Upadkowi UJ po 1945 r. dopomagali profesorowie

baner historia PRL

 

Upadkowi UJ po 1945 r. dopomagali profesorowie

na podstawie – Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VI , 1978 – 1980. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

(czerwone podtytuły i wyróżnienia – jw)

Rok 1980

Fatalne tendencje historyków

23 maja piątek ( s. 610 )

Historycy piszący o Uniwersytecie i jego profesorach na ogół mają tendencję do przemilczania wad, ludzkich błędów, grzechów, które w ciągu dziejów doprowadziły go parokrotnie do upadku. Ta tendencja cechuje na ogół biografów piszących w Słowniku Biograficznym.

Prym wiedzie Barycz. O ile Morawski (Kazimierz,, Historyja Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1900 – przyp. A.J.) pisząc historię UJ w XV wieku,miał zbyt mało materiału faktycznego, aby móc przedstawić charakter ludzi i ich postępowanie – o tyle Barycz mógł to uczynić, gdy pisał o wieku XVI, U Barycza na ogół profesorowie wychodzą rozgrzeszeni i są nadzwyczajni.

A w stosunku do wieków następnych? Przemilczane są wszystkie wady. Wszyscy są nadzwyczajni. Że byli (wielu z nich) egoistami, że byli dość mali w postępowaniu, że byli leniwi, głupi, etc – to wszystko odkłada się na bok. Żaden historyk tych osób nie chce w oczach czytelników źle wyjść, przemilcza więc albo wręcz opuszcza krzywdy, kłótnie, intrygi, grzechy profesorów.

To co się pisze o XIX wieku to wręcz nieprawda. Służalstwo różnych profesorów, np. takiego Brodowicza, służalstwo Sierakowskiego nigdzie nie są wypominane. Same pochwały. Co najwyżej dobrotliwa krytyka.

A w XX wieku. Na ten okres patrzyłem własnymi oczami, przeżyłem go na własnej skórze. Postanowiłem, że o kolegach moich będę pisał prawdę. Pisanie prawdy zwraca się przeciw piszącemu – tak już jest, Ludzie nic lubią czytać źle o innych, a tylko mdłe pochwały lub zgodę na cudze postępowanie.

Jeżeli w latach 1945 do dzisiaj Uniwersytet systematycznie upada (tak jak w XVII wieku), to główną winę ponosi oczywiście komunizm, ale dopomagali mu różni profesorowie, jak Lepszy, Bobińska, Stefan Grzybowski, Klimaszewski i przede wszystkim Karaś.

Postanowiłem napisać o nich gorzką prawdę. Nie zacierać ich wad i sprowadzać do drobnych przywar, ale pisać ciężką prawdę: ambicje, fałsze, zdrady, służalczość, tchórzostwo – wszystko to cechowało tych ludzi.

Piszę prawdę o Kazimierzu Lepszym, o Bochnaku. Staram się pisać obiektywnie, lecz nie bez gniewu. Przecież i to, co wyrabiał Klimaszewski jest godne napiętnowania.

Czerwona szlachta akademicka (tytuł i wyróżnienia – jw)

9 września wtorek ( s. 653)

W normalnych, niezależnych warunkach, po takich klęskach gospodarczych i politycznych, gdy jasno i wyraźnie klasa robotnicza, ta „przodująca klasa narodu” -jak chce frazeologia marksistowska – gdy w całej swej większości wystąpiła przeciw komunizmowi – rząd komunistyczny powinien ustąpić, zarządzić nowe wybory, zmienić system rządzenia, etc.

Ale nasi komuniści nie chcą! Rosja nie pozwala! Komuniści to targowiczanie naszych czasów. Kurczowo trzymają się władzy i swych przywilejów.

Magnateria marksistowiska. czerwona szlachta – jak ich naród nazywa – chce burze przeczekać, załagodzić i rozprowadzić. Liczą na to, że jeszcze raz, przy pomocy starych sztuczek i haseł, znowu trzymać się będą na swych luksusowych synekurach. Znowu będą mieli własne poufne sklepy, bufety, kluby, sanatoria no i… dochody. Dochody, renumeracje, diety, nagrody, stypendia, premie, dodatki za zasługi, za ordery, na reprezentacje i studia. Nadal będą mieli fikcyjne posady- oni i wszystkie osoby w rodzinie: żona, syn i córka, zięciowie i synowe. Auta, najlepsze mieszkania, wille podmiejskie (dacze). Tytuły ambasadorów, ministrów, dyrektorów i „profesorów”.

Wyjazdy za granicę – urzędowe – na sympozja i konferencje. Z paszportów, przejazdów, ceł i tzw. podpisywania umów będą korzystać w tysiącach, dziesiątkach tysięcy złotych, a przy tym jeszcze w dolarach i funtach – wszystko tajnie, bez śladu, bez pism, tylko na podstawie telefonu.

