Alicja Małecka-Mierzwa – resortowa wychowawczyni, z SB do szkoły

Alicja Małecka-Mierzwa w Katalogu IPN 

http://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/99304

Dane osoby z katalogu funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa

W okresie od 1.02.1976 do 1.06.1979 oraz od 1.04.1983 do 31.05.1988 służba w MO.
W dniu 12.12.2014 Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy orzeczenie Sądu Okręgowego dla Warszawy-Pragi, uznając, że Małecka-Mierzwa Alicja złożyła niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Orzeczenie jest prawomocne…..

WSO MSW, LEGIONOWO, KATEDRA NAUK SPOŁECZNO-POLITYCZNYCH,  STARSZY ASYSTENT, 01-06-1988

ASW, LEGIONOWO, WYDZIAŁ BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWA, KATEDRA PRAWA, WYKŁADOWCA, kpt., 01-10-1989-31-07-1990

Od bezpieki do wychowawcy młodzieży

Gazeta Polska Codziennie, Numer 641 – 17.10.2013

PROCES Alicja Małecka-Mierzwa pracowała w SB i była szefową wydziału wychowawczo-politycznego w Akademii Spraw Wewnętrznych – kuźni kadr komunistycznej bezpieki. W III RP zajęła się edukacją młodzieży – przez wiele lat była dyrektorem szkół na warszawskiej Białołęce.
Maciej Marosz
Dziś lustrowana przed warszawskim sądem nie przyznaje się do zatajenia pracy w SB. Jest to kolejny przykład świadczący o tym, że 1989 r. do szkół jako nauczyciele i wychowawcy trafili funkcjonariusze komunistycznej bezpieki.
Małecka-Mierzwa w swoim oświadczeniu lustracyjnym, które zgodnie z ustawą lustracyjną musiała złożyć jako dyrektor szkoły, nie wpisała, że była funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. W związku z zatajeniem tego faktu IPN zarzucił jej kłamstwo lustracyjne…….

Resortowi wychowawcy. Kto uczy nasze dzieci

http://niezalezna.pl/47796-resortowi-wychowawcy-kto-uczy-nasze-dzieci

Była szefowa wydziału wychowawczo-politycznego w Akademii Spraw Wewnętrznych – kuźni kadr komunistycznej bezpieki w III RP – zajęła się edukacją młodzieży. Nauczyciel historii oraz wiedzy o społeczeństwie figuruje w dokumentach komunistycznej bezpieki jako jej tajny współpracownik. Obecny rektor wojskowej uczelni w czasach PRL był żołnierzem wojskowych służb specjalnych – pisze „Gazeta Polska”.

Te przykłady pokazują, w jakim stopniu w życiu społecznym nadal są obecne komunistyczne służby specjalne, i to w jednej z najważniejszych dziedzin – edukacji. Po 1989 r. pracownicy wojewódzkich i miejskich wydziałów PZPR masowo przechodzili do oświaty – miało to być chwilowe. Najczęściej spotykana wówczas argumentacja dotyczyła wieku: „Przecież ci ludzie zaraz pójdą na emeryturę”. Jednak – jak pokazują przytoczone przykłady – przez 23 lata niewiele się zmieniło. Byli funkcjonariusze służb specjalnych PRL oraz osoby figurujące w archiwach IPN jako tajni współpracownicy nadal edukują nasze dzieci – można ich spotkać zarówno na wyższych uczelniach, jak i w szkołach w małych miejscowościach.

…..Z SB do szkoły

Alicja Małecka-Mierzwa od wielu lat pracuje w stołecznej oświacie. W swoim oświadczeniu lustracyjnym, które zgodnie z ustawą lustracyjną musiała złożyć jako dyrektor szkoły, nie wpisała, że była funkcjonariuszem SB. Od 1975 r. Alicja Małecka-Mierzwa pracowała w MSW, natomiast od 1979 r. jako referent techniki operacyjnej w Wydziale „T” SB KWMO w Tarnobrzegu. Jak wynika z akt IPN, później skierowano ją do pracy w wydziale paszportów podlegającym SB, pełniła tam funkcję inspektora. Piotr Dąbrowski, prokurator pionu lustracyjnego IPN, przypomniał jej przed sądem, że w 1988 r. napisała raport do przełożonych, z którego jednoznacznie wynika, że wówczas była funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Przed podjęciem pracy w szkole była zatrudniona w wydziale ds. nieletnich w milicji. O jej przeszłości w SB świadczyły wyłącznie dokumenty, które zachowały się w IPN. Od 1988 r. przez trzy lata była też wykładowcą w katedrze nauk społeczno-politycznych Akademii Spraw Wewnętrznych w Legionowie – kuźni kadr komunistycznej bezpieki. Małecka-Mierzwa twierdzi, że nikomu nie szkodziła i dlatego nie wykazała w oświadczeniu lustracyjnym z 2008 r. informacji o pracy w SB i Akademii Spraw Wewnętrznych.

Reklamy

Grzegorz Leopold Seidler – komunistyczny rektor UMCS, z obozu poparcia Jaruzelskiego

baner człowiek nauki

Grzegorz Leopold Seidler w WikiOrmianie 

Grzegorz Leopold Seidler (ur. 18 września 1913 w Stanisławowie, zm. 28 grudnia 2004 w Lublinie) – profesor nauk prawnych, wieloletni rektor UMCS, poseł na Sejm PRL IX kadencji…..W marcu 1945 roku Grzegorz Seidler powrócił do pracy naukowej na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie jako adiunkt prowadził wykłady z ustroju państw współczesnych. Wykłady z zakresu współczesnych kierunków nauki prawa prowadził również w krakowskiej Akademii Handlowej….

