Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

baner historia PRL

Produkcja magistrów na UJ (okres PRL) w wytwórni Juliana Haraschina

Z:Trzy twarze Juliana Haraschina – Krystian Brodacki, Arcana,2015

(mały fragment)

  1. Śledztwa akt II: producent magistrów

Śledztwo w sprawie Haraschina i towarzyszy obracało się wokół trzech głównych tematów:

  1. Łapówkarstwo; 2. Nadużycia na Wydziale Prawa UJ; 3. Obalenie mitów o Haraschinie – rzekomym bohaterze Września i bojowniku polskiego Podziemia w okresie okupacji hitlerowskiej. Temat pierwszy przedstawiłem wyżej. Teraz czas na sensacyjny temat 2, o największym ciężarze gatunkowym. Co ciekawe, na ten bulwersujący trop prokuratura wpadła przez przypadek: uwagę śledczych zwrócił fakt, że oskarżony Frasik, chłop z pochodzenia, robotnik z zawodu, kombinator i handlarz walutami z wyboru- jest zarazem magistrem prawa! Dlaczego nie wykonuje swego fachu, dlaczego nie pracuje jako radca prawny, albo też nie stara się odbyć aplikacji adwokackiej i zdać egzaminu, który pozwoliłby mu uzyskać wpis na listę adwokatów ? Dotarły też do nich krakowskie plotki o Studium Zaocznym.

Dość ciekawych wyników dostarczyła rewizja w domu Haraschina: przechowywał tam sporą ilość czystych kart papieru maszynowego, podpisanych in blanco przez różne osoby, np. przez naukowców z Wydziału Prawa UJ, prof. Kazimierza Opałka i kierownika Punktu Konsultacyjnego SZWP w Katowicach mgr. Tadeusza Hanauska. Znaleziono karty egzaminacyjne studentów SZWP, oraz dwa niezbyt przyjemne anonimy; podpis pod jednym z nich brzmiał: „Życzliwi studenci 4 roku”. Była też wizytówka Henryka Wolfa z krótkim liścikiem zaczynającym się od słowa: „Juleczku!”.

Wolf złożył obszerne zeznanie 8 października 1962 r.; wniosło do śledztwa dużo, może nawet trzeba je nazwać przełomowym. Przedstawiam jego istotny fragment:

Byłem wtedy Pełnomocnikiem Ministra Zdrowia do spraw Funduszu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci UNICEFF. Poznałem Haraschina w gabinecie płk. Batkiewicza w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. W szerszym gronie na zaproszenie Haraschina widywałem się z nim w warszawskich kawiarniach lub restauracjach; w tych spotkaniach brali udział Batkiewicz, Cynkin, lekarz Stuczyński. Płacił za wszystkich Haraschin, a były to sumy równające się mojej miesięcznej pensji… W pewnym momencie, gdzieś miedzy rokiem 1955 a 1957, Haraschin zaproponował załatwienie dla mnie dyplomu magistra prawa, twierdząc, że nie będzie z tym żadnego problemu. On miał taką siłę przekonywania, że uległem i zgodziłem się uzyskać taki dyplom…

Pod dyktando Haraschina napisał podanie o przyjęcie od razu na… piąty rok studiów, powołując się na egzaminy „prawnicze i ideologiczne”, zdane jakoby na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu Leninizmu w Warszawie.

Wyjaśnijmy, że studia na WUML nie były uważane za ekwiwalent jakichkolwiek studiów wyższych, ale „dziekan” SZWP nie przejmował się takimi drobnostkami. Zresztą Wolf studiował rzekomo na Uniwersytecie Warszawskim i miał indeks nr 239; w rzeczywistości taki numer należał do Andrzeja Moraczewskiego, naprawdę przez pewien czas studiującego na Studium Zaocznym Wydziału Prawa UW, aliści już dawno skreślonego z listy studentów…

W rekordowym tempie Wolf zdał zaległe i bieżące egzaminy; wkrótce przedłożył gotową pracę magisterską i poprosił o termin egzaminu magisterskiego. Recenzent pracy zastępca profesora dr Antoni Walas ocenił ją jako bardzo słabą, ale „przejawia pewien wysiłek autora, co uwzględniając brak zdolności w kierunku głębszej analizy zagadnienia – skłania do uznania pracy jako jeszcze odpowiadającej wymogom pracy magisterskiej”. Brawo! 17 czerwca 1957 r. komisja egzaminacyjna w składzie: Haraschin – przewodniczący, oraz dr Walas i doc. dr Mieczysław Sośniak uznała, że wiedza studenta Henryka Wolfa upoważnia do nadania mu tytułu magistra praw. Po pewnym czasie dyplom odebrał. Ale tu wmieszała się jego małżonka, znacznie od niego mądrzejsza (i uczciwsza):

– Czyś ty zwariował? Chcesz mieć kłopoty? Zniszcz mi zaraz ten „dyplom”!

