Skala zniszczeń dokumentów Służby Bezpieczeństwa PRL

baner

wg strony IPN PRZEGLĄD MEDIÓW – 2 grudnia 2008 r.

Skala zniszczeń dokumentów Służby Bezpieczeństwa PRL we Wrocławiu może wynosić nawet 60%. Takie są wyniki ostatnich badań przeprowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej. „W drugiej połowie lat osiemdziesiątych biurokracja tajnych służb rozrosła się bardzo i przybrała skalę porównywalną z czasami stalinowskimi” – mówi doktor Tomasz Balbus z wrocławskiego oddziału IPN-u. – „Agenci przenikali do wielu środowisk, zwłaszcza naukowego i dziennikarskiego i próbowali znaleźć tam współpracowników. Pozostało po tym wiele zapisków, które w latach przełomu były masowo niszczone. We Wrocławiu utracono w ten sposób być może nawet 60% ogółu dokumentów. Jest to największa ilość z dużych miast, nie licząc Warszawy. Dla badacza to oczywiście znaczne utrudnienie w poznawaniu dziejów najnowszych”. Niszczenie akty Służby Bezpieczeństwa było tematem konferencji naukowej zorganizowanej przez wrocławski oddział IPN-u w siedzibie instytut Historycznego. Wzięli w niej udział również naukowcy z oddziałów w Poznaniu, Łodzi, Gdańsku, Krakowie i Rzeszowie. Lca.pl, naszemiasto.pl, miastowroclaw.pl 28.11.2008, TVP Wrocław – Fakty, Telewizja Dolnośląska – TeDe, Wroclaw24.net, Radio Luz, 1.12.2008 r.

——-

Konferencja naukowa „Dokumenty zniszczyć…!” – Wrocław, 1 grudnia 2008 r.

strona IPN

 

 

W dniu 1 grudnia br. w Audytorium Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego (ul. Szewska 49) odbyła się konferencja naukowa „»Dokumenty zniszczyć !« Proces niszczenia dokumentacji Służby Bezpieczeństwa PRL w latach 1989–1990”. Organizatorem konferencji jest Oddziałowe Biuro Archiwizacji i Udostępniania Dokumentów IPN we Wrocławiu.

Podczas spotkania naukowcy z różnych ośrodków badawczych zaprezentowali proces oraz zakres niszczenia dokumentów Służby Bezpieczeństwa PRL w latach 1989–1990. Problematyka ta została ukazana na szerszym tle historycznym: decyzji politycznych zapadłych w Moskwie i Warszawie, ewolucji organizacyjnej struktur komunistycznej bezpieki oraz dostosowywania zadań SB do nowej sytuacji w kraju.

Głównym celem sesji było rozpoznanie mechanizmów i procesów zacierania śladów działalności operacyjnej (w tym ukrywania zbrodni komunistycznych) funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL poprzez niszczenie dokumentacji (np. agenturalnej, sprawozdawczej, finansowej, środków ewidencyjnych), a także podsumowanie efektów tej operacji w oparciu o przejęty przez Instytut Pamięci Narodowej zasób archiwalny. 

Najważniejsze zagadnienia dotyczyły:

– decyzji politycznych oraz instrukcji wykonawczych (centralnych, regionalnych);
– funkcjonariuszy KC/KW PZPR oraz SB MSW/WUSW odpowiedzialnych za operację;
– technologii samego niszczenia (mielenie; palenie);
– miejsc zniszczeń (fabryki papieru, dziedzińce komend, obrzeża miast);
– metodyki i skali zniszczeń środków ewidencyjnych (kartoteki, dzienniki);
– funkcjonariuszy biorących udział w niszczeniu (pion „C” MSW/WUSW oraz piony operacyjne w centrali i jednostkach terenowych);
– skali zniszczeń (ile i co zniszczono; jaka część ocalała);
– „prywatyzacji” i kopiowania akt przez funkcjonariuszy SB….

Reklamy

Lustracja wrocławskiego ośrodka akademickiego

Politechnika zajmie się TW „Hołyńskim”

GW 12.09. 2007

Komisja etyki Politechniki Wrocławskiej zbada sprawę prof. Stanisława Januszewskiego. W wydawnictwie wrocławskiego IPN napisano, że był on tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Aleksander Hołyński”

W książce „Sprawa operacyjnego rozpracowania Kaskadera” historycy z Instytutu Pamięci Narodowej opublikowali fotokopie raportów podpisanych własnoręcznie przez „Hołyńskiego”. Ujawnili, że to prof. Stanisław Januszewski, dzisiaj wykładowca Politechniki Wrocławskiej. Donosy dotyczą głównie wrocławskich działaczy Studenckiego Komitetu Solidarności, w tym Krzysztofa Grzelczyka, obecnego wojewody dolnośląskiego.