Powstaje solidarność – byli stalinowcy i neostalinowcy – przygnębieni

24 września środa (s.655)

W Uniwersytecie zebranie Podstawowej Organizacji Partyjnej. Minęły czasy jej chwały. Najpotężniejsza była za panowania rektora Mieczysława Karasia, smutnej pamięci aktywisty na niskim, tępym poziomie. W POP UJ tworem Karasia był niesympatyczny profesor Buchała, były partyzant moskiewski, były sędzia karny i polityczny, fałszywy i raczej wszystkim nieżyczliwy. Obaj z Karasiem mieli krzywdę na rękach.

Zmuszono teraz Buchałę do zwołania zebrania partyjnego. W Uniwersytecie zorganizowała się „Solidarność”. Rozleciał się Związek Nauczycielstwa. Daremnie Stanisław Waltoś próbował ów związek ratować Jednoczyć, etc. Jeszcze mu się przy tym dostało.

W tych warunkach trzeba było Buchale zwołać Komitet Uczelniany Partii. Co było na tych obradach, tego nie wiem, ale wiem tyle, że było wiele gadania. Byli stalinowcy i neostalinowscy są przygnębieni. Narzekano. Wszyscy podkreślali j że nic czują się winni. Partyjni boją się wyborów władz uniwersyteckich, ale mają nadzieję, że jeszcze wszystko da się jakoś załatwić.

Dodatek – zamiast nekrologów

O rektorach -tyranach w szkołach wyższych, którzy raz czepiwszy się władzy nie myślą z niej rezygnować

Rok 1978

21 lipca piątek s. 233

Upłynął rok od zgonu Mieczysława Karasia. Ni z tego, ni z owego nazwano jego nazwiskiem część ulicy Krupniczej – od Alei Mickiewicza do końca. Nie zasłużył na to, ale mniejsza o to.

Na Uniwersytecie ulga. Ludziom rozwiązały się jeżyki i nie trudno usłyszeć -od profesorów do urzędników rządzących Uniwersytetem – zarzuty, opowieści o nadużyciach, skandalach. Postać Karasia wychodzi jako jakiegoś szaleńca, chama, brutala tyra niebezpieczniejszego, że był to człowiek inteligentny i świadomy tego co chce.

Szkody są niepomierne i nieodwracalne. Łączą się one z ogólnym zjawiskiem, jakim jest upadek uniwersytetów – szczególnie w Polsce. Głośno mówi się, a nawet tu i ówdzie pisze się, o rektorach -tyranach w szkołach wyższych, którzy raz czepiwszy się władzy nie myślą z niej rezygnować. Ministerstwu rządzonemu przez generała Kaliskiego i wiceministra Górskiego ten stan rzeczy odpowiada. Potrzebuje takich rektorów tyranizujących niezależność profesorów i nauki.

Rok 1978

Zgon Sylwestra Kaliskiego – Ministra Szkolnictwa Wyższego (s.265

(ob. 6 X 78)

Zginął przed kilku dniami w wypadku samochodowym wraz z żoną i synem (tona była ranna, syna nie było w samochodzie – przyp. AJ). Minister, generał, dowódca szkoły wojskowej w Warszawie. Ten zgon nie ma oczywiście większego znaczenia i nie zmieni wiele w ogólnym negatywnym nastawieniu Partii, rządu, partyjnych biurokratów ministerialnych i lokalnych kacyków zwanych sekretarzami komitetów wojewódzkich, wobec profesorów….

..Generał Kaliski jest jednak winien obniżenia poziomu szkół wyższych, jakie nastąpiło w Polsce w obecnych latach siedemdziesiątych. Powołano go, czy raczej odkomenderowano (Moskwa), aby stosując metody „żelaznej dyscypliny” zastraszył profesorów, ograniczył wszelkie swobody, odciągnął młodzież od nauki, dyskusji, życia intelektualnego zapewniając jej natomiast wszelkiego rodzaju sportowe, teatralne, turystyczne przyjemności. Kaliski posługiwał się przy tym wiceministrem Górskim, takim samym jak on autokratą i zarozumialcem.

Za Kaliskiego mianowano rektorami tylko takich profesorów (oczywiście partyjnych), którzy dawali gwarancje wszelkiego posłuszeństwa. Niemal od wszystkich kolegów z innych szkół wyższych słyszę to samo. I u nich rektor jest nieznośny, że się rządzi, puszy, krzywdzi i obniża działalność szkoły.

Senatów akademickich nie ma, a te które są składają się z zastraszonych, najczęściej partyjnych profesorów, urzędników administracyjnych, tzw. przedstawicieli młodzieży czyli partyjnych działaczy młodzieżowych.

Fakultety-wydziały nie mają znaczenia. Na ich miejsce weszły instytuty specjalistyczne. Poza wąskim kręgiem własnej specjalności profesorowie nie znają się miedzy sobą.

