Aby IPN się zmierzył z utworzeniem bazy członków władz i aktywistów KZ PZPR ( i partii siostrzanych) – postulaty obywatela

sierp i młot.png

Aby IPN się zmierzył z utworzeniem bazy członków władz i aktywistów KZ PZPR ( i partii siostrzanych) – postulaty obywatela

Kilka dni temu członkowie Kolegium IPN na spotkaniu Krakowskiego Klubu Wtorkowego przedstawiali zamierzenia Instytutu Pamięci Narodowej pod nowym kierownictwem –https://www.youtube.com/watch?v=ijryt2kHLEA co skłania do refleksji obywatelskiej. Jako obywatel od lat starający się wspierać IPN w przestrzeni publicznej [ serwis LUSTRACJA I WERYFIKACJA NAUKOWCÓW PRL https://lustronauki.wordpress.com/, Blog akademickiego nonkonformistyhttp://blogjw.wordpress.com/, Archiwum lustracyjne Tom A , Archiwum lustracyjne Tom B, Archiwum lustracyjne Tom C,

rejestracja wideo i audio oraz popularyzacja (internet, niepoprawneradio.pl) cyklu Krakowska Loża Historii Współczesnej IPN, oraz wielu wydarzeń IPN……] uważam za konieczne przekazywanie swoich spostrzeżeń i postulatów na drodze do dobrej zmiany także w działaniach IPN – instytucji o ogromnym znaczeniu dla obecnej i przyszłej Polski.

Kilka postulatów postaram się skreślić w ramach refleksji obywatelskiej po w/w spotkaniu KKW.

Postuluję utworzenie przez IPN bazy członków władz i aktywistów KZ PZPR oraz partii siostrzanych w pierwszej kolejności na uczelniach, a to ze względu na konieczność ochrony młodego pokolenia przed negatywnym oddziaływaniem na młodzież.

Mimo, że PZPR stanowiła przewodnią siłę narodu i bez jej wiedzy i zgody nikt nie mógł być przyjęty do pracy, awansować, wyjechać za granicę do tej pory nie są znane nawet składy członków władz partyjnych, nie mówiąc o negatywnych skutkach przewodzenia nauką i edukacją.

Co więcej w opinii publicznej, także w środowisku patriotyczno-solidarnościowym, rolę partyjniaków po prostu się marginalizuje, a pojęcie lustracji sprowadza się do tajnych współpracowników, gdy jawni współpracownicy są po prostu utajniani.

Co więcej obserwować można obawy przed ujawnianiem jawnych współpracowników i nawet ci, którzy ujawniają tajnych współpracowników jawnych w sposób jawny ujawnić się obawiają.

Przykład może stanowić zamieszczony w moim serwisie Lustracja i weryfikacja naukowców PRL nadesłany mi wykaz władz i aktywistów KZ PZPR Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 1973 -1989 https://lustronauki.files.wordpress.com/2015/11/pzpr-uam-w-poznaniu-1973-1989.pdf

Takie wykazy winny dotyczyć wszystkich uczelni ( i nie tylko uczelni) i być w sposób jawny dostępne w internecie.

Rzecz jasna należałoby też zmierzyć się z ujawnianiem dokumentów tych organów, aby historię nauki i edukacji w Polsce, w czasach PRLu (także w III RP) można było opierać na faktach.

Dobrym przykładem działalności IPN w tej materii jest ‚Spętana Akademia – Polska Akademia Nauka w dokumentach władz PRL- https://ipn.gov.pl/pl/publikacje/ksiazki/12673,Spetana-Akademia-Polska-Akademia-Nauk-w-dokumentach-wladz-PRL-Materialy-Sluzby-B.html „ ale ta jaskółka wiosny jednak nie uczyniła i prawdziwa historia nauki i edukacji, w szczególności wyższej, nadal jest zamrożona.

Wykaz wysokich funkcjonariuszy partyjnych zamieszczany w bazach IPN http://katalog.bip.ipn.gov.pl/main.do?katalogId=1&pageNo=1&

to tylko czubek góry lodowej, która mimo upływu lat wcale nie topnieje.

Fatalna tendencja rzucania nauki na kolana przed Partią

baner historia PRL

Fatalna tendencja rzucania nauki na kolana przed Partią

prowadząca do katastrofalnego stanu nauki

a członkowie PAN mają to, co chcieli, na co przez lata pracowali

Ujęcie Karola Estreichera jr

w: Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984.

Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1981

 

24 listopada wtorek

W Warszawie odbyło się posiedzenie Prezydium Akademii Nauk, pełne troski

0 naukę polską. Poruszono mnóstwo zagadnień, oczywiście narzekano, odczytano jakiś referat w sprawie krzywdzących decyzji w latach 1968-1980 (nie wiem, nie domyślam się, o co chodzi). Dwa ostrzegawcze referaty o stanie nauki polskiej wygłosili profesorowie Leszek Kuźnicki (Instytut Biologii) oraz prof. Ignacy Malecki (przewodniczący Komitetu Naukoznawstwa). Obaj mówcy omówili program działań i reform i wstępne zarysy prognozy dotyczącej katastrofalnego stanu nauki polskiej, już od roku 1948 zaistniała tendencja do rzucenia nauki polskiej na kolana przed Partią, do zsocjalizowania i zmarksizowania i zleninizowania naszej nauki.

Dziś -tak twierdzono na owym posiedzeniu – nauka polska stoi na poziomie nauki w krajach rozwijających się czyli w egzotycznych republikach Afryki czy Azji.

Nauka i jej organizacją zajmowali się ludzie niegodni (w Krakowie niejaki mgr! Wiltowski – dyr. PAN (dyr. Zarządu Administracji Oddziału i Placówek PAN w Krakowie -przyp. D.Matelski) oraz prof. Miesowicz).

