Szkołami wyższymi rządzi w istocie tajna milicja

baner historia PRL

Szkołami wyższymi rządzi w istocie tajna milicja –

opinie Karola Estreichera o nauce i szkolnictwie wyższym w czasach komunistycznych

z: Karol Estreicher jr – Dziennik wypadków T. VII , 1981 – 1984. Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 2013

( wyróżnienia – jw)

Rok 1983 (wrzesień)

Likwidując własność prywatną, działalność rzemieślniczą, handel, warsztat) miejskie i wiejskie – rozbudowano w Polsce szkolnictwo wyższe w przekonaniu, że ono dostarczy specjalistów w każdej dziedzinie, którzy kierować będą warsztatami spółdzielniami. Wykształcono ogromną ilość specjalistów, inżynierów, księgowych i ekonomistów, dyrektorów i technicznej inteligencji. Ta zamieniła się w biurokrację bezduszną i bezmyślną. Natomiast warsztaty, małe fabryczki, drobny handel upal całkowicie. To co jest nie liczy się jako rynek pracy.

W ciągu czterdziestu lat młodzież wiejska i robotnicza rzuciła się do szkół wyższych, chcąc zdobyć byle jakie dyplomy zapewniające młodzieży awans społeczny. W zasadzie pęd był dobry, słuszny, nie wolno go obniżać w sensie wartości, jakie przyniósł poszczególnym osobom. Wyszła nowa warstwa inteligencji przeważnie chłopskiego czy robotniczego pochodzenia, wykształcona w stu przeszło szkołach wyższych w Polsce. Ta warstwa jest silnie reakcyjna, daleka od marksizmu, nieznosząca Rosji, szukająca zarobku, kariery, mieszkania, wyjazdu za granice, Marksizm uważa za zło konieczne, narzucone przez Rosję, zło które wolno okłamać, oszukać. okraść tak jak ono okrada i oszukuje obywateli na każdym kroku.

Dla tej nowej inteligencji stworzono nieskończoną ilość kolegiów, szkół wyższych, politechnik na bardzo, bardzo różnym poziomic. Niektóre szkoły-uczelnie są poważnymi instytucjami, inne zawodowymi szkołami z prawem nadawania tytułów, Istnieją szkoły skandaliczne jak np. Wyższa Szkoła Partyjna lub Akademia Spraw Wewnętrznych – senaty, berła, togi, rektorzy, tytuły, tytuły.,.

Zorganizowano te szkoły pospiesznie. Odebrano w nich władze senatom i profesorom, z rektora uczyniono urzędnika podległego ministrowi, milicji, wojsku. Młodzieży przyznano szerokie wpływy j możliwości brania aktywnie udziału we wszystkich posiedzeniach senatu i wydziałów, terroryzowania profesorów, grożenia i demonstrowania. Szkoły tylko z pozoru mają autonomię. W rzeczywistości są to okaleczone kadłuby — bez woli i co gorzej bez mózgów.

Mózg jest w najbardziej poufnych komórkach. Partii? W ministerstwach? Nie sądzę. Szkołami wyższymi rządzi w istocie tajna milicja, urzędy spraw wewnętrznych, ambasada radziecka. Nad wszystkim czuwa w Moskwie odpowiedni urząd do spraw polskich.

Rządy komunistyczne boją się ogromnie młodzieży akademickiej. Zaraz po wojnie wydawało się że rządy pozyskają młodzież każdemu studentowi nadają stypendium. Tak było w latach 50-tych. Potem przyszedł okres domów akademickich i klubów studenckich. Od 1960 roku zamieniono kluby studenckie w teatry i zespoły taneczne. Zaczęły się rozjazdy po całym świecie różnych zespołów studenckich. Bez sensu. Przewracały w głowie studiującym. Ciągłe obietnice wyjazdów od bieguna do bieguna – byle młodzież była układna i grzeczna wobec władzy marksistowsko-państwowej.

Równocześnie robi się co można by skłócić studentów ze szkolą. Szkoły mają obowiązek administrowania domami akademickimi i stołówkami. Są to olbrzymie, trudne w administracji przedsiębiorstwa. Senaty, profesorowie nie nadają się do tego. Rezultatem są spory, protesty, oskarżenia profesorów i uniwersytetów. Ministerstwa i Urząd Bezpieczeństwa tylko czekają na to.