Mąż usłuchał, oddał dokument żonie, a ta go spaliła.

Idąc tropem Wolfa wezwano na świadka płk. Józefa Batkiewicza, szefa Departamentu Wojskowego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Poznał Haraschina w Krakowie, podczas narady na temat Studiów Wojskowych, podczas której Haraschin wygłosił referat, po czym zaprosił wszystkich do siebie na kolację; byli tam płk Cynkin i prof. Opałek. Odtąd Batkiewicz nieraz będzie gościł u „Juleczka”, który okazał się tak uczynny, że załatwił mu przyjęcie na studia na Wydziale Prawa… Osobiście przedstawił go dziekanowi Opałkowi, podkreślając splendor, jaki spływa na Wydział, skoro dyrektor z Ministerstwa będzie studiował na UJ. Co dalej ? Kiedy jeden z profesorów zagadnął pewnego dnia szefa Studium, dlaczego Batkiewicz nie pojawia się na seminariach, ten odpowiedział:

Z uwagi na wielkie wydarzenia polityczne (XX zjazd KPZR, obalenie kultu Stalina oraz napięta sytuacja w kraju) jest służbowo bardzo zajęty, więc jego nieobecność uznałem za całkowicie usprawiedliwioną. A pracę magisterską pisze w Warszawie, ma przecież do dyspozycji bibliotekę ministerialną. Proszę zatem zaliczyć mu seminarium…

Batkiewicz: Zostałem zwolniony z obowiązku uczęszczania na wykłady i zajęcia. Nie pamiętam pod czyim kierownictwem pisałem swą pracę magisterską Dostałem od jakiegoś profesora temat pt. „Stosunek pracy a służba wojskowa”. Spotkałem się z nim ponownie dopiero podczas jej obrony. On chyba w 1961 r. był sekretarzem organizacji partyjnej na UJ… W trzy miesiące po obronie pracy otrzymałem dyplom……..

. Jedną z gwałtownych miłości towarzysza Tadeusza została około 1955 r. Jolanta Kurc, 25-letnia pianistka w Centralnym Zarządzie Radiofonizacji Kraju: pisał do niej płomienne wyznania, a między jednym a drugim zaproponował jej szybkie uzyskanie dyplomu magistra prawa… Miała obiekcje, ale je rozwiał: „Joleczko, moja w tym głowa. Wszystko będzie dobrze!” I było, aż zanadto. Zaliczono jej kilka lat studiów na SGPiS i 15 listopada 1955 r. została przyjęta od razu na IV rok prawa, na studia stacjonarne [!], a następnie rozpętał się istny festiwal cudownie zdanych egzaminów. Tym razem posłużę się konkretami: oto pełna ich lista, według karty egzaminacyjnej Jolanty Kurc,

s.229 230

 

Jak skomentować powyższe curiosum? Choć sześciokrotnie występuje brak roku w dacie egzaminu, niewątpliwie chodzi o rok 1955. Pomijając cztery daty z roku 1956, oraz jeden przypadek braku wpisu i jeden w ogóle bez daty, otrzymamy liczbę siedemnastu egzaminów, zdanych rzekomo w listopadzie (trzy) i w grudniu (czternaście, a w tym-6 egzaminów w ciągu jednego dnia: 14.12.1955 r.!) w roku 1955. Nawet gdyby panna Kurc była wyjątkowo pracowitą i zdolną studentką, nie byłaby w stanie zdać aż tylu. A jednak, wcale nie uczęszczając na zajęcia (wszak pracowała w Warszawie), uzyskała wpisy wybitnych uczonych, złożyła pracę magisterską Stosunek pracy z nakazu pracy (prof. Walas dał jej notę „powyżej dostatecznej, a poniżej dobrej…”), z wynikiem dobrym zdała egzamin magisterski przed profesorami Opałkiem, Walasem i Walaszkiem i 25 czerwca 1956 r. otrzymała dyplom. „Widzisz? Nie mówiłem?”, cieszył się jej ukochany, „To wcale nie było trudne!”.