Wśród młodzieży akademickiej, w domach, w których mieszkają, nastąpiło obniżenie moralności, upadek charakterów, chęć wyżycia się. Wypadki ukrytej prostytucji u dziewcząt, duża swoboda seksualna (o której nie wiadomo co sądzić – czy to dobrze czy źle? – raczej może dobrze?).

Nekrolog Sylwestra nie wypada więc dobrze. Przed paru laty słyszałem jak przemawiał na jubileuszu Politechniki Krakowskiej. Ostrym, rozkazodawczym tonem podoficera zapowiadał wzmożenie dyscypliny wśród młodzieży studiującej i profesorów.

Mówili, że zginął z własnej winy prowadząc samochód nieostrożnie, po wypiciu alkoholu. Może… mniejsza o to. Wartościowym dla kraju jednak nie był.

Reklamy

Na czym polegała hańba profesorów PRL

baner historia PRL

Na czym polegała hańba profesorów PRL

 

Fragment wykładu – Antypaństwo w kraju (PRL) –

 

Jan Żaryn w Krakowskim Klubie Wtorkowym 

 

 

Niechlubna rola CKK

Nauka polska przed widmem zapaści – Piotr Jaroszyński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński strona autorska, Nasz Dziennik, Czwartek, 29 kwietnia 2010, Nr 100 (3726)

…Dlaczego w PRL nauka była lepiej finansowana niż w III RP? Odpowiedź jest stosunkowo prosta: Polska Rzeczpospolita Ludowa była częścią bloku komunistycznego, w którym Polsce przypadł w udziale rozwój niektórych sektorów nauki ze względu na potrzeby gospodarczo-przemysłowe nie tyle samej PRL, co innych państw bloku ze Związkiem Sowieckim na czele. Zadaniem naukowców było wymyślanie i wdrażanie nowych technologii do przemysłu, przy czym dodatkowy bodziec stanowiła rywalizacja z zachodnim systemem kapitalistycznym, który, wedle założeń komunizmu, był skazany na przegraną. Tego właśnie mieli dowieść naukowcy, ale tak się oczywiście nie stało. Gdy więc po roku 1989 blok komunistyczny się rozpadł, załamał się też przemysł, a wraz z nim nauka. Zakłady przemysłowe zaczęto likwidować, ograniczać ich produkcję bądź sprzedawać za bezcen, głównie zagranicznym potentatom. Miało to wpływ na upadek placówek badawczo-rozwojowych, w których zatrudniona była wykwalifikowana kadra. 
Gdy ostatnio tyle mówiono i pisano o konsekwencjach zamknięcia polskich stoczni, zwracano uwagę przede wszystkim na upadek wielu kooperantów, czyli mniejszych zakładów wytwórczych, ale zapomniano podkreślić, że za budową statku stoi też myśl naukowo-techniczna. Gdy nie powstają nowe statki w Polsce, to prowadzi to nie tylko do bezrobocia wśród pracowników fizycznych, ale również wśród naukowców, którzy przez lata odbierali wykształcenie na poziomie wyższym aż po tytuł profesora, by właśnie swoją wiedzę w sposób twórczy spożytkować na rzecz nowych rozwiązań w polskim przemyśle okrętowym. Upadek tego przemysłu to upadek instytutów badawczo-rozwojowych i całych wydziałów na politechnikach. I w zasadzie wszędzie, gdzie upadał zakład czy jakaś gałąź przemysłu, tak samo stać się musiało również z myślą techniczną, czyli następowała samozagłada inteligencji technicznej, bo traciła ona swoją rację bytu, a tym samym rację finansow.

Humanistyka skażona marksizmem

Obok dziedzin nauki podporządkowanych wprost pożytkowi, czyli tworzeniu narzędzi, jakie niesie produkcja przemysłowa, są też dziedziny humanistyki tradycyjnie skierowane wprost na dobro i rozwój samego człowieka. W PRL również przywiązywano do nich wielką wagę, ale z racji ideologicznych. Był to wręcz nadrzędny cel komunizmu: utworzenie nowego człowieka i nowego społeczeństwa w oparciu o naukę. To sprawiało, że nie tylko filozofia, ale cała humanistyka (jak choćby historia, polonistyka, psychologia, pedagogika czy socjologia) musiała być podszyta w sposób mniej lub bardziej zawoalowany marksizmem. Aby ten cel osiągnąć, trzeba było formować kadrę naukową i odpowiednio ją finansować. Tymczasem po 1989 r. ideologia ta została zarzucona, marksizm przestał być obowiązkowym przedmiotem wykładanym w każdej szkole wyższej, czy to na uniwersytecie, czy w akademii rolniczej; przestał być również przedmiotem, który należało obowiązkowo zdawać na każdym egzaminie doktorskim. Ale choć marksizm upadł jako oficjalna doktryna czy ideologia, to jednak pozostały kręgi marksistów lub byłych marksistów, zarówno tych, którzy pracowali na zwykłych uczelniach, jak i na uczelniach wojskowych oraz na uczelniach MSW. W tym miejscu warto przypomnieć, że ich stopnie i tytuły naukowe mieściły się w ramach stopni i tytułów ogólnopolskich, dlatego mogli oni przeniknąć do szkolnictwa wyższego, publicznego i prywatnego, do nauki i związanej z nią administracji, w tym ministerstw, łącznie z Centralną Komisją do spraw Stopni i Tytułów. Wspólna przynależność partyjna (esbecka lub agenturalna) stanowiła wystarczająco mocne spoiwo, by ta rozległa grupa odnalazła swoje miejsce w nowym układzie politycznym i ekonomicznym, bo przecież nawet mniejsza pula do podziału jest ciągle pulą.