Po uzyskaniu docentury Grzegorz Seidler aktywnie włączył się w organizację w krakowskiej Akademii Handlowej Katedry Filozofii Marksistowskiej. W styczniu 1950 roku Seidler został przyjęty do Podstawowej Organizacji Partyjnej (POP) Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przy Akademii Handlowej. Po wstąpieniu w szeregi partyjne objął kierownictwo Katedry Podstaw Marksizmu-Leninizmu Akademii Handlowej. W ocenie sekretarza Komitetu Uczelnianego PZPR, Grzegorz Seidler wykładał filozofię prawa w sposób interesujący i rzeczowy wykorzystując w konstrukcji wykładów idee profesora Jerzego Landego odrzucając jednak w całości wyznawany wcześniej również przez siebie idealizm swojego mistrza.

W 1950 roku Grzegorz Seidler został skierowany decyzją władz do Lublina, gdzie aktywnie włączył się w budowę Wydziału Prawa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej odznaczając się szczególnie w tworzeniu Katedry Teorii Państwa i Prawa, której został kierownikiem oraz objął funkcję prodziekanem Wydziału Prawa. 22 stycznia 1951 roku Grzegorz Seidler otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego UMCS. Na lubelskiej uczelni prowadził wykłady z materializmu dialektycznego i historycznego odwołując się przy tym z dużą częstotliwością do tez marksistowsko-leninowskich. Praca profesora Seidlera została doceniona przez czynniki partyjne, które wskazywały na wzorowe funkcjonowanie prowadzonej przez niego Katedry oraz odpowiedni dobór kadry naukowej. Zaufanie, jakim cieszył się Seidler w kręgach aparatu partyjnego może obrazować fakt, iż w okresie ścisłej reglamentacji wyjazdów zagranicznych, uzyskał pozwolenie na wyjazd do Stanów Zjednoczonych, gdzie na zaproszenie Fundacji Forda wystąpił jako prelegent historii doktryn politycznych. O niezwykle silnej pozycji społeczno-politycznej Grzegorza Seidlera świadczy fakt, iż powołany został na członka Komisji Oświaty i Nauki Komitetu Centralnego PZPR oraz przewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Nauki Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Lublinie. Aktywnie działał również w pracach komitetu nauk prawnych PAN. Pozycja w aparacie partyjnym umożliwiła Seidlerowi podjęcie skutecznej inicjatywy nawiązania kontaktów naukowych pomiędzy lubelskim UMCS z Uniwersytetem im. Iwana Franki we Lwowie.

W 1954 roku Grzegorz Seidler został redaktorem powołanej sekcji wydawniczej „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska….W 1959 roku Grzegorz Seidler został wytypowany przez władze partyjno-państwowe na stanowisko rektora UMCS.  Funkcje rektora Grzegorz Seidler sprawował łącznie przez trzy pełne kadencje i jedną niepełną, a więc na stanowisku rektorskim pozostawał od 1 września 1959 roku do 11 kwietnia 1969 roku, a więc prawie przez 10 lat…..W czasie wydarzeń marcowych w 1968 roku Grzegorz Seidler zdecydowanie wystąpił przeciwko protestującym studentom UMCS na znak solidarności ze studentami warszawskimi. Słusznie postrzegany przez protestujących żaków jako przedstawiciel władzy komunistycznej doznał z ich strony wielu upokorzeń,…..podał nazwiska 14 osób relegowanych z lubelskiej uczelni. Zarządzenie to zostało wydane przez Grzegorza Seidlera niezgodnie z obowiązującym prawem,…. Ówczesny minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński dokonując oceny wydarzeń marcowych złożył podziękowania Grzegorzowi Seidlerowi za spacyfikowanie protestów lubelskiej młodzieży akademickiej.

Po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 roku w Polsce stanu wojennego, profesor Grzegorz Seidler aktywnie włączył się w akcję poparcia dla obozu generała Wojciecha Jaruzelskiego. W jednym z programów telewizyjnych wyemitowanym w czasie trwania stanu wojennego powiedział, że stan wojenny przypomina operację, której wykonanie jest niezbędne dla uratowania choremu życia. 30 września 1983 roku profesor Grzegorz Seidler przeszedł na emeryturę, prowadził jednak w dalszym ciągu wykłady na UMCS w niepełnym wymiarze godzin. W 1985 roku został posłem na Sejm PRL IX kadencji pełniąc mandat poselski do 1989 roku, w latach 1989-1992 natomiast został wybrany na członka Trybunału Stanu.

Na przełomie lat 80-ych i 90-ych zaangażowany był w działalność ruchu rotariańskiego

 

Z BIP IPN – Dane osoby z katalogu kierowniczych stanowisk partyjnych i państwowych b. PRL

Członek PZPR od 1950. ….Po wojnie pracował na UJ, w 1950 podjął pracę na UMCS w Lublinie (w 1950 został profesorem nadzwyczajnym, w 1957 profesorem zwyczajnym). W latach 1959-1969 był rektorem tej uczelni. W latach 1969 – 1972 kierował Instytutem Kultury Polskiej w Londynie. W okresie 1973-1976 pracownik naukowy ASW (patrz Katalog Funkcjonariuszy IPN). Poseł do Sejmu PRL w 1985. Autor wielu prac naukowych z dziedziny teorii państwa i prawa oraz historii myśli politycznej. Wielokrotnie wyjeżdżał na sympozja naukowe. W trakcie nich współpracował (jako KO, nr rejestracyjny I/14743) z Wydziałem II KW MO w Lublinie i Departamentem I MSW w Warszawie (zbierając i przekazując informacje) ….. Pełnił m.in. funkcję członka Egzekutywy Rady Uczelnianej PZPR na UMCS oraz funkcje radnego MRN w Lublinie (b.d.b.). Prowadził także szkolenia ideologiczne dla asystentów UMCS. Zmarł 28 grudnia 2004…28 listopada 1957 roku Centralna Komisja Kwalifikacyjna przyznała Grzegorzowi Leopoldowi Seidlerowi tytuł profesora zwyczajnego nauk prawniczych. Uzyskanie tytułu profesorskiego umożliwiło Seidlerowi jego zaangażowanie w prowadzenie zajęć dydaktycznych zgodnie z obowiązującą linią partii. Jego zasługi na tym polu podkreślono w uzasadnieniu wniosku, w którym prezes krakowskiego Oddziału Polskiej Akademii Umiejętności Adam Krzyżanowski napisał, że profesor Seidler jest wyznawcą marksizmu i w swojej działalności przyjmuje on maksymalistyczną teorię Marksa podnosząc jego doktrynę do rzędu jedynej doktryny naukowej.

