,2008-03-10

Oświadczył, że wbrew zaleceniom partii weźmie udział w coctailu wydanym przez ambasadora USA i że w całej rozciągłości popiera politykę tego kraju. Równocześnie poddał zjadliwej krytyce władze centralne KW PZPR, w których – według niego – zasiadają same bałwany.

To tylko jeden z donosów, jakie w 1968 roku docierały do KW PZPR na profesora Jakuba Chlebowskiego, kierownika katedry i kliniki chorób wewnętrznych Akademii Medycznej w Białymstoku.

Informacje płynęły z różnych kierunków – partyjniacy wiedzieli, co profesor (zanotowany w ich aktach jako Jakub Chlebowski vel Frydman, narodowość i obywatelstwo polskie, bezpartyjny) mówi na zajęciach ze studentami czy podczas rozmów z kolegami z pracy.

Od donosów i informacji spreparowanych teczka rosła, a gdy zaczęła się marcowa antysemicka nagonka, profesor z Akademii Medycznej stał się ofiarą represji.

Ściganie medyka

Strona po stronie prześledzić można korespondencję wymienianą między KW PZPR w Białymstoku a górą, resortem zdrowia czy rektorem AMB, dotyczącą prof. Chlebowskiego i pokazującą, jak rusza machina nagonki.

Czytamy więc, jak to „z informacji SB wynika, że jest wrogo nastawiony do ustroju PRL i ZSRR„.

Że „na zajęciach często wtrąca dygresje na tematy społeczno-ekonomiczne w Polsce Ludowej, konfrontując je w oparciu o warunki płacy i pracy młodych lekarzy z okresu międzywojennego (informacja ta jest w trakcie potwierdzania)”.

Że „w sposób demonstracyjny pochwala agresję Izraela i anektowanie zajętych terytoriów arabskich”.

Że wreszcie „jego postawa wpływa demoralizująco na innych pracowników nauki i wywołuje zrozumiałe oburzenie”.

Władza przyczepić się mogła też do wyjazdów: w jednym z meldunków do wierchuszki niejaki major Kostrzewa pisał: „z racji zajmowanego stanowiska Chlebowski wyjeżdża prywatnie i służbowo na pobyt czasowy za granicę do państw kapitalistycznych i socjalistycznych. Wyjazdy te niejednokrotnie wykorzystuje do celów prywatnych, bowiem we Francji, Anglii i Izraelu mieszkają jego krewni i znajomi. Złożył dokumenty z zamiarem wyjazdu w maju do Francji, gdzie rzekomo ma wygłosić odczyt w Akademii Medycznej. Dostarczył nawet pismo rekomendujące na blankiecie ministerstwie zdrowia. Ze sprawdzonych źródeł nieoficjalnie wynika, że wyjazd taki ma inny charakter i chodzi tu o spotkanie się ze znanym naszej służbie adwokatem zamieszkałym w Tel-Awiwie, który specjalnie z Izraela przyjedzie w tym czasie do Paryża”.

—————–

„Pamięć” – reportaż Gabrieli Walczak

Radio Białystok- reportaże,

09 marca godz.12:05, :

9.3.2008

Podczas wydarzeń marcowych w 1968 roku w Białymstoku doszło do usunięcia z pracy w Akademii Medycznej profesora Jakuba Chlebowskiego. Wyemigrował do Izraela, tam po tygodniu zginął w wypadku samochodowym. Nie pogodził się z tym, że musiał wyjechać…
O atmosferze tamtych dni opowiada Irena Chlebowska Bennett – córka mieszkająca w Australii oraz studenci i asystenci profesora – Andrzej Kaliciński, Ida Kinalska, Irena Zabłocka, Jan Górski, Waldemar Nowak, Wojciech Pędich, Jan Stasiewicz, Józef Prokopczuk.


Decydujące kryteria awansu akademickiego (po marcu 1968 r.)

baner-historia-prl2

Decydujące kryteria awansu akademickiego po marcu 1968

( na przykładzie Krakowa – wg danych archiwów PZPR)

Wydział Kultury, Nauki i Oświaty KW przedstawia do decyzji SEKRATARIATU KW w nioski w sprawie awansu pracowników naukowych ośrodka krakowskiego

(pominięto dane personalne i drugorzędne kryteria pozapolityczne)

TB. dr Członek PZPR – Znany działacz młodzieżowy w Uniwersytecie, aktywista partyjny. Pełni szereg odpowiedzialnych funkcji, był członkiem egzekutywy, a następnie sekretarzem OOP na Filologii, członkiem KU PZPR, ostatnio został sekretarzem KU PZPR. W wydarzeniach marcowych zaprezentował właściwą postawę polityczną, był niezwykle aktywny.

Wniosek o mianowanie docentem na Wydziale Filologicznym UJ – pozytywny

———— 

WD. dr Członek PZPR – Jako członek PZPR należy do grona aktywnych działaczy, był kilkakrotnie wybierany w skład egzekutywy POP, prezentując ją w kolegialnych organach szkoły. W marcu wykazał właściwa postawę polityczną.

Wniosek o mianowanie docentem w WSE pozytywny

——-

JF.dr Członek PZPR – Podczas studiów działał w ZMP, po wstąpieniu do PZPR wchodził w s kład KU PZPR, pełnił w latach 1963-1965 obowiązki II sekretarza. W dniach marcowych wykazał zdecydowaną postawę i ofiarność w przywróceniu normalnego toku pracy uczelni.

Wniosek o mianowanie docentem na Wydziale Rolnym w WSR – pozytywny

——–

K.J. dr Członek PZPR , poprzednio-PPR. Wieloletni działacz partyjny przez szereg lat był członkiem egzekutywy, II sekretarzem, a w końcu I sekretarzem POP PZPR. Był tez cenionym wykładowca WUML-u w Krakowie..