W tym stanie rzeczy nauka, wykłady, seminaria są na drugim miejscu. Profesorowie lekceważeni, a prace naukowe uznane za niepotrzebne. Jeszcze przy naukach przyrodniczych sytuacja jest lepsza, przy technicznych nienajgorsza natomiast fatalnie jest z naukami humanistycznymi. Są wyraźnie lekceważone. Nauki prawne opanowane są przez siły porządkowo-milicyjne. Delikatnie, ale widocznie.

Szkoły ekonomiczne, czyli szkoły wróżbitów i blagi społecznej (w dużej mierze), opanowane są przez Partie. Wszędzie POP, organizacje polityczne, czujne i chytre młodzieżowe organizacje marksistowskie.

Dobór rektorów na ogół jest zły. Ministerstwo mianuje posłusznych profesorów rektorami.

Obiecuje im złote kariery, wyjazdy za granicę, członkostwo PAN: różne korzyści materialne. Klimaszewski na podróżach zagranicznych zarabiał miliony, bo za urzędowe dolary jeździł. Z Hieronimem Kubiakiem był w Ameryce, Persji, Hiszpanii, Francji – wszędzie najlepsze hotele, najwyższe diety (wiceprzewodniczący Rady Państwa!). Granice przejeżdżał bez rewizji celnych– mógł przemycić co chciał. Lepszy także korzystał z wygód rektoratu, zawierał umowy imieniem Uniwersytetu, za co był płatny zaliczkami. Grzybowski (Stefan – przyp. AJ) był skąpy dla siebie, rektor Popiołek z Uniwersytetu w Katowicach popierał dyrektora administracyjnego wmieszanego w seksualne mordy. Można Popiołkowi ten błąd darować. Karaś, rektor UJ, niezrównoważony psychicznie, po prostu grabił pod siebie. Rektor Akademii Medycznej w Gliwicach (Jonek – przyp. AJ) aresztowany został w Jugosławii za przemyt. Zygmunt Rybicki -wysoko partyjny przedwojenny komunista – wyrzucony został przez studentów z Uniwersytetu Warszawskiego za postępowanie z młodzieżą.

W Krakowie popierany był przez najwyższe czynniki dyrektor Instytutu Samochodów, niejaki doc. Staruch (był kandydatem na rektora), gdy nagle przyłapano go (1983) na przemycie skórek kuśnierskich za granice oraz jakiegoś tam złota i kosztowności. To tak przykłady brane od ręki…

Gdy z jednej strony kokietuje się młodzież chwaląc wszystko, co robią partyjni agitatorzy (Studencka Akademia Umiejętności, komitet koordynacyjny działalności studenckiej na polu kultury, Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej i wódz tego stowarzyszenia Jerzy Jaskiernia, który ma wysokie stanowisko polityczne -jest Ministrem dla Spraw Młodzieży), to z drugiej strony śledzi się je przez licznych tajnych agentów, szpicli i prowokatorów.

W pierwszym okresie szkół wyższych w Polsce po II wojnie Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego kierowane było przez profesorów jeszcze z przedwojennym wykształceniem.

Główną postacią Ministerstwa – egerią – była w swym czasie pani Eugenia Krassowska z Wilna, członkini Stronnictwa Demokratycznego, która zastraszała profesorów, rządziła jak chciała, więcej gadała niż robiła. Była nieznośna, W latach sześćdziesiątych Partia zainteresowała się szkołami wyższymi, zwłaszcza od czasu przyjścia Gierka do władzy.

Mianował on niejakiego generała Kaliskiego Ministrem Szkolnictwa Wyższego, a ten zaczął łamać profesorów, wymagać, ustawiać w szeregu. Pamiętam jakiś jego odczyt w Krakowie, w 1974 roku, gdzie żądał od profesorów i młodzieży karności, dyscypliny, podporządkowania się i tym podobne głupstwa wygłaszał.

Jest bardzo charakterystyczne, że najróżniejsi dygnitarze mają ciągłe pretensje do profesorów. Tak samo było w czasach Jędrzejewiczów: oskarżanie profesorów nie o brak prac naukowych, ale o brak propagandy. Panowie ministrowie sanacyjni, tak samo jak towarzysze ministrowie marksistowscy żądają, besztają, zastraszają.