Odsłonięcie popiersia prof.G.L. Seidlera

27.10.2014
serwis UMCS

Ktoś ukradł popiersie byłego rektora UMCS

Dziennik Wschodni 5.01.2016

Pod koniec ubiegłego roku ze skweru przed Chatką Żaka na miasteczku akademickim UMCS skradziono popiersie byłego rektora uczelni Grzegorza Leopolda Seidlera…Monument został odsłonięty w październiku 2014 roku w ramach obchodów 70-lecia uniwersytetu. Wykonali go pracownicy Wydziału Artystycznego lubelskiej uczelni. – Jest zrobiony z żywicy imitującej metal szlachetny. Dlatego nie wykluczamy, że ktoś ukradł popiersie licząc, że sprzeda je jako złom….Prof. Grzegorz Leopold Seidler (1913–2004) był prawnikiem i historykiem idei, członkiem Trybunału Stanu i z ramienia PZPR posłem na Sejm PRL IX kadencji. Był rektorem UMCS od 1959 do 1969 roku

Policja zatrzymała złodziei pomnika byłego rektora UMCS

Kurier Lubelski 2.02.2016

Wiemy, kto zniszczył i ukradł popiersie Grzegorza Leopolda Seidlera, byłego rektora UMCS. Zarzuty usłyszeli trzej mężczyźni. Jeden zrzucił popiersie z cokołu, jego dwaj koledzy przenieśli ważący około 50 kilogramów pomnik na swoją stancję.

Czytaj więcej: http://www.kurierlubelski.pl/aktualnosci/art/9354951,policja-zatrzymala-zlodziei-pomnika-bylego-rektora-umcs,id,t.html

 

 

Jan Wasilkowski – rektor UW w czasach stalinowskich, prawnik- prezes SN

baner człowiek nauki

Jan Wasilkowski

serwis UW

. W czasie II wojny światowej był jeńcem oflagu. W 1947 r. został profesorem zwyczajnym prawa cywilnego UW, a pod koniec roku dziekanem Wydziału Prawa. W tym samym czasie awansował na Sędziego Sądu Najwyższego.

Oprócz niewątpliwej wiedzy, w karierze prawniczej pomagała mu przynależność do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W czasach stalinowskich był rektorem, zamieniając się w bezwolnego wykonawcę dyrektyw komunistycznej polityki. Na uczelni pracował do 1967 r., konsekwentnie stosując jako metodę badawczą materializm dialektyczny i historyczny. Po odejściu na emeryturę przewodniczył Komisji Kodyfikacyjnej przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Od 1961 r. do 1973 r. był posłem na sejm

 

ROBERT GAWKOWSKI – JAN WASILKOWSKI REKTOR CZASÓW STALINOWSKICH

Uniwersytet Warszawski – nr 4 (59) Październik 2012 PISMO UCZELNI

…..Po zakończeniu II wojny światowej wrócił do kraju i poparł odradzający się nurt współpracującej z komunistycznym porządkiem Polskiej Partii Socjalistycznej. W 1947 r. został profesorem zwyczajnym prawa cywilnego UW, a pod koniec roku dziekanem Wydziału Prawa. W tym samym czasie awansował na Sędziego Sądu Najwyższego. Oprócz niewątpliwej wiedzy, w karierze prawniczej pomagała mu przynależność do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, której profesor był członkiem od samego….początku. Jesienią 1949 r. Wasilkowski został wybrany rektorem UW i sprawował swą funkcję przez trzy lata. Za jego kadencji wydzielił się Wydział Lekarski, dając początek Akademii Medycznej. W 1951 r. weszła w życie „Ustawa o szkolnictwie wyższym i pracownikach nauki”. Ustawa wzmacniała centralne sterowanie uczelnią i wprowadzała nowe, radzieckie wzorce nadawania stopni naukowych. Od tej chwili najniższym stopniem naukowym był „kandydat nauk”, a rektor UW zamieniał się w bezwolnego wykonawcę dyrektyw stalinowskiej polityki. W tym czasie nasiliła się nagonka na „niepoprawnie myślących” naukowców. Na UW od prowadzenia zajęć odsunięto m.in. fi lozofa Władysława Tatarkiewicza. Od czasów rektora Wasilkowskiego rozpoczęto tworzenie galerii portretów w Pałacu Kazimierzowskim. Na obrazach widnieją ubrani w togi i gronostaje rektorzy UW. Ciekawe, bo w stalinowskim okresie właśnie zaprzestawano używania tóg, traktując uroczysty ubiór rektora jako burżuazyjny przeżytek.