—————–

Grzegorz Braun powtarza: prof. Jan Miodek był agentem SB

Profesor Miodek w piekle lustracji

GW

Nie ma dowodów współpracy profesora Miodka z SB

GW 21.05.2007

Komisja historyczna Uniwersytetu Wrocławskiego zbadała w IPN dokumenty dotyczące prof. Jana Miodka. – Nie ma podstaw do stawiania mu zarzutów współpracy z SB – mówi rektor Leszek Pacholski.

————

Uniwersytet Wrocławski przeciw lustracji

GW 2007-03-28

Demokracja jest zagrożona, prawo traktowane instrumentalnie, a lustracja godzi w autonomię uczelni – protestował tydzień temu Uniwersytet Warszawski. W środę do buntu przyłączył się Uniwersytet Wrocławski. 

Jego najwyższa władza, czyli Senat – rektorzy, dziekani wydziałów, przedstawiciele naukowców i studentów – uznał, że należy poprzeć warszawską „Uchwałę w sprawie zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego”. Zwraca ona m.in. uwagę na takie niepokojące zjawiska, jak zawłaszczanie instytucji publicznych przez partie polityczne, obniżanie się poziomu legislacji, podważanie autorytetów sądów, ataki na Trybunał Konstytucyjny. Wśród wrocławskich senatorów 26 było „za”, 14 – „przeciw”, 4 wstrzymało się od głosu.

Wniosek zgłosił jako dziekan Wydziału Prawa prof. Marek Bojarski. Rada jego wydziału już kilka dni wcześniej poparła protest warszawskich kolegów.

Prof. Bojarski, zdenerwowany temperaturą dyskusji i osobistymi wycieczkami pod swoim adresem, postanowił wycofać wniosek. Ale pałeczkę natychmiast podjęła prof. Anna Dąbrowska z Wydziału Filologicznego. To filolodzy jako pierwsi (choć nie jednogłośnie) sprzeciwili ustawie lustracyjnej. Napisali, że ustawa prowadzi do napięć, wywołuje obawy o przestrzeganie podstawowych zasad sprawiedliwości, w tym domniemania niewinności. Zaapelowali też do rektora i Senatu swojej uczelni, aby doprowadzili do takiej zmiany ustawy, która umożliwi przeprowadzenie lustracji „bez naruszania fundamentalnych norm moralnych oraz godności poddawanych jej osób”. Za nimi poszli biolodzy i prawnicy.

————

Studenci o lustracji

Kwestia rozliczeń wciąż dzieli naukowców. A co myślą o tym sami studenci?

Czy fakt, że Twój wykładowca mógł donosić jest dla Ciebie istotny?* 

Martyna Wilk, politologia, UWr: Nie ma to dla mnie znaczenia. W przeciwieństwie do niektórych osób, których sposobu rozumowania nie jestem w stanie pojąć, mam świadomość, że PRL był systemem autorytarnym. Ludzie, którzy donosili, czy też współpracowali z władzą mogli robić to z bardzo wielu powodów – zarówno przymusowo jak i dobrowolnie. Uważam więc, że lustracja absolutnie niczemu pozytywnemu i konstruktywnemu  nie służy.

Marek, socjologia, UO: Nie, jest to jedynie powód do dowcipasów i nic więcej.

Pink, politologia i prawo, UWr: Rozpoczynając jakąkolwiek rozmowę na temat lustracji przede wszystkim należy sobie uświadomić jeden fakt: wtedy to  zupełnie inne zasady rządziły życiem publicznym i osobistym. Łatwo jest nam oceniać z perspektywy czasu to wszystko, skoro nigdy nie poznamy atmosfery tamtych lat, reguł rządzących tamtym życiem. Nie staje ani po jednej stronie mówiąc zdecydowane NIE dla lustracji (mówiąc, że są oni usprawiedliwieni, bo robili to w trosce o własne życie, rodzinę, karierę, np. naukową), ale też nie mówię też zdecydowanego TAK. Każdy przypadek jest inny, każda sytuacja dyktowana zupełnie innymi okolicznościami. Wydaje mi się, że ważna jest tutaj odpowiedź na pytanie: Dlaczego ta osoba to robiła? Czy były naciski, groźby, zastraszenia rodziny, a może najzwyczajniej w świecie chciała się rozwijać pod względem naukowym? Nie zapominajmy, że byli to ludzie często podobni do nas, mający swoje plany, ambicje, którzy również chcieli osiągnąć coś w życiu. 

Basia Znak, historia, UWr: Dla mnie ważna jest postawa moralna, jaką reprezentowali moi wykładowcy. Istotne są również pobudki, które nimi kierowały. Natomiast najważniejsza jakość ich nauczania. Jeżeli dawny współpracownik jest dobrym wykładowcą, to nie obchodzi mnie Jego przeszłość.

Łukasz Kubas, politologia UO: Tak, ale  wszystko zależy od tego, jaka to była współpraca. Trzeba pamiętać, że były to czasy gdzie wszystkie chwyty były dozwolone. Ważne jest dla mnie, kto mnie uczy (a studiuje politologię), jeśli taka osoba donosiła a teraz mówi mi o wolności i uczciwości.