Niechlubna rola CKK

W uzasadnieniu projektu reformy podkreśla się rolę wzmocnienia autonomii uniwersytetu („W celu stworzenia lepszych warunków funkcjonowania szkół wyższych w Polsce oraz pełniejszego wykorzystania potencjału tkwiącego w polskich uczelniach niezbędne jest zwiększenie ich autonomii…”). Taka deklaracja byłaby nawiązaniem do prawdziwej tradycji uniwersytetów europejskich, zgodnie z którą uniwersytet, obok państwa i Kościoła, był właśnie autonomiczny. Tę autonomię naruszyli najpierw socjaliści, którzy stali na czele rewolucji francuskiej, a potem komuniści w wielu krajach Europy i Azji, gdy uniwersytety stały się organem administracji państwowej, zależnym programowo, kadrowo i ideologicznie od rządzącej partii, w tym również od jej służb specjalnych, które mogły penetrować środowisko akademickie, od studenta do asystenta, i od adiunkta do profesora, łącznie z urzędnikami. Było to całkowite i chyba najbardziej bolesne zaprzeczenie idei uniwersytetu jako autonomicznej wspólnoty akademickiej. 
Jako jeden ze sposobów kontroli kadry naukowej w reżimach komunistycznych stosowano ścieżkę zatwierdzania stopni i tytułów naukowych. Ten przywilej, poczynając od stopnia doktora, a na tytule profesora kończąc, należał do państwa. W tym celu w PRL powołano specjalną komisję, zwaną w skrócie CKK (Centralna Komisja Kwalifikacyjna do Spraw Kadr Naukowych, 1951 r.). Było to oczko w głowie komunistycznego resortu do spraw nauki i oświaty. Wprawdzie partia mogła ingerować w nominacje, czy to za pośrednictwem MSW, czy komitetów wojewódzkich lub komitetu centralnego, ale najlepiej jeśli wszystko przebiegało bez zbytniego szumu za pośrednictwem samej komisji, w skład której wchodzili profesorowie, a więc naukowe autorytety. Ale co to byli za profesorowie?

Piewcy ideologii marksistowskiej

W archiwach IPN zachował się ciekawy dokument z 1979 r., raczej nigdy dotąd niepublikowany, zawierający listę nazwisk owych profesorów – doktorów habilitowanych (IPN BU 1585/1123/CD/1). Z dokumentu tego dowiadujemy się nie tylko, kto kiedy się urodził i jaką dziedziną się zajmował, ale również, czy należał do partii komunistycznej. Okazuje się, że zdecydowana większość owych profesorów należała do PZPR. Dla przykładu, w sekcji nauk humanistycznych znaleźć się miało 30 profesorów, wśród których 23 to członkowie PZPR. Tak wynika z listu ministra nauki, szkolnictwa wyższego i techniki skierowanego 17 kwietnia 1979 r. do ministra spraw wewnętrznych. Jednym słowem minister nauki ustalał z ministrem spraw wewnętrznych skład osobowy Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej. Tak więc to właśnie od ministra nauki, ministra spraw wewnętrznych i partyjnych profesorów zależały przez długie lata nominacje naukowe. Podobnie jak członkowie tej komisji, tak i nominowani habilitanci oraz profesorowie musieli w większości spełniać określone kryteria ideologiczne.
Centralna Komisja Kwalifikacyjna, choć przy modyfikowanych co jakiś czas nazwach (to pozwalało niejako zacierać ślady), chwalebnie przetrwała transformację ustrojową w 1989 r., co pozwoliło na to, aby w jej skład mogli wchodzić piewcy ideologii marksistowskiej. PRL trwała na tyle długo, że wypuszczono tylu nominowanych naukowców, iż mogą się dziś wybierać demokratycznie, jako większość. 
Mogą też odpowiednio dobierać recenzentów, którym marksizm, a przynajmniej antyklerykalizm, był zawsze bliski. W ten sposób CK może realizować, zwłaszcza w humanistyce, swój program ideologiczny, którego korzenie tkwią w PRL, tyle że w harmonii z rewizjonizmem. 