 

Jan Wasilkowski w Wikipedii 

…..W latach 1947–1949 dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW, zaś w latach 1949–1952 rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Był wieloletnim kierownikiem Katedry Prawa Cywilnego i Prawa Cywilnego Porównawczego. Od 1952 członek Polskiej Akademii Nauk, w latach 1953–1956 kierownik Zakładu Nauk Prawnych PAN (obecnego Instytutu Nauk Prawnych). Był współtwórcą projektu kodeksu cywilnego PRL, przewodniczył pracom Komisji Kodyfikacyjnej przy Ministrze Sprawiedliwości PRL, uchwalonego w 1964 i obowiązującego do dziś.

W latach 1956–1967 pełnił funkcję pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. W latach 1961–1972 poseł na Sejm III, IV i V kadencji. Był członkiem PPS, następnie PZPR, od 1964 do 1969 członek KC PZPR.

Dwukrotnie odznaczony Orderem Sztandaru Pracy I klasy oraz Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą i Krzyżem Komandorskim (1954) Orderu Odrodzenia Polski. Doktor honoris causa Uniwersytetu Karola w Pradze i Uniwersytetu Wrocławskiego.

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

baner historia PRL

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

Z:Trzy twarze Juliana Haraschina – Krystian Brodacki, Arcana,2015

(mały fragment)

  1. Śledztwa akt II: producent magistrów

Śledztwo w sprawie Haraschina i towarzyszy obracało się wokół trzech głównych tematów:

  1. Łapówkarstwo; 2. Nadużycia na Wydziale Prawa UJ; 3. Obalenie mitów o Haraschinie – rzekomym bohaterze Września i bojowniku polskiego Podziemia w okresie okupacji hitlerowskiej. Temat pierwszy przedstawiłem wyżej. Teraz czas na sensacyjny temat 2, o największym ciężarze gatunkowym. Co ciekawe, na ten bulwersujący trop prokuratura wpadła przez przypadek: uwagę śledczych zwrócił fakt, że oskarżony Frasik, chłop z pochodzenia, robotnik z zawodu, kombinator i handlarz walutami z wyboru- jest zarazem magistrem prawa! Dlaczego nie wykonuje swego fachu, dlaczego nie pracuje jako radca prawny, albo też nie stara się odbyć aplikacji adwokackiej i zdać egzaminu, który pozwoliłby mu uzyskać wpis na listę adwokatów ? Dotarły też do nich krakowskie plotki o Studium Zaocznym.

Dość ciekawych wyników dostarczyła rewizja w domu Haraschina: przechowywał tam sporą ilość czystych kart papieru maszynowego, podpisanych in blanco przez różne osoby, np. przez naukowców z Wydziału Prawa UJ, prof. Kazimierza Opałka i kierownika Punktu Konsultacyjnego SZWP w Katowicach mgr. Tadeusza Hanauska. Znaleziono karty egzaminacyjne studentów SZWP, oraz dwa niezbyt przyjemne anonimy; podpis pod jednym z nich brzmiał: „Życzliwi studenci 4 roku”. Była też wizytówka Henryka Wolfa z krótkim liścikiem zaczynającym się od słowa: „Juleczku!”.

Wolf złożył obszerne zeznanie 8 października 1962 r.; wniosło do śledztwa dużo, może nawet trzeba je nazwać przełomowym. Przedstawiam jego istotny fragment:

Byłem wtedy Pełnomocnikiem Ministra Zdrowia do spraw Funduszu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci UNICEFF. Poznałem Haraschina w gabinecie płk. Batkiewicza w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. W szerszym gronie na zaproszenie Haraschina widywałem się z nim w warszawskich kawiarniach lub restauracjach; w tych spotkaniach brali udział Batkiewicz, Cynkin, lekarz Stuczyński. Płacił za wszystkich Haraschin, a były to sumy równające się mojej miesięcznej pensji… W pewnym momencie, gdzieś miedzy rokiem 1955 a 1957, Haraschin zaproponował załatwienie dla mnie dyplomu magistra prawa, twierdząc, że nie będzie z tym żadnego problemu. On miał taką siłę przekonywania, że uległem i zgodziłem się uzyskać taki dyplom…

Pod dyktando Haraschina napisał podanie o przyjęcie od razu na… piąty rok studiów, powołując się na egzaminy „prawnicze i ideologiczne”, zdane jakoby na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu Leninizmu w Warszawie.

Wyjaśnijmy, że studia na WUML nie były uważane za ekwiwalent jakichkolwiek studiów wyższych, ale „dziekan” SZWP nie przejmował się takimi drobnostkami. Zresztą Wolf studiował rzekomo na Uniwersytecie Warszawskim i miał indeks nr 239; w rzeczywistości taki numer należał do Andrzeja Moraczewskiego, naprawdę przez pewien czas studiującego na Studium Zaocznym Wydziału Prawa UW, aliści już dawno skreślonego z listy studentów…

W rekordowym tempie Wolf zdał zaległe i bieżące egzaminy; wkrótce przedłożył gotową pracę magisterską i poprosił o termin egzaminu magisterskiego. Recenzent pracy zastępca profesora dr Antoni Walas ocenił ją jako bardzo słabą, ale „przejawia pewien wysiłek autora, co uwzględniając brak zdolności w kierunku głębszej analizy zagadnienia – skłania do uznania pracy jako jeszcze odpowiadającej wymogom pracy magisterskiej”. Brawo! 17 czerwca 1957 r. komisja egzaminacyjna w składzie: Haraschin – przewodniczący, oraz dr Walas i doc. dr Mieczysław Sośniak uznała, że wiedza studenta Henryka Wolfa upoważnia do nadania mu tytułu magistra praw. Po pewnym czasie dyplom odebrał. Ale tu wmieszała się jego małżonka, znacznie od niego mądrzejsza (i uczciwsza):

– Czyś ty zwariował? Chcesz mieć kłopoty? Zniszcz mi zaraz ten „dyplom”!

Mąż usłuchał, oddał dokument żonie, a ta go spaliła.