Popierano tylko partyjnych, im przydzielano fikcyjne posady, wyjazdy za granice, tytuły. Ignorowano humanistykę, historie, filozofię, literaturę. Stłoczono te dyscypliny w jednym wydziale (I), powołano do tego wydziału słabych uczonych, ale mających wpływy i stosunki, głównie w środowisku warszawskim.

Zamordowano w 1951 roku Polską Akademię Umiejętności w Krakowie, zrabowano jej majątek – bezwzględnie i bezczelnie. Kraków, naukę krakowską przy oklaskach różnych zarozumialców, technokratów na poziomie rzemieślników dziedziny nauk humanistycznych, wszędzie w Polsce zduszono, skopano. Są to sprawy znane. To postępowanie teraz wydaje pełne owoce.

Ale i w roku 1980 nie wiele się zmieniło. Gieysztor, jako prezes PAN zdaje się, że jest pasywny. Nic myśli walczyć. Nie myśli odbudowywać nauk humanistycznych – widocznie nie chce się narażać biurokratom warszawskim oraz partii komunistycznej. Gieysztor siedzi w Warszawie, tam reprezentuje, zajmuje kilka dobrze płatnych posad (profesora UW, dyrektora Zamku Warszawskiego, prezesa PAN) i trochę z boku. bez narażania się żadnej stronie czeka, co będzie.

Jeżeli o Kraków idzie to tu sytuacja z naukami historycznymi jest rozpaczliwa. Oddział krakowski PAN jest we władaniu inżynierów z Akademii Górniczo Hutniczej

i z Politechniki. Sekretarzem jest niejaki Ney. koniunkturalista, niewykształcony, bez wizji. Literaturę reprezentuje tu Henryk Markiewicz (?) (pytajnik autora -przyp. AJ) wygodny, mętny uczony. Historie sztuki Jerzy Szablowski – koniunkturalista, który nie ma za sobą prac naukowych i usuwa się od wszelkiej odpowiedzialności. Badań źródłowych nikt nie prowadzi. Wydawnictwa stanęły. Wychodzi tylko Słownik Biograficzny i jest to wybitnie dobrze robione wydawnictwo.

Niechże w tym stanie rzeczy nie płaczą członkowie PAN. Mają to, co chcieli, na co przez lata pracowali, podlizując się komunizmowi rosyjskiemu.

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów

baner historia PRL

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów

na podstawie – Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1981

1 III 1981

W roku 1968 – po awanturach studenckich w Polsce, we Francji, po Wiośnie Praskiej, inwazji na Czechosłowację – rozpoczęło się w Polsce prześladowanie inteligencji, intelektualistów, pisarzy, artystów i humanistyki. Partia – rządcy z Komitetu Centralnego – postanowili uchwycić, jak kleszczami, całe dziedziny życia narodowego, które uznali za źródło wszelkiego zła. Byli pewni bezkarności, w tym sensie, że przecie owe nieliczne ilościowo grupy i zawody niebędące zwartymi klasami społecznymi, pozbawione były oparcia w masach. Często skłócone, niejednolite, pojedyncze można było dowolnie szykanować i obniżać.

Humanistyka była szczególnie prześladowana. Historię uznano za wrogie narzędzie propagandy rewizjonistycznej (wtedy pojawił się ten niezrozumiały twór językowy) i antymarksistowskiej. Przyjęto program zastępowania nauki historii na uniwersytetach pseudonaukową socjologią i psychologią, a w zakresie życia politycznego i prawnego – ekonomiką.

Władcom marksistowskim (jak Werblan, Sokorski i Schaff) szczególnie groźną wydała się sztuka – zwłaszcza plastyka i sztuki wizualne. W malarstwie i rzeźbie, i także w filmie, w telewizji można przecież zbyt wiele powiedzieć! W nauce o literaturze należy zwracać uwagę na badania językowe, bo te na nikogo nic oddziaływają. Są jałowe. W historii nie wolno utrzymywać ciągłości, lecz należy popierać tematy bez większego znaczenia lub łatwe do interpretowania w duchu krzywdy społecznej.

Na uniwersytecie należy ograniczać wszystko, co przypomina przeszłość polską. Należy popierać katedry i profesorów historii Rosji, Ukrainy, Bułgarii, marksizmu, ruchów społecznych i religijnych.

Profesorów i pracowników na polu kultury polskiej, konserwatorów zabytków, historyków miast należy obniżać i lekceważyć. Tworzyć jak najwięcej zastępczych, ruchomych instytucji, które właściwie nic nie będą robić, ale na które działacze partyjni zawsze będą mogli się powoływać.

Zabytki, dawne budowle i ich urządzenie, wszystko, co przypomina przeszłość, należy bezszelestnie burzyć, godzić się na niszczenie, rozkradanie, zmiany.

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, to okres wypełniania tego programu przez wszystkich pachołków ideowych i najemnych. Przeżyłem to — nie na najmniejszym odcinku – w Uniwersytecie Jagiellońskim. Rektor Mieczysław Karaś – właściwie dozorca partyjny zdążył w ciągu dziesięciu lat swoich wpływów i rządów obniżyć poziom wydziałów humanistycznych UJ tak skutecznie, że dziś są to szczątki dawnej struktury.

Przeżyłem to także w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych atakowanym przez niejakiego Franciszka Kuduka – ciemnego, złośliwego aparatczyka-czynownika, który jak tylko mógł obniżał, szykanował, uniemożliwiał wszelką poważniejszą działalność kulturalną- Był przy tym nieuczciwy, był łapówkarzem, złodziejaszkiem, oszuścikiem, co oczywiście pozostało niewykryte, bo działał w imieniu Partii i dawał partyjnym zarabiać. Ale wreszcie, gdy jego nadużyć było za dużo, dostał tzw. kopniaka w oprę i wysłano go do Warszawy.