Profesorowie na Froncie Jedności Narodu

baner

Front Jedności Narodu ( Wikipedia)– organizacja społeczno-polityczna utworzona w 1952 (do 1956 roku działał pod nazwą Frontu Narodowego).

FJN obejmował związki zawodowe, partie polityczne (PZPRZSLSD) oraz inne organizacje społeczne i społeczno-polityczne. Realizował cele polityczne PZPR i był jej podporządkowany…

W roku 1983 został rozwiązany i zastąpiony Patriotycznym Ruchem Odrodzenia Narodowego (PRON)

Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Narodowego i Frontu Jedności Narodu (1952-1983)

Wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu (1958-1983)

Członkowie Prezydium Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu (1958-1983)

1971-1983 prof. Wiktor Dega

1971-1983 prof. Zygmunt Filipowicz

1972-1976 prof. Henryk Jabłoński

1981-1983 prof. Jan Karol Kostrzewski

1958-1971 prof. Feliks Olszak

1972-1983 prof. Włodzimierz Trzebiatowski

1981-1983 prof. Andrzej Werblan

Sekretarze Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu (1958-1983

1967-1983 prof. Marian Rybicki

Blokada awansów przez PZPR – Lista Hausnera


baner-historia-prl

Lista Hausnera

Jak PZPR blokowała awanse profesorskie

Lista nosiła adnotacje „poufne”. Znajdują się na niej nazwiska 77 naukowców, w tym wiele uznanych autorytetów. Wszystkim tym osobom w latach 1977-1987 szefowie PZPR na szczeblu uczelnianym, wojewódzkim czy Komitetu Centralnego zablokowali awanse profesorskie.

Na liście jest kilkunastu naukowców, których awans został wstrzymany, bo tak chciał Komitet Krakowski PZPR. W Krakowie w latach 1986-1989 sekretarzem KK PZPR był obecny wicepremier, szef resortu gospodarki prof. Jerzy Hausner. Podlegał mu Wydział Nauki i Oświaty.

Lista po raz pierwszy została opublikowana w 1998 r. w dwumiesięczniku „Arcana”, ale nawet sami profesorowie, którzy się na niej znaleźli, o jej istnieniu dowiadywali się z reguły od nas. To jedynie wierzchołek góry lodowej. Uczonych, których partyjni aparatczycy skrzywdzili w taki lub inny sposób, było w okresie PRL – według naszych rozmówców – tysiące.

Podległy mi Wydział Nauki i Oświaty Komitetu Krakowskiego PZPR przygotowywał opinie dotyczące wniosków uczelni o powołanie na stanowiska samodzielnych pracowników nauki – przyznaje wicepremier Hausner w pisemnym wyjaśnieniu dla „Dziennika Polskiego”. – „Opinie te, przekazywane do Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR, były formułowane na podstawie pisemnego stanowiska komitetu uczelnianego. Nie potrafię w żaden sposób ocenić, w ilu przypadkach taka opinia zawierała zastrzeżenia. Osobiście przekonywałem przedstawicieli komitetów uczelnianych do nie używania tego instrumentu do wstrzymywania awansów” – cytujemy dosłownie przesłane nam wyjaśnienie wicepremiera.

– W Polsce Ludowej było nobilitowanych wielu pseudonaukowców, którym w III RP powinno się odebrać tytuły, a prześladowano wielu świetnych uczonych – mówi prof. Franciszek Adamski, socjolog, któremu w latach 80. na Uniwersytecie Jagiellońskim komuniści dali porządnie w kość.

Komisja UJ

Aby wyjaśnić tę patologię z czasów PRL, w połowie lat 90. Senat UJ powołał specjalną komisję. – Powstała ona po to, żeby wyjaśnić sprawy ludzi, którzy z powodów pozanaukowych doznali krzywd – mówi prof. Jerzy Wyrozumski, przewodniczący tej komisji, wówczas prorektor UJ.

Dalsza część wypowiedzi profesora Wyrozumskiego, dzisiaj sekretarza generalnego Polskiej Akademii Umiejętności, wydaje się niemalże nieprawdopodobna. – Jako szef komisji zwróciłem się pisemnie do instytutów i jednostek organizacyjnych uniwersytetu, ale wiem, że w niektórych miejscach nawet nie odczytano mojego apelu. Uzyskane natomiast odpowiedzi były w zasadzie bezwartościowe. Członkowie partii… pierwsi się odezwali, skarżąc się na szykany w okresie PRL – opowiada prof. Jerzy Wyrozumski. Nie jest w stanie określić, kto personalnie odpowiadał za wstrzymywanie awansów profesorskich. Stwierdza jedynie: – To robili ludzie, którzy stali na czele partii.