Idąc tropem Wolfa wezwano na świadka płk. Józefa Batkiewicza, szefa Departamentu Wojskowego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Poznał Haraschina w Krakowie, podczas narady na temat Studiów Wojskowych, podczas której Haraschin wygłosił referat, po czym zaprosił wszystkich do siebie na kolację; byli tam płk Cynkin i prof. Opałek. Odtąd Batkiewicz nieraz będzie gościł u „Juleczka”, który okazał się tak uczynny, że załatwił mu przyjęcie na studia na Wydziale Prawa… Osobiście przedstawił go dziekanowi Opałkowi, podkreślając splendor, jaki spływa na Wydział, skoro dyrektor z Ministerstwa będzie studiował na UJ. Co dalej ? Kiedy jeden z profesorów zagadnął pewnego dnia szefa Studium, dlaczego Batkiewicz nie pojawia się na seminariach, ten odpowiedział:

Z uwagi na wielkie wydarzenia polityczne (XX zjazd KPZR, obalenie kultu Stalina oraz napięta sytuacja w kraju) jest służbowo bardzo zajęty, więc jego nieobecność uznałem za całkowicie usprawiedliwioną. A pracę magisterską pisze w Warszawie, ma przecież do dyspozycji bibliotekę ministerialną. Proszę zatem zaliczyć mu seminarium…

Batkiewicz: Zostałem zwolniony z obowiązku uczęszczania na wykłady i zajęcia. Nie pamiętam pod czyim kierownictwem pisałem swą pracę magisterską Dostałem od jakiegoś profesora temat pt. „Stosunek pracy a służba wojskowa”. Spotkałem się z nim ponownie dopiero podczas jej obrony. On chyba w 1961 r. był sekretarzem organizacji partyjnej na UJ… W trzy miesiące po obronie pracy otrzymałem dyplom……..

. Jedną z gwałtownych miłości towarzysza Tadeusza została około 1955 r. Jolanta Kurc, 25-letnia pianistka w Centralnym Zarządzie Radiofonizacji Kraju: pisał do niej płomienne wyznania, a między jednym a drugim zaproponował jej szybkie uzyskanie dyplomu magistra prawa… Miała obiekcje, ale je rozwiał: „Joleczko, moja w tym głowa. Wszystko będzie dobrze!” I było, aż zanadto. Zaliczono jej kilka lat studiów na SGPiS i 15 listopada 1955 r. została przyjęta od razu na IV rok prawa, na studia stacjonarne [!], a następnie rozpętał się istny festiwal cudownie zdanych egzaminów. Tym razem posłużę się konkretami: oto pełna ich lista, według karty egzaminacyjnej Jolanty Kurc,

s.229 230

 

Jak skomentować powyższe curiosum? Choć sześciokrotnie występuje brak roku w dacie egzaminu, niewątpliwie chodzi o rok 1955. Pomijając cztery daty z roku 1956, oraz jeden przypadek braku wpisu i jeden w ogóle bez daty, otrzymamy liczbę siedemnastu egzaminów, zdanych rzekomo w listopadzie (trzy) i w grudniu (czternaście, a w tym-6 egzaminów w ciągu jednego dnia: 14.12.1955 r.!) w roku 1955. Nawet gdyby panna Kurc była wyjątkowo pracowitą i zdolną studentką, nie byłaby w stanie zdać aż tylu. A jednak, wcale nie uczęszczając na zajęcia (wszak pracowała w Warszawie), uzyskała wpisy wybitnych uczonych, złożyła pracę magisterską Stosunek pracy z nakazu pracy (prof. Walas dał jej notę „powyżej dostatecznej, a poniżej dobrej…”), z wynikiem dobrym zdała egzamin magisterski przed profesorami Opałkiem, Walasem i Walaszkiem i 25 czerwca 1956 r. otrzymała dyplom. „Widzisz? Nie mówiłem?”, cieszył się jej ukochany, „To wcale nie było trudne!”.

P.S.

jw – Warto przeczytać w całości. Produkcja niby-dyplomów to nie jest wynalazek ostatnich lat. Ta patologia jest głęboko zakorzeniona w systemie. Niestety historia patologii akademickich w interwale PRL-III RP nie jest poznana, ani badana przez historyków, którzy na ogół heroicznie walczą aby nie poznać tego co badają. ( https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/)

Te fragmenty pochodzą z książki napisanej przez publicystę, pianistę, autora książek o jazzie. Ciekawe dlaczego liczni i wybitni historycy UJ nie podjęli tak frapującego tematu, mimo że pisali Dzieje UJ (kompletne dyrdymały na odcinku PRL-III RP –https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ).

Widocznie tresura profesury w PRL, którą autor w książce dokumentuje, przyniosła efekty rozciągające się na kolejne dziesięciolecia, mimo tzw. transformacji ustrojowej. Degrengolada profesury bynajmniej nie ustąpiła, a dodatkowo jakby przyplątała się amnezja – widoczny objaw pokrzywdzenia profesury ( i nie tylko) przez system nihilizmu moralnego.