P.S.

jw – Warto przeczytać w całości. Produkcja niby-dyplomów to nie jest wynalazek ostatnich lat. Ta patologia jest głęboko zakorzeniona w systemie. Niestety historia patologii akademickich w interwale PRL-III RP nie jest poznana, ani badana przez historyków, którzy na ogół heroicznie walczą aby nie poznać tego co badają. ( https://blogjw.wordpress.com/2013/03/25/jak-badacze-walcza-aby-nie-poznac-tego-co-badaja/)

Te fragmenty pochodzą z książki napisanej przez publicystę, pianistę, autora książek o jazzie. Ciekawe dlaczego liczni i wybitni historycy UJ nie podjęli tak frapującego tematu, mimo że pisali Dzieje UJ (kompletne dyrdymały na odcinku PRL-III RP –https://blogjw.wordpress.com/2009/03/25/lustracja-dziejow-uniwersytetu-jagiellonskiego/ ).

Widocznie tresura profesury w PRL, którą autor w książce dokumentuje, przyniosła efekty rozciągające się na kolejne dziesięciolecia, mimo tzw. transformacji ustrojowej. Degrengolada profesury bynajmniej nie ustąpiła, a dodatkowo jakby przyplątała się amnezja – widoczny objaw pokrzywdzenia profesury ( i nie tylko) przez system nihilizmu moralnego.

Julian Polan-Haraschin – okrutny prawnik, „Krwawy Julek”, TW”Karol”

https://lustronauki.wordpress.com/2009/07/17/julian-polan-haraschin/

Reklamy

Wyższe Szkoły Blagowania i Fikcyjnych Tytułów Nadawania

baner historia PRL

Wyższe Szkoły Blagowania i Fikcyjnych Tytułów Nadawania (tytuł – jw)

z: Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone wyróżnienia – jw)

Rok 1982

Szkoła Główna Blagowania i Statystowania” – oto właściwa nazwa! Pojecie planowania potrzebne jest sprawującym władzę – zachłannie, drapieżnie, bezwzględnie -jako jeden, z wygodnych terminów, gdyż pustych, a bałamutnych.

Kto sprawuje władzę w imieniu proletariatu? Najczęściej są to niedokształceni agitatorzy w dawniejszym pokoleniu legitymujący się pobytem w więzieniu kapitalistycznym gdzie czytali pisma Marksa i Engelsa, potem zaś (w najlepszym razie) kombatanci z czasów II wojny.

Obecnie jednak są to aparatczycy wychowani i wykształceni przez partię na wątpliwej jakości kursach ekonomicznych lub w szkołach partyjnych – poczerń już jako wpływowym dygnitarzom posłuszne szkoły wyższe (np. Szkoła Główna Planowania i Statystyki) nadają im tytuły magistrów, doktorów, docentów, a nawet profesorów) zależnie od stanowiska, usług oraz łapówek.

Edward Gierek otrzymał na Akademii Górniczej (właść. Gómiczo-Hutniczej ~ przyp. D. Matelski) w Krakowie tytuł inżyniera na postawie jakiegoś fikcyjnego rozporządzenia. Młody Jaroszewicz miał w najbliższym czasie zostać w Krakowie inżynierem i docentem, a niedawno (już po wspomnianych aferach prezydent Krakowa J. Gajewicz nagle zaczął podpisywać się jako „dr” – podobnie wiceprezydent Żmuda).

Masowe fabrykowanie tytułów naukowych odbywa się w tej chwili (wiosna 1982) w ramach nowej blagi, czyli tzw. Reformy gospodarczej, która ma uratować zbankrutowaną ekonomię polską. Ta „reforma” to nowy mit, mający dostarczyć nowych rządzących stanowisk partyjnym dygnitarzom, jeszcze nie skompromitowanym za rządów Bieruta, Gomułki i Gierka. I ci nowi towarzysze potrzebują znowu tytułów z wyższych uczelni.

Wszyscy ci dygnitarze mianujący się w swych życiorysach wykształconymi fachowcami (niemal wyłącznie z zakresu inżynierów i ekonomistów, a zwłaszcza tych ostatnich, bo to w praktyce jest niesprawdzalne) wiedzą, że przecie nikt nie będzie miał siły i odwagi dochodzić na czym. jak i kiedy otrzymali owe tytuły.