Prof. Wyrozumski przypomina, że wszelkie wnioski o nadanie profesury były kierowane do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Tam zapadały pierwsze decyzje. Od 1985 r. w Krakowie zamiast KW PZPR, był Komitet Krakowski PZPR. Komitet przesyłał wnioski o nadanie tytułu profesora do resortu szkolnictwa wyższego. Jeżeli jednak wniosek został zaopiniowany negatywnie, to albo nie był on dalej kierowany do Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, albo jej członkowie z reguły nie sprzeciwiali się woli „przewodniej siły narodu”.

Na 77-osobowej liście, zamieszczonej w „Arcanach” – którą krakowski dwumiesięcznik otrzymał od prof. Zdzisława Żaka, biochemika z Uniwersytetu Jagiellońskiego – widnieją nazwiska naukowców z całej Polski.

Prof. Żak dotarł do archiwalnych poufnych dokumentów PZPR. Rozmawiając z profesorem, potwierdziliśmy, że z krakowskich uczelni na liście są m.in. następujące osoby:

* Prof. Barbara Hołyńska z AGH. Wniosek o nadanie jej tytułu profesora wpłynął do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w lutym 1981 r. Rada Państwa wstrzymała jego zatwierdzenie. Urząd Rady Ministrów zwrócił natomiast wniosek do ponownego rozpatrzenia Komitetowi Krakowskiemu PZPR w październiku 1986 r. W marcu 1997 r. KK PZPR, którego sekretarzem był tow. Jerzy Hausner, nie udzielił wnioskowi poparcia.

* Prof. Henryk Wereszycki (1898-1990), nazywany księciem polskich historyków. W 1981 r. był już emerytowanym profesorem UJ. Partyjni działacze odmowę przyznania profesury Wereszyckimu tłumaczyły tym, że „publikuje wiele opracowań we wrogich nam czasopismach na Zachodzie”.

* Prof. Wiesław Paweł Szymański, historyk literatury z UJ. Przyznanie mu tytułu profesora wstrzymał Wydział Nauki, Oświaty i Postępu Naukowo-Technicznego KC PZPR. – Profesorem zostałem dopiero w 1989 roku – mówi Wiesław Paweł Szymański, który od lat 70. jest uważany za jednego z najlepszych znawców literatury dwudziestolecia międzywojennego. O tytuł profesora dla niego wystąpiono w 1982 r.

* Prof. Urszula Dąmbska-Prokop, romanista z UJ. Jej wniosek zablokował Komitet Centralny PZPR w 1983 r. – Mam podejrzenia, kto stał za blokadą mojej profesury, ale nie dochodziłam tego – mówi nasza rozmówczyni, która na profesorską nominację czekała około 14 lat. W okresie PRL nie kryła swoich poglądów na temat reżimu.

* Prof. Wiesława Miszke z Akademii Rolniczej w Krakowie. Od 1983 r. Komitet Krakowski partii wydawał jej negatywne opinie. „Nie” powiedziano pani profesor również w 1987 r., czyli za czasów tow. Hausnera.

* Prof. Jan Koteja z Akademii Rolniczej miał dostać tytuł profesora nadzwyczajnego w 1982 r. Nominacja została wstrzymana, bo sprzeciwił się jej KK PZPR. Powód? Doc. Koteja przyjął „niewłaściwą postawę”. W 1987 r. jego sprawą zajmował się zespół, którym w KK kierował Jerzy Hausner.

* Prof. Andrzej Zoll, obecny rzecznik praw obywatelskich, wybitny karnista. Wniosek o przyznanie mu tytułu profesora wpłynął w 1982 r. KK PZPR w 1985 r. pozytywnie go zaopiniował, ale rok później, czyli wtedy, gdy tow. Jerzy Hausner rządził Wydziałem Nauki i Oświaty, do resortu szkolnictwa wyższego poszedł wniosek, w którym kandydatura doc. Zolla została źle oceniona.

* Dzieje zmagań prof. Franciszka Adamskiego z krakowskimi aparatczykami partyjnymi o profesurę na UJ w latach 1981-1989 to osobny rozdział, miejsce na odrębny tekst. Przyznaje to również prof. Jerzy Wyrozumski.

* Prof. Andrzej Gościński z AGH. W kwietniu 1987 r., po 4-letnich zabiegach uczelni, KK PZPR „nie udzielił wnioskowi poparcia”.

* Prof. Jan Harasymowicz z Politechniki Krakowskiej na tytuł profesora czekał 15 lat. – Domyślam się, kto stał za wstrzymaniem mojego awansu. Ale dzisiaj, gdy mam 84 lata, nie mam ochoty dochodzić tego – mówi prof. Harasymowicz. – Tytuł profesora otrzymałem dopiero w 1991 r. Pięciokrotnie partia nie zgadzała się na przyznanie mi tytułu.