Jakie były prawdziwe i głębsze przyczyny tego jedynego w swoim rodzaju widowiska – rewolucji kulturalnej w Polsce?

Pomijając, że musiała być ona kierowana z Moskwy na co oczywiście nie ma i nie będzie dowodów – główną przyczyną była nienawiść mocno utwierdzonej Partii i jej dygnitarzy do zjawisk kultury. Około roku 1960-65 dorosło pokolenie działaczy partyjnych kształconych 112 różnych kursach i seminariach, których nauczono zewnętrznej kultury zachowania się. języka, obyczaju – obłaskawiono i ogładzono trochę i nimi zaczęto obsadzać wszystkie stanowiska.

Powoli nadano im różne fałszywe stopnie naukowe – bez studiów lub za kłamliwymi świadectwami.

W nadawaniu takich stopni celowały SGPiS, Akademia Górnicza i Hutnicza w Krakowie i Politechnika Krakowska, Szkoły Pedagogiczne i różne pomniejsze szkółki zawodowe.

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów nie mówiąc już o inżynierach, magistrach, adiunktach i asystentach!

Wszyscy ministrowie i członkowie partyjni KC posiadali takie fałszywe studia – przeważnie ekonomiczne i inżynieryjne.

Pokolenie tych aktywistów partyjnych doszło do władzy około r. 1960-70. Rozsiadło się na wygodnych fotelach i zaczęło na wielką skalę rządzić i kraść dla siebie i swych kolegów. Rozkazywać i kraść, żyć nad stan, gardzić zależnymi od nich i niszczyć wrogów. Partyjni władcy nie znają innych przedstawicieli społeczeństwa jak poddanych i wrogów.

Cała ta niedokształcona, zarozumiała, skorumpowana a bezkarna elita sekretarzy partyjnych, ministrów, prezydentów, wojewodów czuła się jednak i ciągle jeszcze czuje, bardzo niepewnie, gdy mowa o historii kultury, języku, o sztuce i o teatrze. Niektórym z nich zdarza się – ale już nie często – jakieś gwarowe, wiejskie wyrażenie. Niemal wszyscy mówią językiem sztucznym, nadużywając wyrażeń obcych i nie umiejąc właściwie akcentować. Bardzo się tego wstydzą.

Wszyscy ci rzadcy Polski nienawidzą, boją się, nie chcą czegokolwiek wiedzieć o humanistyce. Nie wiedząc co w dziejach kultury polskiej – świeckiej i religijnej, naukowej i artystycznej, prawniczej i politycznej -jest ważne, okazują tej kulturze i nauce skrajne lekceważenie.

Upadkowi UJ po 1945 r. dopomagali profesorowie

baner historia PRL

 

Upadkowi UJ po 1945 r. dopomagali profesorowie

na podstawie – Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VI , 1978 – 1980. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1980

Fatalne tendencje historyków

23 maja piątek ( s. 610 )

Historycy piszący o Uniwersytecie i jego profesorach na ogół mają tendencję do przemilczania wad, ludzkich błędów, grzechów, które w ciągu dziejów doprowadziły go parokrotnie do upadku. Ta tendencja cechuje na ogół biografów piszących w Słowniku Biograficznym.

Prym wiedzie Barycz. O ile Morawski (Kazimierz,, Historyja Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1900 – przyp. A.J.) pisząc historię UJ w XV wieku,miał zbyt mało materiału faktycznego, aby móc przedstawić charakter ludzi i ich postępowanie – o tyle Barycz mógł to uczynić, gdy pisał o wieku XVI, U Barycza na ogół profesorowie wychodzą rozgrzeszeni i są nadzwyczajni.

A w stosunku do wieków następnych? Przemilczane są wszystkie wady. Wszyscy są nadzwyczajni. Że byli (wielu z nich) egoistami, że byli dość mali w postępowaniu, że byli leniwi, głupi, etc – to wszystko odkłada się na bok. Żaden historyk tych osób nie chce w oczach czytelników źle wyjść, przemilcza więc albo wręcz opuszcza krzywdy, kłótnie, intrygi, grzechy profesorów.

To co się pisze o XIX wieku to wręcz nieprawda. Służalstwo różnych profesorów, np. takiego Brodowicza, służalstwo Sierakowskiego nigdzie nie są wypominane. Same pochwały. Co najwyżej dobrotliwa krytyka.

A w XX wieku. Na ten okres patrzyłem własnymi oczami, przeżyłem go na własnej skórze. Postanowiłem, że o kolegach moich będę pisał prawdę. Pisanie prawdy zwraca się przeciw piszącemu – tak już jest, Ludzie nic lubią czytać źle o innych, a tylko mdłe pochwały lub zgodę na cudze postępowanie.

Jeżeli w latach 1945 do dzisiaj Uniwersytet systematycznie upada (tak jak w XVII wieku), to główną winę ponosi oczywiście komunizm, ale dopomagali mu różni profesorowie, jak Lepszy, Bobińska, Stefan Grzybowski, Klimaszewski i przede wszystkim Karaś.

Postanowiłem napisać o nich gorzką prawdę. Nie zacierać ich wad i sprowadzać do drobnych przywar, ale pisać ciężką prawdę: ambicje, fałsze, zdrady, służalczość, tchórzostwo – wszystko to cechowało tych ludzi.

Piszę prawdę o Kazimierzu Lepszym, o Bochnaku. Staram się pisać obiektywnie, lecz nie bez gniewu. Przecież i to, co wyrabiał Klimaszewski jest godne napiętnowania.