Do tego dołączyła się w ostatnich miesiącach nowa kasta tytulantów.. Najciemniejszego gatunku wojskowi – żandarmi, milicjanci, agenci, obskurni oficerowie -nagle okazuje się, że są pułkownikami, generałami, a prócz tego doktorami (nawet habilitowanymi), docentami, profesorami.

Zaczęło się to jeszcze za Gierka (w latach sześćdziesiątych). Jako Minister Szkolnictwa Wyższego wypłynął niejaki generał Sylwester Kaliski (rzekomo znakomity uczony, fizyk, odkrywca promieni lasera, etc.). Był to pospolity żołdak (tak się zachowywał i przemawiał), ale rozsławiano go jako uczonego. Nie mając powodzenia w PAN zorganizował jakiś Komitet dla Spraw Nauki i Techniki (ok. 1970), który zdaje się, że uwiądł śmiercią naturalną nieuctwa, blagi, bezczelności.

Dodam, że nie są to sprawy ostatnich piętnastu lat. Właściwie tak było już od początku Polski socjalistycznej, od 1945 roku.

Najgłośniejszy w 1963 roku był wypadek „profesora” Haraschina na prawie, w Uniwersytecie Jagiellońskim. Haraschin, niedouczony urzędnik pocztowy, został prokuratorem i profesorem U J, brał łapówki. rozdawał tytuły. Pamiętam jak we Wrocławiu, w 1950 roku, funkcjonowała jakaś Wyższa Szkoła Prawa (nadająca tytuły), do której uczęszczali najciemniejsi kaci i śledczy z UB.

Niejaki Antoniszczak (wiceprezydent Krakowa, przepadły poseł na Sejm z 1957 roku), figura niewyraźna, fanfaron i mitoman – nie wykształcony zupełnie (niedawno wyrzucono go z partii za nadużycia) zaczął opowiadać, że jest polonistą („my humaniści”) ponieważ rzekomo był uczniem prof. Kleinera. Prezydent Krakowa Barszcz (skompromitowany w 1980 popełnił samobójstwo?) używał bezprawnie tytułu mgr inż. Politechniki. W rzeczywistości był majstrem budowlanym, wielkim dawcą i odbiorcą łapówek. Został ministrem budownictwa. Niemożliwie kompromitował rząd,….

Ślubowanie studentów PRLu

 

Ślubowanie studentów PRLu

ślubowanie studentów w PRL

z:Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

Fatalna tendencja rzucania nauki na kolana przed Partią

baner historia PRL

Fatalna tendencja rzucania nauki na kolana przed Partią

prowadząca do katastrofalnego stanu nauki

a członkowie PAN mają to, co chcieli, na co przez lata pracowali

Ujęcie Karola Estreichera jr

w: Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984.

Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1981

 

24 listopada wtorek

W Warszawie odbyło się posiedzenie Prezydium Akademii Nauk, pełne troski

0 naukę polską. Poruszono mnóstwo zagadnień, oczywiście narzekano, odczytano jakiś referat w sprawie krzywdzących decyzji w latach 1968-1980 (nie wiem, nie domyślam się, o co chodzi). Dwa ostrzegawcze referaty o stanie nauki polskiej wygłosili profesorowie Leszek Kuźnicki (Instytut Biologii) oraz prof. Ignacy Malecki (przewodniczący Komitetu Naukoznawstwa). Obaj mówcy omówili program działań i reform i wstępne zarysy prognozy dotyczącej katastrofalnego stanu nauki polskiej, już od roku 1948 zaistniała tendencja do rzucenia nauki polskiej na kolana przed Partią, do zsocjalizowania i zmarksizowania i zleninizowania naszej nauki.

Dziś -tak twierdzono na owym posiedzeniu – nauka polska stoi na poziomie nauki w krajach rozwijających się czyli w egzotycznych republikach Afryki czy Azji.

Nauka i jej organizacją zajmowali się ludzie niegodni (w Krakowie niejaki mgr! Wiltowski – dyr. PAN (dyr. Zarządu Administracji Oddziału i Placówek PAN w Krakowie -przyp. D.Matelski) oraz prof. Miesowicz).

Popierano tylko partyjnych, im przydzielano fikcyjne posady, wyjazdy za granice, tytuły. Ignorowano humanistykę, historie, filozofię, literaturę. Stłoczono te dyscypliny w jednym wydziale (I), powołano do tego wydziału słabych uczonych, ale mających wpływy i stosunki, głównie w środowisku warszawskim.