Wśród tych kłopotów, pretensji, smutków trzeba podkreślić, że polska inteligencja naukowa była w stanie przy niewątpliwej pomocy rządu (tu podkreślić trzeba dość hojną rękę rządu zwłaszcza w czasach Cyrankiewicza) – otworzyć i urządzić szereg szkół wyższych: w Lublinie, w Gdańsku, Gliwicach, Opolu. Zapewne, że mając w ręku możność bezwzględnego postępowania nie jest trudno otworzyć szkołę wyższą. Komuniści sobie przypisują zasługę utworzenia tylu szkół i dyplomów dla nowego pokolenia inteligencji. Nikt nie podnosi jednak, że przede wszystkim szkoły wyższe były możliwe dzięki fachowemu wykształceniu polskiej inteligencji. O tym marksiści milczą.

Jaka jest naprawdę wartość prac naukowych polskich profesorów nie jest łatwo powiedzieć. Zapewne różna w różnych dziedzinach wiedzy. Usłużna prasa ciągle pisze o światowych osiągnięciach nauki polskiej, o sławie naszych uczonych za granicą… Być może, ale na ogół stwierdzić trzeba, że żaden z polskich uczonych przyrodników, fizyków, lekarzy nie osiągnął nagrody Nobla. Także nie słychać, aby nasi uczeni mieli zbyt wielki mir w Rosji. Dlatego pochwały prasy, a także samych uczonych naszych należy przyjmować z pewną dozą krytycyzmu. Jest inna sprawa, że nasi uczeni – inteligentni, zdolni, fachowi – witani bywają na Zachodzie z pewną dozą sympatii, może nawet i sławy. Nie sądzę jednak by nasze szkoły wyższe wraz z Akademią Nauk dorównywały badaniami wielkim ośrodkom amerykańskim, rosyjskim, francuskim, angielskim czy japońskim… Trudno jednak operować ogólnikami.

Inną rzeczą jest, że ci młodzi Polacy, którzy emigrowali i emigrują za granice, znajdują tam kawałek profesorskiego chleba, a tym samym uznanie. Znajdują na pewno, gdy mają coś wspólnego z Żydami lub mają przyjaciół miedzy Żydami -profesorami na uniwersytetach amerykańskich.

Nauki humanistyczne w Polsce leżą. Skończyło się dla nich zainteresowanie, a także wyczerpały liczne tematy. Zarówno historia i nauki historyczne jak i literackie i językowe nie mają wielkich uczonych. Nie wińmy za to marksizmu, rządu, ministerstw. Po prostu nauki humanistyczne nie dostarczają młodemu pokoleniu chleba. Ciągle oskarżane, prześladowane, obniżane, stłoczone w jednym wydziale PAN stoją niżej niż przed II wojną.

Nauki prawne nie słychać, aby coś znaczyły.

Podobnie nauki medyczne. Zapewne są w Polsce dobrzy lekarze i uczeni nawet, ale jak mogą pracować bez laboratoriów, bez asystentów, przy ciągłej walce o byt własny, klinik, swych badań naukowych.

Na zamknięciu Akademii Umiejętności nic PAN nie zarobiła. Nazwa, stosunki, moralnie bardzo mało. Członkostwo Akademii Umiejętności było honorowe, członkostwo PAN zapewnia pensje. Nową Akademie rozbito na szereg wydziałów przyrodniczo-technicznych. W Akademii Umiejętności akcent położony był na nauki humanistyczne. Teraz PAN nauki humanistyczne zaniknął, zdusił w jednym wydziale. Prawo razem z historią, literaturą i sztuką. W ciągu 30 lat nastąpił też upadek tych nauk w Polsce. Rozwinęły się nauki techniczne, potem przyrodnicze i lekarskie. Te ostatnie jednak są traktowane po macoszemu.

Dlaczego technika i technokracja są w PAN preferowane. Dlaczego chemia lub fizyka a nie medycyna, dlaczego matematyka, ale nie historia, a już na pewno nic historia sztuki? Bo nauki przyrodnicze oddziałują słabiej na świadomość narodową! Chemik nie wywiera takiego wpływu jak historyk.