Czerwona szlachta akademicka (tytuł i wyróżnienia – jw)

9 września wtorek ( s. 653)

W normalnych, niezależnych warunkach, po takich klęskach gospodarczych i politycznych, gdy jasno i wyraźnie klasa robotnicza, ta „przodująca klasa narodu” -jak chce frazeologia marksistowska – gdy w całej swej większości wystąpiła przeciw komunizmowi – rząd komunistyczny powinien ustąpić, zarządzić nowe wybory, zmienić system rządzenia, etc.

Ale nasi komuniści nie chcą! Rosja nie pozwala! Komuniści to targowiczanie naszych czasów. Kurczowo trzymają się władzy i swych przywilejów.

Magnateria marksistowiska. czerwona szlachta – jak ich naród nazywa – chce burze przeczekać, załagodzić i rozprowadzić. Liczą na to, że jeszcze raz, przy pomocy starych sztuczek i haseł, znowu trzymać się będą na swych luksusowych synekurach. Znowu będą mieli własne poufne sklepy, bufety, kluby, sanatoria no i… dochody. Dochody, renumeracje, diety, nagrody, stypendia, premie, dodatki za zasługi, za ordery, na reprezentacje i studia. Nadal będą mieli fikcyjne posady- oni i wszystkie osoby w rodzinie: żona, syn i córka, zięciowie i synowe. Auta, najlepsze mieszkania, wille podmiejskie (dacze). Tytuły ambasadorów, ministrów, dyrektorów i „profesorów”.

Wyjazdy za granicę – urzędowe – na sympozja i konferencje. Z paszportów, przejazdów, ceł i tzw. podpisywania umów będą korzystać w tysiącach, dziesiątkach tysięcy złotych, a przy tym jeszcze w dolarach i funtach – wszystko tajnie, bez śladu, bez pism, tylko na podstawie telefonu.

Powstaje solidarność – byli stalinowcy i neostalinowcy – przygnębieni

24 września środa (s.655)

W Uniwersytecie zebranie Podstawowej Organizacji Partyjnej. Minęły czasy jej chwały. Najpotężniejsza była za panowania rektora Mieczysława Karasia, smutnej pamięci aktywisty na niskim, tępym poziomie. W POP UJ tworem Karasia był niesympatyczny profesor Buchała, były partyzant moskiewski, były sędzia karny i polityczny, fałszywy i raczej wszystkim nieżyczliwy. Obaj z Karasiem mieli krzywdę na rękach.

Zmuszono teraz Buchałę do zwołania zebrania partyjnego. W Uniwersytecie zorganizowała się „Solidarność”. Rozleciał się Związek Nauczycielstwa. Daremnie Stanisław Waltoś próbował ów związek ratować Jednoczyć, etc. Jeszcze mu się przy tym dostało.

W tych warunkach trzeba było Buchale zwołać Komitet Uczelniany Partii. Co było na tych obradach, tego nie wiem, ale wiem tyle, że było wiele gadania. Byli stalinowcy i neostalinowscy są przygnębieni. Narzekano. Wszyscy podkreślali j że nic czują się winni. Partyjni boją się wyborów władz uniwersyteckich, ale mają nadzieję, że jeszcze wszystko da się jakoś załatwić.

Dodatek – zamiast nekrologów

O rektorach -tyranach w szkołach wyższych, którzy raz czepiwszy się władzy nie myślą z niej rezygnować

Rok 1978

21 lipca piątek s. 233

Upłynął rok od zgonu Mieczysława Karasia. Ni z tego, ni z owego nazwano jego nazwiskiem część ulicy Krupniczej – od Alei Mickiewicza do końca. Nie zasłużył na to, ale mniejsza o to.

Na Uniwersytecie ulga. Ludziom rozwiązały się jeżyki i nie trudno usłyszeć -od profesorów do urzędników rządzących Uniwersytetem – zarzuty, opowieści o nadużyciach, skandalach. Postać Karasia wychodzi jako jakiegoś szaleńca, chama, brutala tyra niebezpieczniejszego, że był to człowiek inteligentny i świadomy tego co chce.

Szkody są niepomierne i nieodwracalne. Łączą się one z ogólnym zjawiskiem, jakim jest upadek uniwersytetów – szczególnie w Polsce. Głośno mówi się, a nawet tu i ówdzie pisze się, o rektorach -tyranach w szkołach wyższych, którzy raz czepiwszy się władzy nie myślą z niej rezygnować. Ministerstwu rządzonemu przez generała Kaliskiego i wiceministra Górskiego ten stan rzeczy odpowiada. Potrzebuje takich rektorów tyranizujących niezależność profesorów i nauki.

Rok 1978

Zgon Sylwestra Kaliskiego – Ministra Szkolnictwa Wyższego (s.265

(ob. 6 X 78)

Zginął przed kilku dniami w wypadku samochodowym wraz z żoną i synem (tona była ranna, syna nie było w samochodzie – przyp. AJ). Minister, generał, dowódca szkoły wojskowej w Warszawie. Ten zgon nie ma oczywiście większego znaczenia i nie zmieni wiele w ogólnym negatywnym nastawieniu Partii, rządu, partyjnych biurokratów ministerialnych i lokalnych kacyków zwanych sekretarzami komitetów wojewódzkich, wobec profesorów….

..Generał Kaliski jest jednak winien obniżenia poziomu szkół wyższych, jakie nastąpiło w Polsce w obecnych latach siedemdziesiątych. Powołano go, czy raczej odkomenderowano (Moskwa), aby stosując metody „żelaznej dyscypliny” zastraszył profesorów, ograniczył wszelkie swobody, odciągnął młodzież od nauki, dyskusji, życia intelektualnego zapewniając jej natomiast wszelkiego rodzaju sportowe, teatralne, turystyczne przyjemności. Kaliski posługiwał się przy tym wiceministrem Górskim, takim samym jak on autokratą i zarozumialcem.