Zamordowano w 1951 roku Polską Akademię Umiejętności w Krakowie, zrabowano jej majątek – bezwzględnie i bezczelnie. Kraków, naukę krakowską przy oklaskach różnych zarozumialców, technokratów na poziomie rzemieślników dziedziny nauk humanistycznych, wszędzie w Polsce zduszono, skopano. Są to sprawy znane. To postępowanie teraz wydaje pełne owoce.

Ale i w roku 1980 nie wiele się zmieniło. Gieysztor, jako prezes PAN zdaje się, że jest pasywny. Nic myśli walczyć. Nie myśli odbudowywać nauk humanistycznych – widocznie nie chce się narażać biurokratom warszawskim oraz partii komunistycznej. Gieysztor siedzi w Warszawie, tam reprezentuje, zajmuje kilka dobrze płatnych posad (profesora UW, dyrektora Zamku Warszawskiego, prezesa PAN) i trochę z boku. bez narażania się żadnej stronie czeka, co będzie.

Jeżeli o Kraków idzie to tu sytuacja z naukami historycznymi jest rozpaczliwa. Oddział krakowski PAN jest we władaniu inżynierów z Akademii Górniczo Hutniczej

i z Politechniki. Sekretarzem jest niejaki Ney. koniunkturalista, niewykształcony, bez wizji. Literaturę reprezentuje tu Henryk Markiewicz (?) (pytajnik autora -przyp. AJ) wygodny, mętny uczony. Historie sztuki Jerzy Szablowski – koniunkturalista, który nie ma za sobą prac naukowych i usuwa się od wszelkiej odpowiedzialności. Badań źródłowych nikt nie prowadzi. Wydawnictwa stanęły. Wychodzi tylko Słownik Biograficzny i jest to wybitnie dobrze robione wydawnictwo.

Niechże w tym stanie rzeczy nie płaczą członkowie PAN. Mają to, co chcieli, na co przez lata pracowali, podlizując się komunizmowi rosyjskiemu.

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów

baner historia PRL

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów

na podstawie – Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1981

1 III 1981

W roku 1968 – po awanturach studenckich w Polsce, we Francji, po Wiośnie Praskiej, inwazji na Czechosłowację – rozpoczęło się w Polsce prześladowanie inteligencji, intelektualistów, pisarzy, artystów i humanistyki. Partia – rządcy z Komitetu Centralnego – postanowili uchwycić, jak kleszczami, całe dziedziny życia narodowego, które uznali za źródło wszelkiego zła. Byli pewni bezkarności, w tym sensie, że przecie owe nieliczne ilościowo grupy i zawody niebędące zwartymi klasami społecznymi, pozbawione były oparcia w masach. Często skłócone, niejednolite, pojedyncze można było dowolnie szykanować i obniżać.

Humanistyka była szczególnie prześladowana. Historię uznano za wrogie narzędzie propagandy rewizjonistycznej (wtedy pojawił się ten niezrozumiały twór językowy) i antymarksistowskiej. Przyjęto program zastępowania nauki historii na uniwersytetach pseudonaukową socjologią i psychologią, a w zakresie życia politycznego i prawnego – ekonomiką.

Władcom marksistowskim (jak Werblan, Sokorski i Schaff) szczególnie groźną wydała się sztuka – zwłaszcza plastyka i sztuki wizualne. W malarstwie i rzeźbie, i także w filmie, w telewizji można przecież zbyt wiele powiedzieć! W nauce o literaturze należy zwracać uwagę na badania językowe, bo te na nikogo nic oddziaływają. Są jałowe. W historii nie wolno utrzymywać ciągłości, lecz należy popierać tematy bez większego znaczenia lub łatwe do interpretowania w duchu krzywdy społecznej.

Na uniwersytecie należy ograniczać wszystko, co przypomina przeszłość polską. Należy popierać katedry i profesorów historii Rosji, Ukrainy, Bułgarii, marksizmu, ruchów społecznych i religijnych.

Profesorów i pracowników na polu kultury polskiej, konserwatorów zabytków, historyków miast należy obniżać i lekceważyć. Tworzyć jak najwięcej zastępczych, ruchomych instytucji, które właściwie nic nie będą robić, ale na które działacze partyjni zawsze będą mogli się powoływać.