Mało tego. Spostrzegłszy, że z nauk o człowieku i jego postępowaniu naród czerpie siły mogące obrócić się przeciw marksizmowi twórcy Akademii rozwinęli nauki fałszywe -jakby sztuczne kamienie lub imitacje. Prawo zastąpiono ekonomią i planowaniem, historie socjologią, a medycynę psychologią. Są to gałęzie nauki bez precyzji.

Akademia Nauk sprowadzona została do utylitarnych celów techniki, przemysłu, ekonomii – nie spełniała pokładanych nadziei. Raz po raz między jej członkami w jej instytutach wybuchał opór i bunt. Sfery partyjno-rządowe są ciągle zmuszane okazywać swe niezadowolenie, reformować, żądać, grozić.

We wrześniu 1983 list około 30 uczonych polskich protestujących przeciw ograniczaniu autonomii szkół wyższych podpisał Aleksander Gieysztor – prezes PAN. Na pewno za jakiś czas Akademię czeka jakaś reforma – oderwanie od niej licznych instytutów i zakładów – sprowadzenie jej do rzędu instytucji reprezentacyjnej.

Na takim tle szkół wyższych przypada rola PAN. Akademia Nauk była potrzebna, bo wiek XX i rozwój wiedzy technicznej i przyrodniczej tego wymagał. Ale tworząc Akademię Nauk w 1949 i 50 roku jej organizatorzy kierowali się szczególną nienawiścią do Akademii Umiejętności w Krakowie. Zniszczyć, zabrać, obniżyć -to był jeden z celów, jaki przyświecał twórcom PAN i jej moskiewskim mocodawcom.

Dziś po latach Akademia Nauk rozbita na niezliczoną ilość instytutów i zakładów, o wielu wydziałach, ze zduszoną, prześladowaną humanistyką nie oddziałuje. Od roku 1980, od Wałęsowskiego powstania z którym sympatyzowała dość wyraźnie, żyje życiem cofniętym, pod prezydencją prof. Gieysztora. Niepotrzebnie boi się jakiś zapowiedzianych reform, bo nie ona, PAN, będzie o nich decydować, ale odpowiednia jednostka dla spraw polskich w Moskwie.

Istota postępowania Rosji w stosunku do kultury polskiej polega na prowokowaniu niskich, złych uczuć u poszczególnych Polaków lub Środowisk tak, aby sami niszczyli rozmaite instytucje. Aby pod byle pretekstem zrywali tradycję, obniżali dokonania. Stara metoda, znamy ją dobrze z przeszłości. Na Litwie w czasach Nowosilcowa, w Królestwie za Paskiewicza i Berga.

I teraz też. W roku 1949 i 1950 gromada uczonych warszawskich z wileńskim prof. gimnazjum Dembowskim na czele, z humanistami jak Lorentz, Jabłoński, z wielu przyrodnikami, których nazwisk nawet nie potrafię wyliczyć, postanowiła zamknąć w Krakowie Akademie Umiejętności, przejąć jej majątek i agendy, tytuły, kontakty z zagranicą. Tę podłą robotę wykonano częściowo rękami krakowskimi: Nitscha, Szafera, Jana Dąbrowskiego w 1951 i 52 roku.

Naprawdę za likwidacją Akademii Umiejętności stała Moskwa – Stalin, Beria, w Warszawie Berman i Bierut. Nie mogli oni zapomnieć antyrosyjskiej roli Akademii Umiejętności powołanej przez Austrię po 1863 roku w Krakowie. PAU była instytucją antyrosyjską.

Niski poziom strachu

 