Za Kaliskiego mianowano rektorami tylko takich profesorów (oczywiście partyjnych), którzy dawali gwarancje wszelkiego posłuszeństwa. Niemal od wszystkich kolegów z innych szkół wyższych słyszę to samo. I u nich rektor jest nieznośny, że się rządzi, puszy, krzywdzi i obniża działalność szkoły.

Senatów akademickich nie ma, a te które są składają się z zastraszonych, najczęściej partyjnych profesorów, urzędników administracyjnych, tzw. przedstawicieli młodzieży czyli partyjnych działaczy młodzieżowych.

Fakultety-wydziały nie mają znaczenia. Na ich miejsce weszły instytuty specjalistyczne. Poza wąskim kręgiem własnej specjalności profesorowie nie znają się miedzy sobą.

Wśród młodzieży akademickiej, w domach, w których mieszkają, nastąpiło obniżenie moralności, upadek charakterów, chęć wyżycia się. Wypadki ukrytej prostytucji u dziewcząt, duża swoboda seksualna (o której nie wiadomo co sądzić – czy to dobrze czy źle? – raczej może dobrze?).

Nekrolog Sylwestra nie wypada więc dobrze. Przed paru laty słyszałem jak przemawiał na jubileuszu Politechniki Krakowskiej. Ostrym, rozkazodawczym tonem podoficera zapowiadał wzmożenie dyscypliny wśród młodzieży studiującej i profesorów.

Mówili, że zginął z własnej winy prowadząc samochód nieostrożnie, po wypiciu alkoholu. Może… mniejsza o to. Wartościowym dla kraju jednak nie był.

Los wielu porządnych ludzi, którzy nie chcieli ugiąć karku przed siłą aparatu władzy

Demokracja akademicka – błogosławieństwo czy przekleństwo?

blog prof. W.Pluskiewicza, 13.02.2012

W latach 1944-1989 pojęcie „demokracja akademicka” było całkowicie nieobecne w życiu polskich uczelni. Rządziła partia, decydujący głos mieli sekretarze uczelnianych organizacji partyjnych (a tacy ciągle są jeszcze wśród nas…) i wszechwładni oficerowie UB (SB). Świetnie pamiętam jak w budynku Dziekanatu w Zabrzu panoszył się nasz „wydziałowy” ubek, kapitan Obtułowicz; czuł się tam całkowicie swobodnie, a część kadry profesorskiej była z nim w bardzo zażyłych stosunkach.

By w tych czasach uzyskać awans, zrobić habilitację lub zostać profesorem dla wielu porządnych ludzi, którzy nie chcieli ugiąć karku przed siłą aparatu władzy było to po prostu niemożliwe.

Wiele osób szybko rezygnowało z tej drogi życiowej w niezgodzie na panujące w uczelniach zasady. Te czynniki, obok skandalicznie niskiego poziomu finansowania uczelni, legły u podstaw słabości polskiego szkolnictwa wyższego. Przez te lata marzeniem były realia przedwojenne, które utożsamiali niektórzy starsi profesorowie, wykształceni jeszcze przed wojną. W naszej uczelni pamiętamy takie osoby, jak Prof. Prof. Szyszko, Zieliński czy Ginko; to byli ludzie, którzy przypominali nam, że słowa „profesor” czy „uniwersytet” to synonimy najwyższych wartości tak merytorycznych, jak i etycznych. ….

Nauka ma jeden cel: służyć Partii.

 

 Nauka ma jeden cel: służyć Partii.

(na drodze do świetlanej przyszłości)

z: Karol Estreicher – Dzienik wypadków T.III 1961-1966, s.360 

rok. 1962

17 grudnia

Rozpoczęty się w Warszawie obrady Plenum KC PZPR. Podstawowy referat wygło­sił sekretarz KC W. Jarosiński O węzłowych zadaniach w dziedzinie szkolnictwa wyższe­go i badaniach naukowych.

Ton groźny! Dominuje nuta o powiązaniu nauki z życiem — tak dobrze znana nam. Za tym, wątpliwej wartości, frazesem kryje się zawsze chęć wprzęgnięcia nauki i myśli krytycznej w propagandę partyjną. 

Akcenty (już nie aluzje) są wyraźne w mowie W. Jarosińskiego: Problemy i zadania wychowawcze... „Pod tym względem szczególnie wiele wymagać powinniśmy od człon-ków Partii — pracowników nauki… nawet niektóre silne ośrodki badawcze jednostron­nie rozwijają badania dokumentacyjne, źródloznawcze, bibliograficzne, a wyraźnie usuwają w cień prace interpelacyjne… pozostałości rewizjonistyczne… postawa swo­istej neutralności między nauką a ideologia Partii klasy robotniczej… niechęć do po­dejmowania najbardziej zaangażowanych ideowo tematów…” 

WRESZCIE:

Ośrodki naukowe poprzez opracowanie ważnych z ideologicznego punktu widzenia problemów powinny pomóc propagandzie partyjnej i same aktywnie uczestniczyć w pracy idcowo-wychowawczej. Przed Partią staje również zadanie pobudzenia prze­myśleń metodologicznych w naukach społecznych…”

To ostatnie zdanie zawiera jawny atak przeciw naukom humanistycznym, które się dotąd nie poddały propagandzie rosyjsko-komunistycznej. 