Zabytki, dawne budowle i ich urządzenie, wszystko, co przypomina przeszłość, należy bezszelestnie burzyć, godzić się na niszczenie, rozkradanie, zmiany.

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, to okres wypełniania tego programu przez wszystkich pachołków ideowych i najemnych. Przeżyłem to — nie na najmniejszym odcinku – w Uniwersytecie Jagiellońskim. Rektor Mieczysław Karaś – właściwie dozorca partyjny zdążył w ciągu dziesięciu lat swoich wpływów i rządów obniżyć poziom wydziałów humanistycznych UJ tak skutecznie, że dziś są to szczątki dawnej struktury.

Przeżyłem to także w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych atakowanym przez niejakiego Franciszka Kuduka – ciemnego, złośliwego aparatczyka-czynownika, który jak tylko mógł obniżał, szykanował, uniemożliwiał wszelką poważniejszą działalność kulturalną- Był przy tym nieuczciwy, był łapówkarzem, złodziejaszkiem, oszuścikiem, co oczywiście pozostało niewykryte, bo działał w imieniu Partii i dawał partyjnym zarabiać. Ale wreszcie, gdy jego nadużyć było za dużo, dostał tzw. kopniaka w oprę i wysłano go do Warszawy.

Jakie były prawdziwe i głębsze przyczyny tego jedynego w swoim rodzaju widowiska – rewolucji kulturalnej w Polsce?

Pomijając, że musiała być ona kierowana z Moskwy na co oczywiście nie ma i nie będzie dowodów – główną przyczyną była nienawiść mocno utwierdzonej Partii i jej dygnitarzy do zjawisk kultury. Około roku 1960-65 dorosło pokolenie działaczy partyjnych kształconych 112 różnych kursach i seminariach, których nauczono zewnętrznej kultury zachowania się. języka, obyczaju – obłaskawiono i ogładzono trochę i nimi zaczęto obsadzać wszystkie stanowiska.

Powoli nadano im różne fałszywe stopnie naukowe – bez studiów lub za kłamliwymi świadectwami.

W nadawaniu takich stopni celowały SGPiS, Akademia Górnicza i Hutnicza w Krakowie i Politechnika Krakowska, Szkoły Pedagogiczne i różne pomniejsze szkółki zawodowe.

Działacze partyjni otrzymywali bez trudu tytuły profesorów, docentów, doktorów nie mówiąc już o inżynierach, magistrach, adiunktach i asystentach!

Wszyscy ministrowie i członkowie partyjni KC posiadali takie fałszywe studia – przeważnie ekonomiczne i inżynieryjne.

Pokolenie tych aktywistów partyjnych doszło do władzy około r. 1960-70. Rozsiadło się na wygodnych fotelach i zaczęło na wielką skalę rządzić i kraść dla siebie i swych kolegów. Rozkazywać i kraść, żyć nad stan, gardzić zależnymi od nich i niszczyć wrogów. Partyjni władcy nie znają innych przedstawicieli społeczeństwa jak poddanych i wrogów.

Cała ta niedokształcona, zarozumiała, skorumpowana a bezkarna elita sekretarzy partyjnych, ministrów, prezydentów, wojewodów czuła się jednak i ciągle jeszcze czuje, bardzo niepewnie, gdy mowa o historii kultury, języku, o sztuce i o teatrze. Niektórym z nich zdarza się – ale już nie często – jakieś gwarowe, wiejskie wyrażenie. Niemal wszyscy mówią językiem sztucznym, nadużywając wyrażeń obcych i nie umiejąc właściwie akcentować. Bardzo się tego wstydzą.

Wszyscy ci rzadcy Polski nienawidzą, boją się, nie chcą czegokolwiek wiedzieć o humanistyce. Nie wiedząc co w dziejach kultury polskiej – świeckiej i religijnej, naukowej i artystycznej, prawniczej i politycznej -jest ważne, okazują tej kulturze i nauce skrajne lekceważenie.

Instrukcja wyjazdowa w PRLu dla pracowników nauki

Instrukcja wyjazdowa w PRLu dla pracowników nauki

Instrukcja wyjazdowa 1

Instrukcja wyjazdowa 2

z Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków t. VI

Na czym polegała hańba profesorów PRL

baner historia PRL

Na czym polegała hańba profesorów PRL

 

Fragment wykładu – Antypaństwo w kraju (PRL) –

 

Jan Żaryn w Krakowskim Klubie Wtorkowym