baner

Elżbieta Morawiec

Niski poziom strachu

W ostatnich dniach , po opublikowaniu przez „Gazetę wyborczą” zmanipulowanych wypowiedzi profesorów , ekspertów komisji Macierewicza i pełnego tekstu ich zeznań przed prokuraturą – rozpętała się w mediach histeryczna nagonka, przypominająca lat 50, a zwłaszcza rok 1968. Pomijam tu skandaliczną postawę prokuratury , która dopuściła do przecieku, bez woli zeznających świadków, profesorów o wielkiej renomie w swoich specjalnościach, jak profesor Wiesław Binienda chociażby. Pseudodziennikarze, a raczej sfora nagonki – niezawodny Lis., Olejnik, Wołek najwyraźniej działali w ścisłej koordynacji z postępowaniem prokuratury. Ci ludzie, którzy nie znają się na niczym, ale gdy władza każe lub tylko zasugeruje – będą „znać się „ na wszystkim i niszczyć wszystkich, których , wedle zaleceń władzy – niszczyć trzeba. Absolutni ignoranci w zakresie katastrof lotniczych, materiałów wybuchowych, balistyki itp. będą dyskredytować fachowców, obrzucająć ich prymitywnymi inwektywami i niskich lotów kpiną. Jeszcze chwila a zaczną w swoich cuchnących serwilizmem mediach nawoływać lud pracujący miast i wsi do manifestacji przeciwko „samozwańczym” ekspertom ze stosownymi hasłami : Binienda do komputera, eksperci Macierewicza na Madagaskar, Precz z Rońcą i Obrębskim, pseudoprofesorami, hańbiacymi powagę nauki etc.

Nie musieli, wyprzedziła ich w tym nasza niezrównana minister szkolnictwa wyższego i nauki , profesor Barbara Kudrycka . Onaż to właśnie oburzyła się na polskich profesorów, uczestników komisji Macierewicza do zbadania katastrofy smoleńskiej , stwierdzając jakoby naruszali powagę nauki. Jak widać naukowe dzieła profesor Kudryckiej np. o PGR-ach powagi nauki nie naruszały, a nawet do tego stopnia wywindowały jej prestiż , że autorka załapała się na posadę ministra nauki. Sławna choćby z tego, że parę lat temu usiłowała czysto policyjnymi nakazami zmusić Uniwersytet Jagielloński do rewizji postępowania w sprawie pracy magisterskiej Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie, naruszając w sposób jaskrawy autonomię uniwersytetu, powagę nauki i podstawowe pryncypia etyczne. Nie udało się wtedy, ( a mało brakowało! Pamiętamy tę zawstydzająca pokorę ówczesnego rektora, prof. Musioła), ale wcale nieźle poszło tym razem. Nic dziwnego – wszak matactwo w kwestii tragedii smoleńskiej to fundament bytu rządzącej koalicji.

Odzew na hasło pani minister dali, nie mieszkając, rektorzy dwu renomowanych polskich uczelni : rektor AGH, profesor Tadeusz Słomka i rektor Politechniki Warszawskiej, profesor Jan Schmidt. W stosownym oświadczeniu przesłanym do PAPa „ odcięli się” mianowicie od swoich kolegów – prof.prof. Rońcy i Obrębskiego, stwierdzając : 1. na żadnej z tych uczelni nie ma wydziału katastrof lotniczych ( a na której jest?!), 2. profesje obu profesorów nie mają nic wspólnego z lotnictwem ( nikt tak nigdy nie twierdził), 3. nie mogą występować jako reprezentanci swoich uczelni, ale jedynie jako osoby prywatne. Co – o dziwo – zdaniem rektorów jeszcze im wolno.

To piątkowe, z 20 września br. oświadczenie rektorów – to prawdziwe naruszenie, już nie tylko powagi, ale etosu nauki polskiej. Zasługujące na wpis do księgi hańby polskiej nauki, gdyby nie było tak nikczemnie małe, podszyte takim małym tchórzem. Nie wiem w jakim wieku są obie magnificencje, nie wiem czy pamiętają rugi „niesłusznych” profesorów z Uniwersytetu Warszawskiego ( Kotarbiński, Tatarkiewicz i in) za Stalina , czy rektor Politechniki warszawskiej ma w pa mięci ( ale jako rektor wiedzieć powinien) usunięcie wybitnego uczonego, profesora , Czochralskiego z Politechniki . A jego to rok m.in w 2013 obchodzimy. To „odcinanie się „ ( od zaplutych karłów reakcji”, „wrogów ludu”, „faszystów z AK” itp.) pamięta każdy, komu służy nie tylko pamięć indywidualna, ale przede wszystkim- pamięć historyczna. A rektor wyższej uczelni jest z pewnością osobą, od której pamięci historycznej oczekiwać należy. I przypomnę jeszcze – gwoli pamięci historycznej te organizowane przez PZPR , masowe odcinania się – a to od syjonistów, a to od pisarzy ( „pisarze do pióra”, studenci do nauki)z r . 1968 , a to od „warchołów z Radomia i Ursusa” w r. 1976.