Mowa Gomułki kończąca obrady Komitetu Centralnego, „podsumowująca” obrady, jak to się teraz mówi, była autokratyczna! Nie on ją pisał. Zbyt płaskie jest jego wy­kształcenie — jednostronne — polityka, który niewiele umie, agitatora. 

Ton ostry, żadnych wątpliwości! Nauka ma jeden cel: służyć Partii 

Przez Partię Gomułka rozumie oczywiście interes komunizmu rosyjskiego. Naukę sprowadza się do utylitaryzmu. Ilość katedr w szkołach wyższych należy dostosować do ilości uczniów. Im ich więcej, tym więcej profesorów. Akademię Nauk należy ograniczyć. Ponad nią ma być utworzony administracyjny komitet dla spraw nauki i techniki. Jakże znamienne ze­stawienie w tytule tych dwóch dziedzin! Żadnych mrzonek! Atak na humanizm, na hi­storię narodową, na sztukę jest wyczuwalny. Zapewne Gomułka mówił na ten temat, ale nie opublikowano tego co mówił, bo wypadłoby to zbyt ostro i mogłoby wywołać re­akcję zagranicy! A to jest jedyne czego się Gomułka boi!

Niesmak! Ton powiatowego komendanta milicji. Smutek. Zdenerwowanie. Co bę­dzie z nami? Musimy przetrwać. Do końca! 

18 grudnia wtorek

W Sejmie(?) (pytajnik autora przyp. AJ) Lepszy jako poseł i Rektor UJ, wygłosił jak najbardziej czołobitne przemówienie o nauce i roli uczonych w naszej socjalistycz­nej ojczyźnie, na drodze do świetlanej przyszłości.

UJ za rektora Mieczysława Karasia, czyli zamiana Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytut Propagandowy Polskich Ko­munistów.

baner historia PRL

Collegium Novum UJ

UJ za rektora Mieczysława Karasia,

czyli zamiana Uniwersytetu Jagiellońskiego

w Instytut Propagandowy Polskich Ko­munistów.

W DZIEJACH UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO – Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec . Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyd. 1 , 2000 r.

Redaktor naukowy : prod. dr hab. Jerzy Wyrozumski, Recenzent:prof.dr hab.Kamilla Mrozowska

Słowo wstępne: rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka

czytamy m.in. iż Rektor Karaś pragnął zrealizować swą wizję socjalistycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. ‚

Pytanie dla studentów historii UJ : Czym się różniła wizja rektora Karasia od wizji Kazimierza Wielkiego ?

Odpowiedź można znaleźć w Dziennikach Wypadków – Karola Estreichera. t.V ..s.561

Kazimierz Wielki fundował Uniwersytet murowany,

ja zostawię czerwony …” ze wstydu.

wg Dziennik Wypadków – Karola Estreichera. T. V (1973-1977)

s.489-90

23 sierpnia sobota 1975

Mianowanie Karasia rektorem UJ przeszło cicho, nawet bez wzmianek w prasie. Pan Minister-Generał mianował go podobno na żądanie komórki partyjnej w UJ, a wbrew opinii urzędników ministerialnych.

Opinie Karaś ma jak najgorsze. Jest słabym uczonym, człowiekiem pozbawionym kultury, nieskończenie ambitnym, dokuczliwym, a przy tym nieskończenie oddanym najciemniejszym siłom.

Miewa czasem jakieś rozumne posunięcia, ale niemal zawsze toną one w brutalności postępowania. Czasami zachowuje się jak pastuch na pastwisku, strzela z bata, wrzesz­czy, grozi, popędza. Niecierpliwy, gardzący słabszymi i zależnymi od siebie, układny, uprzejmy i życzliwy wobec możnych.

Jest przekupny. Jak, co, kiedy — trudno powiedzieć, ale różne posunięcia budzą da­leko idące podejrzenia. Był nim np. doktorat honorowy Piszka z Filadelfii.

Dla mnie osobiście mianowanie Karasia oznacza nieżyczliwość, dokuczania, lekcewa­żenie. Co będzie z tym co stworzyłem — z Muzeum, Bibliografią Polską gdy pójdę na emeryturę!?

s.520-522

Jego Magnificencja Rektor” Karaś…

Mieczysław Karaś rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie zaraz po wojnie. Pochodzi ze wsi z pod Niwisk. Ojciec jego był tam kowalem. Prawdy o wiejskiej młodo­ści Karasia niepodobna się dowiedzieć — tak starannie ją ukrywa i zaciera.

Mówią, że w 1944 czy 1945 roku ojciec Karasia, za jakieś zdrady czy zbrodnie wobec AK-owców został stracony z podziemnego wyroku. Mówią, że Mieczysław Karaś został przy tym pobity i że stracił oko (istotnie nie ma jednego oka, a na drugie widzi bardzo źle).

Karaś na polonistyce poświęcił się studiom językoznawczym pod kierunkiem Nitscha i Taszyckiego. Jw trakcie studiów zapisał się do Partii, a w 1957 roku, popierany przez Taszyckiego, zaczął karierę jako sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Inteligentny, bystry, ambitny. Mówi po niemiecku. Bardzo szybko się orientuje. Chciwie słucha plotek o drugich — nawet je prowokuje.

Zawsze wygaduje (w 4 oczy) na nieobec­nych. Wypytuje się i daje posłuch ujemnym wiadomościom. Umie budzić zaufanie i nacią­ga kolegów na zwierzenia. Udaje życzliwego. Od czasu do czasu pokazuje swą prawdziwą twarz. Widać ją zwłaszcza, gdy rozmawia z wyższymi od siebie członkami Partii, dygnita­rzami łub moskiewskimi wysłannikami. Twarz zmienia mu się wówczas z nerwowej i nie­uprzejmej na pogodną, dobroduszną i ustępliwą. Nie umie ukryć swego płaszczenia się.