Julian Polan-Haraschin – okrutny prawnik, „Krwawy Julek”, TW”Karol”

https://lustronauki.wordpress.com/2009/07/17/julian-polan-haraschin/

Włodzimierz Berutowicz – kariera od funkcjonariusza MO do rektora, prof. prawa


Włodzimierz Berutowicz w Wikipedii 

Włodzimierz Berutowicz (ur. 3 października 1914 w Przedmościu w pow. Wieluń, zm. 11 grudnia 2004 w Warszawie) – polski prawnik, polityk, członek PPS i PZPR….

po wojnie krótko służył w Milicji Obywatelskiej[1]. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego (1950). Od 1950 pracował w prokuraturze, a następnie w sądownictwie. W latach 1959–1960 prezes Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu, w latach 1960–1967 prezes Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu. Jednocześnie od 1950 był pracownikiem naukowymUniwersytetu Wrocławskiego. Od 1968 profesor nadzwyczajny, w 1975 mianowany przez Radę Państwa PRL profesorem zwyczajnym nauk prawnych. W latach 1968–1971 rektor Uniwersytetu Wrocławskiego. Od października 1971 do marca 1976 minister sprawiedliwości w rządach Piotra Jaroszewicza. Od 1976 do 1987 I prezes Sądu Najwyższego. Równocześnie od lipca 1982 do maja 1987 był z urzędu przewodniczącym Trybunału Stanu. W okresie 1980–1985 poseł na Sejm PRL VIII kadencji. W latach 1975–1980 prof. Akademii Spraw Wewnętrznych w Warszawie. W latach 1980–1985 profesor Instytutu Państwa i Prawa Polskiej Akademii Nauk.

Członek PPS, a następnie PZPR. Na VI (1971), VII (1975) oraz VIII (1980) Zjeździe PZPR wybierany w skład Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej

Portret

Katalog IPN

Lustracja byłego ministra sprawiedliwości

Rzeczpospolita 3.04. 2004

Media o IPN

We wtorek Sąd Lustracyjny uznał, że były minister sprawiedliwości i były I Prezes Sądu Najwyższego z lat PRL, dziś niemal 90-letni, Włodzimierz Berutowicz jest „kłamcą lustracyjnym”. Berutowicz podlega lustracji jako sędzia w stanie spoczynku. W swym oświadczeniu lustracyjnym zataił, że po II wojnie światowej służył krótko w Milicji Obywatelskiej. Jeśli wyrok zostanie utrzymany przez Sąd Najwyższy, straci on uprzywilejowaną emeryturę sędziowską (wtedy dostawałby świadczenia na ogólnych zasadach). Serwis PAP 12.05.2004 r., Rzeczpospolita 13.05.2004 r.

Media o IPN

Włodzimierz Berutowicz, były minister sprawiedliwości, a do 1987 r. pierwszy prezes Sądu Najwyższego napisał prawdę w oświadczeniu lustracyjnym. Tak orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpoznając odwołanie od niekorzystnego dla Berutowicza orzeczenia pierwszej instancji. Rzeczpospolita 29.10.2004 r.

Dane osoby z katalogu funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa

Historia poprawiana przez sąd

Jerzy Szczęsny 19-09-2011, Rzeczpospolita,

Lista honoru, lista hańby

W 2008 r. sądownicy wydali jubileuszowe dzieło nawiązujące do powołania 90 lat wcześniej odrodzonego po zaborach sądownictwa w II RP. Należy domniemywać, że do swej tradycji włączyli tradycję sądów PRL-u. A więc także sądów z sekcji tajnej skazujących patriotów w celach na Rakowieckiej oraz sądów stanu wojennego. Czyż jednak autorytetu sądownictwa nie podniosłoby udokumentowanie akcji odwetowej przeprowadzonej wobec sędziów po zamachu 13 grudnia 1981? Odbyła się ona pod kierownictwem byłego funkcjonariusza milicji w pierwszych latach powojennych, komendanta MO we Wrocławiu, prof. Włodzimierza Berutowicza, będącego wówczas I prezesem Sądu Najwyższego.

Janusz Łętowski – prof. prawa, meloman, TW „Krytyk”, wyznawał zasadę, że ‚prawo należy interpretować tak, by nie krzywdziło człowieka’

Łętowski Janusz w Encyklopedii ONET -Wiem

(1939-1999), profesor prawa administracyjnego, meloman, ceniony krytyk muzyczny. Przez lata był pracownikiem Instytutu Nauk Prawnych PAN, od 1989 orzekał w Izbie Administracyjnej Sądu Najwyższego. Orzekając, wyznawał zasadę, że prawo należy interpretować tak, by nie krzywdziło człowieka.

————

Instytut Nauk Prawnych PAN ma 50 lat

Polski Serwer Prawa-Adam Seweryn – 2006-11-07

Instytut Nauk Prawnych jest jedną z najpoważniejszych pod względem znaczenia i potencjału kadrowego placówek naukowo-badawczych Polskiej Akademii Nauk w jej dziale nauk społecznych. W okresie swojej 50-letniej działalności był kierowany przez czołowych przedstawicieli nauki prawa, profesorów Jana Wasilkowskiego, Stanisława Śliwińskiego, Cezarego Berezowskiego, Manfreda Lachsa, Adama Łopatkę, Janusza Łętowskiego, Andrzeja Wasilkowskiego, Andrzeja Szajkowskiego, Marię Kruk – Jarosz.

——

Teczka Łętowskiego

26.09.2007 11:02/Gazeta Polska, Przemysław Harczuk

Janusz Łętowski – prawnik, specjalista od praw człowieka, przez wiele lat współpracował z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa

TW „Krytyk”

Tymczasem Janusz Łętowski, TW „Krytyk”, interesował bezpiekę także jako mąż Ewy Łętowskiej. W notatce operacyjnej Wydz. III Dep. I MSW z 24 listopada 1987 r. napisano: „Istotnym elementem w sprawie jest również fakt powołania przez Sejm żony «Krytyka» – Ewy na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, na ostatnim posiedzeniu 21 listopada 1987 roku. W kontekście powyższego po najbliższym spotkaniu z „K” (koniec listopada br.) przedstawiony zostanie kierunkowy plan wykorzystania źródła w realizacji zadań informacyjno-operacyjnych”.