Poziom pamięci historycznej obu magnificencji , cofających nas swoim oświadczeniem do epoki Bieruta-Stalina jest zdumiewająco niski. Podobnie jak poziom strachu , poprzez który można na nich oddziaływać. Ledwie minister od PGR-ów lekko tupnęła nóżką. Za Stalina – odmowa w sprawie „słusznej” akcji miewała konsekwencje poważne, płaciło się za nią czasem nie tylko życiem naukowym, ale śmiercią cywilna na wiele lat. Nie wiem, czego tak bardzo się przestraszyły obie magnificencje, dołączając do ujadania sfory z zaciągu GW, TVN, TVP. Czegokolwiek się przestraszyli panowie rektorzy- pewne jest ,że mały strach przeważył nad godnością uczonego, nad zwykła godnością przyzwoitego człowieka.

Elżbieta Morawiec

Rektorzy pod lupą IPN – ośrodek olsztyński

Rektorzy pod lupą IPN – ośrodek olsztyński


Paweł Piotr Warot

Rektorzy uwikłani (fragment)

„Rektorzy uwikłani” to ci spośród rektorów olsztyńskich szkół wyższych, którzy w różnej formie podjęli współpracę z komunistyczną policją polityczną. Nie oznacza to bynajmniej, by wszyscy spośród rektorów miasta nad Łyną współpracowali z bezpieką.

W niniejszym artykule, powstałym w większości na podstawie materiałów odnalezionych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i Białymstoku, starano się jednak przedstawić tych, którzy na współpracę bądź innego rodzaju kontakty wyrazili zgodę. Niestety, z przykrością należy stwierdzić, że władze rektorskie mimo rozlicznych próśb odmówiły dostępu do zbiorów archiwalnych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, które z pewnością uzupełniłyby wiedzę o prezentowanym problemie.

Budowie od podstaw nowych miast i konstruowaniu modelu nowych społeczności lokalnych, czego przykładem była nie tylko Nowa Huta, gdyż nowe socjalistyczne społeczeństwo budowano też na tzw. Ziemiach Odzyskanych, towarzyszyła walka o świadomość, szczególnie młodego pokolenia, niepamiętającego dwudziestolecia niepodległości. Jej narzędziem miał być głównie kontrolowany system edukacji.

Z tego powodu ważne było, by funkcje kierownicze – rektorskie i dziekańskie na uczelniach wyższych – pełnili ludzie „ideowo pewni”, rozumiejący potrzebę wciągania młodzieży akademickiej do „aktywnego udziału w budownictwie socjalizmu-.

Olsztyńskie uczelnie państwowe, podobnie jak inne w całym kraju, angażowały więc ludzi najbardziej aktywnych, oddanych budowie nowego ustroju. Kształtowanie ideowego i politycznego oblicza środowiska akademickiego, właściwe przygotowanie młodzieży studenckiej do życia w społeczeństwie socjalistycznym, a zwłaszcza ukształtowanie socjalistycznej postawy ideowo-moralnej, „naukowego światopoglądu”, było w oczach ówczesnych władz najistotniejszym zadaniem.

Proces wychowania był funkcją wszystkich realizowanych na uczelniach zadań, gdyż zdawano sobie sprawę, że wszystko, co się dzieje na nich i z czym styka się młodzież akademicka, oddziałuje na nią wychowawczo. Dlatego socjalistyczne wychowanie tej młodzieży musiało być brane pod uwagę przez większość rektorów we wszystkich podejmowanych decyzjach.

W okresie komunizmu Olsztyn był miastem trzech wyższych uczelni: dwóch państwowych – utworzonej w 1950 r. Wyższej Szkoły Rolniczej/ Akademii Rolniczo-Technicznej (WSR/ART)’ oraz powstałej w 1969 r. Wyższej Szkoły Nauczycielskiej/Wyższej Szkoły Pedagogicznej (WSN/ WSP), a także reaktywowanego w 1949 r. Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum”.