Gdy tylko dygnitarz wyjdzie wraca dawny grymas. Jeszcze dawniej, gdy nie rozsiadł się tak w rektorskiej todze — panował nad zdenerwowaniem i niecierpliwością. Teraz, gdy honory rektorskie już mu zupełnie przewróciły w głowie — w stosunku do osób od niego zależnych staje się dosłownie niegrzeczny. Nigdy żaden hrabia Potocki, żaden dęty szlachetka nigdy nie traktował tak służby jak Karaś swych kolegów czy podwładnych. Jest władczy opryskliwy, niecierpliwy. Beszta, wyrzuca z pokoju, mówi rzeczy przykre nie tając kto doniósł mu to czy owo, grozi, żąda i nie dotrzymuje. Mianowanie rekto­rem przez ministra Kaliskiego (takiego samego wojskowego autokratę) przewróciło Karasiowi w głowie. Wszedł także do KC Partii, wprawdzie na drugorzędne stanowisko, ale i to przewróciło mu w głowie. Do reszty w głowie przewróciła mu posiadana władza.

A nie jest ona wcale taka mała. To władza nad około dwudziestoma tysiącami osób profesorów, urzędników i studentów. Ogromne fundusze, majątki, zakłady, rozbież­ne sprawy. Władza rektora jest nieograniczona. On mianuje, on decyduje; jemu narazić się oznacza znaleźć się natychmiast w sytuacji bez wyjścia. Rektor posługuje się sforą urzędników — niewychowanych, prymitywnych, niewykształconych, których osadził na Uniwersytecie. Dyrektor administracyjny Sporek, jego zastępcy, kwestor Bunsch, dy­rektor personalny Błachut i kierowniczka Wydziału Personalnego Irena Kozioł — wszy­scy wysoko partyjni, aroganccy, nieuprzejmie rzeczowi. Cała ta, jak powiadam, sfora nieciekawych osobistości stoi gotowa, korna i posłuszna do spuszczania ze smyczy, by działać na rozkaz Magnificencji.

Od niego zależą awanse, nagrody, pozwolenia, opinie, paszporty. Sfora urzędników i sekretarzy donosi codziennie Jego Magnificencji Obywatelowi Rektorowi ostatnie plotki. Zależnie od nich rektor wydaje decyzje. Chce o wszystkim wiedzieć, aby karać lub nagradzać.

Obok urzędników spodlonych i ogłupiałych, z grona profesorów rektor dobiera sobie posłuszne swej woli narzędzia. Głównym wykonawcą jego rozkazów w stosunku do kolegów jest prorektor Sylwester Wójcik, liczący 45 lat profesor prawa administracyjnegosztywny i tępy biurokrata na poziomie kierownika urzędu pocztowego na przedmie­ściu. Innym wykonawcą woli rektorskiej jest prof. Kulczykowski, rzekomy historyk ru­chów gospodarczych i społecznych, a w rzeczywistości partyjny aparatczyk o manierach sierżanta policyjnego.

Profesor Hanausek — prawnik (związany z Urzędem Bezpie­czeństwa) jest sekretarzem PO-u, ale jest używany do wszystkiego na bok, bo nie chce robić sobie przeciwników — czeka na miejsce po Karasiu.

Senat nie istnieje. To ciało rządzące kiedyś Uniwersytetem składa się obecnie z profe­sorów — przedstawicieli Wydziałów — zastraszonych lub leniwych, oraz z urzędników administracyjnych, partyjnych przedstawicieli młodzieży, delegatów związku zawodowe­go, etc…

Na posiedzenie Senatu przynosi się sterty teczek z rozmaitymi, nic nieznaczącymi, sprawami i po kolei uchwala się wnioski stawiane przez rektora Karasia.

Jakiekolwiek zabranie głosu, próba przedstawienia odmiennego stanowiska są nie­wskazane. Rektor przerywa brutalnie, krótko. Ścina dyskusje, mrozi atmosferę. Nikt nie chce zabrać głosu, a zresztą są to wszystko sprawy drugorzędne.

Rektor zarządza, mianuje, odwołuje kierowników naukowych instytutów, zakładów, katedr. Odwołuje kierownika bez zawiadomienia, mianuje nowego nie licząc się z opi­nią pracowników.

Profesor Buszko dowiedział się przypadkiem, że już nie jest dyrekto­rem Wydawnictw Naukowych UJ, a na jego miejsce jest już doc. Hanauskowa

Profesor Rajska w podobny sposób, została zawiadomiona karteczką, że przestaje być kierownikiem instytutu (czy zakładu?) fizyki (pomyłka profesora prof. Rayski? przyp, AT).

Profesorowie męczą się, milczą, chowają się i usuwają od pracy w takich wa­runkach.

Na posiedzeniu Instytutu Historii Literatury i Języka Polskiego rektor Karaś publicznie zbeształ Wilkonia – przy kolegach i przedstawicielach młodzieży! – za ja­kieś rzekome niedopatrzenie. Każdą dyskusję, rozmowę rektor przerywa i jeśli jest czymś zniecierpliwiony lub niezadowolony po prostu wyprasza z pokoju.

Doprowadził do tego, że w rektoracie nikt z profesorów już nie bywa, oprócz oczywiście służalców lub wezwanych.

Siedzą tam na korytarzu, zmęczeni, starsi profesorowie wśród gwaru stu­dentów załatwiających swe zwolnienia, stypendia, czołobitne hołdy lub zaproszenia dla Jego Magnificencji.