Dokumenty, w których posiadanie weszła „Gazeta Polska”, wskazują, że pierwsze kontakty Łętowskiego z SB miały miejsce pod koniec lat 60. Wznowione zostały w roku 1979 – wówczas Łętowski został zwerbowany do współpracy z wywiadem. Prowadzący go funkcjonariusz wywiadu PRL napisał w raporcie, że nie było potrzeby sporządzania pisemnego zobowiązania do współpracy, ponieważ Łętowski przekonał go, że nie jest to konieczne, gdyż na podstawie dotychczasowych spotkań powinien mieć do niego zaufanie. Jak wynika z raportów, informacje TW „Krytyka” były niezwykle wartościowe, dotyczyły środowisk naukowych na Zachodzie, w tym pracowników PAN oraz polskiej emigracji. Dokumenty wskazują, że Łętowski był dla bezpieki niezwykle cennym agentem ze względu na doskonałe kontakty, wiedzę, a także częste wyjazdy za granicę. W raportach podkreśla się zaangażowanie Łętowskiego w zwalczanie sił wrogich Polsce Ludowej.
Współpraca trwała aż do roku 1989 i nie została zerwana, lecz zawieszona z możliwością kontynuowania w przyszłości.

—————-

Sędziowie obciążeni weterynarzem w rodzinie

Gazeta Wyborcza 2009-01-26,

Rzecznik złożył wniosek o wyłączenie trójki sędziów. Motywował to tym, że dwoje z nich (Ewa Łętowska i Marek Mazurkiewicz) wypowiadało w 1992 r. poglądy krytyczne wobec idei lustracji. Natomiast mężowie Ewy Łętowskiej i Teresy Liszcz byli tajnymi współpracownikami SB. W przypadku sędzi Łętowskiej dr Kochanowski powołał się na publikację „Gazety Polskiej”, w której napisano, że prof. Janusz Łętowski był wieloletnim współpracownikiem SB o pseudonimie „Krytyk”. .. Sędzia Łętowska tłumaczyła dziennikarzom, że nie widzi powodów do wyłączenia się, ponieważ fakt rozmów jej męża z pracownikami SB jest od lat powszechnie znany w środowisku naukowym, jako że robił to służbowo, jako wieloletni wicedyrektor, a potem dyrektor Instytutu Nauk Prawnych PAN.

————-

Kontrola administracji w państwach socjalistycznych

Opublikowano w 1983, Zakład Narodowy im. Ossolińskich (Wrocław)

wkład: Łętowski, Janusz, prof. nadzw. dr hab., Instytut Państwa i Prawa (Polska Akademia Nauk)

Miejsce i zadania kontroli administracji w państwie socjalistycznym / Janusz Łętowski

——————-

Jak rzecznik szukał haków

Gazeta Wyborcza 2008-12-28,

Tymczasem rzecznik Kochanowski dobrze wie, że prof. Janusz Łętowski złożył oświadczenie lustracyjne – nie pracował, nie pełnił służby ani nie był świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa. Wie też, że tego oświadczenia nie zakwestionował rzecznik interesu publicznego. I wie, że i naukowiec historyk, i dziennikarz mają otwartą drogę do akt, również prof. Łętowskiego. Wyrok Trybunału w żaden sposób im tego nie ograniczył. Przy czym w państwie prawa to sąd wydaje wyroki, a nie gazety, choćby tak poczytne jak „Prawda” czy „Gazeta Polska”.

Oświadczenie gen. Czesława Kiszczaka

baner10

Oświadczenie gen. Czesława Kiszczaka

Warszawa, 17 grudnia 2008

GW

Składam to oświadczenie w formie listu otwartego, aby zawarte w nim i informacje dotarły jak najszerzej do opinii publicznej. ..

15 stycznia 1982 roku weszła w życie moja „Decyzja w sprawie ochrony dokumentów techniki operacyjnej wykonywanych w pionach „B”, „C”, „T”, „W” i wykorzystywanych w działaniach operacyjnych resortu spraw wewnętrznych”. Celem Decyzji było znaczne zwiększenie konspiracji form oraz metod działania pionów zajmujących się obserwacją („B”), ewidencją kartoteczną spraw bieżących oraz archiwalnych („C”), techniką operacyjną („T”), prelustracją korespondencji („W”).

Nakaz ten został wykonany w określonych Decyzją terminach, skutkując wydaniem szeregu przepisów dostosowawczych. Wśród nich szczególnie istotne było Zarządzenie 0018/82 ministra spraw wewnętrznych z 17 lutego 1982 w sprawie stosowania i wykorzystania techniki operacyjnej.

Opisuję to dokładnie, ponieważ po ujawnieniu w roku 2006 przez środki masowego przekazu treści Decyzji, IPNstarał się umniejszyć jej znaczenie twierdząc, że był to małoznaczący akt prawny, jeden z tysięcy wydawanych w MSW. Stwierdzam więc jeszcze raz z całą stanowczością, że Decyzja z 15 stycznia 1982 była aktem prawnym o znaczeniu podstawowym, jednym z zaledwie kilku konstytuujących działanie całego resortu, regulacją, która, wraz z przepisami wykonawczymi, była ściśle przestrzegana…

Nakaz ten został wykonany w określonych Decyzją terminach, skutkując wydaniem szeregu przepisów dostosowawczych. Wśród nich szczególnie istotne było Zarządzenie 0018/82 ministra spraw wewnętrznych z 17 lutego 1982 w sprawie stosowania i wykorzystania techniki operacyjnej.
Opisuję to dokładnie, ponieważ po ujawnieniu w roku 2006 przez środki masowego przekazu treści Decyzji, IPNstarał się umniejszyć jej znaczenie twierdząc, że był to małoznaczący akt prawny, jeden z tysięcy wydawanych w MSW. Stwierdzam więc jeszcze raz z całą stanowczością, że Decyzja z 15 stycznia 1982 była aktem prawnym o znaczeniu podstawowym, jednym z zaledwie kilku konstytuujących działanie całego resortu, regulacją, która, wraz z przepisami wykonawczymi, była ściśle przestrzegana.