Wniosek o mianowanie docentem na Wydziale Produkcji i Obrotu Towarowego – pozytywny

———-

T.J. dr Członek PZPR – Aktywnie pracowała w ZMP, w POP PZPR pełniła funkcję organizatora grupy partyjnej, członka i I sekretarza OOP. Pryncypialna w działalności politycznej.

Wniosek o mianowanie docentem na Wydziale Geograficzno-Biologicznym – pozytywny

———–

FK – dr Członek PZPR , Aktywnie uczestniczy w procesie wychowawczym. Długoletni aktywista PZPR, dał się poznać jako człowiek ideowo zaangażowany, politycznie wyrobiony, co znalazło wyraz między innymi w postawie podczas zajść marcowych. Pełni szereg odpowiedzialnych funkcji, lektor KW PZPR, członek Komitetu ds. Rolnictwa KW PZPR, Radny WRN.

Wniosek o mianowanie docentem w Wyższej Szkole Ekonomicznej – pozytywny

————

MK dr Członek PZPR – Wymieniona należy do czołowego aktywu partyjnego. Swą działalność rozpoczęła od ZMP, w którym pełniła szereg odpowiedzialnych funkcji, przez kilka kadencji była członkiem KU PZPR. Pryncypialna w działalności politycznej, cieszy się dużym autorytetem w środowisku.

Wniosek o mianowanie docentem w Katedrze Geografii Regionalnej WSP – pozytywny

———-

GK dr Członek PZPR – Długoletni działacz partyjny, pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji partyjnych i społecznych, m.in. był członkiem i sekretarzem egzekutywy OOP. W okresie wydarzeń marcowych należał do ścisłego grona kierującego całokształtem wysiłków zmierzających do przywrócenia normalnego toku pracy w uczelni.

Wniosek o mianowanie docentem w Katedrze Szczegółowej uprawy Roślin – pozytywny

———

JK dr Członek PZPR – Niezwykle aktywny i oddany działacz partyjny, pryncypialny w działalności politycznej. Przez wiele lat pełnił odpowiedzialne funkcje partyjne, był organizatorem grupy partyjnej, członkiem KU PZPR, ostatnio kieruje organizacją partyjna na biologii.

Wniosek o mianowanie docentem w Katedrze Botaniki WSP – pozytywny

————-

A.L dr inż Członek PZPR – W pracy społecznej i politycznej – bardzo aktywny. Wielokrotnie pełnił funkcję członka Egzekutywy KU AGH. Był także I Sekretarzem tej organizacji. Aktualnie jest I sekretarzem POP Wydziału Metalurgicznego. W czasie wypadków marcowych umiejętnie organizował aktyw pracowniczy i młodzieżowy skupiając do wokół Partii.

Wniosek o mianowanie docentem etatowym. Opinia o wniosku pozytywna.

———-

JR dr Członek PZPR W czasie wydarzeń marcowych należał do grupy najbardziej ofiarnych aktywistów partyjnych.

Wniosek o mianowanie docentem etatowym. Opinia o wniosku pozytywna.

————–

RS – dr inż – Mimo, że nie jest członkiem partii w marcu bardzo aktywnie propagował jej założenia ideowe dążąc do zaprowadzenia porządku w Uczelni

Wniosek o mianowanie docentem etatowym. Opinia o wniosku pozytywna.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

LJ.dr. Hab. – Zdaniem towarzyszy z POP w UJ dr J. neguje przemiany socjalistyczne dokonujące się w naszym kraju, czemu dał szczególnie wyraz w wydarzeniach marcowych. Ich zdaniem też dr J. nie daje gwarancji prowadzenia pracy dydaktyczno-wychowawczej zgodnej z linią partii.

Opinia wydziału o wniosku : nie akceptować sprawy etatyzacji w UJ oraz przenieść z uczelni do pracy w IBJ.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++

J.J. Prof. dr hab.Wniosek o mianowanie profesorem zwyczajnym

Z wymienionymi walorami naukowymi nie idzie jednak w parze jego postawa polityczna, która szczególnie ujawniła się w marcu br. W wyniku tego spowodowano wyprowadzenie prof. J z senatu UJ. Opinia wydziału o wniosku – negatywna

Represje po-marcowe (1968) na uczelniach Krakowa

baner-historia-prl1

Marzec 1968 w Krakowie w dokumentach

Julian Kwiek

marzec-w-krakowie1

 

Kraków: Księgarnia Akademicka, 2005 r. – 435 s. – opr. brosz. Seria: Biblioteka Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego, tom 30.
„Marzec 1968 r. to jedna z ważnych dat w dziejach powojennej Polski. Nastapił wówczas kolejny poważny kryzys systemu komunistycznego. Jego „sprawcami” była inteligencja i młodzież akademicka. Ich wystąpienia w obronie zapisanych w konstytucji PRL wolności obywatelskich wywołały gwałtowną reakcję ze strony funkcjonariuszy PZPR. Broniąc „demokracji socjalistycznej” władze próbowały manipulować nastrojami społecznymi odwołując się do antysemickich resentymentów, przeciwstawiać sobie inteligencję i robotników, a przede wszytskim stosować różnego rodzaju represje. Rozgrywające się wówczas wydarzenia w bardzo różny sposób wpłynęły na losy poszczególnych osób, zarówno młodych, ówczesnych studentów, ale także nauczycieli akademickich, intelektualistów, dziennikarzy czy działaczy społecznych i politycznych.
Niniejszy tom dokumentów pozwala się znakomicie zorientować co działo się wówczas w Krakowie”. (z wprowadzenia) 
ISBN: 8371889011 (9798371889010)
dane-sb
zwolnieni-1
zwolnieni-2