* Również prof. Karolowi Greniowi z AGH partyjni aparatczycy, w tym z okresu sekretarzowania Jerzego Hausnera, nie chcieli wydać pozytywnej opinii.

* Prof. Zygmunt Kolenda z AGH, aktywny działacz opozycyjny, też nie mógł liczyć na pozytywną opinię ze strony KK PZPR zarówno w 1984, jak i w 1987 r.

* Prof. Krzysztofowi Bienarzowi z Akademii Rolniczej w Krakowie wniosek o profesurę został wstrzymamy w Ministerstwie Edukacji i Szkolnictwa Wyższego w związku z negatywną opinią KK PZPR po raz pierwszy w 1985, a po raz drugi – dwa lata później.

* Prof. Lucjanowi Suchankowi, znanemu slawiście z UJ, wnioskowi o profesurę powiedział „nie” Komitet Krakowski PZPR, gdy jego sekretarzem odpowiedzialnym za naukę był tow. Jerzy Hausner.

* Trudności z uzyskaniem tytułów profesorskich w związku z fatalnymi opiniami z KK PZPR w drugiej połowie lat 80. mieli również: prof. Klementyna Żurowska, historyk sztuki z UJ, prof. Zdzisław Żak, biochemik z UJ, prof. Nikodem Nowakowski z Akademii Rolniczej w Krakowie oraz prof. Stanisław Koczwański, też z krakowskiej AR.

* Prof. Andrzej Gaberle, świetny znawca prawa karnego z UJ, opowiada: – Nie wiedziałem, kto konkretnie miał największy udział w tym, że nie uzyskałem zgody na tytuł profesora. Zwróciłem się w tej sprawie prywatnie do kolegów po fachu, prof. Tadeusza Hanauska i prof. Kazimierza Buchały. Hanausek powiedział mi, że mam fatalną opinię w Komitecie Centralnym PZPR. Po latach, gdy uzyskałem w IPN status pokrzywdzonego, dowiedziałem się ze swojej „teczki”, że paskudnie donosił na mnie tajny współpracownik o kryptonimie „Antoni”. Na marginesie powiem, że złożyłem wniosek o odtajnienie nazwiska człowieka, który ukrywał się jako „Antoni”. Profesorski tytuł uzyskałem dopiero w drugiej połowie 1989 r., gdy nieboszczka partia dogorywała – mówi prof. Andrzej Gaberle.

Do tematu wrócimy w szerszej publikacji.

http://www.dziennik.krakow.pl
11 luty 2005

Włodzimierz Knap

Krakowski ośrodek w PRLu

Jarosław Szarek – Ośrodki życia intelektualnego krakowskiej opozycji 1945-1989

2005 ©  Ośrodek Myśli Politycznej

„Naszym zdaniem województwo krakowskie zostało wybrane jako Wandea reakcji polskiej. Tu w Krakowie jest wyjątkowe zagęszczenie mózgów reakcji […] Naszym zdaniem reakcja, usadawiając się w Krakowie, będzie usiłowała robić wypady na pozycje demokracji w kraju” – pisał Włodzimierz Zawadzki I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PPR w Krakowie w lutym 1945 roku.

Komuniści trafnie przewidywali, że nie mogą liczyć na poparcie w Krakowie. Uniwersytet Jagielloński, Polska Akademia Umiejętności, liczne środowisko akademickie, autorytet księcia niezłomnego ks. kard. Adama Stefana Sapiehy, powołującego w marcu 1945 roku pismo katolickiej inteligencji „Tygodnik Powszechny” – stanowiły najbardziej widoczne elementy panoramy intelektualnej Krakowa, stanowiącej dla komunistów „wyjątkowe zagęszczenie mózgów reakcji”.

Już na początku 1945 roku rozpoczęto ataki na wybitnych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego oskarżając ich o współpracę z niemieckim okupantem. Ten kłamliwy zarzut postawiono prof. Mieczysławowi Małeckiemu, prof. Ludwikowi Piotrowiczowi, prof. Władysławowi Semkowiczowi, prof. Władysławowi Wolterowi. Dla reżimu była to jednocześnie okazja do ataków na Polską Akademię Umiejętności, którą planowano zastąpić powołaną na sowieckich wzorach zetatyzowaną i upartyjnioną akademią. Naukę podporządkowano ideologii marksistowskiej, a wszyscy, którzy nie chcieli się temu podporządkować stawali się obiektem propagandowych napaści, a z czasem również represji. Taki los spotkał m.in. prof. Stanisława Kutrzebę i wielu innych. Ideologiczna pętla zaciskała się coraz mocniej. Jej ofiarami zostali m.in. prof. Jan Gwazdomorski, prof. Henryk Barycz przeniesieni do Wrocławia, czy prof. Roman Ingarden, któremu zakazano prowadzenia wykładów.