Już instrukcja z grudnia 1979, której nowelizacją było Zarządzenie 0018/82, w § 13 stwierdzała. „Materiały uzyskane środkami techniki operacyjnej nie mogą być wykorzystywane (…) w sposób dekonspirujący źródło ich pochodzenia.” Dopiero jednak bardzo złożona sytuacja polityczna po wprowadzeniu stanu wojennego, w tym zagrożenie infiltracją wewnątrz resortu, która wydawała się realna wobec powstania w 1981 roku związku zawodowego Solidarność funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, spowodowała konieczność wprowadzenia szeroko zakrojonych zasad konspiracji w samym MSW.

Konspiracja dotyczyła działań na wszystkich szczeblach, do podstawowych komórek organizacyjnych włącznie, w których nakazałem dodatkowo „przeprowadzenie wnikliwej weryfikacji (…) kadry, a przy doborze nowych pracowników kierowanie się (…) gwarancją zapewnienia pełnej konspiracji wykonywanych czynności służbowych ” O znaczeniu, jakie kierownictwo MSW przywiązywało do materii objętej Decyzją, świadczy umieszczony w niej zapis: „Jakiekolwiek odstępstwa od tych zasad są niedopuszczalne.” Szczególnej ochronie, nawet przed przypadkową dekonspiracją, miała odtąd podlegać cała dokumentacja uzyskana środkami technicznymi, wszystkie dokumenty wykorzystywane przez jednostki operacyjne resortu zarówno w sprawach aktualnie prowadzonych, jak planowanych, a także zakończonych mających całkowicie lub częściowo charakter archiwalny.

Kluczowy był zapis Decyzji, powtórzony dokładnie w Zarządzeniu 0018/82: „Informacje uzyskane środkami pracy „B”, „T”, „W” można włączyć do spraw operacyjnych (…) tylko w tak przetworzonej postaci, aby nie zaprzepaścić ich wartości operacyjnych, a jednocześnie całkowicie zakonspirować źródło ich pochodzenia”. Inne przepisy nakazywały uczynić to samo w ramach dokumentacji już istniejącej, którą należało zniszczyć, a w jej miejsce sporządzić odpowiednie notatki, całkowicie konspirujące źródło pochodzenia.

W praktyce polegało to na „przesuwaniu źródeł” – informacje uzyskane za pomocą techniki operacyjnej przypisywano w dokumentacji źródłom osobowym: tajnym współpracownikom, istniejącym faktycznie lub stworzonym przez SB na użytek wewnętrznej konspiracji, kandydatom na t.w., a także, choć rzadziej, kontaktom operacyjnym, osobowym, służbowym.

Argument, że „SB sama siebie nie oszukiwała”, przedstawiany przez IPN po ujawnieniu w 2006 roku mechanizmu „przesuwania źródeł” i mający podważyć fakt jego istnienia, prowadzi do jednego z dwóch wniosków. Albo zatrudnieni w IPN historycy nie zadali sobie trudu, żeby rzetelnie zbadać materiały dawnych organów bezpieczeństwa państwa znajdujące się w archiwach Instytutu, albo też nie chcą zrozumieć, na czym polegała specyfika działania służb specjalnych PRL zwłaszcza w tak trudnym okresie.

Dla podległych mi służb ważna była informacja, a dla zdobycia informacji szczególnie ważna technika operacyjna. Dzięki niej, za pomocą podsłuchów, kontroli korespondencji i teleksów, także obserwacji i tajnych przeszukań, uzyskiwano większość istotnych, wiarygodnych informacji. Toteż nadrzędnym zadaniem resortu była ochrona techniki operacyjnej. Natomiast – dla celów dokumentacyjnych – źródło rzeczywistego pochodzenia informacji miało znaczenie drugorzędne. Dlatego powstał mechanizm „przesuwania źródeł”.

Z dzisiejszej perspektywy widać, jak wielu osobom wyrządzono krzywdę przez bezkrytyczne ujawnienie materiałów operacyjnych SB, wówczas jednak zastosowanie tego mechanizmu było wyłącznie działaniem na wewnętrzny użytek resortu. Dokumenty, które powstały, nie miały zostać użyte na zewnątrz MSW ani w jakikolwiek sposób ujawnione, przeciwnie, oznakowane były gryfem „tajne specjalnego znaczenia”, który zapewniał pełną ochronę ich tajności. Nikt też nie przewidywał, i przewidzieć nie mógł, zmiany ustroju, likwidacji organów bezpieczeństwa państwa oraz przejęcia i odtajnienia wytworzonej przez służby specjalne dokumentacji, czego skutkiem jest częściowe jej upublicznianie.

Na to nakłada się stanowisko IPN, który założył z góry stuprocentową wiarygodność przejętych archiwów. Jest to pochlebne dla mnie i moich współpracowników, lecz jednocześnie zdumiewa całkowitym pomijaniem podstawowej dla historyków zasady krytycznego podejścia do wszelkich źródeł, a już zwłaszcza wytworzonych przez tajne służby i wskazuje, co podkreślałem powyżej, na brak znajomości specyfiki tychże służb….

———–
GW
—–
GW
Ponad 90 proc. agentury to byli ludzie, którzy dobrowolnie, bez szantażu z nami współpracowali. Uważali to za patriotyczny obowiązek. Werbunek pod przymusem, groźbą, szantażem to były bardzo nieliczne przypadki…
WYIMEK
– Myśmy w styczniu 1982 r. nie robili tego z myślą, co się z tym będzie działo za 20 lat. Sądziliśmy, że nikt nigdy tego nie będzie ujawniał