Profesorowie mają dostęp tylko poprzez sekretarkę, która wyzna­cza dzień przyjęcia przez „Pana Rektora” za tydzień lub dwa tygodnie. Poza urzędnika­mi administracyjnymi i figurami partyjnymi dostęp do rektora ma prof. Leszek Hajdukiewicz — dyrektor Archiwum. To on pisze rektorowi przemówienia, podsuwa memoriały, a jako obeznany z historią UJ wydaje także opinie. Należy on, obok prorek­tora Wójcika, dziekana Kulczykowskiego, sekretarza Hanauska, do najbliższych dorad­ców rektora Karasia.

Wszystkie przysłowiowe wady, upodlenia i intrygi szerzą się znakomicie w tych wa­runkach. A ponieważ rektor jest cynikiem bez czci i wiary, ponieważ łotrostwo uważa za siłę charakteru, a za charakter umiejętność podlenia się, więc przez dwadzieścia lat rzą­dów na Uniwersytecie doprowadził do rozkładu i upadku wielu jego instytucji.

Dzięki oparciu o Partie Karaś faktycznie rządzi od 1957 roku.

Raz jest pierwszym sekretarzem POP-u, kiedy indziej dziekanem, potem prorektorem i zawsze zabierał głos o sprawach lub ludziach. A głos ten jest z reguły nieżyczliwy dla kolegów starszych, zasłużonych lub niezależnych. Karanie, besztanie, mianowanie — słowem władza — sprawia mu nieskończoną przyjemność.

Obok tego wszystkiego jest próżny i łasy na zaszczyty. Ciągle szuka, wyłapuje jakieś honory, doktoraty, uznania. Zauważyłem, że najchętniej wciąż chodziłby w todze, w gronostajach, z berłem i zabierał głos i zbierał oklaski.

Mówi źle, dykcję ma fatalną, a kalec­two sprawia, że czyta z trudnością. Jest lasy na zaszczyty, a równocześnie nie umie się znaleźć i zachować. Kompleks nieśmiałości podnieca w nim niezadowolenie. Muzeum UJ, Collegium Maius, tradycje, obrzędy uniwersyteckie budzą w nim ukrytą zawiść.

I właśnie taki człowiek, bardzo złego gatunku, popierany przez Ministrów, Partię, konsula radzieckiego (dicke Freundschaft) chce (widzę to wyraźnie) usunąć mnie z Mu­zeum UJ, zagarnąć to Muzeum i zniszczyć je lub zredukować. Czeka mnie z nim nie la­da walka i to bez sojuszników.

14 stycznia środa 1976

s.525

Nagle telefonicznie zostaje zwołane posiedzenie kierowników zakładów. Rozkazy, dyspozycje, bez dyskusji. Mamy opracować listy przydatności poszczególnych osób w za-ktadach uniwersyteckich nam podległych. Już — bez pytań, bez wątpliwości — wypeł­nić ankiety tak jak sobie władze życzą. Władze? Jakie? Po co?

Nic nie wiadomo. W połowie posiedzenia wpada rektor (dyrektor) Mieczysław Ka­raś, śpieszy się, nie może długo tłumaczyć, o co idzie. Zaleca, aby wykonać polecenia. Zamyka posiedzenie.

Sprawa przykra i drażliwa. Zdaje się, że idzie o redukcje paru tysięcy pracowników szkól wyższych — w całej Polsce oczywiście — ale cel opracowania tej ankiety trzyma­ny jest w tajemnicy.

s.553

20 kwietnia wtorek

Do ogrodu Collegium Maius chce koniecznie wjechać wielki wóz ciężarowy, tzw. wywrotka. Brama zmieści go, ale tylko przy największym wysiłku kierowcy tak wielkiego sa­mochodu. Dyrektor administracyjny Sporek (poziom dyrektora wapiennika) napiera na mnie. Nie zgadzam się. Zasłaniam się konserwatorem. Kossowski stoi po mojej stronie.

Boję się Sporka — ma dostęp do Rektora. Facet podobno jest z UB, podobno wysoko-partyjny, a tak w ogóle półinteligent.

W Uniwersytecie zauważyć można wyraźny kurs anty-inteligencki i anty-profesorski („zmiana kadry”).

Na czele tej rewolucji kulturalnej stoi Rektor Karaś.

Wytępimy”, „co stare musi zginąć”, „konieczność nowego”., „wymagania życia”. Szkody będą wielkie.

Równocześnie Karaś narzeka, że profesorowie nie przychodzą do niego, do rektora­tu. Każdy się boi! Wobec każdego zachowuje się brutalnie. Taki ma styl.

2 lipca piątek s.558

Zamiana Uniwersytetu Jagiellońskiego ze szkoły w Instytut Propagandowy Polskich Komunistów. Ogromne sumy idą na te cele. Dola­ry! „Polonia” — Towarzystwo Łączności z Polakami za Granicą sprowadza rzesze mło­dzieży amerykańskiej polskiego pochodzenia i tu mają się rzekomo uczyć na Uniwersytecie ..Jagiellońskim”(!j. W rzeczywistości gosz­czeni, obwożeni, witani, bałamuceni, nie widza wiele, niczego się nie uczą, ale zadowoleni wra­cają do Stanów Zjednoczonych i opowiadają jak to w Polsce wszystko jest OK.

Wszyscy są przekupywani. „Fundacja Ko­ściuszkowska” w pierwszym rzędzie, z Kusielewiczem na czele.

1977

10 sierpnia środa

Zgon Karasia! Powtórzyło się dokładnie tak jak było z Lepszym w 1964 roku. I Lep­szy do ostatniej chwili trzymał w tajemnicy swą chorobę. Ciągle mówiono wtedy, tak jak teraz, że Lepszy ma się lepiej, że już jest rekonwalescentem, że lada chwila zacznie urzędować.

Śmierć Karasia to ulga dla Uniwersytetu.