Wychowanie nowych ludzi, polegające na indoktrynacji młodego pokolenia, by przystosowało się do życia w systemie komunistycznym i w pełni ten system zaakceptowało, wymagało sprawdzonych i odpowiednio wyszkolonych „luminarzy socjalistycznego patriotyzmu”.

Jeszcze w 1988 r. Jan Bojarski, przewodniczący Społecznej Rady Szkół Wyższych, mówił w Olsztynie podczas inauguracji przedostatniego w okresie PRL roku akademickiego: Wychowanie człowieka w duchu realizacji podstawowych wartości ustroju socjalistycznego, kształtowanie patriotycznych i twórczych postaw, a także zaangażowania emocjonalnego i ideowego – jest obecnie zadaniem równie ważnym jak sama praca badawcza…”.

Dlatego też pierwszym rektorem WSR został Marian Gotowiec, który tuż przed objęciem funkcji na uczelni przeszedł specjalne szkolenie w Moskwie.

Wedle zaleceń komunistycznych władz Olsztyna, funkcje rektorów uczelni olsztyńskich (początkowo tylko WSR, następnie także WSP), sprawować musiały osoby „pewne”. Udało się ustalić, że często byli to tajni współpracownicy komunistycznego aparatu represji, których współpraca z bezpieką zaczynała się niekiedy już podczas studiów.

Werbowano ich, by dostarczali informacji na temat środowiska studenckiego, które było w PRL naturalnym miejscem rodzącej się opozycji – o czym olsztyńska bezpieka przekonać się miała już w październiku 1956 r., w trakcie tzw. olsztyńskiej rewolucji. Działalność agenturalna, zwłaszcza rektorów uczelni, miała zagwarantować spokój i w zarodku eliminować niebezpieczeństwa grożące systemowi, również te potencjalne.

Chociaż „upartyjnienie” na uczelniach olsztyńskich (zwłaszcza w WSR/ ART, gdzie np. w 1980 r. wśród profesorów i docentów 57 proc. stanowili członkowie partii) było jednym z największych w kraju, to obawiano się jednak, że zagraniczne kontakty naukowców, którzy w PRL obok środowisk dziennikarskich i twórczych mieli ich najwięcej, mogą zagrażać komunistycznemu porządkowi.

Tajnym służbom zależało więc na ograniczeniu niepożądanych wpływów Zachodu i wiążącej się z tym swobodnej wymiany myśli. Przez osobowe źródła informacji SB docierała do interesujących ją zagranicznych instytucji, osób, ale także kolegów tajnych współpracowników, naukowców z tego samego wydziału, katedry czy zakładu naukowego, po to, by zwalczyć wszelką wrogą działalność oraz uzyskać informacje operacyjne, wykorzystywane również do innych spraw.

SB, pozyskując naukowców olsztyńskich uczelni, którzy piastowali na nich godności rektorów, często przy ich pomocy typowała potencjalnych agentów wywiadu PRL. Tym bardziej że WSP była, co przyznawało jej kierownictwo, uczelnią kadrową, mającą w systemie komunistycznym poważne zadania ideologiczno-wychowawcze. Z tego powodu występowało tam zjawisko, jak dotąd przemilczane, polegające na tym, że oprócz pracowników naukowych także studentów traktowano jako źródło kadr do służby w „resorcie”…………………

Zakończenie

Rektorzy olsztyńskich uczelni, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, w ramach swoich obowiązków konfidencjonalnych przez całe dziesięciolecia dostarczali SB licznych informacji o sprawach w zasadniczy sposób tę służbę interesujących.

Dzięki nim SB miała dokładny obraz sytuacji panującej w środowisku akademickim miasta nad Łyną. Rektorzy ci byli odpowiedzialni za rozpoznawanie nastrojów panujących wśród wykładowców oraz studentów ART i WSP (niektórzy potrafili już jako studenci donosić na swoich kolegów – np. członków olsztyńskiego Duszpasterstwa Akademickiego). To oni mieli ujawniać przede wszystkim osoby negatywnie nastawione do Polski Ludowej, informować o wrogich wystąpieniach na olsztyńskich uczelniach. Wszyscy wykazywali przy tym – co podkreślali sami funkcjonariusze SB – „pryncypialnie lojalną postawę” wobec władz bądź byli do nich „lojalnie ustosunkowani” za pieniądze lub ułatwienia w wyjazdach zagranicznych. Podróżując bez przeszkód do światowych ośrodków naukowych, podejmowali niekiedy współpracę z komunistycznym wywiadem gospodarczym. Spotykając Polaków za granicą, nie mieli oporów, by po powrocie do kraju informować Departament I o działaniach i nastrojach panujących wśród angielskiej czy szwedzkiej emigracji