Na potępienie skazano tych, którzy prowadzili niepodległościową działalność antykomunistyczną. Wśród oskarżonych końcem lata 1947 roku, w procesie krakowskim, działaczy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” i Polskiego Stronnictwa Ludowego, znaleźli się również uczeni, m.in. prof. Eugeniusz Ralski z „WiN”, oraz działacze PSL, pracownicy UJ doc. Karol Buczek – był redaktorem naczelnym wydawanego w Krakowie peeselowskiego pisma „Piast” – i doc. Karol Starmach. Ich działalność została potępiona w haniebnej uchwale rektorów wyższych uczelni podpisanej przez F. Waltera – rektora UJ, Stanisława Skowrona – dziekana Wydziału lekarskiego UJ, Walerego Goetla – rektora Akademii Górniczej, inż. Stella-Sawickiego – prorektora Akademii Handlowej oraz Adama Krzyżanowskiego – dyrektora Wyższej Szkoły Nauk Społecznych. Wyrazili oni „żal i oburzenie, że znalazły się w świecie naukowym jednostki, zsiadające na ławie oskarżonych w obecnym procesie krakowskim, które swą przestępczą działalnością w podziemiu, skierowaną przeciwko Narodowi i Państwu rzuciły cień na społeczność naukową polską. Zebrani wyrażają przekonanie, że cały świat nauki polskiej kategorycznie odgradza się od tego rodzaju działalności.”

W 1949 roku w 70. rocznicę urodzin Józefa Stalina, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Teodor Marchlewski wysłał jubilatowi list, w którym podkreślał „w miejsce tez dotychczasowej burżuazyjnej nauki, głoszącej apolityczność i obiektywizm, a w istocie swej wrogiej ludowi i postępowi, powstaje w naszym kraju i zdążających do socjalizmu demokracjach ludowych nauka nowa – nauka związana z ludem i będąca wyrazem myśli i dążeń klasy robotniczej.” 

Jednocześnie komuniści tworzyli nowe uczelnie, aby osłabić rolę już istniejących, m.in. utworzono Akademię Medyczną, Wyższą Szkołę Rolniczą i Wyższą Szkołę Pedagogiczną. W 1954 roku zamknięto Wydział Teologiczny w UJ. Zablokowano kontakty z zagranicznymi ośrodkami, wprowadzono indeks dzieł zakazanych, a młodych pracowników naukowych objęto obowiązkowym szkoleniem ideologicznym z podstaw marksizmu-leninizmu. 

Dekada lat 70. była okresem, w którym komuniści prowadzili politykę indoktrynacji oraz całkowitego podporządkowania społeczeństwa PZPR, której instytucjonalny i ideologiczny monopol był rozbudowywany przez całą dekadę. Wyrażała to m.in. działalność rektora UJ, Mieczysława Karasia, który nakazał zwracanie się na uniwersytecie przez „obywatel” zamiast „pan” organizował dla „niedziele czynu partyjnego” i dążył by Uniwersytet Jagielloński był „uczelnią nie tylko najstarszą, ale przede wszystkim najlepszą u największą, godną określenia Alma Mater, socjalistyczną”.

—————

Uniwersytet Jagielloński .Okres PRL (Wikipedia)

Zajęcia uniwersyteckie udaje się uruchomić już w miesiąc po zakończeniu okupacji Krakowa. Do Krakowa przyjeżdżają zmuszeni przez Rosjan do repatriacji uczeni ze Lwowa i Wilna. Powojenny okres radości kończy się szybko, gdy nadchodzą czasy stalinizmu. Kontrolę nad uniwersytetem przejmuje PZPR, który usuwa niektórych niepokornych profesorów. Wydzielonych zostaje kilka wydziałów, z których tworzy się nowe szkoły wyższe (Akademię Rolniczą, Akademię Wychowania Fizycznego, Akademię Medyczną). Niektórzy profesorowie, m.in: Roman Ingarden, zostają wyrugowani z uczelni. Władze komunistyczne likwidują także autonomię uczelni.

Mimo poważnego zahamowania badań w owym czasie działali tam znani naukowcy: Stanisław Pigoń, Juliusz Kleiner, Henryk Niewodniczański, Jan Dąbrowski, Władysław Szafer, Władysław Wolter, Jan Gwiazdomorski, Stefan Szuman. W tym okresie na uczelni, na odłączonym później Wydziale Teologicznym, studiuje także Karol Wojtyła, późniejszy papież.

Przełom 1956 wpływa też na poprawę sytuacji uniwersytetu. Przy okazji jubileuszu 600-lecia założenia Uniwersytetu Jagiellońskiego powstało wiele nowych budynków uniwersyteckich (m. in. Collegium Paderevianum). Uczelni nie ominęły też ważne wydarzenia krajowe: po strajkach studenckich w 1968 roku Kraków opuściło kilku profesorów pochodzenia żydowskiego.