z:

lNSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ

KOMISJA ŚCIGANIA ZBRODNI PRZECIWKO NARODOWI POLSKIEMU

Naukowcy władzy, władza naukowcom

Studia pod redakcją Piotra Franaszka

Warszawa 2010

W przygotowaniu książka o olsztyńskich rektorach uczelni wyższych (wobec SB)

Informacja o książce

Debata,
Niedziela, 24 Styczeń 2010 Paweł Warot
Paweł Warot informuje, że książkę na temat olsztyńskich rektorów uczelni wyższych uwikłanych we współpracę z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa w okresie Polski Ludowej,  zamierza sfinalizować jesienią tego roku.
W książce zostaną przedstawieni także liczni rektorzy  z Olsztyna, którzy pomimo usilnych zabiegów ze strony SB nie dali się złamać i nie podjęli współpracy z komunistycznym aparatem represji.  Zostanie scharakteryzowana konfidencjonalna przeszłość rektorów-agentów współpracowników bezpieki m.in. o pseudonimach: „Czerski”, „Edward”, „Felek”, „Ford”, „Kuzyn”, „Lasocki”, „Olsztyński”, „Paweł”, „Piernik”, „Prezes”, „Profesor”, „Siwy”, „Słoń”, „Słowik”, „Turysta”, „Zn” oraz innych kategorii osobowych źródeł informacji. Wśród nich będzie, niestety, pięciu rektorów Wyższego Seminarium Duchownego w Olsztynie.

O składaniu oświadczeń lustracyjnych

baner

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Komunikat

dotyczący konieczności złożenia oświadczeń lustracyjnych

11 września 2009 r.

Nauka wobec politycznych dylematów 1944-1946

Nauka wobec politycznych dylematów 1944-1946 – Ryszard Terlecki

w Nauka polska wobec totalitaryzmów, 1994

skanuj0034

skanuj0035

Haniebna postawa rektorów wobec naukowców z WiN-u

Wolność i Niezawisłość (Wikipedia)

Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (pełna nazwa: Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”) – polska cywilno-wojskowa organizacja antykomunistyczna założona 2 września 1945 w Warszawie. Jej trzon stanowiły pozostałości rozwiązanej w 1945 roku Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj.

Proces krakowski , 1947IMG_4494

Naukowcy sądzeni w procesie krakowskim:

Eugeniusz Ralski– do czerwca 1946 docent UJ, od lipca profesor nadzwyczajny Uniwersytet Wrocławskiego, biolog, wczesniej na konspiracyjnym Wydziale Rolniczym UJ

Karol Buczekdocent UJ, biolog, wcześniej wykładowca na tajnych kursach UJ

Karol Starmach docent UJ, hydrobiolog, wczesniej  więzień Sachsenhausen, Dachau

Henryk Münch – historyk, skazany w procesie krakowskim WiN



IMG_4493

—————

Ryszard Terlecki- Uniwersytet Jagielloński wobec procesu krakowskiego w 1947 roku

„Zeszyty Historyczne WiN-u”, nr 18: 2002


Potepienie walki zbrojnej o przywrócenie niepodległości przez Senat UJ

(posiedzenie senatu 6 II 1947 – zapis odezwy do Młodzieży Akademickiej zachowany w protokołach dostępnych w archiwum UJ, podpisany przez profesorów (dziekani.prodziekani,. delegaci wydziałów) i rektora F. Waltera, z wyjątkiem dziekana prof. Stefana Schmidta, w trzy lata później pozbawionego katedry i usuniętego z UJ (Terlecki 2002) .

W najnowszej historii UJ procesowi profesorow UJ poświecono jedno zdanie ! w dodatku z błędem ( por. Terlecki, 2002).

skanuj0061

s. 187

skanuj0060